ISBN: 83-03-02287-3

Text
                    




ROCZNIK PRZEMYSKI
.........................................................;
TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ NAUK W PRZEMYŚLU SOCIETAS SCIENTARUM AC LITTERARUM PREMISLIENSIS T. XXIV—XXV R. 1986 ROCZNIK PRZEMYSKI Przemyśl 1988
Zespół redakcyjny TADEUSZ BURZYŃSKI, ANDRZEJ KOPERSKI, ANTONI KUNYSZ, MIECZYSŁAW MAZUREK, JULIAN OLSZAK, JAN PAJĄK, ANTONI RACHFAŁ Redaktor naukowy JULIAN OLSZAK Opracowanie redakcyjne i techniczne JULIAN TROJANOWSKI Obwolutę i przerywniki projektowana MARIA WITKIEWICZ Korekta ANNA PIWOWAR Wydawnictwo zlecone przez TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ NAUK W PRZEMYŚLU Papier zleceniodawcy © Copyright by Krajowa Agencja Wydawnicza Rzeszów 1988 ISBN 83-03-02287-3 Wydanie I. Nakład 800 + 100 egz. Ark. wyd. 48,2, ark. druk. 49,21. Skład, druk i oprawa: RzZG, Drukarnia w Łańcucie. Zam. 5927/86. G-3-78 Nr prod. KAW 114/84 Cena zł 1000,—
I. MATERIAŁY I ROZPRAWY 1. LITERATURA Krystyna Płachcińska SPOSOBY WYKŁADU IDEI W KUPCU MIKOŁAJA REJA Mikołaj Rej jako autor Kupca nie kierował się troską o klarowny kształt gatunkowy utworu. Wręcz przeciwnie. Komponował on swe dzieło z różnych elementów „ogrodu literackich form” dostępnego jego kultu- rze i oczytaniu, a doborem tych elementów kierowała funkcjonalność wo- bec celu nadrzędnego — przekazania idei. Dlatego miał rację C. Backvis wysuwając na pierwszy plan tę właśnie cechę Kupca, stawiając go w rzę- dzie utworów scenicznych realizujących „polską koncepcję dramatu”, tzn. służących idei. Kupiec zapoczątkował drogę, na której spotykamy później wielki dramat romantyczny i Wyspiańskiego Ł Rzeczywiście, podporządkowanie struktury przekazowi idei jest w Kupcu bardzo wi- doczne. Natrętnie pojawia się on w różnych warstwach utworu. Nawet fabuła jest wyraźnie naddana i służebna wobec pouczenia moralnego. Podobnie też w Żywocie Józefa, jak to stwierdziła monografistka tego dramatu: „[...] układ zdarzeń podporządkowany przede wszystkim zasadzie wy- kazania podstawowej, jedynej racji, kombinowany na osi negatywu i po- zytywu, musiał obrastać dodatkowo dodanymi, niemal w postaci komen- tarza, admonicjami i pouczeniami, które tworzyły jakby system nadpro- gramowo ubezpieczający szansę przeprowadzenia założonej sobie przez autora tezy. [...] To właśnie drugi plan — dramatyczny, stworzył możli- wości naturalnego upozorowania pierwszego, dyskursywnego. Nie był on jednak, jak wynika z analizy tekstu, planem wiodącym, pomyślanym przez twórcę jako punkt wyjścia wszystkich formalnych zabiegów i jako kryterium układu zdarzeń” 1 2. 1 C. Backvis: Teatr Wyspiańskiego jako urzeczywistnienie polskiej koncepcji dramatu, „Pamiętnik Teatralny” 1957, z. 3/4, s. 412. 2 M. Adamczykówna: „Żywot Józefa” Mikołaja Reja. Studium porównawcze, Wrocław 1971, s. 141.
Dokładnie te same zjawiska powtarzają się w Kupcu, dlatego w cza- sie analizy utworu należy o nich stale pamiętać. Zacznijmy od deklaracji autorskiej. W Pożytkach tych książek pojawiają się dwa znamienne po- uczenia: „To też baczyć pilnie i pamiętać, jak ten kupiec z nauki św. Pawła nie pokładał nadzieje w żadnych uczynkach swoich ani w żadnem inem stworzeniu Bożym, jako ci czynili, ale wyrzygnąwszy naprzód z siebie jad, to jest odrzuciwszy grzechy swoje, uczyniwszy pierwej skruchę za nie, wziąwszy samą wiarę w Panie Chrystusie, w męce a w dosyćuczy- nieniu jego, szedł śmiele na sąd Boży” 3. ujźrzeć ludzi wiernych zbawienie, a niewiernych, by też na- lepie czynili, wieczne potępienie, iż z uczynków krom wiary nie będzie żądny człowiek usprawiedliwion przed Panem Bogiem” 4. W Przedmowie krótkiej ku dobrym naśladowcam autor mówi więcej. Przypomina ułomność człowieka, który sam w sobie nie może znaleźć oparcia, musi pobłądzić, a jeśli chce opierać się tylko na własnym rozu- mie, to będzie „z czartem mistrzem wędrować” 5. Lekarstwem na tę ludz- ką ułomność jest miłować Boga, naśladować go i prosić o łaskę. Wyczerpaliśmy tym samym listę momentów, w których doKonuje się przekaz idei wprost od autora. Konieczne staje się teraz sprawdzenie, czy utwór w swym kształcie artystycznym, w swym celowym ładzie dzie- ła sztuki przesyła nam tę samą ideę; sprawdzenie, czy deklaracje autor- skie nie są gołosłowne. Z samej istoty utworu dialogowanego wynika, że zasadniczym nośni- kiem racji moralnej są słowa postaci wartościujące pewne czynności, wy- darzenia i fakty. Tej zatem formie przekazania idei przyjrzyjmy się na początek. Pierwszą jej cechą są pozory naturalności stworzone przez autora na użytek oceniania przez bohaterów cudzych postępków i poglą- dów. Oto np. już na samym początku utworu pojawia się namiętna fili- pika Chrystusa, której naturalność pozorowana jest gniewem i rozżale- niem. Skierowana jest przeciw znieprawionemu światu, a zwłaszcza przeciw tym, którym powierzono rząd i opiekę nad innymi6. Oskarżenie to jest jak gdyby argumentem, krótkim wyłuszczeniem tego, co będzie się działo dalej, całej tej galerii grzechów ludzkich, której będziemy się przyglądać. Podobnie też cała długa wypowiedź Posła na s. 46—50 to oskarżenie ludzi o złe postępowanie, wyliczenie najbardziej zgubnych przekonań i przyzwyczajeń, przypomnienie grożącej za nie kary (,,a po- tym czart wiecznie gniecie” 7), wskazanie możliwości ratunku w ufności i w upokorzeniu przed Bogiem oraz przedstawienie niewłaściwych dróg szukania zbawienia. Oto niektóre czynności opatrzone aprobatą Posła: By się też wżdy obaczyli, Panu się upokorzyli, 3 M. Rej: Kupiec to jest kształt a podobieństwo Sądu Bożego Ostatecznego, wyd. R. Kotula i A. Bruckner, Kraków 1924, „Biblioteka Pisarzów Polskich” nr 77, s. 23—24 (lokalizacja cytatów w całym artykule — według tego wydania). 4 s. 24. 5 s. 27. 8 S. 31, w. 27—30. 7 s. 48, w. 552.
A w nim swą nadzieję mieli, Nie takby marnie ginęli8. Jedno mu też trzeba dufać, Pilnie jego łaski szukać, Jego wolej naśladować, Za dobrodziejstwa dziękować 9. Te zaś czynności uznane są za niewłaściwe i nie prowadzące do Boga, mimo iż tak się ludziom wydaje: A prawie się z Boga śmieją, Kiedy się wszyscy naleją. Drugi zasię prostak głupi, Więc sobie bractwo zakupi, Bo już tam spoinę modlitwy Tak z Polski jako i z Litwy, Pospołu idą do nieba A czegóż nam więcej trzeba? Drugi miłościwe lato, Chocia da< niemało za to, Kiedy na szyję powiesi, Mnima, iż nigdy nie grzeszy. A wyspowieda się z listu, Już pewnie ma niebo w zysku.10 Jest to pierwsza z serii dłuższych wypowiedzi poświęconych przede wszystkim wyłożeniu idei przez komentowanie postępków, a z akcją związanych luźno, sprawiających wrażenie wstawionych dodatkowo po to, by nie powstały wątpliwości co do wykładni idei. Już tu pojawia się widoczny w całym utworze podział na trzy sfery, do których autor przy- stawia dodatni lub ujemny znak wartościowania. Pierwsza — to charak- terystyka ludzkich wykroczeń przeciw prawu boskiemu. Druga i trzecia obejmują drogi, którymi grzesznicy usiłują dotrzeć do Boga. Jedna z nich mieści w sobie drogi błędne, zwodne, pod patronatem czarta, a druga wskazuje tę jedyną właściwą ścieżkę dotarcia do zbawienia. Przypominanie i komentowanie niewłaściwych zachowań ludzkich nie jest jednak wyłącznym prawem obserwatorów z zewnątrz. Postacie cha- rakteryzują bowiem nie tylko grzechy swoich bliźnich, ale i własne, choć te ostatnie — bezwiednie. Wielokrotnie zarzuty Chrystusa zawarte w po- czątkowym oskarżeniu mimowolnie potwierdzone zostają słowami lub postępkami samego, nieświadomego tego, grzesznika. Oto wypowiedź bi- skupa w rozmowie z posłem: Bom się ja tern nic nie bawił, Anim przyjaciół rozprawił. A tern urzędzie, w ktoremem był, Prawiem nic nie postanowił. 8 s. 48, w. 559—562. * s. 48, w. 587—590. 10 s. 49, w. 605—618.
Siłabych miał rzeczy rządzić I kapłanów nowo święcić.11 Biskup prosi o odwleczenie terminu, motywując to nie załatwionymi sprawami, a nie wie, że to właśnie będzie jedną z przyczyn jego pozwa- nia. Jakąż to opinię wydają o sobie oskarżeni, gdy „Książę stukał Po- sła” 12, „Biskup się gniewa na Posła” 13 14, a „Gardyjan hardzie z Posłem rozprawuje” u. Jeśli wiemy, że mnich jest opojem, to zawdzięcza on to przede wszystkim sobie. Poznaliśmy go bowiem, gdy wykrzykiwał: Laus Deo, sancto Francisco! Wypiliśmy piwo wszytko. Kluczniku, po drugie idzi, Ja,ko się tej śmierci widzi.15 * Serię opinii wydawanych nieświadomie, mimowolnie, do których ele- ment oceny wprowadza dopiero odbiorca, uzupełnia efekt zawTarcia cha- rakterystyki postaci w słowach innej postaci, np.: Gdzież wasz jest ociec Gardyjan; Podobno spi; snadź był pijan.18 Celem wypowiedzi posła nie było wcale przedstawienie gardiana jako pijaka, ale taki jego obraz powstał, gdyż posłowi wydawało się, widać, oczywiste, że mnich śpi po pijaństwie. Rozpatrywaliśmy dotąd metody przekazu idei, w których osąd za- warty był w słowach postaci lub z nich wypływał. Przejawów tego postę- powania autora jest najwięcej — naturalne to zjawisko w utworze dialo- gowanym. Nie jest to jednak sposób jedyny. Wielokrotnie bowiem autorska aprobata lub dezaprobata dla zaistniałych wydarzeń lub głoszo- nych poglądów zamknięta zostaje w układ wydarzeń tak zaprogramowa- nych, by wymierzał sprawiedliwość. Oto np. wkrótce po niegodnym zachowaniu się, niewłaściwym przyjęciu posła i manifestacji „złych” w świetle idei utworu cech bohaterowie mdleją i umierają. Wymiar spra- wiedliwości jest natychmiastowy. Dotyczy to biskupa, księcia i zakonnika. Kupiec też odczuwa od razu efekty przyjścia posłańca śmierci: A prawie już wszytka siła Teraz mi się odmieniła. Żyły mi wszytki zmartwiały; Ręce i nogi ustały. Głowa, oczy, wszytko błądzi. Prawie mi myśl coś źle sądzi.17 11 s. 41, w. 359—364. 12 s. 37. 13 s. 40. 14 s. 44. 15 s. 45, w. 475—478. 10 s. 44, w. 433—434. 17 s. 64, w. 1071—1076.
Nie umiera jednak, jak tamci, od razu. Ma czas na przeróżne zabie- gi: na szukanie miecza, na przetargi, a nawet na próby przekupienia posła, na wezwanie lekarzy i kłótnie z nimi, na długie dyskusje z ple- banem i na spowiedź. Księciu śmierć nie pozwoliła nawet dokonać ra- chunku sumienia. Inna sprawa, że ten fakt, skondensowany w dwu-, wierszu: Więc się ksiądz w ornat ubiera, A książę wtenczas umiera,.18 wygrany został przez Reja zupełnie celowo jako przekaźnik złego zdania autora o duchowieństwie, o realizacji powierzonych mu zadań. Krytyki księży i zakonników jest w utworze wiele. Ten dwuwiersz właśnie do- skonale przekazuje i jednocześnie odpowiednio ocenia tę cechę Kościoła katolickiego, która najbardziej atakowana była przez reformatorów pro- testanckich. Chodzi mianowicie o formalizm i ślepe przywiązanie do obrządków przy jednoczesnym zatraceniu żywych wartości religii i wiary w sensowność tych obrządków. Nie da się jednak zaprzeczyć, że szanse kupca i trzech pozostałych pozwanych były nierówne. Można to wyjaśnić trojako. — Kupiec mógł być z góry przeznaczony do zbawienia i jako wybrańcowi, przysługiwać mu mogło więcej niż innym. Taka motywacja tłumaczyć się jednak może tylko wiarą autora w predestynację. Widocz- na jest ona w konstrukcji Mercatora Naogeorga, czyli oryginału, którego przeróbką jest Kupiec. Tam rzeczywiście bohater tytułowy jest łotrem gorszym od każdego z trzech skazanych, a ziarno nadziei w postaci zja- wienia się Pawła i Kośmy pada na grunt zupełnie niegodny i nieprzygo- towany, gdy chory spodziewa się już tylko śmierci i wiecznego potępie- nia. Czy można przyjąć działanie tej motywacji w Kupcu? Sądząc po kierunku, w jakim idą przeróbki Reja wobec Naogeorga twierdzić można, że ich celem było właśnie pozbycie się predestynacji jako sprawczej siły rozwoju akcji. Przecież Paweł i Kosma przychodzą uleczyć ciało i duszę bohatera dopiero wtedy, gdy w nim samym zaszła przemiana skłaniająca go do oddania się Chrystusowej opiece i wołania o jego pomoc. Drugą przyczynę, która mogła spowodować wrażenie nierównych szans postaci, widzieć można w doborze proporcji. Kupiec jest głównym bohaterem utworu, dlatego przyznał mu Rej najwięcej miejsca, co zgodne było jak najbardziej z poetyką szesnastowieczną. Prawdopodobna jest też prócz tego trzecia możliwość. Otóż u Naogeorga takie ustalenie proporcji było jak najbardziej konsekwentne i funkcjonalne wobec przyjętej motywacji. Księciu, biskupowi i gardianowi nie należały się żadne szanse ani uwaga widza, bo przecież byli z góry potępieni. Rej zaś porzucił działającą tam główną siłę sprawczą, dlatego na dwudziestowiecznym odbiorcy (nie przy- zwyczajonym do ówczesnej poetyki, w której proporcje przyznane po- szczególnym bohaterom nie ważyły na wymowie dzieła) może Kupiec sprawiać wrażnie nierówności szans bohaterów. Element autorskiej oceny wpisanej w wydarzenia sceniczne widoczny jest też w scenie koronującej utwór, na sądzie Chrystusowym. Do tej samej kategorii należy podanie bohaterowi przez plebana napoju z do- 18 s. 38, w. 259—260.
brych uczynków i następujące po tym dolegliwości trapiące chorego, a także, symetrycznie do tej sceny, podanie przez Pawła i Kosmę napo- ju i ciemierzycy, o których wiemy jako o symbolach właściwej nauki. Działanie tego napoju znosi zły wpływ tamtego i wypędza go z grzesz- nika. Zauważyliśmy, jak układ wydarzeń i działania sceniczne podporząd- kowane są przekazowi racji moralnej. To samo jest z cechami postaci, zarysowanymi bardzo wyraziście. Rej pozwala nam długo przyglądać się kupcowi, poznawać go i śledzić jego dokonania tylko po to, byśmy dzię- ki temu poznali mentalność bohatera oraz jego zasługi i winy (tych dru- gich znacznie więcej). Jakiż więc jest nasz kupiec i skąd czerpiemy wie- dzę o nim? Otóż poznajemy go przede wszystkim z jego własnych słów i czynów. Pojawia się tu znów ten wielekroć przez Reja stosowany efekt mimowolnego popierania przez bohaterów oskarżenia rzuconego przez Chrystusa wobec świata na początku utworu. Scena, w której „kupiec uczy fałszować pachole”19, jest doskonałą ilustracją grzeszności, jej, rzec można, kondensacją. Przecież wedle słów Chrystusa ktoś, kto dopu- szcza się najstraszniejszego grzechu gorszenia maluczkich, zasługuje tylko na śmierć z kamieniem młyńskim na szyi. Tymczasem właśnie kupiec jako jedyny dostąpi zbawienia. Ten kontrast doskonale spełnia rolę prze- kaźnika idei, wzmacnia działanie faktów. Ukazuje bowiem, że nawet człowiek aż tak grzeszny może, jeśli spełni odpowiednie warunki, dostą- pić zbawienia. Następnym źródłem naszej wiedzy i opinii o bohaterze jest postać Sumnienia, pełniąca wobec kupca rolę zwierciadła. Wprowadzona ona została po to, byśmy lepiej, bardziej wielostronnie mogli poznać głów- nego bohatera. Przecież to właśnie on, jako jedyny z reprezentatywnej próbki czterech osób, dostąpił zbawienia. Jeśli Rej chciał widzieć swój utwór jako dramat a these, a tak było w istocie, to musiał przewidzieć, że odbiorcę zainteresuje postać kupca, że będzie ciekaw, co to za osoba i dlaczego właśnie ona osiągnęła szczęście wiekuiste. Sumnienie jest po- stacią, która doskonale odpowiada na to zamówienie. Oświetla postać kupca ciągle i wielorako. Chwilami jest prostym zwierciadłem opowia- dającym o czynach bohatera, a znak wartości przypisujemy im my sami, powodując się własnym systemem wartości i w niemałej mierze ideami zaszczepionymi nam przez utwór w inny sposób, np.: Potym się z drugą ślubował, Co ją sobie milczkiem chował. A tak się w tym naradzili, Aby mię z świata zgładzili.20 To znów ocenia postępowanie kupca, np.: Muszę to znać, do, tej chwile Obchodził się ze mną mile; A snąć wszytko jakom chciała, Prawiem po swej woli miała. 19 s. 59. 20 s. 51, w. 683—686.
Ale słyszę, iż na starość Każdego ma ruszyć ta złość, Łakomstwo, co wszytkiem szkodzi, Do piekła ich wiele wodzi.21 22 Trzecia funkcja Sumnienia to wyrażanie wprost idei, np.: Ktoby chciał myśl upokoić: Pomniećby na swoje złości, Któreś stroił w swej młodości. A skłonić się Panu swemu, Dając się na łaskę jemu.21’ Przy dwóch pierwszych fragmentach należy pamiętać o podwójnej na- turze Sumnienia i Fortuny, drugiej żony kupca. Czytając pierwszą wy- powiedź musimy przypomnieć sobie, że Sumnienie przemawia nie tylko jako postać alegoryczna, ale też jako porzucona żona, i w tym świetle ocenić postępek kupca. Przy drugim fragmencie natomiast, na odwrót, należy uświadomić sobie, że mówi nie tylko odtrącona kobieta, ale przede wszystkim postać będąca sumieniem bohatera. Tak więc, gdy mówi, że obchodził się z nią dobrze i wszystko czynił zgodnie z jej wo- lą, to odczytujemy to jako osąd sumienia. I dalej, jeśli mówi się o tym, że z tej ,,dobrej drogi zbodło” bohatera „łakomstwo”, czyli zachłonność, i pojawienie się Fortuny, która jest przecież po prostu także fortuną, to oznacza to częściowe zrzucenie winy z grzesznika na okoliczności (bo- gactwo) i złe skłonności wspólne wszystkim ludziom („łakomstwo, co wszytkiem szkodzi”). Pamiętamy przecież, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi wejść do Królestwa Bożego. Zwróćmy przy tym uwagę, że wypowiada tę mowę w zamierzeniu oskarżycielską, a w efekcie w dużej mierze obrończą sumienie kupca, postać, która zna go najlepiej, tkwi najbliżej niego, a więc nie myli się. Bronią też kupca jego własne słowa. Nie jest zupełnie złym człowiekiem, jeżeli na widok Sumnienia mówi do siebie: „Winienem jej, więc się wstydzę” 23. W mo- wie Sumnienia nie brak jednak akcentów oskarżycielskich, np.: Bo opuścił wszytki rzeczy; Jednoż ten Zysk ma na pieczy.24 W ten oto złożony sposób wykorzystane jest do oceny bohatera wpro- wadzenie postaci Sumnienia. Jego nauki są przez autora traktowane bardzo poważnie. To, czemu ono przyklaskuje, cieszy się i jego apro- batą. Oto np. kupcowi przypisał autor głoszenie poglądów przez siebie zwalczanych, których istotą jest wiara w skuteczność mechanicznie wypełnianych obrządków, zmieniająca religię w rodzaj magii. Oto co kupiec sądzi o swoich dobrych uczynkach i możliwości zbawienia: 21 s. 53, w. 715—722. 22 s. 85, w. 1722—1726. 23 s. 83, w. 1666. 24 s. 55, w. 785—786.
Bosom chodził w każdy piątek, Od mięsopust aż do świątek. Nuż com też na msze rozdawał Albo obiady sprawował. Nierazem ja za swe winy Zakupował trycezymy. Z Rzymam też czasem dostawał A niemałom za to dawai, Miłościwych lat odpustów I inych rozlicznych listów. A zgładzając grzechy swoje Dzierżałem bractwo we troje. Nie małoć tam wosku wyszło; Jużby wszego złego doszło, By mię to nie miało zbawić; Tedyćby już wszytko za nic.25 Sumnienie przyjmuje tę deklarację kupca dezaprobatą i wyliczeniem mu grzechów, których nie pamięta lub może nie zdaje sobie z nich sprawy. Kiedy zaś bohater wygłasza swe przekonanie o tym, jak to dusze po- kutujących zmarłych błąkają się w poszukiwaniu pomocy (oczywiście pieniężnej) żyjących i gdy przy tym z charakterystycznym dla niego praktycyzmem wysnuwa wniosek co do swojej osoby: A kto się po mnie wspomoże, Potym mej duszy pomoże.26 Sumnienie wybucha śmiechem. Właśnie ten śmiech jest najlepszym wy- razem stosunku autora do głoszonych przez kupca, a żywych przecież w Kościele poglądów. Tymczasem misterna siatka instrumentów przesyłających pouczenie moralne zaczyna się wzmacniać. Pojawiają się podwójne i potrójne wiązania. Ocena faktu lub poglądu, raz już przekazana, jakby nie wy- starcza autorowi. W dążeniu do pewności właściwego odczytania przez odbiorcę sensu wprowadza jeszcze jedno zwierciadło, w którym nie od- bija się nic innego, jak tylko potakujące, kpiące lub ubolewające oblicze twórcy. Wprowadza mianowicie postać czarta. W ten sposób poglądy wyrażane przez kupca stają się ośrodkiem krytyki, potrójnie opatrzone przez autora znakiem dezaprobaty. Wyśmiało je Sumnienie — to pierw- szy znak. Teraz zjawia się czart, jest zadowolony i uważa grzesznika za swego, co nie świadczy dobrze o drodze, którą ów postępuje. A jakby tego było autorowi mało, poglądy te zostaną skompromitowane jeszcze raz, w drodze wymierzania sprawiedliwości przez wydarzenia. Przypomnijmy sobie tylko los biskupa, księcia i zakonnika mających te same poglądy, idących na Sąd Boży z węzełkami pełnymi ,,przypraw”, czyli swoiście pojętych dobrych uczynków. Oto książę niesie z sobą m. in.: 25 s. 85—86, w. 1747—1762. 26 s. 89, w. 1873—1874.
Zwonek, ampuły i pulpit, Wszytko srebrne, aż więc nazbyt; Mszał aksamitny czerwony, Czyście srebrem obłożony .łT Chwali się też: Mam list taki od papieża A pewniejszy niż zła wieża.18 Biskup widzi nadzieję swojego zbawienia w podobnych akcesoriach: Jedno muszę on płascz oblec, Co na niem pereł i złota; Dosyć jest piękna robota. A infułę na się włożę, Wiem, że drugiego zatrwożę. Na rękawice pierścieni Nakła4dę z drogich kamieni Boć po tym biskupa znają;* 28 29 Podobnie i mnich — ubiór poczytuje sobie za najważniejszy: Chciałbych tym Boga zbłaznować. Bo to snąć odzienie święte; Nie wiem, by z nieba nie wzięte.30 Każdy z nich obrał sobie jakiegoś patrona, w którym pokłada nadzieję obrony. Książę uważa, że obowiązkiem świętego Jana będzie dbać o nie- go, skoro ufundował odlew głowy patrona na misie kaplicy. Biskup jest pewien poparcia świętego Piotra, gdyż ma go [...] czyście strojnego, Na płasczu haftowanego, Z pereł a k temu klucz czysty Dzierży z pereł pozłocisty.31 32 Mnich natomiast, jako franciszkanin, wierzy w moc i poparcie patrona swego zakonu. Widać przy tym między nimi rywalizację i zazdrość, która, choć ta- jona, chwilami daje o sobie znać. Oto książę mówi do mnicha: Miejże ty mniszku kapicę; A ja też list wnet wychwycę, A ku pierwszym sprawom moim Będę przed tern pleszem twoim.38 « s. 217, w. 5874—5877. 28 S. 218, w. 5914—5915. 29 s. 219—220, w. 5943—5950. 30 s. 220, w. 5979—5981. 31 s. 222, w. 6034—6037. 32 s. 219, w. 5936—5939.
Kupca, który pojawił się bez „przypraw”, chętnie wyrzuciliby ze swo- jej kompanii, bojąc się, iż złe spojrzenie Sędziego na niego może rozciąg- nąć się i na nich 33. A oto jak rozprawił się autor z tymi poglądami. — Pamiętamy, że zdyskredytowane zostały już wcześniej (podwójnie), gdy głosił je kupiec. Teraz on sam, już odmieniony, wyśmiewa się z nich w dyskusji z mni- chem i z biskupem. Książę już popadł w zwątpienie. Jest to pierwszy sygnał łamania się ich „linii obrony” ustalonej wspólnie. Czemuż tak się stało? Oto kupiec wskazał na swoje Sumnienie jego radosną posta- wę i aprobatę dla swoich czynów, a księciu już wcześniej nie dawało spokoju to, że ich Sumnienia [...] czemuś twarz zmienili, Szpetnie nosy za<wiesili.34 Książę dostrzegł w tym fakcie potwierdzenie racji wywodzonych przez kupca i załamał się. Tak więc po naukach wygłaszanych przez głównego bohatera — dru- gim instrumentem autorskiej oceny postępowania pozwanych są postacie ich sumień. Trzecia powołana do wartościowania postać — to czart. Widząc idących z posłem pozwanych mówi: A widzę po ich postawie, Że ich moich kielko prawie, Bo ten blizek szubienice, Co na sobie niesie lice. A ci się prawie ubrali W to, czem Boga rozgniewali.35 Ostatecznym ukoronowaniem oceny poglądów i postępowania tamtych będzie scena sądu, w której ich „przyprawy” rzucone na wagę nie ruszą jej ani o milimetr. Wkraczamy tu w wyższą warstwę struktury utworu, w ogólny schemat konstrukcyjny, który od początku nastawiony jest na przekaz racji moralnej. Dlaczegóż bowiem u podstaw konstrukcji miał- by lec schemat sądu, jeśli nie byłby powołany do oceny: skazania jed- nej racji, a przyznania słuszności innej? Po cóż od początku dokonywał- by autor kontrastowania tych racji, jeśli nie miałby w końcu ostatecz- nie ich osądzić? Porzućmy jednak warstwę schematu konstrukcyjnego wracając do szczegółów, które, niczym mury obronne, wzmacniają i obwarowują ten schemat, by wzmocnić wydźwięk idei immanentnie w nim zawartej i zagwarantować jasne jej odczytanie. Należy do nich wspomniana już postać czarta pojawiająca się, co można traktować jako regułę, w celu dodatkowego zabezpieczenia tam, gdzie wypowiadane są poglądy ważne, kluczowe. Dlatego występuje także w scenie udzielania kupcowi przez plebana Ostatniego Namaszcze- 33 s. 220, w. 5966—5971. 34 s. 227, w. 6164—6165. 35 s. 238, w. 6514—6519.
nia. Czart i Sumnienie reagują tam bardzo żywiołowo, kompromitując poglądy wyrażane przez księdza, np. wiarę w moc świętych, przekonanie o wysokiej skuteczności dla zbawienia ofiar pieniężnych na rzecz koś- ciołów i zalecanie odpustów sprzedawanych przez Rzym. Przy tym wszystkim nauki te wygłasza osoba, do której nie czujemy sympatii, ksiądz, który miast ratować duszę grzesznika, myśli o korzyściach dla siebie, rozprawia bez przerwy o pieniądzach, o jedzeniu i piciu. Już ta- kie tendencyjne włożenie określonych przekonań w usta postaci skon- struowanej tak, że nie budzi sympatii, każę te poglądy traktować nieuf- nie. Jeśli na dodatek „Sumnieniu już słów nie stawa, więc zadkiem od- powieda plebanowi” 36, a czart zainteresował się księdzem uważając go za swego, to autorska dezaprobata dla głoszonych poglądów staje się zupełnie jasna. Jest w Kupcu jeszcze jedna warstwa świadcząca o tym, że autorowi bardzo zależało na przesłaniu idei. Chodzi o bardzo liczne, pojawiające się ciągle, natrętnie, przy okazji wszelkich możliwych wypowiedzi i zda- rzeń bezpośrednie pouczenia moralne i idee pozytywne, które tylko dla przyzwoitości zachowania formy dialogowanej włożone zostały w usta postaci. Ta warstwa pełni w naszej twierdzy, w której szkieletem jest zamysł konstrukcyjny i która zabezpieczona jest murami obronnymi, rolę ostatecznego, dodatkowego gwaranta mocy budowli. Można przy- równać ją do fosy wypełnionej wodą. Tak jak fosa bowiem — jest naj- bardziej zewnętrzna wobec całej budowli, najłatwiejsza do oddzielenia od niej, jak fosa — jest tym, co rzuca się w oczy najszybciej, jak fosa wreszcie — opasuje dokładnie mury, będąc ich pozornym przedłużeniem. Tak więc to, czego domyślamy się z pozostałych, bardziej ukrytych we wnętrzu utworu, subtelniejszych metod przekazu idei, potwierdzone zostaje i wypowiedziane wprost w tych bezpośrednich wykładach racji pozytywnych. Przeplatają one tkankę tekstu niby błyszcząca nitka, któ- rej nie można nie zauważyć. Gęstość tego haftu różna jest w różnych miejscach utworu. Na początku występuje z rzadka. Pojawia się częściej, gdy do głosu dochodzi Sumnienie, jedno z naczelnych zwierciadeł war- tościujących. Zagęszcza się jeszcze bardziej, gdy trzeba przeciwstawić się zwalczanym poglądom reprezentowanym przez plebana. Swój szczyt osiąga wraz z pojawieniem się najważniejszego rzecznika idei pozytyw- nych, świętego Pawła, by później ustąpić miejsca wydarzeniom, które w charakterze sądu wymierzać będą sprawiedliwość i przypieczętują prawdziwość głoszonych racji. Jakież to racje? Wystarczy sięgnąć do tekstu. Otóż hasłami, które ciągle powtarzają się, są: konieczność pamiętania o śmierci, niewystar- czalność rozumu do zgłębienia tajemnic zbawienia, postulat wiary w mi- łosierdzie boskie (do którego mamy prawo dzięki męce Chrystusowej), przekonanie, że droga do Boga jest prosta, a wszelacy pośrednicy (księ- ża, święci, obrządki) mogą być tylko przeszkodą, postulat miłości bliź- niego — stworzonego przecież na obraz i podobieństwo boskie, a wresz- cie przypomnienie, że zasadniczym warunkiem zbawienia jest dobra wola Boga, jego łaska, która nie każdemu jest dana. Oto niektóre celne sformułowania:
A jeśli chcesz odpust zyskać, Nie trzebać biegać ni dawać: Odpusczajmy wzajem sobie, Ty mnie dziś; Bog jutro tobie?7 Kiedy ksiądz machnie nad głową, Już to rozgrzeszeniem zową. [•••] Bo żądny tej mocy nie ma, Sa»m to Pan Bog, komu chce, da. A każdemu, kto jest wierny, Bywa zawżdy miłosierny.57 58 59 Iż żądny człowiek być w niebie Trudnoby miał być sam z siebie. Bo nie może za prawego Nikt się zwać z uczynku swego; Jescze nie jest godzien tego, Żeć nieco czynił dobrego.5t’ Doszliśmy tym sposobem do punktu wyjścia, czyli do deklaracji au- torśkiej. Droga analizy tekstu doprowadziła nas do potwierdzenia całą strukturą utworu tego, co autor sformułował na wstępie. Nie był więc gołosłowny. Nadszedł czas na zebranie wniosków. Cóż to bowiem za idee, jakie- go rodu? Nie trzeba być znawcą dziejów religii, by zorientować się, że mają ogromnie dużo wspólnego z doktryną luterską. Zapoczątkowała ona u nas reformację, a właśnie wówczas, gdy Kupiec ukazał się drukiem, przeżywała chwile świetności. Z niej pochodzi wiele przekonań, któ- rymi szermuje nasz utwór. Charakterystyczne jest owo skrócenie drogi od grzesznika do Boga, pominięcie wszelkich ogniw pośrednich. Efek- tem tego było olbrzymie uproszczenie systemu religijnego, umożliwienie każdemu zrozumienia go. Ta idea pociągnęła do luteranizmu masy, znaj- dujemy ją też wśród przekonań autora Kupca. Inne momenty zbieżne — to pogląd o olbrzymiej roli wiary i dyskredytacja całej zewnętrznej otoczki życia religijnego. Również nadużycia kleru, które odegrały spo- rą rolę w przysporzeniu reformacji zwolenników, znalazły w Kupcu swój, odpowiednio skomentowany, obraz. Tak oto wygląda Rejowa argumentacja — prowadzona wszelkimi dostępnymi mu środkami artystycznymi. Jej rozległość, wszechstronność i wielopoziomowość świadczą o niezłym już opanowaniu warsztatu pi- sarskiego. 57 s. 114, w. 2613—2616. «8 s. 121, w. 2827—2832. 59 s. 199—200, w. 5302—5307.
Jadwiga Kuczyńska DZIEJE POZNAWANIA STANISŁAWA ŻÓŁKIEWSKIEGO — PISARZA Życie i działalność Stanisława Żółkiewskiego, kanclerza i hetmana wielkiego koronnego, przypadają na okres panowania w Polsce kolej- nych królów: Stefana Batorego i Zygmunta III. Kraj był wtedy u szczy- tu swej potęgi, choć już zaczynały się nad nim zbierać chmury przysz- łych wydarzeń, wojen i zatargów, które przyczyniły się później w nie- małym stopniu do upadku Polski. Żółkiewski, zajmując wysokie stanowiska, odegrał ogromną rolę w prowadzeniu państwa. Jego umiejętność taktyczna kierowania woj- skiem, zdobywana pod okiem Jana Zamoyskiego i uzupełniana studio- waniem dzieł o strategii wojskowej 1 sprawiła, że oddziały, którymi do- wodził częstokroć pokonywały liczniejsze zastępy wroga. Kłuszyn i Ce- cora na zawsze zrosły się z jego imieniem. Rzymska zasada, że dobro Rzeczypospolitej winno być najwyższym prawem, przyświecała mu w każdym momencie życia. Na głos obowiąźku zawsze spieszył tam, gdzie groziło niebezpieczeństwo, dając przykład, jak żyć i pracować dla kraju. Literatura przedmiotu o Żółkiewskim — wodzu i polityku jest bar- dzo obszerna, poczynając od relacji historycznych, od drobnych zapis- ków, aż do prac typu biograficznego, wśród których największą bodaj wartość przedstawia monografia A. Prochaski2. Dominację tych prac nad innymi da się wytłumaczyć ogromną popularnością i rolą, jaką ode- grał Żółkiewski w dziejach narodu, jako znakomity wódz i hetman wojsk Rzeczypospolitej za czasów Zygmunta III. Postać hetmana in- spirowała wielu poetów i pisarzy, czego najwymowniejszym przykładem jest Duma o hetmanie Stefana Żeromskiego 3. 1 Wielki wpływ, poza dziełami starożytnych taktyków wojennych, wywarli na Żółkiewskiego polscy teoretycy: hetman Jan Tarnowski, autor dzieła Consilium ra- tionis bellicae (Rada sprawy wojennej), Marcin Bielski i jego dzieło Sprawa ry- cerska, oraz Stanisław Łaski (Spraw i postępkóW-~^U£erskich opisanie krótkie). wa 1927. w poezji polskiej, War- 2 A. Prochaska, Hetman Stanisław Żółkiewski,^ 3 Podstawowa praca: W. Hahn, Stanisłatp-dZółk'. sza,wa 1920. , .2$' 2 — Rocznik Przemyski
Nie należy jednak zapominać o tym, że Żółkiewski to także pisarz. Dorobek jego pióra nie jest może zbyt bogaty, albowiem obejmuje za- ledwie dwa utwory: Pobudkę do cnoty, drukowaną w 1618 roku oraz Początek i progres wojny moskiewskiej, napisany w 1612 roku. Zdecy- dowanie bogatsza jest jego korespondencja (kilkaset listów) do różnych osób, a traktująca w większości o sprawach politycznych i społecznych kraju 4, mowy sejmowe, uniwersały. Literatura przedmiotu o Żółkiewskim jako pisarzu jest zdecydowanie uboższa. I choć trudno stwierdzić brak zainteresowania jego pisarstwem, to jak dotychczas nie powstała żadna większa praca poświęcona temu zagadnieniu 5. A zasługuje na to ze wszech miar, o czym zda się potwier- dzać przegląd opinii i stanowisk badaczy, począwszy od krótkich, często jednozdaniowych wzmianek w dziełach autorów wieku XVII, aż po jedno z ostatnich ujęć syntetycznych W. Weintrauba 6. „Czyny hetmana Żółkiewśkiego zapisane zostały w dziejach narodu przez innych; myśl, która czynom tym przewodniczyła i sama jedna rzuca najczystsze światło na wypadki ówczesne, ukrywa się we wła- snych jego pismach. Kiedy tamte przez pisarzy z powołania podane, po- wtarzają się dziś przy każdej sposobności, te w toku samychże spraw, czę- stokroć wśród wrzawy wojennej, ręką do oręża niżli do pióra wpraw- nie jszą nakreślone, rozeszły się niegdyś po współczesnych, w znacznej mierze wraz z nimi poginęły, a w tej, która dotąd jeszcze pozostaje, oczekują na pracownika, co by je z różnych publicznych i prywatnych archiwów i kryjówek wydobywszy, ogłosił światu, aby dały o swoich czasach i ludziach ważne świadectwo”. — tak pisał w przedmowie do Pism S. Żółkiewskiego August Bielowski 7, pisarz i uczony, którego tru- dom i pasji szperackiej zawdzięczamy wydanie o epokowym znaczeniu dla poznania dzieł hetmana. Trudno odmówić aktualności postulatowi Bielowskiego nawet dziś, gdy na światło dzienne została wydobyta większość pism Żółkiewskiego, na czele z Początkiem i progresem wojny moskiewskiej, aczkolwiek znaczna część jego listów nadal pozostaje w rękopisach 8. Przyzwyczajono się patrzeć na Żółkiewskiego jak na „bohatera”, „męczennika” — tak nauczyła nas legenda, która przez wieki narosła wokół jego osoby. Takiego widzi jego biograf, który w swej obszernej monografii, przedstawiającej osobę hetmana, jest zbyt jednostronny i zbyt subiektywny. W ocenie wszystkich jego zasług wznosi się do panegiryku i uświęcenia wszystkiego, co Żółkiewski zdziałał. Taką sa- mą zresztą postawę reprezentuje Prochaska przy ocenie działalności prywatnej hetmana i cech jego charakteru. Być może zmierzał tą dro- 4 Por. J. Kuczyńska, Pisarstwo Stanisława Żółkiewskiego. Zarys monograficzny, Łódź 1981 (maszynopis). Dołączone do rozprawy doktorskiej „Kalendarium listów” zawiera 356 listów Żółkiewskiego w układzie chronologicznym, w tym około 200 dotąd nie opublikowanych. 5 Uzupełnienie tej luki było głównym celem rozprawy doktorskiej poświęconej pisarstwu S. Żółkiewskiego. Por. J. Kuczyńska, Pisarstwo..., op. cit. 6 Por. W. Weintraub, Złoty wiek i barok w: Literatura polska od czasów naj- dawniejszych do r. 1939, Londyn 1979. 7 Por. S. Żółkiewski, Pisma, wyd. A. Bielowski, Lwów 1861, przedmowa, s. V. 8 Por. J. Kuczyńska, Pisarstwo..., op. cit., „Kalendarium listów”.
gą nieświadomie, stworzył jednak portret „papierowego” bohatera, bez cienia wad i ułomności ludzkich, które towarzyszą w życiu najgenial- niejszym nawet jednostkom. I mimo pewnych braków, których ta mono- grafia nie jest pozbawiona9, nie można odmówić jej wartości. Jednym z najbardziej interesujących fragmentów książki jest rozdział XI („Nie- przyjaciele domowi”) oraz dodatek IV, w którym autor zajął się pasz- kwilem na hetmana, powstałym prawdopodobnie na sejmiku wisznień- skim w 1618 roku; paszkwil ten odkrył monografista w rękopisach Bi- blioteki Ordynacji Krasińskich. Nie zapomniał także Prochaska i o tym, że spod pióra Żółkiewskiego wyszły dwa większe utwory, że uprawiał bogatą korespondencję, która dla historyków, a i nie tylko, stanowi nie- bagatelne źródło informacji. Dużą wagę przywiązuje do Pobudki..., jako do zbioru „o wyższym namaszczeniu myśli”, którego celem było rozbu- dzić „cnoty żołnierskie, nieraz pod chorągwiami jego (tj. Żółkiewskiego — przyp. J. K.) jaśniejące, a które wkrótce po jego bohaterskim zgonie, odwagą, dzielnością i poświęceniem pod Chocimiem okazanym, w zdu- mienie cały świat wprawiły” 10 11. Nieco więcej miejsca poświęcił Prochaska Progresowi, zauważając jako jeden z pierwszych, że przy jego pisaniu Żółkiewski korzystać musiał z pisanego podczas samej wyprawy diariusza n. Zwracając uwagę na wartości „pamiętnika”, ocenił go w ten oto sposób: „Z tej pracy płyną zachęty do cnót żołnierskich, do bohaterstwa, het- man jednak miał na celu opowiedzieć, jak drugi Cezar lub Ksenofont, czyny wojenne w Moskwie dokonane. Jest on, jak trafnie określono, zwięzły i dosadny, prosty i szczery, obrazowy i żywy i przewyższa Gre- ka prawdą i szczerością, a dorównuje Cezarowi ujmującą czytelnika ,skromnością, z jaką o sobie mówi” 12. Zasługi Żółkiewskiego jako pisarza dostrzeżono zdecydowanie wcześ- niej. Wystarczy wspomnieć, że już współcześni wykorzystywali jego „pamiętnik”, traktowali go jak utwór polityczny zawierający elemen- ty dydaktyzmu 13. Korzystali też z niego i potem osiemnastowieczni dzie- jopisowie — Adam Naruszewicz14 i Julian Ursyn Niemcewicz15. Zde- cydowana większość tych najwcześniejszych wzmianek traktuje o po- stawie Żółkiewskiego, o jego zasługach dla Rzeczypospolitej. Wśród nich wypadałoby wspomnieć chociażby dwa poematy pióra Szymona Szy- monowica16, które są dowodem wielkiego uznania, jakim cieszył się 9 Por. W. Dobrowolska, Z powodu książki Antoniego Prochaski „Hetman Sta- nisław Żółkiewski", Warszawa 1927, „Kwartalnik Historyczny” 1930, t. II. 10 Por. A. Prochaska, op. cit., s. 310. 11 Tamże, s. 310 oraz uwagi w części III rozprawy doktorskiej. 12 Tamże, s. 310—311. 13 Por. list biskupa S. Łuoienskiego do T. Zamoyskiego, datowa«ny w Pułtusku 8 maja 1635 roku; rkps. B. Jag. 3596. 14 Por. A. Naruszewicz, Historia Jana Karola Chodkiewicza, Warszawa 1781. 15 Por. J. U. Niemcewicz, Dzieje panowania Zygmunta III, t. II, Warszawa 1818. 1# Por. Śz. Szymonowie, Tropheum Stanislai Zolkieuii Scythis caesis, fugatis, Zamości Excudebat Martinus Lenscius, Anno 1606; idem, Halcyonia Poloniae, sa- crae regiae maiestati et amplissimis regni Poloniae magniąue ducatus Lithuaniae ordinibus Franciscus Hilchen inscripsit et publice recitavit, 1608.
