/
Text
ROCZNIK PRZEMYSKI
TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ NAUK W PRZEMYSŁU
SOCIETAS SCIENTIARUM AC LITTERARUM PREMISLIENSIS
T. XXI
R. 1979
ROCZNIK
PRZEMYSKI
Przemyśl — 1982
Komitet redakcyjny:
ZYGMUNT FELCZYNSKI, ANDRZEJ KOPERSKI, MICHAŁ KRYCZKO, ANTONI
KUNYSZ, MIECZYSŁAW MAZUREK, JULIAN OLSZAK, JAN PAJĄK, JERZY
PIÓRECKI, ANTONI RACHWAŁ
Redaktor:
JULIAN OLSZAK
Redaktor techniczny:
MIECZYSŁAW PIETRZAK
Streszczenia obcojęzyczne:
JANINA HEJNAR (rosyjskie)
KRYSTYNA WIŚNIEWSKA (angielskie)
Obwolutę i okładkę projektowała:
MARIA WITKIEWICZ
Praca wydana na zlecenie:
WYDZIAŁU KULTURY I SZTUKI
Nakład 800 + 50 egz. For. B-5 Ark. druk. 17,75+1 wklejka Ark. Wyd. 27,5
Oddano do składu 12 października 1979 r. Podpisano do druku w lipcu 1982 r.
Druk ukończono w sierpniu 1982 r. Cena 200,— zł
Spółdzielnia Inwalidów ,,Praca" Przemyśl, ul. Jasińskiego 2
Zam. 3247-79 nakł. 800 szt. J-7
I. MATERIAŁY I ROZPRAWY
JERZY STARNAWSKI
Z DZIEJÓW SŁAWY
STANISŁAWA ORZECHOWSKIEGO (XVI-XVIII tu.)*
Spośród pisarzy złotego wieku najwięcej powiedział o sobie Orze-
chowski. Wystarczy wspomnieć partie autobiograficzne w Annales,
list autobiograficzny do nuncjusza Jana Franciszka Commendoniego
z 16 grudnia 1564 roku1 2, List do Juliusza III papieża z prośbą o uchwa-
lenie małżeństwa swego (1551) 3 i wiele wzmianek w licznych pismach.
Toteż biografię jego znamy tak dokładnie jak biografię Reja, o wiele
dokładniej niż biografię Kochanowskiego, Frycza-Modrzewskiego i tylu
innych. Zapytajmy, co o nim przekazali potomności inni współcześni.
Zgodnie z modą szesnastowieczną dzieła drukowane opatrywano wier-
szami pochwalnymi. Ukazaniu się Turcyków (debiut drukowany) to-
warzyszył nie tylko epigramat Janiciusa, w którym po raz pierwszy wy-
stąpiło zestawienie z Cyceronem, tak często wobec Orzechowskiego
stosowane; nazywano go przecież polskim Demostenesem, nie tylko
Cyceronem. Dowodem uznania był zarówno sam fakt niezwykle szybko
1 Ogłosiłem przed kilku laty studium pt. Stanisław Orzechowski w sądach współ-
czesnych i potomnych. W: Z dziejów kultury i literatury Ziemi Przemyskiej. T. 2.
1973. Przemyśl 1973, druk 1974, s. 11—21. Niniejsze jest w stosunku do wymienio-
nego wersją rozszerzoną, ograniczoną do wieków dawnych. — Tematem stanowiącym
przedmiot rozważań zajęła się także Bogumiła Kosmanowa w dwu pracach: Popu-
larność Stanisława Orzechowskiego w Rzeczypospolitej szlacheckiej (połowa XVI —
połowa XVII wieku). ,,Odrodzenie i Reformacja w Polsce" t. 22: 1977 s. 75—91;
Recepcja twórczości Stanisława Orzechowskiego od połowy XVIII do połowy XIX
wieku. ,.Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej" t. 13: 1977 s. 67—82. W przekonaniu, że
zbieżności są konieczne, gdy dwoje pisze o jednym, ale mimo to si duo faciunt
idem, non est idem, autor decyduje się na publikację pracy, kwitując z wdzięcz-
nością zaczerpnięcie niektórych informacji od B. Kosmanowej.
2 Tekst łaciński ogłosił Józef Korzeniowski w: Orichoviana. Opera inedita et
epistulae Stanislai Orichovii. 1543—1566. Vol. 1. Cracoviae 1891, BPP nr 19, s. 587—
602, i odb. pt. Vita S. Orichovii, Kraków 1891. Przekład polski podał Jerzy Starnaw-
ski w: St. Orzechowski: Wybór pism. Wrocław 1972, BN Ser. I nr 210, s. 620—641.
8 Wznowiony przekładem polskim w r. 1782.
dokonanego, bo ogłoszonego w tymże roku 1543 polskiego przekładu
łacińskiej mowy, ale i anonimowy wstęp poprzedzający wersję polską;
urasta on do rangi pierwszej krytycznej „rozprawy" o Orzechowskim.
Czytamy tam:
„Napisał tymi czasy Stanisław Orzechowski książki łacińskim
a wspaniłym i dwornym językiem ślachty polskiej około ruszenia zie-
mie przeciw Turkowi. Książki niepospolite, godne, iżby je
każdy tych czasów czytał, bo są i wywodu, i rozumu wielkiego. Lecz
iż tak wysoką łaciną a trudną (jako człowiek nauczony) pisał, iż nie
rzkąc ziemianin, ale dobrze ćwiczony bakałarz niedobrze im wyrozu-
mieć może, a między ślachtą rządko znaleźć, który by dobrze łaciń-
ski język rozumiał, a przeto widząc ja tak potrzebne a pożyteczne
Rzeczypospolitej ty książki, iżby je każdy wyrozumiał, wyłożyłem je
z łacińskiego na polski, a zwłaszcza gdy mi je na to przysłano z Kra-
kowa i o to mię proczono, abych o jako narychlej mógł uczynić. Jedno
o to proszę pana Orzechowskiego (chocia go nie znam, jedno rozumiem
o nim z jego pisma coś osobliwego), aby mi za złe nie miał, iżem drugdy
szerzej wyłożył, iżem też i snadź drugdy które słowo przydał, bo tego
potrzebuje wykład każdego języka" 4.
„Kronikarzami" Orzechowskiego, jego perypetii małżeńskich, sta-
nowiących niejednokrotnie centralną niemal sprawę sejmów Rzeczy-
pospolitej, byli oprócz niego samego również znakomici historycy
współcześni: Łukasz Górnicki i Marcin Bielski. Autor Dworzanina
polskiego (1566) w przedmowie (w liście do Zygmunta Augusta) prze-
ciwstawiający swe „ołowiane" pióro „złotemu" pióru Orzechowskiego,
jako historyk swoich czasów sprzymierzał się z autorem Annalium,
bardziej jednak od niego był zwięzły i bardziej przedmiotowy. Upo-
dabniał się tymi słowami do Orzechowskiego, który w Dyjalogach
około egzekucyjej podobnie szacował swoją twórczość wobec twór-
czości Hozjusza i Kromera. Wmieszanie się Orzechowskiego do sprawy
księdza Walentego, proboszcza krzczonowskiego, skazanego na doży-
wotnie więzienie za ożenek (1549) „pokwitował" Górnicki słowami na-
stępującymi: „Stanisław Orzechowski spisaną rzecz, dosyć uczoną
a nastrzępioną łacińskimi słowy (która i teraz sie miedzy ludźmi znaj-
duje), podał ku obronie księdza Walantego" 5 6.
Nieco dalej tak oto wspomniał o sejmie 1550 roku, kiedy to —
jeszcze przed ostatecznym krokiem Orzechowskiego — rozpatrywano
już sprawę klątwy rzuconej nań przez biskupa Dziaduskiego: „Miał
też nieco trudności Orzechowski na tym sejmie z biskupem Dziaduskim
4 Przedruk z unikatu: Stanisław Orzechowski: Książki o ruszeniu Ziemie pol-
skiej przeciw Turkowi — wyd. Teodor Wierzbowski. Warszawa 1895, Biblioteka Za-
pomnianych Poetów i Prozaików Polskich XVI—XVIII wieku, z. 4. Za Wierzbowskim
przedrukował przedmowę Witold Taszycki: Obrońcy języka polskiego. Wrocław 1953,
BN Ser. I nr 146, s. 88—89.
6 Por. Łukasz Górnicki: Dzieje w Koronie Polskiej. Cyt. za: Łukasz Górnicki:
Pisma. Opr. Roman Pollak. T. II, Warszawa 1961, s. 595—596. Mowę Orzechowskiego
w obronie ks. Walentego, wygłoszoną do biskupa Sam.ela Maciejowskiego, nie pu-
blikowaną za życia autora, znamy dziś; ,z rękopisu Biblioteki Czartoryskich w Krako-
wie ogłosił ją J. Korzeniowski: Orichoyiana, op. cit., s. 264.— Górnicki scharaktery-
zował ją trafnie; napisana po polsku, ma wtręty łacińskie.
swym przemyskim o żonę, którą był pojął, lecz ks. Maciejowski po-
mógł mu do tego, że się ta rzecz gładce odłożyła z tym dokładem, iż
Orzechowski był powinien posłać do Rzymu z prośbą, iżby małżeństwo
jego od Stolice Świętej było potwierdzone, co i uczynił Orzechow-
ski" 6.
Na ten sam temat relacjonuje Marcin Bielski: ,,A iż tego czasu
Stanisław Orzechowski Okszyc, kanonik przemyski, kapłanem będąc,
żonę umyślił był podjąć, i o to od biskupa przemyskiego Jana Dzia-
duskiego na ten sejm był pozwan i zaklęt; tedy tę akcyję tego sejmu
dokonywali biskupi, ganiąc mu to, a niektórzy z świeckich rad przy
nim stojąc"5 * 7. Tuż obok, pod rokiem 1551, notuje nieco dłużej:
(...) ksiądz Stanisław Orzechowski herbu Okszyc żonę pojął Mag-
dalenę Chełmską. O co gdy go nie przestawał gromić Jan Dziaduski,
biskup przemyski, wielkie między ludźmi na stan duchowny nawałnoś-
ci powstały; bo już zatem każdy ksiądz dla bezżeństwa jako za bez-
zakonnego był udawan i rozumian. Przetoż gnieźnieński arcybiskup
Dzierzgowski synod do Piotrkowa złożył, na którym wyszła konfesyja
abo wyznanie wiary chrześcijańskiej, pod tytułem arcybiskupim napi-
sana przez Stanisława Hozyjusza kardynała, człowieka uczonego. Tam-
że Orzechowski, ksiądz swemu biskupowi nieposłuszny, był za herety-
ka deklarowany i tak królowi podany" 8.
Rozgłos Orzechowskiego pisarza wzrastał stale. Sława jego rosła
poza Polską, począwszy od roku 1548.
Mowę na pogrzebie Zygmunta I, raczej panegiryk na cześć zmar-
łego króla (Mowa nie była bowiem wygłoszona), opublikował w r.
1548 w Krakowie u wdowy po Florianie Unglerze z dołączonym przy
końcu wierszowanym nagrobkiem króla pióra Jakuba Przyłuskiego,
a więc ze świadectwem, że „Arystarch pism" (tak bowiem nazwał
Orzechowski Przyłuskiego w liście do niego z 2 maja 1548 r.9) impri-
matur udzielił. W tymże roku, a więc w roku śmierci króla, ukazał
się wenecki przedruk Mowy, w którym wiersz Przyłuskiego zastąpio-
ny został wierszem i przedmową Włocha, Pawła Ramusia. Również
w Wenecji dokonano nieco później przedruku w antologii Orationes
clarorum hominum (1559), a następnie w rozszerzonej paryskiej wersji
owej antologii (1577). Jedyna to mowa polska włączona do zbioru
wzorowych oracyj, skonstruowanego na ziemi włoskiej. Przedruki mno-
żyły się następnie: bazylejski (1582); frankfurcki (1584); hannowerski
(1623). Żaden z nich nie stanowił osobnej pozycji książkowej, lecz
jawił się z okazji wydania zbioru polskich dzieł historycznych lub
zbioru mów pogrzebowych, co z jednej strony mogłoby dowodzić osła-
bienia zainteresowania tą mową i jej tematyką, z drugiej strony świad-
5 Cyt. za: Łukasz Górnicki: Pisma, op. cit., s. 597. Warto nadmienić także, iż
w Rozmowie Polaka z Włochem Górnicki cytuje Orzechowskiego Mowę na pogrze-
bie Zygmunta I.
7 Cyt. za: Marcin Bielski: Kronika, wyd. Kazimierza Józefa Turowskiego, t. II,
Sanok 1856, s. 1103.
8 Ibid., s. 1106—1107.
9 List opublikowany po łacinie w: Orichoviana, op. cit., s. 112—115.
czy jednak o odczuwaniu konieczności włączenia jej zarówno do zbio-
ru pism dotyczących dziejów Polski, jak i do zbioru mów pogrzebo-
wych. Znając przedmowę Ramusia w edycji weneckiej, pełną podziwu
dla uczonego i utalentowanego autora, być może wiedząc już o przy-
gotowywanej antologii z r. 1559, ale jeszcze nie znając jej z druku,
pisał Orzechowski w liście do kanclerza Jana Osieckiego, stanowią-
cym przedmowę do drugiej edycji Panegiryku na zaślubiny Jana Tar-
nowskiego (1558), iż mowa ta „nie dla talentu" autora, lecz „dla zna-
czenia" króla „przewędrowała już prawie całą Europę".
Podobną karierę zrobił list Orzechowskiego do Pawła Ramusia
z 15 sierpnia 1549 r. Jeszcze za życia autora uklasycznił się jako utwór
literacki, i to poza garnicami Polski. Ogłoszony bowiem został w We-
necji, w oficynie Pawła Manucjusza, jednej z najsławniejszych w ca-
łym świecie w dobie renesansu, w antologii Epistołae clarorum virorum
(1556). Równocześnie przedrukowano go wraz z całą antologią listów
w Paryżu, następnie w Wenecji (1568), dwukrotnie w Kolonii (1569,
1586). Przy czym w czterech pierwszych edycjach był to jedyny po-
mieszczony w zbiorze list Polaka; dopiero edycja kolońska z r. 1569
wprowadziła również list Stanisława Hozjusza do księcia i guberna-
torów genueńskich z r. 1561. Zaszczyt reprezentowania Polski wobec
Zachodu na odcinku wymowy i epistolografii renesansowej przypadł
Orzechowskiemu. A warto przy tym podkreślić, że oba pisma, które
przyniosły autorowi tak ogromny rozgłos w świecie, są tylko o 5 lat
późniejsze od jego debiutu pisarskiego. Osiągnięcia pierwszych pięciu
lat twórczości były znakomite.
Przedmowa Pawła Ramusia jest niejako rozprawą o Mowie. Włoski
humanista uwydatnił następujące zalety utworu: „wielkie i szczęśli-
wie dobrane mnóstwo spraw i myśli", „pełną wdzięku słodycz wysła-
wiania się", „roztropny układ całej treści" 10 11. W liście do autora do-
nosił: „Wielu Mowa Twoja dziwnie się podobała (...)"u. Światowej
sławy Orzechowskiego nie osłabia fakt, iż wielu innych pisarzy sze-
snastowiecznych, zwłaszcza historyków, od Miechowity aż po Kromera,
drukowało za granicą. Da się bowiem bibliograficznie stwierdzić, że
pierwodruki ich dzieł były zagraniczne. Orzechowski przeciwnie nie
wydrukował ani jednego dzieła po raz pierwszy za granicą. Mowę na
pogrzebie Zygmunta I ogłoszoną w Krakowie (1548) i nie drukowany
list do Ramusia włączono do egzemplarycznych) antologii mów i li-
stów, ale nie dokonał tego Orzechowski. Jednym z pierwszych, któ-
ry sławę europejską Orzechowskiego docenił, był Jakub Przyłuski.
Pisał o tym w przedmowie do zbioru Leges sen Statuta (1553), gdzie
Orzechowskiego — ideał mówcy — zestawił z Andrzejem Trzecieskim
— ideałem poety. Pisał:
10 Por. St. Orzechowski: Wybór pism, op. cit., s. 89.
11 Korespondencję Orzechowskiego i Ramusia możemy odtworzyć w formie dwu-
głosu. Por. Orichoviana, op. cit., s. 176—180, St. Orzechowski: Wybór pism, op. cit.,
s. 90—91. — Por. także; J. Starnawski: Światowa sława Orzechowskiego: W: Z dzie-
jów kultury i literatury Ziemi Przemyskiej. (Ser. 1). Przemyśl 1969 s. 17—24 i wstęp
do: St, Orzechowski: Wybór pism, op. cit., s. XV—XXV.
(...) laudem quam vel Plato vel Aristoteles Graecis suis, vel Cicero
vel Vergilius Romanis multa ampliorem ac etiam stabilioremgue suo-
rum civium imperium fuit pepererunt, ipseąue noster Orichovius tuo ac
etiam Polonico nomini pareret12.
Przy końcu zaś dzieła nazwał Orzechowskiego „singulare orna-
mentum patriae nostrae", wymieniając go w towarzystwie: Walentego
i Jana Herburtów, Stanisława Wapowskiego, Stanisława Drojewskiego,
Jana Derśniaka, a szczególnie Andrzeja Trzecieskiego 13.
Prawie wszystkie te same nazwiska, dodając wiele jeszcze in-
nych, powtórzył Andrzej Trzecieski w poemacie De sacrosancti Evan-
gelii in ditione Regis Poloniae post revelatum Antichristum origine,
progressu et incremento elegia (1556). Orzechowski nazwany tu „patriae
praenobile lumen". Czytamy o nim, że „ipso tantum est gui Cicerone
minor", że
Scritaąue Christiacurn doctissima spargit in orbem;
Hunc illum merito gloria summa manet14.
Orzechowski zestawiony tu najbliżej z Fryczem Modrzewskim,
już wówrczas autorem głównego dzieła swego życia, De republica ernen-
danda. To zestawienie utrzymało się już na zawsze.
Nie była to pierwsza pochwała, którą obdarzył Trzecieski Orze-
chowskiego. Poprzedził on prozaiczną przedmową Panegyricus nuptia-
rum Sigismundi Augusti (1553). Przedmowa wymieniona ma charakter
apologetyczny; jest to obrona pisarza przed zarzutami czytelników.
Trzecieski stwierdza, że dzieło „świadczy o wielkim talencie autora",
że zgodnie z poetyką panegiryku nie musi być dokładne w każdym
szczególe, że autor słusznie uchronił czytelnika „od przesytu i znu-
żenia szczegółami" i jeśli ów czytelnik to właśnie będzie miał „na oku",
jeśli dostrzeże „słodycz", lektura sprawi mu „wiele przyjemności,
żadnymi żalami nie zmąconej" 15 16.
UwTagi o dziełach Orzechowskiego słał autorowi wielokrotnie
z nim korespondujący Marcin Kromer i5a, a raczej od strony zawartości
myślowej. Podobnie jak w relacjach z Fryczem Modrzewskim przyjaźń
przerodziła się w polemikę. I Frycz, i Kromer są autorami dzieł zaty-
tułowanych Orichovius, skierowanych przeciw Orzechowskiemu.
12 Por. Jakub Przyłuski: Leges seu Statuta Regni Poloniae. Cracoviae 155.3, k. b 2
verso. Przedmowa pisana była w formie listu do Zygmunta Augusta.
13 Por. ibid., s. 835.
14 Por. Andrzej Trzecieski: Carnuna. Wiersze łacińskie. Oprać. Jerzy Krokowski.
Wrocław 1958, BPP Ser. B nr 8, s. 28. Przekład: „(Orzechowski) przesławna chluba
ojczyzny, (...) jednemu tylko Cyceronowi ustępuje, (...) pełno uczoności pisma po ca-
łym świecie chrześcijańskim rozsyła, a stąd wielka, zasłużona chwała go czeka".
16 Por. ibid., s. 482—485. Cytaty podane w przekładzie J. Krokowskiego.
i-5a i Rozmowie dworzanina z mnichem (1551) wspomniał słowami Mnicha dzie-
ło Orzechowskiego Pro Ecclesia Christi (1546). Nie wymienił wprawdzie tytułu,- wło-
żył w usta Mnicha słowa, iż o porządku w Kościele „dosyć ozdobnie napisał Sta-
nisław Orzechowski przed klikiem lat". Por. Marcin Kromer: Rozmowy dworzanina
z mnichem (1551—1554). Wyd. Jan Łoś. Kraków 1915, BPP nr 70, s. 74.
Wielokrotnie opatrywał przedmowami kolejne dzieła Orzechow-
skiego Jakub Górski. W przedmowie do Ficlei catholicae confessio
(1561) nazwał autora ,,doctissimus ac catholicus vir". Po przedmowie
następowały wiersze, m.in. Sebastiana z Felsztyna, który wymienił
„Orichovii docte libellum" jako dar godny cnotliwego męża, Jędrzeja
Przecławskiego. Pean cały wyśpiewał Górski (w formie listu do Miko-
łaja Wolskiego) na początku dzieła pt. Fricius (1562), stając całkowicie
po stronie Orzechowskiego, nie Frycza, w słynnym konflikcie między
obu pisarzami. Oto fragment początkowy długiego listu-przedmowy:
(...) Żem (...) wychwalał i częstokroć wychwalam Orzechowskiego,
męża nader uczonego, męża wielkiego i odważnego serca, ani mi tego
nie żal, ani kiedy żałować będę. Kocham rozum człowieka, mile przyj-
muję jego najuczeńsze pisma, całuję tak wielką dzielność wymowy,
jakowej ci sił swoich przechwalacze wytrzymać nie potrafią, dziwię
się nad żwawością i umysłem przytomnym męża tego na wszelkie
niebezpieczeństwa, które oni nie słowy tylko, ale i pismami zapowie-
dają jemu. Szanuję najśliczniejszą jego Kościoła Rymskiego (który to
sam jeden prawdziwym Chyrstusa zaszczepieniem i winnicą jest) oraz
wiary starożytnej i prawdy obronę. Nie Orzechowskiego szczęściu,
które, zaświadczają oni, iż od niego odeszło, przypochlebiam się, ale
miłuję cnotę jego (...)” 16.
W tym samym roku 1562 wydał Orzechowski po raz pierwszy
Chimerę (wyd. II -— 1563), którą Jakub Górski poprzedził przedmową-
listem do Jędrzeja Przecławskiego. Tam pisał m.in.:
(...) Orzechowski (...) w dziele niniejszym nie tylko innych, jak
zawsze czynił, lecz samego siebie przewyższył. Jakoż nie jest rzecz do
opowiedzenia łatwa, czyli w nim więcej usiłowaniu bronienia Kościoła
katolickiej i starożytnej wiary, czy żwawości wymowy, którą się
przeciw nieprzyjaciołom Kościoła unosi, czyli rozlicznych i najwięk-
szych rzeczy umiejętności dziwić się powinniśmy.
Wielki Orzechowskiego rozum, wielkie nauk wielkich poznanie,
taka moc wymowy, jaka największa byc w człowieku może, ta wielka
gorliwość zwrócenia na swoje miejsce rodowitej wiary, jako ta książka
jego, którą wyda jemy na świat, zaświadcza, jaka się w niewielu znaj-
duje. Ten niebiański dowcip nie jest tych czasów, nie tej pory dziel-
ność wymowy, tak wielka odważność w bronieniu całości ojczyzny
i ojczystej wiary, jaka, ani w Krassach ani w Antoniuszach naczelni-
kach rzymskich, nie była (...).
Nie ustrasza Orzechowskiego zgraja uzbrojonych, nie daje się usu-
nąć niczyjej kogożkolwiek przyjaźni od bronienia ojczyzny i wiary
owej, którą wraz z mlekiem macierzyńskim wyssał (...). 16
16 Cyt. za: Stanisława Orzechowskiego Rusina do Jakuba Uchańskiego, biskupa
kujawskiego, Frycy (Fricius) czyli o głownowładztwie albo świętowładztwie Stolicy
Apostolskiej 1562 drukowane a przez X. M. Zygmata Aleksandra Nałęcz z Włynia
Włyńskiego, filozofii, teologii doktora i obojga praw doktora, w Akademii Krakow-
skiej od lat 53 wysłużonego profesora a na tedy tejże Akademii seniora patra,
rządźce kościoła i parafii smardzowickiej, z łacińskiego na polskie w lat 251, roku
1813 przetłumaczone — rękopis Biblioteki Jagiellońskiej, sygn. 26'30, s. 3.
Jego skromność i zwierzchności porządnej uszanowanie, potężną
owę jego dobitność i dowcipu, i Tulliańskiego i Demosteńskiego kraso-
mówstwa żywość i wszech najważniejszych rzeczy umiejętność, niby
złoto perłę, w którą jest oprawna, zdobi i wszystkim nader przyjemną
czyni (...) 17.
Równocześnie (1562) tłumacz Wyznania wiary, powstałego 1552,
ogłoszonego po łacinie 1561, Hieronim Krzyżanowski, w przedmowie
nazywa autora ,,człowiekiem rycerskim, zacnym, nauki wielkiej, rozu-
mu osobliwego (...)", a o dziele tłumaczonym pisze: ,,(...) jest tak zacne
i tak pożyteczne jako i uczone: albowiem osobliwie zamyka w sobie
wszystek porządek i sposób wszytkiej wiary krześcijańskiej, gdy w tym
wyznaniu wiary okazuje właśnie, jaki i gdzie jest prawdziwy Kościół
krześcijański i które są znaki tegoż to kościoła (...)" 18.
17Cyt. według: Stanisława Orzechowskiego Rusina Chimera czyli o Stankara
okropnym Królestwu Polskiemu kacerstwie. Strzeżcie się fałszywych proroków, któ-
rzy przychodzą do was w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilcy drapieżni. Kolonia,
u Materna Cholina, 1563. Przez X. M. Zygmunta Aleksandra Nałęcz z Włynia Włyń-
skiego z lat 247 z łacińskiego na polskie przetłumaczona i do Warszawy w roku
1810 przesłana — rękopis Biblioteki Jagiellońskiej sygn. 2627, s. 14—15. Przedmowie
Jakuba Górskiego i przedmowie a tora towarzyszyły również łacińskie wiersze.
Wiersz Jana Dymitra Solikowskiego In ortum Chimerae brzmi w przekładzie Włyń-
skiego:
Na łoże dumy weszła kłótnia niegodziwa
I wnet począwszy, sprosne urodziła dziwa.
Wyszła z piekielnych ciemnic szkaradna Chimera
Ze łba lew, smok z ogona, z brzucha koza szczera.
5 Ta jedna wespół złączywszy gwałt, jad i mord mściwy,
Sarmackie nasze srodze wciąż pustoszy niwy.
Tę zarazę, o Boże! zwróć od naszej ziemi
I jeziorami, proszę, pochłoń piekielnemi!
Alić! uprzedzasz prośby, gdy zsyłasz rycerza
10 Prawowiercę, aby ten cudnie uśpił zwierza.
A oto jeden z kilku wierszy Jakuba Wągrowieckiego:
Stankar, co wylągł na świat Chimerę ogromną,
Zląkł się sam na swój poród, tracąc myśl przytomną.
„Sarmackie — rzekł — już teraz spustoszemy pole
Za jej przewodnią, któż jej potędze wydole?"
5 Słyszy to Orzechowski, zgrzytnie rozrzewiony:
Chwyta walczną ręką topór wyostrzony,
Woła konia! (zapewne z nieba mu Pegaza
Dodano), wpada, wsiada, i pędzi do razu.
Stankarze jakiż twój duch? jakież siły ciała?
10 Stankarze, już po tobie, już zginiesz do cała.
(Tamże s. 4—6)
Wyśmiewał owe wiersze pochwalne, którymi autor Chimery opatrywał swe dzieła,
Andrzej Frycz Modrzewski. Por. w jego dziele Orzechowski, czyli odparcie oszczerstw
Stanisława Orzechowskiego z Rusi słowa: Cisną się do ciebie, jak szczenięta do
brytana, wierszokleci i mędrkowie. Pod niebiosa wynoszą oni ciebie i wszystko, co
ma związek z tobą. (Dzieła wszystkie. T. 4. Pisma 1560—1562. Warszawa 1957 s. 297).
18 Wyznanie wiary Stanisława Orzechowskiego, które czynił w Piotrkowie na
synodzie złożonym przez Jego Miłość ks. Arcybiskupa Mikołaja Dzierzgowskiego
Roku Pańskiego 1552. A potem na drugim synodzie warszawskim potwierdzone i wy-
dane Roku Bożego 1561. Tegoż roku na język polski przełożone przez Hieronima
Krzyżanowskiego 1562.
Pochwały Jakuba Górskiego zakwestionował Andrzej Frycz Mo-
dizewski w momencie, gdy pomiędzy dawniej zaprzyjaźnionymi pisa-
rzami zaistniał znany konflikt. Lojalnie przyznawał jednak, iż nie dlate-
go występuje przeciw autorowi Chimery i Friciusa, że autorowi zabrakło
„Tulliana (...) facundia" 19.
Polemika z Fryczem Modrzewskim nie była jedyną, jaką wypadło
pisarzowi obdarzonemu temperamentem i głoszącemu w wielu sprawach
kontrowersyjne tezy stoczyć. Autor Quincunxa (1564) skierował ostre
inwektywy przeciw Litwie. Ukazał ustrój zasadzający się na niewoli
(w księstwie dziedzicznym) i księstwu przeciwstawił Koronę jako rzecz-
pospolitą rządzoną na zasadzie wolności. Dzieło nie mogło nie zadrażnić
,,Litwinów". Odpowiedź nadeszła szybko. Jeszcze w roku ukazania się
dialogu, 1564, ujrzała światło dzienne w druku anonimowa Rozmowa
Polaka z Litwinem, przypisywana Augustynowi Rotundusowi, stanowią-
ca prawie w całości polemikę z tym, co Orzechowski ,,barzo grubie
a waśniwie napisał", będąca obroną ,,hańby i sromoty", którą Litwinów
,,popluskał" 20. Urodzony polemista replikował, jak wiemy, nie ogłoszo-
ną za życia łacińską Apologią Quincunxa 21.
Pisarstwo Orzechowskiego jednało mu raz po raz nowe pochwaiy.
Solidaryzujący się z antyegzekucyjnym programem Orzechowskiego
autor Ziemianina, prawdopodobnie Jan Dymitr Solikowski, wymienia
twórcę politycznych dialogów w słowach i Ojca, i Syna, Obaj rozmów-
cy zgodni są w ocenie talentu Orzechowskiego. Zacytowany przez Ojca
autorytet określony został przez Syna słowami ,,człowiek uczony, i do-
brze pisze" 22. Równocześnie wspomniany nuncjusz Commendoni pisał
do kardynała Boromeusza, że Orzechowskiemu „w całym państwie nikt
(...) wymową ani śmiałością nie wyrówna" 23.
Obszerny ustęp poświęcił Orzechowskiemu człowiekowi i pisarzowi
Benedykt Herbst w swym Wypisaniu drogi, tj. w opisie podróży odbytej
w roku 1566 z Poznania na Ruś. Autora dialogów wspomina Herbst
słowami: ,,Nasz miły dobrej pamięci Stanisław Orzechowski" 24, a opi-
sując pobyt w Przemyślu, podaje taką charakterystykę pisarza:
19 Por. A. Frycz-Modrzewski: Narratio simplex ... W: A. Frycz Modrzewski:
Opera omnia. Wyd. Kazimierz Kumaniecki. T. 4. Warszawa 1958 s. 239.
20 Por. Rozmowa Polaka z Litwinem, 1564. Wyd. J. Korzeniowski. Kraków 1890,
BPP nr 11, s. 3, 76.
21 Tekst ogłosił z rękopisu J. Korzeniowski w: Orichoviana ..., op. cit. s. 629—658.
Omówienie i cytaty fragmentów we wstępie do St. Orzechowskiego Wyboru pism,
op. cit., s. LXIII—LXV.
22 Por. Pseudo — Orzechowskiego Ziemianin. Wyd. Henryk Gaertner. Lublin 1922,
s. 24—25. Aż do edycji Gaertnera Ziemianina łączono z Orzechowskim. Obalił on
przekonywająco to mniemanie w broszurze pt. Ziemianin, bezimienny dialog XVI wie-
ku na tle współczesnej publicystyki. (Myśl — styl — autorstwo). Kraków 1922. Por.
także studium monograficzne Edmunda Kotarskiego, Publicystyka Jana Dymitra Suli-
kowskiego. Toruń 1970.
23 Cyt. za: Ludwik Kubala: Stanisław Orzechowski i wpływ jego na rozwój
i upadek reformacji w Polsce. Warszawa 1906, s. 82.
24 Por. Pamitky połemicznoho pyśmenstwa kincia XVI i pocz. XVII w. t. I, Lwów
1906, s. 9. (Tekst wydał Cyryl Studynskij).
(...) zastaliśmy onego dobrze uczonego i szlachetnego człowieka,
który i pisaniem, i przykładem swoim wiele ludzi do Kościoła Powszech-
nego za sobą wiódł. Dorozumie się każdy, o kim mówię; znali dobrze
i obcy ludzie Stanisława Orzechowskiego, filozofia, wy mówcę i teologa
wielkiego, z niemałym żalem naszym teraz niedawno zmarłego.
A czego jemu nie dostawało, gdyby chciał był nie dbać o Rzymski
Kościół? według głupiego świata; wszystko miałby był lepiej od nas,
nie myśląc; ale on mądrze wołał wszytkimi pożytki wzgardzić dla jednej
swej dusze. I któż by mu kazał bronić papieża rzymskiego, przeciw
któremu przedtem i pisał, i czynił, gdyby był zbawienia dusze swej nie
miłował? U ludzi uczonych, a na świecie zawołanych, to jest najcięższa;
ganić, co przedtem chwalił, i piórem tego poprawić. A coż stąd onemu
przybyło, iż to był uczynił? Utracił łaskę wszystkich nowowierników;
zginęły mu pensiae; stał się uboższym niźli był przedtem. Według tego
świata lepiej było trzymać z onymi (a zwłaszcza, że też o żonę, którą
był pojął, miał wielkie trudności, ani mógł, chociaj za papieżem pisał,
papieskiej otrzymać dispensacji), ale według Pana Boga lepiej tak
uczynił, iż do Kościoła Powszechnego, z ktorego był nie mądrze na czas
wyszedł, mądrze w czas sie nawrócił. Abowiem i siebie samego duszę
pozyskał, i wielu innych zacnych ślacheckich doirow w Owczarni Pio-
trowej trzymał, a ku niej zgromadzał; wielką za to iż będzie miał od-
płatę, mamy o tym nadzieją dobrą. Zaiste z tego jednego zawołanej
nauki człowieka mógłby sie kożdy kajać, gdyby chciał pilno weżrzeć
w prawdę, złożywszy afekty, a odłożywszy na stronę persony. Też ci on
nie chwalił złych w Kościele obyczajów; prawdy samej przestrzegał
i bronił; i tę w pisaniu swoim wszystkim jaśnie mówił.
O wielka Dobroci i Opatrzności Boska, gdyby Ją ludzie chcieli
baczyć! Dał Pan Bog podporę w grzech upadłym ludziom upadek niegdy
Dawidów, ktorego on królem i prorokiem będąc, w psalmiech swych
pisać nie wstydził sie. Ś(więty) Paweł też, Pana Chrystusów Apostoł,
swoje bluźnierstwa i prześladowanie Kościoła Pańskiego w piśmie swym
wspomina. Także i naszym Polakom miłym Pan Bog dał znaczny przy-
kład Stanisława Orzechowskiego, który też przed wszystkim światem
grzech swój w swoich księgach obwoływa: Panie Boże, tylko daj, aby
ci, którym tego jest potrzebna, słyszeć to i widzieć chcieli" 25.
Wiersz pt. Epitafium Stanisławowi Orzechowskiemu napisał nie
znany bliżej Andrzej z Pilzna 26. Oto początek:
Sroga śmierć nam nietrafnie bardzo uczyniła,
Że Cię miła Okszo teraz wyszczerbiła,
Tłukłaś, rąbałaś, siekła ty kacerskie błędy,
Których tym czasem dosyć między ludźmi wszędy.
Nic Cię nie ustraszyły i sęki zawiłe,
Było to przed twym hartem jako próchno zgniłe (...).
25 Ibid. s. 3—4. W skrócie cytuje Wpisanie drogi Kubala, op. cit. s. 82.
26 Por. Aleksander Bruckner: Różnowiercy polscy. Szkice obyczajowe i literackie.
Ser. I. Warszawa 1905 s. 133—134. W Bibliotece Czartoryskich w Krakowie zachował
się (w Tekach Naruszewicza) osiemnastowieczny odpis, sygn. IV 23 s. 59—60.
W dalszym ciągu, słabego wiersza wspomniana Chimera; parafra-
zując Kochanowskiego pieśń II 24 pisze autor: „stąd cię Niemcy, Wło-
szy i Hiszpanie znają (...)”. Nie jedyne to nawiązanie do czarnoleskiego
poety. Wers 1 to jakieś nawiązanie do Trenu XIII. Zakończenie słabego
utworu uderza w tony regionalne:
Pierwej tedy przez Przemyśl San rynkiem popłynie
Niźli twa, Okszo! w Polsce pamiątka zaginie.
Stanisława Orzechowskiego Żywot i śmierć Jana Tarnowskiego
nie był drukowany, jak wiemy, za życia pisarza. Krążył w odpisach
i znany był m. in. późniejszemu biografowi hetmana, Krzysztofowi War-
szewickiemu. W dziele De laudibus lo. Tarnovii zestawił je Warszewic-
ki z innym dziełem, nie znanym nam dziś, Walentego Różanki. Takie
zestawienie na pierwszy rzut oka nie wydaje się nam dla Orzechow-
skiego zaszczytne, ale, skoro tekst Różanki przepadł, nie umiemy po-
wiedzieć, w jakiej mierze było to zestawienie niesłuszne. O obu auto-
rach zajmujących się poprzednio Tarnowskim pisze Warszewicki jako
o „mężach doskonałych i wymownych”, dodając, że z nich „każdy jako
domownik znał Tarnowskiego i wiele z tego, co przez niego było zdzia-
łane, przelał na papier, i niewątpliwie myślał o wydaniu kiedyś tego
na światło dzienne”. Ale oba dzieła nie zadowalały go jako utwory
literackie i przed publikacją wymagały — zdaniem Warszawickiego —
udoskonalenia. Niedosyt czytelnika leżał u genezy nowego dzieła o Tar-
nowskim 27.
Bardziej pochlebne są inne glosy. Bartosz Paprocki w Herbach ry-
cerstwa polskiego (1584) omawia (s. 448) herb Oksza i obok Reja wy-
mienia Orzechowskiego, stwierdzając, że jego „(...) pamięć długo nie
zaginie, który był człowiekiem uczonym, wielkim (...), ksiąg wiele na-
pisał, tak Kościołowi jako i Rzeczypospolitej pożytecznych (...)”. Bio-
grafię pisarza i jego perypetie małżeńskie rozpatruje Paprocki ze stano-
wiska ortodoksyjnego.
Utrwalone już w końcu XVI wieku zestawienie Orzechowskiego
z Demostenesem przypomniał Stanisław Reszka w Żywocie Hozjusza
(1587) pisząc o Orzechowskim „alterum illum Poloniae nostrae Demo-
sthenem" 28. Łukasz Górnicki w Rozmowie Polaka z Włochem (powst.
najwcześniej 1588) wkłada w II rozmowie w usta Włocha cytat z Orze-
chowskiego Mowy na pogrzebie Zygmunta I, nazywając autora „czło-
wiekiem wielkim”. Jan Januszewski, wydając Nowy karakter polski
jako „wstępek” do Ortografii i polskiej Kochanowskiego, Górnickiego
etc. (1594), napisał w przedmowie: „on w rozum, w godność i w zacho-
wanie nieśmiertelny Stanisław Orzechowski” 29.
27 Por. Henryk Barycz: Saga kleparskiej rodziny Różanków. Historia trochę kry-
minalna. W: H. Barycz: Z epoki renesansu, reformacji i baroku. Prądy — idee —
ludzie — książki. Warszawa 1971, s. 429.
28 Cyt. według wydania: St. Reszka: Vita D. Stanislai Hosii Polani (...). 01ivae
1690, s. 142.
29 Por. Witold Taszycki (oprać.): Obrońcy języka polskiego. Wick XV—XVIII.
Wrocław 1953, BN Ser. I nr 146, s. 201.
Solidaryzowanie się z poglądami Orzechowskiego raz po raz da się
zauważyć w pismach końca XVI i początku XVII wieku, by przykłado-
wo zacytować Walentego Kuczborskiego Przestrogą przeciw konfede-
racyji (1569) 30, Marcina Łaszcza ludicium albo rozsądek o konterfekcie
Jezuitów z Eąuesa łacińskiego pod maszkarą Prawdzicza na polski język
przełożonym (1594) 31 czy zalecenie lektury Quincunxa przez Sebastiana
Petrycego z Pilzna w Przydatkach do Polityki Arystotelesowej (1605) 32.
Schyłek XVI wieku przyniósł kilka syntetycznych spojrzeń na pi-
sarstwo współczesne. Jan Dymitr Solikowski w Mowie na pogrzebie
Zygmunta Augusta (1574) wymienia listę pisarzy, wskazując, iż za żad-
nego króla nie mieliśmy tak dużej ich liczby pisarzy. Orzechowski wy-
mieniony na trzecim miejscu po Hozjuszu i po Kromerze 33. Wymieniony
już Stanisław Reszka prezentował Stefanowi Batoremu obszerniejszą
nieco listę, również od Hozjusza, Kromera i Orzechowskiego zaczętą 34.
Podobnie oceniał z perspektywy czasowej ,,Polskę literacką" doby
Zygmunta Augusta Stanisław Sarnicki. Wymieniwszy ,,teologów i histo-
ryków", Hozjusza i Kromera, zwrócił się do „mówców", pisząc: Ex
oratoribus et optimarum artium scientia praeditis Stanislaus Orichovius,
florido genere scribendi praestans, et Andreas Fricius, qui de republica
librum eruditum scripsit35. Na uwagę zasługuje tu nie tylko wymienie-
nie Orzechowskiego na trzecim po Hozjuszu i Kromerze miejscu, ale
również zestawienie z Fryczem Modrzejewskim, już obiegowe. Hozju-
sza, Kromera, Orzechowskiego i Frycza, niejako Olimp Polski renesan-
sowej wymienia anonimowy autor mowy zatytułowanej Eąuitis Poloni
in Jesuitas actio promia (1590), stwierdzając, że „mowy Orzechowskie-
go jeszcze dzisiaj krążą z rąk do rąk" 36. Wierszowany „katalog” wy-
bitnych pisarzy czasów Zygmunta Augusta podał Stanisław Grochowski
w poemacie August wzbudzony (1603). Tu Orzechowski wymieniony
w pobliżu Górnickiego i Kochanowskiego 37.
Na przełomie wieków XIX i XX Teodor Wierzbowski ogłosił ze
skarbów rękopiśmiennych Archiwum Głównego i Biblioteki Uniwersy-
teckiej w Warszawie trzy „spisy pisarzów" z ostatniego ćwierćwiecza
XVI wieku 38. Drugi z wymienionych wykazów, zatytułowany Scriptores
so Por. Sześć broszur politycznych z XVI i początku XVII stulecia. Wyd. Bolesław
Ulanowski. Kraków 1921, BPP nr 76, s. 76.
31 S. 16, 64. Por. B. Kosmanowa: Popularność ..., op. cit., s. 79.
32 Por. Sebastian Petrycy: Pisma wybrane. Oprać. Wiktor Wąsik. T. 2. Warszawa
1956 s. 382.
33 Por. T. Trzcieski: Carmina ..., op. cit., s. 543.
31 Cyt. za: St. Reszka: Vita D. Stanislai Hosii, op. cii., s. 440 (w dodatku). Pierwo-
druk: Romae 1587.
35 Por. A. Trzcieski: Carmina, op. cit., s. 543—544. Pierwodruk: St. Sarnicki:
Annales sive de origine et rebus gestis Polonoruni et Lilhuanorum libri VII. Cracoviae
1587, s. 400.
36 Cyt. w przekładzie Andrzeja Kempfiego za: Literatura anty jezuicka w Polsce
1578—1625. Antologia. Oprać. Janusz Tazbir. Warszawa 1963 s. 54.
37 Por. St. Grochowski: Poezje. Wyd. Kazimierz Józef Turowski. T. 1. Kraków
1859 s. 54.
38 Por. T. Wierzbowski: Materiały do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii
pisarzów polskich. Zebrał ... T. 1. 1398—1600. Warszawa 1900, s. 333—336.
Polonici, odnalazł wydawca w papierach Stanisława Reszki. Pochodzi
najwcześniej z 1594 roku, obejmuje 35 nazwisk. Orzechowski wymienio-
ny na dwudziestym trzecim miejscu. Lista jego dzieł podana jak nastę-
puje: Quincunx; Exequntio; Politia Polonica; De dignitate sacerdotali;
Chimaera contra Stancarum; De bello contra Turcas oratio; Epistoła ad
cardinalem Hosium de concilio oecumenico; Oratio in funere regis Si-
gismundi. Wymienione zatem dwa dzieła nie ogłoszone jeszcze, choć
dziś znane: Policyja3* i List do Hozjusza. W trzecim wykazie pt. Nomi-
rta doctorum virorum, quos novi, vidi, locutus sum, autorstwa z całą
pewnością Reszki, wśród 67 gołych nazwisk figuruje 9 polskich z Orze-
chowskim włącznie. I figuruje Orzechowski wśród 27 (respective 28)
nazwisk pisarzy w pierwszym drukowanym dziele poświęconym sław-
nym Polakom, także sławnym pisarzom, w Krzysztofa Warszewickiego
Reges, Sancti, Bellatores Scriptores Poloni (1601). Ustabilizowane niemal
trzecie miejsce dla Orzechowskiego po Hozjuszu i po Kromerze wielce
znamienne. Sam uznawał zawsze autorytet obu wymienionych i pisał,
że godzien jest zaledwie tego, aby ,,(...) za Hozyjusem księgi, a za Kro-
merem kałamarz nosił" 39 40.
Sława Orzechowskiego tak była zgruntowana w 45 lat po śmierci
pisarza, że ,,D(ommus) D(obromiliensis)", Jan Szczęsny Herburt, wydając
w roku 1611 w swej oficynie Annales, pisał w przedmowie, w liście
dedykacyjnym do Zygmunta Grudzińskiego, wojewody rawskiego: (...)
Orichovius eam habet nominis claritatem, ut in universo orbe ipsius
scripta desiderantur et complectantur (...) 41.
Pamiętajmy, że „Pan na Dobromilu", Herburt, był twórcą pierwszej
w Polsce wydawniczej serii, prekursorskiej — toutes proportions gardees
— wobec Monumentu Poloniae Historica. Wydając z rękopisu Annales,
miejsce dawał dziełu obok Kroniki Wincentego i obok Historii Polski
Długosza.
Dzieło Kaspra Cichockiego Alloquiorum Osiecensium sive yariorum
iamiliarium sermonum libr i V (...) — (1615) jest pismem autora oczyta-
nego i zorientowanego w literaturze polskiej wieku złotego. O Orze-
chowskim czytamy (ks. II rozdz. 24, s. 223): ,,Revocare in memoriam
non difficile fuerit SŁanislaum Orichovium Roxolanum, si quis illius
39 Policyją zaczęto zresztą składać współcześnie, jak o tym świadczy odkrycie
Barbary Górskiej. Por. jej rozprawkę: Stanisława Orzechowskiego ,,Policyją Królestwa
Polskiego” — fragment nieznanego druku z XVI wieku. „Ze skarbca Kultury" z. 27:
1976 s. 5—12.
40 Cyt. z VI księgi Dyjalogu około egzekucyjej (1563). Por. St. Orzechowski:
Wybór pism, op. cit., s. 416—420. Por. także list Orzechowskiego do Hozjusza z 29 ma-
ja 1563 (Orichoviana, op. cit., s. 556—557), list do Macieja Ziltaro z 14 marca 1563
(ibid. s. 548), również wypowiedzi wcześniejsze: w Fidełis subditus (por. w przekładzie
Jana Januszewskiego w: Sześć broszur politycznych z XVI i początku XVII stulecia.
Wyd. Bolesław Ulanowski. Kraków 1921, BPP nr 76, s. 70) i w liście do Mikołaja
Stadnickiego z 6 lipca 1560 (por. St. Orzechowski: Wybór pism, op. cit., s. 197).
41 Annales Stanislai Orchovii Okszi. Adiunximus Vitam Petri Kmitae. Dobromili.
In Officina Joannis Szeligae A. D. 1611. O kilka lat wcześniej G. Joanicius, autor
przedmowy do Siebeneycherowskiej edycji Orzechowskiego Panegiryków weselnych
(1605) nazywał Orzechowskiego „homo et dicendo et iudicando summis", zestawiał
jego talenty mówcy z talentem Demostenesa, Cycerona, Peryklesa.
Quincunces, Chymeras cum agminibus ministrorum concertationes et
conflictus varios legendo percurrerit1'. Z Dyjalogów około egzekucyjej
przejął Cichocki zestawienie Hozjusza i Kromera jako dwu wybitnych
pisarzy, wymienienie w bliskim towarzystwie Orzechowskiego Malche-
ra z Mościsk, którego także Orzechowski wysoko cenił i parokrotnie
po Hozjuszu i po Kromerze wymieniał.
Zarówno dzieła, jak i listy Orzechowskiego nie wydane drukiem
krążyły w odpisach. Szymon Starowolski, autor Setnika pisarzów pol-
skich (Scriptorum Polonicorum Hekatontas, 1625, 1627), na ogół płytki
kompilator, chociaż wiele dziedzin kultury ogarniający, nie tylko liznął
co nieco z listów Orzechowskiego, których kolekcję przechowywał
w swych zbiorach, według świadectwa autora Setnika m. in. Jan Ryb-
kowicz, profesor teologii w Akademii Krakowskiej, dzięki czemu wy-
brane szczegóły biograficzne podał trafnie, ale i dzieła nie ogłoszone
jeszcze drukiem wymienić zdołał (Apologia Quincunxa; księga o naj-
wyższej władzy w państwie — Policyja ...). Nieściśle Starowolski wy-
mienił III Turcy ki; nieściśle podał tytuł Panegiryku na cześć Jana
Krzysztofa Tarnowskiego. Ustęp o perypetiach z władzami kościelnymi
wart zacytowania jako zajmujące opowiadanie piórem ortodoksyjnego
biografa skreślone:
(...) Powróciwszy w domowe pielesze za namową rodziców przyjął
święcenia i otrzymał miejsce nie do pogardzenia wśród kanoników ka-
tedry przemyskiej. Nie przyniósł jednak temu stanowisku zaszczytu,
jakiego pragnęli rodzice, gdyż przesiąknięty był zepsutymi obyczajami
heretyckimi.
Biskup Jan Dziaduski wiele razy napominał go na posiedzeniach
kapituły. On jednak nie przyjmował tego jak od karcącego go ojca,
lecz pobudzony tym do większego zuchwalstwa skorzystał ze sposobno-
ści i porzuciwszy kapłaństwo, pojął żonę, i to ze szlachetnego rodu.
Wskutek tego czujny pasterz wykluczył go ze swej diecezji i, obłożyw-
szy klątwą, zaliczył do nikczemnego stada saksońskich wieprzy, on zaś
obrotnym swym umysłem spowodował wystąpienie wielkiej liczby ludzi
z Kościoła, wiele niegodziwych rzeczy pisał przeciwko świętemu stano-
wi duchownemu, razem z podobnymi sobie pustoszył majątki kościelne,
a nawet dzięki potędze swej wymowy był przywódcą burzycieli. Umy-
słem dorównywał najwybitniejszym filozofom, nawet starożytnym, wy-
mową zaś równy był Demostenesowi i Peryklesowi. Wreszcie po kilku
latach, ulitowawszy się sam nad sobą, przestał opierać się powołaniu
i Panu pokornie pukającemu do drzwi jego serca i rozpoczął pokutę.
Posłując wielokrotnie na sejmiki, na synodzie warszawskim odprawio-
nym w roku 1561 uzyskał prawo powrotu do stanu duchownego, nie-
bawem zaś — na synodzie piotrkowskim — złożył publiczne wyznanie
wiary, które potwierdził też dokumentem na piśmie. Od tej pory zaczął
poważnie pisać w obronie Kościoła przeciw heretykom. Najpierw
w Wolborzu przeprowadził w obecności Jakuba Uchańskeigo, arcybisku-
pa gnieźnieńskiego, publiczną dysputę z heretyckim Andrzejem Fryczem,
potem w Warszawie w obecności króla Zygmunta Augusta ze Stanka-
rem Mantuańczykiem, następnie w wielu miejscowościach z innymi
wobec licznego grona znakomitych i uczonych mężów, szczególnie ze
zborem pińczowskim, a także z odszczepieńcami zebranymi w Przemy-
ślu. Z pomocą Bożą odniósł zwycięstwo wielce pożyteczne dla upadają-
cego wówczas Kościoła w Polsce. Pisał wiele o sprawach publicznych
i ku chwale zasłużonych rodaków, przede wszystkim jednak przeciw
nienawistnikom wiary katolickiej (...) 42.
Wielki talent Orzechowskiego sławi Starowolski w dziele O sław-
nych mówcach polskich (De Claris oratoribus Sarmatiae, 1628) w sło-
wych: „Jakiego bowiem mówcę przełożysz ponad Orzechowskiego, na-
wet spośród Włochów i Francuzów, u których studia dawniejsze i upra-
wiane w sposób staranniejszy?” Omawiając następnie spór Orzechow-
skiego z Fryczem Modrzewskim, w barwach korzystniejszych dla Fry-
cza Modrzewskiego niż w Hekatontas, podkreślił Starowolski, iż Frycz
pokonany umiał oddać sprawiedliwość swemu przeciwnikowi: „Sam
nawet Modrzewski, zwyciężony, w książce swojej zatytułowanej Orze-
chowski nazywa go bardzo wymownym. Wielkie jest, jak mówi Pliniusz,
świadectwo nieprzyjaciela, jak niegdyś Ajschinesa o Demostenesie” 43.
Do Orzechowskiego jako do autorytetu odwoływał się Maciej Ka-
zimierz Sarbiewski w niedrukowanym za życia traktacie z zakresu mito-
logii pt. Dii gentium 44.
Drugi z kolei herbarz polski, Szymona Okolskiego Orbis Polonus
(...) — (1641) 45 podaje w bliskim sąsiedztwie (t. 2 s. 340—341) notki
o Reju i o Orzechowskim (obaj byli herbu Oksza), zdeterminowane
ortodoksyjnością „heraldyka”. O Orzechowskim czytamy: Stanislaus
qui repulsis erroribus ex animo et haeresi in gremium S. Matris Eccle-
siae rediit atgue presbyter ordinatus Sereniss (imi) Regis Ecclesiastes
actus plurimis scriptis proficuis Regno, Statui nobilium et Ecclesiae
Romanae aeviternum nomen sibi atque suae familiae reliquit. Wojciech
Wijuk Kojałowicz w dziele Miscellanea rerum ad statum ecclesiasticum
in Magno Ducatu pertinentia (1650) opowiedział (s. 63) o małżeńskich
perypetiach Orzechochowskiego 46.
Biogram Orzechowskiego, wyliczający dzieła pisarza, podał Piotr
Hiacynt Pruszcz w Fortecy monarchów i całego Królestwa Polskiego
duchownej (...) — (1662). Inny siedemnastowieczny biograf sławnych
mężów, Paweł Potocki (zm. 1674), w dziele ogłoszonym pośmiertnie
pt. Saeculum bellatorum et togatorum seu centuria clarissimorum viro-
rum Polonorum et Lithuanorum (1702), w biogramie podkomorzego prze-
myskiego Franciszka Dubrawskiego zestawia go jako mówcę z Orze-
chowskim, nazwanym „Demosthenes Roxolanus”. Przyjmuje za Orze-
chowskim (z powołaniem się nań) zestawienie Hozjusza i Kromera.
42 Cyt. za: Szymon Starowolski: Setnik pisarzów polskich. Kraków 1970 s. 156 -
—157. — Nieścisłości Starowolskiego nie zauważyłem w mym wydaniu Setnika; po-
daję je tu za B. Kosmancwą: Popularność .... op. cit.
43 Tłumaczenie według edycji Mitzlera de Kolof w Acta litteraria Regni Polanice
et Magni Ducatus Lithuaniae, Varsoviae 1756, s. 90.
44 Por. M. K. Sarbiewski Dii gentium. Bogowie pogan. Oprać. Krystyna Stawecka
(przygotowanie wydania rozpoczął Stanisław Skimina). Wrocław 1972, BPP Ser. B
nr 20, s. 97, 313.
45 Dzieło trzytomowe; tomy II—III bez daty, mogły ukazać się później.
12 Por. B. Kosmanowa: Popularność ..., op. cit., s. 80—81.
Szereg historyków protestantyzmu w Polsce, uwzględniających
litteraria, otwiera Andrzej Węgierski (Adrianus Regenvolscius, zm.
1649) dziełem wydanym pośmiertnie pt. Systema historico — chronolo-
giami. Ecclesiarum Slavonicarum (...) — (1650, 2 pt. Libr i IV Slavoniae
reformatae ..., 1679, bez odmian w tekście), który za Orzechowskim
Annales opowiada o udziale Reja w sprawie Oleśnickiego. Inny dzie-
jopis protestantyzmu, Stanisław Lubieniecki (zm. 1675) w dziele Historia
reformationis Polonicae (...), pisanym około 1664 r., ogłoszonym, po-
śmiertnie (1685), wykorzystuje obficie Annales Orzechowskiego jako
źródło historyczne, szczególnie, gdy opowiada o perypetiach małżeń-
skich autora.
Sława polskiego Demostenesa i Cycerona zdawała się być ugrunto-
wana, gdy nastąpiło chwilowe jej osłabienie, przejściowe odwrócenie
się od autora dialogów politycznych jako od wzoru stylowego. Stało
się to w związku z zachwianiem się — chwilowym — konwencji domino-
wania łaciny cycerońskiej i z żywotną tendencją do hołdowania łacinie
srebrnego okresu, łacinie tacytowej. Najwybitniejszym kodyfikatorem
tego poglądu w estetyce był u nas Stanisław Herakliusz Lubomirski,
który „dyszkursem” O stylu albo sposobie mówienia i pisania wypowie-
dzianym ustami Artaksesa wypełnił trzecią rozmowę z cyklu Rozmów
Artaksesa i Ewandra (1683). Orzechowski — historyk (podobnie jak
Kromer i Piasecki) zganiony tu został za to, że „wielą zmieszanych po
świecie sukcessów barziej dyjaryjuszowi albo gazetom niż historyjej
podobny i barziej prawdą niż stylem sławny" 47. Nieco wcześniej jednak
mieliśmy teoretyka stylu, który już na fali kultu Tacyta widział w Orze-
chowskim polskiego Tacyta, tym dla nas ważniejszego, że zajmował się
potrzebniejszymi ogółowi dziejami Polski. W dziele Andrzeja Maksy-
miliana Fredry Methodus lectionum. Scriptorum seu togae et belli nota-
tionum Iragmenta (1660) czytamy: W tajniki życia cesarzy rzymskich
i ich potomków wprowadza (...) w mistrzowski sposób Tacyt, ale dla
wiadomości Polaków o wiele lepszy jest Orzechowski (...) 48.
W 1715 roku Johann Gottlieb Krause wydał w Lipsku dzieło Jana
Henryka Boeclera pt. Bibliographia critica scriptores omnium artium
atque scientiarum ordine praecedens (...). Tu interesująca uwaga o An-
nales: ,,(...) piane insignis et magna prudentia conscripti sunt, sed raris-
sime reperiuntur, quod dolendum". Podał też autor mylną informację
o naszym pisarzu, jakoby był senatorem Rzeczypospolitej, opartą za-
pewne na opisach pobytu jego w senacie, jakie przeczytał w Annales
(sprawy małżeńskie). Szczegół ten odwołał przy końcu swego dużego
dzieła w Animadversationes.
Na ziemi polskiej pamiętali o Orzechowskim uczeni gdańsko-pruscy
z początku XVIII wieku. Właśnie historycznemu dziełu wysoką ocenę
dał Samuel Joachim Hoppius już w pierwszym wydaniu dzieła De scrip-
toribus historiae Poloniae schediasma litterarium (1707) 49, podobnie
47 Por. St. H. Lubomirski: Wybór pism. Oprać. Roman Pollak. Wrocław 1953, BN
Ser. I nr 145, s. 201—202.
48 Cyt. za: Łukasz Kurdybacha: Staropolski ideał wychowawczy. Lwów 1938 s. 91.
49 S. 21.
Dawid Braun w pracy De scriptorum Poloniae et Prussiae historicorum
(...) virtutibus et vitiis catalogus et iudicium (...) — (1723), który podzi-
wia talent literacki autora ,.najzdolniejszego w łacinie spośród wszyst-
kich Polaków swego wieku 50, aczkolwiek nie szczędzi mu dość poważ-
nego zarzutu ograniczania dziejów Polski do spraw osobistych. Wysoką
ocenę otrzymał Fidelis subditus jako traktat o powinnościach. Przy-
toczył Braun pochlebne zdanie Frycza Morzewskiego o Turcykach.
Równocześnie z książką Brauna ujrzała światło dzienne w druku praca
dwu autorów (Jacobus Woit, Johannes Sigismunds Jungschulz) pt. De
incrementis studiorum per Polonos ac Prussos autoritate ordinis philo-
sophorum (...) — (1723), w której pochwałę Władysława Jagiełły przy-
toczono za Orzechowskiego Mową na pogrzebie Zygmunta I.
Może najwybitniejszy z bibliografów gdańsko-pruskich Walenty
Schlieff (zm. 1750) nie zdołał opublikować nowej edycji wymienionego
dzieła Hoppiusa, nad którą pracował w ciągu kilku dziesiątków lat.
Praca zachowała się w rękopisie w Bibliotece Gdańskiej PAN 51. Spośród
notek marginalnych dotyczących Orzechowskiego jedna szczególnie
ważna: Idea apocaliptica seu Apocalipsis przez niego właśnie (nie przez
Abrahama Penzla, jak myślano dawniej) odłączona została od kanonu
dzieł Orzechowskiego i przysądzona Solikowskiemu, na podstawie listu
dedykacyjnego do Zygmunta Augusta 52.
Nie zostały dotąd należycie przebadane polonica w wielkiej ency-
klopedii niemieckiej, którą w latach 1732—1750 wydał w Halle i w Lip-
sku w 64 tomach in folio pod długim tytułem zaczętym słowami Grosses
Universal — Lexicon ... Johan Heinrich Zedler. Dość długie hasło po-
święcone Orzechowskiemu53 „polskiemu Demostenesowi" poda je dość
dokładnie biografię. Źródłem jest poza Starowolskim słownik Bayle'a
(t. 4, s. 3053). Nauka polska czasów saskich nie zdobyła się jeszcze na
encyklopedię nowoczesną. Rolę słownika wybitnych mężów odgrywał
jednak w pewnej mierze herbarz Kaspra Niesieckiego pt. Korona Polska
(1782—1743). Otrzymał tu Orzechowski dość obszerny biogram 54.
Przełomem w dziejach bibliografii polskiej były prace Józefa An-
drzeja Załuskiego i Jana Daniela Janockiego. Już w r. 1732, wydając
Programma litterarium (...), znał Załuski z rękopisu list autobiograficzny
Orzechowskiego i jego Policyją. Janocki w broszurze Litteratorum in
Polonia propagatores (1746), pisząc o Samuelu Maciejowskim (s. 24—25),
odsyła do Orzechowskiego Annales. To samo powtarza w dziele pt.
Nachricht von denen in der Hochgrdflich-Zaluskischen Bibliothek sich
befindenen raren polnischen Bilchern (t. 2, 174$- s. 68—69). W tej pracy
passus poświęcony Mowie na pogrzebie Zygmunta I urasta do rangi
znakomitej mikrorecenzji:
50 s. 107.
61 Sygn. Ms 1554.
52 Por. J. Starnawski: Kto pierwszy wskazał prawdziwego autora Apocalipsis?
„Przegląd Humanistyczny" R. 3: 1959 nr 6 s. 115—117.
53 T. 25. 1740, szp. 1882—1883. Dysertację doktorską na temat poloników w dziele
encyklopedycznym Zediera przygotowuje Halina Kasprzakówna.
« T. 7 s. 133—136.
In seiner Rede ist kein Gedanke, der nicht neu; kein Ausdruck,
der nicht erhaben; keine Erzahlung, die nicht sonderbar; keine Beschrei-
bung, die nicht prachtig; kein BeispieL das nicht wohl ausgesucht;
keine Vergleichung, die nicht vortrefflich, und keine Abschilderung,
die nicht majestatisch, und einem so grossen Kónige anstandig ware.
Die Frómmigkeit, Massigung, Weisheit, Gerechtigkeit, Vorsichtigkeit,
Gelessenheit, Sanftmut, Wahltatigkeit, Standhaftigkeit, Tapferkeit, und
viele andere an dem Kónige zu preisende heroische Eigenschaften und
Tugenden haben ihn auf die geheimesten und bewundernswurdigsten
Kunststiicke in der Wohlredenheit gefuhret. Die von diesem Fursten
an den guten Kunsten und Wissenschaften ausgetibte wahrhaftigkóni-
gliche Freigebigkeit und Hulde, haben ihn aber zu den allerschónsten
und edelsten Erfindungen, die nur aus einem lebhaften und sinnreichen
Kopfe entstehen kónnen, angetrieben.
Jako prefekt Biblioteki Publicznej wydał Janocki Specimen cata-
logi codicum manuscriptorum Bibliothecae Zaluscianao (...) — (1752).
Zarejestrował rękopis Policyji, traktując go jako autograf. W tymże
roku wydał Józef Aleksander Jabłonowski Museum Polonum (...). Ob-
szerny passus o Orzechowskim (s. 172—177) wymienia i rękopisy: Po-
licy ji i listów do Rybkowicza za Hekatontas, zaś zgodnie z osiemna-
stowieczną orientacją w zasobach rękopiśmiennych — list do Com-
mendoniego. Orzechowski nazwany „polskim Demostenesem".
W dwa lata później (1754) wydał w Warszawie Christian Gottlieb
Friese po francusku „Journal Litteraire de Pologne (...)". Obszerne omó-
wienie, przeszło stustronicowe, otrzymały tu Górnickiego Dzieje w Ko-
ronie Polskiej. Passus dotyczący zawartego tam konterfektu Jana Tar-
nowskiego zaopatrzony został w bibliografię. Figurują w niej Annales
(dzieło pt. Żywot i śmierć Tarnowskiego nie było ogłoszone). W długim
przypisie (s. 90—92) rozważana jest relacja Orzechowskiego (i także
Górnickiego) dotycząca języka mowy Samuela Maciejowskiego na po-
grzebie Zygmunta I: wygłoszona po łacinie czy po polsku. Przemówie-
nie Orzechowskiego w sprawie Walentego z Krzczonowa stało się
przedmiotem niezbyt krótkiego passusu (s. 98—104). Napisał Friese
o Orzechowskim „grand auteur mais pas sans fautes" (s. 188). Stwier-
dził, że jego biogram u Bayle'a (t. 3 s. 538) jest najlepszy w całym
dziele Bayle’a. Przypomniał nazwę „drugi Demostenes". Wytknął Orze-
chowskiemu następujące błędy: 1) W sprawie mowy Samuela Macie-
jowskiego nie jemu, lecz Górnickiemu dał wiarę; 2) nieprawdziwe jest
zdaniem Friesego oskarżenie Łukasza z Górki o wzbogacenie rodziny
przekazaniem jej dóbr biskupich (tu odsyłacz do siedemnastowiecznego
Damalewicza i do Niesieckiego); 3) błędne jest u Orzechowskiego •—
zdaniem Friesego — przedstawienie reformacji. Rozbiór Dziejów w Ko-
ronie Polskiej Łukasza Górnickiego mówi bardzo wiele o Orzechow-
skim. Autor wyliczył jego 23 dzieła. Oczywiście Apocalypsis traktował
jako dzieło Orzechowskiego. Przy Apologii Quincunxa podał mylnie
datę druku. Wspomniał o rękopisach przechowywanych w Bibliotece
Załuskich, wśród których jest ,,vita propria Stanislai Orzechowski".
Wawrzyniec Mitzler de Kolof, wydawca zbioru Acta Litteraria
Regni Poloniac et Magni Ducatus Lithuaniae, powołał się (w trymestrze
I r. 1756 s. 11) na poglądy Orzechowskiego, który w Mowie na pogrze-
bie Zygmunta I piętnował nierówność wobec prawa. W tym czasie
w młodości swej pisarskiej, Franciszek Bohomolec w Zabawkach ora-
torskich niektórych kawalerów (...) — (1755) w mowie, którą wkłada
w usta Jana Łaskiego, widzi Orzechowskiego na szesnastowiecznym
Parnasie literackim.
Szkoła Rycerska, powołana do życia w rok po wstąpieniu na tron
Stanisława Augusta (1765), otrzymała już w roku następnym (1766)
adaptowany z Juvenela de Carlancas podręcznik pt. Historyja nauk
wyzwolonych ... Tam w partii o krasomówstwie omówiony (s. 340—
341) Piotr Kmita, o którym polski adaptatoi dzieła podał informację:
„Wiele mow (...) znajduje się w Orzechowskim (...)”, mając na wzglę-
dzie oczywiście VI księgę Annaliów opisującą wojnę kokoszą z 1537 r.
W partii poświęconej historykom znamienny jest sąd o Orzechowskim
(s. 495—496), któremu polski „redaktor" dzieła przyznaje ,,(...) z przy-
rodzenia samego dowcip bystry, biegłość w naukach znamienitą", ale
jako wadę w dziele o początkach panowania Zygmunta Augusta wyty-
ka, że ,,(...) najwięcej się zabawia na opisaniu sprawy swej własnej,
którą miał o pojęcie żony w kapłańskiej dostojności zostając". Oczy-
wiście, uwaga trafna. Ale jeszcze trafniejsza inna. Życie P. Kmity
traktowano do XVIII wieku powszechnie jako dzieło Orzechowskiego.
Na ten temat czytamy: ,,(...) to jednak opisanie nie sądzę, aby miało
być własną Orzechowskiego pracą. Nie rozumiem albowiem, aby sam
na siebie i przeciwko sobie miał co pisać".
Łacińska twórczość Orzechowskiego znalazła już w początkach
stanisławowskiej doby tłumacza w osobie Zygmunta Aleksandra Na-
łęcz-Włyńskiego. Już w r. 1767 wydał on tłumaczenie Kronik, tj. Anna-
liów. Odział też w polską szatę Apocalipsis, myśląc, że i tym razem
przekłada dzieło Orzechowskiego. Kroniki wyszły jeszcze w tłumacze-
niu Włyńskiego dwukrotnie (1805, 1826). W dobie Księstwa Warszaw-
skiego pracował już niemłody wówczas pisarz (zm. 1831) nad przekła-
dami Friciusa i Chimery. Pozostały w rękopisie 55.
Ważnym wydarzeniem była Bohomolcowa edycja z rękopisu Ży-
wot u i śmierci Tarnowskiego (1773). Edycja nie wypadła świetnie, jeśli
by rzecz rozpatrywać z punktu widzenia wymagań nowoczesnej teksto-
logii. Materiałem porównawczym do wnioskowania są dziś już tylko
odpisy rękopiśmienne utworu (z XVII i z XVIII wieku jedynie). Poka-
zało się, że osiemnastowieczny wydawca dopuszczał się celowych mo-
dernizacji; zmieniał np. lekcję „Partyjna" na „Ojczyzna", a przecież
ten wyraz właśnie w czasach Orzechowskiego nabierał znaczenia, które
nosi do dziś, i byłoby interesujące odtworzenie, w jakim znaczeniu
używał współczesny Rejowi, Górnickiemu i Kochanowskiemu (te naz-
wiska należy tu przypomnieć dla pokazania ewolucji) Orzechowski wy-
razu „ojczyzna". Bohomolec zmieniał lekcję „Turczyn" na „Turek",
55 Sygn. Biblioteki Jagiellońskiej 2627, 2630.
„wolej" na „woli”. Do śmiesznych pomyłek należy „prokurator (w dzi-
siejszym znaczeniu wyrazu: adwokat) potworny". Odpisy nie publiko-
wane wskazują wyraźnie, że szło o adwokata „potwarnego", tj. zajmu-
jącego się potwarzami, a nie odznaczającego się brzydotą56.
Edycja Bohomolcowa Źywotu i śmierci Tarnowskiego ma jeszcze,
poza tym, że jest pierwszą, jedno osiągnięcie: we wstępie pt. Życie
Orzechowskiego wydawca wykorzystał nie drukowany jeszcze (aż do
schyłku XIX w.) autobiograficzny list pisarza do Commendoniego, pa-
rokrotnie, jak się już rzekło, rejestrowany poprzednio bibliograficznie.
Gdy Józef Andrzej Załuski spisywał na wygnaniu w Kałudze
(1767—1773) białym wierszem, nieświetnym, katalog pisarzy polskich,
taką wzmiankę poświęcił Orzechowskiemu:
Stanisław Orzechowski, Demosten Sarmacki
Nazwany, herbu Oksza, kanonik przemyski,
Co będąc księdzem pojął Sciborownę Chełmską,
Dał Subditum fidelem de institutione
Regia et cura probe regendi subditos.
Mam ci ją i po polsku lecz nie drukowaną...62
W dalszym ciągu Apocalipsis przypisana Orzechowskiemu; krótka
wzmianka poświęcona Bohomolcowej edycji Żywotu i śmierci Tarnow-
skiego.
Doba stanisławowska jest okresem, w którym z jednej strony do-
szedł do wyrazu kult renesansu polskiego, z drugiej — przekonanie,
iż dopiero we współczesności wracamy do naszych chlubnych tradycji,
m.in. do tradycji językowych. Na te lata przypadła młodość Józefa
Wybickiego, który na kartach Życiu mojego zanotował, iż Polacy star-
szej generacji „nie mieli swego języka, nie umieli mówić jak ich przod-
kowie: Orzechowscy, Kochanowscy, Skargowie (...) 58 *.
Osiemnastowieczny historyk arianizmu, Fryderyk Samuel Bock,
w obszernej pracy pt. Historia antitrinitariorum (...) — (1774—1776),
pisząc o Fryczu Modrzewskim, obszernie podał za Starowolskim szcze-
góły o dyspucie wolborskiej z Orzechowskim. Współczesny mu Karol
Henryk Tromler w broszurze De Polonis Latine doctis diatribe (1776)
parokrotnie cytuje autora dialogów. Pisząc o Janie Herburcie wspo-
mina: ,,(...) sua eloguentia diserto Orechovio plurimi aestimaretur".
Pisząc o Hozjuszu — eiusgue eloguentiam ipse Orichovius magni
58 Por. J. Starnawski: O metodach wydania „Wyboru pism" Stanisława Orzechow-
skiego. W: Kultura i literatura dawnej Polski. Studia. Prace ofiarowane Prof. Juliu-
szowi Nowakowi - Dłużewskiemu na 75 rocznicę urodzin. Warszawa 1968 s. 65—73.
Nowe opracowanie tekstu w: St. Orzechowski: Wybór pism, op. cit. — Por. także
Franciszek Pepłowski: Z zagadnień edytorstwa oświeceniowego. „Pamiętnik Literacki”
R. 54: 1963 nr 3 s. 91—115.
87 Por. J. A. Załuski: Biblioteka historyków, prawników, polityków i innych auto-
rów polskich lub o Polsce piszących. Wyd. Józef Muczkowski. Kraków 1832 s. 117.
58 Cyt. za: Ludzie Oświecenia o języku i stylu. Oprać. Zofia Florczakówna i Lu-
cylla Pszczołowska. T. 2. Warszawa 1958 s. 532.
aestimavit (...)". Passus o Orzechowskim nazwanym ,,Demosthenes ille
Roxolanus" jest spory, zawiera interesującą uwagę na temat listu do
Ramusia: ,,Unica Orichovii epistoła inserta Epistolis Claror(um) Vi-
ror(um) selectis (...) in qua, sicut in ceteris viri eruditissimi scriptis,
Ciceronis elegantia tincta apparet scribendi ratio". Na temat Annales
czytamy: ,,(...) piane insignes, et in magna prudentia conscripti sunt,
rarissime inveniuntur" 59.
Wymieniony już parokrotnie Janocki zdołał za życia (zm. 1786)
ogłosić dwa tomy najważniejszego dzieła swego pt. Janociana sive
clarorum atgue illustrium (t. 1—2, 1776—1779). W tomie I, pisząc o Fry-
czu Modrzewskim (s. 84—88), omówił prefekt Biblioteki Załuskich spór
z Orzechowskim. Autor Friciusa nazwany został Demosthenes Polono-
rum. W tomie II charakterystyka Bony (s. 24—27), o której mówi się
jako o autorce listów, przytoczona za Orzechowskiego Panegirykiem
weselnym ... Piotr Kmita (s. 125—126) scharakteryzowany jako mecenas
pisarzy, m.in. Orzechowskiego, którego określił Janocki mianem ,,orator
atąue historicus elegantissimus". Cytowana mowa Kmity z VI księgi
Annalium. Stamtąd zaczerpnięta wzmianka o Janie Tarnowskim jako
mówcy (s. 279—283); wykorzystał autor również Orzechowskiego Ży-
wot i śmierć Tarnowskiego. To samo uczynił w nie opublikowanym za
życia tomie III (1819) w ustępie o Pawle Tarle (s. 323—327). Na szcze-
gólną uwagę zasługuje wzmianka o Malcherze Pudłowskim (s. 227—
228), którego wiersze dodane są do Chimery „celeberrimi viri inque
eloquentia atque in liberali omni doctrina facile principis Stanislai
Orichovii".
Trafił Orzechowski do ,,biblijoteki" Pana Podstolego w powieści —
traktacie Krasickiego (1778); dzieła jego (widocznie polemiczne przeciw
różnowiercom) stały wśród ,,ksiąg dogmatycznych przeciw kacerzom".
Gospodarz pokazuje gościowi Orzechowskiego jako odznaczającego się
,,wyborną łaciną". Autor Pana Podstolego w Zbiorze potrzebniejszych
wiadomości porządkiem alfabetu, ułożonych (1781) poświęcił 86 wiersz-
wy biogram autorowi dialogów. Charakterystykę podał następującą:
,,(...) sławny pisarz polski, wiele na applikacyji do nauk strawił, w któ-
rych tak wielki uczynił postępek, iż najwyborniejszym wieku tamtego
mężom dorównywał" 60.
W Gramatyce dla szkół narodowych postulował Onufry Kopczyń-
ski (1783) opanowanie łaciny, by opierając się na niej doskonalić pol-
szczyznę. Zalecał ,,znosić i porównywać" naszych szesnastowiecznych
pisarzy, w tym Orzechowskiego, z rzymskimi. Nauka łaciny ten ma
cel, zdaniem autora, przede wszystkim, by młodzież mogła czytać ,Je-
żeli nie Cyceronów, Liwijuszów (...), to przynajmniej Kromerów, Orze-
chowskich (...) 61. Rok pierwszego wydania pierwszej u nas nowoczes-
nej Gramatyki przyniósł Pochwalą Stanisława Konarskiego (1783), wy-
50 S. 21, 22, 28—29.
60 T. 2. Warszawa — Lwów 1781 s. 293—294. Por. także: B. Kosmanowa: Re-
cepcja ..., op. cit., s. 71.
61 Cyt. za: Ludzie Oświecenia ..., op. cit., t. 2, s. 223—224.
daną anonimowo, ale w drugiej edycji (1809) pod nazwiskiem autora,
którym był Michał Dymitr Krajewski. Mowa tu (s. 15) o języku wieku
złotego, o wymowie, którą nasz Kromer, Orzechowski, Karnkowski,
Skarga, na kształt Cyceronów słynęli (...)". Autor Pochwały... ogłosił
w rok później (1784) anonimowo powieść pt. Podolanka wychowana
w stanie natury, w której za Panem Podstolim wprowadził opis biblio-
teki. Mąż Podolanki wypowiada ,,zdanie swoje o każdym autorze (...)".
Mówi m.in.: ,,Orzechowski, jeden z najlepszych mówców, najwymow-
niejszy gdy mu szło o żonę. Któż wie, jeżeli wiek nasz nie będzie miał
równie jemu wymownych".
Podolanka wywołała, jak wiemy, polemikę, także polemikę o Orze-
chowskiego. List Sandomierzanki do Podolanki (autora dopatrywano
się w Franciszku Ksawerym Dmochowskim lub w Franciszku Siarczyń-
skim) zawiera passus następujący:
Mąż mój większym nierównie mówcą Orzechowskiego być sądzi,
niżeli się w sposobie mówienia męża WMC Pani wydaje. Wszakże to
podobno naśladowcza jakaś jego krótkość w wielu okolicznościach ory-
ginalną niedokładność sprawiła.
Mówili i przyjaciele nasi z moim mężem (którzy najrzadsze dzieła
Orzechowskiego za granicą drukowane w swym szacownym składzie
chowają), że JMC Pan Ao nie musiał ich ani widzieć (...).
Wymieniony ,,Pan Ao" to „mąż Podolanki". Odpowiedź autora,
Krajewskiego, pt. Odpis męża Podolanki na list Sandomierzanki lojal-
nie ustosunkowała się do tego postulatu w Liście Sandomierzanki do
Podolanki. Pisał Krajewski.
Czytając powtórnie dzieła Orzechowskiego, mam go teraz za więk-
szego mówcę, niż mi się przedtem zdawał (...) 62.
Syntetyczny artykuł Uwagi nad stanem nauk u nas ogłoszoną na
łamach efemerycznego, lecz ważnego pisma „Polak Patryjota" (1785)
wylicza w pierwszym zdaniu autorów szesnastowiecznych, którzy „pis-
mami swymi naród nasz zaszczycili". Orzechowski wymieniony na dru-
gim miejscu po Kromerze 63.
Doba stanisławowska wydała kilka ważnych poetyk. Filip Nereusz
Golański, autor jednej z najwybitniejszych, pt. O wymowie i poezyji
(1786, 2 1788, 3 1808) powtórzył wprowadzoną już poprzednio paralelę
pisarzy naszego złotego wieku z pisarzami łacińskimi czasów cyceroń-
skich i augustowskich. Tu Orzechowski wpomniany na pierwszym miej-
scu wśród prozaików. Dość dokładnie rozpatrzona mowa Orzechowskie-
go na pogrzebie Zygmunta I, z której ,,(...) widzimy, w jakich mężów
Polska obfitowała". „Bo tam — ciągnie Golański dalej — mówca, żeby
okazał chwałę zmarłego króla, wyobraża sławę narodu. Żeby poznać,
mówi on, jakim był królem Zygmunt, dosyć jest znać jego senat i mi-
nisterium, widzieć obywatelów za jego panowania słynących i ludzi * 65
•2 Teksty Podolanki i jej ogniw polemicznych przytoczone zostały w wyborze
w: Ludzie Oświecenia ..., t. 2 s. 40—56. Por. omówienie w: Stanisław Pietraszko:
(Wstęp do:) Franciszek Ksawery Dmochowski: Sztuka rymotwórcza. Wrocław 1956,
BN Ser. I nr 158, s. XXIV—XXVII.
65 Cyt. za: Ludzie Oświecenia .... op. cit., t. 2 s. 412.
do posług Rzeczypospolitej przez niego wybranych. Co do gustu w nau-
kach, o tych Orzechowski tam twierdzi, że łacińskie i greckie wszedłszy
do Polski, w niej obywatelstwo pizyjęly". W przypisku cytuje list
Orzechowskiego do Pawła Ramusia. Mowa i list pisarza, które w daw-
nych wiekach zrobiły tak ogromną karierę, potrakowane zostały z na-
leżytym pietyzmem przez retora doby stanisławowskiej64.
Do ważnych głosów w zakresie estetycznych pojęć i gustów doby
stanisławowskiej należy dyskusja, którą prowadzono przy końcu dzie-
wiątego dziesiątka lat XVIII wieku w związku z programem katedry
literatury polskiej w Jagiellońskiej Wszechnicy. Wymieniano głosy
polemiczne, ale nawiązywanie do tradycji złotego wieku, zwłaszcza
do tradycji łacińskiej literatury, nie jednemu, lecz wielu polemistom
było właściwe. Solidarnie z Marcinem Fiałkowskim stwierdzał Franci-
szek Ksawery Dmochowski, że upominanie się o łacinę dziwne
,,(...) w narodzie, który wydał Orzechowskich, Kromerów (...) i tylu
inszych (...)" 65 65.
Ostatni w niepodległej Rzeczypospolitej podręcznik poetyki, Grze-
gorza Piramowicza Wymowa i poezja dla szkół narodowych (cz. 1,
1792), wyszedł jako jeden z 29 podręczników przygotowanych w ciągu
17 lat działalności Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. Tu w ,,wypi-
sach o wymowie z dawniejszych autorów polskich1' spotykamy (s. 360—
365) rzekomo V dialog Quincunxa; takiego, jak wiemy, nie było: cyto-
wany fragment wzięty jest z VI Dyjalogu około egzekucyjej. Część II
dzieła, nie ogłoszona w XVIII wieku, ale niewątpliwie jeszcze w dobie
stanisławowskiej przygotowana, mówi parokrotnie o Orzechowskim.
Listę „znakomitych" mów naszych zaczyna od Kromera, Orzechowskie-
go i Samuela Maciejowskiego mów na pogrzebie Zygmunta I (s. 935—
939).
Dzieło niemieckie o literaturze polskiej wydał w Grazu w 1793
roku Jan Józef Kausch pt. Geschichte and Ubersicht der polnischen
Literatur alter und neuen Zeiten in Briefen (w tomie I większego dzieła
Nachrichten iiber Polen), a więc w formie listów o naszej literaturze
podpisanych „Polonus". Trafiają się tu wzmianki o Orzechowskim;
Annales ocenione dodatnio. Była to ostatnia większa praca o literaturze
polskiej ogłoszona drukiem przed upadkiem Rzeczypospolitej.
Pierwsze lata porozbiorowe, jeszcze przed wskrzeszeniem Polski
w szczupłych granicach Księstwa Warszawskiego, przyniosły interesu-
jące przedsięwzięcie wydawnicze, serię Wybór Pisarzów Polskich, re-
dagowaną przez Tadeusza Mostowskiego. Jeden z tomów zawarł Dzieje
w Koronie Polskiej Górnickiego i Kroniki Orzechowskiego w przekła-
dzie Włyńskiego (1805). Złączenie tych dwu dzieł w jednym tomie
było dowodem trafnego wyczucia edytorskiego i chlubnie rozpoczęło
nowy okres w dziejach sławy pisarza, okres nie będący już przedmio-
tem niniejszych rozważań.
61 Cyt. według wydania z 1788 s. 60—63.
65 Por. Mowa o potrzebie i sposobie uczenia się łaciny (...) — (1790), przedr. w:
Fr. Ks. Dmochowski: Pisma rozmaite. T. 2. Warszawa 1826, s. 237—267; fragm. w: Lu-
dzie Oświecenia ..., t. 2 s. 512—519.
E/KH CTflPHflBCKH
PACCKA3 O CTAHMCJIABE O2KEXOBCKOM
H O EEO BCEOBIIJEfó H3BECTHOCTJ4 W CJIABE (XVI—XVIII)
(P e 3 io m e)
B cnoeM Tpyjje aBTop npnnoMWHaeT aBTo6worpa(ł)jpiecKne npoM3r,e^ennH Oace-
KOBCKoro, nepeHiicjifieT otkjihkji o hwx, naunnaH c 1543 ro/ja n ocodeimoe BiiMManne
oSparpaeT na MejKAynapojiHyio CJiasy, KOTopyio npnodpeji b ro^bi 1548—1549 rr.
(Peub na noxopoHax Cnrw3My.HTja I, nepeneuaTKa Bue Ilojibiiin, a Toste hwcłmo
PaMycio). nocne otbbibkob coBpeMeHiinKOB iiacTynaioT BMCKasbiBaniiH, onygjinKO-
BaiiHbie y>Ke nocne CMepnn nncaTenn.
Ero nonojKenne no# Koneij XVI Bena CTa6nnn3npyeTCH, cnasa pacreT. On 3annMaeT
MecTo cpaay nocne ro3bnoina w Kpoinepa, 3HannT Tanoe k Kanowy CTpeMnncH.
B SjinJKafimeM Kpyry ero cooTeuecTBenniiKOB — cnaBiibix nionefó npnnaneJKan
cPpbiH MoflJKeBCKK, ho oh ctohji Bcerna Ha btopom Mecie nocae OjKexoBCKOro.
O>xexoBCKOMy npj-iCBoeno 3BaHiie nonncKoro UnpepoHe n .TeMOCTeneca. Oho
nOBTOpanocb onenb uacTO. B caKconcKiie BpeMena paccymneime o „Peun Ha
noxoponax CKrn3MyH,na I” nanncan Hu JJanenb Hhopkm, npoii3Ben,eHne nanomeHiio
na neMeijKOM H3t>iKe. Ocmotp otkjiukob o OjKexoncKOM aBTop nonen no KOnpa Penb
IIocnojinTOM nepejj ee pasnenaMw.
B 3aKjnoHennn aBTop nniueT, hto wanaTenncBo „Xpohwk" c 1805 r. nanano hobbim
nepwofl cjiaBbi nwcaTeałi.
JERZY STARNAWSKI
FROM THE HISTORY OF FAMĘ
OF STANISŁAW ORZECHOWSKI (XVI—XVIII CENTURIES)
(S u m m a r y)
The author reminds us of Orzechowski^ autobiographic notes, The also lists
opinions on him dated from 1543. He emphasizes his international famę won by
him in 1548 and 1549 (his speech at the funeral of Zygmunt I, also pablished outside
Poland, as well as his letter to Ramus).
After opinions by his contemporary the author introduces opinions madę after
Orzechowski^ death. At the end of the XVI centary he gained a place after Hozjusz
and Kromer, a place he wished for himself. Frycz Modrzewski was often mentioned
in association with him but also as second. The name of the Polish Demostenes and
Cycerone was established for him. It was mentioned again and again. In the Saski
times a short treatise about Orzechowskie speech at Zygmunt I funeral was publis-
hed by Jan Daniel Janocki in the German edition.
At the end of the article the author points out that the edition of the 1805
Chronicles started a new era in the history of Orzechowskie famę.
JADWIGA KUCZYŃSKA
ZIEMIA PRZEMYSKA W ŁACIŃSKIM DZIELE
CELLARIUSA REGNI POLONIAE (...) DESCRIPTIO Z 1659 R.
Andreas Cellarius, właściwe nazwisko A. Keller (Kehler), daty
życia nie znane (XVII wiek), był uczonym holenderskim okresu świet-
ności piśmiennictwa niderlandzkiego. Był rektorem gimnazjum hornań-
skiego. W 1659 roku wydał dzieło, którego pełny tytuł brzmi: Regni
Poloniae, Magnique Ducatus Lithuaniae. Omniurnque regionum, iuri
Polonico subiectorum novissima descriptio, urbium potissimarum icones
elegantissimos et delinitionem huius Regni Geographicam oculis subi-
iciens studio. Andreae Cellarii, Gymnasii Hornani Rectore. Amsteloda-
mi, apud Aegidium Janssonium Volcknier.
Jest to opis Polski, bardzo dokładny, chociaż autor nigdy nie był
w naszym kraju, korzystał jedynie z dzieł dotyczących tego tematu,
m.in. Kromera, Gwagnina, Starowolskiego, Mullera L
Całość Cellarius podzielił na dwie główne częśi. Pierwsza, obejmująca
s. 1—128, to ogólny opis kraju, zawierający uwagi na temat położenia
geograficznego, ludności, klimatu, wód. Nieco miejsca poświęca też
rozwarstwieniu stanowemu, obyczajom, siłom militarnym Rzeczypospo-
litej (przy czym, ze względów czasowych, najdłużej zatrzymuje się
nad wojnami kozackimi). Omawiając ustrój polityczny kraju daje rys
historyczny (dość krótki) Polski, począwszy od czasów legendarnych,
aż do początków panowania Jana Kazimierza z tym, że najobszerniej
mówi o czasach Zygmunta III i Władysława IV.
W części drugiej, obejmującej s. 129—605, opisuje poszczególne
prowincje i województwa dawnej Rzeczypospolitej z tym, że podział,
1 Marcin Kromer: Polonia sive cle situ, populis, moribus, magistratibus et re-
publice regni Polonici libr i dno (1575).
Aleksander Gwagnin: Descriptio veteris et novae Poloniae (1585).
Szymon Starowolski: Polonia sive status Regni Poloniae descriptio (1632).
Lorenz Muller: Polonische, Lilllaendische, Moschowiterische, Schwedische und andere
Hisloricn, so sich unte ter diesem jetzingen Koenig zu Polen zugetragen. Leipzig
1585.
jakiego dokonał autor, nie odpowiada ani ściśle topograficznemu, ani
politycznemu podziałowi. W opisach tych zwracają uwagę różne
wspomnienia związane z historią danego miasta, a także bardzo intere-
sujące opisy licznych zabytków architektury .
Do dzieła dołączone są ryciny 20 miast i mapa Polski, opatrzona
podpisem: Nova totius regni Poloniae, Magnią: Ducatus Lithuaniae,
cum suis Palatinatibus ac confimiis.
Regni Poloniae (...) deseriptio Cellariusa należało do najbardziej
znanych w swojej epoce. Świadczą o tym liczne jego wydania i tłu-
maczenia. W 1660 roku wyszło tłumaczenie holenderskie, w 1760 ro-
ku — nowe wydanie w Wilnie, w 1761 roku przedrukowano je w wy-
danym w Warszawie zbiorze W. Mitzlera de Koloff Flistoriarum Polo-
niae et Magni Ducatus Lithuaniae scriptorum ... omnium coilectio
magna...
Wśród tak licznych opisów znalazł się także fragment poświęcony
Ziemi Przemyskiej, obejmujący s. 323—327. Wiadomości, jakie podaje
Cellarius, poparte są źródłowo. Najwięcej miejsca poświęca historii
i zabytkom Przemyśla, Jarosławia, Rzeszowa, ale nie zapomina także
o mniejszych miasteczkach.
Czytelnikom „Rocznika Przemyskiego" przypomina się zatem je-
den z najdawniejszych opisów ich Ziemi. Wyszedł on spod pióra uczo-
nego niderlandzkiego, ongiś znany, jednak zapomniany z biegiem czasu.
Tekst:
II. Districtus Praemislensis.
Districtus Praemislensis ab ortu Leopoliensein, a meridie Sano-
censem et Halicensem districtus vicinos habet. Ab occasu Polo-
niam Minorem et a Septentrione terram Chelmensem attingit.
Castellis Nobilium munitoribus murisąue et prop gnaculis firmio-
ribus, ob freąuentes Tartarorum incursiones, refertus est.
Praemislia huius districtus capitalis civitas et duonm Episcopo-
rum Catholico Romani et Graecanici seu Russici sedes, in solo
admodum fertili accumbit Sano fluvio, ex Carpathis montibus
haud procul a Teissae fluminis scaturigine erumpenti, et prope
Sendomiriam in Vistulam aguas suas invehenti, cuius beneficio
incoliae merces suas, praecipue vero frumentum, et salem, qui hic
artificiose coąuitur, commode in Poloniam et Prusiam mittere
solent. Nundinae enim in hac urbe ąuotannis celebres fiunt, ac
mercaturae cives dediti sunt. Regia arx supra urbem editiori loco
insidet, ac validis muris, et turribus munita est. In ipsa urbe se
spectanda offerunt templum parochiale, Franciscanorum, Dominica-
norum, et aliorum coenobia lesuitarum Collegium, et Curia sum-
ptuose aedificata. Privatae quoque aedes passim per urbem pul-
chris et elegantibus suis structuris ipsi haud exiguum ornamen-
tum concilant. Anno 1069 Boleslaus Poloniae Rex divitem, et
omnium rerum copia affluentem hanc urbem quarto die obsidionls
expugnavit, ac militibus diripiendam concessit. Russi in arce aqua
destituti, et peste afilicti eam tandem dedere coacti s .nt, vita
Fines.
Sanus
fluyius.
Arx.
A Polonis
urbs direpta.
et a Walachis.
Germani multi
circa Praemi-
sliam.
Praemisliae dis-
trictus a Tarta-
ria vastatus.
Nundinae
celebres.
Incendium
horrendum.
Damnum
ingens.
sola, et iis servatis, que exportare secum poterant. Anno 1498
Stephanus Walachiae Palatinus eandem urbem diripuit, et igne
vastavit. Haec calamitas tunc temporis etiam finitimas urbes Ja-
roslaviam, Radimnum, Praevorscum, caeteraąue huius Regionis
oppidula, et infinitos pagos direptionibus, et incendiis prostavit
adeo ut Walachi, Turcae, et Tartari plusquam centena hominum
millia, praedam incredibilem, et maximam copiam pecorum ac
pecudum secum abduxisse ferantur. Piasecius ad annum 1599 nar-
rat, quod plurimi Populi Germanici in Moldavia, Kumaria, et
Russia Polonica precipue circa Praemisliam, et Sanocum innumera-
biles pagos inhabitent, in bellis capti et huc translati, q.i linqua
Germanica utantur, et moribus antiq iis vivant. Anno 1623 Tartari
Radiminum, Suinicam, Lovao, et cetera oppidula ac pagos Praemis-
liae vicinos Leopolim usque incendiis horrendis vastarunt. Prae-
misliam a Suecis anno 1656 occupatam falso eiusdem anni relatio
quaedam sparsit.
Jaroslavia, Jarosław celebre, amoenum et grandę empori im, cuius
arcem ab ortu Sanus fluvius alluit. Famosae in toto Regno Polo-
niae profesto Assumptionis B. Mariae Virg. hic ąuotannis nundi-
nae celebrari solent, ubi e Perside, Constantinopoli, Venetiis,
Moscovia, Germania, Hungaria, caeterisque regionibus finitimis
merces apportatae venduntur, cumprimis vero amplius quadra-
ginta millia boum1, et medium tantum epuorum2, ut Starovolscius
de suo tempore commemorat. lesuitae Collegium in urbe ac extra
urbem domicilium s .um habent: Virgines vero Vestales coenobium
regia piane munificentia extructum. Piasecius scribit, singulis in
Augusto medio Nundinas hic celebrari, que post Francofurtenses
proximam celebritatis famam in tota Europa obtineant. Anno 1625
ipso S. Bartholomaei Die noctu incendium ex quatuor diversis
locis erumpens totam urbem, plurimis aedilictis ligneis refertam,
in cineres redegit, adeo ut plusguam trecenti homines igne perie-
rint, et damnum mercibus factum decem florenorum milionibus
aestimatum fuerit. Urbs post incendi m aedificiis restaurata
a Suecis an. 1656 occupata fertur.
Crasicinum recentioris fabricae palatium ad Sanum Iluyium, uno
aut altero milliari a Praemislia.
Praevorscia Przeworsk3 oppidulum ad lat.s Jaroslaviae versus
occasum.
Prochnikum castellum munitum inter Iaroslaviam et Praemisliam.
Lancutum magnifice structis templis, palatio insigni, munitioni-
bus sic satis firmis, et amoenis hortis a Stanislao Lubomirskio
Palatino Cracoviensi instructam, aliis Landhut, Landshut vel
Lanzut dicitur. Quaedam Relatio 24 milliaribus Cracovia distare,
et a Suecicae militiae Prefecto Comite Duglassio anno 1656 mense
Februario vacuum repertum esse ait.
1 powinno być „bonum”.
2 powinno być ,,equorum''.
’ prawidłowa pisownia „Przeworsk".
Fulstinia, Felstin, et Dombrovilia duo oppida vicina, et Leopoli
versus ortum remota.
Bialoboki, Sosnicia, Dombrova, Uherce, Laski arces sunt, et cas-
tella nobilium contra Tartarorum incursiones munita.
Visnia, Zidaczovia, Moscisk, Dubiecia, Canczuga sunt huius dis-
trictus oppida.
Germani
incola.
Samboria plucherrimum Minoritarum monasterium habens oppidum.
Resovia arce eleganti, monasterris, et nundinis profesto S. Al-
berti annis nobilitata, lacticiniorum item, et linteaminum afflu-
entia celebris. Totum hunc tractum incolunt Germani capti in
bello a Cazimiro Magno Poloniae Rege, et e Saxonia cum liberis et
uxoribus in hanc oram deducti. Pecorum et Linteaminum studiosi
lacticinia. Et linteamina, nundinarum tempore, in vicinis oppidis,
et maxime Resotiae et Iaroslaviae divendere solent.
Przekład:
Granice.
Rzeka San.
Zamek.
Ziemia Przemyska
Ziemia Przemyska sąsiaduje od wschodu z Ziemią Lwowską, od
południa z Ziemią Sanocką i Halicką. Od zachodu graniczy z Ma-
łopolską, a od półncy z Ziemią Chełmską. Otoczona jest zamkami
rycerskimi obwarowanymi murami i wzmocnionymi wałami, z po-
wodu częstych napadów Tatarów. Przemyśl jest głównym mia-
stem tej Ziemi i siedzibą dwóch biskupów, rzymsko-katolickiego
i greckiego albo ruskiego L Położony jest na ziemi nadzwyczaj
żyznej, nad rzeką Sanem, który wypływa z gór karpackich, niedale-
ko źródła rzeki Cisy8 i wpada do Wisły w pobliżu Sandomierza.
Z rzeki tej mieszkańcy czerpią korzyści, szczególnie zaś zboże
i sól .którą się tu sztuczniie warzy3, i które to (bogactwa) za-
zwyczaj wysyłają do Polski i Prus. Odbywają się corocznie w tym
mieście sławne targi, a mieszkańcy trudnią się kupiectwem. Zamek
królewski, wzniesiony na wzgórzu ponad miastem, obwarowany
jest mocnymi murami i basztami. W samym mieście godne są
zwiedzenia kościoły: parafialny, Franciszkanów, Dominikanów i in-
ne klasztorne — Kolegium Jezuickie oraz Kuria, wspaniale wy-
budowana. Także pozostałe kościoły wszędzie w mieście oaznacza-
1 Stanisław Orzechowski nazywa biskupa ruskiego — władyką. Biskupstwo
rzymsko-katolickie istniało w Przemyślu od 1375 roku, ruskie od XIII wieku.
8 W tekście łacińskim Cellariusza nazwa tej rzeki brzmi „Teissa". Należy sądzić,
że ma on na myśli Cisę, najdłuższy dopływ Dunaju, który powstaje w Karpatach
Wschodnich z połączenia potoków Biała Cisa i Czarna Cisa.
8 Szymon Starowolski podaje, że sól warzono z wody wydobytej z głębokich
studzien, potem ją mielono na sposób mąki albo śniegu, częściowo kształtowano
w bryłki i w tej postaci sprzedawano. Por.: Szymon Starowolski: Polska albo opi-
sanie położenia Królestwa Polskiego. Z języka łacińskiego przełożył, wstępem i ko-
mentarzami opatrzył Antoni Piskadło. Kraków 1976, s. 94.
Miasto rozgra-
bione przez
Polaków.
I przez
Wołochów.
Liczni Niemcy
w okolicy
Przemyśla.
Ziemia Prze-
myska spusto-
szona przez
Tatarów.
Sławne targi.
Straszny
pożar.
ją się pięknym kształtem i wspaniałą architekturą4. W 1069 roku
król Polski Bolesław zdobył to zamożne i opływające mnóstwem
bogactw miasto, po czterech dniach oblężenia i pozwolił je roz-
grabić żołnierzom. Rusini, pozbawieni w zamku wody i nękani
zarazą zostali wreszcie zmuszeni do jego oddania, za cenę utrzy-
mania jedynie życia i tego tylko, co mogli zabrać ze sobą*.
W 1498 roku Stefan, hospodar wołoski, zagarnął to samo miasto
i zniszczył ogniem. Klęska ta dotknęła podówczas również są-
siednie miasta: Jarosław, Radymno, Przeworsk i inne miasteczka
w tej okolicy,- okoliczne wsie zniszczyła przez grabieże i pożary
do tego stopnia, że, jak mówią, Wołosi, Turcy i Tatarzy uprowa-
dzili ze sobą ponad sto tysięcy ludzi, niezmierne ł py oraz ogrom-
ną masę bydła i owiec®. Piasecki pod rokiem 1599 opowiada7, że
ludy germańskie zamieszkują bardzo liczne okręgi w Mołdawii,
Kumarii i Rusi Czerwonej, szczególnie zaś w okolicach Prze-
myśla i Sanoka. Schwytani w czasie wojen i tutaj sprowadzeni
posługują się językiem niemieckim, żyją według starych obycza-
jów. W 1623 rok > Tatarzy bez przerwy niszczyli strasznymi poża-
rami Radymno, Swdnice, (...) 8 i inne miasteczka oraz wsie w oko-
licy Przemyśla i Lwowa. Przemyśl zagarnięty przez Szwedów,
według jakiejś fałszywej relacji, został zniszczony w 1656 roku.
Jarosław, spichrz płodów rolnych, zdobi zamek, który opływa od
wschodu rzeka San. Sławne w całym Królestwie Polskim targi
zwykli (mieszkańcy) odbywać corocznie przed Świętem Wniebo-
wzięcia Najświętszej-Marii Panny9. Jak podał w swoim czasie
Starowolski10, sprzedawane są tu towary przywożone z Persji,
z Konstantynopola, z Wenecji, z Moskwy, z Niemiec, z Węgier
i z innych sąsiednich krajów, szczególnie zaś ponad 40 tysięcy
wołów i połowę tej liczby koni. Jezuici mają w mieście Kole-
gium, a poza miastem swój klasztor; siostry zakonne mają kla-
sztor, wybudowany z królewską wspaniałością. Piasecki pisze11,
że targi odbywały się tam w połowie sierpnia. Znane były w ca-
łej Europie zaraz po targach frankfurckich. W tym samym roku
1625 w dzień Świętego Bartłomieja wybuchający nocą w czterećh
4 Historię zespołów kościelno-klasztornych w Przemyślu i ich architekt rę oma-
wiają w książce: Przemyśl miasto zabytków i kultury. Kraków 1968, Antoni Kunysz
i Józef Tomasz Frazik. Por.: A. Kunysz; Przemyśl — tysiącletni gród nad Sanem;
J. T. Frazik: Sztuka Przemyśla i okolicy.
5 Por.: Marcin Kromer: Kronika polska. Ksiąg XXX. Sanok 1857, s. 173—174.
6 Por.: Marcin Bielski: Kronika polska. Warszawa 1830. Część piąta, tom XVI,
s. 52—53.
7 Por.: Chronica Gestorom in Europa singularium: a Paulo Piasecio Episcopo
Praemislensi Accurate ac fideliter Conscripta. Ad utilitatem publicam divulgata et
typis expressa. Cracoviae, in officina typographica Francisci Caesarii, A. D. 1645.
s. 206.
8 Nie udało się ustalić nazwy tego miasteczka.
’ Sławne jarmarki odbywały się w Jarosławiu 3 razy w roku: na Wniebowzięcie
NPM, Popielec i Świętego Jędrzeja, a trwały ponoć około 4 tygodni.
18 Por.;-Szymon Starowolski, op. cit. s. 92.
11 Por.; Paweł Piasecki, op.' cit. s. '454.
Niezmierne
szkody.
Niemcy
mieszkańcami.
różnych miejscach pożar obrócił całe to miasto i liczne budynki
drewniane w popiół do tego stopnia, że ponad 300 ludzi zginęło
w ogniu. Uczynione szkody zostały oszacowane na 10 tysięcy zło-
tych. Podobno, odbudowane po pożarze budynków, miasto zostało
zajęte przez Szwedów w 1656 roku.
Krasiczyn, pałac wybudowany według najnowszego stylu, leży nad
rzeką Sanem, jedną lub dwie mile od Przemyśla 1!.
Miasteczko Przeworsk leży z boku Jarosławia w kierunku za-
chodnim. Próchnik, zamek warwony, położony jest między Jaro-
sławiem a Przemyślem.
Łańcut, wybudowany przez Stanisława Lubomirskiego, wojewodę
krakowskiego, słynie ze wspaniałej świątyni, ze znakomitego pa-
łacu, obwarowanego dość mocno i z pięknych ogrodów. Inaczej
nazywany jest Landhut, Landshut I b Lanzut12 13. Oddalony jest
jakieś 24 mile od Krakowa. W 1656 w lutym został spustoszony
przez żołnierzy szwedzkich pod wodzą generała Douglasa14.
Fulsztyn i Dobromil, dwa sąsiednie miasta, położone są na wschód,
w kierunku Lwowa.
Białoboki, Dąbrowa, Sośnica, Uherce, Laszki są to zamki i twier-
dze szlacheckie, chroniące przed najazdami Tatarów.
Inne miasta tej Ziemi to Wisznia, Żydaczów, Mościska, Dubiecko,
Kańczuga.
Sambor ma bardzo piękny klasztor Minorytów15 *.
Rzeszów słynie z pięknego zamku18 19, z klasztorów i ze znanych
targów, obfitujących w mleko i w płótna lniane, przypadających
corocznie na dzień Świętego Wojciecha17. Całą tę okolicę za-
mieszkują Niemcy, schwytani w wojnie przez króla Polski Kazi-
mierza Wielkiego18 i sprowadzeni tu z Saksonii z żonami
i z dziećmi. Okolica jest żyzna w płody wcześnie dojrzewające
i w len. Płótna w czasie targów mieli zwyczaj (mieszkańcy) czę-
ściowo sprzedawać w pobliżu miasta, szczególnie w Rzeszowie
i w Jarosławiu.
12 Późnorenesansowo-manierystyczny zamek w Krasiczynie został zbudowany w la-
tach 1592—1614. Między innymi brał udział w tych pracach Galeazzo Appiani.
18 Cellarius był Holendrem i w tym miejscu posługuje się nazwami niemieckimi.
14 Najprawdopodobniej idzie tu o Wirtza Do glasa generała szewdzkiego, który
w 1656 roku oblegał Łańcut; ustąpił dowiedziawszy się o nadciągającej odsieczy pod
wodzą Stefana Czarnieckiego.
10 Pierwotny kościół i klasztor minorytów (bernardynów) w Samborze zbudo-
wany został pod koniec XV wieku. Fundatorem był Jan ze Sprowy Odrowąż i jego
żona Beata z Tęczyńskich. Po spaleniu budynków przez Tatarów (1498 rok), wdowa
po Odrowążu odbudowała je, ale już w XVI wieku uległy d żemu zaniedbaniu.
W 1585 roku dzięki staraniom Jerzego Mniszcha wojewody sandomierskiego zostały
ponownie odbudowane.
18 Zamek w Rzeszowie, typu palazzo in fotezza wzniósł w I połowie XVII wieku
Mikołaj Ligęza kasztelan sandomierski.
17 Jarmarki odbywały się w Rzeszowie nie tylko na Św. Wojciecha (24 IV), ale
też na Sw. Trójcę (19 III), 17 VII, 21 IX i 21 XII.
19 Wiadomość tę podaje także Szymon Starowolski, op. cit. s. 93. Późniejsza
literatura informację tę cytuje głównie za Starowolskim.
HABHrA KyHHHBCKfl
niUEMblCJIbCKAH 3EMJIH B JIATHHCKOM IIPOM3BEAEH14M
CELLARIUSA REGNI POLONISE (...) DESKROPTIO 1659
(P e 3 w m e)
Cellarius Andreas, iiacToanjaH A. Keruiep (Kehler) (XVII), nara jkushh
HeHasecTHaH, 6bin yueribiM rojwiajmeM nepnojja pacijBeTa rojuiaflCKoił nncbMeH-
hoctk. On 6biji peKTopoM ropaiibCKOJi rriMiraauu. B 1659 ro^y M3^aji npoii3Be^eHwe,
noJHioe sarjiasne KOToporo:
Knura mbjihctch onncanneM Ilojibinn, ouenb TmaTejibHbiM, xoth aBTop hukof/jh
b Ilojibiiie ne 6bin, tojibko Bocnojib3onajiCH npon3BefleHKHMw, Taicux asropoB kuk:
Regni Polonise, Magnigue Ducatus Lithuaniae. Omni- mkue regionum, iuri
Polonica subiectorum novissima descriptio, urbium potissimarum ieones ele-
gantissimos et delinitionem huius Regni Geographicam oculis subiiciens
studio. Andrea Cellarii. Gymnasii Hornani Rectore. Amstelodami, apud Aegidium
Jaussonium Volcknier.
Kpowep, rBarinma, CTapoBOJibCKufł, MnjiJiep.
HaneuaTaiiHbiu orpniBOK 3aKjnouaeT onucaHue IlmeMbicjibCKOM 3cmjiu. HawGonee
MecTa yjiejiaeT aBTop naMHTHUKaM u ucTopnu ropo^OB: IlmeMbimjiH, HpocjiaBM,
2KewoBa u flpym MeHbniis ropo^os.
JADWIGA KUCZYŃSKA
THE PRZEMYSŁ REGION IN THE LATIN WORK
OF CELLARIUS REGNI POLONIAE (...) DESCRIPTIO FROM 1959.
(Summary)
Cellarius Andreas, true name A. Keller (Kehler), dates of birth and death unknown
(XVII century), was a Dutch scientist who lived during the period of the splendour
of penmanship in the Netherlands. He was the rector of a Hornan Gymnasium. In
1659 he published his work, the fuli title being: Regni Poloniae, Magniąue Ducatus
Lithuaniae. Omniumgue regionum, iuri Polonica, subiectorum novissima descriptio,
urbium potlss^arum ieones elegantissimos et delinitionem huius. Regni Geographicam
oculis subiiciens studio. Andrae Cellarii, Gymnasii Hornani Rectore. Amstelodami,
apud Aegidium Jaussonzium Volcknier.
It is a very dełailed description of Poland, although the author had never even
been in our country, he only used works dealing with the subd:ect such as: Kromefs,
Gwagn»n's Starowolskis, Miiller's. The published fragment of the work contains
a description of the Przemyśl Region. Most of it is taken up by the history and
masterpieces in Przemyśl, Jarosław and Rzeszów, although the author does nof torget
smsller towns.
KAROL KOSEK
ROZPRAWY H1STORYCZNO-ESTETYCZNE
WŁADYSŁAWA ŁOZIŃSKIEGO1
MŁODZIEŃCZE ARTYKUŁY I SZKICE HISTORYCZNE
(1861—1870)
Twórczość pisarską rozpoczął Łoziński, znany w II połowie XIX
wieku powieściopisarz, od szkiców historycznych w 1861 roku i do
1907 opublikował ponad 20 rozpraw historyczno-estetycznych. Prace
te do 1899 r. pisał Łoziński na przemian z powieściami historycznymi,
w których wykorzystywał materiał źródłowy, zebrany w toku poszu-
kowań archiwalnych, często przed publikacją własnych dysertacji nau-
kowych. Dysertacje te stanowią więc doskonały komentarz do twór-
czości beletrystycznej Łozińskiego. Twórczość historyczną Łozińskiego
można podzielić na trzy okresy: artykuły młodzieńcze z lat 1861—1870,
prace z lat 1872—1885 oraz wielkie syntezy z historii sztuki, kultury
i obyczajowości staropolskiej, opublikowane w latach 1887—1907.
Młodzieńcze rozprawki Łozińskiego, jako prace nieoryginalne,
streszczające utwory innych autorów, głównie kuzyna K. Szajnochy,
nie przedstawiają dziś wartości naukowej, ale posiadają formę intere-
sująco pod względem literackim skonstruowanych gaw^ęd lub esejów2 *.
Formę takiego eseju posiada np. pierwsza oryginalna praca historycz-
na Łozińskiego: Awanturnicy w Polsce (,,Strzecha" 1869, nr 5—8),
w której Łoziński omówił Pamiętniki Casanovy i w oparciu o znane
mu rozprawy i dokumenty rękopiśmienne przedstawił swój po-
gląd na koniec XVIII wieku w Europie i w Polsce. W eseju: Jenerał
Dąbrowski i Szyler („Gazeta Narodowa" 1870, nr 190—191) nakreślił
Łoziński, w formie ramowej gawędy o doktorze legionowym Spatzu-
1 Artykuł ten stanowi resume nie opublikowanej, obszernej dysertacji pod tym
samym tyt łem.