Żółkiewski u współczesnych i bliskich mu w czasie potomnych 17. Nie tylko dzielnego wodza, ale i pisarza widział w Żółkiewskim S. H. Lubomirski, który w Rozmowach Artaksesa i Ewandra wymienia na- zwisko hetmana obok nazwisk J. Zamoyskiego i J. Ossolińskiego: „Stąd oni Zamoyscy, Ossolińscy, Żółkiewscy i inni przy wrodzonym rozsądku uczeni wielce ludzie — nie mieli sobie za ciężkość nie mniej piórem, jak uczynkami później u wieków szukać sławy” 18. Cytat ten pochodzi z rozmowy O stylu abo sposobie mówienia i pisania. Lubomirski wysuwa w nim na czoło styl historyczny i historyków, do których szlachta polska od dawna odnosiła się ze szczególnym nabożeń- stwem. Nazwisko Żółkiewskiego widniejące w tego typu rozważaniach może być z jednej strony dowodem uznania dla jego pisarstwa, (które notabene Lubomirski zalicza do historii), z drugiej jednak strony razi brak nazwisk najwybitniejszych historyków, choćby Długosza i Heiden- steina, którego zresztą dzieło było jednym ze źródeł i wzorów dla Żół- kiewskiego przy pisaniu Początku i progresu wojny moskiewskiej. Pamiętnik już w dwadzieścia pięć lat po śmierci hetmana doczekał się pochlebnej oceny. S. Kobierzycki19, dla którego — jak podają źródła 20 — stanowił pomoc przy pracy nad Historią Władysława..., pisał o Żółkiewskim — pisarzu: stylo quidem militari, at qui rem gestam non minus vere quam prudenter explicaret, ac inter tot curas negotiaque publica, pulcherri- mum saepis a litteris petiit avocamentum” 21. Nie licząc wzmianki S. Łubieńskiego22, który także przetłumaczył list Żółkiewskiego do króla Zygmunta III „rozważający o wojnie tureckiej”, Kobierzycki byłby pierwszym, który nie tylko potwierdził istnienie Progresu, ale i wyraził na jego temat swój pogląd. Być może, że Historia Władysława... stanowiła istotne źródło infor- 17 Wystarczy tu wspomnieć jednozdaniową wzmiankę K. Warszewickiego, Re- ges, Sancti, Belletores, Scriptores Poloni, Roma 1606, s. 20: ,Nicolaus (sic!) Zolkie- vius belli Dux vivit”, czy J. D. Solikowskiego, Ad Lwones [...] Paraenesis, Samosci 1600, s. 33—34, a przede wszystkim biogram pióra Sz. Starowolskiego w Sarmatiae bellatores, Coloniae Agrippine 1631, w przekł. J. Starnawskiego, Wojownicy sar- maccy, Warszawa 1978 (recte 1979), s. 277. 18 Por. S. H. Lubomirski, Rozmowy Artaksesa i Ewandra [w:] S. H. Lubomir- ski, Wybór pism, oprać. R. Pollak, Wrocław 1953, BN S.I., nr 145, s. 210. 19 Por. S. Kobierzycki, Historia Yladislai Poloniae et Sueciae Princepis..., Dan- tisci 1655, s. 706. 20 Por. J. D. Janocki, Janociana sine clarorum atgua illustrium Poloniae aucto- rum maecenatumąue memoriae mżscellae, Warszawa i Lipsk 1776, t. II, s. 301—303. 21 Por. S. Kobierzycki, op. cit., s. 706: „[...] w języku (polskim), stylem wojsko- wym wyłożył te sprawy wojenne nie mniej rzetelnie niż uczenie i wśród tylu trosk i spraw publicznych szukał zaspokojenia w sławie”. 22 Por. Stanislai Lubieński Episcopi Plocensis Opera Posthuma Hzstorica Hi- storo-Politica, Variique Discursus, Epistolae, et aliauot orationes..., Antwerpia 1643, s. 185—187.
macji także dla późniejszych autorów 23, a między innymi dla M. Chwal- kowskiego 24, który „pamiętnik” Żółkiewskiego włączył do swego dzie- ła Regni Poloniae ius Publicum... W części pierwszej („Scriptores de rebus Polonicis”), która ma wyraźnie charakter wstępu do całości, pod literą „Z” czytamy: „Stanislaus Zolkievius, Russiae Palatinus toga sagoąue clarus, Com- mentariorum belli Moscovitia sub Sigismundo Rege linqua vernacula scripsit” 5. Na Chwalkowskiego z kolei powołuje się w swoim dziele De scrip- toribus Historiae Polonicae Schediasma... S. J. Hoppius26, który także wspomina list Żółkiewskiego do króla Zygmunta III, datowany z Baru 25 sierpnia 1620 roku, ten sam, który przetłumaczył na język łaciński i opublikował S. Łubieński27 28. Znamienny i godny podkreślenia jest także fakt, że nazwisko Żółkiewskiego znajdujemy w osiemnastowiecznych wydaniach niemiec- kich. Samuel Friedrich Lauterbach w swojej Polonische Chronicke 29, wykorzystując jako źródło informacji między innymi Kobierzyckiego i Piaseckiego, nie tylko przypomina sławne zwycięstwa Żółkiewskiego, ale przytacza jeden z jego listów pisanych do króla Zygmunta z Baru 25 sierpnia 1620 roku. Wyda je się, że wybór Lauterbacha nie był przy- padkowy, gdyż zawarte w tym liście słowa są dobitnym potwierdzeniem czynów całego życia hetmana. Dość obszerny biogram poświęcił Żółkiewskiemu Johan Heinrich Ze- dler 29 w ogromnej Encyklopedii, liczącej ponad 60 tomów. W biogramie hetmana zajął się nie tylko „drogą marsową” autora Progresu, ale uzu- pełnił to podaniem informacji o znanych mu pismach Żółkiewskiego. Wymienia więc listy zawierające rozważania o wojnie tureckiej, których znajomość zawdzięcza — jak sam podaje — antwerpskiemu wydaniu Dzieł S. Łubieńskiego 30, a także Początek i progres wojny moskiewskiej, przy którym jednak nie zamieścił ani daty wydania, jeśli je miał w ręku, ani źródła, z którego ewentualnie zaczerpnął tę informację. Brak takiej adnotacji pozwala jedynie przypuszczać, że Zedler mógł znać krakowskie wydanie Chronologii wojny moskiewskiej J. Krajewskiego z 1615 roku, 23 J. D. Janocki, op. cit., s. 301—303 wymienia nazwiska M. Chwalkowskiego, Ch. Griphiusa i J. Hoppiusa. 24 Por. M. Chwalkowski, Regni Poloniae ius Publicum... cz. I — Scriptores de rebus Polonicis, Regimonti 1684, s. nlb. 25 „Stanisław Żółkiewski, wojewoda ruski, sławny godnością senatorską napi- sał „Pamiętnik wojny moskiewskiej za Zygmunta Króla” w języku ojczystym”; por. M. Chwalkowski, op. cit., s. nlb. 26 Por. S. J. Hoppius, De scriptoribus Historiae Polonicae Schediasma littera- rium Gabr. Groddeckii P.P. ac Bibliothecarii et Yalentini Schliefii Patricii Geda- nensis Annotationibus auctum, Francofurti 1711, § 5, s. 28. 27 Por. S. Łubieński, op. cit., s. 185—187. 28 Por. S. F. Lauterbach, Polnische Chronicke, Frankfurt-Lipsk 1727, s. 530—531, 29 Por. H. Zedler, Grosses Yollstandiges Uniwersał — Lezicon..., Lipsk-Halle 1750, t. 63, szpalta 158—160. 30 Por. S. Łubieński, op. cit., s. 185.
na które powoływał się, wspomniany już wcześniej, S. J. Hoppius31, ewentualnie wykorzystał pośrednio informacje zawarte u Kobierzyckiego. Wiek XIX przynosi ożywienie w badaniach nie tylko nad biografią, ale i nad pismami Żółkiewskiego. Prace te zapoczątkował A. Bielowski32, który nie tylko podjął się trudu wydania poza Progresem i Pobudką... dość obszernej liczby jego listów, listów innych osób do niego adresowanych, ale także wiele innych dokumentów ściśle związanych z jego osobą. Edy- cja Bielowskiego, wyposażona w aparat krytyczny odpowiadający wymo- gom edytorstwa naukowego XIX wieku, jest najlepszym wydaniem, acz- kolwiek nie pierwszym, gdyż poprzedziły je wydania: K. Słotwińskiego z 1833 roku 33 i P. Muchanowa z 1835 roku34. Bielowski znał jedno i dru- gie wydanie, choć w stosunku do obu miał pewne zastrzeżenia 35 i to jak najzupełniej słuszne 36. Obok Progresu w tomie Pism została wydrukowana także Pobudka do cnoty, którą ze względu na zawarte w niej myśli, Bielowski uznał za godną przypomnienia37. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od 1618 ro- ku, kiedy to Pobudka... po raz pierwszy ukazała się drukiem, jest to na- stępne jej wydanie, uwzgędniające zarówno wersję z 1618 roku, jak i rę- kopis Biblioteki Ossolińskich. Największą jednak zasługą Bielowskiego było pokazanie światu bo- gatej korespondencji, pism urzędowych i dokumentów tyczących Żół- kiewskiego. O niezmiernych trudnościach pracy tej towarzyszących pisał w przedmowie, starając się wyjaśnić braki, których przyczynę upatry- wał w niemożliwości dotarcia do zbioru Seweryna Gołębiowskiego. Zbiór ten, zgodnie z zapewnieniami właściciela, miał obejmować około 130 li- stów. Mimo usilnych starań, Bielowski nie tylko nie doczekał się zapo- wiadanej w „Bibliotece Warszawskiej” 38 edycji Gołębiowskiego, ale i nie uzyskał też zgody na wykorzystanie rękopisu i włączenie go do swego wydania. Na szczęście jednak zbiór ów ocalał i przechowywany jest obecnie w rękopiśmiennych zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej, pod nr 3596 39. Manuskrypt ten składa się z pięciu zeszytów. Pierwszy zawiera życiorys Żółkiewskiego oraz pierwszą część jego korespondencji, drugi, 31 Por. S. J. Hoppius, op. cit., § 5, s. 28, 30. Hoppius wspomina także nazwisko J. Krajewskiego, autora Chronologii wojny moskiewskiej, wydanej przez Bazylika Skalskiego w Krakowie w 1615 roku. 32 Por. A. Bielowski, op. cit. 33 Por. Historja wojny moskiewskiej aż do opanowania Smoleńska przez Sta- nisława Żółkiewskiego kanclerza i hetmana W. Kor. r. 1611, z rękopisu współ- czesnego, wyd. K. Słotwiński, Lwów 1833. 34 Por. Rękopis hetmana Żółkiewskiego, Początek i progres wojny moskiew- skiej za panowania K.J.M. Zygmunta III, za regimentu J.M.P. Stanisława Żółkiew- skiego, wyd. P. Muchanow, Moskwa 1835 (teksty w języku polskim i rosyjskim). 35 Por. A. Bielowski, op. cit., przedmowa,, s. VI—IX. 36 Por. J. Maciszewski (wstęp do:) S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej, Warszawa 1966, s. 73—75. 37 Por. J. Kuczyńska, Pisarstwo..., część II rozprawy, op. cit. 38 Por. „Biblioteka Warszawska” 1852, IV, s. 141. 39 Rkps. Bibl. Jagiell. 3596. Jest to kodeks papierowy z XIX wieku, w 4-ce, in fol., 5 tomów, kart 120, karta 84 i 4 niezapisane, 159 i 2 niezapisane, 62 i 2 nie- zapisane, 13 i 3 niezapisane, 53 i 1 niezapisana. Całość opatrzona dedykacją: „Jó- zefowi Kraszewskiemu z wyrazem szacunku i podziękowania za okazaną uprzej- mość — poświęca autor”.
czwarty i piąty — dalszy ciąg listów, tom trzeci stanowi uzupełnienie do biografii hetmana. Całość nadal przedstawia ogromną wartość zarówno dla historyków, jak i dla historyków literatury nawet dziś, gdy badania nad wiekiem XVII są daleko posunięte, a w przypadku Żółkiewskiego wiele jego listów i dokumentów zostało od tego czasu ogłoszonych dru- kiem. Przykładem może tu być następna po Bielowskim edycja korespon- dencji Żółkiewskiego, wydana w 1866 roku dzięki staraniom T. J. Lubo- mirskiego 40. Ogłaszając Listy..., Lubomirski zamieścił w nich 45 listów, tych właśnie, które znajdują się także w zbiorze Gołębiowskiego. Jak- kolwiek Lubomirski nie podaje bliższych szczegółów wyjaśniających źródło, z którego czerpał, a jedynie informuje, że „przypadek podał w (jego) ręce szereg dotąd nieogłoszonych listów” 41, to trudno o pewność, że miał on w swych rękach manuskrypt Gołębiowskiego. Gdyby tak było, niewątpliwie przedrukowałby i te pozostałe. Jak bardzo wysoko cenił korespondencję i tajniki, które niosła w sobie, a także jej autora, świad- czą zawarte w przedmowie słowa: „Jakiż to człowiek, jakie serce i umysł! Mamy kilkaset jego (tj. Żół- kiewskiego — przyp. J.K.) listów, własność zacnego rodu, a w nich ani słowa, co by nie tchnęło rycerstwem, powagą, obowiązkiem, posłuszeń- stwem. Wielki ten człowiek przeszedł przez próbę korespondencji poufnej, a w niej nie zniżył się w sądzie potomnych. Porównajmy Żółkiewskiego szereg listów z korespondencją jego prawnuka, ogłoszoną w roku 1862, nasz bohater spod Cecory wygrywa na wielkości, porównany z bohate- rem spod Wiednia” 42. Opinia to może zbyt pochopna, a na pewno zbyt subiektywna, ale jeśli dziś nie godzimy się na wyższość Żółkiewskiego w tym względzie, to po- traktowania twórczości ich obu na równi za przesadę uznać nie sposób. Niewątpliwe są wartości „pamiętnika” S. Żółkiewskiego, o którym Wł. Czapliński napisał, że „jest ciekawy zarówno ze względu na osobę autora, (...), jak i z uwagi na nawiązujący do najlepszych tradycji literac- kich styl dzieła” 43; utwór był wielokrotnie wydawany 44. Poza wspomnia- nymi wcześniej edycjami dziewiętnastowiecznymi, nie sposób pominąć wydań popularnych jego utworu. Niewątpliwie edycje te przedstawiają sobą zdecydowanie mniejszą wartość naukową od poprzednio omówio- nych, ale z drugiej strony są przecież jeszcze jednym świadectwem uzna- nia i dla autora, i dla treści, które w sobie zawierają jego pisma. I tak Początek i progres wojny moskiewskiej został wydany przez Władysława Mickiewicza w 1868 roku w „Bibliotece Ludowej Polskiej” 45 z przezna- 40 Por. Stanisław Żółkiewski, Listy 1584—1620, wyd. T. J. Lubomirski, Kra- ków 1868. 41 Tamże, przedmowa, s. 1. 42 Tamże, s. 3—4. 43 W. Czapliński, wstęp do: J. Ch. Pasek, Pamiętniki, Wrocław 1952, BN, S. I. nr 62, s. XI—XV. 44 Por. J. Kuczyńska, Pisarstwo..., op. cit., s. 174—175. 45 „Biblioteka Ludowa Polska” wydawana w Paryżu w latach 1866—1870 przez Władysława Mickiewicza w Księgarni Luksemburskiej. Ogółem wydano 59 zeszy- tów w dwóch seriach. Autorom staropolskim poświęcono zaledwie 4 tomiki: dwa — J. Kochanowskiemu (Psałterz, Treny, Satyr, Wróżki), jeden — P. Skardze (Wzywa-
czeniem dla emigracji polskiej, a w 1882 roku ukazał się w serii „Biblio- teka Mrówki” 46. I choć oba wydania były przedrukami Bielowskiego, to już sam fakt, że utwór ten znalazł się np. w serii „Mrówki” obok Pieśni Jana Kochanowskiego i Worka Judaszów Klonowica, a’w „Bibliotece Lu- dowej Polskiej” obok dwóch tomików poświęconych J. Kochanowskiemu i Wzywanta do pokuty Piotra Skargi, jest godny podkreślenia. Listę jedenastu wydań Progresu uzupełniają edycje dwudziestowiecz- ne: W. Sobieskiego (1920) 47, angielskie tłumaczenie z 1959 roku 48 i ostat- nie — J. Maciszewskiego z 1966 roku 49. Wydanie W. Sobieskiego, jak słusznie zauważył J. Maciszewski50, jest gorsze od edycji Bielowskiego, chociaż po zapowiedziach zawartych w przedmowie należałoby oczekiwać pełniejszej wersji tekstu. Niemniej jednak zasługą wydawcy jest to, że spośród wielu pamiętników opisują- cych „czasy samozwańców”, wśród których wymienia pamiętniki S. Ma- skiewicza, S. Niemojewskiego, S. Stadnickiego, Dyamentowskiego, wybór jego padł na Progres Żółkiewskiego, o którym napisał: „Pośród nich i wśród wszystkich w ogóle pamiętników na pierwsze miejsce wybija się pamiętnik hetmana...” 51. Już w roku następnym po wydaniu Sobieskiego ukazały się jego prze- druki w popularnej serii „Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych i Mło- dzieży Szkolnej” 52 oraz wydanie H. Mościckiego w „Biblioteczce Pamią- tek Narodowych”53. Obok zamiaru umożliwienia nabywania pojedyn- czych dzieł, celem tych wydań, jak można wywnioskować, była przede wszystkim popularyzacja głębszych wartości i treści w utworach tych za- wartych. Wydawnictwa te nie poprzedzały drukowanych przez siebie tek- stów wstępami, w zamian za to na marginesach umieszczały tłumaczenia obcych wyrazów i zwrotów, najczęściej łacińskich. Poglądy reprezentowane i wyrażone przez W. Sobieskiego w 1920 ro- ku zcstały już wcześniej sformułowane przez autorów syntez historyczno- literackich, w których przy omówieniach pamiętnikarstwa staropolskiego nazwisko Żółkiewskiego nie zostało pominięte. nie do pokuty). Czwarty tomik, oznaczony numerem 11 w serii pierwszej — to Początek i progres wojny moskiewskiej S. Żółkiewskiego. 46 „Biblioteka Mrówki” wydawana we Lwowie przez Dominika Bartoszewicza, nakładem Gubrynowicza i Schmidta, druk Jasieńskiego. Początek i progres wojny moskiewskiej S. Żółkiewskiego ukazał się w tej serii pod numerem 144—145. 47 Por. S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej, oprać. W. So- bieski, Kraków 1920, BN, S. I. nr 12; wydanie następne — Kraków 1925. 48 Żółkiewski Stanisław Hetman, Ezpedition to Moscow. A Memoir..., trans- lated from the original Polish, Introducnon and Notes by Jędrzej Giertych, Pre- face by Robert Bruce Lockhard KCMG., s. 167, Polonica Series nr 1, London 1959. 49 S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej, oprać. J. Maciszew- ski, Warszawa 1966. 50 Por. J. Maciszewski, op. cit., s. 73. 61 Por. W. Sobieski, wstęp do: S. Żółkiewski, op. cit., s. 18. 52 „Biblioteczka^ Uniwersytetów Ludowych i Młodzieży Szkolnej”, wydawana w Warszawie przez Gebethnera i Wolfa. Początek i progres wojny moskiewskiej ukazał się w tej serii pod nr 201. 58 Por. Żółkiewski. Ojczyzna — honor — męstwo. Wspomnienia i dokumenty, oprać. H. Mościcki; od s. 1—100: Początek i progres wojny moskiewskiej. Mościcki zamieścił tu także kilka listów Żółkiewskiego oraz jego testament.
S. Tarnowski54 choć stwierdził, że Żółkiewski ,,literatem, pisarzem nie był”, to Progres ocenił bardzo wysoko. W dziele tym widział nie tyl- ko „wielką wartość historyczną, wielki wdzięk prostoty, bardzo zajmującą treść”, ale za cechę godną szczególnego podkreślenia uważał opisy bi- tew, całą strategiczną stronę kampanii, opisaną przez autora, a także spo- sób relacjonowania i styl. Nie zapomniał o „pamiętniku pana hetmana” J. Kleiner 55 56, który mi- mo uznania dla jego stylu, wyżej cenił umiejętność relacjonowania wy- darzeń przez J. Ch. Paska. W jego Zarysie literatury polskiej czytamy: „Obfitował w pamiętniki wiek XVII. Byli wśród ich autorów ludzie przerastający Paska — pisał przecież S. Żółkiewski stylem Cezara o woj- nie moskiewskiej; ale nie było żadnego, który by tak umiał opowiadać o zdarzeniach różnych zwykłego żywota żołnierskiego i ziemiańskiego” 5G. Również A. Bruckner57 58 w jednym z rozdziałów nowej niemieckiej wersji Dziejów kultury polskiej, przygotowywanej tuż przed II wojną światową (Geschichte der Polnischen Kultur), w rozdziale poświęconym „srebrnemu okresowi kultury polskiej” czyni interesujące uwagi i zesta- wienie: zwycięstwo pod Kircholmem i pod Kłuszynem przyrównuje do walk pod Leuktrą i Farsalos, tak jak w „pamiętniku” Żółkiewskiego wi- dzi odpowiednik Wojny Galijskiej Juliusza Cezara, przy czym, zdaniem Brucknera, Progres porównanie to w pełni wytrzymuje 5S. Niemal równocześnie z pracą Brucknera powstała synteza J. Krzyża- nowskiego 59, który zwrócił także uwagę na podobieństwa stylu Żółkiew- skiego i Cezara, a że ocena ta została sformułowana w kunsztownej for- mie, przyjdzie jeszcze raz do niej powrócić. Zrozumiała rzecz, że wśród wszystkich prac, które wyszły spod pióra hetmana, największą wartość ma Progres i nic więc dziwnego, że temu właśnie utworowi poświęcono najwięcej uwagi. Niemniej jednak, czego nie można tu pominąć, dostrzegano też wartości zawarte w treści Pobud- ki do cnoty..., czy w testamencie hetmana. Właśnie rozważania na temat pojęcia obowiązków obywatela i żołnierza, głębokie myśli przepojone troską o dobro Rzeczypospolitej zadecydowały o tym, że jedną z wersji testamentu Żółkiewskiego, datowanego w Żółkwi 12 stycznia 1606 roku 54 Por. S. Tarnowski, Historia literatury polskiej wieku XVII, Warsza«wa 1906, t. II, s. 79—85. 55 Por. J. Kleiner, Zarys dziejów literatury polskiej. Wrocław-Warszawa-Kra- ków-Gdańsk 1972, s. 117 (pierwodruk części dotyczącej literatury staropolskiej — 1932). 56 Por. J. Kleiner, Zarys..., op. cit., s. 117. 57 A. Bruckner, Das silberne Zeitalter der Polnischen Kultur, 1600—1648, wy- dali z rękopisu W. Berbelicki i T. Ulewicz [w:] Biuletyn Biblioteki Jagiellońskiej, 1979, R. XXIX, s. 59—84. 58 Cyt.: „...die Siege von Kircholm (1605), wo 400 Mann 1400 schwedischer Kerntruppen vernichteten, oder von Kłuszyn (1610), wo 600 Man 36 000 Russen schlugen und die fremden Sbldner zur Kapitulation zwangen, waren den schlachten von Leuktra und Pharsalus nachgebildet, wie die polnischen „Kommentare” des Żółkiewski (geschrieben 1612) einen Vergleich mit den das Casar wohl aushalten”. Por. A. Bruckner, op. cit., s. 83—84. 59 Por. J. Krzyżanowski, Historia literatury polskiej. Alegoryzm — preroman- tyzm, Warszawa 1953, s. 266—267, 327.
czeniem dla emigracji polskiej, a w 1882 roku ukazał się w serii „Biblio- teka Mrówki” * 46. I choć oba wydania były przedrukami Bielowskiego, to już sam fakt, że utwór ten znalazł się np. w serii „Mrówki” obok Pieśni Jana Kochanowskiego i Worka Judaszów Klonowica, a w „Bibliotece Lu- dowej Polskiej” obok dwóch tomików poświęconych J. Kochanowskiemu i Wzywania do pokuty Piotra Skargi, jest godny podkreślenia. Listę jedenastu wydań Progresu uzupełniają edycje dwudziestowiecz- ne: W. Sobieskiego (1920) 47, angielskie tłumaczenie z 1959 roku 48 i ostat- nie — J. Maciszewskiego z 1966 roku 49. Wydanie W. Sobieskiego, jak słusznie zauważył J. Maciszewski50, jest gorsze od edycji Bielowskiego, chociaż po zapowiedziach zawartych w przedmowie należałoby oczekiwać pełniejszej wersji tekstu. Niemniej jednak zasługą wydawcy jest to, że spośród wielu pamiętników opisują- cych „czasy samozwańców”, wśród których wymienia pamiętniki S. Ma- skiewicza, S. Niemojewskiego, S. Stadnickiego, Dyamentowskiego, wybór jego padł na Progres Żółkiewskiego, o którym napisał: „Pośród nich i wśród wszystkich w ogóle pamiętników na pierwsze miejsce wybija się pamiętnik hetmana...” 51. Już w roku następnym po wydaniu Sobieskiego ukazały się jego prze- druki w popularnej serii „Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych i Mło- dzieży Szkolnej” 52 oraz wydanie H. Mościckiego w „Biblioteczce Pamią- tek Narodowych”53. Obok zamiaru umożliwienia nabywania pojedyn- czych dzieł, celem tych wydań, jak można wywnioskować, była przede wszystkim popularyzacja głębszych wartości i treści w utworach tych za- wartych. Wydawnictwa te nie poprzedzały drukowanych przez siebie tek- stów wstępami, w zamian za to na marginesach umieszczały tłumaczenia obcych wyrazów i zwrotów, najczęściej łacińskich. Poglądy reprezentowane i wyrażone przez W. Sobieskiego w 1920 ro- ku zostały już wcześniej sformułowane przez autorów syntez historyczno- literackich, w których przy omówieniach pamiętnikarstwa staropolskiego nazwisko Żółkiewskiego nie zostało pominięte. nie do pokuty). Czwarty tomik, oznaczony numerem 11 w serii pierwszej — to Początek i progres wojny moskiewskiej S. Żółkiewskiego. 46 „Biblioteka Mrówki” wydawana we Lwowie przez Dominika Bartoszewicza, nakładem Gubrynowicza i Schmidta, druk Jasieńskiego. Początek i progres wojny moskiewskiej S. Żółkiewskiego ukazał się w tej serii pod numerem 144—145. 47 Por. S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej, oprać. W. So- bieski, Kraków 1920, BN, S. I. nr 12; wydanie następne — Kraków 1925. 48 Żółkiewski Stanisław Hetman, Erpedition to Moscow. A Memoir..., trans- lated from the original Polish, Introduction and Notes by Jędrzej Giertych, Pre- face by Robert Bruce Lockhard KCMG., s. 167, Polonica Series nr 1, London 1959. 49 S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej, oprać. J. Maciszew- ski, Warszawa 1966. 50 Por. J. Maciszewski, op. cit., s. 73. 61 Por. W. Sobieski, wstęp do: S. Żółkiewski, op. cit., s. 18. 52 „Biblioteczka, Uniwersytetów Ludowych i Młodzieży Szkolnej”, wydawana w Warszawie przez Gebethnera i Wolfa. Początek i progres wojny moskiewskiej ukazał się w tej serii pod nr 201. 53 Por. Żółkiewski. Ojczyzna — honor — męstwo. Wspomnienia i dokumenty, oprać. H. Mościcki; od s. 1—100: Początek i progres wojny moskiewskiej. Mościcki zamieścił tu także kilka listów Żółkiewskiego oraz jego testament.
S. Tarnowski54 choć stwierdził, że Żółkiewski „literatem, pisarzem nie był”, to Progres ocenił bardzo wysoko. W dziele tym widział nie tyl- ko „wielką wartość historyczną, wielki wdzięk prostoty, bardzo zajmującą treść”, ale za cechę godną szczególnego podkreślenia uważał opisy bi- tew, całą strategiczną stronę kampanii, opisaną przez autora, a także spo- sób relacjonowania i styl. Nie zapomniał o „pamiętniku pana hetmana” J. Kleiner 55 56, który mi- mo uznania dla jego stylu, wyżej cenił umiejętność relacjonowania wy- darzeń przez J. Ćh. Paska. W jego Zarysie literatury polskiej czytamy: „Obfitował w pamiętniki wiek XVII. Byli wśród ich autorów ludzie przerastający Paska — pisał przecież S. Żółkiewski stylem Cezara o woj- nie moskiewskiej; ale nie było żadnego, który by tak umiał opowiadać o zdarzeniach różnych zwykłego żywota żołnierskiego i ziemiańskiego” 5G. Również A. Bruckner57 w jednym z rozdziałów nowej niemieckiej wersji Dziejów kultury polskiej, przygotowywanej tuż przed II wojną światową (Geschichte der Polnischen Kultur), w rozdziale poświęconym „srebrnemu okresowi kultury polskiej” czyni interesujące uwagi i zesta- wienie: zwycięstwo pod Kircholmem i pod Kłuszynem przyrównuje do walk pod Leuktrą i Farsalos, tak jak w „pamiętniku” Żółkiewskiego wi- dzi odpowiednik Wojny Galijskiej Juliusza Cezara, przy czym, zdaniem Brucknera, Progres porównanie to w pełni wytrzymuje 58. Niemal równocześnie z pracą Brucknera powstała synteza J. Krzyża- nowskiego 59, który zwrócił także uwagę na podobieństwa stylu Żółkiew- skiego i Cezara, a że ocena ta została sformułowana w kunsztownej for- mie, przyjdzie jeszcze raz do niej powrócić. Zrozumiała rzecz, że wśród wszystkich prac, które wyszły spod pióra hetmana, największą wartość ma Progres i nic więc dziwnego, że temu właśnie utworowi poświęcono najwięcej uwagi. Niemniej jednak, czego nie można tu pominąć, dostrzegano też wartości zawarte w treści Pobud- ki do cnoty..., czy w testamencie hetmana. Właśnie rozważania na temat pojęcia obowiązków obywatela i żołnierza, głębokie myśli przepojone troską o dobro Rzeczypospolitej zadecydowały o tym, że jedną z wersji testamentu Żółkiewskiego, datowanego w Żółkwi 12 stycznia 1606 roku 54 Por. S. Tarnowski, Historia literatury polskiej wieku XVII, Warszawa 1906, t. II, s. 79—85. 55 Por. J. Kleiner, Zarys dziejów literatury polskiej. Wrocław-Warszawa-Kra- ków-Gdańsk 1972, s. 117 (pierwodruk części dotyczącej literatury staropolskiej — 1932). 56 Por. J. Kleiner, Zarys..., op. cit., s. 117. 57 A. Bruckner, Das silberne Zeitalter der Polnischen Kultur, 1600—1648, wy- dali z rękopisu W. Berbelicki i T. Ulewicz [w:] Biuletyn Biblioteki Jagiellońskiej, 1979, R. XXIX, s. 59—84. 58 Cyt.: „...die Siege von Kircholm (1605), wo 400 Mann 1400 schwedischer Kerntruppen vernichteten, oder von Kłuszyn (1610), wo 600 Man 36 000 Russen schlugen und die fremden Sóldner zur Kapitulation zwangen, waren den schlachten von Leuktra und Pharsalus nachgebildet, wie die polnischen „Kommentare” des Żółkiewski (geschrieben 1612) einen Vergleich mit den das Casar wohl aushalten”. Por. A. Bruckner, op. cit., s. 83—84. 59 Por. J. Krzyżanowski, Historia literatury polskiej. Alegoryzm — preroman- tyzm, Warszawa 1953, s. 266—267, 327.
zamieścił w wypisach do swej Literatury polskiej K. Górski60. A pamię- tać należy, że wybór utworów doby baroku w wypisach Górskiego jest bardzo szczupły, obejmuje zaledwie kilka nazwisk: W. Potocki, M. K. Sar- biewski, J. A. Morsztyn, W. Kochowski, Sz. Starowolski.' W syntetycznym opracowaniu literatury barokowej Cz. Hernasa61 Żółkiewski znalazł się nie tylko jako autor Początku i progresu wojny moskiewskiej; przypomniano tu także Pobudkę do cnoty..., jedyną rzecz wydaną jeszcze za jego życia (1618 rok), którą Hernas uważa za ,,wyraz obywatelskiej koncepcji heroizmu opartej na zasadach religijnej toleran- cji i wiązanie jej nie z nowymi teoriami kontrreformacji, lecz ze wzora- mi starożytnymi” 62. Żółkiewski w końcowym fragmencie tego dziełka do przemówienia Leo- nidasa włączył jedno znamienne exemplum, przykład bohaterskiej śmier- ci Frydrusza, przypominający ton jednej z pieśni M. Sępa-Sarzyńskiego, co jak słusznie zauważył Hernas, jest pierwszym w naszej literaturze echem lektury ,,Rytmów”, a poza tym podejmuje pytanie Sępowe „o sens bohaterstwa bezwzględnego i bohaterstwa podporządkowanego pożytkowi ojczyzny” 63 64. Niebagatelne znaczenie ma również fakt, że dzieło Żółkiewskiego do- czekało się tłumaczenia na język angielskiG4, a także pozytywnej oceny w encyklopedycznym opracowaniu literatury europejskiej A. Thorby’e- go 65, w którym poza zwróceniem uwagi na zalety językowe i stylistycz- ne, oddane w wersji angielskiej w sposób poprawny, podkreśla się jedno- cześnie sposób relacji w 3 osobie 1. poj. na wzór Cezara, a także doku- mentalną wartość utworu, mającego niezwykle ważne znaczenie dla roz- woju polskiej prozy narracyjnej66. Wartości Progresu jako historycznego źródła najwyższej jakości to jeden z elementów oceny utworu, dokonanej przez G. Lucianiego w Hi- stoire generale des litteratures 67; tu także wymienia się ten utwór obok Pamiętników J. Ch. Paska. Listę wydań Progresu zamyka J. Maciszewski. Tekst utworu poprze- dził on dość obszernym wstępem, kreśląc na tle epoki postać Żółkiew- skiego i jego dzieło, zaliczając je przy tym do „niedoścignionych wzorców pamiętnikarstwa polskiego i ceniąc wysoko na równi z Commentarii de 60 Por. K. Górski, Literatura polska, Cz. II, Wypisy z literatury polskiej i po- wszechnej dla I kl. liceów ogólnokształcących, Lwów-Warszawa 1938, s. 230. 61 Por. Cz. Hernas, Barok, Warszawa 1972, s. 128—132. 62 Tamże, s. 129. 63 Tamże, s. 129. 64 Por. przypis 48. 65 Por. The Penąuin Companion to Literatur. 2. European. Editted by Antony Thorby, Penąuin Books 1969, s. 841 (hasło oprać. J. Pietrkiewicz); por. także Cz. Mi- łosz, The History of Polsh Literaturę, London 1961, s. 147. 60 Cyt: „...he (Żółkiewski) conąuered Moscow and recorded his military expe- riences in a book of memoirs Początek i progres wojny moskiewskiej (...), where a fascinating self — portrait is presented in the third person, after the manner of Julius Caesa^r. It’s documentary value apart, the book is important in the de- velopment of Polish narrative prose. The English version has uncommon stylistic merits”. 67 Por. Georges Luciani, Litterature polonaise (XVII—XVIII) [w:] Histoire generale des literatures, 2, Paris 1961, s. 502.
Bello Galico J. Cezara68 *. Obok wartości historycznych i poznawczych podkreśla też Maciszewski wartości literackie, „surową prostotę, piękny staropolski język, wolny jeszcze od barokowych naleciałości”, a także dy- scyplinę tematyczną, którą Żółkiewski nie tylko sobie założył, ale w toku całej relacji starał się jej konsekwentnie trzymać 68. Stanowisko Maciszewskiego, jak i opinie badaczy wcześniej przyto- czone potwierdzają współcześni historycy literatury, zajmujący się pol- skim pamiętnikarstwem, w którym znalazły odbicie wydarzenia z walk pochłaniających siedemnastowieczną Rzeczpospolitą, w którym także za- pisany został obraz kultury narodowej. Spośród wielu trudno nie wspom- nieć Wł. Czaplińskiego 70 R. Pollaka 71, A. Sajkowskiego 72, nie pomijając również prac J. Rytlówny73, B. Królikowskiego74 czy M. Kaczmarka 75. Dość znamienny pogląd wyraził ostatnio W. Weintraub, który w jed- nej ze swych prac napisał, że „honor prozy polskiej siedemnastego wieku ratują cztery dzieła”. Wśród nich obok Progresu S. Żółkiewskiego wy- mienia listy Jana III, nazywając je „arcydziełem pisania listów”, Psalmo- dię polską W. Kochowskiego, którą uznaje za „szczytowe osiągnięcie prozy religijnej” oraz Pamiętniki J. Ch. Paska 76 77. I jakkolwiek dzisiejsze badania nad dziełem literackim zmierzają ku wszechstronnej jego analizie, nie można odmówić znaczenia wzmiankom dawniejszym, nawet najkrótszym, czy faktom wykorzystywania „pamięt- nika” Żółkiewskiego przez dziejopisów. Sumę dowodów uznania, zarówno tych sprzed lat i tych dzisiejszych, mogą stanowić słowa wspomnianego wcześniej J. Krzyżanowskiego, których tutaj nie sposób pominąć: „W wykwintną formę surowej w swej prostocie polszczyzny odziane to dziełko, utwór fachowego żołnierza, któremu losy kazały zostać dyplo- matą [...] lapidarnie bez patosu kreśli wydarzenia, o których sam autor decydował Ale ten właśnie brak patosu [...] nadaje dziełku tę monu- mentalność, która dziedzictwem przejdzie z niego po wiekach do Dumy o hetmanie. I jeśli słuszny pogląd: „I stąd największym Cezar history- kiem, który dyktował z konia, nie przy biurze” — to wielkość tę osiągnął zwycięzca spod Kłuszyna” 11. 68 Por. J. Maciszewski, op. cit., s. 6. 89 Tamże, s. 69. 70 Por. W. Czapliński, op. cit. 71 Por. R. Pollak, wstęp do: J. Ch. Pasek, Pamiętniki, Warszawa. 1963. 72 Por. A. Sajkowski, Nad staropolskimi pamiętnikami, Poznań 1964, Pamiętni- ki Samuela i Bogusława Maskiewiczów (wiek XVII). Oprać., wstępem i przypisa- mi opatrzył A. Sajkowski. Redakcja i słowo wstępne Wł. Czapliński, Wrocław 1961, A. Sajkowski, Jakub Michałowski i Stanisław Niezabiłowski — pamiętnikarze XVII wieku. Sprawozdania Pozn. Tow. Przyj. Nauk, III i IV, 1956. 73 Por. J. Rytel, „Pamiętniki” Paska na tle pamiętnikarstwa staropolskiego, Wrocław 1962. Studia Staropolskie, t. IX. 74 Por. B. Królikowski, Pamiętnikarstwa polskie w „wieku pamiętnikóro”, „Pa- miętnikarstwo Polskie” 1977, nr 1—4. 75 Por. M. Kaczmarek, Szkice z typologii pamiętnikarstwa staropolskiego w XVI wieku, „Prace Polonistyczne”, s. XVII, 1961, oraz idem, O początkach pa- miętnikarstwa polskiego, „Pamiętnikarstwo Polskie” 1971. 78 Por. W. Weintraub op. cit., s. 9—20. 77 Por. J. Krzyżanowski, op. cit., s. 266—267.
Przemyśl — widok ogólny, olej — płótno, 50X66 Erazm Tchorzewski uprawia malarstwo jako amator od 1977 r. Uro- dził się w 1924 r. w Dęblinie, gdzie w czasie okupacji uczestniczył czyn- nie w ruchu oporu, także jako żołnierz partyzantki. Z wykształcenia rolnik i ekonomista, odczuwał zawsze pociąg do sztuk plastycznych. Od młodych lat zajmował się artystyczną fotografią, niekiedy sięgał po pędzel, lecz dopiero III nagroda uzyskana w 1980 r. na Ogólnopolskim Przeglądzie Amatorskiej Twórczości Artystycznej w Krakowie umocniła go w przekonaniu, że jest malarzem. W dorobku malarskim Tchorzewskiego przeważa pejzaż utrwalający głównie zarówno zabytki architektury, jak urodę polskiej wsi drewnia- nej. Nierzadko pojawiają się również kwiaty, sceny rodzajowe, portret. W zasadzie poprzestaje na technice olejnej. Jego płótna zachowu.ą nie- jeden zabytek, co już bezpowrotnie znikł z rodzimego krajobrazu. W obra- zach artysty zwraca uwagę rysunek, równie doskonała kompozycja i bardzo umiejętne stosowanie perspektywy. Ale nade wszystko wyróżnia je niezwykła kolorystyka, rezultat długiej pracy nad stylami — od realizmu po postimpresjonizm.
Aleksander Zyga O KOMEDIOPISARSKIM WARSZTACIE JÓZEFA BLIZIŃSKIEGO Zygmunt Szweykowski, Janina Garbaczowska próbowali dla niektó- rych komedii Józefa Blizińskiego odnaleźć powinowactwa bądź zależno- ści i wpływy utworów komediowych takich autorów francuskich, jak m. in. Franęois Ponsard, Victor Sardou, Emil Augier i inni *. Warsztat pisarski, a szczególnie komediopisarski autora Pana Dama- zego był jednak specyficzny, metodę jego twórczości literackiej pozwa- lają odsłonić w sposób ewidentny i nie budzący wątpliwości przede wszy- stkim jego listy, pisane do najbliższych i najszczerszych przyjaciół, i ko- legów’ po piórze, w większości także literatów. Kreślili oni wspomnienia pośmiertne o komediopisarzu, oparte zazwyczaj na jego listach do nich kierowanych, w których zwierzał się nierzadko z sekretów swojego two- rzenia. Jak zaznaczał bowiem Stanisław Krzemiński, ,,Zmarły zwierzał się podczas tworzenia, wtajemniczając ich w troski, trudy i bóle swego rodzicielstwa” 1 2. Geneza zainteresowań komediowych Blizińskiego tkwiła, jak to zwy- kle bywa, w studiowaniu nie tylko literatury, lecz w znakomitej obser- wacji życia i doskonałej gry aktorów komediowych w teatrach warszaw- skich z Alojzym Żółkowskim na czele. Przyszły autor Rozbitków jeszcze jako student Kursów Prawnych w Warszawie w latach 1842—1847 uczę- szczaj do teatrów warszawskich. Przyznawał się do tego ex post w liście jubileuszowym do wspomnianego Żółkowskiego, który był m. in. odtwór- cą jednej z ról w tłumaczonej przez niego wówczas komedii E. Labiche’a, A. Lefrance i Mellebille pt. Okoliczności: ,,Odegraniem w niej głównej roli komicznej, której wszystkie szcze- 1 Z. Szweykowski, „Pan Damazy” Blizińskiego wobec komedii francuskiej Dru- giego Cesarstzca (szki), „Pamiętnik Literacki”, t. 50, z. 3/4, s. 403—404; J. Garba- czowska. O komediopisarstwie Józefa Blizińskiego ic (Szkic monograficzny) [w:] Ko- medie, Kraków 1967, s. 34—38. Wcześniej fakt ten zdołał zauważyć Wł. Noskowski V,7 „Tygodniku Ilustrowanym” (1878, nr 135). 2 Śt. Krzemiński, Józef Bliziński, „Bluszcz” 1893, nr 21, s. 162.
goły, pomimo że to już okrągłe 34 lata temu, stoją mi żywo w pamięci — pisał 23 X 1878 roku — sprawiliście pierwszą uciechę artystyczną sercu tłumacza. Od tej chwili student ów miał jedno tylko marzenie, zostać kiedyś autorem, napisać dla sceny coś własnego, oryginalnego, a pracując w ci- chości przy stawianiu niepewnych kroków, czerpał natchnienie w rozpa- trywaniu gry Waszej. I doczekał nareszcie tej radości, że zdołał stworzyć parę postaci wła- snych, w które Wy wieliście swego potężnego ducha. Pierwsze przedsta- wienie Marcowego kawalera do grobowej deski pozostanie dla mnie źró- dłem wspomnień najrozkoszniejszych: Role: sędziego w Przezornej ma- mie i Damazego pomijam, bo mówię tylko o pierwszym wrażeniu, wywo- łanym przez wspaniałe uplastycznienie mojego pomysłu” 3. Zanim się jednak przejdzie do wyjaśnienia na podstawie dostępnego dziś materiału do odtworzenia warsztatu komediopisarskiego J. Bliziń- skiego, zaznaczyć należy, że spod pióra jego wyszły wcześniej znakomite postaci i figury zarówno w jego opowiadaniach, jak i humoreskach. Listy i wspomnienia pośmiertne o autorze Kawalera marcowego wskazują, że talent komediowy Blizińskiego polegał przede wszystkim na specyficznej jego obserwacji i dokładnym studiowaniu natury. Zygmunt Sarnecki w przemówieniu nad mogiłą zmarłego komediopisarza w roku 1893 wy- raźnie akcentował: „Bliziński kochał prawdę całą duszą; prawda była jego busolą życio- wą i artystyczną. Z niej i przez nią poczęły się wszystkie jego dzieła; przez nią głównie staną się nieśmiertelnymi. Nie szukał prawdy odległej, tej, która dopiero będzie; wystarczała mu najbliższa, otaczająca lub wspomnieniowa; prawda z tych czasów, w których jeszcze nie pisał, ale o których odczuwanymi wrażeniami i obserwacją przygotowywał się do zawodu komediopisarskiego. Toteż kto go znał, wie, że był prawdy żarli- wym wyznawcą, że jej wiernie służył, że szedł za nią — w pismach i w życiu — jak za gwiazdą przewodnią, że przez nią i dla niej walczył i zwyciężał” 4. Tę prawdę w komediach autora Kawalera marcowego gwarantował mu w pierwszym rzędzie materiał jego utworów tkwiący zarówno we wspomnieniach, jak w bieżącym i otaczającym go życiu współczesnym, zapewniający dzieła wolne od literackości, konwencjonalizmu i wszelkiej sztampy, aczkolwiek w zakresie jego komedii powtarzają się pewne pro- blemy, tematy i schematy kompozycyjne, a nawet charaktery i postaci. Geneza procesu twórczego u Blizińskiego tkwiła w dość długim ter- minowaniu autora Pana Damazego w reporterce dziennikarskiej, w któ- rej starał się uwzględniać tylko to, co go interesowało, co widział i za- obserwował: gdy mu tego materiału zabrakło, lub gdy zmuszony był nie 8 List Blizińskiego do A. Żółkowskiego z 23X 1878, [w:] Czterdziestopięcioletni jubileusz Żółkowskiego, „Kurier Codzienny” 1878, nr 242. 4 Według: [Anonim] Józef Bliziński, „Kurier Polski” 1893, nr, 123.
wypowiadać prawdy, wołał z pisania korespondencji zrezygnować. Ob- serwacja i szukanie prawdy stały u podstawy twórczości komediopisar- skiej autora Rozbitków, o czym tak się wyrażał m. in. wtajemniczany w jego proces pisania cytowany już wyżej S. Krzemiński: „Bliziński nie był komediopisarzem z zawodu, jak nie był i literatem z zawo- du. Nie kształcił się na komediopisarza, nie badał typów komediowych i nie wy- bierał spomiędzy nich tego, który by mu się najodpowiedniejszym mógł wydać. Komediopisarstwo jego nie trąci wcale książką ani komediowymi wzorami, ale za to życiem oddycha, życie odtwarza, życiu hołd prawdy rzetelnej składa. Kiedy inni już w drodze usta ją, on dopiero w czterdziestym czwartym roku życia swą Prze- zorną mamą w drogę wyruszył. Obył się bez umyślnych studiów, bez długich przy- gotowań literacko-krytycznych, na nikogo się nie zapatrywał i niczego nie naślado- wał. Późno wyszedłszy, stanął szybko u celu i już w cztery lata po pierwszym po- wodzeniu na scenie napisał komedię, którą słusznie nekrologia na czele nowoczes- nego komediopisarstwa naszego postawiła. (...) Do zawodu komediopisarskiego wykształciło Blizińskiego życie. Oczywiście bez takiego usposobienia i wyposażenia umysłu, jakie niezbędnym jest wszelkiej twórczości literackiej, samo tylko rozglądanie się wkoło siebie i zbieranie promieni ze świata w soczewkę ducha — nie byłoby nigdy uczyniło Blizińskiego komedio- pisarzem. Miał więc wcześnie już utajony w sobie talent; ale to samo życie, które dlań zbierało zasób doświadczenia, późno dopiero objawić się mu pozwoliło. Orygi- nalność, samorodność, świeżość są wybitnymi talentu tego znamionami. Gdy się ma do czynienia z Blizińskim, nie potrzeba zaglądać do książek, sięgać do dna własnej pamięci •— przypominać sobie: czy tego już gdzieś nie było? — nie potrzeba szukać podobieństw, robić zestawień i porównań. Mogą być i są w kom^diopisarstwie Bli- zinskiego rzeczy lepsze i gorsze, nie ma zapożyczonych.” 6 Przytoczenie tak przydługiego cytatu podyktowane jest tym, że za- warte w nim sądy oparte były na listach Blizińskiego dziś już nie istnie- jących. Nie inaczej zresztą rzecz się miała i z wcześniejszymi nowelami, opo- wiadaniami i humoreskami komediopisarza, w których nawet użyte środki artystyczne potwierdzają czerpanie z życia: pisane w większości w pierwszej osobie narracji sugerują wiarygodność przedstawionych w nich faktów, a które znowu oparte były jeśli nie na wspomnieniach osobistych to również zaczerpnięte z przeżyć i obserwacji konkretnych postaci nawet swoich najbliższych. Hołdowanie w prozie i komediach prawdzie życiowej objawiło się już we wczesnych korespondencjach Blizińskiego do gazet warszawskich. Będąc od 1860 roku korespondentem „Gazety Codziennej („Polskiej”), Bliziński nie zawsze potrafił wywiązywać się ze swych zobowiązań wo- bec redakcji, na przeszkodzie stawały mu niejednokrotnie brak materia- łu i niemożność wypowiedzenia tego, co chciał i pragnął napisać. „Czło- wiek najchętniej lubi mówić o tym, co zwraca jego uwagę i co bada — tłumaczył się w liście z 30 I 1861 roku J. I. Kraszewskiemu. — Miałbym tu wprawdzie obfite materiały do obrazków obyczajowych, które z upo- dobaniem chwytam — lecz zbyt drażliwy to przedmiot do koresponden- 5 5 St. Krzemiński, Józef Bliziński, „Bluszcz” 1893, nr 20, s. 154.
cji — i tak miałem niemało kłopotu, mm się wytłomaczyłem, że nie je- stem autorem artykułu Z Gostyńskiego z nr 331 „Gazety”6 7 8. Kłujący konkretne postacie zmysł obserwacji autora, które od razu rozpoznawały siebie w korespondencjach współpracownika „Gazety Polskiej”, zmuszał początkującego pisarza do przerwania współpracy z nią. Bliziński nie potrafi pisać z fantazji: „Mógłbym wybrnąć z tego [napisać korespon- dencję], gdybym umiał pisać o niczym, ale tego talentu nie potrafię”7. — wyjaśniał znowu w liście do Oskara Kolberga z 1866 roku, aby go usprawiedliwił przed redaktorem „Gazety Polskiej” za niewywiązanie się wobec niej ze swych obietnic. Innym razem postępowanie swoje motywo- wał: „Jestem w wielkim kłopocie, odbierając bezpłatnie «Gazetę», ale nie mogąc w żaden sposób wywzajemnić się — Bóg widzi, że nie pocho- dzi to z braku chęci — w tych dniach miałem pełną głowę treści, gdy przyszło rzecz rozwinąć — okazało się to niepodobieństwem — ujrzałem się między młotem a kowadłem, jedno nie dało się napisać, drugiego znów, chociażby przeszło przez cenzurę, nie godziło się tykać; są oko- liczności, wśród których nie wolno zaczepiać pewnych kwestii...” 8. Nie- przyjemnych dla siebie skutków takiej metody pisania doznał Bliziński już przy pierwszych nowe] ach i opowiadaniach. Po przeczytaniu przezeń w pewnym kółu znajomych świeżo napisanej powiastki pt. Rekreacje Ze- firka „przyznano mi — jak wyjaśniał wspomnianemu O. Kolbergowi — jednomyślnie humor i werwę, ale o mało nie ukamienowano za objawio- ne w niej przekonania. Rozumie się, że nie uważałbym na to bynajmniej, bo chcę je wyznawać zawsze głośno, nie oglądając się na czyjeś skrzywie- nie — ale co gorsza, że wszyscy unanimiter w postaci p. radcy Górono- skiego poznali w najmniejszych odcieniach pewną osobę, tak że naresz- cie przekonali i mnie, który nie myślałem wchodzić im w drogę. Powia- stka ta zatem, tak jak w tej chwili — dawał wskazówki Kolbergowi — drukowaną być nie może, ale bardzo łatwo będzie zmodyfikować rysy tej figury, o którą im tak chodzi, w ten sposób, aby zbyt łatwo nie poznano. Najnieszczęśliwszy jestem z tej strony, że mam w mojej tece literackiej kilka podobnych rysów i powiastek, a w każdej wylazła czyjaś karyka- tura, tak że nie mogę drukować” 9. Istotnie, pierwsze humoreski Blizińskiego stanowiły bogatą galerię ty- pów ludzkich, przeważnie ze sfer szlacheckich na Kujawach, zatytuło- wanych przez autora, stosownie do przeważających w nich postaci i bo- haterów Dziwolągami — jak nazwał ostatecznie zbiór swych powiastek i humoresek. Obok portretów ludzi dobrze mu znanych w opowiadaniach tych znalazło się wiele rysów autobiograficznych. „Wiele historyj auten- tycznych z własnego życia zamieścił Bliziński w swoich nowelach — za- znaczał w swoim wspomnieniu o Blizińskim K. Zalewski — z których w Przygodzie paniczyka tylko nazwisko autora w miejsce bohatera opo- wieści podstawić trzeba. Również Historia o koniu, który się sam zjadł, jest zaczerpnięta z własnych wydarzeń Blizińskiego, któremu lichwiarze 6 List Blizińskiego do J. I. Kraszewskiego z 30 1 1861 [w:] Listy, Kraków 1975, s. 55. 7 List Blizińskiego do O. Kolberga z 4 II 1867, jw., s. 90. 8 List Blizińskiego do O. Kolberga z 2 X11 1867, jw., s. 104. 9 List Blizińskiego do O. Kolberga z 10—13 IV 1866, jw. s. 67.
znaczną fortunę odziedziczoną po ciotce rozerwali po upływie lat czter- dziestu” 10 11. Te same względy podchwytywania autentycznych typów i postaci z naszych stosunków społecznych, które zgodnie z rzeczywistością pod piórem Blizińskiego przybierały formę karykaturalną, stanęły na prze- szkodzie w opublikowaniu m. in. Pana Kalasantego w „Tygodniku Ilu- strowanym” i w „Kłosach”. Przesłane do redakcji „Tygodnika Ilustro- wanego” opowiadanie nie zostało przyjęte, a redaktor, Ludwik Jenike, odmowę swą motywował, że „Pan Kalasanty [...] dotyka kwestyj drażli- wych w dzisiejszym naszym społeczeństwie, wystawiając jedną z naj- ciemniejszych stron tej mianowicie warstwy naszego społeczeństwa, która i tak już zbyt liczne cięgi i od licznych znosić musi wyrzuty i urą- gania” 14. Ten sposób tworzenia zemścił się na Blizińskim i stał się także powo- dem cierpkiego przyjęcia przez krytykę konserwatywną zbioru jego opo- wiadań pt. Dziwolągi. Recenzent „Biblioteki Warszawskiej”, ostro oce- niając zawarte w nich opowiadania i humoreski, pisał: „Nie zaprzeczamy autorowi talentu i to niemałego, gdy we właściwej sobie sferze się trzy- ma. Dziwolągi ani pod względem myśli przewodniej, często wstrętnej, ani wykonania nie są wcale cennym nabytkiem dla literatury naszej”12. W liście do J. I. Kraszewskiego z 8 IV 1877 roku Bliziński zwierzał się: „Ale [recenzent] nie przekonał mnie wcale, potępiając myśl przewodnią, w której dopatrzył się obrzucania ludzi błotem, gdy ja ich serdecznie kocham i czerpanie więcej z wyobraźni niż z życia, gdy mnie się zdaje, że moje figury, jakie są, ale (z małymi wyjątkami) żywe” 13. Jak w powiastkach Blizińskiego jego kujawscy sąsiedzi i przyjaciele łatwo odnajdywali karykaturowane prototypy znanych sobie osób, tak w kreowanej na scenie Teatru Rozmaitości przez Żółkowskiego w 1873 roku postaci komediowej Kawalera marcowego sam autor odnajdował portret znanego mu sąsiada. We wspomnieniu o rolach Żółkowskiego w pierw- szych swoich komediach, które były scenicznym jego debiutem w teatrach wielkomiejskich, nie omieszkał powiedzieć: „Na scenie stał Żółkowski — ale to nie Żółkowski, to szlagon, jeden z moich sąsiadów, z którym znam się doskonale. Gdzież on go widział? Jak się z nim zetknął? wszakże ten sam pan Ignacy, nie naśladowany, nie skopiowany, tylko wcielony cały z krwią i kością — chociaż inni znowu zaklinali się: ten, że mu przy- pomniał pana Franciszka, tamten że więcej Cypryjana, ależ bo on ich wszystkich razem przypominał” 14. Spostrzeżenie autora jak i innych wi- dzów — sąsiadów Blizińskiego okazało się w istocie trafne: z relacji K. Zalewskiego wiemy, że obok sportretowanego w Kawalerze marco- wym w postaci literata Heliodora Oskara Kolberga, którego „Chęciński upozował się do pana Oskara, nawet się na niego zupełnie charaktery- 10 K. Zalewski, Józef Bliziński „Kurier Warszawski” 1893, nr 119. 11 Biblioteka Jagiellońska, rkps 6699 III, list L. Jenikego do Blizińskiego w imieniu redakcji „Tygodnika Ilustrowanego” z 20 II 1865, k. 21. 12 T. W. [Tadeusz Wójcicki w:] Piśmiennictwo. „Dziwolągi, Szkice i obrazki” przez Józefa Blizińskiego..., „Biblioteka Warszawska” 1876, t. II, s. 221. 13 List Blizińskiego do J. Ignacego Kraszewskiego z 8IV 1877, jw„ s. 17. 14 J. Bliziński, Typy szlacheckie w grze Żółkowskiego. (Urywek z moich wspo- mnień), „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1889, nr 322, s. 575—576.
zował na scenie”, sam Kawaler marcowy jest również portretem z natu- ry jednego z sąsiadów Blizińskiego, a ,,Pawłowa wkracza w sferę wspom- nień osobistych kawalerskiego życia autora, który zrobił z niej w litera- turze jedną z największych postaci komediowych liryczno-charaktery- stycznych” 15. Wspomniany sposób tworzenia wyłącznie na podstawie obserwacji, własnych przeżyć i wspomnień, znajdujący swe odzwierciedlenie nawet w specyficznych środkach wyrazu artystycznego utworów, nie mijał się zatem zazwyczaj i z odtwarzaną w nich prawdą obyczajową i społeczną, stawał się pretekstem do odrzucania przez redakcje jego nowel i humo- resek, upatrujących w nich rozsadniki zgorszenia. Wyjątek w tym zakre- sie stanowił Marian Gawalewicz, kierownik działu literackiego w ,,Ku- rierze Warszawskim”, który przyjmując do druku i otwierając felieton nadesłanymi przez Blizińskiego pierwszymi humoreskami z cyklu Psiku- sów małżeńskich, przeciwko takiej niesprawiedliwej o nich opinii wy- raźnie zaprotestował: „Czym się tu gorszyć? [...] że prawda jest, że z na- tury wzięte? ... a toż dzisiaj głównie o to chodzi. Nie ma w tym ani zgorszenia, ani niemoralności [...]. Nie chcemy się wcale żadną pruderią kierować i będziemy drukowali” 16. Opublikowania wspomnianych opo- wiadań — humoresek odmówiły krakowski dziennik „Czas” i tutejszy ilustrowany dwutygodnik literacko-artystyczny „Świat”, a nawet libe- ralny „Kurier Lwowski”, który na swych łamach drukował nieco wcze- śniej Małaszkę Gabrieli Zapolskiej. A tej „moje Psikusy — jak pisał Bliziński — nie dochodzą do pięt ... pod względem gorszących obra- zów” 17. Odsyłając autorowi rękopis Słomianego wdowca Aleksander Vo- gel w imieniu redakcji „Dziennika Polskiego” pisał: „Nasza publiczność jest mniej liberalna aniżeli warszawska i narobiłaby gwałtu, że pojawia- ją się w felietonach rzeczy, których „córki nie mogą czytać” 18. Jeszcze większy zarzut spotkał wystawioną we Lwowie w roku 1883 jednoakto- wą komedię Blizińskiego pt. Ciotka na wydaniu, która wywołała oburze- nie autora. W liście do Władysława Bełzy na imputowane Blizińskiemu przez recenzenta sianie w jego komedii zgorszenia, ten ostatni broniąc zawartej w Ciotce „prawdy życiowej” odpowiadał: „P. Bolesław Czer- wiński (?) musi mieć do mnie coś osobiście, albo też miał hemoroidy, kiedy pisał recenzję. Nie spierałbym się z nikim co do kwestii wartości sztuki (którą zresztą machnąłem bez żadnej pretensji do zyskania z niej sławy (!), ale temu, co o niej napisał, że jest nieprzyzwoitą — będę za- przeczał do upadłego. Jest to zupełnie fałszywie pojęta pruderią, która się rumieni na lada rubaszny koncept, a w kącie rżnie dupę na funty. Jest to albo nierozumienie ducha rzeczy, albo zła wola — pomimo twier- dzenia pana Czerwieńskiego [!] dziesięć razy jeszcze użyję podobnych konceptów z najczystszym sumieniem, bez obawy zgorszenia kogokolwiek bądź 19. 15 K. Zalewski, Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119. 16 Biblioteka Jagiellońska, rkps 6700 III, list M. Gawalewicza do Blizińskiego z 18X1888, k. 458, cytat według listu Blizińskiego z 25X1888, jw., s. 391. 17 Tamże, list Blizińskiego do Władysława Bełzy z 25 X 1888, jw., s. 391. 18 BJ, rkps 6702 III, list D. Vogla do Blizińskiego z 1911 1889, k. 18. 19 List Blizińskiego do W. Bełzy z 3X11 1883 r., jw., s. 334.
Wspomniane wyznanie autora stanowi równocześnie drobny przyczy- nek do „walki komediowej” Blizińskiego z panującymi na scenie naszej konwencjami obyczajowymi. Czerpiąc do swoich komedii tworzywo z obserwacji i z życia, tym samym utwory autora Kawalera marcowego rozsadzały ich ramy, przeciwstawiał się w nich obowiązującym w teatrze pojęciom moralności i cenzurze obyczajowej, które nie pozwalały na scenie wypowiadać konceptów w rodzaju „psiakrew!” i ,,ciepłe nóżki”. W tej sytuacji nie można się Blizińskiemu dziwić, iż długo wahał się i zasięgał opinii aktorów, czy wolno mu w usta postaci komediowej (Chwast, 1893) włożyć słowo „psiakrew!”20. Należy dodać, że zarzuty te spotkały Blizińskiego w latach, w których do literatury polskiej gwał- townie zaczynał wkraczać naturalizm z utworami Gabrieli Zapolskiej na czele, obnażający moralne zakłamanie naszego drobnomieszczaństwa. Jak widać, stosowana przez autora Kawalera marcowego metoda „arty- stycznego kopiowania” rzeczywistości w opowiadaniach i komediach nie sprzyjała powodzeniu jego utworów. W przeciwieństwie do „rozrywane- go” przez teatry pełnego poezji i idealizmu Pana Damazego nie w smak była niektórym krytykom już wymowa ideowa wcześniejszego Kawalera marcowego, a przede wszystkim Rozbitków (1881). Kiedy jeszcze tę ostat- nią komedię „położyli” aktorzy na scenie lwowskiej, jej niepowodzenie dało asumpt nie tylko do mówienia o rozpoczynającym się zmierzchu komediopisarskiej sławy Blizińskiego, ale także i o powolnym upadku jego talentu. Oczywiście, że przy takiej, właściwej autorowi Rozbitków metodzie tworzenia, w wielu komediach Blizińskiego nie mogło braknąć akcentów krytyki społecznej i obyczajowej. Bystra obserwacja komedio- pisarza potrafiła dostrzec w nich zjawiska w naszym życiu społeczno-oby- czajowym drażliwe. Dowodem chociażby wspomniane Rozbitki, atakowa- ne od razu nie tylko za niedociągnięcia artystyczne i kompozycyjne, ale również za „czarny” obraz przedstawionego w nich społeczeństwa. Dą- żąc do „prawdy”, w listach do swych przyjaciół komediopisarz nie zrażał się stawianymi jego komediom zarzutami, ale argumentował: „Zaczynają hałasować, ale to dobrze — kiedyś oddadzą mi sprawiedliwość. Prawda w oczy kole i wszelka szpetność nie lubi widzieć się odbitą w zwiercia- dle. Na każdy z faktów w Rozbitkach mogę przytoczyć dziesięć przykła- dów z życia, bo nie wyssałem sobie z palca” 21. W innym z listów nie zawahał się nawet powiedzieć, że na Rozbitkach „swoją drogą dopiero potomność się pozna” 22. Czerpiąc tworzywo do komedii nie z książek, lecz z prawdziwego ży- cia, autor Pana Damazego siłą rzeczy musiał być realistą. Ale odtwarza- jąc w komediach „prawdę” życiową, mimo czynionych mu zarzutów szerzenia niemoralności, a zarazem zgorszenia w teatrze i w opowiada- niach, nigdy granic realizmu nie przekraczał, nigdy nie stał się natura- listą. „Bliziński z przekonania i usposobienia jest prawie krańcowym realistą — stwierdzał Z. Sarnecki — nie popada jednak nigdy w natura- 20 J. Sliwicki, Wspomnienia z teatru krakowskiego [w:] Wspomnienia aktorów (1800—1925), t. II, Warszawa 1963, s. 207. 21 List Blizińskiego do Bełzy z 4 VI1881 r., jw., s. 269. 22 List Blizińskiego do Bełzy z 24X11 1882 r., jw., s. 300.
lizm wstrętny tam nawet, gdzie tuż... tuż., koło niego się przesuwa, jak w Marcowym kawalerze” 23. Stosunek odtwarzanej w komediach Blizińskiego prawdy życia do otaczającej go rzeczywistości i mechanizm jej konstruowania świetnie zdołał uchwycić F. W. w niedocenionej w dziejach literatury o Bliziń- skim rozprawie z 1879 r. o Panu Damazym. Wyróżniając pośród kome- diopisarzy dwie kategorie: studiujących naturę, tj. głównie twórców ko- medii charakterów, oraz tych, których intryga i „bajka” utworów sce- nicznych jest tworem fantazji i wyrozumowanej spekulacji, w Panu Da- mazym widzi (obok Pozytywnych Józefa Narzyniskiego) świetną komedię charakterów, która czyni go najbardziej konsekwentnym przedstawicie- lem i najwybitniejszym reprezentantem pierwszego kierunku: „Pan Da- mazy jest komedią charakterów, czyli że należy do tych utworów dra- matycznych, w których przedstawienie typowej i psychologicznej strony obranego tematu, ukazanie motywów ludzkiego działania góruje nad przedstawieniem faktycznej, zewnętrznej strony działania, w których ruch dramatyczny jest wewnętrznym, płynącym z wykazanych dobitnie premis psychicznych, a nie zewnętrznym sytuacyjnym, czyli będącym mniej lub więcej dowolną kombinacją faktów i zawikłań intrygowych, pochwy- conych w przelotnym spojrzeniu na komedię ludzkiego życia, dla prze- lotnej często uciechy i zabawnego konceptu. [...] Bliziński jest w Panu Damazym przede wszystkim doskonałym obserwatorem, a podstawą jego kompozycji są wrażenia żywe i odebrane z natury. Jest on realistą i two- rzy tak samo jak malarz, który każdą cząstkę obrazu studiuje z modelu, z martwej lub żywej natury. Stąd też i jego figury, i wszystkie ich wza- jemne między sobą stosunki są najzupełniej naturalne i logiczne, i nie mogą się rozwijać w inny sposób, aniżeli je poeta przedstawił. Poznaje- my je nie tylko w chwili rozwoju komedii, ale spoglądamy wstecz w ich życie; widzimy, że spotkały się ze sobą w sposób taki a nie inny, sprowa- dzone koniecznością logiki życia, a nie igraszką dowolnego trafu. Autor nie wyrywa ich z całego splotu stosunków i spraw życia, ukazuje tylko pewien jego moment, jedno ogniwo łańcucha, który wstecz i naprzód snuje się logicznie. [...] Utwór jego jest jakby jednym rozdziałem wielkiej powieści życia, która snuła się przed nim w naturalnym ciągu. Postaciom jego komedii przypatruje się jako osobom żywym, a nie jak produktom sztuki: taka w nich pełnia i rozmaitość znamion”. Kryterium najlepsze takiej opinii wyjaśnia recenzent następująco: „Dla oceny przymiotów komedii godnych zająć stanowisko w tej grupie, doskonałym podług mnie sprawdzianem jest przedłużanie linii kompo- zycji poza ramy dramatu, to jest sprawdzenie, czy charaktery i stosunki, i namiętności mogły powstać w tych stosunkach, jak je maluje autor i mogły tak się ułożyć, jak on je przedstawia”. Konkluzja wywodów kry- tyka o metodzie twórczości autora Pana Damazego brzmi: „Żywioł cha- rakterowy stanowu nie tylko podwalinę sztuki, ale i cement wiążący doskonale wszystkie części jej budowy. Pod tym względem Bliziński tak- że uniknął kardynalnego błędu wielu współczesnych pisarzy i stanął na gruncie prawdziwie racjonalnej metody tworzenia. [...] Sposób prowa- 23 [Z. Sarnecki], Orgon, Kronika teatralna VI, „Uczuciowi”, komedia w trzech aktach Józefa Blizińskiego, „Gazeta Lwowska” 1883, nr 153.
dzenia akcji w komedii Blizińskiego jest najzupełniej odmiennym, gdyż autor będąc prawdziwym, a zdrowym realistą, ukazuje nam głębszą logi- kę życia, nie uciekając się do wysilonych apriorystycznych kombinacyj. Cały bieg wydarzeń jego komedii snuje się prosto i spokojnie z natural- nych stosunków i uczuć, jakie zachodzą pomiędzy wszystkimi działający- mi figurami, a akcja z charakterystyką kojarzy się spoiwem najzupełniej jednolitym i spływa w harmonijną całość” 24. Analogiczne niemal stwierdzenie zawarte jest w artykule pióra Jó- zefa Kotarbińskiego o Blizińskim z roku 1884: „Stugębna reklama nie roznosi sekretów twórczości Blizińskiego, nowiniarze nie ogłaszają o tym, jak gromadzi on studia z natury, notatki i obserwacje, ale same jego dzieła wskazują, że bardzo pilnie wpatruje się w życie i składa sztuki z szeregu bardzo wiernych i dokładnych obserwacyj. Nie robi on nic z głowy na domysł, nie sztukuje się łatwą frazeologią, ale każdy rys jego postaci, każdy odcień charakterystyki jest dostrzeżony i podchwy- cony z rzeczywistości. Nie jest to jednak fotograficzna tylko robota ani mozolne mozaikowanie szczegółów i szczególików, ale tworzenie podobne do artystycznej pracy malarza rodzajowego, który nigdy nie ufa pamięci, brzydzi się akademickim komunałem, ale każdy szczegół maluje z mo- delu, z żywej lub martwej natury, stosując całość do jednego zasadni- czego tonu. Gdy Elizińskiemu brak takich danych, wtedy nie stara się ich nadsztukować, tworzy blade czasem figury kochanków, których chro- ni od wielomówności lub pustej deklamacji. To podpatrywanie natury nie ogranicza się u niego na samych zewnętrznych objawach, ale sięga głębiej do organicznego związku charakterów, do ukształtowania się wza- jemnego stosunków ludzkich, do odleglejszej genezy uczuć i namiętności. Nic więc dziwnego, że jego większe utwory wytrzymują doskonale pro- bierz realnej krytyki w stosunku do życia, że ostają się wobec tej este- tycznej próby, którą ja nazywam przedłużeniem linii kom- pozycji poza ramy utworu. Próbę podobną robię w spo- sób następujący: zapytuję się, czy dane charaktery mogły spotkać się w sztuce w takich sytuacjach, w jakich się spotykają, czy np. taki a taki ojciec mógł mieć takiego syna, czy taki a taki człowiek mógł zawrzeć związek z taką kobietą, czy w ogóle charaktery osób mogły się tak urobić a nie inaczej pod działaniem warunków otoczenia, w których żyły, jed- nym słowem, czy ludzie i stosunki wprowadzone do sztuki mogły się ułożyć tak a nie inaczej wedle przyrodzonych praw rozwoju. [...] dwie wielkie komedie Blizińskiego nie są sztucznie wykrojonym epizodem życia, ale raczej jego momentem organicznie spojonym z przeszłością i warunkującym przyszłość, a jego postacie żyły i działały przed pierw- szym podniesieniem zasłony i żyć będą po jej ostatnim zapadnięciu” 25. Z tajników takiego postępowania twórczego autor Kawalera marco- wego sam się często zwierzał i przyznawał w listach, jak to już pisał cytowany wyżej S. Krzemiński: „Bliziński pisał powoli i ciężko, fakt ten niejednokrotnie argumentując wrodzonym mu lenistwem, aczkolwiek 24 F. W., Przegląd teatralny, „Biblioteka Warszawska” 1879, t. IV, s. 132—135, 136, 141—142. 25 J. Kotarbiński, Józef Bliziński, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1884, nr 23, s. 238.
pracowitym był ponad miarę. Powolne tworzenia komedii i humoresek uzasadniał długim namysłem: „Nie potrafię pisać naprędce — tłumaczył Bełzie. — Muszę myśleć, obmyślać i dopiero namyśliwszy się po uszy rodzę przy bardzo długich bólach” 26. Krakowski recenzent Chwastu, wy- stawionego już po śmierci autora, przytaczał następujące wyznanie Bli- zińskiego na temat sposobu jego tworzenia: „Bliziński mówił mnie same- mu, że zanim napisze scenę swej komedii, ma w głowie całą rozmowę, każde słowo swych figur. Trzeba było uszanować proces tworzenia tak nieświadomy i prosty, trzeba było otoczyć odrębną atmosferą kiełkowa- nie szlachetnych pomysłów, a zarazem i rzadkiego człowieka, który pi- sał jak czuł, a tworzył, jak widział” 27. ____ Listy autora Pana Damazego pozwalają bardzo dokładnie proces ten prześledzić na przykładzie powstawania Rozbitków. Praca nad tą kome- dią trwała wyjątkowo długo, o wiele dłużej niż nad innymi komediami i o wiele dłużej niż początkowo to autor przewidywał. „Zacząłem w tych dniach pisać komedię, to jest napisałem tytuł, osoby i dekoracje, zre- sztą wszystko mam dopiero w głowie” 28 — zwierzał się swemu lwow- skiemu „ambasadorowi” 8 XI 1878 roku, pisząc prawie równocześnie do Władysława Maleszewskiego: „Mając pełną głowę pomysłów, typów coraz więcej zaokrąglających się, z największą trudnością przychodzi mi roz- począć przelewanie tego na papier, mówię: rozpocząć, gdyż wiem z do- świadczenia, że raz zacząwszy i skupiwszy myśli w jednym idzie mi da- leko łatwiej” 29. W rok później znowu donosił o pracy nad Rozbitkami: „Skutkiem jakiegoś mimowiednego procesu myśli wpadłem na pomysł doskonałej komedii większych rozmiarów. Eureka! mam bajkę, treść, czego mi brakowało i teraz już przynajmniej mam pewność, że komedia będzie, bo dotychczas błąkałem się jak po lesie. Mam już nić do całego tego labiryntu i jeżeli mi pójdzie tak, jak mam w głowie, zdaje mi się, że Damazy nie będzie miał powodu wstydzić się braciszka” 30 31. Nie inaczej wyrażał się w parę dni później o swym pomyśle komediowym w liście do W. Bełzy: „Zabieram się do komedii kilkoaktowej, której mam już w głowie całą treść i układ, powinien był ją napisać przez zimę — a je- żeli wykonanie odpowie planowi, z którego bardzom kontent, to spodzie- wam się, że będzie niezła, a co zatem idzie, przyniesie hroszy” 81. W świetle powyższych cytatów z listów autora zupełną rację miał W. Maleszewski, kiedy usprawiedliwiając dłuższe milczenie Blizińskiego wobec czytelników „Biesiady Literackiej” pisał, „iż muza jego chodząca za pługiem przy jesiennej orce układa sceny, które się podczas zimy w całość literacką kształtują” 32. Wbrew nadziejom i przewidywaniom na szybkie wykonanie komedii praca nad Rozbitkami postępowała powoli, termin jej wykończenia prze- dłużał się w nieskończoność: „Obrabiam moje figury bez wytchnienia, 26 List Blizińskiego do Bełzy z 20 X 1877 r., jw., s. 154. 27 [W:] Z teatru, „Chwast” Józefa Blizińskiego, „Czas” 1893, nr z 28 VII. 28 List Blizińskiego do Bełzy z 8X11 1877 r., jw., s. 163. 29 List Blizińskiego do Wł. Bełzy z 5X11 1879 r., jw., s. 199. 30 List Blizińskiego do Wł. Maleszewskiego z 23 XII 1878 r., jw., s. 202. 31 List Blizińskiego do Bełzy z 31 XII 1879 r., jw., s. 204. 32 Sęp [W. Maleszewski] Z Warszawy, „Biesiada Literacka” 1878, nr 149, s. 291.
z brył zaledwie ociosanych robią się postacie ludzkie, a jeżeli to tak po- woli idzie, to tylko dowodem, że za wcześnie wziąłem się do rzeczy, że potrzebowałem jeszcze odetchnienia. Niestety! nie jestem orłem, czuję to do siebie i ta myśl czyni mnie bardzo pokornym — więc gorączkowo cze- kam chwili, w której na manuskrypcie położę wyraz: koniec” 33. Miesiące upływały, a zapowiadane w prasie Rozbitki, na które z taką niecierpliwo- ścią czekali dyrektorzy teatrów ogródkowych oraz redaktorzy pism war- szawskich, jeszcze nie były gotowe. Nad tak długim cyzelowaniem nowej komedii Blizińskiego zaważyło ponadto niewątpliwie narzucone autorowi powodzeniem Pana Damazego przez recenzentów brzemię wielkości, które jako naturę wrażliwą, ambit- ną i zarazem skromną gniotło go niesłychanie: „Dokładam starania, żeby nowa komedia w porównaniu z Damazym była krokiem naprzód. [...] Nie żal mi tych zwłok, bo każda przynosi nowe myśli i dopełnienia wielkiej wartości. Jestem sumienny do pedanterii [...], obym raz skończył, a tak, jak mam w głowie, może bym udobruchał tych wszystkich, co mi mają za złe moje milczenie. Trudno? geniuszem nie jestem, improwizować nie potrafię — każdą scenę, każdy dialog przewracam dopóty, dopóki mnie nie zadowolni. Co dobre w tej komedii (zdaje się, że mogę bez zarozumie- nia powiedzieć), to typy na wskroś oryginalne — żadna z kilkunastu osób nie przypomina znanej skądinąd. Zresztą Bóg wie co recenzenci po- wiedzą” 34. Opóźnianie się wykończenia komedii — trzeba tu także dodać w związku z namysłowym u Blizińskiego procesem pisania — spowodo- wane było również i zaczynającymi się kłopotami autora w Bóbrce, któ- re pracę nad Rozbitkami niewątpliwie znacznie utrudniały. Wyjaśniając przyjaciołom w liście niewykonanie na czas zapowiadanej komedii, na którą już po kilku pierwszych aktach wziął wysoką zaliczkę i teatry zare- zerwowały na nią miejsce w swoich repertuarach, pisał: „Gdybym miał tę łatwość i potrafił od razu przelać na papier to, co mam w głowie, pi- sałbym bardzo ładne rzeczy — ale trudno, gdy nie można. Mam w głowie cały przebieg komedii, a potrzebuję miesiąc czasu na napisanie jednego aktu. Wprawdzie mógłbym go napisać w jeden dzień, ale nie byłoby to, co ja chcę. Przed każdą sceną zapoznaję się z bliska z osobami i stawiam się na ich miejscu, gdy zacznę myśleć, co bym zrobił i powiedział w tym przypadku, głowa mi trzeszczy! Ciężki to chleb” 35. Epistolograficzna dokumentacja tak trudnego i w ciężkich bólach „ro- dzenia” komedii Blizińskiego zbieżna jest z tym, co na ten temat pisał S. Krzemiński, konfrontując je z procesem twórczym znakomitego kome- diopisarza Aleksandra Fredry. Dostrzegając u obu autorów lekceważenie intrygi, przyjaciel Blizińskiego zaznaczał: „Takie samo artystyczne sta- nowisko sztuka dla sztuki, czyli sztuka o własnej sile, charaktery przede wszystkim, wypadki dopiero po nich; nigdzie wzorków, a jednak prawda życia, tętniąca w żyłach — człowiek z krwią i kościami prawdziwy.” Zdaniem tego krytyka zachodziła jednak zasadnicza różnica w metodzie i warsztacie komediopisarza Fredry i Blizińskiego: „Fredro improwizo- wał, Bliziński opracowywał. Rozbiór szczegółowy sztuk — a jeszcze le- 83 List Blizińskiego do Bełzy z 26 VI 1879 r., jw., s. 213. 84 List Blizińskiego do W. Maleszewskiego z 21 VIII 1879 r., jw., s. 217—218. 35 List Blizińskiego do Bełzy z 8 11880 r., jw., s. 237—238.
piej historia ich powstawania dowodzi tej prawdy, że jeśli rodzicem tego talentu, jak wszystkich, musiała być niezaprzeczona siła, ten stan czy usposobienie ducha, który nazywamy natchnieniem, choćby najbardziej w pierwocinach dziecinnym, wychowawcą jego był. namysł, energią twórczą krępujący. I tu znowu późny wiek, któremu zawdzięczamy od razu skończoną już w rdzennych zaletach swoich sztukę Blizińskiego, wyjaśnia nam może tę namysłowość, tak widoczną dla krytyki. [...]” Krze- miński niejako uogólniał wszystko to, co wyczytał w kierowanych do niego listach Blizińskiego: „Siła Blizińskiego — pisał — tkwi nie w kom- pozycji sztuk i zawiązywaniu węzłów dramatycznych przez intrygę, ale w charakterystyce osobników ludzkich z tej epoki i sfery, w których żył i obracał się sam autor w dzieciństwie i pierwszej młodości swojej, póź- niej, przez dwadzieścia lat życia, gdy był już dojrzałym człowiekiem. Co etycznym wzrokiem swoim spostrzegł, a pamięcią artystyczną w sobie zatrzymał, to w komediach swoich do życia powoływał, to i tylko to, a dzięki takiemu zacieśnieniu swej fantazji jest właśnie komediopisarzem nie z książki, ale z życia. Nigdy nie zaczynał tworzenia od sytuacji; za- czynał je zawsze od ludzi i ludzi też żywych z tętnem rzeczywistości w żyłach ukazywał nam w swoich utworach” 36. Zegzemplifikowany na przykładzie powstawania Rozbitków proces komediopisarskiej twórczości Blizińskiego, u którego podstawy leżał wewnętrzny przymus, skromne wyobrażenie o sobie, sumienność, pedan- teria i skrupulatność autora, o ile z jednej strony przyczyniał się do try- umfu jego komedii na scenach, z drugiej dawał asumpt do ciągłych i na- silających się przeróbek własnych utworów, o czym już niejednokrotnie wspominali cytowani autorzy wspomnień i artykułów o komediopisarzu. „Nigdy zadowolony — pisał m. in. S. Krzemiński — Bliziński przera- biał ciągle, przerobiłby całego siebie, bo miał ustawiczne poczucie wyż- szości, do jakiej jest zdolny, i małości względem tego, co stworzył. Łączy- ło się to ściśle nie tylko z naturą talentu pisarza, ale i z charakterem człowieka. [...] Nie znałem pisarza równie skromnego, a nie wyglądają- cego poklasku od innych, a surowego dla siebie” 37. Była tych przeróbek komedii, jak na niewielką ich ilość przez Bliziń- skiego napisanych, zbyt duża liczba. Niektóre przerabiał nawet kilka- krotnie. Przeróbki te polegały bądź tylko na zmianach tytułów, objętości i wewnętrznym przekomponowywaniu komedii, kiedy indziej na na- pisaniu całkiem nowego utworu. „Nad sztukami swymi pracował [Bliziń- ski] bardzo — wyrażał się Bartoszewicz. — Wygładzał je, przerabiał ca- łe sceny, nawet akty wyrzucał. I czynił to nie tylko podczas pisania sztu- ki, ale nawet w kilka lat później po ich wystawieniu. [...] Również dbał o tytuły, zanim jedną komedię oddał na deski teatralne, zmieniał ciągle jej tytuł, póki najlepszego, według swego przekonania nie wyszukał” 38. Tak np. było z napisaną w 1887 roku jednoaktówką, dla której zasięgał rady Z. Sarneckiego, jaki ma dać jej tytuł: Mąż w drodze, Romans wu- jaszka i Ofiara pana kapitana — który z nich najlepszy? rozumie się, że nie ze względu na treść [...], której wszystkie trzy zarówno odpowiadają, 38 S. Krzemiński, Józef Bliziński, „Bluszcz” 1893, nr 21, s. 161—162. 37 Tamże, s. 162. 38 K. Bartoszewicz, Ze wspomnień o Blizińskim, „Kraj” 1893, nr 19, s. 7.
ale na efekt, brzmienie czy jak tam i z uwagi na tytuły dawnych moich komedii, jak: Przezorna mama, Ciotka na wydaniu, Mąż od biedy” 39 Ta mania zmieniania tytułów komedii utrudnia dzisiaj nawet orientację w komediopisarskiej twórczości autora Pana Damazego ludziom najle- piej w jego dorobku zorientowanym, którzy mylą często tytuły jego ko- medii, podobnie jak niejednokrotnie zdarzało się to także i współczesnym krytykom komediopisarza. Obsesja przeróbek prześladowała Blizińskiego niemal do końca życia. Nie obeszła się bez nich tak doskonała komedia, jak Rozbitki, aczkolwiek szczególnie podlegały im komedie słabsze, nie cieszące się powodzeniem na scenach. Uniknęły tych przeróbek zaledwie niektóre z komedii autora Pana Damazego. O fakcie tym tak wyrażał się K. Zalewski: „O tej ma- nii do przerabiania własnych utworów dużo by się dało powiedzieć. Ze wszystkich komedii Blizińskiego tylko cztery nie były po ukazaniu się na scenie przerabiane. Wszystkie inne poprawiał, streszczał w mniejszą ilość aktów, lub rozwijał w większą, zmieniał tytuł i zakończenie” 40. Do komedii autora Rozbitków, które pozostawił w dawnym kształcie, w jakim ukazały się na scenie, należą: Marcowy kawaler, Mąż od biedy, Ciotka na wydaniu, Dzika różyczka, Pan Damazy oraz wydana dopiero po śmierci Blizińskiego komedia Chwast. Pozostałe przerabiał jeśli nie raz, to po kilka razy z Rozbitkami włącznie. Uległa im Przezorna mama. Z ko- medii Chleb ludzi bodzie (1873) powstały Mośkowe swaty (1881), z jedno- aktowego Ojczulka — Uczuciowi (1883), by wreszcie ukazać się w druku pod tytułem Mąż w zalotach (1887). Wiele pracy włożył Bliziński w Sza- cha i mata (1885), granego najpierw w teatrach pod tytułem Karierowicz. Motywy podejmowanych przez autora przeróbek komedii były różne: aczkolwiek u ich podstawy stały zawsze surowość pisarza wobec siebie samego. Do przeróbek prowokowały Blizińskiego zarówno krytyczne uwa- gi recenzentów, jak i najbliższych przyjaciół i kolegów po piórze, którzy niektóre jego komedie czytali w rękopisach, w niemałym względzie decy- dowało o nich ich niepowodzenie na scenach. Na ogół jednak przeróbki dotyczyły utworów słabszych, które niezbyt entuzjastycznie przyjmo- wane były w teatrach. Jednakże przerobione przez autora Rozbitków ko- medie okazywały się o wiele słabsze niż pierwsze ich wersje i niemało przyczyniały się do dewaluacji jego komediopisarskiego talentu zarówno w opinii krytyki, jak i wydawców, wpływając nierzadko ujemnie na ma- terialne korzyści Blizińskiego. Tak np. nowa wersja jednoaktowego Oj- czulka, wystawionego w teatrze lwowskim w 1881 roku pt. Uczuciowi spowodowała w konsekwencji odmowę wydania tej komedii przez Alten- berga. Przeczytawszy kompromitującą recenzję z przedstawienia tej ko- medii w „Kurierze Lwowskim”, „nadworny” wydawca Blizińskiego co- fnął się przed jej wydrukowaniem mimo wcześniejszej zaliczki wypłaco- nej za nią autorowi41 Dbający o dobre imię swego kolegi krytycy i lite- raci starali się go od tej manii przerabiania swoich komedii odwieść. Wielbiciel komediopisarskiego talentu Sarnecki, zastrzegając się przeciw stosowaniu w ocenie wspomnianych Uczuciowych taryfy ulgowej jako 39 List Blizińskiego do Z. Sarneckiego z 5 1X1887 r., jw., s. 171. 40 K. Zalewski, Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119. 41 Zob. list Blizińskiego do Bełzy z 14 VII 1883 r., jw., s. 319—320.
utworu słabszego niż poprzednie komedie Blizińskiego, wystąpił przy spo- sobności z następującymi zarzutami: „Podobne przetwarzanie i poprawia- nie zwykle się nie udaje. Bliziński, przerabiając Chleb ludzi bodzie na Mośkowe swaty, mógł się o tej prawdzie dowodnie przekonać. Są utwory, które muszą koniecznie pozostać w takiej formie, w jakiej je wyobraźnia w pierwszej chwili tworzenia na świat wydała. Szanujemy staranną pra- cę artystyczną, która dzieło sztuki szlifuje jak kamień drogocenny, która je ozdabia misternie lub wytwornie; potępiamy lekkomyślną niedbałość autorów nowoczesnych nie starających się o wydelikatnienie i uszlach- cenie grubych kształtów rodzącego się pomysłu, ale przyznać musimy, że pewne kreacje wymagają szerokiej sprawności pędzla, gdy w tej tylko dobrze się przedstawiają”42. O ile jedni recenzenci w sprawozdaniach z teatru autora do takich przeróbek skłaniali, inni go za to ganili. Np. przeróbka Karierowicza podyktowana została krytycznymi uwagami lwowskiego spektaklu komedii, podobnie jak przedtem i Rozbitków. „Kie- dy przed laty kilku przedstawiony był na scenie lwowskiej Karierowicz — wspominał Adam Krechowiecki — na tym samym miejscu [w felietonie „Gazety Lwowskiej] ośmieliłem się z wszelkim uznaniem dla talentu znakomitego pisarza poczynić niektóre krytyczne uwagi. Nazajutrz przy- był do mnie sam Bliziński i nie tylko nie wyraził żalu, nie tylko nie sprzeciwił się uwagom, lecz oświadczył gotowość poczynienia zmian w utworze, zmian, które za słuszne uważał. Być bardzo może, iż krytyk wypowiadający swoje indywidualne wrażenia, nie miał słuszności; być może, iż autor takim obdarzony talentem i posiadający niepospolitą zna- jomość sceny, byłby mógł raczej krytyka przekonywać. Bliziński uznawał wszakże, iż nikt we własnej sprawie sędzią być nie może i chętnie słu- chał rady. Pomimo rozgłosu swego i znaczenia nie uznawał się nieomyl- nym. To go cechuje jako pisarza, to zarazem świadczy o człowieku” 43. Owa łatwowierność komediopisarza, który uległ radom Krechowiec- kiego i Karierowicza przerobił, spotkała się znowu z dezaprobatą Sarnec- kiego, który w liście do niego pisał: „Szkoda, że przerabiałeś Karierowi- cza. Ta mania przerabiania do niczego nie doprowadzi. Tak jak był obcię- ty, był stanowczo dobry. Na co więc tyle pracy, której — wierzaj mi — nikt nie oceni ani w praktyce, ani w publiczności. [...] Jak się zna ludzi, którzy piszą o sztukach, jak się widzi, co publiczności się podoba, to do- prawdy dziwić się potrzeba, że są tacy jak Ty, wariaty, co nad rzeczami zrobionymi, skończonymi, granymi — jeszcze pracują. Co Ci po tym?” 44. Kazimierz Zalewski we wspomnieniu pośmiertnym o Blizińskim nie omie- szkał podać: „Ileż się nieboszczyk nad nim [Szachem i matem] namęczył, jak pracowicie tworzył go, przerabiał i poprawiał. Wahał się z początku, gdzie umieścić akcję, więc informuje się o prawo austriackie i nasze, a w liście wówczas do mnie pisanym żąda, abym mu formalną konferen- cję obrończą zwoływał z papierów w kwestii przepisów testamentowych. Potem radzi się ciągle bliższych i dalszych w Krakowie o każdy akt, sce- 42 Orgon [Z. Sarnecki], Kronika teatralna VI, „Uczuciowi”... „Gazeta Lwowska” 1883, nr 153. 43 A. Krechowiecki, Józef Bliziński, „Gazeta Lwowska” 1893, nr 99. 44 BJ, rkps 6702 III, listy Z. Sarneckiego do Blizińskiego z 28IX1885 (k. 333) i z 2 X 1888 r. (k. 337—337 v).
nę, o każde zdanie prawie, bo się tak obawia o grunt realny współcze- snych figur, z którego nigdy nie schodził” 45. Tenże Zalewski napomykał jeszcze i o innych motywach przeróbki Szacha i mata, aby go przystosować dla wymagań sceny warszawskiej: „U nas — pisał — kiedy Bliziński napisze sztukę, to mu każą z niej usu- wać dzieci, które mu są niezbędne do akcyj potrzebne dlatego, że osoby wpływowe w teatrze nie lubią niedorostków [...] na scenie. I biedny autor po dwudziestu pięciu latach zasłużonej pracy poci się jak żak nad ćwi- czeniem, psując i przerabiając swą pracę, byle przecież znaleźć dla niej odpowiednią widownię i wyciągnąć z niej jakikolwiek zasiłek materialny, którego mu na stare lata zabrakło” 46. Listy Blizińskiego odsłaniają ponadto jeszcze inne motywy przerabia- nia tejże komedii, uwarunkowane niedostatecznym jej wykończeniem z powodu obłożnej choroby podczas jej pisania. W liście do W. Bełzy z 1887 roku zaznaczał, że obecna przeróbka miała na celu zrehabilitowa- nie Szacha i mata, „który puszczony jest w świat w wydaniu przyno- szącym mu wielką ujmę”, tym bardziej że uważał go za najlepszą ze swoich komedii, jakie kiedykolwiek napisał”. Widząc w listopadzie 1885 roku komedię na scenie, gdy pierwsze dwa akty podobały się nadzwyczaj- nie, a w 3 i 4 pisanych w chorobie spostrzegłem rażące uchybienia, prze- robiłem zupełnie te ostatnie, przewróciwszy je do góry nogami, tak że obecny tekst do drukowanego w „Echu [Muzycznym, Teatralnym i Arty- stycznym”] i książce ma się jak dzień do nocy, bo nawet w 1 i 2 aktach niektóre sceny powykreślałem. Obecnie komedia jest doskonała” 47. Analogicznym operacjom poddawał Bliziński długo „rodzone” Roz- bitka zarówno w trakcie ich wystawiania, jak i drukowania w „Wieku” oraz i w serii Biblioteki Teatrów Amatorskich Altenberga, nie mówiąc już o zabiegach w związku z ich premierą w Warszawie. Wspominał o tym fakcie autor w liście do Bełzy, posyłając rękopis do druku Alten- bergowi48, potwierdza go również K. Zalewski, który Rozbitki drukował w redagowanym przez siebie wówczas «Wieku»: „Dość powiedzieć — pi- sał, — że samych Rozbitków posiadam dotąd cztery odmienne wersje czwartego aktu, bom tę komedię w „Wieku” drukował. „Kiedym się już uparł, że czwartą wersję przyjmuję jako ostateczną, bo inaczej do dziś dnia na pewno jedna z najlepszym komedyj nieboszczyka nie byłaby graną, to jeszcze jednak ten wieczny naprawiacz najlepiej wykończonej pracy zdążył dorobić Rozbitkom kilka nowych zakończeń, z których jedno grane było we Lwowie, a według drugiego kazał mi koniecznie sztukę przedstawiać w Warszawie. Nie zastosowałem się do jego woli i utrzy- małem w przedstawieniach tutejszych tekst drukowany, który też i teatr krakowski za najlepszy przyjął, iż Koźmian znał się dobrze na teatrze, to, jak mi się zdaje, w zgodnym nas obu zdaniu nie wyrządziliśmy Roz- bitkom krzywdy” 49. Bliziński nie dał jednak jeszcze za wygraną i z prze- 45 K. Zalewski, Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 122. 46 „Kurier Warszawski” 1889, nr 160. 47 List Blizińskiego do Bełzy z 26 II 1887 r., jw., s. 366. 48 Listy Blizińskiego do Bełzy z 20 V1881 r., jw., s. 272 i z 12 VII1881 r., jw,, s. 276. 49 K. Zalewski, Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119.
robienia nie zadowalającego go czwartego aktu Rozbitków nie zrezygno- wał. Do komedii powrócił na niewiele lat przed śmiercią, „to jest w jakie 10 lat po pierwszym przedstawieniu tego niepospolitego, bo bezwarun- kowo równego Panu Tadeuszowi utworu” — jak się o- komedii tej wy- rażał Bartoszewicz — przerobił, a raczej na nowo napisał akt ostatni, ale nie doczekał się już ujrzenia go na scenie” 50. Większość recenzentów komedii Blizińskiego wystawianych na sce- nach teatralnych, zarówno zawodowych, jak ogródkowych czy teatrzy- ków prowincjonalnych i amatorskich, zbieżna była w jednym: autorowi Kawalera marcowego przyznawała talent tworzenia doskonałych charak- terów i postaci, czy — jak wówczas i sam komediopisarz je nazywał — figur. Cieszyły się one wielkim powodzeniem u aktorów, artyści kome- diowi po prostu dobijali się o role w komediach autora Pana Dama- zego, one bowiem znakomicie ułatwiały im wybicie się i pokazanie swoich umiejętności aktorskich. Poprzestając w tym miejscu na kilku zaledwie relacjach i opiniach, sięgnijmy na początek do recenzji Z. Sarneckiego z jednej z jednoaktówek Blizińskiego, granej po raz pierwszy przez ama- torów Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności w 1878 roku, a mia- nowicie Mećża od biedy. W sprawozdaniu tym recenzent konstatował, iż Bliziński nie kładzie wcale-nacisku na skomplikowany układ sztuki, ale przedstawia w nich ,,,przedziwne, nowe, nieznane charaktery. Charakte- ry te pomimo swojej nowości są rdzennie naszymi, rodzimymi, wykrojo- nymi z życia jak z wielkiego obrazu po to tylko, aby przeniesione do sztuk znalazły się na mniejszym obrazie z flamandzką wiernością odtworzone artystycznie”51. Kazimierz Skrzyński w recenzji z innej jednoaktówki autora Rozbitków, a mianowicie wystawionego w teatrze lwowskim w 1887 roku Męża w drodze, który dostał się do teatru mimo zastrze- żeń Sarneckiego i Krzemińskiego, nie omieszkał także podkreślić: „Wśród licznego grona naszych komediopisarzy współczesnych p. Bliziński zaj- muje niezawodnie naczelne miejsce, posiada bowiem w wysokim stopniu najrzadszy w teatrze dar tworzenia charakterów. Śmiała, prawdziwa i świetna charakterystyka postaci jest znamienną cechą jego talentu. Inni posiadają więcej wyobraźni, więcej znajomych sekretów scenicznych i technicznych sposobów, umieją zręcznie wyzyskać efekta, rozumią lepiej proporcje architektoniki teatralnej i jej perspektyw, itd., ale żaden z nich nie dorównuje panu Blizińskiemu w sztuce i umiejętności tworzenia rze- czywistych postaci oraz odpowiedniego dla nich otoczenia i warunków, stanowiących dla nich wyborne ramy, z których oblane pełnym i jaskra- wym światłem życiowej prawdy, występują na pierwszy plan z całą 50 K. Bartoszewicz, Ze wspomnień o Blizińskim, „Kraj” 1893, nr 19, s. 7. L. Rydel we wspomnieniu pośmiertnym o Blizińskim [Józef Bliziński] Wspomnie- nie pośmiertne, „Przegląd Polski” 1893, t. 108, s. 635) określał wyraźnie kształt tego przerobionego zakończenia Rozbitków: „zamiast pojedynkować się z Włady- sławem Czarnoskalskim Strasz miał uciec z Zuzią, pokojówką swej niedoszłej żony. Byłoby to najzupełniej zgodne z jego naturą i całą akcją poprzednich aktów, dawałoby pole do całego szeregu komicznych scen oburzenia i zgorszenia w ro- dzinie Czarnoskalskich.” 51 Organ [Z. Sarnecki! Teatrzyk Towarzystwa Dobroczynności, „Mąż od biedy”, komedia w 1 akcie..,, „Echo” 1878, nr 103.
dosadnością i plastycznością. Pod tym względem p. Bliziński jest mi- strzem. Pan Damazy, Kawaler marcowy, Pawłowa, Strasz i Czarnoskal- scy z Rozbitków itd., co za przepyszna galeria typów — co za rozmaitość figur, posiadających nad innymi tę niezaprzeczoną wyższość, że są życio- wą syntezą wad i zalet społeczeństwa, do którego należą” 52. Wspomniane czynniki, wynikające zatem z komediopisarskiego war- sztatu Blizińskiego sprawiają i decydują o tak wielkim wzięciu i popu- larności postaci i figur autora Rozbitków u aktorów komediowych i in- nych. Ten związek talentu Blizińskiego z ubieganiem się aktorów o role w jego komediach dostrzegła nieźle znająca się na rzemiośle aktorskim i dramatycznym Gabriela Zapolska. W recenzji Męża od biedy już po śmierci autora komedii konstatowała: „Blizińskiego lubią grać aktorzy, a to najlepiej świadczy, iż ciągną ich te wiecznie żyjące figury, a ciągną dlatego, że aktor czuje, iż to nie ulepiona zewnętrznie lalka, ale z całym szkieletem zbudowana postać! Bliziński bowiem pisał tak, jak pracują rzeźbiarze. Brał szkielet żelazny i na tym szkielecie silnym, potężnie skreślonym, narzucał glinę — a potem, gdy całe ciało z rąk jego wyszło, rozwieszał draperię szczegółów. I stąd nie ma w jego ludziach wewnętrz- nej pustki ani waty — aktor ma się na czym oprzeć, a widz nie rozu- miejąc dokładnie dlaczego, czuje się spokojny i pewny, że mu widziany na scenie typ ani się złamie, ani się w puch rozleci. Zwykle —• gdy mowa o nim [Blizińskim] słyszy się wyraz... intuicja! Nie, tu nie było intu- cji”. Ciągnąc dalej swój wywód autorka Małaszki wyjaśniała ta- jemnicę powodzenia postaci komediowych Blizińskiego na scenie: „Dlatego sztuki Blizińskiego wywierają ciągle wrażenia na publicz- ności, iż nacisk cały w nich autor nie kładł ani na fabułę, ani na efekta sceniczne, lecz cały swój talent, całą siłę twórczą wkładał w odtworzenie doskonałe figur, mając tę pewność, że tło i akcja sama się przez subtelność tych figur dokoła nich wytworzą. I nie mylił się. Widz spokojnie, powoli czuje, jak w umyśle jego zarysowuje się coraz jaśniej obraz środowiska, w którym poruszają się figury będące na scenie i pra- cą tą umysłową zajęty, przywiązuje się silnie do tego, co się przed jego oczami rozwija. To nienarzucanie się autora, ta jego dyskrecja to niejako pozostawianie widzowi pewnej współaktywności w sztuce, było już ta- jemnicą Blizińskiego. Nikt nie umiał i nie potrafił tak przywiązać do swych postaci i sztuk publiczności i artystów” 53. Sceniczne realizacje komediowych charakterów Blizińskiego od razu przekonywały dyrekto- rów teatrów i artystów dramatycznych o tym, że w komediach autora Pana Damazego kry ją ją potencjalne możliwości doskonałej gry aktorów, że utwory jego dają okazję do znakomitego „startu” scenicznego aktorom uzdolnionym, ale jeszcze mało znanym, a tym samym przez przyciąganie publiczności gwarantują teatrom świetną kasę. Dobrym odtwórcom doskonałych ról w swoich komediach zawdzię- czał też Bliziński swój debiut teatralny na scenie wielkomiejskiej. Alojzy Żółkowski, znakomity odtwórca ról komediowych w Teatrze Rozmaitości, 52 K. Skrzyński, Z teatru, „Mąż w drodze”, komedia w jednym akcie J. Bli- zińskiego, „Gazeta Lwowska” 1887, nr 247. 53 G. Zapolska, Z teatru. („Mąż od biedy” — Józefa Blizińskiego), „Słowo Pol- skie” 1900, nr 488.
przez świetną grę utorował w Kawalerze marcowym drogę na scenę wcześniejszej od niego komedii Blizińskiego Przezorna mama, na którą w ogóle nie zwróciła uwagi krytyka literacka. „Nowy tryumf, jeżeli być może, większy jeszcze niż w Marcowym kawalerze, tylko nie komedii, lecz samego Żółkowskiego. Był to koncert w całym znaczeniu tego wy- razu solo” 54. W sedno sprawy doskonale utrafiał krytyk Wacław Szyma- nowski, redaktor „Kuriera Warszawskiego”, w którego redakcji pracował Bliziński, uczęszczając pilnie na przedstawienia do Rozmaitości z Z. Sar- neckim, E. Lubowskim i K. Zalewskim, kiedy z okazji warszawskiego debiutu teatralnego Kawalerem marcowym Blizińskiego stwierdzał: „Ojcem jego [Kawalera marcowego] chrzestnym był pan Żółkowski, a matką pani Bakałowiczowa. Przy takiej świetnej koligacji każda sztuka może się u nas spodziewać powodzenia, a Marcowy kawaler sam już w sobie posiada przymioty dobrze go zalecające publiczności teatralnej, czego dowodem jest powodzenie tej sztuki w Eldorado pomimo znacznego odskoku, jaki dzieli grę tamecznych aktorów od gry mistrzów sceny warszawskiej” 55. O istocie związku istniejącego pomiędzy doskonałością postaci kome- diowych Blizińskiego i łatwością odtwarzania ich na deskach teatralnych poza Żółkowskim i innymi jego współpartnerami spektaklu Kawalera marcowego i Przezornej mamy mógł się przekonać dowodnie sam Roman Żelazowski, zawdzięczający właśnie rolom w komedii Blizińskiego roz- głos i swoją sławę aktorską. Uwagę publiczności na tego aktora zwró- ciła rola Genia-pozytywisty, jaką odtwarzał w warszawskim przedstawie- niu Pana Damazego w 1877 r. w teatrzyku Belle Vue, a talentem swoim zabłysnął zwłaszcza w roli Straszą na przedstawieniu Rozbitków w Kra- kowie w 1881 r. O obu tych kreacjach, a zarazem sukcesach teatralnych tak wspominał po latach w pamiętnikach: „Ja w roli Genia cieszyłem się także wielkim uznaniem. Sztuka była grana doskonale. «Tygodnik Ilustrowany» pomieścił nasze podobizny”. Rozbitki zaś były sztuką, która zapoczątkowała karierę znakomitego aktora: „Ileż ten Strasz przysporzył mi radości. Ależ bo co to za postać, co za typ! Jak w ogóle wszystkie figury Blizińskiego. Jako reżyser mia- łem już prawo projektować obsadę ról, wybrałem więc dla siebie rolę Strasza. Czytając pierwszy raz sztukę, widziałem najwyraźniej tego ka- wiarnianego łobuza spotkanego na bruku warszawskim. Zrozumiałem od razu tę postać. Żyłem nią. Już na pierwszych przedstawieniach zwróci- łem na siebie wyjątkową uwagę mego otoczenia, a obecny na tych pró- bach Rychter ucałował mnie serdecznie w czoło ze słowami: — Ach ty szelmo, ty pociecho moja! [...] Publiczność i prasa z zachwytem przyjęła tę moją kreację. Pasowano mnie na artystę niezwykłej już miary. Rola Strasza utorowała mi gościnne występy najpierw w ogródku warszaw- skim. [...] Doroszyński nabył od Blizińskiego Rozbitków i zaprosił mnie do odegrania roli Strasza. Cała prasa warszawska jednomyślnie wyraziła mi gorące pochwały, publiczność przyjęła nad wyraz życzliwie i dzięki 54 J. Bliziński, Typy szlacheckie w grze Żółkowskiego..., „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne” 1889, nr 322, s. 575—576. 65 W. Szymanowski [w:] Przegląd Teatralny, „Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 288, s. 7.