2 Rozprawki te omówiłem w mojej pracy doktorskiej pt.: Twórczość literacka
Władysława Łozińskiego, Są nimi; Urywek z dziejów Górnego Śląska, Gody na dwo-
rze Kazimierza Wielkiego, Książę Rogatka (Gwiazdka Cieszyńska 1861, nr 23, 27—28;
1862, nr 8), Dwa dokumenta do historii miasta Lwowa z czasów Rzeczypospolitej
(„Dziennik Literacki" 1862, nr 86), Goethe i Maria Szymanowska (Dziennik Literacki"
1870, nr 1).
Wróblu, wycinek z życia gen. Dąbrowskiego z okresu kampanii włos-
kiej.
Walory artystyczne prac naukowych Łozińskiego wzrastały sukce-
sywnie z rozwojem jego talentu literackiego, bowiem „powieś-
ciopisarza wspierał historyk, a historyka — powieściopisarz", co zwięk-
szało poczytność dzieł jednego i drugiego.
PRACE IIISTORYCZNOESTL1 YCZNE Z LAT 1872-1885
W 1872 roku ukazały się we Lwowie trzy obszerne prace histo-
ryczne Łozińskiego: Z estetyki i z życia, Galiciana oraz O towarzystwie
lwowskim pod koniec XVIII wieku. Materiał naukowy, zebrany w toku
poszukiwań archiwalnych do wymienionych dysertacji, wykorzystał
Łoziński w swoich powieściach, jak: Pierwsi Galicjanie, Legionista,
Opowiadania Narwo ja etc. Równocześnie wymienione rozprawy po-
siadają autonomiczne walory literackie, zostały żywo przyjęte przez
krytykę i wywarły pewien wpływ na świadomość ówczesnego społe-
czeństwa polskiego w Galicji.
Książka Z estetyki3 powstała z wykładów Łozińskiego, które autor
wygłaszał dla kobiet w lwowskiej sali ratuszowej jesienią 1870 r. Na
życzenie zachwyconych słuchaczek Łoziński przerobił wykłady swoje
na książkę4, w której — piękną polszczyzną, stylem błyskotliwym
i gawędowym — przedstawił historię salonów francuskich, niemieckich
i polskich od XVI do XIX wieku oraz swoje poglądy estetyczne, hi-
storyczne i polityczne. Rozprawę swoją oparł autor na bogatej lektu-
rze pamiętników polskich, francuskich, niemieckich, utworach litera-
tury pięknej, europejskiej i polskiej — od Homera po romantyzm —
oraz o prace estetyków romantycznych i pozytywistycznych: od Vische-
ra i Libelta po Taine’a i Sainte-Beuve'a. W rozprawie rehabilituje
Łoziński „dobrze prowadzony" salon jako ośrodek życia towarzys-
kiego i umysłowego. Ideałem takiego salonu w Polsce są dla autora
Puławy Czartoryskich. Myślą przewodnią rozprawy jest pogląd,
że „umiłowanie piękna (...) uszlachetnia nasz umysł" (s. 202) oraz że
szerzenie smaku i kultury towarzyskiej w życiu codziennym — to
główne powołanie kobiety, której współczesne hasła „grożą strywiali-
zowaniem (...) w imię tak zwanej emancypacji" (Przedsłowie autora).
Książka Łozińskiego zdobyła uznanie wśród literatów5 * * i czy-
telniczek galicyjskich, gdyż była jakąś baśniową ucieczką od szarej
8 Wł. Łoziński, Zestetyki i z życia. Lwów 1872, 8°, s. 1—215, nakładem księgarni
Seyfarth i Czajkowski, cena 2 złr i 50 ct. Książka ukazała się już w jesieni 1871 r.
Odtąd używam skrótu: Z estetyki i cytuję wg wydania z 1872.
* Świadczą o tym „Przedsłowie autora", zachowany autograf w archiwum BJ,
rkps akc. 88/62 oraz listy pani A do Wł. Łozińskiego od 12 XI 1870 do 22 XII 1871,
archiwum BJ, rkps akc. 123/56, t. I. Odtąd nie będę podawał sygnatury listów, po-
chodzących z tego źródła, tylko datę.
5 Ślady rozprawy Z estetyki widać w Asnykowskich wierszach: Daremne żale
1 Do młodych, w powieści Orzeszkowej: Marta, w Sienkiewiczowskich rozprawach;
Naturalizm w powieści i Listy o Zoli.
rzeczywistości w krainę beztroskiego życia salonów, a także wywołała
jakby małą wojnę między prasą pozytywistyczną i konserwatywnąG.
Większość recenzentów zgadzała się z poglądami Łozińskiego. W obro-
nie rozumu, postępu technicznego i emancypacji wystąpił
P. Chmielowski, który bezwzględnie potępił Z estetyki za „sielankowość”
i ,,rozbujałą wyobraźnię" 7. Natomiast S. Tarnowski witał entuzjastycz-
nie książkę Łozińskiego jako ,,dla umysłu pożywną i zdrową (...), napi-
saną stylem żywym i obrazowym". Recenzent uznał, że Łoziński był
predystynowany do napisania ,,historii życia towarzyskiego w Polsce"
jako wybitny artysta, esteta, psycholog i historyk. Przepowiednia ta
spełniła się po 30 latach, co podkreślił też L. Finkel, który w 1911 roku
uznał Z estetyki jako zapowiedź przyszłych prac Łozińskiego o polskim
życiu obyczajowym8. W styczniu 1872 roku ministerstwo oświaty
w Austrii przyznało Łozińskiemu —: jedynemu w Galicji — stypendium
cesarskie 9.
Dnia 8 II 1872 wygłosił Łoziński w lwowskiej sali ratuszowej od-
czyt pt.: ,,O towarzystwie lwowskim przy schyłku XVIII stulecia"10.
Jest to interesująco skomponowana praca popularno-naukowa, oparta
głównie na Dziejach Teatru Narodowego W. Bogusławskiego oraz na
pamiętnikach XVIII-wiecznych F. Karpińskiego, J. D. Ochockiego i aneg-
dotycznym. Świeży stypendysta cesarski i pracownik Ossolineum, za-
leżny od księcia J. Lubomirskiego, w pracy tej, charakteryzując biuro-
krację austriacką i społeczeństwo polskie we Lwowie w latach 1793—
1796, w sposób oględny — w porównaniu z powieścią: Pierwsi
Galicjanie (1867) — przedstawia „smutne” obrazy zdrady oraz upad-
ku moralnego szlachty i magnaterii w owym okresie.
Z początkiem 1872 ukazała się następna praca Łozińskiego pt:
G a 1 i c i a n a 11, rozprawa oryginalna, oparta na licznych aktach archi-
8 Kolejne recenzje o książce Z estetyki ukazały się w prasie w 1872 r.: „Kłosy”,
nr 344 (anonim); Z (czyli B. Zawadzki), „Świt”, nr 1; P. Chmielowski, „Przegląd Ty-
godniowy”, nr 8; L. Sowiński, „Wieniec", nr 20; K. Raszewski, „Bluszcz”, nr 23;
anonim „Niwa”, nr 14; S. Tarnowski, „Przegląd Polski”, t. III, s. 120—128.
7 W 1881 r. P. Chmielowski w swoim Zarysie literatury polskiej (Wilno, s. 153)
złagodził swój pierwotny sąd i nazwał Z estetyki owocem „głębszych studiów”, roz-
prawą „pięknie pod względem stylistycznym opracowaną”.
8 L. Finkel: Historia „Gazety Lwowskiej" (1873—1883), w: Stulecie „Gazety
Lwowskiej" (1811—1911), Lwów 1911, t. I, s. 209.
# ,,Gazeta Lwowska" 1872, nr 25 (Część urzędowa).
10 Odczyt ten ukazał się najpierw w „Przeglądzie Lwowskim" (1872, t. III, s. 345—
—353, 446—458), potem — też w 1872 r. — w formie książkowej pt.: O towarzystwie
lwowskim pod koniec 18 wieku, a w 1921 r. M. Tretei połączył go z rozprawą Z este-
tyki i wydał w książce pt.: Salon i kobieta.
11 Wł. Łoziński: Galiciana. Kilka obrazków z pierwszych lat historii galicyjskiej.
Lwów 1872, 8°, s. 1—132, nakładem K. Wilda. Jak podaje K. Estreicher (Bibliografia
polska, Kraków 1876, t. III, s. 15) wydano 600 egzemplarzy książki w cenie 1 złr 20 ct.
Poszczególne rozdziały Galiciana ogłaszał wcześniej Łoziński w prasie w formie arty-
kułów: Przysięga wierności, „Gazeta Narodowa” 1870, nr 259, 263—264; Anonim,
„Czas” 1870, nr 247—249; Pierwsi urzędnicy niemieccy w Galicji, „Czas" 1871, nr 196,
198, 200; Sprzed stu laty, „Gazeta Narodowa " 1871, nr 273. Artykuły te weszły
w skład książki pod nieco zmienionymi tytułami, np. „Przysięga wierności" na;
„Hommagium".
walnych, rękopiśmiennych i drukowanych, polskich, niemieckich, fran-
cuskich i łacińskich, oraz na pamiętnikach XVIII-wiecznych. Książkę
tę napisał Łoziński ,,w smutną stuletnią rocznicę upadku dla
przypomnienia niemal zupełnie zapomnianych dziejów Galicji
z okresu rewindykacyjnego" (Wstęp autora). Wbrew tendencjom loja-
listycznym konserwy Łoziński przypomniał w Galiciana dzieje poli-
tyczne Galicji od 1772 do 1790, podkreślając bezprawność zaboru, wro-
gość obecnego rządu, który gwałtem i podstępem niszczył polską kul-
turę oraz kraj podatkami, konfiskatami i rabunkami, dążył z założenia
do całkowitej germanizacji społeczeństwa polskiego. Stuletni okres
życia Polaków pod berłem austriackim był to czas ,,ciężkiej walki o był
narodowy", a uzyskana autonomia — to nie łaska, lecz krwawo wy-
walczone, należne narodowi prawo i częściowe zwycięstwo nad wro-
giem, który się w Galicji w znacznym procencie spolonizował. W książce
szereg razy przeprowadza Łoziński paralele między uciskiem austriac-
kim w przeszłości a aktualnym w 1872 r. uciskiem pruskim w Poznań-
skiem i carskim w Królestwie. Obok wartości naukowych, poznawczych
Galiciana posiada również walory literackie, bowiem ścisłe fakty hi-
storyczne podaje autor w sposób plastyczny, kreśląc szereg barwnych
obrazków i anegdot z życia Polaków oraz ośmieszanych urzędników
austriackich. Książka ta — to protest ,,czerwonego" Łozińskiego przeciw
ugodowości i służalstwu, to wołanie patrioty: „Nie zapominajcie! Nie
wierzcie!".
Ze względów cenzuralnych prasa warszawska milczała, ale zabrały
głos Kraków i Poznań. Wprawdzie stańczykowski recenzent L. Po-
widaj w „Przeglądzie Polskim" (1872, t. III, s. 136—137) zreferował
Galiciana w makiawelski sposób, tj w duchu lojalizmu, lecz kryptonim
„A. S.", recenzent krakowskiego „Na dziś" (1872, t. II, s. 320) oraz
anonimowy sprawozdawca „Gazety Wielkopolskiej" (1872, nr 8) uwy-
puklili krzepiące Poznaniaków tendencje patriotyczno-niepodległościo-
we Galiciana, aktualizację polityczną książki i jej walory literackie,
którą „czyta się jak najpiękniejszy romans". Książka Łozińskiego w nau-
ce polskiej „dała początek studiom z dziejów Galicji", a jeden z pierw-
szych powoływał się na Galicjana K. Chłędowski w swych pracach 12.
Również Żeromski wziął z Galiciana — idąc za apelem Łozińskiego
w II rozdziale książki — wiele faktów i opracował je literacko w Po-
piołach.
W 1873 roku ogłosił Łoziński w „Przewodniku Naukowym i Lite-
rackim" cztery drobne rozprawki. Pierwsza z nich pt.: K. S. Bodzanto-
wicz (t. I, s. 77—80) — to interesujące studium o twórczości świeżo
zmarłego pisarza i zarazem wypowiada tu Łoziński swoje credo lite-
racko-historyczne. Druga rozprawka: Der Krieg und die Kuenste (t. I,
s. 141—143) recenzuje broszurę F. Vischera pod wymienionym tytu-
łem i piętnuje pruski szowinizm po 1870 roku. W rozprawce pt.: Zbro-
jownia Lubomirskich (t. I, s. 210—219) Łoziński ze znawstwem, zapo-
12 L. Finkel, Władysław Łoziński, „Kwartalnik Historyczny* 1' 1913, s. 209; K. Chłę-
dowski: Zajęcie Galicji (1880), Pan Prowincjalski (1879), w: Z przeszłości naszej
i obcej, Lwów 1939, s. 33, 202.
wpadającym przyszłego konserwatora zabytków, a zarazem w sposób
anegdotyczny opisał najciekawsze eksponaty starożytnej broni pol-
skiej. W eseju pt.: Książkę-humorysta (t. I, s. 283—294, 402—413) na-
kreślił Łoziński sylwetkę księcia Adama Czartoryskiego jako człowieka
o ,,złotym sercu", przytoczył 17 humorystycznych anegdot, związa-
nych z osobą księcia, scharakteryzował życie towarzyskie oraz spo-
łeczeństwo w Polsce i Europie pod koniec XVIII wieku jako epokę
filozofów i szarlatanów, a także postulował napisanie ,.obyczajowej
historii naszej przeszłości". Postulat ten zrealizował w 30 lat później
sam Łoziński przez napisanie Prawem, i lewem (1903) i Życia polskie-
go (1907). Na Księcia-humorystę powoływał się K. Chłędowski w szki-
cu: Dwór Czartoryskich, w Sieniawie (1879) * 11 * 13; również J. Kleiner w 1911
ciepło ocenił esej o księciu Adamie i nekrolog K. S. Bodzantowicz” 14.
W styczniu 1886 r. opublikował Łoziński w ,-Czasie" (nr 22—23)
studium historycznoliterackie pt.: Stefania Chlędowska, w którym pod-
sumował życzliwie dorobek zmarłej pisarki jako nowelistki i krytyka.
Na to studium powoływał się potem jej mąż, K. Chłędowski w swojej
autobiografii15, a P. Chmielowski — niechętny Łozińskiemu — przy-
toczył je jako przykład ,,zmanierowania stylu na wzór francuski" 16.
WIELKIE SYNTEZY Z HISTORII KULTURY
I OBYCZAJOWOŚCI STAROPOLSKIEJ (1887—1907)
Po zrzeczeniu się przez Łozińskiego w 1883 roku slanowiska na-
czelnego redaktora ,,Gazety Lwowskiej" nastąpił w latach 1887—1907
najbardziej owocny okres w twórczości naukowej pisarza. Od roku
1887 do 1904 publikował Łoziński w ,,Kwartalniku Historycznym” re-
cenzje naukowe na tematy historyczne, archeologiczne, historyczno-
literackie etc. Również od 1896 do 1913 posyłał Łoziński „komunikaty"
do krakowskiej Komisji Historii Sztuki, drukowane w „Sprawozda-
niach".
Z zainteresowań ikonografią i bizantynizmem wyrosła w 1887 roz-
prawa Łozińskiego pt.: Malarstwo cerkiewne na Rusi17. Rozprawa ta
była polemiką z dysertacją W. Dzieduszyckiego: Ikonostas Bohorod-
czański (1886). W oparciu o europejską literaturę przedmiotu w sześciu
językach Łoziński dowodził, że na Rusi nie istniały „rodzime szkoły
malarskie" w XVI i XVII wieku i proponował na miejsce zwodniczej
metody estetycznej Dzieduszyckiego stosować w badaniach za-
bytków sztuki metodę historyczną, tj. poszukiwania archiwalne
obok estetyczno-porównawczej analizy dzieł. Malarstwo przyniosło Ło-
18 K. Chłędowski: Z przeszłości naszej i obcej, op. cit., s. 403—404.
11 J. Kleiner: Historia „Przewodnika Naukowego i Literackiego" (1872—1911),
w: Stulecie „Gazety Lwowskiej", op. cit., t. II,' s. 33—34.
13 K. Chłędowski: Z przeszłości (...), op. cit., s. 684—685.
18 P. Chmielowski: Zarys najnowszej literatury polskiej, Kraków 1898, s. 291.
17 Pierwodr k książki ukazał się pod pseudonimem Sygma w „Kwartalniku Histo-
rycznym” w 1887, z. II, s. 149—209 i w tymże roku wyszła we Lwowie edycja książ-
kowa.
zińskiemu uznanie w gronie historyków sztuki we Lwowie i Krakowie
jako uczonemu i „najlepszemu w Polsce znawcy bizantynizmu” 18.
Prawdziwą rewelacją w annałach polskiej historii sztuki stała się
„trylogia" Łozińskiego, wychodząca we Lwowie w latach 1889—1898
pt.: Lwów starożytny, a przedstawiająca kolejno: złotnictwo, mie-
szczaństwo i sztukę lwowską (architekturę i rzeźbę) w XVI i XVII
wieku. Trylogię swoją oparł Łoziński głównie „na źródłach rękopiś-
miennych”, tj. aktach lwowskiego archiwum miejskiego, aktach ra-
dzieckich, konsularnych, kodeksach, księgach testamentowych, rachun-
kowych inwentarzach, kronikach i pamiętnikach mieszczańskich (np.
P. Kunaszczaka, B. Zimorowicza, S. Kuszewicza, Wilczków etc); prze-
wertował też manuskrypty Bibl. Ossolińskich, rękopiśmienne zabytki
(inedita) ówczesnej poezji lokalnej, akta ławnicze, fascykuły zbiorowe,
rękopisy arcybiskupstwa lwowskiego itd. Wykazał też Łoziński zna-
jomość europejskiej literatury przedmiotu, powołując się w swej pracy
na dziesiątki rozpraw w siedmiu językach.
Zapowiedzią „trylogii” był artykuł pt.: Przekupień lwowski w XVII
wieku (1888) 19, oparty na rękopiśmiennej Księdze rachunkowej kupca
lwowskiego Piotra Kunaszczaka, Rusina, który w latach 1633—1696 —
dzięki obrotności i lichwie — dorobił się majątku i prawa miejskiego
oraz stopniowo ulegał dobrowolnej polonizacji. Rozprawa o Kunaszcza-
ku wywołała już w październiku 1888 roku rzeczową recenzję rosyj-
sk iego uczonego I. A. Linniczenko 20, a samą rozprawę włączył potem
Łoziński do Patrycjatu jako rozdział VII pt.: Typ małego mieszczani-
na.
Złotnictwo lwowskie, I część trylogii, ukazało się w maju
1888 r.21 i natychmiast zostało uznane przez krytykę w Polsce i za
granicą za „książkę r e w e la c y j n ą”, która łączy rzetelność i fa-
chowość pracy uczonego, elegancję wydania „z wykwintną formą”,
tj. pięknym stylem i doskonałą polszczyzną22. L. Lepszy, krakowski
specjalista od złotnictwa, już 11 lipca 1889 r., referując pracę Łoziń-
skiego na posiedzeniu Komisji Historii Sztuki AU, powiedział: ,.(...) są
to podwaliny, na których każdy, kto chce powziąć wiadomości
o nim (o złotnictwie) oprzeć się będzie musiał” 23. M. Sokołowski nazwał
18 Listy J. Antoniewicza do Wł. Łozińskiego z 10 II 1889 i 14 I 1891; J. Wilusz:
Władysław Łoziński. Kraków 1915, s. 5.
18 Ogłoszony w „Kwartalniku Historycznym" 1889, z. 3, s. 355—380.
28 I. A. Linniczenko: Kritika. Wład. Łoziński, Przekupień lwowski w XVII wieku,
„Kijewskaja Starina" 1888, t. XXIII, z. X, s. 25—28.
21 Wł. Łoziński: Złotnictwo lwowskie w dawnych wiekach (1384—1640). Lwów
1889, 8°, s. 1—109. W archiwum BJ zachował się autograf książki pod sygnaturą
89/62. Odtąd używam skrótu: Złotnictwo.
22 Kolejne, najważniejsze recenzje „Złotnictwa": ZY, „Kwartalnik Historyczny"
1889, z. 4, s. 728—731; S. Tomkowicz, „Czas" 1889, nr 222—223; F. Bostel, „Ateneum"
1889, t. IV, s. 372—376; M. Sokołowski, „Przegląd Polski" 1890, t. III, s. 166—169;
A. R. (A. Rembowski), „Niwa" 1890, nr 5; T. W. (T. Węzewa), „Gazette des Beaux
Arts", Paris 1890, z. I; A. Rembowski, „Tygodnik Ilustrowany" 1890, nr 28; S. Tom-
kowicz, „Czas" 1890, nr 181—182; M. Landau, „Wiener Zeitung" 1890, nr 217.
23 Sprawozdania z posiedzeń Komisji Historii Sztuki, „Sprawozdania do Badania
Historii Sztuki w Polsce", Kraków 1891, t. IV, s. 72—73. Odtąd używam skrótu:
„Sprawozdania”.
Łozińskiego „Kolumbem zupełnie nieznanego świata", tj. Lwowa staro-
żytnego i jego sztuki złotniczej. Podobnie wyrażali się inni uczeni i re-
cenzenci bądź propagujący książkę Łozińskiego w Niemczech prof.
K. Liske, na Węgrzech — F. Bostel, we Francji i Europie — S. Tar-
nowski 24 25, bądź powołujący się na nią w swoich pracach M. Soko-
łowski 23, S. Tomkowicz26 lub prof. niemieckiej wyższej szkoły tech-
nicznej w Karlsruhe Rosenberg Marc, autor rozpraw o Jamnitzerze 27.
Do ukazania się bowiem Złotnictwa Łozińskiego znano „tylko dwu
złotników lwowskich", a Łoziński swoją metodą „poszukiwań archi-
walnych" wydobył z akt 57 herbików, czyli gmerków mieszczańskich
i od 1364 do 1640 roku — aż 176 złotników. Przy nazwisku każdego
złotnika podaje Łoziński jego specjalność, stosunki handlowe, inwen-
tarz majątku, historię rodzinną oraz prace, wykonywane dla królów
i magnatów polskich, dla cara, króla angielskiego, książąt niemiec-
kich czy hospodarów mołdawskich przez takich mistrzów lwowskich,
jak: Siedmiradzki, Kudlicz, Grynwald, Alembekowie etc. Suchy z pozoru
katalog zmarłych artystów zmienił się pod piórem Łozińskiego w ży-
wą i barwną kronikę artystyczną starożytnego Lwowa. W II wydaniu
Złotnictwa w 1912 roku28, jeszcze „ozdobniejszym" i „bardzo znacznie
pomnożonym", podaje Łoziński już 110 gmerków mieszczańskich i z gó-
rą 200 nazwisk złotników: obok Polaków — Ormian i Żydów.
Wyrazem uznania dla Złotnictwa było postawienie kandydatury
Łozińskiego „na członka korespondenta" AU w Krakowie przez M. So-
kołowskiego i L. Malinowskiego na posiedzeniu ścisłym 7 III 1890 r.29.
Zanim jednak odbyło się posiedzenie wyborcze na wniosek prof. A. Ma-
łeckiego i K. Liskego z 25 IV 1890 na posiedzeniu ściślejszym nadzwy-
czajnym dnia 30 maja 1890 wybrano jednogłośnie — 9 głosami —
Władysława Łozińskiego członkiem czynnym AU na Wydziale I,
czyli Filologicznym za pracę jeszcze doskonalszą niż Złotnictwo, tj.
za Pa*rycjat, wydany świeżo, bo w lutym 1890 roku30.
Patryc jat ukazał się we Lwowie trzykrotnie: w 1890, 1891
i 1902 31. Dwie pierwsze edycje wywołały „dreszcz" w świecie nauko-
wym i mieszczańskim, a I wydanie w ciągu roku zostało całkowicie
24 X. L. (Ks. Liske): Literaturbericht, „Historiche Zeitschrift", Muenchen 1890,
z. 2, s. 367—367; F. Bostel: Uebersicht (...), „Ungarische Revue", Budapest 1889, z. 7,
s. 593—594; S. Tarnowski, Bulletin internationale de 1’Academie des Sciences de
Cracovie, Kraków 1890, nr 7, s. 186—189.
25 „Sprawozdania", Kraków 1900, t. VI, z. I, s. 15—16.
28 „Prace Komisji Historii Sztuki", Kraków 1919, t. I, z. II, s. 142.
27 Listy M. Rosenberga do Wł. Łozińskiego od 26 XII 1911 do 28 VI 1912.
28 Nakładem Tow. Miłośników Przeszłości Lwowa, tom XV—XVI Biblioteki
Lwowskiej.
29 Protokoły z posiedzeń Wydziału Filologicznego PAU, Archiwum PAU w Kra-
kowie, sygn. W I-i, karta 100 b i 101 b; Propozycje na wybór na członków AU, Ar-
chiwum PAU w Krakowie, sygn. W 1-6, 26 II 1890.
80 Protokoły z posiedzeń (...), jw., K-103 b, 104 ab; Propozycje, jw.
81 Wł. Łoziński, Patrycjat i mieszczaństwo lwowskie w XVI i XVII wieku. Lwów
starożytny, cz. II. Lwów 1890, 8°, s. 3 nlb, 4—305, 1 nlb. Odtąd używam skrótu:
Patrycjat. Wydanie II Patrycjatu z datą 1892 ukazało się w sprzedaży już w paździer-
niku 1891 r. Wydanie III z 1902 r. — to przedruk wydania TL Cytuję wg wydania III
wyczerpane. Do sukcesu książki przyczyniły się jej walory nau-
kowe, artystyczne i mimowolna aktualność polityczna, bowiem Patry-
cjat ukazał się w okresie wzmożonych ruchów robotniczych, tj I i II
Proletariatu, a książka przedstawiała przerażonemu mieszczaństwu
,,godność", zasługi cywilizacyjne i znaczenie tego stanu w XVI i XVII
wieku w Polsce32. Zapowiedź i pendant z Patrycjatem stanowi cały
szereg drobnych prac, ogłaszanych od 1873 do 1903 r.33 * * *. Niektóre
z nich wkomponował potem Łoziński do I lub II edycji Patrycjatu.
W Patrycjacie opowiedział Łoziński niesłychanie barwnie o bu j-
nym życiu polskiego mieszczaństwa w XV—XVII wiekach. Zycie
to namalował autor na tle ówczesnego Lwowa, opisanego z pe-
dantyczną dokładnością archeologa, znającego rozkład placów, murów,
ulic, baszt, nazwę i wygląd każdej ważniejszej kamieniczki. Łoziński
podkreślił egzotykę i polskość cywilizacji lwowskiej, która była alia-
żem wielu kultur: ,,rasa lwowska" łączyła w sobie ,.polski tempera-
ment, niemiecką roztropność i ormiańską gorącość" (s. 15). Autor z pa-
sją zdumionego odkrywcy nowego świata wyraził radość, iż istniał —
obok szlachty — w dawnej Polsce „stan czynny z dobrobytem, oświa-
tą i cnotą", następnie przedstawił życie i kulturę oraz wyliczył zasługi
,,lwowczyków" dla Rzeczypospolitej, tj. waleczność w obronie kraju,
godność, zamożność, czystość obyczajów, zmysł organizacyjny, samo-
wystarczalność ekonomiczną i kulturalną, tradycje rodowe mieszczan,
np. Kampianów, Wilczków, Syxtów, Domagaliczów, Boimów, Szolców,
Alembeków etc, którzy „niechętnie oddawali swe córki szlachcie".
„Lwowczycy" nadawali swemu miastu pozory „samoistnej republiki
kupieckiej" i na wzór Rzymu wykuwali na pomnikach dumne napisy:
S. P. Q. L., czyli Senatus Populus Que Leopoliensis. Domy zamożnych
i średnich mieszczan obfitowały w inkrustowane meble, kobierce
wschodnie, dzieła sztuki złotniczej, galerie obrazów i biblioteki rzad-
kich ksiąg. Mieszczki lwowskie elegancją, urodą, higieną, oświatą, b i e-
lizną, okazałością strojów, wesel oraz emancypacją gasiły
nawet magnackie córy. Przedstawił również Łoziński w Patrycjacie
ujemne strony dawnego życia we Lwowie: waśni narodowościowe
i religijne, walki klasowe, zawiści w łonie patrycjatu, ucisk celny,
procesy, nadużycia palestry, romanse i skandale towarzyskie.
Patryc jat polemizuje z Trylogią Sienkiewicza i Lalką Prusa. Sien-
kiewiczowskiej apoteozie rodów rycerskich w przeszłości przeciwsta-
wia Łoziński zasługi i często wyższość kultury mieszczańskiej oraz
jakby mimochodem pokazuje niedostatki i powolny rozkład cywilizacji
szlacheckiej już w XVI—XVII wiekach. Inaczej także układają się
32 List S. Tomkowicza do Wł. Łozińskiego z 25 IV 1890 r.
83 Wł. Łoziński: Urbano Ubaldini. „Gazeta Lwowska" 1873, nr 208; Przekupień
lwowski, jak w przypisie 19; Spór drukarza z księgarzem w r. 1616, „Kwartalnik
Historyczny" 1889, z. IV, s. 703—708; Zięć poety, ibidem, 1890, z. I, s. 50—57, Leopo-
litana, ibidem, 1890, z. III, s. 437—457; Kupiectwo lwowskie w XVI wieku. „Biblioteka
Warszawska" 1891, t. III, s. 429—453; Dyary uszek moskiewski lwowianina z roku 1606,
„Kwartalnik Historyczny" 1894, z. IV, s. 627—635; Proces o pannę, „Rocznik Krakow-
ski" 1902, s. 47—59. Rękopis „Patrycjatu" do I wydania znajduje się w archiwum BJ,
rkps akc. 90/62; materiały do II wydania znajdują się pod sygnaturami: 91/62, 98/62,
71/60, 72/60.
w 'Patrycjacie autentyczne — nie fikcyjne — dzieje i kariery „Wokul-
skich" w XVII wieku. Nie tylko bowiem szlachta ubiegała się o za-
możne i kulturalne córki mieszczańskie, ale i wzbogaceni mieszczanie
żenili się z córami magnackimi nawet. Taki np. Grek i schizmatyk
Konstanty Korniakt, gdy zrobił milionową fartunę na handlu bawełną,
małmazją i na szacherkach, zdobył indegenat i pojął za żonę „sarną"
Annę Dzieduszycką, a ich syn — wojewodziankę Ossolińską.
Łoziński wielokrotnie zwracał uwagę na literackie walory
przytaczanych w Patrycjacie źródeł i anegdot, pisząc dosłownie: „jest
to nowela w zawiązku" (s. 30—31), „I jak w noweli powtarza
się historia werońskich Monteccich i Capulettich (s. 85—86), „jakby
novzela z Dekameronu (s. 237), „wesoła romansowa krotochwila"
(s. 262—264), „szkic hultajskich przygód" lub „pikardyjski romans
rzemieślniczy" (s. 360—370). Patryc jat więc z literackiego punktu wi-
dzenia jest to — osnuta na autentycznych dokumentach i faktach —
barwna, historyczna, polska saga mieszczańska, bo przedsta-
wia na przykładzie dziejów wielu rodzin kupieckich historię rozwoju,
rozkwitu i upadku mieszczaństwa lwowskiego od XV do połowy XVII
wieku. Patryc jat należy do działu literatury, stojącej na pograniczu
dziejopisarstwa i powieści, do t.zw. „historiografii opowiadają-
cej", wywodzącej się u nas od K. Szajnochy, kuzyna Łozińskiego.
Pod wpływem Szajnochy, „historyka w poezji, poety w historii" 34, Ło-
ziński, obdarzony także „macaulayowskim talentem", odkrył bliskie
„powinowactwo historii z powieścią" i wprowadził do Patrycjatu formę
opowiadania liryczno-subiektywnego, „odpowiednik romansu walter-
skotowskiego" i doprowadził „do pełnego blasku poczęty przez Szaj-
nochę kierunek badań nad historią obyczajową, łącząc plastykę opisu
historycznego ze zdolnością charakteryzowania"35. Tak też przyjęli
Patrycjal, tj. jako „barwną powieść" i „evene.ment literacki" oraz jako
dzieło ściśle naukowe, „monumentalne", „pełne zdobyczy niespodzie-
wanych" — znajomi Łozińskiego oraz krytyka w kraju i za granicą,
tj. w Krakowie, Lwowie, Warszawie, Monachium i Kijowie36. Recen- * 38
34 Wł. Łoziński: Karot Szajnocha. „Dziennik Literacki" 1868, nr 8, s. 113.
38 H. Barycz: Karol Szajnocha, w: Wśród gawędziarzy, pamiętnikarzy i uczonych
galicyjskich. Kraków 1963, t. II, s. 61, 77, 81, 87.
38 Listy do Wł. Łozińskiego od J. Antoniewicza z 6 IV 1890, K. M. Morawskiego
z 21 IV 1890, S. Tomkowicza z 25 IV 1890, J. Łepkowskiego z 30 III 1890, M. Soko-
łowskiego z 15 VI 1890, S. Smolki z 24 IV 1890, S. Odrzywolskiego z 1 XI 1891.
Recenzje Patrycjatu w pismach krakowskich: S. Tarnowski, „Przegląd Polski"
1890, t. IV, s. 587—593 i tenże w „Bulletin Internationale (...), op. cit.; S. Tomkowicz,
„Czas" 1890, nr 181—182; S. Tarnowski, „Przegląd Polski" 1892, t. III, s. 671—673;
w pismach lwowskich: Z. Sawczyńska, „Przegląd Polityczny, Społeczny i Literacki"
1890, nr 161—162; -e-, „Gazeta Narodowa" 1890, nr 160—167; J. Antoniewicz, „Kwar-
talnik Historyczny" 1890, z. IV, s. 790—801; L. Finkel, „Gazeta Lwowska" 1890,
nr 261—262; S. P., „Dziennik Polski" 1890, nr 263; K. Heck, „Kwartalnik Historyczny"
1894, z. III, s. 531—536; w pismach warszawskich: A. Rembowski, „Niwa" 1890, nr 12;
E. Deiches, „Biblioteka Warszawska" 1890, t. III, s. 471—476; F. Bostel, „Ateneum"
1890, t. III, z. I, s. 158—165; M, Unicka, „Bluszcz" 1890, nr 36—37; N, „Kronika Ro-
dzinna" 1890, nr 21; A. Rembowski, „Tygodnik Ilustrowany" 1890, nr 48 i tenże
w „Niwie" 1892, nr 11; K. J. M. w „Wicku" 1892, nr 246; J. Paczkowski, „Historische
Zeitschrift", Muenchen 1894, z. 3, s. 530—531; Bibliografia prac o poi 'dniowej Rosji,
.„Kijewskaja Stalina" 1892, z. I, s. -171—179.
zenci określali Łozińskiego jako polskiego Macaulaya, Holbeina, Mol-
mentiego, a Tarnowski twierdził nawet, że zagraniczne literatury nie
posiadają tak znakomitego dzieła. Tylko K. Heck pisał Łozińskiemu,
że w Patryjacie ,,barwy są bezwarunkowo za jasne" 37, a Tomkowicz
zarzucał autorowi ,,stronniczość i niesprawiedliwość w traktowaniu
Rusinów 38. W II wydaniu, rozszerzonym o jedną trzecią, Łoziński za-
stosował się w większości wypadków do postulatów recenzentów
i ,,książka — wg krytyków — stała się jeszcze piękniejszą, niż była".
Resumć Patrycjatu — łącznie ze Złotnictwem lwowskim — wraz z po-
chlebną oceną ukazało się 1 VII 1890 w ,.Biuletynie AU" (nr 7, s. 186—
189) w języku francuskim pióra sekretarza generalnego S. Tarnowskie-
go oraz w oddzielnych nadbitkach (w liczbie 400 egzemplarzy) pt.:
Leopol ancien.
II Zjazd Historyków Polskich we Lwowie — 17—19 VII 1890 —
„stał pod znakiem badań Łozińskiego", a Patrycjat był nicią czerwoną
kongresu"; słowa uznania za tę pracę wyrazili autorowi przedstawi-
ciel Lwowa i w programowych wykładach prof. M. Bobrzyński, A. Sem-
kowicz i M. Sokołowski39. Dnia 29 V 1891 uchwałą AU, na walnym
zebraniu, przyznano A. Małeckiemu i WŁ Łozińskiemu — za Patrycjat
— dwie nagrody za najlepsze prace historyczne40. Na Patrycjacie
oparli swe prace naukowe K. Heck 41, uczony rosyjski L A. Linniczen-
ko 42, francuski historyk L. Fournier 43 i inni44. Fragmenty z Patrycjatu
włączono do wypisów dla szkół galicyjskich 45. Redaktorka „Blusz-
czu", M. Unicka, wydobyła z Patrycjatu piękne karty z życia kobiet
w dawnych wiekach46, a w 1935 T. Urbański ułożył z wybranych
partii Patrycjatu lekturę dla młodzieży pt.: Z dziejów Lwowa (Lwów
1935, 8°, s. 1—28), gdzie przedstawił handel Lwowa ze Wschodem oraz
wybitne mieszczańskie rody lwowskie. Wzmianki i wyrazy uznania
dla Patrycjatu znajdują się w encyklopediach polskich, rosyjskiej
i czeskiej47 * * * * oraz pracach naukowych lub artykułach Chmielowskiego,
ST List K. Hecka do Wł. Łozińskiego z 26 XI 1890 r.
88 S. Tomkowicz: Z przeszłości mieszczaństwa lwowskiego. „Czas” 1890, nr 182.
39 Pamiętnik II Zjazdu Historyków Polskich we Lwowie, Lwów 1890, t. I; Lwów
1891, t. II; J. Antoniewicz i N, jak w przypisie 36; Ł. Charewiczowa, Władysław Ło-
ziński, „Kurier Literacko-Naukowy", Kraków 1938, nr 21.
49 „Rocznik Akademii Umiejętności". Rok 1890. Kraków 1891, s. 159.
41 C. J. Heck: Thomae Pirawski (...), Lwów 1893. Por. też listy K. Hecka do Wł.
Łozińskiego z 26 IX 1890 i 1 IV 1894.
48 List I. A. Linniczenki do Wł. Łozińskiego z 21 IV 1891 r.
43 Cisty L. Fourniera do Wł. Łozińskiego od 15 VI 1891 do 24 IX 1894 r. Fournier
w rozprawie: Les Florentins cn Pologne (Lyon 1894) jedenaście razy powołuje się na
Patrycjat na stronach od 237 do 278.
44 J. K. N., Nowe książki, „Wiek" 1892, nr 246.
45 F. Próchnicki i B. Baranowski: Polska książka do czytania dla szkół wydziało-
wych żeńskich dla klasy III, Lwów 1910, s. 95—97, 109—116.
49 M. Unicka, Mieszczanka z XVI i XVII wieku, „Bluszcz" 1890, nr 36—37. Po-
dobne wyjątki ukazały się w 1927 r. w „Małopolance" (Lwów 1927, nr 7—8) w arty-
kule pt.: „Echa przeszłości".
4T Encykłopiediczeskij słowar', Petersburg 1896, t. XVlla, s. 913; Ottuv Słomnik
Naueny, Praga 1900, t. 16, s. 392.
Finkla, Morawskiego, Kossowskiego, Wilusza, Charewiczowej i ostat-
nio Bochnaka, Tymienieckiego, Barycza i Kridla 48.
Trzecia część trylogii pt.: Sztuka lwowska (1898) trak-
tująca o rzeźbie i architekturze, nie wzbudziła tak powszechnego zain-
teresowania jak części poprzednie i samemu Łożińskiemu ,,bardzo mało
zrobiła satysfakcji", bo stwierdził, że „nie było żadnej rodzimej sztuki
we Lwowie" 50, gdyż twórcami rzeźb i budowli byli Włosi lub Niemcy.
Praca ta znalazła jednak uznanie wśród specjalistów polskich, rosyj-
skich, niemieckich i ukraińskich 51. Krytycy docenili rzetelność nauko-
wą książki, jej „wykwintną formę językową" i znakomite wydanie „jak
w Stuttgardzie". S. Tomkowicz pisał:
,,(...) cała książka jest (...) jednym wielkim odkryciem. O przesz-
łości artystycznej Lwowa wiedzieliśmy do niedawna tyle, co nic.
Książka ta pozostanie na długo podstawą, na której opierać bę-
dziemy nasze poglądy (...) o dawnej sztuce (...)" :'2.
I. Zakrzewski, dziekan Wydziału Filozoficznego, w przemówieniu
swoim — 31 III 1900 r. — uzasadniającym przyznanie Wł. Łozińskie-
mu tytułu doktora filozofii honoris causa Uniwersytetu Lwowskiego,
szczególnie uwypuklił znaczenie Lwowa starożytnego i jego części
HI — Sztuki.
„Chodziliśmy, synowie tego grodu, wśród pamiątek i wspomnień
wielkiej przeszłości, a dochodziliśmy jakby niewidomi. Ty, Panie, od-
kryłeś ich doniosłość, zaludniłeś przeszłość tego miasta żywymi po-
staciami, wskrzesiłeś dostojną tradycję polskiego Lwowa" 53 * * * * * 59 * 61.
W 1901 roku jury Fundacji im. Barczewskiego w Krakowie spo-
śród nadesłanych prac uznało „Sztukę lwowską" za najlepszą, ale
ponieważ Łoziński już otrzymał nagrodę za „Patrycjat", więc pienią-
18 P. Chmielowski: Zarys najnowszej literatury polskiej, op. cit., s. 291; S. Tar-
nowski: Historia literatury polskiej. Kraków 1907, t. VI cz. 2, s. 210; L. Finkel: Wła-
dysław Łoziński, op. cit., s. 210; K. M. Morawski: Władysław Łoziński jako historyk.
„Czas" 1913, nr 238; S. Kossowski: Władysław Łoziński. „Kronika Powszechna" Lwów
1913, nr 22; J. Wilusz: Władysław Łoziński, op. cit.,; Ł. Charewiczowa: Władysław
Łoziński, op. cit.;H. Barycz: Rozwój historii oświaty, wychowania i kultury w Polsce,
w: Historia nauki polskiej. PAU, Kraków 1949, t. XXXI, s. 59 i tamże: A. Bochnak:
Zarys dziejów polskiej historii sztuki. Kraków 1948, PAU, t. XXII, s. 27; K. Tymie-
niecki: Zarys dziejów historiografii polskiej. PAU, Kraków 1948, t. 19a, s. 70; M. Kridl:
A Survey of Polish Literaturę und Culture. Gravenhage 1956, t. IX, s. 398.
•49 Wł. Łoziński: Sztuka lwowska w XVI i XVII wieku. Architektura i rzeźba,
Lwów 1898, 8°, s. III, 1—128. Wydanie II, „wznowienie", Lwów 1901, s. 1—346. Oby-
dwa wydania wyszły nakładem H. Altemberga. Odtąd używam skrót;: „Sztuka",
59 List Wł. Łozińskiego do S. Tomkowicza z 30 IV 1898 r., archiwum PAN w Kra-
kowie, sygn. 1986-s, K. 141—142.
61 List P. Ettingera do Wł. Łozińskiego z Moskwy z 10 II 1905 r. Recenzje o „Sztu-
ce" ogłosili: S. Tarnowski, „Przegląd Polski" 1898, t. II, s. 324—327; Michał R(olle),
„Gazeta Lwowska” 1898, nr 61; S. Tomkowicz, „Czas" 1898, nr 96—98; M. H. Mychaił
Hruszewśkyj, „Zapysy naukowoho Towarystwa imeny Szowczenka", Lwów 1898, z. V,
s. 19—23; L. Lepszy, „Przegląd Powszechny" 1899, t. LXI, z. I, s. 104—109; R. F. K.
(aindl), „Historische Zeitschrift" 1903, t. 91, z. I, s. 164—165.
52 S. Tomkowicz, jw.
53 W. Hahn: Kronika Uniwersytetu Lwowskiego. Lwów 1912, t. II, s. 33—35.
dze przyznano T. Wojciechowskiemu za ,,Katedrę na Wawelu" 54. Ło-
ziński stał się ,.wyrocznią" w sprawach zabytków sztuki nie tylko dla
Fredrów i Potockich, ale i dla uczonych polskich i niemieckich, jak:
Antoniewicz, Łuszczkiewicz, Sokołowski, Scala, Siegl etc55. Dnia 18 X
1906 ,.jednomyślną uchwalą Rady miasta Lwowa nadano Łozińskiemu
obywatelstwo honorowe miasta Lwowa” jako wyraz uznania za
Lwów starożytny, a ,.pragnąc zasługi Łozińskiego trwalszą uczcić pa-
miątką”, utworzono Tow. Miłośników Przeszłości Lwowa, które uchwa-
liło — wzorem Krakowa — wydawać ,.Bibliotekę Lwowską” 56. Z ini-
cjatywy owego Towarzystwa wydano w 1912 r. w ramach edycji ,,Bi-
blioteki Lwowskiej” po raz drugi Złotnictwo i projektowano II wyda-
nie Sztuki, które z powodu śmierci autora nie doszło do skutku 57.
Uboczny niejako produkt pracy Łozińskiego nad Sztuką stanowiły,
wydane we Lwowie, dwa katalogi zbiorów prywatnych Ło-
zińskiego, znanych szeroko w Polsce i za granicą. Pierwszy ukazał się
w języku polskim na początku 1897, drugi — w języku niemieckim
z początkiem 1898 r.58. Katalogi te, rozesłane przez Łozińskiego miłoś-
nikom sztuki, wywołały podziękowania od zbieraczy polskich i cudzo-
ziemskich 50, wielkie zainteresowanie oraz sporo artykułów od 1898 do
1914, tj. do nabycia zbiorów wraz z pałacem przy ulicy Ossolińskich
3 kontraktem kupna z dnia 31 III 1914 roku za kwotę 820 000 koron
przez gminę miasta Lwowa60. Trzecim pokłosiem pracy nad Sztukę
i Złotnictwem był Ormiański epilog lwowskiej sztuki złotniczej 61 i pra- 51 * * * * * 57 58 59 * * * * * * * * * * * * * * *
51 Sprawozdanie i wnioski w przedmiocie nagród Fundacji śp. Barczewskiego,
Kraków 1901, archiwum BJ, rkps akc. 67/60.
55 Por. np. listy do Wł. Łozińskiego od hr. W. Łosia z 3 i 15 II 1892 r., dyr. Scali
z Wiednia z 31 VIII 1891 lub K. Siegla z 31 X 1894 r.
s” Kronika lwowska. ,.Gazeta Lwowska" 1906, nr 240; Uczczenie zasłużonego,
„Biesiada Literacka”, Warszawa 1906, nr 46, s. 397.
57 List Wł. Łozińskiego do A. Czołowskiego z 15 XI 1912 r., BN, Warszawa, rkps
nr 2780.
58 Wł. Łoziński: Katalog zbiorów Władysława Łozińskiego. Lwów 1897, 8°, s. I—VI,
1—190; Spezialkatalog Nr 2 — Deutsche Ausgabe. Die Bathory-Gruppe in der histo-
rischen Sammlung des Hernn Łoziński ais Man.script gedruckt, Lemberg 1898, 8°,
s. 1—20, z 15 ilustracjami.
59 Listy do Wł. Łozińskiego od M. Bersohna z 10 XI 1898, L. Lepszego z 2 II 1898,
W. Erbena z 25 V 1901, M. Sobko z 13/25 IX 1898, W. Bocheima od 22 II do 19 IV
1898 r.
’• Najważniejsze artykuły o zbiorach Wł. Łozińskiego: W. Bocheim. Literatur.
Die Bathory-Gruppe (...) ,,Zeitschrift fuer historische Waffenkunde”, Dresden 1897,
z. 7, s. 189—190; A. B., Władysław Łoziński, ,.Tygodnik Ilustrowany” 1900, nr 15,
s. 288; Dr Ad. B.: Zbiory Władysława Łozińskiego w Kuńkowcach, „Tygodnik Ilustro-
wany” 1900, nr 39, s. 757—760; Anonim, Zbiory prywatne p. Władysława Łozińskiego
we Lwowie, „Kwartalnik Historyczny" 1900, z. IV, s. 717—718; K. Hartleb: Zbiory
Władysława Łozińskiego, „Kronika Powszechna" 1913, nr 29; pod identycznym tytułem
ukazały się artykuły anonimów, w: „Słowo Polskie” 1913, nr 377, 464; „Nowości
Ilustrowane" 1914, nr 16; „Biesiada Literacka” 1914, nr 22; A. Czołowski: Wstęp,
w: Katalog zbiorów Wł. Łozińskiego, Lwów 1927, s. V—VII.
81 „Ormiański epilog" i kazał się w „Sprawozdaniach" (Kraków 1906, t. VII. z. I,
s. 240----271) i w oddzielnej nadbitce z datą: Kraków 1901, 8 ’, s. 1—52. Rękopis pracy
jest w archiwum BJ, sygn. 71/60. . .
cę tę — za nomową M. Sokołowskiego 62 włączył Łoziński do II wy-
dania Złotnictwa — z 1929 r. — jako rozdział IV.
Najwięcej kontrowersji wywoływało i bodaj nadal wywołuje
Prawem i lewem 63, najobszerniejsze, najbardziej rewelacyjne
i jedno z najdoskonalszych pod względem artystycznym dzieło nau-
kowe Łozińskiego, jakby historio-powieść, utwór zajmujący
wyjątkowe miejsce w literaturze polskiej i europejskiej64. Dzieło to
w 1903 roku zaskoczyło czytelników i krytykę, ponieważ Łozińskiego
uważano za konserwatystę i chwalcę temporis acti, tymczasem PiL —
to ,.encyklopedia zbrodni szlacheckich", wielki rozrachunek z przesz-
łością, udokumentowane oskarżenie polskiego feudalizmu na przeło-
mie XVI i XVII wieku. Pracę swoją oparł Łoziński na materiałach ar-
chiwalnych, gromadzonych od 1886 r., tj. przewertował ponad 400
tomów akt „grodzkich ziemi lwowskiej, halickiej, przemyskiej
i sanockiej”, następnie rękopisy Bibl. Ossolińskich, Czartoryskich, akta
konsularne Lwowa, konstytucje, kroniki, kodeksy, pamiętniki, herba-
rze, zbiory korespondencji oraz oryginalne utwory (inedita) poetów
i polityków XVI i XVII wieku. Oprócz bogatej europejskiej i polskiej
literatury przedmiotu na genezę i kształt PiL wpłynęły tradycje lite-
rackie, tj. utwory przedstawiające procesy, zajazdy, bezprawie i war-
cholstwo magnaterii polskiej w XVI i XVII wieku, jak np.: Zaporożec
Rzewuskiego, Owruczanin Czajkowskiego, Pustelnik w Proniunach
i Panna respektowa Chodźki, Abraham Kitaj Kaczkowskiego i szczegól-
nie rozprawa S. Papee: Ostatnie chwile Diabła Stadnickiego (1889)
oraz przesłana Łozińskiemu 7 XI 1886 powieść A. Krechowieckiego:
Starosta zygwulski — dwie książki o Stanisławie Stadnickim, którego
dramatyczne dzieje, rozgrywające się w ziemi sanockiej i przemys-
kiej, zajmują prawie połowę II tomu PiL. Liczne związki genetyczne,
tj. wspólne motywy bezprawia szlacheckiego, rozbójnictwa, porywania
panien, pieniactwa, walk religijnych na terenie Samborszczyzny, ziemi
przemyskiej i Przemyśla, obrazy z życia Lwowa — łączą PiL z wcześ-
niejszymi utworami Łozińskiego od Skarbu watażki i Madonny Bu-
sowiskiej po Oko Proroka i Lwów starożytny. Na pasję demaska-
torską i ostrość oskarżenia „trzystu rodów magnackich” wpłynęły
również osobiste kontakty Łozińskiego z arystokracją galicyjską — do
1903 r. — kontakty, jak świadczy korespondencja pisarza, niekiedy
przykre i bolesne.
„Rachunek sumienia Polaka”, tj. o s k a r ż e n i e szłachetczyz-
ny w przeszłości przeprowadził Łoziński w PiL za pomocą setek udoku-
mentowanych przykładów oraz licznych komentarzy odautorskich, prze- 82
82 Listy M. Sokołowskiego do Wł. Łozińskiego z 12 III, 2 IV, 10 IV 1300.
*s Wł. Łoziński: Prawem i lewem. Obyczaje na Rusi Czerwonej za panowania
Zygmunta III. Lwów 1903, 8°, s. I—XII, 1—672, nakładem W. Webera. Wydanie II,
„znacznie pomnożone", dwutomowe, ukazało się we Lwowie w 1904 r. nakładem
H. Altemberga, a wydanie III, raz jeszcze „przejrzane i uzupełnione”, wyszło nakła-
dem księgarni Gubrynowicza i Syna pod koniec 1912 r. z datą 1913. Odtąd używam
skrótu; PiL i cytuję wg wydania krakowskiego z 1957, identycznego z III edycją.
Cyfra rzymska oznacza .tom, arabska — stronę cytatu,
<1 K. Harfleb: Z pumroki dziejów. „Kronika Powszechna” 1913, ni 2—4.
wijających się przez całe dzieło — od wstępu do zakończenia — i wy-
rażających zdumienie i grozę, np. w tomie I:
„Co za świat, co za świat! Groźny, dziki, zabójczy. Świat bez wła-
dzy, bez rządu, bez ładu i bez miłosierdzia. Świat, w którym łatwo
zabić, trudno nie być zabitym (I, 3). Zabijano otwarcie i skrycie (...),
zabijano o co bądź, a zabijano bezkarnie (I, 8)! (...) z czytania
akt i satyryków staropolskich wynosi się niekiedy wrażenie, jako-
by Polska była (...) magnum latrocinium (I, 75). Zagony tatarskie —
to chroniczni plaga (...) i hańba Polski; warstwy rządzące nie
miały tyle rozumu, tyle (...) wstydu, aby się zdobyć (...) na
zdeptanie zbójeckiego gniazda" (I, 137).
O tę „hańbę", o wszystkie zbrodnie jawne i tajne oskarża Łoziński
otwarcie „naszych antypatriotycznych prepotentów", tj. Potockich, Lu-
bomirskich, Wiśniowieckich, Opalińskich, Mniszchów, Krasickich, Os-
trogskich etc., którzy, „otoczeni bandami cudzoziemskiego żołdactwa",
zawsze „stali przeciw ojczyźnie" (I, 92) i dla „prywaty", tj. dla
zdobycia władzy, złota i „fortuny" pogrążyli państwo w odmęt anarchii
i rabunkowych wojen domowych, zostawili kraj bez obrony, obezwład-
nili sądy, lekceważyli jawnie mandaty króla, łupili „grosz publiczny",
bogacili się na lichwie, szachrajstwie, handlu, samowolnych mytach,
rabunkowej gospodarce, jarmarkach, karczmach, żupach solnych, uci-
sku wsi, miast i drobnej szlachty, na grabieży majątków wdów i sierót
etc., etc. Autor przytacza liczne przykłady prostactwa, wyrafinowanej
rozpusty, sadystycznego okrucieństwa karmazynów wobec poddanych,
sąsiadów a nawet najbliższej rodziny i zwłok! Zarzucił też Łoziński
naszym pankom tchórzostwo: „wielcy" rycerze i „butni" panowie
często „ujeżdżali", tj. uciekali z szeregów przed bitwami, nie stawiali
się na pojedynki, a czując „na gardle" rękę sprawiedliwości, jak np.
Szczęsny Herburt czy „sam" Diabeł Stadnicki, potrafili płakać, de-
prekować, „odszczekiwać publicznie (...), czołgać się w prochu (...)
w przesadnym serwilizmie (...) aż do podłości" (I, 210; IŁ 145, 285).
Po Patrycjacie i Oku Proroka — PiL stanowi trzeci etap polemiki
z Sienkiewiczowską Trylogią, szczególnie z Ogniem i mieczem. Sien-
kiewicz w dyskusji Skrzetuski - Chmielnicki sugeruje, że hetman zapo-
roski powinien drogą układów prawnych dopominać się o przywileje
kozackie, bo drogą buntów i rzezi ściągnie tylko nieszczęścia na Rzecz-
pospolitą i Ukrainę, która pójdzie „w tatarskie łyka". Całą zasługę
obrony kraju przed „pohańcami" przypisuje Sienkiewicz głównie „zam-
kom i hufcom paniąt i szlachty", a winę za nieszczęścia kraju składa
wyłącznie na Kozaków:
„Kto wojny domowe rozpalał, z dymem puszczał wsie i miasta
ukrainne, łupił świątynie Boże, gwałcił niewiasty — wy i wy!"63.
Łoziński w PiL pokazał drugą stronę medalu: to panowie polscy „pod-
nosili rękę na majestat", łupili świątynie, gwałcili niewiasty, deptali
*5 H. Sienkiewicz, Ouniem i mieczem, w: Dzieła, Warszawa 1949, l. VII, s. 167—
—170.
mandaty króla, wyroki sądów, uchwały sejmowe, uczyli samowoli
szlachtę i Kozaków. W dobrach Mniszchów i Krasickich w ziemi prze-
myskiej — na rozkaz panów — ,,hufce” hajduków i nadwornych Tata-
rów (!) — po najeździe Tatarów krymskich — grabiły chłopów (I, 333
nn). Od woli panów nie było odwołania. O wygraniu procesu drogą
prawną, którą Skrzetuski zaleca Chmielnickiemu, przez chłopa, Kozaka
czy szlachcica z jakimkolwiek królewiątkiem, nie tylko z takim despotą
jak Jeremi Wiśniowiecki, co nawet królowi w sejmie groził, nie było
mow}7, skoro sami panowie polubownie nie potrafili między sobą dojść
do zgody. Ich to waśnie prywatne pustoszyły kraj. Np. w czasie wojny
Opalińskiego ze Stadnickim, toczącej się w ziemi przemyskiej, lud:
„(...) krył się po lasach w całej tej wojnie dwóch magnatów
nieszczęsny, torturowany lud dóbr łańcuckich i starostwa leżajskie-
go doznał najsroższych krzywd i ucisków. Całe wsie leżały pust-
kami lub dosłownie w popiele, trupy nie pogrzebane były
pastwą psów i kruków” (II, 309—310).
Tak więc przynajmniej połowa winy za chmielniczyznę i ,,wstrząśnienie
Rzeczypospolitej” obciąża polskich ,,prepotentów", którzy swoim po-
stępowaniem — przed wystąpieniem Chmielnickiego — pchnęli uciśnio-
ną ludność do buntów, „do rozpaczliwej determinacji”, wywołali „nie-
nawiść i akty strasznej zemsty”, na które „szlachta dobrze sobie zaro-
biła” (I, 69—72), wzniecili wojnę, która — wg „proroczych słów” Sz.
Herburta — miała przejść — i przeszła — „wojny inflanckie, moskiew-
skie, wołoskie” (II, 148—149). W obozie kozackim B. Chmielnickiego
znaleźli się potem mieszczanie, niższy kler, połowa drobnej szlachty
z Rusi Czerwonej i „godny palmy męczeńskiej lud”, mszcząc się krwa-
wo i srogo za doznane krzywdy (I, 181, 274, 352, 356, 358—360).
Wszyscy recenzenci — od Balzera i Bruecknera w 1903 r. po Pi-
warskiego w 1957 r. — stwierdzają, że PLL jest to wybitna praca histo-
ryczna i wspaniałe dzieło sztuki literackiej:
„I czyta się tę powieść o czasach i ludziach jak romans historyczny,
chociaż z coraz nowymi akcjami i aktorami (...). Nie znam żadnego
romansu z lat ostatnich, który by mógł z tą prawdziwą powieścią
współzawodniczyć. (...) ciekawsza ona, bardziej pouczająca (...) niż
wszelkie peudohistoryczne bajania” 66.
Recenzenci słusznie wyczulili i ocenili piękno PiLf lecz nie wy-
kazali, jakimi środkami artystycznymi osiągnął je Łoziński. Krytycy
ograniczyli się do ogólnikowych określeń artyzmu książki: czyta się ją
jednym tchem jak barwny romans czy kronikę kryminalną, pełną ży-
wych, plastycznych ludzi, scen z dantejskiego piekła, skreślonych jędr-
ną polszczyzną etc. Krytycy słusznie zauważyli, że pracę naukową
komponował Łoziński - powieściopisarz, który kierował piórem history-
ka, stwarzając „z mozaiki ludzi i faktów (...) harmonijną całość”.
w A. Brueckner, Łoziński Władysław: Prawem j lewem (...) Książką", Warszawa
1903, nr 8, s. 282—283. Podobnie K. Piwarski, w: PiL, Kraków 1957, t. I, s. XX,
Połączenie ścisłości naukowej z beletrystryczną formą widać w tytulacji
pracy i poszczególnych rozdziałów, w kompozycji, obrazowaniu, cha-
rakterystyce czasów i ludzi, opisach wydarzeń i obiektów, technice
cytowania źródeł, prowadzeniu narracji i w stylu. Łoziński dbał w swej
książce w równym stopniu o rzeczowość i elekt literacki, co widać w
samej tytulacji tomów, rozdziałów i podrozdziałów, typowych dla po-
wieści sensacyjno-awanturniczych, np.: Diabeł Łańcucki, Dramatyczna
zagadka, Mściwa świekra, Wojna o skarby, Porwanie Felicjanny, Kno-
wania tajemne, Fantastyczne skarby etc.
Pracę nad kompozycją książki zasygnalizował autor w przed-
mowie do III wydania, co potwierdza porównanie trzech pierwszych
edycji z 1903, 1904 i 1912 (z datą 1913). Autor ,,pomnażał" następne wy-
dania, zmieniał ich podziały na tomy, rozdziały, dbając — przez same
rozmiary — o proporcjonalny i symetryczny ich układ, o harmonijny
stosunek części do całości. Każdy z tomów stanowi zamkniętą całość,
jakby dramat, w którym autor stopniuje akcię do punktu kulmina-
cyjnego ikatastrofy. Poszczególne rozdziały pełnią funkcję aktów
tragedii. Dramatyczny charakter swych opowieści podkreśla autor
przez terminologię w tytułach i w tekście: tragedia, komedia, akt piąty,
katastrofa, epilog społecznego dramatu. Punktem kulminacyjnym tomu
I jest rozdział III — ,,Plagi żywota", tomu II — rozdział IV — ,.Diabeł
Stadnicki". Każdy rozdział tomu I przypomina luźne kompozycyjnie,
udramatyzowane gawędy, ponieważ osią konstrukcyjną takiego
rozdziału jest jakiś problem, na który autor nanizuje pewną ilość
anegdot, egzemplifikujących dane zagadnienie. W tomie I Łoziński
przytacza fakty z całej Rusi Czerwonej, natomiast kompozycję rozdzia-
łów tomu II organizują ramy lokalne, chronologiczne i osobowe, to
znaczy że każdy rozdział omawia w porządku chronologicznym dzieje
rodów szlacheckich danego powiatu. W kompozycji rozdziałów tomu II
połączył Łoziński technikę kroniki, dramatu i życiorysu. Każda biografia,
przeważnie ,,krwawa", posiada zwartą budowę dramatyczną, dlatego te
„biografie" ze względu na swoją strukturę przypominają udramatyzo-
wane nowele lub opowieści, znane z Opowiadań Narwo ja
Wł. Łozińskiego (1873—1884). Najobszerniejszą i najbardziej drama-
tyczną taką „biografią" jest rozdział IV pt.: Diabeł Łańcucki (t. II, s. 243
—350), w którym autor przeprowadza dzieje życia Stadnickiego przez
liczne perypetie aż do tragicznego końca, stosuje typowe dla epiki
uprzedzanie faktów, ujmuje pewne partie narracji w efektowne ramy
wstępu i „sienkiewiczowskie" pointe’y, zawiesza opowiadanie w naj-
ciekawszym miejscu etc.
Również opisy w PiL łączą ścisłość naukową z plastyką i ma-
larskością. Szczególną dynamiką odznaczają się obrazy batalistycz-
n e licznych zajazdów, wojen prywatnych i religijnych, których
akcja koncentruje się w latach 1620—1624 głównie w ziemi przemy-
skiej i ekonomii Samborskiej, w miejscowościach znanych autorowi
od dzieciństwa (a wielbicielom Łozińskiego z Madonny Busowiskiej)
takich, jak: Spaś, Ławrów, Straszewice, Nanczułka, Wołkowice, Du-
szowce, Smolnica, Busowiska, Sambor, Przemyśl. Obrazy batalistyczne
w PiL pod względom artystycznym przewyższają opisy bitew w utwo-
rach beletrystycznych Łozińskiego. Autor podkreśla „rzadkość poje-
dynków", a operuje masami. Łoziński odebrał „wojence" jej „rycers-
kość" i „Sienkiewiczowskie piękno", a uwypuklił jej grozę, zbrodni-
czość i łupieżczą ohydę oraz momenty ekonomiczne pisząc
stale, ile wojna kosztowała magnata oraz ile przyniosła łu p ó w zwy-
cięzcy, zrabowanych w zamkach i kościołach. z
Podobnie realistyczna, wszechstronna i demaskatorska jest w PiL
charakterystyka osób, bohaterów historycznych. W oparciu
o portrety staropolskie i dokumenty autor charakteryzuje każdą postać
z kilku punktów widzenia, tj. za kogo uważa się dany osobnik, jak
go oceniają postronni i co o nim mówią fakty. Taki np. S. Stadnicki
wg własnej oceny — to uosobienie cnót, męstwa i patriotyzmu,
a w świetle faktów i opinii sąsiadów — to łotr, zdrajca, tchórz i sady-
sta. Każdą postać charakteryzuje Łoziński na tle konkretnych warunków
historycznych, politycznych, ekonomicznych i głoszonych ideologii;
uwzględnia też temperament i skomplikowane momenty psychologicz-
ne, determinujące łącznie postępowanie osobników, pełnych nieraz
wewnętrznych sprzeczności, jak: Szczęsny Herburt, Diabeł Stadnicki
i jego synowie „diablęta" — same „zagadki psychologiczne". Jako
motyw postępowania wielu aktorów historycznych uwydatnia też Ło-
ziński przekonania polityczne, religijne, fanatyzm, wpływ kobiet (np.
w wojnie kalwina Stadnickiego z katolikami Opalińskimi), ale najczę-
ściej jako główną sprężynę konfliktów odsłania ukryte bodźce ekono-
miczne, tj. walkę o złoto.
W PiL wymienia Łoziński około 3300 nazwisk i nazw miejscowości.
Podobnie jak w Opowiadaniach Narwo ja wszystkie figury w PiL można
podzielić na postacie l-planowe, czyli charaktery, najpełniej sprezento-
wane, postacie II-planowe, czyli typy, skreślone w ogólnych zarysach,
i najliczniejszą grupę tworzą postacie III-planowe, czyli sylwetki. Na
planie IV znajdują się epizodycznie wymieniane nazwiska, na V —
zbiorowość. Trzy ostatnie grupy — jak w obrazie — tworzą żywe
i barwne 11 o historyczne dla bohaterów I i II-planowych. Plastykę
charakterystyki historycznych person w PiL pogłębia Łoziński przez ich
stylizację na wzór bohaterów literackich. Np. największy warchoł
i zajazdowicz w „powiecie" „pan Jacek Dydyński", „Jacek nad Jacka-
mi", został wystwylizowany na wzór Jacka Soplicy, co sam Łoziński
sygnalizuje (I, 54—55, 86, 307; II, 188, 190, 192—193, 196, 375, 383).
Autentyczni woźni w PiL przypominają Protazego; pełne wzajemnych
zniewag listy Jazłowieckiego i Stadnickiego określa Łoziński jako
„kłótnię prowadzoną z homerycznym grubiaństwem" (II, 290). Sta-
nisław Stadnicki i potem jego syn Władysław — swoim życiem, postę-
powaniem, otoczeniem, zdolnościami militarnymi — przypominają arcy-
warchoła Andrzeja Kmicica, a częściowo — Kuklinowskiego.
Grozę czasów i ludzi rozbraja Łoziński za pomocą ironii lub h u-
m o r u, który stosuje, ilekroć jest to możliwe, nawet w odniesieniu do
Diabła Stadnickiego (II, 299).
Dominującą strukturą w książce jest narracja autorska,
w której ramach mieszczą się opisy, monologi, dialogi, przysłowia ludo-
we, staropolskie, fragmenty poezji, dokumentów i fragmenty narracji
opowiadaczy drugorzędnych, jakimi są autentyczne postacie
historyczne, przemawiające swoim językiem XVII-wiecznym,
cytowanym z listów, utworów literackich i ksiąg grodzkich. Pod
wpływem bogatego kontekstu dokumentalno-literackiego również język
narracji autorskiej jest z lekka archaizow’any, latynizowany i upoetycz-
niony, to znaczy że Łoziński wprowadza do swego opowiadania — jak
literat — liczne epitety uczuciowe i malarskie, przenośnie, porównania
— proste i homeryckie, a w składni stosuje wielokrotnie złożone okre-
sy, asyndetoniczne, przeplatane krótkimi zdańmi pojedynczymi lub jed-
nowyrazowTymi równoważnikami. Dzięki temu język i styl PiL jest ży-
wy, zróżnicowany, giętki, plastyczny, dramatyczny i liryczny, a zarazem
ścisły i rzeczowy; przemawia do rozumu, wyobraźni i uczucia.
Stały kontakt z czytelnikiem utrzymuje autor przez formę
pierwszej osoby, w jakiej prowadzi narrację, oraz przez liczne d y-
g r e s j e odautorskie, czyli bezpośrednie zwroty do odbiorcy, które
można podzielić na liryczne, literackie, warsztatowe, komentarze nau-
kowe, polemiczno-oskarżające i ,,usprawiedliwiające". W dygresjach
,,usprawiedliwiających autor — nieraz za pomocą paradoksów —
usprawiedliwia czasy i ludzi oraz .. s i e b ie przed cenzurą społeczną
galicyjskiego ziemiaństwa, że śmiał wydobyć na jaw zbrodnie ich
przodków, twierdząc np. że:
„(...) nie uwłaczy to ich czci i nie umniejszy poczciwej sławy (II,
239). Pocieszamy się, że nie cały świat jest w tych aktach. Ale nie
bójmy się cieni na obrazie przeszłości. Wygląda to na p a r a d o k s,
a przecież tak jest. Miarą wysokich przymiotów polskiego społe-
czeństwa są jego przywary" (I, 4).
Łoziński „pociesza" galicyjskich hrabiów, że despoci włoscy, francuscy
czy „mordbrennerzy" niemieccy postępowali gorzej w tym czasie niż
polscy panowie (I, 74—75; II, 245—246). Po takich „pocieszeniach" Ło-
ziński — w imię zwalczania fałszu i legendy — mówi całą prawdę
za pomocą faktów i dygresji oskarżających naszą magnaterię, polemi-
zując równocześnie z chwalcami temporis acti. W tej metodzie stosowa-
nia na przemian dygresji usprawiedliwiających i oskarżających tkwi
główne źródło sprzeczności, zauważonych przez pierwszych
recenzentów.
Metody wykorzystywania źródeł przez Łozińskiego w PiL — nie
badane dotychczas przez historyków — ilustruje doskonale fragment,
przedstawiający ocalenie króla Jana III przez bezimiennego rajtara po
klęsce pod Parkanami (I, 162—163). Cała dygresja ma udowodnić tezę,
że już w XVII wieku rajtar-chłop był lepszym żołnierzem od towarzysza
z chorągwi szlacheckich. Łoziński w swoim opracowaniu powołał się nie
na zwięzła żołnierską relację Sobieskiego, który w trzech listach do
żony, pisanych na gorąco po klęsce, tj. 8, 10 X i 6 XII 1683, wspomina
o tym fakcie 67, lecz na późniejszy diariusz Diakowskiego i pamiętnik
„kawalera" Daleyraca, tj. „naocznych świadków”. Listy Jana III musiał
e7 J. Sobieski: Listy do Marysieńki. Warszawa 1970, list nr 17, s. 556, list nr 18,
s. 558, list nr 29, s. 597.
znać Łoziński, bowiem były one już trzykrotnie wydane, tj. w 1823, 1824
w Poznaniu i w 1860 w Krakowie68. Ponieważ między relacjami króla,
Diakowskiego i Daleyraca zachodzą różnice w szczegółach, więc Łoziń-
ski-historyk w swoim opisie przekazał czytelnikowi tylko pewne wspól-
ne elementy, ale Łoziński-literat, stwarzając z tych trzech relacji jedną
artystyczną całość, uwypuklił momenty najbardziej dramatyczne. Jan III
podaje w liście do żony (z 8 X 1683), że uciekał „samoósm za wojskiem",
a Łoziński za pamiętnikarzami twierdzi, że początkowo tylko dwu
ludzi towarzyszyło królowi. Za Diakowskim powtarza Łoziński zdanie,
że koń pod otyłym królem począł „słabnieć", choć Daleyrac twier-
dził, że „tego dnia (...) koń królewski niespodziewaną siłę okazał (...)
i szybkim leciał pędem". Król i Daleyrac, a za nimi Łoziński piszą, że
Jan III miał pogniecione w ucieczce ciało „od koni i zbrój", choć poko-
jowiec królewski Diakowski nic o tym nie wspomina. Diakowski infor-
muje, że ścigający Turek „dzidą" godził w Jana III, Daleyrac widział
„s z a b 1 ę" nad karkiem króla, a sam Sobieski pisał, że „z dzidą jeden,
drugi z szablą" już się nań „wynieśli", u Łozińskiego zaś: „dzidy
spahisów godzą już w głowę bohatera”. Daleyrac słyszał, że „jeden
z wodzów wołał do pierzchających Polaków, by ratowali króla, na co
husarze odpowiedzieli odmownie („I nam życie miłe..."), Diakowski
twierdzi, że pomocy wzywał koniuszy Matczyński, a Łoziński całe to
zdarzenie cytuje w drobnej przeróbce za Diakowskim, choć o tym wy-
padku milczą listy Sobieskiego, jak również o wzywaniu „miłosiernym
głosem" przez Matczyńskiego „pana rajtara” do obrony Jana III, o czym
pisze Diakowski. Daleyrac informuje tylko, że „jeden rejter gwardii"
zabił z muszkietu Turka, lecz „towarzysz ubitego Turczyna głowę mu
uciął". Również król informuje Marysieńkę, że „rajtar nieznajomy (...)
stanął nam za różany wianek, jednego Turczyna zabił, a drugiego po-
strzelił (...), nie wyszedł z tej potrzeby". Łoziński poszedł w swoim opi-
sie za Diakowskim i mówi o walce rajtara nie z jednym, lecz z kilku
Turkami, ale pominął przyrzeczenie „respektu i nagrody", jakie
skłoniło rajtara do hazardowania życiem w obronie króla, który też
pisał do żony, iż .nagotował był wielkie ukontentowanie dla cnotliwego
rajtara". Łoziński, parafrazując słowa Jana III:
„Rajtar ten cnotliwy (...) godzien przynajmniej, aby za duszę jego
proszono tam do P. Boga" —
swój barwny obrazek epicki, rozpoczynający się od słów: „Król
otyły (...)" — kończy go słowami:
„Ten rajtar-bohater, godzien spiżowego pomnika, to był prosty
chłop polski" (I, 163).
W ten sposób Łoziński „upatriotycznił" i „ubohaterszczył" rajtara-chło-
pa, pomijając równocześnie zasługi koniuszego Matczyńskiego, szlach-
cica, który — wg relacji Daleyraca — po zabiciu rajtara przez Turka
13 L. Kukulski, W prowadzenie do listów do Marysieńki, w: J. Sobieski: Listy do
Marysieńki, Warszawa 1970, s. 9—22.
„zakrywał cały czas osobą swoją króla i przyjaciela swego" i „odwie-
dzionym pistoletem oddalał na stronę" ścigającego ich Turka 89.
Obdarzeni książką przez Łozińskiego uczeni, politycy i literaci* 70
w podziękowaniach określali PiL jako „perłę naszej literatury" i jako
„smutne memento". J. Dunajewski pisał:
„Oby tą smutną veritas przejęło się dzisiejsze pokolenie u nas, któ-
re (...) te same grzechy popełnia jak przodkowie nasi" 71.
Natomiast oburzona arystokracja galicyjska od 1903 roku zerwała z Ło-
zińskim — zażyłe dotąd — stosunki towarzyskie, bojkotowała go, tak
że w pewnych okresach pisarz czuł się „odosobniony, a nawet zapom-
niany" 72. Tylko niewielu potomków magnaterii, jak np. I. hr. Krasicki
czy W. Łoś, potrafiło napisać do Łozińskiego, że jego książki „wzbudza-
ją w nas podziw, skruchę i opamiętanie" 73. Opinię większości „hrabiów
galicyjskich" wyraził S. Tarnowski: -t-
, .Książka Łozińskiego wydobywa z aktów sądowych szereg bezpra-
wi, oszustw, mordów i podłości tak strasznych, że włosy stają na
głowie ze zgrozy (...). Na niektórych działa ona tak silnie, że woleli-
by, iżby książki wcale nie było!" 74.
Książka Łozińskiego wywołała więc poruszenie, żywe dyskusje i liczne
recenzje, które wznawiała każda reedycja PiL, szczególnie w latach
1903—1906, 1911—1913, w okresie 20-lecia i PRL. Recenzentów można
podzielić na nielicznych przeciwników książki oraz na zwolenników,
którzy stanowili zdecydowaną większość. Przedmiotem sporu była tylko
strona merytoryczno-ideowa, natomiast wszyscy krytycy podkreślali
wielkie watr ości artystyczne dzieła, a jego twórcę uznali za „mistrza".
W I fazie krytyki wśród obrońców przeszłości znalazł się A. Brueckner,
wilbiciel staropolszczyzny, który dowodził, że PiL — to tylko „chroniąue
scandaleuse" Rusi Czerwonej, oparta o jednostronny materiał sądowy,
przedstawia więc nie całokształt ówczesnego życia, lecz jedynie męty
i szumowiny społeczeństwa 75. A. Szelągowski natomiast, jako wyrazi-
ciel postawy środowiska arystokratycznego, co zauważył K. Piwarski
w 1957 r., krytykował książkę za jej treści ideowe: celowo podważał
autorytet Łozińskiego jako historyka, podawał w wątpliwość prawdo-
mówność akt sądowych i twierdził, że nadużycia magnackie, „jeśli na-
60 M. Diakowski: Diariusz wiedeńskiej okazji, w: J. U. Niemcewicz: Zbiór pamięt-
ników historycznych o dawnej Polszczę. Puławy 1830, s. 268—269; F. Daleyrac: Pa-
miętnik, tamże, Warszawa 1822, t. IV, s. 440—441.
70 Podziękowanie przesłali w marcu 1903 r.: L. Piniński, L. Rydel, S. Tarnowski,
L. Piętak, O. Balzer, K. Chłędowski, M. Dobrzyński, A. Brueckner, bp. J. Pelazar
M. Sokołowski, F. Bostel; w kwietniu: I. Krasicki, J. Dunajewski, 31 XII 1904 —
L. Leszy etc.
71 List J. Dunajewskiego do Wł. Łozińskiego z 6 IV 1903 r.
72 List K. Chłędowskiego do Wł. Łozińskiego z 20 XI 1911 r.
78 List hr, W. Łosia do Wł. Łozińskiego z 7 III 1905 r.
74 S. Tarnowski: Kronika literacka. „Przegląd Polski" 1904, t. IV, s. 325—335.
75 Bruecknerowskie recenzje PiL ukazały się w „Książce" (jak w przypisie 66)
i w „Bibliotece Warszawskiej" 1903, t. IV, z. I, s. 168—184.
wet istniały", to były to „zboczenia chwilowe" 70. Ostatni pogłos nega-
tywnego przyjęcia PiL notuje Charewiczowa w 1938 r. pisząc, że „młodzi
historycy" (ale jacy?) zżymają się na Łozińskiego, bo przedstawił miesz-
czan jako ludzi prawych, a szlachtę i magnatów jako „krwawych, opi-
ły ch wielmożów" 77.
Większość jednak recenzentów — od 1903 do 1970 r. — uznała PiL
za smutny, lecz naukowy dokument magnackich zbrodni, solidaryzowa-
ła się z wymową ideową dzieła 78. Dzięki walorom artystycznym, nau-
kowym i odkrywczym uznano PiL za rewelację historyczno-lite-
racką. Książka natychmiast stała się bestsellerem i pierwsze dwa
wydania z 1903 i 1904 „rozeszły się w ciągu kilku miesięcy” 79. W dru-
giej fazie krytyki, tj. w latach 1911—1913, obok słusznych pochwal
znalazły się próby „zamazywania" oskarżycielskiej wymowy książki:
przez zręczny dobór cytatów-paradoksów sugerowano, jakobv autor
pochwalał anarchię szlachecką w XVII wieku 80. Pierwszy K. Morawski
zauważył polemiczny charakter PiL z Ogniem i mieczem oraz intencję
Łozińskiego: „pisać prawdę, by fałsz głosu nie podnosił!'81. Sława PiL
dotarła do czytelnika niemieckiego82, czeskiego i francuskiego83 oraz
za Ocean do Polonii w USA84. Z PiL sporządzono dwukrotnie skróty
popularno-naukowe. Pierwszy ukazał się w 1909 roku w warszawskim
piśmie ilustrowanym dla kobiet: „Tygodnik Mód i Powieści" (nr 14,
s. 5) w formie artykułu pt.: Dwór polski w XVII wieku. Kryptonim „G"
przytoczył dla pań opisy dworów, gospodarki, umeblowania etc w San-
nikach B. Stadnickiej i Wielopolskich w Tropi (PiL, I, 99—100). Drugi
skrót, tj. „wybrane ustępy z dzieła Wł. Łozińskiego", zatytułowany:
Życie szlachrty w XVII wieku w zachodnich połaciach województwa
78 A. Szelągowski, Łoziński Władysław: Prawem i lewem (...), „Kwartalnik Histo-
ryczny" 1904, z. II, s. 316—320.
77 Ł. Charewiczowa: Władysław Łoziński, op. cit. Pogląd, jakoby Łoziński w spo-
sób „przejaskrawiony" scharakteryzował szlachtę w PiL, wyrażają i dziś niektórzy
pracownicy naukowi w rozmowach prywatnych.
78 Najważniejsze recenzje PiL: A. Rembowski, „Kurier Warszawski" 1903, nr 201—
—202; anonim w lwowskim „Tygodniku" 1903, nr 12—32; S. Tarnowski jak w przy-
pisie 74; A. Brueckner jak w przypisie 75; A. Szelągowski jak w przypisie 76; z s.
(Z. Sarnecki), „Głos Narodu" 1904, nr 325; K. Mokłowski, „Prawda" 1904, nr 48;
J. K. Kochanowski, „Książka" 1905, nr 3; A. Rembowski, „Tygodnik Ilustrowany" 1905,
nr 42—43; S. Tomasziwśkyj, „Zapysky naukowoho Towarystwa imeny Szewczenka",
Lwów 1906, ks. II, s. 205—209; K. Hartleb, „Kronika Powszechna" — jak w przypi-
sie 64; tenże w „Karierze Warszawskim" 1913, nr 40; M. Treter, „Słowo Polskie" 1913,
nr 28; anonim w „Głosie Narodu" 1913, nr 120; S. Dzikowski, „Wieś Ilustrowana"
1913, nr 6—7; W. Wolert, „Przegląd Literacki" 1932, nr 3; Z. Hierowski, „Panorama"
1957, nr 46; A. Tatomir, „Nowe Książki" 1957, nr 23; A. M. (A. Małachowski), „Przegląd
Kulturalny" 1958, nr 1; A. Socha, „Nowiny Rzeszowskie" 1958, nr 65; K. Brończyk,
„Kierunki" 1958, nr 10; K. Piwarski, Przedmowa do wydania PiL w Krakowie w 1957,
1960.
78 Z. Sarnecki: Kronika lileracko-arlystyczna. jak w przypisie 78.
88 S. Dzikowski lub anonim w „Głosie Narodu" — jak w przypisie 78.
81 K. M. Morawski: Wł. Łoziński jako historyk. „Czas" 1913, nr 240.
•s List O. Forsta do Wł. Łozińskiego z 3 IV 1911.
83 Ottilv ŚIovnik Naućn£, Dodatky, Praga 1935, t. 3, s. 13Ó5; Larousse du XX°
filecie, Paris 1931, t. IV, s. 539.
81 Sp. Wł. Łoziński, „Dziennik Chicagowski" 1913, nr 130.
ruskiego, ukazał się w Przemyślu w 1937 roku w oddzielnej edycji
książkowej, liczącej 36 stron, w formacie małej ósemki. Owo kompen-
dium, przeznaczone dla szkolnych, regionalnych bibliotek historycznych,
sporządził dr Fr. Persowski i wydał nakładem Sekcji Dydaktycznej Od-
działu Przemyskiego. Kompendium stanowi dość swobodną prze-
róbkę pracy Łozińskiego, to znaczy że Persowski wybrał i skomponował
w jedną całość z tomu I i II ustępy, mówiące młodzieży o przeszłości
ziemi przemyskiej, tj. o gospodarce, dworach, strojach, obycza-
jach i świetności szlachty, a ze względów dydaktyczno-pedagogicznych
ograniczył do minimum obrazy magnackiej samowoli i gwałtów, zao-
patrzył je zresztą w komentarz Łozińskiego, mówiący że w porównaniu
z włoskimi książętami Polacy wypadają korzystnie. A. Nowaczyński
pod wpływem PiL napisał o S. Stadnickim dramat historyczny w 4 ak-
tach pt.: Smocze gniazdo, które — wystawione w 1904 r. na scenie kra-
kowskiej — „cieszyło się przez szereg tygodni trwałym powodze-
niem" 83. W okresie 20-lecia W. Wolert porównał autora PiL z Tacytem,
Macaulayem, Kalinką, Szajnochą86, a recenzent „Kuriera Porannego"
twierdził w 1926 r., że za takie dzieło we Francji „Łoziński wszedłby
do Akademii Nieśmiertelnych" 87. Po II w’ojnie światowej pełniej doce-
niono i otwarcie podniesiono antymagnackie ostrze PiL. Jako „rzetelną
pracę", „dzieło klasyczne", „rewelacyjne", „rewizjonistyczne" ocenili
książkę Łozińskiego Lednicki, Zawodziński, Tymieniecki, Barycz, Krzy-
żanowski, Bujnicki8B 89 * * *, lecz najpełniej omówił ją K. Piwarski we wstę-
pach do V i VI edycji PiL (1957, 1960) podkreślając, że Łoziński— mi-
mo pewnych zastrzeżeń — „ocenia właściwie stosunki społeczne
w Rzeczypospolitej", „czyni to w sposób śmiały i postępowy" i dlatego
krytyk bardzo wysoko ocenił PiL (Przedmowa I, s. XX):
„Łącząc bogactwo pouczającej treści z artyzmem formy pisarskiej
pozostawił Łoziński dzieło o wartości nieprzemijające j".
Te same słowa można powtórzyć o ostatniej pracy historycznej Ło-
zińskiego pt.: Życie polskie w dawnych wiekach™, które wywo-
łało w Polsce z chwilą ukazania się we wrześniu 1907 roku entuzjazm
wśród czytelników równy Trylogii lub Quo vadis ®°. Pierwsza edycja
została natychmiast, bo do 20 XI 1907 r. wykupiona, a w grudniu 1907 r.,
M List A. Nowaczyńskiego do Wł. Łozińskiego z 29 II 1908 r. oraz Z. Sarnecki,
Kronika literacko-artystyczna — jak w przypisie 78.
89 W. Wolert: Historia naturalna Polaka. „Przegląd Literacki” 1932, nr 3.
w „m. i.”, ,,Wśród książek. „Kurier Poranny” 1926, nr 11.
8* W. Lednicki:Li/e und Culture of Poland. New York 1944, s. 134—135; K. W. Za-
wodziński: Prawdziwie piękna nowella. „Kuźnica" 1948, nr 42, s. 10; K. Tymieniecki,
Zarys dziejów (...), op. cit., s. 70; H. Barycz: Rozwój historii oświaty (...), op. cit.,
s. 52; J. Krzyżanowski: Mądrej głowie dość dwie słowie. Warszawa 1960, t. I, s. 114,
t. II, s. 205—206; T. Bujnicki: Władysław Łoziński (1843—1913). Literatura polska
w okresie realizmu i naturalizmu, w: Obraz literatury polskiej. Warszawa 1969, S. IV,
t. III, s. 378.
M Odtąd używam skrótu: „Życie”. Cytuję wg edycji: Kraków 1964.
M Listy do WŁ Łozińskiego od S. Smolki z 27 X 1907 lub Z. Jordanowej z 24 XI
1907 r.
7. datą 1908, ukazało się już wydanie drugie. Po wyjściu Życia uchwałą
rady miasta Lwowa jedną z ulic nazwano imieniem Władysława Łozin*
skiego91; w sobotę 19 X 1907 prezydent miasta Ciuchciński wręczył
Łozińskiemu dyplom honorowego obywatela Lwowa wraz ze złotym
medalem 02; 27 X 1907 urządzono w ratuszu uroczyste przyjęcie na cześć
Łozińskiego93; 26 XI 1907 prezes TPSP we Lwowie S. Rejchan wręczył
pisarzowi jako wyraz uznania srebrną plakietkę z portretem Łozińskie-
go 94 95, a 15 XII 1907 został autor Życia powołany w poczet HONORO-
WYCH CZŁONKÓW Tow. Dziennikarzy Polskich 93.
Życie powstało na zamówienie S. Estreichera, który w imieniu Ko-
mitetu Redakcyjnego Encyklopedii Polskiej, wydawanej przez AU
w Krakowie, zaproponował Łozińskiemu napisanie pracy do działu:
Historia obyczaju. Łoziński, przewodniczący tego działu, „ku zakłopota-
niu redakcji (...) ukończył pracę za szybko" (!). Ponieważ inni współ-
pracownicy nie byliby gotowi do 1908 roku, więc Łoziński — za zgodą
Komitetu — opublikował gotowy manuskrypt nie jako część wydania
zbiorowego, lecz jako samodzielne dzieło96. Do dziś Życie należy do
najpopularniejszych książek Łozińskiego. Stanowi ono „łabędzi śpiew"
pisarza, syntezę jego doświadczeń literackich i stale pogłębianej wiedzy
historycznej.
Życie podzielił Łoziński na 4 rozdziały: Zamki i pałace, Dwory
i dworki, Ubiory i splendory, Dom i świat. W ramach tych rozdziałów
przedstawił autor życie obyczajowe szlachty i magnaterii od
XVII do końca XVIII wieku. Nakreślił więc Łoziński barwnie typy i sty-
le polskich zamków, pałaców, dworów, ich wyposażenie wewnętrzne,
kulturę umysłową właścicieli, zamiłowania artystyczne i naukowe, za-
jęcia gospodarskie, stosunki patriarchalne, życie powszednie, zabawy
stroje, biżuterię, broń, rzędy, tańce, mody, polowania, podróże, pie-
niactwo, wojny prywatne, milicje nadworne, maniery, gościnność, po-
grzeby, bankiety, rozrzutność, szulerstwo etc. Życie stanowi jeszcze
jeden, lecz realistyczny nagrobek dawnej Polski, których tradycje
zapoczątkowano w okresie romantyzmu.
Chociaż Łoziński pisze o obyczajach szlachty w całej Polsce,
lecz najczęściej, setki razy, przytacza przykłady z rodzinnej Sambor-
szczyzny, ziemi przemyskiej i Rusi Czerwonej, które opisywał
od Niklosa (1861) do Prawem i lewem (1903). Tak więc wspomina autor
pałace i splendory na dworach Zygmunta III Wazy, Władysława IV czy
11 f Władysław Łoziński, „Słowo Polskie” 1913, nr 234.
M Uczczenie Władysława Łozińskiego, „Czas” 1907, nr 242, toż: „Kurier Warszaw-
ski” 1907, nr 292, „Lechita” 1907, nr 4 etc.
99 List prezydenta Ciuchcińskiego do Wł. Łozińskiego z 25 X 1907 r.
94 Uczczenie Wład. Łozińskiego przez lwowskie Tow. Przyjaciół Sztuk Pięknych.
„Gazeta Narodowa” 1907, nr 273 i „Czas” 1907, nr 273.
95 Sprawozdanie Tow. Dziennikarzy Polskich we Lwowie za czas od 10 IV 1910
do 7 IV 1911, Lwów 1911.
99 Listy S. Estreichera do WŁ Łozińskiego z 2 I i 12 IV 1907 r. Rękopis „Życia"
znajduje się w archiwum BJ, sygn. 93/62; składa się ze 142 kart formatu wielkiej
ósemki.
Czartoryskich w Puławach, lecz najliczniej występują w Życiu dwory,
dworki, wioski i miasteczka z Rusi, jak: Wojutycze, Tropią, Drozdowice,
Jaworów, Dobromil, Laszki, Krasiczyn, Jazłowiec, Żółkiew, Brzeżany,
Sambor, Przemyśl etc, siedziby Żółkiewskich, Sobieskich, Mniszchów,
Herburtów, Krasickich, Jazlowieckich, Stadnickich, Ossolińskich, Rojów,
Fredrów i innych przedstawicieli możnej szlachty przemyskiej, zdumie-
wającej dwór Batorego przepychem strojów i broni (s. 136). Do Życia
wykorzystał bowiem Łoziński te same źródła, co do poprzednich utwo-
rów literackich i historycznych, z którymi łączą Życie liczne wspólne
motywy, nazwiska, problemy, reminiscencje słowne a nawet — np.
z Prawem i lewem — te same ilustracje.
Główmy temat książki stanowi życie polskie, tj. nurtujący
Łozińskiego (a także zaprzyjaźnionego z nim Wyspiańskiego !) od
1861 r. problem polskiej duszy narodowej, zewnętrzny i wewnętrzny
portret Sarmaty, kształtującego ongiś oblicze naszego kraju, pytanie: co
stanowiło istotę siły polskiej duszy, że naród nasz potrafił stworzyć
ongiś potężne państwo i rodzimą, oryginalną kulturę, a co było źród-
łem jej słabości i przyczyną katastrofy państwa. Sformułowania:
ożycie polskie", ,.dusza narodu" i ,,sztuka narodowa" — występują
u Łozińskiego stale obok siebie od 1865 r. Owo ,.życie polskie", wd-
rażające się w sztuce i obyczajach, traktował Łoziński jak jakąś ory-
ginalną, specyficznie polską plazmę psycho-fizyczną, jak „geniusz
sierocy", który raz mieszka w stanie chłopskim, to znów w duszy
wybitnego władcy czy magnata, np. „w wysokiej duszy Wielkiego
Polaka, naszego wiekopomnego Stanisława Żółkiewskiego" (s. 195),
a czasem „Sarmatorum virtus — przebywa — veluti extra ipsos".
W 1969 r. Życie ukazało się drukiem po raz osiemnasty97 — łą-
cznie z wydaniem austriackim w 1918 roku w języku niemieckim. Reda-
kcje „Biesiady Literackiej" w 1908 r. (nr 10—12, artykuł: Polska w po-
dróży) i „Wieczorów Polskich" w 1909 (s. 17—29, artykuł: Broń w daw-
nej Polsce) sporządziły z Życiu skróty, wyciąg: Broń w dawnej Pol-
sce ukazał się też w 1917 r. w Chicago w zbiorowym wydawnictwie
pt.: Historia rycerstwa polskiego (s. 1—10). Warszawskie pisma w la-
tach 1929—1938 przytoczyły inne fragmenty z „Życia"98 *. Wyjątki
97 Krakowskie Wydawnictwo Literackie w nocie wydawniczej mylnie informuje,
że edycja Życia z 1969 jest „czternasta z kolei”, faktycznie jest osiemnasta. W 1907
wyszły we Lwowie dwie edycje ilustrowane (druga z datą: 1908), trzecia pomnikowa
— Lwów 1912, czwarta w Monachium w 1918 w języku niemieckim, pomnikowa,
w oparciu o III wydanie lwowskie, w przekładzie dra A. v. Guttry pt.: „Polnisches
Leben in vergangenen Zeiten". Następne polskie wydania: Kraków 1921 (nie ilustro-
wane), Lwów 1921 — jedno nie ilustrowane, dwa ilustrowane, Lwów 1927 — ilustro-
wane, Lwów 1930, 1931 — nie ilustrowane, Warszawa 1934, 1939 — ilustrowane,
1941 — bez miejsca wydania (znajdowało się w BJ pod sygnaturą: 11-202 743, nim
zaginęło po wojnie), piętnasta edycja — ilustrowana — wyszła w Paryżu bez daty,
wydana nakładem Księgarni Polskiej jako nr 123 wydawnictwa (znajduje się w Osso-
lineum we Wrocławiu pod sygnaturą: 1-300 104 i w berlińskiej Staatliche Bibliothek
jako edycja: Paryż 1940) i trzy edycje w PRL, wydane nakładem krakowskiego Wy-
dawnictwa Literackiego w latach: 1958, 1964, 1969 — wszystkie ilustrowane i wy-
czerpane.
98 Klamka pańska. „Placówka” 1929, nr 1; Dwór polski. „Wieści z Polski” 1931,
nr 7—8; Z poezji szlacheckiej w czasach pańszczyzny. „Wici” 1938, nr 49.
z Życia, tj. opisy strojów staropolskich i broni wcielano do wypi-
sów dla szkół średnich od 1911 do 1929 r.99. Dzisiaj Życie wchodzi
w skład lektury uzupełniającej dla studentów filologii polskiej. Wy-
razy podziwu przesłali Łozińskiemu, obdarzeni przezeń Życiem, wy-
bitni znawcy przedmiotu 10°. Estreicher pisał:
,,(...) podziwiam zarówno erudycję (...) jak i artyzm przedstawienia
(...) psychologii narodu tak subtelnie i oryginalnie przy sposobno-
ści kreślenia jego obyczajów. Nie sądzę, aby ta książka miała
sobie równą w literaturze europejskiej (...). Klejnot ten wyma-
gałby jeszcze licznych ilustracji”101.
Ten postulat spełnił Łoziński w III pomnikowym wydaniu Życia przez
II. Altenberga (in 4°, 114 barwnych tablic!) w 1911 r. (z datą: 1912),
które osiągnęło ,,rekord wydawniczy w Polsce”, wprawiając w podziw
koneserów, jak: Brueckner, Wasylewski czy Chłędowski102.
Pierwsze trzy wydania Życia oraz śmierć autora w 1913 r. wywo-
łały falę recenzji, które ukazały się w Warszawie, Krakowie,
Lwowie, Petersburgu, Wilnie, Cieszynie i Wiedniu103. Wszyscy recen-
zenci docenili — intuicyjnie — wysokie walory artystyczne Życia:
niepospolity talent narracyjny autora, piękno, czystość, plastykę ję-
zyka, stylu i opisów, umiejętne ,,wskrzeszenie przeszłości, czasów i lu-
dzi”, uznano Życie za utwór wkraczający „w zakres literatury pięknej”,
,.trzymający w napięciu jak romans”. Łoziński bowiem łączy w Życiu
ścisłość naukową z gawędowością, jest narratorem zaangażowanym,
który utrzymuje kontakt z czytelnikiem przez liczne bezpośrednie
89 List M. Olszewskiego do Wł. Łozińskiego z 20 II 1911 informuje, że Ustęp
z Życia (...), omawiający ubiory w Polsce od XVI do XVIII wieki zostaje wcielony
do Wypisów polskich dla kl. II gimnazjalnej; też F. Próchnicki i K. Wojciechowski:
Wypisy dla szkół średnich, dla kl. IV, Lwów 1929, s. 144—149 (Broń w dawnej Polsce).
ino Podziękowania przysłali w 1907 r.: M. Sokołowski, O. Balzer, K. Chłędowski,
S. Estreicher, L. Ćwikliński, B. Baranowski, K. M. Morawski, S. Smolka, A. Lisicka,
Z. Jordanowa,- w latach późniejszych; bp J. Pelczar (14 V 1908), Z Batowski (23 XII
1911), J. Antoniewicz (22 XII 1911), A. Brueckner (2 I 1912), S. Tarnowski (27 XII 1912).
101 List S. Estreichera do Wł. Łozińskiego z 10 X 1907 r.
• 102 Listy do Wł. Łozińskiego od K. Chłędowskiego z 27 XII 1907, A. Bruecknera
z 2 I 1912; S. Wasylewski: Czterdzieści lat powodzenia. Wrocław 1959, s. 199, 223.
108 Najważniejsze recenzje „Życia" w pismach warszawskich: E. Chwalewik,
„Nowa Gazeta" 1908, nr 107—109; J. Oksza (J. Kisielewska), „Przegląd Narodowy"
1908, t. I, nr 2; J. Kotarbiński, „Kurier WarszawsKi" 1908, nr 65; M. Goyski, „Książ-
ka” 1908, nr 4; H. Witkowska, „Ster" 1908, z. IV—V, s. 157—160; H. Galie, „Sfinks"
1908, t. II, s. 355—360; K. Chamiec, „Dziennik Powszechny" 1909, nr 112; H. (Galie),
„Tygodnik Ilustrowany" 1912, nr 29; K. Hartleb, „Książka" 1912, nr 7; S. Dzikowski,
„Wieś Ilustrowana" 1913, nr 7; w pismach lwowskich: J. K. Zieliński, „Gazeta Na-
rodowa” 1907, nr 237—246; anonim w „Przeglądzie Politycznym, Społecznym i Lite-
rackim” 1907, nr 271—275; M. Janik, „Lud" 1907, t. XIII, nr 4; A. Prochaska, „Pa-
miętnik Literacki" 1908, s. 223—228; K. Przybysławski, „Lamus" 1912, cz. I, s. 220—
—223; w pismach krakowskich: T. Smarzewski, „Czas" 1907, nr 247, 264; S. Tarnow-
ski, „Przegląd Polski” 1907, t. II, s. 280—285; M. Janik, „Krytyka" 1908, t. I, z. IV,
s. 409—410; L. Lepszy, „Przegląd Powszechny” 1908, t. 98. s. 381—382; K. M. Moraw-
ski, „C^as" 1913, nr 240, anonim w petersburskim „Kraju" 1907, ni 37; anonim w wi-
leńokim „Kurierze Litewskim" 1908, nr 288; S. Fischer, „Zaranie-.Śląskie” 1908, r>r 4.
dygresje, operuje zręcznie cytatami, anegdotami, rozmaitymi struktu-
rami językowymi, jak: dialog, monolog, zdynamizowany opis, narra-
cja, używa wielu figur poetyckich, jak: nagromadzenia, epitety, prze-
nośnie, porównania — słowem posługuje się całym arsenałem chwy-
tów czysto literackich, zwiększających walory artystyczne książki.
Pod względem merytorycznym oceniano Życie jako ,,istną encyklo-
pedię staropolskiego życia obyczajowego” i ,,znakomity podręcznik
historii kultury”, jako niezbędny komentarz do lepszego zrozumienia
np. Pana Tadeusza, Zemsty, Pamiątek Soplicy, Trylogii czy gawęd Pola
lub Chodźki. K. Hartleb uznał Łozińskiego za najwybitniejszego następ-
cę Gołębiowskiego czy Wójcickiego, K. M. Morawski — za „najlep-
szego znawcę psychiki szlacheckiej, natomiast H. Witkowska, recen-
zentka warszawskiego „Steru”, organu równouprawnienia kobiet, naj-
wyżej oceniła w Życiu karty, poświęcone roli i godności kobiet w daw-
nej Polsce, jako „wyraz emancypacji kobiety w najpiękniejszym tego
słowa znaczeniu”.
Wymowę ideową trzech pierwszych wydań Życia, szczególnie za-
kończenie książki:
„{...) i nie byłoby to może niewdzięczne zadanie dla historycznego
badacza-psychologa: wykazać, jak tej przeszłości jesteśmy już dalecy
i jak jeszcze bliscy” — krytycy postępowi, ludowi i demokratyczni
(Kotarbiński, Chwalewik, Janik) odczytali poprawnie, tj. jako „surowy,
lecz słuszny sąd nad przeszłością”, jako „posępne memento dla te-
raźniejszości”, że „nie pozbyliśmy się jeszcze wad przeszłości”, nato-
miast krytycy konserwatywni zinterpretowali Życie jako apotezę
„świetnej przeszłości Polski szlacheckiej”. Krytycy demokratyczni uwy-
puklili w swoich recenzjach to wszystko, co wg Życia było w naszej
przeszłości pozytywne: gromadzenie księgozbiorów i obrazów przez
bardziej oświeconych magnatów, rycerskość, religijność, patriotyzm
drobnej i średniej szlachty, estetykę dworów, grzeczność, tężyznę fi-
zyczną i przede wszystkim etyczne walory rodziny polskiej oraz jej
ostoi — kobiety — Polki: dzielnej, skromnej, dostojnej. Zara-
zem postępowi recenzenci podnieśli, że Łoziński „wydaje wojnę legen-
dzie” i „więcej nam grzechów niż cnót szlacheckich odsłania”, głów-
nie: rozrzutność, naśladownictwo, serwilizm, powierzchowność i schył-
kowość kultury sarmackiej w XVIII wieku. Szczególnie ostro swój
wysoce krytyczny stosunek do sarmatyzmu wyraził Łoziński na luźnej
kartce, której tekst — wg adnotacji autora — „miał pójść do Życia
polskiego, tj. do II wydania, lecz ostatecznie „nie poszedł” ł04. Na tej
kartce Łoziński napisał, że „fatalnym rysem szlacheckiego życia
było próżniactwo”, główna przyczyna wszystkich naszych wad
i ostatecznego upadku państwa. W wydaniu krytycznym Życia powin-
na się znaleźć owa nie opublikowana kartka jako jeszcze jeden dowód,
że książka ta stanowi oskarżenie szlachetczyzny, a nie pochwałę sie-
lankowego życia szlachty w przeszłości, jak to twierdzą krytycy od
1913 roku do dziś za K. M. Morawskim:
m Archiwum BJ, rkps akc. 72/60; kartka rozmiarów 10X19 cm, wklejona dó
notesu nr 9 na stronie 34 a.
„Zamykamy książkę wolni od przynębienia, które pozostawiło
Prawem i lewem. Łoziński dowiódł w Życiu, że choroba była przejścio-
wy przypadłością, że organizm chorego był krzepki. Obraz społeczeń-
stwa W Życiu jaśnieje pełnią barw, cieszy oczy i serce"105.
W okresie 20-Iecia i w PRL nie poświęcono Życiu ani jednego studium,
lecz w przygodnych wypowiedziach interpretuje się je nadal, jak
w 1913 roku, jako panegiryk na cześć przeszłości lub encyklopedyczny
obraz kultury i obyczajów szlacheckich 10e.
Na podstawie tekstu Życia oraz tej nie opublikowanej notatki,
a także znajomości prac poprzednich, można wydedukować pogląd Ło-
zińskiego na przeszłość, na istotę polskiego życia i polskiej duszy na-
rodowej. Otóż źródłem siły polskiego życia była zdrowa etycznie
rodzina, która nawet ,,w najgorszych czasach pełniła swoją misję
społeczną" i w okresie rozbiorów ,,była rękojmią odrodzenia" (s. 155).
Potęgę, bogactwo i kulturę Polski stworzyły praca chłopa, zmysł ar-
tystyczny rękodzielnika, obrotność kupca, co nawiązał stosunki ze
Wschodem i Zachodem, męstwo żołnierza szlacheckiego i plebejskiego,
zmysł politycznych wybitnych magnatów, jak: Zamojski, Żółkiewski
czy Sobieski, w których żyła idea państwa. Patriotyzm, demo-
kratyzm, prawna równość szlachecka, zmysł praktyczny, rzetelność,
godność, umiłowanie wolności, piękna i sztuki, poszukiwanie wiedzy
i prawdy, ciekawość obcych krajów i obyczajów, obrona słabszych,
szacunek dla kobiety, żony i matki, etyka, gościnność, towarzyskość,
pogoda ducha, optymizm, skłonność do gawędy sąsiedzkiej, do zabawy
i tańca, wreszcie zdolności i ,(fenomenalna plastyczność natury pol-
skiej" — oto główme zalety polskiej duszy narodowej i główne
atuty siły atrakcyjnej Polski na zewnątrz w przeszłości.
Przyczynami słabości i upadku Rzeczypospolitej były: próż-
niactwo sarmackiego życia, pasożytnictwo, skłonność do folgi, war-
cholstwa, życia nad stan, wyzysk łudu, egoizm garstki magnatów, co
zdemoralizowali szlachtę, obezwładnili rząd, strwonili dobra mate-
rialne i dorobek cywilizacyjny narodu. Warunkiem odrodzenia naro-
dowego, odzyskania wolności jest wyzbycie się wad sarmackich, dla-
tego to Łoziński w końcowym akordzie książki pyta z niepokojem:
„jak tej przeszłości jesteśmy już dalecy, a jak jeszcze bliscy".
Twórczość Łozińskiego-historyka można ocenić słowami samego
autora, jakie wypowiedział w 1867 roku, podsumowując dorobek nau-
kowy kuzyna, K. Szajnochy:
165 K. M. Morawski: Władysław Łoziński, op. cit.
188 Np. Ł. Charewiczowa, K. Tymieniecki, A. Bochnak, W. Lednicki — op. cit.,
H. Barycz: Rozwój historii oświaty (...) op. cit., prospekty reklamowe krakowskiego
Wydawnictwa Literackiego na okładkach Życia z 1958, 1964, 1969 czy Prawem i lewem
z 1960 r.
,(...) wszystko sobie zawdzięczał (...); umiał połączyć naukową
gruntowność badacza i historyka z lekkością formy i smakiem
artysty; niósł narodowi naukę i przestrogę; posiadał talent i wiel-
kie serce, wielką miłość godzącą, gojącą” 107 * * * 111.
Wg opinii Finkla i Morawskiego trzy utwory, tj. Lwów starożytny,
Prawem i lewem oraz Życie polskie:
zostaną po Łozińskim jak trzy pomniki. Jeden wystawiony
rodzinnemu miastu, drugi — ojcowskiej ziemi, trzeci — Polsce
całej” 103.
Łoziński wywarł — godny zbadania — wpływ na prace rówieśników
i młodszych historyków’ kultury. Np. Barycz wskazuje Łozińskiego
jako duchowego sprawcę Szkiców historycznych L. Kubali100 oraz
jako prekursora Glogera i Ptaśnika, historyków kultury obyczajowej
i mieszczaństwalł0. Na Życie jako na źródło wiedzy powołują się
w 1919 r. J. Pagaczewski w rozprawie: Ze studiów nad polskim gobelin-
niclwem i T. Szydłowski w dysertacji: Dwór w Rogowie ni. To Łoziń-
ski uczynił z J. Antoniewicza ,,pierwszego fachowego historyka sztuki
we.Lwowie", jemu Antoniewicz zawdzięcza ,,prekursorską metodę ba-
dawczą”, katedrę na Uniwersytecie Lwowskim i nawet wybór na człon-
ko-korespondenta w AU w Krakowie w 1897 r.112 *. Wpływ Patrycjatu
Łozińskiego widać w pracach Ł. Charewiczowej o kobietach w przesz-
łości, np.: Z przeszłości Iwowianek (1935), Kobieta w dawnej Polsce do
okresu rozbiorów (1938). Dokładne zbadanie wpływów Łozińskiego na
współczesne mu i późniejsze generacje polskich i zagranicznych histo-
ryków pozwoliłoby dorzucić jeszcze wiele nazwisk uczonych, na któ-
rych prace w dziedzinie historii kultury i obyczajów oddziałała myśl
Łozińskiego. Po 1945 roku:
,,Ż dawnych historyków jako szczególnie zasłużonych dla historii
wymienia się J. Szujskiego, S. Smolkę, W. Zakrzewskiego i Wł.
Łozińskiego, a więc szereg wielkich nazwisk” I1S.
107 Wł. Łoziński; Zapiski literackie. „Dziennik Literacki” 1867, nr 49.
K. M. Morawski jak w przypisie 105.
188 H. Barycz: Wśród gawędziarzy (...), op. cit., t. I, s. 196—214.
“• Ibidem, s. 322.
111 „Prace Komisji Historii Sztuki”, Kraków 1919, t. I, z. III, s. 162, 172, 183;
. 188—189, 195—196, 202—203.
112 Listy J. Antoniewicza do Wł. Łozińskiego z 9 IV 1893 i 21 V 1897 r.
153 K. Tymieniecki: Zarys dziejów (...), op. cit., s. 12.
KHPOJlb KOCEK
11CTOPKKO - 3CTETJ4HECKME
PACCy^KAEHJ-lH BJIAftblCJIABA JIO314HCKOrO
(P e 3 w m e)
Mnxaji JIo3whckk, ojjhobpomohho u ncTopiiK u poMauncT, cbok> TBopnecRyio
^eHTejibHOCTb Hanaji c mctopiihockhx onepKOB b 1861 rosy w no 1907 ro^ onySjiM-
Konaji 20 nayHHbix paccyjR^eHMfł. PaccyjK^eHWH otkochujmoch k 1861—1870 rr. iie
npe^CTasjiHiOT co6oio cero/iHH ijeiinocin. Cpe^n paSoT ncTopnqecxMx rojjOB 1872—
1885 oSpaTMJin na ce6a BHUMaiiwe flsa paccyjRAeima: „11'3 sctothrm m M3 jkmshm” —
Tpyjj peaSuJiWTnpytomnfl cajioii kbk penTp yMCTBenno-TOBapnipecKOM jkh3hm,
a TaKJKe „rajinpnana”, — Bbipa/Kajomaa ctpomjiohmh hojihkob r neaaBJicuMOCTK
nojibiun no# aBCTpnncKUM paa^ejioM.
B TpeTbeM nepnojje TBopaecTBa: ro^bi 1887—1907 nayniiaH RpnTKRa cawTaeT
„BbiHB jieuMeM” Tpn npoM3Be^enn.H JIosmicKoro: „UpeBHiiii JIbbob”, „IIpaBbiM
Ii JieBbIM” II „UOJIbCKaH JKM3Hb”. EjiaBHOn TOMOM 9TMX npOM3BO/lOHMM HBJIHOTCH
npoóJieMa no.TbCROM napMOHajibHOn nyinn.
B nepBOM Tpy/je JIosmhcrmk pacRpbiji Soraroe m 3a6biToe nponuioe nozibCROfi
MenjancKOM RyjibTypbi XV—XVII bb. m cos^aji ochobbi nccjienOBannM b oSjiacrn
3ojiOTbix AeJi m ncKyccTBa b Ilozibiiie. Bo btopom Tpyjje aBTop ^oSbiji 113 cy,ae6nbix
aKT npecTyruiennH Kpyniibix nojibCKnx bojibmoik b npomjioM, a b „TTojibckom
5KM3HJ1” flaji Kpaconnyio xapaKTepMCTHKy mjiaxeTCKOw Ky.nbTypbi XVI—XVIII bb.
□tm Tpyflbi ripniiaflJiejKaT k „paccKa3biBaioineM wcTopnorpat^nn” n oOna^aioT bbico-
K3IMM xy,qo>KecTBenHbiMn KaaecTBaMM. Ohm npjfHecjin JIO3WHCKOMy eBponewcKyio
cjiasy it TMTyji „nojibCKoro MaKayjiHH”, oh nojiynnji BbicoKwe ^ojijkhoctk npe^ce-
żjaTejiH n HJiena nojibCKHx w aBCTpMiłCKnx nayHHbix ynpe?KAeHKit, żjefłcTBMTejibHoro
HJiena KpaKOBCKOił AKajjeMHM HayK, TMTyji noneTiioro ^oKTopa JlbBOBCKoro
YHiiEepciiTeTa ii in. Otpbibkm HayHHbix paÓOT JIosuhckofo brzuchohbi b mKOzibiibie
ynoSHHRK, 6ejiJieTpw3MpoBaHbi nojibCKMMM zniTepaTopaMM, c hmmm nojieMnawpoBajin
nySnnipicTbi, na hmx ccbijiajincb nojibCRHe, homopkiio, cfc)paimy3CKMe n pyccKne
ynenbie. AHrjio-caKCoucKim Mnp HO3HaKOMHJiCH c JTosiihcrkm Gnaro^apa tcrmm
nMcaTejiHM Ran M. Kpn^jib h B. JleAKnpKii y?Ke b XX boro. HaynubiM nocTyjiaTOM
ocTaeTca nccjiejjOBaHJie bjimhiimh JIoskhcroto na C0BpeM0HHbix eMy mjim M.aafliiiMX
nOJIbCKMK M MHOCTpaHHbIX MCTOpMKOB.
KAROL KOSEK
WŁADYSŁAW LOZINSKFS
HISTORICAL - ESTETIC TREATISES
(S um m a r y)
Władysław Łoziński, historian and writer in one person, began his work in 1861
with historical sketches and up tilł 1907 published morę than 20 scientific treatises.
Short treatises from 1861—1870 are not of high vałue today. Among his historical
works from 1872—1885 two earned high esteem: „From estetics and life" — a paper
establishing parlours as cultural centres and „Galiciana" — in which he described
the fight for independence in provinces annexed by Austria. From the third part ot
his work — the years 1887—1907 his three papers „Ancient Lvov", „Right and Left"
and „Polish Life" were considered to be „scientific revelations" by the critics. The main
subject of these works ins the problem of the Polish National Soul. In the first paper
Łoziński discovered the rich bat forgołten Polish Middłe Class Culture in the XV
and XVII century and established the first research work of art in Poland. In the
second paper he found out from acts the crimes committed in the past by Polish
Magnates, and in „Polish Life" he colourfully described the culture of the nobility
in the XVI—XVIII century. These works can be clasified among „describing historio-
graphy" and are of great artistic value. They brought him the title of „the Polish
Macaulay", european famę, the title of chairman or member of Polish or Austrian
Scientific Institutions, the active member of the Cracow Academy of Science, doctor
honoris causa of the Lvov University etc. Fragments of Lozinskfs historical works
were included into scholl books, madę into novels by Polish writers, discussed
about by publicists, scientists from Poland, Germany, France and Russia. In the
XX century M. Kridl and W. Lednicki presented Łoziński as a historie in England.
The scientific postułate which remains is to establish Lozinskfs influence on his
fellow and also younger historians from Poland and abroad.
JERZY HORWAT
DZIAŁALNOŚĆ POLITYCZNA
RODZINY KRASICKICH OD ROKU 1540-1717
Jakub z Siecina, założyciel rodziny Krasickich wsławił się udzia-
łem w różnych wojnach. Nie wiadomo tylko, w czyim wojsku służył.
Miał on brać nader czynny udział w życiu politycznym ziemi prze-
myskiej.
Jego najstarszy syn, Aleksy, który został wojskim przemyskim po
bracie Stanisławie, podobnie jak ojciec, działał w ziemi przemyskiej,
pełniąc przez pewien czas funkcję podstarościego przemyskiego. Wów-
czas, tj. w latach 1563—64, ogłosił on roki sądu grodzkiego przemys-
kiego. Po śmierci Zygmunta Augusta szlachta ziemi przemyskiej uch-
waliła środki na zabezpieczenie ojczyzny w okresie bezkrólewia. Akt
sporządzono w Wiszni; obok Stanisława Krasickiego podpisał go brat
jego, Aleksy, który podpisał również konfederację szlachty ziemi prze-
myskiej po odjeżdzie króla Henryka w dniu 28.VII.1574 r. W dniu
26.X.1575 r. zostali wybrani posłowie na elekcję, m.in. Stanisław Żół-
kiewski z ziemi lwowskiej, a z ziemi przemyskiej Stanisław Krasicki.
Akt ten spisał Aleksy Krasicki. W dniu 13.XII.1575 r. szlachta woje-
wództwa ruskiego zawarła konfederację przy Stefanie Batorym. Akt
konfederacji ogłosił Aleksy Krasicki, wojski ziemi przemyskiej L Na
sejmie Aleksy zostaje wyznaczony dwukrotnie na poborcę podatków
w ziemi sanockiej i przemyskiej na rok 1577 i 1579 2.
Po śmierci Aleksego urząd wojskiego obejmuje Marcin Krasicki,
trzeci z Krasickich na tym stanowisku. Marcin wraz ze swym bratem,
Stanisławem, bierze udział w sejmiku nad Rakiem pod Wisznią w dniu
5.X.1572 r., gdzie popiera koncepcję elekcji viritim. Po śmierci Stefana
Batorego w grudniu 1586 r. zostaje Marcin Krasicki wybrany posłem
na konwokację. Dnia 7.1.1587 r. Marcin, wojski przemyski, biorąc udział * s
1 Akta Grodzkie, T. XX, s, 8—41, s. 45.
s olumina Legom, T. 11, s. 315—-322; s. 980—994.
Landa Sejmikowe Wiszc-ńskie T. XX, s. 4—7.
w tym sejmie protestował przeciw wszystkim uchwałom. Na sejmie
postanowiono wyznaczyć datę przeglądu szlachty wszystkich ziem na
dzień 8.V.1587 r., ze względu na obawę najazdu tatarskiego. Również
z tego powodu szlachta musiała złożyć podatki na ręce podskarbiego.
Datę elekcji wyznaczono na 30 lipca. W celu obrony granic wyznaczo-
no Mikołaja Herburta, podkomorzego halickiego, jako dowódcę obro-
ny pogranicza. Przeciw tym uchwałom protestował jedynie jeden z po-
słów województwa ruskiego, Marcin Krasicki, wojski przemyski. Zna-
lazło to wyraz na sejmiku w dn. 8.V.1587 r. Szlachta gromadziła się
w dwóch kołach. Jedno zebrało się pod dowództwem wojewody rus-
kiego, Stanisława Żółkiewskiego, w tradycyjnym miejscu w Wiszni
nad Rakiem; do niego należeli obaj Krasiccy, Marcin i Stanisław, któ-
rzy protestowali przeciw uchwałom konwokacji warszawskiej. Drugie
koło obradujące po drugiej stronie rzeki Rak popierało uchwały kon-
wokacji warszawskiej; do niego należeli Harburtowie, żyjący w nie-
zgodzie z wojewodą ruskim. Szlachta województwa ruskiego zebrana
koło Wiszni w dniu 8.V.1587 r. z Żółkiewskim na czele ganiła postę-
pek trzech posłów, a chwaliła Marcina Krasickiego. ,,Bo się jednak
godziło p.p. posłom wszystkim tak uczynić jako jeden uczynił IMC
P Krasicki, wojski przemyski, który na żądną rzecz oprócz naznacze-
nia czasu miejsca elekcji nie pozwolił, wszystkim protestował, tego
tedy 1 rozumiemy, miłości w Rzeczypospolitej zalecamy i uprzejmie
IMści dziękujemy" 3. Akt ten jako protest przeciwko uchwałom kon-
wokacji podpisali Marcin i Stanisław Krasicki, w tym czasie oboźny
koronny. Krasiccy protestowali, bo ich na sejmie konwokacyjnym po-
minięto.
W dniu 23.1.1590 r. wojski przemyski podpisał protest części szla-
chty przeciwko legalności wyboru podsądka i pisarza ziemskich prze-
myskich 4. Swoje posiadłości Marcin przekazał swemu bratankowi
Janowi, synowi Aleksego. Jan Krasicki był dworzaninem Zygmunta III
Wazy. On to również wyróżnił się podczas rokoszu Zebrzydowskiego
służąc w straży przybocznej. W tym też czasie, na niedługo przed
śmiercią, Jan (w dniu 2.II.1607 r.) podpisuje konfederację szlachty
przemyskiej przeciwko Jakubowi Sienickiemu, który uczynił najazd
na dwór Stanisława Dereszniaka w Rokietnicy 5.
Można wywnioskować, że wszyscy synowie Aleksego otrzymali
wykształcenie za granicą. Nie wiadomo nic o Stanisławie Krasickim.
Synowie Jana, Jan i Mikołaj, ukończyli z całą pewnością studia za gra-
nicą.
W roku 1628 (7. VIII.) Jan Krasicki złożył swój podpis pod instruk-
cją na sejm dla posłów. Dwa lata później zostaje poborcą ziemi prze-
myskiej. On to odebrał od mieszczan zgodnie z ustawą sumę 1021 zł p.,
którą kwituje w dniu 5.II.1630 r. Około roku 1633 Jan Krasicki zostaje
stolnikiem sanockim, a dn. 4.III.1634 r. na sejmiku zostaje wybrany
poborcą ziemi przemyskiej6.
8 Tamże, s. 66—69.
4 Tamże, s. 85—87.
6 Tamże, s. 120.
9 Tamże, 352—353.
Szlachta województwa ruskiego składa uroczyste podziękowanie
wodzom za zwycięstwa odniesione nad Moskwą i Turcją. W imieniu
ziemi przemyskiej złożyć je miał Jan Krasicki, stolnik sanocki. Wy-
brani z nim 26 czerwca 1634 r. mieli również zająć się ukaraniem tych,
co uciekli z wojska. Jan Krasicki ponownie zostaje wybrany poborcą
dnia 8.X.1634 r.7. Jako poborca ziemi przemyskiej w roku 1637 otrzy-
muje kwit na pobór pewnej sumy pieniędzy od miasta Przemyśla 8.
Na sejmie koronacyjnym w roku 1633 zostaje wyznaczona Komisja
od Węgier i Śląska Margrabstwa i Pomorstwa. Wśród członków Ko-
misji występuje nazwisko Krasickich. Mógł to być tylko Jan Krasicki,
który później został stolnikiem sanockim 9. Brat Jana, Mikołaj, dzięki
pomocy Marcina Krasickiego, wojewody podolskiego, został probosz-
czem krasiczyńskim, a następnie po śmierci wojewody był wykonawcą
jego testamentu i opiekunem wdowy Barbary z Tarnowskich.
Mikołaj otrzymał na pewien czas kuratelę nad Jerzym Krasickim,
chorążym halickim. W roku 1639 został Mikołaj biskupem łuckim.
Jemu to król Władysław IV dnia 15 maja 1641 r. udzielił listu bezpie-
czeństwa 10 11. Mógł mu zagrażać Stanisław Krasicki, podczaszy łomżycki.
Mikołaj zmarł w Rzymie w roku 1650, gdzie został wysłany jako poseł
przez Jana Kazimierza.
Najmłodszy z synów Jakuba i Barbary Orzechowskiej, Stanisław,
wykształcenie otrzymał na studiach za granicą. W roku 1559 został
dworzaninem króla Zygmunta II Augusta. Stanisław znalazł się na
dworze króla dzięki czyjejś protekcji. Protektorem młodego Krasickie-
go mógł być bliski krewny, Stanisław Orzechowski. Król w roku 1564
wysłał Stanisława do Lwowa z nakazem egzekucji hospodara mołdaw-
skiego Tomży H. Stanisław Krasicki jest wymieniany jako wojski prze-
myski. Funkcję tę pełni do roku 1569, gdyż dn. 27.VI.1569 r. na tym
urzędzie był już Aleksy Krasicki.
Od kilku lat Zygmunt August starał się doprowadzić do unii Polski
z Litwą. Dopiero sejm lubelski 1568—1569 sprawę unii załatwił W roku
1569 został wydany przywilej o ziemi podlaskiej. Wśród świadków
wystąpili ,,Andrzej Firlej, Jan Zamojski, Piotr Kłoszewski, Jan Dymitr
Sulikowski, Stanisław Krasicki Drożałowski, Jan Paryż, Sekretarze,
urzędnicy i Dworzanie nasi wierni nam mili" 12.
Następnie doszło do wydania przywileju o wcieleniu Wołynia, a po-
tem Kijowszczyzny do Korony. Oba akty podpisał m.in. sekretarz
króla, Stanisław Krasicki13.
Ostatecznie doszło do podpisania Unii Lubelskiej. Było to jedno z ostat-
nich wielkich poczynań ostatniego Jagiellona, zmarłego 7 lipca 1572 r.
Przez długi czas zastanawiano się nad sposobem wyboru króla.
Ostatecznie przeważył pogląd Jana Zamojskiego. Szlachta wojewódz-
7 Tamże, s. 368.
8 Kwity 1622—1648. W. Archiwum Akt Dawnych Miasta Przemyśla, sygn. 582.
8 Volumina Legum, T. III, s. 787—789.
10 Akta grodzkie i ziemskie ..., T. X, s. 250.
11 Metricularum Regni Poloniae Summaria, T. V, vol. I, poz. 3646.
12 Vol mina Legum, T. II, s. 742—752.
18 Tamże, s. 752—758.
lwa ruskiego zgromadzona 16.X.1672 r. w Wiszni opowiedziała się
za elekcją viritim. Pogląd ten poparli również Stanisław i Marcin
Krasiccy.
Po 'wielu agitacjach i walkach o urząd interrexa naznaczono datę
konwokacji 6—28.1.1573 r. Echa konwokacji odbiły się również głośno
w województwie ruskim, gdzie poparto elekcję viritim, zatroszczono się
o ojczyznę w okresie bezkrólewia i naznaczono nowe podatki14. Duży
wpływ na uchwały sejmiku mieli z pewnością obaj Krasiccy. Królem
na nowej elekcji w 1573 r. został wybrany Henryk Walezy. Rządy
jego nie trwały długo, bo już z 18 na 19 czerwca 1574 r. król uciekł
do Francji.
Polska stanęła przed nowym bezkrólewiem. Można wywniosko-
wać, że Stanisław Krasicki należał do grona bliskich osób króla Hen-
ryka, gdyż za poparcie go w czasie elekcji otrzymał godność obożnego
Kr. JM. Funkcję tę pełnił Krasicki już przed 2.IX.1574 r.15 *. Datę tę
jednak można podważyć, bo według Henryka Kotarskiego Stanisław
Krasicki jest oboźnym dopiero od roku 1576 18. W okresie konwokacji
w 1574 r. Stanisław Krasicki przebywa w Warszawie, stamtąd pisze
wraz z księdzem Jakubem Udrzyckim, kanonikiem krakowskim,
list w dniu 2.IX.1574 r.17 do Jana Zamojskiego przebywającego w Kra-
snymstawie. Autorzy listu donosili mu o krzywdach, jakie przyszłemu
hetmanowi uczynił p. Bielawski, a następnie prosili go, by przybył
do Warszawy, gdyż po ucieczce Henryka rozgorzały walki na konwo-
kacji. Krasicki i Udrzycki donosili również, że podobne zdanie jak
oni ma biskup krakowski Krasiński. Wiadomo, że przyszły hetman
zajął się wyborem nowego króla. Stanisław też pracował na konto
przyszłego elekta, Stefana Batorego. Zebrana w Wiszni szlachta 26.X.
1575 r. wybrała posłów na elekcję: Stanisława Żółkiewskiego, Stani-
sława Krasickiego, stolnika lwowskiego, Hieronima Krzeczowskiego,
Walentego Orzechowskiego, Jana Biejkowskiego, Jerzego Fredrę, To-
masza Drohojowskiego 18.
Wyboru króla Maksymiliana dokonano 12.XII.1575 r. W dzień
później, 13.XII.1575 r., zawarto konfederację w Wiszni. Poparła ona
drugiego kandydata, Stefana Batorego. Widoczne tu są zabiegi Stani-
sława Krasickiego, który musiał powiadomić brata Aleksego o prze-
biegu elekcji. Śmierć cesarza Maksymiliana II w roku 1576 spowodo-
wała, że wszyscy prawie stronnicy cesarza przenieśli się do obozu Ba-
torego.
Stanisław Krasicki był wraz z królem Stefanem Batorym pod Gdań-
skiem. Czy Krasicki walczył pod Lubieszowem wiosną 1577 r. nie wia-
domo. Spór z Gdańskiem trwał do 12.XII.1577 r., w którym to dniu
Batory wyruszył w kierunku Warszawy. Można jedynie przypuszczać,
że cały czas Stanisław Krasicki znajdował się u boku króla. Po sejmie
14 Lauda Sejmikowe wiszeńskie .... T. XX, s. 12—13.
11 Archiwum Jana Zamojskiego T. I., Nr 352, s. 68.
18 H. Kotarski, Stanisław Krasicki, W: PSB, T. XV, s. 189.
17 Tamże.
18 Lauda Sejmikowe wiszeńskie ..., T. XX, s. 38—41, s. 45.
w styczniu 1578 r. udał się Batory do Lwowa, może razem z Krasickim.
W roku 1578 Krasicki podobnie jak i cała Polska przygotowywał się do
wojny z Moskwą. Wkrótce wyruszył pod Połock. Król przybył tam do-
piero 11.VIII. 1579 r. Oblężenie miasta trwało dwadzieścia dni do 31.VIII.
1579 r. Wtedy to Batory wysłał m. in. i Stanisława Krasickiego jako
komisarza przyjmującego kapitulację Połocka 19.
Po zdobyciu Połocka część wojska z Batorym została pod tym
zamkiem, a reszta podzieliła się na dwie części i pod dowództwem Mi-
kołaja Mieleckiego oblegała Sokół, a druga z Marcinem Kurcem pode-
szła pod Turowlę.
Gdzie był wtedy Stanisław, dokładnie nie udało mi się ustalić. W roku
następnym Krasicki bierze udział w drugiej wyprawie Batorego. Król
zwalnia Stanisława Krasickiego w dniu 13.VII.1580 r. od stawania na
terminach sądowych na czas trwania potrzeby moskiewskiej20. Również
brał on udział w trzeciej wyprawie króla Stefana pod Psków, podczas
której nie pokazał się z dobrej strony jako oboźny 21.
Po zakończeniu wojen z Moskwą, Stanisław Krasicki przebywa
przez pewien czas w Krakowie. Był tam świadkiem przysięgi składanej
przez Jana Zamojskiego w dniu 29.XII.1582 r. przed objęciem przez nie-
go godności starosty krakowskiego 22. Po śmierci króla Stefana posłem
na konwokację został Marcin Krasicki, brat Stanisława. Wydaje mi się,
że duży wpływ na Marcina, wojskiego przemyskiego, miał brat Stani-
sław. Po śmierci Batorego szlachta była rozbita na dwa obozy: pro-
habsburski i obóz stronników Zamojskiego. Na sejmie elekcyjnym cały
czas prowadzona była walka pomiędzy dwoma stronnictwami. Aż wresz-
cie stronnictwo Zamojskiego dnia 19.VIII.1587 r. wybrało królem
Zygmunta Wazę. Stanisław Krasicki należał do zwolenników królewicza
szwedzkiego i on to w dniu 15.VIII. oddał głos na wnuka Jagiellona po
kądzieli23. W dniu 24.VIII.1587 r. po dokonaniu przez opozycję wyboru
arcyksięcia Maksymiliana dawny obóz batoriański wybrał posłów, któ-
rzy mieli udać się do króla Zygmunta 24. Obok kilku biskupów i przed-
stawicieli szlachty znalazł się jako poseł również Stanisław Krasicki.
W kraju rozgorzała walka pomiędzy stronnikami Zygmunta Wazy
a obozem Maksymiliana, zakończona klęską Habsburga w bitwie pod
19 Karol Górski, Pierwsza wojna Rzeczypospolitej z Wielkim Księstwem Moskiew-
skim za Batorego, Biblioteka Warszawska 1892. R: 51, z. II, s. 111.
20 Akta Grodzkie i Ziemskie z Czasów Rzeczypospolitej ... Tom X., s. 151.
21 Henryk Kotarski, Krasicki Stanisław .... s. 159. Dokument wystawiono przed
przybyciem do obozu pod Suraż; patrz: Karol Górski, Druga wojna Batorego z W. Ks.
Moskiewskim. Biblioteka Warszawska 1892 r. R: 51 z IV, s. 4. Henryk Kotarski, Woj-
sko Polsko-litewskie, Podczas wojny Inilandzkiej 1576—1582. Sprawy Organizacyjne.
W; Studia i Materiały do Historii Wojskowości Tom VII, cz. II, Warszawa 1971, s. 96.
22 Archiwum Jana Zamojskiego, T. III, wydał Józef Siemieński, Warszawa 1913 r.
d. 21.
23 Dyjaryjusze sejmowe R 1587 Sejm Konwokacyjny i Elekcyjny wydał August
Sokołowski. W: Scriptiores rerum poloniarum T. XL Kraków 1887, s. 110.
24 Tamże.
Byczyną. Można tylko stwierdzić, że Stanisław Krasicki należał do
wiernych stronników Zygmunta III.
W latach 1590—92, gdy rozgorzała walka w Polsce przeciw
Zygmuntowi III, domagano się sejmu inkwizycyjnego. Jedynie na Rusi
przed sejmem inkwizycyjnym sejmikiem regalistycznym był sejmik wi-
szeński, co byio niewątpliwie zasługą arcybiskupa lwowskiego Suli-
kowskiego i biskupa przemyskiego Goślickiego. Wydaje mi się, że na
tok obrad sejmiku miał wpływ ważki St. Krasicki, za co król po śmierci
Herburta mianował go kaszl elanem przemyskim. Nowy kasztelan wy-
jeżdża wraz z królem do Szwecji.
Po drodze w Gdańsku dochodzi do rozruchów na tle religijnym. Król
zakończenie sporu odkłada do swego powrotu ze Szwecji. Okręty
Zygmunta III Wazy wypływają z Gdańska około 16.IX.1593 r. Pod
wpływem burzy okręty rozbiły się na trzy grupy.
14.X.1593 r. Krasicki nie znajdował się jeszcze w Sztokholmie, lecz na
morzu między skałami. Okrętowi kasztelana musiano odcinać maszty,
aby zabezpieczyć się przed utraceniem panowania nad statkiem2i5.
Przygoda ta spowodowała chorobę, skutkiem czego Stanisławr wycofał
się z życia politycznego.
Na sejmiku wiszeńskim w dn. 20.1.1597 r. wrócono do sprawy tu-
multu gdańskiego. Posłem na elekcję został wybrany bratanek Stanisła-
wa — Jan Krasicki. W punkcie 12 instrukcji szlachta domaga się, aby
gdańszczanie zostali ukarani, by autorytet Rzeczypospolitej nie narażać
na szwank. Prosili również, by kasztelan przemyski, którego najbardziej
dotknięto, został rehabilitowany.
Młodszym synem Stanisława Krasickiego, kasztelana przemyskiego,
był Marcin, który później został wojewodą podolskim. Marcin młodość
spędził na studiach w Ingolsztadzie, w wojsku arcyksięcia Karola.
W roku 1606 Zygmunt powierzył mu godność krajczego królowej Kon-
stancji i zalecił dowództwo nad oddziałem straży przybocznej królowej
w okresie rokoszu Zebrzydowskiego. Oddział ten był zaciągnięty za
pieniądze Marcina.
W dniu 15.XI.1613 r. Marcin Krasicki, starosta bolemowski, wraz z Se-
bastianem Sobieskim, Janem Dunikowskim, Stanisławem Dedyńskim
zostają wybrani posłami na sejm. W instrukcji poselskiej w punkcie 12
napisano między innymi: Stanisław Rogala Sieciński małą otrzymał
zasług swych nagrodę, dlatego też posłowie mają prosić króla, ,,aby to
biskupstwo opactwem jakiem poratować raczył" 26.
Marcin Krasicki brał udział również w wyprawach na Moskwę.
W roku 1616 w dn. 12.III. znów zostaje wybrany posłem na Sejm. Obok
niego wystąpili: Stanisław Mniszech, Jan Herburt, Jan Mielecki
i Krzysztof Drohojowski. Starosta przemyski, Marcin Krasicki, znów ma
prosić o nagrodę dla Stanisława Siecińskiego, biskupa przemyskiego,
a swego krewnego. * 28
85 Kazimierz Lepszy, Trzy wyprawy z podróży Zygmunta 111 do Szwecji „Jantar”
R 2 1938, z. 4, s. 234—235.
28 Landa Sejmikowe Wiszeńskie .... T. XX, s. 139.
W rok później, bo już dn. 5.VI.1617 r., Marcin Krasicki był w obo-
zie Stanisława Żółkiewskiego, hetmana wielkiego, który stacjonował
niedaleko'Baru. Po otrzymaniu posiłków Żółkiewski wraz z wojskiem
podążył w stronę miasteczka Jarugi pod Buszą, gdzie założył obóz
w dniu 7.IX.1617 r.27 28. Iskander — pasza wódz turecki, wysłał posłów
do hetmana w sprawie układów. Żółkiewski w dn. 14.IX.1617 r. przyjął
Ali-agę, za którego poszedł jako zakładnik Piotr Ozga odprowadzony
przez wojewodę ruskiego Daniłłowicza i przez Marcina Krasickiego,
kasztelana lwowskiego. Pokój został zawarty, bowiem będącym pod
Burzą dostojnikom zależało teraz na uspokojeniu Kozaków, co było
warunkiem pokoju. Komisja w sprawie Kozaków zebrała się na sejmiku
deputackim w Żytomierzu, gdzie ustalono dyrektywy. Do grupy komi-
sarzów zaliczali się Stanisław Żółkiewski, hetman wielki, Jan Daniłło-
wicz, wojewoda ruski, Marcin Krasicki, kasztelan lwowski, Andrzej
Górski, kasztelan kamieniecki. Komisarze na czele wojska ruszyli na
Ruś, do ugody doszło w Starej Olszańce. Rzeczpospolita wzięła na żołd
1000 Kozaków.
Marcin w roku 1618 gościł u siebie w Krasiczynie Zygmunta III,
który tu był nie pierwszy raz i nie ostatni.
Na cześć królewskiego pobytu usypano prawdopodobnie trzy kopce.
Jemu to ziemia przemyska zawdzięcza powrót publicznego bezpieczeń-
stwa; on to zgniótł bezprzykładną anarchię, jaka tu panowała przez
trzydzieści lat bez przerwy. W czasie walk pod Chocimiem kasztelan
lwowski w dn. 13.IX.1621 r. zwołuje szlachtę do zbrojnego stawienia
się pod Lwowem. W dniu 29.IX.1621 r.28 został wyznaczony zjazd
szlachty.
W latach dwudziestych XVII w. kasztelan lwowski zamieszany był
w sprawę Stadnickich. Zygmunt i Stanisław Stadniccy sprzedali Kor-
niaktom Białobrzeg i Głuchów należące do Łańcuta. Ponieważ Stanisław
był małoletni, kontrakt sprzedaży był nieważny. Wtedy Konstanty
Korniakt wytoczył Stadnickim proces. Młodzi Stadniccy wyrokiem sądu
mieli oddać Korniaktom sprzedane dobra i tracili przy tym 40000 zł p.
Wyrok miał być wykonany zgodnie z dekretem króla i dlatego Marcin
Krasicki, kasztelan lwowski, przystąpił do jego wykonania. Aby zapo-
biec oporowi Stadnickich, Marcin zabrał działa z zamku w Łańcucie.
W roku 1623 kasztelan lwowski zostaje pozwany do sądu o trzy działa,
które braciom Stadnickim zabrał29. Być może, za to popadł w niełaskę
u króla, gdyż instrukcja z 9.1.1624 r. wspomina jakiegoś Krasickiego,
który swymi czynami zraził sobie Zygmunta III.
Posłowie na sejm: Marcin Morawiec, Łukasz Żółkiewski, Wojciech
Srzedziński, Adam Lityński, Jan Korytko, Samuel Świętopełk — mają
upominać się o ,,Zamek przemyski spustoszony i wielkich kosztów po-
trzebuje, aby ze starostwa na odbudowę zamku obrócić raczył". Król
ma wrócić łaskę i darować winy Krasickiemu 30. Sumami ze starostwa
mógł tylko dysponować starosta.
27 Antoni Prochaska, Hetman Stanisław Żółkiewski, Warszawa 1927, s. 125.
28 Zychliński Teodor, Złota Księga Szlachty polskiej, R. VI, Poznań 1898, s. 22.
20 Lauda Sejmikowe Wiszeńskie ..., Tom XX, s. 210—212.
39 Testament Olim J. M-gci Martini Krasickich Palatini Podoliae Oblata s. 45—46.
Marcin Krasicki po odzyskaniu laski króla sprawę tę będzie prowa-
dził. W jego testamencie czytamy na ten temat: ,.Zacząłem leż z Gruntu
Zamkowi Przemyskiemu Fabrykę nie rachuiąc się z tym, co mam na
Przywileiu napisano, iako mi to król Jegomość Pan Moy rzeki radbym
był iako naywyśmietniszą fortecę postawił, że mi do tego przyjść nie
mogło, proszę, aby Król Jegomość Pan Moy Miłościwy nie samą wolę
moią, ale też w tym, co się Gruntownie zaczęły iuż zrobił i na dalszy
czas Materyi (ieżeli gotowey zostało na co wszystko Jam koszt niemały
łożył, a teraz dla pozbytego zdrowia moiego iuż kończyć nie mogę).
Kontentować się raczył By to rzecz można, prosiłbym Małżonki moiey,
aby tey zaczętey roboty to iest tych gmachów iakem z gruntu wywiódł
i na górce iuż według potrzeby postawił, dokończyła i wszystko po-
rządnie zawarła". Marcin zwraca się do króla, by jego żona mogła
dokończyć budowy, gdyż obawia się, że jego cała praca pójdzie na
marne, tak się też i stało.
W roku 1626 Marcin Krasicki przebywa na Sejmie w Toruniu.
Zostają wybrani deputaci na obmyślenie sposobów nowych subsidiorum.
,,Z Panów Rady Naszych Koronnych i Wielebnych — Łuckiego, Cheł-
mińskiego, Chełmskiego, Nominata Poznańskiego — Biskupów; Wielmoż-
nych Brzeskiego, Łęczyckiego, Lubelskiego, Mazowieckiego Wojewodów;
Urodzonych Sieradzkiego, Brzeskiego, Lwowskiego, Czerskiego Kasztela-
nów"31. Oprócz deputatów z senatu mieli być też deputaci z izby posels-
kiej. Na następnym sejmie w roku 1627 zostaje utworzona Komisja od Wę-
gier i Śląska, w której skład wszedł również Marcin Krasicki, kasztelan
lwowski. Krasicki jest wymieniony jako drugi członek tej Komisji. Sejm
Walny Warszawski z 20 lutego 1629 r. postanawia utworzyć nową
Komisję od Węgier i od Śląska oraz od Margrabstwa, gdyż poprzednia
nie spełniła swych zadań. Do Komisji wszedł jako pierwszy Stanisław
Lubomirski, który przedtem nie wchodził. Oprócz niego weszli jak po-
przednio Mikołaj Spytek Ligęza i Marcin Krasicki32. Nie wiadomo tyl-
ko, czy Marcin Krasicki brał udział w pracach Komisji, gdyż już 28.V.
1629 r. był w Przemyślu. Nie wiadomo, jak układały się stosunki po-
między Marcinem Krasickim a Stanisławem Lubomirskim. W dniu tym
zostaje napisany list przez króla Zygmunta III do starosty przemyskiego
w sprawie zaprowadzenia porządku i wprowadzenia ładu, by podatki
z ziemi przemyskiej szły regularnie 33.
Po 29.VIII.1629 r. Marcin zostaje wojewodą podolskim. 12.III.1631 r.
na Sejmie Walnym Warszawskim zostaje jeszcze raz utworzona Komi-
sja od Węgier, Śląska i Margarbstwa. Do Komisji tej weszli: Stanisław
Lubomirski, wojewoda ruski, Marcin Krasicki, wojewoda podolski,
Mikołaj Spytek Ligęza, wojewoda sandomierski, Stanisław Wapowski,
kasztelan przemyski i wielu innych z senatu i izby posłów34. Być
może, w tej sprawie był Marcin w Wiedniu, gdzie otrzymał od
31 Volumina Legum T. III, s. 521—524.
32 Volumina Legum T. III, s. 540—554, s. 602—625.
33 List Zygmunta III do Marcina Krasickiego. W: Dzieje Miasta 1621—1622. Ar-
chiwum Akt Dawnych Miasta Przemyśla, sygn. 640, s. 95
84 Yolumina Legum Tom III, s. 665—708.
Ferdynanda II dyplom na tytuł dziedziczny hrabiów Cesarstwa Rzym-
skiego. Pomiędzy datą uchwały sejmowej a datą dyplomu jest 111 dni
różnicy. Uważam, że prosto z Warszawy Marcin jechał do Wiednia.
21.VIII. 1631 r. wojewoda podolski spisał testament, pomiędzy datą
dyplomu a datą testamentu jest tylko 52 dni różnicy, można więc przy-
puszczać, że zdrowie wojewody podupadło w trakcie tej podróży dyplo-
matycznej. Marcin Krasicki zmarł po 17 dniach od chwili spisania
testamentu, 7.1X1631 r.
Starszy brat Marcina, Jerzy, chorąży halicki, zapisał się złą sławą
na kartach historii. Podobnie jak brat studiował w Ingolsztadzie i Rzy-
mie, a potem przebywał w wojsku arcyksięcia Karola. Wraz z bratem
Marcinem wystawili poczet 500 ludzi w roku 1606, stając przy boku
króla. Jerzy zasłynął jako procesowicz i zawadiaka. W roku 1621 od-
było się posiedzenie sądu kompromisarskiego pomiędzy chorągwią hu-
sarską Piotra Opalińskiego, kasztelana poznańskiego, a Piotrem Bole-
straszyckim, podczaszym przemyskim, krewnym Krasickich. Zebranie
sądu odbywało się w katedrze. Do kościoła weszli wieczorem Piotr
Bolestraszycki, Zygmunt Stadnicki i Jerzy Krasicki w towarzystwie
złożonym z protestantów, zaczęli strzelać do towarzyszy Piotra Opa-
lińskiego. Biskup przemyski, Jan Wężyk, rzucił interdykt na wszystkie
kościoły w Przemyślu35.
Życie chrorążego halickiego upływało na licznych procesach.
W roku 1623 dnia 24 kwietnia Jerzy Krasicki przybył na czele pocztu
pod Sanok na okazanie ziemian sanockich36. W dniu 24.VII.1631 r. Jerzy
protestuje przeciw wyborowi pisarza ziemskiego przemyskiego 37.
O dalszych tragicznych losach Jerzego Krasickiego pisałem; już
w Zarysie genealogicznym rodziny Krasickich do r. 1717. Najstarszym
synem chorążego był Stanisław, podczaszy łomżycki. Pod względem
charakteru w niczym nie różnił się od ojca.
W roku 1645 dn. 18.X. Władysław IV nakazuje Andrzejowi Mnisz-
kowi, kuchmistrzowi koronnemu, aby bronił Stanisława Kowalskiego
przed napaścią Stanisława Krasickiego. Pomimo obrony ze strony
Andrzeja Mniszka Stanisław Kowalski został zabity, gdyż już w dniu
27.VIII.1646 r. Władysłaaw IV ogłasza banitami pomocników Stanisława
Krasickiego. O innych czynach Stanisława nic nie wiadomo 38.
Młodszy jego brat, Kazimierz Jerzy Krasicki, piszący się niekiedy
Koszyrskim nie posiadał żadnego tytułu i nie brał udziału w życiu po-
litycznym. Bierze udział podobnie jak jego bracia, Marcin i Adam, na
okazaniu szlachty przemyskiej poo Medyką 28.IX.1648 r. 30.VII.1649 r.
szlachta ziemi przemyskiej zebrała się na pospolite ruszenie. Byli tam
Adam i Marcin, a za Kazimierza Jacek Baliński. W roku 1653 dnia 30.VI.
35 Krzysztof Wolski, Przemyśl i okolice. Oddział PTTK w Przemyślu 1957 r., s. 24.
36 Lauda Sejmikowe Wiszeńskie T. XX, s. 208.
87 Tamże, T. XX, s. 303—305.
88 Tamże, T. XX, s. 256—257.
pod Sanokiem odbywał się popis żołnierza łanowego, na który Kazimierz
wysłał jednego konnego 39. W późniejszym okresie Kazimierz proceso-
wał się. Wydaje mi się że największy rozgłos zdobył proces jego bra-
tanicy, Urszuli, z Janem Zielińskim. Opiekunem prawnym Urszuli był
właśnie Kazimierz Krasicki.
Najmłodszy z synów Jerzego Krasickiego, Marcin Konstanty, wy-
znaczony został przez swego stryja na dziedzica nie tylko majątku, ale
i tytułów, doszedł tylko do godności kasztelana przemyskiego. W latach
czterdziestych Marcin był starostą cieszkowskim i brał udział we wszyst-
kich popisach szlachty przemyskiej. W roku 1657 dn. 26 stycznia szlach-
ta województwa ruskiego uchwaliła regestr piechoty dla miasta Prze-
myśla. Marcin Krasicki, podczaszy przemyski, dał 20 zł p. na tę piecho-
tę, a starszy brat Adam 3 zł p.40.
W Krasiczynie bywali Władysław IV i Jan Kazimierz. Marcin Kon-
stanty w roku 1671 zostaje mianowany kasztelanem przemyskim. Sejmik
wiszeński w dniu 12.VI.1671 r. uchwalił, że Andrzej Fredro, kasztelan
lwowski, Marcin Krasicki, kasztelan przemyski, Grzegorz Mniszech, sta-
rosta sanocki, mają zważać na nieprzyjaciela, a gdy zajdzie potrzeba,
wydadzą uniwersały; ziemia przemyska zbierze się pod dowództwem
kasztelana na Przekopanej pod Przemyślem, a potem pod Medyką dla
popisu41. W dniu 28.VII. 1671 r. Marcin był w Krasiczynie i wezwał
wszystkich do stawienia się na zjazd w Przemyślu w dniu 1.VIII. 1671 r.
Powodem zjazdu było zagrożenie ze strony Kozaków i Tatarów. Na
zjeżdzie tym szlachta radziła nad powodzeniem wyprawy42. Jakim
skutkiem zakończyła się ta wyprawa, nie wiadomo.
Uchwała z sejmiku z dnia 25.V.1672 r. wzywa szlachtę z powodu
zagrożenia tureckiego na popis na dzień 13 czerwca 1672 r. Okazanie
wojska ma być na Błoniu pod Wisznią. Przeglądu chorągwi przemyskiej
ma dokonać kasztelan Marcin Krasicki lub sędzia przemyski, Stanisław
Sieciński. W tym samym dniu posłowie, Mikołaj Sieniawski i Stanisław
Fredro, otrzymali instrukcję. W piątym punkcie czytamy o Marcinie
Krasickim, ,,Iż własnym kosztem swym in causum niebezpieczeństwa
wojny tureckiej ofiarował 500 ludzi na usługi Rzplitej”. Posłowie mają
go królowi zalecić. Zmarł, jak już pisałem, przed 26.X.1672 r.43.
Najstarszy z synów Jerzego Krasickiego, chorążego halickiego,
i drugiej jego żony, Anny Sanguszkówny, Adam, doszedł do godności
miecznika wołyńskiego. O jego czynach z lat czterdziestych XVII w.
już pisałem. W dniu 23.V. 1651 r. uchwałą sejmikową został wybrany
rotmistrzem 44, być może Adam brał udział w bitwie pod Beresteczkiem.
Niektórzy posądzają go o to, że będąc w majątku brata Stanisława, po
śmierci jego uciekł ze wsi Jakać, dowiedziawszy się o najeździe szwedz-
kim. Z jego trzech synów Jan i Maksymilian zmarli młodo. Jan zginął
w obozie pod Zórawnem w 1676 r. Średni syn Adama i Izabeli Maliń-
” Tamże, T. XX, s. 28—33, s. 58, s. 132—134.
« Tamże, T. XX, s. 215.
41 Tamże, T. I, s. 563—567.
« Tamże, T. XXI, s. 568—570.
48 Tamże, T. XXI, s. 592—596 i s. 608—60&
« Tamże, T. XXL s. 80—82.
skiej, Karol, doszedł do godności kasztelana chełmskiego. Wiadomo
jednak, że Karol, łowczy czernihowski, nie był pod Wiedniem, gdyż
wtedy próbował zawrzeć układ w dniu 11.IX. 1683 z Konstancją Wyżyc-
ką, wdową po zamordowanym Janie Wyżyckim i żoną Jana Kuszew-
skiego, który wtedy był pod Wiedniem 45. Jan Stanisław Wyżycki został
zamordowany przez ludzi Karola Krasickiego. Przyczyną zabójstwa był
spor o majątek, gdyż żona Krasickiego i Wyżyckiego były siostrami
i nie mogły pogodzić się co do podziału majątku po ojcu, Świętopełku
Czetwertyńskim.
10.IX.1682 r. Krasiccy byli u Wyżyckich na obiedzie. Po opuszcze-
niu dworu Karol swego krewniaka wywabił na drogę pod lasem. Tutaj
doszło do zabójstwa. Na rozkaz Krasickiego służba strzeliła do starosty
tyrnborskiego i 27 kul przedziurawiło jego ciało. Krasicki szereg razy
był pozywany do sądu. Po ślubie wdowy po Wyżyckim, Konstancji
Czetwertyńskiej, z Janem Kaszewskim obie strony doszły do ugody.
W roku 1685 posłowie mieli wstawić się do króla za Karolem. Sobieski
wybaczył mu winę ze względu na czyny jego przodków46. Krasicki
został rotmistrzem Jana III Sobieskiego. W okresie bezkiolewia był
stronnikiem Augusta II Sasa, który mianował go kasztelanem chełms-
kim 47.
45 Proces Wyżyckich przeciw Karolowi Krasickiemu .... W: Archiwum Zamku
Leskiego Krasickich, sygn. 69.
46 Tamże.
47 A. Boniecki, op. cit., s, 172—173.
E>KM rOPBflT
IIOJIHTMHECKAH JJEHTEJIbHOCTb PO^A KPACMUKHN
B TOAbl 1540—1717
(P e 3 ro m e)
IIoa Koneij XVI Bena CTaiiHCJias KpacrinKJt cbh flKyoa M3 Cepima coBMecTiio
co cbohmii SpaTBHMH ArreKceeM m MaprjiniOM nrpajiii Be/jymyio pojib b jkmbhk
riiueMbicjibCKoft seMJin. yBennaHMCM Kapbcpbi nepBoro M3 po^a KpacnpKnx óbijio
nasHaneHMe na flOJUKHOCTb nmeMbicjibCKoro KacTejiana. Eojiee 3iiaHrrre;ibHyio po.Tb
nrpaji n ne tojiłko b 5KM3hii pyccKoro BoeBo^cTBa ho h Bceft XVII-BeHHOił Plozibiun
cbin CTamicJiaBa Mapipni no^ojibCKMfł Boesojja. By^yuii 15 ner cenaTopoM, npumi-
mbji yuacTwe bo miiofmx cefiMax u BoeHHbix noxonax. Oh yMep b 1631 ro^y, ne
ocTaBMB nocjie ccoh tiotomkob. Cpe^rr ero njieMHHiuiKOB najidojiee OT.niiHjiJica
MapŁiMii KoiiCTaiiTbi nmeMbrcnbCKHii Kaweprep.
fteHTejibHOCTb ocTaabiibix hjichob stopo 3naMeiinToro po^a Bbijia yjKe ne tsk
Bbi^aioinefłcH, no TO>xe nrpajia onpe^enemiyio po.te b xcm3hm coBpeMeinioił mm
IlmeMbicjibCKOH n CaiiopKon: 3eMe;ib.
JERZY HORWAT
POLITICAL WORK OF THE KRASICKI FAMILY
IN THE YEARS 1540—1717
(S um m a r y)
Stanisław Krasicki, son of Jakub from Siecin together with his brothers Aleksy
and Marcin played the main part in the life of the Przemyśl Region at the end of the
XVI century the first member of the Krasicki family was crowned by receiring the
title of the Castellan of Przemyśl.
Marcin, son of Stanisław, played a much greater part not only in the life of the
Ruski Province but also in the life of the whole XVII century country. During the
15 years of his being a senator he took part in many parliament debates and war
expeditions. After his childless death, one of his nephews, Marcin Konstanty, the
Przemyśl Chamberlain, became famous. The political work of the remaining members
of the family was not so great, but also played a certain part in the life of the then
Przemyśl and Sanok Regions.
RYSZARD DALECKI
OBRONA PRZEMYŚLA 1 JEGO REJONU W 1939 ROKU
Obrońcom Przemyśla, którzy nie
szczędzili swego życia dla Oiczyzny,
tę pracę poświęca
Autor
WSTĘP
Obrona Przemyśla we wrześniu 1939 roku była w całokształcie
kampanii wrześniowej wprawdzie tylko małym epizodem na południo-
wym obszarze frontu, lecz o niemałym ciężarze gatunkowym.
Zebranie materiałów do tematu natrafiło na olbrzymie trudności.
Dokumenty dowództw i pododdziałów polskich nie zachowały się,
a relacje uczestników znajdują się głównie w Archiwum Instytutu
Polskiego im. gen. Sikorskiego w Londynie i uzyskanie ich stanowiło
dodatkowy problem do rozwiązania. Jeszcze gorzej przedstawia się
baza źródłowa do strony niemieckiej. Do chwili obecnej nie ukazała
się np. historia niemieckiej 7 DP, która zdobywała Przemyśl, przez co
wiele istotnych szczegółów — choćby ustalenie strat przeciwnika —
pozostaje do tej pory nie wyjaśnionych.
Stąd też niniejsza praca nie jest wolna od pewnych niedopowiedzeń,
czy też drobnych nieścisłości, których nie sposób było uniknąć z wy-
mienionych wyżej powodów. Pomimo wszystko nagromadzone tutaj
fakty stanowią punkt wyjścia i podstawę do dalszych, już bardziej
szczegółowych, badań historycznych. Stanie się to jednak możliwe
dopiero po ujawnieniu dalszych źródeł, tak własnych jak i przeciwnika.
PRZEMYŚL JAKO TEREN DZIAŁAŃ WOJENNYCH
Swą wartość obronną Przemyśl zawdzięcza naturalnym walorom
terenu, na którym i wśród którego leży. One to uczyniły zeń najpierw
gród warowny, osłaniający podkarpacki szlak handlowy i drogę z Pol-
ski do Węgier i sprawiły, że Austriacy wybudowali tutaj początkowo
umocniony przyczółek mostowy, a następnie miasto i jego najbhższe
okolice zostały rozbudowane olbrzymim kosztem jako silna twierdza
pierwszej klasy ze znacznym garnizonem. Zadanie twierdzy przemy-
skiej polegało na przecięciu drogi podkarpackiej ze wschodu na zachód
obcym wojskom i na zamknięciu kierunku Przemyśl — Przełęcz IJżocka
— Węgry. W latach 1914—1915 wokół twierdzy przemyskiej toczyły
się zacięte walki austriacko-rosyjskie. Przemyśl był dwukrotnie oblę-
żony przez wojska rosyjskie. Po raz pierwszy na krótko, w okresie
wrzesień - październik 1914, po raz drugi w okresie jesień-zima 1914—
—1915. Z braku amunicji i żywności, a zwłaszcza tej ostatniej, po nie-
udanych próbach przebicia się na Węgry, twierdza pod dowództwem
gen. Kusmanka — po wysadzeniu fortów, prochowni, mostów i innych
urządzeń o znaczeniu militarnym — poddała się wojskom carskim
22 marca 1915 roku. Do niewoli dostało się 9 generałów, 93 oficerów
sztabowych, 2.500 wyższych oficerów i 117.000 żołnierzy. Odbicie Prze-
myśla przez wojska austriackie i niemieckie nastąpiło 3 czerwca
1915 roku w ramach ofensywy gorlickiej L
Po upadku Austrii, 11 listopada 1918 roku, Przemyśl został stosun-
kowo gładko odbity Ukraińcom wypadem grupy mjr Juliana Stachie-
wicza z Krakowa oraz ochotnikami przemyskimi przy wsparciu pociągu
pancernego i artylerii z Winnej Góry 1 2.
W okresie międzywojennym Przemyśl przestał być twierdzą, a jego
forty zostały wykorzystane na magazyny i częściowo koszary. Pozostał
on natomiast dużym i ważnym ośrodkiem wojskowym. W mieście miało
swoją siedzibę DOK Nr X, którym w 1939 roku kierował gen. Wacław
Scaevola-Wieczorkiewicz. Tutaj też znajdowało się dowództwo 22 DPG.
Oprócz wymienionych wyżej dwóch dowództw, mieściło się jeszcze
w Przemyślu dowództwo Grupy Artylerii Nr X, której ostatnim dowód-
cą był płk dr Ludwik Ząbkowski oraz następujące instytucje wojskowe:
10 Wojskowy Szpital Okręgowy, którym kierował ppłk dr Stanisław
Orłowski; Główna Składnica Sanitarna Nr 2; 10 Dywizjon Żandarmerii
dowodzony przez ppłk Kazimierza Chodkiewicza; Składnica Materiału
Intendenckiego; Składnica Amunicyjna; Wojskowy Sąd Okręgowy Nr 10
(szef sądu ppłk mgr Józef Tesznar); Prokuratura Wojskowa (szef płk
Zdzisław Małaczyński) i Wojskowe Więzienie Śledcze Nr 10 oraz Skład-
nica Uzbrojenia Nr 10.
W garnizonie przemyskim stacjonowały dwa pułki piechoty, tj. 38
pp (d-ca ppłk dypl. Franciszek Grabowski) i 5 psp (d-ca ppłk Antoni
Żółkiewski), dwa pułki artylerii, tj. 22 pal (d-ca płk Jan Woźniakowski)
i 10 pac (d-ca płk Jan Bokszczanin), 4 batalion saperów (d-ca ppłk
Tadeusz Bisztyga), 2 batalion pancerny (d-ca mjr Zygmunt Chabowski),
dywizyjna 22 kompania telegraficzna (d-ca kpt. Antoni Dworzański),
kadra 2 kompanii szkolnej radio, oraz 10 batalion sanitarny (d-ca ppłk
lek. dr Walerian Jaworski).
Organizacyjnie pułki przemyskie należały do 22 DPG i jarosławskiej
24 DP.
1 A. Gilewicz: Twierdza Przemyśl w XIX i XX w. „Rocznik Przemyski”, t. XII/
1968. R. Dalecki: Oblężenie twierdzy przemyskiej 1914—1915. „Nowy Nurt”, nr 43,
1958. H. Heiden: Boilwerk ani San. Schicksal der Festung Przemyśl, Óldenburg-Berlin,
1940. H. Hilger: Belreiung von Przemyśl, Berlin—Lipsk 1915.
2 J. Sopotnicki: Kampania Polsko-Ukraińska, Lwów, 1912, s. 35—38. H. Zieliński:
Oswobodzenie Przemyśla w listopadzie 1918 r., „Bellona”, t. XLIX, z. 2, Warszawa
1934. J. Panas: Z ciężkich dni Przemyśla, Lwów, 1920. M. Kukieł: Dzieje Polski po-
rozbiorowe 1795—1921, Londyn, 1961, s. 559—560.
W wyniku mobilizacji pierwsze rzuty pułków odeszły do swych
rejonów koncentracji, a rozpoczęły mobilizację dodatkowe jednostki
drugiego rzutu dła dywizji rezerwowych i bataliony marszowe 3.
Od marca 1939 dowódca OK Nr X, gen. Wieczorkiewicz, pełnił
funkcję dowódcy odcinka słowackiego, wykonując powierzone mu
przez GISZ prace obronne. Obowiązki te zdał 31 lipca dotychczaso-
wemu dowódcy 11 KDP, gen. Kazimierzowi Łukoskiemu4.
ROLA PRZEMYŚA W POLSKIM PLANIE WOJNY
W polskim planie wojny z Niemcami, podczas drugiej fazy dzia-
łań, był przewidziany front na Wiśle i Sanie. Przemyśl miał w nim
spełniać rolę umocnionego przyczółka na Sanie. Miał się on również
stać (w myśl kwmtermistrzowskiego planu działań) stacją magazyno-
wo-rozdzielczą dla armii ,.Karpaty" gen. Kazimierza Fabrycznego, za
co był odpowiedzialny dowódca OK Nr X, gen. Wieczorkiewicz. Ma-
teriały pędne były zmagazynowane w rafineriach w Jaśle, Jedliczu
i Drohobyczu, w zbiornikach w Borysławiu i Krośnie oraz w cyster-
nach kolejowych wT przemyskim węźle kolejowym.
Błyskawiczny przebieg działań wojennych w ogóle, a w ramach
armii „Karpaty" i ,,Kraków" w szczególności, a więc siłą faktów spo-
wodował, że Przemyśl do 10 września był bazą materiałowro-kwater-
mistrzowską nie tylko dla armii ,-Karpaty" (od 7 września armia ,,Ma-
łopolska"), ale także dla armii „Kraków" gen. Antoniego Szyllinga.
Tyra samym Okręg Korpusu Nr X był okresowo delegaturą Naczelne-
go Dowództwa do spraw kwatermistrzowskich Frontu Południowego,
rejonem wyjściowym zgrupowania dywizji karpackich pod dowódz-
twem gen. Kazimierza Sosnkowskiego do manewrru zaczepnego na Lwów
oraz oparciem dla okresowej straży tylnej, zapewniającej il KDP i 24
DP spokojny przemarsz do rejonu Mościsk 5.
ORGANIZACJA OBRONY LINII SANU
W drugim tygodniu wojny front zbliżył się do Sanu, którego obro-
nę po Sieniawę przygotowywał od 7 września, na rozkaz dowódcy
armii „Małopolska", gen. Fabrycznego, dowódca OK Nr X, gen. Wie-
czorkiewicz. Do dyspozycji miał on mobilizowane na terenie OK ba-
taliony marszowe i improwizowane, dywizjony artylerii ciężkiej, od-
działy saperówr oraz jednostki piechoty i artylerii z transportów unie-
ruchomionych ustawicznymi bombardowaniami na linii Przeworsk —
Rozwadów. Pomimo wysiłków gen. Wieczorkiewicza, organizowanie
3 R. Dalecki: Udział jednostek garnizonu przemyskiego w działaniach wojennnych
1939 r. „Rocznik Przemyski", t. XVII—XVIII, 1976—1977, s. 209—210.
4 R. Dalecki: Skład i działania armii „Karpaty" w pierwszym okresie kampanii
wrześniowej 1—6 września 1939 r. „Rocznik Przemyski", t. XI, 1967, s. 142.
5 Rei. referenta kwatermistrzostwa sztabu armii „Karpaty", mjr dypl. A. Hytrosia,
Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Sikorskiego w Londynie. Polskie Siły Zbrojne, t. I. cz. 2,
Londyn, 1954, s. 273—274 i t. I, cz. '3, Londyn 1959, s. 657—658, 660, 671.
obrony linii Sanu posuwało się, z braku sił i środków, bardzo powoli
i do 9 września nie uczyniło specjalnych postępów.
Wysunięta najbardziej na północ część odcinka Sanu od jego
ujścia po Rozwadów miała zostać obsadzona przez Grupę ,,Sandomierz"
ppłka Antoniego Sikorskiego po jej wycofaniu się z linii Wisły.
Rejon Rozwadów — Nisko trzymała Grupa ppłka Stanisława Trze-
buni, szefa bezpieczeństwa zakładów w Stalowej Woli, w składzie ba-
talionu wartowniczego mjra Zbigniewa Koellnera, kompanii KM plot.
Nr 107 kpt. Alfonsa Wnętrzaka, plutonu dział plot. 40 mm i plutonu
dział plot. 75 mm osłony zakładów.
Do Kuryłówki przybył 9 września wieczorem z Jarosławia batalion
1/54 pp mjr Karola Durki i pluton artylerii piechoty 54 pp por. Hen-
ryka Rajnera, a do rej. Sieniawy, zmobilizowany w Przemyślu, 2 ba-
talion saperów mjr Franciszka Kostka. Przeznaczony pierwotnie dla
2 DPLeg.
Obronę Jarosławia i Radymna organizował od rana 9 września,
w myśl wytycznych gen. Wieczorkiewicza z 7 i 8 września, oraz przy-
gotował zarys linii obrony wschodniego brzegu Sanu od Sieniawy do
Radymna dowódca OZ 2 DPLeg., ppłk Jan Wójcik6. W wyniku wy-
danych rozkazów na odcinku od toru kolejowego pod Surochowem po
Szówsko znajdował się już od rana 9 września batalion III/155 pp mjr
Tadeusza Zarzyckiego. Tegoż dnia przybył do Jarosławia z Pawło-
siowa batalion marszowy 3 pp por. rez. Michała Górskiego
z 5 baterią 24 pal pkt. Jana Bieleckiego. Wieczorem batalion ten (bez
kompanii strzel) odszedł na ubezpieczenie brodów na Sanie pod Wią-
zownicą, Leżachowem i Sieniawą (prom). Jedna kompania strzelecka
z tegoż batalionu została pozostawiona za środkiem pozycji batalionu
III/155 pp jako odwód w rej. m. Koniaczów. Dywizjon 11/40 pal ppłk
Jana Cudka, który przybył w nocy z 8 na 9 września z Leżajska, zajął
stanowiska ogniowe za odcinkiem batalionu III/155 pp w rej. Konia-
czów, Surochów, Makowisko. Tamże dołączyła następnie bateria za-
improwizowana w OZ art. lek. Nr 10.
Osłonę samego Jarosławia zapewniło gros batalionu ,,M" kpt.
Józefa Matheisa, zmobilizowanego nadliczbowo w 3 pp. Szczególne
obawy budził rej. Radymna obsadzonego (z braku sił) tylko przez
kompanię strzel, z batalionu ,,M", wzmocnioną plutonem KM i jednym
działkiem ppanc oraz wspartą 5 baterią 24 pal kpt. Bieleckiego.
Wysunięty na rozkaz gen. Wieczorkiewicza na dalekie przedpole
batalion III/ 154 pp ppłk Franciszka Herzoga obsadzał przez dzień
9 września pozycję pod Nowosielcami (5 km na zach. od Przeworska).
Wieczorem otrzymał on rozkaz przesunięcia się za San do rej. Le-
żajska.
W sumie wszystkie te siły były za słabe dla zorganizowania ja-
kiegoś realnego oporu, zwłaszcza że skutkiem długotrwałej posuchy
poziom wody na Sanie był bardzo niski, umożliwiający z łatwością
sforsowanie rzeki w bród.
8 Rei. d-cy Grupy „Jarosław", ppłk J. Wójcika, i rei. d-cy 4 bat. 40 pal, por. rez.
J. Łękawskiego, w zbiorach autora.
POWSTANIE GRUPY GEN. CHMUROWICZA
Na dowódcę organizowanej obrony Przemyśla został wyznaczony
7 września przez gen. Wieczorkiewicza jego zastępca gen. Jan Chmu-
rowicz. Szefem sztabu został mjr dypl. Michał Gulcz7. Do dyspozycji
gen. Chmurowicza zostały oddane jednostki piechoty, artylerii i sape-
rów zmobilizowane w Przemyślu, które nie zdołały już opuścić miasta
i dołączyć do wyznaczonych im rejonów koncentracji oraz znajdujące
się na miejscu ośrodki zapasowe przygotowane już do ewakuacji.
Por. rez. Szczepan Zimmer •—
dowódca plutonu saperów
Obrony Przemyśla z O.Z.24DP
Poważna sytuacja ogólna nakazywała natychmiastowe rozpoczęcie
organizacji obrony. Szczególny nacisk został położony na zabezpiecze-
nie saperskie dróg prowadzących do Przemyśla, przez budowę zasie-
ków z drutu kolczastego, wykonanie zawał leśnych i innych zapór
przeciwczołgowych, założenie pól minowych oraz podminowanie mo-
stów. Wszystkie zapory drogowe zostały zaminowane. Most kolejowy
7 Rei. d-cy obrony Przemyśla, gen. J. Chmurowicza, w zbiorach autora oraz rei.
szefa sztabu obrony Przemyśla, mjr dypl. M. Gulcza, Centr. Arch. Wojsk. Warszawa.
Kpt. Włodzimierz Dośla -— do-
wódca 1 baterii 50 dywizjonu
artylerii lekkiej w obronie
Przemyśla. Ranny 11 września
na Zniesieniu.
na Sanie został zabarykadowany wagonami i drutem kolczastym. Przy
obiektach przeznaczonych do wysadzenia wyznaczono załogi saperskie.
Prace te zostały wykonane do 9 września przez batalion improwizo-
wany saperów ppłk Wacława Damrosza, 141 kompanię saperów re-
zerwy por. Eustachego Szarguta, 142 kompanię saperów rezerwy kpt.
Stefana Szartowskiego z OZ sap. Nr 4 i niepełną kompanię pionierów
por. rez. Szczepana Zimmera z OZ 24 DP8. Spalono 8-tonowy most
połowy, wybudowany w pierwszych dniach wojny na Sanie koło tar-
gowicy.
Gen. Chmurowicz zorganizował dwie linie oporu 9. Pierwsza w za-
chodniej części miasta na Zasaniu pod dowództwem dowódcy OZ 24
DP, ppłk Jana Matuszka, jako pozycja wysunięta, biegła od zakola
8 Rei. d-cy 142 komp. sap. rez., kpt. St. Szartowskiego, d-cy plutonu w 141 komp.
sap. rez., ppor. rez. inż. S. Gronikowskiego. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Sikorskiego
w Londynie oraz rei. d-cy komp. łączn. OZ 24 DP, ppor. rez. S. Jurka, w zbiorach
autora.
9 Rei. d-cy obrony Przemyśla, gen. J. Chmurowicza, w zbiorach autora oraz 'rei.
d-cy batalionu impr. 39 pp, kpt. Fr. Wylęg iły. Afch. -Instytut Hist. im. Gen. Sikorskie-
go w Londynie. • - . '
Ppor. rez. Stanisław Jurek •—
dowódca plutonu łączności za-
łogi obrony Przemyśla z O.Z.
24 DP.
Sanu pod Ostrowem, grzbietem wzgórz przez Lipowicę i Winną Górę,
do następnego zakola Sanu pod Buszkowicami z wykorzystaniem znaj-
dujących się tam fortów poaustriackich. Została ona obsadzona przez
batalion improwizowany 39 pp kpt. Franciszka Wylęgały (Ostrów), ba-
talion marszowy 38 pp kpt. Romana Homana (Lipowica) oraz batalion
improwizowany 39 pp mjr Henryka Dyducha (Winna Góra). Do obrony
ppanc. tej linii przydzielono siedem armat 105 mm z OZ art. cięż. Nr 4.
Zadaniem ppłk Matuszka była obrona Zasania do czasu wycofania się
za San 11 KDP płk dypl. Bronisława Prugar-Ketlinga walczącej na kie-
runku Dubiecko — Przemyśl. Główną pozycję zorganizowano na
wschodnim brzegu San. Na razie była ona obsadzona tylko szkieleto-
we głównie w rejonie mostu drogowego i kolejowego przez batalion
improwizowany 39 pp kpt. Jakuba Szutta. Obronę ppanc. zapewniła
1 bateria 50 dal (cztery armaty 75 mm) kpt. Włodzimierza Dośli. Dwa
jej działony ustawiono koło mostu drogowego i kolejowego, a po jed-
nym działonie przy bramach fortecznych na Pikulice i Krówniki.
W odwodzie pozostał batalion III/156 pp mjr Juliana Hajnosa. Nie
wiadomo, jakie zadanie otrzymał batalion improwizowany 67 pp kpt.
Karola Sordyla z OZ 4 DP. Dwa plutony czołgów rozpoznawczych TK
(8 wozów) z OZ broni panc. Nr 3 użyto do patrolowania przedpola.
Dla wsparcia obrony ppłk Matuszka utworzono grupę artylerii
ogólnego działania pod dowództwem dowódcy OZ art. cięż. Nr 4, płk
Jana Bokszczanina, ze stanowiskami ogniowymi na Zniesieniu koło
„Kopca Tatarskiego” w obrębie poaustriackiego fortu Nr XVI. W skład
grupy weszły 50 dal mjr Czesława Odrowąż-Pieniążka (bez 1 baterii
kpt. Dośli) i bateria haubic 155 mm z OZ art. cięż. Nr 4. Jej zadaniem
było zamknięcie ogniem szos do Przemyśla od strony Dubiecka i Ra-
dymna.
Po wycofaniu się załogi Zasania miało nastąpić właściwe obsadze-
nie linii głównego oporu na prawym brzegu Sanu.
Obrona przeciwlotnicza miasta opierała się na kompanii KM plot.
Nr 105 kpt. rez. Macieja Korwina (bez 2 plutonu, który 4 września od-
szedł do Drohobycza), zmobilizowanej przez 5 psp oraz plutonie dział
plot. 40 mm lotniczym z Krosna, ściągniętym do Przemyśla 8 września
dla obrony plot, węzła kolejowego, wobec nieskuteczności ognia KM
plot, do bombowców niemieckich 10 11.
Połączenia telefoniczne między dowództwem obrony miasta a do-
wództwami batalionów oraz grupą artylerii na Zniesieniu zbudowane
zostały przez niepełną kompanię łączności (około 150 ludzi) dowodzoną
początkowo przez st. sierż. Stanisława Franaszka (szefa kompanii),
a następnie przez ppor. rez. Stanisława Jurka z OZ 24 DP.
Stanowisko dowodzenia gen. Chmurowicza mieściło się w kasynie
garnizonowym przy ulicy Grodzkiej, a jego zastępcy i jednocześnie
dowódcy pozycji wysuniętej ppłk Matuszka w koszarach 38 pp przy
ulicy 29 Listopada na Zasaniu.
SYTUACJA W PRZEMYŚLU
W południe 8 września dowództwo armii „Małopolska” przeniosło
się z Bachorza poo Dynowem do Przemyśla, a następnie — po krótkim
odpoczynku — do fortu Nr I w Siedliskach, gdzie zajęło się przede
wszystKim obroną linii Sanu, której zorganizowanie spoczywało dotąd
na barkach gen. Wieczorkiewicza.
Nie wiadomo, jak planował dowódca armii obronę Sanu na południe
od Przemyśla, gdyż nie zachowały się rozkazy, a gen. Fabrycy nie
pisze o tym w swej relacji. Zapewne miała ona mieć charakter ru-
chowy opierając się o rzeki Wiar i Wyrwę, przy użyciu 24 DP płk
Bolesława Schwarzenberg-Czernego w łączności z 3 BG płk Jana Ko-
towicza H. Natomiast na północ od Przemyśla San miał być broniony
raczej biernie z przeciwuderzeniem obwodowej 38 DPrez. płk Alojzego
Kir-Konasa od południa w razie przekroczenie przez npla rzeki w re-
jonie Radymna.
10 Rei. d-cy kompanii KM plot Nr 105, kpt. rez. M. Korwina, i referenta OPL w
DOK Nr X, kpt. Fr. Łabiaka. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Sikorskiego w Londynie.
Przez Przemyśl przejeżdżały ponadto w drodze do Lwowa plutony art. plot. 40 mm
Nr 219 i 220 z Rzeszowa i plutony art. plot. 40 mm fabrycznne z Rzeszowa i Sanoka.
W źródłach nie ma śladu, aby zajęły one w Przemyślu stanowiska ogniowe i były
czynne.
11 Polskie Siły Zbrojne, t. I, cz. 2, Londyn 1954, s. 728.
Dowódca armii wydał też szczegółowe dyspozycje gen. Chmuro-
wiczowi dotyczące organizacji obrony Przemyśla i skontrolował oso-
biście zachodni odcinek.
Tego dnia nastąpiła ewakuacja urzędów. Opuściły miasto sąd
i prokuratura, poczta, bank i starostwo.
W nocy z 8 na 9 września rozpoczęto wycofywać na Sambor wy-
eksploatowane już ośrodki zapasowe. Następnej nocy z 9 na 10 wrześ-
nie odeszły do Halicza batalion improwizowany saperów ppłk Damro-
sza, 141 kompania saperów rezerwy por. Szarguta i 142 kompania sa-
perów rezerwy kpt. Szartowskiego, pozostawiając tylko załogi saper-
skie przy obiektach przeznaczonych do wysadzenia12. Nalomiast na
Lwów wycofano paramilitarne oddziały Przysposobienia Wojskowego
(gimnazjalne) i ,,Sokoła".
Zniszczona podczas pierwszego bombardowania Przemyśla 7 września 1939 r.
Kamienica Katza na Targowicy.
Do 6 września Przemyśl nie był bezpośrednio bombardowany.
Stał się jedynie widownią codziennych przelotów niemieckich samo-
lotów z kierunku południowego. Pierwszy nalot nastąpił 7 września
około godz. 10.00 i drugi około godz. 17.00. Celem bomb był węzeł
kolejowy, który nie został jednak ani raz trafiony. Poważne straty
materialne poniosło jednak miasto oraz ludność cywilna. Ogółem spad-
ło 12 bomb, z czego 5 nie wybuchło13. Niecelnie zrzucone bomby tra-
12 Rei. d-cy 142 komp. sap. rez., kpt. St. Szartowskiego. Arch. Instyt. Hist. im. Gen.
Sikorskiego w Londynie. Dowódcą patrolu minerskiego przy moście drogowym był
por. Krauze. Rei. d-cy 1 bat. 50 dal., kpt Dośli. Zbiory autora.
13 „Ziemia Przemyska”, nr 37, z. 8.IX.1939.
Zbombardowana 8 września 1939 r. kamienica Rosiewicza przy
Placu na Bramie i płonący pasaż Gansa przy ulicy Mickiewicza.
fiły w kamienicę Katza przy Targowicy i w szkołę żeńską przy ulicy
Konarskiego powodując straty w ludziach. Inne spadły na magazyn
i plac dawnego młyna Frenkla przy ulicy Mickiewicza, przy ulicy Win-
centego Pola, na kolejowy skład węgla przy ulicy Czarnieckiego i na
Bakończyce. Kompania KM plot. Nr 105 kpt. rez. Korwina nie otwie-
rała ognia ze względu na wysoki pułap lotu (około 2.500 m) niemiec-
kich samolotów, wykluczający skuteczność ognia. Strzelały jedynie
ze Zniesienia armaty połowę 75 mm przystosowane do obrony plot.,
jednak bez widocznych wyników 14.
8 września miasto było już kilkakrotnie bombardowane, ale i tym
razem węzeł kolejowy pozostał nienaruszony. Bomby spadły między
innymi przy Placu na Bramie na sklep „Delka" i kamienicę Rosiewicza
Nr 4 przy tym Placu, niszcząc dwa piętra, na wylot ulicy Słowackiego
w stronę Pikulic oraz na pasaż Gansa przy ulicy Mickiewicza, który
stanął w płomieniach. Przybyła na miejsce straż pożarna nie zdołała
opanować pożaru15 i budynek płonął przez kilka dni ulegając znisz-
czeniu. Jadący w czasie nalotu dowódca 2 baterii 50 dal, ppor. Kon-
stanty Piekarski, został ciężko ranny koło cmentarza i odwieziony do
10 Wojsk. Szpitala Okręgowego. Samochód był posiekany odłamkami
jak sito.
14 Rei. d-cy komp. KM plot. Nr 105, kpt. rez. M. Korwina. Arch. Instyt. Hist. im.
Gen. Sikorskiego w Londynie.
15 Kronika OO. Reformatów w Przemyślu.
Po południu zajął stanowiska na Zniesieniu pluton dział plot 40
mm lotniczy z Krosna włączając się do czynnej obrony miasta.
Jeden z najcięższych nalotów miał miejsce 9 września około godz.
11.00 przysparzając Przemyślowi dalszych poważnych strat material-
nych. Przedmiotem bombardowania były parowozownia i warsztaty
kolejowe, budynek DOK Nr X, most i stacja na Bakończycach, które
jednak niewiele ucierpiały.
Ponieważ tego dnia samoloty atakowały już z niższego pułapu
(1.800 m), kompania KM plot. Nr 105 otrzymała rozkaz od dowódcy
opl. DOK Nr X, płk dypl. dr Euzebiusza Bardla, otwarcia ognia 1G. Zmu-
siło to niemieckie samoloty do wzniesienia się na wyższy pułap, co
zmniejszyło tym samym celność bombardowania.
Pluton dział plot. 40 mm lotniczy z Krosna zestrzelił tego dnia
jeden samolot niemiecki, a następnego dnia kolejny samolot16 17.
Naloty niemieckich samolotów zapoczątkowane 7 września trwały
bez przerwy aż do zakończenia obrony Przemyśla.
Ludność miasta z największą wytrwałością znosiła ciężki los
wojny wykazując wysokie morale i gotowość poniesienia ofiar dla Oj-
czyzny.
NIEPOMYŚLNE WALKI NA SKRZYDŁACH PRZEMYŚLA
9 września sytuacja na skrzydłach Przemyśla znacznie się już po-
gorszyła. Niemiecka 4 DLek. gen. Hubickiego oraz 2 DPanc. gen. Veiela,
która stoczyła tego dnia ciężki bój z prawoskrzydłową kolumną GO
,,Boruta" gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza pod Kolbuszową, kie-
rowały się już na San 18.
Aby nie dopuścić do sforsowania rzeki 10 BKaw. zmot. płk dypl.
Stanisława Maczka, bijąca się skutecznie w dniu 9 września pod Łań-
cutem i Albigową z 4 DLek., przesunęła się w nocy z 9 na 10 września
do Jarosławia w celu obrony tamtejszej przeprawy.
Jednak południowa kolumna niemieckiej 4 DLek., stanowiąca gros
sił, maszerując przez Kańczugę, przed świtem 10 września zdołała opa-
nować Radymno, wypierając po krótkiej, ale zaciętej walce kompanię
z batalionu improwizowanego ,,M”, która wycofała się za San. Po
sforsowaniu rzeki przez npla i utworzeniu tam małego przyczółka mo-
stowego, część tej kompanii wraz z 5 baterią 24 pal kpt. Bieleckiego
wycofała się na Duńkowice, a część na Stubno. Saperom udało się
w trakcie walki wysadzić most drogowy.
10 BKaw. zmot. dotarła do Jarosławia przed Niemcami, gdzie do-
wódca OK Nr X, gen. Wieczorkiewicz, zdał dowództwo odcinka obron-
nego nad Sanem płk dypl. Maczkowi, informując go przy tym o sła-
16 R. Dalecki: Udział jednostek garnizonu przemyskiego w działaniach wojennych
1939 r. „Rocznik Przemyski", t. XVII—XVIII, 1976—1977, s. 213.
17 Rei. d-cy batalionu impr. 39 pp, kpt. Fr. Wylęgały. Arch. Instyt. Hist. im. Gen.
Sikorskiego w Lnndynie.
16 K. Skowroński: Bój pod Kolbuszową we wrześniu 1939 r. „Profile", nr 9/1973.
R. Dalecki: Walki w rejonie Przemyśla i obrona miasta we wrześniu 1939 r. „Wojsk.
Przegl. Hist.", nr 3, 1965, s.. 207.
bości obrony linii tej rzeki. Wobec takiego stanu rzeczy dowódca
10 BKaw. zmot. postanowił wzmocnić obronę Jarosławia siłami swej bry-
gady i utrzymać miasto przez dzień 10 września, zapewniając tym sa-
mym przeprawę własnej artylerii i zapóźnionych oddziałów. Podpo-
rządkował więc sobie Grupę ,,Jarosław" ppłk Wójcika, pozostwiając
znajdujące się już nad Sanem w ugrupowaniu obronnym jego dwa
bataliony. Część 24 p.uł. płk Kazimierza Dworaka została skierowana
do Wysocka naprzeciw Radymna. Na zachodnim brzegu Sanu zorga-
nizowano obronnie przedmoście pod dowództwem ppłk Zygmunta Mo-
szczeńskiego (dowódca dywizjonu ppanc.) w składzie batalionu impro-
wizowanego „M" kpt. Matheisa (bez kompanii znajdującej się w Ra-
dymnie), 3 szwadronu 24 p.uł. rtm. Jana Kańskiego i 4 szwardonu 24
p.uł. rtm. Wiktora Zarembińskiego (bez plutonu) oraz 1 szwadronu
dywizjonu ppanc. por. Wiesława Kiersz-Leliwy. Wsparcie artyleryjskie
tego przedmościa zapewniały ze wschodniego brzegu 16 dywizjon arty-
lerii motorowej kpt. Wincentego Pawłowskiego (1 bateria 75 mm ppor.
Alfreda Zawadzkiego i 2 bateria 100 mm ppor. Henryka Józefowicza),
dywizjon 11/40 pal ppłk Cudka, 1 bateria 40 pal kpt. Romualda Stęp-
niewskiego, 9 bateria 11 pal kpt. Adama Szpilczyńskiego, bateria impro-
wizowana w OZ art. lek. Nr 10 i 1 bateria 60 dac kpt. Zygmunta Ły-
zickiego. Łącznie 30—32 działa. 24 p.uł. bez dwóch szwadronów oraz
kompanię czołgów lekkich TKS Nr 101 por. Zdzisława Ziemskiego skie-
rowano jako odwód do m. Makowisko. Dywizjon rozpoznawczy mjr
Ksawerego Święcickiego stanął w Ryszkowej Woli, gdzie przeniosło
się też dowództwo brygady. Bezzwłocznie przystąpiono do nawiązania
łączności z częściami 10 psk ppłk dypl. Janusza Bokszczanina, mocno
uszczuplonego po walce pod Łańcutem, celem zebrania pułku w lesie
Olchowa na północ od Makowiska.
Objeżdżając odcinek, płk dypl. Maczek stwierdził Niemców na
wschodnim brzegu Sanu na północ od szosy Radymno — Duńkowice,
którzy prowadzili ogień z broni maszynowej. W tym położeniu popro-
wadził on osobiście kontratak na niemiecki przyczółek mostowy, po-
czątkowo plutonem 24 p.uł., a następnie niepełnym szwadronem tego
pułku. Przyparto wprawdzie Niemców do rzeki, lecz wobec silnego
i celnego ognia ich artylerii, nie zdołano odrzucić ich na zachodni brzeg
Sanu. Do wieczora na tym odcinku panował spokój.
W ciągu 10 września oddziały 10 BKaw. zmot. wycofały się za
San pod osłoną zorganizowanego przedmościa w Jarosławiu oraz częś-
ciowo pod Sieniawą, zbierając się w wyznaczonych rejonach.
Około południa podeszła pod Jarosław niemiecka 2 DPanc. i ele-
menty 4 DLek., rozpoznając początkowo patrolami front obrony. Sil-
niejsze natarcie nastąpiło po południu, lecz nieprzyjaciel został odparty
tracąc kilka czołgów. Obustronna wymiana ognia trwała do wieczora,
ale do nowego natarcia w tym dniu już nie doszło. Wzięto jeńców
z 4 DLek.
Wobec przekroczenia przez niemiecką 4 DLek. Sanu między Ra-
dymnem a Przemyślem, w miejscu, gdzie rzeka nie była obsadzona
przez oddziały własne i tym samym zagrożeniem odcięcia 10 BKaw.
zmot. od Lwowa, płk dypl. Maczek postanowił, z nastaniem nocy, opuś-
cić przedmoście jarosławskie, wysadzając mosty i przerzucić brygadę
marszem nocnym do rejonu Oleszyce, Lubaczów, a następnie Nie,mirów,
Jaworów, aby mogła ona w myśl rozkazu dowódcy armii ,,Małopolska"
zagrodzić Niemcom drogę na Lwów. W celu ułatwienia tego przesu-
nięcia, nad Sanem pozostawiono Grupę , Jarosław" ppłk Wójcika z za-
daniem obrony tego rejonu przez dzień 11 września, a następnie wyco-
fania się na Lubaczów19.
Załoga przedmościa całkiem gładko oderwała się od nieprzyjaciela.
Jako ostatni wycofał się batalion ,,M" kpt. Matheisa częściowo przez
most, a po jego zniszczeniu w bród, przechodząc do Olchowej na pozy-
cję odwodową. Stojąca w Koniaczowie kompania strzelecka batalionu
marszowego 3 pp poszła przez Surochów, obsadzając San pod Wy-
sockiem.
Pod osłoną pozostałych nad Sanem oddziałów 10 BKaw. zmot. je-
szcze przed świtem 11 września dotarła do lasów w rejonie Wólka
Zapałowska -— Lipiny, gdzie przybyły już — wysłane uprzednio do
Lwowa — cysterny z benzyną. Rano 11 września rozpoczął się dalszy
marsz na Oleszyce — Lubaczów — Niemirów — Jaworów.
ODJAZD DOWÓDZTWA ARMII „MAŁOPOLSKA" DO LWOWA
Rano 10 września dotarła do dowództwa armii w Siedliskach wia-
domość o dojściu niemieckich oddziałów pancernych do Sanu pod Ja?
rosławiem i Radymnem.
Wysłana o godz. 7.00 ze Stubna w rejon Radymna załoga ppor.
obs. Brunona Okońskiego z 56 esk. obs. stwierdziła czołgi niemieckie
na zachodnim brzegu Sanu, a Radymno opanowane przez nieprzyja-
ciela. Samolot został ostrzelany z broni maszynowej i pilot kpr. Roman
Skrzyński ciężko ranny w rękę. Skierowany w ten rejon ponownie
ppor. obs. Okoński z pilotem ppor. Stanisławem Ordą zaobserwował
na zachodnim brzegu rzeki czołgi niemieckie i zniszczony most na
Sanie 3 km na wschód od Radymna 20. Wysłana z meldunkiem do do-
wódcy lotnictwa armijnego, ppłk dypl. pil. Olgierda Tuskiewicza, za-
łoga ppor. obs. Mieczysława Marcoli na samolocie „RWD-8" rozbiła
się przy lądowaniu, a rannego ppor. obs. Marcolę przewieziono do
szpitala w Przemyślu. Pilot samolotu, por. Antoni Jankowski, wyszedł
z wypadku cało. Z meldunku 10 BKaw. zmot. było wiadomym, że bry-
gada ta trzymała w nocy Jarosław. Z posiadanych źródeł nie można
natomiast stwierdzić, czy w dowództwie armii wiedziano o sforsowaniu
Sanu w nocy z 9 na 10 września przez niemiecką 4 DLek. pod Radym-
nem i że most drogowy został wysadzony. Sytuacja na skrzydle po-
łudniowym w pasie obrony 3 BG płk Jana Kotowicza nie była znana
19 St. Maczek: Od podwody do czołga, Edynburg, 1961, s. 83. Fr. Skibiński:
Pierwsza pancerna, Warszawa, 1959, s. 107. Wł. Żebrowski: Zarys historii polskiej
broni pancernej 1918—1947, Londyn 1971, s. 358—359.
20 J. Pawlak: 56 esk. obs. (towarzysząca), „Skrzydlata Polska", nr 22—23/1976.
Wł. Żaczkiewicz: Lotnictwo polskie w kampanii wrześniowej 1939 r„ Warszawa 1947,
s. 247.
w dowództwie armii, gdyż nie działała zupełnie łączność przewodowa
i nie nadeszły stamtąd żadne meldunki. Jedynie rano otrzymano przez
Lwów wiadomość o zajęciu przez Niemców Sanoka jeszcze poprzed-
niego dnia o godz. 20.00. Nie było więc złudzeń co do możliwości
utrzymania linii Sanu w tamtym rejonie. Liczono się też bardzo po-
ważnie z groźbą sforsowania Sanu pod Radymnem przez większe siły
niemieckie i wynikłym z tego bezpośrednim zagrożeniem Lwowa 21.
Rozrzucona szeroko na zachód i południe od Przemyśla GO ,/Po-
łudniowa" gen. Łukoskiego wymagała konsolidacji.
Jej 11 KDP płk dypl. Prugar Ketlinga stała w rejonie Baiycza go-
towa do obrony okrężnej, mając tylko styczność z patrolami niemiec-
kiej 7 DP gen. Ott od zachodu, 2 DG gen. Feursteina od południa i 4
DLek. gen. Hubickiego od północy. O zmierzchu dywizja rozpoczęła
odwrót na Bachórz, Laskówka, Bachórzec.
24 DP płk Schwarzenberg-Czernego znajowała się nad Sanem na
odcinku od miejscowości Bartkówka do miejscowości Ulucz. Od go-
dzin południowych była ona w walce z niemiecką 2 DG w rejonie
Jabłonicy Ruskiej. Wieczorem oddziały 24 DP oderwały się od nieprzy-
jaciela, wycofując się na nowe pozycje na wschód od Birczy.
3 BG płk Kotowicza ugrupowała się obronnie w rejonie Uherce
Mineralne, Stefkowa, a część była w marszu na Ustrzyki Dolne —-
Krościenko. Początkowo nie było styczności z nieprzyjacielem. O godz.
11.00 zmot. oddział pościgowy ,,Geiger" z 1 DG gen.Kublera w sile
około batalionu strzelców górskich z dwoma działami uderzył na po-
zycję opóźniającą brygady w Uhercach Mineralnych i po krótkiej
walce odrzucił najpierw broniący jej batalion ON ,,Sanok" kpt. Ta-
deusza Kuniewskiego, a następnie pod Stefkową batalion ON „Prze-
myśl" kpt. Michała Moroza, ruszając powoli na wschód. Późnym wie-
czorem nieprzyjaciel dotarł do Krościenka obsadzonego przez naprędce
zorganizowane oddziały i około godz. 23.00 wdarł się do tej miejsco-
wości. Załoga polska nie posiadając w ogóle wsparcia artylerii wyco-
fała się w luźnych grupach, porywając za sobą żołnierzy zbierających
się w Starzawie (7 km na płdn-zach. od Chyr owa). 4 kompania 2 pp
KOP „Karpaty" kpt. Antoniego Bieganowskiego wycofująca się spod
Łukawicy wpadła koło Łopusznicy (10 km na płn.-zach. od Krościenka)
w zasadzkę niemiecką ulegając całkowitemu rozproszeniu. W ten spo-
sób 3 BG przestała na razie istnieć jako zwarta i dowodzona jednostka,
a droga na Sambor i Lwów stanęła otworem przed nieprzyjacielem.
38 DPrez. płk. Wir-Konasa, stanowiąca odwód armii „Małopolska"
znajdowała się w nocy z 9 na 10 września w rejonie Niżankowic.
Około godz. 09.00 nadszedł rozkaz przemarszu do rejonu na wschód
od Medyki. W dotychczasowym rejonie miał pozostać jedynie 96 pp
ppłk Andrzeja Bogacza, który następnie został przesunięty do rejonu
Pikulic do dyspozycji gen. Chmurowicza, jako okresowe ubezpieczenie
21 Polskie Siły Zbrojne, t. I, cz. 3, Londyn, 1959, s. 459—460. Także R. Dalecki:
Działania armii „Małopolska" w drugim okresie kampanii wrześniowej 7—11 września
1939 r. „Rocznik Przemyski”, t. XII, 1968, s. 237.
Przemyśla od strony Dobromila22. Jednocześnie dywizji podporządko-
wano 11 dac mjr Zygmunta Dobrowolskiego i dywizjon 1/6 pac mjr
Edwarda Reguły (bez 3 baterii),' które wyładowały się przymusowo
w lasach na wschód od Medyki skutkiem zniszczenia torów przez lot-
nictwo niemieckie. Po południu 38 DPrez. rozpoczęła marsz osiągając
około północy rejon Husakowa.
Tegoż dnia rano słowacka 3 DP z własnej inicjatywy przekroczyła
granicę polską na Przełęczy Łupkowskiej rozpoczynając marsz w dwóch
kolumnach: jedną na Baligród, a drugą na Bukowsko.
W rejonie Preszowa w Słowacji wyładowała się niemiecka 57 DP
gen. Blumma i następnego dnia marszem pieszym dotarła do granicy
polskiej w rejonie na południe od Przełęczy Łupkowskiej.
Jednocześnie 1 DG gen. Kiiblera otrzymała z dowództwa XVIII
KA gen. Beyera rozkaz wykonania zagonu oddziałem zmotoryzowanym
na Lwów. Jego realizację rozpoczęto rano 11 września.
W ten sposób zarysowało się bezpośrednie zagrożenie Lwowa i po-
łączeń Polski z Rumunią.
Tymczasem 10 września około godz. 09.00 przybył z Przemyśla do
sztabu armii ,,Małopolska" w Siedliskach gen. Sosnkowski23, który jako
wysłannik Naczelnego Wodza przyjechał poprzedniego dnia z Brześcia
i wziął udział w konferencji nad wytworzoną sytuacją. Gen. Fabrycy,
pod wpływem groźnej sytuacji na obu skrzydłach swej armii, postanowił
przenieść stanowisko dowodzenia Armii do Lwowa, pomimo że wy-
raźnie odradzał mu to gen. Sosnkowski, tłumacząc zbyt wielką odle-
głością z tego miejsca do czołowych jednostek, co przy braku odpo-
wiednich środków łączności i skompromitowaniu szyfrów uniemożli
wi dowodzenie związkami taktycznymi. Dowódca armii był jednak zda-
nia, że we Lwowie będzie miał lepsze warunki łączności, zwłaszcza
z Naczelnym Dowództwem, armią „Kraków" 24 oraz 3 BG. Pragnął on
również osobiście dopilnować rozpoczęcia organizacji bezpośredniej
obrony Lwowa. Przed odjazdem wzmocniono obronę Przemyśla przez
oddanie do jej dyspozycji dywizjonu 1/5 pac mjr Czesława Leśników-
skiego. Zajął on stanowiska ogniowe w lesie Dubrowczyna na południe
od Siedlisk jako obrona ppanc. miasta od strony północnej.
Po południu dowództwo armii przesunęło się z Siedlisk do Snop-
kowa we Lwowie. Wobec tego wyjechał do Lwowa gen. Sosnkowski
z towarzyszącymi mu oficerami.
W ciągu dnia 10 września X dywizjon ppłk pil. Józefa Weraksy
z Brygady Bombowej płk dypl. obs. Władysława Hellera, będącej w dy-
spozycji Naczelnego Wodza, rozpoznawał kolumny niemieckiej 2 DPanc.
w rejonie Przeworsk — Jarosław i następnie bombardował skutecznie
nieprzyjaciela kilkakrotnie trzema samolotami typu „Łoś".
22 Rei. d-cy 96 pp, ppłk A. Bogacza. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Sikorskiego
w Londynie.
23 Gen. Sosnkowskiemu towarzyszyli ppłk dypl. Fr. Demel, ppłk dypl. K. Wiśniow-
ski oraz (po cywilnemu) gen. st. sp. Lucjan Żeligowski,
21 Armia „Kraków" gen. A. Szyllinga przebijała się od 8 września znad dolnej
Nidy przez Stopnicę—Osiek ku Wiśle pod Baranowem. Tamże przeprawiła się w nocy
z 11 na 12 września i wieczorem 12 września podjęła dalszy odwrót, na San pod Roz-
wadowem i Niskiem. Wł. Steblik; Armia „Kraków" 1939, Warszawa 1975, s. 365—444-
EWAKUACJA DOK NR X DO REJONU BÓBRKI
Na stanowiskach obronnych Przemyśla panował przez cały dzień
10 września na ogół spokój. Trwały natomiast na miasto naloty nie-
mieckich bombowców, z którymi walczyły plutony opl. miasta.
W godzinach popołudniowych podeszły z kierunku Radymna czołgi
niemieckiej 4 DLek., lecz ogień artylerii ogólnego działania ze Znie-
sienia odparł je, zanim znalazły się one w zasięgu dział ustawionych
na poaustriackim forcie na Zasaniu do obrony ppanc.
Na rozpoznanie kierunku Radymna gen. Chmurowicz wysłał czołgi
rozpoznawcze TK, ale wynik tego rozpoznania nie jest znany.
Wcześnie rano gen. Wieczorkiewicz otrzymał rozkaz natychmiasto-
wej ewakuacji DOK Nr X do rejonu Bobrka — Chodorów. Oczywiście,
że gen. Chmurowicz jako dowódca obrony miasta miał pozostać na
miejscu. Przed wyjazdem gen. Wieczorkiewicz przydzielił do sztabu
obrony kilku oficerów oraz przyznał na potrzeby tego sztabu pewną
kwTotę z funduszów DOK.
Ewakuacja DOK Nr X, obejmująca również rodziny, wywarła
ujemne wrażenie wśród społeczeństwa miasta, które nie znając sytuacji
ogólnej, widziało w tym ucieczkę oficerów z pola walki. Oprócz skut-
ków moralnych miała ona i tę złą stronę, że w konsekwencji spowodo-
wała jeszcze dodatkowe zatłoczenie szosy przemyskiej samochodami
i taborami DOK. Fakt ten był między innymi powodem znacznego
opóźnienia w marszu 38 DPrez., przesuwanej do lasów na wschód od
Medyki, w celu ewentualnego uderzenia skrzydłowego na niemiecka
4 DLek 25.
Również komendant 10 Wojsk. Szpitala Okręgowego ppłk lek. dr
Stanisław Orłowski dostał rozkaz przeprowadzenia bezzwłocznej ewa-
kuacji personelu zawodowego szpitala do Buska pod Lwowem, gdzie
miał być rozwinięty szpital wojskowy. Na miejscu pozostawali tylko le-
karze rezerwy z nowym komendantem kpt. lek. dr Jerzym Dobrzańskim.
Zaczęto też wycofywać do Ottyni pod Kołomyją Główną Składnicę
Sanitarną Nr 2. Udało się jednak wywieźć tylko część zasobów. Pewna
ilość materiału sanitarnego po drodze została zatrzymana we Lwowie,
gdzie później przydała się przy jego obronie. Pozostawione w maga-
zynach zapasy zostały wykorzystane w szpitalach podczas obrony
Przemyśla. Czyniono też próby wyewakuowania nagromadzonych w ma-
gazynach i pociągach zapasów. Meldował o tym później ze Lwowa
do Naczelnego Dowództwa gen. Sosnkowski, że „w Przemyślu 140 wa-
gonów amunicji i dużo zapasów żywności..."26. Jednak ustawiczne
bombardowania linii kolejowych oraz brak innych środków transportu
uniemożliwiały wykonanie tego zadania.
Ewakuacja objęła również Migistrat z prezydentem miasta Leo«
nardem Chrzanowskim i starostą Adamem Remiszewskim, Straż Pożarną
55 Rei. olicera operac. 38 DPrez., kpt. dypl. J. Wollaka. Arch. Instyt. Hist. im.
Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie.
!# Meldunek juzowy gen. Sosnowskiego do Nacz. Dow. z 10.1X4939 yodz. 22.20,
Polskie Siły Zbrojne, t. I. cz. 3, Londyn 1959, s. 599 i 683.
Dr Bolesław Zbozien — zasłu-
żony chirurg 10 Wojskowego
Szpitala Okręgowego podczas
obrony Przemyśla.
(Zdjęcie powojenne)
ze swym komendantem, st. insp. Marianem Sakiewiczem, oraz Policję
Państwową z nadkomisarzem Stanisławem Janowskim.
Wobec ewakuacji DOK Nr X i władz miejskich gen. Chmurowicz
był zmuszony poczynić pewne posunięcia dla zapewnienia porządku
w Przemyślu. Komendant miasta, płk Mieczysław Sokół-Szahin, otrzy-
mał rozkaz zorganizowania z pomocą kompanii asystencyjnej służby
bezpieczeństwa celem ukrócenia wybryków mętów rabujących miasto.
Mjr int. Michał Błahut objął wszystkie magazyny z obowiązkiem zaopa-
trywania wojska. Kpt. lek. dr Jerzy Dobrzański objął funkcję szefa sa-
nitarnego (niezależnie od pełnionych przezeń obowiązków komendanta
10 Wojsk. Szpitala Okręg.). Wicestarosta Jan Strzelecki objął funkcję
starosty, a zastępca prezydenta, Władysław Baldini — funkcję prezy-
denta miasta 27.
Po południu 10 września większość lekarzy rezerwy z 10 Wojsk.
Szpitala Okręgowego ze swym nowym komendantem, pod wpływem
panikarskich nastrojów, bez porozumienia z dowództwem obrony, wy-
maszerowała na Miżyniec — Tarnopol. Fakt ten zmusił gen. Chmurowi-
cza do zmobilizowania pozostałych jeszcze w garnizonie lekarzy i inne
87 Rei. d-cy obrony Przemyśla, gen. J. Chniurowicza, w zbiorach auloiu.
Kpt- dr Henryk Swiątnicki —
dowódca 10 Wojskowego Szpi-
tala Okręgowego w Przemyślu
podczas obrony Przemyśla.
osoby cywilne nadające się do pełnienia służby sanitarnej, aby zapew-
nić opiekę dla około 1.000 rannych i chorych żołnierzy pozostawionych
na łaskę losu wj szpitalu, zwłaszcza że ilość pacjentów gwałtownie
wzrastała. Nowym komendantem szpitala został kpt. lek. dr Henryk
Swiątnicki mając do pomocy chirurga z Krakowa, dr Bolesława Zbo-
zienia. Pozostali oni na swym posterunku do końca, ratując życie wielu
żołnierzom i cywilom 28.
Na rozkaz gen. Chmurowicza 50 dal mjr Odrowąż-Pieniążka, pozo-
stawiając w Przemyślu 1 baterię kpt. Dośli dla obrony ppanc. miasta,
odszedł o godz. 20.00 przez Jaksmanice — Popowice, dołączając na-
stępnego dnia do 96 pp ppłk Bogacza, który ukończywszy swoje zada-
nie osłonowe Przemyśla od strony Dobromila, wyruszył z rejonu Pi-
kulic, celem połączenia się ze swoją 38 DPrez.
W nocy z 10 na 11 września wycofano też na Lwów kompanię KM
plot. Nr 105 kpt. rez. Korwina i pluton dział plot. 40 mm lotniczy
z Krosna. Tym samym Przemyśl został pozbawiony odtąd czynnej obro-
ny przeciwlotniczej, a pozostała tylko obrona bierna.
:s Tamże umz lei. di B. Zbozienia w zbiorach autora-
DALSZE POGORSZENIE SIĘ SYTUACJI W REJONIE PRZEMYŚLA
Tymczasem sytuacja na skrzydłach Przemyśla pogarszała się
w szybkim tempie.
Pod Jarosławiem, już o świcie 11 września, niemiecka 2 DPanc.
po bardzo silnym przygotowaniu artyleryjskim, trwającym kilka go-
dzin, około godz. 11.00 ruszyła do natarcia piechotą zmotoryzowaną
wspartą czołgami i tracąc kilka maszyn na brodach, sforsowała San
w bród i łodziami. Polska obrona osłabiona ogniem artylerii, po kilku-
godzinnej walce, została przełamana i Niemcy rozszerzając wyłom za-
częli zagrażać stanowiskom artylerii. W tym położeniu około godz.
Por. rez. Michał Górski —
dowódca batalionu marszowego
3 pp Leg. w grupie ..Jarosław"
15.00 ppłk Wójcik nakazał skrzydłu północnemu odwrót na Radawę,
a południowemu na Dzików. Niestety, do oddziałów skrzydła południo-
wego rozkaz nie dotarł, gdyż były one już w odwrocie. Część połnocno-
skrzydłowego batalionu III/155 pp mjr Zarzyckiego, kompania kpt.
Jana Pietrzaka z batalionu „M", dywizjon 11/40 pal ppłk Cudka i 1 ba-
teria 60 dac kpt. Łyzickiego wraz z ppłk Wójcikiem i jego adiutantem,
kpt. Jakubem Prośbą, pod osłoną KM na trzech taczankach i działek
ppanc. zebrane w rejonie Koniaczowa. wycofały się do lasu na po-
łudnie od Radawy (12 km na płn.-wsch. od Jarosławia). Opór zorga-
nizowano tam na linii lasu i nawiązano łączność z czatą batalionu
marszowego 3 pp por. rez. Górskiego pod Leżachowem29. Artylerię,
którą udało się wycofać prawie w całości, odesłano do Radawy 30. Prze-
padły jedynie 1 bateria 40 pal, 9 bateria 11 pal i bateria zaimprowizo-
wana w OZ art. lek. Nr 10. Natomiast gros batalionu ,,M" kpt. Matheisa,
wycofując się wzdłuż szosy na Zapałów, zostało dopadnięte przez czoł-
gi i rozbite. Resztki batalionu odpłynęły na Oleszyce i stamtąd dalej,
część na Żółkiew, a część na Rawę Ruską. Podobny los spotkał zapew-
ne kompanię batalionu marsz. 3 pp, opóźniającą pościg od Wysocka
po osi Łazy — Laszki.
Niemiecka 2 DPanc. wysłała na razie tylko elementy rozpoznaw-
cze, a większość czekała na budowę mostu, która trwała do świtu 12
września.
11 września o godz. 05.00 rozpoznanie z X dywizjonu z Brygady
Bombowej wykryło na szosie Łańcut — Przeworsk — Jarosław posu-
wającą się kolumnę 2 DPanc. z taborami rozczłonkowaną na przestrze-
ni około 25 km. Czoło jej było w Jarosławiu. W Przeworsku oraz na
szosie Radymno — Przemyśl stwierdzono zgrupowanie samochodów
ciężarowych, a most na Sanie pod Jarosławiem zniszczony. Na pod-
stawie tego rozpoznania kolumnę zbombardowano o godz. 09.00 sześcio-
ma samolotami typu ,,Łoś" na odcinku szosy Łańcut — Przeworsk i Prze-
worek — Jarosław. Skuteczność bombardowania była dobra, zaobser-
wowano rozpraszających się z kolumny żołnierzy. W rejonie na zachód
od Jarosławia samoloty były ostrzeliwane przez niemiecką opl.
211 eskadra bombowa kpt. obs. Franciszka Omylaka z X dywizjonu
wysłała o godz. 17.00 ponownie na rozpoznanie jednego ,,Łosia” z za-
łogą ppor. obs. Edmunda Mrozowskiego. Niestety, samolot został nad
Pawłosiowem zaatakowany przez trzy niemieckie myśliwce „Messers-
29 Obawiając się okrążenia, oddział ppłk Wójcika wycofał się 12 września z lasu
pod Radawą za rzekę Lubaczówkę, na północ od tej miejscowości. Rano 13 września,
po bombrdowaniu niemieckim, nastąpił dalszy marsz lasami w kierunku na Oleszyce
dochodząc do m. Futory. Okazało się jednak, że są tam już Niemcy. Wobec tego
ppłk Wójcik skręcił w nocy z 13 na 14 września ku północy na Dzików. W nocy
z 14 na 15 września oddział ppłk Wójcika przeszedł przez Ułazów—Zamek za Tanew
do rej. Borowiec—Kozaki i następnie aż do 17 września kluczył w Puszczy Róża-
nieckiej. Wobec beznadziejnej sytuacji zniszczono sprzęt, a żołnierze rozeszli się
małymi grupami do domów. Podczas okupacji ppłk Wójcik walczył w szeregach A.K.
Rei. d-cy Grupy ,,Jarosław” ppłk J. Wójcika w zbiorach a tora.
30 11/40 pal ppłk Cudka w nocy z 11 na 12 września dotarł do Dzikowa (na płn.
od Oleszyc), a rano następnego dnia — do Cieszanowa. 12 września została zasko-
czona i rozbita w Narolu przez czołgi niemieckie 5 bateria por. Morawskiego.
W nocy z 12 na 13 września dowództwo dywizjonu, 4 bąteria por. rez. Jerzego
Łękawskiego i 6 bateria por. Kazimierza Bendzisza wymknęły się Niemcom odskaku-
jąc aż do Dubna, gdzie weszły w skład Grupy „Dubno” płk Stefana Hanki-Kuleszy.
1 bateria 60 dac kpt. Łyzickiego była rano 12 -września pod Lubaczowem. 14 września
nie mogąc się dalej posuwać piaszczystymi drogami, zniszczono sprzęt, a d-ca baterii
podobno odebrał sobie życie.
5 bateria 24 pal kpt. Bieleckiego skierowała się ku północy i w następnych dniach
dołączyła do 21 DPG z GO ,.Boruta” Rei. d-cy 4 bat. 40 pal, por. rez. J. Łękawskiego,
i d-cy Grupy „Jarosław", ppłk J. Wójcika, w zbiorach autora. Wł. Steblik — Armia
„Kraków” 1939, Warszawa 1975, s. 360.
chmitt Me-109” i zestrzelony. Z załogi uratowali się na spadochronach
tylko pilot podch. Stanisław Przywara i strzelec samolotowy, kpr. Józef
Zieliński. Zginęli śmiercią lotnika ppor. obs. Edmund Mrozowski i strze-
lec samolotowy, kpr. Edmund Kobyliński3I.
Również na południowym skrzydle obrony Przemyśla sytuacja była
bardzo ciężka. O świcie 11 'września niemiecki zmot. oddział pościgo-
wy „Wintergerst” z 1 DG rozpoczął marsz w dwóch kolumnach: pół-
nocną grupą „Lang”, przy której znajdował się dowródca dywizji, przez
Tyrawę Wołoską, Kuźminę, Wojtkową, Dobromil na Chyrów, a po-
łudniową grupą ,,Geiger” przez Olszanicę, Ustrzyki Dolne, Krościenko
na Chyrów. W południe po krótkiej, ale zaciętej walce grupa północna
,,Lang” opanowała Dobromil i ruszyła dalej na Chyrówr. Grupa połud-
niowa ,,Geiger” posuwała się bez oporu ze strony polskiej i w Chyro-
wie obie grupy pościgowe połączyły się. Po południu połączone grupy
zmot. oddziału pościgowego ,,Wintergerst” wyruszyły z Chyrowa drogą
przez Felsztyn, Czaple i po walce pod Dąbrówką około godz. 20.00
zajęły nie przygotowany do obrony przez stronę polską Sambor.
Wydzielony z grupy pościgowej oddział niemieckich motycykli-
stów wdarł się do Niżankowic zmuszając do wycofania mające tam
swoje stanowisko dowodzenia dowództwo GO „Południowej”. Następ-
nie oddział ten patrolował po osi Niżankowice — Przemyśl i Nowe
Miasto Przemyskie — Miżyniec siejąc zamęt na tyłach polskich
Elementy zmotoryzowane npla, które podeszły pod Przemyśl od
południa, zostały odpędzone pod Pikulicami ogniem artylerii. Dwa po-
jazdy wjechały na zaminowany odcinek szosy i wyleciały w powie-
trze S2.
Wobec sforsowania przez Niemców Sami na północ od Przemyśla
pod Jarosławiem, Radymnem oraz między Radymnem i Przemyślem,
a tym samym możliwością pojawienia się nieprzyjaciela od strony
wschodniej, gen. Chmurowicz był zmuszony zamknąć szosę na Lwów,
obsadzając odwodowym batalionem III/156 pp mjr Hajnosa przejścia
na Wiarze pod Przekopaną i zaminować odcinek szosy na wschodnim
brzegu rzeki.
Kiedy 11 września zarysowało się wyraźnie dwustronne oskrzydle-
nie Przemyśla od północy i południa, GO „Południowa” znajdowała się
w dalszym ciągu na zachód i południe od Przemyśla.
11 KDP stała przez cały dzień w rejonie Bachorza bez styczności
z nieprzyjacielem. Jedynie tylko pluton kolarzy 49 pp ppor. Edmunda
Szczota, wysłany na rozpoznanie przedpola rozbił pod B!azową oddział
niemieckiej 4 DLek., zdobywając ważne rozkazy operacyjne.
24 DP obsadzała powoli swój front obrony na wschód od Birczy na
razie bez kontaktu z nieprzyjacielem. Gros oddziałów dywizji znajdo- * 5
S1 Meldunek Brygady Bombowej do Nacz. Dow., Polskie Siły Zbrojne, t. I, cz. 3,
Londyn, 1959, s. 475. J. Pawlak — 211 esk. bomb., „Skrzydlata Polska" nr 3, 1977.
Ppor. obs. E. Mrozowski i kpr. E. Kobyliński są pochowani na cmentarzu w Tywonii
pod Pawłosiowem, Rei. ks. A. Jońca w zbiorach autora,
5i ReJ. gen. J. Chmurowicza w zbiorach autora. Także; B. K- — Niszczenia w czasie
wa/li pid Lubientem, ,.Belloną", nr 9, 1941, Londyn, s, 80.
wało się jednak jeszcze w marszu na przedpolu, ścierając się po drodze
z Niemcami. Wieczorem nadciągnęła niemiecka 2 DG, zajmując Birczę
i rozpoznając elementami wysuniętymi front obrony polskiej. Już po
zapadnięciu zmroku jakiś silniejszy oddział niemiecki natarł wzdłuż
szosy Bircza — Przemyśl, lecz został odparty, przy czym jego dowódca
dostał się do niewoli wraz ze wszystkimi rozkazami i meldunkami. Noc
minęła spokojnie. Dowódca dywizji, płk Schwarzenberg-Czerny, wystą-
pił do dowództwa GO „Południowej" z inicjatywą uderzenia skrzydło-
wego następnego dnia siłami 11 KDP na nieprzyjaciela związanego od
czoła obroną 24 DP. Gen. Łukoski wyraził zgodę na tę propozycję.
38 DPrez. stała od rana w rejonie Miżyńca i Husakowa bez stycz-
ności z nieprzyjacielem. Po południu odparto w Miżyńcu wypad nie-
mieckich motocyklistów, którzy pojawili się od strony Dobromila. Około
godz. 17.00 dywizja wyruszyła przez Husaków, Balice do wschodniej
części lasów Medyka, którą osiągnięto o świcie 12 września.
Jeszcze o godz. 20.00 poprzedniego dnia, tj. 11 września, przybył
kurier z dowództwa armii mjr Jan Wysoczański z rozkazem uderzenia
na Dobromil we współdziałaniu z GO „Południową". Wobec trudności
z zawróceniem kolumny po polnych drogach dowódca dywizji postano-
wił na razie kontynuować marsz, a na Dobromil zawrócić dopiero w no-
cy z 12 na 13 września. Dla uzgodnienia współdziałania został wysłany
do gen. Łukoskiego oficer operacyjny 38 DPrez., kpt. dypl. Jan Wollak.
Rozproszone oddziały 3 BG zbierały się przez cały dzień w rejonie
Stary Sambor, Spaś i okolicznych wsiach. Wieczorem nastąpił, pod na-
porem nieprzyjaciela, dalszy odwrót brygady na południe.
W tym czasie w Przemyślu panował bezład i zamieszanie Bom-
bardowane miasto płonęło, a brak Straży Pożarnej uniemożliwiał likwi-
dację ognia. Samoloty zrzucały ulotki wzywające do poddania. Więk-
szość stałych mieszkańców miasta opuściła Przemyśl, chroniąc się przed
nalotami do pobliskich wiosek. Pozostali kryli się po piwnicach i rowach
przeciwlotniczych. Rozpuszczeni więźniowie kryminalni rozbijali i rabo-
wali sklepy oraz mieszkania. Nieliczna kompania asystencyjna nie była
w stanie temu zapobiec.
Olbrzymim problemem były masy uciekinierów z zachodu oraz od-
pryski rozbitych oddziałów wojskowych. Ludzi tych trzeba było wyży-
wić i zaopatrzyć na dalszą wędrówkę w nieznane. Niepodobieństwem
było zatrzymywać ich w mieście, gdyż przy ogólnym braku wody,
spowodowanym suszą, groziło to wybuchem epidemii. Część pozostałego
Zarządu Miasta w wiceprezydentem Władysławem Baldinim czyniła
nadludzkie wysiłki w celu zapewnienia jakiego takiego zaopatrzenia
miasta. Wytworzyła się sytuacja wymagająca ścisłej współpracy Za-
rządu Miasta z dowództwem obrony. Jedną z najbardziej palących
spraw była konieczność uzyskania zezwolenia na wykorzystanie zapa-
sów z wojskowych magazynów żywnościowych intendentury w celu
kontynuowania działalności kuchni społecznych, które żywiły głodu-
jących, na co ostatecznie dowództwo wyraziło zgodę.
83 Rei. d-cy ob?śny 1’nseiftyśk, gen, J. Cbmufowicza, 'w zbiorach 'aufoia.
Dywersja niemiecka również nie próżnowała. Kpt. int. Lewicki
otrzymał telefonicznie, rzekomo z Komendy Miasta, rozkaz zniszczenia
wszelkich zapasów benzyny i owsa. O wykonaniu tegoż powiadomił
dowództwo obrony. Natychmiastowe śledztwo przeprowadzone przez
mjr int. Błahuta ujawniło, że otrzymany rozkaz był niestety dywersją.
Nic jednak nie mogło zmienić faktu, że tysiące litrów benzyny i kilo-
gramów owsa zostało zniszczonych.
W 10 Wojsk. Szpitalu Okręgowym zaczął zarysowywać się groźny
kryzys. Nieliczni lekarze rezerwy i mały personel pielęgniarski nie
mogli sobie dać rady ze wzrastającą ilością rannych i chorych żołnierzy
napływających ustawicznie z frontu oraz ludności cywilnej. Kto tylko
mógł z mieszkańców miasta, spieszył z pomocą, aby ulżyć ich doli34.
Przydzielony czasowo do obrony ppanc miasta dywizjon 1/5 pac
mjr Leśnikowskiego otrzymał o godz. 21.00 rozkaz zwinięcia stanowisk
ogniowych i przemaszerowania do Balic do dyspozycji 38 DPrez.
O godz. 23.00 dywizjon odmaszerował trasą Siedliska — Jaksmanice —
Popowice — Pleszowice — Nowosiółki — Balice, osiągając cel marszu
12 września o godz. 07.00 35.
Jakaś bateria niemiecka (być może z 45 DP) mająca stanowiska
ogniowe w rejonie Kosienic (11 km na płn.-zach. od Przemyśla) ostrze-
liwała systematycznie miasto. Nakazany przez dowódcę obrony Prze-
myśla, gen. Chmurowicza, i podjęty w nocy z 11 na 12 września wypad
celem jej zniszczenia nie miał, niestety, powodzenia, gdyż zaraz po
wyjściu na przedpole dostał się w silny ogień broni maszynowej i mu-
siał się wycofać. Stało się jasnym, że ktoś musiał Niemców uprzedzić
o zamierzonym wypadzie 36.
W związku z rozkazem dołączenia 96 pp ppłk Bogacza spod Pikulic
do swej dywizji batalion III/156 pp mjr Hajnosa przerzucono znad Wia-
ru do poaustriackiego fortu Nr IV ,,Optyń" z nowym zadaniem przejęcia
od 96 pp osłony Przemyśla od strony południowej.
Zamierzone o świcie 12 września przeciwnatarcie 11 KDP na nie-
miecką 2 DG pod Birczą zostało odwołane przez gen. Łukoskiego na
skutek nieporozumień rozkazodawczych37, po czym dywizja ta poma-
szerowała do Babic, gdzie zajęła przejściową obronę na zachód od tej
miejscowości. Po południu nawiązano styczność z czołowymi oddziałami
niemieckiej 7 DP posuwającymi się od strony Barycza. Do wieczora
nieprzyjaciel zajął Dubiecko i Nienadową, gdzie się zatrzymał. Po za-
padnięciu ciemności dywizja otrzymała rozkaz przemarszu do Krzywczy
84 Rei. chirurga 10 Wojsk. Szpitala Okręg, dr B. Zbozienia w zbiorach autora.
35 Rei. oficera zwiad. 1/5 pac, ppor. R. Rudczyńskiego, i d-cy 3 bat. 5 pac, por.
M. Bartoszyna. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie.
36 D-ca obrony Przemyśla, gen. J. Chmurowicz, pisze w swej relacji ,że termin
wypadu na baterię został zapewne zdradzony przez kpt. Homana, który — jak się
potem okazało — był na usługach niemieckiego wywiadu.
37 Nieporozumienie wynikło stąd, że dowództwo GO ,Południowej” otrzymało
rozkaz dowództwa armii z godzin południowych 11 września, nakazujący odejście
oddziałów Grupy do rejonu Przemyśla, natomiast nie otrzymało w ogóle drugiego
rozkazu z godzin popołudniowych, nakazującego wykonanie zwrotu zaczepnego na
nieprzyjaciela posuwającego się osią Sanok — Sambor.
i przygotowania obrony na wschód od tej miejscowości. Oderwano się
gładko od nieprzyjaciela i o świcie 13 września oddziały 11 KDP dotar-
ły do nakazanego rejonu przystępując do organizacji pozycji opóźnia-
jących.
24 DP toczyła od rana 12 września ciężki bój z niemiecką 2 DG na
wschód od Birczy nic nie wiedząc o odwołaniu natarcia 11 KDP. Po
południu, wobec silnego nacisku przeważających sił przeciwnika, wy-
cofano lewe skrzydło dywizji na wysokość Cisowej, a artylerię do
Rybotycz. Wieczorem nadszedł rozkaz z GO „Południowej" do odwrotu
na Przemyśl. Wycofano piechotę do rejonu Olszany, Rokszyce, Kruhel
Wielki, a artylerię z małą osłoną piechoty do rejonu Niżankowic.
W całodziennej walce dywizja poniosła bardzo wysokie straty, które
w artylerii doszły do 60%.