Blizińskiemu zacząłem występować gościnnie, co jak na mój młody wiek, było w tych czasach rzeczą niezwykłą. O, ten Strasz zrobił wiele dobrego! Gdzie ja z nim nie jeździłem w latach późniejszych? A ten drogi kochany autor, taki skromny, taki cichy, a tak wielce utalentowany? Kiedy mnie pierwszy raz zobaczył w tej roli we Lwo- wie, przyszedł do mej garderoby rozpromieniony, roześmiany, usiadł obok mnie i zaczął mi się przypatrywać z wyrazem jakiejś jakby wdzięcz- ności. Spodziewałem się zwykłych w takim razie słów uznania, komple- mentów itd. Pan Józef po długim czasie wyszeptał mi radośnie: — Psia- krew! To nam się udało” 56. W komediowych rolach, zwłaszcza dających największe możliwości popisom aktorskim, a więc Pana Damazego i Rozbitków święciła później tryumf cała plejada sławnych artystów scen polskich, sztuki te wybie- rając na występy gościnne i benefisy. W Warszawie po Doroszyńskim w ogródku Belle Vue i niezbyt fortunnie grającym Pana Damazego Żół- kowskim rolę tę przyjął Adolf Ostrowski, we Lwowie po Sewerynie Za- mojskim świetnie grywał ją Władysław Wojdałowicz, żeby tylko poprze- stać na wymienieniu głośniejszych jej odtwórców w wieku XIX, nie wspominając już o znakomitych kreacjach figur w innych komediach Blizińskiego. Jak widać, tajemnice powodzenia aktorskich występów w utworach komediowych Blizińskiego miały swe źródła już w samym warsztacie komediopisarskim autora Pana Damazego, w przedstawionych przez niego doskonałych charakterach i postaciach, o których tak pisał cytowany już wielokrotnie S. Krzemiński: „Taki Pan Damazy, Mańka, Strasz, Dzieńdzierzyński, Marcowy kawaler, Pawłowa, tacy Dawnowscy, taka Ciotunia pozostaną długo w teatrze, choć się moda teatralna zmieni, bo żywotność ich podtrzymywać będzie to, co zmianom wszelkim i prze- wrotom smaku estetycznego urąga: rozkosz z oglądania w sztuce szczerej prawdy życia” 57. Nic dziwnego, że oprócz wielkich sław o role w kome- diach Blizińskiego zabiegali i pomniejsi aktorzy, o czym świadczą m. in. chociażby listy w korespondencji autora Pana Damazego: „Zenon z Ka- rierowicza, Józef z Przezornej mamy, rozdrażniony ciotką mąż z Ciotki na wydaniu — z tą kartą aspiruję, o jaką dobrą rolkę w najnowszej sztu- ce Wielmożnego Pana — tak zwracał się do Blizińskiego w 1887 r. jeden z lwowskich odtwórców jego komediowych postaci, pragnąc zagrać rolę w komedyjce Mąż w drodze 58. Pośród czynników, które niemałą rolę odgrywały w warsztacie kome- diopisarskim Blizińskiego, nie można pominąć jeszcze jednej tajemnicy gwarantującej teatralne sukcesy jego komediom: konstruowanie charak- terów oraz postaci na podstawie obserwacji gry znakomitych aktorów w jego utworach, słowem tworzenia „pod aktora”. Autor Kawalera mar- cowego już od początku swej twórczości komediopisarskiej był świadom, że dobry aktor potrafi swoją znakomitą grą uratować niejedną sztukę nawet mierną, podczas gdy zła gra może położyć utwór nawet znakomi- ty. Z wypadkami takimi miał Bliziński do czynienia, doświadczając ich 56 R. Żelazowski, Pięćdziesiąt lat teatru polskiego [w:] Wspomnienia aktorów (1S00—1925), t. II, Warszawa 1963, s. 95—96. 57 K. Krzemiński, Józef Bliziński, „Bluszcz” 1893, nr 21, s. 160. 68 Wł. Woleński do Blizińskiego 24 XII 1887 r. BJ rkps 6701 III, k. 383.
skutków na swoich komediach, żeby tylko przypomnieć z jednej strony niezmierne powodzenie Kawalera marcowego i Przezornej mamy dzięki znakomitej grze Żółkowskiego i pozostałych aktorów Rozmaitości w War- szawie oraz dobre przyjęcie Męża w drodze na scenie lwowskiej w 1887 roku, wbrew proroczym przewidywaniom Sarneckiego i Krze- mińskiego, że komedia jest słaba i wystawiać jej w teatrze nie warto 59; z drugiej strony częściowe „położenie” Rozbitków w ich premierze lwo- wskiej 1881 roku, którymi przedtem tak zachwycał się Adam Mi- łaszewski60. Tę drugą tajemnicę powodzenia ról w komediach Blizińskiego: two- rzenie charakterów komediowych przez autora Pana Damazego pod z góry upatrzonego aktora dokumentują także liczne wzmianki w listach Blizińskiego oraz recenzje i wspomnienia pośmiertne o nim. Fakt ten dostrzegał jeden ze sprawozdawców warszawskiej premiery Kawalera marcowego, który, nie umniejszając podnoszonych zasług Żół- kowskiego, raczył, wbrew opinii powszechnej, zwrócić uwagę na specy- ficzny talent autora komedii, że niemała była w tym i zasługa Blizińskie- go, który „miał wielki rozum, gdyż [...] dla Żółkowskiego rolę napisał. Gdyby nie to, wszyscy byśmy potężnie ziewali na komedii” 61. Podobnie wyraził się o tym przedstawieniu i Wacław Szymanowski: „P. Bliziński miał szczęśliwą rękę do obmyślenia ról dogodnych dla artystów” 62. W czasach warszawskich, znając doskonale możliwości i talenty oraz uzdolnienia artystów teatru Rozmaitości, podczas pobytu w Bóbrce ogra- niczone wyłącznie do czytywania recenzji i oglądania gry aktorów w swo- ich komediach tylko w premierach krakowskich i lwowskich, starał się jednak mieć niemały wpływ na ich inscenizację i obsadę aktorską, tym bardziej że tworząc komedie, z góry pewne role przeznaczał dla wybra- nych artystów. We wspomnieniu pośmiertnym o Żółkowskim sam przy- znawał się: „Rolę sędziego pisałem dla niego. Podobała mu się, a nawet tak się do niej zapalił, że już w październiku tegoż samego 1873 r. ko- media, o której dotąd nikt nie pomyślał, pomimo że była drukowana w «Gazecie Polskiej», przedstawioną została na scenie” 63. Tak się rzecz miała i z rolą Damazego, którą w wystawionej komedii na scenie Teatru Rozmaitości przeznaczał nie Żółkowskiemu, lecz innemu młodszemu akto- rowi. Wedle relacji J. Keniga, napisanej z okazji wznowienia jej w 1890 roku, potwierdzonej częściowo przez autora komedii we wspom- nieniu o samym Żółkowskim, „autor oddając tę komedię naszej scenie, rolę tę przeznaczał dla innego młodszego wiekiem artysty; napisał ją nawet z myślą o tym wybranym, do którego usposobień i talentu przy- kroił się nieco. Chcąc zapewnić sztuce jak największe powodzenie czy 59 BJ, rkps 6702 III, list Z. Sarneckiego do Blizińskiego z 281X 1887 r. (k. 333) i z 2 X 1888 r. (k. 337—337 v). 60 BJ, rkps 6701 III, listy J. Miłaszewskiego do Blizińskiego z 9, 14, 25 V 1881 r. (k. 212, 213, 220—221, 230, 242), list Blizińskiego do Bełzy z 4 VI (jw., s. 270) oraz recenzja z Rozbitków w „Dzienniku Polskim” (1881, nr 126). 61 K. Zalewski, Z teatru, „Kurier Warszawski” 1892, nr 261. 62 W. Szymanowski [w:] Przegląd teatralny, „Przezorna mama”, komedia w trzech aktach prozą, „Tygodnik Ilustrowany” 1873, nr 304, s. 199. 63 J. Bliziński, Typy szlacheckie w grze Żółkowskiego..., „Echo Muzyczne, Tea- tralne i Artystyczne” 1889, nr 322, s. 575—576.
też dla innych powodów, rolę tę oddano Żółkowskiemu”64. Zdaniem K. Zalewskiego, „Żółkowski nie był najlepszym Damazym z przyczyny bardzo prostej: miał wprawione zęby i nie mógł prędko mówić, bo mu one wypadały. Damazy tymczasem ma temperament sangwiniczny, bur- czy, unosi się, krzyczy, więc musi mówić szybko. Żółkowski musiał rolę stosować do swoich warunków i odbierał Damazemu trochę żwawości i przewlekłą dykcją zrobił go nazbyt dystyngowanym. Ostrowski objął rolę po nim, ale jedną z cech charakterystycznych tego artysty utalen- towanego i sumiennego było poszanowanie tradycji naszej sceny [...] w Panu Damazym wziął rolę po Żółkowskim bez dobrodziejstwa inwen- tarza, zrzekając się ambicyj twórczych na cześć genialnego po- przednika” 65. Helenkę w tymże Panu Damazym miała grać w tym przedstawieniu „Popielka”, jak wówczas nazywano Romanę Popiel, do której Bliziński specjalnie zwracał się z prośbą w specjalnym liście66. Pracując nad Rozbitkami, jak dowodzi znowu wyznanie w liście do W. Bełzy, martwił się, że w teatrach warszawskich nie widzi godnego odtwórcy roli Stra- sza. „Mam parę figur paradnych w tej mojej komedii, tylko wprost po- wiadam, że nie będzie ich komu grać, szczególniej na warszawskiej sce- nie. Wszakże to tam zasypali z kretesem Męża od biedy, a i Damazego nie grają tak jak powinni” 67. Nie spodziewał się zapewne autor Rozbit- ków, że znajdzie się dla grania tej roli tak świetny aktor, jak Żelazowski, którego nawet Doroszyński zaprosił na występy w przedstawieniu Roz- bitków w ogródkowym teatrze Belle Vue w 1881 roku i w której takie tryumfy odnosił nie tylko w teatrze Łukowicza w Petersburgu, ale także na wszystkich innych występach gościnnych. W liście Blizińskiego do Sarneckiego znajdujemy wzmiankę dotyczącą kreacji w nowej jedno- aktówce pt. Mąż w drodze: „Dla Ostrowskiego jest pyszna rola” 68. Kiedy wbrew proroctwom i radom przyjaciela, aby tej komedii do teatru nie dawał, została przyjęta na scenę teatru lwowskiego, przyznawał się do W. Bełzy: „Siemaszko miałby tam pole do gry”69. Posławszy gotową Dziką różyczkę do tegoż teatru od razu w liście zwracał się do Zimaje- rów, oferując im role w tej komedii: „Pragnąłbym, aby obie grały” 70. Wedle relacji Adama Dobrowolskiego w ostatniej ze swych komedii, której nie danym mu już było oglądać na scenie „rolę Leona przeznaczał Żelazowskiemu, a Drobisza Zboińskiemu” 71, którzy też je w premierze lwowskiej istotnie kreowali. Wspomniane zalety komedii Blizińskiego były przyczyną, że z wyjąt- kiem teatralnego debiutu Kawalerem marcowym i Przezorną mamą w Teatrze Rozmaitości większość jego jednoaktówek i drobnostek sce- nicznych, czy — jak się je wówczas nazywało — bluetek, zdobywało 64 Cytat za J. Kenig, Z teatru..., „Słowo” 1890, nr 235. 85 K. Zalewski, Felieton teatralny, „Kurier Warszawski” 1897, nr 309. 86 List Blizińskiego do Bełzy z 18 X 1877 r., jw., s. 151. 67 List Blizińskiego do Bełzy z 11 XI 1879, jw., s. 227. 68 List Blizińskiego do Z. Sarneckiego z 15 IX 1887 r., jw., s. 375. 69 List Blizińskiego do Z. Sarneckiego z listopada 1887 r., jw., s. 379. 70 List Blizińskiego do Bełzy z 17 II 1888 r., jw., s. 186. 71 A. Dobrowolski, Karta z życia Blizińskiego. (Z powodu wystawienia komedii „Chwast” w teatrze „Elizeum”), „Kurier Warszawski” 1906, nr 64. 4 — Rocznik Przemyski
„chrzest sceniczny” (przynajmniej w Warszawie) w teatrach ogródko- wych, gdzie grywane były przez przyjezdne zespoły i trupy teatralne oraz teatry amatorskie. Powodzeniem na scenach ogródkowych w War- szawie cieszył się przecież m. in. i Kawaler marcowy oraz Przezorna ma- ma, wystawiane kilkakrotnie w teatrzyku ogródkowym Alhambra przez Teksla (1873). W tym samym teatrzyku miała miejsce premiera jedno- aktówki Chleb ludzi bodzie, granej także później w Alhambrze przez Grabińskiego, a we Lwowie przez Miłosza Stengla. Stosowność i mi- strzostwo Blizińskiego w konstruowaniu tych drobnostek scenicznych, cieszących się powodzeniem także wśród teatrów wędrownych i prowin- cjonalnych oraz teatrów ogródkowych i amatorskich, dostrzegł już spra- wozdawca jednego z pierwszych przedstawień komedii Chleb ludzi bo- dzie w Alhambrze: [Bliziński] odgadł — podkreślał — od razu, czego potrzeba teatrzykom ogródkowym i umiał się do tego zastosować. Teatrzykom tym potrzeba przede wszystkim sztuki, która by grała za aktora i posiadała sama w sobie tyle ożywienia i oryginalnej werwy, iżby to starczyło na rozmaite przewlekania, wahania się i niedomawianie, wynikające z niedostatecznej liczby prób i niemożności prawie dobrego wyuczenia się ról. Trzeba przyznać jednakże, że taką sztukę trudno jest napisać. Po- trzeba do tego rzeczywistego talentu i niemałej werwy scenicznej. Mo- że to być drobnostka, ale drobnostka ta umiejętnie wykończona, stano- wi rzeczywistą całość artystyczną, dającą jej pierwszeństwo przed nie- jedną sztuką większych rozmiarów i ważniejszej na pozór doniosłości. Bo rzeczą jest niewątpliwą, że dla pisarza, a głównie dla dramatopi- sarza, nie ma małych lub większych rodzajów pisania. Są tylko mniejsze lub większe talenty. Owóż Bliziński trzyma się swojego rodzaju, a jest w nim prawdziwym majstrem”72. Mistrzowski talent w tym zakresie przyznawał autorowi Kawalera marcowego w sprawozdaniu z warszaw- skiego przedstawienia Męża od biedy w amatorskim teatrzyku warszaw- skiego Towarzystwa Dobroczynności w 1878 roku Z. Sarnecki: „Co może prawdziwy talent, jak piękną i zupełnie oryginalną rzecz stworzyć jest w stanie, nawet fraszkę sceniczną przeznaczoną dla teatru amatorskiego, dowiódł Bliziński w swoim Mężu od biedy. Bluetka ta, pomimo że autor uważał ją tylko za bezpretensjonalny obrazek, zaledwie za szkic drama- tyczny, w naszym przekonaniu jest dziełem doskonałym, mogącym stać nie tylko tuż przy wybornej jego komedii Pan Damazy, ale nawet przy arcyutworach scenicznych naszej literatury, nie ustępując im w ni- czym” 73. Z niezłym przyjęciem recenzentów spotkały się także i inne jednoaktowe komedyjki autora Przezornej mamy: Ciotka na wydaniu i Mąż w drodze, a z entuzjazmem niezwykłym wprost powitano na sce- nie Dziką różyczkę. Wynikająca ze znakomitej obserwacji gry aktorskiej oraz wrodzona Blizińskiemu zdolność czerpania wprost z życia tworzywa komediowego i kreowanie komediowych charakterów ułatwiały gry ich wykonawcom w teatrach prowincjonalnych, ogródkowych i amatorskich. Przy tych jednoaktówkach nie trzeba było wielkiego wysiłku aktora, aby sztuka 72 Recenzje teatralne komedii Blizińskiego, BJ, 229666 III, s. 7. 73 Zob. przypis 51.
wyszła na scenie względnie dobrze i cieszyła się u publiczności powo- dzeniem. Nic też dziwnego, iż nie tylko owe bluetki miały wzięcie w tych teatrach, jakie co roku latem odwiedzały nie tylko Warszawę, ale także i główne miasta w kraju. To głównie owe Eldorada, Alhambry a w późniejszym czasie Belle Vue i Wodewille były m. in. miejscami powstawania i ugruntowywania komediopisarskiej sławy autora Kawa- lera marcowego, zapoczątkowanej w Rozmaitościach. W warszawskim Belle Vue przechodził przecież swój tryumfalny chrzest w 1877 roku Pan Damazy, a w cztery lata później Rozbitki, zanim zostały przyjęte na scenę Teatru Rozmaitości. Z tych przedstawień Bliziński czerpał naj- większe zyski za swoje komedie pełnospektaklowe. Z chwilą zmierzchu jego komediopisarstwa, gdy ostracyzm senatora Gudowskiego objął w Warszawie Ciotkę na wydaniu i Karierowicza, teatry ogródkowe sto- licy prezentowały nieznane jeszcze warszawskiej publiczności najnow- sze komedie autora Rozbitków. Z powodzeniem komedii Blizińskiego wła- śnie na scenach ogródkowych, prowincjonalnych i amatorskich szedł w parze popyt na nie i łatwiej znajdowały one wydawców niż niejedna choćby najlepsza jego komedia spektaklowa. Stąd bluetki te chętnie wi- dział w swej serii Teatrów Amatorskich lwowski wydawca Hermann Al- tenberg. Mimo że obok Pana Damazego doczekały się one nawet wzno- wień, trudno je dziś odnaleźć w najzasobniejszych bibliotekach M. 74 Przypomniała tę komedię dopiero pierwsza i jedyna dotychczas edycja ko- medii Blizińskiego, Komedie, Kraków 1967.
Zamek Przemyski, olej — płótno, 30X45
Jerzy Starnawski IRENA PITULANKA-ROŻNIATOWSKA (1919—1980) I JEJ NIE UKOŃCZONA PRACA DOKTORSKA PT. ŻYCIE LITERACKIE I KULTURALNE PRZEMYŚLA W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM (1918—1939) Irena Pitulanka, później Rożniatow- ska, urodziła się 2 grudnia 1919 r. we Lwowie. Tam ukończyła szkolę podsta- wową i średnią. Tuż przed wojną rodzice jej przenieśli się do Przemyśla. Nad ko- rytem Sanu przeżyła koszmar okupacji, po czym w latach 1945—1950 odbyła stu- dia polonistyczne w Uniwersytecie Ja- giellońskim w Krakowie; dyplom magi- stra uzyskała 28 października 1952 r. Głównym profesorem w czasie jej stu- diów i promotorem przy egzaminie magi- sterskim był Stanisław Pigoń. Po paroletnim pobycie w Bielsku-Bia- łej, gdzie zatrudniona była jako nauczy- cielka licealna, dojeżdżająca jeszcze do Krakowa na konsultacje do swego profe- sora, osiadła na stałe w Przemyślu. Uczy- ła kolejno: w Technikum Mechanicznym, w Technikum Rolniczo-Łąkarskim, w Studium Nauczycielskim, w Studium dla Wychowawczyń Przedszkoli. Dojeżdżała też do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie, gdzie prowadziła zajęcia zlecone z kultury żywego słowa. W świetlicach prze- myskich prowadziła zespoły recytatorskie. Należała od 1961 r. do To- warzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu; tu sekretarzowała w r. 1961/ /62. Uczestniczyła stale w posiedzeniach miejscowego Oddziału Towa- rzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, którego aktywnym człon- kiem była przez lat przynajmniej 20, należała do Towarzystwa im. Marii Konopnickiej. Wygłaszała odczyty o współczesnym teatrze na te- renie Rzeszowa, Przemyśla i okolic. Przede wszystkim była stałą recen-
zentką przedstawień Fredreum, którym chlubi się Przemyśl już od ponad 100 lat. Jeden rys wybitnej nauczycielki, zwłaszcza stawiającej na należytym poziomie sprawę recytacji i kultury żywego słowa, nauczycielki, która przekroczyła ,,próg przeciętności”, był szczególnie miły: ukochanie Prze- myśla w sposób zupełnie wyjątkowy. Jej dorobek pisarski związany jest całkowicie z Przemyślem. Życiu literackiemu umiłowanego miasta w okresie dwudziestolecia międzywojennego poświęciła nie ukończoną doktorską dysertację, którą wypracowywała latami pod kierunkiem piszącego te słowa. Skromna i nieśmiała, przywiązana do miasta jej ży- cia, postanowiła nie opuścić go nigdy. — „Tu są groby moich rodziców, — mówiła. —• Tu moje miasto na zawsze”. Odrzucała propozycję, by po uzyskaniu doktoratu przenieść się do jednej z wyższych szkół pedago- gicznych, które w pewnym okresie zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Zresztą pracy doktorskiej nie ukończyła ostatecznie, co spo- wodowane było przede wszystkim jej brakiem ufności we własne siły, ale w ostatnich latach życia również długotrwałą chorobą, która w dniu 8 grudnia 1980 roku kres położyła jej życiu. Z pracy doktorskiej, którą bardzo zaawansowała i niemal przygoto- wała w pierwszej redakcji, jeszcze nie zaaprobowanej przez promotora, nawet nie skorygowanej należycie, brulionowej, ogłosiła w „Roczniku Przemyskim” dwa spore fragmenty: rozprawkę o „Wzlotach”, o zapom- nianym dziś piśmie, wychodzącym w Przemyślu w okresie objętym te- matem pracy; artykuł o przemyskich filologach klasycznych w tymże okresie. Oba rozdziały ogłoszone drukiem zapowiadają interesującą dy- sertację, która — gdyby przedwcześnie zmarłej autorce udało się ją ukończyć — stanowiłaby ważniejsze wydarzenie w dziejach kultury Przemyśla. Skoro autorka nie zdołała nadać swej prawie ukończonej pracy kształtu ostatecznego, nie można jej opublikować w redakcji „bruliono- wej”. Nie byłoby jednak słusznie, by dopuścić do zupełnego zapomnienia o tej niewątpliwie wartościowej pracy. Jedynym słusznym wyjściem z sytuacji jest opublikowanie obszerniejszego streszczenia i przytoczenia bardziej interesujących wyjątków. To zadanie przyjął na siebie piszący te słowa. Maszynopis liczący 353 stronice, co na pracę doktorską wystarcza z całą pewnością, podzielony został przez autorkę na następujące roz- działy i podrozdziały: Wstęp I. Źródła opracowania II. Muzy i polityka (Modele kulturowe) III. Miasto nad piszącą rzeką 1. Funkcjonowanie tradycji w kształtowaniu świadomości literackiej społeczeństwa przemyskiego 2. W kręgu miłośników myśli i kultury antycznej 3. Romantyzm żywy 4. Kult dla ideowo-artystycznych wartości epiki realizmu i pozy- tywizmu 5. Młodopolskie fascynacje
6. Współczesność literacka — opory w percepcji nowszej literatury. Próby przełamywania barier trudności IV. Ambicje i aspiracje 1. O społecznym rozumieniu teatru Jako motto pracy przyjęła autorka słowa jednego ze swych dosko- nałych profesorów z UJ, Kazimierza Wyki, z jego książki Modernizm polski: „Rytm pokoleń nie jest sprawą wyłącznie przyrodniczą, ma on w pewnych granicach — swoją treść i znaczenie społeczne”. Pierwszy akapit pracy brzmi: „Demokratyzacja życia społecznego we wszystkich jego dziedzinach, powszechna dostępność wytworów kultury w czasach obecnych skierowały uwagę badaczy na problematykę, którą w dużym uproszczeniu określić by można: „Twórca — odbiorca”. W re- lacji tej nacisk szczególny kładzie się na jej drugi element. Rozważa- nia nad społeczną recepcją kultury w ogóle, literatury zaś szczególnie, zaowocowały w ostatnim zwłaszcza dziesięcioleciu książkami, których treścią jest syntetyczny obraz życia kulturowego i literackiego róż- nych ośrodków”. Powołując się na istniejące prace o „kulturze literackiej” i o „ży- ciu literackim” (Zdzisław Libera, Janina Kulczycka-Saloni, Roman Ta- borski, Stefan Żółkiewski i in.), zauważyła autorka, że „badawczemu oglądowi, wnioskom i refleksjom” poddano przede wszystkim okres no- wożytny, co wiąże się „z możliwością dotarcia do dokumentacji (zwłasz- cza prasowej)” i z istnieniem „szerszej, bardziej dostrzegalnej recepcji kulturowej”. Szczególnie artykuł Andrzeja Z. Makowieckiego pt. Co to jest życie literackie?1 dostarczył wzorca metodologicznego. A warto do- dać, iż ukazał się on później nieco, nim Rożniatowska rozpoczęła swą pracę; jest to bowiem kodyfikacja problemu postawionego już w na- uce nieco wcześniej. Definicję pojęcia „historia życia literackiego” przy- toczyła autorka za książkami: Zdzisława Libery Życie literackie w War- szawie w czasach Stanisława Augusta (1971), Janiny Kulczyckiej-Saloni Życie literackie w Warszawie w latach 4.864—1892 (1970), zaś definicję „kultury literackiej” za książką Stefana Żółkiewskiego Kultura literacka 11118—1932 (1973). Trafnie przy tym zauważyła, iż „na ogół [...] intui- cyjne rozumienie terminu towarzyszyło pracom badawczym”, a „bada- nia [...] stały się źródłem poszukiwań metodologicznych”. Obszerną de- finicję „życia literackiego” zacytowała na zakończenie za Słownikiem ter- minów literackich Michała Głowińskiego, Teresy Kostkiewiczowej i Aleksandry Okopień-Sławińskiej pod redakcją Janusza Sławińskiego (1976). Autorka była świadoma tego, iż cytowana literatura przedmiotu po- chodzi z lat, w których jej „rozważania [...] nad kształtem kultury li- terackiej i ogólnej Przemyśla międzywojennego skonkretyzowały się już niemal całkowicie”, ale mimo to podkreśliła we wstępie „korzyści”, ja- kie z prześledzenia propozycji metodologicznych odniosła „dla próby stworzenia obrazu życia literackiego i kulturowego” swego miasta. Oto jej ważne wyznania: 1 „Literatura” 1970, nr 40 (138).
„W końcowej fazie pracy oraz czynienia poprawek i nadawania osta- tecznego kształtu zarysowanemu obrazowi można było dokonać pewnej weryfikacji tego, co było wynikiem „intuicyjnego” poznania. Wbrew bowiem zastrzeżeniom autorów wymienionych prac naukowych można było utwierdzić się w przekonaniu, że owo lekceważone przez nich „in- tuicyjne” poznawanie, wsparte wiedzą ogólną o epoce stanowi funda- mentalny element w rozważaniach nad większością problemów humani- stycznych, a co za tym idzie w dociekaniach na temat recepcji litera- tury i twórczości artystycznej w ogóle. Świadczą o tym dość wyraziście (zarówno w tej pracy, jak i w wymienionych na wstępie o wiele dosko- nalszych opracowaniach) — zbliżenie do pokrótce referowanych metod naukowych. Autorka z pewnym sceptycyzmem odnosi się do zbytniej „socjologi- zacji” zagadnień życia literackiego i kulturowego, uważając, iż zjawiska humanistyczne nie są aż tak wymierne, by można je zamknąć jedynie w socjologicznych schematach, cyfrach, definicjach itd. Jednakże sam materiał (głównie prasowy), na którym oparta została praca, determino- wał pewne socjologiczne nachylenie rozważań. Idzie tu głównie o roz- dział pierwszy, zawierający charakterystykę modeli kulturowych, pozo- stałe rozdziały są w pewnym stopniu również socjologicznie „nacecho- wane”. Troską autorki było, by owo niestety dalekie od profesjonaliz- mu — „socjologizowanie” nie zdominowało tego, co istotne, co histo- ryczno-literackie. W odróżnieniu od istniejących już publikacji dotyczących życia li- terackiego i kulturowego ośrodków dużych praca, którą prezentuję, jest próbą charakterystyki bytowania Muz w powiatowym mieście. Pole obserwacji, jakim stał się dla autorki międzywojenny Przemyśl kryło w swych pokładach specyficzne trudności: gdzie szukać źródeł żywego i wartkiego życia kulturowego tamtych lat? Przekazy ustne potwierdzały jego istnienie i stały rozwój. Nie było przecież poza licznymi szkołami średnimi profesjonalnych instytucji i placówek, kształtujących świado- mość literacką i ogólnokulturową społeczeństwa. Nie było więc insty- tucji i placówek, których archiwa pozwoliłyby na dokonanie rekonstruk- cji literacko-kulturowego życia miasta w międzywojennym dwudziesto- leciu. Pozostała jedynie bogata prasa miejscowa, podstawowa dokumen- tacja twórczych dokonań obywateli Przemyśla w latach między wojnami. Ona to pozwoliła na podjęcie próby zarysowania obrazu życia literac- kiego na tle życia kulturowego miasta. Obfita sprawozdawczość prasowa pozwoliła dojrzeć instytucje będące ekwiwalentami instytucji profesjo- nalnych, jakimi poszczycić się mogło w owych czasach jedynie miasto wojewódzkie. Tak więc rolę uniwersytetu przyjęły na siebie towarzystwa naukowe z Towarzystwem Przyjaciół Nauk na czele. Popularyzację lokalnej twór- czości naukowej, popularno-naukowej i literackiej zawdzięczać należy miejscowym wydawcom i drukarniom oraz prasie. Stare „Fredreum”, zasłużony amatorski teatr, był dla Przemyśla operą, operetką i teatrem dramatycznym. Niezwykle aktywne i ambitne Towarzystwo Muzyczne z powodzeniem zastępowało filharmonię. Można mówić i o przemyskiej „Zachęcie”, tyle że ,„ruchomej”, tj. prezentującej dzieła licznej grupy utalentowanych plastyków w różnych lokalach, pod auspicjami różnych
patronów. Świadectwem społecznego rezonansu działalności aktywnego środowiska twórczego jest dla nas dziś obfita sprawozdawczość prasowa. Idąc tropami publikacji, docieramy do fenomenu bujnego życie literac- kiego i kulturowego międzywojennego Przemyśla”. Autorka przypomniała następnie szczytne tradycje literackie ziemi przemyskiej (Orzechowski, Krasicki, Fredro) i stwierdziła, że w wieku XX „luminarzy tej miary” nie było. Zapowiedziała, że przedmiotem jej badań jest głównie sposób „funkcjonowania literatury na warunkach i drogach jej recepcji”. W przypisku odwołała się do cytowanej już po- przednio pracy Zdzisława Libery pt. Zycie literackie w Warszawie w czasach Stanisława Augusta. Przedstawiając życie literackie prowin- cjonalnego miasta b. Galicji, autorka dążyła „do ukazania specyfiki” jego, „do wykrycia pewnych szczególnych cech świadomości literackiej i ogólnoetycznej — środowiska”. Pisała: „Odrębność ta tkwiła imma- nentnie w ogólnej odrębności (zaznaczającej się i w innych dziedzinach życia) — pogalicyjskiego miasta. (Truizmem jest bowiem konstatacja wieloaspektowej odrębności terytoriów pozostającej przez liczne dzie- siątki lat we władaniu trzech zaborców — nie mogącej się zatrzeć w krótkim okresie dwudziestoletniego istnienia państwowości polskiej). Starano się więc z dość obszernego materiału poszczególnych faktów i zjawisk wydedukować pewne prawidłowości potwierdzające ową spe- cyfikę. Podstawą badań było dążenie do przede wszystkim historycznego traktowania elementów ówczesnej rzeczywistości. Próba ustalania wspomnianych prawidłowości dotyczy głównie sfery życia literackiego. W badaniu faktów i zjawisk pozostałych dziedzin życia kulturalnego — nieprofesjonalizm autorki zdeterminował formułowanie otwartych hipo- tez”. Źródłom pisanym dawała pierwszeństwo przed tradycją ustną, z którą jej jako przemyślance łatwo było się zetknąć. W rozdziale I doktorantka przedstawiła wykorzystywaną w dysertacji prasę. W Przemyślu wychodziły w okresie badanym tygodniki: „Nowy Głos Przemyski”, organ PPSD, 1918—1939, kontynuacja „Głosu Prze- myskiego” z lat 1898—1899, 1902—1903 i „Nowego Głosu Przemyskie- go” z lat 1903—1918; „Tygodnik Przemyski”, organ BBWR, wydawany w latach 1927—1939; „Ziemia Przemyska”, organ Narodowej Demokra- cji, 1913—1939. Środowisko przemyskie zdobyło się też na czasopismo literackie „Wzloty”, 1934—1939. To pismo, deklarujące początkowo bez- partyjność, „w ostatniej fazie swego istnienia” było „nachylone ku po- glądom Narodowej Demokracji2”. Stwierdziła autorka, że „problemy kultury zajmowały dość dużo miejsca” w wymienionych pismach, choć bywały okresy, np. okresy wyborów, w których „tarcia i waśnie par- tyjne [...] rozpierały się tak szeroko na szpaltach tych pism, iż miejsca już nie stawało dla prezentacji działalności kulturalnej miasta”. Pisała w dalszym ciągu: 2 W przypiskach autorka zacytowała pracę Zygmunta Felczyńskiego Rozwój kulturalny Przemyśla [w:] Tysiąc lat Przemyśla. C. 2, Warszawa 1974, s. 248—259, który zestałWił 46 tytułów czasopism przemyskich z lat 1772—1918, i pracę Zdzisła- wa Koniecznego Przemyśl w latach 1918—1939, rozdz. 2, Oświata i kultura Prze- myśla 1918—1939 {ibid., s. 334), który wymienił ponad 30 polskich czasopism prze- myskich z lat międzywojennych, obok ukraińskich i żydowskich.
„Na ogół jednak, dostrzec się daje tendencja do pewnej systematycz- ności w prowadzeniu kroniki wydarzeń kulturalnych, stałej recenzji teatralnej, muzycznej, informacji o nowościach wydawniczych, infor- macji o filmach prezentowanych przemyskiej publiczności etc. Tendencja ta wspólna jest wszystkim trzem tygodnikom. Szczegółowym rozważaniom na temat interesującego nas problemu: miejsca i kształtu literackich i ogólnokulturowych publikacji zamiesz- czanych w wymienionych tygodnikach poświęcone będą poszczególne rozdziały pracy. Można pokusić się jedynie o bardzo syntetyczną charak- terystykę pod kątem tego wszystkiego, co na łamach owych trzech re- prezentatywnych tygodników narastając latami konkretyzowało się w postaci obrazu życia literackiego i ogólnokulturowego”. „Nowy Głos Przemyski” krzewił w pierwszych latach „kult dla ro- mantycznej i neoromantycznej literatury”, po 1926 r. był bardziej na- chylony „ku temu co nowe, postępowe”. Ogólną ocenę pisma wyraziła Rożniatowska w słowach: „Wielkie też znaczenie dla próby rekonstrukcji życia kulturowego miasta w okresie międzywojnia ma fakt, iż „Nowy Głos Przemyski” jako organ PPSD nie pomija w relacjach swych najskromniejszych nawet przejawów istnienia kultury proletariackiej, działalności kulturotwórczej środowisk drobnomieszczańskich (np. rzemieślniczych), wreszcie jako pismo redagowane przez najbardziej ukształtowanych reprezentantów ówczesnej inteligencji (podobnie zresztą jak dwa pozostałe tygodniki, zwłaszcza „Ziemia Przemyska”) — śledzące z baczną uwagą wszystko, co dzieje się w rejonach kultury wyższego bardziej artystowskiego lotu. W efekcie „Nowy Głos Przemyski” w swych kolejnych rocznikach stwa- rza najpełniejszy i najbogatszy obraz życia kulturowego miasta. W przeciwieństwie do „Nowego Głosu Przemyskiego”, „Ziemia Prze- myska” charakterem swym bliższa była (w wielu numerach) tygodnikowi społeczno-literackiemu. Rozprawy popularno-naukowe, eseje (rzadkie ra- czej w owych czasach w pismach naszych), felietony — obszerne i do- ciekliwe w treści, w formie zaś stanowiące przeciwieństwo „gazetowe- go stylu” — pisane polszczyzną, która wchłonęła w siebie wiele blas- ków i dźwięków najświetniejszej mowy, jaką ukształtowała w ciągu wieków literatura polska, zwłaszcza wielka twórczość XIX stulecia. Związki z tradycją kulturową wyrażają się w tym piśmie najsilniej i najbardziej konsekwentnie. Romantyzm i Młoda Polska ukształtowa- ły świadomość literacką i ogólnokulturową ludzi z kręgu „Ziemi Prze- myskiej”, wdrążyły się tak głęboko w jaźni i sferze emocyjnych odczuć, iż można by rzec — hamowały recepcję tego, co niósł ze sobą wiek XX. Jeśli zaś idzie o literaturę, bardzo nieliczni (nie najbardziej zresztą awan- gardowi pisarze) dostrzegani byli i respektowani w tygodniku. Ten tra- dycjonalizm tak dla pisma charakterystyczny wynikał z faktu, iż współ- pracownicy „Ziemi Przemyskiej”, wywodzący się często ze sfer zie- miańskich, wnieśli ze sobą w miasto i w dziedzinę swojej działalności relikty kultury dworów, okrzepłej w kulcie dawności. Ogólna bardzo charakterystyka pisma nie byłaby pełna, gdyby pominąć podkreślenie najistotniejszej cechy zamieszczanych w nim publikacji:: wysoki poziom, tego stwierdzenia domaga się obowiązujący obiektywizm”.
„Tygodnik Przemyski” miał podtytuł „Czasopismo służące dobru miasta”. Łamy pisma wypełniały przede wszystkim spory polityczne; sprawy kultury stanowiły margines. Na ogół informacje o sprawach kul- tury dość Lakoniczne — czytamy — „wciśnięte” bywają w kronikę („Chwila bieżąca”) pomiędzy notatki z innych dość rozmaitych dziedzin życia miasta. Bywa jednak, iż wyodrębnia się w „Tygodniku Przemy- skim” co ciekawsze imprezy muzyczne, teatralne, że pojawiają się ob- szerniejsze recenzje i sprawozdania. Literaturę reprezentują od czasu do czasu (najczęściej okolicznościowe) fragmenty prozy, małe opowiada- nia, wiersze, czasem jakaś recenzja czy felieton literacki. Z owych mniej lub bardziej marginalnych publikacji wydedukować można zarysy koncepcji modelu kultury. Model ten — dość jednak nie- konsekwentny i mało sprecyzowany, zwłaszcza w porównaniu z tym wszystkim, co stanowi postulaty i propozycje dwu poprzednio charak- teryzowanych tygodników. W ciągu drugiego dziesięciolecia jedyną wyrazistą tendencją staje się realizacja programu wychowania państwowego poprzez publikacje „Ty- godnika Przemyskiego”. Tendencja wspólna całej prasie sanacyjnej. W przypisku zacytowała doktorantka ocenę sanacyjnej prasy przez Stefana Żółkiewskiego w jego książce Kultura literacka 1918—1932. Obok wymienionych pism uwzględniała „Wzloty”, stwierdziwszy nierów- ny poziom tego pisma. Charakterystyka Przemyśla przeprowadzona na początku II rozdzia- łu przypomniała, że było to miasto, w którym dość duże piętno nadawa- ło dowództwo X Okręgu Korpusu, również biskupstwo. Liczny był miej- scowy garnizon, spore środowisko inteligenckie. Przeważał żywioł polski, choć ruchliwe i „prężne kulturowo” było środowisko ukraińskie, a odczuwało się obecność środowiska żydowskiego. Obok odrębnych zrze- szeń narodowościowych do odnotowania fakt, że „w klubie adwokackim spotykali się: Polacy, Ukraińcy, Żydzi”, że „na listach członków towa- rzystw naukowych i zespołów artystycznych” widniały „obok polskich nazwiska ukraińskie i żydowskie”. Doktorantka wskazała na prowadzoną przez wymienione już (w I rozdziale) czasopisma walkę o „rząd dusz” 3. Pisano o „modelu kulturowym”, który miał być: „socjalistyczny, pro- rządowy i narodowo-demokratyczny”; obok przyjęcia wzorów ogólnokra- jowych istniała „deformacja prowincjonalna”. Było w niej coś amator- skiego; doktorantka zastrzegła się przeciw pejoratywnemu traktowaniu tego przymiotnika. „Nowy Głos Przemyski” przypominał w pierwszych latach niepodle- głości Polski chlubne tradycje PPS na odcinku regionalnym w latach niewoli. Z perspektywy dwudziestu lat istnienia pisma w artykule wstępnym formułował: „My tu na prowincji wiemy, ile hartu, ile wysił- ków cichej bohaterskiej woli zawierają te pożółkłe karty dwudziestu roczników „Nowego Głosu Przemyskiego”. Trzeba było zrazu z piasku kręcić bicze publicystycznego cudu. Przezwyciężać wytrwale oporne przesądy, niechęć, zaściankowe staropanieństwo opinii” 4. 3 W przypisku „pokwitowała” doktorantka niekompletne roczniki w bibliotece Muzeum Ziemi Przemyskiej i bardziej kompletne w Bibliotece Jagiellońskiej. 4 „Nowy Głos Przemyski” 1923, nr 52.
W lipcu 1925 roku autor ukrywający się pod pseudonimem zapoży- czonym z powieści Andrzeja Struga (Marek Świda) pisał: „Jakżeż to się wszystko zmieniło [...] Przecież tu, w Przemyślu, przed wojną światową kwitł, rozwijał się, imponował swą krasą i rytmem swoisty ruch inte- lektualny. Przecież istniał tu kiedyś „Uniwersytet Ludowy”, słynący z świetnych prelekcji. Gdzież jest „Czytelnia Naukowa”, która rozwi- jała kiedyś w tym mieście potężną propagandę umysłowości? Gdzież ten niedawny Przemyśl, najżywotniejsze pod względem intelektualnym mia- sto w Małopolsce po Lwowie i Krakowie” 5? Winą za taki stan rzeczy obciąża autor inteligencję: „Dziś zamarło tempo rozmachu kulturalnego w Przemyślu, a przyczynę tego ponosi (!) — zawodowa inteligencja. Adwokat, lekarz, inżynier wstydzą się po prostu zajmować oficjalnie, choćby jako dyletanci, sprawami umysłowymi, nie należącymi do ich zawodów. To może popsuć opinię u klienteli. Istnieje w tych kołach prze- sąd, iż prawnika interesującego się czynnie literaturą, że lekarza, który występuje stale jako aktor w zespole amatorskim nie można poważnie traktować w ich życiowym fachu, jak gdyby ten, który jest majstrem sonetu nie potrafił dobrze pod prawniczym względem skonstruować ape- lacji... Jak gdyby operator nie mógł być głębokim Hamletem. [...]”6 Autor przytoczył przykład następujący: „Znałem pewnego aplikanta są- dowego, który napisawszy dramat o kapitalnych walorach scenicznych, żałował, że się zdradził przede mną, błagał mnie na wszystko, abym nikomu o tym nie wspominał, gdyż mogłoby mu to zaszkodzić przy egza- minie sędziowskim [...]” 7 Podkreśla się na łamach „Nowego Głosu Przemyskiego” osiągnięcie, jakim jest wybudowanie Domu Robotniczego z salą widowiskową; spra- wozdawca pisma nazwał go „Pałacem Pracy” 8. Ale jednocześnie padły uwagi o dysproporcji, jaką jest brak aktywnego życia kulturalnego miesz- kańców miasta. Tu doktorantka sformułowała od siebie: „[...] Wydaje się, że szerszemu ogółowi mieszkańców nadsańskiego grodu Dom Robotniczy znany był głównie dzięki wspaniałej sali widowiskowej goszczącej często przyjezdne zespoły (teatralne, operowe, operetkowe), będącej także siedzibą najlepszego w mieście kina. W sugerowanym modelu kultury w artykułach „Nowego Głosu Prze- myskiego” gmach ów miał stać się kuźnią proletariackiej kultury. [...] nie stał się nią w całym tego słowa znaczeniu. Nie można jednak w obrazie kulturowym Przemyśla pominąć pracy tej placówki. „Nowy Głos Przemyski” nie pomija żadnej okazji do zaznaczenia jej działal- ności”. Poświęcono wiele miejsca na łamach pisma teatrowi. Oto jak to zre- ferowała Rożniatowska, powołując się na artykuł Beli Balazsa, opubliko- wany w 1930 r.: 5 Marek Swida,, O polski regionalizm, „Nowy Głos Przemyski” 1925, nr 30. a Ibid. 7 Ibid. 8 Nasz „Pałac Pracy”. „Nowy Głos Przemyski” 1923, nr 52.
„[...] W poszukiwaniu formuły teatru plebejskiego redakcja sięgnęła do obcych wzorów: w trzech kolejnych numerach ,,Nowego Głosu Przemy- skiego” (12, 13, 14) z roku 1930 przedrukowano artykuł z 5 numeru „Die Weltbuhne” — z tegoż roku pt.: Teatr robotniczy. Z obszernego tekstu warto przytoczyć kilka zdań, mających charakter definicji: ,,[...] Teatr robotniczy, to poezja ludowa klasowo uświadomionego proletariatu. W swej funkcji przypomina on nieco stare ballady ludowe, w których również wygłaszano wiele niemiłych rzeczy pod adresem królów, książąt i tym podobnych niebezpiecznych gości [...]” „[...] Dziś w Europie jedy- nie teatr robotniczy posiada jednolitą widownię, swoją własną publicz- ność. W odziaływaniu sceny na widzów nie ma nic przypadkowego, bo prąd z niej płynący dąży tylko w jednym kierunku i natychmiast spoty- ka się z reakcją przewidzianą i niezawodną. Tu może być mowa o nowej technice dowcipu, gdyż publiczności wystarczają najdelikatniejsze aluzje. Tu operuje się nowymi skrótami, bo widzowie dokładnie wiedzą, o co chodzi, są to przecież ich wspólne sprawy [...]” 9. ,,[...] Proletariusz na swej własnej scenie nie występuje w charakterze bezbronnej ofiary. Przeciwnie, teatr robotniczy ukazuje go jako hardego przedstawiciela swej klasy, pełnego nadziei i ufnego w zwycięstwo.” [...] ,,[...] Za pomocą alegorii, masek, napisów, plakatów i karykatur odtwarza się tu konflikty wszystkich czynników ekonomicznych, społecznych i po- litycznych chwili bieżącej. I oto te niezmiernie ciekawe symboliczne i alegoryczne widowiska, przypominające swą formą zewnętrzną dawne pantomimy i widowiska marionetkowe — są czymś bezwzględnie nowym w dziejach sceny nowoczesnej, są produktem widowni proletariackiej, jej wyłącznie byt swój zawdzięczającym” [...] 10 11. Jak świadczą dalsze wywody autorki, pismo udzieliło „moralnego wsparcia” istniejącym zespołom, a przede wszystkim zespołowi robotni- czemu TUR: „[...] Sprawozdawcy odnotowują każde z przedstawień po- wstałego w 1928 r. zespołu, podkreślają fakt istnienia sceny robotniczej, aczkolwiek praca jej rwie się raz po raz, przedstawień w ciągu całego okresu istnienia tej scenki jest bardzo mało, repertuar słabiutki” u. Czytamy w dalszym ciągu: W r. 1932 sprawozdawca tygodnika napisał: „Wśród ciężkich warunków, zmagając się nieustannie z licznymi przeciwnościami, bytuje sekcja dramatyczna TUR. A jednakże istnieje i co więcej rozwija się i czyni postępy. Braki repertuaru i pewien łatwo zrozumiały i wytłumaczalny prymityw wystawy i efektów bledną i usu- wają się na plan dalszy dzięki rzetelnym wysiłkom i utalentowanej grze całego zespołu [...]” 12. Sprawozdanie dotyczy wystawionych siłami zespo- łu Białych fartuszków i Swatów Krumłowskiego”. Autorka przytoczyła za notatką sprawozdawczą pisma informację o tym, z jakim powodzeniem zespół przemyski TUR odegrał w pobliskim 9 Bela Balazs, Teatr robotniczy, (Przekł. z „Die Weltbuhne” 1930 nr 5). „Nowy Głos Przemyski” 1930, nr 12. 10 C.d. artykułu, cytaty z nru 13 i 14. 11 W przypisku odwołanie się do książki Z. Pełczyńskiego „Fredreum’’ i inne teatra przemyskie w latach 1696—1960, Kraków 1966. 12 J.G., Ze sceny robotniczej TUR, „Nowy Głos Przemyski” 1932, nr 7.
miasteczku Chłopów arystokratów i Łobzowian Anczyca. Tytuł notatki brzmiał: Sukces sekcji dramatycznej TUR w Zagórzu 13. Omówienie otrzymał także występ teatru ludowego w Markowej: prze- róbka Kruczkowskiego Kordiana i chama. O bibliotece TUR, o zorgani- zowanym kursie dla bibliotekarzy, o innych przejawach życia organizacji donosił „Nowy Głos Przemyski” stale. ,,Z internacjonalistycznych zało- żeń — podkreśliła Rożniatowska — wynika zainteresowanie i propago- wanie imprez żydowskich i ukraińskich”. Przy czym pismo uwypuklało, choćby w notatkach sprawozdawczych, „uczestnictwo inteligencji żydow- skiej w tworzeniu kultury polskiej”. Przykładowo: w siódmą rocznicę śmierci Żeromskiego Juliusz Gans wygłosił prelekcję, w której uwydat- nił „element społeczny w najcelniejszych utworach pisarza” 14. Ewolucję „modelu kulturowego” pisma ujęła autorka „w pewnym skrócie i uproszczeniu” następująco: „[...] od bardzo silnego (w pierwszych la- tach powojennych) powiązania z tradycjami narodowymi do coraz luź- niejszych związków z nimi na rzecz wytyczania perspektyw swoiście po- jętej kultury socjalistycznej: od bardziej teoretycznych rozważań po coraz wyrazistsze wiązanie założeń teoretycznych z praktycznymi zjawi- skami kulturowymi”. Wskazała na szczególnie znamienny artykuł przeciw OZN15. Tu padły sformułowania przeciw faszystowskim elementom w życiu narodu, wskazania o konieczności upowszechnienia kultury. Co- raz liczniej mnożyły się artykuły przeciw faszyzmowi, przypominające nazwiska wielkich pisarzy literatury światowej na „faszystowskim in- deksie: 16” Gide, Proust, Joyce, Huxley, Sinclair Lewis, dwaj Mannowie, dwaj Zweigowie. Z polskiej literatury wydobywał w tych latach „Nowy Głos Przemyski” nazwiska pisarzy awangardowych i lewicowych. Infor- mował lapidarnie o następujących: Helena Boguszewska, Emil Zegadło- wicz, Leon Kruczkowski, Wanda Wasilewska, Władysław Kowalski, Ju- lian Przyboś, Marian Czuchnowski, wreszcie poeci skupieni wokół organu pisarzy chłopskich „Nurty”. Zjawisko twórczości ludowej traktowano jako równorzędne z ogólnonarodową. Szeroko omawiany jest np. teatr ludowy w Markowej. Model kulturowy inspirowany w latach międzywojennych przez „Zie- mię Przemyską” określiła Rożniatowska jako „konserwatywno-kościelny, genezą tkwiący mocno w tradycjach dworów ziemiańskich”. Model „na- rodowy” opozycyjny był wobec modelu socjalistycznego i także wobec — prorządowego. Model elitarny, czemu autorka pracy nie nadała zabarwie- nia pejoratywnego. Elitaryzm polegał na zwróceniu uwagi ku szczytowym osiągnięciom kultury. Tu Stanisław Jerschina ogłosił obszerną pracę o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej17. Elitaryzm polegał na doborze współpracowników, czasem o randze krajowej. Polegał również na este- tyzmie, będącym zasadniczym kryterium ocen „ferowanych przez kryty- ków i recenzentów”, którym nawet strona narodowa nie przyćmiewa obiektywizmu. 13 „Nowy Głos Przemyski” 1932, nr 8. 14 Por. W hołdzie Stefanowi Żeromskiemu, „Nowy Głos Przemyski” 1934, nr 8. 15 Czy Ozon uszczęśliwi naszą kulturę? „Nowy Głos Przemyski” 1937, nr 36. 13 1938, nr 40. 17 Notabene praca nie „wychwycona” w bibliografiach Pawlikowskiej.