38 DPrez. stała o świcie 12 września w lesie na wschód od Medyki.
Około godz. 17.00 rozpoczęła ona marsz na Dobromil w celu współdzia-
łania z uderzeniem GO „Południowej" na nieprzyjaciela stwierdzonego
w tamtym rejonie. Po ujściu kawałka drogi poor. obs. Adam Łapa
z 26 esk. obs. zrzucił z samolotu rozkaz dowództwa armii „Małopolska",
nakazujący w ciągu bieżącej nocy osiągnąć rejon Mościsk. W tym poło-
żeniu bezzwłocznie zawrócono kolumny w kierunku wschodnim.
W ciągu 12 września, rozproszone przez zmot. oddział pościgowy
„Wintergerst" z niemieckiej 1 DG, oddziały 3 BG ściągały powoli do
rejonu Borynia, Skole, Turka. Dowódca brygady zadecydował zebrać je
w rejonie Turki dla reorganizacji.
X dywizjon z Brygady Bombowej bombardował tego dnia dwukrot-
nie sześcioma samolotami typu „Łoś" niemieckie kolumny zmot. 4 DIeK.
na odcinku Radymno — Krakowiec — Jaworów. W czasie akcji został
zestrzelony przez „Messerschmitty Me-109" jeden „Łoś" por. obs. Fran-
ciszka Kupidłowskiego z 211 eskadry bombowej. Cała załoga zginęła38.
Ta sama kolumna była również bombardowana pod Krakowcem
przez dwa samoloty typu „Karaś" z armijnej 31 esk. rozp. kpt. pil. Wi-
talisa Nikonowa. Także tutaj zanotowano straty. Jeden „Karaś" ppor.
obs. Leona Nowickiego został zestrzelony przez „Meserschmitty Me-109"
i załoga zginęła. W drugim samolocie został ranny dwukrotnie w rękę
ppor. obs. Stefan Szczepański39.
PRZKLOT DO PRZEMYŚLA GEN. SOSNKOWSKIEGO I NOWE ROZKAZ Y
Rankiem 13 września nowo mianowany dowódca Frontu Południo-
wego, gen. Sosnkowski, z płk dypl. Witoldem Morawskim, ppłk dypl.
Franciszkiem Demelem i ppłk dypl. Kazimierzem Wiśniowskim jako
ścisłym sztabem zostali przerzuceni z Biłki Szlacheckiej pod Lwowem
88 J. Pawlak: 211 esk. bomb., „Skrzydlata Polska", nr 3, 1977.
88 J. Pawlak: 31 esk. rozp., „Skrzydlata Polska", nr 36, 1977. Autor umieszcza
jednak tę akcję pod datą 13.IX.1939, Prawidłową datę zestrzelenia poda je. W. Zacz-
kiewicz — Lotnictwo polskie w kampanii wrześniowej 1939 r., Warszawa 1947, s. 248,
A. Kurowski — Lotnictwo polskie w 1939 roku, Warszawa 1962, s. 299 oraz komuni-
kat nr 12 OKW o położeniu na froncie 12.IX.1939. Vide—Wojna obronna Polski 1939.
Wybór źródeł. Warszawa 1968, s. 800.
czterema samolotami typu ,,R-XIIT' z 56 esk. obs. kpt. obs. Mariana
Sukniewicza do Hureczka pod Przemyślem, celem objęcia bezpośrednie-
go dowodzenia nad wojskami znajdującymi się w rejonie miasta. Na-
potkanym autobusem udano się do Przemyśla, gdzie w kasynie garnizo-
nowym znajdowało się dowództwo obrony miasta. Tam też zainstalowa-
no prowizoryczne stanowisko dowodzenia. Po zorientowaniu się na
miejscu w sytuacji gen. Sosnkowski udał się do Krasiczyna, aby w do-
wództwie GO ,,Południowej” zapoznać się ze stanem i położeniem pod-
ległych mu jednostek oraz wydać nowe rozkazy. Z raportów dowódców
dywizji okazało się, że stany liczebne piechoty są bardzo niskie. 11 KDP
miała około 2.500 ludzi, a 24 DP, po ciężkim boju poprzedniego dnia pod
Birczą, około 1.500. Stany artylerii były stosunkowo znacznie wyższe,
zwłaszcza artylerii 11 KDP. Tutaj dopiero wyjaśniła się sprawa niedoj-
ścia do skutku zwrotu zaczepnego 11 KDP na niemiecką 2 DG pod Birczą.
Najważniejszą teraz sprawą było skupienie wojsk w celu rozpoczę-
cia forsownego marszu przez Przemyśl na Lwów. Dotyczyło to specjal-
nie 11 KDP, wysuniętej najbardziej na zachód pod Krzywczą i toczącej
walkę z niemiecką 7 DP. Dowódca dywizji płk dypl. Prugar-Ketling
otrzymał rozkaz nieangażowania się zbytnio, a ograniczenia się tylko
do akcji opóźniającej. Jeszcze w nocy z 13 na 14 września dywizja
miała przemaszerować do rejonu Medyki i ubezpieczyć się od strony
północnej. 24 DP miała przejść również marszem nocnym do rejonu na
południe od Siedlisk i ubezpieczyć się od strony południowej. Jako
uzupełnienie miała dywizja otrzymać batalion III/156 pp mjr Hajnosa
i czołgi rozpoznawcze TK.
Wszystkie oddziały, przechodząc przez Przemyśl, miały uzupełnić
żywność i amunicję z zapasów znajdujących się na miejscu.
Pisemne potwierdzenie wydanych ustnie rozkazów przekazano
dywizjom wieczorem.
Wobec pojawienia się pod Krasiczynem patroli niemieckich do-
wództwo GO ,,Południowej” przeniosło się do Przemyśla.
Zadanie obrony Przemyśla pozostało bez zmian. Gen. Chmurowicz
przeszedł do dyspozycji gen. Sosnkowskiego, a obronę miasta przejął
jego z-ca ppłk Matuszek. Otrzymał on rozkaz wycofania załogi Zasania,
po przejściu 11 KDP, na główną pozycję oporu na prawym brzegu Sanu
wysadzając mosty i wieczorem, opuścić wschodnią część miasta dążąc
do połączenia się z głównymi siłami zgrupowania w rejonie Mościsk.
Obrona miasta, spełniająca rolę straży tylnej całego zgrupowania, miała
zostać wzmocniona jednym batalionem piechoty i baterią artylerii lek-
kiej z 11 KDP. W dziedzinie zaopatrzenia miano zabrać z magazynów
przemyskich, ile się da, żywności i amunicji, załadować do pociągu
kierując go na Mościska. Stanowisko dowodzenia gen. Sosnkowskiego
miało być przeniesione na dzień 14 września do Balic.
W ciągu 13 września wycofano z Przemyśla na Lwów improwizo-
wanymi zaprzęgami artylerię ciężką pod dowództwem płk Bokszczanina,
a do 24 DP odeszły plutony czołgów rozpoznawczych TK.
Wycofanie artylerii w dzień było poważnym błędem. Jej kolumna
została wykryta przez lotnictwo niemieckie na szosie pod Szechyniami
i silnie zbombardowana, tracąc sprzęt, amunicję, około 60 ludzi zabitych
i rannych oraz około 50% zabitych koni. Ponowny nalot, pomimo ukry-
cia się w lesie, przyniósł dalsze straty w ludziach i sprzęcie. Reszta, po
uporządkowaniu, ruszyła dalej i pod Sądową Wisznią dołączyła do 38
DPrez 40.
Kiedy w Krasiczynie wydawano rozkazy, niemiecka 45 DP gen.
Materny przekraczała San pod Jarosławiem. Po południu wysłała ona
pod Łętownię oddział wydzielony w składzie dywizyjnego 45 Oddziału
Rozpoznawczego i 45 Oddziału Przeciwpancernego z zadaniem odcięcia
odwrotu oddziałom polskim walczącym pod Krzywczą oraz wsparcia
7 DP w ataku na Przemyśl. Obsadzające Łętownię patrole ubezpieczają-
ce z załogi Przemyśla (być może z batalionu improwizowanego 39 pp
kpt Wylęgały) przyjęły walkę z przeważającym nieprzyjacielem, lecz
straciwszy dwa KM rozbite ogniem bezpośrednim działek plot 20 mm
wycofały się na pozycje obrony swego batalionu 41. Niemcy obsadzili
wieś i wzgórze z poaustriackim fortem VIII ,,Łętownia", panujące nad
drogą z Krzywczy do Przemyśla. Rychło nastąpiło starcie z kompanią
zwiadowców 49 pp por. Kazimierza Buryły, wysłaną po południu z 11
KDP dla nawiązania łączności z Przemyślem i zabezpieczenia mostu
drogowego na Sanie przed ewentualnym przedwczesnym wysadzeniem.
Por. Buryło wysłał bezzwłocznie meldunek do dowódcy dywizji o nie-
oczekiwanym spotkaniu, utrzymując kontakt z nieprzyjacielem aż do
podejścia własnych sił głównych 42.
W tym czasie 38 DPrez. ugrupowała się obronnie w rejonie Mościsk
bez styczności z nieprzyjacielem. Wieczorem dywizja, do której dołą-
czyły już dywizjon 1/5 pac mjr Leśnikowskiego spod Siedlisk i dywizjon
1/6 pac mjr Reguły spod Medyki, rozpoczęła marsz na Sądową Wisznię.
24 DP spędziwszy dzień 13 września w rejonie na południe i wschód
od Przemyśla marszem nocnym z 13/14 września przesunęła się do rejo-
nu Tyszkowice, Boratycze, Chodnowice, Popowice. Od godzin południo-
wych toczyła ona ciężki i krwawy bój z przeważającymi siłami niemiec-
kiej 2 DG, które nadeszły od Niżankowic. Wieczorem dywizja oderwała
się od nieprzyjaciela i ruszyła przez płonący Husaków na Mościska.
REORGANIZACJA OBRONY PRZEMYŚLA
W związku z rozpoczęciem marszu na Lwów zgrupowania gen.
Sosnkowskiego nastąpiła w nocy z 13 na 14 września reorganizacja obro-
ny Przemyśla, mająca przede wszystkim na celu wzmocnienie odsłonię-
tego południowego skrzydła obrony miasta, gdzie z fortu Nr IV „Optyń"
40 Rei. d-cy 3 bat. 155 mm z OZ art. cięż, nr 4 ogn., podch. W. Bilińskiego, oraz
adiutanta 155 pp, kpt. M. Karczmarczyka. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Wł. Sikorskiego
w Londynie.
41 R. Gschbpf — Mein Weg mit der 45. Inf. Div., Linz, 1955, s. 58. Także Siegler v.
— Luitsieg uber Poten, Berlin 1940, s. 117.
42 Jednakże d-ca batalionu impr. 39 pp, kpt. Fr. Wylęgała, nic nie wspomina
w swej relacji o tej walce. Por. rei. kpt. Fr. Wylęgały. Arch. Instyt. Hist. im. Gen-
Wł. Sikorskiego w Londynie,
Mjr. Stanisław Młyński — do-
wódca batalionu 11/53 pp. z
11 K.D.P. z załoqi obrony Prze-
myśla. (Poległ 17.IX.1939 r. w
Lasach Janowskich).
Por. rez. mgr Bronisław Tym-
czyński — dowódca 4 kompanii
53 pp. z 11 KDP (W obronie
Przemyśla).
pod Pikulicami został wycofany na Tyszkówice batalion III/156 pp mjr
Hajnosa z rozkazem dołączenia do 24 DP 43.
Obsadzający dotychczas zachodni odcinek obrony pod Ostrowem
batalion improwizowany 39 pp kpt. Wylęgały, na rozkaz ppłk Matuszka
przekazał osłonę strażom tylnym 11 KDP i pod osłoną ciemności wy-
cofał się przez most do wschodniej części miasta, obsadzając o świcie
14 września linię szosy na Dobromil, wyłącznie przez Zniesienie i Pod-
zamcze, do szosy na Krasiczyn włącznie. Batalion ten otrzymał rozkaz
trzymania Zniesienia i Podzamcza za wszelką cenę. Wzmocniono go
dwoma działonami 1 baterii 50 dal kpt. Dośli.
Batalion improwizowany 39 pp kpt. Szutta został przesunięty na
południowo-wschodni i południowy skraj Przemyśla, obsadzając odcinek
od koszar 22 pal przy ulicy Mickiewicza do szosy na Dobromil w rejo-
nie cmentarza przy ulicy Słowackiego włącznie. Jego 7 kompania por.
rez. Tomasza Sajdłowskiego miała na prawo łączność z lewoskrzydłową
2 kompanią ppor. Jerzego Górkiewicza z batalionu improwizowanego
39 pp kpt. Wylęgały. Do dyspozycji batalionu oddano jeden działon
1 baterii 50 dal znajdujący się przy bramie fortecznej na Pikulice (koło
cmentarza).
Linię Sanu w rejonie mostu drogowego i kolejowego obsadził rano
14 września batalion 11/53 pp mjr Stanisława Młyńskiego, wzmocniony
4 baterią 11 pal kpt. Józefa Dembińskiego i armatami ppanc. Dowódca
batalionu położył główny nacisk na zorganizowanie obrony niewysa-
dzonego mostu kolejowego, powierzając to zadanie prawoskrzydłowej
6 kompanii kpt. Michała Michalskiego. Obronę rejonu, przewidzianego
do wysadzenia mostu drogowego organizowała 5 kompania por. Stani-
sława Ruchalskiego. W odwodzie na Zamku pozostawiono na razie
4 kompanię por. rez. mgr Bronisława Tymczyńskiego, ale w ciągu dnia
weszła ona do akcji przedłużając lewe skrzydło obrony batalionu. Doj-
ścia do mostów zamknęła ogniem 2 kompania KM 53 pp por. Alfreda
Lwa ze stanowiskami ogniowymi przeważnie w nadbrzeżnych budyn-
kach. Działon 1 baterii 50 dal mający stanowisko ogniowe w rej. Tar-
gowicy pozostał do dyspozycji 6 kompanii 53 pp.
Nie wiadomo, gdzie miał stanowiska bojowe batalion improwizowa-
ny 67 pp kpt. Sordyla, do którego działań brak źródeł.
Obronę na prawym brzegu Sanu miały następnie wzmocnić dwa
bataliony obsadzające na razie Zasanie.
PRZEBICIE SIĘ 11 KDP POD ŁĘTOWNIĄ DO PRZEMYŚLA
Tymczasem 11 KDP stoczywszy w ciągu 13 września krwawą, ale
skuteczną walkę opóźniającą z 7 DP pod Krzywczą, oderwała się pod
wieczór od nieprzyjaciela i ruszyła na Przemyśl. Kiedy w nocy z 13 na
14 września czołowy 49 pp ppłk dypl. Karola Hodały minął Wapowce,
43 Batalion III/156 pp nie dotarł jednak do 24 DP, gdyż rano 14 września został
dopadnięty w lesie miżynieckim przez niemiecką 2 DG i po walce rozproszony. Posz-
czególne grupy ruszyły następnie na Mościska, gdzie dołączyły do innych oddziałów
własnych. Rei. d-cy 7 komp. 156 pp, por. M. Didyka. Arch. Instyt. Hist. im. gen. Wł.
Sikorskiego oraz obserwatora 9 komp. 156 pp, kpr. podch. E, Witkowskiego, w zbio-
rach autora.
otrzymał od razu silny ogień niemieckich karabinów maszynowych
t działek plot strzelających na wprost. Wobec takiego stanu rzeczy
dowódca dywizji dał rozkaz jak najszybszego zdobycia Łętowni i otwar-
cia drogi do Przemyśla. Bezzwłocznie rozwinięto w tyraliery batalion
III/49 pp .mjr Mieczysława Stecewicza, a pluton artylerii piechoty 49 pp
por. Władysława Bielińskiego ogniem na wprost z szosy zmusił do mil-
czenia nieprzyjacielskie punkty ogniowe, umożliwiając tym samym
własnej piechocie podejście na odległość szturmową. Niemcy nie wy-
trzymali nielubianego uderzenia na bagnety i po krótkiej walce zostali
wyrzuceni z miejscowości. Zdołali oni jednak wycofać w trakcie walki
część swego sprzętu44. Zdobyto na nieprzyjacielu ważne dokumenty.
Droga do Przemyśla stanęła otworem. Podjęto natychmiast dalszy marsz
i około północy 11 KDP weszła do miasta. Dowódca dywizji zameldował
się w kasynie garnizonowym u gen. Sosnkowskiego, któremu zdał krót-
kie sprawozdanie z boju pod Łętownią. Otrzymał rozkaz wydłużenia
marszu do rejonu Mościsk. Po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu za-
pasów żywności, papierosów oraz amunicji, o świcie 14 września wy-
ruszono szosą na Medykę. Artyleria dywizyjna pobrała amunicję z po-
ciągu wycofanego z Przemyśla na stacji Szechynie. Jak już była o tym
mowa, w celu wzmocnienia obrony Przemyśla, wydzielono ze składu
11 KDP, na rozkaz gen. Sosnkowskiego, batalion 11/53 pp i 4 baterię
11 pal oraz część armat ppanc. Pododdziały te weszły pod rozkazy
ppłk Matuszka.
W nocy trwały tylko utarczki z patrolami niemieckimi.
BÓJ O PRZEMYŚL I PLANOWE WYCOFANIE JEGO ZAŁOGI
DO REJONU MOŚCISK
Wcześnie rano 14 września gen. Sosnkowski ze swym sztabem
opuścił Przemyśl udając się na nowe stanowisko dowodzenia do Balic.
Dowództwo niemieckiej 14 armii zamierzało w dniu 14 września
przede wszystkim zniszczyć działaniem swych prawoskrzydłowych
dwóch korpusów, tj. XVIII KA i części XVII KA, siły polskie w rejonie
Przemyśla i opanować to miasto, a następnie dopiero skierować atak
na Lwów 45.
Już rano 14 września około godz. 07.00 pojawiła się od strony
Krzywczy niemiecka 7 DP starając się wedrzeć do miasta natarciem
wprost z marszu. Kolumna jej została jednak ostrzelana gęstym ogniem
broni maszynowej i artylerii z dominujących wzgórz, wskutek którego
natarcie załamało się 46. Opanowanie więc Przemyśla wstępnym bojem
nie powiodło się.
44 Siegler v. — Luitsieg uber Polen, Berlin 1940, s. 118.
4ł N. Vormann — Der Feldzug 1939 in Polen, Weissenburg 1958, s. 14G.
4* W straży przedniej 7 DP znajdował się również samochód z dowódcą 7 bata-
lionu pioinierów, ppłk Ullerspergerem, który otrzymał rozkaz uchwycenia mostów
na Sanie w stanie nieuszkodzonym. W wyniku otrzymanego ognia towarzyszący mu
oficer został zabity, a adiutant ciężko ranny. Dzięki natychmiastowemu zawróceniu
samochodu dowódca batalionu pionierów wyszedł cało. Por. VII AK — Wir zogen
gegen Polen, Miinchen 1940, s. 83.
Napotkany opór zmusił dowódcę dywizji gen. Ott do rozwinięcia
czołowego 62 pp gen. Langa wspartego artylerią dywizyjną, celem
przeprowadzenia regularnego natarcia na miasto.
Jednocześnie z kierunku północnego rozwinęło się natarcie Od-
działów Wydzielonych z 45 DP i przypuszczalnie 44 DP na stanowiska
Mjr Henryk Dyduch — do-
wódca batalionu improwizowa-
nego 39 pp. z załogi obrony
Przemyśla.
batalionu improwizowanego 39 pp mjr Dyducha 47. Pomimo ponawianych
tam kilkakrotnych ataków pozycje zostały utrzymane bez konieczności
interwencji odwodowej 6 kompanii por. Leszka Winiarskiego 48.
Około godz. 10.00 batalion marszowy 38 pp bez jego dowódcy kpt.
Komana oraz batalion improwizowany 39 pp mjr Dyducha wycofano za
San, po czym wysadzono most drogowy. W momencie niszczenia mostu
47 N. Vormann — Der Feldzug 1939 in Polen, Weissenburg 1958, s. 146. Nato-
miast R. M. Kennedy — The German Campaign in Polancl (1939), Washington 1956,
s. 108 podaje następującą wzmiankę o walkach: „Dalej na zachód w Przemyślu Polacy
stawiali zacięty opór. Elementy kilku dywizji musialy być zwolnione od innych za-
dań, aby wykonać natarcie na obronę Przemyśla". Polskie Siły Zbrojne, t. I, cz. 3,
Londyn 1959, s. 520 nic nie wspominają o udziale Oddz. Wydz. 44 DP w walce o Prze-
myśl.
48 Rei. d-cy 8 komp., por. L. Winiarskiego, z batalionu improw. 39 pp mjr H. Dy-
ducha. Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie.
Por. Krauze — dowódca patro-
lu minerskiego mostu drogo-
wego na Sanie w Przemyślu.
rozpoczął się z Winnej Góry słaby ogień nieprzyjacielskiej artylerii
i silny ogień broni maszynowej, od którego poległ ppor. sap. Henryk
Bolimowski z patrolu minerskiego mostu.
Mjr Dyduch obsadził swym batalionem przedmieście Wilcze wzdłuż
wałów ziemnych poaustriackich umocnień wewnętrznych naprzeciw
Buszkowie do koszar 22 pal przy ulicy Mickiewicza. Na prawo miał on
łączność z 9 kompanią por. rez. Osierdy z batalionu improwizowanego
39 pp kpt. Szutta, a na lewo koło Rzeźni z 6 kompanią 53 pp kpt. Mi-
chalskiego.
Nie wiadomo, w jakim rejonie zajęły stanowiska resztki batalionu
marszowego 38 pp 49.
Ppłk Matuszek przeniósł swoje stanowisko dowodzenia do kasyna
garnizonowego przy ulicy Grodzkiej.
Około południa niemiecka 7 DP i Oddziały Wydzielone zajęły
opuszczone Zasanie. Po przygotowaniu artyleryjskim i ostrzelaniu z
41 Batalion marsz. 38 pp wycofał się za San bez swego dowódcy kpt. R. Ko-
mana, który został na Zasaniu i nawiązał kontakt z Niemcami. Wg relacji powojennej,
kpt. Homan za współpracę z Gestapo miał zostać skazany przez polskie władze pod-
ziemne na śmierć i zastrzelony przez żołnierzy A. K. na dworcu kolejowym w Jaśle
w 1944 roku. Rei. d-cy batalionu asystencyjnego DOK Nr X, kpt, A. Racięskiego.
Arch. Instyt Hk-t. im. Gen, ’Wł, Sikojskicgo w Londynie.
moździerzy stanowisk polskich, ruszyło natarcie trzech batalionów 62 pp
gen. Langa na wschodnią część miasta.
W centrum uderzył na rejon niewysadzonego mostu kolejowego
batalion 11/62 pp ppłk Streila, lecz został odrzucony ogniem batalionu
U/53 pp mjr Młyńskiego, działonu 1 baterii 60 dal, 4 baterii 11 pal oiaz
armat ppanc.
Na lewym północnym skrzydle silny oddział batalionu 1/62 pp ppłk
Burcky sforsował San pod Buszkowicami. W tej sytuacji dowódca ba-
talionu improwizowanego 39 pp mjr Dyduch dał rozkaz swej odwodowej
6 kompanii por. Winiarskiego wykonania przeciwuderzenia i wyrzu-
cenia nieprzyjaciela za San. Kompania znajdująca się na forcie po-
austriackim Ńr XX „Przekopana" koło ujeżdżalni koni 22 pal rozwi-
nęła się natychmiast pod ogniem nieprzyjacielskiej artylerii, lecz
uderzenie trafiło w próżnię, gdyż Niemcy zostali już wybici ogniem
kompanii KM 30.
Tymczasem na skrzydle południowym batalion III/62 pp przeszedł
około godz. 11.00 pod ogniem San pod Ostrowem, zajął Prałkowce,
Kruhel Wielki, Kruhel Mały i Zielonkę, następnie natarł w dwóch rzu-
tach na Zniesienie i Podzamcze obsadzone przez batalion improwizo-
wany 39 pp kpt. Wylęgały. Odrzucono go głównie ogniem broni ma-
89 Rei. d-cy 6 kemp.. por L Winiarskiego, z batalionu imprcw. 39 pp mjr H, Dy-
ducha- Arch. Instyt. Hist. im. Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie.
Ppor. Piotr Kurek — dowódca
4 kompanii batalionu improwi-
zowanego 39 pp. mjr Henryka
Dyducha w obronie Przemyśla.
Kpt. Franciszek Wylęgała —
dowódca batalionu improwizo-
wanego 39 pp. z załogi obrony
Przemyśla. Ranny 14 września
na Zniesiomiu.
Kpr Jan Jaskóła — działono-
wy w 1 baterii 50 dywizjonu
artylerii lekkiej. Ranny 14.IX.
1939 r. na Zniesieniu w obronie
Przemyśla.
(Zdjęcie z 1944 r.)
szynowej i moździerzy kompanii KM ppor. Mariana Kadleca, który
spisał się znakomicie, ale stracił od ognia artylerii trzy karabiny ma-
szynowe z obsługami. Nieprzyjaciel miał przeszło 150 zabitych i ran-
nych. Własne straty wyniosły 32 zabitych i 52 rannych. W czasie
walki poległ doskonały dowódca plutonu KM, sierż. podch. Kazimierz
Sokół51. Po tym pierwszym niepowodzeniu, artyleria 7 DP położyła
około godz. 15.00 ponownie silny ogień na Zniesienie, pod którego
przykryciem batalion III/62 pp zbliżył się na odległość szturmową do
stanowisk batalionu improwizowanego 39 pp. Wobec powagi sytuacji
dowódca batalionu, kpt. Wylęgała, poprowadził osobiście do kontrataku
1 kompanię por. Józefa Przybylskiego i 2 kompanię ppor. Jerzego Gór-
kiewicza, zatrzymując po ciężkiej walce wręcz nieprzyjaciela i odrzu-
cając go na pozycje wyjściowe. Straty batalionu były jednak znowu
poważne wynosząc 36 zabitych i 45 rannych, w tym ciężko ranny
w brzuch kpt. Wylęgała52 *. Uszkodzone zostało jedno działo 1 baterii
51 Rei. d-cy batalionu impr. 39 pp, kpt. Fr. Wylegoły. Arch. Instyt. Hist. im. Gen-
Sikorskiego w Londynie.
52 Dzięki natychmiastowemu wyniesieniu z pola walki przez żołnierzy i pomyślnej
operacji w 10 Wojsk. Szpit. Okre.g., przeprowadzonej przez znakomitego chirurga
dr B. Żbozienia, kpt. Wylęgała został uratowany. Po wyleczeniu przedostał się on do
Rumunii, a potem na Zachód, gdzie walczył w P.S-Z. Zmaił w Londynie 23, VI 1973 1.
50 dal. Ranny został d-ca baterii, kpt, Dośla, działonowy kpr, Jan Ja-
skóła i kanonierzy z obsługi działa. Wobec zranienia i odtransporto-
wania do szpitala dowódcy, batalion objął dowódca 1 kompanii por.
Przybylski. Straty niemieckie były też wysokie. Do nocy na tym od-
cinku panował już spokój. W nocy batalion III/62 pp wzmocniono jego
obwodową 10 kompanią.
Nieprzyjaciel bez powodzenia nacierał również od strony południo-
wej na stanowiska batalionu improwizowanego 39 pp kpt. Szutta, który
odrzucił wprawdzie Niemców i utrzymał swoje pozycje, ale stracił
około 54 zabitych i kilkudziesięciu rannych.
W rejonie mostu kolejowego batalion 11/53 pp mjr Młyńskiego
odparł trzy natarcia niemieckie nie dopuszczając do sforsowania Sanu.
Straty batalionu były też znaczne, zwłaszcza w 6 kompanii kpt. Mi-
chalskiego, okopanej główniej na wale rzecznym za elektrownią i Tar-
gowicą oraz 4 kompanii por. rez. mgr Tymczyńskiego na Podzamczu
i Zamku.
Po południu do sztabu gen. Sosnowskiego w Balicach dotarł mel-
dunek o ciężkiej walce załogi Przemyśla. Wiadomość ta zaniepokoiła
mocno gen. Sosnkowskiego. Obawiając się niepotrzebnego zniszczenia
pozostawionych w mieście jednostek osłonowych, wysłał on do Prze-
myśla gen. Rudolfa Dreszera z zadaniem zbadania sytuacji na miejscu
i upoważnił go do ewentualnego wcześniejszego wycofania załogi, na-
wet w ostateczności jeszcze przed zmrokiem, gdyby sytuacja tego wy-
magała. Obrona miasta trzymała się jednak dobrze i do wcześniejszego
wycofania się oddziałów nie doszło 53.
W nocy z 14 na 15 września oddziały obrony Przemyśla, zgodnie
z rozkazem, wycofały się z miasta w kierunku na Mościska, a mosty
na Wiarze pod Przekopaną i Krównikami zostały nad ranem 15 wrześ-
nia wysadzone 34.
Dzięki ofiarności kolejarzy przemyskich udało się naprawić tory
i wyprowadzić z Bakończyc na Medykę pociąg z zaopatrzeniem, z któ-
rego — jak już była o tym mowa — artyleria 11 KDP pobrała rano 14
września amunicję na stacji Szechynie. Pociąg ten, wobec zniszczenia
torów7 na wschód od Szechyń, został następnie spalony na rozkaz ppłk
dypl. Adama Paszkowskiego z dowództwa obrony Przemyśla * 55 * *.
15 września około godz. 07.00 niemiecki batalion 11/62 pp wkroczył
do opuszczonej przez oddziały polskie wschodniej części miasta 5S.
7 DP pozostawiając w Przemyślu 62 pp dla ,,oczyszczenia" miasta,
pomaszerowała swym gros przez Radymno, Krakowiec na Jaworów.
Również Oddziały Wydzielone wspierające 7 DP otrzymały rozkaz
dołączenia do swych dywizji.
Jak już podano wyżej, straty wśród obrońców Przemyśla były
bardzo wysokie. Zginęły też 62 osoby cywilne 37
58 Polskie Siły Zbrojne, t. I, cz. 3, Londyn 1959, s. 517—518.
34 Rei. por. J. Wawrzyńskiego z OZ sap. Nr 4. Arch. Instyt. im. Gen. Wł. Sikor-
skiego w Londynie.
55 Rei. oficera sztabu obrony Przemyśla, kpt. J. Biarskiego. Arch. Instyt. Hist.
im. Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie.
VII A.K. — Wir zogen aegen Polen. Muncłwn 1940. «. 87.
Pismo Nr 326 z 1l.XH.l94h Akta P.CK. — Woj. Arch. Państw. Przemyśl.
W chwili wkroczenia Niemców do miasta liczba rannych żołnie-
rzy w lO Wojsk. Szpitalu Okręgowym wynosiła 2.000, a w szpitalu
powszechnym na Zasaniu 101 58. Oczywiście, że znaczny procent z tej
liczby stanowili żołnierze przywiezieni do Przemyśla z innych rejonów
walk.
Także i Niemcy mieli bardzo poważne straty, których nie zdołali
uzupełnić przed decydującą rozgrywką, która już w najbliższych dniach
nastąpiła pod Lwowem.
ZAKOŃCZENIE
Załoga Przemyśla wykonała swoje zadanie wyznaczone jej przez
dowódcę armii „Małopolska" i dowódcę Frontu Południowego, gdyż
zabezpieczyła miasto w fazie działań GO „Południowej" pod Przemy-
ślem przed wtargnięciem doń niemieckich sił pancerno-motorowych
z północy oraz piechoty z południa. Dlatego też kiedy 14 września, na-
wet pomimo dwustronnego oskrzydlenia, ale kosztem dużych strat, wy-
pełniła ona zadanie straży tylnej zgrupowania, gen. Sosnkowski zarzą-
dził wycofanie oddziałów obrony Przemyśla do rejonu Mościsk, gdzie
dołączyły one do 11 KDP i 24 DP.
Wskutek natomiast braku łączności i trudności w terminowym prze-
kazywaniu rozkazów Naczelnego Wodza do gen. Sosnkowskiego nie
stał się Przemyśl izolowanym przedmościem, które wuaz ze Lwowem
miało bronić dostępu do organizowanego,,przyczółka rumuńskiego"
i przez który miały tam spływać wojska wycofujące się ze środkowej
Polski. Gen. Sosnkowski wraz ze swym zgrupowaniem poszedł na Są-
dową Wisznię — Lwów, a rozkaz powyższy dotarł do niego drogą lotni-
czą dopiero 17 września, jako niemożliwy już do wykonania 59 60.
Z literatury niemieckiej, zarówno okresu wojennego jak i po-
wojennego, 'wynika, że mając na uwadze rolę, jaką twierdza przemy-
ska śpełriiia w pierwszej wojnie światowej, Niemcy obawiali się po-
ważnie Przemyśla, przeceniając znacznie jego umocnienia i liczebność
załogi6<l.
Fakty te świadczą dobitnie, jak wielką rangą obdarzyła historia
Przemyśl, przed którym wróg doskonale uzbrojony i wyposażony, dy-
sponujący olbrzymią przewagą, musiał zachować należyty respekt,
utrzymywany do dnia dzisiejszego.
58 Pismo Nr 70/41 z 31.V.1941. Akta P.C.K. — Woj. Arch. Państw. Przemyśl.
59 Rozkazem tym były „Wskazówki ogólne do działania w Małopołsce Wschod-
niej" wydane przez Nacz. Dow. 13.IX.1939 we Włodzimierzu Wołyńskim. Por. Polskie
Siły Zbrojne, t. I. cz. 3, Londyn 1959, s. 528—529. Doręczył go 17.IX.1939 na zachód
od Janowa ppor. pil. II. Dudwał ze 113 esk. myśl. Meldunek gen. S. Ujejskiego do
Nacz. Dow. z rozpoznania Brygady Pościgowej w dniu 17.IX.1939. Polskie Siły Zbrojne,
t. I, cz. 4 (maszynopis). Także J. Pawlak — Brygada Pościgowa — alarm. Warszawa
1977, s. 222—223.
60 VII A. K. — Wir zogen gegen Polon, Miinchen 1940, s. 82—83. N. Vormann —
Der Fcldztig 1939 in Pglen, Wcisscnburg, 1958, s. 107, 146. R. Gsrhopf — Mo/n Weg
mil der 45. Inl. Div,, Lnlz 1955, s. 58.
WYKAZ SKRÓTÓW
art. cięż. artyleria ciężka
art. lek. artyleria lekka
art. plot. artyleria przeciwlotnicza
BG Brygada Górska
BKzmot. Brygada Kawalerii zmotoryzowanej
dac dywizjon artylerii ciężkiej
dal dywizjon artylerii lekkiej
DOK Dowództwo Okręg. Korpusu
DP Dywizja Piechoty
DPG Dywizja Piechoty Górskiej
DG Dywizja Górska
DPLeg. Dywizja Piechoty Legionów
DPanc. Dywizja Pancerna
DLek. Dywizja Lekka
dypl. dyplomowany
gen. generał
GISZ Główny Inspektorat Sil Zbrojnych
GO Grupa Operacyjna
impr. improwizowany
KA Korpus Armijny
KDP Karpacka Dywizja Piechoty
kpt. kapitan
kpr. kapral
KM Karabin Maszynowy
mjr major
m. miejscowość
Nacz. Dow. Naczelne Dowództwo
npl nieprzyjaciel
Oddz. Wydz. Oldział Wydzielony
opl obrona przeciwlotnicza
OKW Oberkommando Der Wehrmacht (Naczelne Dowództwo:
ogn. ogniomistrz
ON Obrona Narodowa
obs. obserwator
oz Ośi odek Zapasowy
OK Okręg Korpusu
podch. podchorąży
ppanc. przeciwpancerny
pil. pilot
płk pułkownik
ppłk podpułkownik
por. rez. porucznik rezerwy
ppor. podporucznik
PP pułk piechoty
p. uł. pułk ułanów
PSP pułk strzelców podhalańskich
psk pułk strzelców konnych
pal pułk artylerii lekkiej
pac pałk atrylerii ciężkiej
rtm. rotmistrz
st. sierż. starszy sierżant
st. insp. starszy inspektor
esk. rozp. eskadra rozpoznawcza
esk. obs. eskadra obserwacyjna
BIBLIOGRAFIA
1. Materiały źródłowe
Ministerstwo Spraw Wojskowych, „Rocznik Oficerski" 1932, Warszawa
„Piechota Polska" 1939—1945, nr 16, Londyn, 1974.
Tymczasowy wykaz poległych w czasie kampanii jesiennej 1939 w Polsce, Londyn,
1941.
Wojna obronna Polski. Wybór źródeł, Warszawa, 1968.
Relacje uczestników z Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie i Archiwum
Instytutu Hist. im. Gen. Wł. Sikorskiego w Londynie oraz zbiorów własnych.
2. Literatura
R. DALECKI: Oblężenie twierdzy przemyskiej 1914—1915, „Nowy Nurt", nr 43/1958.
R. DALECKI: Bój pod Łętownia, „Życie Przemyskie", nr 37/1968.
R. DALECKI: Walki w rejonie Przemyśla i obrona miasta we wrześniu 1939, „Wojsk.
Przegl. Hist.", nr 3/1965.
R. DALECKI: Skład i działania Armii Karpaty" w pierwszym okresie kampanii wrze-
śniowej 1—6.IX 1939, „Rocznik Przemyski", t. XI'1967.
R. DALECKI: Działania Armii „Małopolska" w drugim okresie kampanii wrześniowej
7—11.IX 1939, „Rocznik Prezmyski", t. XH/1968.
R. DALECKI: Udział jednostek garnizonu przemyskiego w działaniach wojennych
1939 roku, „Rocznik Przemyski", t. XVII—XVIII/1976—-1977.
L. GALSTER: Księga pamiątkowa artylerii polskiej 1914—1939. Londyn, 1975.
A. GILEWICZ: Twierdza Przemyśl w XIX i XX w. „Rocznik Przemyski", t. XII/1968.
L. GŁOWACKI: Działania wojenne na Lubelszczyźnie w roku 1939. Lublin, 1976.
R. GSCHOPF: Mein Weg mit der 45. Ini. Div. Linz 1955.
H. HEIDEN: Bollwerk am San. Schicksal der Festung Przemyśl. Berlin 1940.
R. M. KENNEDY: The German Campaign in Poland (1939). Washington 1956.
E. KOZŁOWSKI: Wojsko Polskie 1936—1939. Warszawa 1974.
M. KUKIEŁ: Dzieje Polski porozbiorowe 1795—1921. Londyn 1961.
A. KUROWSKI: Lotnictwo Polskie w 1939 roku. Warszawa 1962.
H. LANZ: Gebirgsjdger. Die 1. Gebirgsdivision 1939—1945. Bad Nauheim 1954.
S. MACZEK: Od podwcdy do czołga. Edynburg 1961.
J. PANAS: Z ciężkich dni Przemyśla. Lwów 1920.
J. PAWLAK: Brygada Pościgowa — alarm! Warszawa 1977.
J. PAWLAK: 56 esk. obs. „Skrzydlata Polska", nr 22—23/1976.
J. PAWLAK: 211 esk. bomb. „Skrzydlata Polska", nr 3/1977.
J. PAWLAK: 31 esk. rozp. „Skrzydlata Polska", nr 36—1977.
Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. I kampania wrześniowa 1939,
cz. 2, 3, Londyn, 1954, 1959 — cz. 4 (maszynopis).
E. RÓŻYCKI: Inicjatywa i kryzys boju pod Birczą w 1939 r. „Wojsk. Przegl. Hist",
nr 2/1959.
V. SIEGLER: Lutisieg iiber Polen. Berlni 1940.
A. SIKORSKI: Działania Grupy „Sandomierz” w kampanii wrześniowej. „Wojsk. Przegl.
Hist.", nr 2/1961.
FR. SKIBIŃSKI: Pierwsza pancerna. Warszawa 1959.
K. SKOWROŃSKI: Bój pod Kolbuszową we wrześniu 1939 r. „Profile", nr 9/1973.
J. SOPOTNICKI: Kampania Polsko-Ukraińska. Lwów 1921.
WŁ. STEBLIK: Armia „Kraków” 1939. Warszawa 1975.
VII Armee Korps Wir zogen gegen Polen. Miinchen 1940.
N. YORMANN: Der Feldzug 1939 in Polen. Weissenburg 1958.
FI. ZIELIŃSKI: Oswobodzenie Przemyśla w listopadzie 1918 r. „Bellona", t. XLIV, z. 2/
/1934.
M. ZEBROWSKI: Zarys polskiej broni pancernej 1918—1947, Londyn, 1971.
W. ZACZKIEWICZ: Lotnictwo polskie w kampanii wrześniowej 1939 r. Warszawa 1947.
PblLUHPfl flflJlEUKM
• 3AIIJHTA riTIIEMbllllJIH B 1939 FOJJY
(P e 3 to m e)
£o nanajia bomhbi b 1939 ro#y IlmeMbimjib GbiJi Gojibhimm m onenb BajKHbiM
BoemibiM iłenTpoM. 3#ecb naxo#Mjiocb KOMatiflOBaujie oicpyra Kopnyca, KOMaiiflo-
Banne #mbm3mm u Tjejibrii pa# BoeHHbix ynpe>K#eHMM. B ropowe Gbur cbom rapnnson
ABa nojiKa nexoTbi, jusa nojiKa aprajuiepnH, GaTajiboii tbiikob, GaTajibOH canepOB
n caHMTapubifi SaTaJibOJi.
yx<e na flpyryio ne#ejiio <ł>ponT iipnGjiMTKancH k Cany, sanjnTy KOToporo totobmji
renepaji BenopneBi-ri no npnKaay K0Maii#npa apMnn „MajionojibCKa”. 3anjnTy
caMoro ITmeMbiinjiH opranii3OBaji reiiepaji KwypoBidn, pacnojiaraa ćeMy SaTaJibOna-
mm nexoTbi, no,ĘAep?KHBaeMOii apTifjijiepiiew.
nepBaa 6oM6apflwposKa ropowa HacTynwjia 7 ceiiTaSpa. Bom 3a nnieMbimjib
nanajica yTpoM 14 ceHTaSpH HeysamibiMM noribiTKaMu neMąeB BopsaTbCH b ropo#
iiacTynneHMeM c Mapina. B noji#eiib #Ba npMKpbiBaioinMX SaTajibOiia, KOTopnie
3am,nmajin 3acane, comaciio njiany, OTcynMJin na npaBbifi 6eper Cana, no#KpennB
raM o6opoHMTejibnbie cnnbi. MaoroKpaTHbie nonbiTKn nenpMHTejia 3axaaTMTb 3ne-
ceiie w jKeJie3no#opo5KHbiM moct Konnnjincb ney#axieii BparoB.
Becb #enb npoflonjKajiCH Goił, onnanen GojibmnMM noTepaMM, 3areM OTpa#bi, 3amn-
njaiomMe nnieMbiinjib, OTCTynnjin naKaRyne 14—15 cenTaOpH b paiłOH ropo#a
MocTMcna, r#e boiiijik b coctbb HpocjiaBCKoil 24 #mbm3mm nexoTbi.
RYSZARD DALECKI
THE DEFENCE OF PRZEMYŚL — THE TOWN
AND REGION IN 1939
(S u ni mary)
Uptill the autbreak of war in 1939, Przemyśl was a large military centre of major
importance. The Headquarters of the Corps Area, Division Headguarters and a number
of military institution were here. It also had 2 Onfatry regiments, 2 arłillery regiments,
1 tank battalion, 1 sapper battalion and 1 sanitary battalion.
In the second week of the war the front lines came closer to the River San, the
defence was organized by General Wieczorkiewicz on orders of the commander of
the „Małopolska" Anny General Chmurowicz organized the defence of the town itself,
having under command 7 infantry battalions covered by artillery. The first bombing
of the town took place on September 7 th.
The Battle of Przemyśl started on the morning of September 14 the with
unsuccesful attemps by the Germans who tried to get into the town by attacking
from a marching in position. At noon, 2 covering battalions defending Zasanie,
according to the plan, retreated to the right bank of the River San. The Germans
tried several times to capture Zniesienie and railway bridge — without success.
After a day long battle, suffering great losses, the battalions defending Przemyśl
retreated on the night of 14/15 September to the region of Mościska, where they
hecame a part of the 24 th Jarosław Infantry Division.
JERZY ADAM RADOMSKI
ZBRODNIE HITLEROWSKIE NA PODKARPACIU
W WOJNIE OBRONNEJ POLSKI 1939 ROKU1
I. ORGANIZACJA, ZADANIA I DZIAŁALNOŚĆ GRUP OPERACYJNYCH SIPO I SD
Równolegle z przygotowaniami do działań wojennych przeciwko
Polsce hitlerowcy w ramach planu Fali Weiss opracowali również dzia-
łalność aparatu policyjnego i administracji na terytorium, które za-
mierzano podbić, tj. Polski.
22 maja 1939 r. utworzona została przy Głównym Urzędzie SD
Reichsfiihrera SS specjalna komórka Zentralstelle II/P (Centralna Pla-
cówka II/Polska)2. Zadaniem jej było sporządzanie list osób przewi-
1 Problematyka zbrodni hitlerowskich na obszarze ziem polskich ciągle jeszcze
nie jest w pełni zbadana. Odnosi się to również do okresu działań wojny obronnej
Polski 1939 r.
Na terenie przez nas badanym, tj. Podkarpaciu, pewne zagadnienia zostały już
podjęte. Z nowszych prac na szczególną uwagę zasłrgują m.in.: K. Radziwończyk,
„Akcja Tannenberg" grup operacyjnych Sipo i SD w Polsce jesionią 1939 r. „Przegląd
Zachodni", Poznań 1966, nr 5, s. 94—118; Tenże: Okupacyjny zarząd i zbrodnie wo-
jenne Wehrmachtu, podczas agresji na Polskę 1.9.—25.10.1939, „Wojskowy Przegląd
Historyczny" (dalej cyt. WPH), 1973, nr 2, s. 98—141; Tenże: Zbrodnie generała
Streckenbacha. Warszawa 1966; A. Konieczny: W sprawie policyjnych grup operacyj-
nych Streckenbacha i von Woyrscha na Górnym Śląsku we wrześniu i październiku
1939 r. „Studia Śląskie", t. X, Katowice 1966, s. 225—270; M. Wrzosek: Niemieckie
siły policyjne na Górnym Śląsku w Rejencji Katowickiej w okresie od września do
grudnia 1939 r. „Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce",
dalej cyt BGKBZHP/ 1967, t. XVII, s. 101—151; Cz. Madajczyk: Polityka III Rzeszy
w okupowanej Polsce t. I, Warszawa 1970; Sz. Datner, 55 dni Wehrmachtu w Polsce,
Warszawa 1967; M. Brones: Grabież mienia polskiego przez Wehrmacht w kampanii
1939 r., WPH, 1967, nr 1, s. 294—321; J. Fajkowski, J. Religa, Zbrodnie hitlerowskie
na wsi polskiej 1939—1945, Warszawa 1981; Oprać, zbiorowe: Eksterminacja
ludności w Polsce w czasie okupacji niemieckiej 1939—1945. Poznań — War-
szawa 1962; Jasło oskarża. Zbrodnie hitlerowskie w regionie jasielskim 1939—1945,
Warszawa 1973; T. Berenstein, A. Rutkowski: Niemiecka administracja wojskowa na
okupowanych ziemiach polskich (1 wrzesień — 25 październik 1939 r.j. „Najnowsze
Dzieje Polski" (cyt. dalej NDP), 1962, t. VI, s. 45—57; Tenże: Prześladowanie ludności
•żydowskiej w okresie hitlerowskiej administracji wojskowej na okupowanych ziemiach
polskich (1.IX.1939—25.X.1939). „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" (cyt.
dalej BŻIH), 1961, nr 38, s. 3—38; nr 39, s. 62—87.
2 J. Skorzyński: Selbstschutz — V Kolumna, BGKBZHP, 1958, t. X, s. 31; por.
K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 22.
dzianych do aresztowania w Polsce, którymi był zainteresowany wy-
wiad SS. Również berlińska centrala gestapo podjęła podobne prace —
dotyczyły one Polaków wrogo nastawionych do Niemców i III Rzeszy 3.
Materiałów do sporządzania list proskrypcyjnych Polaków zamie-
szkałych na obszarze przyszłych działań na Podkarpaciu, tj. Śląska,
Krakowskiego i Lwowskiego, dostarczyła wrocławska placówka służ-
by bezpieczeństwa — SD i podległe jej ekspozytury we Wrocławiu,
Legnicy, Opolu i na Morawach, poszczególne placówki gestapo oraz
agentury niemieckiej V kolumny działającej w Polsce4. Wynikiem
tych prac było wydanie drukiem specjalnej księgi gończej tzw. Son-
derfahndungsbuch Polen w opracowaniu Reichskriminalpolizeiamt w Ber-
linie. Księga zawierała w układzie alfebetyczny.m przeszło 61000 naz-
wisk obywateli polskich, którzy mieli być aresztowani po wkroczeniu
oddziałów hitlerowskich do Polski. Spisem objęci byłi działacze poli-
tyczni, społeczni i kulturalni, uczestnicy powstań śląskich i Powstania
Wielkopolskiego z lat 1918—21, duchowieństwo, właściciele ziemscy
itp.5 6. Z samego województwa śląskiego było około 1300 osób. Areszto-
wani mieli być przekazani w ręce Gestapo lub EinsatzgruppenG. Już
w trakcie działań wojennych wykorzystano również zdobyczny ma-
teriał archiwalny w postaci kartotek i ksiąg związków powstańczych 7.
We wspomniane księgi gończe zaopatrzone zostały wszystkie grupy
operacyjne policji bezpieczeństwa działające również i na południo-
wym odcinku frontu8 9. Jednocześnie zarządzono już w czerwcu 1939 r.,
aby placówki bezpieczeństwa na polecenie Głównego Urzędu Policji
Bezpieczeństwa — Sipo przygotowały odpowiednie środki transportowe
„na potrzeby przewidywanej akcji poza granicami Rzeszy", tj. w przy-
szłych działaniach przeciwko Polsce 9.
Z końcem lipca 1939 r. w wyniku porozumienia zawartego pomię-
dzy naczelnym dowództwem wojsk lądowych — OKEI a szefem policji
bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa Rzeszy — Sipo i SD, R. Hey-
drichein ustalono, że każdej z pięciu armii (3, 4, 8, 10, 14) przewidzia-
nych do ataku na Polskę będzie podporządkowana jedna specjalna gru-
pa operacyjna policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Einsatz-
3 P. Dubiel: Wrzesień 1939 na Śląsku. Katowice 1963, s. 30—-32; Tenże: Zanim
nadszedł wrzesień. Z tajnej korespondencji Sicherheitsdienstu. ,,Za Wolność i Lud",
1964, nr 19, s. 6; por. K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., s. 104; Tenże: Zbrodnie...
Ślreckenbacha, s. 22.
4 Ibidem, s. 22—23, Tenże: Okupacyjny zarząd..., op. cit. P. Dubiel, Wrzesień
1939..., s. 33.
5 Do tej liczby miało dojść jeszcze ok. 9000 nazwisk, które dostarczyły hitlerow-
skie organizacje polityczne działające wśród mniejszości niemieckiej w Polsce (K. Ra-
dziwończyk: Zbrodnie... Ślreckenbacha, s. 24).
6 Przy nazwiskach zastosowano specjalny system znakowania odnośnie do dzia-
łalności danej osoby (P. Dubiel, op. cit., s. 34; K. Radziwończyk: Zbrodnie... Strecken-
bacha, s. 24).
7 A. Konieczny, op. cit., s. 235; K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., op. cit.
8 M. Wrzosek, op. cit., s. 103; K.Radziwończyk: Zbrodnie... Ślreckenbacha, s. 29.
9 Ibidem, s. 24; Tenże: „Akcja Tannenberg...", s. 94 przyp. 2; por. M. Wrzosek,
op. cit.
gruppen Sipo und SD). Przygotowaniom tym nadano kryptonim ,,Akcja
Tannenberg" (Unternehmen Tannenberg) 10.
Grupy Operacyjne (Einsatzgruppen) podlegały, w szczególności
pod względem organizacyjnym, rozkazodawstwu dowódcy armii, a bez-
pośrednio kwatermistrzowi tejże armii11. Dla ściślejszej więzi między
dowództwem armii a grupą operacyjną specjalnie przydzielono ofice-
rów łącznikowych12. Zadaniem Einsatzgruppen wg oficjalnych rozka-
zów armijnych i okólników Głównego Urzędu Policji Bezpieczeństwa
było ,,zwalczanie na zapleczu walczących wojsk wszystkich elementów
wrogich wobec Rzeszy i wobec niemczyzny1' 13 * * * * 18, a szerzej likwidacja
czołówki inteligencji polskiej.
25 sierpnia grupy operacyjne zostały postawione w stan pogoto-
wia przy poszczególnych armiach. Na odcinku południowym na zaple-
czu 14 armii miała działać Grupa Operacyjna „Wiedeń" pod dowódz-
twem szefa Gestapo z Hamburga, gen. Bruno Streckenbacha. Grupa
została sformowana w Wiedniu, gdzie znajdował się sztab 14 armii
Grupa składała się z czterech oddziałów operacyjnych (Einsatzkomman-
dos), działających w pasie poszczególnych korpusów armii — KA.
Skład Grupy Operacyjnej:
8 KA — 1 Oddział Operacyjny (1 OOp), dowódca SS-Sturmbann-
fiihrer, radca rządowy, dr L. Hahn;
10 K. Radziwończyk: „Akcja Tannenberg...”, s. 95; M. Wrzosek, op. cit., s. 104;
A. Konieczny, op. cit., s. 226. Oprócz Grup Operacyjnych Sipo i SD z inicjatywy
Reichsfiihrera SS H. Himmlera zorganizowane zostały trzy odrębne grupy operacyjne
Głównego Urzędu SS do Spraw Rasowych i Osadnictwa (SS-Rasse — und Siedlungs-
hauptamt, RuSHa). Zadaniem tych Grup Operacyjnych było po zajęciu Polski przygo-
towanie konfiskaty przez SS majątków ziemskich należących do Polaków i Żydów.
Tej samodzielnej akcji Grup Operacyjnych RuSHA sprzeciwiły się OKW i OKH. Do-
wództwa te same dążyły do zagarnięcia majątku polskiego w postaci zdobyczy wo-
jennej.
Już 1 września Heydrich wydał polecenie wycofania Grup Operacyjnych RuSHA,
a 2 września na rozkaz Himmlera włączono je do grup Operacyjnych policji bezpie-
czeństwa (K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 33; Tenże, Okupacyjny za-
rząd..., s. 105; T. Berenstein, A. Rutkowski: Niemiecka administracja wojskowa..., NDP,
t. VI, s. 48).
11 K. Radziwończyk: Glos w dyskusji, (w:) Materiały z konferencji naukowej po-
święconej zbrodniom Wehrmachtu popełnionym na ziemiach polskich w czasie drugiej
wojny światowej (1939—1945), Warszawa 1967, s. 105; Tenże: Zbrodnie... Streckenba-
cha, s. 27, 29; por. T. Berenstein, A. Rutkowski: Niemiecka administracja wojskowa...,
s. 46; A. Konieczny, op. cit., s. 226.
12 T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit.; Niezależnie od podporządkowania grup
operacyjnych poszczególnym dowództwom armii, podlegały one Szefowi- Sipo i SD
R. Heydrichowi i przesyłały raporty do Referatu Specjalnego do Spraw Operacji
Tannenberg w Głównym Urzędzie Policji Bezpieczeństwa w Berlinie, gdzie z kolei
opracowywano na ich podstawie sprawozdania o przebiegu i wynikach ,,Akcji Tan-
nenberg" dla centralnych organów Reichsfiihrera SS (K. Radziwończyk, Zbrodnie...
Streckenbacha, s. 25; Tenże: „Akcja Tannenberg...”, s. 96; A. Konieczny, op. cit.,
s. 226—227).
18 K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 27; Cz. Madajczyk, Polityka
III Rzeszy..., s. 147.
17 KA — 2 Oddział Operacyjny (2 OOp), dowódca SS-Stunnbann-
fiihrer, radca rządowy, B. Muller;
18 KA — 3 Oddział Operacyjny (3 OOp), dowódca SS-Sturmbann-
fuhrer, radca rządowy, dr. A. Hasselberg;
22 KZmot, — 4 Oddział Operacyjny (4 OOp), dowódca SS-Stan-
dartenfiihrer, nadradca rządowy, Carl Brunner.
Sztab osobisty Streckenbacha liczył 25—30 łudzi i dzielił się na
następujące komórki: Gestapo, SD, Kripo, sprawy adm.-gosp., łączności,
transportu.
Stan każdego Oddziału Operacyjnego wynosił: 30 funkcjonariuszy
gestapo i policji kryminalnej, 15 funkcjonariuszy SD oraz 15—30 osób
do zadań pomocniczych (transport samochodowy, środki łączności
i sprawy adm.-gospodarcze) H. W zależności od potrzeb Oddział Ope-
racyjny dzielił się z kolei na kilkunastoosobowe pododdziały w sile
plutonu określane jako Nebenstelle łub Aussenstelle * 13 *. Łącznie Einsatz-
gruppen I liczyła około 500 funkcjonariuszy 10.
Z końcem sierpnia 1939 r. Grupa Operacyjna I skoncentrowana
została w nadgranicznych miejscowościach Protektoratu Czech i Mo-
raw oraz w Słowacji, tak aby po rozpoczęciu działań z Polską wkro-
czyć za dywizjami Wehrmachtu 14 armii na tereny województwa ślą-
skiego i krakowskiego. Sztab osobisty Streckenbacha przeniósł się do
Nowego Jiczyna na pd od Ostrawy), mieściła się tam kwatera 14 armii
gen. Lista.
1 Oddział Operacyjny przeszedł do rejonu Karlstag w Sudetach
i miał działać na kierunku Racibórz — Chorzów —• Katowice;
2 Oddział Operacyjny został przesunięty na teren powiatu Nowy
Jiczyn, a stąd w kierunku na Cieszyn — Bielsko-Biała — Wadowice —
Kraków;
3 Oddział Operacyjny przez Trencin, Zilinę, Poprad usadowił się
w rejonie Keżmarku z kierunkiem działania — Zakopane;
4 Oddział Operacyjny rozmieszczono na zachód od Bogumina na
Zaolziu z kierunkiem Ostrawa — Cieszyn — Rybnik 17.
Do akcji Grupa Operacyjna Streckenbacha weszła 3 września
1939 r. posuwając się tuż za oddziałami Wehrmachtu. W dniu 5 wrze-
śnia oddziały operacyjne zgodnie z założeniami osiągnęły swoje rejony
działań. Sztab osobisty Streckenbacha ulokował się w Cieszynie, 1 OOp
w Katowicach, 2 OOp w Cieszynie, 3 OOp w Zakopanem, 4 OOp w Ryb-
niku 1S *.
14 K. Radziwończyk, op. cit., s. 19, 20, 25—26; M. Wrzosek, op. cit., s. 104; A. Ko-
nieczny, op. cit., s. 227, 252—253; Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 138.
13 A. Konieczny, op. cit., s. 228; por. M. Wrzosek, op. cit., s. 104.
18 Wszystkie pięć plus dwie nowe grupy operacyjne utworzone w czasie działań
oraz 16 samodzielny OOp liczyły około 2700 ludzi (K. Radziwończyk: „Akcja Tannen-
berg...", s. 96).
17 Tenże: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 31—32; A. Konieczny, op. cit., s. 227.
1S Ibidem; M. Wrzosek, op. cit., g. 104.
W ślad za posuwającymi się na wschód jednostkami 14 armii Gru-
pa Operacyjna Streckenbacha zmieniała teren swojej działalności.
W dniu 6 września sztab Grupy wkroczył do Krakowa 19» a poszczególne
Einsatzkommandos zmieniły swoje dyslokacje. I tak 13 września 2 Od-
dział Operacyjny przeniesiony został z Cieszyna do Krakowa lokując
się w Śląskim Domu Akademickim przy ul. Pomorskiej 4. Oddział ten
posiadał swoją placówkę w Zakopanem. Dotychczasowy teren działania
2 Oddziału został przekazany 4 Oddziałowi Operacyjnemu, który z Ryb-
nika, po krótkim pobycie w Bielsku, od 16 września na stale został
przeniesiony do Cieszyna. 4 Oddział posiadał dwie placówki: w Bielsku,
dowódca SS-Untersturmfuhrer Maack i w Karwinie, dowódca SS-
Untersturmfuhrer Schulze. 3 Oddział Operacyjny wzmocniony grupą
Gestapo z Monachium 20 po opuszczeniu Zakopanego przybył do Tarno-
wa i 16 września osiadł w Jarosławiu, kwaterując w Powiatowej Kasie
Oszczędności. Oddziałowi temu podlegały cztery placówki: w Rzeszo-
wie — dowódca SS-Untersturmfuhrer Schubert, w Łańcucie — dowódca
SS-Untersturmfuhrer Rolfink, w Przemyślu — dowódca SS-Obersturm-
fuhrer Fischotter i w Radymnie — dowódca SS-Untersturmfuhrer Hil-
demann. Natomiast 1 Oddział Operacyjny 27 września z Katowic zo-
stał przesunięty do Sanoka, z placówkami: w Dubiecku — dowódca
SS-Obersturmfuhrer Preuss, Dynowie — dowódca SS-Oberstrumfuhrer
Soltan i Zasławiu — dowódca SS-Obersturmfuhrer Stawizki.
Sztab osobisty Streckenbacha w dniach od 20 do 25 września prze-
niósł się z Krakowa do Przemyśla. Powyższe rozmieszczenie Oddzia-
łów Operacyjnych utrzymało się do końca zarządu wojskowego na
ziemiach polskich, tj. do 25 października 1939 r. z tym, że od 6 paź-
dziernika Oddziały zostały przekształcone w stacjonarne organa po-
licji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa — Sipo i SD 21.
Obok Grupy Operacyjnej Streckenbacha na tyłach 14 armii została
powołana nowa formacja. Dnia 3 września 1939 r. Reichsfuhrer SS
i szef niemieckiej policji Himmler mianował SS-Obergruppenfuhrera
Udo von Woyrscha22 nadzwyczajnym dowódcą policji (Sonderbefeh-
shaber der Polizei) przy 14 armii23.
19 T. Wroński: Kronika okupowanego Krakowa. Kraków 1974, s. 13. Jak pisze
K. Radziwończyk ,,... Pośpiech Streckenbacha miał m. in. na celu sekwestr akt pań-
stwowych, organizacji polityczno-społecznych, archiwaliów itp. dokumentów, przydat-
nych dla celów represyjnopolicyjnych" (Zbrodnie... Streckenbacha, s. 39).
w Grupa ta liczyła około 30 osób i dotychczas przebywała na Słowacji w rejonie
Spiskiej Nowej Wsi wykonując specjalne zadania, prawdopodobnie ubezpieczała
znajdujące się tam lotnisko (K. Radziwończyk; Zbrodnie... Streckenbacha, s. 45, 208
przyp. 89).
21 A. Konieczny, op. cit., s. 227—228, 229, 259 (aneks); W. Wrzosek, op. cit.,
s. 104; K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 39, 44—45, 46—47; M. Wielicz-
ko: Jasielskie w latach drugiej wojny światowej. Warszawa 1974, s. 89 przyp. 4;
L. Herzog: Niemieckie siły zbrojne w okupowanej Polsce w latach 1939—1941, Cz. I,
WPH, 1961 nr 4, s. 124—125.
22 W okresie międzywojennym znany działacz nacjonalistyczny na Śląsku. M.in.
w 1933 r. dowódca SS i nadzwyczajny Komisarz z ramienia zwierzchnich władz SA
dla prowincji górnośląskiej z siedzibą w Brzegu. W 1934 w czasie tzw. ,,puczu
Roehma" bezlitośnie rozprawił się z „brunatną armią" na Śląsku (A. Konieczny,
op. cit., s. 229).
83 Ibidem.
Zadaniem „grupy operacyjnej do spraw szczególnej wagi” (Einsatz-
gtuppe zu besonderen Verwendung) v. Woyrscha było zlikwidowanie
ruchu partyzanckiego, który utrzymywał się w lasach pszczyńskich
i rybnickich24. W skład grupy wszedł Oddział Operacyjny Policji Po-
rządkowej — Ordnungspolizei — Orpo (3 pułk policji), dowódca płk
Orpo dr Wolfstieg o stanie: 1 wiedeński batalion (1 Batalion Wien),
dowódca kpt. Schupo Greschuchny; 2 morawsko-ostrawski batalion, do-
wódca mjr Schupo Wirths; 3 batalion, dowódca mjr Schupo Kaufmann:
4 batalion, dowódca kpt. Schupo Mann oraz oddział łączności i kompa-
nia wozów pancernych (1 Zug Panzerwagen-Hundertschaft) 25. Rówmież
przydzielony został do Grupy v. Woyrscha Oddział Operacyjny Policji
Bezpieczeństwa Sipo, dowódca SS-Oberfiihrer dr Otto Rasch, w składzie
oddział policji granicznej pod dowództwem SS-Standarlenfuhrera dra
Trummlera i oddział Gestapo pod dowództwem SS-Obersturmbann-
fuhrera Otto Hellwiga, b. szefa Gestapo we Wrocławiu (1935-—1937).
Następnie Oddział v. Rascha został równomiernie rozdzielony do po-
szczególnych batalionów policji porządkowej.
6—7 września 1939 r. Grupa Operacyjna von Woyrscha brała
udział na Górnym Śląsku w akcjach ,,oczyszczających”, a następnie
została przesunięta bardziej na wschód. W dniach 11—12 września
Grupa objęła swoją działalnością następujący obszar: na południu gra-
nica polsko-słowacka; na północy szosa Dąbrowa Górnicza — Olkusz —
Skała — Kraków; na zachrodzie Dąbrowa Górnicza — Sosnowiec, Ja-
worzno — Oświęcim — Bielsko i szosa Bielsko — Żywiec — Milówka;
na wschodzie Świątniki Górne — Myślenice — Rabka — Nowy Targ
po Zakopane.
W czasie wykonywania zadań oddziały miały ciągle informować
sztab von Woyrscha o rezultatach akcji „przeczesywania” i „zaprowa-
dzenia ładu”. Po wykonaniu tych zadań Grupa Operacyjna von Woy-
rscha 13 września przeniosła się do Tarnowa, gdzie kontynuowała
w dalszym ciągu swoją zbrodniczą działalność. Między innymi doko-
nywała licznych zbrodni w rejonie Dębica—Rzeszów, jak masowe
rozstrzeliwania Polaków i Żydów, bezpodstawne aresztowania, szykany
wobec cywilnej ludności. W wyniku tej działalności doszło do ostrego
konfliktu z dowództwem 14 armii i 23 września Grupa Operacyjna von
Woyrscha została wycofana na Górny Śląsk 26.
Grupy Operacyjne Streckenbacha i von Woyrscha w swojej dzia-
łalności na Podkarpaciu nie były jedynymi, a odwrotnie często korzy-
stały z pomocy militarnych formacji wojskowych. Do bardziej aktyw-
nych należały oddziały ochotnicze Freikorps i organizowane na ich
bazie Hilfspolizei (Policja Pomocnicza), oddziały niemieckiej samoobro-
ny — Selbstschutz sformuowane z miejscowych Niemców (dowodzo-
nych często przez oficerów SS z Rzeszy). Oddziały te były szczególnie
21 Ibidem; Wrzosek, op. cit., s. 104.
25 Konieczny, op. cit., s. 229, 230, 231; por. Wrzosek, op. cit., s. 104; K. Radzi-
wończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 38.
26 Konieczny, op. cit., s, 231—232; poi. K. Radziwończyk, Zbrodnie... Slrecken-
bacha, s. 45—46.
niebezpieczne dla ludności polskiej i żydowskiej ze względu na dosko-
nałą znajomość miejscowego środowiska i języka polskiego. Przyczyniły
się one bardzo do „oczyszczenia terenu" z najbardziej patriotycznego
elementu. Mordy te często określano w tajnych sprawozdaniach Służby
Bezpieczeństwa — SD mianem „nielegalnych rozstrzeliwań (illegale
Erschiessungen). Jej członkowie dokonywali licznych aresztowań na
własną rękę, rekwizycji, rewizji domowych. Formacji tych używano
również jako oddziałów wartowniczych przy ważniejszych obiektach27.
Eksterminacja ludności polskiej we wrześniu 1939 roku jak i w okre-
sie administracji wojskowej była realizacją dyrektyw i rozkazów po-
chodzących od samego Fiihrera Adolfa Hitlera. 14 sierpnia 1939 r.
Hitler wypowiedział na spotkaniu z naczelnym dowódcą wojsk lądo-
wych, gen. płk. v. Brauchitschem, i jego szefem sztabu, gen. Haiderem,
że celem działań wojennych jest tylko zdecydowana wola takiego
„rozgromienia Polski", które przekraczałoby efekt zwycięstwa miltarne-
go 28. Rozwinął tę myśl w Obersalzberg 22 sierpnia na tajne j odprawie
wyższych dowódców wojskowych. Hitler w obszernym przemówieniu
dał przegląd sytuacji militarnej i politycznej poświęcając dużo miejsca
sprawom polskim. Ujawnił wtedy prawdziwe cele i zadania wobec na-
rodu polskiego. Zwracając się do generałów Hitler powiedział: „Polska
zostanie wyludniona i zasiedlona Niemcami... Zniszczenie Polski jest
na pierwszym planie. Zadaniem naszym jest zniszczenie żywych sił nie-
przyjaciela, a nie dotarcie do określonej linii... Nie miejcie litości,
bądźcie brutalni! Osiemdziesiąt milionów ludzi musi otrzymać to, co
im się należy. Ich egzystencja musi być zapewniona. Silny ma prawo
za sobą. Stosujcie jak niejwiększą surowość. Wysłałem na wschód
swoje formacje „trupich czaszek" z rozkazem zabijania bez litości
i pardonu wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka.
Tylko w ten sposób zdobędziemy tereny, których tak bardzo potrzebu-
jemy" 29 *.
W myśl tych rozkazów jednostki wojskowe Niemiec hitlerowskich
które dokonały agresji na Polskę od pierwszych dni wojny zastosowały
bezwzględny terror tak wobec ludności cywilnej na opanowanych te-
27 Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 142, 145, 146; Radziwończyk, Glos w dys-
kusji..., s. 102; A. Kunicki: Cichy front. Ze wspomnień oficera wywiadu dywersyjnego
dyspozycyjnych oddziałów Kedywu KG AK, Warszawa 1968, s. 13; Bielsko-Biała.
Zarys rozwoju miasta i powiatu. Oprać. H. Rechowicz, Katowice 1971, s. 229; J. Sko-
rzyński: Selbstschutz..., s. 34; M. Wrzosek, op. cit., s. 105—106; T. Berenstein, A. Rut-
kowski, op. cit., s. 51; K. Leszczyński: Eksterminacja ludności na ziemiach polskich
wcielonych do Rzeszy (w:) Eksterminacja ludności..., s. 51—52.
28 F. Haider: Dziennik wojenny t. I, Warszawa 1971, s. 31—35; M. Broszat:
Nationalsozialistische Polenpolitik 1939—1945. Stuttgart 1965 s. 11.
29 F. Haider, op. cit., s. 52; M. Broszat, op. cit.; T. Cyprian, J. Sawicki: Nie
oszczędzać Polski, Warszawa 1965, s. 44; Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu na jeń-
cach wojennych w II wojnie światowej. Warszawa 1964, s. 82, K. Radziwończyk:
Zbrodnie... Streckenbacha, s. 20; tenże: Okupacyjny zarząd..., s. 105—106.
renach jak i w stosunku do jeńców wojennych. Tą formą wojny total-
nej usiłowano złamać wolę walki i opór narodu polskiego 30.
Aprobatą dla późniejszych krawawych „wyczynów" hitlerowskiej
aimady był wydany w dniu 1 września rozkaz dzienny do armii Hitlera,
który obok kłamstw, że to Polska zaatakowała Niemcy, kilkakrotnie
naruszając granice Rzeszy, żądał „... aby walka była prowadzona z twar-
dą stanowczością", a w zakończeniu bądźcie zawsze i w każdej sy-
tuacji świadomi tego, że jesteście pizedstawicielami narodowosocjali-
stycznych Wielkich Niemiec" 31.
Wprawdzie naczelny dowódca wojsk lądowych, gen. płk W. v.
Brauchitsch, w wydanej również dnia 1 września w odezwie do ludności
okupowanych obszarów Polski stwierdzał, że Wehrmacht nie widzi
w ludności polskiej „swego wroga" i że będzie szanować „wszelkie
postanowienia prawa międzynarodowego", ale każdy czynny lub bierny
opór i „sabotaż w każdej formie zwalczać będzie wszelkimi środka-
mi" 32. Już w trakcie działań wojennych tenże gen. v. Brauchitsch wy-
dał bardzo znamienne rozporządzenie z datą 5.09.1939 r. o wprowadzeniu
niemieckiego prawa karnego w stosunku do obywateli polskich sadzo-
nych przez specjalne sądy (Sondergerichte) z mocą obowiązującą od
1.09. Ustanowienie tego zarządzenia było wbrew zasadom prawa mię-
dzynarodowego 33.
Dalszymi zarządzeniami było wydanie na Śląsku obwieszczenia
gen. Brandta z dnia 6 września 1939 roku w sprawie informowania
władz bezpieczeństwa o b. powstańcach, składach broni, tajnych orga-
nizacjach. W wypadku niestosowania się do powyższych zarządzeń
groziła kara śmierci włącznie. Niestety wrogo nastawieni miejscowi
Niemcy i Polacy renegaci masowo nasyłali donosy na Polaków,
często na osoby, które nigdy nie prowadziły działalności antyniemiec-
kiej. Tłumaczyć to można po prostu sąsiedzkimi porachunkami34.
so Niemcy jako sygnatariusze konwencji haskiej z 1907 r. i genewskiej z 1929
łamali gtówne jej nakazy o przestrzegani i ustalonych zasad prowadzenia działań
wojennych oraz określonych norm prawnych w zakresie praw i obowiązków okupan-
ta wobec kraju okupowanego i jego ludności (Sz. Datner, Zbrodnie Wehrmachtu
w Polsce w czasie kampanii wrześniowej (1.1X1939—25.X.1939), (w:) Eksterminacja
ludności..., s. 27; K. Radziwończyk, Okupacyjny zarząd..., s. 106.
” Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych..., s. 82—83.
32 M. Broszat, op. cit., s. 30; Okupacja i ruch oporu w dzienniku Hansa Franka
1939—1945. Warszawa 1972, t. I, 1939—1942, s. 99; Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu
w PO1S( e, (w:) Eksterminacja ludności..., s. 28.
S. Uhma: Jeszcze raz o zbrodniach niemieckich na polskich jeńcach wojen-
nych w kampanii 1939 r., WPH, 1961 nr 2, s. 260—261, L. Herzog: Niemieckie siły
zbrojne..., s. 129.
34 P. D. biel, op. cit., s. 162; Konieczny, op. cit., s. 242; por. M. Wrzosek, op. cit.,
s. 106; A. Szefer: Śląski wrzesień 1939. Katowice 1970, s. 58; Korzystając z tego ro-
dzaju okazji dochodziło do porachunków osobistych między Volksdeutschami, po-
wodowało to interwencje rodzin pomordowanych u władz, sądowych. Aby zapobiec
tego rodzaju sprawom sądowym, Hitler dnia 4.X.1939 wydał tajny dekret amnestyj-
ny, który zwalniał od odpowiedzialności karnej za tego typu mordy |K. Leszczyński,
Eksterminacja ludności na ziemiach polskich..,, (w:) Eksterminacja ludności s. 521.
Kolejne decyzje w sprawie eksterminacji obywateli polskich pod-
jęto na konferencji szefa służby bezpieczeństwa i policji bezpieczeń-
stwa, R. Heydricha, odbytej w dniu 7 września z podległymi mu sze-
fami urzędów. Zarządzono iż przodujące warstwy ludności w Polsce
winny być w miarę możliwości unieszkodliwione", a w najlepszym wy-
padku przewiezione do niemieckich obozów koncentracyjnych. Dla
drugorzędnych osób utworzone zostaną w pobliżu granicy prowizorycz-
ne obozy koncentracyjne, z których będą mogli być przerzuceni na te-
reny polskie nieanektowane 33. W pięć dni potem, 12 września, w po-
ciągu specjalnym Ftihrera w Iłowej na konferencji szefa OKW, gen.
Keitla, z szefem Abwehry, admirałem Canarisem, omówiono projekt
wymordowania inteligencji polskiej, zwłaszcza ziemiaństwa i ducho-
wieństwa, które mogły być oparciem dla ruchu oporu w Polsce 30. Po-
twierdzeniem tych informacji jest notatka szefa sztabu wojsk lądowych,
gen. Haidera, zapisana w Dzienniku Wojennym pod datą 19 i 20 wrześ-
nia. Został on poinformowany przez głównego kwatermistrza OKH,
płka Wagnera, o powierzeniu służbie bezpieczeństwa specjalnego za-
dania oczyszczenia zdobytego terenu z „żydostwa, inteligencji, ducho-
wieństwa, arystokracji" 35 * 37. Ostatecznie problem polski usiłowano roz-
wiązać na specjalnej odprawie odbytej 21 września w Berlinie, na któ-
rej Heydrich dał wytyczne dla dowódców grup operacyjnych, aby
działaczy politycznych zamykać w obozach koncentracyjnych, a zie-
miaństwo, duchowieństwo, nauczycieli i oficerów przesiedlać na póź-
niejsze tereny GG38. Odnośnie do Podkarpacia, z terenu Śląska i za-
chodnich obszarów woj. krakowskiego.
Następstwem tych wszystkich rozporządzeńń i rozkazów było do-
konywanie w wielu miejscowościach bardzo licznych mordów zbioro-
wych i indywidualnych, palenie domów, grabież, rabunek i niszczenie
żywego i martwego inwentarza. Krwawy terror w wielu miejscach
przybrał formy i rozmiary jakiegoś zbiorowego szału. Pod byle pre-
tekstem stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Częstym powo-
dem mordowania niewinnej ludności była zemsta za stawiany w danej
okolicy lub pewne sukcesy odniesione przez oddziały polskie i jedno-
cześnie straty poniesione przez Niemców. Często ,,motywem" zbrodni
było znalezienie przy rewizji książeczki wojskowej, scyzorka, brzytwy
lub strzelanie do wojska niemieckiego przez osoby cywilne. Forma za-
bójstw była różnoraka. Łączono je często z podpalaniem domu czy
danej miejscowości i wtedy rozstrzeliwano lub bardziej okrutnie: ma-
sakrowano granatami ręcznymi, gąsienicami czołgów, palono żyw-
cem 39.
35 Oryg. tekst w języku niemieckim zob. K. Radziwończyk: „Akcja Tannenberg..."
zał. 4, s. 109—110; tłum, na jęz. poi. patrz. Okupacja i ruch oporu..., s. 100—102.
30 Cz. Madajczyk, op. cit., s. 49; K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., s. 112.
87 F. Haider, op. cit., s. 117, 119; por. Cz. Madajczyk, op. cit., s. 49, 57; K. Ra-
dziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 29, 30.
38 T. Berenstein, A. R tkowski: Niemiecka administracja..., s. 49; Cz. Madajczyk,
op. cii., s. 49; K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., s. 1 13.
------------------------------------------------------------------------------------
Mordowano raczej mężczyzn w różnym wieku, ale nie oszczędzano
także kobiet, dzieci i starców 39 40.
Ofiarami zbrodni w pierwszym rzędzie była inteligencja, przede
wszystkim nauczycielstwo, duchowieństwo, działacze społeczni, harce-
rze, uczestnicy powstań śląskich i Żydzi. Osoby te w większości były
zarejestrowane we wspomnianej już książce Sonderfahndungsbuch Po-
lem W książkę tę zostały zaopatrzone poszczególne oddziały hitlerow-
skie.
Na południu Polski na Podkarpaciu już w pierwszych dniach wojny
widownią licznych zbrodni, rabunków i pogromów ludności polskiej
jak i żydowskiej był Śląsk w pasie działania 14 armii. Tutaj do akcji
wkroczyła Grupa Operacyjna I pod dowództwem gen. B. Streckenba-
cha, wspomagana przez Grupę Operacyjną v. Woyrscha, oddziały SS
łącznie z pułkami SS-Totenkopf, SA, Freikorps, policję, Wehrmacht
i bojówki Jungdeutsche Partei, z tym, że Einsatzgruppen odgrywały
zawsze rolę wiodącą i organizującą.
W Cieszynie i Bielsku Białej rozpoczął swoją działalność 2 Oddział
Operacyjny, który w ramach „operacji Tannenberg" realizował akcję
„oczyszczania terenu". W Bielsku zaaresztowano kilkaset osób, głów-
nie członków Polskiego Zwiąkzu Zachodniego, b. powstańców śląskich,
harcerzy i wielu z nich natychmiast rozstrzelano na podwórzu szkoły
podstawowej przy ul. Staszica i na terenie Szkoły Przemysłowej, re-
sztę zaś wysłano do więzień i obozów koncentracyjnych 41.
Za udzielanie jakiejkolwiek pomocy żołnierzom polskim były sto-
sowane represje, m.in. Freikorps zastrzelił harcerza o nazwisku Pie-
kiełko tylko za to, że wskazał drogę cofającym się oddziałom polskim.
Inny przykład — za organizowanie obrony cywilnej we wrześniu aresz-
towana została rodzina Pilarzy: Józef, Karol, dwaj Janowie i Włady-
sław Bocheński. Wszyscy zostali wysłani do obozu koncentracyjnego.
Powróciła tylko jedna osoba 42.
Również oddziały Freikorpsu 4 września dokonały zbiorowej egze-
kucji 29 mieszkańców Orzesza, pow. Cieczyn. Przed egzekucją wszyst-
kich Polaków całą noc torturowano, a już przed rozstrzelaniem więź-
niów jeszcze skopano i zbito kolbami karabinów. Wśród ofiar rozpozna-
no zasłużonych działaczy niepodległościowych: Walentego Barniczka,
Karola Blaski, Józefa Buchalika, Emila Franke, Gruszkę, Juliusza Go-
39 Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce..., (w:) Eksterminacja ludności...,
s. 29; Często przed egzekucją stosowano pewne pozory tzw. ,.postępowania sądo-
wego". W tym wypadku chodziło tutaj o: a) zastraszenie i sterroryzowanie ludności
polskiej; b) nieszokowania własnej niemieckiej ludności brutalnymi aktami tych
zbrodni. W skład tego „sądu" wchodzili głównie miejscowi prowodyrzy spośród lud-
ności niemieckiej. Sama „rozprawa" trwała krótko, w trakcie której często sądzo-
nych bito i katowano dla wymuszenia zeznań. „Wyrok" z reguły wykonywano
z miejsca po ogłoszeniu wyroku w obecności całego „orzekającego sądu" (Tenże:
55 dni Wehrmachtu..., s. 104—105).
40 Tenże: Pierwsze dzieci i pierwsi starcy — oiiary zbrodni hitlerowskich w cza-
sie II wojny światowej (w okresie 55 dni) BGKBZHP, 1968, t. XVIII, s. 94—95; tenże:
55 dni Wehrmachtu..., s. 10'3.
41 J. Skorzyński, op, cit., s. 34; Bielsko-Biała..., s. 229; P. Dubiel, op. cit., s. 88.
42 Bielsko-Biała..., s. 235.
łąbka, Alojzego Jaroszka, Franciszka Kasprzaka, Pawła Kaczmarczyka,
Alojzego i Józefa Otrząska, Ottona Opielka, Władysława Pławeckiego,
Stanisława Składka, Bernarda i Wojciecha Sprus, Pawła Szczepańca,
Szymurę, Jana Tkocza, Wycisłę, Franciszka Włóczkę 43.
W tym samym dniu weszły do akcji 1 Oddział Operacyjny dowo-
dzony przez SS-Sturmbannfuhrera dr L. Hahna i 4 Oddział Operacyjny
z SS-Standartenfiihrerem C. Brunnerem na czele. Oddziały te wspoma-
gane przez Selbstschutz i Freikorps zapisały się ,,krwawo" w Katowi-
cach, Chorzowie, Rybniku, Zarzeczu, Łaziskach Górnych 44. Wspomnia-
ny wyżej Oddział Brunnera dokonał jeszcze jednej zbrodni, a miano-
wicie 22 września we wsi Krasna pod Cieszynem rozstrzelał 12 Pola-
ków, byłych powstańców Śląskich, przywiezionych z więzienia cieszyń-
skiego 45 *.
Zbrodnicza działalność Einsatzgruppen nie ograniczała się jedynie
do masowych aresztowań i egzekucji Polaków oraz konfiskaty mienia
polskiego, ale również dokonywała licznych mordów i bestialstw na
ludności żydowskiej. Było to wbrew zapewnieniom naczelnego dowód-
cy wojsk lądowych, gen. v. Brauchitscha, który w przemówieniu ra-
diowym w dniu 4 września 1939 roku powiedział, że ,,Żydzi polscy mo-
gą być spokojni o swój los", a w odezwie z 11 września stwierdzał,
że „wszystkie postanowienia prawa międzynarodowego będą szanowa-
ne" 4e. Rzeczywistość okazała się całkiem inna. W tych pogromach
żydowskich obok Einsatzgruppen dużo inicjatywy wykazały oddziały
Wehrmachtu. Tak np. w dniu 5 września zdemolowano bóżnicę w Sko-
czowie, pow. Cieszyn 47, w przeddzień zaś żydowskiego Nowego Roku,
13 września, spalono synagogi w Cieszynie przy ul. Bóżniczej, w Biel-
sku przy ul. 3 Maja i przy ul. Nad Scieszką, w Białej przy ul. 11 Listo-
pada, w Czeskim zaś Cieszynie w wigilię Sądnego Dnia, tj. 22 wrześ-
nia, wypalono wyposażenie wewnętrzne synagogi. W czasie demolo-
wania bóżnic hitlerowcy zmuszali wybranych ortodoksyjnych Żydów
do podpalania żydowskich ksiąg religijnych, a następnie kazali tańczyć
i skakać przez płonący stos. Te upokarzające widowiska filmowano,
oskarżając Żydów, że sami dokonali bezczeszczeń i podpaleń swych
świątyń48 49. Wiele pomysłów zadręczania i poniżania ludzi było typu
patologicznego, jak kazanie Żydom wzajemnie policzkować się, sma-
rować twarz kałem lub połykać kał4£*.
43 P. Dubiel, op. cit., s. 134.
44 K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 33—37.
45 Ibidem; P. Dubiel, op. cit., s. 88; A. Szefer, op. cit., s. 60. W miejscu rozstrze-
lania więźniów wystawiono pomnik odsłonięty w 1958 roku (tenże; Miejsca straceń
ludności cywilnej województwa katowickiego 1939—1945. Katowice 1969, s. 174).
48 A. Eisenbach: Hitlerowska polityka zagłady Żydów. Warszawa 1961, s. 147—
149; K. Radziwończyk: Plany polityczne Trzeciej Rzeszy wobec Polski i ich realizacja
w okresie od 1 września do 25 października 1939 r. NDP, t. XII, s. 10.
47 T. Berenstein, A. Rutkowski: Prześladowania ludności żydowskiej..., BŻIH,
1961 nr 38, s. 36.
48 Ibidem, s. 30—31; A. Eisenbach, op. cii., s. 144.
49 1- Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 15.
Z okrucieństwa i sadystycznego pastwienia się zasłynęła placówka
Gestapo w Bielsku-Białej, podległa 2 Oddziałowi Operacyjnemu SS-
Sturmbannfuhrerowi B. Mullerowi. 5 września do siedziby Gestapo
tzw. „willi Neumanna" przyprowadzono 15 młodych Żydów z Bielska.
Najpierw bito ich żelaznymi łańcuchami i wieszano za nogi, następnie
zakopywano po szyję do ziemi oraz oblewano pomyja.mi. W trakcie
torturowania 5 Żydów zmarło. Cała ta ,,zabawa” odbywała się z udzia-
łem wyrostków z Hitlerjugend 50.
Sceny z pogromów żydowskich ze Śląska hitlerowcy wiernie sko-
piowali na terenie województw krakowskiego i lwowskiego. W dzień
żydowskiego Nowego Roku, 15 września, hitlerowcy spalili bóżnicę
w Dynowie, pow. brzozowski. Do płonącej bóżnicy wrzucono dwóch
młodych Żydów, tutejszych mieszkańców. W tym samym okresie spa-
lono bóżnice w Jaśle, Sanoku, Jarosławiu, Łańcucie oraz w Przemyślu
przy ul. Jagiellońskiej i na tzw. Rybim Placu 51.
W Ciśnie, pow. Lesko, na rynku spalono żydowskie szaty litur-
giczne, rodały i księgi52. W tejże Ciśnie użyto Żydów jako siły po-
ciągowej do wozów załadowanych zrabowanym mieniem żydowskim,
które musieli przewozić kilkakrotnie ulicami miasteczka 53.
Z chwilą zajęcia danej miejscowości przez wojska niemieckie uży-
wano Żydów do robót przymusowych na rzecz wojska, jak i do prac
porządkowych. W Ustianowej, pow. Lesko, użyto Żydów do przeno-
szenia szybowców na górze Żuków do hangarów lotniczych. W Jaro-
sławiu około 500 Żydów pracowało przy naprawie mostu na Sanie.
W Bielsku-Białej skoszarowano grupę Żydów — mężczyzn w budynku
Thalmud Thory przy ul. św. Jana i codziennie wyprowadzano ich do
różnego typu prac dla wojska. Często używano Żydów przy grzebaniu
zabitych m.in. w Jarosławiu i Samborze. Zmuszano także do różnych
prac porządkowych w urzędach i w domach prywatnych Niemców
i Volksdeutschów, zamiatania ulic m.n. w Bielsku, Skoczowie, Sambo-
rze. Aby bardziej poniżyć, Żydów ortodoksyjnych w strojach liturgicz-
nych zmuszano do porządkowania śmietników, ubikacji i latryn — grze-
bania się w ekstrementach gołymi rękoma. Takie prace wykonywali
Żydzi w Ciśnie, Sanoku, Ustrzykach Dolnych54.
II. ZBRODNIE NA LUDNOŚCI CYWILNEJ PRZEZ ODDZIAŁY WEHRMACHTU
W związku z opanowaniem Śląska przez armię niemiecką i zdusze-
niem ruchu powstańczego w lasach pszczyńskich i rybnickich przez
Grupę Operacyjną v. Woyrscha, sztab Grupy Streckenbacha przeniósł
50 Ibidem, s. 17; Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 234.
51 T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 32; CAW, Zestawienie zniszczeń doko-
nanych przez Niemców w 1. 1939 w woj. krakowskim, rzeszowskim, sygn. II/3/36,
k. 102.
52 T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 37; Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu
w Polsce..., (w:) Eksterminacja ludności ..., s. 38.
53 T. Berenstein, A. Rutkowski., op. cit., s. 15.
•M Ibidem, nr 39, s. 81, 83, 84, 85, 86.
się do Krakowa 6 września i zgodnie z założeniami kontynuował „Ope-
rację Tannenberg". Wg komunikatów Specjalnego Referatu Tannenberg
w Krakowie dokonano dwóch egzekucji, 12 września rozstrzelano 10 Ży-
dów, 15 września zaś 23 osoby Polaków i Żydów55.
W tej działalności eksterminacyjnej Grupę Operacyjną Strecken-
bacha ,,dzielnie" wspomagały oddziały Wehrmachtu. Podobnie jak
w Cieszyńskiem i na Śląsku, na terenie woj. krakowskiego od pierw-
szych dni wojny jednostki wojskowe wkraczające do danej miejscowo-
ści często bez powodu lub pod byle pretekstem dokonywały mordów
ludności polskiej i żydowskiej. Dnia 2 września w Klikuszowej, pow.
Nowy Targ, oddział Wehrmachtu bez powodu rozstrzelał dwóch Pola-
ków, Stanisława Łukaszczyka z Szaflar i Józefa Waksmundzkiego z Leś-
nicy, oraz w Sidzińce, pow. Myślenice, również oddział Wehrmachtu
bez motywacji rozstrzelał dwóch rolników, Jana Draba — lat 65 i An-
drzeja Binkusia — lat 35 56. Natomiast we wsi Skomielna Biała, pow.
myślenicki, wehrmachtowcy rozstrzelali 13 osób — (nazwiska nieznane),
które uciekały przed Niemcami57. W tymże dniu nieustalone oddziały
hitlerowskie rozstrzelały po jednej osobie w Obidowej i Morawczynie
(pow. Nowy Targ)58.
3 września w Czarnym Dunajcu (pow. Nowy Targ) Niemcy po od-
byciu „sądu specjalnego" zastrzelili dwóch górali: Józefa Gliścińskiego,
lat 31 i Władysława Ogrodnego, lat 19, następnie spalono ich dom
rodzinny, w wyniku czego sponęło 36 gospodarstw7. Jako powód —
ostrzeliwanie oddziałów7 niemieckich 59 60.
W Jordanowie 3 września 'Wehrmacht rozstrzelał dwóch Polaków,
Wojciecha Bednarza i Kógela G0.
4 września na terenie woj. krakowskiego rozpoczął działalność
3 Oddział Operacyjny pod dowództwem SS-Sturmbannfuhrera dr. A. Ha-
sselberga, który w ramach „Operacji Tannenberg" wziął pod swoją
„opiekę" powiat Nowy Targ i sąsiednie powiaty — pomagał w tym
intensywnie Wehrmacht.
Jak ta „opieka wyglądała, najlepiej świadczy lista zbrodni: 4 wrze-
śnia — Lubień, pow. Myślenice, rozstrzelanie przez gestapo 10 osób:
Józef Czech, lat 50, Anna Hudomont z Krakowa, lat 50, Jan Janicki
z Pcimia, lat 50, Karolina Leśniak z Lubienia, lat 62, Andrze j Mastela
z Lubienia, lat 62, Franciszek Rapacz, lat 53, Karol Stożek z Krakowa,
55 K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 40—41; T. Wroński, op. cit.,
s. 20; T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., nr 38, s. 21.
58 Sz. Datner; 55 dni Wehrmachtu..., s. 179, 182; tenże: Zbrodnie Wehrmachtu
w Polsce..., (w:) Eksterminacja ludności..., s. 39; K. Leszczyński: Eksterminacja lud-
ności na ziemiach polskich w latach 7939—1945 (woj. krakowskie, lubelskie), BGKBZHP
t. IX, 1957, s. 139, 147.
57 Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 182.
58 K. Leszczyński, op. cit., s. 147, 148.
50 W. Wnuk: Walka podziemna na szczytach. Warszawa 1980, s. 84; Sz. Datner:
55 dni Wehrmachtu..., s. 181; S. Leczykiewicz: Konfederacja Tatrzańska. Warszawa
1969, s. 14; J. Berghauzen: Polityka okupanta hitlerowskiego na Podhalu w okresie
11 wojny światowej (w:) Podhale w czasie okupacji 1939—1945. Warszawa 1972, s. 18;
J. Fajkowski, J. Religa: Zbrodnie hitlerowskie na wsi polskiej 1939—1945. Warszawa
1981, s. 241.
60 Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 198.
lat 42, Stożkowa z Lubienia, lat 37, Andrzej Warzecha z Krakowa, lat 60,
Jan Wątorek, lat 4861.
5 września — Rudnik, pow. Myślenice. Wehrmacht rozstrzelał
23 Polaków, w tym 5 osób z Suchej. Zbrodnia została dokonana w od-
wecie za zabicie przez oddziały polskie 4 Niemców. Lista pomordowa-
nych: Władysław Duda, lat 18, Antoni Dziadek, lat 68, Karol Fijok,
lat 52, Stefania Gancarczyk, lat 17, Adam Judasz, lat 34, Wincenty
Judasz, lat 58, Jan Judasz, lat 49, Jan Koziorek, lat 51, Szczepan Krysoń,
lat 28, Jan Halina, lat 31, Rozalia Maślarz, lat 24, Wawrzyniec Miętkal,
lat 28, Julian Nędza, lat 18, Józef Starzec, lat 20, Jan Szczurek, lat 34,
Jan Szlacheta, lat 53, Stanisław Szwajca, lat 38, Michał Szwajca, lat 41,
Stanisław Swiatłoń, lat 26, Andrzej Warzecha, lat 1, Wawrzyniec
W róble 62.
5 września — Skrzydlna, pow. Limanowa, oddział Wehrmachtu
rozstrzelał 9 Polaków z zemsty za ostrzelanie przez patrol WP oddzia-
łów niemieckich. Zamordowani zostali: Stanisław Bielski, lat 19, Jan
Górliński, lat 43, Władysław Górliński, lat 17, Stanisław Jeżyk, lat 17,
Jakub Kaleta, lat 15, Józef Kaleta, lat 43, Jan Kaluch, lat 45, Franciszek
Klema, lat 38, Józef Królikowski, lat 37 63
5 września — Zamieście, pow. Limanowa, żołnierze Wehrmachtu
rozstrzelali 5 miejscowych Polaków: Jan Chlipała, Józef Chlipała, Sta-
nisław Goryczka, lat 20, Tadeusz Niezabitowski, Jan Pałka 64 65 * *.
6 września przez powiat Limanowa przeszła fala zbrodni. W dniu
tym w gminie Jodłownik zamordowano 61 Polaków6j. Oto lista po-
mordowanych:
Gromada Jodłownik — 4 osoby: Władysław Bogacz, lat 30, Jan
Broda, lat 14, Wojciech Kielak, Stefan Popielak, lat 29.
Gromada Krasne Łacice — 3 osoby: Andrzej Łaciak i 2 górali
uciekinierów.
Gromada Matów — 2 osoby: Andrzej Kuśnierz, lat 47 i Jan Łuka-
sik, lat 42.
Gromada Pogorzany — 42 osoby: Franciszek Cygal, lat 19, Andrzej
Dudzik, lat 39, Antoni (Kapera?) Kopera, lat 25, Edward Matyjkiewicz,
lat 20, Władysław? Odkiewicz, lat 19, Maria Opach, lat 60, Andrzej
Sadkiewicz, lat 43, Jan Sadkiewicz, lat 49, Marian Sadkiewicz, lat 19,
Antoni Skiba, lat 40, Jan Wawula, lat 20 i 31 osób nieznanych —
uciekinierzy.
Gromada Szczyrzyc — 10 osób: Antoni Chlipka, lat 25, Leon Haraf,
lat 31, Józef Kołodziejczyk, lat 41, Piotr Matykiewicz, lat 64, Franciszek
61 Ibidem; Cz. Madajczyk, S. Lewandowska: Hitlerowski terror na wsi polskiej
1939—1945. Warszawa 1965, s. 63; K. Leszczyński, op. cit., s. 140; J. Fajkowski, J. Re-
liga, op. cit., s. 236.
82 Sz. Datner: op. cit., s,. 237—238; J. Fajkowski, J. Religa: op. cit., s. 162;
Cz. Madajczyk, S. Lewandowska, op. cit., s. 63; K. Leszczyński, op. cit.
68 Sz. Datner: op. cit., s. 238; J. Fajkowski, J. Religa: op. cit., s. 238; Cz. Madaj-
czyk, S. Lewandowska: op. cit., s. 61; K. Leszczyński: op. cit., s. 129.
M Sz. Datner, op. cit., s. 239—240.
65 Ibidem, s. 260—261; J. Fajkowski, J. Religa: op. cit., s. 239—240; Cz. Madajczyk,
S. Lewandowska: op. cit., s. 61; K. Leszczyński: op. cit., s. 127—128; Sz. Datner:
Pierwsze dzieci i pierwsi starcy..., s. 98.
Szczygieł, lat 44, Julian Szczygieł, lat 17, Paweł Szczygieł, lat 19, Piotr
Wiewiórka, lat 18, Stanisław Wiewiórka, lat 21, Julian Konieczny,
lat 24. Jako powód tych zbrodni było ostrzelanie oddziałów niemieckich
przez cofające się oddziały Wojska Polskiego, m. in. „postrzelenie konia
wojskowego". Natomiast 7 września w miejscowości Zręczyce, pow.
Myślenice, Wehrmacht z nie ustalonych przyczyn rozstrzelał 7 Polaków:
Jan Feliks, lat 64, Józef Kociołek, żołnierz WP, Andrzej Musiał, lat 65,
Feliks Nosal, Józef Nosal, Jan Nosal, Wacław Rusołowski66.
Jeszcze o jednej zbrodni niemieckiej z terenu województwa kra-
kowskiego w tym początkowym okresie działań wojennych. 7 września
1939 r. patrol dywersyjny Podhalańskiego Rejonu Dywersji Pozafronto-
wej ostrzelał oddziały niemieckie 2 dywizji górskiej, w wyniku czego
zginęło dwóch Niemców. W odwecie hitlerowcy zamordowali 12 osób,
w tym 3 kobiety oraz spalili 26 zabudowań wsi67. Rozstrzelani zostali:
Wojciech Gargas, lat 84, Franciszek Kostrzewa, Anna Kotlarz, Józef
Plata, Jan Rola, Michał Skoczeń, lat 70, Zofia Witowska, N. Witowska,
Jan Wójs, lat 72, Józef Wójs, Wojciech Wójs, Jan Zygmunt. W tym
samym czasie we wsi Gołkowice Polskie, gmina Stary Sącz, żołnierze
niemieccy zastrzelili Zofię Krupę z dzieckiem na ręku za to, że przeszła
przez szosę, po której posuwały się oddziały niemieckie, i pastuszka
pasącego gęsi w odległości około; 500 m68. Również podczas walk
spalono kilka domów w Kąclowej i strzelano do mieszkańców wsi za-
bijając i raniąc kilka osób 69.
8 września we wsi Niegłowice (pow. Jasło) oddział Wehrmachtu
rozstrzelał dwóch Polaków: Jana Czajkowicza, lat 30, z Niegłowic i Jana
Szewczyka, lat 20, z Brzyścia 70.
W miarę cofania się polskiego frontu na wschód krwawy „szlak"
zbrodni hitlerowskich przekroczył granicę województwa lwowskiego.
Pierwsza doświadczyła miejscowość Zręcin (pow. Krosno), gdzie oficer
Wehrmachtu zastrzelił „bez powodu" Białkę Armałową, lat 56 i Leopol-
da Legawę lub Sagawę, lat 1371. Również „bez powodu” 9 września
w Sławęcinie żołnierze Wehrmachtu ciężko zranili Jakuba Kotulaka,
88 Tenże, 55 dni Wehrmachtu..., s. 277, K. Leszczyński, op. cit., s. 139.
97 F. Grodkowski: Okupacja hitlerowska w Nowym Sączu i w Sądeczyźnie w la-
tach 1939—1945. „Rocznik Sądecki", t. VI. Nowy Sącz 1965, s. 54—55; J. Bieniek:
Wojskowy ruch oporu w Sądeczyźnie. Ibidem, t. XII. 1971. s. 308, przyp. 3; Sz. Datner:
op. cit., s. 240; CAW: op. cit., sygn. II/3/36, k. 55; por. A. Krawczyk: Hitlerowcy
w Nowym Sączu w latach 1939—1945, (w:) Okupacja w Sądeczyźnie 1939—1945.
Nowy Sącz 1974, s. 219.
88 CAW, sygn. II/3/45, Materiały o zbrodniach niemieckich w czasie działań
wojennych we wrześniu 1939 r. k. 13.
89 F. Grodkowski, op. cit., s. 55; E. C. Król: Polityka okupanta niemieckiego na
Ziemi Sądeckiej w okresie II wojny światowej, (w:) Okupacja w Sądeczyźnie..., s. 42.
70 Księga Zmarłych, Urząd Stanu Cywilnego w Jaśle; Cz. Leosz: Ofiary zbrodni
hitleryzmu, (w;) Jasło oskarża..., s. 174; tenże: Jasło oskarża faszyzm, „Rocznik Ja-
sielski", t. I, Jasło 1969, s. 64; M. Wieliczko, op. cit., s. 84.
71 K. Leszczyński: Eksterminacja ludności na ziemiach polskich w latach 1939—
1945 (woj. łódzkie, pomorskie, rzeszowskie), BGKBZHP t. X, 1958, s. 155; Sz. Datner:
Pierwsze dzieci i pierwsi starcy..., s. 99; Cz. Leosz: Zbrodnie hitlerowskie w Krośnień-
skiem. (w:) Krosno. Studia z dziejów miasta i regionu t. II (1918—1970), Kraków
1973, s. 209, 214.
lat 72, który zmarł wskutek odniesionych ran 72. W tymże dniu oddziały
Wehrmachtu spacyfikowaty wieś Rozdzielę (pow. Gorlice), paląc 6 bu-
dynków, w których 9 osób spłonęło żywcem. Było to z zemsty za ostrze-
lanie patrolu zwiadowczego i zabicie oficera pi zez pluton z 1 Pułku
Strzelców Podhalańskich 73. Podobnej zbrodni dokonano we wsi Niena-
szów (pow. Jasło). 9 września około godz. 10 rano przez wieś przejeżdża-
ła niemiecka kolumna wojskowa. Na drodze w przysiółku Debrze od
zabłąkanej kuli zginął jeden z kierowców, a samochód wpadł do
rowu. Jak się okazało, niedaleko od miejsca wypadku żołnierze nie-
mieccy polowali na kaczki na stawach dworskich, jednak winę za ten
wypadek przypisano ludności cywilnej. Schwytano 10 mężczyzn, któ-
rych zapędzono do wyciągania z rowu samochodu, a po tym wszystkich
rozstrzelano na miejscu. Po egzekucji spalono 8 gospodarstw wraz z ca-
łym żywym i martwym inwentarzem. Zostali zamoidowani: Józef Bal,
lat 40, Antoni Delimata, lat 28, Franciszek Fijałkiewicz, lat 19,
Władysław Jaracz, lat 35, Stanisław Lelko, lat 30, Franciszek
Piejko, lat 25, Franciszek Świetlik, lat 60, Antoni Wielgosz, lat 58,
Paweł Zając, lat 48, Władysław Zając, lat 24 74. Także w Gorzejowej,
Pustej Woli i Woli Cieklińskiej Wehrmacht dokonał morderstw. W Go-
rzejowej 15 września zastrzeleni zostali Stanisław Wójcik, lat 35 i Jan
Zieliński, lat 38 75 *, za to tylko, że stojąc koło mostu, z którego spadł
niemiecki samochód, nie udzielili pomocy, lecz usiłowali uciec 7G. W Pu-
stej Woli 15 września zastrzelona została Zofia Stój, lat 25, za to, iż
zabraniała żołnierzowi brać siana ze swojej łąki. W akcie zgonu zazna-
czono ,,zastrzelona przez Niemca na polu" 77. Zaś w Woli Cieklińskiej
z nieustalonych przyczyn i bliższych okoliczności we wrześniu zastrze-
lono pracujących w polu Bazylego Dianę i Bazylego Poliwkę 78. Nato-
miast 10 września wkraczające do Radymna oddziały Wehrmachtu na
72 Tenże- Ofiary zbrodni hitleryzmu, (w:) Jasio oskarża..., s. 176.
73 CAW, sygn. II/3/36, k. 102; L. Dusza: Informator o miejscach walk, straceń
i męczeństwa ludności w powiecie gorlickim w okresie II wojny światowej. Rzeszów
1971, s. 33; T. Kowalski: Obozy hitlerowskie w Polsce południowo-wschodniej 1939—
1945. Warszawa 1973, s. 19—20; Cz. Leosz: Pacyfikacja wsi w regionie jasielskim, (w:)
Jasio oskarża..., s. 147—148; tenże: Ofiary zbrodni hitleryzmu, (w:) Jasło oskarża...,
s. 177; tenże: Zbrodnie hitlerowskie w Krośnieńskiem. (w:) Krosno..., s. 209; Wg
M. Wieliczko: Wykaz nazwisk osób zamordowanych znajduje się w WAPJ zespół
Starostwo Powiatowe w Gorlicach, sygn. 284 (op. cit., s. 84. przyp. 78).
71 Cz. Leosz: Jasło oskarża faszyzm. ,,Rocznik Jasielski", t. I, s. 64, 80, przyp. 1;
tenże: Pacyfikacja wsi..., (w:) Jasło oskarża..., s. 148—149; tenże: Ofiary zbrodni...,
(w:) Ibidem, s. 174; tenże: Zbrodnie hitlerowskie w Krośnieńskiem (w:) Krosno...,
s. 209, przyp. 1; M. Wieliczko: op. cit., s. 83; Cz. Madejczyk, S. Lewandowska: op.
cit., s. 122.
75 W Księdze Zmarłych Urzędu Stanu Cywilnego w Jaśle podana jest data
śmierci Jana Zielińskiego — 11 września i notatka ustalająca przyczyny zgonu —
„zastrzelony przez wojska niemieckie”. Tę informację powtórzył M. Wieliczko: op.
cit., s. 84.
78 Cz. Leosz: Ofiary zbrodni..., (w:) Jasło..., s. 176.
77 Ibidem; tenże: Ofiary zbrodni..., s. 176.
78 Ibidem.
wstępie spaliły ratusz, z którego rzekomo miano strzelać do przecho-
dzących wojsk. Następnie aresztowano wielu mieszkańców Radymna
jako zakładników 79. '
Podobnie wojsko niemieckie spaliło kilka domów na przedmieściu
Sanoka w Dąbrówce. Okazało się, że jakiś Ukrainiec, ciesząc się, strza-
łem z rewolweru witał Niemców, a ci najbliższe budynki podpalili80.
11 września w Jarosławiu po zajęciu miasta oddziały Wehrmachtu
rozstrzelały przy ul. Sanowej 10 pracowników rzeźni miejskiej: „mieli
oni rzekomo walczyć z Niemcami” 81.
W tym samym dniu w Besku (pow. Lesko) Wehrmacht oskarżył miesz-
kańców ,,o przeszkadzanie w działaniach wojennych i sabotaż”. Wyrok
— kara śmierci dla 21 osób Polaków i Ukraińców: Stanisław Borkowski,
Michał Cup, Teodor Deńko, Antonina Oeńko, Jan Feszczak, Andrzej
Hryńczak, Stanisław Kołodziej, Aleksander Kopczak, Antoni Kopina,
Mikołaj Kopina, Jan Mikołaj Kuśnierz, Andrzej Pasternak, Wiktor
Pelczar, Piotr Roman, Paweł Skrobut, Michał Szymański, Michał Szałan-
kiewicz, Konstanty Tatarski, Stanisław Szybka, ks. Michał Wełyczko 82.
Hitlerowcy obok znanych już form eksterminacyjnych stosowali
też i inne, jak aresztowania ludności, przede wszystkim mężczyzn i wy-
wożenie ich jako zakładników 83 do obozów koncentracyjnych do Nie-
miec, Czechosłowacji i Austrii. I tak za aktywny udział ludności cywil-
nej w bitwie pod Wysoką hitlerowcy spalili wieś Wysoką, mężczyzn
zaś wziętych do niewoli wywieziono do obozów koncentracyjnych w
Niemczech 84.
” P. Goeldner: Der Feldzug in Polen 1939. Dokumente, Berlin 1939, s. 65; por.
K. Gottfried: Z przeszłości Radymna, „Rocznik Przemyski", t. X, z. 3 Przemyśl 1965
s. 182.
80 Kronika Klasztoru OO Franciszkanów w Sanoku, t. II, Archiwum OO Francisz-
kanów w Sanoku.
81 K. Strauss: Ruch opora w Jarosławia w okresie okupacji hitlerowskiej, „Rocz-
nik Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia" 1969—1970—1971, Jarosław 1971, s. 59;
K. Leszczyński podał informację o rozstrzelaniu około 7 osób, (op. cit., BGKBZHP,
t. X, s. 150).
82 Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 355; Cz. Leosz: Zbrodnie hitlerowskie w
Krośnieńskiem, (w:) Krosno..., s. 209, przyp. 1; K. Leszczyński, op. cit., BGKBZHP,
t. X, s. 186; Cz. Madajczyk, S. Lewandowska, op. cit., s. 129; J. Fajkowski, J. Religa,
op. cit., s. 176—177.
83 System brania zakładników spośród podbitej ludności cywilnej był szczegółowo
opracowany przez niemieckie władze wojskowe w ramach przygotowań do agresji
przeciwko Polsce. W rozkazie naczelnego dowództwa wojsk lądowych — Oberkom-
mando des Heeres (OKU) z 24 lipca 1939 roku czytamy „...na obszarze operacyjnym
armii brać w razie potrzeby zakładników i podać do publicznej wiadomości, że w wy-
padku wrogiego zachowania się ludności zakładnicy zostaną rozstrzelani" (T. Beren-
stein, A. Rutkowski, op. cit., nr 38, s. 7) i dalej, należy natychmiast internować
mężczyzn Polaków i Żydów zdolnych do sł żby wojskowej (20—45 lat) i traktować
jako jeńców wojennych, umieszczając ich oddzielnie. W wyniku tych zarządzeń inter-
nowano tysiące osób, które wywieziono do Rzeszy na roboty do prac przymusowych
(Ibidem, nr 39, s. 63; Cz. Madajczyk: Polityka 111 Rzeszy..., s. 29; K. Radziwończyk:
Okupacyjny zarząd..., s. 103).
81 S. Leczykiewicz, op. cit., s. 17.
9 września w Klikuszowej aresztowano 20 górali za rzekome strze-
lanie do Niemców. Aresztowanych przewieziono do więzienia w No-
wym Targu. Mimo usilnych poszukiwań we wsi, broni nie znaleziono.
12 września ukazało się zarządzenie o przymusowym oddawaniu broni
przez ludność pod karą śmierci85.
W Chochołowie 4 września Gestapo aresztowało księdza probosz-
cza Józefa Sosina, księdza wikarego Józefa Głuszka oraz wójta Andrze-
ja Wieczorka. Powód — wybitna działalność polityczna wśród górali.
Obydwaj księża zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Da-
chau, gdzie ks. proboszcz umiera 17 lutego 1941 roku86. Również aresz-
towany został ks. Jan Góralik z Podwilku (pow. Nowy Targ) pod za-
rzutem oddanych strzałów z plebanii, od których zginął wyższy oficer
niemiecki. Oprócz tego spalono kilkanaście gospodarstw, a mężczyzn
wywieziono do Rużemborku na Słowacji. Podobnie wywieziono męż-
czyzn z Piekielnika za zastrzelenie Niemca. Na Słowacji kto podał się,
że jest narodowości słowackiej, powrócił do domu. Ks. Jan Góralik
zmarł na Majdanku 87. Również jako zakładników mężczyzn wywożono
z innych miejscowości. Z Jabłonki — 500 osób, z Krościenka — 86 osób,
z Ochotnicy — 50 osób, z Odrowąża — 69 osób, głównie na Słowację
i do Austrii88. W tych akcjach represyjnych szczególną aktywność
przejawiał wspomniany już wielokrotnie 3 Oddział Operacyjny dr.
A. Hasselberga. Tenże oddział hitlerowski z nowotarskiego przeszedł
krwawym szklakiem przez limanowskie, nowosądeckie, Bochnię, Brze-
sko, Tarnów, Dębicę, Rzeszów, Łańcut, Przeworsk i 16 września przy-
był do Jarosławia, gdzie osiadł. Równocześnie skierowano na wschód
Grupę Operacyjną von Woyrscha, która po ,,zaprowadzeniu ładu" na
Śląsku i w Myślenieckiem 13 września przeszła do Tarnowa, a stąd do
rejonu Dębica—Rzeszów.
Oto kilka konkretnych faktów z terenu objętych ,.marszrutami"
wspomnianych jednostek hitlerowskich.
Powiat Limanowa: 12 września — Mordarka, gm. Kamienica —
rozstrzelanie 6 osób z Limanowej, 5 Żydów i Polaka, a w pobliskiej
Starej Wsi rozstrzelanie 6 Żydów89. W Siekierczynie w kamienioło-
mach wsi zastrzelenie 13 osób z Limanowej, w tym 12 Żydów. Powód
zbrodni „zarzucanie Żydom, że dawali Rządowi Polskiemu pieniądze
na uzbrojenie, Polakowi za to, że robił przeszkody przeciwczołgowe,
zrzynając przy gościńcu w Sowlinach wierzby". Rozstrzelano: Abra-
85 Ibidem, s. 20.
88 S. Podlewski: Przez krzyż i mękę ku świtom Zmartwychwstania. Udział ducho-
wieństwa polskiego w walce o niepodległość Polski w II wojnie światowej, (w:) Wier-
ni Ojczyźnie. Karty z dziejów martyrologii duchowieństwa polskiego w latach okupa-
cji hitlerowskiej. Warszawa 1966, s. 132; tenże: Wierni Bogu i Ojczyźnie. Duchowień-
stwo katolickie w walce o niepodległość Polski w II wojnie światowej. Warszawa
1971, s. 30; S. Leczykiewicz, op. cit., s. 19.