Wyraźny był też tradycjonalizm, częste nawiązywanie do przeszłości. Przymiotnik „narodowy” obok „katolickiego” był używany bardzo czę- sto. Ten pierwszy oznaczał także przeciwstawienie się reliktom kultury przeszczepionej w Galicji z Wiednia. „Tygodnik Przemyski” reprezentował kierunek sanacyjny, a więc mo- del „mało sprecyzowany, niedookreślony”. Był to model „kultowy”; wódz, legiony, armia — to symbole stanowiące „jakby siłę napędową akcji i ini- cjatyw”. Miasto „zdominowane w składzie ludnościowym przez żywioł militarny” było podatne na „militaryzację kultury”. Wiele miejsca poświę- cano imprezom odbywającym się w Kasynie Garnizonowym. „Tygodnik” informował o zrzeszeniach podoficerskich, o odczytach i kursach organi- zowanych przez Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet; pismo popierało patronat wojskowy nad akcjami kulturowymi, np. uczestnictwo oficerów w akademiach, imprezach artystycznych. Z radością powitano fakt otwarcia świetlicy w Zbrojowni18. Pismo ogłaszało tradycyjne konkursy Chórów Strzeleckich, odnotowywało osiągnięcia teatralne zrzeszeń takich jak Związek Strzelecki, Związek Rezerwistów. Partię poświęconą „Wzlotom” jako już ogłoszoną drukiem („Rocznik Przemyski” 15/16) autorka pominęła wT maszynopisie całej pracy. Długi, zasadniczy dla pracy, rozdział III, przyjął tytuł sformułowany przez Józefa Birkenmajera 19: „miasto nad piszącą rzeką”. Idzie bowiem o to, że San pod Przemyślem przypomina litery SAN. Podkreśliła do- ktorantka, że nad „jedyną w świecie rzeką, która się sama umie podpi- sać” rozrosło się miasto ludzi piszących. Jednym z najważniejszych źró- deł kultury Przemyśla w tych latach była szkoła. Od r. 1890 po pierw- szą wojnę światową obszerny był kurs literatury polskiej, szczególnie uwzględniano „trzech wieszczów”. Poznawano też literaturę okresu rea- lizmu i Młodej Polski, dla pokolenia ówczesnego jeszcze współczesną. Pięknie napisała o tym doktorantka: „W pamięci pokolenia przemyślan, którego edukacja w szkole śred- niej przypadała na czasy międzywojenne, przetrwały do dziś sylwetki hu- manistów, filologów klasycznych, historyków, polonistów rozmiłowanych w literaturze, co była niegdyś ich własnej młodości drogowskazem. Nau- czyciele ci byli dla młodzieży urodzonej w wolności twórcami żywego kontaktu pomiędzy współczesnością a wielką literaturą XIX wieku i prze- łomu ostatnich dwu stuleci. O pięknej formie przekazu, o stylu i języku, jakim mówiono w ówczesnej szkole średniej o Mickiewiczu, Słowackim, Wyspiańskim, Tetmajerze — krążą dziś legendy (np. o lekcjach Stanisła- wa Jerschiny, o jego publicznych odczytach). Na gruncie tak poznawanej i doznawanej literatury, już klasycznej, mogła ukształtować się u naj- młodszej generacji obywateli starego grodu recepcja właściwa literatury nowszej, dowodem rozpoczynania się tego procesu są zamieszczane w lo- kalnej prasie i w czasopismach młodzieżowych debiutanckie utwory (przeważnie poetyckie) oscylujące pomiędzy tradycyjną poetyką a wzo- rami piśmiennictwa nowszego. [...] Nie można jednakże w rozważaniach 18 O świetlicę w Zbrojowni, „Tygodnik Przemyski” 1936, nr 16. 19 Miasto nad piszącą rzeką, „Kurier Poznański” 1932, nr 502, przedr.: „Ziemia Przemyska” 1932, nr 49.
tych pominąć zupełnie wpływu klasycznego gimnazjum męskiego im. Ka- zimierza Morawskiego i bardzo aktywnego środowiska filologów klasycz- nych. Efektem działalności szkoły i środowiska jest kult dla antyku i polskiego Renesansu”. W dalszym ciągu maszynopis zawiera tekst podrozdziału opublikowa- nego pt. W kręgu miłośników myśli i kultury antycznej w „Roczniku Przemyskim” 17/18. Przechodząc następnie do omówienia „romantyzmu żywego”, Rożnia- towska przypomniała tradycje nauczania „trzech wieszczów” w szko- łach galicyjskich na przełomie wieków i wyliczyła wydane w Galicji w tym czasie prace o wielkich romantykach. Zacytowała fragment z ogło- szonych w „Tygodniku Przemyskim” wspomnień szkolnych, świadczący o tym, jak w przemyskiej szkole przyjmowano Pana Tadeusza: „Rumianego „promusa” o wdzięcznych ruchach recytującego na pa- mięć całą XII księgę Pana Tadeusza — nazywano Panem Tadeuszem — Wojski zawdzięczał swój pseudonim zdolnościom organizacyjnym i temu, że złożywszy dłoń w trąbkę, znakomicie wygrywał hejnały — Rębajłą nazwał jeden z profesorów rosłego i ciężko wysławiającego się ucznia o niezwykle otwartym i rycerskim postępowaniu. Miano Robaka nosił ci- chy i skromny, o smutnym wyrazie twarzy, bardzo uzdolniony chłopak. Wreszcie Maciek — kurek na kościele, był to smukły i szczupły, o gar- batym nosie i nerwowych odruchach i słabym wzroku chłopak, dobry do rady, swady, posiadający szeroki światopogląd i zdolności przenika- nia charakterów. Nie brakło również i „niedźwiedzia”, a miano to nosił godnie siłacz klasowy, o długich rękach, bujnej czuprynie, objawiający swoje humory mruczeniem [...] Gdy nadszedł czas, większa część klasy wyruszyła w pole i sporo ich legło [...]” 20. U progu niepodległości Polski komentarz do Pana Tadeusza wypraco- wała nauczycielka Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego w Przemy- ślu 21; wymienił go w biografii Stanisław Pigoń w swym monograficz- nym wstępie do mickiewiczowskiej epopei w Bibliotece Narodowej (1925). Rożniatowska napisała o nim: „„Opracowanie nie ma nic wspólnego z popularnymi w czasach owych „brykami”. Sprawia to wykład wyrażający się sumiennością i dużą kul- turą literacką autorki i pietyzm dla dzieła mickiewiczowskiego. [...] Unikając wszelkich „wiwisekcyjnych” zabiegów na żywym organiz- mie utworu, autorka sprowadza swą rolę do funkcji światłego i rozko- chanego w przedmiocie — przewodnika po litewskich porach i borach, widzianych oczyma Poety.” Kult Piłsudskiego sprawił, iż nauczyciel Seminarium Żeńskiego Bar- tłomiej Groch opublikował na łamach „Tygodnika Przemyskiego” arty- kuł pt. Józef Piłsudski urzeczywistnieniem naszej poezji wieszczej 22. Nie 20 Wspomnienie szkolne, „Tygodnik Przemyski” 1933, nr 23. 21 Anna Fischerówna, „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, Przemyśl 1922. 22 „Tygodnik Przemyski” 1928, nr 11.
tylko ów nauczyciel z Przemyśla pisał wtedy: „Imię jego 44”. Mógł oprzeć się na artykule Stanisława Kolbuszewskiego, późniejszego profesora uni- wersytetu w Rydze, a następnie we Wrocławiu, pt. Czterdzieści i cztery a nie czterdzieści cztery 23. Innym „przykładem sprowadzenia kultu poe- ty na manowce partyjnych rozgrywek” był artykuł usiłujący oczyścić Mickiewicza z pomówienia o filosemityzm 24. „Niemałą zasługę w szerzeniu kultu Mickiewicza miała — od czasów jeszcze zeszłowiecznych scena” — konkludowała doktorantka, przypomi- nając fakt wystawienia Dziadów części III jeszcze w listopadzie 1879 r. przez Przemyskie Towarzystwo Dramatyczne25. I dalej napisała: „Do tradycji, którą dziedziczy dwudziestolecie, należały wieczory mickiewi- czowskie w szkołach. Wagę jednak szczególną w recepcji twórczości Poety ma kult dramatu Mickiewicza, zwłaszcza zaś Dziadów część III. Wydarzeniem nie tylko artystycznym stało się wystawienie w roku 1921 tego dramatu siłami zespołu „Fredreum”. Prolog do inscenizacji napisała wierszem Anna Fischerówna 26. Sprowadzenie zwłok Słowackiego na Wawel upamiętniła redakcja „Ziemi Przemyskiej” numerem, w którym na pierwszej stronicy pomie- szczono portret Słowackiego z podpisem: „Z hołdem całego Narodu — u trumny Króla — Ducha, którego szczątki doczesne po 78 latach roz- łąki z Ojczyzną spoczęły na królewskim Wawelu, łączy się prastara Zie- mia Przemyska”. Był Słowacki szczególnie bliski miastu, w którym nauczycielami języ- ka polskiego byli przeważnie wychowankowie Uniwersytetu Jana Kazi- mierza, słuchacze Juliusza Kleinera i czytelnicy jego monografii poświę- conej poecie. Helena Robliczkowa w artykule pt. W krzemienieckiej do- linie (Słowacki: Godzina my ślij27 28 zajęła się specjalnie sztuką przedsta- wienia miasteczka rodzinnego poety, sztuką portretowania. Pisała: „Ni- by na doskonałym szkicu przesuwa się przed nami to miasto szczegół po szczególe, w precyzyjnych i bardzo dokładnych konturach. Talent ry- sownika wspomaga niewąpliwie siłę wyobraźni”. Przemyska Książnica Naukowa wydała opracowania: Króla — Ducha przez Mariana Piątkiewicza (wraz z tekstem, 1923), pożyteczne szkolne wydanie poematu, będącego wówczas lekturą (przynajmniej rapsod 1); nadto komentarze do Anhellego (Tadeusz Charzewski, 1923), do Jana Bieleckiego2S, do Księdza Marka, do Ojca zadżumionych, do Kordiana, do Snu srebrnego Salomei, do Mazepy, do Balladyny — wszystkie Hen- ryka Sawicza (1923—1924). Zgodnie z obyczajami przyjętymi wówczas 23 „Kurier Poznański” 1928, nr 444, omówienie B. Grocha pt. Źródłowe zrozu- mienie zagadnienia: Czterdzieści i cztery. „Tygodnik Przemyski” 1929, nr 49. 24 Gustaw Paszkiewicz, Adam Mickiewicz a Żydzi, „Ziemia Przemyska” 1933, nr 35. 25 W przypisku zacytowana pracę Z. Pełczyńskiego o Fredreum, por. przyp. 11. 26 Był zamieszczony w Jednodniówce „Fredreum” z 1920 r., fragment przedru- kowano w wydawnictwie 100 lat Fredreum 1869—1969. Kraków 1969. Uszedł uwagi wydawcy antologii Adam Mickiewicz w poezji polskiej i obcej 1818—1855—1955, Wrocław 1961. 27 „Wzloty” 1937, nr 23. 28 Nie zauważony w bibliografii Wiktora Hahna w Dziełach wszystkich J. Sło- wackiego. 5 — Rocznik Przemyski
w dydaktyce szkolnej, w profilu Książnicy Komentarzy leżało — jak po- przednio w serii Arcydzieła Polskich i Obcych Pisarzy — m. in. stre- szczenie utworu. Doktorantka cytuje z komentarza Charzewskiego do Anhellego sformułowanie: Rozdział: „Wśród kart poematu” (Przegląd treści) zaopatrzony jest przypisem: „Rozdział powyższy jako streszczenie poematu w mowie codziennej mógłby słusznie uchodzić za estetyczne świętokradztwo (podkr. moje — IPR), gdyby miał zastąpić lek- turę poematu. [...]” 29 Na łamach „Nowego Głosu Przemyskiego” E. H. zrecenzował niemie- cki przekład Anhellego pióra Arnolda Gahlberga, opublikowany w Wiedniu (1922) 30, pochwaliwszy zarówno szczęśliwe rozwiązania posz- czególnych trudnych problemów przez tłumaczenie, jak i bibliofilskie wy- danie. Doktorantka, przypomniawszy, że „komentarze” dotyczyły utworów Słowackiego z okresu mistycznego, snuła refleksje nad żywotną wów- czas (dziedzictwo Młodej Polski) recepcją szczególną tego okresu twór- czości poety. Komentarze miały schemat: geneza, streszczenie, rozbiór treści, charakterystyka osób, rozbiór artystyczny, idea i znaczenie utwo- ru — schemat zgodny z ówczesną dydaktyką. Rozdziały dotyczące idei miały jedną wspólną dążność — „do wychowania młodego pokolenia w duchu patriotyzmu”. Ideały epoki romantycznej przymierzano łatwo do współczesności, nie licząc się z inną rzeczywistością. Dał się odczuć wyraźny prymat „treści” nad „formą”. Mieczysław Adamowski, autor komentarza do Irydiona (1923), zamk- nął analizę dramatu rozdziałem zatytułowanym: Zmartwychwstała, two- rząc sztuczną paralelę pomiędzy dziejami Rzymu i czasami zaborów w naszym kraju. Aktualności Irydiona dowodziła Helena Robliczkowa na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej w artykule ogłoszonym w „Ziemi Przemyskiej” 31. Na scenę przemyską wprowadzono oprócz Dziadów, o czym była mo- wa, także Mazepą i Horsztyńskiego. Kult Norwida był w początkowej fazie dwudziestolecia międzywo- jennego mniejszy niż „trzech wieszczów”. Rożniatowska wydobyła zna- mienny cytat z Charzewskiego komentarza do Anhellego: „Norwid zło- żył hołd Anhellemu dopiero w 1860 r. w swych prelekcjach o Sło- wackim. W wyrazie był hołd ten mętny, zawiły, dla słuchaczy mało przystępny, skoro autor na jasność nie zdołał się zdobyć nie tylko w słowie, ale w fantazji i ideach, (podkr. moje — IPR) świadczył jednak o odczuciu piękna i głębi poema- tu” 32. Jeszcze później ukazał się na łamach „Wzlotów” artykuł pt. Poeta niezrozumiały 33. Według autora, Adama Bukowskiego, utwory Norwida 29 Tadeusz Charzewski, „Anhelli” Juliusza Słowackiego, Oprać. ... Przemyśl 1923, s. 8. 30 „Anhelli” w niemieckim przekładzie, „Nowy Głos Przemyski” 1922, nr 45. Recenzja nie zauważona w Bibliografii W. Ha*hna w J. Słowackiego Dziełach wszystkich. 31 Idź na ziemię mogił i krzyżów. (W stulecie „Irydiona”). „Ziemia Przemyska” 1936, nr 14. 32 T. Charzewski, „Anhelli” Juliusza Słowackiego, Przemyśl 1923, s. 31. 33 Adam Bukowski, Poeta nie zrozumiały, „Wzloty” 1937, nr 7.
mają „tę wspólną cechę, że są trudne do zrozumienia”. Przemyski „nor- widolog” zasłaniał się autorytetem Mariana Zdziechowskiego, cytując jego wypowiedź z 1897 r. z dzieła Byron i jego wiek, a więc sprzed od- krycia Miriamowskiego: ,,[...] pism tych mimo najszczerszych chęci nie byłem w stanie zrozumieć, pisać o nim więcej nie mogę. Może kto inny szczęśliwszy ode mnie odgadnie myśli, zawarte w potoku ciem- nych, zawiłych, nieznośnie afektywnych okresów Rożniatowska przytoczyła z artykułu Z. Łobazowskiego O pirandel- lizmie34 zdanie: „Pirandello jest poetą, filozofem, trudnym do zrozu- mienia, podobnie jak u nas Norwid”. Po czym słusznie dodała od siebie: „Abstrahując od bezzasadności tego porównania — wysnuć można wnio- sek, że Norwid był ciągle jeszcze nie czytany, że bariera trudności re- cepcyjnych była, mimo iż norwidologia nasza w dwudziestoleciu między- wojennym była w stanie rozświetlić owe ciemności i zawiłości, jakie wynikały głównie z trudności nastrojenia słuchu pieszczonego melodią wiersza Słowackiego, pieniami młodopolskimi oraz z oporów w odbio- rze liryki „atakującej” sferę przeżyć emocyjnych via intelekt”. Wskazała następnie: „Ambasadorem Norwida w Przemyślu stał się młody norwidolog Stanisław Jerschina. Biała ręka na klawiaturze to ty- tuł jego pięknej pracy o motywie muzyki Szopena w poezji polskiej — od pseudoklasycznego utworu Kaplińskiego po utwory XX wieku 35 36 37. W tym artykule poczesne, najwybitniejsze miejsce przypadło oczy- wiście Norwidowi, nie tylko jako autorowi Fortepianu Szopena3B, ale i Czarnych kwiatów, i Promethidiona. Zauważyła następnie doktorantka, że „Ruch Literacki” w 1933 r. tuż obok rozprawy Stanisława Cywińskiego Stanowisko Norwida w litera- turze, a więc rozprawy najwybitniejszego w tym czasie norwidysty, po- mieścił pracę Jerschiny Uwagi nad ,,Purytonizmem” Norwida 31. Uczenie przemyślan rozumienia Norwida, „jakiej to edukacji nie szczędził” wy- bitny przemyski polonista, wynikało z jego rzetelnych studiów. Dokto- rantka jak najsłuszniej przytoczyła słowa uznania, jakim autora Uwag nad „Purytanizmem” Norwida obdarzył Wacław Borowy38. Przypom- niała także sprawozdanie Heleny Roblicżkowej z odczytów dra Jerschiny wygłoszonych w Przemyślu 39. Jerschina objawił przemyślanom, że „styl Norwida streszcza się w prostocie będącej jednak wyrazem najwyższej doskonałości”, że „ludowość Norwida daleka jest od kataryniarskiej lu- dowości Pola, jest to ludowość o głębi i dynamice szopenowskich mazurków, kujawiaków, w których drga to, co najistotniejsze, najpotęż- niejsze w psychice narodu”. Sprawozdawczyni zaznaczyła, że „piękna pogadanka” była „nagrodzona gorącymi i rzęsistymi oklaskami”. We- dług Rożniatowskiej, programy dawnej szkoły galicyjskiej, w której 3* „Wzloty” 1937, nr 23. 35 Stanisław Jerschina, Biała ręka na klawiaturze, „Wzloty” 1936, nr 13—14. 36 Dodajmy: Jerschina ogłosił już po II wojnie światowej analityczny artykuł pt. Fortepian Szopena. „Zdrój” 1946, nr 6. 37 „Ruch Literacki” 1933, R. 8, nr 3, s. 43 i nast. 38 Cytowała za: W. Borowy, O Norwidzie. Rozprawy i notatki, Oprane. Zofia Stefanowska. Warszawa 1960, s. 237. 39 Z sali wykładowej. Cyprian Norwid, (prelekcja dra Jerschiny). „Tygodnik Przemyski” 1938, nr 21.
uwzględniano szeroko Pola, Lenartowicza, Ujejskiego, Syrokomlę i in- nych, a brakło miejsca dla Norwida, spowodowały, że zjawisko „nie- zrozumiałości” poezji Norwidowej dłużej utrzymało się w Przemyślu niż gdzie indziej, natomiast właśnie romantycy krajowi byli tu popular- ni, a Fredro — patron najdłużej trwającego w Polsce teatru amatorskie- go — był odbierany przede wszystkim poprzez scenę. Kult dla ideowych i artystycznych wartości epoki realizmu istniał w Przemyślu naturalnie. Doktorantka wydobyła z artykułu Wacława Szarleja O kadenizowaniu40 sformułowanie: ,,[...] Takie nadużywanie języka zamiast aż proszącej się prostoty i naturalności jest zabawą de- nerwującą i przykrą. Mimowoli przypomina się piękno prostoty języka Elizy Orzeszkowej (podkr. moje IPR)”. Sformułowanie to osadziła w kontekście, przypominając, że słowa te wypowiedziane by- ły w chwili, gdy istniało już wielkie dzieło Marii Dąbrowskiej. I przy- pomniała także, iż dowodem pamięci o pięćdziesięcioleciu Nad Niemnem było zamieszczenie we „Wzlotach” studium Stefana Kołaczkowskiego pt. Epika Orzeszkowej41 42. Kult Sienkiewicza był w Przemyślu w tych latach większy. Sprowa- dzeniu zwłok pisarza do kraju (1924) towarzyszył artykuł młodego wów- czas nauczyciela, na zawsze związanego z Przemyślem, Stanisława Jurka, pt. Pouzrót Hamleta do Ojczyzny20. Jest to przede wszystkim ucz- czenie w Sienkiewiczu autora Trylogii. Anna Fischerówna, wkrótce po wydaniu komentarza do Pana Tadeusza, opublikowała analogiczny do Ogniem i mieczem. W dniu 26 października 1924 r. zorganizowano aka- demię ku czci Sienkiewicza. Chór Towarzystwa Muzycznego odśpiewał Gaudę Mater1 Polonia, odegrano fragment III Symfonii Beethovena. Przemówienie okolicznościowe wygłosił późniejszy profesor filologii an- gielskiej w UJK i w UJ, Władysław Tarnawski43. Kazimiera Rychte- równa recytowała fragmenty Quo vadis? Równocześnie Koło Towarzy- stwa Szkoły Ludowej im. Henryka Sienkiewicza oddało swemu patrono- wi hołd recytacjami fragmentów z Krzyżaków i ukazaniem Trylogii w obrazach świetlnych 44. Wśród komentarzy Książnicy Naukowej zjawiło się opracowanie Krzyżaków, pióra historyka, nauczyciela gimnazjalnego w Przemyślu, Jana Kramera (1929), napisane według schematu: Tło historyczne, prze- gląd treści. Budowa powieści. Słownik 45. Kramer podkreślił patriotyzm Sienkiewicza, przypomniał jego antyniemieckie wystąoienia publicy- styczne. W roku następnym, 1930, Kramer opublikował komentarz do Rodziny Połanieckich. Doktorantce nie udało, się dotrzeć do egzemplarza Kramerowego opracowania Potopu (1928), poznała z późniejszych reedy- 40 „Wzloty” 1934, nr 1, s. 2. 41 1937, nr 24, s. 1, nr 25, s. 1. Przedr. z „Tygodnika Ilustrowanego” 1937, nr 13, s. 246—247, nie wychwycony [w:] Józef Spytkowski, Bibliografia pism Stefana Ko- łaczkowskiego. [w:] St. Kołaczkowski, Pisma wybrane, t. 2, Warszawa 1968. 42 „Ziemia Przemyska” 1924, nr 43. 43 Zamieściła go pt. Odczyt o Sienkiewiczu dra Władysława Tarnawskiego, „Ziemia, Przemyska” 1924, nr 44—45. 44 Przemyśl w hołdzie Sienkiewiczowi, „Ziemia Przemyska” 1924, nr 44. 45 Należy zaznaczyć, że Słownik dołączyła również do komentarza Ogniem i mieczem A. Fischerówna (1924).
cji komentarz Henryka Życzyńskiego do Quo nadis? (1923, 1925); tym razem zresztą osoba autora nie była związana z Przemyślem. Rożniatowska wydobyła z zapomnienia przemyskiego epiloga trady- cji Sienkiewiczowskich w prozie, Zdzisława Gródeckiego. Opublikował on na łamach Ziemi Przemyskiej” (1929, nr 1—3) utwór pt. Zdobycie miasta. Obrazek historyczny z roku 1418-, ten sam tygodnik publiko- wał jego powieść Bolko Śmiały w Przemyślu (1929, nry 11—46), wydaną następnie osobno (1929). Bolko Śmiały — jak zauważyła doktorantka — ustylizowany został na podobieństwo Jagiełły z Krzyżaków i Jeremiego Wiśniowieckiego. Wątek miłosny rozwija się równolegle do historycz- nego: mężny Mścibój ma żonę Zbigniewę, porwaną przez zakochanego w niej ruskiego wojownika Wasy łka. Liczne sceny konstruowane według Sienkiewiczowskiego modelu. Wyraźnym nawiązaniem do Sienkiewicza była powieść Pan Wołodyjowski na kresach; ,,Ziemia Przemyska” po- mieściła X rozdział powieści pt. Wyprawa Wołodyjowskiego na kresy (1929 nr 52). Bohaterowie Trylogii osadzeni zostali w wydarzeniach 1920 roku. Przemyślanka nie przeceniła twórczości Gródeckiego, wskaza- ła jej epigoństwo, nawiązując w stylu nie tylko do Sienkiewicza, lecz i do Kraszewskiego. W publicystyce na łamach czasopisma przemyskiego dopatrzyła się autorka pracy stylizacji na prozę ukształtowaną przez Prusa, Orzeszko- wą i Sienkiewicza. Przegląd „młodopolskich fascynacji” rozpoczęła przypomnieniem ar- tykułu H. Robliczkowej poświęconego Kazimierze Zawistowskiej 4G, któ- ra nawiązała do słów Miriama—Przesmyckiego o poetce („krynica naj- czystszych wzruszeń” itp.). Kult Wyspiańskiego był oczywiście znaczny przez całe dwudziestolecie. Inscenizację Wesela (1919) na deskach Teatru Polskiego w Przemyślu upamiętniła recenzja w przemyskiej prasie46 47 48. Reżyserem był Henryk Cudnowski, autor Niedyskrecji teatralnych. Uro- czysty wieczór ku czci Wyspiańskiego odbył się w Przemyślu staraniem Fredreum w 25-lecie śmierci poety, 4 listopada 1932 r. Sprawozdanie H. Robliczkowej wspomina o Veni Creator „w przepięknej interpretacji p. Fifagrowiczowej”. Ponadto wykonano Pogrzeb Kazimierza Wielkiego i śmierć. Barbary Radziwiłłówny z dramatu Zygmunt August™. We wstępnym artykule rocznicowym ogłoszonym 26 listopada 1932 r. pt. W hołdzie wieszczowi49 określono Wyspiańskiego mianem „największy po trójcy naszych wieszczów”. Stwierdzono tam, że poeta „za życia zwalczany i często niedoceniany, stanowi najczystsze wcielenie narodo- wego geniuszu polskiego, który z niezwykłą mocą objawił się w jego wspaniałych dziełach”. Nie obeszło się bez partyjnych rozgrywek. „Ziemia Przemyska” obu- rza się w artykule pt. Monopol na Wyspiańskiego 50 na wykorzystywa- 46 Wśród purpurowych makóło. (Pamięci Kazimiery Zawistowskiej), „Wzloty” 1936, nr 16. 47 (eh): Wesele (Maski), „Nowy Głos Przemyski” 1919, nr 50. (Bibliografia opra- cowana, przez Marię Stokową w Dziełach zebranych St. Wyspiańskiego rozwiązała autorstwo: Emil Haecker). 48 H, Robliczkowa, Wieczór Wyspiańskiego, „Ziemia Przemyska” 1932, nr 37. 49 „Ziemia Przemyska” 1932, nr 48. 50 „Ziemia Przemyska” 1932, nr 53.
nie Wyspiańskiego przez sfery sanacyjne. Wspomniany i bardzo zasłu- żony dla kultury Przemyśla, Jerschina, w numerze „Tygodnika Prze- myskiego”, poświęconym w całości Piłsudskiemu z racji jego imienin zamieścił felieton pt. W poszukiwaniu symboli, wykazujący „wspólno- tę idei między Wyspiańskim a Piłsudskim” 51. Fredreum w 1932 r. wystawiło Sędziów. Za wyborem sztuki przema- wiała — zdaniem Rożniatowskiej — kameralność dramatu, różniąca go od monumentalnych dzieł „teatru ogromnego”. Przedstawienie poprze- dziła prelekcja H. Robliczkowej; według sprawozdania „Nowego Głosu Przemyskiego”, prelekcja trwająca półtorej godziny poprzedzająca przed- stawienie półgodzinne zepsuła nastrój52. Artykuł Z. Łobazowskiego pt. Czy możną mówić o ejdetyzmie u Wyspiańskiego? 53 już samym tytułem nawiązuje do głośnej w czwartym dziesiątku lat naszego wieku rozprawy Wincentego J. Ostrowskiego Wyobraźnia ejdetyczna Stanisława Wy- spiańskiego (Poznań 1934). Przemyślanin stoi na stanowisku odrzucenia sugestii o ejdetyzmie wyobraźni twórcy Wesela. Dramaty Rydla: Zaczarowane koło i Betlejem polskie często jawi- ły się na deskach teatru Fredreum. Z prozaików doby Młodej Polski uwagę szczególną zwrócił Stefan Żeromski. Robliczkowa wygłosiła na zebraniu Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych prelekcję, którą pt. Kult Polski w twórczości Żeromskiego i tragizm „Przedwiośnia” opublikowała w kilku kolejnych numerach „Ziemi Przemyskiej” 54. Autorka podkreśliła polskość i ponad- partyjność pisarza, zmierzała do wykazania, iż pisarz reprezentował w całej twórczości myśl polityczną bliską Narodowej Demokracji, Przed- wiośnie odczytała jako groźne memento rzucone przez autora narodowi. Motyw morza w literaturze polskiej śledził Karol Wierczak 55 w artykule napisanym z okazji Święta Morza, w którym hasła walki o ziemie za- chodnie Jana Ludwika Popławskiego i Romana Dmowskiego wiązał z tym, co Żeromski wyraził w Wietrze od morza. Żeromskim — społecz- nikiem zajęła się Robliczkowa w eseju Walka z chimerą duszy zamiesz- czonym we „Wzlotach”56. Rozważała tam przede wszystkim problem wewnętrznego rozdarcia bohaterów Żeromskiego od Ludzi bezdomnych począwszy. Z okazji gościnnego występu Reduty z Przepióreczką, w której Os- terwa miał swą popisową rolę Przełęckiego, recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego” snuł rozważania o społecznych akcentach w dramacie Żeromskiego57. Problematykę, a nie wartości artystyczne, uwypuklił recenzent ukrywający się pod kryptonimem „B. Śt.”, gromiący „nie- moralność” Panny Maliczewskiej Gabrieli Zapolskiej, wystawionej przez 51 „Tygodnik Przemyski” 1933, nr 12. Tamże St. Jer(schina), Twórczość Wy- spiańskiego a ideologia Marszałka. 52 WIR, Inauguracja sezonu teatralnego we Fredreum: „Sędziowie” Wyspiań- skiego, „Nowy Głos Przemyski” 1932, nr 37. Rożniatowska zauważyła, iż przed- stawieniu Sędziów poświęcono tylko 18 wierszy z pominięciem samego przedstar- wienia. 58 „Wzloty” 1937, nr 25. 54 1932, nr 16—22. 55 Nie ma Polski bez Pomorza, „Ziemia Przemyska” 1933, nr 28. 58 1936 nr 15. 57 Maks. Lot, Uciekła mi przepióreczka, „Nowy Głos Przemyski” 1938, nr 25.
zespół teatralny „Gwiazdy” w 1932 roku58. Na Żeromskiego spogląda- no z różnych stanowisk: „Ziemia Przemyska” odnotowała w marcu 1932 r. fakt odczytu ks. Wąsika w sekcji polonistycznej TNSW pt. Wia- ra w utworach Żeromskiego. Żeromski był w dwudziestoleciu międzywo- jennym klasykiem czytywanym powszechnie. Rożniatowska zauważyła w esejach Robliczkowej, szczególnie zasłużonej dla kultu pisarza, od- woływanie się do powszechnej znajomości wszystkich jego utworów. „Tygodnik Przemyski” uczcił nekrologowym artykułem pamięć Sta- nisława Przybyszewskiegos9. Autor sformułował myśl, iż zmarł „naj- większy bodaj pisarz współczesnej Europy”, myśl, że „nie w głoszeniu nauki o nagiej duszy tkwi zasługa Przybyszewskiego, lecz w zeurope- izowaniu polskiej literatury, w zastrzyknięciu jej zdrowej duszy — tych dwóch tajemniczych ingrediencji, których poezja potrzebuje: tajemnicy i grzechu. [...]” Epigoństwo wobec młodopolskich tendencji poetyckich zauważyła Rożniatowska w wierszach zamieszczanych we „Wzlotach”. Z tego sta- nowiska oceniła i pokrótce zanalizowała sonet Marii Gramskiej pt. Mój wirydarz60, Justyna Gramskiego wiersz pt. Samobójca (tam znamienny wers: Próchno się sypie z ram okien mej duszy)61 i inne, w których wskazywała na tony tetmajerowskie, kasprowiczowskie... Przytoczyła obok wierszy także i próbki prozy stylizowanej na młodopolską, m. in. utwór Z. Łobazowskiego Legenda. Przypomniała reprezentatywny dla stylu okolicznościowej publicystyki nekrolog Piłsudskiego pt. W nie- śmiertelnej chwale &2, w którym po kilku zdaniach epigońskich w sto- sunku do wyrażeń młodopolskich zacytowano pierwszą oktawę rapsodu Wyspiańskiego Kazimierz Wielki. Podrozdział pt. Młodopolskie fascyna- cje zakończyła doktorantka stwierdzeniem: „Młodopolskie fascynacje” sprowadzające się do kultu czołowych twórców poprzedniej epoki, do szukania potwierdzenia różnorakich politycznych „wiar” w dziełach tychże twórców, wreszcie, do prób literackich, wyraźnie naśladowanych — są niewątpliwie dowodem kultury literackiej ówczesnej inteligencji przemyskiej, kultury zakorzenionej głęboko, choć anachronicznej”. Nowości literackie wchłaniali przemyślanie stosunkowo powoli. Długo występowano przeciw „rebusowej” poezji; dopiero w ostatnich kilku latach dwudziestolecia międzywojennego „pojawiają się w prasie prze- myskiej utwory poetyckie twórców miejscowych inspirowane poezją Skamandra czy nawet awangardy”. Mniejsze stosunkowo opory budzi proza. Recenzent podpisany kryptonimem W. S. atakował Jana Brzękow- skiego słowami: „Poezja Brzękowskiego i całej Awangardy wymaga du- żego wysiłku myślowego w rozwiązywaniu i odgadywaniu znaczenia zagęszczonego ekstraktu poezji”; „[...] każdy z tych wierszy (pisze dalej autor) — rzec można nawet każde zdanie, czy zwrot poetycki, ma róż- 58 „Ziemia Przemyska” 1932, nr 7. Nb. szczegół nie znany Jadwidze Czachow- skiej, autorce monografii biograjiczno-bibliograficznej o Gabrieli Zapolskiej. 59 Leon Turteltaub, Stanisław Przybyszewski (6 V 1868 — 23X11927), „Tygodnik Przemyski” 1925, nr 15. 60 „Wzloty” 1934, nr 1. 81 „Wzloty” 1934, nr 2. « „Wzloty” 1935, nr 7.
ne znaczenie, tak że rozwiązywanie tych wieloznaczności po myśli au- tora jest nużące i przysparza czytelnikowi wiele trudności [...]” 63 Inny recenzent poezji współczesnej wskazywał na to, że okres obecny jest okresem poszukiwania nowych dróg, epoką „o powstającym dopiero stylu” 64. Felietony O młodej poezji pisywał w szeregu numerów „Wzlo- tów” (1934—1935) Zdzisław Łobazowski. Jest to według oceny dokto- rantki nieudana prezentacja szkół poetyckich i poszczególnych autorów. Przekręciwszy nazwisko Flukowski na Klukowski, nie sprostowano omyłki. „Przemyscy krytycy literaccy” zwrócili się także o pomoc do krytyka o znaczeniu ogólnopolskim: autorem rubryki Wśród poetów w jednym z numerów „Wzlotów” (1935, nr 7) był Stefan Napierski. Doktorantka zauważyła, iż mikrorecenzje Napierskiego ze zbiorów wy- danych w latach 1931—1933 ogłoszone w jednej kolumnie w parę lat potem były z pewnością przedrukami z innych czasopism, ale stanowi- ły „wzór dobrej syntetycznej komunikatywnej recenzji, napisanej przez wrażliwego czytelnika — poetę”. Wskazała, że „mówiły o tym jak my- śleć (podkreślenie IPR) o poezji nowszej” i to jest ich zaletą. W 1935 r. „Wzloty” zamieściły (w numerze 6) artykuł o twórczości Tuwima podpisany kryptonimem P. St. (Nb. nie „wychwycony” w bi- bliografii opracowanej przez Janusza Stradeckiego). Rożniatowska oce- niła ów artykuł jako mający „wszelkie cechy dobrze skonstruowanego wykładu ilustrowanego cytatami” i zarysowującego „sylwetkę literacką” poety. Tenże P. St. zamieścił w tymże numerze „Wzlotów” artykuł Sło- nimskiego jako komediopisarza. Rożniatowskiej wydał się „ciekawszy i bardziej orientujący w percepcji twórczości skamandryckiej” felieton Z. Łobazowskiego poświęcony tomikowi Wierzyńskiego Wolność tragicz- na 65. Ten sam numer „Wzlotów”, w którym ukazał się felieton, przy- niósł także esej St. Jerschiny pt. Liryka Marii Jasnorzewskiej. Odznacza się on, według doktorantki, „równowagą pomiędzy emocyjną i intelek- tualną recepcją literatury”. Jerschina obrał „rolę przewodnika po dro- gach i ścieżkach liryki poetki”, skupiwszy się „na zasadniczych moty- wach dla tej liryki charakterystycznych”. Jerschinę wyróżniła dokto- rantka chlubnie spośród innych przemyskich recenzentów liryki współ- czesnej. Konfrontując natomiast wypowiedź Łobazowskiego o poezji naj- nowszej z recenzjami ukazującymi się równocześnie na łamach „Prosto z mostu” i „Okolicy poetów”, doszła do smutnego wniosku o niewysokim poziomie uwag przemyskiego recenzenta. Obok ogólnopolskiej poezji współczesnej wyróżniano regionalną. O przemyślance, poetce lwowskiej, Jadwidze Gamskiej-Łempickiej, pisał Marian Piasecki w szkicu pt. Twórczy Lwów66, podkreślając jej „mi- strzowską formę” i „swoiste ujmowanie tematu”. Powołując się na świa- dectwo Stefanii Kostrzewskiej-Kratochwilowej 67 *, przypomniała Rożnia- towska, że wiersze zaczęła pisać Jadwiga Gamska jeszcze na ławie szkol- nej w Przemyślu. Przypomniała, że „jednym z istotnych motywów” jej 83 W.S., Poezja integralna, „Wzloty” 1935, nr 7, s. 10. 84 S.Cz., Nowe tory poezji, „Wzloty” 1934, nr 2, s. 9. 65 Z. Łobazowski, Nowy ton w poezji polskiej, „Wzloty” 1937, nr 17. 68 „Wzloty” 1937, nr 10. 67 Stefania Kostrzewska-Kratochwilowa, Jadwiga Gamska-Łempicka. [W:] Z dziejów kultury i literatury Ziemi Przemyskiej, Przemyśl 1969, s. 392.
poezji był ,,powrót do kraju lat dziecinnych”, że jej pierwszy tomik, Przechodniom (Lwów 1927), otrzymał recenzję Heleny Robliczkowej na łamach pisma przemyskiego 68. Recenzentka odczuła trafnie kontynuację młodopolskiego nurtu w debiucie książkowym Jadwigi Gamskiej. Poetą przemyskim był Henryk Salz, adwokat, współpracownik ,,Nowego Głosu Przemyskiego”. Emil Henner, również prawnik, w końcowym rozdziale studium krytycznoliterackiego pt. Żagiew na wichurze (Przemyśl 1922) en- tuzjastycznie oceniał jego twórczość, zestawiając go z najwybitniejszymi jego czasów. Doktorantka przypomniała obszerne fragmenty tego stu- dium i w miniaturze zaprezentowała liryki Salza. W ,,Ziemi Przemyskiej” w 1928 r. ukazywały się wiersze Andrzeja Skowronka, m. in. tryptyk Z cyklu myśliwskiego. Rożniatowska trafnie wskazała, że napisane były „wedle wzoru Staffowskich liryków marzy- cielskich, w których marzenie wyraża się poprzez spokojny ustatyczniony pejzaż oddający chwilę jakąś osobliwą”, gdyż „podobieństwa słownictwa, przede wszystkim zaś składni, są bardzo wyraziste”. W próbach poetyc- kich Juliusza Ryszarda Robliczka („Wzloty” 1936) są dwa wiersze noszą- ce tytuły liryków Tuwima z Czyhania na Boga: Ja; Ogrody szpitalne. Młody poeta przemyski już nie w liryce Staffa szukał inspiracji. Fakt ten odnotowała Rożniatowska jako przełom w upodobaniach literackich. Echo spóźnionych wpływów bardziej rewolucyjnej poetyki odnotowała w wierszach Wandy Fischerowej drukowanych we „Wzlotach” w 1937 ro- ku, odczuwając w nich „głos przybosiowskich konstrukcji poetyckich (z tomów chyba najwcześniejszych)”. Ale jednocześnie zauważyła, że „to, co zapożyczone od Przybosia, [...] jest raczej zewnętrzną warstwą”, gdyż „kobieca poezja”, która chciała „być męska i mocna”, była napraw- dę „nieco sentymentalna”. Były też wiersze należące do poezji proleta- riackiej. Należał do nich podpisany kryptonim O-ki Wiersz o gruźlicy i jesieni69, wiersz podpisany kryptonimem J. Wir. pt. Radio Wien 70. Za- uważyła doktorantka, że obok wierszy będących „jedynie rymowanymi deklaracjami politycznymi” trafiały się takie, które „dzięki iskrze talentu twórców i ich autentycznemu zaangażowaniu w walce ideowej przema- wiały „silniej niż jakiekolwiek najmocniej argumentowane publikacje polemiczne”. Przedstawiwszy recepcję współczesnej poezji na terenie Przemyśla międzywojennego, zajęła się autorka prozą. Przypomniała na początku, że głośne w czwartym dziesiątku lat naszego wieku powieści: Jalu Kurka Grypa szaleje w Nuprawie; Heleny Boguszewskiej — Jerzego Kornackie- go Jadą wozy z cegłą były we fragmentach drukowane na łamach „Wzlo- tów”. Podobnie fragment głośnych Zmór Emila Zegadłowicza, Jana Brzo- zy nowela Most, wreszcie fragment powieści Hanny Malewskiej Żelazna korona. Rezonansem ukazania się reportaży Ewy Szelburg-Zarembiny w to- mie Krzyże z papieru (1934) był felieton podpisany kryptonimem E.B. zamieszczony we „Wzlotach” (1934, nr 2). Felieton był o tyle ważny, że dotknął spraw istoty reportażu literackiego. Felietony i recenzje na tema- 88 „Ziemia Przemyska” 1927, nr 30. 89 „Nowy Głos Przemyski” 1933, nr 1. 70 „Nowy Głos Przemyski” 1934, nr 8.
ty prozy pisywał Z. Łobazowski. Charakterystyczną cechą recenzji były konfrontacje przedstawionej rzeczywistości z autopsją, poszukiwanie „prawdy życiowej”. Łobazowski okazał powściągliwość w ocenie powieści Sergiusza Piaseckiego, który był w tym czasie (na łamach „Wiadomości Literackich”) przedmiotem zachwytu Melchiora Wańkowicza. O Janie Wiktorze słów kilka to tytuł artykułu H. Robliczkowej71, któ- ra tylko w tym szkicu zajęła się literaturą współczesną. Znamienne przy tym — jak wykazała doktorantka — że w przeciwieństwie do Łobazow- skiego interesującego się epiką, Robliczkowa pasjonowała się „liryzmem pulsującym w prozie tego autora”. Próba charakterystyki twórczości au- tora Orki na ugorze nie wypadła żle. Twórczość Wiktora zresztą spotkała się w Przemyślu z ogólną akceptacją. Wpłynęły na to i własne kontakty pisarza; opublikował dwie książki nakładem Książnicy Naukowej, utrzy- mywał kontakty z inteligencją przemyską. Robliczkowa, niejednokrotnie pisząca o nim, jeszcze w, 1957 r. domagała się w „Głosie Nauczyciel- skim” (1957, nr 8) wprowadzenia Wiktora do szkoły. Pisarz przebywał krótko w Przemyślu w 1919 r.; pracował wówczas w redakcji „Ziemi Przemyskiej” 72, choć brak tam artykułów podpisanych jego nazwiskiem. Miał tu swoją „kolonię przemyską”, przez 30 lat (1924—1944) korespondował z wspomnianym już Stanisławem Jurkiem. Wiktorowego Burka recenzował na łamach „Ziemi Przemyskiej” (1925, nr 15) Mieczysław Adamowski; była to recenzja bardzo pozytywna. Rob- liczkowa napisała o nim (poza prasą przemyską) także w pismach ogól- nopolskich 73 74. W „Tygodniku Przemyskim” recenzowała opowiadanie Sro gi pies i sentymentalny zając™. W 1931 r. „Ziemia Przemyska” przedru- kowała za „Kurierem Lwowskim” wywiad H. Robliczkowej z Wikto- rem75. W 1932 r. „Ziemia Przemyska” zapowiedziała (nr 2) odczyt Jana Wiktora, laureata nagrody krakowskiej, „którym w zdumiewający sposób zajmuje się prasa zagraniczna, w szczególności niemiecka”. Odczyt miał tytuł Dusza polska w zaułkach Paryża, wygłoszony był najpierw we Lwowie, a następnie w Przemyślu. Numer następny „Ziemi Przemyskiej” (3) zamieścił sprawozdanie pióra Robliczkowej z tego odczytu 76. W parę lat później Robliczkowa wygłosiła odczyt o Wiktorze, zauważony nawet w „Nowym Głosie Przemyskim”77. Odczyt był zorganizowany przez TNSW. Prelegentka uwydatniła franciszkańskie koncepcje twórczości 71 „Wzloty” 1936, nr 13. Dodać warto, że inne drobne artykuły Heleny Roblicz- kowej z pominięciem właśnie tego odnotowała Zofia4 Sokołowa (Bibliografia przed- miotowa o twórczości J. Wiktora, [w:] Jan Wiktor pisarz i społecznik. Zbiór szki- ców i artykułów, Rzeszów 1971). 72 Rożniatowska zacytowała w przypisku artykuł Aleksandra Zygi pt. W kręgu przemyskich sympatii Jana Wiktora. „Widnokrąg”, dod. do „Nowin Rzeszowskich” 1972, nr 9—10 (544—545). 73 Światło w niewoli, „Gazeta Warszawska” 1929, nr 65; U źródeł twórczości Jana Wiktora, „Kurier Lwowski” 1931, nr 7. 74 1928, nr 30. Tytuł recenzji znamienny, Jan Wiktor nie ustaje w pracy. 75 H. Robliczkowa: Wywiad z Janem Wiktorem, (Wywia4d specjalny „Kuriera Lwowskiego”). „Ziemia Przemyska” 1931, nr 41. 79 H. Robliczkowa, Dusza polska w zaułkach Paryża (O odczycie J. Wiktora na temat wychodźstwa), „Ziemia Przemyska” 1932, nr 3. 77 (Maksymilian Teitelbaum) m.t.: Odczyt o Janie Wiktorze, „Nowy Głos Prze- myski” 1934, nr 12.