97 M. Plewczyński: Powiat Nowy Targ w kampanii wrześniowej 1939 r. (w:) Pod-
hale w czasie okupacji..., s. 69.
88 K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 43.
88 T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., nr 38, s. 21; K. Leszczyński, op. cit.,
ham Binder, Naftali Blech, Blusenstein Ben Zioń, Wolf Glashut, Henryk
Goldfinger, Markus Goldzahler, Leizer Lichtscharber, Sucher Lówi,
Izaak Rosenwasser, Hirsch Sanger, Meilech Schónberg, Jan Semik,
Mendel Silberstein ".
Mszana Dolna, we wrześniu rozstrzelanie ok. 20 Żydów, przywie-
ziono ich od strony Rabki. Nazwisk pomordowanych nie ustalono 91.
Powiat Myślenice: Poznachowice Górne, w lesie zw. ,,Podkamień”
rozstrzelanie 7 osób nieustalonej narodowości. Także nie udało się
ustalić nazwisk 4 Żydów z Ipsu (pow. Żywiec), którzy zostali zamordo-
wani w drugiej połowie września we wsi Sporysz 92.
Powiat Tarnów — 11 września dwie zbrodnie. Jedna w miejsco-
wości Karwodrza pod Tuchowem. Wkraczające do miasteczka oddziały
Wehrmachtu bez przyczyny rozstrzelały 12 Żydów — 6 nazwisk usta-
lono: Izaak Ascheim, Markus Ascher, Leib Tenzer, Moses Tenzer,
Pinchas Tenzer, Tuchmann i w Tuchowie, gdzie rozstrzelano 12 miej-
scowych Żydów. Brak nazwisk 93.
Należałoby też wspomnieć o tzw. ,,krwawej niedzieli” w Nowym
Targu. 17 września policja rozstrzelała 25 osób, z tego 8 z Nowego
Targu, 5 z Rokicin, 2 z Szaflar i po 1 z Bukowiny, Grywałdu i Obido-
wej 04.
Powiat Dębica — Pilzno, 13 września rozstrzelano 4 Polaków po-
chodzących z Cieszyńskiego, jako powód „udział w walce partyzanc-
kiej w Cieszyńskiem”, Nazwisk nie ustalono 95.
Natomiast w Strzyżowie 15 września zamordowano koło cmentarza
katolickiego 4 Żydów: Józef Puderbietel, Berisz Schlesinger, Mates Stern,
Marian Żanger-Welf. Powód mordu „narodowość żydowska”96. Zaś
14 września w Dynowie (pow. Brzozów) zamordowano około 300 osób
Polaków i Żydów. 50 Żydów spalono żywcem. Nazwiska pomordowa-
nych nie są znane. Wśród zamordowanych byli też uciekinierzy z Brzo-
zowa, Gorlic, Jasła, Nowego Sącza i Krosna 97.
W powiecie leskim około 15 września na terenie wsi Berehy Górne
jednostka Wehrmachtu zamordowała 42 Żydów (nazwisk nie ustalono)
zebranych pod Ustrzykami Górnymi, a powracających z różnych miast
do domu98. '
18 września również Wehrmacht w lesie pod Ustrzykami Dolnymi
rozstrzelał około 60 Żydów, w tym kilka kobiet oraz 19 września we
wsi Trzcianiec, gmina Wojtkowa, nieustalona jednostka hitlerowska * 8
BGKBZHP, t. IX, s. 129.
80 Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 362—363.
81 Ibidem, s. 466; T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 26; K. Leszczyński, op.
cit., s. 129.
82 Sz. Datner, op. cit., s. 448, 466—467; K. Leszczyński, op. cit., s. 141; T. Beren-
stein, A. Rutkowski, op. cit., s. 26.
8S Sz. Datner, op. cit., s. 351; K. Leszczyński, op. cit., s. 165.
81 Ibidem, s. 149.
85 Sz. Datner, op. cit., s. 377; K. Leszczyński, op. cit., t. X, s. 144.
•• Sz. Datner, op. cit., s. 399; K. Leszczyński, op. cit., s. 182; Cz. Leosz: Ofiary
zbrodni hitleryzmu, (w:) Jasło oskarża..., s. 176.
87 K. Leszczyński, op. cit., s. 141; T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 22.
88 Ibidem, s. 26; por. Sz, Datner, op. cit., s. 448.
zastrzeliła 7 osób: 4 Polaków i 3 Żydów: rodzina Atalskich (4 osoby),
Grumet, Ringel i Ringel".
W Gorlicach 22 września hitlerowcy wyciągnęli z mieszkania le-
karza Grubnera i 4 nieznanych młodych Żydów i wywieźli z miasta.
Wszelki ślad po nich zaginął. Prawdopodobnie zostali zamordowanilu0.
Bliżej nieznana jest data mordu na Polaku Józefie Beku. Został on za-
strzelony we wrześniu we wsi Zboiska (pow. Krosno) pod zarzutem
szpiegostwa 101.
W Przemyślu i w powiecie przemyskim 15 września i w dniach
następnych jednostki Wehrmachtu rozstrzelały 103 Żydów102. Mordy
miały miejsce w różnych częściach miasta: w Prałkowcach, na Bakoń-
czycach, na Kruhelu, Zasaniu i pod Medyką 103. Dwie dalsze egzekucje
dokonane zostały w Krzywczy — 14 Żydów: Mojżesz Fast, Aron Frei-
feld, Izrael Freifeld, Chaim Gromel, Hersz (Chaji), Jakub Polner, Mendel
Polner, Rosner, Rosner Hersz, Dawid Wassner i w Nienadowej — 12
Żydów.
Nazwiska 4 ofiar zostały ustalone: N. Dornbusch, lat ok. 30, N. Dorn-
busch, lat ok. 38, Samuel Strasler, lat ok. 30, Symcha Tisser, lat ok.
42 104. Jeszcze o jednej zbrodni należy wspomnieć, a mianowicie w Rze-
szowie zostało rozstrzelanych około 40 Polaków105. Prawdopodobnie
dokonała tego działająca w tym rejonie Grupa Operacyjna von Woyr-
scha. Jak już wspomniałem, jednostka ta szczególnie nagminnie doko-
nywała aktów terrorystycznych, co spotkało się z negatywnym sto-
sunkiem żołnierzy i dowództwa 14 armii, w wyniku czego grupa v.
Woyrscha została wycofana na Górny Śląsk106. Następstwem tej de-
cyzji były pewne zmiany w rozmieszczeniu Grupy Operacyjnej Strec-
kenbacha, a mianowicie ze Śląska w Sanockie został przerzucony
1 Oddział Operacyjny dr. Hahna. Zmiany te były związane m. in.
z blokadą linii demarkacyjnej na Sanie przed powrotem ze wschodu
ludności polskiej i akcją wysiedlenia ludności żydowskiej za San. Ten
99 Ibidem, s. 422, 425.
100 T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., s. 24; por. Sz. Datner, op. cit., s. 439;
Cz. Leosz, op. cit., s. 177.
101 Sz. Datner, op. cit., s. 489.
102 A. Rachwał: Eksterminacja ludności w Przemyślu i powiecie przemyskim w Ja-
tach 1939—1944. (w:) Studia nad okupacją hitlerowską południowo-wschodniej części
Polski, t. I, Rzeszów 1976, s. 48.
193 Zob. J. A. Radomski: Rzeszowszczyzna w historii. ,.Rocznik Przemyski", t. XIX,
—XX, Przemyśl 1978, s. 381, przyp. 162.
101 K. Leszczyński, op. cit., s. 172, 173; Sz. Datner, op. cit., s. 476—477.
103 K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 253.
108 I tak np. oficer Abwehry dowództwa 14 armii w Rzeszowie meldował przedsta-
wicielowi Abwehry OKW o ,,... zaniepokojeniu wywołanym na terenie armii przez
bezprawne nieraz decyzje Grupy Operacyjnej v. Woyrscha egzekucjami Polaków i Ży-
dów bez sądów, samowolnymi szykanami i chaotycznymi aresztowaniami •— zamiast
pożądanego przez Wehrmacht spokoju i porządku" i dalej „...Żołnierzy gniewa przede
wszystkim to, że młodzi ludzie, zamiast walczyć na froncie, wyprobowają swą odwagę
wobec bezbronnych" (M. Broszat, op. cit., s. 31); por. K. Radziwończyk, op. cit., s. 46;
Cz. Madajczyk: Polityka III Rzeszy..., s. 48, 50. Jednak gen. płk Wilhelm List, dowód-
------->
ostatni problem ,,rozwiązania kwesti żydowskiej" na okupowanych te-
renach Polski zapad! już 12 września, kiedy dowództwo 10 i 14 armii
otrzymały z OKH rozkaz przystąpienia do wysiedlenia ludności żydow-
skiej z Górnego Śląska za San na stronę radziecką * 107. Rozkaz potwier-
dziły dyrektywy Heydricha dla Grup Operacyjnych na konferencji
w dniu 21 września 1939 w Berlinie.
Dyrektywy Heydricha zostały wprowadzone z miejsca już 22 września,
teren działania I Grupy Operacyjnej był objęty akcją wysiedlania pol-
skich Żydów. Łącznie w ciągu niecałych dwóch tygodni Oddziały Ope-
racyjne Streckenbacha wysiedliły z terenu województwa rzeszowskie-
go ponad 20 tys. Żydów 108 *. Natomiast deportacja ludności żydowskiej
ze Śląska nastąpiła dopiero w trzeciej dekadzie października 1939 r.1(W.
W zbrodniczej działalności z I Grupą Operacyjną Streckenbacha
ściśle współpracowały jednostki 14 armii, a głównie jej organa Ab-
wehra. Wg danych Abwehry z dnia 23 września I Grupie Operacyjnej
„przekazano 8 osób podejrzanych o szpiegostwo i sabotaż, a ponadto
265 podejrzanych o udział w partyzantce jeszcze pozostawało w jego
dyspozycji" 110 *.
I Grupa Operacyjna dokonywała również selekcji cywilnych jeń-
ców wojennych, którzy przebywali w obozach dla internowanych.
Aresztowaniu podlegały osoby, które były „prowodyrami i nosicielami
szowinistycznego nacjonalizmu polskiego". Objęci tym byli oficerowie
służby czynnej i rezerwy oraz osoby podlegające służbie wojskowej,
a działające w b. polskich organizacjach niepodległościowych, jak
w Związku Strzeleckim, Związku Legionistów, Katolickim Związku Mło-
dzieży, Związku Powstańczym, Sokole, Związku Harcerstwa Polskiego.
Rozszerzono te aresztowania zarządzeniem szefa zarządu cywilnego
14 armii z 11 października 1939 r. częściowo na inteligencję: nauczy-
cieli, urzędników, ziemian i leśniczych ni.
ca 14 armii, w piśmie do podległych mu jednostek usprawiedliwiał eksterminacyjną
działalność grup operacyjnych policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa: „Nale-
ży wyraźnie stwierdzić, że grupy operacyjne policji bezpieczeństwa współdziałające
z dowództwami korpusów armijnych nie brały zupełnie udziału w przeprowadzonych
w ramach wspomnianej akcji działaniach. W sprawach, gdzie rzekomo doszło do wy-
kroczeń (bezprawne rozstrzeliwania) — toczy się dochodzenie. Uprasza się o udzie-
lenie wyjaśnień podległym oddziałom w odpowiedniej formie. Udzielanie daleko idą-
cej pomocy grupom operacyjnym przy wykonywaniu ich zadań granicznych i państwo-
wo-policyjnych leży w interesie oddziałów" (Okupacja i ruch oporu w dzienniku Han-
sa Franka..., s. 109—110).
107 K. Radziwończyk: Plany polityczne Trzeciej Rzeszy..., NDP, t. XII, s. 15; por.
tenże: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 47, 51—52; tenże: Okupacyjny zarzcd..., s. 122;
A. Eisenbach, op. cit., s. 140.
108 Problem ten szczegółowo omówili: K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha,
s. 53—56; Cz. Madajczyk, op. cit., s. 45; T. Berenstein, A. Rutkowski, op. cit., nr 39,
s. 73, 74—76.
1®9 Ibidem, s. 76—77.
1!t* K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 59—60.
151 Ibidem, s. 60—61.
Wykonanie tego zadania i dalszego prowadzenia „Akcji Tannen-
berg" na Śląsku Cieszyńskim, w Krakowskiem i Lwowskiem przejął
następca Streckenbacha, a dotychczasowy jego zastępca na stanowisku
dowódcy I Grupy Operacyjnej SS-Sturmbannfuhrer, W. Huppenkot-
hen 112.
III. ZBRODNIE NA JEŃCACH WOJENNYCH POLSKICH
Działalność lotnictwa hitlerowskiego w wojnie obronnej Polski
była również zaprzeczeniem przyjętych przez Niemcy zobowiązań mię-
dzynarodowych i zwyczajów wojennych.
1 września niemieckie MSZ za pośrednictwem poselstwa holender-
skiego przekazało rządowi polskiemu notę, iż ,,... niemieckie lotnictwo
otrzymało rozkaz organiczenia swej działalności do obiektów wojsko-
wych i że rozkaz ten będzie utrzymany w mocy pod warunkiem, że
podobnych zasad będzie przestrzegać lotnictwo polskie" 113 114 115.
Wbrew tym obłudnym zapewnieniom hitlerowska Luftwaffe od
pierwszych dni wojny bombardowała obok obiektów o charakterze
czysto wojskowym, jak: lotniska, zakłady zbrojeniowe, węzły kolejo-
we, także miasta i wsie nie przedstawiające żadnego znaczenia militar-
nego, pozbawionych wojsk i oddalonych od terenu działań wojennych.
Ze szczególną zaciętością lotnictwo myśliwskie ostrzeliwało z broni po-
kładowej ludność cywilną na drogach i polach, lotnictwo zaś bombowe
atakowało zarówno budowle, szpitale, obiekty Czerwonego Krzyża,
jak i transporty cywilne setki tysięcy ewakuowanych.
W miarę zdobywania przez Luftwaffe przewagi w powietrzu, zmiej-
szania sił polskiego lotnictwa i obrony przeciwlotniczej niemieckie na-
latoy terrorystyczne stawały się coraz bardziej bezkarne i liczniej-
sze U4. i
Już 1 września samoloty niemieckie około 60 bombowców zbom-
bardowały Jasło, lotniska w Moderówce i Krośnie. Zaskoczenie było
całkowite. Na lotnisku w Krośnie w trakcie bombardowania zginęło
9 osób H5, na lotnisku zaś w Moderówce ponieśli śmierć: kpr. lotnik
Paweł Sobik, kpr. Stanisław Majcherek, strzelcy — Feliks Suchodolski,
Włodzimierz Zawiliński, Stanisław Sewerniak i piloci uczniowie Jan
Kudłacik i Jerzy Masternak. Poległych pochowano na cmentarzu para-
fialnym w Szebniach116. Obydwa lotniska zostały poważnie uszkodzone,
uległ zniszczeniu sprzęt Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małolet-
112 Ibidem, s. 61.
113 Tenże: Okupacyjny zarząd..., s. 106; por. tenże: Plany polityczne..., s. 10; Sz.
Datner, op. cit., s. 93.
114 Szeroko to zagadnienie omówił zob. A. Rzepniewski: Wojna powietrzna w Pol-
sce — 1939 na tle rozwoju lotnictwa Polski i Niemiec. Warszawa 1970, s. 99—101,
por. Cz. Krzewiński: Zbrodnie Luftwaffe w Polsce we wrześniu 1939 r., BGKBZHP,
t. XXIX, 1979, s. 19—22.
115 Kronika klasztorna w Krośnie 1939—1944 OO Franciszkanów. Archiwum OO
Franciszkanów w Krośnie.
114 Cz. Leosz: Ofiary zbrodni hitleryzmu, (w:) Jasio oskarża..., 5. 172; M. Wielicz-
ko: op. cit-, s. 61, przyp. 39.
nich Nr 1. Po wykonaniu zadania hitlerowcy zrzucili bomby i ostrzelali
miasteczka Dębowiec i Żmigród Nowy 117.
W tym samym dniu po południu zbmobardowane zostały obiekty
kolejowe w Tarnowie, stacja kolejowa w Dębicy, gdzie ostrzelano
z broni pokładowej zgromadzoną ludność oraz skład pociągu PCK. Na-
tomiast w Krośnie została spalona fabryka obuwia i wyrobów gumo-
wych „Wudeta"118. Powtórnie zaatakowano lotnisko w Moderówce
niszcząc je doszczętnie oraz stację kolejową w Jaśle.
W okolicach Rafinerii Nafty w Niegłowicach jeden z samolotów
zrzucił bombę na grupę osób pracujących w polu. Zginęli: Ludwika
Kardaś, lat 18, Zofia Myśliwiec, lat 18, N. Myśliwiec, lat 18, Franciszek
Stefanik, lat 21 i nieznany mężczyzna lat 24 119. Trzeba zaznaczyć, iż
niedaleko w odległości około 400 m leżała rafineria ropy naftowej, ale
pilot — bandyta wołał zapolować na osoby cywilne 12°.
Według niepełnych danych w czasie działań wojennych we wrześ-
niu 1939 roku miały miejsce wypadki zbrodni niemieckich na polskich
jeńcach wojennych. Egzekucji lub po prostu mordów dokonywały ra-
czej regularne jednostki Wehrmachtu, często bez sądu na rozkaz ofice-
ra, pod byle pretekstem, a często bez pretekstu. Mordowano rannych
nie szanując znaku Czerwonego Krzyża. Znane są liczne mordy poje-
dyńczych bezbronnych żołnierzy, grup kilku-, kilkunastu-, kilkudzie-
sięciu-, a nawet kilkusetosobowych. Wiele zbrodni wykonywano z wy-
rafinowanym okrucieństwem 121.
3 września po bohaterskiej obronie poddały się forty Węgierskiej
Górki bronione przez ,,Kompanię Forteczną Nr 1 Węgierska Górka"
pod dowództwem kpt. Tadeusza Semika. Jak relacjonuje kpt. Semik
„... Kiedy żołnierze polscy zaczęli wychodzić z fortu „Wędrowiec" —
jedni o własnych siłach, drudzy podtrzymywani przez kolegów, Niemcy
rzucili się na nas, bijąc i popychając. Jakiś Niemiec zastrzelił Strzelca
Tlałkę. Podobnie po poddaniu się fortu „Włóczęga", ,,... żołnierzy po-
bito przy wyjściu i obrabowano z zegarków, portmonetek i innych
osobistych przedmiotów", a członek załogi fortu, Niemiec Edmund
Strauch, z zemsty zastrzelił st. Strzelca Jana Sprychę. Tenże E. Strauch
w czasie walki namawiał w schronie do poddania się i dlatego został
aresztowany, a pilnował właśnie Sprycha122. Podobnie relacjonował
117 Ibidem, s. 60; CAW, sygn. II/3/36, k. 106.
118 CAW, ibidem, s. 55, 101, 106.
119 Cz. Leosz: Ofiary zbrodni..., (w:) Jasło oskarża..., s. 174; natomiast M. Wielicz-
ko podał, iż zaginęli: Marian Kardaś, lat 28, Janina Kardaś, lat 14, Stanisława Myśli-
wiec, lat 16, i Franciszek Stefanik, lat 19 (op. cit., s. 61). Informację tę częściowo
potwierdza Księga Zmarłych, Urzędu Stanu Cywilnego w Jaśle (Janina Kardaś, lat 14,
Franciszek Stefanik, lat 19, Stanisław Myśliwiec, lat 16, Marian Foryś, lat 28).
129 M. Wieliczko, op. cit., s. 61.
12t Przepisy ,,o traktowaniu jeńców wojennych" wydane w 1929 r. na międzyna-
rodowej konferencji w Genewie zw. „Konwencją Genewską" szczegółowo omówione
w pracy Sz. Datnera, Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych..., s. 14—18; por.
S. Uhma, Jeszcze raz o zbrodniach niemieckich..., s. 262.
122 Rei. pisemna ppłk. Tadeusza Semika, Archiwum Zarządu Oddziału ZBOWiD
w 'Żywcu.
st. strzelec Bykowski dodając Po wyjściu Niemcy chcieli nas roz-
strzelać, lecz resztę przed tym losem uchronił jakiś wyższy oficer nie-
miecki". Nie mógł wprost uwierzyć, iż pozostało zdolnych do walki
tylko 9 żołnierzy 123.
5 września we wsi Toporzysko-Bystra żołnierze 2 dywizji górskiej
wzięli do niewoli żołnierza polskiego, który zagubił się. Jeńcowi Niem-
cy kazali oddalić się i wtedy zastrzelili go pod zarzutem ucieczki.
W dniu następnym 6 września w Zręczycach (pow. Myślenice) oddział
Wehrmachtu rozstrzelał 3 żołnierzy ubranych po cywilnemu. Pocho-
wano ich na cmentarzu parafialnym w Gdowie 124. Podobnie w Dorna-
radzu-Porębie (pow. Brzozów) Wehrmacht rozstrzelał 3 żołnierzy pol-
skich 125. Natomiast w Radymnie (pow. Jarosław) 10 września na Rynku
w publicznej egzekucji rozstrzelano 7 żołnierzy, a w Jarosławiu 11
września 3 jeńców polskich 126.
Pod zarzutem o przynależność do oddziałów partyzanckich zostało
zatrzymanych w więzieniu powiatowym w Bielsku około 120 pol-
skich jeńców wojennych 127. Byli to żołnierze Obrony Narodowej 202
pp, walczący z 45 dywizją piechoty. Dywizja ta w dniu 1 września
w rejonie Trzyńca poniosła duże straty.
Pisze uczestnik wydarzeń, kapelan tejże dywizji, ks. dr Rudolf
Gschópf, że ,,... 5 września widział w szpitalu w Bielsku i innych
szpitalach wielu ciężko rannych żołnierzy niemieckich, których rzeko-
mo postrzelili partyzanci polscy z zasadzki" 128. Jak pisze dalej, tę sa-
mowolę musieli odpokutować. Tutaj raczej można się tylko domyślać —
po prostu zostali wymordowani129.
10 września w rejonie wsi Bykowiec (pow. Sanok) urządzona zo-
stała zasadzka na niemiecką kolumnę zmotoryzowaną przez oddział
w składzie pluton ciężkich karabinów maszynowych i pluton strzelecki
pod dowództwem ppor. rez. inż. Mariana Zaremby z Ośrodka Zapaso-
123 B. Surówka: Trzy dni pod Węgierską Górką. „Dziennik Zachodni", Katowice,
3.IX. 1969; L. Drygała: Siedemdziesięciu przeciwko siedemnasta tysiącom. „Za Wolność
i Lud", 1973, nr 36, s. 9.
121 Sz. Datner, op. cit., s. 63, 64.
125 K. Leszczyński, op. cit., t. X, s. 141.
128 K. Strauss, op. cit., s. 59.
127 S. Jellenta: Książka o dolnoaustriackiej dywizji Wehrmachtu, WPH, 1973 nr 2,
s. 387.
128 R. Gschópf: Mein W eg mit der 45 Infant er ie-Division. Linz 1955, s. 50—51.
121 S. Jellenta: Aprobata zbrodni Wehrmachtu. „Tygodnik Demokratyczny", 1961,
nr 32, s. 7; O skandalicznym traktowaniu jeńców polskich zwrócił uwagę w raporcie
z dn. 8 września 1939 szef wywiadu (I-c) Grupy Armii „Południe" mjr Langhauser do
szefa sztabu G. A. „Południe" gen. Ericha von Mansteina. W raporcie tym czytamy,
iż w szeregu wypadkach jeńcy polscy „zostali nieludzko obici". Langhauser zażądał
ostrego wystąpienia przeciwko podobnym ekscesom i pociągnięcia winnych do odpo-
wiedzialności.
Meldunek ten miał być przedłożony dowódcy Grupy Arrnii „Południe", gen.
Rundstentowi. Jednak gen. Manstein odmówił przedłożenia meldunku do decyzji,
uważając sprawę za zbyt błahą (Sz. Datner, Zbrodnie niemieckich sił zbrojnych na
polskich jeńcach wojennych we wrześniu 1939 r., MiDWHI, sygn. II/3/102, k. 9—10;
tenże. Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach..., s. 81—82).
wego 3 kompanii CKM 6 Pułku Strzelców Podhalańskich z Sambora 13°.
W wyniku walki Niemcy ponieśli duże straty — około 100 zabitych
i zniszczonych kilka wozów pancernych. Straty polskie czterech zabi-
tych, a ppor. Zaremba ranny dostał się do niewoli niemieckiej.
Według relacji Stefanii Zielińskiej mieszkanki wsi Bykowiec, po
walce „... Niemcy przyprowadzili na nasze podwórze podporucznika,
okładali go kolbami, kopali. Jednemu, który szczególnie mu ubliżył,
podporucznik splunął w twarz, za to dostał nową porcję uderzeń kol-
bami. Zbity, skrawiony wyglądał strasznie, wtedy wśród poszturkiwań
i uderzeń zaczęto go wlec w kierunku Sanoka. Po przejściu niedużego
odcinka drogi w kierunku Sanoka nadjechał niemiecki samochód oso-
bowy. Z samochodu wysiadł oficer Wehrmachtu i na widok porucznika
wyjął broń i zastrzelił go. W miejscu popełnienia morderstwa ciało
podporucznika leżało kilka dni, Niemcy zabronili go grzebać...”. Po
kilku dniach przyjechał ojciec zamordowanego, Józef Zaremba, który
pochował ciało syna na cmentarzu parafialnym w Bykowcach. Na
tymże cmentarzu pochowano również czterech poległych żołnierzy
polskich 130 131..
Wielkiej masakry dokonali żołnierze niemieccy na jeńcach polskich
z rozbitego batalionu 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, wziętych do
niewoli pod Przemyślem. Ponad 100 żołnierzy polskich popędzono
w kierunku Drohobycza. Po drodze zarządzono postój we wsi Urycz.
Jeńców zamknięto w stodole w celu przenocowania. Według relacji
Jana Marka, szeregowca z 4 PSP, żołnierze niemieccy na rozkaz swego
dowódcy oblali ściany stodoły benzyną i obrzucali granatami. Do usi-
łujących uciekać żołnierzy polskich otwarto ogień maszynowy. W ten
sposób spalono żywcem jeńców, spośród których uratowali się jedynie
wspomniany relant Jan Marek i strzelec Antoni Dobija, trzeci żoł-
nierz o nazwisku Górny zmarł w szpitalu w Drohobyczu z odniesionych
ran132 *. , ;
W podobnej sytuacji w innej miejscowości nieznanej z nazwy
hitlerowcy tłumaczyli się, iż „... niemieccy żołnierze musieli podpalić
stodołę, ponieważ strzelali z niej powstańcy i jednego podoficera za-
bili” 133.
130 Stan oddziału polskiego: 2 oficerów, 4 podoficerów i 44 szeregowców o sile
ognia 4 ckm, 4 rkm, i karabiny ppancerne na pluton. Nieprzyjaciel posiadał wozy
pancerne, motocykle i piechotę na samochodach, uzbrojoną w broń maszynową, (rei.
pisemna kpr. Karola Karpińskiego z 4. VIII. 1970, Zbiory Muzeum w Sanoku, teczka
pt. „Materiały dotyczące kampanii wrześniowej w powiecie sanockim".
131 Rei. Stefanii Zielińskiej z dn. 19.V.1971, Zbiory Muzeum w Sanoku. Potwier-
dzenie śmierci ppor. inź. Mariana Zaremby, zob. Poświadczenie Urzędu Gromady
Bykowce z dnia 3 kwietnia 1946 (Zbiory Muzeum...,),- Ostatnim śladem, jaki zachował
się po podporuczniku rez. inż. Marianie Zarembie, jest karteczka pocztowa do Matki
do Stryja, pisana z Sambora w pierwszych dniach września. Karteczkę tę przekazał
dla M izeum w Sanoku inż. leśnik Edward Wójcicki, nadleśniczy z Muszyny. (Ibidem).
132 J. Gumkowski, K. Leszczyński: Okupacja hitlerowska w Polsce. Warszawa 1961,
s. 56—57,- Sz. Datner: Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych..., s. 72; tenże:
Zbrodnie niemieckich sił zbrojnych..., MiDWIH, sygn. II/3/102, s. 4—5; Cz. Madajczyk:
Polityka III Rzeszy..., s. 29.
183 W. Flack: Wir marschiren fur <ias Reich Deutsche Jugcnd im Kampferlebnis
des polnischen Feldzug. Berlin 1940, s. 7.
IV. OBOZY JENIECKIE
Jeszcze w czasie działań wojennych Niemcy założyli tzw. obozy
przejściowe dla jeńców wojennych polskich. Na Podkarpaciu obozy
tego typu istniały w Gorlicach, Łańcucie, Przeworsku i w Przemyślu.
W Gorlicach obóz dla jeńców polskich zorganizowany został na
terenie fabryki obuwia tzw. ,,Buciarni". Oficjalna jego nazwa brzmiała
Durchgangskriegsgefangenenlager Gorlice. Komendantem obozu był
Oberfeldwebel Bissing, mając do pomocy kilku żołnierzy. Obóz miał
charakter przejściowy. Przeciętny stan obozu około 200 jeńców. Wed-
ług niepełnych danych przez obóz przeszło około 6--8 tys. osób. Teren
obozu był ogrodzony drutem kolczastym. Jeńcy mieszkali w hali fa-
brycznej, śpiąc na posadzce betonowej wysłanej słomą. Część jeńców
posiadała własne koce, a inni spali w mundurach. Żywność dostarczały
władze niemieckie w nikłych racjach, także akcja dożywiania jeńców
zorganizowana została przez miejscowy specjalny Komitet Pomocy
PCK. Szczególną aktywność wykazały Adela i Aurelia Czarnowskie,
Władysława Woźniak, Ginalska, Maria Rydarowska, Aleksandra i Irena
Grochowskie, Władysława Kosibówna i in. Grupa ta mogła przeby-
wać w obozie i kontaktować z jeńcami. Szczególnie dużą pomoc udzie-
liło społeczeństwo gorlickie jeńcom w dostarczaniu cywilnych ubrań
i w ucieczkach z niewoli, głównie oficerom. Tutaj szczególnie odzna-
czył się lekarz z Gorlic, dr Aleksander Michalski. Natomiast szere-
gowcom Komitet dostarczał zaświadczeń, że pochodzą spod Gorlic lub
pracują w kopalnictwie naftowym bądź prowadzą gospodarstwa rolne.
Osoby takie były zaraz zwalniane przez władze niemieckie obozowe.
Ostatecznie obóz został zlikwidowany z końcem listopada 1939 roku 134.
W Łańcucie obóz dla jeńców istniał w dniach od 11 września do
17 października 1939 r. Obóz zorganizowany był w formie bardzo pry-
mitywnej na terenie ujeżdżalni dla koni w majątku hr. Potockiego.
Stan początkowy ok. 200 jeńców. Później zwiększył się do 25 tys. jeń-
ców (24.IX). Również i tutaj zorganizowany został Komitet Obywatelski
niesienia pomocy jeńcom. Urządzona została kuchnia, kierownikiem jej
był Włodzimierz Ławecki. Urządzano wśród miejscowej ludności zbiórki
pieniędzy na wyżywienie jeńców. Wspomniana kuchnia wydała 125 tys.
obiadow i tyleż śniadań i kolacji. Pomagano też jeńcom w ucieczkach
dostarczając ubrań cywilnych i odpowiednich dokumentów. Dziennie
uciekało z obozu około 100 jeńców. W akcji tej szczególnie wyróżnili się
Franciszek Bieniasz, Stanisław Dziurzyński i Władysław Szklanny 135.
Podobnie w Przeworsku w połowie września Niemcy na terenie
cukrowni zorganizowali obóz jeniecki w liczbie kilkuset osób. Obóz miał
charakter przejściowy. Według ocen miejscowej ludności i jeńców przez
obóz przeszło około 70 tys. żołnierzy polskich.
134 T. Kowalski: Obozy hitlerowskie w Polsce południowo-wschodniej..., s. 19,
20—21, tenże: Obozy hitlerowskie w regionie jasielskim (1939—1945), (w:) Jasło oskar-
ża..., s. 54—56.
135 Tenże: Obozy hitlerowskie w Polsce..., s. 21—22.
W obozie zorganizowana była kuchnia połowa dla jeńców, w czym
ogromną rolę odegrało społeczeństwo miasta Przeworska.
Udzielano dużą pomoc jeńcom w ucieczkach — przeciętnie około 100
osób na dobę. Tutaj szczególnie pomagali Bolesław Ratajczyk i Barbara
Pelcowa. Obóz zlikwidowany został 15 listopada 1939 roku136.
W Przemyślu istniało kilka przejściowych obozów jenieckich dla
Polaków. Chodzi tu o obóz jeniecki zorganizowany przez Wehrmacht
w koszarach 22 Pułku Artylerii Lekkiej na Bakończycach przy ul. Mic-
kiewicza 98-108, w którym przebywało od 15 do 26 września 1939 roku
około 12 tysięcy żołnierzy polskich. Drugi obóz Niemcy zorganizowali
w Rynku w gmachu dawnego sądu okręgowego. Przebywało w nim
około 500 jeńców. Obóz ten istniał do 20 września 1939 r. Natomiast
na Zasaniu Wehrmacht zorganizował jenieckie punkty zborne. Istniały
one do 1 listopada 1939 r. Trudna była sytuacja żywnościowa jeńców.
Zorganizowany w mieście Komitet Opiekuńczy mimo represji ze strony
Niemców dostarczał do obozów żywność, cywilne ubrania i ułatwiał
w ucieczkach 137.
V. GRABIEŻ EKONOMICZNA
Wreszcie w bilansie zbrodni hitlerowskich popełnionych pod osłoną
i przy współudziale Wehrmachtu nie możemy pominąć zorganizowanej
i niezorganizowanej grabieży ekonomicznej.
W tym celu powołano w Wehrmachcie specjalny pion — Sztab
Gospodarki Wojennej OKW — Wehrwirtschaftsstab — Oberkommando
der Wehrmacht, na którego czele stanął gen. Thomas.
Zadaniem jego było przygotowanie materiałów dotyczących ekonomiki
wojennej państw obcych, zwłaszcza Polski.
Wynikiem tych prac było wydawnictwo pt. ,,Gospodarka Wojenna
Rzeczypospolitej Polskiej", które ukazało się 1939 roku, będące vade-
mecum o Polsce. Przygotowano też inne szczegółowe materiały, które
zapoznawały żołnierzy Wehrmachtu z podstawowymi zagadnieniami
potencjału ekonomicznego i wojennego Polski. Następnie przeszkolono
na specjalnych kursach aparat ekonomiki wojennej tzw. pełnomocni-
ków OKW do spraw gospodarki wojennej, którzy w ramach przygoto-
wań do agresji na Polskę byli powołani przy poszczególnych armiach.
Pełnomocnicy posiadali sztab i pododdziały techniczne, które działały
pod nazwą grup technicznych. Każda grupa techniczna pracowała samo-
dzielnie, a liczyła około 200 ludzi. Do służby w grupach powoływano
różnych specjalistów.
Głównym zadaniem grup było gromadzenie surowców, maszyn i urzą-
dzeń, artykułów spożywczych, a zwłaszcza dokumentacji technicznej
polskich zakładów przemysłowych.
1?# Ibidem, s. 22—24.
137 J. A. Radomski: Sesja popularnonaukowa nt. „Przemyśl w okresie okupacji hitle-
rowskiej 1939—1944. WPH, 1971 nr 4, s. 332; J. Różański: Przemyśl w latach drugiej
wojny światowej, (w:) Tysiąc lat Przemyśla. Zarys historyczny. Część druga, Warsza-
wa — Kraków 1974, s. 362, 419—420: A- Rachwał, op. cit., s. 50.
Następnym etapem prac było rejestrowanie, sortowanie i wysyłka do
Niemiec.
14 armii przydzielono i podporządkowano 4 grupę techniczną i 8
grupę techniczną, pełnomocnikiem zaś był płk Nagel. Tenże pełnomoc-
nik zalecał wysyłkę surowców i półfabrykatów do Niemiec, w związku
z tym, że niemożliwe jest szybkie uruchomienie zakładów zbrojenio-
wych 138.
21 września rozpoznano obszar naltowy Krosno - Jasło. Dokładnie
ustalono moc produkcyjną rafinerii nafty w Krośnie — miesięczna
(2 tys. t. wyrobów gotowych i ok. 3 tys. t. ropy naftowej) i w Jaśle stan
zapasów towarowych: 600 t. benzyny, 1400 t. benzolu surowego, 450 t.
benzolu czystego, 600 t. gazolu, 1000 t. nafty, 2700 t. oleju surowego,
2700 t. parafiny, 20 t. oleju maszynowego, 155 sztuk beczek różnej
wielkości139.
,,Działalność" pełnomocników OKW do spraw gospodarki wojennej
ilustrują szczegółowe meldunki. Np. pełnomocnik OKW przy 14 armii
podawał: ,,... Na dworcach kolejowych stoją wagony z różnymi towara-
mi. Są to ważne surowce, które mają duże znaczenie dla gospodarki
wojennej Niemiec. Kontrola wagonów wykazała, że zawierają one
znaczne ilości żelaza, metali kolorowych, maszyny i części do nich
(oprócz maszyn rolniczych), obrabiarki, maszyny elektryczne, sprzęt
elektrotechniczny, surówkę, opony gumowe, bawełnę, tekstylia oraz
wiele surowców i półfabrykatów" i dalej ,,... niezliczone ilości trans-
portów z towarami zalegają dworce kolejowe. Dóbr skonfiskowanych
w magazynach i zakładach produkcyjnych nie można odesłać do Niemiec
z powodu trudności transportowych" 14°. Komentarz raczej zbyteczny.
Te „wyrywkowe" dane dają nam możność zorientowania się tylko
ogólnie o zasięgu i rozmiarach grabieży wszelkiego dobra na ziemiach
polskich. Niestety nie ma zestawień zbiorczych i trudno ustalić ilość
i wartość wywiezionych towarów z Polski.
Wg danych sporządzonych w 1947 r. przez Biuro Odszkodowań
Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów zestawienia „Strat w sprzę-
cie i wyposażeniu wojska" (min zł przedwojennych) wyniosły 5 266,
„Zaś strat w zapasach towarowych" posiadanych w dniu 31.08.1939
w min zł wyniosły 9687 141 *
Wspomnieć jeszcze należy o innych formach grabieży np.: w dniu
8 września 45 dywizja piechoty niemiecka dokonała w Brzesku w bro-
warze rabunku, zabierając 50 tys. litrów piwa ,,... bowiem żołnierze byli
bardzo spragnieni", pisze ks. Rudolf Gschópf, 25 września zaś, kiedy
138 M. Brones: Grabież mienia polskiego przez Wehrmacht w kampanii 1939 r.
WPH, 1967, nr 1, s. 303—312; tenże: Glos w dyskusji, (w:) Materiały z konferencji
naukowej..., 1967, s. 139—145; tenże: Niektóre problemy grabieży ekonomicznej w Pol-
sce dokonywanej przez Wehrmacht w okresie 1.9.—25.10. 1939 r., BGKBZHP, t. XVIII,
1968, s. 46—50; T. Taylor: Sword and Swastika, New York 1952, s. 281.
189 M. Brones, op. cit., s. 51.
140 Tenże: Grabież mienia polskiego..., 312.
141 Ibidem, s. 315; K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., s. 141.
112 R. Gchópf, op. cit., s. 55, 68; S. Jellenta:• Aprobata zbrodni..., s. 6.
dywizja powracała na zachodni brzeg Sanu, każdy z pułków pędził po
i00 sztuk bydła zrabowanego na wschód od rzeki142.
W konsekwencji zbrodniczej działalności wojsk hitlerowskich we
wrześniu 1939 roku na Podkarpaciu (w województwach: katowickim,
krakowskiem i Iwowskiem) w pasie działania 14 armii w 133 egze-
kucjach zginęło 3626 osób 143, z tego na obszarze województwa katowic-
kiego dokonano około 80 egzekucji, a śmierć poniosło do 1500 osób 144.
Do tych zbrodni zaliczyć należy szereg spalonych wsi i miasteczek.
Województwo Krakowskie:
Powiat Limanowa 3 wsie: Jodłownik, Mszana Dolna, Niedźwiedź.
Powiat Myślenice 20 wsi: Dąbczyce, Gdów, Jawornik, Jordanów,
Krzeczów, Lipnik, Lubień, Łętownia, Naprawa, Podolany, Skawa, Sko-
bielnia Biała, Struźa, Tenczyn, Trzebunia, Wierzbanowa, Wiśniowa, Wo-
la Radziszowska, Wysoka, Zręczyce.
Powiat Nowy Sącz 2 wsie: Kąclowa, Świniarsko.
Powiat Nowy Targ 7 wsi: Czarny Dunajec, Jabłonka, Ludźmierz,
Ochotnica, Podwilk, Raba Wyżna, Rabka.
Powiat Tarnów 4 wsie: Biała, Ciężkowice, Chojnik, Wróblowice.
Powiat Gorlice — wieś Rozdzielę. Powiat Jasło — wieś Nienaszów.
Spalonych zostało też szereg dzielnic następujących miast: w wo-
jewództwie krakowskiem: Nowy Sącz, Tarnów, Wadowice, Dębica,
Jasło, a w województwie Iwowskiem: Krosno, Lesko, Łańcut, Przemyśl,
Przeworsk, Rzeszów i Sanok 145.
148 K. Radziwończyk: Okupacyjny zarząd..., s. 119.
144 M. Wrzosek, op. cit., s. 106.
145 Opracowano na podstawie: Sz. Datner: 55 dni Wehrmachtu..., s. 77—78, 83;
tenże: Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce..., (w:) Eksterminacja ludności..., s. 23, 34;
F. Grodkowski, op. cit., s, 55; M. Plewczyński, op. cit., s. 69; Kronika Klasztorna OO
Franciszkanów w Sanoku, t. II.
Z E S T A WIE N IE
MORDÓW POPEŁNIONYCH NA OBYWATELACH POLSKICH NA PODKARPACIU
we wrześniu 1939 r.iiS
1 Data | Miejscowość Spra wcjs Liczba oftar Uwagi
I. WOJEWÓDZTWO ŚLĄSKIE
1. Powiat Bielsko
5.09. Bielsko Gestapo 5 Żydów zator tarowani na śmierć
wrzesień Bielsko Gestapo 10 Polaków b. powstańcy śląscy
2. Powiat Cieszyn
22.09. 4.09. Krasna Gestapo 12 Polaków b. powstańcy śląscy z więzienia w Cieszynie
Orzysz Freikorps 29 Polaków torturowani i rozstrzelani
II. WOJEWÓDZTWO KRAKOWSKIE
4. Powiat Limanowa
5.09. Skrzydlna Wehrmacht 9 Polaków w odwet za stoczoną walkę z wojs- kiem polskim
5.09. Zamieście Wehrmacht 5 Polaków rozstrzelani
6.09. Jodłownik Wehrmacht 4 Polaków rozstrzelani
6.09. Krasne Łacice W ehrmacht 3 Polaków rozstrzelani
6.09. Matów Wehrmacht 2 Polaków rozstrzelani
6.09. Pogorzany Wehrmacht 42 Polaków rozstrzelani
6.09. Szczyrzyc Wehrmacht 10 Polaków rozstrzelani
12.09. Mordarka Gestapo 5 Żydów i 1 Polak rozstrzelani
12.09. Stara Wieś Gestapo 6 Żydów rozstrzelani
12.09. Siekierczyna SS 12 Żydów i
1 Polak rozstrzelani
wrzesień Mszana Dolna Wehrmacht 20 Żydów rozstrzelani
14# Por. K. Radziwończyk: Zbrodnie... Streckenbacha, s. 244, 245, 250—253; J. Faj-
kowski, J. Religa, op. cit., s. 162, 176—177, 236—241.
JERZY ADAM RADOMSKI
Data Miejscowość Sprawcp i
5. Powiat Myślenice 2.09. Sidzina Wehrmacht
2.09. Skomielna Biała Wehrmacht
3.09. Jordanów V. ehrmachr
3.09. Lubień Gestapo
5.09. Rudnik W ehrmacht
6.09. Zręczyce Wehrmacht
7.09. Zręczyce Wehrmacht
wrzesień Poznachowice Górne Nie ustalono
6. Powiat Nowy Sącz 7.09. Świniarsko Wehrmacht
wrzesień Kaclowa Wehrmacht
wrzesień Gołkowice Polskie Wehrmacht
7. Powiat Nowy Targ 2.09. Klikuszowa Wehrmacht
2.09. Morawczyna Nie ustalono
2.09. Obidowa Nie ustalono
3.09. Czarny Dunajec Wehrmacht
5.09. Toporzysko—Bystra Wehrmacht
17.09. Nowy Targ Policja
8. Powiat Tarnów 11.09. Karwodrza Wehrmac ht
11.09. Tuchów Wehrmacht
Liczba ofiar
Lhragi
2 Polaków
13 Polaków
2 Polaków
10 Polaków
23 Polakow
3 Polaków
żołnierzy WP
7 Polaków
7 •— nieustalona
narodowość
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
w odwet za straty w walce z WP
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
12 Polaków
rozstrzelano
odwet za akcję Dywersji Pozafron-
towej
kilku Polaków
3 Polaków
2 Polaków
1 Polak
1 Polak
2 Polaków
1 żołnierz W
25 Polakow
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
rozstrzelani
ZBRODNIE HITLEROWSKIE NA PODKARPACIU
12 Żydów
12 Żydów
rozstrzelani
rozstrzelani
Ca
Data Miejscowość Sprawcy Liczba ofiar Uwagi
9. Powiat Żywiec
3.09. Węgierska Górka Wehrmacht 2 Polaków żołnierzy WP rozstrzelani
Druga poło- wa września Sporysz Nie ustalono 4 Żydów rozstrzelani
III. WOJEWÓDZTWO LWOWSKIE
1. Powiat Brzozów
14.09. Dynów SS i Wehrmacht ok. 300 Polaków 50 Żydów
i Żydów spalono żywcem
wrzesień Domaradz— Wehrmacht 3 Polaków
Poręba żołnierzy WP rozstrzelani
1. Powiat Dębica
13.09. Pilzno Wehrmacht 4 Polaków rozstrzelani
2. Powiat Gorlice
9.09. Rozdzielę Wehrmacht 9 Polaków spłonęli żywcem
22.09. Gorlice Nie ustalono 4 Żydów zginęli
3. Powiat Jarosław
10.09. Radymno W ehrmacht 7 Polaków żołnierzy WP rozstrzelani
11.09. Jarosław Wehrmacht 3 Polaków żołnierzy WP rozstrzelani
11.09. Jarosław Gestapo 10 Polaków rozstrzelani
3. Powiat Jasło
8.09. Niegłowice Wehrmacht 2 Polaków rozstrzelani
9.09. Nienaszów Wehrmacht 10 Polaków rozstrzelani
9.09. Sławęcin Wehrmacht 1 Polak rozstrzelani
15.09. Górze jowa W ehrmacht 2 Polaków rozstrzelani
JERZY ADAM RADOMSKI
Data Miejscowość Sprawcy
15.09. wrzesień Pusta Wola Wola Cieklińska Wehrmacht Wehrmacht
4. Powiat 8.09. Krosno Zręcśn Wehrmacht
wrzesień Zboiska Nie ustalono
5. Powiat 10.09. Lesko Bykowce Wehrmacht
11.09. Besko Wehrmacht
ok. 15.09. Berehy Górne Wehrmacht
18.09. Ustrzyki Dolne Wehrmacht
19.09. Trzcianiec Nie ustalono
6. Powiat wrzesień Przemyśl Krzywcza Gestapo
wrzesień Nienadowa Wehrmacht
wrzesień Przemyśl Wehrmacht
7. Powiat Rzeszów
wrzesień Rzeszów
B. Powiat Strzyżów
15.09. Strzyżów
wrzesień Urycz pod
Drohobyczem
Policja
Wehrmacht
W ehrmacht
Liczba ofiar Uiuagi
1 Polak 2 Polaków rozstrzelani rozstrzelani
2 Polaków 1 Polak rozstrzelani rozstrzelani
1 Polak Oficer WF 21 Polaków rozstrzelani
i Ukraińców 42 Żydów ok. 60 Żydów 4 Polaków i 3 Żydów rozstrzelani rozstrzelani rozstrzelani rozstrzelani
14 Żydów 12 Żydów ok. 103 Żydów rozstrzelani rozstrzelani rozstrzelani w Prałkowcach, Bakoń- czycach, Kruhelu, Zasaniu i pod Medyką
ok. 40 Polaków rozstrzelano
4 Żydów ponad 100 Polaków żołnierzy WP rozstrzelano spaleni żywcem
ZBRODNIE HITLEROWSKIE NA PODKARPACIU
154
ierzy adam radomski-
EH(H aUflM PHflOMCKH
IMTJIEPOBCKME IIPECTyilJIEHMfl B TIOJJKAPIIATMW
B 3AIlJMTHTEJIbHOft BOl/IHE nOJIBUIH 1939 T.
(P e 3 io m e)
CTaTi.H noKa3biBaeT npecTyruiemia riiTneponcKoro OKKynaHTa, coBpeinennbie
a iojkhom Horibuie. Bejin ii ua^aniiH no oTiioineinno k rionbCKOwy aapo^y Pnr/iep
BŁiaBnn b cBoefł peun k reiiepanaM b aurycie 1939 ro^a: „Ilojibiiiy mbi oóesjuoflKM
n sacejiKM iieMijaMif ... H OTupasmr na boctok cBOitcTpoeBbie nacrn „Tpyniibix
nepenoB” c npuKasoM ySiiBaTb 6e3 nrajrocTn MyjKunn, jKeiimmi n ^eTen noJibCKofi
pacbi u H3biKa. Tojibko thrmm o6pa3OM 3asoioeM TeppriTopnio, KOTopoa iiaM onenb
nyjKHa".
MaTepiiajibi fljia cocTasjianna npocKpnnnnoHHbix chiickob hojihkob, npojKiisa-
romnx na TeppnTopnn 6y^yiniix Boemibix /lencTBiifi b riojucapnaTMii, T.e. Cujieami,
KpaKOBCKoro, HieinOBCKoro jiocTaBWi BponnaBCKKił hoct oxpaiibi oOmecTBeinioro
nopa/jKa - C# m no^HMiienHŁie eMy 9Kcno3iiTypbi bo BpoipiaBe, Jlemnue, OnoJie
u na MopaBax, oT^ejisiibie nocTbi recTano n areiiTypu newei^KOM V kouohhbi
aefiCTByiomeił b ITojibine.
JERZY AD/AM RADOMSKI
NAZ1 WAR CRIMES IN PODKARPACIE
IN THE POLISH DEFENSE WAR OF 1939
(S u m m a r y)
The article shows Nazi war crimes committed in the south of Poland. In August
1939, in his speech to generals, Hitler announced his plans towards the Polish nation:
„Poland shall be depopulated and populated by Germans ... I sent my formations east
in order to Kill without mercy all men, women and children of the Polish race and
language. Only this way shall we gain territories so much neadcd by us.
The Wrocław Department of the SD and its branches in Wrocław, Legnica, Opole
and Morawy also the Gestapo and branches of the German V Column active in
Poland gave materiał for making lists of Poles living in the region of futurę opera-
tions in Podkarpacie i. e Śląsk, Kraków and Lwów Provinces.
ZDZISŁAW BUDZYŃSKI
FUNDACJE STYPENDIALNE Z TERENU ZIEMI
PRZEMYSKIEJ DLA STUDENTÓW
AKADEMII KRAKOWSKIEJ W XVI-XVIII WIEKU
Zdobycie w poł. XIV w., a następnie wcielenie do Korony zachod-
nich ziem Rusi Czerwonej, spowodowało duże zmiany społeczne i gospo-
darcze na tym terenie. Jedną z konsekwencji tych przemian był wzrost
zapotrzebowania na ludzi wykształconych, potrafiących sprostać nowym
zadaniom w organizujących się wsiach, miastach i instytucjach wyzna-
niowych. Z drugiej strony rozwój życia miejskiego, a zwłaszcza handlu
i rzemiosła oraz funkcjonowanie administracji państwowej i kościelnej,
a w mniejszym stopniu także samorządu wiejskiego, wpływało korzyst-
nie na ogólny wzrost poziomu umysłowego ówczesnego społeczeństwa.
Na upowszechnienie się podstawowego wykształcenia, tj. umiejętności
czytania i pisania — przynajmniej wśród części społeczeństwa — znacz-
ny wpływ miało powstanie i zagęszczenie się sieci parafialnej. Równo-
legle bowiem z organizacją parafii lub wkrótce potem powstawała przy
kościele szkoła. O skali tego procesu świadczy liczba szkół parafialnych
działających w diecezji przemyskiej ob. łac., która terytorialnie odpo-
wiadała mniej więcej ziemi przemyskiej i sanockiej. W I poł. XVII w.
na 161 parafii istniejących w diecezji w 132 funkcjonowały szkoły, co
oznacza, że ponad 80% parafii miało zorganizowane nauczanie na szcze-
blu podstawowym k
Z chwilą okrzepnięcia obrządku łacińskiego w obu ziemiach naucza-
nie młodzieży rozpoczęły również zakony wyspecjalizowane w prowa-
dzeniu szkół, jezuici i pijarzy. Kolegia zakonne prowadziły z reguły
nauczanie na wyższym poziomie niż szkoły parafialne, ale od końca
XVII w. zaczęły także uczyć początków czytania i pisania. W szkołach
zakonnych kształciła się głównie młodzież szlachecka, a w małym tylko
stopniu synowie mieszczan (u pijarów). O rozmiarach nauczania pro-
1 Archiwum Kongregacji Soboru w Watykanie, teczka diecezji przemyskiej. Re-
lacja biskupa Piotra Gembickiego o stanie diecezji przemyskiej w 1640 r.j por. H.
Błażkiewicz, Szkolnictwo parafialne w diecezji przemyskiej w lalach 1636—1757
w świetle wizytacji biskupich' „Nasza Przeszłość", t. XLVI (1976), s. 160, 165.
wadzonego przez zakony w diecezji przemyskiej świadczą liczby ucz-
niów i profesorów pracujących w kolegiach. Według obliczeń Jerzego
Kłoczowskiego, 5 kolegiów zakonnych istniejących w diecezji posiadało
w poi. XVIII w. przeciętnie 34-37 profesorów oraz od 1500 do 2000
uczniów2.
Pierwsza placówka jezuitów w diecezji przemyskiej powstała w Ja-
rosławiu w latach 1571—74. W XVII w. powstały 3 dalsze szkoły za-
konne, 2 jezuickie w Przemyślu i Krośnie oraz pijarska w Rzeszowie.
Piąte kolegium, jezuickie, powstało na przełomie XVII/XVIII w. w Sam-
borze 3.
Największe opory wywołało powstanie kolegium przemyskiego, ze
względu na działającą tu jeszcze od końca XIV w. szkołę katedralną.
Jako placówka wyżej zorganizowana opierała się ona na sieci szkółek
parafialnych w okolicy Przemyśla i zaspokajała intelektualne aspiracje
młodzieży z tego terenu. Szkoła katedralna była bardzo ściśle związana
z Akademią Krakowską, dla której jeszcze w XV w. zastrzeżono prawo
oosadzania funkcji rektora i bakałarza 4. Na stanowiska te Akademia
wyznaczała swoich najzdolniejszych wychowanków. Niektórzy z nich,
jak: Grzegorz Czuj z Sambora (Wigilancjusz), Wojciech z Pilzna, Stani-
sław Twardy (Mareniusz), Walenty z Widawy, Grzegorz Cybulski,
zasłynęli później jako uczeni i poeci5.
Największy rozkwit szkoła katedralna przeżywała w II poł. XV
i w XVI w., choć już w latach sześćdziesiątych tego stulecia dostrzec
można w jej działalności znamiona regresu. Nie bez wpływu były tu
dobrze zorganizowane i stosujące lepsze metody nauczania szkoły in-
nowiercze w Dubiecku, Łańcucie i Rybotyczach, które odbierały jej
w iełu słuchaczy 6. Ostatecznie upadek szkoły przypieczętowało założe-
nie w Przemyślu kolegium jezuickiego. Jezuici, sprowadzeni do stolicy
diecezji przez biskupa Stanisława Secińskiego w latach 1610—13, otwo-
rzyli kolegium szkolne w 1628 r., ale już w rok później musieli je
zamknąć z powodu oporu kapituły przemyskiej. Przyczyną niechęci
kanoników, przeważnie wychowanków krakowskiej Alma Mater, był
znany spór jezuitów z Akademią w I poł. XVII w., a także obawy przed
zagrożeniem szkoły katedralnej7, Obawy były zresztą w pełni uzasad-
2 J. Kłoczowski, Zakony diecezji przemyskiej obrządku łacińskiego w XIV—
XVIII w., „Nasza Przeszłość", t. XLIII (1975), s. 46 (tabl. 4), 60, 61.
3 S. Załęski, Jezuici w Polsce, t. IV-, cz. 1, Lwów 1905, s. 157—159; J. Swieboda,
Początki kolegium pijarów w Rzeszowie, „Małopolskie Studia Historyczne", t. VI
(1964), z. 3/4, s. 125—129.
4 Por. uchwały kapituły przemyskiej, do której należała opieka nad szkołą, za-
lecające wybór do niej nauczycieli spośród wychowanków Akademii, a to według
„starego zwyczaju”, Archiwum Kapitulne w Przemyślu (dalej cyt. AKPr), rkps II,
k. 145v, rkps LI, s. 320. .
5 Niemal kompletny spis nauczycieli szkoły katedralnej oraz niektórych szkół
parafialnych w diecezji przemyskiej posiada ks. prałat Mieczysław Kociubiński
(Księża Diecezji Przemyskiej, rkps oraz kartoteka osobowa), któremu składam po-
dziękowanie za udostępnienie materiałów.
* M. Horn, Szkolnictwo na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej do poł. XVII w.,
„Zeszyty Naukowe WSP w Opolu”, Pedagogika, t. V (1967), Opole 1068, s. 80;
AKPr, rkps LVII, s. 136, 138 p. 7, 184.
T S. Zalęski, op, cit., t. IV, cz. 3, s. 1040.
ni one, gdyż kolegium ponownie otwarte w 1654 r. spowodowało upa-
dek tej szkoły i stało się z czasem głównvm zakładem kształcącym
młodzież z Przemyśla i okolicy. W poł. XVIII w. kolegium stanowiło
już prężne środowisko naukowo-kulturalne, posiadające obok szkoły
własną drukarnię, scenę teatralną i poważny księgozbiór dostępny też
dla szerokiej publiczności8. W tym czasie po szkole katedralnej został
jedynie zrujnowany budynek oraz rektor, który choć nie miał kogo
uczyć, to jednak nadal brał pensję od kapituły przemyskiej9.
Podobne kłopoty przeżywała w poł. XVII w. miejska szkoła para-
fialna w Krośnie rywalizując z założonym tu w 1631 r. kolegium je-
zuickim10 11 12. Do tego jednak czasu przez ponad dwa stulecia posiadała
ona dobrą obsadę nauczycielską zapewniającą jej wysoki poziom nau-
czania co łącznie z rozwiniętym mecenatem mieszczańskim nad mło-
dzieżą studiującą przyczyniło się do dużego napływu krośnian na Aka-
demię Krakowską. Z zestawienia dokonanego przez Adama Fastnachta
wynika, że w latach 1400—1642 studiowało w Krakowie 193 krośnian,
najwięcej z miast obu ziem H.
Mimo dobrze rozwiniętej sieci szkół parafialnych i zakonnych,
szybko rozwijające się zachodnie ziemie Rusi Czerwonej odczuwały
poważny brak wykształconych specjalistów, zw Jaszcza prawników.
Uniwersytet Krakowski odgrywał poważną rolę w rozwoju obu ziem
tradycyjnie zaspokajając już potrzeby w tym zakresie. Absolwenci
Akademii znajdowali zatrudnienie w kancelariach miejskich, kościel-
nych oraz w sądownictwie i administracji państwowej (sądy i urzędy
grodzkie). Wychowankowie Akademii Krakowskiej, podobnie jak w prze-
myskiej szkole katedralnej, byli uprzywilejowani w większości miast,
a także w wielu szkołach wiejskich w ziemi przemyskiej i sanockiej13.
Z drugiej strony uniwersytet czerpał nie tylko materialne korzyści
z kilku beneficjów i prebend kościelnych w diecezji przemyskiej, ale
miał też wśród miejscowych dygnitarzy kościelnych i świeckich wielu
wypróbowanych sojuszników, którzy wspierali krakowską uczelnię
w trudnych okresach jej egzystencji.
Do najznaczniejszych przywilejów Akademii należało prawo pa-
tronatu do dwóch kanonii w kapitule katedralnej w Przemyślu. W 1497
r. uzyskała ona od króla Jana Olbrachta patronat nad kanonią uposa-
- 8 J. Kłoczowski, op. cit., s. 61.
* Archiwum Diecezjalne w Przemyśli (dalej cyt. ADPr), rkps 163, k. 192v.
10 ADPr, rkps 1018 (Krosno nr 6), s. 43/44.
11 A. Fastnacht, Pochodzenie społeczne studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego
z diecezji przemyskiej w latach 1400—1642, ,,Rocznik Zakładu Narodowego im.
Ossolińskich", Wrocław 1957, t. V, s. 204; D. Óuirini-Popławska, Studia nad szkol-
nictwem krośnieńskim. Studenci krośnieńscy w Akademii Krakowskiej w czasach
Odrodzenia, (w:) Krosno. Studia z dziejów miasta i regionu, t. II, Kraków 1973,
s. 317 (173 studentów w 1. 1400—iGOO, gdy Fastnacht dla tego okresu — 169); S. Bre-
kiesz, Krosno w archiwach krakowskich..., ,,Prace Humanistyczne", nr 7, Rze-
szowskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, r. VII (1975), s. 101—107 (204 studentów dla
okresu 1401—1653).
12 ADPr, rkps 64, s. 11/59 (Mościska), s. 11/112 (Nowe Miasto), s. 11/158 (Jarosław);
rkps 156, k. 52 (Krosno); rkps 159, s. 62 (Rzeszów).
i
żoną wsią Buszkowice 13 14, natomiast drugą kanonię, fundi Pikulice Dolne,
otrzymał uniwersytet od Zygmunta Augusta w 1559 r.15. Poza kano-
niami miała ona wpływ na obsadzanie kilku pomniejszych prebend
w diecezji, jak choćby przyznane w 1514 r. Collegium Maius prawo
patronatu do altarii znajdującej się w jednej z kaplic katedralnych
w Przemyślu 15. Z przywilejów tych Akademia korzystała aż do czasów
austriackich.
Wyływy Akademii Krakowskiej w ziemi przemyskiej i sanockiej
były dominujące do połowy XVII w. Powstanie kolegiów zakonnych,
a także w pobliżu dwóch nowych uniwersytetów, w Zamościu i Lwo-
wie, spowodowały spadek liczby studentów z tych terenów podejmu-
jących studia w Krakowie 16. Mimo to do końca istnienia Rzeczypospo-
litej spotykamy na uniwersytecie studentów pochodzących z tych stron.
Brak metryk uniwersyteckich od r. 1643 oraz zaniechanie wpisywania
w nie danych o miejscu urodzenia studentów w XVIII w. uniemożliwia
jednak ilościowe prześledzenie tego problemu.
Wśród studentów Akademii przeważała młodzież plebejska, po-
chodząca głównie z miast. W I poł. XVII struktura społeczna ogółu
studentów uniwersytetu kształtowała się następująco: 48% studentów
stanowiła młodzież pochodzenia mieszczańskiego, 8% — chłopskiego,
a pozostałe 44% to synowie szlachty 17. Nieco inaczej układały się pro-
porcje wśród studentów ziem czerwonoruskich. W latach 1400—1642
zdecydowanie przeważali studenci pochodzący z miast, od 60 do 80%
w niektórych okresach18. Przyczyn tych dysproporcji należy chyba
szukać w rozwoju w obu ziemiach szkolnictwa zakonnego, przeznaczo-
nego głównie dla szlachty, oraz w tradycyjnie już silnych powiązaniach,
kulturalno-naukowych miast tego terenu z Wszechnicą Krakowską.
Wreszcie czynnikiem, który bardzo sprzyjał napływowi studentów na
uniwersytet, było istniejące silne i względnie stałe poparcie materialne
mieszczaństwa i duchowieństwa dla młodzieży studiującej. Stanowiło
ono atrakcyjną siłę przyciągającą żaków nawet w okresach słabszej
aktywności uczelni.
Problem mecenatu mieszczańskiego i duchownego nad młodzieżą
studiującą jest dotąd słabo zbadany, a wobec znacznych kosztów utrzy-
mania w akademickim Krakowie odgrywał on niebagatelną rolę w po-
djęciu decyzji o wpisie do metryki uniwersyteckiej. Mecenat miesz-
czański i duchowny, który w tym wypadku należy rozpatrywać łącznie
ze względu na pochodzenie społeczne większości fundatorów, przeja-
wiał się przede wszystkim w tworzeniu fundacji przeznaczonych na
utrzymanie lub wsparcie materialne dla młodzieży studiującej. Na na-
18 AKPr, rkps LVII, s. 109—110, s. 111 p. 4; A. Gilewicz i J. Różański, Ziemia
Przemyska, Kraków 1963, s. 24 (błędnie pod r. 1496 oraz niewłaściwe określenie funk-
cji; kanonik miał być kaznodzieją katedralnym, a nie profesorem szkoły).
14 AKPr, rkps LVII, s. 110, 111 p. 6.
55 AKPr, rkps LI, s. 21.
38 Historia nauki polskiej, t. I, Warszawa 1970, s. 62— 64.
17 A. Przyboś, Akademia Krakowska w drugiej połowie w. XVII, (w:) Dzieje Uni-
wersytetu Jagiellońskiego w latach 1364—1764, t. I, Kraków 1964, s. 31.
18 A. Fastnacht, op. cii., s. 203.
szym najstarszym uniwersytecie wytworzyły się specyficzne formy or-
ganizacyjne i prawne, a nawet nazewnictwo na określenie tego zja-
wiska. Fundacje stypendialne zwano mianowicie od końca XVI w.
„jałmużnami” (eleemosynae) lub częściej ,,borkanami”. Określano tymi
pojęciami fundusze pozostające pod opieką lub zarządem Akademii,
które różni ofiarodawcy, przeważnie duchowni i profesorowie uniwer-
sytetu, przeznaczali na utrzymanie ubogich studentów19. Powszechnie
używana nazwa „borkana" pochodzi od nazwiska dziekana katedry
krakowskiej Stanisława Borka. Zmarły w sierpniu 1557 r. dobrodziej
młodzieży studiującej, zresztą były słuchacz Akademii, zapisał w testa-
mencie pewne sumy pieniężne, z których procent (tzw. czynsz) przezna-
czył na zasiłki dla ubogich studentów, bakałarzy i magistrów. Egzeku-
torzy testamentu korzystając ze wskazówek fundatora opracowali sta-
tut fundacji i wprowadzili ją w życie w 1565 r., dając tym samym
wzór organizacyjny akademickiej dobroczynności20. Za przykładem
Borka poszli inni ofiarodawcy, m.in. biskup płocki Stanisław Noskow-
ski, biskup warmiński Marcin Kromer, prepozyt kolegiaty tarnowskiej
Marcin Łyczko i wielu innych, tak że z czasem powstało kilkadziesiąt
fundacji stypendialnych 21. Zachętą w tworzeniu borkan były przeważ-
nie nie najlepsze doświadczenia wyniesione z „głodnych i chłodnych”
lat studiów, a ich przeznaczeniem — wsparcie plebejuszy z rodzinnej
miejscowości lub środowiska, w którym fundator spędził większą część
życia. Zdarzały się również fundacje dla członków własnej rodziny.
Kwerenda źródłowa przeprowadzona w Archiwum Uniwersytetu
Jagiellońskiego oraz w archiwach przemyskich (Archiwum Diecezjalne,
Archiwum Kapitulne oraz Wojewódzkie Archiwum Państwowe) pozwo-
liła ustalić, że z terenu ziemi przemyskiej i sanockiej pochodziło kilka-
naście takich fundacji stypendialnych. Ich przegląd pozwala ogólnie
zorientować się w rozmiarach i organizacji mecenatu mieszczańsko-
-duchownego nad młodzieżą studiującą w Akademii Krakowskiej, a po-
chodzącą z tych stron. Warto wskazać, że na 12 fundacji, jakie udało
się odnaleźć w źródłach, tylko dwie znane były w literaturze przedmio-
tu 22, ale i te uzupełnione zostały nowszymi informacjami.
Listę ofiarodawców otwiera zapis prof. Jana Gródka z Sanoka, wy-
przedzający nawet swoimi intencjami wspomnianą wyżej fundację
Borka. Otóż zmarły w 1554 r. sanoczanin, który na uniwersytecie do-
szedł od stopnia magistra sztuk wyzwolonych (1513) do najwyższe]
godności rektora Akademii, przeznaczył w testamencie 100 dukatów na
11 A. Przyboś, op. cit., s. 344. Powszechnie przyjęła się w literaturze historycznej
(poza wspomnianym A. Przybosiem) błędna nazwa „borkarna", zamiast „borkana",
etymologicznie nieuzasadniona (B<rek, więc — borkana) i rzadko spotykana w źród-
łach: por. nazwy rachunków fundacji: „Borcanae pro tractantibus studia..." (Archi-
wum Uniwersytetu Jagiellońskiego, dalej cyt. AUJ, rkps 115), „Regestrum pro Bor-
cana seu eleemosyna Sapeliana..." (AUJ, rkps 149).
20 H. Barycz, Historia Uniwersytetu Jagiellońskiego w epoce humanizmu, Kraków
1935, s. 346—347.
31 Ibidem, s. 348—351, 534; Z. Ruta, Szkoły tarnowskie w XV—HYIII w., Wrocław
1963, s. 40—46.
39 A. Fastnacht, op. cit., s. 207 (za H, Baryczom).
odnowienie Bursy Jerozolimskiej. Zastrzegł sobie przy tym, aby senior
bursy przy rozdawaniu mieszkań miał wzgląd na studentów pochodzących
z jego rodzinnych stron, zwłaszcza z Sanoka, Strzyżowa i Krosna 23.
Druga z kolei fundacja znana była dotąd jako dzieło Tomasza
z Pyzdr, plebana, błażowskiego. Na podstawie materiałów znajdujących,
się w Archiwum Diecezjalnym w Przemyślu udało się ustalić jego wła-
ściwe nazwisko jako Raskowicz (Rascovius, też Raskowski)24. Pochodził
on ze wspomnianych Pyzdr w Wielkopolsce. Po uzyskaniu bakalaureatu
sztuk wyzwolonych w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie i prze-
niósł się do diecezji przemyskiej. Został w 1582 r. plebanem w Błażowej,
a następnie prepozytem szpitala Św. Ducha w Krośnie (1604) i dzieka-
nem dynowskim (ok. 1612 r.). Zmarł we wrześniu 1629 r.25. W 1596 r.
Raskowicz zapisał Akademii 1000 złp przeznaczając procenty od tej
sumy na stypendia dla 4 ubogich żaków, dwóch z rodzinnych Pyzdr
i dwóch z Błażowej. W zachowanej księdze rachunków tej fundacji
z lat 1695—1780 mowa jest już o 2000 złp i 6 żakach mających otrzymy-
wać po 12 gr tygodniowo26. Na podstawie rejestru borkan dokonanego
przez Józefa Putanowicza w połowie XVIII w. wolno sądzić, że Rasko-
wicz powiększył fundację w 1618 lub 1619 r., polecając zarazem zwięk-
szyć cotygodniowe zasiłki dla scholarów z 8,5 do 12 gr27. Kapitał
umieszczony był na wsiach: Szczebrzusz, Słupiec i Dalechowice. Ofiaro-
dawca zastrzegł w zapisie, że o ile nie będzie scholarów z obu miejsco-
wości, z fundacji mogą korzystać studenci pochodzący z sąsiednich wsi.
Prawo ich przedstawiania do zasiłku miał każdorazowy pleban błażow-
ski oraz rajcy Pyzdr i Błażowej (wtedy jeszcze wsi!)28.
Interesujące są losy trzeciej z kolei fundacji, nazwijmy ją Sambor-
ską. Otóż w 1609 r. przedstawiciele rady miejskiej Sambora, rajca Se-
bastian Kolassa i wójt Józef, przekazali w urzędzie konsystorskim
w Przemyślu na ręce oficjała Stanisława Mieszkowskiego sumę 133
czerwonych zł. węgierskich oraz 3 orty moskiewskie. Kwota powyższa
została złożona jako depozyt w konsystorzu, a rajcy zobowiązali się,
że zbiorą w Samborze i dostarczą brakującą część do zadeklarowanej
kwoty 600 złp, tj. ok. 323 złp. Wspomniany Mieszkowski miał ją wów-
czas przekazać Akademii Krakowskiej z przeznaczeniem na utrzymanie
studentów pochodzących z Sambora. Nie wiadomo, jakie były dalsze
losy depozytu, w każdym razie wiadomość o zapisie, a może i on sam,
dotarła do Krakowa 29.
Na marginesie tej sprawy warto wskazać, że działalność kanoników
przemyskich prezentowanych przez Akademię Krakowską miała poważ-
ny wpływ na zwiększoną dobroczynność duchowieństwa tej diecezji na
rzecz uniwersytetu i jego studentów. Wspomniany Mieszkowski, dr teo-
28 H. Barycz, op. cit., s. 431—432.
24 ADPr, rkps 32, k. 172v, rkps 27, k. 111, 489; M. Kociubiński, op. cit., (kart,
osobowa).
25 M. Kociubiński, op. cit., (Dzieje), cz. I, t. 4, s. 244.
2# AUJ, rkps 123, s. 1 (pierwszego zapisu dokonał 18 TI 1599 r.).
27 AUJ, rkps 46, s. 43.
AUJ, rkps 123, s. 1.
ADPr. rkps 31, k. 379'—.380; AUJ, .rkps 115,1—II, s. 71. : -
logii, prezentowany na kanonię fundi Pikulice w 1584 r. (w 1596 objął
bogatszą, fundi Buszkowice), doszedł z czasem do godności oficjała gene-
ralnego i wikariusza „in spiritualibus" 30. Już jako oficjał miał udział
w powstaniu co najmniej 4 fundacji stypendialnych. Podobną rolę w ka-
pitule przemyskiej odgrywał w kilkadziesiąt lat później Stanisław Tem-
berski. Jako profesor i dziekan Wydziału Filozoficznego Akademii moc-
no zaangażował się w znany spór profesorów z biskupem krakowskim
Gembickim. Zapewne wpłynęło to na odsunięcie Temberskiego od pracy
na uniwersytecie i przeniesienie do kolonii akdemickiej w Jedlińsku,
skąd po chwilowym pobycie w Krakowie, przeniósł się na stałe do
Przemyśla. Tutaj powstało jego największe dzieło historyczne „Annales”
(Roczniki). Zmarł w marcu 1679 r.31.
Stanisław Temberski opiekował się m. in. fundacją Stanisława
Fabrycego z Wesołej. Ofiarodawca był proboszczem kolejno w Izdeb-
kach (1598), Dydni (1599), a w końcu w rodzinnej wsi (1607) 32. W obec-
ności oficjała Mieszkowskiego dokonał on 16 lutego 1618 r. zapisu
w księgach konsystorskich, w świetle którego dochód z kapitałów za-
bezpieczonych na kamienicy w rynku przemyskim przeznaczył na wy-
kształcenie 4 chłopców z własnej rodziny, a o ile ich zabraknie, to dla
ubogich scholarów z Wesołej lub Dynowa33. Mieszkowskiego także
uczynił pierwszym egzekutorem zapisu i opiekunem fundacji. W na-
stępnych latach Fabrycy zmienił podstawę materialną fundacji, prze-
znaczając na kształcenie chłopców w Akademii lub kolegium jezuickim
w Jarosławiu 90 złp czynszu z kilku sum ulokowanych u mieszczan
krośnieńskich i przemyskich34. W ostatnim rozporządzeniu z 1621 r.
ustanowił on dwóch kuratorów fundacji w osobach prepozyta dynow-
skiego i burmistrza przemyskiego, którym za opiekę wyznaczył rocznie
10 złp35 * *. Niedbałość tych ostatnich, a też i rozproszone dochody, nie
dawały widocznie spodziewanych rezultatów, skoro w 1659 r., już po
śmierci Fabrycego, kapituła przemyska ustanowiła opiekunem fundacji
Stanisława Temberskiego. Miał on za zadanie pozbierać zaległe czynsze
i obrócić je na wykształcenie młodzieży zgodnie z wolą fundatora38.
Nie wiadomo, czy działalność Temberskiego na tym polu przyniosła
jakieś rezultaty.
W kilkanaście lat po Fabrycym doprowadził do skutku bardzo cie-
kawą fundację kanonik przemyski i prepozyt krośnieński Kasper Ro-
żyński. Postać to tyle ciekawa, co kontrowersyjna. Niewiele wiadomo
o jego pochodzeniu. Z faktu, że musiał przedłożyć kapitule przemyskiej
z okazji wyboru na kanonika dyplom doktorski, wnosić można — wobec
znanych ustaw zabraniających plebejom dostępu do wyższych godności
80 M. Kociubiński, op. cit., kartoteka osobowa.
S1 Historia nauki polskiej, op. cit., t. VI: Dokumentacja bio-bibliograliczna. Indeks
biograficzny tomu I i II, Wrocław—Warszawa—Kraków—Gdańsk 1974, s. 693—694;
M. Kociubiński, op. cit., cz. I, t. 6, s. 27—28.
3f M. Kociubiński, op. cit., cz. I, t. 2, s. 8.
38 AKPr, rkps LI, s. 22.
81 AKPr, rkps LI, s. 23.
83 ADPr, rkps 32, k. 405'-’.
88 AKPr, rkps IV, s. 1008.
kościelnych, o ile nie posiadają stopni naukowych, że pochodził ze
stanu mieszczańskiego lub chłopskiego. Swoją karierę zawdzięczał
biskupowi Maciejowi Pstrokońskiemu, z którym przyszedł do diecezji
przemyskiej ok. 1601 r. jako jego osobisty kapelan. Być może los zetknął
tych dwóch ludzi w Rzymie lub w Krakowie; tam bowiem Pstrokoński
studiował prawo kanoniczne37. Już w 1601 r. Pstrokoński, który był
zarazem sekretarzem królewskim, wystarał mu się u Zygmunta III
o prezentę na opróżnioną w owym czasie kanonię fundi Pikulice i oso-
biście, nie bez oporów kapituły przemyskiej, przeprowadził jego wybór
na kanonika38. Rożyński został instytuowany kanonikiem w styczniu
1602 r., ale pod warunkiem, że w ciągu 3 lat złoży doktorat z prawa lub
teologii. Dyplom doktora prawa kanonicznego Rożyński ostatecznie
uzyskał, ale w mocno podejrzanych okolicznościach. Otóż na sesji
generalnej odbytej w styczniu 1604 r. kapituła nie chciała go dopuścić
do udziału we wspólnych dochodach, gdyż zamiast doktoratu przedsta-
wił dopiero licencjat z prawa kanonicznego. W końcu go jednak do-
puszczono pod warunkiem, że w ciągu 2 lat przedłoży kapitule wyma-
gany dyplom 39. Rożyński dyplom przedstawił dopiero w 7 lat później
i to — rzecz zastanawiająca — wystawiony przez Wydział Prawa
Akademii Krakowskiej 3 listopada 1603 r.40. W świetle powyższego
trudno zrozumieć, dlaczego w 1604 r. przedstawił kapitule dyplom licen-
cjata, skoro był już doktorem praw? Wątpliwości nasze powiększa
jeszcze fakt, że podpisany na dyplomie doktorskim prof. obojga praw,
Jan Oktawian Wacławowicz przebywał w chwili jego wystawienia w
Padwie41. Brak wykazu promowanych Wydziału Prawa Akademii
utrudnia definitywne rozstrzygnięcie tej sprawy.
Tak czy inaczej, protegowany Pstrokońskiego uzyskał w tym czasie
dwa bogate beneficja w Laszkach i Wiśni oraz dzierżawę probostwa
w Dolinie. Rożyński dołączył do nich z czasem godność dziekana kapi-
tuły przemyskiej oraz zarządcy jej dóbr. Wiadomo nam, że niewiele
troszczył się o losy przyznanych mu parafii; zarządzał nimi przez ko-
mendarzy, a nawet oddał w dzierżawę za 400 złp aptekarzowi z Radym-
na dochody z probostwa w Laszkach42. Przejście Pstrokońskiego na
inne biskupstwo osłabiło poważnie pozycję Rożyńskiego w kapitule.
Oskarżono go m. in. o uciskanie poddanych we wsi Spaś należącej do
probostwa w Dolinie 43. Ostatnie 10 lat życia (zm. 5 IX 1644 r.) związał
z Krosnem, w którym najczęściej przebywał po uzyskaniu miejscowej
prepozytury w 1625 r.44. Znane są jego zasługi, jakie położył opiekując
37 W. Sarna, Dzieje diecezji przemyskiej ob. łac., Cz. I, Episkopat przemyski ob.
łac., Przemyśl 1902, s. 220—221.
38 ADPr, rkps 31, k. 105, k. 184; M. Kociubiński, op. cit. (kart, osobowa).
39 AKPr, rkps II, k. 273.
’» AKPr, rkps III, k. 22*.
41 Archiwum nacji polskiej w Uniwersytecie Padewskim. T. I.: Metryka nacji
polskiej w Uniwersytecie Padewskim (1592—1745), przygotował do druku H. Barycz,
Wrocław—Warszawa—Kraków—Gdańsk 1971, s. 36, nr 378.
42 ADPr, rkps 171, s. 172.
43 AKPr, rkps III, k. 55*.
11 AKPr, rkps III, k. 9GV.
się szkolnictwem krośnieńskim i ubogimi scholarami. W 1631 r. postarał
się, aby powstanie kolegium jezuickiego nie odbyło się kosztem zasłu-
żonej szkoły parafialnej45, zaś dla jej wychowanków podejmujących
studia w Krakowie utworzył fundację.
Zapis fundacyjny Rożyńskiego wciągnięty do ksiąg grodzkich kra-
kowskich składał się z dwóch sum, 2000 złp umieszczonych w styczniu
1636 r. na wsi Tęgobórz w pow. lelowskim i 1000 złp ulokowanych
w rok później na Janowicach w pow. proszowskim46. Dawały one
rocznie 210 złp dochodu przeznaczonego na utrzymanie 6 studentów
pochodzących z Krosna lub — z braku tychże — dla ubogich żaków
mieszkających w Bursie Jerozolimskiej47. Stosowny akt fundacyjny,
a zarazem statut borkany został podpisany 1 stycznia 1636 r. przez
Rożyńskiego oraz przez przedstawiciela uniwersytetu, prof. Jakuba Vi-
leliusa z Przeworska 48. Dobrze na ogół zarządzana fundacja Rożyńskie-
go funkcjonowała odtąd z pewnymi przerwami przez półtora wieku,
do 1780/81 r.
Studenci krośnieńscy mogli również korzystać z drugiej fundacji,
utworzonej przez Walentego Trzeciakowca. Był on synem mieszczanina
z Krosna i wychowankiem miejscowej szkoły parafialnej. W Krakowie
uzyskał stopień bakałarza sztuk wyzw. i filozofii, po czym wrócił w ro-
dzinne strony poświęcając się karierze duchownej. Został plebanem
w Iwoniczu (1619) oraz dziekanem krośnieńskim (1642). Równocześnie
pełnił różnego rodzaju funkcje publiczne, był m. in. sędzią zwyczajnym
i notariuszem publicznym48. W 1640 r. umieścił on 1200 złp na wsi
Szczepańcowa pod Krosnem, a procent od tej sumy, w wysokości 80 złp
rocznie przeznaczył na utrzymanie dwóch plebejuszy krośnieńskich
w Bursie Jagiellońskiej49 * 51.
W podobnych okolicznościach biorą początek trzy kolejne fundacje:
Masłowicza, Sapeliusa i Stochlicza. Szymon Masłowicz pochodzący
prawdopodobnie z Ropczyc (zwany też stąd Ropczyckim), pleban
w Przybyszówce (1602), a następnie prepozyt w Kańczudze (1622), prze-
znaczył w akcie ostatniej woli 2300 złp na kształcenie dwóch chłopców,
jednego z Kańczugi, a drugiego z Ropczyc •w. Testament został spisany
w Kańczudze 1 lipca 1641 r., a na wykonawcę zamierzonej fundacji wy-
znaczył Masłowicz kanonika Fryderyka Alembeka, dr teologii i pierw-
szego historyka diecezji przemyskiej53.
Kolejna borkana jest dziełem prof. Akademii Zamojskiej Krzysztofa
Sapeliusa (1588—1648). Późniejszy lekarz królewski (1623) urodził się
w Mościskach w ziemi przemyskiej. Studiował w Krakowie, tu też uzy-
skał w 1609 r. doktorat z filozofii. Sapelius posiadał ponadto doktorat
z medycyny, który zdobył w Padwie oraz teologii, uzyskany w Rzymie.
45 AKPr, rkps III, k. 112v, por. też przypis 27.
48 AUJ, rkps 146, s. 1; rkps 376, s. 244.
47 AUJ, rkps 146, s. 3—4.
48 M. Kociubiński, op. cit., cz. I, t. 6, s. 52.
49 AUJ, rkps 46, s. 44.
59 Eadeni; M. Kociubiński, op. cit. (kartoteka osobowa).
51 ADPr, rkps 38, k. 49—53v.
ówczesnym zwyczajem, z działalnością naukową łączył karierę duchow-
ną, która dawała bez porównania większą niż profesura niezależność
materialną. Był kanonikiem krakowskim, kieleckim i przemyskim52.
W testamencie spisanym w 1648 r. przeznaczył kwotę 2000 złp (procent
— 140 złp r.) na całoroczne utrzymanie dwóch studentów Akademii
Krakowskiej pochodzących z rodzinnych Mościsk. Wykonawcy woli
fundatora umieścili początkowo powyższą sumę na kamienicy w Krako-
wie, a w 1664 przenieśli ją na wieś Jazdowice w województwie kra-
kowskim 53.
Na podobnych zasadach mieli zorganizowaną fundację studenci
pochodzący z Tyczyna. Utworzył ją Samuel Aleksy Stochlicz zapisując
w 1652 r. 2000 złp seniorowi Bursy Ubogich. Z procentu od tego kapitału
(140 złp rocznie) miał on zapewnić 3 studentom z Tyczyna mieszkanie
w Bursie i wypłacać im cotygodniowe zasiłki w wysokości 24 gr54.
Początkowo seniorzy Bursy Ubogich mieli wiele kłopotów ze ściąganiem
czynszów rocznych, dopiero po wielu procesach i przeniesieniu w 1722 r.
sumy na inne dobra, procenty zaczęły wpływać w miarę regularnie, aż
do 1780 r. 5\
Z pierwszej poł. XVII w. znamy jeszcze jedną fundację stypendial-
ną, tym razem dla studentów pochodzących z Rzeszowa. Wiąże się ona
z osobą dr teologii, Łukasza Doctoriusa. Urodzony w Rzeszowie, praw-
dopodobnie w rodzinie ruskiej, studia odbywał w Ołomuńcu. Swoją
karierę duchowną zawdzięczał Bernardowi Maciejowskiemu, biskupowi
łuckiemu, a następnie krakowskiemu. Doctorius dzięki jego protekcji
uzyskał najpierw kanonię łucką, potem krakowską, wreszcie probostwo
w Oświęcimiu 56. Za uzyskane z tych źródeł dochody Doctorius na krót-
ko przed śmiercią (zm. w 1634) nabył od Stanisława Lubomirskiego,
wojewody ziem ruskich, jego dobra leżące w powiecie krakowskim:
Kościelniki, Stanisławowice, Górę i Wolę. W testamencie cały majątek
przeznaczył na różne cele charytatywne dla dwóch miast, Rzeszowa
i Oświęcimia. Z części, jaką otrzymał Rzeszów, utworzono m. in. fundusz
posagowy dla 6 ubogich dziewcząt rzeszowskich oraz 6 stypendiów
rocznych, po 90 złp każde, dla rzeszowian studiujących w Krakowie S7.
Fundacja powstała w latach 1635—36.
Druga poł. XVII w. zaznaczyła się o wiele słabiej w dziejach ofiar-
ności publicznej na rzecz akademii i jej studentów. Niekorzystna sytua-
cja gospodarcza Polski i postępująca w związku z tym pauperyzacja
społeczeństwa znalazły odbicie w znacznie zmniejszonej liczbie nowo
powstających fundacji oraz upadku szeregu już istniejących. Z terenu
BI Archiwum nacji polskiej, op. cit., s. 375; M. Kociubiński, op. cit., cz. I. t. 5,
s. 68.
53 AUJ, rkps 149, s. 3.
51 AUJ, rkps 376, s. 79.
55 AUJ, rkps 154.
58 H. Barycz, Doctorius Łukasz, (w:) Polski Słownik Biograficzny, t. V, s. 278;
Archiwum nacji polskiej, op. cit., s. 253.
w ADPr, rkps 159. s. 5—9; J. Pęckowski, Dzieje miasta Rzeszowa do końca
XVIII w., Rzeszów 1913, s. 398—399.
ziemi przemyskiej i sanockiej znamy w tym półwieczu tylko dwa tego
rodzaju przedsięwzięcia, fundacje Stryjewicza i Aleksandrowicza.
Interesująca i dość typowa dla zdolnego syna mieszczańskiego
w XVII w. jest droga życiowa Sebastiana Stryjewicza. Urodził się
18 czerwca 1619 r. w rodzinie rajcy przemyskiego, Stanisława Stryje-
wicza. Po ukończeniu szkół przemyskich wyruszył na studia do Krako-
wa. Wpisany został do metryki uniwersyteckiej w 1637 r., płacąc tytu-
łem wpisowego 16 gr, co wskazywałoby na pewną zamożność jego
rodziców* 58. Dobre przygotowanie wyniesione ze szkoły przemyskiej
oraz niewątpliwy talent Stryjewicza sprawiły, że w ciągu 2 lat od
immatrykulacji uzyskał bakalaureat, a po 3 następnych — magisterium
i doktorat z filozofii59. Kolejne szczeble jego kariery uniwersyteckiej,
to przyjęcie w poczet profesorów Kolegium Mniejszego w 1646 r. i Ko-
legium Większego w 7 lat później. W tym czasie pełnił obowiązki
dziekana Wydziału Filozoficznego (1650). W latach sześćdziesiątych
XVII w. przebywał na studiach w Padwie i Rzymie, skąd przywiózł
doktorat z teologii. Posłował też wielokrotnie z ramienia Akademii na
sejmy i sejmiki. Pozostawił po sobie rozprawy matematyczne, astrono-
miczne, teologiczne, panegiryki i kazania 60.
Sytuacja materialna Stryjewicza na studiach musiała być nienad-
zwyczajna, skoro przez długi okres, aż do uzyskania doktoratu z filo-
zofii w 1642 r., korzystał z cotygodniowych zasiłków wspomnianej
fundacji Rożyńskiego 61. Zapewne wzgląd na warunki, w jakich przyszło
mu zdobywać wykształcenie, zadecydował, że pod koniec życia
(zm. w 1681 r.) posiadany kapitał przeznaczył na utworzenie fundacji
dla 5 studentów pochodzących z rodzinnego Przemyśla. Wprowadzeniem
fundacji w życie zajął się Franciszek Tokarski, przełożony Domu Więk-
szego w Krakowie. Zapisana suma 3000 złp została zabezpieczona na
kamienicy w Krakowie (w 1684 r.), a w 1719 przeniesiono ją na dobra
Ilkowice pod Książem. Odtąd, aż do 1781 r. z zasiłków borkany korzy-
stało przeciętnie 3—4 studentów rocznie, nie tylko z Przemyśla, ale
również z innych miast62.
Mniej więcej z tego okresu, co fundacja Stryjewicza, pochodzi
zapis Ignacego Aleksandrowicza, proboszcza we wsi Zgórsko. W 1688 r.
przeznaczył on czynsz od 1000 złp umieszczonego na dobrach wsi
Trzciana w województwie sandomierskim na zasiłki dla dwóch studen-
tów ze wsi Zgórsko i dwóch z rodzinnej Kańczugi lub sąsiednich wsi63.
Trudności z wprowadzeniem w życie zapisu testamentowego Aleksan-
drowicza spowodowały, że borkana zaczęła działać dopiero w 1711 r.
Jej rachunki doprowadzone są — podobnie jak pozostałych fundacji —
38 Historia nauki polskiej, op. cit., t. VI, s. 657; Album sludiosotum Unirersitatis
Cracoviensis, t. IV, ed. G. Zathey, Cracoviae 1950, s. 179.
58 Statuta nec non liber promotionum Philosophorum Ordinis in Universitate Stu-
dior m Jagellonica..., ed. J. Muczkowski, Cracoviae 1849, s. 309, 313.
80 Archiwum nacji polskiej, op. cit., s. 391; Statuta nec non liber, op. cit., s. 329*
Historia nauki polskiej, op. cit., t. VI, s. 657.
« AUJ, rkps 146, s. 13, 15, 17, 21, 24, 25, 29.
82 AUJ, rkps 155, s. 1 i nast.
« AUJ, rkps 115/I-II, s. 1.
do 1780 r.64. W tym czasie dochodami Akademii zainteresowały się
władze austriackie i przejęły m. in. kapitały wszystkich fundacji
stypendialnych 65 *.
Przedstawiony wyżej przegląd fundacji przeznaczonych dla mło-
dzieży studiującej potwierdza tezę, że w większości wypadków funda-
torami borkan byli duchowni pochodzący z miast. Na 12 omówionych
przedsięwzięć tego rodzaju 10 było dziełem fundatorów pochodzenia
mieszczańskiego, 1 — chłopskiego, a i fundację Rożyńskiego zaliczyć
można do któregoś z tych przedziałów. W grupie fundatorów widzimy
4 profesorów Akademii (3 — Krakowskiej, 1 — Zamojskiej), a 7 pozo-
stałych to duchowni: kanonicy, plebani i wikarzy. Jedynie fundacja
Samborska była zbiorowym dziełem mieszczan Samborskich, zresztą
niedoszłym do skutku. Ogólnie można stwierdzić, że wszyscy fundato-
rzy byli w jakiś sposób związani z krakowską uczelnią; najczęściej
przez studia, które umożliwiły im późniejszy awans życiowy i społecz-
ny. Zrozumiałe jest przy tym, że na znaczny wydatek finansowy zwią-
zany z utworzeniem fundacji mogli sobie pozwolić jedynie duchowni,
nie obciążeni rodzinami, a posiadający ze swoich prebend stałe i sto-
sunkowo wysokie dochody. Sprzyjającymi czynnikami, które wpływały
na podjęcie decyzji o utworzeniu borkany, były doświadczenia wynie-
sione z trudnych lat studiów, a poza tym silna więź ze środowiskiem
miejskim, z którego wyszli lub w którym dłużej pracowali.
Wspomnieć trzeba, że w dziejach uniwersytetu spotyka się szla-
checkie fundacje stypendialne, tworzone dla studentów pochodzących
z uprzywilejowanego stanu. Nieznane są nam tego rodzaju fundacje
z terenu ziemi przemyskiej i sanockiej. Niemniej wiadomo, że większość
rodzin szlacheckich troszczyła się o staranne wykształcenie swoich
synów. Potwierdzają ten fakt wydane do tej pory metryki uniwersyte-
tów zagranicznych. Najliczniej spotyka się nazwiska szlachty czerwono-
ruskiej w metrykach uniwersytetów włoskich oraz uczelni w Ingolszta-
cie 6S.
Z drugiej strony wiadomo, że poza szkolnictwem ,,łacińskim", prze-
znaczonym dla młodzieży polskiej, na obszarze obu ziem istniała dobrze
rozwinięta sieć szkół ruskich, związanych z parafiami obrządku wschod-
niego, a potem greckokatolickiego. Ponieważ jednak powiązania mło-
dzieży ruskiej z Akademią Krakowską są niedostrzegalne, brak też
odpowiednich fundacji stypendialnych, stąd nie zajmujemy się bliżej
tym problemem 67 *
Jak zaznaczyliśmy wyżej, ustrój i ogólne formy organizacyjne
w AUJ, rkps 116.
65 Por. rachunki fundacji: AUJ, rkps 116, 123, 146, 149, 154, 155 i 376, s. 5.
M Archiwum nacji polskiej, op. cit.; Polacy na studiach w Ingolsztacie, wyd.
P. Czapiewski, Poznań 1914, s. 20, 22, 26, 27 (Herburtowie i Humniccy), s. 30 (Bal i Do-
maradzki), s. 27 (Sienieńscy), s. 28 (Wapowski, Pruchnicki), s. 39 (Humniccy), s. 30
(Krasiccy), s. 33 (Korniaktowie), s. 44 (Ligęzowie).
67 F. Persowski, Kartki z dziejów szkolnictwa w Galicji w I poł. XIX w.,
„Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Rzeszowie", Nauki Pedagogiczne, z. 4 (1967),
s. 387—415.
borkan pochodzą od fundacji Stanisława Borka. Fundacje przemysko -
- sanockie wzorują się oczywiście na niej, ale w wielu istotnych szcze-
gółach różnią się od swojego pierwowzoru. Duchowna proweniencja
większości borkan wywarła duży wpływ na ich kształt organizacyjno-
-prawny; zostały one zorganizowane podobnie jak prebendy kościelne,
z prawem patronatu i prezenty na slanowisko prowizora, tj. opiekuna
i zarządcy fundacji.
Utworzenie fundacji poprzedzało zabezpieczenie jej podstaw mate-
rialnych. W naszym wypadku były to określone sumy pieniężne, od 300
do 3000 złp, zabezpieczane przez odpowiedni zapis w księgach grodz-
kich i ziemskich, a umieszczane na dobrach ziemskich, placach i kamie-
nicach. Niekiedy fundatorzy starali się umocnić fundację przez potwier-
dzenie zapisu dokumentem królewskim oraz obiaty w księgach konsy-
storskich 68. Stosownego zapisu na rzecz Akademii dokonywał fundator
lub egzekutorzy dyspozycji testamentowej ofiarodawcy. Dopiero wów-
czas spisywano odpowiedni akt między fundatorem (wykonawcą testa-
mentu) a przedstawicielem uniwersytetu, rektorem, prokuratorem lub
seniorem którejś z burs 69. Akademia otrzymywała tym samym prawo
wyboru prowizora borkany oraz przywilej corocznej kontroli jej ra-
chunków. Było w zwyczaju, że dopóki żył fundator, on wybierał prowi-
zora, a także przedstawiał kandydatów do zasiłków. W przypadku
fundacji Rożyńskiego nie tylko on sam, ale także po jego śmierci senior
kolegium mansjonarzy krośnieńskich wyznaczał kandydatów do stypen-
diów 70.
Akt fundacyjny, będący zarazem statutem borkany, precyzował
sposób wyboru prowizora fundacji, jego prawa i obowiązki, z kolei
organizację wypłat stypendialnych, ich wysokość, warunki otrzymywa-
nia zasiłku oraz obowiązki stypendystów korzystających z fundacji71.
Na prowizora fundacji wybierano z reguły profesora Kolegium
Większego. Niekiedy, zgodnie z wolą twórcy borkany, był nim zarzą-
dzający dochodami uniwersytetu prokurator lub senior którejś z burs
studenckich (fundacja tyczyńska). W każdym razie miała to być osoba
na tyle zamożna i uczciwa, aby nie kusiły ją pieniądze ubogich schola-
rów. Niekiedy ofiarodawca życzył sobie, aby prowizorem był profesor
polskiego pochodzenia72. Prowizor zajmował się prowadzeniem ksiąg
rachunkowych i wypłatą zasiłków. W większych fundacjach miał on do
pomocy skarbnika (dispensator), który rozdzielał co tydzień zasiłki
między stypendystów i notował wydatki w specjalnej księdze. Funda-
torzy przeznaczali dla nich specjalne uposażenie; np. Raskowicz z Bła-
żowej 6 gr, Stochlicz z Tyczyna — 15 gr, a Stryjewicz — 1 złp tygod-
niowo 73. Poza wypłatą zasiłków, do obowiązków prowizora należało
®8 AUJ, rkps 115/I-I1, s. 85 (wzmianka o potwierdzeniu fundacji dokumentem kró-
lewskim); ADPr, rkps 37, s. 300 (oblata w księgach konsystorskich fundacji Rożyńskie-
go).
®9 AUJ, rkps 146, s. 1—4; rkps 149, s. 3—-4.
70 AUJ, rkps 146, s. 14, 67.
71 AUJ, rkps 146, s. 1—4 (statut fundacji Rożyńskiego); rkps 155, s. 1.
72 AUJ, rkps 116, s. 1; 154, s. 1; 146, s. 2.
7* AUJ, rkps 123, s. 1; rkps 154, s. 1; rkps 155, s. 1.
regularne ściąganie procentów rocznych i podział tych sum na odpo-
wiednie stypendia, a dalej dbanie o prawidłowe wykorzystanie zasiłków
oraz kontrola nad postępami w studiach i sprawowaniem się stypendy-
stów 71 * * 74. Prowizor również przyznawał stypendia zgłaszającym się kan-
dydatom, o ile prawa tego nie zastrzeżono dla kogo innego; rady miej-
skiej lub sukcesorów fundatora borkany 75. Z wypłaconych w ciągu roku
zasiłków prowizor zobowiązany był przedłożyć rektorowi lub przełożo-
nemu Kolegium Większego dokładne sprawozdania finansowe. Kontro-
lujący rachunki otrzymywał określoną statutem jednorazową premię,
stąd kontrole były prowadzone skrupulatnie i regularnie (najczęściej
w marcu lub kwietniu roku następnego)76. Prowizor za swoją pracę
otrzymywał przeciętnie 10—20 złp rocznie, a zdarzały się i prowizje
w wysokości 53 złp 77. Dochody uzyskane z prowizoratów kilku różnych
fundacji stanowiły nieraz sporą część niewysokich na ogół zarobków
profesora.
Po przejrzeniu kilku ksiąg finansowych borkan można się przeko-
nać, w jak dużym stopniu losy fundacji zależały od umiejętności zarzą-
dzania i zapobiegliwości prowizorów. Przyznać też trzeba, że ich praca
nie była łatwa wobec nagminnego wstrzymywania płatności czynszów
z powodu niesolidności dłużników i różnych wypadków losowych.
Przykładem jest tutaj fundacja Rożyńskiego, która dzięki staraniom
kolejnych prowizorów przetrwała przez półtora wieku, choć i w tym
przypadku obserwujemy okresy słabszej aktywności jej opiekunów.
Jeszcze Rożyński wybrał w 1636 r. na prowizora założonej przez siebie
borkany prof. Jakuba Viteliusa z Przeworska. Późniejszy wielokrotny
rektor Akademii (od 1643 r.) poświęcał wiele uwagi regularnemu wy-
płacaniu stypendiów oraz ściąganiu czynszów z dwóch wsi, Tęgoborzy
i Janowic. Przez 12 lat, aż do jego śmierci, fundacja prowadzona była
wzorowo, a z rachunków wynika nawet, że Vitelius dokładał do niej
z własnej kieszeni78. Od 1648 r. za prowizoratu prof. Stanisława Jur-
kowskiego obserwuje się zmniejszenie liczby stypendystów z 6 do 3 oraz
spadek wysokości zasiłków z 18 do 9 gr tygodniowo, co wiązało się
z utratą części dochodów 79. Niemniej aż do najazdu szwedzkiego zasiłki
były wypłacane w miarę regularnie, poza krótką przerwą od września
1653 do stycznia 1654 r., gdy z powodu szerzącej się zarazy zajęcia na
uczelni zostały odwołane 80. Zniszczenia, jakim uległy obie wsie w okre-
sie najazdu szwedzkiego, a do tego zmiana ich właścicieli, spowodowały
71 AUJ, rkps 146, s. 2—4.
75 AUJ, rkps 116, s. 38: rkps 123, s. 1; rkps 146, s. 4.
76 Rachunki fundacji Rożyńskiego sprawdzali najpierw rektorzy i dziekani, nor.
AUJ, rkps 146, s. 9, 28 (20 IV 1642), s. 32 (15 IV 1643), s. 36 (16 III 1644), a w 1766 r.
prof. J. Putanowicz, przełożony Kolegium Jurystów, s. 203; premie od 5 do 10 złp,
por. AUJ, rkps 146, s. 3 i 149, s. 4.
77 AUJ, rkps 146, s. 1 (10 złp); rkps 149, s. 4 (12); rkps 146, s. 3 (14); rkps 155, s. 1
(53 złp!).
78 AUJ, rkps 146, s. 5—52, zwłaszcza s. 28 (suma wydatków wyższa od przy-
chodów).
79 AUJ, rkps 146, s. 54 i nn.
w AUJ, rkps 146, s. 69.
wstrzymanie płatności czynszów na długi okres. Po ustąpieniu Szwedów,
w 1660 r., prof. Andrzej Kucharski zdołał jedynie odebrać 200 złp tytu-
łem zaległych czynszów od dzierżawcy Janowic. Wystarczyło to jedynie
na niecałe 2 lata 81. Odtąd przez ponad 20 lat widzimy przerwę w ra-
chunkach fundacji, gdyż brak środków uniemożliwił jej funkcjonowanie.
Dopiero kolejny energiczny prowizor, prof. Krzysztof Sowiński, odzyskał
w szeregu procesów sądowych sporą część zatrzymanych dochodów,
w sumie 1100 zł, i od 1684 r. zaczął corocznie wypłacać zasiłki studen-
tom. W owym czasie ze środków fundacji korzystało kilkunastu sty-
pendystów rocznie, po 10-ciu w 1686 i 1688 r., a nawet 16-tu w 1687 r.82.
W pierwszych latach XVIII w. z powodu działań wojennych czynsze
z obu wsi wpływały bardzo nieregularnie, ale mimo to dalej wypłacano
skromne zasiłki dla 2—3 studentów rocznie. Ostatecznie dochody fun-
dacji ustabilizował następny prowizor, prof. Maciej Ziętkiewicz. Od
1727 r. z jej funduszów utrzymywało się przeciętnie 3—4 stypendystów
rocznie, a od połowy tego wieku, mimo spadku wartości pieniądza,
nawet 6 studentów 83. Zasługa to także kolejnych prowizorów, profeso-
rów Józefa Popiołka (od 1751 r.), Michała Czyrmińskiego (1767) i Anto-
niego Zołędziowskiego (1767) 84. Wspomniany wyżej prof. Ziętkiewicz
opiekował się ponadto dwoma innymi fundacjami z omawianego terenu,
błażowską Raskowicza i przemyską Stryjewicza 85 *.
Uzyskanie stypendium przez studenta związane było z pewnymi
warunkami. W zasadzie otrzymywali je, zwłaszcza w początkowym
okresie, wszyscy studenci pochodzący z miejscowości, dla której prze-
znaczona była borkana. Wymagana była w tym wypadku jedynie re-
komendacja fundatora lub osoby, na którą przelał on swoje uprawnie-
nia. W późniejszym okresie funkcjonowania fundacji, zwłaszcza po
dłuższej przerwie w jej działalności, prowizor przyjmował kandydatów
według własnego uznania, chociaż i wtedy nie bez znaczenia była opi-
nia, jaką mieli o studencie profesorzy Wydziału Sztuk Wyzwolonych
lub Szkół Nowodworskiego 8ti. Począwszy od II poł. XVII w. zdarzało
się coraz częściej, że wobec zmniejszonego napływu studentów z terenu
ziemi przemyskiej i sanockiej na uniwersytet, brakowało młodzieży
z miast, dla których przeznaczona była fundacja. Spotykamy wówczas
w księgach borkan studentów z różnych prowincji, a nawet cudzoziem-
ców. Niemniej i wówczas starano się, aby w pierwszym rzędzie z zasił-
ków mogła korzystać młodzież pochodząca ze środowiska lub okolicy
bliskich fundatorowi87.
Starający się o stypendium musieli wykazać się świadectwem ubó-
stwa i dobrego pochodzenia (z prawego łoża), a ponadto przedłożyć od
swojego profesora potwierdzenie dobrego sprawowania i postępów
81 AUJ, rkps 146, s. 76—78, 80.
82 AUJ, rkps 146, s. 83, 93—96.
” AUJ, rkps 146, s. 113—115, 128, 187 i nn.
w AUJ, rkps 146, s. 186, 204, 214.
85 AUJ, rkps 123 (od 1722 r.); rkps 155, s. 3
nią: S. J. Filipowicz (s. 19), M. Czyrnicki (s. 28)
88 AUJ, rkps 146, s. 86; rkps 115 (III), pkt. 3,
(od 1724), po nim zarządzali tą ostat-
i A. Żołędziowski (s. 36).
bs.
87 Np. w 1770 r. korzystali z fundacji Rożyńskiego Marcin Grądzki i Stanisław
Nowicki z województwa ruskiego, AUJ, rkps 146, s. 217.
w nauce. W rachunkach fundacji Aleksandrowicza szczęśliwie zacho-
wało się takie świadectwo, w którym prof. Wydziału Sztuk Wyzwolo-
nych Michał Pruski zaświadcza, że starający się o stypendium Paweł
i Wojciech Dziekanowicowie studiowali u niego w 1714 r.88. Prowizor
mógł wstrzymać lub odebrać przyznane już stypendium, gdy stwierdził,
że stypendysta nie wypełnia nałożonych na niego obowiązków, wałęsa
się po mieście i nie przykłada do nauki. Po dwukrotnym napomnieniu
student był odsuwany od stypendium, a jego miejsce zajmował inny
kandydat89.
Przeciętna wysokość zasiłków, tj. 15 gr tygodniowo (21 złp rocznie),
wystarczała na ogół na całkowite utrzymanie stypendysty w Krakowie
jeszcze w I poł. XVII w. Koszt studiów dla studenta mieszkającego na
mieście, łącznie z opłatami na rzecz uniwersytetu, kształtował się wów-
czas na poziomie 20—26 zł rocznie. Studenci mieszkający w bursie
płacili za mieszkanie i wyżywienie znacznie mniej, ale za to musieli
złożyć na początku dość duże wpisowe (do bursy) oraz różnego rodzaju
opłaty zwyczajowe bedące wkupieniem się do społeczności studenckiej.
W II poł. XVII w. koszty utrzymania wzrosły, ale równolegle z nimi
podniesiona została też wysokość zasiłków tygodniowych w nowo po-
wstających fundacjach, przeciętnie do 18—30 gr 90. W następnym wieku,
z powodu utraty przez fundacje sporej części dochodów oraz dewaluacji
pieniądza, wartość stypendiów bardzo zmalała i okazała się niewystar-
czająca na pokrycie rosnących wydatków związanych ze studia-
mi. Dla porównania warto podać, jak kształtowały się ceny
żywności, odzieży oraz papieru w Krakowie w XVII i XVIII w. W pię-
ciu przekrojach czasowych: 1601, 1650, 1700, 1750, 1795 r. przeciętna
cena ćwierci grochu (ok. 30 1.) wynosiła odpowiednio w groszach: 80—
—250—450—240—700; faski masła (ok. 15 1.): 32—305—401—376—770;
garnca wina (ok. 3,8 1.): 24—46—165—238—360; pary butów: 30—70—
—70—90—150; łokcia płótna (ok. 60 cm): 2—3—6 8—10, a ryzy pa-
pieru średniego: 40—125—180—203—? 91. W takiej sytuacji stuaenci
zmuszeni byli starać się o stypendia w kilku różnych fundacjach, choć
ustawy uniwersyteckie zabraniały korzystania z więcej niż dwóch,
a wyjątkowo tylko z trzech borkan 92.
Statuty prawie wszystkich fundacji określały, jak długo stypendysta
mógł korzystać z fundacji. Dla studentów ustalono ten okres na 3 lata,
w ciągu których należało zrobić bakalaureat, natomiast bakałarz otrzy-
mywał zasiłek do magisterium, najczęściej przez 2—3 lata 93. Dla pro-
mujących się stypendystów fundacji przeznaczone były wysokie premie,
przeciętnie 10 złp i wyższe, a zdarzyło się swego czasu, że Rożyński
polecił wypłacić nawet 70 złp Krzysztofowi Ziomkowiczowi z Krosna za
uzyskanie bakalaureatu94. System zasiłków i premii stanowił dodatko-
88 AUJ, rkps 116, luźny akt w księdze rachunków.
88 AUJ, rkps 146, s. 22 (prowizor Vitelius relegował Wojankowicza).
90 AUJ, rkps 116, s. 10, rkps 149, s. 4.
91 Opracowano na podstawie: E. Tomaszewski, Ceny w Krakowie w 1. 1601—1705.
Kraków 1934 (przyjęto średnie dane dla tych lat).
92 AUJ, rkps 115/III, pkt. 4, bs.
88 AUJ, rkps 146, s. 3; rkps 149, s. 4.
«» AUJ, rkps 149, s. 18.
wy bodziec przyczyniający się do terminowego, szybszego niż przecięt-
nie, zdobywania kolejnych stopni naukowych przez stypendystów
fundacji.
Warto wspomnieć, że środki fundacji przeznaczone^ były również
na inne potrzeby uniwersytetu, studentów i innych szkół. W rachunkach
fundacji Rożyńskiego i Stryjewicza znajdujemy zanotowane wydatki na
będące pod patronatem uczelni szkoły w Przemyślu i Lwowie, a ponadto
na reparacje kamienicy w Krakowie zajmowanej przez ubogich studen-
tów-medyków oraz na naprawy innych burs akademickich 95 96. Ze środ-
ków fundacji pokrywano też koszty pogrzebów zmarłych w trakcie
studiów stypendystów, m. in. w 1638 r. opłacono pochówek Marcina
Boskowicza z Krosna (6 zł 18 gr), a w rok później jego kolegi z Prze-
myśla, Wojciecha Gliwickiego9e. Najwięcej jednak dochodów fundacji
pochłaniały ciągłe procesy z dłużnikami odmawiającymi zapłaty rocz-
nych procentów. Był to proceder do tego stopnia nagminny, że niektó-
rzy z fundatorów przeznaczali z góry odpowiednią część dochodów
borkany na prowadzenie spraw sądowych. W rachunkach pozostałych
fundacji również co pewien czas notowane były spore wydatki na
pełnomocnika, który prowadził proces z dłużnikami (był nim najczęściej
prokurator uniwersytetu) oraz na różnego rodzaju materiały proceso-
we 97. Wydatki takie znacznie uszczuplały fundusz stypendialny.
W związku z fundacjami z terenu ziemi przemyskiej i sanockiej po-
zostaje problem ich efektywności, tj. oceny, w jaki sposób sprzyjały one
młodzieży z obu ziem w zdobywaniu wykształcenia, a tym samym, czy
przyczyniały się do społecznego i kulturalnego rozwoju miejscowości,
dla których były przeznaczone. Niezwykle interesujące byłoby prze-
śledzić i porównać posiadaną przez dane miasto liczbę stypendiów
z ilością studentów z niego pochodzących. Wobec braku odpowiednich
danych z metryk uniwersyteckich, począwszy od 1643 r., można tutaj
wskazać jedynie na ogólne zależności. Wyraźnie widać, zwłaszcza
w I poł. XVII w., że miasta, które posiadały fundacje stypendialne, są
o wiele częściej reprezentowane przez swoją młodzież na uniwersytecie
niż pozostałe. Dotyczy to miast dużych, jak Krosno, Przemyśl i Rzeszów,
ale i mniejszych, jak Kańczuga, Mościska i Tyczyn. Potwierdzają takie
przypuszczenie rachunki fundacji Rożyńskiego, najdawniejsze z borkan
przemysko-sanockich. Przykładowo, w latach 1636—46 z zasiłków fun-
dacji skorzystało ogółem 38 studentów, z czego na pewno 11 pochodziło
z Krosna, 9 z Przemyśla, a i nazwiska pozostałych sugerują, że mamy
do czynienia z młodzieżą pochodzącą z obu tych miast98. Podobnie
95 AUJ, rkps 146, s. 196; rkps 155, s. 12.
96 AUJ, rkps 146, s. 14, 16.
97 AUJ, rkps 146, s. 83, 126; rkps 155, s. 37.
98 AUJ, rkps 146, s. 5—46. Spośród tych 38 stypendystów 9 (24%) uzyskało
bakalaureat artium, z tych znów 4 zdobyło magisterium i doktorat z filozofii; przy
czym Szymon Zemankowicz i Stryjewicz poświęcili się pracy naukowej. O Stryjewiczu
pisaliśmy wyżej, zaś Zemankowicz był docentem Uniwersytetu Krakowskiego (por.
Archiwum nacji polskiej, op. cit., s. 431). Większość stypendystów wracała w rodzinne
strony powiększając kadry miejscowej inteligencji; wielu poświęcało się karierze du-
chownej, część podejmowała pracę w kancelariach, szkołach oraz w majątkach i dwo-
rach szlacheckich. Problem ten wymaga osobnego opracowania, wykraczającego poza
ramy niniejszej pracy.
układały się stosunki w innych fundacjach. Tak korzystna sytuacja
przetrwała tylko przez dwa następne dziesięciolecia. Mniej więcej od
lat siedemdziesiątych XVII w. obserwujemy w rachunkach fundacji
Rożyńskiego i pozostałych, które prowadziły oddzielny rejestr osobowy
stypendystów, zjawisko stopniowego zmniejszania się liczby studentów
z miast, dla których borkany były przeznaczone. W XVIII w. fundacje
nasze straciły już swoje ścisłe przeznaczenie terytorialne i w rachun-
kach spotykamy studentów pochodzących z różnych ziem i prowincji
Rzeczypospolitej". Wyda je się, że pozostaje to w związku z podniesio-
nym na wstępie rozwojem szkolnictwa zakonnego i wyższego (Lwów,
Zamość) dla ziem czerwonoruskich. Stanowiło ono odtąd poważną kon-
kurencję dla krakowskiej uczelni.
Niemniej oceniając znaczenie fundacji stypendialnych trzeba pod-
kreślić, że choć nie zostały one wykorzystane zgodnie z intencjami
fundatorów, to jednak umożliwiły studia kilkuset studentom Akademii
krakowskiej. Według naszych ostrożnych obliczeń, z rocznych stypen-
diów skorzystało kolejno: z fundacji błażowskiej Raskowicza około
195 studentów, krośnieńskiej Raskowicza — około 200, mościckiej
Sapeliusa — ok. 175, tyczyńskiej Stochlicza — około 90, przemyskiej
Stryjewicza — ok. 160 i z zapisu Aleksandrowicza — 113. W sumie
w ciągu półtora wieku regularne zabezpieczenie materialne w czasie
studiów otrzymało tą drogą prawie 900 studentów 10°. Ma to tym więk-
szą wymowę, że przecież fundacje powstawały w okresie, kiedy poli-
tyczna i gospodarcza rola mieszczaństwa, podobnie jak i chłopstwa,
ogromnie osłabła. Rzutowało to niekorzystnie na poziom wykształcenia
podstawowej masy narodu polskiego, gdyż zubożałe mieszczaństwo nie
było w stanie ponosić kosztów utrzymania swojej młodzieży na studiach.
Wiadomo przy tym, że uniwersyteckie wykształcenie dawało w dawnej
Rzeczypospolitej jedną z nielicznych możliwości awansu społecznego
(drogą kariery duchownej lub akademickiej), a wiedza wyniesiona
z uczelni umożliwiała znalezienie zajęcia na dworach magnackich i bi-
skupich. Fundacje stypendialne tworzone dla młodzieży mieszczańskiej
miały więc poniekąd zapobiec intelektualnej i społecznej degradacji
tego stanu.
88 AUJ, rkps 146, s. 90; rkps 155, s. 1.
Są to dane przybliżone. Nie sposób dokładnie obliczyć liczbę stypendystów
poszczególnych fundacji z tego względu, że rzadko w rachunkach notowano nazwiska
studentów, a podawano jedynie sumaryczną kwotę zasiłków wypłaconych w danym
tygodniu lub miesiącu. Przytoczone dane powstały z podzielenia tych sum przez prze-
ciętną — znaną wcześniej — wysokość zasiłków
STANISŁAW STĘPIEŃ
DZIAŁALNOŚĆ ZMP W PRZEMYŚLU
I POWIECIE PRZEMYSKIM W LATACH 1948-1956
W niniejszej pracy starano się dać odpowiedź na pytanie, jaką rolę
odegrała organizacja zetempowska na terenie przemyskim?
Przedstawiono w niej powstanie i rozwój ZMP na terenie miasta i po-
wiatu przemyskiego. Starano się również nakreślić główne kierunki
działalności tej organizacji oraz jej wpływ na zmiany polityczne
i społeczno-gospodarcze poruszanego obszaru.
W dotychczasowej literaturze historycznej dotyczącej ruchu mło-
dzieżowego w latach 1948—1956 problem ten nie jest, poza niewielkimi
pracami typu przyczynkarskiego, poruszany. A już zupełnie nie zajmo-
wano się ruchem młodzieżowym w Przemyślu, byłym powiecie czy
regionie przemyskim, choć istnieje bogata, aczkolwiek niekompletna
baza źródłowa do podjęcia tego typu badań.
Działalność Związku Młodzieży Polskiej w Przemyślu i powiecie
przemyskim opracowana została w latach 1948—1956, czyli od powsta-
nia do jego rozwiązania.
W wyborze obszaru kierowano się istniejącym wówezas podziałem
administracyjnym.
Bazę źródłową pracy stanowiły przede wszystkim materiały archi-
walne, głównie rękopiśmienne, prasa oraz niepublikowane wspomnienia
byłych działaczy ZMP.
Zasadnicze znaczenie miał zwłaszcza zasób archiwalny KW PZPR
w Rzeszowie, obejmujący sprawozdania i ankiety statystyczne oraz
protokoły Zarządu Wojewódzkiego ZMP w Rzeszowie. Duże znaczenie
dla podjętego tematu miały również akta Wojewódzkiego Archiwum
Państwowego w Przemyślu, zespół Starostwo Powiatowe Przemyskie.
Z materiałów pamiętnikarskich wykorzystane zostały prace znajdujące
się w posiadaniu Rady Wojewódzkiej FSZMP w Przemyślu w postaci
wspomnień byłych działaczy ruchu młodzieżowego w regionie prze-
myskim. Wielka szkoda, że zupełnie brak jest akt dotyczących ZMP
w postaci materiałów Zarządu Powiatowego i Miejskiego ZMP w Prze-
myślu. Osobną grupę materiałów stanowiła prasa, traktowana tu w dwo-
jaki sposób — jako źródło wiadomości oraz jako czynnik odgrywający
ogromną rolę propagandową. Podstawą bazy prasowej były czasopisma,
,,Nowiny Rzeszowskie" oraz „Życie Ziemi Przemyskiej" (przez pewien
czas ukazujące się pod tytułem — „Nowiny Przemyskie"). Szczególnie
to ostatnie, z jednej strony jako organ KPiM PZPR, z drugiej jako
czasopismo regionalne, obejmujące swym zasięgiem omawiany obszar
jest niezwykle cenną kopalnią informacji dotyczących życia polityczne-
go w owym czasie L
Do sierpnia 1948 roku na terenie miasta i powiatu przemyskiego
działały cztery młodzieżowe organizacje ideowo-wychowawcze: Związek
Walki Młodych (ZWM), Organizacja Młodzieży Towarzystwa Uniwer-
sytetu Robotniczego (OM TUR), Związek Młodzieży Wiejskiej Rzeczy-
pospolitej Polskiej „Wici" (ZMW RP „Wici") oraz Związek Młodzieży
Demokratycznej (ZMD). Organizacje te nie były w połowie roku 1948
zbyt liczebne 1 2. ZWM liczył 1.034 członków zgrupowanych w 23 kołach.
Działał opierając się głównie o MO, UB, ORMO i koła fabryczne.
Członkowie Związku brali w tym czasie udział w pracach społeczno-
-politycznych pomagając Polskiej Partii Robotniczej w wykonywaniu
zadań programowych oraz pracowali nad podniesieniem poziomu ideo-
wego swych członków. Oddział Powiatowy OM TUR liczył ponad
100 członków, posiadał własną świetlicę, bibliotekę, sekcję sportową
„Świt” oraz sekcję artystyczną. ZMW RP „Wici" w Przemyskiem po-
siadał 24 kół gminnych 3, w których skupionych było 241 „wiciowców".
Koła wiejskie „Wici" pracowały nad uświadomieniem w duchu zasad
demokracji i nad szerzeniem oświaty wśród ludności wiejskiej.
Niewiele wiemy na temat działalności na terenie Przemyśla ZMD. Poza
informacjami, że Związek istniał i liczył ok. 100 członków, brak jakich-
kolwiek innych informacji4.
W okresie poprzedzającym zjednoczenie powstawały na terenie
całej Polski — Komisje Współpracy Organizacji Młodzieżowych.
W Przemyślu taka komisja powstała 18 marca 1948 roku i postawiła
sobie za cel koordynowanie wysiłków organizacji młodzieżowych w bu-
dowie demokratycznej Polski Ludowej oraz przygotowanie gruntu pod
przyszłą jednolitą organizację młodzieży polskiej5 * * * 9.
1 Niestety, wielka szkoda, żadna z głównych instytucji kulturalno-naukowych
Przemyśla, a więc Wojewódzkie Archiwum Państwowe, Biblioteka Muzeum Okręgo-
wego czy Stacja Naukowa PTH nie posiadają kompletu numerów tych czasopism
z tamtych lat.
* Archiwum Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej
w’ Rzeszowie. Zarząd Wojewódzki Związku Młodzieży Polskiej (dalej: A KW PZPR
Rzeszów. ZW ZMP.). Syg. akt 42/XIX/47.
8 Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Przemyślu (dalej: WAP Przemyśl). Sta-
rostwo Powiatowe Przemyskie. Syg. akt 117.
4 Brak również dowodów działalności tej organizacji w Komisji Porozumiewaw-
czej Organizacji Młodzieżowych. Zob. Rada Wojewódzka Federacji Socjalistycznych
Związków Młodzieży Polskiej. Komisja Historyczna. Protokół z zebrania pierwszych
ZWM-owców powiatu przemyskiego odbytego 16 I 1966 roku w lokalu Komitetu
Miejskiego Związku Socjalistycznej w Przemyślu.
9 Szerzej na ten. temat — zob. St. Stępień, Powstanie ZMP w Przemyślu, ,Życie
Przemyskie". R. XIII, nr 5/587, s. 5. -
Oczywiście sama istota zjednoczenia była zjawiskiem pozytywnym,
ale aktu tego dokonywano zbyt pośpiesznie. Praca ideowo-wychowaw-
cza, mająca przygotować młodzież do działania w ramach jednej orga-
nizacji, przeprowadzona została zbyt powierzchownie. Nie uwzględnio-
no w dostatecznej mierze sytuacji na wsi i tradycji radykalnego ruchu
młodzieży wiejskiej.
Dokonany formalnie przez Kongres Jedności Młodzieży Polskiej6
akt zjednoczeniowy trwał faktycznie w terenie znacznie dłużej, a wią-
zało się to z koniecznością scalenia zarówno majątku, jak i istniejących
wcześniej kół organizacji 7. Napotkano przy tym różnorakie przeszkody
tak ideologiczne jak i organizacyjne 8.
Zarząd Powiatowy ZMP powstał w Przemyślu 1 sierpnia 1948 r.,
a jego pierwszym przewodniczącym został ówczesny działacz młodzie-
żowy Zbigniew Tarczyński. Do władz powiatowych powołano przedsta-
wicieli wszystkich wcześniejszych organizacji młodzieżowych.
Mimo usilnych starań i nacisków ze strony władz wojewódzkich nie
udało się nowemu zarządowi w 1948 r. doprowadzić do scalenia istnie-
jących uprzednio związków młodzieżowych. Poza organizacją pozostało
jeszcze 174 członków, w tym 87 zetwuemowców, 35 członków ZMD
(ponad 1/3 organizacji przed zjednoczeniem) i 52 „Wiciowców" (stano-
wiło to 1/5 organizacji z lipca 1948 roku9.
Tabela 1
Ilość członków w kołach scalonych w dniu 1 XII 1948 r.
ZWM OM TUR ZMD ZMW „Wici” Razem
947 100 65 189 1.301
Jak wynika z przedstawionego zestawienia, nowa organizacja
w grudniu 1948 r. liczyła niewiele ponad tysiąc członków, z czego
ok. 73% to byli członkowie ZWM.
Aby obliczyć pełny stan osobowy ZMP w tym okresie, musimy do
liczby członków uzyskanych w wyniku scalenia dodać nowo przyjętych.
Ze sprawozdań ZW ZMP w Rzeszowie wynika, że w okresie od 1 sierp-
nia do 1 grudnia 1948 r. przyjęto na terenie Przemyśla i powiatu * 7 8 *
8 Kongres Jedności Młodzieży Polskiej obradował we Wrocławiu w dn. 20—21
lipca 1948 r. Dokonał on zjednoczenia poprzednio istniejących organizacji ideowo-
wychowawczych powołując do życia Związek Młodzieży Polskiej.
7 Już w czerwcu 1948 r. została powołana przez starostę przemyskiego — Powia-
towa Komisja Inwentaryzacyjna, na jej czele stanął wiceprzewodniczący ZP ZWM
Jerzy Kostitk.
8 Wiele kół terenowych bardzo długo było przeciwne zjednoczeniu, a wielu
członków byłych organizacji wycofało się z ruchu młodzieżowego.
9 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Ankiety Statystyczne. Syg. akt 42/XIX/47.
Zarząd Powiatowy ZMP mieścił się początkowo przy ulicy Mickiewicza (obecne po-
mieszczenie restauracji ,,Adria" — na pierwszym piętrze), a od 1951 r. przeniósł się do
siedziby WKR przy ul. Grodzkiej 1. Mieścił się tam również ZM ZMP. Pewne osła-
bienie pracy przemyskiej organizacji wywołane było częstymi zmianami na stano-
wiskach przewodniczących ZP; pewną stabilizację przyniosło oddelegowanie przez ZM
na stanowiska przewodniczącego ZP Mieczysława Tęczy.
456 osób, a więc w omawianym okresie organizacja ta liczyła 1.757
członków. W latach następnych stan liczbowy organizacji przedstawiał
się w sposób następujący.
Tabela 2
Stan liczebny członków przemyskiej organizacji ZMP
Data Ilość członków
1 XII 1948 1.757
1 V 1949 3.736
Po reorganizacji Powiat Miasto Razem
1XI1950 2.162 2.314 4.476
1 I 1951 1.642 1.736 3.378
1 II 1952 2.090 2.474 4.564
1 I 1953 2.056 2.241 4.297
1 11 1955 3.573 4.704 8.277
Źródło: Opracowano na podstawie materiałów znajdujących się w Archiwum
KW PZPR w Rzeszowie. Zespół: Zarząd Wojewódzki ZMP w Rze-
szowie. Ankiety Statystyczne. Syg. akt 42/XIX/47.
Stan zorganizowania dla miasta i powiatu w ciągu 8 lat wzrósł
pięciokrotnie. Niestety brak danych o liczebności organizacji w 1956 r.;
należy przypuszczać na podstawie zachowanych materiałów, że w dru-
giej połowie tegoż roku organizacja zetempowska liczyła ok. 9 tys.
członków10 11. Jej skład społeczno-zawodowy wyglądał następująco:
12,8% robotników, 1,9% robotników rolnych, 46,6% chłopów, 29,6% ucz-
niów, 4,4% pracowników umysłowych oraz 1,2% przedstawicieli innych
zawodów n.
W latach następnych struktura zawodowa członków organizacji nie
ulegała większym przeobrażeniom i można ją przyjąć za w pełni repre-
zentatywną dla całości rozpatrywanego okresu. Zdecydowana więc
większość młodych aktywistów powiatu przemyskiego, to ludzie zaj-
mujący się uprawą roli. Na drugim miejscu uplasowali się uczniowie,
a na trzecim robotnicy. Podział ten miał niewątpliwie duży wpływ na
charakter pracy ZMP. Z tego też powodu nie można więc oceniać prze-
myskiej organizacji jak powiatów przemysłowych byłego województwa
rzeszowskiego, takich jak: Stalowa Wola, Mielec, Dębica, Krosno czy
Rzeszów.
W roku 1948 istniały na rozpatrywanym terenie jedynie 3 koła
robotnicze; natomiast 49 wiejskich, 10 szkolnych i 5 terenowych12.
Podobna proporcja zachowała się w roku 1950, kiedy to istniało 8 kół
robotniczych, 109 wiejskich, 31 szkolnych, 2 przy urzędach państwowych
10 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Ankiety Statystyczne. Syg. akt 42/XIX/47.
11 Ibidem.
12 Ibidem.
i 4 terenowe18. Widać więc zdecydowaną przewagę w przemyskiej
organizacji ZMP młodzieży wiejskiej.
Koła robotnicze.
Podstawowe komórki organizacyjne młodzieży robotniczej (koła
lobotnicze) działały jedynie na terenie miasta Przemyśla.
Trudności ekonomiczne związane z odbudową kraju i szybkim
tempem jego industrializacji dały o sobie znać we wszystkich dzie-
dzinach życia. Okres planu 6-letniego, na który przypadły lata działal-
ności ZMP, postawił przed młodzieżą konieczność wzmożonej pracy
i osobistych wyrzeczeń. Agitacja prowadzona przez ZMP przyniosła
pewne rezultaty. Wielkie plany przebudowy Polski ukazywały bo-
wiem społeczeństwu perspektywy, jakie stwarzało zwycięstwo socja-
lizmu, budziły entuzjazm i ofiarność szczególnie wśród młodzieży.
Rozwijało się współzawodnictwo pracy. W listopadzie 1948 r. za-
kończono V etap Młodzieżowego Współzawodnictwa Pracy (MWP),
równocześnie nastąpiła likwidacja MWP jako oddzielnego ruchu współ-
zawodnictwa i włączono go do współzawodnictwa ogólnokrajowego14.
Na terenie Przemyśla szczególnie silnie rozwinął się w jego ramach
ruch pionierski. Materiały archiwalne wymieniają bardzo wielu przo-
downików pracy z terenu Przemyśla, szczególnie z Fabryki Maszyn
i Odlewni Żeliwa oraz Państwowej Wytwórni Win i Octu ,,Poiuona" 15.
Wykaz przodowników pracy z Fabryki Maszyn i Odlewni Żeliwa „Polna"
z dnia 12 stycznia 1351 roku.
Nazwisko i imię Data urodź. Zawód % wyk. normy
1. Kulczyński Eugeniusz 30.12.1934 formierz 145
2* Podkulski
Tadeusz 20. 8.1930 formierz 128
3. Zamirski
Zdzisław 4. 8.1931 ślusarz 133
14. Paryło Stanisław 18.10.1930 tokarz 125
5. Busz
Michał 18.12.1929 185
6. Koczynasz Jan brak daty formierz 146
Wykaz przodowników pracy wytwórni „Pomona" z dnia 12 stycznia 1951 r.
Nazwisko i imię Data urodź. Charakter pracy °/o wyk. normy
Bogucki Edward Sabat Anna 12.8.1928 14.4.1923 Prześwietlanie butelek Domierzanie i rozlew 135 135
13 Ibidem.
14 Związek Młodzieży Polskiej (1948—1957). W: Słownik Organizacji Młodzieżo-
wych w Polsce 1918—1970. Warszawa 1971, s. 123.
15 Dla zobrazowania tego faktu podajemy w poniższych tabelach przodowników
pracy przekazanych przez Z WZMP w Rzeszowie do ZG ZMP w Warszawie.
- -------------------------—>
W przemyskich zakładach pracy ruch pionierski koncentrował się na
zakładaniu nowych brygad pracy, które wysyłano na najtrudniejsze
odcinki produkcji. W sprawozdaniach Zarządu Wojewódzkiego jako
przykład dobrze rozwijającego się ruchu pionierskiego przytaczano
spółdzielnie ,,Czerwona Zorza”, ZBW, ,,Polną”, Fabrykę Guzików i Wy-
twórnie ,,Pomona” 16.
Koła wiejskie
W powiecie przemyskim na 154 gromad w roku 1950 w 97 z nich
istniały koła ZMP, stanowiło to 62,9% zorganizowania młodzieży wiej-
skiej 17. Członkami organizacji na wsi byli przeważnie chłopi małorol-
ni — do 3 ha, których na ogólną liczbę 1.333 członków kół wiejskich
było 913 18. Wobec trudności aprowizacyjnych kraju koła wiejskie od-
grywały niezwykle ważną rolę. Przed nimi to właśnie postawiono za-
dania propagowania planowej realizacji skupu i dostaw obowiązko-
wych, upowszechniania akcji zakładania spółdzielni produkcyjnych,
a także stosowania nowoczesnej kultury rolnej. Młodzież wiejska
realizowała również zadania podniesienia poziomu oświatowego wsi,
walki z analfabetyzmem i silnie zakorzenionymi przesądami, zabobona-
mi i ciemnotą. Organizowano Państwowe Gospodarstwa Rolne, Państwo-
we Ośrodki Maszynowe, szkolono traktorzystów, zakładano poletka
doświadczalne itp.
Wyróżniającym się kołem, wiejskim w Przemyskiem było koło
ZMP przy PGR w Nehrybce 19. Zdobyło ono wiele nagród, w tym rów-
nież ogólnopolskich, a w roku 1954 proporzec przechodni ZMP za naj-
lepsze osiągnięcia w rolnictwie.
Z kół istniejących wówczas przy POM-ach często nagradzane było
koło w Birczy. Wielu członków kół wiejskich odznaczono krzyżami
zasługi oraz odznakami przodowników pracy 20.
We współzawodnictwie pracy niezłe wyniki osiągały koła w Drobo-
byczce, Brylińcach, Łuczycach, Batyczach, Leszczawce i Kupiatyczach 21.
Do tradycyjnych uroczystości młodzieży wiejskiej należało wio-
senne powitanie traktorzystów organizowane w Medyce 22.
Źródła: A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Wydział Młodzieży Robotniczej 1948, 1950—
1955. Syg. akt 42/XIX/71
Oczywiście wymienieni w tabelach przodownicy nie należeli do jedynych w za-
kładach pracy Przemyśla. Na tym etapie oni byli najlepsi, później byli inni. Nie
sposób wymienić wszystkich. Przytoczone tabele mają za cel jedynie przybliżenie
i udokumentowanie tego zjawiska, pokazują one również wielkość wykonywanych
wówczas przez przemyślan norm pracy.
18 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Wydział Młodzieży Robotniczej, 1948, 1950—
1955. Syg. akt 42/XIX/71.
17 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Zestawienie Statystyczne siatki ZMP na wsi.
Syg. akt 42/XIX/45.
18 Ibidem.
18 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Wydział Młodzieży Wiejskiej. 1950—1956.
Syg. akt 42/XIX/74.
20 Ibidem oraz ,,Życie Ziemi Przemyskiej". 1—15 V 1956, a także „Nowiny Rze-
szowskie". 1—2 IX 1956 r.
21 „Zycie Ziemi Przemyskiej”. 1—15 1956 r.
22 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Informacje ZW ZMP, 1951. Syg. akt 42/XX/3.
Z kołami wiejskimi związane były LZS-sy. Miały one na przemy-
skiej wsi ogromne grono zwolenników, a przede wszystkim aktywnych
działaczy. Do najlepszych LZS-ów należały koła w Kuńkowcach, Sie-
dliskach, Krasiczynie, Brylińcach i Medyce23.
Koła wiejskie ZMP w realizacji postawionych przed nimi zadań
współpracowały z Powiatowym Zarządem Rolnictwa, Powiatowym Za-
rządem ,,Samopomoc Chłopska" i Powiatowym Zarządem POM.
Koła szkolne
Stopień zorganizowania młodzieży szkolnej kształtował się w Prze-
myślu przeciętnie na poziomie 70—80%, natomiast w Liceum Pedago-
gicznym dochodził nawet do 90% 24.
Pochodzenie członków kół szkolnych w Przemyślu i powiecie prze-
myskim przedstawia poniższa tabela.
Tabela 3
Pochodzenie społeczne członków ZMP — uczniów w roku 1C50
Jedn. adni. Pochodzenie
Ogólna licz rob rob roi. chłop rzem. int. wol. Zaw
Przemyśl powiat 60 23 18 19 . - .
Przemyśl miasto 1.671 667 69 789 43 188 15
Zródto: A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP w Rzeszowie. Wiadomości statystyczne
specjalne. Syg. akt 42/XIX/45.
W powiecie i mieście członkami ZMP byli przede wszystkim ucz-
niowie pochodzenia robotniczego i chłopskiego, stanowiący łącznie
85,4% wszystkich członków ZMP w szkołach. Przyczyny tego zjawiska
należy szukać nie tylko w liczebności dwóch wspomnianych grup
społecznych, ale również w ich bojowości wynikającej ze świadomości
rewolucyjnych przeborażeń społeczeństwa polskiego.
Rola szkolnych organizacji ZMP w procesie dydaktyczno-wycho-
wawczym wynikała z pewnych zmieniających się w ciągu istnienia
ZMP uwarunkowań. Pierwsze lata działalności ZMP na terenie szkół
średnich przypadały na okres toczącej się pod kierunkiem Partii wal-
ki o socjalistyczne oblicze szkoły. Chodziło tu przede wszystkim
o zerwanie z pewnymi tradycyjnymi nawykami uprawniania obrzędów
religijnych na terenie szkół oraz doprowadzenia do zgodności treści
nauczania z założeniami ideologii socjalistycznej.
W ówczesnym czasie tylko niewielu nauczycieli należało do Partii
i w szkołach brak było podstawowych organizacji partyjnych. Zarządy
szkolne ZMP były więc instrumentami służącymi do realizacji progra-
mu socjalistycznej przebudowy szkolnictwa. Ubocznym efektem siu-
43 „Życie Ziemi Przemyskiej". 15—30 1955 r.
A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Informacje, Óyg. akt 42/XlX/33.
sznej skądinąd walki o socjalistyczne treści nauczania były pewne
trudności z zachowaniem autorytetu nauczycieli w procesie dydakty-
cznym. W większości przemyskich szkół średnich z inicjatywy zarzą-
dów szkolnych Związek Młodzieży Polskiej organizował zespoły samo-
pomocy koleżeńskiej zwane także samopomocowymi. Pomiędzy posz-
czególnymi klasami prowadzono współzawodnictwo w osiąganiu dobrych
stopni. Szczególną formą działalności ZMP w tym zakresie było powo-
łanie tzw. brygad lekkiej kawalerii. Były to kilkuosobowe zespoły
uczniowskie, których zadaniem była walka z odpisywaniem zadań do-
mowych, nie usprawiedliwioną absencją na zajęciach szkolnych i in-
nymi przejawami łamania regulaminu uczniowskiego.
Szkolne ogniwa ZMP wniosły także duży wkład w powstanie przedmio-
towych kół zainteresowań. Począwszy od roku 1951/52 zwiększył się
zasięg form aktywności szkolnych organizacji wiążących się bezpo-
średnio z procesem nauczania. W parze z tym szło osłabienie kontak-
tów ze środowiskiem oraz, co było szczególnie istotne, nastąpiło więk-
sze uzależnienie szkolnych kół ZMP od dyrekcji i rad pedagogicznych.
Nastąpiło również zastąpienie mechanicznie prowadzonego dotąd współ-
zawodnictwa przez tzw. narady produkcyjne.
Działalność ZMP w szkołach podstawowych przejawiała się po-
przez pracę Organizacji Harcerskiej Polski Ludowej. W jej to właśnie
ramach mobilizowano dzieci do lepszej nauki i przestrzegania dyscypli-
ny szkolnej. W ramach zajęć harcerskich organizowano powtórki
trudniejszych partii materiału, przeprowadzano wieczory ciekawej
nauki (doświadczenia fizyczne i chemiczne). Harcerze opracowywali
tablice, wykresy i gazetki ścienne poświęcone wynikom nauczania.
Stopień zorganizowania dzieci był wysoki.
Tabel a 4
Dane o stanie organizacyjnym OH PL na dzień 31 V 1952 r.
Jed. adm. Ilość szkół Liczba drużyn Łączna liczba dzieci 3, 4, 5, 6 1 7 klasy Ogólna liczba harcerzy
Pow. midst0 6 6 1.248 brak danych
wieś 110 33 3.295 2.346
Miasto 12 12 2.900 2.454
Źródło: A KW PZPR. ZW ZMP. Ankiety statystyczne. Syg. akt 42/XIX/74.
Z przedstawionej tabeli wynika, iż wprawdzie w powiecie stan zorga-
nizowania nie był zadawalający, ale rok szkolny 1951/52 był dopiero
okresem reorganizacji ZHP i powstaniem OH. Proces ten o wiele
szybciej przebiegał w mieście Przemyślu, gdzie w roku 1952 we wszy-
stkich szkołach podstawowych istniały już drużyny harcerskie. Na
podkreślenie zasługuje fakt, że drużyny te skupiały aż 84% dzieci.
Koła szkolne podobnie jak robotnicze i wiejskie brały żywy udział
w życiu politycznym. Przedstawiona charakterystyka byłaby zubożona
bez przedstawienia tego zagadnienia. Nim tego dokonamy, musimy
wcześniej przeprowadzić analizę struktury wiekowej oraz przynależ-
ności partyjnej członków ZMP. - • .:
Tabela 5
Podział członków ZMP wg wieku i przynależności partyjnej w roku 1950
Jed. adm. Ogół czł. ZMP Wiek Przynależność partyjna
is—ia 18-21 21-25 powyżlj 25 PZPR ZSL SD Bezpartyjni
Przemyśl powiat 2.162 851 786 353 172 81 33 2.048
Przemyśl miasto 2.314 1.104 764 348 98 93 10 7 2.204
Źródło: A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Wiadomości statystyczne. Syg. akt 42/XIX/45.
Rozpatrując stan upartyjnienia członków organizacji młodzieżowej na-
leży zwrócić szczególną uwagę na jej strukturę wiekową. W ZMP
przeważała młodzież w wieku szkolnym (do 21 roku życia), nie-
wielki więc procent tej organizacji może być rozpatrywany pod kątem
ewentualnej przynależności partyjnej. Wśród legitymujących się przy-
należnością partyjną, jak wynika z naszego zestawienia, zdecydowanie
przeważali członkowie PZPR.
Młody wiek nie stał na przeszkodzie udziału zetempowców w życiu
politycznym. Czuli się oni współgospodarzami omawianego terenu.
Tabela 6
Udział członków ZMP w radach narodowych powiatu przemyskiego
Informacja z dnia 9 X 1950 roku
Gminne Radu Narodowe Pou iatowa Rada Narodowa
Ilość GRN gdzie nie wchodzą czł. ZMP Ilość ZMP- -owców w tym kobiet Ilość czł. ZMP w Prezydiach GRN Ilość radnych czł. ZMP w tym kobiet Ilość czł. ZMP w Prezydium RN w Przemyślu
— 18 8 15 10 5 1
Źródło: A KW PZPR Rzeszów. Sprawozdania ZW ZMP za ro kl95O Syg. akt.
42/XIX/941.
Z przedstawionych danych wynika, że nie było w powiecie przemyskim
Gminnej Rady Narodowej, w której nie byłoby przedstawicieli ZMP.
Byli oni reprentowani na wszystkich szczeblach rad narodowych. Na-
leży zaznaczyć, że pod tym względem teren przemyski należał do
przodujących w byłym województwie rzeszowskim 25.
Nie pozostał przemyski ZMP obojętny wobec takich zagadnień,
jak: wybory do sejmu, podczas których młodzieżowi aktywiści włożyli
niemały wkład w akcję uświadamiającą, a także pomoc dla komite-
25 Zob. A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Informacje. Syg. akt 42/XIX/41. Najwięcej
członków ZMP w prezydiach GRN było w powiecie jasielskim. Przemyśl zajmował
2 miejsce razem z takimi powiatami, jak: Przeworsk, Kolbuszowa, Jasło i Brzozów
pod względem ilości radnych.
tów wyborczych26, Wielką zasługą młodzieży zetempow'sk.iej była po-
moc okazana Partii podczas uchwalania nowej Konstytucji w roku
1952 oraz w dniach II Zjazdu PZPR, dla którego uczczenia młodzież
podjęła szereg czynów społecznych, W pracy na rzecz Zjazdu wyróżni-
ły się koła w Krasiczynie, Łodzinie, Buszkowicach i Dubiecku 27.
Młodzież nie pozostała nieczuła wobec zagrożenia pokoju. Odpo-
wiadając na apel sztokholmski młodzież zelempowska przystąpiła do
natychmiastowej organizacji ,,trójek" w celu zbierania podpisów pod
apelem i organizowania Komitetów Obrońców Pokoju. 7 maja 1950 r.
w Przemyślu i powiecie przemyskim zebrano łącznie 61.909 podpisów
i założono 238 Komitetów Obrońców Pokoju28. W miesiąc później
zebrano już 63.556 podpisów (należy pamiętać, że powiat i miasto
Przemyśl liczyły wówczas łącznie 90.850 mieszkańców29), czyli apel
podpisało blisko 70% mieszkańców.
Problematyka walki o pokój nie wygasła i w latach późniejszych,
kiedy to organizowano sztafety pokoju, podczas których urządzano
masówki dla uczczenia II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju,
podejmowano zobowiązania produkcyjne i chwalono wzywające do
pokoju rezolucje.
W czerwcu 1951 roku zorganizowano w Przemyślu zlot Młodych Bo^
jowników o Pokój, podczas którego młodzież domagała się zaprzesta-
nia imperialistycznej polityki prowadzonej przez zimnowojenne koła
na Zachodzie. Na zlocie w Berlinie reprezentowało Przemyśl dwie
osoby. Wybuch wojny w Korei i jej przebieg bardzo absorbował młode
pokolenie. We wrześniu 1950 roku w sali ,,Sokoła" zorganizowano
wiec protestacyjny młodzieży szkół średnich pod hasłem ,,Ręce precz
od Korei", podpisano i wysłano wówczas rezolucję protestacyjną30
Ogromne zasługi posiada również ZMP na polu oświaty i kultury.
Szerokim frontem włączył się on do likwidacji smutnej pozostałości
ustroju kapitalistycznego — analfabetyzmu. Członkowie ZMP prowa-
dzili rejestr analfabetów — ludzi starszych i młodzieży, opiekowali się
kursami oraz masowo uczestniczyli w indywidualnym nauczaniu. Naj-
lepszymi wynikami w tym zakresie szczyciło się koło ze wsi Orze-
chowce31. Spośród uczestników zetempowskich kursów i zespołów po-
czątkowego nauczania bardzo wielu zdało egzamin państwowy.
Przemyska organizacja ZMP prowadziła również akcję naboru do szkół
oficerskich, na kursy przygotowawcze na wyższe uczelnie oraz do
szkół górniczych.
W ramach przybliżania zdobyczy kultury do mas organizowano
zespoły dramatyczne, muzyczne, chóralne, taneczne i inne 32. Szczegól-
24 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Kampanie Sprawozdawczo-Wyborcze. Syg. akt
42/XIX/42.
27 „Zycie Ziemi Przemyskiej”. 20—26 I 1955 r.
28 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Informacje. Syg. akt 42/XIX/38a.
29 Wg danych ZMP powiat liczył 54.850, a miasto Przemyśl 36.000 mieszkańców.
80 FSZMP RW w Przemyślu. Prace konkursowe. Mieczysław Tęcza, U źródeł Polski
Ludowej, s. 5.
81 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Sprawozdania ZW ZMP za rok 1950. Syg. akt
42/XIX/45.
82 Ibidem. Wiadomości Statystyczne Specjalne. Syg. akt 42/XlX/41.
nie duże osiągnięcia w nich miała młodzież szkolna. Najlepszymi z nich
były zespoły muzyczne z Pikulic i Nehrybki33. Przemyskie zespoły
artystyczne były wysoko oceniane i niejednokrotnie występowały
w Rzeszowie i w innych miastach. W Przemyślu organizowano konkursy
artystyczne, do których zgłaszało się wiele dobrych zespołów z całego
województwa 34.
Dobrze rozwijało się również pod patronatem ZMP życie sporto-
we. W przemyskich klubach sportowych działało wielu aktywistów
ZMP, którzy na wielu ogólnopolskich imprezach sportowych osiągali
bardzo dobre wyniki. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również
w Przemyślu organizowane przez ZMP rajdy kolarskie, podczas któ-
rych toczyła się zacięta walka pomiędzy zawodnikami „Sparty" i ,.Ko-
lejarza" 35.
Przemyscy zetempowcy bardzo aktywnie uczestniczyli w życiu
wewnątrzorganizacyjnym Związku. Na obradującym w Rzeszowie pod
hasłem „Uczymy się dla pokoju" Zlocie Młodych Przodowników Nau-
ki — nie zabrakło przemyskich uczniów. Przy wyborze delegatów na
Zlot nie kierowano się w Przemyślu przynależnością do ZMP, ale wy-
bierano tych, co na to zasłużyli swą pracą i osiągnięciami w nauce,
dlatego też na 6 delegatów wybranych w 1952 roku na Zlot do Warsza-
wy aż 3 nie należało do organizacji36.
Z wielkim entuzjazmem przemyscy zetempowcy realizowali zobo-
wiązania na cześć II Zjazdu ZMP. Prym wiodły wówczas koła przy
Tartaku nr 1, w spółdzielni „Czerwona Zorza", w fabryce „San", Li-
ceum Pedagogicznym, Technikum Finansowym i Odzieżowym, Szkoła
Położnych, Liceum na Zasaniu37 oraz koła wiejskie z Medyki, Birczy,
Rybotycz i wielu innych miejscowości38.
Młodzież w swych zobowiązaniach podnosiła normy produkcyjne, za-
gospodarowywała odłogi, pracowała społecznie w PGR-ach i spółdziel-
niach produkcyjnych, a także prowadziła działalność kulturalną dla
ludności. Czynem społecznym powitali również młodzi przemyślanie
odbywający się w Warszawie V Festiwal Młodzieży, na którym wy-
różniające się koło z Fredpola reprezentowała miejscowa nauczyciel-
ka Jadwiga Kwaśna39.
Przemyska organizacja ZMP harmonijnie współpracowała i opie-
kowała się Powszechną Organizacją „Służba Polsce”. Członkowie ZMP
czynili zaciągi do rolnych brygad ,,SP" oraz organizowali wyjazdy
swych członków do tych brygad. Miało to wówczas kolosalne znacze-
nie, ponieważ nasze Ziemie Zachodnie i Północne potrzebowały ty-
sięcy rąk do pracy, potrzebowała ich również cała Polska40.
33 „Nowiny Rzeszowskie", 24—25 III 1956 r.
3t A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Sprawozdania za rok 1949—1953. Syg. akt
42/XlX/56.
35 „Życie Ziemi Przemyskiej", 1—15 VI 1956 r.
86 A KW PZPR Rzeszów. ZW ZMP. Wydział Propagandy. Zlot ZMP 1951—1952.
Syg. akt 42/XIX/58.
37 „Życie Ziemi Przemyskiej", 13—19 I 1955 r.
38 Ibidem, 22—29 XII 1954 r.
39 „Nowiny Rzeszowskie", 22 X 1954 r.
40 „Życie Ziemi Przemyskiej", 7—13 IV 1955 r.
W celu wymiany doświadczeń zetempowcy organizowali spotka-
nia z aktywistami z innych powiatów. Jednym z takich spotkań było
spotkanie aktywistów przemyskich z zetempowcami z Jarosławia w sier-
pniu 1956 roku, na którym młodzi działacze dzielili się doświadcze-
niami, wymieniali poglądy na wiele aktualnych wówczas problemów
oraz nawiązywali nowe znajomości41.
Wychodzące w Przemyślu „Życie Ziemi Przemyskiej" — organ
KP i M PZPR dawało młodzieży możliwości oddziaływania propagan-
dowego. Działał więc w Przemyślu zelempowski Klub Koresponden-
tów, a pracujący w nim aktywiści często zamieszczali wiadomości
z życia organizacji42.
Mimo wydania przez II Zjazd ZMP walki biurokratyzmowi i meto-
dom działania centralistycznego nie udało się utrzymać organizacji.
Niektórych błędów nie zdołano w pełni przezwyciężyć; ponadto działały
już pod koniec 1956 roku powstałe oparte na byłych działaczach mło-
dzieżowych — Rewolucyjny Związek Młodzieży i Związek Młodzieży
Robotniczej. Nie udało się jednak ustalić, czy wspomniane związki
miały wpływ na młodzież Przemyśla.
Brak danych na temat przemyskiej organizacji ZMP upoważnia
nas do stwierdzenia, że faktycznie tak jak w całej Polsce związek
przestał istnieć na tym terenie z końcem 1956 roku, choć na pewno
wiele kół terenowych istniało jeszcze przez jakiś czas.
Rozwiązanie 2MP nastąpiło w złożonych warunkach politycznych
i nic przekreśla ono pozytywnego dorobku organizacji. Problem dzia-
łalności ZMP i jego wpływu na różne dziedziny życia społecznego jest
wciąż otwarty przed badaniami naukowymi, które w najbliższej przy-
szłości powinny dać odpowiedź na wiele niewyjaśnionych dotąd za-
gadnień.
41 „Nowiny Rzeszowskie”, 9 VIII 1956 r.
42 Przewodniczącym klubu był przez cały okres istnienia ZMP Kazimierz Kupisz,
obok niego aktywnie działali w nim Dominik Źrebiec i Zygmunt Gardy.
ZYGMUNT PEŁCZYŃSKI |
PISMA MŁODZIEŻOWE I SZKOLNE W PRZEMYSŁU
Pisma młodzieżowe i szkolne, choć młodszo ,,stażem" od perio-
dycznej prasy przemyskiej, odgrywały w środowisku młodzieżowym
niepoślednią rolę. Rozbudzony w Przemyślu ruch młodzieżowy, mający
duże tradycje wolnościowe i rewolucyjne, musiał uzewnętrzniać w jakiś
sposób swoją działalność. Tajne, gdyż na jawne organizacje nie zez-
walał zaborca, młodzieżowe kółka samokształceniowe i towarzystwa
powstają już z początkiem XIX wieku. Były ośrodkami pielęgnowania
kultury polskiej, w nich rozwijały się najszlachetniejsze idee społecz-
no-oświatowe, przygotowujące na tej drodze walkę o niepodległość.
Była przecież ta młodzież z jej zapałem, romantyzmem i ofiarnością
uczestnikiem i świadkiem zrywów niepodległościowych L
Jakie były początki i kiedy ukazała się pierwsza młodzieżowa
gazetka, trudno dziś powiedzieć. Niezawodnie istniały. Młodzież szkol-
na przemyska już w r. 1835 z okazji rocznicy Konstytucji 3 Maja orga-
nizowała pochody ze śpiewami i muzyką1 2, uciekała do powstań 1831
i 1863 roku, organizowała Gwardię Narodową w 1848 roku, brała udział
w spisku Mazzuchellich. Tej młodzieży, bez różnicy narodowości,
w seminariach obu obrządków i wyższych klasach gimnazjalnych
nieobce były sprawy ,,Młodej Sarmacji", z nich rekrutowali się człon-
kowie ,,Synów Ojczyzny".
Jak podaje Zygmunt Kaczkowski w swoich Pamiętnikach z lat
1835—1844, między studentami tych lat w Przemyślu było spisków
bez liku"3. Rolę czynnika agitacyjnego spełniali emisariusze obozu
demokratycznego, głoszący w broszurach agitacyjnych przewrót spo-
łeczny i zwycięstwo ludu.
1 B. Łopuszański, Przemyśl jako ośrodek ruchów spiskowych w latach 1834—1840,
„Rocznik Przemyski" t. XII, s. 129—145.
2 „Gazeta Przemyska" nr nr 37, 43 z r. 1891.
* Pamiętniki spiskowców i więźniów galicyjskich, opr. K. Lewicki, Ossoline im
1954, s. 162.
W latach 1830—1842 młodzież gimnazjalna przemyska miała wy-
dawać tajne pisemko pt. „Apollo" 4.
Miasto położone między Lwowem i Krakowem, siedziba garnizo-
nu, cyrkułu, kilku szkół średnich, było jakby predystynowane do akcji
spiskowej. Pamiętajmy, że Przemyśl czterdziestych lat XIX wieku nie
liczył więcej jak osiem tysięcy mieszkańców, którym ok. 600 uczniów
szkół średnich mogło „nadawać ton" 5. Wszystkie te „spiski" tworzyły
atmosferę przenikającą mury szkolne, łączyły młodzież bez względu na
pochodzenie społeczne, religię i skutki, jakie mogły ją spotkać, a nie-
jednokrotnie czekały. Nie tu miejsce na nie napisaną dotychczas hi-
storię poczynań młodzieży przemyskiej XIX wieku. To tylko tło i uza-
sadnienie początków istnienia prasy młodzieżowej.
Przez długie lata, aż prawie do końca XIX wieku, żadnych wiado-
mości czy wzmianek. Sprawozdania gimnazjalne, skwapliwie notujące
wszelkie przejawy życia szkolnego, nie podają żadnych w tym wzglę-
dzie wiadomości. Jest to zupełnie zrozumiałe, jeżeli takie gazetki się
ukazały i nawet dyrekcji było to wiadome, to nigdy oficjalnie. Przecież
nawet później już w wolnej Ojczyźnie nie zawsze były przez władze
dobrze widziane. Po roku 1930 spotykamy się z gazetkami szkolnymi
wydawanymi przy współpracy i nadzorze szkolnym. Były ukierunko-
wane do obozu rządzącego. Inne były niedozwolone.
Wydawanie gazetek szkolnych zostaje przerwane wybuchem pierw-
szej wojny światowej. Od r. 1919 pojawiają się coraz częściej. Byt ich
jednak krótkotrwały, mimo iż młodzież odczuwała potrzebę wspólnego
organu, w którym mogłaby wypowiadać swoje myśli i uczucia, dzielić
się uwagami o życiu szkolnym, satyrycznie wypowiadać się
o sprawach szkolnych, podpatrywać słabostki ludzkie, nie wyłączając
siebie i najbliższych nauczycieli. Z tych to mundurkowych redaktorów,
satyryków i poetów wyrastali później już z prawdziwego zdarzenia
ludzie prasy, nauki, literatury i polityki.
Poziom tych wydawnictw na pewno w naszym dziś odczuciu różny;
próby te były czasem może i naiwne, ale miały walor własnej pracy
i samodzielności, która nie przychodzi sama, i uczyły szerszego spoj-
rzenia na wszystko, co się wokół działo. Spróbujemy spojrzeć na
ówczesne czasy ich oczyma. Przed sobą widzieli tylko jedno — wol-
ność Ojczyzny, do której dążyli wszelkimi drogami; przez oświatę,
przez usiłowania zbrojne. Widzieli krzywdę nierówności społecznej,
chcieli ją wyrównać. Jeżeli usiłowania ich były nieudolne, to powiedz-
my sobie, że tylko bardzo niewielu spośród starszego społeczeństwa
zdawało sobie sprawę z konieczności reform szerszego zasięgu. Były
niekiedy bardzo rewolucyjne, były i pod obstrzałem Narodowej Demo-
kracji, która przez swoich zwolenników, zwłaszcza w^śród grona nau-
czycielskiego, wywierała przez inspirowane czy wprost przez pewnych
ludzi pisane w tych gazetkach artykuły odpowiadające temu kierunko-
4 Notatka z powieści J. Zachariasiewicza „Boże dziecię". ,.Życie Przemyskie" nr 24
z r. 1969.
5 Cz. Kłak, Z rewolucyjnych dni Przemyśla. „Widnokrąg", dod. do „Nowin Rze-
szowskich", nr 38 z r. 1966.
wi politycznemu. Na fali patriotyzmu i nacjonalizmu łowiono młodzież
już w szkołach średnich. Wydawali te gazetki bez żadnej pomocy fi-
nansowej, sami prenumeratą i składkami tworzyli fundusze, sami ją
pisali, sami ilustrowali.
Gazetki szkolne nie są osobliwością przemyską; wydawały je
szkoły lwowskie, krakowskie, jarosławskie i na pewno pojawiały się
we wszystkich miastach, w których działały szkoły średnie. Temat jak
dotychczas poza wspominkami nie ruszany. Dziś zapomniane, znane
tylko nielicznym miłośnikom regionów, warte są przypomnienia, a mo-
że i naśladownictwa.
Związki młodzieżowe, bogate w różnorakie treści i formy, miały
swój początek w szkołach akademickich Krakowa i Lwowa. Stąd prze-
szły do szkół średnich, gdzie były prowadzone jako koła samokształ-
ceniowe. Wpływ tych organizacji na młodzież był niewątpliwy, jak
niewątpliwym był ich charakter narodowowyzwoleńczy.
Nieobce były młodzieży idee ,,Kuźnicy", ,,Związku Filaretów”,
Związku Młodzieży Polskiej „Zet” i jej organizacji szkolnej,,Pet",
„Czerwonej Róży” zależnych od Ligi Narodowej aż do „Zarzewia".
Organizacje w różnych miastach przybierały rozmaite nazwy dla zmy-
lenia czujności władz policyjnych.
W latach 1899—1912 ukazują się młodzieżowe pisma „Promień”
i „Telka”, wydawane przez lwowską młodzież akademicką „Promień".
„Promień” wydawany był przez młodzież postępową, „Teka” przez
odłamy młodzieży pozostającej pod wpływami Ligi Narodowej. Nie-
zależnie od różnic światopoglądowych, wspólną dla obu pism była
działalność samokształceniowa, zadanie reform nauczania, uczenie
samodzielności myślenia, pracowania i osądzania kwestii politycznych
i kulturalnych.
W Przemyślu przeważają wśród młodzieży zwolennicy „Teki”,
choć nie brak i „promienistych”. Pierwsi mają poparcie pewnej części
nauczycielstwa, drudzy byli raczej zwalczani. W latach przed pierwszą
wojną światową wykazują pewne obniżenie prac samokształceniowych
na rzecz działalności niepodległościowej, szkoleń o charakterze woj-
skowym.
Z końcem XIX i początkiem XX wieku pojawiają się pierwsze
legalne zrzeszenia szkolne, czytelnie, kółka zainteresowań, kluby spor-
towe, gminy klasowe i inne. Organizowane są wycieczki i gry sporto-
we, a nawet nauka strzelania. W r. 1911 powstają w Przemyślu pierw-
sze drużyny skautowe męskie, a w r. 1913 żeńskie.
Lata przełomowe wieków przynoszą nowe klasowe ruchy społecz-
no-polityczne, nie zawiodła młodzież, która wiąże się ideowo z tym
ruchem. Powstają organizacje młodzieżowe pozaszkolne. Po odzyska-
niu niepodległości, w trudnych warunkach burżuazyjno-obszarniczych
rządów, młodzież szkolna, a zwłaszcza pozaszkolna nie ma możliwości
swobodnego działania. Dotyczy to głównie młodzieży komunistycznej,
która z działalnością musi zejść do nielegalnego podziemia.
Nielegalne młodzieżowe pisma szkolne są nam niestety nieznane.
Pisane najczeęściej ręcznie, na kartkach, zaginęły bezpowrotnie, za-
chowane szczątki nie dają właściwego obrazu. Oficjalnie nieznane
kierownictwom szkół, były oryginalnym płodem młodzieżowym na
miarę fantazji i poziomu wydawców, którzy najczęściej w trudnych
warunkach finansowych dawali upust swoim społecznym zamiłowaniom.
PISMA MŁODZIEŻOWE
1. Najstarszym ze znanych jest prawdopodobnie tajne pismo młodzie-
żowe „ORLĘ", jak można zorientować się z tekstu i mało czytelnej
daty wydania, tj. roku 1890. Niestety żadnych bliższych informacji
o miejscu wydania w obszernym 24-stronicowym pisemku powielanym
nie znaleziono. Niepodpisane artykuły i brak jakichkolwiek nazwisk
pozwalają na ustalenie tajności tego pisma 6. W tekstach możliwie do-
kładna i chyba nie przez młodzież pisana analiza ówczesnych stosun-
ków społeczno-politycznych w takich artykułach, jak: Z ostatniej chwi-
li, Zabór austriacki, Zabór moskiewski, Zabór pruski, Nasz Sejm, My
a rząd. Treść artykułów antyaustriacka, bardzo krytycznie ustosunko-
wana do Koła Polskiego i „stańczyków" w parlamencie, uwidacznia
nieróbstwo i czołobitność Sejmu galicyjskiego, opanowanego przez
obszarników, wykazuje błędy S. Tarnowskiego, M. Dobrzyńskiego, ni-
jakość postaci E. Sanguszki. Artykuł dowodzi dojrzałego i rzeczowego
pojmowania sytuacji politycznej.
W pięknym artykule Pieśń przeplatanym cytatami z A. Mickiewi-
cza, pieśni patriotycznych, hymnu państwowego i ludowego O cześć
wam, panowie magnaci dano obraz Polski rozbiorowej, stanu pokoleń
i rządców kraju. Wyeksponowano hasła pozytywistyczne mające budzić
ospałych:
„Do pracy! razem do pracy
W cichej zgodzie, dłonią w dłoń
My bez broni, więc rodacy,
Praca dziś to nasza broń".
W jednym artykule Słów kilka do młodzieży szkolnej zwraca się
słowami „Poza .murami szkolnymi starajcie się zapoznać z najnow-
szymi nabytkami wiedzy i postępu z duchem czasu, z nurtującymi
w społeczeństwie prądami i objawami nowych idei ... wyjść przygoto-
wanymi do pracy dla idei Wolność — Równość — Niepodległość".
Gazetka w całości robi wrażenie pisma raczej (może kolportowane-
go wśród młodzieży) młodzieżowego. Dowodzi istnienia jakiejś organi-
zacji niepodległościowej, która, być może, mieściła się w murach szkol-
nych. Czy przemyskich? Na to pytanie nie znaleziono odpowiedzi.
2. Następnym pismem z r. 1899, które zachowało się w szczątkowej
postaci formatu kartek zeszytu, był „STUDENT". Czy zachowane
cztery strony stanowią całość, trudno powiedzieć, tak jak nie wiadomo,
ile numerów pisemka wyszło. W artykule redakcyjnym prośba o datki
na rzecz utrzymania gazety i obligowanie imienne jednego z kolegów
o dostarczenie arkusza papieru dla redakcji dowodzi trudności finan-
* „Orlę", nr 3/4 z r. 1890, w zbiorach autora.
sowych. Legalne (wymienia nazwiska w tekście). Może brakujące stro-
ny i inne numery pozwoliłyby powiedzieć coś więcej na tematy nurtu-
jące młodzież 7.
3. Pisemko „Z ŁAW SZKOLNYCH”, powielane, poważno-satyryczne,
jak określano w podtytule, o ilustrowanej winiecie przedstawiało
się okazale, licząc 8 stron arkusza kancelaryjnego. Datowane 7 lutego
1904 roku było czwartym z kolei numerem, jak można się zorientować
z treści pisma. Zawierał oprócz apelu redakcji o prenumeratę na dalsze
cztery numery, próbki wierszy i prozy, wiadomości z życia szkolnego,
dowcipy i inne artykuły literackie. Pisemko przedstawia nam pewne
konflikty narodowościowe i stosunek młodzieży trzech narodowości do
zagadnień społeczno-politycznych. W artykule Z życia młodzieży czyta-
my, że zapowiedziany na dzień 24 i 25 stycznia 1904 roku odczyt
W. Studnickiego, literata i publicysty8, nie odbył się z powodu awantur
młodzieży z gimnazjum ruskiego i syjonistów. Niemałe to musiały być
zaburzenia, skoro przybyła dla ratowania drugiej prelekcji młodzież
polska nie mogła dać rady demonstrantom. Osoba prelegenta nie była
mile przez obie wymienione narodowości widziana. Redakcja wzywa
młodzież polską, by wreszcie zaczęła myśleć, czuć i działać w duchu
rzeczywiście narodowym. Przez „Tekę” Stronnictwo Narodowe wpły-
wało na organizacje młodzieżowe. Do ciekawszych należy artykuł
Zgińcie me pieśni, powstańcie czyny moje. Autor podpisujący się „Lo-
tos” krytykuje dotychczasowy kierunek poezji, stwierdzając, że minął
czas wszechwładnego romantyzmu, że przestały wzruszać chorobliwie
usypiające, budzące wstręt do rzeczywistości nastroje Młodej Polski,
że ,,... wyłania się duch nowy, niezupełnie jeszcze świadomy, szukający
oparcia w żywej poezji ludu ... odrodzenie poezji nastąpi, gdy zbudzimy
sercem duszę chłopa, gdy ją zrozumiemy ... prawdziwą poezją ... musi
być poezją czynu ... będziemy poetami czynu, zerwijmy z moralnością
filistrów ... stwórzmy harmonię między słowami a czynami”. Brak dal-
szych numerów nie pozwala na prześledzenie tego niewątpliwie cieka-
wego i dyskusyjnego artykułu.
4. Na fali walk rewolucyjnych w Galicji 1905 roku ukazuje się
w Krakowie pismo „ZJEDNOCZENIE”, organ Młodzieży Socjali-
stycznej, Kraków — Lwów — Przemyśl, jak podano w podtytule9.
W tych miastach miało na zmianę wychodzić. Ówczesne władze za
wszelką ceną dążyły do zlikwidowania młodzieżowej organizacji socja-
listycznej. Kiedy w r. 1906 pismo zaczyna wychodzić w Przemyślu,
miejscowy prokurator Roman Stebelski, wykorzystując drobne uchy-
bienia ustawy prasowej, zabrania dalszego wydawnictwa. Rozdmuchano
sprawę, zrobiono z niej odkrycie policyjno-konspiratorskie, za czym
poszły rewizje domowe, śledztwo, jednym słowem akcja w wielkim
7 ,,Student", wychodzi w środę i niedzielę (14.VI. 1899), w zbiorach autora.
8 Władysław Studnicki - Gizbert, w tym czasie działacz Narodowej Demokracji.
Encykl. Powszechna, Warszawa 1960, s. 74, t. XI.
’ Ż- Kormanowa, Materiał}' do bibliografii druków socjalistycznych na ziemiach
polskich i—1918, Warszawa 1948, s. 98.
stylu ]0. Bardzo musiano obawiać się postępowej organizacji młodzieży,
skoro dla jej zlikwidowania musiano wytaczać aż tak ciężkie działa.
Drugi numer z tego roku ukazuje się już we Lwowie.
W piśmie — wiadomości z ruchu młodzieżowego w I i II gimnazjum,
o prowadzonych w szkołach, czytelniach i prowadzonej tam akcji samo-
kształceniowej, o werbowaniu nowych członków i próbach wciągnięcia
do pracy młodzieży ruskiejn. Kronika ujawnia stosunki panujące
w I gimnazjum, donosicielstwo i szykanowanie podejrzanych o wolno-
myślne przekonania. Wszystko to dzieje się za wiedzą dyrektora
W. Bojarskiego i ,,jego doradców", jak pisano * 11 12.
Niemałe musiały być wpływy młodzieży socjalistycznej, przewo-
dzącej w organizacjach szkolnych, skoro zaniepokojona młodzież naro-
dowa, z inicjatywy profesorów, podejmuje w r. 1907 wydawanie dwu-
tygodnika ,,Młodzież" 13. W artykule Od redakcji14 podano jako cel
wydawnictwa zbadanie, w jakich warunkach pozostaje życie młodzieży.
I dalej czytamy: ,,... na naszą młodzież bowiem działają rozliczne —
a powiedzmy szczerze — zgubne wpływy, które normalny tok jej życia
uniemożliwiają i sprawiają taki chaos pojęć, że trudno w nich się ro-
zejrzeć, nie mówiąc już o wyrobieniu poglądów...".
Jakież to były owe „zgubne wpływy", odpowiedź znajdujemy w in-
nym artykule tego samego numeru, w którym już wyraźnie napisano
,,... nie możemy wreszcie na to pozwolić, aby garstka kolegów socjali-
stów kierowała umysłowym życiem gimnazjum i aby wpływała na
młodzież przez odczyty lub mówki agitatorów, grające na nerwach
i fantazji słuchaczy”. W innym znowu artykule pt. Nieproszeni opieku-
nowie zwrócono uwagę na zainteresowanie się „Nowego Głosu Prze-
myskiego" gimnazjum. Autor podpisany „memento" wyprasza sobie
taką opiekę i pisze pod adresem H. Lieber.mana: ,,... opiekuj się dalej:
biednymi robotnikami, a jeszcze dosyć, redaktorze, będziesz mógł wy-
ssać do swej kieszeni".
Takich artykułów było więcej, wszystkie zdradzają kierunek poli-
tyczny i inspiratorów, którymi byli profesorowie, członkowie Narodo-
wej Demokracji. Z treści artykułów łatwo się domyśleć, że były nie
tylko inspirowane, ale i poprawiane, a może nawet pisane przez „kura-
torów” gazetki, której wydawcy nie narzekali na brak funduszów.
Tematyka artykułów przecież przekraczała poziom wiedzy uczniowskiej.
Młodzież nie zawsze jednak zgadzała się z kierunkiem politycznym
reprezentowanym przez kierownictwo Stronnictwa Demokratycznego.
Dowodem tego artykuł pt. Wobec nowych zagadnień, w którym autor
podpisany „Żegota” 15 podda je ostrej krytyce stosunek Stronnictwa do
zagadnienia niepodległości i nie wyraża zgody na koncepcje R. Dmow-
18 „Kuryer Przemyski", nr 11, 34 z r. 1906; W. Najdus, Szkice z historii Galicji,
Warszawa 1960.
11 „Zjednoczenie" nr 1 z r. 1908.
12 Jak wyżej, nr z r. 1908.
18 „Młodzież", dwutygodnik 1907—1909. poj. egz. w zbiorach autora.
14 „Młodzież" nr 1. z r. 1907.
1S „Młodzież", styczeń 1909
skiego przedstawione w jego książce Niemcy, Rosja i sprawa Polska.
Pisze .. to kłamstwo! Naród swej wolności się nie wyrzekł, naród
o swe prawa walczyć będzie i to nie tylko drogą legalną, nie tylko
drogą kompromisów i ugodami, jak to czyni S. N. ... tu leży zmiana
kierunkowości wśród S. N., która pierwej była najbardziej narodowym
stronnictwem, która razem z Ligą Narodową tworzyła niejako Rząd
Narodowy, a dziś przestała myśleć o ideowym wychowaniu ludu, nato-
miast stała się stronnictwem politycznym, kaptującym sobie jak naj-
więcej głosów do wyborów".
Zgodnie z linią polityczną, jaką reprezentuje pisemko, jest ustosun-
kowane negatywnie do zagadnienia ruchu ukraińskiego, ostro potępia
— po zamordowaniu namiestnika Galicji A. Potockiego — metody
stosowane przez terrorystów nacjonalistycznych 16.
Na uwagę zasługuje w szeregu artykułów polemiczno-krytycznych
zwłaszcza jeden pt. Stróż naszych dni. Młodzież zapytuje w nim — po
zakazie wydanym przez katechetę orkiestrze gimnazjalnej wzięcia
udziału w pogrzebie ojca jednego z uczni z powodu postu — czy ordery
i tytuły mają moc niweczącą posty, gdyż przecież mimo postu orkiestra
wzięła udział w pogrzebie b. burmistrza A. Dworskiego.
Gimnazjalna kronika podaje także, że w tym roku młodzież szkolna
po raz pierwszy wzięła „legalny" udział w manifestacjach trzeciomajo-
wych 17. Wiadomości z życia organizacji szkolnych i samej szkoły uzu-
pełniają tematykę społeczną i narodową.
Czy numer krytykujący kierownictwo Stronnictwa Narodowego był
ostatnim, nie ustalono, dalszych nie odnaleziono. Wyda je się, że „ku-
ratorzy" zadecydowali, iż lepiej będzie dla zlikwidowania podnieconych
umysłów młodzieży, aby się nie ukazywało.
5. Dopiero rok 1912 przynosi nowy dwutygodnik „WIEŚCI GMINNE",
którego także jeden (pierwszy) numer odnaleziono 18. Wydawcą jest
gmina klasy VI B gimnazjum na Zasaniu. Gminy, nowy twór organiza-
cyjny, były wyrazem tendencji uspołecznienia młodzieży i wdrażania
jej do prac społeczno-organizacyjnych. W deklaracji programowej pi-
semka czytamy: „Założyliśmy gminę. Szczycimy się tym, że ją mamy,
żeśmy w tym wypadku wyprzedzili inne klasy. Lecz to samo nie wy-
starcza. Teraz trzeba nam w tym społeczeństwie działać i zawczasu do
wspólnej pracy około ogólnego dobra się zaprawiać". W układzie:
artykuły programowe, nowelki, wiersze, wiadomości z gminy.
Nadchodzące lata nasycone nadziejami „wojny powszechnej ludów",
z atmosferą grożącą w każdej chwili wybuchem wojny nie sprzyjały
rozwojowi gazetek. Władze wołały nie stwarzać młodzieży trybuny
uzewnętrzniającej gorące umysły.
Świadek i działacz młodzieżowy tych czasów, Klaudiusz Hrabyk,
lak pisze w swoich wspomnieniach 19: ,,... Kiedy z końcem wojny stało
16 ,.Młodzież", nr 10 z r. 1908.
17 J.w.
18 „Wieści Gminne", nr 1 (egz. w Bib. Muzeum Okręgowego w Przemyślu.
19 Opracowano na podstawie artykułj K. Hrabyka Tajne organizacje młodzieżowe
w Przemyślu, „Teka Filarecka", nr 6—7, Przemyśl 1920, oraz not jego przesłanych
autorowi w liście z 3.VII. 1970.
się już pewnym, że niedługo przyjdzie nam wyprzeć wroga z naszej
ziemi i w ten sposób ułatwić własnemu rządowi objęcie władzy, że
wnet staniemy się obywatelami państwa polskiego, z młodzieńczym
zapałem, spiesznie a rozważnie i uważnie przystąpiono do organizowa-
nia związków młodzieży mających na celu uświadamianie jej poza
ramami przepisów szkolnych w udzielaniu wiadomości naukowych.
Związki te istniały i dawniej bardzo pomyślnie się rozwijając, lecz
upadły z chwilą wybuchu wielkiej wojny, gdy młodzież musiała wstą-
pić w szeregi armii zaborczych. Życie na jakiś czas zamarło. Dopóki
stosunki się nie ustaliły, pozostali kierownicy z trudem poczęli poruszać
zamarłe sprężyny organizacji, co było połączone z niesłychanymi trud-
nościami związanymi z czujnością władz austriackich.
Już w maju 1917 roku z inicjatywy Sekcji akademickiej dla spraw
młodzieży gimnazjalnej we Lwowie (ekspozytura Zet-u), próbowano
wśród młodzieży na Zasaniu założyć tajną organizację. Próby podjął
się uczeń V b, Stanisław Osostowicz. Zebranie organizacyjne odbyło się
jednak dopiero 21 grudnia tego roku pod przewodnictwem delegata
Sekcji akademickiej, studenta uniwersytetu Leona Kisiela. Wśród ze-
branych dziewięciu uczniów jeden był przedstawicielem gimnazjum
tn J. Słowackiego. Przewodniczącym został L. Kisiel, zastępcą Stanisław
Nowosielski, który faktycznie kierował pracą. Organizacja nosiła nazwę
Związek Gimnazjalnej Młodzieży Niepodległościowej (ZGMN), później
Organizacja Młodzieży Narodowej (OMN).
OMN w celu poszerzenia bazy i umocnienia kierownictwa wśród
młodzieży stara się oowołać w roku szkolnym 1918/1919 jawną organi-
zację młodzieży gimnazjalnej. Jesienią 1918 r. założono Związek Mło-
dzieży Filareckiej będący ekspozyturą OMN i POW. Kierownictwo tej
nowej organizacji oddano K.. Hrabykowi. Wypadki jesieni 1918 roku
powodują przerwę w działalności ZMF. W grudniu tego roku pod Ni-
żankowicami w powiecie przemyskim zginęło kilku członków, m. in.
S. Osostowicz i Wacław Motyka, dowódca POW szkolnego.
Wznowienie prac ZMF (tajna organizacja zawiesiła działalność
z chwilą odzyskania niepodległości) nastąpiła w lutym 1919 r. Współ-
pracownikami K. H>abyka jako „prezydenta" byli: Adrian Czermiński,
Kazimierz Furdyna, Tadeusz Mazurkiewicz, Roman Michalski.
6. Z inicjatywy K. Hrabyka zaczęto wydawać miesięcznik „TEKA
FILARECKA", którego redaktorem był Adrian Czermiński przy
współpracy inicjatora. W r. 1920 ukazało się 7 numerów pisemka od-
bijanego na cyklostylu; posiadało okładkę każdorazowo inną, wykona-
ną przez Juliusza Gizbert Stadnickiego bądź przez Jadwigę Jankowską.
„Tekę" sprzedawano w cenie 3 Mk w gimnazjum bądź w Tanim Bazarze
Stupnickiego, księgarni Juszyńskiego i w trafice Gródeckiego w Rynku.
Była rozprowadzana również w gimnazjum żeńskim PP. Benedyktynek.
Pismo popierała m. in. dyrekcja gimnazjum; dyrektor F. X. Kuś udzielił
subwencji w kwocie 500 Mk.
W tekście wiadomości z życia młodzieży, orkiestry, chóru, Związku
Filaretów, OLO i inne. Cały trzeci numer poświęcono sprawom Śląska
i udziału młodzieży w zawiązanym Komitecie Młodzieży Obrony Kre-
so^ Zachodnich. Dochód z rozsprzedazy numeru przekazano na -„Fun-
dusz Plebiscytowy”. Z innych akcji młodzieży wymienić należy akcję
przeciw „niemoralności teatru i kinoteatrów, w której to sprawie zor-
ganizowano 20 listopada 1919 r. wiec, gdzie uchwalono rezolucję, którą
wręczono staroście. Wiersze, próbki prozy, wspomnienia, dopełniają
treść numerów. Pismo odzwierciedlało w tonie umiarkowanym nastroje
pewnej części młodzieży pozostającej pod wpływami obozu narodowe-
go. Po wyjeździe z Przemyśla Kl. Hrabyka i A. Czermińskiego wydaw-
nictwo przestało się ukazywać w roku szkolnym 1920/21.
W ruchu młodzieżowym ogromną rolę odegrały organizacje har-
cerskie - skautowe, jak je wówczas nazywano. Pierwsze drużyny zwią-
zane były z dążeniami niepodległościowymi, a także konspiracyjnymi
przygotowaniami kadr dla przyszłego wojska polskiego. Wywarło to
niemały wpływ na późniejszą działalność tej organizacji. Działa począt-
kowo w ramach Sokoła. Głoszone w okresie drugiej Rzeczypospolitej
hasła apolityczności nie przeszkadzały tarciom między siłami prawicy
społecznej a obozem Piłsudskiego, który ostatecznie uzyskał przeważa-
jący wpływ na działalność harcerstwa.
7, 8 Jak poda je prasa przemyska 20, w roku 1920 ukazały się dwa pi-
semka harcerskie: „NASZA PRACA”, organ pierwszego, i „KU
ŚWITOM”, organ drugiego plutonu21. Litografowana gazetka „Ku
Świtom”, założona z inicjatywy dr Adama Kordeckiego, po którego
śmierci wydają Włodzimierz Bilan, Leonard Kustra i Tadeusz Dryś,
ukazała się w 4 numerach 1920 roku. „Ziemia Przemyska”, charaktery-
zując obydwa, stwierdza, że „Nasza Praca” była „pismem zjadliwym
i bez głębszej myśli, natomiast „Ku Świtom” „pogodne i na wysokim
poziomie etycznym”. Kryteria, którymi kierował się autor notatki, są
nam znane, to orientacja polityczna wpływała „na zjadliwość i brak
głębszej myśli. Walka o młodzież prowadzona była różnymi drogami.
9. Rok 1921 przynosi pisemko „WYWIADOWCA” — organ II druży-
ny harcerskiej im. K. Puławskiego, niestety numerów nie odnalezio-
no 22.
10. Pismem Komendy Hufca w Przemyślu był miesięcznik „KU ŚWI-
TOM”, którego pierwszy numer ukazał się 6 peździernika 1921 ro-
ku. Ten najpoważniejszy z organów harcerskich redagowany był przez
prof. gimnazjum Jana Smółkę, komendanta hufca męskiego23. Wyda-
wany nakładem hufca, drukowany w drukarni Jana Lazora, w formacie
30 X 22 o objętości przeć, stron 8, w cenie 40 do 150 Mk. Do 1 grudnia
1922 ukazało się 15 numerów.
Zawarty w nr 1 cel pisma podkreślał zadania leżące u wrót odro-
dzonego państwa, zwracał uwagę na małą wydajność pracy, wzywał
młodzież, która ma być właściwym budowniczym przyszłości, aby pa-
miętając o chlubnych tradycjach naszej przeszłości zwyciężała siebie
samą, swoje skłonności i lenistwo, oddając swe siły „do wspólnej kuźni
!0 „Ziemia Przemyska", nr 25 z r. 1926, nr 24 z r. 1932.
21 J.w.
„Ziemia Przemyska", nr 25 / i. 19'26. „Teka Fihrecka", nr 2 ? r- 1920.
23 Ziemia Przemyska", nr 25 z r. 1926, nr 24 z r. 1932.
pracy". Zwraca uwagę na młodzież harcerską, która zdała egzamin
patriotyzmu, i apeluje, aby rozpoczęła inną, nie mniej uciążliwą pracę.
„Polegaj jako na Zawiszy" to przykazanie harcerskie sprawi, że
„... przyszli pracownicy państwowi, zawodowi i społeczni muszą się
odznaczać konsekwentną, wytrwałą i bezinteresowną pracą, której celem
zawsze i wszędzie będzie państwo. Jeżeli co roku będą wychodziły tak
urobione charaktery z ławy szkolnej, to powoli usuną rozsiadłe miaz-
maty samolubstwa i karierowiczowstwa i wniosą do urzędów, przemy-
słu i handlu i innych gałęzi gospodarstwa społecznego zdrowego ducha
pracy, szlachetnego współzawodnictwa i rzetelności".
W innym artykule zwrócono uwagę na działalność organizacji
YMCA, która w innych krajach wprowadzając własne drużyny dopro-
wadziła do rozbicia młodzieży, chcąc ująć w swoje ręce jej wychowa-
nie. „Zasługi, jakie YMCA położyła na polu humanitarnym, nie mogą
uprawniać jej do sięgania po wychowanie młodzieży". Wszelkie zakusy
cudzoziemców — jak pisze Jan Smółka — muszą być stanowczo odpar-
te. Ciekawe wnioski i porównania wysuwano w artykułach Harcerstwo,
Sokół i Związek Strzelecki. Był to okres, kiedy jeszcze brak rozbicia
partyjnego pozwalał na jaką taką współpracę. W późniejszych latach
działalność tych towarzystw odmiennymi kroczyła drogami. Ciasne
i poddane fałszywym ambicjom i doktrynom królewiąt endecji i sanacji
stawały się domeną rozbicia jedności narodowej.
W treści także wiele wiadomości z życia młodzieży harcerskiej.
Organizacja ta w owych czasach była elitarną, nie obejmującą wszyst-
kich warstw młodzieży. Była o idealistycznym zabarwieniu. Uczyła
cnót obywatelskich, nie obejmując całej młodzieży, wychowywała jed-
nostki, a nie masy. W organizacji nosiła piętno nawyków i kierunków
wyrosłych w zaborach, były to jednak pierwsze lata wolności po stu
pięćdziesięciu latach niewoli.
Z redakcją współpracowali: działacz harcerski Wilhelm Słaby,
Walerian Kramarz, później profesor i zasłużony historyk Przemyśla,
Mieczysław Słaby, późniejszy lekarz, obrońca Westerplatte, wybitna
działaczka drużyn żeńskich Iza Kossowska, Szczepan Kreicarek, Wło-
dzimierz Bilan, Edward Tadla, Maria Walciszewska, Edward Heil i inni.
Układ tematyczny obejmował artykuły treści społecznej, etycznej i hi-
storycznej, pogadanki, wiersze, opowiadania, obrazki, dział rzeczy cie-
kawych, złote myśli, dział rozrywkowy, sportowy, z Polski i świata,
kronikę miejscową i bardzo nieliczne ogłoszenia 24.
11. Uzupełnieniem niejako tego pisma było nieregularnie wychodzące
pisemko „ZASTĘPOWY", stanowiące fachowy organ Komendy Huf-
ca 25.
Instytucja szkolnych gmin klasowych przetrwała wojnę i w nowych
warunkach realizowała cele przez kierowanie życiem społecznym gmi-
ny - klasy, tworzenie sądów ławniczych dla przewinień uczniowskich
21 ,,Teka Filarecka", nr 6/7 z r. 1920, ,,Ziemia Przemyska", nr 41 z r. 1921, nr 25
z r. 1926, nr 24 z r. 1932.
25 „Ku Sw/toni", nr 1 z r. 1922.
i samopomocy w nauce. Wśród gmin klasowych gimnazjum zasańskiego
wyróżniała się klasa V a, która w roku szkolnym 1920/21 wydawała
12. pismo ,,ORLĘTA". Gremium redakcyjne w składzie Bogdan Brze-
ziński, Włodzimierz Bilan, Adam Dalecki i Jan Gardziel w dekla-
racji programowej pisze: „... programów szumnych i obietnic nie da je-
my. To jedno, że chodzić nam będzie o to, aby nasze życie bieżące
znalazło w „Orlętach" swoje odbicie i aby dać w nich wyraz naszym
upodobaniom i dążeniom. Wierzymy, że ogół kolegów poprze nas
w tych wysiłkach, a tekę redakcyjną zapełni swymi artykułami. „Speł-
nili obietnicę" redaktorzy, nie zawiedli koledzy. Czternaście numerów,
które wyszły w latach 1921—1922, szczelnie zapisane artykułami poświę-
conymi (dosłownie zapisane, gdyż wychodził pisany - powielany) życiu
narodu, pamięci rocznic, poważniejszmi i żartobliwymi próbami literac-
kimi, karykaturami i rysunkami B. Brzezińskiego. Kuratorem gminy był
profesor Franciszek Ćwikowski. Egzemplarze znajdują się w zbiorach
Muzeum Okręgowego w Przemyślu i autora.
Nieregularność ukazywania się gazetek związana była z wymianą
młodzieży opuszczającej mury szkolne, doborem młodzieży w poszcze-
gólnych klasach i wreszcie z czasokresem roku szkolnego. Wakacje
były powodem braku ciągłości. Co roku zaczynano na nowo. Tylko
nieliczne wychodzą dłużej niż jeden rok. Nie każdego też roku i nie
w każdej klasie był „urodzaj" na talenty i zamiłowania społecznikow-
skie,
W roku 1924 grono takiej społecznie rozmiłowanej młodzieży, zgru-
powanej w czytelni szkolnej gimnazjum zasańskiego w osobach A. Ryb-
czyńskiego, Zygmunta Wójciaka, Zygmunta Branowitzera i Witolda
13. Tokarza, imieniem tejże Czytelni wydaje dwutygodnik „MYŚL
STUDENCKA' powielany, w drugim roku przepisywany na maszy-
nie o 8 stronicach papieru kancelaryjnego. Ogólnogimnazjalny charak-
ter pisma pozwolił uniknąć drobnych tematów klasowych na rzecz ogól-
nych, takich, jak: religie Hindusów, o telegrafie bez drutu, Wilhelm
Roentgen, Władysław Reymont, m. in. ciekawy artykuł o sporcie, w któ-
rym zwracano uwagę na umiarkowanie, gdyż „sport nie może być
środkiem do zdobywania nagród, celem jest wzmocnienie sił fizycznych
dla umożliwienia sobie pracy umysłowej. Ciekawe to opracowanie
zwracało uwagę na „szaleństwo zwłaszcza piłki nożnej”. „Kopał niemal
każdy", jak się w artykule wyrażano, a wyniki odbijały się na nauce26.
14. W roku 1925 ukazuje się pierwsze pismo uczennic PP. Benedykty-
nek pt. „ECHO SZKOLNE", dwutygodnik klasy V A tamt. gim-
nazjum. Redaktorem była Zofia Gródecka, maszynopis wykonywała
Jadwiga Majewska. Egzemplarzy nie odnaleziono.
15. Jeszcze jeden dwutygodnik harcerski „-BISZKOPT", wydawany
przez zastęp „Lisów” II plutonu ukazywał się od marca 1925 do
maja 1926 roku. 11 numerów pisemka pod redakcją S. Łyczkowskiego,
w której pracowali Tadeusz Sobol, redaktor odpow. Adam Malicki
i Józef Toczyski, zawierało artykuły dotyczące pracy harcerskiej, kro-
26 „Mysi SfudencAn”, nr 2 z i. 1924.
nikę, dział sportowy, rozrywek i humoru. Egzemplarze w Muzeum
Okręgowym w Przemyślu 27.
16. Organem katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Prze-
myślu był dwumiesięcznik ,,DONIESIENIA”, od roku 1929 miesięcz-
nik wydawany przez Stowarzyszenie (redaktor odpowiedzialny ks. Józef
Matusz). Działające od r. 1920 Stowarzyszenie liczyło w r. 1937 w die-
cezji 211 oddziałów z 4.695 członków28 29. Pismo o podkładzie katolickim
podawało wiadomości dotyczące praktycznej strony działalności związ-
ku. W niektórych numerach wskazówki dla kół przysposobienia rolni-
czego, sportu i sposobu organizacji różnych kursów. Skupiało uwagę
na umocnieniu stwoarzyszeń katolickich. Kierunek pisma najlepiej
odzwierciedla artykuł z r. 1926 pt. Sprawy bieżące,23, w którym po-
ruszając „przykre wypadki w Ojczyźnie”, zalecano „nie bawić się
w politykę, bo to nie nasza sprawa”, a „dołożyć starań, aby w człon-
kach wyrobić te cnoty, których brak wykazały jaskrawo wypadki
w państwie (zamach Piłsudskiego — przyp. aut.), a to obowiązkowość,
poczucie odpowiedzialności, rozwaga itd. Jako tematy zebrań zaleca
zagadnienia ustroju państwowego, konstytucji, walki z bolszewizmem,
nietracenie czasu na jałowe spory z wrogimi organizacjami i staranne
dobieranie kandydatów do stowarzyszenia, gdyż „lepiej że nas jest
mniej, a dobrych niż dużo, a banda”.
To przecież cały program realizowany konsekwentnie do roku
1939. Pojedyncze numery w Muzeum Okręgowym w Przemyślu i zbio-
rach autora.
17. Z okazji obchodu 15-lecia harcerstwa w Przemyślu ukazały się
w r. 1926 trzy numery pisemka „ZEW”, redagowane przez Włodzi-
mierza Bilana. Zawierały sporo materiału do historii harcerstwa tak
drużyn męskich jak żeńskich i HKS „Czuwaj”. V/ nr I wezwanie do
przedpłaty litografowanego, ilustrowanego zdjęciami albumu uroczy-
stości piętnastolecia, który zresztą się nie ukazał. Znany jest tylko
nr I znajdujący się w Bibliotece Muzeum Okręgowego w Przemyślu.
18. W następnym, 1927, roku wychodzi jeszcze jedno pisemko har-
cerskie. Było nim „ZARZEWIE”, organ trzeciej przemyskiej dru-
żyny męskiej im. Tadeusza Kościuszki *) prowadzonej przez działacza
harcerstwa Tadeusza Dobrowolskiego.
19. W roku 1929 ukazuje się kobiecy odpowiednik „Doniesień”, „DO-
NIESIENIA”, okólnik kwartalny Związku Młodzieży Polskiej Żeń-
skiej w Przemyślu. Wydawcą był Z. Młodzieży Żeńskiej reprezentowa-
ny przez ks. M. Tomakę. W r. 1930 redaktorem zostaje prof. Anna
Fischerówna. Wychodzi w latach 1929—1939. W roku 1930 następuje
zmiana tytułu na WIADOMOŚCI ZWIĄZKU MŁODZIEŻY POLSKIEJ
ŻEŃSKIEJ. Tematyka identyczna jak w „Doniesieniach” męskich.
27 ,,Ziemia Przemyska”, jir 14 z r. 1926.
28 ,,Ziemia Przemyska”, nr 40—41 z r. 1926.
29 ,,Poniesienia", nr 3 z r. 1 €6.
‘ vm obliczeń autora
20, Gazetką nie szkolną, ale związaną ze szkołą był „LABORAJ”, pi-
semko wydawane przez I oddział uczestników Kursu Dokształca-
jącego z zakresu sześciu klas gimnazjalnych przy Gimnazjum im. Ka-
zimierza Morawskiego na Zasaniu, dla podoficerów zawodowych garni-
zonu przemyskiego.
Satyryczne, pisane ręcznie numery od I z grudnia 1931 do trzeciego
z 20 maja 1932 roku, głosiło w haśle redakcyjnym „Humor to zdrowie,
że temu hasłu hołdować będzie nasze pisemko, które dziś oddajemy
P. T. Czytelnikom. W szarzyźnie dnia codziennego, kołowacizny, trosk
życiowych z ,,der, die, das” z łaciną na czele musimy być hartowni du-
chem i ciałem, ażeby to wszystko pokonać. „Laboraj" będzie się starał
Wam, Szanowni Koledzy, dopomóc przez zaróżowienie Waszych hory-
zontów i podtrzymanie sił ducha w myśl zasady: Cukier krzepi, a ,,La-
boraj” jeszcze lepiej. Zaletą „Laboraja" będzie jego nieregularne uka-
zywanie się. Przyjmijcie z radością i czytajcie w skupieniu.
Stojące na dobrym poziomie o niewymuszonym dowcipie związa-
nym z trudnościami ludzi starszych uzupełniających swoje wykształ-
cenie, które zawsze miały miejsce w takim gronie, zwracało uwagę
nawet na czystość w mieście. Autor czy autorzy zdradzali, gdyż żad-
nych choćby śladów nazwisk nie odczytano, nie tylko duże poczucie
humoru i satyry tak w sprawach społecznych jak w trudnościach
z nauką związanych. Przykładem może być humoreska pt. Czasy się
zmieniają. Ubiegłej niedzieli przechodnie Wybrzeża Kościuszki na Za-
saniu zauważyli olbrzymią rzeszę młodzieży szkolnej zebranej przed
gimnazjum im. K. Morawskiego, która żywo dyskutowała. W przewi-
dywaniu jakiegoś nadzwyczajnego wypadku, redakcja naszego pisma
delegowała na miejsce specjalnego korespondenta, który na zapytanie
jednego z gołowąsów o powód zebrania, otrzymał odpowiedź: „psyśliś-
my, plose pana, na wywiadówkę w sprawie naszych tatusiów ucęścia-
jących na kursy dokształcające”. Oto jak czasy się zmieniają”.
Trzy numery tego unikalnego pisemka dobrze świadczyły o po-
ziomie kursantów, z których wielu tylko przez wypadki wojenne nie
mogła w swoim czasie skończyć nauki.
Od roku 1932 wszystkie wychodzące pisemka szkolne były już
drukowane, organizacyjnie podlegały opiece kuratorów, którymi byli
profesorowie szkoły wydającej. Korzystały z subwencji szkolnych,
były więc odgórnie przewidywane, a może i planowane. Przyświęcały
jak i dawniej szczytne cele społecznego przygotowania, służyły roz-
wojowi intelektualnych zdolności, ale wpływały także, a może przede
wszystkim na ukierukowanie strony ideologicznej, naturalnie zgodnie
z kierunkiem rządowym. Zresztą wszystkie i nielegalne kierunki poli-
tyczne starały się zdobyć młodzież, widząc w niej naturalne przedłuże-
nie swojej działalności. Ton i treść gazetek coraz poważniejsze, cechuje
je urok świeżości, bezpośredniości i autentyczności myśli i przeżyć
przelewanych na papier. Płynęły mniej lub więcej uregulowanym ko-
rytem, w którym „redaktor-opiekun” był sternikiem dbającym nie
tylko o całość łodzi i obsady, ale i... o swoją urzędnika państwowego,
związanego z obowiązkowym kierunkiem ideologicznym. Artykuły
podpisywano pełnymi nazwiskami. i tak:
21. V/ roku 1932 ukazują się „OGNIWA”, miesięcznik młodzieży pol-
skiej, którego redaktorem był prof. Franciszek Persowski. W trzech
numerach artykuły: co i jak czytać, życiorysy (np. Moniuszki) histo-
ryczne, kronika gimnazjalna, sport. Artykuły pisali uczniowie: J. Łu-
kowski, K. Grossman, P. Rasiński i inni. W Muzeum Okręgowym w Prze-
myślu zachowały się niektóre egzemplarze.
22, Innym pismem o charakterze międzyszkolnym był miesięcznik „KU
ŚWITOM”, który wychodził od roku 1933 do 1935 (ostatni numer
z maja 1935) w Gimnazjum im. K. Morawskiego na Zasaniu. Na czele
Komitetu redakcyjnego stał jako kurator prof. dr Kazimierz Arłamow-
ski oraz uczniowie: Edward Karasiewicz, Tadeusz Pisula, Amadia Mo-
tyczanka i Karol Piszczek. Pisemko drukowano w drukarni Jedność
w Przemyślu, Rynek 10. W układzie artykuły historyczne, literackie
i okazjonalne, opowiadania, nowelki, wiersze, kronika, łiumor, kącik
harcerski. Wychodziło najdłużej z wszystkich dotychczasowych. Ca-
łość robi wrażenie hardzo poprawne, zniknęły jednak artykuły o głęb-
szej treści społecznej czy dyskusyjne. Objawy takie występują i w in-
nych pismach tych lat. Autorami artykułów byli: Alina Herveyówna,
Jan Kropiński, Zbigniew Twardzicki, Helena Gąskówna, E. Mielniczek,
Lemański, Kazimierz Lasiewicz, Irena Goligerówna, Maria Szostakówna
i inni podpisujący się pseudonimami ,,Fakir” czy „Amen".
23. Tendencje wyraźnie prorządowe występowały w piśmie ,,PRÓBNY
LOT” — wydawanym przez Czytelnię uczennic prywatnego gim-
nazjum żeńskiego im. Marii Konopnickiej, którego kilka numerów uka-
zało się w roku 1936. W układzie artykuły redakcyjne, społeczne,
wspomnienia klasowe, wiersze, opowiadania, humor. Takie artykuły,
jak: Garść wspomnień w hołdzie, Jeszcze rok temu był z nami, Gawęda
z szarym mundurem, wyraźnie określają ideową stronę wydawnictwa.
Kuratorem gazetki była profesor gimn. Kazimiera Paculanka.
24. W grudniu 1938 roku ukazał się pierwszy numer czasopisma mło-
dzieży szkół średnich w Przemyślu „NAPRZÓD MŁODZI”. Czy
oprócz odnalezionych trzech numerów (jeden z r. 1938 i dwóch z r.
1939) ukazały się dalsze, nie stwierdzono. Redakcja i administracja
znajdowała się w gimnazjum im. J. Słowackiego, składała się z 20 osób,
przedstawicieli różnych szkół średnich Przemyśla z redaktorem i opie-
kunem prof. dr Rudolfem Chirowskim na czele. Nastroje niebezpieczeń-
stwa grożącego państwu i narodowi odbijają się w artykule redakcyj-
nym dr R.Chirowskiego, w którym czytamy: ,,... Wam przypadnie, nie-
wątpliwie przypadnie w udziale najszczytniejsza misja, jeżeli świat
nie ma stoczyć się w odmęty barbarzyństwa i dzikości — misja walki
o prawo do życia, a także bojowanie o życie prawdziwie człowiecze
i kulturalne...” 30. Podobnie pisze jeden z uczniów, Stanisław Koperski:
,,... Żyjemy w czasach wyjątkowej wagi. Wypadki zmieniają się jak
w kalejdoskopie. A my przez naszą szarą codzienną pracę szkolną —
naukę i przez pracę społeczną w szkole przygotowujemy się i wyra-
biajmy na dobrych i dzielnych obywateli Państwa Polskiego” S1.
30 ,/Naprzód Młodzi", nr 1 z r 1938.
81 Ibid, nr 1 z r. 1939.
W układzie, oprócz artykułów poważniejszych, dział literacki,
,,harcerskim tropem", wiersze, „z ławy szkolnej", ,,dział sportowy
i rozrywokwy".
Bibliografia: ,,Tygodnik Przemyski", nr 5 z r. 1939, egzemplarze: w Bi-
bliotece Muzeum Okręgowego i w zbiorach autora.
JEDNODNIÓWKI MŁODZIEŻOWE
Jednodniówki szkolne i młodzieżowe były odpowiednikiem ta-
kiego rodzaju wydawnictw prasowych, stosowanych w świecie starsze-
go pokolenia. Wydawane z okazji rocznic, zjazdów itp. były jednak
formą rzadko używaną. Pisane najczęściej ręcznie, dziś są prawie nie-
uchwytne, ulegały zniszczeniu. Zbieractwo tych czasów wśród mło-
dzieży prawie nie znane, a starsi? Starsi zbierali „Bluszcze', „Tygodni-
ki Ilustrowane", „Asy" czy „Wróble na dachu", oprawiali umieszczając
je na widocznym w mieszkaniu miejscu. Na prasę młodzieżową nie
zwracano uwagi, ta znachodziła się w krótkim czasie „pod kuchnią".
Z ocalałych, a było ich na pewno dużo więcej, wymienić można:
jednodniówki wydawane z okazji 10-lecia odzyskania niepodległości
przez Gimnazjum Żeńskie im. M. Konopnickiej i Żeńską Szkołę Zawo-
dową TSL w Przemyślu. Poszczególne gminy klasowe tej ostatniej
wydają w roku szkolnym 1927/28 jednodniówki pt. „Nasza Szkoła",
„Nowy Zew", „Teraz a jutro". W r. 1936 klasa III gimnazjalna Gimnaz-
jum im. M. Konopnickiej wydaje „Jednodniówkę" dla uczczenia mar-
szałka J. Piłsudskiego32. „Ulotką nr 1", a nie jednodniówką było wy-
dawnictwo „Kółka Opieki młodzieży szkolnej nad zwierzętami" wy-
dana w r. 1929 33.
82 ,,Jednodniówka" Gimnazjum Żeńskiego im. M. Konopnickiej w Przemyślu.
,Jednodniówka" Szkoły Zawodowej Żeńskiej, w zbiorach autora. Pierwsze sprawozda-
nie za lata 1924—1928, druk Przemyśl 1928, s. 51.
83 „Ulotka nr 1" Kółka Opieki młodzieży szkolnej nad zwierzętami, w zbiorach
autora.
MARIA I.UTRLMAN-LANC7.ONT
STOSUNKI BIOKLIMATYCZNE PRZEMYŚLA
W ŚWIETLE TEMPERATUR EFEKTYWNYCH
W OKRESIE WIOSENNO-LETNIM
Regułą niemal jest, że w literaturze monograficznej poświęconej
Przemyślowi podkreślone są wybitne walory klimatyczne i krajoobra-
zowe tego miasta:
,.Rzadko które z większych miast polskich może iść w porównanie
z Przemyślem pod względem piękności położenia i okolicy ..." (Orło-
wicz, 21).
,,Miasto amfiteatralnie rozłożone na stokach Zniesienia i Winnej Góry
o łagodnym klimacie ..." (Wolski, 29).
,,Ze względu na walory klimatyczne, nie zanieczyszczone chemicznie
powietrze oraz znaczne wzniesienie nad poziom morza okolice Prze-
myśla należą do najzdrowszych w kraju ..." (Gilewicz, Różański, 5).
Rozprawa niniejsza ma na celu potwierdzenie wyżej przedstawio-
nych faktów, a także ujęcie zagadnień klimatycznych tego miasta
w nieco innym świetle, a mianowicie scharakteryzowanie klimatu bio-
logicznie odczuwalnego Przemyśla.
Przemyśl położny jest przy krawędzi Karpat na pograniczu
z Płaskowyżem Chyrowsko-Gródeckim i południową częścią Niziny
Sandomierskiej. Wg nomenklatury A. Malickiego (18, 19) w Przemyślu
styka się kilka odrębnych jednostek fizjograficznych:
Brzeżny Garb Wododzielny, Przemyskie Karpaty Brzeżne, Przedgórski
Płaskowyż Lessowy oraz Nizina Sandomierska i Płaskowyż Chyrow-
sko-Gródecki. Dwie pierwsze, z wymienionych, jednostki przedziela
rzeka San. Sytuacja powyższa znajduje swój wyraz w krajobrazie
Przemyśla. Stare miasto zajmuje zbocza i terasy doliny Sanu, dzielnice
zaś peryferyjne Przemyśla rozbudowały się na zboczach górskich i po-
ziomach wierzchowinowych bądź na starej terasie zalewowej Sanu.
Rozległa dolina Sanu, czysta woda w rzece, piękne okoliczne wzniesie-
nia górskie i lasy stwarzają, mimo rozbudowy miasta, możliwości do-
brego letniego wypoczynku. Sprzyja temu klimat lokalny.
Najbardziej korzystne warunki klimatyczne na terenie mia-
sta posiadają dzielnice położone na łagodnie nachylonych skłonach
o ekspozycji południowej i południowo-zachodniej (20). Tereny te po-
siadają najkorzystniejsze nasłonecznienie. Dobre warunki fotoklimaty-
czne obserwujemy na obszarach poziomów wierzchowniowych. Cha-
rakteryzują się one dobrym nasłonecznieniem i przewiewnością.
Znacznie gorszą insolację mają obszary o wystawie północnej. Cechu-
ją się one także większą wilgotnością i niższymi temperaturami od
poprzednio wymienionych terenów.
Najmniej korzystne warunki mikroklimatyczne posiadają tereny poło-
żone bezpośrednio nad rzeką Sanem.
W Przemyślu najcieplejszym miesiącem jest lipiec. Średnia tempe-
ratura tego miesiąca obliczona dla okresu 1951—1960 wyniosła 18,7°C.
W wieloleciu znajdujemy pewne odchylenia: w niektórych latach naj-
cieplejszym miesiącem jest czerwiec lub sierpień. W Przemyślu zazna-
cza się największa w Polsce częstość pogody bezchmurnej (24,8%) (14).
Wiąże się to z częstym, w okresie lata, napływem powietrza konty-
nentalnego z małą zawartością pary wodnej i wysokimi temperaturami.
Najwięcej dni gorących (z temperaturą maksymalną > 25°C) notuje
się w lipcu (12), nieco mniej w czerwcu i sierpniu (8 i 10), (20). Dnie
z temperaturą maksymalną powyżej 25°C można zaobserwować we
wszystkich miesiącach okresu wiosenno-letniego. Dnie upalne (z tem-
peraturą maksymalną > 30°C) notuje się głównie w sierpniu i lipcu,
w maju zaś i wrześniu występują bardzo rzadko.
W niniejszym opracowaniu klimat biologicznie odczuwalny
Przemyśla został oceniony na podstawie temperatur efektywnych.
Temperatury efektywne (odczuwalne) są ważnym wskaźnikiem zespo-
łowego oddziaływania temperatury, wilgotności powietrza oraz wiatru
na organizm ludzki.
Ujemną stroną posługiwania się temperaturami efektywnymi jest nie-
możność ich stosowania dla niskich i bardzo wysokich temperatur po-
wietrza, przy równoczesnym silnym i bardzo silnym ruchu powietrza,
ponieważ te parametry meteorologiczne w skrajnym zakresie wartości
nie były brane pod uwagę w pierwotnych założeniach twórców tego
wskaźnika (klimat pomieszczeń zamkniętych). W badaniach tych cho-
dziło o ustalenie warunków optymalnych dla człowieka — tzw. kom-
fortu klimatycznego. W tym celu przeprowadzono szereg badań testo-
wych nad grupami osób umieszczonych w kolejnych komorach o zmien-
nych parametrach temperatury i wilgotności powietrza. Późniejsze
serie doświadczeń objęły oprócz parametrów higrotermicznych także
trzeci element meteorologiczny — ruch powietrza.
Ponieważ ilustracja wartości temperatury efektywnej samymi cyfra-
mi niewiele mówi o rodzaju związanego z nią odczucia cieplnego, po-
niżej przedstawiono skalę odczuwalności, opracowaną przez Limana
(16), w której poszczególne wartości temperatury efektywnej podpo-
rządkowano odpowiednim zakresom termicznym.
Skala odczuwataości termicznej
bardzo ciepło > 20,5 >°tef
ciepło 16,6° — 20,4°teX
łagodnie 10,0° — 16,5°teI
świeżo-chłodno 5,0° — 9,9°tef
chłodno 0,1° — 4,9°tef
bardzo chłodno —4,9° — o,o°tef
zimno —9,9° do —5,5°tef
bardzo zimno i nieprzyjemnie < —10,0%,
Tę strefę, którą większość badanych w komorach osób określiła jako
strefę optymalnego samopoczucia klimatycznego, wyznaczają wartości
graniczne temperatury efektywnej 16,6° — 20,4°tef. Jest to strefa ,,kom-
fortu klimatycznego". Niższe lub wyższe wartości temperatury efektywt-
nej określają zatem subkomfort lub dyskomfort (za zimno lub za
ciepło).
Temperatury efektywne odczytano opierając się na nomogramach
Gredy Seifert (23), obliczonych i wykreślonych na podstawie wzoru
Missenarda (6).
Nawet pobieżna analiza nomogramów wykazuje różny stopień nachy-
lenia izolinii temperatur efektywnych przy jednej i tej samej prędko-
ści wiatru. W obrębie niskich wartości temperatur powietrza wzrost
ich oznacza tym większy wzrost wartości temperatury efektywnej, im
powietrze jest bardziej suche. Omawiane zależności ulegają odwróceniu
w zakresie 17—18°C, co mniej więcej odpowiada 8—9°tef. Przy tej
temperaturze powietrze suche i wilgotne są odczuwane jednakowo.
Od tej wartości następuje wzrost temperatury efektywnej ze wzrostem
wilgotności względnej. Porównanie nomogramów dla różnych prędkości
wiatru wykazuje, że ze wzrostem szybkości ruchu powietrza tempera-
tury efektywne są dla wszystkich wartości temperatury powietrza
i wilgotności względnej niższe, aniżeli przy małych jego prędkościach.
Niniejsze opracowanie wykonano na podstawie wyników po-
miarów dokonanych na stacji meteorologicznej w Przemyślu w latach
1951—1960. Materiał ten obejmuje miesiące od kwietnia do wrześnie,
włącznie. Dobór w/w miesięcy był podyktowany tym, że nie ma nomo-
gramów do wyznaczania temperatur efektywnych dla niskich temperatur
powietrza oraz bardzo dużych prędkości wiatru. Wartości temperatury
efektywnej w przypadku wiatrów o prędkości większej niż 8m/s obli-
czano każdorazowo z wzoru Missenarda (16). Temperaturę efektywną
wyznaczano ze średnich dobowych oraz miesięcznych wartości tempe-
ratury powietrza, wilgotności względnej i prędkości wiatru.
Dla lepszego zilustrowania udziału wszystkich trzech elementów
meteorologicznych w kształtowaniu temperatury efektywnej uwidocz-
niono ich przebieg w formie graficznej (rys. 1). Wielkości te ujęto
w postaci słupków. W celach porównawczych przedstawiono na wykre-
sie wyżej wymienione elementy meteorologiczne oraz temperaturę
efektywną. W tym samym celu naniesiono na wykres te dane obliczone
100-i IV wilg. 90' wzgt pow Iw'/.'/.)80’ IhHi 1 V ]ll 111 VI 11. J. Vli Bil kihiL VIII j IX
Ryc. 1. Średnie miesięczne wartości: wilgotności względnej powietrza, prędkości
wiatru temperatury powietrza i temperatury efektywnej w Rzeszowie, Jarosławiu,
Przemyślu, Dynowie, Sanoku i Iwoniczu-Zdroju od kwietnia do wirześnia w latach
1951-1960.
dla kilku wybranych miejscowości w województwie przemyskim lub
jego pobliżu *. Na podstawie przedstawionego na rysunku materiału
możemy stwierdzić, że najbardziej optymalne warunki bioklima tyczne
obserwujemy w Dynowie i Iwoniczu-Zdroju, miejscowościach położo-
nych na zachód i południo-zachód od Przemyśla. Ńa jakość tych noto-
wań duży wpływ ma topograficzne położenie stacji meteorologicznych
w Iwoniczu i Dynowie. ,,Zaciszne" usytuowanie tych stacji powoduje,
że obserwowane prędkości wiatru są znacznie mniejsze niż w sąsied-
nich miejscowTościach, co bezpośrednio wpływa na wzrost wartości
temperatur efektywnych (por. str. 5).
Położenie stacji meteorologicznej w Przemyślu w górnej części łagod-
nie nachylonego zbocza wywiera niewątpliwy wpływ na kształtowanie
się wartości komponentów temperatury efektywnej (duże prędkości
wiatru, mniejsza wilgotność względna niż w sąsiednich miejscowoś-
ciach). Jednak pomimo tego temperatury efektywne obliczone dla Prze-
myśla są stosunkowo wysokie, co świadczy o dobrym klimacie biolo-
gicznie odczuwalnym tego miasta.
Pozostaje to w zgodzie z mapą regionów bioklimatycznych Polski opra-
cowaną przez Gregorczuka (6), gdzie Przemyśl wchodzi w obręb cieplej-
szego obszaru położonego w południowej części kraju i leży niemal na
granicy regionu uprzywilejowanego pod względem bioklimatycznym,
ciągnącego się „od Beskidu Środkowego i Podhala ku południowej czę-
ści Niziny Sandomierskiej oraz ku Bieszczadom" (6).
KLASYFIKACJA WARTOŚCI TEMPERATURY EFEKTYWNEJ
W SKALI ODCZUW ALNOŚCI TERMICZNEJ
W tym celu sporządzono wykresy (rys. 2—7) wyrażające rozpro-
szenie częstotliwości dobowych temperatur efektywnych.
Kwiecień (rys. 2). Temperatura efektywna w zakresie ,,kom-
fortu klimatycznego" w Przemyślu w kwietniu nie wystąpiła. Najwięk-
szy udział, wynoszący aż 27%, miała sytuacja pogodowa określana po-
jęciem ,,bardzo chłodno". Nieco mniejszą częstotliwość wykazały sytua-
cje pogodowe zaklasyfikowane w niższych i wyższych przedziałach
skali, a mianowicie od —5,0° do —10,0°tef oraz od 0,0° do 10,0°tef (po
około 20%). 65
Kwiecień, a także maj (rys. 3) wykazują niewielki udział sytuacji,
których odczucia fizjotermiczne są określane jako ,.nieprzyjemnie zim-
no” (odpowiednio 7,7% i 0,3%).
W maju następuje wyraźny wzrost — o 12% — 20% odczuć cieplnych
w zakresie skali termicznej od 5,0° do 16,5° tef określanych pojęciem
,,świeżo - chłodno” i ,,łagodnie”. Obserwuje się jeszcze znaczny udział
sytuacji pogodowych, których odczucia cieplne definiowały pojęcia
fizjotermiczne ,,bardzo chłodno” i „zimno” (około 20%). W miesiącu
maju pojawiają się po raz pierwszy wartości temperatury efektywnej
w zakresie „komfortu klimatycznego”, choć udział ich jest niewielki
i 'wyniósł tylko 1,3%.
Wg obliczyli autora.
Ryc. 2. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedziałach skali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu w kwietniu.
Ryc. 3. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedziałach skali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu w maju.
W czerwcu (rys. 4) udział wartości w zakresie ,,komfortu klima-
tycznego" wzrasta do 5,6%. Średnio w czerwcu najczęściej występują
sytuacje pogodowe, określane pojęciem „łagodnie"; udział ich wyno-
si 50%. W miesiącu tym podobną częstotliwość (poniżej 1%) wykazują
wartości temperatury efektywnej, których odczucia termiczne określane
są jako „bardzo ciepło" i „bardzo chłodno".
W lipcu (rys. 5) następuje niewielki wzrost udziału najwyższego
zakresu skali (do 1%). W miesiącu tym częstotliwość występowania
temperatury efektywnej w zakresie „komfortu klimatycznego" wynosi
około 17%. Ogólnie w lipcu temperatura nie spada poniżej 0,ltef.
Sierpień (rys. 6) charakteryzuje się mniejszym odsetkiem udziału
temperatury efektywnej, która mieści się w przedziale skali termicznej
określanej pojęciem „ciepło" oraz brakiem sytuacji pogodowych okre-
ślanych jako „bardzo ciepło". W sierpniu nofowano największą często-
tliwość temperatury w zakresie od 10,0° do 16,5°lef.
Ryc. 4. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedzałach skali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu, w czerwcu.
Ryc. 5. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedziałach skali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu w lipcu.
We wrześniu (rys. 7) ponownie pojawiają się sytuacje pogodowe
zaklasyfikowane do niższych przedziałów skali, określanych ,,bardzo
chłodno” i ,,zimno”. W miesiącu tym największy udział temperatur
efektywnych przypadł na przedziały skali odczuwalności cieplnej: ,,ła-
godnie”, ,,świeżo - chłodno” i ,,chłodno”.
Ryc. 6. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedziałach skali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu w sierpniu.
Ryc. 7. Częstotliwość występowania dobowych tempe-
ratur efektywnych w określonych przedziałach SKali od-
czuwalności termicznej w Przemyślu we wrześniu.
W celu przedstawienia przebiegu częstotliwości występowania
temperatur efektywnych w kolejnych miesiącach okresu wiosenno-let-
niego sporządzono wykres (rys. 8). Okazuje się, że okres ten charakte-
ryzuje się najmniejszym odsetkiem temperatur biologicznie odczuwal-
nych określanych ,,bardzo ciepło" i „nieprzyjemnie zimno". Natomiast
w przeciągu całego okresu dominują temperatury efektywne mieszczące
się w środkowej części skali odczuwalności termicznej, obejmującej
pojęcia „łagodnie" (35,8%), „świeżo - chłodno" (28,6%) i „chłodno"
(15,0%). Łączny udział tych sytuacji pogodowych wynosi 79,4%. Mniej
więcej jednakowy udział wykazują sytuacje pogodowe, w których od-
czucia cieplne określają pojęcia „bardzo zimno", „zimno" i „ciepło"
(od 5,0% do 10,0%).
Ryc. 8. Częstotliwość występowania temperatur efek-
tywnych w Przemyślu w nółroczu wiosenno-letnim
(IV—IX).
Nieco szersze tło stosunków bioklimatycznych panujących w Prze-
myślu od kwietnia do września dają mapy izarytm temperatury efek-
tywnej dla Polski opracowane przez Gregorczuka (6).
W kwietniu w Polsce temperatury efektywne wahają się od 0,0° do
—1,0° tefi ale południowa część kraju jest uprzywilejowana i panują tu
wyższe temperatury efektywne o kilka stopni. W maju Przemyśl jest
objęty ,,zatoką ciepła" wchodzącą od Ukrainy, która od końca lata
obejmuje wschodnią i południowo-wschodnią część kraju. Temperatury
efektywne kształtują się przeciętnie o 2° do 6°tef wyżej niż w północ-
nej, północno-zachodniej i północno-wschodniej części Polski. Dopiero
we wrześniu temperatury efektywne w całym kraju układają się na tym
samym poziomie, a nawet są nieco wyższe (o 2°tef) na zachodzie i pół-
noco-zachodzie Polski.
UWAGI KOŃCOWE
1. Z analizy tej wynika, że Przemyśl posiada dobry klimat biologicz-
nie odczuwalny w okresie wiosenno-letnim. Wiąże się to z występowa-
niem przez cały ten okres sytuacji pogodowej określanej pojęciem
,,łagodnie" (ponad 35% częstości wy stępowania tego zakresu skali od-
czuwalności termicznej w okresie kwiecień-wrzesień).
Z analizy materiału wynika ponadto, że ujemne temperatury efek-
tywne występują najczęściej w kwietniu (ponad 50%), a także w maju
(poniżej 20%) i bardzo rzadko w czerwcu (mniej niż 1%). Występowanie
zespołu warunków klimatycznych określanych jako komfort klimatycz-
ny pojawia się w miesiącach od maja do września (maksimum często-
tliwości w lipcu — 15%). Ponadto w lipcu występują wartości tempera-
tury efektywnej zaklasyfikowane w skali odczuwalności termicznej
„bardzo ciepło — parno".
Częstość występowania „komfortu klimatycznego" byłaby dużo
większa, gdyby przyjąć inne granice tej strefy, proponowane przez
Milewskiego (10,0° — 18,0°tef) bądź Marszałka (13,5° — 18,0°tef) (4).
2. Najbardziej korzystnym, w świetle temperatur efektywnych, okre-
sem dla wypoczynku w Przemyślu (m. in. kąpiele w rzece) są: lipiec
i sierpień, charakteryzujące się najlepszymi warunkami bioklimatycz-
nymi, turystykę zaś z powodzeniem można uprawiać także w pozosta-
łych miesiącach okresu wiosenno-letniego (z wyjątkiem kwietnia).
Jak podano w „Przewodniku po Przemyślu i jego okolicach" (1891) (22)
jedną z wielkich przyjemności Przemyśla stanowi rzeka San ..., bo
nie tylko przyczynia się do zdrowotności miasta, lecz w lecie daje
sposobność ... do używania kąpieli tak zbawiennych, że w miesiącach
lipcu i sierpniu jedynie dla kąpieli Sanowych i zdrowego, emanacyami
sosnowymi przesiąkłego powietrza tudzież dla przepięknej okolicy przy-
bywa do Przemyśla wiele osób ...".
3. W Przemyślu obserwujemy ponadto korzystny wpływ lokalnego
klimatu na stosunki zdrowotne miasta. Szczególnie odpowiednie wa-
runki klimatyczne są tu dla chorych na nadciśnienie oraz na serce, jak
też dla wszelkiego rodzaju rekonwalescentów (5).
4. Także atrakcyjne krajobrazowo położenie Przemyśla potwierdza jego
przydatność do pełnienia roli ośrodka wypoczynkowego.
5. Brak jest do tej pory serii obserwacji dotyczących topoklimatu
miasta Przemyśla. Opracowanie tego typu pozwoliłoby na bardziej
wnikliwe omówienie bioklimatu Przemyśla, a także na wyznaczenie
stref, w obrębie samego miasta, o różnych stosunkach bioklimatycz-
nych.
6. Kilkakrotne zmiany położenia stacji meteorologicznej w Przemyślu
(różnice wysokości bezwzględnej od 200,2 m do 250 m npm — obecnie
238,9 m npm) (8, 20) i jej otoczenie uniemożliwiają przeprowadzenie
analiz porównawczych między notowaniami okresu omawianego w ni-
niejszej analizie a notowaniami dawnymi. Dodatkową trudność spra-
wiają wieloletnie częstokroć przerwy w notowaniach, jak również to,
że prowadzono obserwacje nie zawsze tych samych elementów meteo-
rologicznych (8, 20).
BIBLIOGRAFIA
1. M. Cena, M. Gregorczuk: Udział wiatru w ochładzaniu i temperaturze efektyw-
nej na obszarze Polski, „Roczn. Nauk Roln." D-119, 1966, s. 99—118, 1966.
2. M. Cena, M. Gregorczuk: Założenia do opracowania biokłimatu Polski. „Roczn.
Nauk Roln.” D-119, s. 7—31, 1966.
3. M. Cena, M. Gregorczuk: Rozkład temperatur efektywnych Missenarda na obsza-
rze Polski. „Roczn. Nauk Roln.” D-119, s. 169—190, 1966.
4. M. Cena, M. Gregorczuk: Temperatury efektywne w sezonie kąpieliskowym w
Polsce wyznaczone wg skali podstawowej i normalnej. „Roczn. Nauk Roln." D-119,
s. 98—118, 1966.
5. A. Gilewicz, J. Różański. Przemyśl i okolice. Sport i turystyka, Warszawa 1968.
6. M. Gregorczuk: Analiza warunków bioklimatycznych Polski w lalach 1958—1965
w świetle ważniejszych wskaźników kompleksowych. Prace Wrocł. Tow. Nauk., seria
B, nr 155, Wrocław 1971.
7. R. Gumiński: Próba wydzielenia dzielnic rolniczo-kl imały cznych. „Przegl. Meteo.
i Hydrol.” nr 1, s. 7—20, 1948.