Wiktora, wskazała na pokrewieństwa literackie z pisarzami obcymi; frag- menty utworów Wiktora recytowała artystka Fredreum Wanda Fifa- growiczowa. Powszechny aplauz dla Wiktora i dla jego twórczości uzasadniła au- torka pracy dwiema przyczynami: ujmującymi cechami osobowości pi- sarza, z którym miasto obcowało; wydaniu dwu dzieł w Przemyślu, co stanowiło dumę miasta. Za Żygą przytoczyła fragmenty z koresponden- cji pisarza ze Stanisławem Jurkiem. Dłuższym okresem pracy nauczycielskiej i literackiej twórczości zwią- zany był z Przemyślem pierwszych lat powojennych (1917—1921) Stefan Grabiński. Monografię poświęcił jego twórczości Artur Hutnikiewicz (1959), napisał o nim również artykuł do księgi o kulturze i literaturze Przemyśla 78. Rożniatowska w swej skromności nie zdawała sobie sprawy z tego, iż jej szperactwo naukowe na tym odcinku posuwa naprzód wie- dzę ogólną historycznoliteracką, nawet mimo istnienia doskonałej mono- grafii. Wydobyła mianowicie recenzję pióra Henryka Salza z tomu no- wel Grabińskiego Na wzgórza róż, opublikowaną w „Nowym Głosie Prze- myskim”, nie odnotowaną w pracach Hutnikiewicza 79. Salz stwierdził na początku ,,smutną prawdę”, pisząc: „W mojej obecności cztery inteligent- ne osoby po kolei brały ją do ręki (książkę Grabińskiego: Na wzgórzu róż — przyp. IPR) i po przeczytaniu kilku stron odkładały, z miną jakby łyknęły octu”. Ale od siebie dodawał: „Przeczytałem książkę z prawdzi- wym zajęciem. Nie tylko dlatego, że autor jest nie znany, a pierwsze kroki mają zawsze coś ponętnego, bo można je śledzić bez uprzedzeń. Te rzeczy są naprawdę interesujące dla czytelnika, który nie szuka w książ- ce kłamliwej pociechy spłukanych z powierzchni ziemi ideałów, tryumfu sprawiedliwości i cnoty, apoteozy wielkich charakterów, błogosławień- stwa dla nieszczęśliwie zakochanych i ziszczania tym podobnych poboż- nych życzeń. Książka jest pracą rzetelnie przemyślaną i pobudza do my- ślenia. Kto ma wstręt do typów zbrodniczych lub choćby tylko chorobli- wie wydelikaconych, niech tych nowel nie czyta. Zbrodnia jest w każdej z nich, choć nie o zbrodnię tu idzie, ani o sposób jej wykrycia, jak u Co- nana Doyle’a. Ani o potępienie lub usprawiedliwienie sprawcy, jak w ro- mansach kryminalnych. Idzie o spostrzeżenie i artystyczne ujęcie niezwy- kłych stanów psychicznych, uchylających się spod codziennej obserwacji, a znanych zaledwie psychopatologom, bo Grabińskiego interesują tylko psychopaci. Monomani jeden w drugiego. Lubi ich i rozumie. Wnika w za- wiły labirynt ich duszy, wchodzi w jego błędne krużganki i nocne piw- nice — z nicią Aryadny w ręce, z przenikliwą myślą, wiodącą do światła poznania. Nie zbawienia. W tych smutnych kartkach nie ma uśmiechu nadziei. [...]”. W omówieniu dalszych partii napisała doktorantka: „Poeta Henryk Salz dostrzegł, iż Grabiński ma specyficzne „chore” spojrzenie na świat, 78 A. Hutnikiewicz, Twórczość literacka Stefana Grabińskiego (1887—1936), To- ruń 1959; idem: Stefan Grabiński i jego niesamowita opowieść, [w:] Z dziejów kul- tury i literatury Ziemi Przemyskiej. Zbiór szkiców... Przemyśl 1969, s. 227—243; idem: Stefan Grabiński czyli jak się pisze „dreszczowce", [w:] Prozaicy dwudziesto- lecia międzywojennego. Sylwetki, Warszawa 1972, s. 219—239. 79 „Nowy Głos Przemyski” 1918, nr 53.
zauważył, że nawet przyroda, którą opisuje pisarz ,,do tknięta jest grozą szału, zwyrodnienia”. Na dowód cytuje fragment jednego z opisów. Re- cenzję kończy uwagami dotyczącymi walorów artystycznych omawianych nowel i refleksjami na temat wpływów literatury fantastycznej innych narodów na twórczość Grabińskiego:” [...] Kompozycja tych utworów bar- dzo udatna: wszystko zmierza do celu, bez dyskusji, bez epizodów. Grun- towne wyzyskanie tematu, zręczne stopniowanie motywu aż do wywoła- nia efektu grozy, oto dalsze zalety. Styl potoczysty, język nie upstrzony krasomówstwem, dosadny, miejscami tylko przeładowany naukową termi- nologią i niefortunnymi nowotworami jak wnęcił się, zrzutowany itp. Jakkolwiek trudno opędzić się myśli, że utwory te nie byłyby powstały, gdyby nie było Poego, Hoffmana, Meyrinka, Ewersa itp., nie można od- mówić im oryginalności, zarówno w koncepcji, jak i w wykonaniu. To jest tylko ten sam rodzaj”. Analizując recenzję Salza, zauważyła, że był to jedyny dowód zainte- resowania pisarzem w jego przemyskim okresie, a w recenzji nic nie świadczy o tym, jakoby napisana była przez znajomego. Przytoczyła z pracy Hutnikiewicza stwierdzenie, iż najgłośniejsze i najlepsze zbiory nowel Grabińskiego ukazały się w jego okresie przemyskim. Drugą glosą dorzuconą przez Rożniatowską do wiedzy o Grabińskim jest przytoczenie artykułu Z. Łobazowskiego pt. Na karcie wspomnień 80. Oto obszerny cytat stamtąd: „We Lwowie zmarł niedawno wybitny literat śp. Stefan Grabiński. Zmarły był kilka lat profesorem Gimnazjum I w Przemyślu i w czasie tym znany był w naszym mieście jako zdolny i sumienny pedagog. Była to wybitna indywidualność, umysł o szerokich horyzontach wizyjnej na- tury, artysta o wysokiej kulturze estetycznej. Jego utwory literackie ma- ją rzadki, a oryginalny ton mistycznej wizyjności. Jego wizjonerstwo się- ga w zakrytą dla nas, a tak widoczną dla jego wrażliwej duszy, dziedzinę świata pozazmysłowego. Owo ,,i n c o n n u” w dziełach pisarzy metapsy- chicznych — jest dla niego otwartą księgą, w której odczytuje wielką ta- jemnicę życia na planie astralnym i umie je w sposób wysoce artystycz- ny ubrać w formę interesującej fabuły powieściowej. Każdy jego utwór zdradza dokładną znajomość wiedzy metapsychicznej i jej terenu ekspe- rymentalnego, a więc jasnowidzenia, telepatii, psychometrii, mediumiz- mu, spirytyzmu, telekinezji itd. Autor we wszystkich swych utworach pokazuje nam tajemne krainy zaświatów, których przebywając na planie ziemskim widzieć nie może- my. A czyni to z maestrią wizjonera — czarodzieja, filozofa — myślicie- la, magi — kapłana nowego objawienia. Niemal namacalnie odtwarza przed czytelnikiem ów świat pozazmysłowy, wyjaśnia wiele tajemnic, mówi o siłach astralnych, dobrych i złych — rozsianych po planie ziem- skim, z korzyścią lub szkodą nieraz dla nas samych. A czerpie te dane z wielkiego rezerwuaru podświadomości, która działając poza naszym mózgiem, rejestruje całą przeszłość i przyszłość naszą, prześcigając znacz- nie nasze małe j a, świadome i żyjące wyłącznie na płaszczyźnie teraź- niejszości. Jest to jakby istota transcendentalna, ogarniająca nasz mózg 80 „Wzloty” 1936, nr 16. Nie odnotowane w pracach A. Hutnikiewicza.
i nasze j a, żyjąca przed nami i po nas, a bez której nie można by sobie wytłumaczyć trzech czwartych najbardziej zasadniczych przejawów na- szego życia. [...]” Przemyślanka stwierdziła z zadowoleniem, że w 1977 r. Julian Olszak, nauczyciel z Przemyśla, opublikował artykuł o Grabińskim 81. Jako prelegent zjawił się w Przemyślu w październiku 1929 r. Juliusz Kaden-Bandrowski z odczytem pt. Walka o nową kobietę. Według spra- wozdania, „sześćset par oczu płonących zachwytem utkwionych było przez pięć kwadransów w osobę Kadena” 82. Jako świadectwo dotyczące Kadena — prelegenta przytoczyła doktorantka następujący passus spra- wozdawcy: ,,[...] Od pierwszych zdań, których drobność i błahość jest obliczona na zatarcie szmerów w sali układającej się do słuchania, widać że on potrafi zapanować nad uwagą i ciekawością tak długo, ile sam zechce. Jeżeli ogranicza się do pięciu kwadransów, czyni to jakby z chęci pozostawienia niedosytu u tych, którzy mogliby go słuchać o wiele dłużej. Nie słabnące zainteresowanie podtrzymuje nawet zewnętrzną stroną swych występów, bogatą mimiką, gestykulacją, szeregiem ruchów, od najskromniejszych do niemal gwałtownych, którymi niejako wciąga obecnych w sam proces własnego myślenia i mówienia. Daleki w tym wszystkim od przesady, objawia temperament człowieka, który w każdej chwili daje poznać szcze- rość swych myśli, odczuć, obrazów. Ten bliski kontakt z publicznością zacieśnia jeszcze to, że Kaden-Bandrowski nie odczytuje rzeczy przygo- towanych i do ostatka wygładzonych przy biurku, w tym względzie ni- kogo nie oszuka kartka papieru, nad którą przelatuje samymi tylko pal- cami: jest to coś w rodzaju fetysza, charakterystyczny dla pisarza sym- bol jego właściwej pracy. [...]” ,,[...] Sposobem szybkich rzutów narysował Kaden-Bandrowski w od- czycie swym kilka problemów wieczyście żywotnych, dotyczących pro- blemów stosunków dwu płci. Czynił to z humorem na wstępie i z poważ- nym przejęciem w drugiej połowie prelekcji. Zmieściło się tam wiele dowcipnych spostrzeżeń, tej wyrazistej plastyki szczegółów tak charak- terystycznej dla Kadena, wiele również charakterystycznych swą trafno- ścią zestawień, wiele dojrzałych refleksji. Ale ta swobodna kozeria była raczej tłem do rzeczy poważnych i bardziej osobistych, do spowiedzi z własnych doświadczeń twórczych. Mówił o trzech postaciach kobiecych, które wprowadził w swych książkach i przez pół godziny publiczność mia- ła rzadką, a pełną uroku sposobność bliskiego obcowania z marzeniem, z wizją pisarza, w takiej formie, w jakiej one same się w nim two- rzyły. [...]” Po śmierci Andrzeja Struga staraniem TUR odbyła się 26 lutego 1938 akademia żałobna z przemówieniem Wandy Wasilewskiej. Specjalny nu- mer „Nowego Głosu Przemyskiego” złożony został „Andrzejowi Strugowi 81 Czytając Grabińskiego, „Rocznik Przemyski” 1976/1977, t. 17/18. Przemyśl 1977, s. 181—190. 81 Z estrady odczytowej. Juliusz Kaden-Bandrowski: Walka o nową kobietą, „Tygodnik Przemyski” 1929, nr 42.
w hołdzie” 83. Obok przemówienia Wandy Wasilewskiej zamieszczono tam wiersze o nim: Broniewskiego, Kozikowskiego i Słonimskiego, przedru- kowano z I serii Ludzi podziemnych opowiadanie pisarza pt. Nekrolog. Pobyt Wandy Wasilewskiej w Przemyślu stał się okazją do wywiadu z pisarką, który redakcja przeprowadziła. Sympatykiem pisma był Boy-Żeleński, który w styczniu 1938 r. po- jawił się w Przemyślu z odczytem pt. Pietyzm i niedyskrecje w literatu- rze. Po raz już nie wiem który Rożniatowska dorzuciła glosę do istnieją- cej wiedzy o wybitnym pisarzu, nie zdając sobie z tego sprawy. W mono- grafii biograficzno-bibliograficznej Boya-Żeleńskiego opracowanej przez Barbarę Winklową odczyt ten jest notowany 84 jako wygłoszony po raz pierwszy w dniu 7 listopada 1937 r., ale brak wzmianki o wygłoszeniu odczytu w Przemyślu. Był już opublikowany w numerach 49 i 50 ,,Try- buny” z 1937 r., a więc prelekcja przemyska odbyła się wówczas, gdy tekst od paru tygodni był już wydrukowany, jednak autor mógł mnie- mać, że do Przemyśla tekst jeszcze nie dotarł. Oto fragmenty sprawo- zdania z odczytu: „Boy: Trzy małe literki, a jak wiele mówiące i znane słowo. Żywy Boy w „wydaniu” żywego słowa. Uczta literacka dla kulturalnego Prze- myśla, w całym tego słowa znaczeniu, po długiej ciszy w tej dziedzinie. Jakaż ogromna szkoda, że nie dostali się wszyscy, z powodu szczupłości sali — wiele osób z żalem odeszło od kasy, kto się pośpieszył, ten chociaż stał, ale słyszał. Boy-Żeleński: literat, eseista, krytyk, historyk literatury „ambasador literatury” w Polsce. Boy mistrz słowa i stylu, kapitalny kawalarz i wielki encyklopedysta, erudyta literatury. Jeden z ludzi, któ- rymi Polska promieniuje na zewnątrz [...]”. ,,[...] Temat bardzo poważny mimo — jak zwykle, co jest charakte- rystyczną cechą Boya — nie pozbawionego pikanterii tytułu, potrakto- wał ze swadą sui generis smakoszostwa literackiego znawcy. Odczyt swój oparł Boy na aktualnym i toczącym się obecnie w prasie literackiej spo- rze, czy tworzywo literackie należy traktować odrębnie i niezależnie od indywidualności autora, co utrudnia zrozumienie tych dzieł, względnie, czy historia literatury — mimo zarzucanej niedyskrecji — ma prawo we- drzeć się do prywatnej, osobistej korespondencji autora, a nawet osób postronnych, a mających styczność z autorem bezpośrednio, czy nawet pośrednio i na podstawie tejże korespondencji zobrazować życie i stosun- ki osobiste autora. Prelegent starał się dowieść, że dopiero na tak pod- malowanym tle można dać w pełni już uzupełniony i wyjaśniony zwią- zek pomiędzy życiem osobistym, ówczesnymi prądami a utworem twórcy. Znakomity i jedyny w Polsce balzakista dał mnóstwo przykładów z ży- cia swego ulubionego autora jak też innych pisarzy, cytując przeżycia Mickiewicza, Słowackiego, Wyspiańskiego, Przybyszewskiego i też dowo- dząc, że częstokroć dzieło (np. Dziady) jest niezrozumiałe bez znajomości curriculum vitae autora. Odczyt o obfitym materiale, opracowany precy- zyjnie i wyczerpująco do najdrobniejszych szczegółów, wygłoszony pięk- 83 „Nowy Głos Przemyski” 1938, nr 11. 84 B. Winklowa, Tadeusz Żeleński (Boy). Twórczość i życie, Warszawa 1967,. s. 582.
nym mistrzowskim stylem Boya, okraszany miejscami doskonałymi dow- cipami był niezmiernie frapujący. Z ciekawością obserwowałem grupy ro- botników i laików, bo nawet i takich zwabiło nazwisko Boya i naprawdę byłem zdumiony. Z jakim zainteresowaniem słuchali odczytu ci ludzie, dla których być może była to „terra ignota” — ale Boy już porywał, słuchali więc odczytu jakby on był im najbardziej swojski i bliski”. [...] 85 Sporo uwagi poświęciła doktorantka anonsom dotyczącym bieżących spraw literackich rozsianych na łamach przemyskich czasopism. Ale tę część pracy wypadnie tylko ogólnie zasygnalizować, gdyż wyliczanie dro- bniutkich wzmianek nie byłoby interesujące. Cytowano w prasie prze- myskiej wypowiedzi krytyków ogólnopolskich (Leon Piwiński, Emil Brei- ter), ale wyrażano także opinie krytyków miejscowych. Rozdział czwarty i ostatni dotyczy w części napisanej życia teatral- nego w Przemyślu; jest wyraźnie nie dokończony, o czym świadczy wy- odrębnienie podpunktu 1. bez wyodrębniania podpunktów dalszych. Roz- dział ten przytacza się in extenso, autor rozprawy o Irenie Pitulance-Roż- niatowskiej przeprowadził tylko adiustację i przeredagował przypisy. IV. AMBICJA I ASPIRACJE Zarówno w dziedzinie różnorakich i różnymi efektami uwieńczonych kontak- tów społeczności przemyskiej omawianego okresu — z literaturą, jak i w zakresie innych dziedzin działalności kulturotwórczej, źródłem społecznych dokonań były ambicje i aspiracje ludzi, których związki z rodzinnym grodem wyraziły się naj- pełniej w pracy dla nadania mu blasków miasta kulturalnego. Najbardziej oczywiście efektownie zabłysła w dwudziestoleciu międzywojen- nym kulturotwórcza działalność społeczna na polu sztuki w jej trzech zasadniczych dyscyplinach: teatru, muzyki i plastyki. Z owych społecznych poczynań rodziło się ożywione życie teatralne i muzyczne oraz społeczna recepcja plastyki. Funkcjo- nowaniu placówek tworzących imprezy artystyczne odpowiadał żywy rezonans spo- łeczny, którego dokumentem jest publicystyka kulturalna tamtych czasów. Zgodnie więc z zasadniczą koncepcją tej pracy więcej uwagi poświęci się odbiorcom niż twórcom życia kulturalnego. Szczególną więc uwagę poświęćmy problemowi życia teatralnego Prze- myśla lat międzywojennych. Rozważania nad tym problemem zajmą szczególnie wiele miejsca ze względu na dość wyraźny związek spraw drajnatu i teatru z hi- storycznoliterackim charakterem pracy, ze względu również na wyraźną dominację teatru i jego społecznego oddziaływania w kulturze miasta: z racji wreszcie ist- nienia dość sporej dokumentacji i bogatej publicystyki teatralnej pozwalającej dziś próbować oceny tego, co wiązało się z funkcjonowaniem teatru. Rozważaniom tym damy tytuł: o społecznym rozumieniu teatru. Życie muzyczne, którego to zjawiska trudno nie docenić jako jednego z istotnych przejawów kultury środowiska, omówione musi być mniej szeroko 85 Kazimierz Lewicki, Odczyt dra Tadeusza Boya-Żeleńskiego: Pietyzm i nie- dyskrecje w literaturze, „Nowy Głos Przemyski” 1938, nr 16.
ze względów zrozumianych — (profesjonalizm autorki) — bardziej pościągliwie w ferowaniu ocen. Najbardziej interesująca może być dla poznania tej dziedziny działalności kulturalnej sama prezentacja wybranych materiałów publicystycznych tej dziedziny kulturotwórczej działalności i jej recepcji dotyczących. Wspomniana oszczędność komentarzy i wniosków bardziej jeszcze obowiązująca wydoje się w przedstawianiu kręgu spraw plastyki. Sztuka z natury swej — w odróżnieniu od teatru i muzyki — kameralna, rzec można „milcząca” dla wielu, do wybranych jedynie przemawiająca, zamknięta w salach wernisażo- wych mniejszy ma rezonajis społeczny. Plastyka reprezentowana w Przemyślu przez profesjonalistów — nie mogła być szerzej oceniana przez nawet świadomych rzeczy — publicystów amatorów. Stąd więc dość skromnie przedstawia się zapis prasowy ogółu wydarzeń z zakresu funkcjonowania sztuki plastycznej w międzywo- jennym Przemyślu. Fakt ten stanowi również istotną przyczynę bardzo ogólnego tylko zarysowania kręgu spraw plastyki. Przyjrzyjmy się więc bytowaniu Muz w kulturalnym mieście okresu między- wojennego. 1. O SPOŁECZNYM ROZUMIENIU TEATRU Wszystko w tym mieście sprzyjało rozwojowi życia teatralnego — w najszerszym tego określenia pojęciu. Rozwijało się ono na żyznej glebie pogali- cyjskich tradycji, w kręgu promieniowania lwowskich i krakowskich scen. Osadze- nie w powszechnej kulturze literackiej, w ogólnej kulturze, w pewnych ukształto- wanych przez szkołę średnią i najczęściej dom (zwaśywszy rodowód społeczny wię- kszości ówczesnej inteligencji polskiej) — pojęciach estetycznych — życie teatral- ne Przemyśla lat międzywojennych uważane być może (podobnie jak wiele innych przejawów kulturowej egzystencji miasta) za konkretyzację ambicji środowiska, za rzadki w prowincjonalnych warunkach objaw pewnej przymierności, rezultatów kulturotwórczych dążeń do aspiracji będących tychże dążeń motorem. Dzieje i charakterystyka działalności placówki kulturalnej będącej niewątpli- wie ośrodkiem życia teatralnego miasta — najstarszego w Polsce teatru amator- skiego „Fredreum”, znalazły swój wyraz przede wszystkim we wspomnianych już pracach Zygmunta Felczyńskiego i Marii Fifagrowicz-Nogowej86. Było i jest „Fre- dreum” nadal przedmiotem zainteresowania prasy krajowej. Ze wszystkiego, co napisano o tym teatrze, zestawić by można potężny tom pod tytułem, np. Przemy- skie „Fredreum” widziane oczyma publicystów, teatrologów, aktorów, pisarzy etc. Przyjmijmy tę wzmiankę jako usprawiedliwienie słusznej, jak sądzić można, decyzji: rezygnacji „z odkrywania” spraw dawno odkrytych. Interesuje nas przede wszystkim to, co w dużej mierze wiąże się z egzystencją miejscowego tea4tru, co sprowadzić można do określenia: życie teatralne. Było ono poza tym wypadkową wielu czynników: tradycji, o jakiej wspomniano na wstępie tych rozważań, dzia- łalności przed- i powojennej szkoły \ licznych występów najznakomitszych aktorów, którzy jakże często prezentowali się w różnorodnym repertuarze — publiczności 88 Praca Z. Felczyńskiego por. przyp. 11; Maria» Nogowa, Z dziejów amator- skiego teatru „Fredreum w Przemyślu, [w:] Z tradycji kulturalnych Rzeszowa i R-zeszowszczyzny. Księga pamiątkowa... Rzeszów 1966, s. 225 -262. 1 O wpływie szkoły na kulturę literacką miasta była mowa w rozdziale dotyczącym ży- cia literackiego. Wpływ ten zaznaczył się w recepcji sztuki teatralnej, jak i w ogólnej kul- turze społeczności przemyskiej.
przemyskiej; domyślać się można również, iż przemyscy teatromani znali z autopsji spektakle oglądane na scenach przede wszystkim Lwowa (studiowała tam więk- szość młodzieży Przemyśla), Krakowa, wreszcie stolicy czy innych miast Polski ówczesnej, o tym, czego nie można było oglądnąć, czytano recenzje (w przemyskiej sprawozdawczości teatralnej dwudziestolecia międzywojennego znajdujemy liczne wzmianki potwierdzające zasadność tych przypuszczeń) £. Obraz życia teatralnego rysuje się wyraziście w świetle publikacji prasowych tego okresu. Stanowią owe publikacje dokument żywotności teatralnej sztuki, po- wszechnego zainteresowania nią, charakteru recepcji wszystkiego, co wiąże się z po- jęciem teatru. Od roku 1910 rozwija się w prasie przemyskiej publicystyka tea- tralna. W okresie powojennym teatr i problemy z nim związane zajmują w czaso- piśmiennictwie miasta wiele miejsca. Fakt ów wiąże się z ogólnymi dążeniami do odbudowy życia kulturalnego na tym skrawku wyzwolonej Ojczyzny. Wokół sceny kształtuje się bogata i różnorodna w swych formach publicy- styka: od mniej lub bardziej reklamowo brzmiących zapowiedzi występów, krót- kich notek, kronikarskich informacji do rozbudowanych, obszernych recenzji. Wy- daje się, iż w (nielicznych zresztą) recenzjach można dopatrzyć się krytyki teatral- nej. W tygodnikach istnieją stałe rubryki noszące tytuły: „Z teatru”, „Z życia tea- tralnego”, „Teatralia” itp. W okresach nasilenia sporów i walk politycznych (np. rok 1925, czy w latach szczególnego nasilenia kryzysu gospodarczego) — zagadnienia teatru ustępują miej- sca artykułom o charakterze czysto politycznym. Premierowe recenzje odkładane są z tygodnia na tydzień i pojawiają się z dużym opóźnieniem. W latach poprzedzających drugą wojnę światową fascynacja filmem przyczy- nia się do usuwania na plan dalszy teatru, pojawiają się próby recenzji filmowych. Z faktu, że większość sprawozdań teatralnych dotyczy działalności „Fredreum”, wynika również pojawiająca się stagnacja w rozwoju publicystyki, o której mowa — w okresach kryzysu rodzimej placówki. Nie można jednak dostrzec ja- kiegoś trwającego okresu dłuższej przerwy w pisaniu o teatrze, okresu zupełnego zaniku zainteresowań tą dziedziną życia kulturalnego. Publicystyka teatralna, której należy poświęcić uwagę, jest przez swój „apro- fesjonalizm” — głosem opinii publicznej. (O teatrze piszą nauczyciele, prawnicy, urzędnicy, reprezentanci różnych profesji). W syntezie — w oglądzie całościowym stanowi ona dokument społecznej recepcji dramatu i jego teatralnej ekspozycji. Usprawiedliwiony wydaje się być tytuł tej części rozważań: O społecznym rozumieniu teatru. W interesującej nas publicystyce teatralnej Przemyśla trudno byłoby doszuki- wać się odbicia europejskich czy nawet rodzimych sporów o teatr, prezentujących się sformułowaniami czysto teoretycznymi, przybierającymi kształt dyskusji i po- lemik. Spotykane tu i ówdzie sądy, refleksje, opinie dotyczą nie zagadnień ogól- nych, ale szczegółów; nie teatru w ogóle, lecz konkretnego, przeważnie lokalnego teatru. Problemów pojmowania dramatu i sceny doszukać się można raczej w pod- tekstach sprawozdaj teatralnych. W ocenie polskiej międzywojennej twórczości recenzenckiej podkreśla się jako ujemną jej cechę „literackość” — sprowadzenie recenzji do rozważań nad drama- tem i marginesowo traktowanie wszystkiego, co teatralne. O recenzjach np. Irzy- kowkiego pisze Andrzej Mencwel: ,,[...] Nikt nigdy się nie dowie z nich, ja4k 2 Dcść często spotyka się wzmianki, iż sztuka grana we „Fredrum” wystawiana była w teatrach profesjonalnych Warszawy, Krakowa, Lwowa. 6 — Rocznik Przemyski
w wielkim chociażby przybliżeniu wyglądał spektakl; nie stwarzają one żadnej wizji, nie sugerują nawet kształtu Wielu spośród przemyskich recenzentów zna teatr miejscowy nie tylko od widowni, lecz także od kulis, niektórzy są z „Fre- dreum” ściśle powiązani własną pracą sceniczną, znają warsztat (warsztat ów w tamtych czasach nie był zły). „Fredreum” było w omawianym okresie swego rodzaju klubem towarzyskim skupiającym członków i „satelitów”. Z rozmów i dys- kusji rodziły się zapewne pojęcia* o aktorstwie i innych elementach teatru. To przypuszczenie wiedzie do wyjaśnienia faktu, że na ogół sprawozdawcy teatralni dużą wagę przywiązują do problemu teatralnego kształtu dramaturgii prezentowa- nej przez rodzimy zespół bądź przez liczne zespoły goszczące w Przemyślu. Na ogół uwzględnia* się w recenzjach zagadnienia związane z tekstem dramatycznym i spo- ro uwagi poświęca się wykonawstwu. Bujnemu rozwojowi publicystyki teatralnej sprzyjał fakt, iż miasto w owym czasie było „nasycone” teatrem. Zjawisko tak bogatego życia teatralnego nie było zna*ne ani czasom wcześniejszym (okresowi zaborów), ani też późniejszym po II woj- nie światowej. Miłośnik teatru miał tu okazję obcować z najlepszą dramaturgią światową i polską dzięki bardzo częstym występom teatru lwowskiego, krakow- skiego, stołecznego i innych. Dzięki tym teatrom i lokalnemu, amatorskiemu ze- społowi poznawano dramaturgię w całej jej różnorodności i rozpiętności: od wiel- kiego dzieła Szekspira i Słowackiego po farsę Rapackiego, od opery po wodewil i lekką komedię muzyczną. Spoufalony był Przemyśl owych czasów z największymi nazwiskami wyko- nawców wielkich kreacji, chodzili tymi ulicami, występowali na* scenie ci, których już wtedy uznano za bożyszcze polskiej sceny: Jaracz, Józef Węgrzyn, Adwento- wicz, Solska i cała plejada innych. Na teatrajną codzienność miało miasto rodzi- mych amatorów o niecodziennych talentach i umiejętnościach reżyserskich i aktor- skich. Nie tu miejsce na dochodzenie przyczyn tej trwającej ca*łe dwudziestolecie eks- plozji teatralnej. Bardzo tylko ogólnie rzecz ujmując przypuszczać należy, iż ani- matorem życia teatralnego w Przemyślu było „Fredreum”, ono przede wszystkim kształtowało kulturę teatralną miasta, budziło w społeczności przemyskiej coraz to większe potrzeby, przypuszczać też należy, że z inspiracji ludzi z kręgu „Fre- dreum” pojawiały się w Przemyślu świetne zespoły, wytrawni aktorzy, prezentu- jący tu repertuar, po który nie zawsze mógł sięgań amatorski zespół miejscowy. Ten zaś konfrontując swe artystyczne dokonania z wielką częstokroć sztuką reży- serską, aktorską — podnosił poziom własnych artystycznych przedsięwzięć. Samo zjawisko wizyt luminarzy polskiej sceny w Przemyślu nie jest czymś wyjątkowym, znana jest sytuacja ludzi teatru w okresie bezrobocia. Dla* wielu wy- jazdy na prowincję stanowiły po prostu okazję do zasilenia chudej kieszeni. (Były jednak zespoły, jak np. „Reduta”, dla których objazdy stanowiły przede wszyst- kim misję kulturalną). Sądzić należy, że do Przemyśla przyjeżdżano wyjątkowo często i wyjątkowo chętnie — tu bowiem trud artystyczny był oceniany i sza- nowany. Rezonansem — jak już na wstępie wspomniano — ożywionego bardzo życia teatralnego pozostała publicystyka, której warto się przyjrzeć. W tej dokumentacji intelektualno-emocyjnego przeżywania teatru przez repre- zentantów inteligencji przemyskiej tamtych czasów dostrzec można pewne prawi- dłowości, symptomatyczne dla okresu i dla środowiska. Andrzej Mencwel, Teatr — nie—teatr Irzykowskiego, „Dialog” 1965, nr 11, s. 109.
Jedną z nich jest powtarzająca się w wielu recenzjach analiza drajnatu ze szczególnym uwzględnieniem elementu poetyki, jakim jest nastrojów ość, za ewokowanie nastrojowości sugerowanej przez autora udzielano też pochwał tea- trowi. Koncentracja uwagi na tym, co zwie się nastrojem, atmosferą, kli- matem etc. — wynikała ze szczególnej fascynacji wielkim dramatem roman- tycznym i neoromantycznym, w którym to ów element poetyki zarówno w struk- turze dzieła, jak i w konwencjach scenicznych dominował. W omówieniach nowszej zwłaszcza dramaturgii, współbrzmiącej często z tym wszystkim, co niósł dzień bieżący, wysuwa się często na plan pierwszy „diagno- za tematu” — jak ten zabieg krytyczny polegający na penetracji istotnego ele- mentu dzieła — określił Irzykowski. W wielu wypowiedziach sprawozdawców teatralnych wyczuwa się odziedziczo- ną po XIX stuleeiu wiarę w moc oddziaływania literatury na życie w ogóle, w siłę oddziaływania tak ekspresywnej sztuki jak teatr — szczególnie. Z tej wiary wywodzą się chyba entuzjastyczne owacje dlat autora, który przemawia gromko i sugestywnie na temat tego, co złe w życiu społecznym i narodowym, który kom- promituje pewne postawy ludzkie etc. i vice versa — zarzuty wobec twórcy nie posiadającego owej siły przemawiania i druzgocącej ironii, niszczącej jakoby wszystko, co złe. W sumie, nie wdając się już w szczegóły, w dużym uproszczeniu stwierdzić można, iż wszystko oscyluje pomiędzy satysfakcją i niedosytem. Z „amatorskiego” charakteru, niektórych sprawozdań teatralnych wywodzi się kryterium oceny dramatu nie mające precedensu w profesjonalnej np. publicysty- ce, nazwane tu „pozaartystyczny m”. Stadowi ono dokument odbioru mniej lub więcej naiwnego, interesującego jako zjawisko socjologiczne. Dobra edukacja teatralna publicystów przemyskich sprawiła, że poczesne miej- sce w publicystyce, o której mowa, zajmują sprawy ekspozycji teatralnej dramatu. Elementem teatru najwyraziściej dostrzeganym i omawianym najszerzej jest oczy- wiście aktorstwo, mniej reżyseria, jeszcze mniej scenografia. Sprawa precyzji wy- konawstwa, warsztatowej sprawności stanowi jedno jeszcze ważne kryterium oceny. Bardziej jednak interesujące w omawianej sprawozdawczości (pisanie o war- sztacie jest strukturalną częścią każdej recenzji) jest zbliżone do poprzedniego, często nierozłącznie z nim związane kryterium ogólnego poziomu teatru. [...]87 Ambicje i aspiracje społeczeństwa wyrajają się w wypowiedziach jego repre- zentantów zajmujących się sprawami przemyskiej Melpomeny. Jest w tym gorli- wym i zapamiętałym czuwaniu nad teatrem również coś z tradycji galicyjskich, z czasów, kiedy to rozumiano słusznie, iż szkoła i tea,tr, główne bastiony polsko- ści i wychowania obywatelskiego, winny być otaczane szczególnie pieczołowitą opie- ką. W braku państwowości „politykę kulturalną” prowadzili reprezentanci narodu. Odnosi się wrażenie, że owa narodowa służba, nie przestała być w świadomości i działaniach inteligencji przemyskiej ważnym obowiązkiem już nawet w okresie niepodległości. Interesującym zagadnieniem w rozważaniach nad publicystyką teatralną oma- wianego okresu będzie sprawa kształtu stylistycznego sprawozdawczo- ści, ujęta w próbę charakterystyki ogólnej. Problem wydaje się ważny ze względu na to, że związane z nim analityczne zabiegi prowadzą do wniosków ściśle wią- 87 Jedno zdanie nie do zrekonstruowania (przypis wydawcy).
żących się ze wszystkim, co stanowi trzon całości prezentowanej pracy: kulturę literacką środowiska przemyskiego w latach międzywojennych. Egzemplifikację zarysowanego tu schematu konstrukcyjnego charakterystyki recepcji dramatu i teatru stanowić mogą jedynie najbardziej charakterystyczne wypowiedzi wybrane z niezwykle obfitego dorobku sprawozdawczości teatralnej. Zajmując się publicystyką teatralną, trudno nie poświęcić uwagi kilku choćby najbardziej aktywnym i interesującym autorom. Wzmianki o nich zamkną te rozważania. * * * Z młodopolskiej edukacji piszących o teatrze, z ogólnej wrażliwości estetycz- nej, z obcowania^ codziennego ze sztuką, głównie zaś ze szczególnego wyczulenia na mowę literatury pięknej i wymowę dźwięków muzyki i może jeszcze z kultu dla teatralnego misterium, którego przeżywanie było dla ludzi owych czasów nie- mal obrzędem — zrodziła się fascynacja nastrojem dramatu i ewokacją owe- go nastroju w przedstawieniu teatralnym. Co ambitniejsi recenzenci usiłują dać swym czytelnikom słowny przekaz osobistego przeżycia dramatu i jego teatralnej wizji ze szczególnym uwzględnieniem doznanych emocji. Liryczną nastrojowość granych po wojnie Ślubów panieńskich Fredry i bardzo przymierną do aury fredrowskiego arcydzieła inscenizację pochwalił recenzent „No- wego Głosu Przemyskiego”: ,,[ .] Takie zawsze wiośniajie, jaśniejące urodą młodości scenicznej, (Śluby panieńskie — przyp. — IPR) zwłaszcza, jeśli się je tak wystawia jak to po raz pierwszy czyni Tow. Dramatyczne im. Aleksandra Fredry. Ostatnio ubiegłej niedzieli w sali Organizacji Polskiej. Dopra(wdy takich Ślubów nie widzi się tak rychło dziś, kiedy nawet teatry stołeczne zatracają poczucie prawdziwego stylu fredrowskiego. [...] W rozigranym lotnym tempie przeszumiało tych pięć aktów komedii wierszem, mówionym przewybornie przez zespół kapitalnie zgrany [...]”4 Szczególnie bliska sercom obserwatorów dramatu i teatru jest atmosfera mie- szczańskich saloników, starych dworków ,,z dawnych dobrych czasów” — czasów dzieciństwa i młodości, gdy życie płynęło wolniej, spokojniej. „Przytłoczeni rekor- dami skoku o tyczce i boksu, ogłuszeni murzyńskim rytmem jazzbandu i karmieni kinowymi dramatami, rozgrywającymi się na tle małżeńskich trójkątów, kwadra- tów, romboidów i innych wieloboków, odczuwamy niekiedy potrzebę przeniesie- nia, się na chwilę w owe lata szczęśliwe, gdzie geometria małżeńska znała dwie mniej lub więcej równoległe linie [,..]”.5 Komedie Fredry, Bałuckiego, Blizińskiego w prezentowanych przewa4żnie siła- mi lokalnego teatru inscenizacjach dostarczają sprawozdawcom teatralnym sposob- ności do dzielenia się z czytelnikami zachwytem nad urokami aa4wności, które roz- snuwa przed widzami teatr. (Nawiasem mówiąc świetną tradycją zespołu „Fre- dreum” była umiejętność przekazu atmosfery historyczno-obyczajowej wspomnia- nej dramaturgii. Zjawisko dostrzegalne jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej). Okazji do wszelakich prób oddania nastrojowości dramatu i jego inscenizacji dostarcza szczególnie dramaturgia poetycka. Z okazji wystawianego przez zespół „Fredreum” Horsztyńskiego pisze recenzent: „[...] Noc straszna przechodzi przez i e. h. (Edward Henner), Śluby panieńskie, „Nowy Głos Przemyski” 1919, nr 39. s Grube ryby, „Tygodnik Przemyski” 1930, nr 8.
wszystko i wszystkich — i chłonie winnych i niewinnych. Nawet większa, część arcydzieła odbywa się w nocy i w ciemnym zamku polskiego Hamleta, błękitne powoje w wieńcu Amelii otwierają się na księżyc, noc padła na oczy starego Hor- sztyńskiego, mrok ogarnia oczy Salomei — at syn zdrajcy postawiony między ojcem a Ojczyzną rozpoczyna pokolenie neurasteników, ludzi złamanych w pół serca, nim żyć zaczęli. Ginie stary konfederat, ginie samobójczo, z rozpaczy, a z nim stara, polska rasa idzie w grób. Cały ten dramat jest jak głuche zatrzaśnięcie bramy dziejów przez wyjący wicher niedoli [...]” B Zaprezentowany przez Teatr Wielki we Lwowie inny dramat Słowackiego skła- nia recenzenta do snucia refleksji na temat wewnętrznych doznań poety w okre- sie tworzenia romantycznej wersji dzieła mistycznego Hiszpana, której Słowacki dał tytuł: Książę niezłomny. „[...] Apoteoza religii ideowej, cierpienia podjętego siłą woli, czynu bolesnego, dochodzącego przez nadludzką pokorę do przezwyciężenia własnej osobowości dla spełnienia służby narodowej i religijnej, przy tym posągo- wość rycerska skrojona na „Fidiaszów miarę” — wszystko to mogło znęcić Słowa- ckiego w epoce towianizmu i skrajnego mistycyzmu. A że już pierwej „brylanto- wa” i pełna świętości imagina,cja hiszpańskiego dramaturga zachwycała go, cóż dziwnego, że w okresie, gdy w duszy jego wytworzyły się przesłanki na stworze- nie podobnej postaci, znalazły wzór gotowy: przelał w ten głęboki i nieziemski dra- mat tęczowe strugi swego natchnienia i obrał go w kwieciste szaty rozśpiewanego języka. Cóż dziwnego, że włożył w usta, bohatera tęsknotę swych uczuć i przeczuć zagrobowych, że dał im formę i wyraz. [...]” 5 * 7 W obszernej recenzji z gościnnego występu „Reduty”, która w 1927 r. zapre- zentowała miastu Cyda Corneille’a — Wyspiańskiego, po informacji o przekładzie Andrzeja Morsztyna i po charakterystyce przekładu Wyspiańskiego i w związku z tym ostatnim pisze między innymi autor recenzji: „[...] Jak wizja k o s z mar- li a (podkr. — IPR) powstają w tej tragedii postacie krnąbrnych rebeliantów, a na szali ogólnonarodowych interesów wa,żą się sprawy ambitnych jednostek. [...]”8 W związku z samą ideą dramatu i reprezentatywnymi bohaterami — recenzent usiłuje oddać to, co „gra” w duszy przede wszystkim Rodryga: „[...] w duszy głów- nego bohatera — Rodryga wrył się bolesnym cierpieniem okupiony honor ojczy- zny, gdyż uczucie ku Szymenie jest potężne jak żywioł i nienasycone ja,k pragnie- nie walki, którą później przeciw laurom stacza z bohaterskim samozaparciem. [...]” Omawiając graną siłami zespołu „Fredreum” — Aszantkę Perzyńskiego w tymże 1927 roku, anonimowy recenzent rozpoczyna, rozważania o dramacie fragmentem liryku tegoż autora: „[...] ...moja dusza jest jak z operetki arią, którą śpiewa człowiek cierpiący na zęby... 5 Ł>. T„ z „Fredrum” — Horosztyński’'. Dramat J. Słowackiego. Reż. Henryk Berwiński, „Tygodnik Przemyski” 1928, nr 19. 7 As (Andrzej Skowronek), Książę niezłomny Juliusza Słowackiego według Calderona gra- ny przez Teatr Wielki we Lwowie 20 b. m., „Nowy Głos Przemyski” 1927,nr 44. Autor re- cenzji nawiązał do tekstu dramatu: I powiodą gdzieś przez morza do kraju garstkę popiołów już, też na tyle kościołów da mi ten grób łaska boża. by uwydatnić ana- logię losów i drogi pośmiertnej bohatera literackiego i poety. a w 86 lat później w sre- brnej trumnie poprzez dalekie morza wśród bicia dzwonów i witania tysięcy wracały te drogie popioły, by zetknąć na nowo nieśmiertelnego ducha poety z duszą narodu. [...]” ’ m. t., Cyd Cornellle'a Wyspiańskiego. Tragedia w pięciu aktach przekład Stanisława Wyspiańskiego, „Nowy Głos Przemyski” 1927, nr 27.
Tak zapewniał Włodzimierz Perzyński w dawno już wydanym tomiku poezji. Od tego czs£u przestał całkiem śpiewać: stał się wybitnym literatem, który z począ- tkiem każdego sezonu zawsze musi mieć gotową książkę. Rzadko, bardzo rzadko dzwonią dziś na instrumencie autora dwie struny młodości „cynizm zmiesza- ny z liryzme m” — „dusza z likierem i puder ze łzam i”. Pochylony nad duszą tej Włady miał dla niej Perzyński wejrzenie pełne jakiejś niewypowiedzianie lekkomyślnej melancholii. Te trzy akty widziane po raz nie wiedzieć jaż który, biorą człowieka tak, jak po raz pierwszy. Dno sekretu? Perzyński pisał Aszantkę serdeczną krwią, tą samą, którą kre- ślił Szczęście Frania, a która nie ma nic wspólnego z pierwszorzędnym atramentem literackim, jakiego używa obecnie twórca Uśmiechu losu [...]”9 Czułe na dźwięki muzyki ucho niejednego z przemyskich recenzentów (Poli- hymnia była tu drugą obok Melpomeny — muzą cieszącą się czcią) — z dużą wraż- liwością odbiera to, co stanowi muzykę tekstu: jego nastrój. Dla określenia zaś nastroju używa się czasem nawet terminów muzycznych lub niby — muzycz- nych (swoistych neologizmów — w funkcji określania nastroju — sensownych). „[...] I tu, gdzie Zapolska niewątpliwie mocno by się poirytowała, Kisielewski88 aż by się z paski zachłysnął — daje Perzyński allegro giocozo, z cichutkim, ledwie słyszalnym akompaniamentem ironii [...]”10 11. Lapidarna „zmetaforyzowana” wypo- wiedź dotyczy wystawianego we „Fredreum” w roku 1918 Szczęścia Frania Perzyń- skiego. We wspomnianej już poprzednio recenzji z granych w 1919 r. Ślubów panień- skich — recenzent nazwał samą inscenizację „pastelową symfonietką”, na jaką „re- żyseria nastroiła całość”u. Postać Anieli w Ślubach panieńskich Fredry granych w kilka lat później (również we „Fredreum”) — „[...] utrzymała panna Hoffman zupełnie właściwie w delikatnym mezza voce. [...]”12 W związku z wystawionym w r. 1924 misterium Mikołaja z Wilkowiecka. (w adaptacji L. Schillera), granym przez Redutę Warszawską, Stanisław Jurek napisał: „(...) Wielkanoc opracowana4 według misterium Mikołaja z Wilkowiecka (XVI w.) była monumentalnie pięknym widowiskiem pasyjnym, odtworzonym wedle wzorów średniowiecza. Przy wtórze nastrojowej muzyki organów i hejnałowych brzmień, płynących z baszt zamkowych snuła się akcja tego potężnego misterium wielkanocnego. Z całości utrzymanej w stylu koturnowym biły majestat i świę- tość. [...]”13 W tym entuzjastycznym komentarzu dostrzegamy próbę oddania po- przez foniczny kształt wypowiedzi utrzymanej w rytmie trocheju-melodyki samego spektaklu. Preferowanie elementów nastrojowości znajduje wyra4z w recenzjach z za- kresu nowszej dramaturgii: „Pomiędzy człowiekiem a człowiekiem jest ciemność okrutna, niepokonana samotność. Złudą i samookłamywaniem jest droga wiodąca od duszy do duszy człowieka, wszystko jest inne, głęboko od tego, co chwytamy tęsknym spojrzeniem rozkochanych oczu, miłością serca4. [...]” Tak pisze Helena 88 Mowa o Janie Auguście Kisielewskim (przypis wyda4wcy). • Aszantka, „Nowy Głos Przemyski” 1927, nr 7 10 Hiiary Serwusik (pseud. nie rozszyfrowany), Szczęście Frania, „Nowy Głos Przemyski” 1918, nr 34. 11 (eh) (Edward Henner), Śluby panieńskie, „Nowy Głos Przemyski” 1919, nr 39. 12 (eh) (Edward Henner), Śluby panieńskie, „Nowy Głos Przemyski” 1922, nr 38. 12 stj (Stanisław Jurek), Reduta w Przemyślu, „Ziemia Przemyska” 1924, nr 27.
Robliczkowa o sztuce Nałkowskiej, w której: „[...] jak uwiązane w klatce ptaki tłuką się umęczone dusze kobiece. [...]”14 W bardziej intelektualnej niż emocyjnej, bo męskiej recenzji z tegoż spektaklu, drukowanej w „Nowym Głosie Przemyskim”, nie brak jednak wzmianki o nastro- ju: „[...] Cichy dworek Celiny Bielskiej pełen jest westchnień, łez i radosnych pro- myków słońca, które ponad spopielanymi sercami niewiast samotnych dawno już zaszło. I choć w sztuce nie ma mężczyzny, to jednak jest on niemal wszędzie i od pierwszej do ostatniej chwili żyje na scenie, a nawet tryumfuje w finale, który stanowi niejako symboliczne zamknięcie sfery przeżyć i przejścia do radości ży- cia. [...]” 15 Szczególna wrażliwość recenzentów na nastrój dramatu każę im rozpoczynać relacje z widowiska teatralnego od impresji, która ma prowadzić czytelnika w aurę dramatu i inscenizacji. Zabieg ten zauważyć można w cytowanych już fragmen- tach recenzji (Horsztyński, Dom kobiet). Większość impresji trafia istotnie w im- manentny ton dramatu. Bywa jednak inaczej. „[...] Jesień późna: wszystko spływa w szary ton. Sypie się z wolna zmierzch, a w nim ni to nietoperze polatują biedne myśli ludzkie, choć im raz na zawsze zakreślono lot. Zapijesz młode serce, ale na okamgnienie jedno, aby zatykotać wnet równym solidnym półszmerem, jak wszyst- kie te inne wokół ciebie, w życiowej mgle jesiennej starzejące się serca. Tak musi być, tak musi być, nie będzie już inaczej. Brr, jak chłodno tu, jak przeraźliwie’ smutno. [...]”18 Kto by pomyślał, że ta impresja wiąże się z dramatem Gorkiego Mieszczanie? Po tej części recenzji następuje już tylko omówienie poszczególnych ról. Bywa zatem, że własne rozmarzenia i smutki przeżywane w fotelu teatralnym bardzo luźno wiążące się z tym, co płynie ze sceny, stanowią zawartość owych impresji. Wybrane, najbardziej charakterystyczne przykłady ewokacji odbieranego na- stroju, jakiego źródłem stawały się utwory dramatyczne i ich teatralne ekspozy- cje — są, jak się wydaje, sprawdzianami emocyjnego odbioru dramatu oraz wszystkich treści, jakie zawarte są w słowie — teatr. Intelektualna recepcja dramatu znajdowała swój wyraz w próbach oceny te- matu, problematyki, idei, wartości artystycznych utworu. Dla większości publi- cystów szczególnie ważne było to, o czym mówi dramat. Wiąże się z tym proble- matyka, idea, którym to elementom poświęcano również sporo uwagi. Na ogół dość schematycznie i mało mówiące były wzmianki o artystycznych walorach dramatu, którego ekspozycja teatralna dostarczała okazji do rozważań. Pisano o złej lub dobrej kompozycji, o dobrze lub źle zarysowanych postaciach, o dobrze lub niedobrze skonstruowanym dialogu, czasem nieco o stylu i języku. Poświęćmy więc uwagę bardziej charakterystycznym, dość typowym dla przyjętego przez wielu publicystów sposobu (czy też kilku sposobów) — mówienia o tema- cie dramatu. * 11 14 Helena Robliczkowa, Dom kobity „Ziemia Przemyska” 1930, nr 31. Robliczkowa rozwi- ja znany aforyzm Nałkowskiej zawarty w Domu kobiet w obszerną impresję. Recenzja do- tyczy wystawienia tej sztuki przez zespół warszawski w świetnej obsadzie z Przybyłko-Po- tocką i Siemaszkową. u (Lot), Dom kobiet, sztuka w 3 aktach Zofii Nałkowskiej, „Nowy Głos Przemyski” 1930, nr 31. 11 eh (Edward Henner), Mieszczanie, „Nowy Głos Przemyski” 1919, nr 55. Mieszczan wy- stawił Teatr Polski w Przemyślu; reżyser, Henryk Cudnowski.
* ♦ * Diagnoza tematu zajmuje u niektórych recenzentów czołowe miejsce. Edward Lorenz np. — sam będąc człowiekiem teatru, jednym z najświatlejszych i najzdolniejszych reżyserów i aktorów — jako recenzent nie da4je się zwieść bły- skotliwości zewnętrznej dobrze skonstruowanego dramatu i zręcznej ekspozycji tea- tralnej. W związku ze sztuką graną przez zespół Teatru „Bagatela” z Krakowa — Świderkiem Dario Nicodemiego pisze: „(...) Temat wyzyskany niezliczone razy przez kinoteatry, gdzie to mała dziewczynka z rynsztoka w pierwszym akcie sprze- daje kwiaty przed pałacem, a w ostatnim akcie żeni się z nią książę. U Nicode- miego zamiast księcia, — inżynier, jadący do Trypolisu. [...]”17 Podkreśla autor, iż motyw kopciuszka i w dramacie użyty bywał często (Shaw: Pygmalion, Fleurs i Caillavet: Bęben, Perzyński: Aszantka). Już nie diagnozy, lecz istnej wiwisekcji tematu i treści dokonał E. Lorenz na .sztuce Herzera Morphium, noszącej podtytuł Nokturn. „[...] Czy na to istnieje teątr? Czy tak wygląda dzieło sztuki? A przy tym ta marna faktura sztuki. Chcę wierzyć, że p. Herzer napisał Morphium dla niezdrowej sensacji..., dla honorarium, bo wątpię, by sam wierzył w „głębię” swego dzieła. Z uwagi jednak na powodze- nie kasowe obdarzy nas p. Herzer zapewne po nokturnie nową jakąś „sonatą” w czterech akta,ch na temat cięższych chorób żołądka i kiszek np. skręt kiszek, zapalenie otrzewnej, ostry nieżyt żołądka, lub nowym jakimś „preludium” w pię- ciu odsłonach z dziedziny ginekologii, a może „symfonię” na temat chorób skór- nych. [...]”18 Tak skomentował Edward Lorenz temat i fabułę sztuki noszącej podtytuł nokturn. Komentarz ów stanowi zakończenie obszernej i równie ironicznej rela- cji z tego, co dzieje się w sztuce, której bohaterem jest morfinista — akcję zaś stanowi cykl jego zachowań przed i po zastrzyku morfiny. Ośmiesza Lorenz owo studium kliniczne z postawy estety. Miłośnik poetyckiego dramatu wyraża ostre veto przeciw naturalistycznej konwencji. Zafascynowany świetną grą Malickiej i Węgierki — recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego” (o grze tej pary z entuzjazmem pisaj również Lorenz) — nie za- głębia się w problematykę sztuki. Rzecz całą nazywa „rafinowaną «literaturą» dla nerwów”, napisaną przez wiedeńskiego lekarza. Wyraz literatura ujęty w cudzy- słów. „[...] Między Scyllą — kobietą a, Charybdą — morfiną wiruje młody literat twórca głośnej powieści pt. Morphium. Zwycięża morfina. Tragicznym echem tej wiktorii — celny samobójczy strzał rewolwerowy, któremu wtórzy pierwszych kil- ka taktów szopenowskiego nokturnu. [...]”19 Lapidarniej i łagodniej pisał o tejże sztuce recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego”. Przygląda się często przemyski recenzent tematowi dramatu pod kątem jego oryginalności. Na marginesie tego spostrzeżenia należy zwrócić uwagę na fakt, iż przeciętny miłośnik teatru miał w Przemyślu owych czasów możliwość zapoznania się z dużą ilością literatury dramatycznej prezentowanej na deskach „Fredreum” przez rodzimy teatr i poprzez jakże częste występy profesjonalnych zespołów. 17 E. L. (Edward Lorenz), „Świderek”. Komedia w 3 aktach Daria Nicodemi, grana przez personel Teatru ,,Bagatela” w Krakowie. „Ziemia Przemyska” 1922, nr 25. 18 E. L„ Krakowski Teatr „Bagatela” w Przemyślu, „Morphium” — nokturn w 4 aktach, „Ziemia Przemyska” 1922, nr 21. 19 E. H. (Edward Henner), „Morphium”, Nocturn, „Nowy Głos Przemyski” 1922, nr 21.