8. J. Hanik: O obserwacjach meteorologicznych do 1880 na obszarze ci. Galicji
i Bukowiny. „Przegl. Geofiz.", rocznik V (XII), z. 1, s. 49—71, 1960.
9. G. Hentschel: Die thermischen Empfindugen des Menschen unter nałurlichen
klimatischen Bedingungen. Abhandlungen des Meteorologischen und Hydrologischen
Diensles der DDR, nr 58, (Band VIII), Berlin 1961.
10. G. Hentschel: Graphische Tafeln zur Beurteilung klimatischer Messwerte fur
die Bioklimatologie. Abhandlungen des Meteorologischen und Hydrologischen Dienstes
der DDR, nr 59, (Band VIII), Berlin 1961.
11. Z. Kaczorowska: Klimat lokalny uzdrowisk: Iwonicz, Żegiestów, Szczawnica na
podstawie badań mikróklimatycznych. „Wiadom. Uzdrów, t. IV, z. 1—2, 1961, s. 81—90.
12. S. Klonowicz, S. Kozłowski: Człowiek i środowisko termiczne. PZWL Warsza-
wa 1970.
13. M. Klimaszewski: Z morfologii doliny Sanu. ,,Przegl. Geogr.”, t. XVI, Warsza-
wa 1936, s. 107—132.
14. J. Kossowski: Pogoda bezchmurna w Polsce. „Annales UMCS”, sect. B,
t. XXVIII, Lublin 1972, s. 203—243.
15. T. Kozłowska-Szczęsna: Kilka uwag o bioklimacie Ciechocinka. „Wiadom.
Uzdrów.", t. XI, z. 1—2, 1966, s. 149—155.
IG. S. Liman: Klimat Sudetów i Pogórza Sudeckiego w świetle temperatur efek-
tywnych. Praca niepublikowana w maszynopisie, Łódź 1965.
17. S. Liman: Klimat odczuwalny sezonu letniego uzdrowisk nadmorskich określony
w oparciu o wartości temperatury efektywnej. „Wiadom. Uzdrów.", t. XII, z. 2, 1967,
s. 269—276.
18. A. Malicki: Podział fizjograficzny górnego i środkowego dorzecza Sanu. „Biule-
tyn LTN, sect. D, t. XII, s. 37—43
19. A. Malicki: Jednostki fizjograficzne górnego dorzecza Sanu. „Biblioteka Prze-
myska" t. VI, Tow. Przyjaciół Nauk w Przemyślu, Przemyśl 1973.
20. E. Michna: Klimat Przemyśla. „Roczniki Przemyskie", i Tl, Kraków 1967
s. 245 —320.
21. M. Orłowicz: Ilustrowany przewodnik po Przemyślu i jego okolicach. Zjedno-
czenie Tow. Polskich i Tow. Przyjaciół Nauk w Przemyślu, Lwów 1917.
22. Przewodnik po Przemyślu i jego okolicach. Nakładem i drukiem S. F. Pietkie-
wicza, Przemyśl 1891.
23. G. Seifert: Das Klima der DDR — dargestell durch Eflektivtemperaturen. Zeit.
lur Meteor. 11—12, Berlin 1950.
24. W. Tramp: Medical biometeorology. Amsterdam, London, New York 1963.
25. G. Trybowski: Bioklimat Rabki-Zdroju, ,,Przegl. Geofiz/', t. 111, z. 1, 1958,
s. 9—17.
26. S. Tyczka: Klimat i bioklimat Inowrocławia. ,,Przegl. Geofiz.”, t. IV, z. 1,
1959, s. 39—51.
27. S. Tyczka: Bioklimat Kołobrzegu. ŁTN, „Acta Geogr.”, 18, 1964.
28. S. Wacher: Czy temperatura elektywna jest miarą utraty ciepła? „Wiadom.
Uzdrów.”, t. X, z. 1—2, 1966, s. 85—95.
29. K. Wolski: Przemyśl i okolice. PTTK, oddz. w Przemyślu, Przemyśl 1957.
30. W. Zinkiewicz: Zagadnienie oceanizmu i kontynentalizmu klimatu Polski.
„Annales” UMCS, sect. B, t. VI, 1953, s. 1—61.
MHPW3 jmHMOHT
EKOKJIMMATMHECKKE OTHO1UEH14H IIIIIEMbllllJIH
B CBETE 3<bOEKTWBHblX TEMnEPATYP
B BECEHHEJIETHEE BPEMH
(C o a e p ac a h m e)
B iiacToanjeM paccyjK^eiinn hbtop jjaeT xapaKTepncTHKy GnojiornnecKH
omymaeMoro KjniMaTa nmeMbimaa. BnoKJiMMaT stopo ropowa 6ł»iji onpeflejien na
ocHOBauwn 34>4?KTWBHbix TeMnepaTyp, hto ananiiT KOMiwieKCnoro yxa3aTepa Bjinanna
TeMnepaTypbi u BaasinocTii BO3p,yxa w seTpa na oprann3M nejioseKa. IIOTOMy hto
njunocTpaijna ctommoctm 34xJ>eKTHBHbix TeMnepaTyp Bbipajsena ijM^jpaMM iiMnero
ne rOBopiiT o BM^e CBasannoro chcm TepMnnecKoro omymeHHfi, OT/jejibHbie ctou-
moctm ecp. TeMn. noflannenbi cooTBeTCTyiomeMy flnano3ony niKajibi TepMKHecKoro
ouiymenwa, pa3pa6oTanHoro JIiiManoM no niiHrjiio m raiimejiy.
HacTOBinaa paGoTa Cflejiana na ocHOBaimn peayjibTaTOB n3Mepennfi, cosep-
menbix na MeTeopojiomuecKOK CTaupnii b nmeMbiinae c 1951—1960 rr. MaTepnaa
oxBaTbisaeT Mecaijbi c anpeaa no cenTaSpb BKjnoHUTejibno. 34x£>eKTWBHyio Tewne-
paTypy aBTop onpe^ejiaji na ocHOBannn cpejjnnx cyTOHiibix, a tojkc MecflHHbix
CTOKMOCTeił TeMnepaTypbi BO3nyxa, OTnocMTejibHOfł cbipocTii n cKopocTK BeTpa,
onnpaacb na noMorpaMMy 3an4?epTa.
143 nojiynennoro MaTepnaJia BbrreKaeT, hto OTpimaTejibHbie e4>. tcmh. BbicTy-
naiOT name Bcero b anpejie (Gojiee 50e/o) a tojkc b Mae (nnjKe 20e/o) n tojkc onenb
pe^KO u Mae (nnace 1%). B nepMO^e Becenne-JieTneM BbicrynaeT CKTyauna onpe-
^ejiena nonHTneM „yMepeiiHOfł” noroflbi (Gojiee 35”/o). npe/jeJibi „KJinMaTJiuecKOro
KOiiMcJiopTa” BbicTynaiOT b anajinaMpoBannoM nepno/je c Maa no conTaSpb (MaKcn-
MyM nacTOTbi b inone).
HanGoaee Bbiro^nbiM b cbctc 34><t>eKTHBnbix TeMnepaTyp nepno^OM pa OTflbixa
b nmeMbimae aBJiaiOTca Mecapbi: mojib m asrycT, a TO?xe rnoiib, KOTopbie xapaK-
Tepn3yx)Tca caMOfł BbicoKofi HacTOTofł BbiCTynanna b hhx „KanMaTnnecKoro kom-
4>opTa”, a Tpyn3MOM c ycnexoM mojkho 3aanMaTbca m b ocTaJibiibie Mecaijbi Becenne-
-jieTHero nepno^a (ncKjnonaa anpejib).
o-|4 Maria lutelman łanczont
MARIA LUTELMAN-ŁANCZONT
BIOLOGICAL RELATIONS IN PRZEMYŚL
IN VIEW OF EFECTIVE TEMPERATURES IN THE SPRING —
SUMMER SEASONS
(S u m ni a r y)
The main purpose of this treatise is to characterize the climate biologically
fett in Przemyśl, The bioclimate of this town has been estimated on the basis of
efective temperatures that is the combination of temperaturę and air dampness and
its effects on the human organism. The illustration of efective temperaturę measu-
rements by means of figures does not say a great deal about the connected with
it termie feeling, the measurements have been subscribed to the scales worked out
by Liman according to Yanglou and Hentschel.
This evaluation has been established by using the results of measurements
madę at the Metheorogical Station in Przemyśl in the years 1951—1960. The ma-
teria! considers the months from April to September, inclusice.
From the gathered materiał it is certain that negative tef can mostly be observed
in April (morę than 50 */o) as well as May (less than 20 •/•), and rarely in May
(less than 1 %). During the whole Spring — Summer seasons the weather situation
can be called as moderate (morę Than 35 */o). The region of „climate comfort"
occurs in the analized period from May till September (with a masimum in July).
The best according to efective temperatures, months for holiday — making in
Przemyśl are July and August as well as June, they are characterized by the occurance
of tef in the „climate comfort", tourism can be popularozed in the remaining months
of the Spring — Summer seasons (except April).
FRANCISZEK PERSOWSKI
OFLAG W LUCKENWALDE. FRAGMENT WSPOMNIEŃ
Przerzucani z obozów internowanych oficerów na Węgrzech do
Niemiec z powodu napierającej ofenzywy wojsk radzieckich znaleźliś-
my się w styczniu 1945 r. w Austrii,
Stacja kolejowa Kaisersteinbruch w pobliżu Wiednia była ostatnim
celem naszej podróży. W nocy zalegaliśmy tę małą stacyjkę razem
z żołnierzami niemieckimi, którzy zupełnie nie orientowali się, kim
jesteśmy. Czekano na otwarcie bram obozu. Rankiem sprokurowaliśmy
jakiś wóz na bagaż i pod węgierską eskortą pomaszerowali do obozu.
Parę kobiet znajdujących się w obozie oddzielono wcześniej i wywie-
ziono w nieznanym kierunku. Niektóre z nich, mając znajomych
we Wiedniu, zdołały uciec z transportu, jak nas doszły później wia-
domości. Pierwszą czynnością w obozie była rewizja bagażu. W oba-
wie, aby nie stracić porobionych zapasów, udawało się podrzucić gru-
pie już zrewidowanej część zawartości walizek i w ten sposób uniknąć
konfiskaty. Zdarzyły się również momenty humorystyczne. Jeden z po-
ruczników, sędzia z zawodu, przydybał sobie płat skóry podeszwo-
wej i ukrył ją na brzuchu pod bluzą. Kiedy nachylił się, aby wyłożyć
walizkę na stół, skóra wyprysnęła spod bluzy, a Niemiec tylko ręką
sięgnął i oczywiście skórę skonfiskował. Ja straciłem jedynie torbę
oficerską.
Baraki pełne były żołnierzy radzieckich. Był to obóz przejściowy
zastawiony pryczami z siennikami z -woliną. Wikt składał się z dwu-
krotnie rano i wieczorem podawanej zabarwionej wody, większej
kromki chleba i zupy obiadowej o niewiadomej zawartości. Od głodu
ratować się można było uchowaną słoniną i skromnym zapasem przy-
wiezionego chleba. Mimo to i tu zorganizowano chór, który śpiewem
umilał oczekiwanie dalszych losów. Kończyły się zapasy, zaczęło do-
skwierać zimno. Umywalnie znajdowały się prawie na polu, więc
i mycie było ograniczone wobec panujących mrozów. Pobyt w tym
obozie trwał około dziesięć dni i znowu nastąpił pamiętny transport
do Luckenwalde na południe od Berlina.
Pewnego dnia, około 10 stycznia po południu, zaczęliśmy opuszczać
baraki z walizkami w rękach wśród wielkiej śnieżycy. Był wśród nas
lekarz dentysta Dręgowicz, chory na cukrzycę, który na Węgrzech
sam sobie prowadził kuchnię. Zdołał zgromadzić sporo tobołów i waliz,
których oczywiście sam unieść nie mógł, a Niemcy nie zezwolili na
pomoc. Na środku drogi usiadł na tej górze bagażu, przedstawiając ża-
łosny widok. Przepędzono go jednak, a cały bagaż pozostał. Po kopnym
śniegu dotarliśmy do towarowych wagonów, wszystkie walizki wrzu-
cano do osobowego wagonu, a nas ładowano po kilkudziesięciu do
poszczególnych wagonów, w których znajdowały się jedynie dwie
wiązki słomy. Miejsca było jedynie tyle, że gdy jeden z nas chciał
usiąść, jego sąsiad musiał stać. W ten sposób mienialiśmy się co dwie
godziny, a podróż trwała dziesięć dni. Trafiłem do żelaznego wagonu,
w którym ratowałem się przed przymarznięciem do podłogi, podkła-
dając pod nogi plecak z kocem, a od żelaznej ściany izolując się za-
chowanym szczęśliwie ukrytym pod narzutką futrem. Zaopatrzono nas
jedynie w puszkę sera i kawałek chleba. Pozbawieni byliśmy zupełnie
wody, a drzwi wagonu były zaryglowane. Jakoś wywiercono w nich
otwór i w czasie jazdy łapano puszką ze sera przywiązana na sznurku
śnieg, aby trochę zaspokoić pragnienie. Nie dawało to jednak więk-
szych rezultatów. Zaspokajanie potrzeb fizjologicznych do wspólnego
wiadra wywoływało sprzeciwy wobec zanieczyszczania i tak gęstego
powietrza. Po czterech dniach otworzono po raz pierwszy wagony
w Zwickau w Saksonii, podano gorącą zupę, a raczej kaszę, która
smakowała jak najwykwitniejszy przysmak. Wtedy rozpoznano w ko-
mendancie transportu łódzkiego Niemca w mundurze oficera niemiec-
kiego. W czasie podróży zmarł chory dentysta. Nerwy zaczynały od-
mawiać posłuszeństwa, niektórzy wpadli w histeryczne wybuchy. Ruch
pociągu powodował, że stojący obok siebie ciągle się potrącali, co
powodowało swoiste urazy. Po kilku dniach dotarliśmy na miejsce
przeznaczenia. Był to już obóz oficerski o różnym składzie narodo-
wościowym. Przebywali tu Anglicy, Amerykanie, Francuzi, Włosi,
Jugosłowianie, Norwegowie oraz Rosjanie.
Kiedy nas rankiem wprowadzono, zaczęło się znowu od rewizji,
po czym miała nastąpić kąpiel. Przy wyładowywaniu z pociągu musiał
każdy chwytać walizkę bez względu na to, czyją ona była, stąd właści-
ciele poszukiwali je długo potem. Najważniejszym problemem stało
się zdobycie wody. Zarośnięci i brudni zgromadziliśmy się w przej-
ściowym baraku. Odczułem nieodpartą potrzebę ogolenia się, po czym
jakoś lepiej się poczułem. Zanim wszyscy zdążyli przejść przez kąpiel
natryskową, zrobiło się ciemno, musieliśmy więc noc przeczekać w tym-
że baraku kąpielowym. Hala z betonową posadzką, bez jakiegokol-
wiek stołka czy ławki, nadawała się po wyjściu z ciepłej kąpieli przy
panującym mrozie, jako doskonale przygotowanie na łono Abrahama.
Zwinięty w kłębek na plecaku i walizce przeczekałem jakoś tę noc,
aby rano znaleźć się w baraku mieszkalnym. Trzypiętrowe, gęsto
ustawione prycze z siennikami napchanymi wiórami drzewnymi i, wy-
daje się, z dwoma prześcieradłami miały służyć za stałe legowisko.
Za przykrycie służył koc, uzupełniony własnym i narzucanym pota-
jemnie futrem. Między ścianą z oknami a kojami pryczowymi stały
stoły żołnierskie i ławy oraz piec opalany skąpo brykietami. Wikt
składał się z dwukrotnie na dzień podawanej herbaty, bardzo moczo-
pędnej, i zupy, chyba z pokrzywy, zielonej i gorzkiej, w której pły-
wały nieliczne wlókienka, chyba końskiego, mięsa oraz paru kartofli
nie obieranych. Porcja dziennego chleba wynosiła nie więcej jak 200
gr. Przy podziale ważyło się chleb na specjalnie skonstruowanych wa-
gach, aby nikogo nie skrzywrdzić. Głód dawał się coraz bardziej we
znaki. Z zupy można było wypić jej płynną część, a z trzech kartofli
trzeba było część przechować na kolację i przygrzać na piecu z ka-
wałkiem skąpo przydzielanej margaryny. Niektórzy zbierali obierzyny
z kartofli i na nich sporządzali wieczorną zupę. Drobne nawet za-
draśnięcia nie chciały się goić. Podróż pociągnęła za sobą dalsze ofia-
ry. Dwu oficerów zmarło w szpitalu obozowym na zapalenie płuc.
Jednym z nich był sędzia Krysa, sąsiad z obozu w Gyoer. Pozwolono
małej delegacji wziąć udział w pogrzebie.
Obóz, jak wspomniałem, składał się z różnych grup narodowościo-
wych. Ponieważ część naszych wysłano do specjalnego obozu pol-
skiego, nas pozostałych włączono do grupy baraków lotników angiel-
skich i amerykańskich. Narożem graniczył ten zespół baraków z bara-
kami Norwegów, wśród których znajdował się również naczelny wódz
armii norweskiej. Polacy zajmowali jedynie dwa baraki. Współmiesz-
kanie z Anglikami miało swoje dodatnie następstwa. Przypomnę, że
w ostatnim okresie węgierskim przebywał w obozie generał Troja-
nowski. Gdy znaleźliśmy się w Niemczach, został on wywołany i wię-
cej nie wrócił, prawdopodobnie zginął. To samo spotkało porucznika
Jakubowskiego.
Na apelach stawali również dwaj generałowie włoscy, a jeden
z nich był komendantem Rzymu. Apele odbywały się w barakach lub
na dziedzińcu, a żołnierze niemieccy przeszukiwali prycze, obliczano
obecnych i na tym się kończyły. Brak jakichkolwiek zajęć, możność
przechadzki tylko w obrębie sekcji obozowej, wzmagający się głód
stwarzały podłoże do bardzo ujemnych nastrojów. Przez pierwszy mie-
siąc nie otrzymaliśmy żadnych paczek żywnościowych, mimo że je-
niecki starszy obozu, pułkownik angielski, domagał się przydziału dla
nas jako sojuszników amerykańskich paczek z Czerwonego Krzyża.
Niemcy odmawiali.
W tym trudnym położeniu pierwsi przyszli nam z pomocą Norwe-
gowie, otrzymujący paczki norweskie, szwedzkie i, zdaje się, holen-
derskie. Pierwsze otrzymane paczki dzielone między cztery osoby choć
cenne, miały na razie raczej jedynie znaczenie symboliczne. Aby się
jakoś zrewanżować, postanowiliśmy udać się do Norwegów z koncer-
tem wokalnym. Ułożono program polsko-norweski. Jednym z utworów
programu było zaadaptowanie na chór pieśni Solwegi z Per Gynta
Griega. Napisałem do tej arii aktualny tekst polski, a inne z progra-
mowych pieśni były już polskimi pieśniami żołnierskimi. Po krótkim
oporze Niemcy zgodzili się na te odwiedziny. Cały program w nutach
wręczono potem na pamiątkę naczelnemu dowódcy armii norweskiej.
Z kolei i Norwegowie zagościli do naszego baraku ze swoim chórem,
który nazywali seminaryjnym, gdyż przedtem obozowali w budynku
jakiegoś seminarium. Pieśni ich w brzmieniu muzycznym przypomina-
ły mi swymi melodiami pieśni alpejskie. Norwegowie to ludzie niezbyt
wysocy, o rudawych włosach. Wszyscy posługują się poza norweskim
językiem angielskim. Ta zadzierżgnięta przyjaźń miała i później je-
szcze swoje następstwa.
Po długich ociąganiach się Niemcy dopuścili i nas do przydziału
paczek amerykańskich, sytuacja żywnościowa poprawiła się więc bar-
dzo wydatnie, chociaż pozwolono jedynie na trzy paczki miesięcznie
w stosunku do czterech, jakie otrzymywali Anglicy czy Amerykanie.
Zawartość ich była niezmiernie cenną. Najważniejszym produktem
było sproszkowane mleko, puszeczka doskonałej kawy, rodzynki, su-
szone śliwki, dżemy, keksy, konserwa mięsna, najczęściej mielona
szynka, często sardynki i papierosy. Można wieć było mieć formalną
ucztę, wzmacniając szczególnie ranne i wieczorne posiłki.
Z wiosną zaczęto otaczać obóz wielkimi namiotami, w których
mieszkali Amerykanie przeniesieni tu z Żagania na Śląsku. Od nich
nauczyliśmy się wykonywać z puszek konserwowych różnej wielkości
przemyślne kuchenki, opalane właściwie gazem, otrzymywanym z dro-
bnych płonących w kominku trzaseczek, a nawet skrawków tektury.
Brak narzędzi zastępował scyzoryk, obcęgi i nożyczki. Szczególnie
obcęgi trzeba było ukrywać, aby nie uległy konfiskacie.
Jak każdy obóz i nasz był strzeżony posterunkami i wieżami
wartowniczymi, całym systemem drutów kolczastych pod napięciem.
O zmroku nie wolno już było opuszczać baraku, mimo że ustępy znaj-
dowały się w odrębnym odległym dość baraku, co stwarzało pewne
kłopoty. Tęsknota za jakimś kulturalniejszym życiem skłoniła do zmaj-
strowania z puszek konserwowych całego nakrycia stołowego, złożo-
nego z imbryka, filiżanki, tacy i talerzyków, wszystko z białej blachy
ze złoconymi krawędziami, gdyż puszki były wewnątrz złocone. Z całą
tą zastawą zasiadałem rano do stołu, podczas gdy inni używali jedynie
menażek. Była to swojego rodzaju satysfakcja. Zbliżała się wiosna.
Naloty na Berlin były coraz częstsze, a eskadry przelatywały nad
obozem, do okna nie wolno było się zbliżać, światła były pogaszone.
Ale pod osłoną ściany baraku można było oglądać cały ten spektakl,
gdyż odległość obozu od Berlina wynosiła w linii powietrznej nie wię-
cej jak 50 km. Widzieliśmy oznaczanie celów bombardowań przez do-
wódców, słyszeli odgłosy eksplodujących bomb.
Niemcy byli coraz bardziej zdenerwowani, a wśród żołnierzy
znajdowali się ludzie, z którymi można się było dogadać. Za papie-
rosy gotowi byli wszystkiego dostarczyć. Ten moment wykorzystali
Anglicy i w obozie znalazł się aparat radiowy, podobno za 20 tysięcy
papierosów, złożonych przez jeńców drogą dobrowolnego podatku.
Przed wieczorem zjawił się u nas w baraku Polak z armii amerykań-
skiej i dostarczał najnowszych wiadomości radiowych. Postępy armii
radzieckiej i posuwanie się aliantów, szczególnie od lutego, zbliżało się
coraz bardziej do terenu wojny. I znowu powiększyłem mapkę atlasu
i wywiesiłem ją w baraku. Dziwiłem się nawet, że nie następowała
żadna reakcja. Komendantem naszej sekcji był major lotnictwa, dość
spokojny, za to jego zastępca, Brandenburczyk, z trudnością utrzymy-
wał spokój, a podoficerskie pieski naszczekiwały w czasie apeli.
Okres wielkanocny podniecił do przygotowania jakiegoś uroczy-
stego posiłku. Skłoniłem czterech kolegów do spółki. Każdy z uczestni-
ków wnosił do spółki część konserwy mielonej wieprzowiny, jednego
kartofla i keksa, nieco kawy i dżemu. Specjalnie skonstruowany pie-
cyk posłużył do wypieczenia mikroskopijnego torcika z keksów, tłu-
szczu z orzeszków ziemnych i dżemu. Nasza uczta składała się z ro-
dzaju kotlecików z talarkami z kartofli, kompotu ze śliwek, porcji
torcika, którego całość nie była większa od większego zegarka ręcz-
nego i czarnej kawy. Ukoronowaniem uczty był krótki brydż.
Sprawa jedzenia była, szczególnie w pierwszym miesiącu, jedy-
nym tematem rozmów. Każdy przypominał sobie jakieś potrawy, byli
tacy, którzy układali nawet książki kucharskie, inni obiecywali sobie
hodować świnie, aby mieć własne mięso i najeść się do syta. Jeden
z poruczników pochodzący z Wileńszczyzny rozpływał się przede mną
nad smakowitością potraw wileńskich i zapraszał mnie oo wojnie do
siebie. Współobozowanie z Anglikami i Amerykanami miało swoje
dobre strony. Można było zaopatrzyć się w koszule lotnicze. Obiegową
monetą były papierosy, dogodną przede wszystkim dla niepalących.
Amerykanie poszukiwali szczególnie chętnie tłuszczu z orzeszków
ziemnych. Oferowano też pewne przedmioty za mleko, tylko nie było
śmiałków pozbywania się tego podstawowego pożywienia. W pacz-
kach był także cukier, ale mała jego ilość nie zaspokajała potrzeb
dlatego poszukiwano sacharyny. Na tym tle dochodziło do wymiany
z Norwegami. Między naszymi sekcjami patrolował posterunek, kiedy
wracał i plecami odwiócony był do Norwegów, rzucano paczuszki
w obie strony. Niektóre z nich spoczęły niestety na dachu baraku nor-
weskiego.
Wypadło mi raz pójść do wizyty lekarskiej po okulary. Przywie-
ziono wtedy do szpitala jeńców radzieckich. Stłoczeni na wozie wy-
glądali jak mary, widocznie pozostawali na obozowym jedynie wikcie.
Zbliżanie się od zachodu wojsk alianckich wypatrywali Anglicy
i Amerykanie z pagórka, a nawet dachu budynku ustępów.
Nie pamiętam daty wyzwolenia. W tym dniu jednak odbył się
o godzinie 9 rano normalny apel, mimo że kanonada zbliżała się do
obozu. Zapewniano nas o bezpieczeństwie obozu, Niemcy uszli około
11 godziny, a we wczesnych godzinach popołudniowych zjawili się
w obozie przedstawiciele armii radzieckiej. Cały obóz obwieszony był
na zewnątrz białymi prześcieradłami, gdy walki toczyły się jeszcze
dokoła, a w pobliżu znajdował się poligon artyleryjski.
Główną komendę obozu przejęli Anglicy wywieszając na budyn-
kach komendantury odpowiednią tablicę. Wkrótce objął komendę obo-
zu radziecki major a posterunki niemieckie, z wyjątkiem wież straż-
niczych, zastąpili uzbrojeni w karabiny Jugosłowianie. Wewnątrz obo-
zu można się było swobodnie poruszać, pozrywano druty kolczaste,
oddzielające poszczególne sekcje baraków i wtedy zaczęły się wędrów-
ki w tej wieży bąbel. Na krótko poprawił się wikt, gdy frontowe od-
działy radzieckie przebywały w pobliżu obozu, potem trzeba było
własnym przemysłem uzupełniać zaopatrzenie. Jugosławianie, posia-
dając broń, urządzali w okolicznych lasach polowania na sarny. Pró-
bowałem nawet ze zdobytej mąki upiec chleb w miskach obozowych,
ale prócz skórki środek pozostał surowy. Pewnego dnia po wyzwole-
niu zjawił się w komendzie obozu pułkownik radziecki i wydał pole-
cenie naszemu starszemu obozu formowanie oddziałów według spec-
jalności i przygotowanie się do marszu na Berlin. Żałosne to byłyby
oddziały, co można było stwierdzić w czasie kąpieli, pozwalającej
widzieć te wychudłe ciała przeważnie starszych osobników. Starszy
obozu wykonał rozkaz, ale i na tym się skończyło. Widocznie była
to indywidualna inicjatywa tego puikowmika.
Dnia 9 maja urządzili Francuzi na jednym z placów obozowych
uroczyste nabożeństwo. Na podwyższeniu wystawiono ołtarz z wyso-
kim krzyżem. Poszczególne katolickie narodowości ustawiły się
w czworoboku i odśpiewały w swym jeżyku pieśń maryjną. Swoboda
była coraz większa, można było pójść do miasta Luckenwalde, space-
rować po okolicznych lasach. Miasto było prawie wymarłe, pozostali
jedynie starzy, ale pod obóz zaczęły podchodzić nieliczne dziewczęta
niemieckie szukając chleba, a oferując w zamian siebie. W obawie
przed skutkami takiej wymiany, urządziła komenda radziecka formalne
polowanie po lasach, aby je przepędzić, chociaż nie na wiele się to
przydało.
Wyprawy do miasta były właściwie bezcelowe, ale czasem można
było coś załatwić. Miałem w kieszeni receptę na okulary, w mieście
odnalazłem optyka, ale nie miałem żadnych pieniędzy, aby mu za-
płacić. Parę węgierskich penge oddałem przy wejściu do obozu, gdyż
nie mógłbym z nich korzystać. W obozie można było kupować na
podstawie karty obozowej, ale poza jakąś ziołową przyprawą do zup
w kantynie niczego nie było. W jakiś sposób zdobyłem dwie marki
niemieckie i one wraz z kawałkiem chleba i garścią machorki posłuży-
ły jako zapłata za okulary. Zaczęto przeszukiwać kancelarie obozowe,
wydobywano karty ewidencyjne i rozdawano je. Posiadam ją do dziś.
Gdy przybywaliśmy do obozu, odbierano ubrania cywilne, dostarcza-
jąc zielonkawych mundurów z jenieckimi numerami na plecach. Udało
mi się wówczas przemycić ubranie chowane skrzętnie pod siennikiem,
narzutkę natomiast zabrano do magazynu. Teraz opróżniano magazy-
ny, ale zdążyłem odnaleźć jedynie jakąś inną gorszą, a trzeba było
myśleć o jakimś przyodziewku na początek życia cywilnego.
Zaczynała się ewakuacja obozu. Namioty Amerykanów pozosta-
wione po ich odjeździe pełne były rozmaitego łupu, nie wyłączając
aparatów radiowych. Z całego kramu przydyoałem sobie młynek do
kawy. Ta niepozorna i zdawałoby się głupia zdobycz przydała się
jednak. Palony jęczmień mielony na młynku dawał dobrą, jak na wa-
runki obozowe, kawę zbożową, co więcej, służył i innym kolegom.
Ewakuacja objęła różne narodowości. Niektórzy z naszych próbowali
przyczepić się do Anglików czy Francuzów. Ci pierwsi godzili się po-
zornie, ale w chwili odjazdu pozostawiali amatorów na lodzie. Ewa-
kuowali się również Norwegowie, nasi najbliżsi sąsiedzi. Gdy pewnego
dnia znalazłem się w pobliżu ich baraku, nodszedł do mnie jeden z ofi-
cerów z zapytaniem, czy jestem Polakiem, po czym wręczył mi dla ko-
legów cały zapas żywności, jaki mu pozostawał. To samo robili i inni,
umacniając w ten sposób nawiązaną nić przyjaźni. Wszystkie transpor-
ty odchodziły ciężarowymi autami, nas zatrzymywano do chwili uru-
chomienia pociągu do Berlina. Ale byli i tacy, którzy wybierali się
małymi grupKemi, zdobywszy jakiś wóz i konie. Okolice nie były je-
szcze zupełnie oczyszczone i mimo kapitulacji można było natknąć
się na drobne luźne oddziały niemieckie. To jednak nie zrażało.
Do obozu zaczęła napływać radziecka ludność cywilna, wywie-
ziona na roboty. Obóz stawał się punktem zbornym do repatriacji.
Swoboda poruszania się pozwoliła również na zadbanie o higienę oso-
bistą. Na przedmieściu Luckenwalde znajdowała się kolonia domków
jednorodzinnych, komfortowo urządzonych z ogródkami zaopatrzony-
mi w wodotryski. Były to mieszkania robotnicze, a Niemka chwaliła
się, że mają to do zawdzięczenia Hitlerowi. Brała nas za Holendrów.
Mogliśmy skorzystać z łazienki.
Poszukiwanie żywności doprowadziło do innych kontaktów. W la-
sach napotkaliśmy cały transport ewakuowanych z jakiegoś niemiec-
kiego folwarku obywateli radzieckich z pełnymi dobytku, wysoko na-
ładowanymi wozami. Nawiązaliśmy indywidualną rozmowę z jednym
z eskortujących żołnierzy radzieckich w sprawie żywności. Obiecał
w tajemnicy, że na drugi dzień coś skombinuje. I rzeczywiście następ-
nego dnia otrzymaliśmy garnek smalcu, co dla naszego małego ze-
społu było wielką pomocą.
Komendant radziecki zezwalał na repatriację w małych grupach.
Trzeba się było zaopatrzyć w jakiś środek transportu bagażu. Były
nim małe ręczne wózki, ale i tych zaczynało braknąć. W lesie znaleź-
liśmy porzuconą bryczkę, a rozmontowana na dwie części mogła słu-
żyć jako dwukółka transportowa. Wprawdzie bagażu nie było zbyt
wiele, ale zbiorowo tworzył on dość duże obciążenie. Odnalazł się
jednak właściciel czy amator bryczki i zaoferował nam w zamian mały
wózek. W czasie jednej z wędiówek po obozie zauważyłem w rejonie
zbornym repatriantów, na stosie rzeczy, czerwono-czarny wełniak,
poprosiłem i otrzymałem go przez siatkę. Przytroczony do walizki wy-
datnie obciążył bagaż, ale w kraju stał się jednym elementem dekora-
cyjnym mieszkania.
Wyruszyliśmy wreszcie w piątkę na stację w Luckenwalde, skąd
pociągi odchodziły do Berlina. Była już chyba połowa czerwca. Wózek
przytwierdziliśmy do lokomotywy i ruszyli do Berlina. Około południa
przybyliśmy na przedmieście Teltow, a dalej trzeba było przejść pie-
chotą przez Berlin, aby dostać się na dworzec Friedrichsbanhof. Dziel-
nice południowe wykazywały niewielkie zniszczenie. Mijaliśmy lot-
nisko Tempelhof i doszli do dzielnicy Treptow. Tu zdarzyła się nad
kanałem katastrofa. Kółka wózka połamały się i stanęliśmy bezradni
Po przebyciu sporej odległości pozostawał jeszcze szmat drogi. Ruszy-
liśmy na poszukiwania i udało się u jakiegoś robotnika pożyczyć wó-
zek, ale ofiarował się jechac z nami. Dopiero około dziesiątej wieczo-
rem dotarliśmy do dworca całego w gruzach. Była juz godzina policyj-
na i towarzysz nasz musiał niewątpliwie czekać do rana. Za pomoc
otrzymał jedynie kawałek chleba i trochę machorki.
Czekaliśmy na peronie dworca na jakąś okazję dalszego transpor-
tu. Nie było to łatwe. Po paru godzinach zajechał na peron ewakua-
cyjny pociąg towarowy wiozący jakąś fabrykę. Komendant transportu
zgodził się po pewnych wahaniach przyjąć nas, zajęliśmy więc miejsca
na otwartych lorach wśród różnych narzędzi. Nie pamiętam, jak długo
trwała podróż, pogoda dopisywała, więc brak dachu nad głową nie
dokuczał. Po drodze gotowaliśmy w czasie postojów jakieś posiłki, ale
zdarzył się również przykry wypadek. Jeden z kolegów został w nocy
okradziony z całego swego majątku, to jest skromnej walizki, a po-
nieważ pochodził ze wschodu, pozostał jedynie w tym, co miał na
sobie. Dłuższy postój nastąpił we Frankfurcie nad Odrą, zupełnie zni-
szczonym, wreszcie dobiliśmy do Poznania. Stąd nasze drogi rozcho-
dziły się. W Poznaniu otrzymaliśmy wsparcie z Czerwonego Krzyża
w wysokości 100 złotych, już z piastowskim orłem, i nieco żywności.
II. MISCELLANEA
JERZY PIÓRECKI
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA
DRZEW I KRZEWÓW OBCEGO POCHODZENIA
W OGRODACH ZABYTKOWYCH NA OBSZARZE
POLSKI POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ
W związku z gwałtownym zmniejszaniem się liczby ogrodów za-
bytkowych oraz zniekształcaniem w istniejących ogrodach układów
przestrzennych o znaczeniu historycznym celowe było przeprowadzenie
w nich inwentaryzacji przyrodniczej. Inwentaryzacją objęto ogrody za-
bytkowe na terenie Polski południowo-wschodniej (1965—1975). Mate-
riały te wzbogacają historię introdukcji drzew obcego pochodzenia
w Polsce, jakkolwiek są one niepełne zarówno z powodu trudności
ich odnalezienia na tak rozległym terenie, jak również z tego powodu,
iż wiele z nich nie zachowało się do czasów współczesnych. Duża liczba
drzew obcego pochodzenia uległa zniszczeniu w okresie ostatnich dwóch
wojen światowych. Wiele danych spoczywa jeszcze w archiwach,
w tzw. aktach dworskich, z których przebadano zaledwie kilka przy
wykonywaniu studiów historycznych dla zespołów pałacowo- ogrodo-
wych (Bolestraszyce, Dubiecko, Krasiczyn, Łańcut, Medyka, Przeworsk,
Sieniawa). Dla historii introdukcji drzew obcego pochodzenia posiada-
ją one nadal duże znaczenie, ponieważ dostarczają danych do historii
krajowego szkółkarsiwa, hodowli i pochodzenia cennych gatunków
drzew, niekiedy na stałe zadomowionych we florze polskiej.
Rozległość obszarów leśnych zachowanych na terenie Polski po-
łudniowo - wschodniej, zwłaszcza drzew pomnikowych w Karpatach,
przesłania występowanie tu wielu interesujących drzew obcego pocho-
dzenia. Skąpe są również wiadomości o nich w literaturze naukowej,
choć wiadomo jest, iż w drugiej połowie XVIII stulecia pojawiły się
we florze ogrodowej w Łańcucie, Medyce, Zarzeczu, Sieniawie, Du-
biecku, Krasiczynie, Dzikowie, Chorzelowie, Pełkiniach, Jabłonce.
Współczesne rozmieszczenie i liczebność drzew obcego pochodzenia
przedstawiono na ryc. 13 i w tab- 1. Nie odzwierciedlają one optymal-
nego ich występowania z drugiej połowy XIX w. i z końca lat czter-
dziestych XX w., ponieważ w dwóch wojnach światowych wyginęło
wiele gatunków drzew obcego pochodzenia lub uległy całkowitemu
zniszczeniu założenia ogrodowe. Jak się wyda je, najmniej szkód wy-
wołanych jest czynnikami klimatycznymi. Na niektórych siedliskach,
np. na Lessowym Progu Przykarpackim lub w dolinie Sanu szybkie
starzenie się gatunków spowodowane jest żyznością siedlisk. Bez opra-
cowania źródeł i przekazów historycznych, a tylko na podstawie ma-
teriałów terenowych nie jesteśmy dziś w stanie odtworzyć liczebności
ich występowania. Duża liczba drzew wyginęła na skutek zmiany sto-
sunków wodnych w glebie lub likwidacji dawnych układów hydrolo-
gicznych. Od wielu lat obserwuje się obumieranie wierzchołkowych
partii drzew, zwłaszcza platanów i lip w Medyce, Grębowie, Hurku,
Bachórcu, Sieniawie. Niektóre gatunki zostały wyniszczone z uwagi
na dużą wartość ich drewna (Juglans nigra). Z wyjątkiem pojedyn-
czych przypadków nie prowadzono szczegółowej pielęgnacji i konser-
wacji drzew uszkodzonych, jakkolwiek zabiegi konserwatorskie prze-
prowadzano na drzewach już w drugiej porowie XIX w.
Znamienne jest wvstępowanie w kompozycjach roślinnych gatun-
ków obcego pochodzenia, najczęściej bowiem eksponowane są one na
otwartych przestrzeniach lub w najbliższym otoczeniu dworu, gazonu
lub podjazdu pod dwór. Na obrzeżach zaś w większych skupieniach
wysadzano w formie otuliny sosnę wejmutkę, sosnę czarną.
PRZEGLĄD GATUNKÓW DRZEW I KRZEWÓW
OBCEGO POCHODZENIA
GROMADA I — GYMNOSPERMATOPHYTA — NAGOZALĄtKOWE
RODZINA GINKGOACEAE - MIŁORZĘBOWATE
Ginkgo biloba L. — miłorząb japoński, (tab. 1, ryc. 13). Najstarsze
okazy miłorzębu wysadzane były pod koniec XVII w. w Łańcucie
i Medyce. Najokazalsze zaś drzewa rosną w Łańcucie, Dzikowie - Tarno-
brzegu (ryc. 1), Pawłosiowie (ryc. 2). W Medyce jeden z najstarszych
okazów wycięty został w 1940 roku, podobnie jak w Kalnikowie. Je-
den okaz żeński rośnie w Stubnie pod Przemyślem.
RODZINA PINACEAE - SOSNOWATE
Abies nordmanniana Spach — jodła kaukaska: Miłocin pod Rze-
szowem, Grębów, Sieniawa, Siennów, Jabłonka, Ropica Dolna, Wybrze-
że, Łańcut, Julin, Huta Komorowska.
Abies balsamea Mili. — jodła balsamiczna: Łańcut, Wojsław, Cha-
rzewice, Chorzelów, Julin, Siennów, Krasiczyn, Bolestraszyce, Medyka
(wycięte), Huta Komorowska.
Abies concolor Lindl. — jodła jednobarwna (kalifornijska): Cha-
rzewice, Rzeszów - Staromieście, Łańcut, Julin, Siennów, Grębów.
1 Materiały zielnikowe z inwentaryzacji terenowej przechowywane są w Zakła-
dzie Fizjografii i Arboretnm Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu. W tab. 1
Żtfmie,szczano wykaz najcz.ęście’ v.ystępuiących lub rzadkich gatunków drzew obcego
pochodzenia, a rozmieszczeń.’e ich według miejscowości podano na ryc. 13.
Pseudo! suga taxifolia Britt. — daglezja. Do połowy XX w. dość
rozpowszechniona, współcześnie występująca bardzo rzadko: najstarsze
okazy rosną w Krasiczynie, Pełkiniach, Wysocku, Nienadowej, Siarach,
Ropicy Dolnej, Hucie Komorowskiej, Wilkowicach, Dzikowie, Wojsła-
wiu, Rzemieniu. Rozpowszechniona w lasach Pogórza Przemyskiego
(ze szkółek leśnych z Krasiczyna).
Tsuga canadensis Carr. — choina kanadyjska (tab. 1, ryc. 13).
Największe, okazy: Pełkinie, Krasiczyn, Łańcut, Julin, Grębów, Zagórza-
ny pod Gorlicami.
Picea pungens Engelm. — świerk kłujący. Licznie rozpowszechnio-
ny, najstarsze okazy pochodzą zapewne z przełomu XIX i XX stulecia.
Najokazalsze (w licznych odmianach var.Glauca, P.canadensis, P.alba):
Krasiczyn, Pełkinie, Siedliska pod Jasłem, Dzików - Tarnobrzeg, Grębów,
Charzewice, Łańcut, Jarosław - Głębokie, Siary, Łąka, Łączki Kuchar-
skie, Stubno, Tryńcza, Julin, Jabłonka, Rzemień, Rzeszów - Staromieście,
Zbydniów, Wysock, Krzeczowice, Horyniec, Hadle Szklarskie, Lipnik,
Rudołowice, Wybrzeże, Średnia Wieś. Nadto rozpowszechniony w mia-
stach: Przeworsku, Jarosławiu, Brzozowie, Przemyślu.
Larix leptolepis Gord — modrzew japoński: Przemyśl (ul. Grun-
waldzka), Rudołowice, Kidałowice, Julin.
Pinus cembra var. sibirica Loud. — sosna limba odm. syberyjska.
Okazałe drzewo, jedno tylko na terenie Polski południowej, rośnie
w Sieniawie przed apteką (obficie owocujące). Sosna limba rośnie
w Pełkiniach (trzy okazy), Bolestraszycach, Jabłonce, Stubnie.
Pinus strobus L. — sosna wejmutka (tab. 1, ryc. 13). Licznie roz-
powszechniona, największe skupiska: Huta Komorowska, Bieliny, Miel-
nów, Krasiczyn (obwód 350 cm), nadto rozpowszechniona w lasach
Poaórza Przemyskiego (pierwsze szkółki o charakterze leśnym założone
były przez Sapiehów w drugiej połowie XIX w.).
Pinus nigra Am. — sosna czarna (tab. 1, ryc. 13). Największe drze-
wa: Stubno, Wojsław, Wacławice, Przecław, Miłocin.
Pinus banksiana Lamb. — sosna Banksa. Duże skupienie rośnie
w Wojsławiu oraz w Hucie Komorowskiej; do niedawna występowała
w Wysocku, Rudzie Różanieckiej, nadto w Rzeszowie - Staromieściu.
Pinus rigida Mili. — sosna smołowa: Żyznów, Dzikowiec, Julin,
Huta Komorowska.
Pinus griffithii Mcclell. — sosna himalajska rośnie tylko w Grę-
bowie i Hucie Komorowskiej; do niedawna występowała w Wysocku.
Pinus ponderosa Dongi, — sosna żółta rośnie tylko w Grębowie.
RODZINA TAXODIACEAE - CYPRYŚNIKOWATE
Taxodium distichum Rich. — cypryśnik błotny. Na obszarze Polski
południowej rośnie tylko dziewięć drzew (ryc. 13); największe w Krasi-
czynie, nadto w Zarzeczu (240, 180 cm), Lipniku (140 cm), Hucie Komo-
rowskiej (130 cm, ryc. 3), Pełkiniach (140 cm); w Bolestraszycach wy-
sadzono dwa okazy pochodzące z Rogowa (1980, 1981 r.).
Metasequoia glyptostroboides Hu et Cheng — metasekwoja chiń-
ska. Niedawno (1978—1980) wysadzono trzy okazy w Bolestraszycach
pochodzące z Ogrodu Botanicznego UMCS w Lublinie i z Arboretum
w Rogowie.
RODZINA CUPRESSACEAE - CYPRYSOWATE
Thuja occidentalis L. — żywotnik zachodni2. Rozpowszechniony
w wielu ogrodach i miastach; najstarsze okazy: Medyka (koniec
XVIII w.), Jabłonka (obw. 240 cm), Wapowce (obw. 260 cm, wyniszczo-
ny w połowie XX w.), Roźwienica. W licznych odmianach rozpowszech-
niony w Krasiczynie (pozostałość dawnych szkółek i zadrzewień osło-
nowych). Nadto rośnie w Wysocku, Grębowie, Charzewicach, Dzikowie,
Dukli, Rzeszowie - Staromieściu, Korytnikach, Babicach. W kolekcji
krasiczyńskiej największe rozmiary (obw. 180 cm) osiągnął żywotnik
olbrzymi (Thuja gigantea zebrina Hort., T. gigantea fastigiata Mast).
Rosną tu również: Thuja occidentalis var. robusta Carr., —Hoseri
Wróbl., -Hoveyi Hort., -globosa Gord., —columna Spaeth., —Rosenthalli
Ohlendorff, --fastigiata Jaeg., -aurescens Wróbl., -aureo-spicata Beiss.,
-lutea Hort., -lutescens Hesse.
Thuja orientalis L. — żywotnik wschodni rośnie bardzo rzadko,
najczęściej w ogrodach klasztornych otoczonych murami, które pełnią
rolę osłony: SS Benedyktynek w Przemyślu (obw. 63 cm), ogrodzie
poklasztornym OO Karmelitów w Przemyślu (okaz trzypniowy obw.
67 cm +' 60 cm 4* 56 cm i drugi okaz ob. 113 cm), i OO Jezuitów (cztery
drzewa), w Jarosławiu w ogrodzie SS Nazaretanek. Wyniszczony został
w Medyce, Mielnowie, Jabłonce i Wzdowie.
Thujopsis dolabrata Sieb. et Zucc. — żywotnikowiec japoński. Duże
skupienie rośnie w Krasiczynie. Rośliny nie przemarzające w okresie
zimy. Nadto nigdzie nie występuje z wyjątkiem młodych nasadzeń
w Bolestraszycach (1979 r.).
Chamaecyparis pisiiera Endl. — cyprysik groszkowy. Krasiczyn,
Zmiennica, Jabłonka, Roźwienica, Bolestraszyce, Grębów, Charzewice,
Łańcut, Pełkinie, Nowe Sioło, Rzeszów - Staromieście. W kolekcji kra-
siczyńskiej występuje Chamaecyparis pisifera var. Filifera Aurea Beiss.,
-Sąuarrosa Beiss. et Hochst., Ch. lawsoniana Parł, i -Alumii Beiss.
Juniperus sabina L. — jałowiec sabiński rozpowszechniony w Kra-
siczynie, Łańcucie, Jarosławiu, Bolestraszycach, Przemyślu, Grębowie,
Bakończycach, Charzewicach, Baranowie Sandomierskim, Rzemieniu,
Rzeszowie - Staromieściu, Zarzeczu, Zyznowie. W ostatnich dwudziestu
latach licznie spotykany w nasadzeniach miejskich.
Juniperus virginiana L. — jałowiec wirginijski. Najokazalsze drze-
wa: Krasiczyn (240, 280, 260 cm), Dzików, Łańcut, Zarzecze, Medyka,
Siennów, Łąka, Czudec.
2 Najczęściej rozpowszechniona jest T. occidentalis var. Ellwangeriana Aurea
i var. Ericoides (Krasiczyn).
Junipems chinensis L. — jałowiec chiński: Krasiczyn, Łańcut,
Bolestraszyce.
Junipems horizontalis Moench — jałowiec płożący: Krasiczyn,
Łańcut, Bolestraszyce, Przeworsk, Pełkinie, Zarzecze, Grębów, Rzemień,
Rzeszów - Staromieście.
GROMADA II — ANGIOSPERMATOPHYTA — OKRYTOZALĄŻKOWE
RODZINA JUGLANDACEAE - ORZECHÓWATE
Juglans regia L. — orzech włoski. Do niedawna często rozpowszech-
niony, zwłaszcza w okolicy Przemyśla, Jarosławia i Przeworska. Naj-
starsze okazy pochodzą z końca XVIII w. W połowie XX w. masowo
wycinany, także w zagrodach chłopskich. Największe kolekcje: Stubno,
Sierakośce, Kupiatycze, Krzeczowice.
Juglans nigra L. — orzech czarny. Najokazalsze drzewa o obwodzie
ok. 450 cm rosną jeszcze w Medyce. Wiele drzew o podobnych rozmia-
rach rosło do niedawna w Kosienicach, Babicach, Maćkowicach, Łu-
czycach, Medyce, Mielnowie, Korytnikach, Hawłowicach, Kidałowicach,
Pawłosiowie, Tyniowicach, Krzywczy, Boratynie, także w okolicach
Brzozowa i Sanoka. Największe dwie aleje zachowane są częściowo
w Korytnikach (wzdłuż drogi dojazdowej do Sanu i zamku w Krasi-
czynie, ryc. 4) oraz w Zbydniowie pod Sandomierzem. Na początku
drugiej połowy XX w. wycięto w Korytnikach około 40 drzew Juglans
nigra (300—440 cm). Z tej lokalnej populacji pochodzą wielohektarowe
powierzchnie leśne w nadleśnictwie Krasiczyn, a także wiele drzew
w parkach na terenie Pogórza Przemyskiego. Rozpowszechnione zostały
one przez szkółki leśne w Krasiczynie, Mokrej, Starym Siole, Wiązow-
nicy. Duże skupienie orzecha czarnego występuje jeszcze w Stubnie
pod Przemyślem, a pojedyncze okazy rosną w Żurawicy, Birczy, Krasi-
czynie, Krzywczy, Cieszacinie Wielkim (tab. 1).
Juglans cinerea L. — orzech szary: Zbydniów, Stubno, Wybrzeże,
Wysock, Cieszacin Wielki, Żurawica. Młode okazy wysadzone zostały
niedawno w Bolestraszycach (tab. 1). Rozpowszechnione niekiedy w za-
drzewieniach śródpolnych i wsiach.
Juglans cordiformis Maxim. — orzech sercowaty. Największy okaz
zniszczony został w Dzikowie w latach 60-tych przez huragan. Nadto
rośnie jeszcze w: Stubnie, Pełkiniach (4 okazy), Medyce, Kobylance,
Nowym Siole, Zawadzie, Oleszycach.
Juglans Sieboldiana Maxim. — orzech Siebolda. Młode drzewka
pochodzące ze szkółek kórnickich wysadzone zostały w latach siedem-
dziesiątych w Bakończycach i Krasiczynie.
Carya cordiformis K. Koch — orzesznik gorzki: Stubno, Wybrzeże,
Żurawica, Tryńcza, Medyka, Zarzecze, Wiązownica, Dobkowice, Pełki-
nie, Krasiczyn (320 cm).
Carya ovata K. Koch — orzesznik pięciolistkowy. Dwa okazy rosną
w parku w Medyce.
Carya laciniosa Loud. — orzesznik siedmiolistkowy. Jedno okazałe
drzewo (260 cm) zniszczone zostało przez huragan w Dzikowie w 1966 r.
Pteroccrya fraxinifolia Spach — skrzydłoorzech kaukaski. Dwa
okazałe drzewa rosną w parku w Dobkowicach pod Jarosławiem (ryc. 5).
Z młodych nasadzeń rośnie kilka okazów w Bolestraszycach. Nadto
rósł do niedawna w Medyce i w Zawadzie.
RODZINA BETULACEAE - BkZOZOWATE
Corylus colurna L. — leszczyna turecka. Najstarszy dwupniowy
okaz rośnie w Dąbrówce Polskiej pcd SanoKiem (ryc. 6, obw. 340 cm)
oraz w Witryłowie (obw. przy ziemi 300 cm), zaś siedem dorodnych
okazów rośnie w Pełkiniach. W latach 1977—1978 wysadzono kilka
okazów w Bolestraszycach.
RODZINA FAGACEAE - BUKOWATE
Fagas silvatica var. atropurpurea — buk pospolity odm. purpurowa.
Najokazalsze drzewa rosną w Stubnie, Pełkiniach (kilka okazów od-
miany purpurowej zwisającej — var. Purpurea Pendula), Polance, Dukli,
Miłocinie, Rzeszowie - Staromieściu, Zbydniowie, Charzewicach, Jabłon-
ce, Czudcu, Strzyżowie, Tyczynie; nadto w Przemyślu, ul. 1 Maja
(pozostałości ogrodu pałacowego), Przeworsku, Jarosławiu.
Fagus silvatica var. ładniała — odra, strzępolistna. Dwa duże drze-
wa rosną w parku w Dukli, nadto w Komborni.
Ouercus robur var. Fastigiała — dąb szypułkowy odra, stożkowata.
Rozpowszechniony szczególnie w Bakończycach, Rzeszowie - Staromie-
ściu, Grybowie, Zbydniowie, Łańcucie, Kalnikowie, Węgierce, Charze-
wicach, Krzeczowicach, Dąbrówce.
Ouercus robur var. „Pectinata" — dąb szypułkowy odmiana strzępo-
listna: Pełkinie, Roźwienica.
Ouercus robur var. „Concordia" — dąb szypułkowy odmiana żółto-
listna: Grębów, Charzewice, Chorzelów, Tyczyn, Miłocin.
Ouercus petraea var. „Mespilifolia" — dąb bezszypułkowy odmiana
nieszypułkolistna: Pełkinie.
Ouercus macrocarpa Michx. — dąb wielkoowocowy: Krasiczyn,
Grębów, Sieniawa.
Ouercus cerris L. — dąb burgundzki: Przemyśl (ogród Gimnazjum
im. Juliusza Słowackiego), Witkowice pod Ropczycami, Tyczyn, Łańcut,
Przeworsk.
Ouercus rubra L. — dąb czerwony (tab. 1): rozpowszechniony
w Kotlinie Sandomierskiej i na Pogórzu Przemyskim, także w lasach
(od połowy XIX w.).
Ouercus palustris Muenchh. — dąb błotny: Krasiczyn (160, 190,
220 cm). Pełkinie (280 cm), Roźwienica (ryc. 7), Zarzecze, Bieliny,
Dąbrówka Polska, Dąbrówka Starzeńska, Strzyżów. Nadto w Krasiczynie
rośnie Quercus alba L., Q. boreahs Michx., Q. imbricaria Mlchx.
Quercus imbricaria Michx. — dąb dachówkowaty: Krasiczyn (obw.
240 cm, wykrot 340 cm), Tyczyn, Grębów, Łańcut.
Castanea sativa Mili. — kasztan jadalny (ryc. 8): Duże drzewo
(obw. 300 cm) rośnie w Jaćmierzu pod Brzozowem oraz w parku
miejskim w Jarosławiu (dwa okazy). Wyniszczony w Medyce i Tryńczy.
W Bolestraszycach wysadzono kilka okazów pochodzących z Jaćmierza
(1980 r.).
RODZINA ULMACEAE - WIĄZOWATE
Cahis occidentalis L. — wiązowiec zachodni: Sieniawa (320 cm),
Grębów.
RODZINA MOR ACEAE - MORAWATE
Morus alba L. — morwa biała: Rożubowice pod Przemyślem (260
cm, 3 okazy), Ropica Dolna, Bachórz, Bachórzec, Bakończyce, Przemyśl,
Jarosław, Przeworsk. Rozpowszechniona w okolicy Przemyśla, zwłasz-
cza na terenach byłych fortyfikacji obronnych i w mieście (rzędowe
nasadzenia przy ul. Pstrowskiego (280 cm), ul. Łukasińskiego, ul. Rogo-
zińskiego). Licznie występująca w okolicach Jarosławia.
RODZINA ARISTOLOCHIACEAE - KOKORNAKOWATE
Aristolochia durior — kokornak wielkolistny: Łańcut. Wyniszczony
został w Zarzeczu, Bakończycach, Pełkiniach, Wysocku, Dąbrówce Pol-
skiej, Bachórcu, Tryńczy, Dąbrówce Starzeńskiej.
RODZINA CERCID1PHYLLACEAE - GRUJECZNIKOWATE
Cercidiphyllum japonicum Sieb. et Zucc. — grujecznik japoński.
Niewielkie dwa dizewa rosną w Bielinach pod Rudnikiem. Wyniszczony
w Tryńczy, Medyce, Grębowie.
RODZINA MAGNOLIACEAE - MAGNOLIO WATĘ
Najbardziej rozpowszechniona jest Magnolia soulaneana Soul.-Bod.,
M. denudata Desr., M. kobus DC. Szczegółowy wykaz podano w tab. 1.
Największe drzewa — Magnolia acuminata L. rosną w Pełkiniach,
Wybrzeżu, Grębowie, Mielnowie, Polance, Bachorzu, Hadlach Szklars-
kich. Jedyny okaz Magnolia tripetala L. rośnie w Krasiczynie.
Liriodendron tulipifera L. — tulipanowiec amerykański (tab. 1).
Rozpowszechniony od końca XVIII w. Największe drzewa rosną w Ja-
rosławiu w ogrodzie SS Nazaretanek, Zarzeczu, Siedliskach pod Jasłem,
Jaszczewie pod Krosnem, Łańcucie, Polance i w Dąbrowie pod Rzeszo-
wem. Z uwagi na swe piękne kwiaty ocalały niekiedy w byłych zało-
żeniach ogrodowych pojedyncze drzewa tego gatunku, np. w Jaszczewie
i Dąbrówce pod Jasłem. W Przecławiu wycięty został tulipanowiec
o obwT. 360 cm (23.4.1977 r.).
RODZINA SAXIFRAGACEAE - SKALNICOWATE
Hydrangea urborescens L. — hortensja krzewiasta: Miłocin, Rudna
Wielka, Łańcut.
Hydrangea paniculata Sieb. — hortensja bukietowa. Jedyny duży
krzew rośnie w Czudcu pod Strzyżowem. Dawniej częściej rozpowszech-
niona, Medyka, Tryńcza, Miłocin.
RODZINA PLATAN ACE AE - PŁATANO WATĘ
Platanus acerifolia Willd. — platan klonolistny rozpowszechniony
zwłaszcza pośród najstarszych drzew obcego pochodzenia (tab. 1,
ryc. 13). Najokazalsze drzewa z XVIII w. rosną w Łańcucie (620 cm),
Medyce (540 cm), Żurawicy (460 cm), Dubiecku (420 cm, ryc. 10),
Zarzeczu, Ruszelczycach, Rzeszowie (400 cm, pozostałość po byłych
ogrodach Lubomirskich). Jedno z najbardziej dekoracyjnych i wytrzy-
małych na mrozy drzew na południu Polski.
RODZINA ROSACEAE - RÓŻOWATE
Cydonia vilgaris vulgaris Pers. — pigwa posnolita rozpowszechnio-
na na Pogórzu Przemyskim oraz w okolicy Jarosławia i Jasła (Krasiczyn,
Roźwienica, Pełkinie, Wysock, Zarzecze, Siedliska, Bakończyce, Dzików,
Charzewice, Czudec, Strzyżów).
Chaenomeles speciosa Nakai — pigwowiec okazały. Znacznie
częściej rozpowszechniony od poprzedniego gatunku; poza wyżej wy-
mienionymi miejscowościami rośnie w Tuligłowach, Tuczempach,
Nowym Siole, Chorzelowie, Zbydniowie, Stubnie, Kalnikowie, Siera-
koścach, Jabłonce, Dąbrówce Polskiej, Witryłowie, Pobiednie, Ożańsku,
Bolestraszycach, Ostrowie, Krzywczy i wielu innych.
Crataegus oxyacantha PauPs Scarlet' — głóg dwusz^yjkowy odm.
pełnokwiatowa czerwona. Stare okazy (do 120 cm obw.): Bakończyce,
Grębów, Wysock, Zarzecze, Przeworsk, Czudec, Łańcut. Pierwotnie
znacznie bardziej rozpowszechniony (Bolestraszyce, Przemyśl, Jarosław,
Zbydniów, Chorzelów i in.).
Crataegus crus-galli L. — głóg ostrogowy. Duże skupienie w Krasi-
czynie i Grębowie.
Crataegus macracantha Lodd. — głóg długociemiowy. Kilka ładnych
krzewów rośnie w Grębowie pod Tarnobrzegiem.
Rubus odoratus L. — jeżyna pachnąca. Duże skupienie rośnie w Ni-
sku (kilka okazów przeniesiono do Bolestraszyc wl979 r.).
Kerna japonica DC — złotlin japoński: Bakończyce, Krasiczyn,
Przemyśl, Bolestraszyce.
RODZINA PAPILIONACEAE - MOTYLKOWATE
Gleditsia triacanthos L. — glediczja trójcierniowa. Największe
drzewa o obwodzie ponad 360 cm wycięte zostały w Bakończycach
(1942—1955); zachowało się tu 17 bardzo pięknych młodych drzewek
pochodzących z odrośli: Bachórz (380 cm), Kalników (380 cm), Bole-
straszyce, Dzików, Stubno. Wysock, Pawłosiów (tab. 1, ryc. 11). Cztery
drzewa o obwodzie około 250 cm rosną w ogrodzie Gimnazjum im.
Juliusza Słowackiego w Przemyślu.
Gymnocladus dioicus K. Koch. — kłęk kanadyjski. Jeden pojedyn-
czy okaz rośnie w Przeworsku (260 cm), w Tuczempach pod Jarosławiem
(320 cm), wycięty został w Zarzeczu, Bakończycach i Boratynie (kilka
młodych drzewek rośnie tu z odrośli). Dwa drzewka z Boratyna wy-
sadzone zostały w Bolestraszycach.
Sophora japonica L. — sofora japońska. Okazałe drzewo rosło do
niedawna przed oranżerią w Zarzeczu (240 cm).
Cladraslis lutea K. Koch. — strączyn żółty: Tryńcza, Dukla.
Colutea arborescens L. — moszeniec południowy: Bolestraszyce.
Wisteria floribunda DC — glicynia kwiecista: Łańcut, Rzeszów - Staro-
mieście.
Laburnum anagyroides Med. — złotokap pospolity: Bakończyce,
Gręoów, Łańcut, Dukla, Rzeszów - Staromieście, Bolestraszyce (1978 r.).
RODZINA RUTACEAE - RUTOWATE
Ptelea tńfoliata L. — parczelina trójlistkowa: Krasiczyn, Giębów,
Pełkinie, Chorzelów, Charzewice.
Phellodendron amurense Rupr. — korkowiec amurski: Przemyśl,
Krasiczyn, Bakończyce, Dzików, Bolestraszyce (1980 r.), Wiązownica,
Jankowice (1981 r.). Cztery żeńskie okazy zachowały się w Klimkówce
pod Krosnem.
W początkach lat siedemdziesiątych jest masowo rozpowszechniony na
Pogórzu Przemyskim i w okolicach Jarosławia (duża liczba materiału
szkółkarskiego wyprodukowana została w szkółkach leśnych w Mokrej
i Wiązownicy z nasion pochodzących z drzew rosnących w parku
w Przemyślu).
RODZINA SIMAROUBACEAE - BIEGUNECZNIKOWATE
Ailanthus altissima Swingle — ajlant gruczołkowaty (tab. 1). Roz-
powszechniony zwłaszcza w Bakończycach, Krasiczynie, Węgierce,
Stubnie, Kalnikowie.
RODZINA ANACARDIACEAE-NANERCZOWATE
Rhus typhina L. — sumak octowiec: Bakończyce, Dubiecko, Olsza -
ny, Nowe Sioło, Zarzecze, Pełkinie, Grębów, Siedliska, Rzeszów - Staro-
mieście. Pierwotnie znacznie częściej rozpowszechniony.
Cotinus coggygria Scop. — perukowiec podolski. Kilka dużych
krzewów rośnie w Krasiczynie.
RODZINA CELASTRACEAE - DŁAWISZOWATE
Celastrus orbiculata Thunb. — dławisz okrągłolistny. Dwa okazy
zachowały się w Bakończycach i Łańcucie. Pierwotnie często rozpow-
szechniony (Tryńcza, Zarzecze, Oleszyce, Nowe Sioło, Polanka, Jabłon-
ka, Grębów).
RODZINA ACERACEAE - KLONOWATE
Acer ginnala Maxim. — klon ginnala: Bolestraszycc, Bakończyce,
Charzewice.
Acer saccharinum L. — klon srebrzysty (tab. 1). Najstarsze dizewa
pochodzą z drugiej połowy XIX w.: Krasiczyn, Bachórz. Medyka, Mie-
lec (340 cm), Starchocina, Wola Sękowa.
RODZINA HIPPOCASTANACEAE - KASZTANOWCOWATE
Aesculus hippocastanum L. — kasztanowiec biały: rozpowszech-
niony zwłaszcza w okolicy Przemyśla i Jarosławia; najstarsze drzewa
pochodzą z pierwszej połowy XIX w. W układzie przestrzennym zało-
żeń obronnych twierdzy Przemyśl masowo rozpowszechnione, zacho-
wane liczne rzędowe nasadzenia lub aleje z przełomu XIX i XX w.
Rozpowszechniony we wszystkich ogrodach; najładniejsze aleje: Ba-
kończyce, Surochów (rośnie w nim także A. pavia L, i A. rubicunda
Lois) .
Aesculus glabra Willd. — kasztanowiec gładki: Wysock, Olszany,
Miękisz Stary, Dzików, Łańcut, Wybrzeże, Kosienice, Medyka, Suro-
chów, Charzewice, Chorzelów.
Aesculus rubicunda Lois. — kasztanowiec czerwony: Przemyśl, Ba-
kończyce, Medyka, Wysock, Surochów, Nowe Sioło, Czudec, Pełkinie,
Dzików, Słocina, Strzyżów, Łańcut, Przeworsk, Jarosław, Pawłosiów,
Zarzecze, Charzewice, Chorzelów.
Aesculus hippocastanum var. Laciniata — kasztanowiec biały odm.
strzępolistna. Jeden okaz zachował się w Zarszynie.
Aesculus parviflora Walt. — kasztanowiec drobnokwiatowy. Duże
skupienie rośnie w Słocinie, w Dzikowie zachowały się pojedyncze
okazy, wysadzony w Bolestraszycach (1978) z sadzonek pochodzących
ze Słociny.
RODZINA YITACEAE - WINOROSLOWATE
Vitis amurensis Rupr. — winorośl amursKa: Siary, Łańcut, Zarze-
cze, Krasiczyn, Tryńcza, Bakończyce (pierwotnie rozpowszechniony we
wszystkich ogrodach).
Parthenocissus guinguefolia Planch. — winobluszcz pięciolistkowy
rozpowszechniony we wszystkich ogrodach. Największe skupienia: Dzi-
ków, Siary, Nowe Sioło.
Parthenocissus tricuspidata Planch. — winobluszcz trójklapowy:
Krasiczyn, Siary, Łańcut, Zarzecze, Charzewice, Chorzelów.
RODZINA ELAEAGNACEAE - OLIWNIKOWATE
Elaeagnus angustifolia L. — oliwnik wąskolistny. Stare bardzo oka-
zy rosną w Dobkowicach pod Jarosławiem, nadto w Jarosławiu-Głębo-
kiem, Sośnicy, Bakończycach, Łańcucie, Przeworsku.
Elaeagnus commutata Bernh. — oliwnik srebrzysty: Bakończyce,
Łańcut, Chorzelów, Charzewice, Pełkinie.
RODZINA OLEACEAE - OLIWNIKOWATE
Fraxinus excelsior var. monophylla Desf. — jesion wyniosły odm.
jednolistna: Bakończyce (360 cm), Przemyśl (ul. Forteczna), Stubno (420
cm), Wybrzeże, Wysock.
Fraxinus pennsylvanica Marsh. — jesion pensylwański. Stare drze-
wa dość licznie występują w Pełkiniach, Chorzelowie, nadto: Dzików,
Bakończyce, Krasiczyn. Zapewnie częściej rozpowszechniony w wielu
ogrodach.
Fraxinus americana L. — jesion amerykański: Chorzelów, Pełki-
nie. Podobnie jak poprzedni gatunek jest zapewne częściej rozpow-
szechniony.
RODZINA BIGNONACEAE - BIGNONIOWATE
Calalpa bignonioides Walt. — katalpa pospolita oraz C. erubescens
Carr. i C. aspeciosa Warci. (Tab. 1). Najstarsze drzewa zachowane są
w Przemyślu, w Hurku, Łączkach Kucharskich, Wysocku (ryc. 12),
w ogrodzie Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu.
Campsis radicans Seem. — milin amerykański. Najstarsze pnącza
zachowały się w Bakończycach i Łańcucie. Pierwotnie rozpowszechnio-
ny w wielu ogrodach.
Najliczniejsza i najstarsza grupa drzew obcego pochodzenia naj-
bardziej rozpowszechniona była w okolicy Jarosławia, Krosna i Prze-
myśla, a zwłaszcza na tzw. Przykarpackim Progu Lessowym. Pierwsze
nasadzenia gatunków obcych rozpowszechniane były w XVIII stuleciu,
jakkolwiek w opisach lub inwentarzach dóbr w Krasiczynie, Wysocku,
Medyce i Zarzeczu oraz Sieniawie pierwsze wzmianki dotyczące ich
wprowadzenia znajdujemy już w XVII stuleciu. Współcześnie nie za-
chowała się w kolekcjach liczna grupa drzew i krzewów, wymagają-
cych częściowej okrywy na okres zimowy, jakkolwiek do połowy XX
w. notowano jeszcze takie grupy roślin w Siarach, Chorzelowie, Dzi-
kowie i Przeworsku. Zachowane tam były stare okazy figowców (Ficus
carica L.) oraz pozostałości różanek. Nie zachowały się nigdzie ogrody
bylinowe, chociaż wiadomo jest, iż liczba roślin w tych kolekcjach
była znaczna, np. w Tryńczy, Łańcucie, Przeworsku, Bakończycach,
Dzikowie.
W Małopolsce, a zwłaszcza na terenie byłej Małopolski Wschod-
niej, ważną rolę w rozwoju sztuki ogrodniczej odegrały ośrodki ho-
dowlane w Podhorcach, Rudkach, Medyce.
PIŚMIENNICTWO
Drzewoznawstwo (red.) S. Białobok, Z. Hellwig. PWRiL, W-wa 1955.
J. Piórecki, 1964. Pomniki i zabytki przyrody powiatu przemyskiego, cz. I. Drzewa
,,Rocznik Przemyski'' t. X, s. 189—252, Przemyśl.
1968. Pomniki i zabytki przyrody powiatu przemyskiego, cz. II. Parki wiejskie.
„Rocznik Przemyski", t. XII, s. 437—476, Przemyśl.
(1970—1975). Rkps ,,Inwentaryzacja ogrodów zabytkowych województwa rze-
szowskiego". TPN Przemyśl, Biuro Dokumentacji Zabytków, Rzeszów.
1980. Rkps ,,Ogrody zabytkowe województwa przemyskiego".
W. Seneta, 1959. Z parków województwa rzeszowskiego. R: XIII. Sek. Dendr. Pol.
Tow. Bot., Warszawa.
1976. Dendrologia. PWN Warszawa.
T. Szymanowski, 1960. Kiedy wprowadzone zostały obce gatunki drzew do upraw
w Polsce. R: XIV. Sek. Dendr. Pol. Tow. Bot., Warszawa.
Ryc. 1. Dzików — Tarnobrzeg. Miłorząb japoński (Ginkgo biloba) przed południowo-
-zachodnim skrzydłem zamku Tarnowskich. Korona drzewa odmłodzona po licznych
uszkodzeniach przez huragan (1966).
Fot. Z. Mikołajczyk 1 J. Piórecki (1970)
Ryc. 2. Pawłosiów pod Jarosławiem Ginkgo biloba na górnym
tarasie parku. Fot z Mikołajczyk i J. Piórecki (1970)
Ryc. 3. Huta Komorowska pod Kolbuszową. Jeden z najrzad-
szych gatunków drzew —- cypryśnik błotny (Taxodhun distichum).
Drzewo obumiera jące z powodu zmiany poziomu wód gruntowych,
rot. B. Szymański i J. Piórccki (1971)
Ryc. 4. Korytniki — Krasiczyn. Śródpolna aleja orzecha czarnego
(Juglans nigra).
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Piórecki (1961)
Ryc. 5. Dobkowice pod Jarosławiem. Skrzydłoorzech kaukaski
(Pterocarya fraxinifolia).
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Piórecki (1974)
Ryc. 6. Dąbrówka Polska pod Sanokiem. Dwupniowy okaz leszczyny
tureckiej (Corylus colurna).
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Pióro*, ki (1975)
Ryc. 7. Roźwienica pod Jarosławiem. Dąb błotny (Ouercus palustris).
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Piórecki (1974)
• - »
Ryc. 8. Jaćmierz pod Brzozowem. Kasztan jadalny (Castanea
sativa). Na dolnym tarasie ogrodu (obw. pnia 300 cm, częściowo
zmurszały).
Fot. J. Wojciechowski i J. PlórecKi (1974>
Ryc. 9. Dąbrowa pod Rzeszowem. Na pierwszym planie
tulipanowiec amerykański (Liriodendron tulipifera).
Fot. Z. Mikołajczyk i .T. Piórecki (1971)
Ryc. 10. Dubiecko. Platan klonolistny (Plutanus acerifolia) na „Krasiczynku".
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Piórecki (1964)
he.
Piórecki (1976)
Ryc. 11. Pawłosiów pod Jarosławiem. Iglicznia trójcierniowa (Gleditsia triacanlhos)
na dolnym tarasie ogrodu.
Pot. Z. Mikołajczyk
Ryc. 12. Wysock pod Jarosławiem. Katalpa żółtnkwiatowa (Catalpa ovata).
Fot. Z. Mikołajczyk i J. Piórecki (1975)
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW OBCEGO POCHODZENIA W OGRODACH ZABYTKOWYCH POLSKI POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ /197O-1975/
a..
i « c Ł_
Gatunek J s S c e 1 o o • w O
T> u 3
E « (O; » a « 3 •J E O O •
3 —4 X 3 e
C c 44 X _ e 4P ~v"4
Lp. ♦4 o 3 « W c. u a_ c- A c
i 0—4 c r-ł O c c Ci C a 3 0> O
<D 0 OJ o w < ta —-4 O n Ł. ro o t X?
i «*4 «—< Łj £ c t- T> 4, O O ©
*4 X *o c a> Ł X
U X O a^11 © n c Q a <1
r~ Ri © © tn e r <77 C « • -i»4 V- c ©
CD 4=o ct © X o M > © • TJJ 1 1 O o. . a □ •
C CD u o o -r-ł 0—j rH E o O r“4 "T in ffl O X ra
Miejscowość « c W < ' •o o © -X c TJ « © O O/ c Oł-H C X OJ c •H © c o •H QC © C 3 (0 »-< © O o* 3
O w4 <D O rz==4 > X 3 © □ •H © © X 41 wv T ^=3 eo
< < co O 5: O ić o o ~ o o x -J •«- Ł « CL Q- Ł 3 o*x H
2 3 4 5 6 7 8 9 lo 11 1? 13 14 15 16 17 18 19
1 Babica • r • 5 okz 3oo r • r 3 okz - r 26o - r
2 Babice a 16o • /r/ /r/ 38o • - • • r -
3 Bachórz 23oł 16o • r a r 450 • 18o /r/ /V/ 16o 165 - 3oo /r/ r
4 Bachórzec • • r 18o • /1975r/ 27o 210 • 3oo 230 26o 18o 23o 210 18o
5 okz 9o 17 okz 7125/
5 Bakoóczyce /1969r/ llo 3 oku 19o a 3 Okz r 1975r -
lo5- /38o/ 95
85
135
6 Baranów + r r - r 124 - r 25o + r /r/ • r
Sandomierski 125
7 Bażanówka - - • • • • r
8 Besko • - - - - r •
9 Białobrzeoi - ♦ • • • ♦ < r * •
lo Bieliny r 6 okz 18o - r r r 15o 15o r llookz _+15o 115 12o ♦
11 Biesna - • • • • • • • r * '• •
12 Bi eśnik • a • - • « r • *
13 Bieździadka - • • • • • « r -
14 Bieździedza • • r - • r •
15 Bircza • a r • r • • r r •
16 Błażowa • • • • r • r ’ - • •
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW
1 2 3 4 5 6 7 8
17 Bobowa - - •
18 Boguchwała - •
19 Bolest raszyce - 5 ckz 1978r 5 okz 1977r 1979r r 1977r 3 okz 198or 34o
2o Boratyn r •
21 Brat kowice -
22 Sratkówka
23 4 Berezks - •
24 Brzyski •
25 Budy Głogowskie • -
26 Bykowce • r
27 Bzianka •
28 CHarzewice r r r r
29 Chłopice r r
3o Chmielów • • -
31 Chorzelów r r r r
32 Cieszacin Mały •
33 Cieszacin Wielki
34 Czerwień Mały •
35 Czudec r
36 □ebrowa pod Rzeszowem -
37 Dąbrowica -
38 Dąbrówka pod □asłem • •
39 Dębrówka Polska +
9 lo 11 12 15 14 15 16 17 18 19
• • • • • • • • • • •
• - • r - • -
r 5 okz 26o
1977r 1977r 198or 198or 198or 1978r 1979r 1977r 1978r
r /45o/ • • 3 okz
• • • 26o r
• • 340 ♦
/«•/ 14 o 18o 230 •
12 17
okz r okz
♦ r
2o5 2co r /r/ /r/ 3co ?oo r 3oo
r • r - r - r
r - - r -
r 220 12o r - r r r r
r • - - r •
- 12o • • - r r
r r • r r r
r 37o 2 okz - r
33o
280 • • • •
21o
r 240 72o ?2o > r
?4o
JERZY P1ÓR&
1 2 3 4 5 fi 7 8 9 1 o 11 12 13 14 15 16 17 18 19
4o Dąbrówka 35o 35o
Starzyńska r r
41 Długie - /22o/
42 Dobkowice 9o • r • • r ?8o , ''So •
43 Dubiecko • 19o 27o 29 o 3oo,32o r
52o
44 Dukla 1153 23o r r r 6o r 13o r
45 Dunkowice r 280 r 23o
Wielkie 3oo
46 Dzikowi ec • • r r r r r r
47 Dzików r 28o 34o 3oo,25o /38o/ /38o/ /39o/ /23o/ 310 r r - -
48 Falejówka • 150
49 Glinnik Dolny 4 okz
360
So Gliny Małe r 23o
IRo
81 Gorlice - ► r
52 Góra Ropczycka r - r /r/
53 Grebownica * r
54 Nurko*' 140 3oo r
55 Grębów r 1453 r r r 73o r 1'9 o r 25o r
300
56 Grochówce - /r/ / r /
57 Haczów • - r r
58 Hadle Szklarskie r r
59 Horyniec r • r -
6o Huta Komorowska 9 okz
3oo
61 Iwierzyce - ?4o-3oo 9o okz 23 c 16o
62 Iwonicz Zdrój 7 okz -
63 Izabelin - r
64 Izdebki • • r r
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW
1 2 3 4 6 7 8 9 lo 11 12 13 14 15 16 17 18 19
65 Jabłonka • r • • 7o 6o 3oo 7 okz r
66 Jaćmierz /r/ • /3oo/ • *
67 Jankowlce W • - - . 44u • 6oo a
68 Januszkomice • • • • - r • • -
69 Jarosław- Głębokie • • /r/ • • 36o 4 okz 5 okz 34o • r 5 okz
7o Jarosław r r - r r - r r
71 Jasienica Rosielna - • r • - r • r •
72 Jasionka • r • 3 okz 3oo 36o • •
73 Jasionów /34o/ • r ♦ a r r
74 Jaszczew r • • 3oo r
75 Jedlicze « r « • •
76 Jeżów • - - A7 r • «•
77 Julin * • . r • + + 36o 4-
78 Jurowce • • • • r •
79 Kalników r 18o • /28O/ 1966r 34o 280 360 33o /r/ 3oo 32o 34o 34o 35o,28o • -
Bo Sierakośce4 • • r / r/ • do 34o + ♦ r •
ai Kldałowice • r 32o 400 • • • r 240 24o r
82 Klocie - ♦ • • r • - *
83 Klimkówka • • 16o 132,64 • 4 okz i 9o ♦ * • r •
84 Kobylanka • • r • - * • ♦ •
85 Kombornia 102 • 145 • • • + • r ok43oo ♦ 220 2 okz r
86 Końskie r r r r r r r • r r
87 Karytnlki - • 2 okz • 16 okz 300-380 /22/ • • - ♦ • - •
250 JERZY PIÓRECKI
1 i 5 5 7 8 9 lo 11 12 13 14 15 16 17 18 19
88 KosienSce /r/ /r/ 32o • • r /46o/ • • • • 3co • •
39o
89 Krasiczyn 18o r r r 28o 1" r r 350 r r
9o Krościenko Wyżne 4 okz •• r r •
91 Krzeczowice • 36o - r r • - r • •
92 Krzywcza 300 • • • • - r • •
93 Kupiatycze • « • • • r - -
94 Lesko • • ♦ - r r
95 Libusza • - • • r •
4.
96 Lipa Górna • • • • • • 3o okz * • •
97 Lipnik r + r r • -
98 Lubzina 2 okz • - r 2 ckz • 5 okż 2o okz r 9 okz
99 Łęczki Kucharskie • • - r • • r
100 Łęka 34o 4- • •
lol Łęki Górne • • /r/ r • r •
102 Łęki Strzyżewskie • - - • • •fr - -
lo3 Łańcut r 38o r r r r r r r r 4So + +
104 Łopuszka Mała • • • r
lo5 Łopuszka Wielka r ♦ •
lo6 Łowce • - 210 • 3oo 8 okz
lo7 Maćkowi ce - 22 o • r -
108 Markowa • • - r r • r
45o
109 Medyka 7 7 o 19o 310 • 36o 25o 430 • E30 36o 32o •
-r
llo Mielnów * 22o 3o okz
do 2oo
111 Miłocin r • r - • r r r r 3 okz
112 Mokrzyszów - - - - - r
113 4 Prałkowce r • 22o 3f>o • • + - •
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW
1 2 3 4 f. 7 8 9 lo 11 12 13 14 15 16 17 18 19
114 Narol e r - r r + r
115 Niebleszczany • 2 okz r
116 Niebocko ► + r
117 Ni eołowice • - • r r +
116 Nienado"'8 - r 22o • 200 21o 19o • r •
119 12o Niewistka4 Misko r r r 18o 15o 32 5 185 r 14o 17o 5 okz 23o r 39o 35o 34o 18o r r
121 Nowa Wieś Czudecka • - • 34o • + • r •
122 Nowe Sioło / r/ r • «► r
123 Nowosi elec - • r Zr/ 155 r r -
124 Nozdrzec /36o/ /34O/ • • 3oo 400 / 48 o/ /34o/ /3oo/
125 Olchowa r
126 Oleszyce 2 okz /r/ r - r r
127 _ 4 Dmyt rowiee r *
128 129 Ost rćtv k/Przefryśla Pani a łowi cc- r r 3oo 3oo 3oo 5 okz • r <
13o Pawłosiće r 24o 22o 320 34o 17o + 310 ♦
131 Pełkinie r r 12 o"' loo r 6o. 6o /r/ 33o r 2oo 15o 135 18o 16o 135 14-j 12o 200 180 18o 22o 12o r 4- r 21o 26o 275 135 24o
13? Pobiedno • - • - - • • • r
133 134 u • 4 Hureczko Polanka • /r/ r • • - /r/ • r • • •
135 Posada Leska • • /r/ /r/ r • a • * r
136 Potok • • • /r/ 32-0 ♦ •
137 Przecław • • 300 36o • • /3oo/ /1975r/ • • • • • r
Ni
JERZY PIÓRECKI
1 2 3 4 5 6 7 8 9
1.59 Przamyśl r r r r r
139 Przeworsk r r r r
140 Rrzeworsk-Błonie • • 3oo
141 Przewrotne r
142 Rokietnica r a /r/ /r/
143 Rop* /r/ - •
144 Ropice Dolna • r
145 Rozbórz Długi • • r •
146 Roźwienica r • 18o r /r/
147 Rudna Wielka • • • •
148 Rudnik r r • r r
149 Rudołowice r •
15o Ruszczą - r r
153 Ruszelczyce
152 Rymanów /r/ /r/
153 Rzemień /r/ •
154 Rzeszów-Staro- mleście 3 okz r 165
1S5 Sadkows Góra •
156 Sękowa a .
157 Siary r
153 Siedliska Bogusz • 17o
159 Siedliska a
15.0 Sieniawa a /r/ 2 okz / r/
151 Siennów r r r r
162 Sieteez a •
163 Skołyszyn// 3401 32o • • 13o •
10 11 12 13 14 15 16 17 18 19
r 2 okz r r r + r r r
r r r 3 okz r
r 2 okz « r
- * r
• + •
26o •
• r ♦ • • •
r 180 22o r r r 24o 320 200 r
25o
• • • • 3 okz •
r r • • • • 34o 3oo r 200 23o 24o
+ r r • r
• ♦ r r • r r
• 38o r • •
r r r •
• • r • r r
165 + 5o • + 160 r 15o
• • 35o • - -
• r • •
/r/ + r r
• • • 2oo * 95
32o - ♦ • • • •
r /r/ /r/ r + * ♦ /r/
r r r + r r r
r r * r •
• 110 27o • r r •
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW 253
1 2 3 4 5 6 7 8 9 lo 11 12 13 14 15 16 17 18 19
154 Słocina • 28 fi • 3oo /3oo/ 7o ,5o 5o • 230 3oo 28o 23o r •
165 Starzawa • r
166 Strachocina /r/ r - /r/ r
167 Stróże Niżne r • • r /<7
169 Strzegocice - • • - r *
169 St rzyżów /r/ /r/ - • • /+/ 15 okz 2 okz r
170 Stubno r 22o ICo + 2 5o- 35o r ok. 3oo r r •
171 Surochów • • a 4oo 33o
172 Szalowa • - • • • r r
173 Szebnie r • • r r „ r r
174 Szymbark-Łęgi • - - * r r r
175 Szymbark • • ♦ r 9 r r
176 Średnia Wieś 14o loo •
177 Tarnowiec ♦ r
178 Tryńcza 120 12o /r-/ /r/ /r/ r + •
179 Trzciana • - r 3 jo r
18o Trzcinica - - r
181 Trześniów - • • 430 r
182 Trzęaówka - - - r r
183 Tuczempy /r/ /.-/ /r/ /rf 33o • a
184 Tyczyn /r/ - r /V r r r
185 Tynlowice /r/ /r/ /r/ 2Co • /r/ •
187 Urzejowice Werynia a 3oo /r/ r- ♦ r /r/ r r
183 Węgierka 24o 18o /r/ • /r/ • • • • /r/
189 Więzownica • • 33o • • • 35c r •
JERZY PIÓRECKI
i 2 3 4 5 6 7 9 9 lo 11 12 13 14 15 16 17 le 19
190 Wielkie Oczy • • - • • V • • r •
191 Witryłów4 ♦ /r/ r ♦ • ♦ • •
192 Wiśniowa /r/ Z'rZ /r/ r • - r * r •
193 Witkowice r /r/ r r • r r • ♦ 2 okz r 7 okz r
194 Wojsław • • • - • • + 4 okz - r r
195 Wola Oclecka • • /r/ - • r r r • •
196 Wola Sękowa - • • - r • • r •
197 Wola Zdakowska • • r r r • •
193 Wybrzeże Zr/ • /r/ r Zr/ ZrZ r • - • • 3 okz r -
199 Wysock r r r 310 7o 34o Bo r i • - 265 r •
2oo Wysoka Głogowska • r * • Zr/ • • • r •
2ol Wzdów r ♦ * r r • + - • r r
2o2 Zaczernię • • - • • • • • r 26o 24o •
2o3 Zegórzany • r • • • r r r r r r +
2o4 Zalesie • • • r Zr/ • r •
2o5 Załęże r • Zr/ - Zr/ r • 5o+ 5o 7o ,6o - r 8 okz 25o •
2o6 Zemlechów /r/ • Zr/ • r • • Zr/ - r
2o7 Zamojsce - • • • • r * •
2o8 Zarszyn • /♦Z • • ♦ • 23o • •
2o9 Zarzecze r • r r r 34o /24o/ 5 okz • 34o 380 38o ! r
210 Zassów - r r r • r r e
21’ Zawada r r • /r/ /r/ • Zr/ /r/ r - • Zr/ 3oo r
212 Zbydniów • • 8o • • • 145 22o 2«o r + 34o r • - 25o 240 23o 5 okz 3oo 3oo •
213 Zdaków • - ♦ a • Zr/ • • r r • r
214 Ząiobień • - • • • • • • • • • • r • •
ROZMIESZCZENIE ORAZ INWENTARYZACJA DRZEW
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12. 13 14 15 16 17 18 19
215 Żmigród Nowy • ♦ • • • - • • < • r • •
215 Żuklin • 2 okz • • • • r 17o r - - • r r r •
217 Żurawica • /22o/ - • - • ♦ 16o- 19 o • • • 520 •
213 Żyznów r r - /r/ • /r/ - • /r/ • /r/ • 2 okz r 3 okz
1 Acer saccharinum Walt, laciniatum Pax: 2 Catalpa specioso Warder: Catalpa ovata Don; 4 W związku ze zmianą nazw następurjących
miejscowości należy szukać pod numerami: Berezka, 23. Hurko, 5o. Sierakoóce, 8o Prałkowce, 113. Dmytrowice, 127. Hureczko, 133.
Witryłów, 191.
r-gatunek rzadki, rosnący najczęściej pojedynczo, +- większe skupienie, ok.-około, okz-liczba okazów, /r/-oznaczono drzewa niedawno
wycięte lub wyniszczone, rok-oznacza datę wysadzenia drzewa, /rok/-dotyczy daty wycięcia lub zniszczenia, cm-obwód pnia mierzony na
wysokości 13o cm od ziemi.
256 JERZY PIÓRECKI
Ryc. 13. Rozmieszczenie drzew obcego pochodzenia na obszarze Polski południowo-wschodniej. 1. Granica Państwa,
2. Granica województw, 3. Występowanie drzew obcego pochodzenia w ogrodach i parkach (wg J. Pióreckiego).
Wykaz miejscowości według tabeli nr 1
1. Babica, 2. Babice, 3. Bachórz, 4. Bachó-
rzec, 5. Bakończyce, 6. Baranów Sando-
mierski, 7. Bażanówka, 8. Besko, 9. Biało-
brzegi, 10. Bieliny, 11. Biesna, 12. Bieśnik,
13. Bieździadka, 14. Bieździedza, 15. Bircza,
16. Błażowa, 17. Bobowa, 18. Boguchwała,
19. Bolestraszyce, 20. Boratyn, 21. Bratko-
wice, 22. Bratkówka, 23. Berezka, 24. Brzy-
ski, 25. Budy Głogowskie, 26. Bykowce,
27. Bzianka, 28. Charzewice, 29. Chłopice,
30. Chmielów, 31. Chorzelów, 32. Ciesza-
cin Mały, 33. Cieszacin Wielki, 34. Czer-
wień Mały, 35. Czudec, 36. Dąbrowa pod
Rzeszowem, 37. Dąbrowica, 38. Dąbrówka
pod Jasłem, 39. Dąbrówka Polska, 40.
Dąbrówka Starzyńska, 41. Długie, 42. Dob-
kowice, 43. Dubiecko, 44. Dukla, 45. Duń-
kowice Wielkie, 46. Dzikowiec, 47. Dzi-
ków, 48. Falejówka, 49. Glinnik Dolny, 50.
Gliny Małe, 51. Gorlice, 52. Góra Ropczy-
cka, 53. Grabownica, 54. Biurko, 55. Grę-
bów, 56. Grochówce, 57. Haczów, 58. Hadle,
Szklarskie, 59. Horyniec, 60. Huta Komo-
rowska, 61. Iwierzyce, 62. Iwonicz Zdrój,
63. Izabelin, 64. Izdebki, 65. Jabłonka, 66.
Jaćmierz, 67. Jankowice, 68. Januszkowice,
69. Jarosław-Głębokie, 70. Jarosław, 71.
Jasienica Rosielna, 72. Jasionka, 73. Ja-
sionów, 74. Jaszczew, 75. Jedlicze, 76. Je-
żów, 77. Julin, 78. Jurowce, 79. Kalników,
80. Sierakośce, 81. Kidałowice, 82. Klecie,
83. Klimkówka, 84. Kobylanka, 85. Kcm-
bornia, 86. Końskie, 87. Korytniki, 88. Ko-
sienica, 89. Krasiczyn, 90. Krościenko Wyż-
ne, 91. Krzeczowice, 92. Krzywcza, 93. Ku-
piatycze, 94. Lesko, 95. Libusza, 96. Lipa
Górna, 97. Lipnik, 98. Lubzina, 99. Łączki
Kucharskie, 100. Łąka, 101. Łęki Górne, 102.
Łęki Strzyżewskie, 103. Łańcut, 104. Łopu-
szka Mała, 105. Łopuszka Wielka, 106.
Łowce, 107. Maćkowice, 108. Markowa,
109. Medyka, 110. Mielnów, 111. Miłocin,
112. Mokrzyszów, 113, Prałkowce, 114. Na-
rol, 115. Niebieszczany, 116. Niebocko,
117. Niegłowice, 118. Nienadowa, 119. Nie-
wistka, 120. Nisko, 121. Nowa Wieś Czu-
decka, 122. Nowe Sioło, 123. Nowosielce,
124. Nozdrzec, 125. Olchowa, 126. Oleszy-
ce, 127. Dymtrowice, 128. Ostrów k/Prze-
myśla, 129. Pantalowice, 130. Pawłosiów,
131. Pełkinie, 132. Pobiedno, 133. Hurecz-
ko, 134. Polanka, 135. Posada Leska, 136.
Potok, 137. Przecław, 138. Przemyśl, 139.
Przeworsk, 140. Przeworsk-Błonie, 141.
Przewrotne, 142. Rokietnica, 143. Ropa, 144.
Ropica Dolna, 145. Rozbórz Długi, 146.
Roźwienica, 147. Ruda Wielka, 148. Rud-
nik, 149. Rudołowice, 150. Ruszczą, 151.
Ruszelczyce, 152. Rymanów, 153. Rzemień,
154. Rzeszów-Staromieście, 155. Sadkowa
Góra, 156. Sękowa, 157. Siary, 158. Siedli-
ska Bogusz, 159. Siedliska, 160. Sieniawa,
161. Siennów, 162. Sietesz, 163. Skołoszyn,
164. Słocina, 165. Starzawa, 166. Stracho-
cina, 167. Stróże Niżne, 168. Strzegocice,
169. Strzyżów, 170. Stubno, 171. Surochów,
172, Szalowa, 173. Szebnie, 174. Szymbark-
Łęgi, 175. Szymbark, 176. Średnia Wieś,
177. Tarnowiec, 178. Tryńcza ,179. Trzcia-
na, 180. Trzcinica, 181. Trześniów, 182,
Trzęsówka, 183, Tuczempy, 184. Tyczyn,
185. Tyniowice, 186. Urzejowice, 187. We-
rynia, 188. Węgierka, 189. Wiązownica,
190. Wielkie Oczy, 191. Witryłów, 192.
Wiśniowa, 193. Witkowice, 194. Wojsław,
195. Wola Ociecka, 196. Wola Sękowa,
197. Wola Zdakowska, 198. Wybrzeże, 199.
Wysock, 200. Wysoka Głogowska, 201.
Wzdów, 202. Zaczernię, 203. Zagórzany.
204. Zalesie, 205. Załęże, 206. Zamiechów,
207. Zamojsce, 208. Zarszyn, 209. Zarzecze,
210. Zassów, 211. Zawada, 212. Zbychniów,
213. Zdaków, 214. Zgłobień, 215. Żmigród
Nowy, 216. Żuklin, 217. Żurawica, 218.
Żyznów.
WŁADYSŁAW MAKARSKl
W SPRAWIE ZMIANY NAZW NIEKTÓRYCH
MIEJSCOWOŚCI W POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ POLSCE
W ,,Monitorze Polskim, Dzienniku Urzędowym PRL" nr 21, ogło-
szonym w dniu 22 VIII 1977 r., umieszczono zarządzenie Ministra Admi-
nistracj, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska z dnia 9 VIII
1977 r. „w sprawie zmiany nazw niektórych miejscowości w wojewódz-
twach: krośnieńskim, nowosądeckim, przemyskim, rzeszowskim i tarno-
brzeskim". Zarządzenie zostało wydane jako obowiązujące od 1 X
1977 r.
Zmieniono w sumie 130 nazw miejscowości: najwięcej w woj.
krośnieńskim — 65 i przemyskim — 50. Dokonana na tak poważną
skalę zmiana nazewnictwa wywołała u szerokiego kręgu zainteresowa-
nych pytanie o jej celowość, a u specjalistów-onomastów także o sposób
jej przeprowadzenia.
Cel, jakim kierowano się przy zmianie większych nazw, był ewi-
dentny: chodziło o spolszczenie nazw o cechach językowych ukraiń-
skich, stąd Berezkę zmieniono na Brzózkę, Horodek na Gródek, Za-
łuże na Załęże itd.
W odniesieniu do niektórych form kierowano się zasadą natury
estetycznej: zmieniono nazwy, które mogły u ludności miejscowej ko-
jarzyć się z wyrazami ,,brzydkimi", stąd Przychojec zastąpiono Jo-
dłówką, Mordownię — Spokojną, Kobylnicę — niefortunnym Kopytowem
itd.
Dla pewnej grupy nazw trudno ustalić przyczynę zmiany. Dlaczego
zmieniono takie nazwy, jak Budomierz, Dachnów, Gorajec, Gruszowa,
Młodowice, Radruż, Starzawa itd? Nie wchodziła tu w grę ani ich obco-
języczna forma, ani ich pejoratywne znaczenie. Nie usprawiedliwia
tych zmian także chęć odświeżenia ich niezupełnie dziś jasnych lub
całkowicie nieczytelnych pierwotnych znaczeń. Takie próby
reetymologizacji w odniesieniu do nazw są absolutnie niepotrzebne.
Nazwa bowiem może być strukturą asemantyczną, gdyż jej naczelną
funkcją nie jest charakteryzowanie obiektu, do którego się odnosi,
lecz jedynie wskazywanie punktu geograficznego i wyróżnianie go
spośród innych jemu podobnych. Temu właśnie służy forma językowa
nazwy, od której wymaga się, by była dostatecznie zróżnicowana
z nazwami najbliższej okolicy. Przyjęcie zasady reetymologizacji nazw
prowadziłoby do zmiany ogromnej ilości nieczytelnych już taponimów
na obszarze całej Polski.
Spośród wymienionych wyżej trzech grup nazw wytypowanych
do zmiany na szczególną uwagę zasługują najliczniejsze formy o ce-
chach językowych ukraińskich. Są one odbiciem historycznych sto-
sunków osadniczo-etnicznych charakterystycznych dla terenu połud-
niowo-wschodniej Polski. Decydujący czynnik w kształtowaniu tych
stosunków, a co za tym idzie obrazu nazewnictwa miejscowego oma-
wianego obszaru, stanowiła jego historia polityczna.
U początków doby historycznej w X i XI w. teren dzielił losy
tzw. Grodów Czerwieńskich, stanowiąc przedmiot walk i przetargów
pomiędzy Polską a Rusią. Ewentualne osady z tego okresu mogły być
pochodzenia polskiego bądź ruskiego.
Od XI do połowy XIV w. interesujący nas obszar był w posia-
daniu ruskim, został więc skolonizowany przez Rusinów. Zdobyty
wraz ze znacznym terytorium tzw. Rusi Czerwonej w połowie XIV w.
przez Kazimierza Wielkiego stał się terenem ożywionej akcji osadniczej
polskiej, niekiedy także niemieckiej. W konsekwencji tych zmian poli-
tycznych zyskał on charakter osadniczy mieszany rusko-polski bądź
polsko-ruski, różniący go w zasadniczy sposób od terytorium położo-
nego na północny zachód o charakterze etniczno-osaclniczym polskim.
Niezależnie od powyższych czynników polityczno-administracyj-
nych specyfikę osaclniczo-etniczną omawianego obszaiu, a zwłaszcza
jego części południowej, kształtowały w okresie od drugiej połowy
XIV w. do pierwszej połowy XVII w. idące od wschodu wzdłuż
Karpat fale tzw. kolonizacji wołoskiej z przeważającym elementem
ruskim oraz nieznacznym, najczęściej zniszczonym elementem ru-
muńskim, węgierskim, południowo-słowiańskim, wreszcie w niewiel-
kim procencie polskim. W konsekwencji tych akcji południowa część
badanego obszaru wraz z terenami przyległymi od wschodu i zachodu
zyskała swoisty charakter osadniczo-etniczny bojkowski i łemkowski,
wyróżniający go od obszaru położonego na północ.
Późniejsze zmiany polityczne, tj. przejście Rusi Czerwonej pod
zarząd Austrii w r. 1772 i powrót do Polski w r. 1918, nie wniosły
istotnych zmian do ukształtowanej- już na długo przedtem mapy etnicz-
no-osadniczej interesującego nas terenu.
Przedstawiony wyżej obraz stosunków osadniczo-etnicznych zna-
lazł wyraźnie odbicie w mieszanej toponimii regionu. Wyraziła się ona
nazwami o genezie ruskiej (tj. staroruskiej i nowszej ukraińskiej),
polskiej oraz w nieznacznym stopniu niemieckiej.
W okresie zamieszkiwania na badanym obszarze ludności mie-
szanej rusko-polskiej mieliśmy do czynienia z dwojakim sposobem
oznaczania wszystkich miejscowości: ruskim oraz polskim, bez wzglę-
du na genezę nazwy danej miejscowości. Owa dwujęzyczność prowa-
dziła u użytkowników ruskich do ruszczenia nazw genetycznie pol-
skich, zaś u Polaków do polszczenia nazw pochodzenia ruskiego. Sto-
pień adaptacji danej nazwy do systemu językowego polskiego lub rus-
kiego mógł być różny: od całkowitego tłumaczenia zacierającego zu-
pełnie genezę językową nazwy, np. poi. Brzegi <Z ukr. Berehy, do adap-
tacji częściowej zachowującej w różnym stopniu ślady innojęzyczne,
np. poi. Dudyńce > strus. Dudynci, poi. Sianki <C ukr. Sjanki itd.
Ze względu na podobieństwo struktury fonetycznej, morfologicznej
i leksykalnej obu języków omówione przekształcenia były na ogół
nieznaczne.
Interesująca nas tutaj polska mapa nazewnicza jest wynikiem
takiego wielowiekowego rozwoju jakościowego systemu nazewniczego
mieszczącego w sobie elementy różnojęzyczne. Umiar i naturalny
charakter adaptacji nie zatarł owego zróżnicowanego pod względem ję-
zykowym historycznego obrazu. Jest on w takiej postaci cennym źród-
łem dla studiów nad historią osadnictwa: nazwy o archaicznych ce-
chach językowych ruskich wyznaczają zachodnią granicę osadnictwa
staroruskiego, nazwy o nowszych cechach określają obszar kolonizacji
ruskiej po r. 1340, w tym szczególnie wołoskiej. Dla językoznawców
odziedziczony obraz toponimii: ilość oraz jakość typów formalnych
i semantycznych, ich zróżnicowanie geograficzne i chronologiczne, ja-
kość i ilość elementów obcych, stanowi bazę badań immanentnych nad
specyfiką językową makrotoponimii regionu oraz podstawę do porów-
nań jego nazewnictwa z nazewnictwem bliższych i dalszych obszarów.
Przeprowadzana administracyjnie gwałtowna zmiana szeregu nazw,
zacierfająca w poważnym stopniu ów historyczny obraz nazewnictwa,
z punktu widzenia badaczy przeszłości musi być oceniana jako nie-
słuszna. Jako niepotrzebna i kłopotliwa odbierana była przez miejsco-
wych użytkowników, zmuszała ich bowiem do wyuczenia się nowych
form ocenianych w początkowym okresie jako twory puste, bez tych
odniesień, jakie automatycznie przywoływały nazwy stare. Przez sze-
roki krąg użytkowników spoza badanego obszaru przeprowadzona ko-
rekta mogła być odbierana jako zatarcie specyfiki, nawet pewnej
,,egzotyki" nazewniczej tego turystycznego regionu.
Wątpliwości nie wyczerpują się nawet przy uznaniu zasadności
polonizacji nazw. Przyjęte rozwiązania w omawianym urzędowym za-
rządzeniu nasuwają szereg zastrzeżeń natury metodologicznej. Dla-
czego nie dokonano konsekwentnie spolszczenia wszystkich nazw wy-
kazujących w mniejszym lub większym stopniu cechy ruskie? Dlaczego
zatem pominięto między innymi takie nazwy, jak Dubiecko, Duszatyn,
Dynów, Cisną, Dydnia, Dźwiniacz, Futoma, Habkowce, Hadle, Hlomcza,
Hoczew, Humniska, Iwonicz, Komańcza, Kuźmina, Lalin, Lutowiska,
Pobiedno, Poraź, Ruskie, Suwczyna, TeJeśnica, Temeszów, Ustrzyki,
wszelkie Posady? Dlaczego nie te a inne nazwy o podobnych lub
identycznych cechach językowych uznano za stosowne zmienić? Ja-
kimi zatem kryteriami posłużono się w wyborze nazw wytypowanych
do zmiany?
Inną wątpliwość budzi partykularyzm zarządzenia. Akcja polsz-
czenia dotyczyła nazw określonego regionu południowo-wschodniej Pol-
ski. Dlaczego zatem pominięto pozostałe obszary pogranicza polsko-
ruskiego? Gdyby uznać celowość polonizacji, to należałoby ją kon-
sekwentnie zastosować do wszystkich obcojęzycznych nazw (pruskich,
niemieckich, słowackich) z różnych regionów Polski. Jeżeli myśl o ta-
kim generalnym rozwiązaniu budzi opory, musi budzić także sprzeciw
rozwiązanie cząstkowe w odniesieniu do sztucznie wydzielonego jed-
nego skrawka Polski.
Poza omówionym wyżej zagadnieniem celowości zarządzenia
w sprawie zmiany nazw na uwagę zasługuje wspomniana już na po-
czątku artykułu kwestia sposobu przeprowadzenia tej zmiany. Sposób
ten prześledzimy na kompletnym materiale wytypowanych do zmian
nazw województwa krośnieńskiego. Poniżej zaprezentowana będzie
w porządku alfabetycznym lista nazw w formie niezmodyfikowanej,
z których każda zostanie zilustrowana najstarszym poświadczeniem filo-
logicznym oraz zanalizowana pod względem językowym, głównie ze
stanowiska znaczeniowego w oparciu o powszechnie stosowany po-
dział semantyczny nazw zaproponowany przez W. Taszyckiego Słowiań-
skie nazwy miejscowe, Kraków 1946). Analiza historyczno-językowa
każdej nazwy posłuży jako materiał porównawczy do końcowej części
hasła zawierającej ocenę nowoprzyjętej nazwy.
Bereźnica Wyżna: Brzesznycza 1480 AGZ XVI 1410, później
Bereźnica, Bereźnica Wyżna. — N. topograficzna od ukr. bereza, berez-
nycja Jas brzozowy' (poi. brzoza, stp. breżnica). Człon Wyżna wtórny
do ukr. Wysznia. — Nowa n. Brzezina ze zmienionym formantem -ina
jest tłumaczeniem niewłaściwym wobec możliwej całkowicie poi. for-
macji na -ica: Brzeźnica z członem dodatkowym genetycznie polskim
Górna.
Bereźnica Niżna: Braznicza (!) 1580 Fast s. 172, później
Bereźnica, Bereźnica Niżnia, Bereźnica Niżna. — N. kulturowa
z pierwszym członem przejętym od n. sąsiedniej wsi Bereźnica Wyżna
oraz z odróżniającym członem przymiotnikowym wtórynm do ukr.
Niżnia. — Nowa n. Brzeźniczka stanowi poi. zdrobnienie pierwszego
członu n. starej. Zmiana taka nie budziłaby zastrzeżeń, gdyby n. są-
siedniej wsi zmieniono na Brzeźnicę. Wtedy zachowany byłby ścisły
genetyczny związek między nazwami obydwu tych wsi. Przy zmianie
jednak Bereźnicy Wyżnej na Brzezinę, a Bereźnicy Niżnej na Brzeź-
niczkę ów związek jest niepotrzebnie rozluźniony.
Bereżki: Berehy Stuposiańskie 1674 Fast s. 179, później Be-
leżki Stuposiańskie, Bereżki — N. topograficzna od ukr. bereh (poi.
brzeg) oraz od n. sąsiedniej wsi Stuposiany. Wtórnie n. prosta w formie
zdrobniałej Bereżki. — Nowa n. Brzeżki jest wiernym tłumaczeniem
formy ukraińskiej.
Berezka: Brzoska 1467 AGZ XVI 366, później Brzeska, Berezka.
— N. topograficzna od ukr. bereza (poi. brzoza). — Nowa n. Brzózka
jest wiernym tłumaczeniem formy ukraińskiej.
Chrewt : Cherebuth (!) 1436 AGZ XIII 83, później Chrewt. — N.
topograficzna od ukr. *chrebt <Cchrbet, dziś chrebet (poi. ,chrzbiet,
dziś grzbiet) oznaczająca wierzchnią część łańcucha górskiego1. — No-
wa n. Przystań bez związku z n. stara. Polskie tłumaczenie n. ukraiń-
skiej to Chr zbiel.
C zer też: Czertesch 1439 AGZ XI 1242, później Czerteż. — N.
kulturowa od ukr. czerteż ,przecinka, pole na wykarczowanym lesie'
(polski formalny odpowiednik nie znany). — Nowa n. Przedmieście bez
związku z n. starą. Wobec braku polskiego odpowiednika formalnego
można by w polskim tłumaczenieu n. ukraińskiej przyjąć formy równo-
ważne znaczeniowo Przesieka lub Przecinka.
Czystogarb: Czistohorb 1524 MRP IV3 23222, później Horbf
Czystogarb. — N. topograficzna od ukr. horb pagórek (poi. garb) oraz
ukr. czislyj w znaczeniu topograficznym ,goły' (poi. czysty). — Nowa
n. Górna Wieś zachowuje częściowo znaczeniowy związek z n. starą
dzięki członowi Górna sugerującemu położenie osady na górze-garbie.
W toponimii jednak częsty człon Górny, Górna, Górne występuje z re-
guły w relacji do członu Dolny, Dolna, Dolne w n. pobliskiej osady.
W danym wypadku człon Górna pozostaje bez opozycji. Znana oficjal-
na n. Czystogarb jest formą całkowicie polską, nie wymaga zatem
zmiany.
Dąbrówka Ruska, osada staroruska sprzed r. 1340: wieś po-
siadała prawo ruskie. Notowana w formie spolszczonej od r. 1426:
Dombrowska Fast s. 112, później Dąbrówka Ruska. — N. topograficzna
od ukr. dubrowa (poi. dąbrowa). Wtórny człon Ruska odróżnia tę naz-
wę od n. sąsiedniej wsi Dąbrówka Polska. — W nowej n. Dąbrówka
pominięto ów człon odróżniający, w wyniku czego rozluźniony został
związek między wspomnianymi nazwami.
Dołżyca (w gminie Cisną): Dolzycza 1567 Fast s. 264, później
Dołżyca. — N. topograficzna od ukr. dolłryj (poi. długi). — Nowa n.
Zakole bez związku z n. poprzednią. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej
to Dłużyca.
Dołżyca (w gminie Komańcza): Dolzicza 1565, Żer II s. 283,
później Dołżyca. — Znaczenie nazwy jw. — Nowa n. Długopole niepo-
trzebnie została wzbogacona pod względem semantycznym o element
pole i zmieniona tym samym ze struktury prostej na złożoną. Polski
odpowiednik n. ukraińskiej jw.
Dudyńce, prawdopodobnie osada staroruska sprzed r. 1340: jej
nazwa reprezentuje stary słowotwórczy typ na -ce, występujący w naz-
wach staroruskich pobliskich wsi Jurowce, Kostarowce, Plowce i in-
nych. Notowane od r., 1372: Dwdinicze ZDM IV 1045, później Du-
dynice, Dudenice, Dudyńce. — N. patronimiczna od n. os. strus. Duda,
pochodnej od duda ,piszczałka, trzcina, rura' (poi. duda ,ts'.). — Nowa
dziwaczna n. Szybistów bez związku z n. poprzednią. Polski odpo-
wiednik n. ukraińskiej brzmiałby Dudzinice. Różniłby się od niej nie
tylko pod względem fonetycznym (dzi zamiast dy), ale także morfolo-
gicznym (patronimiczny sufiks -ice zamiast -ce).
Dwernik: Dwernik 1533 Fast n. 262, później ts. — N. topo-
graficzna o charakterze metaforycznym oznaczająca ,miejscowość le-
żącą u wylotu wąwozu' od ukr. dweri (poi. dźwierze). — Nowa n. Prze-
łom. pozostaje w bardzo luźnym związku semantycznym z n. poprzednią.
Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to Dźwiernik.
Dwerniczek: Dwerniczek 1589 Żdź XVIII s. 58, później ts.
— N. deminutywna od n. sąsiedniej wsi Dwernik — Nowa n. Jodłów-
ka, zrywa związek ze starą n. tej wsi jak też z n. sąsiedniej. Polski od-
powiednik n. ukraińskiej to Dżwierniczek.
Dy di owa: Dydowe 1580 Fast s. 266, później Dydowa, Dydio-
wa. — N. dzierżawcza od n. os. ukr. * Did, pochodnej od did (poi.
dziad). — Nowa n. Zacisze bez związku z n. poprzednią. Polskie tłu-
maczenie n. ukraińskiej to Dziadowa.
Hłudno: Clodne (!) 1436 AGZ XIII 87, później Hłodne, Hlodno,
Włodno, Hłudno. — N. topograficzna od stukr. dialektycznego hłod,
dziś hlid ,Crataegus' (poi. głóg). — Nowa n. Chłodnik nawiązuje pod
względem znaczeniowym do tematu chłód niewłaściwie skojarzonego
z tematem hłud-. Polski odpowiednik pierwotnej formy n. ukraińskiej
to Głożno.
Hołuczków: Hłohoczkowa 1479 Fast s. 110, później Łohocz-
kowa, Hłohuczków, Hołuczków. — N. dzierżawcza od n. os. ukr. ’ Hło-
hoczko, pochodnej od stukr. hloh, dziś hlih (poi. głóg). — Nowa n.
Okrężna wydaje się kojarzyć z kołem sugerowanym w jakimś stopniu
przez brzmieniową formę n. poprzedniej. Wiernie tłumaczona pierwot-
na forma n. ukraińskiej brzmiałaby po polsku Głożeczków.