Temat bajialny i oklepany zbywa się często żartem: „(...) Po Gorącej krwi i Panu poste udzieliła krytyka teatralna jednogłośnie talentowi Mieczysława Fijał- kowskiego długoterminowego kredytu na .najdogodniejszych warunkach. Że zaś pi- sarz ten jest dżentelmenem — spłaca, swój dług punktualnie w każdym sezonie nową komedią. Oczywiście niełatwo dziś o gotówkę pomysłów scenicznych. Nikt się tedy zbytnio nie zdziwi, że Fijałkowski wybiera raz po raz wojenkę, tę wszech- władną panią, za którą idą nie tylko „chłopcy malowani”, ale i cały szereg współ- czesnych utworów, począwszy od smętnawej pamięci Piosenek ułańskich Bunikie- wicza. Motyw ten dostatecznie wyzyskany Fijałkowskiego w Wiernej kochance wraca od nowa w Drugim mężu [...]”.2° O wspomnianej sztuce Bunikiewicza pisał w 1918 r. recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego”: „[...] Jest to, jak się zdaje, zupełnie nowy rodzaj komedii, ta,ki, w którym nie ma wcale akcji. W jej miejsce wystąpiły „efekty” porozmieszczane z iście tapicerską zręcznością. Jest więc finał I aktu ze śpiewami chóralnymi za kulisami, jest oficer ranny, dekla,mujący w gorączce rymowane sentymenty dla pensjonarek... Pan Bunikiewicz posiada jednak takt literacki i nie chąc zahukać widzów tylu nowościami — pozostał konserwatystą w reminiscencjach. Nie za,- pomniał zatem o sienkiewiczowskim „hajduczku”, nie wzgardził momentem czysto zewnętrznym z Warszawianki, w którym dziewczę polskie patrzy przez okno dwor- ku szlacheckiego na przemarsz śpiewających wiarusów, bo wiersz nawet, ten wiersz wylizany, pomadkowy wzorował na Nikorowiczu (W gołębniku). (...)”20 21 Autor tej sceny nie dezaprobuje samego tematu tak poważnego jak wojna, tylko sentymentalno-efekcia,rskie potraktowanie tegoż tematu. Podobny protest przeciwko „profanacji” tematu wystąpi w recenzji ze sztuki francuskiego pisarza, autora komedii bulwarowych — H. Bataille’a. W związku z jego sztuką Alzacja, graną siłami Teatru Powszechnego pisze recenzent „Nowego Głosu Przemyskiego”: „Każdy bój ma swoich Tyrteuszów”, więc i p. Henryk Ba- taille, pisarz o wielce bitewnym nazwisku, zgłosił się natychmiast po ogłoszeniu ogólnej mobilizacji na ochotnika w kancelaryjne szeregi francuskiego ministerium wojny. A kiedy na polach Szampanii lała się już krew na dobre, za,grała u p. Ba- taille stara, rasowa ,,g 1 o i r e”, uczynił tedy istny wypad zza ministerialnego biur- ka, ciskając przy tym w stronę niewidzialnego wroga, trzyaktowym granatem ręcz- nym pt. Alzacja. W biegu do szturmu odrzuca żołnierz zwykle wszelki niepo- trzebny balast: cóż dziwnego, że i p. Bataille zrezygnować musiał w tym wypadku z niezaprzeczonego talentu, z ja,kim pisał kiedyś Maman Colibri i Nagą kobietę. Ofiara ciężka, ale Boże kochany, toć do ostatniej kropli atramentu gotowo się wal- czyć dla Ojczyzny, która nagradza mężnych literatów wstążeczką Legii i frakiem Nieśmiertelnego. [...]” 22 Być może raziło autora zacytowanych relacji sentymen- talno-efekciarskie potraktowanie tematu, którym jest bądź co bądź wojna,. Aprobatę sprawozdawców teatralnych zyskuje na ogół dramat, w którym znaj- duje odbicie otaczająca rzeczywistość. Konfrontacja doświadczeń i obserwacji pi- szącego o dramacie z wizją artystyczną owej rzeczywistości zawartą w dramacie stanowi podstawę diagnostycznych dociekań i stwierdzeń. Tak więc aprobatę zy- skuje tema,tyka czasu bieżącego np. powojenne nadużycia gospodarcze, paskarstwo 20 E. H. (Edward Henner), „Drugi mąż”. Komedia w 3 aktach M. Fijałkowskiego, „Nowy Głcs Przemyski” 1922, nr 32. 21 „Piosenki ułańskie”. Komedia w 3 aktach Witolda Bunikiewicza, „Nowy Głos Prze- myski” 1918, nr 37. 22 E. H. (Edward Henner), „Alzacja”, sztuka w 3 aktach H. Bataille’a, „Nowy Głos Prze- myski” 1919, nr 7.
i inne formy nielegalnego zdobywania fortuny (1), później temat bezrobocia (2), nie tak ucnążliwy społecznie, lecz trafnie uchwycony temat fascynacji filmem i tęsknoty kobiet do królowania na srebrnym ekranie (3), występujące w licznych utworach polskich i obcych treści dotyczące zmian obyczajowych. Ogólnie biorąc, prawie wszystko, co zawierała tak popularna w okresie dwudziestolecia między- wojennego, dziś zapomniana twórczość Kaweckiego, Kiedrzyńskiego, Fijałkowskie- go oraz liczne utwory „importowane” — dziś również zapomniane. W związku z popularną (w drugiej zwłaszcza połowie okresu międzywojenne- go) tematyką wsi pozostaje dramat Andrzeja Gajicy (generała związanego swym stanowiskiem z ówczesnym Przemyślem) — Przysięga. Rzecz wystawiło „Fredreum” w roku 1929. Anonimowy recenzent „Tygodnika Przemyskiego” dostrzegł w utwo- rze Galicy wierne odbicie rzeczywistości: „Głód ziemi — odwieczne źródło waśni między sąsiadami, walka o każdą zaoraną skibę, nienawiści przechodzące z poko- lenia na pokolenie i pieniactwo — oto zło, na jakim Andrzej Galica osnuł tra- gedię góralską. Przed naszymi oczami przesunęła, się cząstka tragedii ludu wiej- skiego tocząca jak rak najzdrowszą część organizmu społeczeństwa, przeciwko cze- mu ani autor, ani my nie widzimy żadnego lekarstwa. [...]”23 Wbrew sugestiom recenzenta temat ma4ło ma wspólnego z realistycznym odbiciem rzeczywistości. W tragedii rozstrzyga się wszystko, jak wskazuje na to podana treść, na pła- szczyźnie metafizycznej. Mord, który zamyka dzieje sąsiedzkiego sporu, jest na- stępstwem grzechu — krzywoprzysięstwa. 23 „Przysięga” Andrzej Galica. „Tygodnik Przemyski” 1929, nr 19. BIBLIOGRAFIA PRAC IRENY PITULANKI-ROŻNIATOWSKIEJ 1. Język polski w szkołach zawodowych. (Artykuł dyskusyjny), „Nowiny Ty- godnia”, tygodn. dodatek „Nowin Rzeszowskich” 1953, nr 48 (197), s. 3. 2. „Magazyn mód” I(wana) Krylowa. (Fredreum). „Nowiny Tygodnia” 1953, nr 45 (194), s. 2. 3. „Pawilon pod sosnami” Michała Rusinka, „Nowiny Tygodnia” 1953, nr 40 (189), s. 2. 4. Z życia ludzi radzieckich. „Chirurg” A(leksieja) Korniejczuka na scenie PDK w Przemyślu, „Nowiny Tygodnia” 1953, nr 49 (198), s. 3. 5. „Droga do Czarnolasu” (Aleksandra Maliszewskiego) w Jarosławiu. (Teatr „Studio”. Zespół Zzoiązku Zawodowego Pracowników Handlu), „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 4(203), s. 3. 6. „Mewa” (Czajka) (Antoniego) Czechowa (w związku z wystawieniem tej sztuki przez zespół teatralny PDK w Przemyślu), „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 46 (245), s. 2. 7. „Moralność pani Dulskiej” (Gabrieli Zapolskiej) na scenie „Fredreum”, „No- winy Tygodnia” 1954, nr 41 (240), s. 2. 8. „Nowy Don Kichot” (Aleksandra Fredry) na scenie przemyskiej. („Fre- dreum”), „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 21 (220), s. 3. 9. „Rodzinka” Jerzego Jurandota, „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 10 (256). 10. Sztuka teatralna dla najmłodszych, „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 15 (214), s. 3. Maria Kownacka, Wawrzyńcowy sad', scena PDK w Przemyślu. 11. W trosce o piękną dykcję i recytację uczniów. (Głos w dyskusji), „Nowiny Tygodnia” 1954, nr 7 (206), s. 3. 12. Dom kobiet. „Nowiny Tygodnia” 1955, nr 20 (266), s. 2. Rec. z: Zofia Nał- kowska, „Dom kobiet”, Teatr Ziemi Rzeszowskiej, reż. Karol Borowski.
13. Drogi i rozdroża amatorskiego ruchu teatralnego. (Głos w dyskusji), „No- winy Tygodnia” 1955, nr 19 (265), s. 2. 14. „Maturzyści” Z(dzisława) Skowrońskiego na scenie „Fredreum”, „Nowiny Tygodnia” 1955, nr 43 (289), s. 2. 15. O „Romansie z wodewilu.” (Krzemińskiego) w wykonaniu zespołu „Fre- dreum”. „Nowiny Tygodnia” 1955 nr 2 (248) s. 2. 16. „Późna miłość” Ostrowskiego. „Nowiny Tygodnia” 1955, nr 12 (258), s. 3. Rec. przedstawienia w Teatrze Kameralnym Związku Zawodowego Pracowników Kolejowych w Przemyślu. 17. Romantyczni, „Nowiny Tygodnia” 1955, nr 24 (270), s. 2. Rec. przedstawienia Edmond Rostanda, Teatr Ziemi Rzeszowskiej, reż. Ireneusz Erwan. 18. „Czwarty do brydża” (Adama) Grzymały-Siedleckiego we „Fredreum”, „Przegląd Kulturalno-Oświatowy” — tygodn. dodatek „Życia Ziemi Przemyskiej” 1956, nr 5i(41), s. 3. 19. „Fredreum” gra operetkę „Rozkoszna dziewczyna”, „Nowiny Rzeszowskie” 1956, nr 167 (2206), s. 3. 20. „Ich czworo” G(abrieli) Zapolskiej we „Fredreum”. „Życie Ziemi Przemy- skiej” 1956, nr 2 (38), s. 1. 21. Molier w teatrze szkolnym, „Nowiny Tygodnia” 1956, nr 23(316), s. 3. Rec. z przedstawienia Mizantropa, Technikum Geodezyjne, Jarosław. 22. Opowieść o młodym Mickiewiczu. Na marginesie wystawienia fragmentów „Ballad i romansów” A. Maliszewskiego, „Nowiny Rzeszowskie” 1956, nr 4 (2043), s. 6. 23. Refleksje w związku z premierą „Króla włóczęgów”, „Przegląd Kulturalno- -Oświatowy” 1956, nr 4(40), s. 2. Rec. z: J. H. Mac Carthy, Król włóczęgów; PDK w Przemyślu. 24. W kręgu postulatów, pragnień i marzeń, „Przegląd Kulturalno-Oświatowy” 1956, nr 3 (39), s. 3. O aktualnych postulatach w zakresie kultury Przemyśla. 25. W oczekiwaniu ciekawej premiery, „Przegląd Kulturalno-Oświatowy” 1956, nr 1 (37), s. 2. Anons Króla włóczęgów, por. poz. 23. 26. Czy konieczna matura? (Głos w dyskusji w związku z artykułem S.D. „Ro- dzicom pod rozwagę”), „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 12 (356), s. 3—4. 27. „Ekspress północny 133”, „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 3 (347), s. 2. Rec. z przedstawienia sztuki A. Ridleya, B. Merivale’a<, Fredreum. 28. „Spadkobierca” (Adama) Grzymały-Siedleckiego w teatrze „Fredreum”, „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 10 (354), s. 2,4. 29. „Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry w Teatrze Kolejarza w Przemyślu, „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 30 (374), s. 3. Z fotogr.: Aniela^ — Maria Fifagrowicz- -Nogowa; Gustaw — E. Bukład. 30. Teatr w terenie. „Igraszki z diabłem” Jana Drdy w wykonaniu Państwo- wego Teatru Ziemi Krakowskiej im. L. Solskiego, „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 16 (360), s. 4. 31. Węgierskie impresje. (1), Szlakiem dawnych wieków, (2), Zycie i ludzie, „Nowiny Tygodnia” 1957, nr 36 (380), s. 1, 37 (381), s. 2. 32. List teatralny z Przemyśla, „Nowiny Tygodnia” 1958, nr 15 (408), s. 3. O „Fre- dreum”. 33. List z Przemyśla, „Nowiny Tygodnia” 1958, nr 42 (435), s. 3. O Niobe Gał- czyńskiego, w ramach wieczoru poezji. 34. Szaniaicski dla wszystkich, „Nowiny Tygodnia” 1959, nr 16 (459), s. 2. Rec. z: Jerzy Szaniawski, Kowal, pieniądze i guńazdy, PDK w Przemyślu. 35. „Igraszki z diabłem” (Jana Drdy) na scenie „Fredreum”, „Widnokrąg” — dod. do „Nowin Rzeszowskich” 1966, nr 18 (240), s. 4. 36. „Westerplatte” na scenie „Fredreum”, „Widnokrąg” 1966, nr 47 (261), s. 5. Rec. z przedstawienia sztuki Janiny Skowrońskiej-Feldmanowej, wystawionej pod kierownictwem literackim M. Fifagrowicz-Nogowej. 37. „Niemcy” roku 1967 w interpretacji „Fredreum”, „Zycie Przemyskie” 1967, nr 2 (2), s. 4. Rec. z: Leon Kruczkowski, Niemcy, „Fredreum”. 38. Za i przeciw dramatowi Wiktora Hugo, „Widnokrąg” 1967, nr 21 (294), s. 4. Rec. z: Victor Hugo, Angelo, tyran Padwy, „Fredreum”. 39. Z okazji jubileuszu pracy scenicznej Wandy Hoffmann-Fifagrowiczowej, „Widnokrąg” 1967, nr 45(318), s. 4. 40. Miasto miłośników poezji i pięknej polszczyzny, „Zycie Przemyskie” 1968,
nr 20 (28), s. 4—5. O XIV ogólnopolskim konkursie recytatorskim i o wieczorze poezji M, Konopnickiej zorganizowanym przez M. Nogową. 41. (Omów.: Anna Fischerówna, Książę Bolko i Sierotka Kasia, reż. E. Wier- ciński, Poznań 1928), „Widnokrąg” 1968, nr 14(340), s. 4—5... < 42. Śmierć i ludzkie sprawy, „Widnokrąg” 1968, nr 23 (349), s. 3. Rec. z: Witold Wandurski, Śmierć na gruszy, „Fredreum”, reż. M. Nogowa. 43. Dwa teatry, „Widnokrąg” 1969, nr 52 (430), s. 6. Rec. z: J. Szaniawski, Dwa teatry, „Fredreum”, reż. Janina Górska, M. Nogowa. 44. Przemyskie pismo literackie „Wzloty”, „Rocznik Przemyski” 1975, t. 15/16, druk. 1976, s. 187—202. Rozdział pracy doktorskiej. 45. W kręgu miłośników myśli i kultury antycznej. „Rocznik Przemyski” 1976/1977, t. 17/18, druk. 1977, s. 157—180. Drugi fragment pracy doktorskiej. Recen- zje i artykuły z lat 1953—1959 ukazywały się pod nazwiskiem Pitulanka, następne (od 1966) — Irena Pitula-Rożniatowska.
Halirya Jadwiga Kamińska REGIONALIZMY KRESOWE W NAZWACH OSOBOWYCH DAWNYCH PRZEMYŚLAN Celem publikacji jest zwrócenie uwagi na regionalizmy utrwalone w nazwach własnych osób zamieszkałych w Przemyślu w okresie od po- czątku XVI do czterdziestych lat XIX stulecia. Omawiane właściwości przejawiają się w kształcie fonetycznym rozpatrywanych mian oraz ich morfologii. Jak wiadomo, Przemyśl i jego okolice należą pod względem języko- wym do południowo-wschodniej polszczyzny kresowej. Obejmowała ona swoim zasięgiem ziemie położone na wschód od Wisłoka oraz Sanu w je- go dolnym biegu, tj. obszary historycznej Rusi Czerwonej, a także Po- kucia, części Podola i Wołynia k T. Lehr-Spławiński uznał tę polszczyznę ,,do pewnego stopnia za osobne narzecze naszego języka” 1 2 dodając, że jest ono o tyle szczególne i odmienne od innych, ,,że nie jest to narzecze w ścisłym tego słowa znaczeniu ludowe — choć mówi nim przede wszyst- kim polski lud wiejski i pospólstwo miejskie — ale sięga ono, jak żadne inne, także do warstw wykształconych” 3. Ta część Polski, na której znaj- duje się Przemyśl, została określona przez K. Nitscha 4 jako Małopolska wschodnia późniejsza, przez S. Urbańczyka 5 zaś, jako Pogranicze wschod- nie młodsze. Polszczyzna południowo-wschodnich kresów rozwinęła się pod wpły- wem substratu i adstratu ruskiego. Wielowiekowe sąsiedztwo Polaków i Rusinów pozostawiło liczne ślady w mowie mieszkańców regionu, zna- 1 Zob J. Zaleski, Polszczyzna kresów pohidniowo-wschodnich, [w:] Studia nad polszczyzną kresową pod red. J. Riegera i W. Werenicza t. II, Wrocław 1983, s. 9. 2 T. Lehr-Spławiński, Wzajemne wpływy polsko-ruskie w dziedzinie językowej. Przedruk [w:] Studia i szkice wybrane, seria 2, Warszawa 1966, s. 135. 3 Ibidem. 4 K. Nitsch, Wybór polskich tekstów gwarowych, wyd. II, Warszawa 1960, s. 25 oraz mapa. 5 S. Urbańczyk, Zarys dialektologii polskiej, wyd. II, Warszawa 1962, mapa nr 3.
lazło też swoje odbicie w nazewnictwie osobowym * i * * * * 6. Elementom wscho- dniosłowiańskim w antroponimii przemyskiej poświęcił ostatnio swój artykuł S. Warchoł7. Przedmiotem badań autora są nazwiska osób za- mieszkałych w Przemyślu w latach 1939—1950 oraz 1968, tzn. materiał wyłącznie współczesny. O wpływach ukraińskich 8 na nazwy własne prze- myślan w aspekcie historycznym pisałam już wcześniej w moich pra- cach 9. Tematem niniejszego artykułu są właściwości regionalne południo- wo-wschodnich kresów. Truizmem jest twierdzenie, że genezy wielu z nich należy dopatrywać się również we wpływie ruskim. Jeśli chodzi o opracowania traktujące ogólnie o południowo-wscho- dnich kresowizmach, to trzeba tu wymienić przede wszystkim wspom- nianą już rozprawę T. Lehra-Spławińskiego Wzajemne wpływy polsko- -ruskie w dziedzinie językowej10 oraz wcześniejszą pracę tegoż autora O mowie Polaków w Galicji wschodniej 11. S. Szober w Gramatyce języka polskiego 12 cechy kresowe omówił w rozdziałku zatytułowanym Język polski na terenie mieszanym polsko-ukraińskim. Z nowszych ujęć synte- tycznych na szczególną uwagę zasługują: książka Z. Kurzowej Polszczy- zna Lwowa i kresów południowo-wschodnich do 1939 roku 13 oraz dwa artykuły niedawno zmarłego J. Zaleskiego, Język polski na kresach po- łudniowo-wschodnich 14 i Polszczyzna kresów południowo-wschodnich 15. Nie wyliczam tu wszystkich prac językoznawczych z będącego przed- miotem moich badań zakresu, gdyż szczegółową ich bibliografię można znaleźć we wspomnianej rozprawie Z. Kurzowej 16. Pragnę jedynie za- sygnalizować, że zainteresowanie polszczyzną kresową nie maleje, choć- by wspomnieć wydane ostatnio i co za tym idzie nie uwzględnione w bi- bliografii Kurzowej takie opracowania, jak I. Seiffert-Nauki Słownictwo ’ Zob. choćby J. Rieger, Imiennictwo ludności wiejskiej w Ziemi Sanockiej i Przemyskiej w XV w., Wrocław 1977; E. Wolnicz-Pawłowska, Osiemnastowieczne imiennictwo ukraińskie w dawnym województwie ruskim, Wrocław 1978. 7 S. Warchoł, Elementy wschodnioslowiańskie w nazwiskach mieszkańców Przemyśla, „Slavica Lublinensia et Olomucensia”, 1977, ss. 177—191. 8 Co do terminów ruski, ukraiński, zob. W. Witkowski, Język ukraiński, Pol- ska Akademia Nauk, Oddział w Krakowie, „Nauka dla wszystkich” nr 57, Kra- ków 1968, s. 13—15; Język ukraiński, [w:] Ukraina, teraźniejszość i przeszłość, Kra- ków, 1970, ss. 334—335. Por. też J. Zaleski, I.C., s. 9. 9 Wpływy obce na antroponimię Przemyśla od początku szesnastego do połowy dziewiętnastego stulecia, „Materiały i Studia Muzealne” V (1982), s. 39—65; Ele- menty obcego pochodzenia w nazwiskach mieszczan przemyskich (XVI—XIX wiek), „Rocznik Naukowo-Dydaktyczny Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie”, Fi- lologia Polska, z. 17/60, (1984), ss. 29—52. 10 [w:] Studia i szkice wybrane, seria 2, Warszawa 1966, ss. 130—142. Por. ods. 2. 11 „Język Polski” II (1914), ss. 40—51. 13 Cz. I, Warszawa 1931, ss. 179—181. 18 Warszawa 1983. (Zob. też dwie recenzje tej książki, jedna pióra S. Urbańczy- ka, druga — B. Walczaka, obie zamieszczone w „Języku Polskim LXIV, 1984, s. 210—216 oraz 216—223). Z innych prac Z. Kurzowej można wymienić Język przedwojennego Lwowa, „Sprawozdania z Posiedzeń Komisji Naukowych PAN, Od- dział w Krakowie”, Kraków 1981, ss. 304—306. 14 „Sprawozdania z Posiedzeń Komisji Naukowych PAN, Oddział w Krako- wie”, Kraków 1981, s. 301. 15 [W:] Studia nad polszczyzną kresową, t. II, Wrocław 1983, ss. 9—14. Por. ods. 1. 19 Z. Kurzowa, Polszczyzna..., s. 436—440.
w dialogach Szczepka i Tońka (Z badań nad dialektem miejskim Lwo- wa) 17, czy W. Górawskiego Słownik gwary lwowskiej 18. Polszczyżnie przemyskiej XVII oraz XVIII wieku poświęciła oddzielną monografię H. Wiśniewska 19. Ta sama autorka omówiła liczne regiona- lizmy pojawiające się w księgach cechowych Przemyśla z XVII, XVIII i XIX stulecia 20. Podstawą moich rozważań są męskie i żeńskie nazwiska 21 oraz imio- na chrzestne zanotowane w Przemyślu w latach 1500—1840. Zostały one wydobyte z 95 źródeł22, w tym 93 rękopiśmiennych i 2 drukowanych. Chcąc uzyskać możliwie pełny obraz właściwości kresowych, eksploracją objęto zarówno rzymsko-, jak i greckokatolicki archiwalny materiał ono- mastyczny. Ekscerpowane rękopisy znajdują się w zbiorach Wojewódz- kiego Archiwum Państwowego w Przemyślu, Archiwum Diecezjalnego w Przemyślu, Państwowego Archiwum w Krakowie na Wawelu, Cen- tralnego Państwowego Archiwum Historycznego USRR we Lwowie oraz w parafii św. Józefa w Przemyślu na Zasaniu. Analizie poddano w tej pracy takie nazwy własne, których nosiciele mieszkali na obszarze dziewiętnastowiecznego Przemyśla, tj. w śródmie- ściu oraz na przedmieściach uwzględnionych przez G. Oliwę na jego pla- nie miasta z 1834 roku23, uzupełnionym o dane, których dostarczyła naj- starsza zachowana, tzw. wiedeńska mapa Przemyśla z 1852 roku24. Ta- kie terytorialne ograniczenie materiału było możliwe dzięki temu, że w wielu wykorzystanych dokumentach (np. księgach podatkowych, me- trykach kościelnych, spisach parafian) zostało podane miejsce zamieszka- nia danej osoby (śródmieście lub któreś z przedmieść, czasem też nazwa ulicy). Co się tyczy natomiast ram chronologicznych ekscerpcji, to za- cieśnienie jej do 1840 roku ma swoją historyczną podstawę. Wykorzystu- jąc naturalne warunki obronne terenu, w latach pięćdziesiątych XIX wie- ku zaczęli Austriacy przekształcać miasto w twierdzę25. Po Antwerpii i Verdun stał się Przemyśl trzecią co do wielkości twierdzą Europy i ode- 17 „Rozprawy Komisji Językowej Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego” XIII (1982), ss. 243—277. 18 „Poradnik Językowy” 1982, ss. 111—117. 19 H. Wiśniewska, Polszczyzna przemyska wieków XVII—XVIII, Wrocław 1975. 20 H. Wiśniewska, Właściwości gwarowe w dziewiętnastowiecznych księgach cechowych w Przemyślu, „Rocznik Przemyski” XV—XVI (1975), ss. 210—216; Cechy regionalne mowy rzemieślników przemyskich (w. XVII—XVIII), „Rocznik Przemy- ski” XXII—XXIII (1983), ss. 167—178. 21 Przez nazwisko rozumiem w tej pracy każdą nazwę osobową pełniącą funk- cję obecnego nazwiska, a więc zarówno dziedziczne i stałe nazwisko, jak też pier- wotne przezwisko. 22 Zob. wykaz źródeł na końcu pracy. 23 Plan ten znajduje się w zbiorach WAP w Przemyślu (bez sygnatury), 24 Mapa nosi tytuł: Stadt Przemyśl mit den Lemberger, Podzamcze und Za- sunie Vorstddten in Galizien, [Wiedeń] 1852. WAP, zespół archiwum geodezyjnego, sygn. 1051. Szerzej na temat powiększania się terytorium miasta zob. K. Arłamow- ski, Rozwój przestrzenny Przemyśla, „Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodar- czych” XV (1953), ss. 161—194. 25 Piszą o tym m. in. A. Gilewicz, Twierdza Przemyśl w XIX i XX w., „Rocz- nik Przemyski” XII (1968), ss. 156—157; J. Różański, Przemyśl i okolice, wyd. IV, Warszawa 1977, s. 27; Województwo przemyskie, Rzeszów 1982, s. 32; Twierdza Przemyśl, Rzeszów 1983, s. 7.
grał ważną rolę ,w czasie I wojny światowej. Już w chwili rozpoczęcia budowy twierdzy, do Przemyśla napłynęło bardzo wielu cudzoziemców. Strategiczny charakter miasta podkreślały stacjonujące w nim liczne od- działy wojskowe26. W 1859 r. linia kolejowa połączyła Przemyśl z Kra- wem i Lwowem 27. Sprzyjało to migracji ludności. Ograniczenie eksplo- racji do 1840 r., tj. do okresu bezpośrednio poprzedzającego budowę twierdzy oraz linii kolejowej wydaje się zatem w pełni uzasadnione. Całość zebranego przeze mnie materiału onomastycznego jest olbrzy- mia. Kartoteka nazwisk liczy kilkadziesiąt tysięcy różnych zapisów, z któ- rych wyodrębniono około 10 tysięcy podstawowych haseł nazewniczych, obejmujących prócz męskich, także formy żeńskie oraz liczne odmianki fonetyczne. Bogata jest również lista imion chrzestnych. Większość ekscerpowanych nazw nie wykazuje jakichkolwiek nalecia- łości regionalnych. Najprawdopodobniej pisarze wystrzegali się, przy- najmniej w piśmie, wymowy kresowej. Zależało to zresztą od -edukacji skryby i stopnia jego językowego wyrobienia. Pisarzy było wielu i prze- ważnie nic o nich nie wiemy 28. Pewne światło na poziom wykształcenia osób prowadzących akta przemyskie może jedynie rzucić charakter ich pi- sma. Najbardziej nieporadnie były zapisywane księgi cechowe. Właści- wości kresowe dają się jednak zauważyć niemal u wszystkich pisarzy. Nie mamy wszakże żadnej pewności, czy wszystkie regionalizmy wyszły spod ich pióra. Również nosiciele poszczególnych imion i nazwisk mogli je przecież podać do zapisania w formie dialektalnej. (Nie dotyczy to oczywiście księgi zmarłych, tu mogła się odbić wymowa osoby zgłasza- jącej zgon). Zdarza się, że nawet ta sama nazwa osobowa figuruje w ar- chiwaliach przemyskich zarówno w swej „literackiej”, jak i regionalnej postaci. Tych ostatnich jest wprawdzie mniej, ale można je znaleźć we wszystkich przejrzanych przeze mnie źródłach. W przemyskim materiale onomastycznym brak jest samogłosek kres- kowanych. Sporadyczne kreskowanie o, zwłaszcza w przyrostku -ówna pojawiło się dopiero w dziewiętnastym wieku i to bardzo niekonsekwent- nie. W wymowie kresowej, podobnie jak w języku ukraińskim, nie ma a pochylonego, natomiast ścieśnione e może identyfikować się z i lub y. Zmiana e w i po miękkiej oraz w y po twardej znana była dawnej pol- szczyźnie i do dziś zachowała się w niektórych gwarach rdzennie pol- skich. Czynnikiem sprzyjającym zachowaniu w Przemyślu i (y) powsta- łego z e było oddziaływanie języka ukraińskiego, w którym zmiany fone- tyczne spowodowały przejście dawnego e w i. Egzemplifikacja, którą wy- notowałam. pochodzi z różnych stuleci; np. Brzik29 KP 1561, 42 30; 1565, 29 Dokładniej na ten temat zob. A. Gilewicz, l.c., s. 156. 27 K. Wolski, Przemyśl i okolice, Przemyśl 1957, s. 32; J. Różański, Wojewódz- two..., s. 32. 28 Tylko nieliczni, jak np. prowadzący księgi cechowe, umieszczali czasem swoje nazwisko pod sporządzonym przez siebie protokołem. Zob. H. Wiśniewska, Polszczyzna..., s. 10. 29 W przykładach ilustrujących wymowę kresową zachowuję ortografię zgodną z oryginałem. Modernizacja pisowni polega jedynie na zastąpieniu małych liter wielkimi na początku imion i nazwisk. Dla większej przejrzystości egzemplifikację podaję w mianowniku. 30 Pierwsza cyfra po skrócie źródła oznacza rok, drugą stronę tekstu, na któ- rej dana nazwa została zanotowana.
53; LB I 159?, 2; 1604, 201; Brzyk ibid. 1592, 3; KC III 1616, 9; LB II 1620, 145; Brzyy LB I 1596, 67; LB II 1625, 160; (por. Brzeg* od n.m. Brzeg 31 32 33 lub ap. brzeg), podobnie Brziczek LB I 1608, 250; Brzyczek AO 1608, 632; Brzikowic KP 1565, 53; Brziski LB I 1604, 191; Brzyska LBa 1820, 283; MP 164 (por. Brzeski od n.m. Brzeg, Brzegi, Brzesko); Biało- brzyski RM XXIII 1770, 3 (por. Białobrzeski od n.m. Białobrzegi); Mli- czakowa LBa 1813, 185; Mliczkowna ibid. 1819, 273 (od ap. mliko, mlicz- ko <ż mleko, mleczko) itp. Wspomniano już wyżej, że samogłoska a zasadniczo nie ulegała ścieś- nieniu w dawnym Przemyślu. Zanotowane w siedemnastowiecznych ra- chunkach miejskich cztery formy nazwisk żeńskich: Komarkowicowo RM VI 1633, 5; Kurkowa ibid. 4; Dutkiewiczowo RM VII 1634, 2; Kurkiewi- czowo ibid. 3 (tzn. Komarkowicowa, Kurkowa, Dutkiewiczowa, Kurkiewi- czowa) należą do wyjątkowych. Częstsze są natomiast zapisy, w których samogłoska a rozwinęła się w o przed nosówką, np. w imionach Jan i Adam (łon KC XXI 1669, 84; KC I 1715, 7; KC XXIII 1725, 144; Jon KC XXI 1671, 84; RM VI 1696, 26; KC I 1715, 7; KC XXIII 1732, 117; 1752, 29; KC XX 1767, 125; KC XXIII 1796, 146; Judom KC XVIII 1687, 251) oraz w żeńskim przyrostku -anka, urabiającym w Przemyślu nazwiska córek od mian zakończonych na samogłoskę, spółgłoskę, a na- wet na -ski83.'Przykłady Gąsczonka KC XXII 1649, 74 (por. Gąska); Bro- dzionka LC IV 1792, 103 (por. Broda); Cymbaliszczonka LN I 1796, 133 (por. Cymbalista)', Sroczonka LBa 1819, 259 (por. Sroka); Barylonka LC IV 1830, 64 (por. Baryła)', Zasadnionka LBa 1798, 13 (por. Zasadny); Li- siornka LN I 1798, 147 (por. Lis); Skubiszonka LC IV 1818, 8; (por. Sku- bisz); Hanasionka LM IV 1825, 207 (por. Hanas); Makarzonka LC IV 1825, 44 (por. Makar); Gałeczczonka KC XXIII 1699, 176 (por. Gałecki); Zmijoszczonka LBa 1798, 8 (por. Żmijowski), ale: Babianka LB I 1594, 28 (por. Baba); Błonianka LB II 1627, 244 (por. Błona); Brewczanka LM V 1832, 231 (por. ap. brewka); Bobrzanka LC IV 1832, 71 (por. Bober); Darowsczanka LB I 1593, 13; 1595, 49; F 1599, 73 (por. Darowski); Czer- nichowczanka AO 1609, 2085 (por. Czernichowski); Strzezowczanka ibid. 1609, 1906 (por. Strzyżowski). Na realizację aN jak oN na kresach wscho- dnich zwrócił uwagę S. Szober34, potwierdza ją także egzemplifikacja przytoczona w pracy H. Wiśniewskiej 35. Dodatkowo wskazują na nią pseudopoprawne zapisy typu Gamułkiewicz LM VII 1839, 12 v; Gamuł- kiewiczowa LN VII 1832, 208 (por. Gomułkiewicz). Jak podaje Z. Klemensiewicz 36, fonologiczna i fonetyczna odrębność o ścieśnionego zaczęła słabnąć już w XVI w., zaś w XVII fonem ten 31 Umieszczone w nawiasach imiona lub nazwiska zostały również zapisane w źródłach przemyskich. Ponieważ służą wyłącznie jako materiał porównawczy, dlatego nie zachowuje się jch oryginalnej pisowni, ani też nie podaje lokalizacji. 32 Wszystkie nazwy miejscowe cytuję za Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. I—XV, Warszawa 1880—1902. 33 Por. H. Kamińska, Żeńskie nazwy osobowe w metrykach przemyskich z końca XVI wieku, [w:] Z dziejów kultury i literatury Ziemi Przemyskiej, t. II, Przemyśl 1973, ss. 135—147. 34 S. Szober, o.c., s. 180. 35 H. Wiśniewska, Polszczyzna.,., s. 22. 36 Z. Klemensiewicz, Historia języka polskiego, cz. II, Warszawa 1965, s. 91. 7 — Rocznik Przemyski
zbliżał się coraz bardziej w wymowie do u. Pewien wpływ na taką jego artykulację wywarł język Polaków z obszarów ruskich. Ukraińskie ó powstałe ze wzdłużenia zastępczego brzmiało tam w XVI w. podobnie jak u. O ile wierzyć kopii regestru zadusznego z 1595 r., sporządzonej w roku 1720 (KC XXV), w Przemyślu już u schyłku XVI w. popełniano „błędy” pisząc u zamiast ó, np. Gurnik LB I 1593, 25; 1595, 45; Piurkow- ski ibid. 1595, 52, Przepiurski KC XXV 1595, 10; Przepiurska ibid. 9. To u występuje tutaj przed r, co dodatkowo sprzyjało tendencji artykula- cyjnego podwyższenia głoski ó. (Wiemy np., że Kochanowski rymował gury — chmury87). Tego samego typu są siedemnastowieczne zapisy: Gur- kowski LB 1612, 26; Skurkowski ibid. 1628, 253 || Skurkiewski ibid. 1634, 347; Skurski KC XXI 1682, 74; Gurowski KC III 1689, 67; Zagurski KC XXIII 1689, 163 oraz zarejestrowane w połowie XVIII w. nazwisko Gur- kiewicz KC XIV 1753, 57. O całkowitej identyfikacji ó z u w jęz.yku prze- myślan mogą jednaK świadczyć takie wyrazy, w których to ó nie zna- lazło się przed spółotwartą r, a więc: Juzkowa LB I 1607, 238; Juzef KC XV 1667, 143; KC XXIII 1728, 110; 1736, 1; RM XIX 1738, 464; KC XIII 1779, 15; KC IX 1839, 68; z matki Juzefy KC XVIII 1778, 389; Jus- kowicz AO 1607, 231; Wujcikowic KC XVIII 1661, 233; Wujcik ibid. 1681, 250; 1683, 381; Wuitowicz KC XXIII 1736, 1; 1745, 2; 1748, 88; Belczy- kuwna LBa 1805, 82; Banasiuwna ibid. 1808, 117; Bieluwna ibid. 1815, 211; Hornunguwna ibid. 1822, 321; Gratzluwna LM IV 1823, 204; Biluw- na LM II 1830, 330. Inne przykłady: Kruwczynski KC XXIV 1706, 107; Kruwczinski KC XXIII 1736, 1; 1737, 160; Krufczynski ibid. 1744, 6; 1746, 12; 1754, 40; Wrubloski ibid. 1760, 51. Także grupa oN mogła roz- winąć się w iąN, np Jelunek KC III 1649, 44; Zielunka MP 290; 538; (przyjął) Szymuna KC XX 1703, 32; (za) Szymuna KC XXIV 1709, 108; KC XXII 1773, 133; (przy) Szymunie KC XVIII 1754, 372. Najbardziej rzucającą się w oczy kresową właściwością fonetyczną jest redukcja iloczasowa i związana z nią zmiana barwy samogłosek bezprzyciskowych. Łączy się to z silnym akcentem dynamicznym pada- jącym na przedostatnią sylabę wyrazu. W polszczyźnie kresowej, podob- nie jak w gwarach zachodnioukraińskich, wymawianie zgłoski akcento- wanej wymaga dużej siły wydechowej, a co za tym idzie, skrócenia i osłabienia brzmienia samogłosek nie akcentowanych, które ulegają zwężeniu, przy czym e > i, y, zaś oZ>u. Z drugiej strony głoski akcen- towane obniżają się, dając e < i, y oraz o < u. Podwyższenie artykulacyjne omawianego typu występuje w mate- riale przemyskim we wszystkich badanych stuleciach, najsilniejsze jest jednak u schyłku XVIII i w pierwszej połowie XIX w. Zachodzi też prawie zawsze w zgłosce przedakcentowej, w poakcentowej pojawia się rzadziej. Ilustrują to m. in. następujące przykłady: Pikarczik KP 1582, 102 (por. Piekarczyk); Mihownik LB I 1600, 125 (por. Miechownik od ap. miechownik’1. ten, który wyrabia miechy, 2. tragarz’ SW); Pikarski LB I 1605, 210 (por. Piekarski); Nimirowski RM XIX 1717, 15 (por. Nie- mirowski od n. m. Niemirów); Poczykayło KC XXII 1791, 315 (por. Po- czeka jło od czas, poczekać); Smitanski LN I 1791, 106 (por. Smietański 87 Z. Klemensiewicz, o.c., s. 90.
od ap. śmietana); Cimiński LC I 1792, 13 (od n. m. Ciemin); Stybnicki LN I 1799, 152 (por. Stebnicki od n. m. Stebnik); Cislinska LN I 1803, 169 (por. Cieśliński od n. m. Cieślin lub ap. cieśla); Nidzielski LBa 1806, 98 (por. Niedzielski od ap. niedziela); Sklipinski ibid 1807, 105 (por. Sklepińska od ap. sklep lub sklepina ’lichy, nędzny sklep’ SW); Popi- lowski LM VI 1813, 311 (por. Popielowski od im. stop Popiel TaszN 115); Nisiołowska LBa 1817, 238; CP 14 (od n. m. Niesiołów, Niesiołowo); Szczypański TSch III (por. Szczepański od im. Szczepan); Cisielski KC XVIII 1819, 496 (por. Ciesielski od n. m. Cieśle lub ap. cieśla); Bińkoski LBa 1822, 334 (por. Bieńkowski od im. Bieniek, Bieńko < im. Bene- dykt); Cichanowska LM II 1828, 321 (od n. m. Ciechanów); Lipianka (masc.) LM VI 1833, 370 (por. Lepianka od ap. lepianka’l. mieszanina gliny i słomy, 2. budowa ulepiona z gliny, 3. peruczka’ SW); Bynicki LM VII 1840, 15 (por. Benicki od n. m. Benica, Benice) oraz Kurpil LC V 1840, 19 (por. Kurpiel od ap. kurpiel 'chodak, lichy but’ SW); a także Woicich KC XXIII 1661, 186; Woicih ibid. 1722, 139* 1735, 148. Przejście nie akcentowanego o w u38: Kuczwara LB I 1602, 159; RM XIII 1668, 12 (por. Koczwara od ap. koczwara 'poczwara’ Rosp II 336, Bor 154); Suchaczky LB II 1617, 97; Suchacki LB III 1766, 22; MJ 82 (por. Sochacki od ap. socha); u pana ...Rurkuwicza KC III 1650, 45 (por. Rurkowicz od ap. rurka); Skulimowski MJ 32 (od n. m. Skolimów); Buiarski KC XVIII 1793, 47; KC XV 1794, 159; LN I 1803, 173 (por. Bojarski od n. m. Bojary lub ap. bojar); Kuczwarski LM I 1803, 232; Kuczwarska LC IV 1808, 4; LM II 1831, 341 (por. Koczwara); Chudoroska LN II 1807, 151 (por. Chodorowski, Chodorowska od n. m. Chodorów); Pupkiewicz MP 466 (por. Popkiewicz od ap. popek < pop); Rutowicz LC II 1823, 52; Kutowiczowa LM V 1826, 285 (por. Kotowicz, Kotowi- czowa od ap kot); Kutecki LN VII 1828, 183 (por. Kotecki od ap. kotek); Susenka KC IX 1830, 66 (por. Sosenka od ap. sosenka); Suzanska LM II 1831, 340 (por. Sozańska od n. m. Sozań); Busakowski LM V 1835, 235 (por. Bosakowski od ap. bosak 'człowiek bosy’ SW) itp. Niekiedy rozwój o w u w zgłosce bezprzycisKOwej bywa wzmocniony bhsKOŚcią spółgłoski nosowej lub spółotwartej, np. Dzwunniczek RM VI 1633, 5 (por. Dzwonniczek od ap. dzwonnik); Murawski KC XXI 1708, 111 (por. Morawski od n. m. Morawa, Morawica); Rumankiewicz LN I 1789, 97 (por. Romankiewcz od im. Romanek <C Roman); Poziumkiewicz MJ 124; LM I 1801, 228 (por. Poziomkiewicz od ap. poziomka); Kuma- rowiczowna LBa 1815, 201 (od ap. komar); Kumarska LN II 1819, 208; LM IV 1825, 206 (por. Komarski od n. m. Komary lub ap. komar): Dmu- howski LM II 1826, 310; LC VIII 1838, 10 v (por. Dmochowski od n. o. Dmoch lub n. m. Dmochy Rosp I 190); Srudzinski KC XXIII 1737, 160; Srudzinska ibid. (por. Brodziński od n. m. Środa lub ap. środa); Korub- kiewicz LN I 1793, 121; TSch III (od ap. korobka 'pudełko słomiane’ SW); Druzdowicz LM IV 1832, 223 (por. Drozdowicz od ap. drozd), poza tym: (zapisuje) Unufrego KC IX 1833, 28 (por. im. Onufry); Teodur KC 88 Co do wymowy nie akcentowanego o jak u w języku ukraińskim we Lwowie i jego okolicy w XVII i XVIII w. zob. M. Lesiów, Właściwości fonetyczne ukraiń- skiego języka pisanego XVII i początku XVIII wieku, „Slavia Orientalis” XIV (1965), s. 356.
XXIII 1756, 73 (por. im. Teodor); Grzegursz ibid. 1694, 174; Grzegurz ibid. 1764, 153 (por. im. Grzegorz). W niektórych zapisach da je się zauważyć zjawisko odwrotne, tj. przejście nie akcentowanego i, y > e oraz u > o. Wiąże się to z wy- mową hiperpoprawną, np. Strzezowski KP 1550, 21 (por. Strzyżewski od n. m. Strzyżów); Wieniarski RM XXII 1756, 1 (por. Winiarski od n. m. Winiary); Niewinski LN I 1797, 139; Niewinska LBa 1810, 261 (por. Niwiński od n. m. Niwa); Siekorski KC XVIII 1798, 413 (por. Sikorski od n. m. Sikory lub ap. sikora 'sikorka’); Lisiekiewicz ibid. 1800, 424 (por. Listkiewicz od nazw. Lisik < ap. lis); Zmieioski LBa 1808, 126 (por. Zmijowski od ap. żmija); Poletowicz MP 250 (por. Politowicz od im. Hipolit); Ceranski LN IV 1823, 152; LC II 1823, 52; LC VI 1831, 27 (por. Cyrański od im. Cyran < Cyryl Rosp I 153, Bor 103 lub ap. cy- ran, zgrubiałej nazwy ptaka cyranka Bor ibid); Szczegielski LC VII 1834, 16 v (por. Szczygielski od n. m. Szczygły lub ap. szczygieł); Bre- siewicz CP 61 (por. Brysiewicz od ap. bryś 'mały brytan, przenośnie o człowieku gbur, cham, grubianin’ SW) oraz Paciokiewicz KC XVIII 1749, 372 (por. Paciukiewicz od ap. paciuk 'prosię, Świnia’ SW); Ola- nowski KC IX 1828, 65 (por. Ulanowski od n. m. Ulanów); Sorowiecki LM II 1827, 314 (od n. m. Surowice lub ap. surowiec T. wszelki materiał surowy, 2. złodziej, łobuz, ulicznik’ SW). Ostatni przykład należy in- terpretować o tyle ostrożnie, że może się w nim zaznaczać wpływ głoski spółotwartej r. Mieszanie i, y || e zdarza się także w sylabie akcentowanej. Jest ono w tym wypadku wynikiem rozszerzonej wymowy głosek i, y, które pod przyciskiem ulegają artykulacyjnemu obniżeniu. Zjawisko to jest wi- doczne choćby w takich nazwiskach, jak Streyski LB I 1594, 36; Strey- ska ibid. 1592, 7; 1596, 63 (por. Stryjski, Stryjska od n.m. Stryj)-, Prze- męska TSch V nr 2 (por. Przemyski od n.m. Przemyśl). Również przyrostek -iński mogli wymawiać przemyślanie jak -eński. Zachodziła poza tym sytuacja odwrotna, tj. przejście -eński w -iński. Nie jest to jednak właściwość wyłącznie kresowa. Oboczność -iński, -eński oraz -ański tłumaczył K. Nitsch39 działaniem następującej spół- głoski nosowej. Wybrane przykłady: Bielenski KP 1570, 67 (por. Bie- liński od n.m. Bielina, Bieliny); Dymiensky AO 1607, 10; 1608, 949 (od n.m. Dyminy); Berlensky KC XXIII 1688, 168 (por. Berliński od n.m. Berlin); Karpiensky ibid. 1697, 110, (por. Karpiński od n.m. Karpin); Starzeński LBa 1810, 143 (por. Starzyński od n.m. Starzyn, Starzyna, Starzyny) oraz Baginskj LB II 1615, 61 (por. Bagiński od n.m. Bagno, Bagna); Duszynsky ibid. 1620, 14; Duszyński TSch III (por. Duszeński od n.m. Duszno). Dobrą ilustracją wymienionych wyżej procesów może być nazwisko Witoszyński RM XXIII 1770, 12; MJ 130; LN II 1794, 123; LC III 1795, 8; TSch III (od n.m. Witoszyńce pod Przemyślem) wielokrotnie w źród- łach zapisane także w postaci Wituszyński RM XXIII 1770, 13; MJ 128; 39 K. Nitsch, O obocznościach -owski, II -oski i -iński, II -eński, „Język Polski” XXIX (1949), przedruk [w:] Nazwy i nazwiska, Porady językowe (opr. S. Urbańczyk), Wrocław 1964, ss. 13—17.