Hor o dek: Horodek 1580 Fast s. 175, później ts. — N. kulturo-
wa od ukr. horodok (poi. gródek). — Najnowsza zmiana nazwy na
Gródek Sianowi przejaw całkowitej polonizacji dotychczasowej n. hy-
brydalnej ukraińsko-polskiej.
Hoszowczyk: Hussowiecz. 1589 Źdz XVIII s. 9, później Ho-
szowiec, Oszowiec, Hoszowczyk. — N. deminutywna od n. pobliskiej
wsi Hoszów. — Nowa n. Stoczek zachowuje jedynie zdrobniały cha-
rakter n. poprzedniej dzięki sufiksowi -ek. Przy uwzględnieniu histo-
rycznego punktu widzenia na miejscu pierwotnej formy ukraińskiej
winniśmy otrzymać spolszczoną formę Goszowiec, wtórnie Goszowczyk.
Hroszówka: Gruschowka 1442 AGZ XI 1435, później Hru-
szówka, Hroszówka. — N. topograficzna od ukr. hrusza (polski odpo-
wiednik grusza znany dopiero od XVIII w., wcześniej używano
formy gruszka). — Nowa n. Groszówka jest spolszczeniem znanej od
niedawna formy Hroszówka, którą niesłusznie zinterpretowano jako
n. pochodną od ukr. hrisz (poi. grosz). Przy uwzględnieniu histo-
rycznego punktu widzenia na miejscu pierwotnej n. ukraińskiej spo-
dziewana byłaby spolszczona forma Gruszkówką, wtórnie Gruszków-
ka.
Hulskie: UIskie 1580 Fast s. 265, później Hulskie; pierwotnie
'Wolskie, przekształcone w wyniku procesów fonetycznych charakte-
rystycznych dla języka ukraińskiego w Hulskie. — N . kulturowa od
poi. wola ,libertas' (ukr. słoboda). — Nowa n. Stanisławów bez związku
z n. starą. Polski odpowiednik n. dotychczasowej winien się wyrażać
historyczną wyjściową formą Wolskie.
Hu żele: Wrzele (!) 1436 AGZ XIII 83, później Huziele, Huzele. —
N. rodowa od n. os. ukr. 'Huzel lub 'Huzela, pochodnej od ukr. *huzyj,
por. ros. współczesne kur-guzyj 'kusy' (poi. guzy 'karłowaty, kusy'), —
Nowa n. Podzamcze bez związku z n. dotychczasową. Polskie tłumacze-
nie n. ukraińskiej to Guziele.
Jabłonica Ruska: Jablonicza 1397 AGZ VII 9, później Jabło-
nica, Jabłonica Polska. — N. topograficzna o genezie ukraińskiej lub
polskiej od ukr. jabliń; poi. jabłoń. Wtórny człon Ruska wyznacza opo-
zycję do n. pobliskiej wsi Jabłonica Polska. — W nowej n. Jabłonica
pominięto ów człon wyróżniający, w wyniku czego osłabiono związek
między nazwami wspomnianych wsi.
J a h o n k a, bez dokumentacji historycznej. — N. niejasna, ze
względu na h najprawdopodobniej pochodzenia ukraińskiego. — Nowa
n. Jasień nawiązuje w jakimś stopniu do fonetycznej formy n. poprzed-
niej. Mechaniczne tłumaczenie znanej ostatnio formy wyrażałoby się
niejasną formą Jagonka.
Kreców: Croczow (!) 1497 AGZ XVI 2370, później Kreców. —
N. dzierżawcza od n. os. wołoskiego osadnika ‘Kroć, pochodnej od rum.
cret 'kędzierzawy'. — Nowa n. Sady bez związku z n. poprzednią, której
forma nie wymaga spolszczenia.
Kulaszne: Kylyassne (!) 1538 Fast s. 157, później Kulaszne. —
N. topograficzna o charakterze metaforycznym oznaczająca 'miejsce
grząskie, błotniste', o genezie ukraińskiej lub polskiej od ukr. kulasza
'potrawa z mąki jęczmiennej lub kukurydzianej'; poi. kulasza 'ts.' —
Nowa n. Międzygórze zrywa związek z n. poprzednią, którą zapewne
odczuto jako n. wstydliwą, kojarzoną z pogardzaną kulaszą, kulaszką.
Lachowa: Liachowa 1589 Żdz XVIII s. 52, później Lachowa
i Lachawa. — N. dzierżawcza od ukr. Lach (poi. pierwotnie Lech, wtór-
nie pod wpływem ukraińskim Lach). — Nowa n. Miodowa bez związku
znaczeniowego z n. starą. Polski wierny odpowiednik n. ukraińskiej to
Lęchowa. Ze względu jednak na obecność w języku polskim pożyczki
Lach omawiana nazwa nie wymaga tłumaczenia.
Liskowate: Liskowate 1565 Żer II s. 148, później ts. — N. topo-
graficzna od ukr. liska 'leszczyna' (poi. dialektyczne laska) lub od ukr.
lisok (poi. lasek). — Nowa n. Lisówek zachowuje temat n. starej nie-
właściwie wiązanej z poi. lis, zrywa zaś niepotrzebnie z typem przy-
miotnikowym ogólnosłowiańskim na -owaty. Polskie tłumaczenie n.
ukraińskiej to Laskowate.
Leszczowate: Lyesczoyati 1540 Fast s. 168, później Liszczowate,
Leszczowate. — N. topograficzna o genezie ukraińskiej lub polskiej od
ukr. *liszcza 'leszczyna'; poi. dialektyczne leszcza 'ts.' — Nowa n. Za-
lesie pozostaje tylko w luźnym związku znaczeniowym z n. starą.
Wobec polskiego charakteru dotychczasowej nazwy jej zmiana zarów-
no pod względem znaczeniowym jak i formalnym jest nieuzasadniona.
Lody na, osada staroruska sprzed r. 1340; wieś posiadata prawo
ruskie. Notowana od 1442 r.: Lodzina AGZ XI 1533, później Łodzinka,
Lody na, a według spisu w Urzędowych nazwach miejscowości i obiek-
tów fizjograficznych z r. 1966 Łodzina. — N. topograficzna od *łodina,
o domniemanym znaczeniu 'szuwary' w związku z tematem łod-, jaki
występuje np. w poi. łodyga. Formacja typu strus. dubina, poi. jedlina.
— Nowa n. Łęgi pozostaje w luźnym związku znaczeniowym z n. starą.
Polski odpowiednik n. ukraińskiej zatwierdzony przez Komisję Ustala-
nia Nazw i Obiektów Fizjograficznych przy Prezesie Rady Ministrów
PRL i pomieszczany w wyżej wspomnianym spisie to Łodzina.
Ł opieńka: Łopinka 1567 Fast s. 264, później Łopienka. — N.
topograficzna od ukr. łopin, zapożyczonego od pol.łopian w miejsce
rodzimego łopuch. — Nowa n. Owczary bez związku z n. starą. Polskie
tłumaczenie n. ukraińskiej to Łopianka.
Morochów: de Morochowa 1402 AGZ VII 23, później Mrochów,
Mroków, Morochów. — N. dzierżawcza prawdopodobnie od n. os. *Mrok,
z którą zdaje się pozostawać w związku nazwisko właściciela omawia-
nej wsi: Johanne Mroczek de Mrochow 1481 AGZ XII 1557. — Nowa n.
Mroczków zachowuje związek z n. os. historycznego właściciela wsi,
sięga jednak nie do formy wyjściowej Mrok, lecz do wtórnej najpraw-
dopodobniej patronimicznej Mroczek odnoszącej się do syna Mruka.
Polski odpowiednik dzisiejszej formy ukraińskiej to Mrochów, zaś hi-
storyczną formą polską poświadczoną filologicznie byłaby n. Mroków.
M u c z n e, bez historycznej dokumentacji. — N. o trudnym do
sprecyzowania znaczeniu topograficznym lub kulturowym od ukr.
muka (poi. męka) lub muka (poi. mąka). — Nowa n. Kazimierzowo bez
związku z n. starą. Zwraca uwagę jej izolowana forma na -owo nie
znajdująca oparcia w nazwach nie tylko omawianego regionu, ale całej
południowej Polski. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej w zależności od
przyjętej podstawy to Męczne lub Mączne.
Niewistka: Nyewyathka 1436 AGZ XIII 87, później Nie-
wiastka, Niewiestka, Niewistka. — N. dwuznaczna o genezie ukraiń-
skiej lub polskiej: a) dzierżawcza od n. os. ukr. 'Newist; poi. ‘Niewiast,
pochodnych od ukr. 'newistyj 'niewiadomy'; poi. * niewiasty 'ts.', por.
niewiasta; b) kulturowa oznaczająca 'nowe miejsce osiedlenia, jeszcze
niewiadome, nieznane' od przymiotników wskazanych wyżej. — Nowa
n. Podrzecze bez związku z n. dotychczasową. Znana ostatnio n. Nie-
wistka, wtórna do historycznej Niewiastka, nie musi być interpretowa-
na jako forma zruszczona; może być objaśniona jako przejaw polskiego
rozwoju gwarowego od Niewiastka poprzez Niewiestka (gwarowy brak
przegłosu) do Niewistka (ścieśnienie e do i). W takim razie poionizacja
nazwy nie jest konieczna.
Orelec: Orelec 1580 Fast s. 169, później ts. — N. topograficzna
oa UKr. oreł (poi. orzeł). — Nowa n. Orle, zachowując semantyczny
związek z n. poprzednią, niepotrzebnie zrywa z nią związek formalny.
Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to Orzelec.
Paniszczów: Palyschow 1530 Fast s. 176, później Paniszczew,
Paniszczów. — N. dzierżawcza o genezie ukraińskiej lub polskiej od
n. os. ukr. 'Palysz; poł. 'Palisz, pochodnych od ukr. pajyfy; poi, palić.
Wtórnie Paniszczów w wyniku wyrównania do hybrydalnej polsko-
-ukraińskiej formy paniszcze <poł. pan 4- ukr. -iszczę. — Nowa n.
Ustroń bez związku z n. dotychczasową. Pierwotna historyczna forma
polska poświadczona filologicznie to Paliszów. Czysto polski odpowied-
nik hybrydalnej formy Paniszczów wyrażałby się mało zgrabną formą
Panisków. 2
Prełuki: Przelęczki 1557 Fast s. 263, później Pr żylaki, Przełuki,
Prełuki. — N. topograficzna od ukr. *prełuk lub prełuka 'łąka, polana
wśród lasów' (poi. 'przełęk lub 'przełęka, formy poświadczone przez
nazwy miejscowości). — Nowa n. Przełęcz koresponduje z n. starą nie-
słusznie kojarzoną z przełęczą. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej po-
świadczone filologicznie to Przełęki.
Procisne: Smolnyk sprotheznem 1580 Fast s. 265, później Pro-
tesne, Procisne. — N. dwuznaczna: a) kulturowa oznaczająca 'przecin-
kę' od ukr. protesaiy (poi. przeciosać 'przeciąć'); b) topograficzna ozna-
czająca 'miejsce przecięte potokiem, wąwozem itp.' od czasownika jw.
— Nowa n. Przesmyk nawiązuje pod względem znaczeniowym do n.
starej niesłusznie kojarzonej z ukr. tisnyj (poi. ciasny).
Rabę: Rzebe 1552 Fast s. 170, później Rabo. — N. topograficzna
odnosząca się pierwotnie do potoku od ukr. rjabyj 'pstry' (poi. *rzęby,
por. jar zębaty). — Nowa n. Podgórze bez związku z n. starą. Polski
odpowiednik n. ukraińskiej to Rzębe.
Rosochate: Skorodne z Roszochalem 1580 Fast s. 265, później
Rosochate. — N. topograficzna oznaczająca 'miejsce, skąd rozchodzą
się potoki, wąwozy, drogi itp.' o genezie ukraińskiej lub polskiej od
ukr. rozsochatyj 'rozwidlony'; poi. rozsochaty > rosochaty 'ts.'. — No-
wa n. Olszyna bez związku z n. starą. Wobec polskiego charakteru
omawianej nazwy jej zmiana z językowego punktu widzenia jest bez-
podstawna.
Rozpucie: Rozpucie 1523 Fast s. 110, później ts. — N. kulturo-
wa od ukr. rozputje (poi. rozdroże, ale niewykluczona forma 'rozpęcie
z racji istnienia stp. form pąć 'droga', pątnik 'pielgrzym'). — Nowa n.
Tkaczowa bez związku z n. starą. — Polskie wierne tłumaczenie n.
ukraińskiej dałoby formę Rozpęcie. Wobec braku oparcia o odpowiedni
apelatyw 'rozpęcie można by n. ukraińską spolszczyć na Rozdroże.
Serednica: Serednica 1542, MRP IV3 20819, później Śrzednica,
Średnica, Serednica. — N. topograficzna oznaczająca 'obiekt naturalny
lub kulturowy zajmujący środkowe położenie względem innych obiek-
tów' od ukr. serednij (poi. średni). — Nowa n. Średnia Wieś niepotrzeb-
nie została wzbogacona pod względem znaczeniowym o element Wieś
i tym samym zmieniona z pierwotnej formy prostej na złożoną. Polski
odpowiednik n. ukraińskiej zaświadczony filologicznie to Średnica.
Sianki: Sanskie 1580 Fast s. 266, później Sianki. — N. topogra-
ficzna, pierwotnie w formie przymiotnikowej o genezie ukraińskiej lub
polskiej od ukr. Sjan; poi. San. Wtórnie w formie rzecznikowej ukr.
Sjanki od n. źródłowych potoków rzeki Sjan. — Nowa n. Sanniki wy-
daje się być utworzona w oparciu o skojarzenie z saniami, sankami,
jakie narzucić może brzmieniowa forma ukr. formy Sianki. Polskie
tłumaczenie n. ukraińskiej wyrażałoby się formą Sanki. Wobec jej
dwuznaczności można by ją zastąpić pierwotną historycznie poświad-
czoną przymiotnikową formą Sońskie.
Skorodne: Skorodne 1533 Fast s. 177, później ts. — N. dwu-
znaczna: a) kulturowa od ukr. skorodyty (poi. skródzić); b) topogra-
ficzna o genezie ukraińskiej lub polskiej od n. roślinnej ukr. skoroda
'Allium angulosum, Carex digitata'; poi. skoroda 'Asperula odorata'. —
Nowa n. Ostra bez związku z n. poprzednią. Przy założeniu ukr. genezy
nazwy należałoby ją spolszczyć na Skródne. Wobec jednak możliwej
także innej interpretacji n. Skorodne jej polszczenie staje się nie-
potrzebne.
Smereczne: Smereczna 1589 Żdz XVIII s. 3, później Smereczne.
— N. topograficzna od ukr. smerek (poi. karpackie smrek, pożyczka
słowacka, wobec ogólnopolskiego świerk). — Nowa n. Świerkowa, za-
chowując znaczeniowy związek z n. dotychczasową, niepotrzebnie zry-
wa z nią związek formalny. W tłumaczeniu tym oparto się o ogólno-
polską podstawę świerk, pominięto zaś lokalną formę smrek, stanowiącą
formalny odpowiednik ukr. formy smerek. Wobec powyższego możliwe
jest dwojakie tłumaczenie n. ukraińskiej: na lokalne Smreczne i ogólno-
polskie Świerczne.
Smerek: Smerek 1529 Fast s. 173, później ts. — Znaczenie i ge-
neza nazwy jw. — Ocena nowej n. Świerków jw. Polskie tłumaczenie
n. ukraińskiej to Smrek lub Świerk.
Stańko w a: Stankowa Vola 1481 AGZ XVI 1515, później Ston-
kowa, Stańkowa. — N. dzierżawca od n. ukr. Stańko zaświadczonej
filologicznie: Vayszko i Hus Stany ko heres scultecie Stany kova volya
1491 AGZ XVI 3484 (poi. Stanek). — Nowa n. Rzeczki bez związku
z poprzednią. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej poświadczone filolo-
gicznie to Stankowa.
Studenne: Sthudenne 1580 Fast s. 178, później Studenne. —
N. topograficzna oznaczająca 'miejsce, gdzie jest zimno, prawdopodob-
nie od wody' (wieś leży w międzyrzeczu Sanu i Solinki), od ukr.
studenyj 'zimny' (poi. studziony). — Nowa n. Studzienne jest wiernym
tłumaczeniem n. ukraińskiej.
Stuposiany: Vola in fluvio Stuposan 1489 AGZ XVI 1935,
później Stuposan, Stuposian, Stuposiany. — N. topograficzna odnosząca
się pierwotnie do dolnego odcinka rzeki Wołosatki przy jej ujściu do
Sanu złożona z dwu członów ukr. stup 'starcie' i ukr. Sjan. — Nowa
n. Łukasiewicze bez związku z n. dotychczasową. Zwraca uwagę jej
izolowana forma patronimiczna na -icze nie mająca oparcia w nazwach
otaczającej daną miejscowość strefy osadnictwa wołoskiego.
Suko watę: medietas Sznkowalhey 1483 AGZ XVI 1605; póź-
niej Sukowata, Sukowcde. — N. topograficzna lub kulturowa oznaczają-
ca 'las o sękatych drzewach' bądź 'las przetrzebiony przez człowieka lub
zniszczony przez wiatrołom' od ukr. suk (poi. sęk). — Nowa n. Sęków-
ka, zachowując semantyczny związek z n. dotychczasową, nienotrzebnie
zrywa z nią związek formalny. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to
zaświadczone filologicznie Sękowa! e.
Swierzowa: Świrzowa 1665 Żdz. XIV s. 53a, potem Świerzawa
Ruska. — N. dzierżawcza od n. os. poi. Świrz, por. stp. świerzepie 'dzi-
kie polne rośliny’, Świerże pa i świerzopa 'klacz'. Wtórny człon Ruska
odróżnia tę nazwę od n. pobliskiej wsi Świerzawa Polska. — Nowa n.
Swierzowa, pomijając człon wyróżniający, rozluźnia związek między
wspomnianymi nazwami.
Tworylne: Tworzine 1465 AGZ XI 3348, później Tworzynne,
Tworzydlne, Tworylne. — N. prawdopodobnie kulturowa od ukr. Two-
ry/o (poi. tworzydło 'forma do sera'). Znaczenie tej nazwy wiąże się
być może z gospodarką pasterską: z produkcją sera owczego. — Nowa
n. Słoneczna bez związku z n. stara. Polski odpowiednik n. ukraińskiej
zaświadczony filologicznie to Tworzydlne, a po uproszczeniu grupy
spółgłoskowej dln - Tworzydne lub TworzyIne.
Uherce Mineralne: Vhercze 1436 AGZ XIII 83, później
U gierce, Ugrce, U harce, Uherce Mineralne. Typ semantyczno-formalny
nazwy wskazuje na jej staroruską metrykę sprzed r. 1340. — N. etnicz-
na od strus. 'Uhry (poi. Węgry). — Nowa n. Nowa Wieś bez związku
z n. starą. Użyty w nowoprzyjętej nazwie człon przymiotnikowy Nowa
funkcjonuje w toponimii jako z reguły człon opozycyjny do n. poblis-
kiej wsi z członem Stara. Tu brak takiej opozycji. Polskie odpowiedniki
n. ukraińskiej to Węgrzce, Węgrce lub Węgierce, formy spotykane
również na obszarze etnicznej Polski.
Ulucz, osada staroruska sprzed r. 1340: wieś posiadała prawo
ruskie. Notowana od r. 1373: Ulicz AGZ VII 9, później Ulucz. — N.
dzierżawcza od n. os. strus. *Ulik (poi. *Ulik), pochodnej od strus. Ulijan
lub ul (poi. Julian, ul). — Nowa n. Łąka wyda je się być utworzona
w oparciu o skojarzenie z ukr. luka (poi. łąka), jakie sugeruje brzmie-
niowa forma n. starej. Polskie odpowiedniki są identyczne z formami
ukraińskimi: pierwotnie Ulicz, wtórnie Ulucz w wyniku zmiany fone-
tycznej li > lu charakterystycznej dla różnych języków słowiańskich.
Wańków a: Vanykowa Vola 1489 AGZ XVI 1935, później Wań-
kowa. — N. dzierżawcza od n. os. ukr. Wańka (poi. Janek). — Nowa n.
Jankowa jest wiernym tłumaczeniem formy ukraińskiej.
W e r 1 a s, bez dokumentacji historycznej, pierwotnie w formie
ukraińskiej *Werchlis. — N. topograficzna z członem ukr. werch (poi.
wierzch), występującym często w toponimii na oznaczenie 'górnego
położenia obiektu, początku, źródła'. Drugi człon nazwy od ukr. lis (poi.
las). — Nowa n. Międzylesie nawiązuje pod względem semantycznym
cio drugiego członu złożenia w n. poprzedniej. Wymiana jednak pierw-
szego członu narusza pierwotne znaczenie całej nazwy wynikające ze
wzajemnego stosunku obydwu jej komponentów. — Całkowicie polski
odpowiednik dotychczasowej formy hybrydalnej ukraińsko-polskiej to
Wierzchlas, a po uproszczeniu grupy spółgłoskowej rzchl - Wierzlas.
We remie ń: Weremiey 1513 Fast s. 169, później Weremień,
pierwotnie w formie ukraińskiej 'Weremin. — N. dzierżawcza od n. os.
ukr. 'Werema obocznej do Jerema, Jarema (polskim odpowiednikiem
byłby Jeremiasz, choć na kresach przyjęła się również forma ukr. Jere-
ma, Jarema, por. Jarema Wiśniowiecki). — Nowa n. Podgrodzie bez
związku z n. poprzednią. Polskie lokalne tłumaczenie pierwotnej n.
ukraińskiej wyrażałoby się formą Jeremin, wtórnie Jeremień w wyniku
polskiego rozwoju -in ł> -eń. Gdyby jednak przy tłumaczeniu n. ukraiń-
skiej chcieć oprzeć się o ogólnopolską podstawę Jeremiasz, musielibyśmy
utworzyć formę z sufiksem przymiotnikowym -ów: Jeremiaszów, znacz-
nie odbiegającą od formy wyjściowej. W takim wypadku być może
uzasadniona byłaby wymiana n. starej na całkowicie inną prostą, ma-
jącą oparcie w realiach historycznych lub aktualnych danej miejsco-
wości. W odniesieniu do omawianej wsi nazwę taką mogłaby być np.
Gruszka, notowana w latach 1526—1536 obocznie do n. Weremień.
Wilsznia: Wilsznia 1855 Sk s. 248, później ts. — N. topogra-
ficzna od ukr. w Ucha (poi. olcha). — Nowa n. Olszanka, zachowując
związek znaczeniowy z n. dotychczasową, niepotrzebnie zrywa z nią
związek formalny. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to Ol(e)sznia.
Wi trylów: lutrilow 1424 AGZ XI 26, później Jitrylów, Witry-
łów. Prawdopodobnie osada o prawie ruskim, a więc o metryce staro-
ruskiej sprzed r. 1340. — N. dzierżawcza od n. os. strus. 'JutrHo (poi.
'Jątrzyło), pochodnej o n. złożonej typu 'Jutrowoj, 'Jutrogost. — Nowa
n. Wietrzna nawiązuje pod względem znaczeniowym do tematu n. po-
przedniej niewłaściwie kojarzonego z ukr. witer (poi. wiatr). Polskie
tłumaczenie historycznej n. staroruskiej winno dać Jutrzyłów, wtórnie
Witrzyłów w wyniku rozwoju fonetycznego Ju-> Ji-> Wi-.
Wola Krecowa: Wola Krecowska 1721 ADP 156 s. 224b, póź-
niej Wola Krecowa. — N. kulturowa, zarazem określająca położenie
osady - woli w pobliżu wsi Kreców. — Zmieniona n. Wola Sadowska
z nowym członem przydawki jest odbiciem zmiany n. Kreców na Sady.
Wola Matiaszowa: Matiasowa Vola 1567 Fast s. 264, póź-
niej Wola Matyjaszowa, Wola Matiaszowa. — N. z członem kulturowym
i dzierżawczym, o genezie ukraińskiej lub polskiej od n. os. ukr.
Matyjasz; poi. Matyjasz. N. os. w związku z ukr. Małej lub Matwej;
łac. Mathias. — Nowa n. Wola bez członu przymiotnikowego staje się
formacją pod względem nazewniczym mało wyrazistą. Element Wola
w historycznym znaczeniu 'libertas', wtórnie 'przysiółek, nowsza część
wsi’, z reguły wymagał członu określającego, sam jako element typizu-
jący często ulegał elipsji. W omawianym wypadku wyeliminowany zo-
stał akurat człon wyróżniający. Wobec polskiego charakteru n. dotych-
czasowej jej wszelka zmiana jest bezpodstawna.
Wołodź: Walosze 1373 AGZ 9, później Wołosz, Wołodź. — N.
dzierżawcza od ukr. n. etnicznej Wołoch 'Rumun' (poi. Wołoch, pożycz-
ka ukraińska). — Nowa n. Czechów bez związku z n. poprzednią. Z ra-
cji obecności w języku ogólnopolskim formy zapożyczonej Wołoch,
polszczenie omawianej nazwy jest niepotrzebne. Mechaniczne tłuma-
czenie doprowadziłoby do formy Wiosze, wtórnie Wlosz, wreszcie
Włódź z -dż na miejscu -sz w wyniku oddziaływania na siebie gwary
ukraińskiej i polskiej.
W ołosate: Wołosatka 1565 Żer II s. 287, później Wołosate. —
N. topograficzna o charakterze metaforycznym oznaczająca 'teren po-
rośnięty wysoką trawą' od ukr. wołos (poi. włos). — Nowa n. Roztoka
bez związku z n. poprzednią. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to
Włosate lub Włochate.
Zawadka Morochowska: Zawadka 1567 Fast s. 152, póź-
niej Zawadka Morochowska. — N. topograficzna o genezie ukraińskiej
lub polskiej od ukr. zawada 'przeszkoda'; poi. zawada 'ts.'; oznacza
'obiekt przede wszystkim naturalny: las, potok, wąwóz itp., stanowiący
przeszkodę na drodze do sąsiednich wsi'. Wtórny człon przymiotnikowy
utworzony od n. sąsiedniej wsi Morochów wyznacza opozycję do n.
pobliskiej wsi Zawadka Rymanowska. — Nowa n. Zawadka pozbawiona
członu wyróżniającego opozycję tę osłabia. Gdybyśmy chcieli zachować
związek omawianej nazwy z n. Morochów zmienioną na Mroczków,
otrzymalibyśmy formę Zawadka Mroczkowska. Podobnego typu za-
bieg zastosowano zmieniając np. Wolę Krecowską na Wolę Sadowską.
Zubeńsko: Subiensko 1565 Żer TI s. 285, później Zubieńsko
i Zubeńsko. — N. prawdopodobnie topograficzna od ukr. zub (poi. ząb),
określającego w sposóo metaforyczny 'spiczasty kształt góry lub zę-
baty kształt jej grzbietu'. — Nowa n. Zębieńsko jest wiernym tłuma-
czeniem n. ukraińskiej.
Żerdenka: Zerdinka 1552 Fast s. 170, później Żerdenka. Wcze-
śniej od n. wsi znana była n. wTodna Zerdenyka 1511 Rieger s. 192. Ta
zaś to urzeczownikowiona forma przymiotnika ukr. żerdenskyj od n.
sąsiedniej wrsi Żerdnica, dziś Żernica Niżna. — Nowra n. Zawodówka
bez związku z n. popizednią. Polskie tłumaczenie n. ukraińskiej to
Żerdzianka.
Powyższy przegląd 65 nazw, stanowiących dokładnie połowę wszy-
stkich nazw wytypowanych do zmiany z obszaru południowo-wschod-
niej Polski, pozwala zoiientować się w sposobach polonizacji nazw
o cechach językowych ruskich.
Najczęściej spotykanym przejawem tej polonizacji była wrymiana
dotychczasowej nazwy na formę całkowicie odmienną pod względem
znaczeniowym oraz na ogół różną pod wTzględem słowotwórczym, np;
Wołodź na Czechów, Stuposiany na Łukcisiewicze, Uherce Mineralne
na Nową Wieś, Skorodne na Ostrą. W ten sposób spolonizowano
w analizowanym materiale 30 toponimówo
W związku z tego typu zmianą rodzi się pytanie o motywację se-
mantyczną i formalną dla nowoprzyjętycli nazw: czy nazwy te opie-
rały się o historyczne bądź aktualne realia miejscowości, do których
się odnosiły? Czy np. Lachowa, później Miodowa miała coś
wspólnego z miodem? czy Dwerniczek słusznie nazwany został Jo-
dłówką, a Skorodne — Ostrą? skąd dla Dudyniec — Szybistów? itd.
Wprawdzie dla funkcjonowania nazwy jej znaczenie etymologiczne
nie jest istotne, ale w dotychczasowej praktyce nazewniczej jest ono
uwzględniane jako zwięzła charakterystyka pod względem topogra-
ficznym, kulturowym, etnicznym itp. punktu geograficznego, do któ-
rego nowopowstająca nazwa się odnosi. Na temat owej nazwotwór-
czej postawy oczekiwalibyśmy wyjaśnień od twórców interesujących
nas tu nowych nazw.
Poza stroną znaczeniową motywacji wymagałaby również forma
słowotwórcza tych nazw. Rzadko kiedy nowa nazwa zachowywała zwią-
zek ze strukturą nazwy poprzedniej, jak np. w wypadku Miodowej na
miejscu Lachowej. Na ogół przybierała ona odmienną formę słowotwór-
czą, np. Jodłówka w miejsce Dwerniczka, Ostra w miejsce Skorodnego,
Podgrodzie w miejsce Weremienia, Stanisławów w miejsce Hulskiego
itd. Dla form tych trudno ustalić kryteria ich wyboru. Odnosi się wra-
żenie, że był to wybór przypadkowy, który w niektórych wypadkach
musi być oceniony jako niesłuszny, np. w nazwach Kazimierzowo, Łu-
kasiewicze, w których sufiksy -owo, -icze nie znajdują oparcia struktu-
ralnego w nazwach omawianego terenu.
2. Inny sposób polonizacji polegał na zachowaniu związku znacze-
niowego przy zerwanym związku formalnym między nazwą starą a no-
wą. W ten sposób tłumaczonych nazw w analizowanym materiale
było 29.
Pomiędzy znaczeniami omawianych form bardzo często brak było
całkowitej odpowiedniości. Nowa nazwa mogła być pod względem zna-
czeniowym: a) uboższa, np. Wola <1 Wola Matiaszowa, Zawadka <1 Za-
wadka Morochowska; b) bogatsza, np. Długopole < Dołżyca. Niekiedy
związek ten był dość luźny, np. Górna Wieś < Czystogarb, Zalesie <ć
Leszczowate. Pary przykładów typu Olszanka < Wilsznia, Orle < Ore-
lec, Świerków <C Smerek, w których mamy do czynienia z sufiksami
już dziś strukturalnymi, możemy ocenić jako formy pod względem
znaczeniowym równorzędne.
Wśród nazw polszczonych według omawianego sposobu szcze-
gólną uwagę zwracają tłumaczenia błędne, oparte jedynie o brzmie-
niową współczesną formę nazwy, np. Chłodnik na miejscu Hłudna, Li-
sówek na miejscu Liskowatego, Przesmyk na miejscu Procisnej, Wie-
trzna na miejscu W itry Iowa itd. Taki zewnętrzny tylko ogląd nazwy
współczesnej bez sięgnięcia do form historycznych wydaje się jako
metoda tłumaczenia nazw sprawą co najmniej problematyczną.
Z całą pewnością zaś niesłuszna była zmiana formy słowotwórczej
prawie wszystkich nazw całej omawianej wyżej grupy. Spośród wy-
stępujących tu formacji słowotwórczych tylko formy na -ce oraz -iszczę
mają ruski charakter. Pozostałe są wspólne dla języka polskiego i ukra
niskiego (nie jest np. typowo ukraińskim suiiks -ate, skwapliwie usuuię-
ty z szeregu nazw, w tym także z polskim tematem, np. Lcszczowate,
Rosochate).
3. Wreszcie trzeci sposób polonizacji, jaki ujawnia analizowany
materiał, polegał na wiernym tłumaczeniu nazwy z zachowaniem jej
struktury znaczeniowo-slowotwórczej, np. Berezka > Brzózka, Sluden-
ne > Studzienne itd. Tak spolszczonych nazw było najmniej, bo tylko 6.
Uzyskany stosunek ilościowy między trzema powyższymi grupami
nazw polonizowanych według różnych sposobów (30 : 29 : 6) świadczy
o niewłaściwym zastosowaniu powyższych metod. Oczekiwalibyśmy
preferowania przede wszystkim trzeciego sposobu, polegającego na
wiernym tłumaczeniu nazwy, tu prezentowanego zaskakująco skromnie.
W ten sposób tłumaczona nazwa zachowuje wyraźny genetyczny
związek z nazwą poprzednią. Tak polonizowane nazwy poświadczają
źródła historyczne dla wielu omawianych nazw. Zmianę słowotwórczą
należałoby zastosować tylko w wypadkach natknięcia się na formy sło-
wotwórczo obce, występujące tu jak wspomniano wyjątkowo.
Przy przyjęciu naczelnej zasady wiernego tłumaczenia nazwy pra-
wie zbędny okazałby się sposób polszczenia nazwy poprzez jej wymia-
nę na nazwę zupełnie odmienną. Taka całkowita wymiana w biografii
nazw geograficznych spotykana jest stosunkowo rzadko. Nie wynika
ona na ogół z negatywnej oceny nazwy starej, ale z potrzeby upamięt-
nienia jakichś nowych, uznanych za ważne, realiów związanych z daną
miejscowością. Tutaj spotkaliśmy się z generalnie negatywną oceną
znaczenia i formy wielu dotychczasowych nazw, które zastąpiono
nazwami zupełnie nowymi o niejasnej motywacji.
Przeprowadzone wyżej rozważania na temat celowości oraz sposo-
bu zmian nazw miejscowości południowo-wschodniej Polski prowadzą
do krytycznej oceny wymienianego na początku artykułu zarządzenia.
Powyższa wypowiedź w tej sprawie nie rości sobie pretensji do oceny
ostatecznej. Została ona podjęta przede wszystkim ze stanowiska
lingwistycznego. Autor widziałby najchętniej swoją wypowiedź jako
głos w dyskusji, która winna poprzedzić tak społecznie ważną akcję,
jaką jest zmiana nazewnictwa geograficznego.
SKRÓTY
AGZ Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej polskiej z Archiwum tzw. Bernardyńskiego we Lwowie, t. I—XXV, Lwów 1868—1935.
ADP Archiwum Diecezjalne w Przemyślu (źródła rękopiśmienne).
Fast A. Fastnach: Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340—1650, Wrocław 1962.
MRP Matricularum Regni Poloniae summaria, t. I—Vlr Varsoviae 1905—1919.
Rieger J. Rieger: Nazwy wodne dorzecza Sanu. Prace Onomastyczne PAN, nr 12, 1969.
Sk Skorowidz wszystkich miejscowości położonych w królestwie Galicji i Lo- domerii... Lwów 1855.
ZDM Zbiór dokumentów małopolskich, cz. 1—5, Wrocław 1962—1970.
Zuz Źródła dziejowe, t. XIV, XVIII, Warszawa 1886, 1902.
Zer Zereła do istoryji Ukrajiny - Rusi, t. II, Lwiw 1897.
jw. jak wyżej
łdC. łaciński
n. nazwa
n. os. nazwa osobowa
por. porównaj
slp. staropolski
strus. staroruski
stukr. staroukraiński
• oznacza formę niepoświadczonę, rekonstruowaną.
EDWARD WIERZBICKI
POGLĄDY STANISŁAWA SZCZEPANOWSK1EGO
NA ROZWOJ OŚWIATY I WYCHOWANIA W GALICJI
r.
Idea narodowa w b. zaborze austriackim i perspektywy jej pomyśl-
nego rozwoju wymagała spełnienia wielu podstawowych warunków.
Te zaś wśród nich, które wysuwały się na czoło problemu, według
Szczepanowskiego, to konieczność zmian w zacofanym życiu gospodar-
czym Galicji, jej społecznym i duchowym upadkuAutor Nędzy
Galicji był zdania, iż do zmian na polu ekonomiczno-społecznym droga
prowadzi m. in. poprzez szeroki rozwój oświaty i wychowania publicz-
nego 2.
W krótkim niniejszym szkicu nie wyczerpiemy zagadnienia, uwy-
puklimy tylko pewne szczegóły z walki o polską szkołę narodową
w Galicji, której wspomniany działacz i publicysta był szczerze od-
dany i brał w niej czynny udział.
Statystyki i spisy natomiast, dotyczące oświaty ludowej, nie wró-
żyły najlepszych nadziei na najbliższą przyszłość w rozwoju szkol-
nictwa ludowego. Działalność Rady Szkolnej Krajowej na tym polu,
mimo dokonanego pewnego postępu, okazała się nie wystarczająca
w porównaniu z dużym analfabetyzmem istniejącym w Galicji. Przez
kilkanaście lat Rada Szkolna nie potrafiła usunąć marazmu na tym tak
ważnym odcinku pracy narodowej Kiedy marszałkiem Sejmu Kra-
jowego w roku 1880 został Mikołaj Zyblikiewicz, władze galicyjskie
1 Stanisław Szczepanowski, „Nędza Galicji w cyfrach i program energicznego
rozwoju gospodarstwa krajowego", Lwów 1888, s. 190.
* tamże.
* Michał Bobrzyński w Radzie Szkolnej Krajowej, Kraków 1901, s. 5 i nast.,
Józef Putek, „Sejm w Ciemnogrodzie", (szkic z dziejów walki o naukę i oświatę
w Galicji), W-wa 1948, Zygmunt Dulczewski, „Walka o szkolę na wsi galicyjskiej
w świetle stenogramów Sejmu Krajowego 1861—1914", Wrocław 1953, Swiatłomir,
,,Ciemnota Galicji w świetle cyfr i faktów”, Lwów 1904, Irena Homola Dzikowska,
„Mikołaj Zyblikiewicz (1823—1887)”, Wrocław 1964. s. 145—9 (działalność marszał-
kowska Zyblikiewicz^).
poczyniły pewne kroki w tej dziedzinie. Choć postęp, jakiego dokonano,
datujący się szczególnie od roku 1886 był znaczny, to droga do obję-
cia wszystkich dzieci nauką szkolną była wciąż bardzo daleka. A prze-
cież Sejm galicyjski, pod naciskiem Zyblikiewicza, podjął w roku 1883
optymistyczną uchwałę, iż w ciągu dziesięciu lat należy zbudować
sieć szkół zdolną do objęcia nauką szkolną wszystkich miejscowości
w Galicji4. Po upływie tak szumnie zapowiedzianej akcji oświatowej,
Galicja potrzebowała co najmniej jeszcze trzydzieści lat dla urzeczy-
wistnienia wspomnianego ambitnego planu oświatowego. Okazało się,
iż na sześć milionów ludności w roku 1880 Galicja posiadała liczbę
analfabetów dochodzącą do 4 milionów i do roku 1890 liczba ta
zmniejszyła się zaledwie o niecałe sześćdziesiąt tysięcy5 — relacjo-
nował na posiedzeniu Sejmu Szczepanowski.
Dodać tutaj trzeba, iż postęp w tym zakresie był nieco większy,
bowiem ludności w tym dziesięcioleciu przybyło w kraju 600 tysięcy.
Wskutek powiększania się ilości mieszkańców, zwiększała się równo-
cześnie ilość szkół i corocznie rosła liczba dzieci i młodzieży objętej
nauką szkolną o 11 tysięcy. Do tej liczby dochodziło 13 tysięcy mło-
dzieży włączanych w system nauczania szkolnego w celu zmniejsza-
nia analfabetyzmu wynikającego z zaniedbań przeszłości, czyli corocz-
na zwyżka przyjmowanych dzieci i młodzieży do szkół ludowych w Ga-
licji wynosiła 24 tysiące 6. Z liczby dzieci w wieku szkolnym w roku
1892, wynoszącej 925 tysięcy, mniej więcej połowa, jak wykazał Szcze-
panowski na forum sejmowym na podstawie wykazów przedstawio-
nych przez inspektorów szkolnych, nie była objęta nauką w szkołach.
Gdyby zatem dotychczasowy postęp w szkolnictwie utrzymano, to
potrzebaby wysiłku całej generacji, aby wszystkim dzieciom i mło-
dzieży w wieku szkolnym zapewnić miejsce w szkołach ludowych 7
Szczepanowski z uznaniem odnosił się do ożywienia na polu pod-
noszenia oświaty. Lecz tempo rozwoju szkolnictwa ludowego było
jednak zbyt powolne z powodu oporu władz krajowych. Tutaj krajo-
we czynniki spotykały się zawsze z ostrą krytyką ze strony Szcze-
panowskiego za opóźnianie procesu duchowego odrodzenia narodo-
wego. Droga do tęgo celu prowadziła, jak wyjaśniał, po pierwsze,
4 tamże. ' / ' . , . . .. ..
5 Stanisław Szczepanowski, „Budżet szkolnictwa ludowego i doniosłość histo-
ryczna" (mowa wygł. na posiedzeniu Sejmu Krajowego dn. 6.IV.1892 r.), w: tegoż,
„O polskich tradycjach w wychowaniu", Lwów 1912, s. 128—32; Sprawozdania ste-
nograficzne z posiedzeń Sejmu Krajowego, Lwów 1896, s. 68; Tadeusz- Rutowski,
„Mowa wygł. nq zgromadzeniu wyborców m. Tarnowa w dniu 19 maja 1883 r."
Kraków 1883; Michał Bobrzyński w Radzie Szkolnej Krajowej",- wyd. :cyt. s. 8; Mi-
chał Dobrzyński w Radzie Szkolnej Krajowej", wyd. cyt. s. 8; Michał Bobrzyński,
„Z moich pamiętników", Wrocław 1957, s. XI—XII i nast.-, w oprać. Adama Galosa.
6 Stanisław Szczepanowski, jw.-, s. 130; Michał Bobrzyński jw. :?
7 Stanisław Szczepanowski, jw. s. 128—30, Tutaj przekonujemy się również
o trafności przewidywań Szczepanowskie.go, gdyż .jeszcze pó upływie 17 łat, w roku
1909, pisze-Bobrzyński w swych pamiętnikach, (s. .10.1):.„Szkoły ludowe, mnożyły się.
Postęp w tym kierunku był tak intensywny, że kraj-zbliżał się -.do celu, ażeby
w każdej gminie była szkoła i każde dziecko chodziło do szkoły". : • : . .. : z
przez zwiększenie środków materialnych na cele szkolne, a następnie
przez odpowiednie nastawienie duchowe i zrozumienie wartości czło-
wieka, który przeszedł przez właściwą dla niego szkołę 8.
Szczepanowski dawał przykłady i czynił porównania, na przykład
z Czechami, na tym odcinku życia społeczno-narodowego. Porównanie
to wyjaśni nam, jak daleko w tyle była Galicja za naszym sąsiadem
czeskim. Czechy przed upływem pierwszego półwiecza ubiegłego wie-
ku zakończyły proces rozbudowy swego szkolnictwa ludowego. Szcze-
gólny postęp w intensyfikacji rozwoju oświaty czeskiej zaznaczył się
w drugiej połowie lat siedemdziesiątych tegoż wieku. W początkach
lat dziewięćdziesiątych trwał dalszy ciąg intensywnego rozwoju oświa-
ty i kultury w Czechach. Wydawano tam na każde dziecko uczące się
11 złotych reńskich rocznie, nie licząc wydatków na pomoce szkolne
i budynki (1892), a w Galicji na każde dziecko uczące się wydawano
w tym czasie tylko 6 złr. Tak też w Czechach, gdzie ludności było
o jeden milion mniej, wydawano na szkolnictwo ludowe 14 min złr.,
a w Galicji zaledwie 3 min. Ze wszystkich krajów austriackich Czechy
przodowały pod względem opieki nad swoimi szkołami, dziećmi i uczą-
cą- się młodzieżą 9.
Wiele przyczyn legło u podstaw zacofania galicyjskiego szkol-
nictwa. Jedną z głównych, to ograniczenie swobód autonomicznych,
następnie drugą stroną tej bolesnej sprawy był brak funduszów na cele
oświaty i kultury, wskutek czego cenne i wartościowe inicjatywy pe-
dagogiczne z konieczności pozostawały w sferze marzeń. Do braku
środków pieniężnych na cele szkolnictwa przyczyniała się tutaj poli-
tyka oświatowa stańczyków. Powodowani strachem i obawą przed
skutkami społecznymi, jakie mogłyby powstać wskutek szerokiego
rozwoju oświaty ludowej, większość sejmowa obcinała każdorazowo
wysokość preliminowanych budżetów szkolnych. Zle wynagradzany
nauczyciel i wąska sieć seminariów nauczycielskich i ich niski po-
ziom10 odbijały się w sposób poważny na stopniu i poziomie naucza-
nia w szkołach ludowych. Rażące braki w zakresie nauczania dziatwy
szkolnej napawały Szczepanowskiego szczególną troską n.
¥ tamże, s. 131—3, 140; por. Czesław Majorek, „System kształcenia nauczycie/i
szkól ludowych w Galicji doby autonomicznej (1871—1914)", Wrocław 1971, s. 142.
• Stanisław Szczepanowski, jw. s. 140—5; tegoż, „Wódka i propinacja”, Lwów
1886, s. 12.
18 por. Czesław Majorek, jw., s. 88—9, 141 i nast.; Michał Dobrzyński, „Inspektor
szkolny Alojzy Schaschek", Kraków 1904, s. 6—7, por. Irena Homola Dzikowska,
„Mikołaj Zyblikiewicz", wyd. cyt.
' 11 Stanisław Szczepanowski, „O potrzebie kursów ludowych" (odczyt wygł.
w Krakowie na zebraniu Towarzystwa Szkoły Ludowej w dniu 21 listop. 1897 r. w:
tegoż ,.O polskich tradycjach w wychowaniu", wyd. cyt., s. 125, 148, 257—71, Sta-
nisław ' Szczepanowski, Adam Asnyk, Tadeusz Romanowicz byli m.in. założycielami
Towarzystwa Szkoły Ludowej; Michał Bobrzyńnki, „Inspektor szkolny Alojzy Schar^
cłtek", (Przyczynek do historii rządów dr Michała Dobrzyńskiego w galicyjskim
szkolnictwie), napisał Stanisław Rosół, Kraków 1904, s. 4—5, Józef Putek, „Sejm
w Ciemnogrodzie”, wyd. cyt.,- por. Ryszard Wroczyński, „Programy oświatowe po-
zytyw-izmu.w Polsce, na tle społeczno-gospodarczym", Łódź 1949, s. 144—9, Michał
Bobrźyński, tn&ięh pamiętników", wyd, cyt, s. XI—XII, 57—75,
Szczepanowski dostrzegał, iż brak funduszów na cele oświaty
nie pokrywał się z brakiem środków na takie cele, jak trunki. Galicja
potrzebowała w stosunku rocznym na wódkę, piwo i wino od 36—40
min. złr., a na szkolnictwo ludowe wydawała, jak już podano wyżej,
zaledwie 3 min, a na gimnazja i uniwersytety 5 min. Pięć razy więcej
pochłaniała karczma, niż wszystkie zakłady naukowe w Galicji. Postu-
lował zatem, aby wydatki na szkolnictwo ludowe podnieść do 8 min 12.
„Potrzeba więc gospodarki intensywnej na polu oświaty. Gdy ją bę-
dziemy mieli, będziemy mogli pracować około podniesienia sił mate-
rialnych kraju, będziemy mogli pracować około tej materialnej pod-
stawy całej przyszłości narodowej" 13.
Uważał przy tym, iż wydatki na trunki stanowiły jak gdyby dźwignię
Archimedesa, na której podstawie można byłoby rozwiązać wiele
trudności finansowych kraju i dostarczyć środków do podniesienia
oświaty i kultury. Powstały więc sugestie z jego strony, aby wszystkie
dochody pochodzące z propinacji obracać na likwidację najważniej-
szych trudności budżetowych kraju.
„Niech się wykształcenie i wychowanie publiczne krzewi kosztem
trunków, niech te pieniądze i ten czas, które społeczeństwo traci na
karczmy i karty, choć w małej części będą skierowane na wychowanie
publiczne, a wtedy będziemy mogli wykonać program najśmielszy,
o jakim kiedykolwiek pomyślano" 14. I dalej konkludował: „Bo jeśli kto
poznał życie, to z pewnością będzie oceniał ludzi nie na podstawie ich
czynności przymusowej i obowiązkowej, ale na podstawie czynności
z ich własnego wyboru i uczuć, z własnego płynących serca. Środkiem
do oceny rzeczywistego ludzi jest pytanie, nad czym spędzają czas
przeznaczony na tzw. rozrywki.
A czyż jest większa rozrywka jak kształcenie własne i wykształcenie
współobywateli ?"15.
Takie sugestie i pytania stawiał Szczepanowski przed najwyższymi or-
ganami władzy i społeczeństwem w kraju.
12 Stanisław Szczepanowski, „Wódka i propinacja", wyd. cyt. jw., tegoż, „O pol-
skich tradycjach w wychowaniu", wyd. cyt. s. 37—9, 125—148, 176—7, tegoż, prze-
mówienie na posiedzeniu Komisji Szkolnej w sprawie reformy szkół średnich, W:
Alegata do sprawozdań stenograficznych 1898/9, s. 26—7.
13 Stanisław Szczepanowski, „O polskich tradycjach w wychowaniu”, wyd. cyt.
s. 140.
14 Stanisław Szczepanowski, „Szkoła ludowa i jej związek z wychowaniem na-
rodowym", (odczyt wygł. na zjeździe Towarzystwa Pedagogicznego w Stanisławowie
w dniu 20 lipca 1897 roku, w: tegoż, „Pisma”, I, Lwów 1907, s. 193; tegoż, „O pol-
skich tradycjach w wychowaniu", jw. s. 178—9.
15 tamże, s. 270, por. Ryszard Wroczyński, „Wychowanie poza szkołą", W-wa
1968, Sergiusz Hessen, „Filozofia, kultura, wychowanie”, W-wa 1973, s. 169—492,
(rodź. VII — szczebel wolnego samokształcenia, czyli teoria oświaty pozaszkolnej),
Jan Hulewicz, wstęp do: „Z dziejów pracy społecznej i oświatowej” — Heleny Rad-
lińskiej, Wrocław 1954, zob.: Helena Radlińska, w: Wincenty Okoń, „Słownik perła-
ąogcizny", W-wa 1975, s. 242, por. Józef Buszko, „Początki ruchu socjalistycznego
w Galicji Zachodniej (1890—1892)", Kraków 1961, s. 136, por. także: Łukasz Kury-
bach, „Tysiąclecie polskiej oświaty", W-wa 1967, s. 56—7 (wypoczynek po pracy)'
Szczepanowski w swych poglądach na kwestię oświaty uważał,
iż naród polski z historycznego punktu widzenia ma poważną misję
do spełniania. Nawoływał społeczeństwo do likwidacji wad charakte-
rów, które w przeszłości udaremniły realizację jednej z najważniej-
szych potrzeb narodowych, tj. wykształcenia. To zagadnienie — wy-
jaśniał — winno teraz ożyć na nowo i powinno stać się pierwszym
punktem porządku dziennego, mówiąc: „Tak jak przed stu laty hasłem
każdego, który pracował dla odrodzenia narodu, było: skarb i wojsko,
tak teraz hasłem dla każdego, który w tym kierunku pracuje, powinno
być: skarb i szkoła!". Wskazywał na doniosłość przedmiotu i zależność
odrodzenia narodu od poziomu wykształcenia. Poziom i cechy wy-
kształcenia zależne natomiast były ,zarówno od środków materialnych,
jak i systemu szkolnego, któremu podlegała młodzież polska w za-
borze austriackim 16. Był gorącym rzecznikiem zmian i reform w szkol-
nictwie i pod tym względem występował ostro przeciwko wstecznym
poglądom konserwatywnych działaczy i osobistości galicyjskich17.
ii.
Kiedy podczas dyskusji sejmowych, dotyczących edukacji mło-
dzieży w szkołach galicyjskich, Szczepanowski kładł nacisk w swych
wystąpieniach, aby nauczanie w szkołach zaboru austriackiego odby-
wało się na polskich tradycjach narodowych, to odzywały się głosy
przeciwne, o cechach antynarodowych. Były to głosy niektórych wy-
bitnych uczonych i historyków galicyjskich, jak np. Michała Bobrzyń-
skiego, historyka prawa, i Stanisława Tarnowskiego, historyka litera-
tury; obaj byli profesorami na Uniwersytecie Jagiellońskim18 oraz
posłami do Sejmu Krajowego we Lwowie. Dochodziło do ostrych po-
lemik na forum sejmowym w kwestiach dotyczących programów szkol-
nych i wychowania pomiędzy Szczepanowskim i wymienionymi po-
słami, reprezentującymi obóz stańczyków. Bobrzyński, zajmując w tym
czasie również godność wiceprezydenta Rady Szkolnej Krajowej za-
chwalał w Sejmie system szkolny niemiecki i na jego podstawie zalecał
dla Galicji opracowanie systemu oświatowego. Sądził, że dla oświaty
w Galicji nie ma innej alternatywy, jak tylko przyjąć system szkolny
niemiecki, uzasadniając swe stanowisko względami takimi, jak blis-
kość geograficzna, praktyczne wzory bezpośrednie, dostępność języka
i jego bogatej literatury, względy ustawodawcze i polityczne, „wszy-
stko nas pcha do tego — jak mówił — ażeby się oprzeć na systemie
niemieckim i ażeby go za podstawę przyjąć i z niego pełną dłonią ko-
rzystać" 19.
18 Stanisław Szczepanowski, „O polskich tradycjach w wychowaniu", jw. s. 164.
17 Czesław Majorek, wyd. cyt., s. 146—8.
18 Por.: Celina Bobińska, wstęp do: „Studia z dziejów młodzieży Uniwersytetu
Jagiellońskiego od Oświecenia do połowy XX w.", Kraków 1970, I., Józef Buszko,
„Społeczno-polityczne oblicze Uniwersytetu Jagiellońskiego w dobie autonomicznej
Galicji (1869—1914)", Kraków ,1963, s, 15, Michał Bobrzyński, jw. s. VII.
14 Sprawozdania stenograficzne, etc... 1890, s. 860 przemówienie Bobrzyńskego
w Sejmie, por. Czesław Majorek, jw. s. 142 i nast.
Szczepanowski palemizując z wypowiedziami Bobrzyńskiego
w sprawie szkolnej, uważał, iż kopiowanie systemów szkolnych państw
zachodnich z niemieckim włącznie było nieprzydatne na polskim grun-
cie oświatowym, gdyż według niego, każdy naród ma swoje własne
tradycje, temperament i „swój własny rodzaj umysłu". Lecz równo-
cześnie wyrażał pogląd, że główne europejskie systemy oświatowe
mają jednak pewne cechy wspólne, a które zawarte są w następującej
prawdzie, że „geniusz łączy wszystkie narody" 20.
Twórczość ludzi nauki, genialnych pisarzy, filozofów przepojona
jest wielkim duchem prawdy i bohaterstwa, a to, według Szczepa-
nowskiego, są najcenniejsze pierwiastki duchowe, którymi należało
zaszczepiać dusze młodzieży wszystkich narodów i na takich humani-
stycznych zasadach winna być wychowywana młodzież w szkołach.
To są cechy wspólne, którymi obok cech i właściwości własnych, na-
rodowych, powinny charakteryzować się wszystkie systemy oświato-
we. Za stworzeniem takiego właśnie systemu szkolnego dla Galicji
opowiadał się Szczepanowski. Był on przeciwny jakiejkolwiek odręb-
ności prowadzącej do skostnienia form i utraty łączności z prądem
cywilizacyjnym Europy 2l.
W naukach filozoficznych i pedagogicznych, o których tak sze-
roko w owym czasie rozstrząsano i dyskutowano w kołach intelektual-
nych i umysłowych Europy, Szczepanowski znajdował wiele cennych
myśli, które odpowiadały jego poglądom i zapatrywaniom zarówno po-
lityczno-ekonomicznym, jak i społeczno-pedagogicznym22. Twórczość
niemieckiego filozofa Fichte'go posiadała wiele cech, które odpowia-
dały umysłowości i filozoficznym skłonnościom Szczepanowskiego.
Stąd uznanie Szczepanowskiego dla jego uniwersalistycznej filozofii.
Wysoko cenił w tym czasie twórczość takich europejskich sław peda-
gogicznych, jak Pestalozzi23 i Herbart24. Ich poglądy pedagogiczne, jak
Sprawozdanie stenograficzne... jw. s. 862, przemówienie Szczepanowskiego
w Sejmie, Stanisław Szczepanowski, „Wódka i propinacja", jw., s. 38—9; „(...) Oprócz
komunikacji największej reformy potrzebuje szkolnictwo. Kraj taki jak nasz opóź-
niony za innymi, nie może się zadowolić kiepskim naśladownictwem obcych syste-
mów szkolnych. Jedynym środkiem dorównywania innym krajom byłaby wyprzedze-
nie ich na polu edukacyjnym. Kraj w którym nauczał Amos Komeński, kraj, który
wydał Stanisława Konarskiego, Tadeusza Czachiego i tylu innych, nie potrzebuje
obcych wzorów. Nie ufam w tym względzie nowożytnemu pedagogowi wyuczonemu
na wzorach niemieckich".
21 por. Czesław Majorek, jw. s. 143—7, Jan Szczepański. ..Badania empiryczne
i filozoficzne w teorii wychowania", w: „Przeszłość przyszłości". W-wa 1975, s. 158-165.
22 Sprawozdania stenograficzne ... jw. por. także: Ryszard Wroczyński, „Progra-
my oświatowe pozytwizmu w Polsce na tle społecznym i gospodarczym", Łódź 1949.
s. 67. por. Halina Kozłowska. „Ideologia pozytywizmu galicyjskiego . 1864—1881".
Wrocław 1978.
23 Jan Henryk Pestalozzi. „Jak Gertruda uczy swoje dzieci", w: Stanisław Kot,
„Źródła do historii wychowania" (wybór) Kraków 1930, s. 209—35, Józef Jeziorowski,
„Sprawozdanie z odwiedzin szkoły Pestalozziego", w: Stanisław Kot, jw. s. 235—44,
„Wspomnienia ucznia Pestalozziego", w; „Historia wychowania", W-wa 1967, II, s.
73—87, pod red. Łukasza Kurdybacha,
24 Por. Karol Schrader, „Myśl pedagogiczna Jana Fryderyka Herbarta", w: „Hi-
storia wychowania", jw. s. 291—303.
również pedagogiczne wartości, jakie zawarł w swych dziełach Fichte,
miały zastosowanie powszechne. Szczepanowski tutaj wyznał, że ,,jeśli
przyjmuję to, co geniusz niemiecki stworzył, to nie przyjmuję tego,
co biurokracja niemiecka poradziła i jeślibym nie chciał widzieć bez-
myślnego zastosowania wzorów niemieckich, to tylko dlatego, że biu-
rokratyczny system w samych Niemczach znajduje przeciwników25...
W naszej literaturze, w naszej przeszłości historycznej powinniśmy
czerpać natchnienie, a nie w naśladowaniu i przetłumaczeniu na pol-
skie niemieckiego wychowania. Biurokratyczna administracja i biuro-
kratyczne wychowanie jest mi jeszcze wstrętniejsze pod firmą polską
jak było pod niemiecką — bo to znaczy, że nasz duch się niemczyzną
zaraził, że stajemy się Niemcami chwilowo mówiącymi po polsku 26.
Żądając samoistnego rozwoju szkolnictwa w Galicji na gruncie
tradycji narodowych, Szczepanowski nie wykluczał, jak widać, potrzeby
korzystania z wzorów obcych. Przeciwnie, należało — jego zdaniem —
znać wszystko, co się działo w obcych krajach, ale należało szukać nie
szablonu, ,,ale żywego zdroju wiedzy i prawdy". Wiedza o obcych
wzorach nauczania winna pomagać w celu wykorzystywania naszych
polskich tradycji w wychowaniu. Powoływał się Szczepanowski również
na J. A. Komeńskiego, którego ,,Orbis pietus" był wzorem systemu
poglądowego.
Podczas przeprowadzania ankiety w sprawie reformy szkół śred-
nich Stanisław Tarnowski wypowiedział się także w tej ważnej kwestii
dla społeczeństwa polskiego27. Po trzydniowej go-rącej dyskusji Tar-
nowski oświadczył, iż nie może zrozumieć, dlaczego system szkolny
w Galicji uważano za zły i szkodliwy i dlaczego niektórzy działacze
oświatowi występują tak energicznie przeciwko galicyjskiemu progra-
mowi oświatowemu i domagają się jego zmiany. Nie mógł również zro-
zumieć, jak mówił, dlaczego ewentualny nowy program miałby być
lepszym od istniejącego 28.
Na wypowiedź Tarnowskiego zareplikował Szczepanowski, biorący
również udział w powyższej ankiecie. Szczepanowski piętnował pro-
gram szkolny, według którego w Galicji w szkołach średnich kształcono
. młodzież polską. 1
Krzewienia nauki i oświaty w zaborze austriackim, opierające się na
przestarzałych i skostniałych programach, nie stwarzało odpowiednich
podstaw wychowawczych dla uczącej się młodzieży polskiej29. O pro-
25 Sprawozdania stenograficzne ... 1890, s. 862 przemówienie Szczepanowskiego
w Sejmie.
se Rkps 12043, III, Oss, Rkps 36/62, Bibl. Jagiełl.
27 Józef Buszko, wyd. cyt.
28 Alegata do sprawozdań stenograficznych ... 1898/9, s. 112 (przemówienie Tar-
nowskiego).
29 Jan Wierzbowski, „Klasyczne gimnazjum galicyjskie 1872—1880”, Lwów 1890,
w: ,.Galicja w latach 1864—1914" (wyb, tekstów źródłowych), W-wa 1959 w oprać.
Józefa Buszki, ,,Odpowiedź posłom Stanisławowi Tarnowskiemu i Michałowi Bo-
brzyńskiemu w materii polityki. narodowej, i krajowej" Kraków 1889, por.: Czesław
Majorek,, wyd. -cyt. s. 140—7, por. także: Ryszard Wroczyński. „Programy oświatowe
pozytwizmu w Polsce na tle społecznym i gospodarczym',', Łódź 1949, s. 60, por. Hali-
na Kozłowska, „Ideologia pozytywizmu galicyjskiego", Wrocław 1978,
gramach szkolnych decydowały władze centralne w Wiedniu. Czynniki
miejscowe sprawujące władzę w kraju uważały za akt ,Jaski Monar-
szej" zależność Rady Szkolnej Krajowej od ministerstwa w Wiedniu.
Sejm Krajowy, kierowany przez stańczyków, nie zdobył się nigdy na
poparcie energicznych i śmiałych wystąpień posłów z lewicy demokra-
tycznej o prawa do polskiej szkoły narodowej30. Konserwatywna
większość sejmowa nie potrafiła wywalczyć u władz austriackich auto-
nomii szkolnej dla Galicji, choćby w tym stopniu jak np. w Czechach,
gdzie język niemiecki w szkołach średnich był nadobowiązkowy.
Galicyjski program oświatowy nie zawierał wychowawczych pier-
wiastków polskich, narodowych i obywatelskich. Tych ideałów absol-
went ze szkoły nie wynosił. Polak z takiej szkoły — według Szczepa-
nowskiego — wychodził z okaleczoną duszą, któremu później ciężko
konstruktywnie i mądrze działać w życiu31. Szczepanowski widział
w ówczesnym systemie oświatowym dużo zła i dlatego bezkompromiso-
wo występował przeciw niemu i stawiał tezy wychowawcze oparte na
fundamentach i wskazaniach Stanisława Konarskiego i Komisji Edukacji
Narodowej oraz wzorach liceum krzemienieckiego Tadeusza Czackiego
i Chowanny32 Bronisława Trentowskiego. Toteż od końca ubiegłego
stulecia w Galicji wśród tamtejszego społeczeństwa polskiego i młodzie-
ży coraz powszechniej podnosiły się głosy o unarodowienie szkoły
w Galicji. Jak pisano wyżej, Szczepanowski nie wykluczał potrzeby ko-
niecznych wzorów obcych w wychowaniu, to jednak zasadniczych
wzorów wychowawczych do swej edukacji Polacy nie potrzebowali,
gdyż posiadali bogate i chlubne wzory własne dla wychowywania swej
młodzieży w duchu narodowym — jak stwierdzał w odpowiedzi udzie-
lonej panu Tarnowskiemu. „... Ponieważ część złego nie pochodzi z winy
szkoły, dlatego jej nie krytykuję, ale system szkolny muszę napiętno-
wać, jako zgubny" 33.
Takie były zasadnicze różnice pomiędzy Bobrzyńskim i Tarnowskim
a Szczepanowskim w zapatrywaniu na system szkolny, który należało
opracować dla potrzeb szkolnictwa polskiego w Galicji.
Bobrzyński miał duże zasługi na polu krzewienia i rozwoju oświaty
w Galicji, skądinąd wiadomo jednak, iż starał się on podczas swego
urzędowania na stanowisku wiceprezydenta Rady Szkolnej Krajowej,
30 „Statut Rady Szkolnej Krajowej Galicyjskiej", Kraków 1903. por. także: Józef
Buszko, wyd. cyt., s. 14—19, por. Czesław Majorek, jw. s. 16.
81 Por. w tym kontekście: Celina Bobińska, wyd. cyt. s. 10.
32 Bronisław Trentowski, „Chowanna", czyli system pedagogiki, Poznań 1845,
Stefania Sempołowska, „Niedola młodzieży w szkole galicyjskiej'1, Kraków 1906,
s. 3—43, Henryk Barycz, „Rozwój historii oświaty, wychowania i kultury w Polsce",
Kraków 1949, s. 5—26, Mieczysław Karaś, „Bronisław Trentowski o języku polskim",
w: „Przeszłość przyszłości" (pr. zb.), W-wa 1975, s. 211. Jędrzej Śniadecki, „Trentow-
skiego Chowanna”, w: „Źródła do historii wychowania" (wybór), Kraków 1930, s.
223—40, w oprać. Stanisława Kota, Karol Poznański, „Myśl pedagogiczna Bronisława
Trentowskiego", w: „Historia wychowania" (pr. zb.), W-wa 1967, s. 243—55, pod red.
Łukasza Kurdybacha, por. Czesław Majorek, wyd. cyt., s. 145—6.
83 Allegata do sprawozdań stenograficznych, etc. ... jw. s. 26—7, Józef Buszko,
jw., Ryszard Wroczyński, „Historia oświaty i wychowania a programy oświatowe",
w: „Przeszłość przyszłości" (pr. zb.), W-wa 1975, s. 151—7.
:wpływać, zgodnie ze swymi wyrażonymi wyżej poglądami, na wycho-
wanie młodzieży polskiej, która tylko mową polską miała się różnić od
młodzieży niemieckiej szkoła galicyjska, choć w języku polskim,
nieraz skuteczniej wynaradawiała od szkoły rosyjskiej" 34 — stwierdzał
Szczepanowski.
Obok najważniejszych spraw, dotyczących szkolnictwa, Szczepa-
nowski nie pozostał obojętny na naukę języków obcych. Zbijał argu-
menty tych, którzy uważali, że nauka języków obcych przeszkadza
w nauce języka ojczystego. W rzeczywistości rzecz wyglądała całkiem
inaczej. Na przykład wszyscy poeci władali dobrze językami europejski-
mi. I doskonała znajomość ducha ojczystego języka pozwoliła im poznać
i zrozumieć ducha języków obcych. Absolwenci niektórych szkół, którzy
opuszczali je bez znajomości np. języka niemieckiego, nie umieli także
dobrze posługiwać się i językiem polskim — dowodził Szczepanowski.
Z tradycji rodzinnej wyniósł on zamiłowanie do nauki języków obcych
i poznał znaczenie ich i doniosłość w praktyce własnego życia. Władał
dobrze językiem niemieckim, francuskim i angielskim, a z języków kla-
sycznych znał łacinę i grekę35.
Za ważny przedmiot w szkołach uważał również wychowanie fi-
zyczne. Przedmiot ten traktował z bardzo szerokiego stanowiska. Wi-
dział w nim nie tylko ćwiczenia w celu zaprawy sił i zdolności fizycz-
nych. W ćwiczeniach gimnastycznych Szczepanowski dostrzegał i inne
ważne zalety, jak poczucie rygoru i dyscypliny oraz tworzenie się
u młodzieży zarodków posłuszeństwa, czyli tych wszystkich cnót, które
wszczepione już od najwcześniejszych lat wpływają na kształtowanie
zdrowych i silnych moralnie charakterów. Przez uprawianie ćwiczeń
gimnastycznych młodzież nie może zachowywać się biernie w różnych
okolicznościach życia, próbuje ona wtedy własnych sił, które są w
ścisłym związku z przygotowywaniem się do walki z życiem, pokony-
waniem przeszkód i nadchodzących trudności życiowych 36. ’
Tak opiniował Szczepanowski doniosłość i ważkie znaczenie tego,
według niektórych, niezbyt ważnego przedmiotu w programach szkol-
nych. Jak zagadnienie to traktowano przez same ówczesne władze
szkolne krajowe, świadczy fakt, iż od zacytowanej wyżej opinii, którą
Szczepanowski wypowiedział w Sejmie Krajowym, upłynęło osiem lat,
kiedy to Tarnowski dopiero w roku 1898 zdobył się na wyraźne stwier-
81 Stanisław Szczepanowski, „.Aforyzmy o wychowaniu", Lwów 1901, s. 190, Mi-
chał Bobrzyński w Radzie Szkolnej Krajowej, Kraków 1901, por. Czesław Majorek,
wyd. cyt., Michał Bobrzyński, ,,Inspektor szkolny Alojzy Schaschek", Kraków 1904,
(nap. Stanisław Rosół), por. Józef Buszko, „Jeszcze o Galicji jako o problemie histo-
rycznym", Kielce — Kraków 1959, s. 92 i nast., Henryk Barycz, „Rozwój historii
oświaty, wychowania i kultury w Polsce", Kraków 1949, s. 5—26.
85 Rkps 36/62, Bibl. Jagiell., Stanisław Szczepanowski, ,,O polskich tradycjach
w wychowaniu", wyd. cyt. s. 49. z
8fl Sprawozdania stenograficzne ... 1890, s. 490, Ryszard Wroczyński, „Dzieje wy-
chowania fizycznego i sportu od końca XVIII w. do roku 1918", Wrocław 1971 Ję-
drzej Śniadecki, „Uwagi o fizycznym wychowaniu dzieci" (wybór), Kraków 1930,
s. 302—5, w oprać. Stanisława Kota.
dzenie, że „... Gimnastyka w szkołach jest potrzebna, a jej nauka
w szkołach jest tylko na papierze" 37.
Wiele z pedagogicznej twórczej myśli Szczepanowskiego zostało
Wcielone w życie szkoły nowoczesnej w latach późniejszych i w Polsce
niepodległej, lecz wtedy jeszcze, w latach osiemdziesiątych i dziewięć-
dziesiątych zeszłego stulecia były one pionierskie i trzeba było staczać
istne boje w sferze społeczno-publicznej o stopniowe wprowadzanie
i realizację nowoczesnych i postępowych metod nauczania młodzieży
w szkołach galicyjskich.
Kończąc krótki szkic, zauważyć należy, iż Stanisław Szczepanowski
z perspektywy doświadczeń historycznych narodu doszedł do wnio-
sków, że Polska, jako naród, może odrodzić się w swym bycie państwo-
wym, jeśli każdy Polak, pomny błędów polskiej przeszłości, odrodzi się
w swej świadomości narodowej duchowo i moralnie 38.
Szczepanowski tworząc program odrodzenia narodowego w zaborze
austriackim zachęcał i nawoływał społeczeństwo w Galicji do budowy
niezależnej siły gospodarczej w celu likwidacji ubóstwa materialnego
i zastoju ogólnego w kraju, do rozwoju oświaty i wychowania patrio-
tycznego młodzieży polskiej, czyli solidnych podstaw budowy nowo-
czesnego społecznie narodu polskiego39. Takie przesłanki kierowały
dążeniami i pracą społeczno-narodową Szczepanowskiego i zgodnie z ni-
mi postulował zreformowanie i udoskonalenie systemu oraz metod
nauczania w szkołach średnich i ludowych w duchu współczesnych
wymogów w zakresie kształcenia ogólnego, kultury i rozwoju umysło-
wego społeczeństwa polskiego40. ,,Ja bowiem kwestię wychowania
publicznego uważam za ważniejszą od wszystkich przemijających
kwestii politycznych" 41 — mówił — i historiografia z tego zakresu,
spośród działaczy oświatowych w zaborze austriackim, jemu* nadała
miano ,,apostoła edukacji narodowej" 42.
37 Alegata do sprawozdań stenograficznych ... jw. (przemówienie Tarnowskiego),
por. Ryszard Wroczyński, jw.
38 Stanisław Szczepanowski, „Myśl o odrodzeniu narodowym", Lwów 1907, tegoż,
,,Idea Polska..." Lwów 1901, tegoż, „Aforyzmy o wychowaniu", wyd. cyt., por. także:
Tomasz Weiss, „Romantyczna genealogia polskiego modernizmu", Kraków 1974,
s. 66—76.
M Stefan Kieniewicz, „Dramat trzeźwych entuzjastów" (o ludziach pracy organi-
cznej), W-wa 1964, por.: Wiesław Bieńkowski, „Udział działaczy socjalistycznych
w pracy kulturalno-oświatowej w Galicji na przełomie XIX—XX w., w: „Przeszłość
przyszłości" (pr. zb.). W-wa 1975, s. 237—43.
41 Por. W. James, „Psychologia i sztuka nowoczesna", w: „Źródła do historii wy-
chowania", (wybór), Kraków 1930, s. 257, w oprać. Stanisława Kota, tamże: Stanisław
Szczepanowski, „Szkoła ludowa i jej związek z wychowaniem narodowym", s. 264.
41 Stanisław Szczepanowski, „O polskich tradycjach w wychowaniu", wyd. cyt.
A. 232., .
° Józef Mirski, „Stanisław Szczepanowski jako apostoł edukacji narodowej",
Poznań 1925.
JOZEF WIĘCH
STRUKTURA PRZEMYSKIEGO RZEMIOSŁA
W LATACH 1973-1977
Rządowy program rozwoju usług i rzemiosła na lata 1976—1980
akceptowany na wspólnym posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR,
Prezydium CK SD i Prezydium Rządu a następnie przyjęty przez Sejm
wraz z ustawami podatkowymi — stwarza warunki poprawy ekono-
micznej opłacalności wykonywania rzemiosła, zapewnia mu stabilizację
oraz korzystny klimat społeczny do jego poczynań. Podjęte decyzje
usunęły wiele z dotychczasowych barier i ograniczeń w działalności
rzemiosła. Podniosły one zarazem społeczną rangę pracy rzemieślniczej,
m. in. dzięki ustanowieniu Karty Praw i Obowiązków Rzemieślnika.
Rzemiosło przemyskie, które posiada bogate i stare tradycje,
również aktywnie włączyło się w nurt dokonujących się zmian społecz-
no-gospodąrrczych kraju, podejmując wzmożone działania w kierunku
przyspieszenia rozwoju rzemiosła oraz stworzenia mu lepszych warun-
ków w celu zwiększenia produkcji rynkowej i usług.
Opracowany został ramowy program rozwoju usług i rzemiosła
w województwie przemyskim na lata 1976—1980. W programie tym
sprecyzowane zostały konkretne zadania dla poszczególnych jednostek
usługowych. Za podstawę założeń programowych przyjęto ocenę zaspo-
kajania potrzeb w porównaniu do wskaźników średniokrajowych oraz
regionalnego zapotrzebowania ludności. Program m. in. przewiduje
dwukrotny wzrost wartości usług, tj. z 369 min zł w 1975 r. do 745 min zł
w roku 1980. Zaznaczyć należy, że jest to program minimum, oparty na
realnych założeniach, którego wykonawstwo powinno być w pełni
zrealizowane.
W programie szczególnie wyeksponowano te branże rzemiosła, których
brak odczuwa się na tutejszym terenie, a mianowicie takie jak: stalowa,
motoryzacyjna, remontowo-budowlana, radiotelewizyjna, transportowa.
Rzemiosło przemyskie zrzesz o n e jest w Cechu Rzemiosł Róż-
nych, który obejmuje swym zasięgiem dawny powiat przemyski oraz
m. Dynów (od 1975 r.). Nadmienia się, ze do końca 1977 r. nie było tu
jeszcze zorganizowanej samodzielnej Izby Rzemieślniczej, jednostki
1 Zob. tablica nr T.
Ilość zakładów i stan zatrudnienia pracowników7
w7 latach 1973—1977
Branże rzemiosła 1973 1974 1975 1976 1977
ilość zakł. zatrud- nienie ilość zakł. zatrud- nienie ilość zakł. zatrud- nienie ilość zakł. zatrud- nienie ilość zakł. zatrud- nienie
Ogółem rzemiosło z tego: rzemiosło 473 834 462 823 5091 866 503 891 517 941
przemysłowe 325 589 313 538 340 583 343 599 352 635
budowlane 111 229 112 220 132 212 122 218 128 233
komunalne 6 9 6 9 5 7 5 7 5 7
nieprzemysłowe 31 57 31 67 32 64 33 67 32 66
Uwaga: W ogólnym stanie zatrudnienia pracowników ujęci są również uczniowie.
1 Znaczny wzrost zakładów i zatrudnienia w’ roku 1975 spow
odowany był włączeniem do tut. Cechu rzemieślników (57 zakł.)
z terenu Dynowa.
Źródło danych: Sprawozdania roczne Cechu o ilości zarejest
rowanych zakładów i stanie zatrudnienia w latach 1973—1977.
JÓZEF WIĘCH
uadrzęanej nad Cechami, która by skupiała rzemieślników z całego
województwa przemyskiego. Aktualnie działa tu Pełnomocnik Izby
Rzemieślniczej z Rzeszowa, którego zadaniem jest m. in. powołanie
i zorganizowanie Izby Rzemieślniczej na tutejszym terenie. Obecnie
nadzoruje również działalność pozostałych Cechów, tj. w Jarosławiu,
Lubaczowie i w Przeworsku.
Ilościowy stan zakładów rzemieślniczych zrzeszonych w tut. Cechu
oraz wielkość zatrudnienia pracowników w tych zakładach za okre^
1973—1977 przedstawiony został w tablicy nr 1 L Na podstawie danych
przedstawionych w tej tablicy stwierdza się, że w okresie objętym
badaniem nastąpił lu tylko nieznaczny wzrost ilościowy zakładów,
tj. z liczby 473 w roku 1973 do 517 w roku 1977, a więc przybyło 44 za-
kłady, co daje wzrost o 9,3%. Zwiększył się również w tym okresie
stan zatrudnienia pracowników z 884 osób w 1973 r. do 941 w 1977 r,
a więc nastąpił wzrost o 57 osób. tj. o 6,4%. Cieszy zwłaszcza fakt przy-
bywania zakładów branży przemysłowej (z 325 do 352) takich rzemiosł
jak: metalowych, motoryzacyjnych, chemicznych, drzewnych, odzieżo-
wych, spożywczych. W branży budowlanej wzrosła ilość zakładów ze
111 do 128 w zakresie rzemiosł: murarstwo, instalatorstwo, stolarstwo,
ciesielstwo, malarstwo. Pewien zastój wystąpił w branży nieprzemysło-
wej w takich zawodach jak fryzjerstwo i fotografowanie, gdzie ilość
zakładów w tym okresie zwiększyła się tylko o 1, tj. z 31 do 32, zaś
w branży komunalnej (kominiarstwo) nastąpił nawet spadek ilości za-
kładów’- z 6 na 5, co świadczy o małej popularności tego zawodu. Dane
te również wskazują, że osiągnięty postęp jest jeszcze zbyt mały.
W skali kraju województwo przemyskie zajmuje ostatnie miejsce pod
względem dynamiki przyrostu zakładów rzemieślniczych. Porównując
tu dynamikę wzrostu roku 1977 w stosunku do roku 1976, stwierdza się,
że w roku 1977 ogólna liczba zakładów wynosiła 517 przy zatrudnieńiu
941 pracowników, zaś w roku 1976 zakładów tych było 503 przy zatrud-
nieniu 981 pracowników. Zatem ilościowy wzrost zakładów wynosi
14 zakładów, co stanowi dynamikę wzrostu o 2,8%, zaś stan zatrudnie-
nia wzrósł o 40 osób, a dynamika wzrostu wynosi 4,2%.
Niemniej jednak mimo wzrostu zakładów i zatrudnienia, jak też
w miarę rozwoju postępu technicznego i uprzemysłowienia regionu
przemyślnego spada zainteresowanie i zapotrzebowanie na usługi takich
rzemiosł, jak: bednarstwo, kołodziejstwo, modelarstwo, biehźniarstwo,
cholewkarstwo, wytwarzanie przedmiotów z gipsu czy rymarstwo. Stąd
też rzemieślnicy tych branż, nie mogąc przekwalifikować się do innego
zawodu, często po prostu likwidują zakłady. Sieć zakładów rzemieślni-
czych charakteryzuje nadal duża płynność. Na podstawie sporządzanych
przez Cech sprawozdań miesięcznych o ilości zakładów nowo otwartych
otaz zlikwidowanych (badaniem objęto lata 1975—1977) ustalono, że
ilość zakładów zlikwidowanych w tym okresie przewyższa ilość nowo
otwartych. Dokładnie obrazuje to poniższe zestawienie:
1 Zob. tablica nr 1.
Rok Ilość zakładów Saldo przyrostu (-1- lub -) Uwagi
zlikwido- wanych nowo otwartych
1975 33 26 — 12
1976 35 30 —• 5 wg stanu
1977- 67 75 + 8 - 30.XI.77
Razem: 140 131 6 —
Jak wynika z powyższego zestawienia, sytuacja ta uległa poprawie
dopiero w roku 1977, gdzie ilość zakładów nowo otwartych nieznacznie
przewyższyła liczbę zlikwidowanych.
Najczęstszą przyczyną likwidacji zakładów to przede wszystkim
choroby i podeszły wiek rzemieślników i stąd przejścia na emeryturę
lub rentę, podjęcie pracy w jednostkach gospodarki uspołecznionej,
śmierć, a nawet przypadki likwidacji z powodu nierentowności zakładu
Zaznaczyć należy, że zapotrzebowanie na usługi rzemieślnicze na tut.
terenie jest duże. Szczególnie na takie rzemiosła, jak: remontowo-
-budowlane, instalatorskie, motoryzacyjne, radiotelewizyjne i inne. Zbyt
mało jest tych zakładów, by w pełni zaspokoić potrzeby miejscowej
ludności. . r
- Wraz - z postępującym ożywieniem rzemiosła następuje również
pewne odmłodzenie kadry rzemieślniczej. Wśród właścicieli nowo
otwartych zakładów jest sporo osób młodych, co jest bardzo korzyst-
nym objawem, rokującym, nadzieję na szybszy postęp w tej dziedzinie,
Niemniej jednak ożywienie to nie znajduje odbicia, w szkoleniu no-
wych adeptów sztuki rzemieślniczej. Wielu rzemieślników mogłoby
przyjąć większą liczbę uczniów do nauki zawodu, lecz niestety brak
jest młodzieży chętnej do podjęcia nauki w danym zawodzie. Stąd też
nie ma w województwie ani jednego ucznia w zawodzie studniarza!'’
kołodzieja, optyka, zegarmistrza czy szklarza. Stwierdzić należy, że
z chwilą zorganizowania Ochotniczych Hufców Pracy, jak też w związ-
ku z istnieniem licznych szkół przyzakładowych i zawodowych, nabór
uczniów do nauki w rzemiośle co roku ulega zahamowaniu. Skutkiem
tego do nauki w rzemiośle przychodzi jedynie młodzież o niskim pozio-
mie umysłowym, przeważnie taka, która nie została przyjęta do żadnych .
z licznych szkół. Młodzież ta po krótkim pobycie w zakładzie rzemieśl- •
niczym często samowolnie przerywa naukę zawodu, bądź przed jej
ukończeniem odchodzi do sektora uspołecznionego, zapewniającego
lepsze warunki pracy, i płacy. Mimo tych trudności rzemieślnicy prze-
myscy nadal szkolą młodzież i jak to już nadmieniano, mogą w. każdej
chwili przyjąć jej. o wiele więcej. - <...;' *
Ilościowy stań szkolonych uczniów w latach 1973—1977 przedsta-
wia poniższe zestawienie: .. . ...
rok 1973 — liczba'szkolonych — 153 osoby ............... ...1____
rok 1974 — liczba szkolonych — 130 osób . -
r. ojk 1975 — liczba szkolonych — 143 osoby
rok 1976 — liczba szkolonych — 129 osób
rok 1977 — liczba szkolonych — 128 osób
Z danych tych wynika, że ilość szkolonych uczniów w roku 1977 zma-
lała w stosunku do roku 1973 o 25 osób, tj. o 17%, co jest zjawiskiem
niepokojącym. Należy tu zaznaczyć, że warunki pracy uczniów nie są
tu najlepsze, co uzależnione jest m. in. od warunków lokalowych. Wiele
zakładów usytuowanych jest w starym budownictwie, gdzie często brak
jest zaplecza socjalno-bytowego, a nawet urządzeń sanitarnych. Zgod-
nie z założonym programem działania sytuacja ta w najbliższym czasie
ulegnie radykalnej poprawie. Przewiduje się, że zakłady szkolące zo-
staną na nowo zweryfikowane pod kątem zapewnienia pełnych wyma-
gań stawianych przed szkolącym rzemieślnikiem. Zakłady, których
właściciele będą obojętni wobec stworzonych im perspektyw rozwojo-
wych, nie będą dbali o polepszenie jakości pracy, rzetelności wykony-
wanych usług czy produkcji, będą bierni wobec zarządzeń władz tere-
nowych i cechowych, będą systematycznie rozliczani ze swej działal-
ności przez władze cechowe przy współpracy władz administracyjnych.
Główne założenia planowe rzemiosła przemyskiego na rok 1978 idą
w kierunku wzrostu usług motoryzacyjnych, budowlanych, produkcji
spożywczej, elektrometalowej. W związku z tym przewiduje się tu-
ilościowy wzrost zakładów, zatrudnienia pracowników, jak też liczby
szkolonych uczniów. Plan ten zakłada m. in.:
— wzrost zakładów do 535, tj. więcej o 17 niż w 1977 r.(
— wzrost zatrudnienia do 910, tj. więcej o 97 niż w 1977 r.,
— wzrost uczniów do 145, tj. więcej o 17 niż w 1977 r.
W świetle przyjętych założeń rozwojowych konieczne jest stwo-
rzenie odpowiednich warunków organizacyjnych w celu wykonania
tych zadań. Do podstawowych zadań rzemiosła przemyskiego należy:
— rekonstrukcja istniejącej sieci usług, która wydatnie wpłynie na
poprawę dostępności usług dla ludności,
— oiganizowanie nowej sieci zakładów w wyniku działalności inwesty-
cyjnej, ' ' ' Lti-
— wprowadzanie nowoczesnych form świadczenia usług oraz przemy-
słowych metod pracy, pozwalających na przyspieszenie terminów
• wykonywania usług, -
— wyposażenie zakładów w maszyny i urządzenia zapewniające do-
kładność i właściwą jakość wykonywanych wyrobów czy świadczo-
nych usług,
— podnoszenie kwalifikacji pracowników przez doskonalenie ich
w dziedzinie technologii pracy oraz przygotowania nowych kwalifi-
kowanych kadr dla rzemiosła, ...
— zapewnienie pełnego zaopatrzenia materiałowego na potrzeby
rzemiosła.
Przedstawione założenia są bardzo mobilizujące i wymagać. będą
znacznego wysiłku organizacyjnego wszystkich jednostek rzenjiosła,
tj. cechów, spółdzielni rzemieślniczych, z nową Izbą Rzemieślniczą na
czele. Założone w programie wskaźniki winny być nie tylko osiągnięte,
lecz znacznie przekroczone.
W tym celu badaniu poddano strukturę obciążeń podatkowych
rzemiosła za lata 1973—1977. Przyjęcie roku 1973 za bazę wyjściową
do prowadzonej analizy podyktowane zostało tym, że rok ten zapocząt-
kował zmianę dotychczasowego systemu podatkowego, m. in. przez
wprowadzenie najbardziej ulgowej formy opodatkowania, jaką jest
opłata skarbowa z tytułu wykonywania rzemiosła, której poprzednio
nie stosowano.
Za materiał dowodowy badanego zagadnienia posłużyły mi doku-
menty źródłowe udostępnione przez Wydział Finansowy Urzędu Miej-
skiego w Przezmyślu, a przede wszystkim: rejestry wymiarowe, sprawo-
zdania finansowe, ewidencje, zapiski i inne dokumenty badanego okresu.
Na tej podstawie stwierdzam że struktura opodatkowania tut.
rzemiosła jest wiernym odbiciem działań podjętych przez organy władzy
państwowej, jak i polityki podatkowej stosowanej wobec indywidual-
nego rzemiosła.
W oparciu o udostępnione dokumenty sporządzono szczegółową
struktuię opodatkowania rzemiosła przemyskiego, która została przed-
stawiona w tablicy nr 2 2.
Z danych zawartych w tej tablicy wynika, że najbardziej rozwiniętą
i rozpowszechnioną formą opodatkowania rzemiosła w badanym okresie
stanowiło opodatkowanie według zasad ogólnych oraz ryczałt od świad-
czeń wykonywanych za pośrednictwem rzemieślniczych spółdzielni
(tzw. ryczałt spółdzielczy), a następnie opłata skarbowa. W mniejszym
zakresie korzystają rzemieślnicy z opodatkowania w formie ryczałtu
umownego oraz karty podatkowej. Tak było do roku 1976. W związku
z nowymi zasadami opodatkowania, które obowiązują od 1977 roku
zmieniła się też i struktura opodatkowania. Obecnie przeważa opodat-
kowanie w formie opłaty skarbowej i ryczałtu umownego, maleje zaś
liczba rzemieślników będących opodatkowanymi na zasadach ogólnych
oraz na ryczałcie spółdzielczym.
Opodatkowanie rzemiosła na zasadach ogólnych w latach 1973—
1977 zostało przedstawione w tablicy nr 3 3.
Na podstawie danych w tej tablicy stwierdza się, że w tej formie opo-
datkowaniu podlega ok. 24% zakładów rzemieślniczych. Są to przeważ-
nie zakłady średniej wielkości, osiągające obroty większe w stosunku
do innych rzemiosł opodatkowanych w pozostałych formach. Zakłady
te korzystają z tej formy opodatkowania, ponieważ ze względu na
rozmiary prowadzonej działalności bądź z innych przyczyn nie mogą
korzystać z ulgowej formy. Przeważnie są to takie zakłady, jak: piekar-
nie, krawiectwo konfekcyjne, wyrób farb i lakierów, zakłady młynar-
skie, wyrób fajek, kotlarstwo, odlewnictwo, ślusarstwo produkcyjne,
dzie^viarstwo, cukiernictwo i inne.
: * * Żob .tablica nr 2.
• Zcb. tibhca nr 3.
Tablica nr 2
Ogólne zestawienie struktury opodatkowania rzemiosła
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. Rok prod. zasady ogólne opłaia skarb. karta podat ryczałt um. ryczałt soół.
ilość wymiar ilość wymiar ilość wymiar ilość wymiar ilość wymiar
1 1973 86 2069 76 356 10 91 52 889 90 " 3229
2 1974 87 2508 86 394 15 140 41 1047 85 3405
3 1975 68 2013 30 382 16 144 36 1252 84 3529
4 1976 58 1820 68 327 14 166 36 1309 84 4189
1 5 1977 51 ) 1459 90 567 32 644 45 1073 82 2506
Źródło danych: rejestry wymiarowe wyszczególnione w tablicach nr nr 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7.
STRUKTURĄ PRZEMYSKIEGO RZEMIOSŁA
Tablica nr 3
Opodatkowanie rzemiosła na zasadach ogólnych
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat. forma opodatkowania liciba podat. wymiar podatku uwagi
^obrotowy dochodowy
1 1973 zasady ogólne 86 851 1.218 wymiar podatku za rok ubiegły
2 1974 zasady ogólne 87 867 1.641 wymiar podatku za rok ubiegły
3 1975 1976 zasady ogólne zasady ogólne 68 772 1.241 wymiar podatku za rok ubiegły wymiar podatku;
4 58 632 1.188 1.045 za rok ubiegły wymiar podatku
1977 zasady ogólne
5 51 414 za rok ubiegły
Źródło danych: rejestr wymiarowy podatku obrotowego i dochodowego za lata 197
3—1977, wzór Min. Fin. 3283.
Zaznaczyć należy, że liczba zakładów opodatkowanych w ten spo-
sób systematycznie maleje. Jeśli w roku 1973 opodatkowanych było
86 zakładów, to na koniec 1977 roku z tej formy opodatkowania korzy-
stało już tylko 51 zakładów, a więc nastąpił spadek o 35 zakładów,
tj. o ok. 41%. Jest to rezultat wprowadzania nowych zasad opodatko-
wania rzemiosła. Wielu z tych podatników obecnie korzysta ze zry-
czałtowanego opodatkowania, opłaty skarbowej bądź z karty podatko-
wej.
W wyniku zmniejszenia się liczby zakładów opodatkowanych na
zasadach ogólnych obniżyły się równocześnie i to znacznie obciążenia
podatku obrotowego i dochodowego. Jeśli wymiar podatku obrotowego
w roku 1973 wynosił 850 tys. zł, to w roku 1977 spadł do 410 tys. zł,
a więc o ponad 52%. Również wymiar podatku dochodowego obniżył
się z 1.236 tys. zł w 1973 r. do wysokości 1.039 tys. zł w roku 1977,
tj. o ponad 16%. W sumie spadek podatku na zasadach ogólnych wy-
niósł w badanym okresie ok. 30%.
Przedstawione obciążenia podatkowe i ich systematyczny spadek
jest wyrazem aktualnej oceny dochodów (zwolnienie dochodu 72.000
od podatku dochodowego), jak też dostosowania się do aktualnej poli-
tyki podatkowej Państwa wobec indywidualnego rzemiosła.
Największą jednak grupę w strukturze opodatkowania stanowią
rzemieślnicy opodatkowani w formie zryczałtowanej. Podyktowane to
jest tym, że wspólną cechą tego uproszczonego opodatkowania jest
zwolnienie ich z wielu wymagań formalnych, m. in. od prowadzenia
ksiąg podatkowych oraz związanej z tym dokumentacji. A najbardziej
cenioną zaletą jest stabilność obciążenia podatkowego oraz z góry
wiadoma kwota podatku.
Kształtowanie się tej struktury (w formie opłaty skarbowej, karty
podatkowej, ryczałtu umownego i spółdzielczego) w latach 1973—1977
4 Zob. tablice nr 4, 5, 6 i 7.
Tablica nr 4
Opodatkowanie rzemiosła w formie opłaty skarbowej
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat. forma opodatkowania liczba opłacających kwota wymiaru uwagi
I 1973 opłata skarbowa 76 356 w tys. zł
2 1974 opłata skarbowa 86 394 w tys. zł
3 1975 opłata skarbowa 80 382 w tys. zł
4 1976 opłata skarbowa 68 327 w tys. zł
5 1977 opłata skarbowa 90 667 w tys. zł
Źródło danych: rejestr wymiarowy opłaty skarbowej z tyt. wykonywania rzemiosła
za lata 1973—1977, wzór Min. Fin. 3297.
Tablica nr 5
Opodatkowanie rzemiosła w formie karty podatkowej
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat. forma opodatkowania liczba opłacających kwota wymiaru uwagi
1 1973 karta podatkowa 10 91 w tys. zł
2 1974 karta podatkowa 15 129 w tys. zł
3 1975 karta podatkowa 16 144 w tys. zł
4 1976 karta podatkowa 14 166 w tys. zł
5 1977 karta podatkowa 32 644 w tys. zł
Źródło danych: rejestr wymiarowy zryczałtowanych podatków obrotowego i docho-
dowego za lata 1973—1977, wzór Min. Fin. 3278.
Tablica nr 6
Opodatkowanie rzemiosła w formie ryczałtu umownego
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat. forma opodatkowania liczba opłacających kwota wymiaru uwagi
1 1973 ryczałt umowny 52 889 w tys. zł
2 1974 ryczałt umowny 41 1.047 w tys. zł
3 1975 ryczałt umowny 36 1.252 w tys. zł
4 1976 ryczałt umowny 36 1.309 w tys. zł
5 ££6I ryczałt umowny 35 1.073 w tys. zł
Źródło danych: rejestr wymiarowy zryczałtowanych podatków obrotowego i do
chodowego za lata 1973—1977, wzór Min. Fin. 3278.
Tablica nr 7
Opodatkowanie rzemiosła w formie ryczałtu spółdzielczego
w UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp rok podat fo ma opodatkowania liczba opłacających kwota wymiaru uwagi
1 1973 ryczałt spółdz. 90 3.229 w tys. zł
2 1974 ryczałt spółdz. 85 3.405 w tys. zł
3 1975 i yczałt spółdz. 84 3.529 w tys. zł
4 1976 ryczałt spółdz. 84 4.189 w tys. zł
5 1977 ryczałt spółdz. 82 2.506 w tys. zł
Źródło danych: rejestr wymiarowy zryczałtowanych podatków obrotowego i do-
chodowego za lata 1973—1977, wzór Min. Fin. 3278.
przedstawione zostało w tablicach nr 4, 5, 6 i 7 4. Z danych przedsta-
wionych w tablicy 4 i 5 wynika, że z najprostszych form opodatkowa-
nia, tj. opłaty skarbowej oraz karty podatkowej korzystało w 1973 roku
86 rzemieślników (z tego 76 na opłacie skarbowej), zaś w wyniku do-
konanych zmian systemu podatkowego stan tych podatników znacznie
się zwiększył i w 1977 roku opodatkowanych było już 122 zakłady
(z tego 90 na opłacie skarbowej). Stanowi to 42% ogólnej liczby opo-
datkowanych rzemieślników. Natomiast bardziej stabilna jest ilość
opodatkowanych w formie ryczałtu umownego i spółdzielczego, co
przedstawione zostało na tablicy nr 7 i 8. Nie notuje się tu zbyt dużych
wahań co do liczby podatników. W 1973 roku z ryczałtów tych korzy-
stało 142 zakłady (z tego 52 na ryczałcie umownym), zaś w roku 1977
liczba tych zakładów nieznacznie spadła do 127 podatników (w tym
ryczałt umowny 45 zakładów). Stanowi to 40% ogólnej liczby opodat-
kowanych. Zmniejszenie to ma swoje odbicie w zwiększeniu liczby
opodatkowanych na opłacie skarbowej i karcie podatkowej. Ogółem
ze zryczałtowanego opodatkowania w roku 1977 korzystało 249 rze-
mieślników, co stanowi aż 84% ogółu opodatkowanych. Liczba podat-
ników będących na ryczałcie spółdzielczym stale utrzymuje się na tym
samym poziomie. Tą formą opodatkowania w roku 1977 objętych było
82 zakłady, tj. 28% opodatkowanych rzemieślników. Jest to szczególnie
dogodna forma płacenia podatku, ponieważ wszystkich rozliczeń z or-
ganem finansowym dokonuje za rzemieślnika spółdzielnia. Skokowy
wzrost zakładów opłacających podatki w formie zryczałtowanej
w 1977 roku miał dwie zasadnicze przyczyny. Po pierwsze — formy te
ze względu na stabilność i łagodność obciążeń są szczególnie atrakcyj-
ne dla rzemieślników rozpoczynających działalność gospodarczą na
własny rachunek. Po drugie — obecnie zostały rozluźnione rygory
korzystania z opłaty za kartę podatkową. W wyniku tego część podat-
ników, opłacających poprzednio podatek na zasadach ogólnych bądź
ryczałt, nabyła prawo do karty podatkowej lub opłaty skarbowej, co
też wielu z tego skorzystało.
Scharakteryzowana struktura opodatkowania rzemiosła przemyskie-
go wymaga uzupełnienia tego tematu w zakresie ustalenia ilości rze-
mieślnków, korzystających z różnych ulg oraz zwolnień podatkowych.
Wyniki tych badań przedstawione zostały w tablicy nr 8 i 9 5.
Z danych tych wynika, że w okresie 1973—1977 ze zwolnień
podatkowych skorzystała dość znaczna ilość rzemieślników, przy
czym liczba ta stale wzrasta. Jeśli w roku 1973 ze zwolnienia od opłaty
skorzystało 35 osób, to już w roku 1977 zwolnionych było 59 zakładów,
tj. wzrosło o ponad 68%. Zwolnień tych udzielano na podstawie wnio-
sków podatników najczęściej z powodu przekroczenia wieku emerytal-
nego bądź uzyskania grupy inwalidzkiej.
Tablica nr 8
Zwolnienia podatkowe dla rzemieślników
udzielone przez UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat. zwolnieni od opłaty skarbowej zwolnieni od podatku obrot. i doch zwolnieni na 2 lata razem zwol- nieni ilość zakładów zlikwid.
1 1973 27 8 1 36 31
2 1974 28 7 2 37 28
3 1975 34 6 4 44 23
4 1976 43 5 4 52 21
5 1977 47 12 10 69 19
Źródło danych: według ewidencji zawartej w rejestrach wymiarowych podatku
obrotowego i dochodowego za lata 1973—1977 oraz sprawozdań
rocznych.
Tablica nr 9
Ulgi podatkowe dla rzemieślników
udzielone przez UM Wydział Finansowy Przemyśl w latach 1973—1977
Lp. rok podat- ulga z tytułu wyszkolenia uczniów ulgi pod. z tyt. inwestycji w zakładzie uwagi
ilość kwota ilość kwota
1 1973 24 123 4 37 Ulgi inwest. doty-
2 1974 25 100 3 42 czą nakładów po-
3 1975 21 92 6 87 niesionych na za-
4 1976 23 94 5 48 kup maszyn i
5 1977 8 62 5 ’ 41 urządzeń.
Źródło danych: sprawozdanie 12 P o ulgach inwestycyjnych dla osób opłacających
podatki obrotowy i dochodowy, opłatę skarbową za lata 1973—1977.
Natomiast rzemieślników, korzystających z okresowego zwolnienia
od podatków na dwa bądź trzy lata z tytułu nowo założonego zakładu,
jest tu niewielu. W roku 1973 zwolnionych było tylko dwa zakłady.
Bardziej dynamiczny ich wzrost nastąpił dopiero w roku 1977, kiedy
z tego przywileju korzysta 10 rzemieślników.
Przedstawiona w tablicy nr 9 ilość i wartość udzielonych ulg
podatkowych dla rzemieślników z tytułu wyszkolenia uczniów oraz
dokonanych inwestycji świadczą, że z tych przywilejów również ko-
rzysta tylko niewielka liczba podatników. Szczególnie ilość udziela-
nych ulg za wyszkolenie uczniów ma stałą tendencję spadkową, co
podyktowane jest równocześnie stałym zmniejszaniem się liczby szko-
lonych pracowników. Jeśli w roku 1973 z ulg tych skorzystało 26 rze-
mieślników na kwotę 123 tys. zł, to w roku 1977 tylko 8 zakładów
otrzymało takie ulgi na kwotę 62 tys. zł. Spadek ilościowy o 70%, zaś
wartościowy o 50%, co świadczy o bardzo niekorzystnej sytuacji w tym
zakresie.
Natomiast ilość udzielanych ulg z tyt. przeprowadzanych inwestycji
utrzymuje się tu prawie na tym samym poziomie, gdyż w roku 1973
otrzymało je tylko 4 osoby na kwotę 37 tys. zł, zaś w roku 1977
skorzystało z tego 5 rzemieślników na kwotę 41 tys. zł. Jest to stanow-
czo za mało w stosunku do istniejącej ilości zakładów tym bardziej,
że znaczna część zakładów wymaga modernizacji bądź wymiany urzą-
dzeń technicznych. Świadczy to o tym, że tutejsi rzemieślnicy w bardzo
małym stopniu decydują się na przedsięwzięcia inwestycyjne, moder-
nizację zakładu bądź zakup nowych maszyn i urządzeń, co jest nieko-
rzystnym zjawiskiem dla dalszego rozwoju rzemiosła.
Na podstawie wyżej przeprowadzonej analizy rozwoju rzemiosła
przemyskiego, jak i struktury jego opodatkowania stwierdza się, że
istnieją tu jeszcze dość duże możliwości rozwojowe oraz niewykorzy-
stane rezerwy w kierunku zwiększenia produkcji rynkowej i usług
dla ludności.
Władze wojewódzkie są żywo zainteresowane dalszym rozwojem
rzemiosła. Stworzone zostały, zwłaszcza obecnie, bardzo dogodne po
temu warunki. Stosowane są różnego rodzaju ułatwienia w postaci ulg
i zwolnień podatkowych, jak też znaczne obniżki w płaceniu podatków,
które powinny w większym stopniu niż dotychczas przyczynić się do
ilościowego wzrostu zakładów rzemieślniczych, a tym samym do
zwiększenia wielkości świadczonych usług.
III. SYLWETKI PRZEMYSKIE
JULIAN OLSZAK
ZYGMUNT ZDZISŁAW PEŁCZYŃSKI
(19.09.1910 - 12.01.1981)
Niewątpliwy dorobek Towa-
rzystwa Przyjaciół Nauk w Prze-
myślu, a w pewnych okresach
jego przeszło siedemdziesięcio-
letnich dziejów rozwój wręcz
imponujący jest rezultatem par
excellence działalności społecz-
nej ludzi nauki i kultury. Wśród
najczynniejszych miejsce nader
poczesne zajął bezsprzecznie Zy-
gmunt Zdzisław Pełczyński. Spo-
łecznikostwo było jego pasją
istotnie osobliwą, a tak dalece
zrosło się ono z jego osobowoś-
cią, że zarazem stało się dla nie-
go niby źródłem ożywczym, któ-
re wciąż użyczało mu krzepiącej
satysfakcji.
Pragnął dobra dla swego mia-
sta, dla „miasta mojej matki".
W Towarzystwie Dramatycznym
„Fredreum" działał już w okre-
sie międzywojnia, a nawet z pew-
nym powodzeniem na scenie
fredrowskiej sił aktorskich pró-
bował. Nie aktorstwem wszela-
ko, choć niejedną kraeację wcale
udaną stworzył, wpisał się na trwale do dziejów „Fredreum”. Nieskoń-
czenie bardziej zasłużył się Towarzystwu Dramatycznemu i szacownej
scenie fredrowskiej jako autor monografii pt. Fredreum i inne teatr a
przemyskie (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1966 r.).
Ukończywszy studia prawnicze we Lwowie w r. 1932 (Uniwersytet
im. Jana Kazimierza), jakiś czas pracował w Sanoku, Rzeszowie, Sta-
lowej Woli, zawsze w administracji państwowej. Aliści Przemyśl, gdzie
urodził się 19 września 1910 r., działał nieodparcie urokiem „lat dzie-
cinnych" i przyciągał swą urodą architektoniczną i krajobrazu aż nazbyt
silnie, by się mógł gdziekolwiek indziej na stałe osiedlić. Również
wczesne związki aktorskie z „Fredreum" (członek zarządu od r. 1931)
umacniały tym bardziej pamięć o mieście rodzinnym i zniewalały do
powrotu. Tu ukończył szkołę podstawową i średnią i tu w zasadzie
przeżył całe swe życie zawodowe, literackie i zarazem życie żarliwego
społecznika. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, a czasu wojny
działał w ruchu oporu jako żołnierz Armii Krajowej (oficer rezerwy).
W latach 1944—1950 był wicestarostą, a następnie p.o. starostą prze-
myskim. Podówczas przewodniczył również w ciągu kilku lat Polskie-
mu Związkowi Zachodniemu oraz Towarzystwu Przyjaźni Polsko-Ra-
dzieckiej. Zaangażowany politycznie w SD, wielekroć pełnił w po-
mienionym stronnictwie funkcję sekretarza bądź przewodniczącego KP
w Przemyślu, a od r. 1950 był sekretarzem KW SD w Gdańsku.
Zawsze wyróżniał się niezwykłą ruchliwością społeczną; od drugiej
zaś połowy lat pięćdziesiątych począł ją łączyć z nader owocną pracą
literacką. W owoczesnym niebywałym ożywieniu towarzystw przemy-
skich udział Zygmunta Pełczyńskiego był tyle ważki; co niekiedy
wręcz nieodzowny. W niejednym bynajmniej wypadku należał do
współzałożycieli bądź także inspiratorów nowych towarzystw, dzieląc
zazwyczaj wszystek czas społecznika między co najczynniejsze. Więź
najtrwalsza natomiast poza Towarzystwem Dramtycznym łączyła go
z Towarzystwem Prrzyjaciół Przemyśla i Regionu, gdzie był sekreta-
rzem z górą lat piętnaście, i Towarzystwem Przyjaciół Nauk, w którym
piastując funkcję sekretarza od r. 1963 aż do zgonu, z całym oddaniem
służył swą wiedzą i umiejętnościami zwłaszcza akcji odczytowej i edy-
torskiej.
Miał rzadką pasję do zbieractwa. Tropił każdy szczegół, każdy naj-
drobniejszy dokument, wszystko, co miało jakikolwiek związek z du-
chową i materialną kulturą jego miasta. Rzekłbyś, tworzył we własnym
domu niby prywatne archiwum różnorakich przemyślianów. Nade
wszystko zaś zgromadził egzemplarze poszczególnych czasopism prze-
myskich, dokumentację życia muzycznego Przemyśla, dziejów przemy-
skich oficyn drukarskich, ludwisarstwa. Choć od lat nie dopisywało
zdrowie, przezwyciężając dolegliwości pełnił niezmiennie aż do ostatka
arcychwalebne obowiązki. Nie dziwi przeto, że widoczny był pośpiech
w tej osobliwej pasji. Świadomy słabnących sił własnych, nakłaniał
piszących w środowisku przemyskim, żeby nie omieszkali spożytkować
literacko zgromadzone przez niego materiały, wątpił bowiem, czy aby
sam zdoła jeszcze zamierzone prace napisać.
Zostawił puściznę literacką, będącą w głównej mierze kompendium
faktów, wcale niemałą. Każdą rozprawę, artykuł, monografię poprze-
dzały skrzętne poszukiwania materiałów źródłowych i rzetelne studia
literatury przedmiotu. Zadziwiająca pracowitość szła w parze z łatwoś-
cią pióra. Jednakże zbytni pośpiech i owa łatwość warsztatu pisarskie-
go osłabiały po trosze precyzję i klarowność stylu. Zapewne nie sta-
wało dość czasu na pilniejszą dbałość o warstwę językową opracowań,
także ich pogłębienie i wnikliwszą analizę omawianych zagadnień.
W opisie poprzestawał w zasadzie na języku informacji, faktu. Ale
za to dawał zawsze rzecz gruntownie opracowaną, wyzyskując przy
tym wszystkie dostępne źródła.
W bibliografii Pełczyńskiego uderza nade wszystko ogromna róż-
norodność tematyczna publikacji, świadcząca niezawodnie o bardzo
rozległych zainteresowaniach autora. Po monografiach 500 lal szpital-
nictwa w Przemyślu (1461—1964), Przemyśl 1964 oraz Fredreum i inne
tcatra przemyskie pracował nad artykułem Z dziejów życia muzyczne-
go Przemyśla, który ukazał się w dwu kolejnych tomach „Rocznika
Przemyskiego" („Rocznik Przemyski" t. XIII—XIV, Przemyśl 1970
i „Rocznik Przemyski" t. XV—XVI, Przemyśl 1975). Równocześnie nie-
mal trwała praca nad Sto lat Banku Rzemieślników i Rolników w Prze-
myślu („Biblioteka Przemyska" tom III, Przemyśl 1963) i Rozwojem
kulturalnym Przemyśla 1772—1918 (Tysiąc lat Przemyśla tom II, Kra-
ków 1974). Bywało zatem, że niekiedy zajmował się twórczo różnymi
naraz, zgoła odmiennymi dziedzinami życia i kultury. Co znamienniej-
sze przy tym, jego autentycznemu pisarstwu popularnonaukowemu to-
warzyszyły codzienne obowiązki społecznika, co poza pełnieniem jedno-
cześnie funkcji sekretarza dwu przemyskich towarzystw uczestniczył
w życiu kulturalnym Przemyśla nie tylko czynnym udziałem w posie-
dzeniach i sesjach naukowych.
Ostatnie lata życia wypełniła praca nad prasą przemyską oraz dzie-
jami ludwisarstwa i oficyn drukarskich w Przemyślu. Drobne artykuły
i rozprawki pomieszczał zazwyczaj w „Roczniku Przemyskim" bądź
innych; miejscowych wydawnictwach. Towarzystwu Przyjaciół Nauk
zostawił kalendarium, ujmujące jego siedemdziesięcioletnie dzieje
w sposób tym pełniejszy, że bardziej po kronikarsku niż syntetycznie
(praca zbiorowa: 70 lat Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu.
Przemyśl 1979).
Wśród działaczy kulturalnych Przemyśla wyraźnie górował swą
ujmującą sylwetką. W badaniach wkraczał na obszary, poza drobnymi
przyczynkami, częstokroć prawie nietknięte. Z wykształcenia prawnik,
dociekliwością badawczą przewyższał nierzadko historyków — profe-
sjonalistów, dając w studiach nad przeszłością i teraźniejszością swego
miasta wiedzę naprawdę rzetelną.
Miarą zasług Zygmunta Pełczyńskiego jest nade wszystko jego do-
robek pisarski, który, jak jego działalność pozaliteracka, wyrósł z głę-
bokiej miłości do „miasta mojej matki". Ów dorobek wyznacza mu
wśród regionalistów przemyskich miejsce istotnie niepoślednie.
SPIS TREŚCI
I. MATERIAŁY I ROZPRAWY
JERZY STARNAWSKI: Z dziejów sławy Stanisława Orzechowskiego (XVI—
—XVIII w.).......................................................... 5
JADWIGA KUCZYŃSKA: Ziemia przemyska w łacińskim dziele Cellariusza
Regni Poloniae (...) descriptio z 1659 roku.........................29
KAROL KOSEK: Rozprawy historyczno-estetyczne Władysława Łozińskiego 37
JERZY HORWAT: Działalność polityczna rodziny Krasickich od r. 1540—1717 67
RYSZARD DALECKI: Obrona Przemyśla i jego rejonu w 1939 r. .... 79
JERZY ADAM RADOMSKI: Zbrodnie hitlerowskie na Podkarpaciu w wojnie
obronnej Polski 1939 r........................................121
ZDZISŁAW BUDZYŃSKI: Fundacje stypendialne z terenu ziemi przemyskiej
i sanockiej dla studentów Akademii Krakowskiej w XVI—XVIII wieku 155
STANISŁAW STĘPIEŃ: Działalność ZMP w Przemyślu i powiecie przemyskim
w latach 1948—1956 .......................................... 173
ZYGMUNT FELCZYŃSKI: Pisma młodzieżowe i szkolne w Przemyślu . . . 185
MARIA LUTELMAN-ŁANCZONT: Stosunki klimatyczne Przemyśla w świetle
temperatur efektywnych w okresie wiosenno-letnim..............201
FRANCISZEK PERSOWSKI: Offlag Luckenwalde. Fragment wspomnień . . . 215
II. MISCELLANEA
JERZY PIÓRECKI: Rozmieszczenie oraz inwentaryzacja drzew i krzewów
obcego pochodzenia w ogrodach zabytkowych na obszarze Polski po-
łudniowo-wschodniej ..........................................233
WŁADYSŁAW MAKARSKI: W sprawie zmiany nazw niektórych miejscowości
w południowo-wschodniej Polsce................................257
EDWARD WIERZBICKI: Poglądy Stanisława Szczepanowskiego na rozwój
oświaty i wychowania w Galicji................................273
JÓZEF WIĘCH: Struktura przemyskiego rzemiosła w latach 1973—1977 . . . 283
III. SYLWETKI PRZEMYSKIE
JULIAN OLSZAK: Zygmunt Zdzisław Pełczyński (19.09.1910—12.01.1981) . . . 295
♦-A 4
w
EM
te
E-
K
E
i
!
tj
K