LC III 1790, 4; 1798, 13; TSch III; LC IV 1829, 62 oraz Wietuszyński LN II 1807, 151; LC IV 1816, 14 i Witoszeńska LN II 1817, 190. Samogłoski nosowe sprawiały pisarzom przemyskim wiele kłopotu. Jak wiadomo, język ukraiński zatracił obie nosówki. Odpowiednikiem polskiego ą i ę po spółgłoskach twardych jest w tym języku u, nato- miast po spółgłoskach miękkich ’a 40. Naturalną konsekwencją sąsiedztwa języka ukraińskiego, a więc takiego, w którego systemie nie było żad- nych nosówek, może być ich zaburzona wymowa na pograniczu wschod- nim. Dodatkowym czynnikiem potęgującym to działanie był prawdopo- dobnie fakt całkowitego ich zaniku także w niektórych gwarach małopol- skich. Najogólniej można stwierdzić, że w większości wypadków realizacja samogłosek nosowych w ekscerpowanych imionach i nazwiskach odpo- wiada obecnemu stanowi literackiemu. Nazwy osobowe, w których no- sówki oznaczono inaczej, niż się to obecnie przyjmuje, mogą świadczyć o ich innej artykulacji lub wręcz braku jakiegokolwiek rezonansu. Wie- lu przemyślan zdaje się nie wymawiało samogłosek nosowych, stąd wa- hania w ich użyciu, denazalizacje i liczne hiperpoprawności 41. Denazalizacja mogła dotyczyć obu nosówek. Cytowane niżej przykła- dy należy traktować wprawdzie ostrożnie, gdyż ortografia rękopisów nie zawsze jest konsekwentna, niemniej mogą one dowodzić przejścia śródgłosowego ę > e, np. Weglarka LB I 1592, 2; Bebnowska ibid. 1594, 35; Otrebski ibid.; Geboliszowa ibid. 1594, 36; Trebaczka ibid. 1595, 41; Zięba ibid. 1598, 96; Thegoborski ibid. 1604, 188 oraz Tegoborski KC XVII 1796, 53; Węgierski LB I 1607, 249; Weglinski AO 1608, 1177; Ge- bolii KC XXI 1616, 91; Geboleyczyk ibid. 1620, 94; Ziepka LB II 1628, 253; Kędzierska ibid. 1630, 285; 1633, 335; Zaręba ibid. 1634, 345; Oświe- cimowna ibid. 1635, 362; Węglarz KC XXIV 1644, 11; Dębski ibid. 1644, 12; Bebenkowic KC XXIII 1646, 96; Jastrzębski LN I 1796, 133. Odnosowienie ą w śródgłosie: Zaiaczek KP 1546, 13; KC VII 1617, 24; Gasczanka LB I 1596, 53; Wątrobą ibid. 1596, 64; Joannes Mądry ibid. 1600, 123; 1602, 124 || Zophia Madra ibid. 1600, 124; Gasecki KC XXI 1616, 91; 1628, 99; Fafrowicz ibid. 1628, 98; Piątkowski LB II 1633, 323; Piatkowicz KC XVIII 1643, 14; Ciaszkowic KC XXIV 1644, 33; Cwiakalski KC IX 1800, 79 oraz Jastrzobina LB I 1594, 32. O ile brak „ogonka” przy ą nie jest zwykłym przeoczeniem, można sądzić, że a w omawianych zapisach jest reliktem dawnego a nosowego. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w Przemyślu jeszcze z początkiem XVII w. wymawiano a nosowe w nazwisku Manka 'Mąka’ AO 1607, 93; || Mąnka LB I 1603, 173. Wcześniejsze przykłady tego typu: Rzandeczka 'Rządecz- ka’ KP 1567, 60; Panczkowna LB I 1592, 4 || Pąnczkowna ibid. 1593, 21 || Paczkowna ibid. 1592, 3. Brak nosowości wygłosowego <? jest cechą współczesnej polszczyzny potocznej. W wymowie kresowej odnosowione e ulega podwyższeniu 40 Zob. W. Kuraszkiewicz, Zarys dialektologii wschodniosłowiańskiej, wyd. II, Warszawa 1963, s. 17. 41 O nosówkach w dawnym Przemyślu pisała H. Wiśniewska, Samogłoski noso- we w XVIII-wiecznych przemyskich księgach cechowych, „Język Polski” LV (1975), ss. 16—21.
artykulacyjnemu, dając y lub i 42. Wszystkie przykłady, jakimi dyspo- nuję, mają na końcu wyrazu e i pochodzą z 1644 r. Zanotowano je w KC XXIV: za...Dutkę 17; za...Jętkę 32; za...Kozę 18; za...Łatę 18; za... Same 18, 32; za Regine 10, 19. Charakterystyczna dla południowo-wschodnich kresów jest denaza- lizacja wygłosowego ą43. Zjawisko to pojawiło się w Przemyślu już w drugiej połowie XVI stulecia 44, ale w moim materiale znalazłam tylko jeden zapis: przed panem Pawłem Pindo KC XIV 1772, 21 (por. pinda 'kokietka, kobieta narzucająca się, nieporządna a strojna’ SW). W niektórych nazwach własnych sygnalizowano rozłożoną wymowę ę, ą i to zarówno przed zwartymi, zwarto-szczelinowymi, jak i szczeli- nowymi. Przykłady: Dembiec KP 1564, 50; Bembenek F 1585, 71; Men- drek AO 1608, 649; Gemboleiowicz KC XXI 1631, 32; Senczek LBa 1823, 361; Swiencicki KC XVIII 1838, 98; Bonk LB I 1593, 25; Bonkowski KC III 1599, 5; KC XXIII 1773, 110; Mońka AO 1608, 1077; Gontkowski KC III 1663, 62; Dombrowskż KC XXIII 1750, 23, 69; Domprowska ibid. 1750, 23; Przontkiewicz ibid. 1755, 26; Zombicki KC IX 1823, 56; Zom- becki KC X 1835, 36 i tak samo Trzensziglowka KP 1569, 64 (ale: Trze- sigłowka ibid. 1584, 105); Stroiwonska KC XXIII 1703, 178; Wonsowitz LM VI 1804, 294 (ale: Wąssowicz LB II 1612, 26; 1614, 58; 1616, 78 || Wassowicz LB I 1597, 75); Wonsarz MP 206; Wonsacz LM II 1830, 330. Rozłożenie nosówki przed głoską szczelinową jest właściwością połud- niowo-wschodnich peryferii45. Jak podaje Z. Kurzowa46, było ono czę- ste w wymowie lwowian. Przed zwartymi ulegało rozłożeniu również a nosowe. Por. cytowane wyżej przykłady: Rzandeczka KP 1567, 60; Panczkowna LB I 1592, 4; Manka AO 1607, 93. Samogłoska a lub e, jeśli znalazła się przed jakąkolwiek spółgłoską nosową, mogła otrzymać dodatkowy rezonans. Nie była to zresztą właś- ciwość wyłącznie języka przemyślan47. W latach 1616—1698 imię Jan aż 9 razy przybrało w KC XXIII postać Jąn, podobnie Jąnowa KC XXIV 1644, 34; Jadąm KC XXI 1655, 106, a także Barąn LB II 1611, 13; Vo- cziesąnka ibid. 1622, 179; Bormąnska ibid. 1626, 230; Bocziąn ibid. 1627, 242; Gąntkowskl KC III 1661, 60. Zaznaczenie wtórnej nazalizacji przy e: Bięniaszka LB II 1632, 316; Bięniaszczykowa ibid. 1633, 324; Walęnty KC XXIV 1662, 41; Kawięnski KC XVII 1813, 64. Takie unosowienie mogło wystąpić również przed spółgłoską nosową powstałą w wyniku 42 Z. Kurzowa, Polszczyzna..., s. 79. 43 Zob. T. Lehr-Spławiński, o.c., s. 133; J. Zaleski, Język polski..., is. 301; Pol- szczyzna..., s. 10. Przejście wygłosowego ą w o było znane tej miary pisarzom, co Krasicki (K. Nitsch, Urywki języka Ignacego Krasickiego według pierwszych dru- ków, Biblioteczka TMJP nr 11, Kraków 1938, s. 7) i Fredro (J. Zaleski, Język Alek- sandra Fredry, cz. I, Fonetyka Wrocław 1969, s. 105). Nieco wcześniej rymował ą z o żyjący na przełomie XVII i XVIII w. kresowianin Jabłonowski (J. Zieniukowa, Z dziejów polszczyzny literackiej w XVIII wieku, Język pism Jana Jabłonowskie- go wobec ówczesnych przepisów normatywnych, Wrocław 1968, ss. 33—34). 44 Por. H. Wiśniewska, Samogłoski..., s. 19 45 J. Zaleski, Język polski..., s. 301; Polszczyzna..., s. 10; Z. Kurzowa, Polszczy- zna..., ss. 79—80. 48 Z. Kurzowa, o.c. 47 Por. choćby zaznaczanie dodatkowej nazalizacji w języku Małego Katechiz- mu Pontanusa z 1643 roku. (H.J. Kamińska, Język Michała Pontanusa, „Studia Języ- koznawcze”, Streszczenia prac doktorskich V, Wrocław 1980, s. 72).
rozłożenia ę, ą w odpowiedniej pozycji, np. Wąngrzyn KC XXI 1616, 91; Zarąmbski ibid. 1645, 57 || Zaręmbsky ibid. 1644, 55; Gołęmbioski KC XVIII 1757, 373; Bęndzinski KC XIX 1792, 7; Rzęndzinski ibid. 1795, 11; Mąnka LB I 1603, 173; Mąnczyna (Alberti Mońka consors) AO 1608, 1077. Rezonans zaznaczano czasem także po spółgłosce nosowej, np. Me- dyński RM XX 1734, 51; Śmietana LC IV 1832, 72; Troianąwic KC XV 1658, 9; Mądrzejowski KC IX 1800, 7 || Mondrzyoski KC XV 1803, 32 (por. Modrzejewski) lub nawet w jej dalszym sąsiedzwie, o czym świad- czy przykład Rumienkąwycz KC III 1654, 142. Niekiedy nosowość ma charakter zupełnie dowolny i nieuzasadniony, jak np. w nazwisku Ce- sar LB I 1599, 114 czy imieniu Cecylia AO 1607, 169. Godny uwagi jest poza tym zapis: Jadom Kontkowsky z oyca Jendrzeia Kotkowskiego KC XVIII 1687, 251. Grupę eN wymawiano i zapisywano w Przemyślu jak ę. Egzempli- fikacja: Koledowski KC XXII 1773, 133 (|| Kolendowski ibid. 1770, 153); Jacety KC XIX 1812, 43, 1814, 37; 1818, 43; Walety LBa 1821, 317; Vin- cety ibid. 1821, 318 itd. Podobnie aN oddawano w piśmie przez ą, tj. a nosowe, ale tylko w XVII wieku. Bandurząka LB I 1601, 140; Barbarząka ibid. 1604, 190; Banoniąka LB II 1632, 307; Bądzioszek LB I 1604, 196 (por. bandzioch T. brzuch. 2. obżartuch, 3. dzieciak’ SW). W XVIII i XIX stuleciu natomiast można znaleźć w materiałach przemyskich nazwy osobowe z zaznaczoną wymową eń jak e 48: Bądzie- ski KC XIX 1792, 7 (por. Będzieński); Biekoska LBa 1821, 315 (por. Bieńkowska). Co do form Lenczyk MJ 137; LBa 1806, 92; MP 196; LC IV 1834, 88; LC V 1836, 2 || Leczyk TSch III; Leńczak LBa 1799, 29; LN II 1814, 176 || Leczak LC IV 1806, 3; Lenczykowski RM XXIII 1770, 7; MJ 152; LC III 1790, 3 || Lączykowski KC XVIII 1780, 393, a nawet Lenczakowski ibid. 1777, 389; MJ 126, LC III 1787, 1; LN I 1788, 95; 1798, 148; Lenczakowski LBa 1817, 233; Linczakowski KC XVII 1812, 69; Lincakowski KC XVIII 1779, 278 || Leczakowski LN I 1787, 92; TSch III; Licakowski KC XVIII 1779, 278, to przynajmniej w części z nich można dopatrzyć się również przejścia eń > ę. (Pisownia nie jest dokładna i miękkość ń nie zawsze została oznaczona. Przyczyn waha- nia można szukać poza tym w samej podstawie nazewniczej. SStukr rejestruje bowiem dwie formy tej samej nazwy osobowej, Lenko i Len- ko, SSno podobnie Leń || Len, Lenkowic(z) || Leńkowic(z). Zapis Lica- kowski jest o tyle ciekawy, że została w nim zarejestrowana wymowa i nosowego. Przejście en > in w nazwisku Linczakowski łączy się z kre- sowym podwyższeniem głoski nieakcentowanej. To samo zjawisko moż- na zauważyć w nazwiskach Gmgała MP 158; Gingalewicz LBa 1805, 84 (od czas, gęgać); Kindzierski LB IV 1838, 3 (por. Kędzierski, Kendzier- ski), a także Pryntkowski KC III 1669, 63 (por. prędki, prędko) i Dum- browski KC XXIII 1700, 12 (por. Dąbrowski). O trudnościach z rozróżnianiem nosówek, których wielu przemyślan w swoim systemie fonologicznym prawdopodobnie w ogóle nie miała, 48 Sygnalizuje ją również H. Wiśniewska, Polszczyzna..., s. 31; Samogłoski..., s. 18.
może świadczyć chociażby ich mieszanie. Pisano np. Łąkawski KC IV 1628, 10; KP 1660, 238 (podczas gdy powinno być Łękawski od n.m. Łękawa), Zaienckiewicz KC XIV 1754, 30 (zamiast Zajączkiewicz). Nie uporządkowaną pisownię samogłosek nosowych można znaleźć poza tym w zapisach: Swiątkowic KC XXIV 1644, 34; KC XXIII 1649, 34; Swiąt- kiewicz ibid. 1730, 117 || Swiontkiewicz ibid. 1752, 35; 1762, 128 || Swią- ntkiewicz ibid. 1726, 116; 1749, 9 || Swiętkiewicz ibid. 1762, 83 || Swientkie- wic KC XXIII 1724, 143; Swiontkiewicz KC XXIV 1668, 60 || Swięntko- wicz ibid. 1713, 112 oraz Swietkiewicz ibid. 1712, 97. Również nosówkę w imieniu Jędrzej oznaczano w XVII- i XVIII-wiecznych księgach ce- chowych w sposób różny. Obok zapisów takich, jak Jędrzey KC V 1644, 1; Jędrzyi KC XXIII 1698, 11; Jędrzy ibid. 1624, 15; KC XXIV 1713, 115; Jendrzei KC XV 1614, 133; Jendrzey KC III 1654, 142; KC XXIV 1686, 87; KC XXIII 1699, 176; 1765, 51; Jendrzyi KC XXIII 1780, 22; Jęndrzy KC XXIV 1662, 41, zdarzają się formy beznosówkowe Jedrzei KC III 1654, 47; Jedrzey KC XXIII 1659, 99; 1682, 164; 1688, 168; Jedrzyi KC XV 1783, 14; Jedrzy KC V 1668, 18; KC XXIV 1713, 120. Tak jak w staropolszczyźnie i wielu gwarach, samogłoski nagłosowe wymawiano w Przemyślu bardzo często z elementem protetycznym. Naj- więcej było form prejotowanych. W imionach: Jadam KC XXI 1644, 55; 1650, 104; Jantoni KC XVIII 1680, 240; 1684, 361; Jagnieszka KC XXII .1648, 301; Jewa KC XXIV 1644, 9; RM XIII 1668, 34. W nazwiskach (przeważnie odimiennych): Jadamowa LB I 1597, 79; RM VII 1634, 2; Jantosz LB II 1617, 94; Jantoszek ibid. 1614, 50; Jantoszkowa LBa 1821, 319; Janthosczyk LB II 1616, 90; Jamroży RM XXII 1634, 7; Jagusciko- wic KC XVIII 1666, 237; Jadamiec LM I 1791, 192; Jadamcio ibid. 1794, 198; Jadamciowa ibid. 1801, 227; Jadamus LBa 1807, 107; Jistwanicki RM XXIV 1771, 5; LN I 1790, 104; Jiwanicki LC VI 1825, 19, poza tym Jap- tykarz RM XIX 1739. 72. Zapisów, w których została uwidoczniona aspiracja, jest mniej. Mogą to być imiona: Helzbieta KC XXI 1702, 11 || Helzbita KC XXIII 1699^ 176; Hanna KC XVIII 1786, 296 oraz nazwiska: Hieruzalska LB I 1593, 21 (por. Jeruzałska od n.m. Jeruzal, Jeruzale); Hopielowski LN II 1804, 136 (por. Opielowski <1 nazw. Opięła od czas, opielać); Hatłasiński LN II 1807, 153 (od ap. atłas); Hadam LN II 1838, 274; Chadamionka LN VII 1834 218; Hadamiak LN VI 1839, 276 i forma pseudopoprawna Erszkowicz KC XVI 1786, 4 (por. nazw. Herszkowicz). Jeszcze rzadsze były wypadki odzwierciedlające wymowę protetycz- nego w przed samogłoską o, w imieniu Wonujry KC XXII 1767, 125, na- zwiskach: Woziembłoski KC XXIII 1753, 33; 1755, 71 (od n.m. Oziem- błów, Oziębłów) i W Orzechowska LN I 1795, 129 (por. Orzechowski, Orze- chowska od n.m. Orzechów, Orzechowce), poza tym w nazwie pospolitej ojciec: z woyca KC XVIII 1715, 262. Pośrednim dowodem na używanie protezy w w Przemyślu może być ponadto siedemnastowieczny, hiper- poprawny zapis Oskobojniczka LB II 1634, 340 (por. woskobojnia 'miej- sce, gdzie bije się i wyciska w prasach wosk’ SW). Wymowa nagłosowego o- jak wo- zdarzała się wprawdzie w języku staropolskim 49, jest jednak 49 Zob. J. Łoś, Gramatyka polska, cz. I, Glosownia historyczna, Lwów, 1922, s. 78- 79.
niewątpliwą cechą kresową Właściwa była niektórym gwarom ukraiń- skim Tarnopolszczyzny 50 i Łemkowszczyzny 51, występowała też w gwa- rach polskich okolic Lwowa 52 Mówiąc o spółgłosce w warto wspomnieć o pewnym szczególe doty- czącym sposobu jej artykulacji. Jak podają T. Lehr-Spławiński53 oraz J. Zaleski 54, te w położeniu przed spółgłoską może być wymawiane na kresach jak u, np. Iwouski. Odpowiada to tendencjom panującym w ję- zyku ukraińskim. Zgodnie z tą zasadą w Przemyślu zanotowano Saukie- iciczowa MP 236 (zamiast Sawkiewiczowa) oraz Sauczak LN VII 1825. 153 (zamiast Sarcczak) Jedną z cech polszczyzny kresowej jest wymowa miękkiego V. Za- chowało się ono nie tylko przed samogłoską i, co jest zupełnie zrozumia- łe, lecz także przed e, a, o, u (alie, liato, lioch, liustro). Fonem l jeszcze z początkiem XVI w był miękki, o czym świadczy sposób zapisywania tej głoski w pierwszych drukach (chlyebye, nyeprziacyelya). Kiedy jed- nak wprowadzono do druków znak ł dla oddania twardego l, oznaczanie miękkości l przez dopisywanie 1 lub y stało się zbyteczne. Ortografię ty- pu dalieko, has odnajdujemy jeszcze wprawdzie w XVI wieku, ale juz tylko w rękopisach55 *. W Przemyślu natomiast jeszcze z początkiem XIX w. sygnalizowano niekiedy miękkość l’ stosując połączenia l 4- i, np rodolian, LM II 1810. 235; Doliańska ibid. 1812, 246. Przykłady z wcze- śniejszego okresu: Kliepadło RM III 1556, 44; Rogalia Ż 79; Miliosch KP 1562, 44; ('zepieliak ibid. 1564, 48; Twarochlieb ibid. 1564, 51; Kotharz F 1575, 63; Liaszek ibid. 1580, 68; Kroliowicz LB I 1595, 45; Stoliarzowna ibid. 1598. 85; Kurzeliowsky ibid. 1598, 88; Kalietnik ibid. 1599, 108; Sa- lietrzniczek ibid. 1601, 133; Michahak LB II 1611, 6; Cieslia ibid. 1612, 20; 1616, 85; Cieslianka ibid. 1614, 54; Igliarz ibid. 1613, 32; Kowaliowa ibid. 1618, 12; Zeliaskowa ibid. 1624, 202; SUadkowski ibid. .1625, 207; Koliasowic KC III 1630, 133, a nawet nazwisko obce Kiglier KC V 1653, 9. Osiemnastowiecznych przykładów na V nie udało mi się znaleźć. Być może wymowa taka zanikała w tym czasie w Przemyślu 5tt, w każdym zas razie była uważana za gorszą. Już bowiem w XVII w. 1 później zda- rzały się zapisy, w których zamiast i stosowano y po l: Golynska LB I 1602. 158; Malynowic KC XXI 1646, 102 || Malinowic ibid. 1631, 32; 1644, 101; Lypski RM XVI 1696, 26; Kalytka RM XX 1712, 12; Lypkiewicz KC XX 1715, 14; Lysuk RM XXII 1759, 45; Lytyńska LBa 1822, 325; Ly- czkowski TSch V nr 2. II. Wiśniewska sądzi, iż ly pisano w badanych przez nią księgach cechowych dlatego, że ..pojawiają się ludzie, którzy wymawiają li twardo, może są to przybysze z północnej Polski” 57. Mogą 5,1 K Dejna, Gwary ukraińskie Tarnopolszczyzny, Wrocław 1957. ss. 26—27 oraz mapa nr II. 51 Z. Stieber, Dialekt Łemkóio, Fonetyka 1 fonologia, Wrocław 1982, s. 36. i2 W Harhala, Gwara polska okolic Komorna, „Lud” II (1931), dział A, ss. 72— 73. Zob. też M. Lesiów, o.c., s. 357 oraz S. Szober, o.c., s. 180. 53 T. Lehr-Spławiński, o.c., s. 134. 54 J. Zaleski, Język polski.., s. 301; Polszczyzna..., s. 10. w Z Stieber, Historyczna i współczesna fonologia języka polskiego, Warszawa 1966, ss. 70—71. 6# Por. H. Wiśniewska, Polszczyzna..., s. 35. 17 Ibidem, ss. 35—36.
to być jednak zwykłe hiperyzmy. Tak np. tłumaczy J. Zaleski58 59 wystę- powanie w języku Fredry form familyjny orlymi. Pod wpływem ruskim58 niektórzy pisarze przemyscy mieszali l || ł. Jak wiadomo, polskiemu l odpowiada w języku ukraińskim ł, stąd takie niepoprawne zapisy jak Ridlowicz Ż 74 (por. Rydlowicz), Chmiel LB I 1598, 101 (por. Chmiel); Klamka LB II 1612, 23 (por. ap. klamka); Krzy- kalsky KC VIII 1613, 10 (por. Krzykalski); Piela LB II 1622, 179 (por. Piela); Czepielkowicz ibid. 1625, 204 (por. Czepielkowicz); Bieliecky KP 1642, 228 (por. Bielecki); Ładerowicz RM XI 1658, 14 (por. Laderowicz od ap. lader 'skóra’ SłSE); Kowal RM XIX 1738; 65; Kowalowski ibid. 1730, 75 (por. Kowal, Kowalowski); Kruchlanicz ibid. 1748, 147 (por Kruhlanicz od n.m. Kruhlany); Chmilowski LC VII 1810, 7 v (por. Chmie- lowski, Chmilowski); Bielawski TSch III, a nawet Radca miasta Prze- myśla RM XIX 1741, 103, tzn. radca miasta Przemyśla. Niekonsekwencje zdarzają się również w używaniu znaków h || ch. Jest to tym ciekawsze, że właśnie na kresach h zachowało swoją dźwięcz- ność 60 *, a co za tym idzie, obie głoski, tj. h i ch powinny być w piśmie odróżniane. W analizowanym przeze mnie materiale h może pojawić się zamiast ch i odwrotnie. Przykłady, w których występuje h zamiast ch: Woycieh KC XXI 1622, 12 || Woiceh KC XXIII 1762, 128; Mihal ibid. 1724, 143; 1728, 116; 1733, 119; KC XXII 1767, 125; Mihalek KC XVIII 1761, 340; Staruh Ż 75; Soha KC XXI 1626, 16 Barhanowic RM XVI 1696, 24 (por. Barchanowic od ap. barchan); Hylinski BC 1705, 25 (por. Chyliński od n.m, Chylin, Chylino, Chyliny); Kohankiewicz RM XXIII 1757, 22, (por. Kochankiewicz); Cihocki KC XXIII 1756, 76 (por. Cichocki od im. stp. Cichot, Cichota Rosp I 135); Hruszczowna LC VIII 1795, 2 v; LBa 1798, 4 (od ap. chruszcz ’1. chrabąszcz, 2. drobny człeczyna’ SW); Hechla LC III 1796, 11; MP 338; Hechłowna LBa 1820, 285 (por. Chechla od czas, chechłać ’1. rżnąć tępym narzędziem, 2. moczyć, prać bieliznę’ SW); Blahuta ibid. 1798, 13; 1800, 26 (por. Błachut od im. Błażej); Bla- huciakowna ibid. 1823, 323; Hachla LM II 1808, 230 (por. Chachla od ap. chachla 'żerdź przeprowadzająca pod lodem sznury sieci od jednegs przerębla do drugiego’ SW); Hrobakowa LN I 1830, 311 (por. Chrobak od ap. chrobak ’robak’). Użycie ch w miejsce h: Bochdan AO 1608, 1281; Dorochowicz LB II 1615, 75 (od ap. ukr. doroha 'droga, podróż’); Chorski ibid. 1624, 202 (zamiast Horski od n.m. Hora, por. też Górski); Chajdu- kowic ibid. 1632, 315 (por. Hajdukiewicz od ap. hajduk); Sapiechowski RM XIX 1709, 6; 1717, 14; RM XX 1712, 5 (por. nazw, książęce Sapieha); N&chrebecki RM XXIII 1770, 8 (por. Nehrebecki od n.m. Nehrybka); Bichaliczowna LN I 1787, 90 (od nazw. Bihalo < czas. ukr. bihaty 'bie- gać’); Cholupko ibid. 1792, 115: Cholubek ibid. 1795, 131 (por. Holubko, Holubek od ap. ukr. hołub 'gołąb’); Chrab LC VI 1831, 28; Chrabionka LN II 1819, 213 (od ap. ukr. hrab 'grab’). Przytoczona egzemplifikacja świadczy, że różnica artykulacyjna między h i ch zaczęła się zacierać 58 J. Zaleski, Regionalizmy kresowe w języku Fredry, „Sprawozdania z Posie- dzeń Komisji Naukowych PAN, Oddział w Krakowie”, Kraków 1967, s. 434. 59 J. Zaleski, Język Aleksandra Fredry..., ss. 165—166. 60 Por. na ten temat T. Lehr-Spławiński, oc., ss. 133—134; S. Urbańczyk, o.c., s. 30; J. Zaleski, Język polski..., s. 301; Polszczyzna..., s. 10.
w języku przemyślan już w XVII stuleciu, okres zaś najsilniejszego mieszania w piśmie znaków h i ch przypada na wiek XVIII. Znany jest fakt, że pod wpływem języka ukraińskiego polszczyzna kresowa zachowała dawne r (r ź, r + ś)61. Identyfikacja r z z nastąpiła w języku literackim w XVIII stuleciu62, ale w Przemyślu jeszcze w XIX w. wymawiano tę głoskę zapewne z elementem wibracyjnym skoro w 1810 r. zapisano na 238 s. LM II nazwisko Tursanska (ale: Tu- rzański LM IV 1797, 167; Turzanska LC III 1791, 5). Z drugiej strony pisownia od Grzegoza KC XVII 1790, 38 wskazywałaby na identyfikację r z z już przy końcu XVIII w. Przejawem fonetyki ruskiej może być także stosowanie w niektórych nazwiskach znaku r zamiast rz 63 Jak wiadomo, w języku tym polskiemu rz odpowiada głoska r, stąd takie zapisy, jak Grywna RM VI 1633, 8 (por. grzywna, ukr. hrywnja); Piekar ibid. 1633, 7 (por. piekarz, ukr. pekar); Wępn/nowicz RM XX 1712, 17 (por. Węgrzynowicz); Kułdrynski RM XIX 1736, 60 (por. Kołdrzyński, Kułdrzyński). Na sposób ukraiński notowano niekiedy również derywaty od imienia Andrzej (ukr. Andrij64), np. Andrejkow Ż 74; Andreykowicz KP 1615, 181; LB II 1619, 125; Andre- jowski LC VI 1795, 3, ale: Andrzeiowic AO 1608, 1267; LB II 1635, 360; Andrzeiowicz ibid. 1612, 27; Andrzejewski LN IV 1801, 104; LBa 1813, 185 oraz Andrzejewa LB II 1614, 53. Z właściwości słowotwórczych należy wymienić przyrostek -ko. Po- dobnie jak -ek, sufiks ten tworzył zdrobniałe imiona męskie oraz nie- które nazwiska 65. Zdaniem Z. Kurzowej „stare nazwy osobowe na -o ty- pu Stańko, Falo są wynikiem latynizacji, a w czasach późniejszych imio- na typu Józko, Jurko i nazwiska Wronko, Wrono, Hołówko, są wynikiem wpływu języków ruskich” 66. Pod względem terytorialnym formant -ko obejmuje dziś całe pogranicze ruskie 67. Co się tyczy natomiast frekwen- cji -ko |l -ek68, to z zebranego przeze mnie materiału69 wynika, że 81 Z. Stieber, Historyczna..., s. 69; J. Zaleski, Polszczyzna..., s. 10. Por. też J. Re- czek, W. Twardzik (wyd.), Najstarsze staropolskie tłumaczenie ortyli magdeburskich według rękopisu nr 50 Biblioteki Zakładu Narodowego im Ossolińskich, cz. I, Wro- cław 1970, ss. 69—70. 82 Z. Stieber, Historyczna..., s. 69; Z. Klemensiewicz, T. Lehr-Spławiński S. Urbańczyk, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 1955, s. 148; S. Rospond, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 1973, is, 116. 63 Por. J. Zaleski, Język Aleksandra Fredry..., ss. 158—159. 64 Sstukr notuje formy Andrej, Andrij, podobnie A. Vincenz, Traite d’anthropo- nymie houtzoule, Monachium 1970, ss. 149—150. 65 Z. Kurzowa, Staropolskie nazwy osobowe na -o, (Historia i geografia), „Ono- mastica” XII (1967), s. 181. Por. też tej samej autorki Polskie rzeczowniki męskie na -o na tle słowiańskim, Wrocław 1970. 66 Z. Kurzowa, Rzeczowniki męskie na -o typu tatko, Janko w językach sło- wiańskich, „Sprawozdania z Posiedzeń Komisji Naukowych PAN, Oddział w Kra- kowie”, Kraków 1969, s. 72. 67 A. Zaręba, Polskie imiona ludowe, cz. I, „Onomastica” III (1957), s. 151; Z. Kurzowa, Polskie rzeczowniki..., mapka na s. 94 oraz mapka na s. 69 przy czym ta ostatnia ukazuje rozmieszczenie nazwisk zakończonych na -ko w XVI i. XVII wieku. 88 Na repartycję tę zwróciła uwagę również H. Wiśniewska, Polszczyzna..., ss. 72—73; Właściwości..., s. 214; Cechy..., s. 171. 69 W większości ekscerpowanych źródeł imię występuje w postaci łacińskiej (np. we wszystkich metrykach kościelnych z wyjątkiem LBa, w AO, częściowo tak-
w imionach zdecydowaną przewagę wykazywał w Przemyślu przyrostek -ko. Egzemplifikacja z XVI wieku: Chwedko, Halko, Iwaśko, Jacko, Kajt- ka, Klimko, Sieńko, Stecko, Tymko, Waśko; z XVII wieku: Demko, Fed- ko, Fedorko, Hryćko, Ilko, Iwanko, Jacko, Lesko, Sieńko, Stepanko, Tym- ko, Waśko; z XVIII wieku: Berko, Dańko, Fedko, Grzeszko, Grześko, Herszko, Icko, Ilko, Iwanko, Jacko, Jaśko, Jurko, Leśko, Marko, Moszko, Staszko, Stecko, Tomko oraz Fedenko; z XIX wieku: Dańko, Jaśko, Mi- chałko, Szymko. Imiona z sufiksem -ek w XVI wieku; Bartek, Janek, Jurek, Klimek, Maciek, Tymek; w XVII wieku: Iwanek, Jasiek, Stasiek, Staszek, Wojtek; w XVIII wieku: Bartek, Franek, Michałek, Piotrek; w XIX wieku: Franek, Wicek, Wojtek. Jak łatwo zauważyć, zakończenie -ko posiadały w Przemyślu imiona polskie, ruskie, a nawet żydowskie. Niektóre imiona występują w dokumentach w dopełniaczu, truono więc orzec, przy pomocy którego z dwu omawianych przyrostków zostały utworzone, np. w XVII wieku: Jędrka; w XVIII wieku: Danka, Franka, Iwanka, Jacka, Jaśka, Jurka, Ksawerka, Michałka, Szymka, Wojtka; w XIX wieku; Michałka. Nazwisk z sufiksem -ko jest mniej aniżeli imion. Częstość występowa- nia tego formantu w omawianej kategorii onomastycznej jest znikoma, nie stanowi nawet 1% wszystkich ekscerpowanych nazwisk. Mogą to być mia- na odapelatywne, np. Boćko LB II 1622, 182; Szczurka KC XXII 1758, 29; LN I 1794, 125; 1799; 150; LC IV 1827, 55; Diabełka KC XXII 1775, 134, formy równe polskim i ruskim imionom zdrobniałym: (Pauli) Mi- chałka LB II 1634, 340; (Thomas) Adamko LN I 1787, 90; (Jendrzij) Te- reszko KC XXIII 1748, 90; (Szymon) Tereszko RM XXIII 1770, 12; (Jan) Demko LBa 1820, 291; (Michaelis) Hurko LM IV 1831, 220, także z roz- szerzonym przyrostkiem -enko, -eńko, -ejko, -ajko: (Mikołay) Hrycenko SP I 9; (Mathias) Macieńko LB II 1614, 58; 1618, 120 || Macięnkowicz RM XIII 1668, 25; (J. W.) Borejko RM XXII 1756, 1; (Jan) Fedorajko RM XX 1745, 106. Godny uwagi jest poza tym formant -cio w odmien- nych nazwiskach Adamcio MJ 123; LC III 1788, TSch V nr 2; LC IV 1833, 81 obok Jadamcio LM I 1794, 198, a nawet Adamciu 70 MP 198. Patronimika na -uk, - ’uk są rzadkie. Sufiks ten zlokalizowany jest obecnie w północno-wschodniej części Polski71. W antroponimii ukra- ińskiej występuje przede wszystkim na Wołyniu, w okolicach Równego i Żytomierza. Na terenie położonym bezpośrednio na wschód od Prze- myśla ma go zaledwie 4—10% wszystkich nazwisk ukraińskich 72. W ana- lizowanym materiale pojawia się najczęściej w ruskich, a także polskich że w F i KP). Niekiedy imię ma formę niemiecką (w TSch III). W polskich doku- mentach imiona zapisywano przeważnie w formie „urzędowej”, a więc bez demi- nutywnych i hipokorystycznych przyrostków. Najwięcej imion na -ko i -ek notują Z, KC, RM, oraz PO. 70 Szerzej o zakończeniu -u zob. J. Zaleski, Wołacz w funkcji mianownika w imionach męskich i rzeczownikach pospolitych, „Język Polski” XXXIX (1959), ss. 32—50. Por. też uwagi zamieszczone w artykule W. Lubasia, Słowiańska socjo- lingwistyka porównawcza, Możliwości badawcze, „Poradnik Językowy” 1983, ss. 215—216. 71 A. Zaręba, Formy nazwisk żon i dzieci w dialektach języka polskiego, cz. II, „Onomastica” XII (1967), ss. 247—248 oraz mapka. 72 J. K. Red’ko, Suczasni ukrajinśki prizwyszcza, Kijów 1966, ss. 196, 199.
formacjach odimiennych, np. Dańczuk LC II 1810, 7; TSch III; Lewczuk TSch V nr 2 i tak samo Borczuk LM VI 1806, 300 (por. im. stp. Borek); Filipczuk LBa 1820, 289; Klimczak LC VII 1817, 8; Michalak LN II 1811, 163. Pozostałe przykłady z sufiksem - ^uk: Lisiuk LB III 1763, 21; RM XXIII 1770, 9 || Lysuk ibid. 1759, 45 wraz z pochodnymi Lisiucki RM XIX 1735, 53 || Lisucki ibid. 1736, 61; Lisiukiewicz LB III 1755, 10. Moż- na tu też wymienić nazwisko Psiak LB II 1617, 99; 1621, 164. Sufiksy marytonimiczne tworzące w Przemyślu miana odmężowskie, to -owa, -zna, -ka oraz -icha (-ycha). Frekwencja trzech pierwszych by- ła wysoka (np. Kowalowa, Tomaszowa, Dziurowa, Krupina, Sałacina, Mi- kołajka, Stolarka73), przyrostek -icha (-ycha) pojawił się natomiast za- ledwie kilkanaście razy. Jest on ruskiej proweniencji, występuje w całym pasie wschodnim od północy do południa, na pograniczu polsko-białorus- kim, i polsko-ukraińskim, a także na przyległych obszarach 74. Egzempli- fikacja: Dubicha LB II 1608, 256; Mysczycha ibid. 1617, 96; Wasilicha TSch II 1692; RM XXIII 1766, 219; Fedczycha RG (|| Fedkowa RM XX 1713, 24); Szymczycha ibid. 1734, 51; Dańczycha RM XXII 1756, 5; Ma- zymicha ibid. 1756, 4; Baryłczycha ibid. 1758, 29; Kucharzycha ibid. 1759, 56; Bichaylicha ibid. 1759, 62; 1764, 191; Burylicha ibid. 1767, 230; Bro- dzicha RM XXIII 1770, 13; Kopaczycha LN VIII 1795, 2; Fedorczycha LM II 1811, 243; Hołubczycha ibid. 1824, 296; LM VII 1840, 15, a nawet Sroczychowa LN II 1797, 105 (|| Srokowa ibid. 1802, 107; Sroczycha LBa 1807,109). Na zakończenie przedstawionych w tej pracy rozważań można stwier- dzić, że w nazewnictwie osobowym dawnych mieszkańców Przemyśla znalazły odbicie wszystkie najważniejsze fonetyczne i morfologiczne ce- chy wymowy kresowej. Z fonetycznych właściwości regionalnych można wymienić nieod- różnianie a ścieśnionego od a jasnego z wyjątkiem pozycji przed spół- głoską nosową (Jon, Brodzionka, poza tym zawsze a), zmianę barwy sa- mogłosek przed- i poakcentowych oraz związane z tym przejście e > i, y, jak również o > u przy równoczesnym obniżeniu akcentowanego i, y > e (Pikarczyk, Binkowski, Suchacki, Kutowicz, Przemeska). Samo- głoski nosowe traciły niejednokrotnie swój rezonans i to zarówno w śródgłosie, jak i wygłosie. Dotyczyło to obu nosówek, np. Bebnowska, Tegoborski, Zajączek, Cwiakalski, za Sarnę oraz przed panem Pindo. Samogłoski ę i q ulegały rozłożeniu nie tylko przed głoskami zwartymi i zwarto-szczelinowymi, lecz także przed szczelinowymi (Dembiec, Sen- czek, Bonk, Zombecki i tak samo Trzensigłówka, Strójwonska Wonsacz). Realizacja nosówek jest więc nieco inna, niż w języku literackim. Na- głosowy element protetyczny przybierał różną postać. Mogło to być staropolskie i ogólnogwarowe j (Jadamcio, Jiwanicki), rzadziej h (Ha- damiak) lub nawet w (WOrzechowski). W stosowaniu ch || h brak jest konsekwencji. Bardzo często pisarze mieszali oba te znaki oddając ch przez h i odwrotnie h przez ch, np. Mihał, Wojcieh, Cihocki, Hyliń- ski || Chajdukowic, Chorski, Dorochowicz, Nechrebęcki. Świadczy to 73 Zob. ods. 33. 74 Zob. A. Zaręba, Formy nazwisk..., cz. I, „Onomastica” XI (1966), ss. 330—331.
o zacieraniu się różnicy artyk ulacyjne j między tymi dwoma fonemami. Pod wpływem ukraińskim mieszano niekiedy l || ł (Rydłowicz, Kowal, Bielawski), pisano też r w miejsce rz (Piekar, Węgrynowicz, Kułdryński). Ortografia l + i przed a w dziewiętnastowiecznych zapisach Doliańska, Podolian oraz r + s w zanotowanym w tym samym czasie nazwisku Tursańska wskazują na zachowanie miękkiego V oraz rz z elementem wibrującym. Są to archaizmy peryferyczne. Czynnikiem sprzyjającym ich przetrwaniu był wpływ otoczenia ruskiego. Ż regionalizmów słowotwórczych na uwagę zasługuje częsty w imio- nach przyrostek -ko. (Jacka, Jaśko, Kajtko, Staszka, Tomko). Ten sam sufiks w funkcji nazwiskotwórczej pojawiał się rzadziej (Diabełka, Szczur- ka). Niską frekwencję wykazywał również partonimiczny przyrostek -(l>uk (Klimczak, Michalak, Lisiuk || Lisuk) oraz odmężowski -icha (-ycha), np. Brodzicha, Kucharzy cha, Sroczycha, Szymczycha. WYKAZ ŹRÓDEŁ ORAZ ICH SKRÓTÓW A. ŹRÓDŁA RĘKOPIŚMIENNE AO — Acta< officiosa z lat 1607—1609. WAP sygn. 40. BC — Książka Bractwa Compassionis Christi i statuta tegoż w Przemyślu z lat 1707—1724. WAP, zespół archiwum greckokatolickiego biskupstwa w Prze- myślu, sygn. supl. 74. CP — Consignatio perceptorum jurium stolae in annum 1834. (Wykaz dochodów opłaty stuły w roku 1834). AD sygn. 379. KC — Księgi cechowe I — Księga ogólna z lat 1650—1760. WAP sygn. 438. II — Księga cechu cyrulików i aptekarzy z lat 1570—1752. WAP sygn. 440. III — Księga chirurgów z lat 1587—1693. WAP sygn. 441. IV — Księga cechu cyrulików i aptekarzy z 1628 roku. WAP sygn. 442. V — Księga cechu cyrulików i aptekarzy z lat 1664—1761. WAP sygn. 443. VI — Księga cechu czapników z lat 1580—1680. WAP sygn. 444. VII — Księga cechu czapników z lat 1606—1623. WAP sygn. 445. VIII — Księga cechu bednarzy z lat 1589—1648. WAP sygn. 446. IX — Wpisy cechu stolarskiego, bednarskiego, stelmaskiego i kołodziej- skiego z lat 1778—1840. WAP sygn. 448. X — Regestr przychodów i wydatków cechu stolarzy z lat 1828—1840. WAP sygn. 449. XI — Księga cechu stolarskiego z lat 1831—1840. WAP sygn. 450. XII — Księga cechu browarników z lat 1562—1680. WAP sygn. 451. XIII — Księga cechu garncarzy, murarzy i strycharzy z lat 1602—1779. WAP sygn. 452. XIV — Księga cechu krawieckiego z lat 1592—1834. WAP sygn. 453. XV — Księga cechu krawieckiego z lat 1613—1840. WAP sygn. 454. XVI — Księga protokołów żydowskich posiedzeń cechowych z lat 1786— 1840. WAP sygn. 459.
XVII —' Księga wyzwolin chłopców żydowskich na czeladź z lat 1778— 1828. WAP sygn. 460. XVIII — Księga cechu kowalskiego z lat 1631—1840. WAP sygn. 469. XIX — Księga cechu kupieckiego z lat 1791—1829. WAP sygn. 474. XX — Regestr braci cechu piekarskiego z lat 1702—1795. WAP sygn. 482. XXI — Regestr spraw brackich cechu rymarskiego, siodlarskiego, paśni- czego i mlechowniczego z lat 1619—1731. WAP sygn. 487. XXII — Księga cechu szewskiego z lat 1497—1816. WAP sygn. 490. XXIII — Księga cechu szewskiego z lat 1623—1766. WAP sygn. 496. XXIV — Regestr zaduszny oraz protokoły posiedzeń cechu szewskiego z lat 1644—1715. WAP sygn. 497. XXV — Regestr zaduszny cechu tkackiego wypisany ze starego regestru z roku pańskiego 1595, nowo przepisany w roku pańskim 1720. WAP sygn. 506. KP — Księga przyjęć do prawą miejskiego z lat 1541—1665. WAP sygn. 429. LB — Liber Baptisatorum I — Liber Baptisatorum z lat 1592—1608. AD sygn. 382. II — Liber Baptisatorum z lat 1610—1635. AD sygn. 383. III — Liber Metrices Baptisatorum in Cathedra Premisliensi R.G.L.V. ab anno 1747—1776. WAP, zespół archiwalny parafii greckokato- lickich w Przemyślu, sygn. 2. IV — Liber Baptisatorum pro Civitate Przemyśl ab anno 1838—1840. WAP, zespół archiwalny parafii greckokatolickich w Przemyślu, sygn. 1. LBa — Liber Bannarum Ecclesiae Ca.thedralis R.L. Premisliensis ab anno 1798— 1823. AD sygn. 393. LC — Liber Copulatorum I — Liber Copulatorum Ecclesiae Cathedralis rit. lat. Premisliae ab anno 1787—1807, Civitas Premislia. AD. II — Liber Copulatorum pro civitate Przemyśl ab anno 1808—1834. AD. III — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Copulatorum ab anno 1787—1804. Par. IV — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Copulatorum ab anno 1794—1835. Par. V — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Copulatorum ab anno 1832—1840. Par. VI — Liber metricalis pro suburbio Podzamcze, Liber Copulatorum ab anno 1790—1837. AD. VII — Liber Copulatorum Ecclesiae Cathedralis Premisliensis pro Civi- tate ab anno 1784—1840. WAP, zespół archiwalny parafii grecko- -katolickich w Przemyślu, sygn. 10. VIII — Liber Copulatorum Ecclesiae Cathedralis Premisliensis Rit. Graec. pro Zasanie ab anno 1789—1840. WAP, zespół archiwalny pa- rafii greckokatolickich w Przemyślu, sygn. 11. LM — Liber Mortuorum I — Liber metricalis pro 1787—1804. Par. suburbio Zasanie, Liber Mortuorum ab anno II — Liber metricalis pro 1789—1833. Par. suburbio Zasanie, Liber Mortuorum ab anno III — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Mortuorum ab anno 1832—1840. Par.
IV — Liber metricalis pro suburbio Podzamcze, Liber Mortuorum ab anno 1789—1833. AD. V — Liber metricalis pro suburbio Podgórze, Liber Mortuorum ab anno 1789—1840. AD. VI — Liber metricalis pro suburbiis Garbarze, Mnisze, Błonie, Liber Mortuorum ab anno 1787—1837. AD. VII — Liber Mortuorum Ecclesiae Cathedralis ac paroch, rit. graec. pro suburbium Leopoliensi (Lwowskie Przedmieście ac Podzam- cze) ab anno 1831—1840. WAP, zespół archiwalny parafii grecko- katolickich w Przemyślu, sygn. 13. LN — Liber Natorum I — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Natorum ab anno 1787—1804. Par II — Liber metricalis 1787—1820. Par. pro suburbio Zasanie, Liber Natorum ab anno III — Liber metricalis pro suburbio Zasanie, Liber Natorum ab anno 1832—1840. Par. IV — Liber metricalis pro suburbio Podzamcze, Liber Natorum ab anno 1789—1823. AD. V — Liber Natorum de suburbiis... Podzamcze ab anno 1824—1835. AD. VI — Liber Natorum de suburbiis... Podgórze ab anno 1824—1839. AD. VII — Liber Natorum de suburbiis Mnisze, Garbarze, Błonie ab anno 1824—1834. AD. VIII — Liber ^Natorum Ecclesiae Cathedralis ac Parochialis R. Graec. Premislien. pro Podzamcze ab anno 1784—1840. WAP, zespół archiwalny parafii greckokatolickich w Przemyślu, sygn 7. MJ — Metryka józefińska. Protokul (sic) pomiarowy Miasta Przemyszla niemniej Przedmieść Błonia, Zasania, Garbarzy, Mniszego, Podgurza (sic), Podzam- cza y wszelkich Jurydyk in Anno 1787. CPALw. MP — Metryka Przychodu Gruntowego Gminy Podatkującej Miasta Przemyśla z Przedmieściami Lwowskim, Zasańskim y Podzamczem z lat 18'19—1820. WAP sygn. 427. PO — Protokoł Odmian Miasta Przemyśla z roku 1798. WAP sygn. 604. RG — Rewizja generalna Ziemi Przemyskiej między Sanem a Dniestrem prze- prowadzona w roku 1712. Miasto Przemyśl. CPALw. RM — Rachunki miejskie. I — Regestrum perceptorum et distributorum z lat 1505—1509. WAP sygn. 299. II — Regestrum perceptorum et distributorum z lat 1513—1525. WAP sygn. 300. III — Exacto contributionis z lat 1514—1561. WAP sygn. 301. IV — Regestrum perceptorum prouentuum ciuitatis Premislien. z lat 1556—1557. WAP sygn. 302. V — Regestrum civitatis Premisliensis, tam perceptorum quam extradi- torum. In Anno Domini 1619. WAP sygn. 344. VI — Regestr Poborow Dwóch z roku 1633. WAP sygn. 353. VII — Regester szosow trzech z roku 1634. WAP sygn. 354. VIII — Regestr wybierania pieniędzy czopowych, piwnych, także y mio- dowych w latach 1640—1642. WAP sygn. 359. IX — Regestr pieniędzy... tak szosowych iako i żydów, które na straż nocną dali (w roku 1641). WAP sygn. 360. X — Taxa na Husarią JM Pana Stanisława Potockiego Hetmana Wielkiego Koronnego w Roku 1655. WAP sygn. 372.
XI — Wykaz poborów z lat 1658—1659. WAP sygn. 377. XII — Regestrum Proventuum Civitatis Premisliensis. Anno Domini 1662. WAP sygn. 381. XIII — Popisanie Podymnego podług Konstitutiej Seymu Walnego War- szawskiego Anno 1668. WAP sygn. 384. XIV — Regestrum Proventuum Civitatis Premisliensis. Anno Domini 1664. WAP sygn. 386. XV — Regestr szosow z roku 1669. WAP sygn. 387. XVI — Wykazy szosu i pogłownego, wykazy kamienic i ich właścicieli z lat 1681—1697. WAP sygn. 395. XVII — Descriptio omnium proventum. Anno Domini 1684. WAP sygn. 397. XVIII — Occlusio Peccorum, Occlusio Eąuorum. Kuchnia Mieyska. Rok 1685. WAP sygn. 398. XIX — Fascykuł z lat 1708—1748 zawierający m. in. Rejestr wybierania Podatku na Kucnnią Jmsci Pana Hetmana Wielkiego Koronnego w roku 1708; Regestr osób z rewizyi w Mieście Przemyślu na po- głowne... w Roku Pańskim 1717; Regestr Podatku Ułożonego na Ratuszu... z Kamienic Slacheckich, Mieyskich Dworkow w roku 1736; Regestr Pogłownego Generalnego... w Roku 1738... taxowane y spisane. WAP sygn. 406. XX — Fascykuł z lat 1711—1749 zawierający m. in. Regestr postanowio- nych soszow (sic) ...w roku Pańskim 1712; Regestr Podatku Uchwalonego... na Żołnirzow w roku 1734. WAP sygn. 407. XXI — Fascykuł z lat 1750—1771 zawierający m. in. Regestr Prowentow Mieyskich z roku 1755; Regestr Pogłownego Raty Marcowej y Septembrowej na Kamienicach, Dworkach y Domkach w Roku 1758. WAP sygn. 408. XXII — Regestr wybierania Pogłownego w latach 1756—1768. WAP sygn. 409. XXIII — Inwentarz do Exakcyi Extremae Necessitatis Miasta J. K. M. Prze- myśla... Uchwalony na Przeciągi Wojenne w roku Teraźniejszym 1770. WAP sygn. 410. XXIV — Regestr Pogłownego Raty Marcowej y Septembrowej w roku 1771. WAP sygn. 411. XXV —- Regestr Pogłownego Raty Marcowej w roku 1772. WAP sygn. 412. SP — Spis parafian I — Spis parafian greckokatolickich przemyskich na Kazanowie i na całym Zasaniu, na Podzamczu, w całym mieście, na całym Lwo- wskim Przedmieściu, to jest na Podgórzu, Forsterowce, na Mni- szu, na Błoniu i Garbarzach uczyniony dnia 1 kwietnia 1830. WAP, zespół archiwalny parafii greckokatolickich w Przemyślu, sygn. 43. II — Spis parafian obrządku greckokatolickiego uczyniony dnia 1 kwiet- nia 1830. WAP, zespół archiwalny parafii greckokatolickich w Przemyślu, sygn. 44. TSch — Teki Schneidra I — Luźne akta z roku 1692. PAKr fasc. 1300. II — Luźne akta z lat 1618-1736. PAKr fasc. 1308. III — Furschreibung Des Militaire-Quartier-Beitrages bey der Stadt Przemyśl und Ihren Vorstadten nach der Hausserzins Erhebung de anno 1818, welcher von Militaire Jahr 1819 angefangend einzuzahlen ist. PAKr fasc. 1310. IV — Luźne akta z lat 1682—1782. PAKr. fasc. 1312. V — Wykaz Nro 2 wszystkich do Institutu w miejscu Przemyślu, w Cyrkule Przemyskim Roku 1823 dochodzących i tam od krajo- wego Okulisty bezpłatnie leczonych Chorych na oczy. Wykaz Nro 3 wszystkich przy przyjmowaniu Chorych w Mieyscu Prze- myślu, w Cyrkule Przemyskim w Roku 1823 od Krajowego Okuli- sty za niedouleczenia uznanych. PAKr fasc. 1832. 8 — Rocznik Przemyski
B. ŹRÓDŁA DRUKOWANE F —- J. T. Frazik, Zycie i działalność Galeazza Appianiego, muratora prze- myskiego z drugiej połowy XVI i początku XVII stulecia. Aneksy. „Rocznik Przemyski” XV—XVI (1975), ss. 59—76. • Ż — M. Hruszewśkyj, Zereła do istoryji Ukrajiny-Rusy. Opysy koroljiwsz- czyn w ruskych zemljach XVI wiku, t. II. Ljustrcyji zemel’ peremy- śkoji i śanoćkoji. Lwów 1897. ROZWIĄZANIE POZOSTAŁYCH SKRÓTÓW AD ap. Bor. — Archiwum Diecezjalne w Przemyślu. — appellativum (nazwa pospolita). — H. Borek, U. Szumska, Nazwiska mieszkańców Bytomia od końca XVI wieku do roku 1740, Warszawa 1976. CPALw czas, im. masc. nazw, n.m. n.o. PAKr Par. Rosp. I Rosp. II SŁSE — Centralne Państwowe Archiwum Historyczne USRR we Lwowie. — czasownik — imię — masculinum — nazwisko — nazwa miejscowa — nazwa osobowa — Państwowe Archiwum w Krakowie na Wawelu. — Parafia św. Józefa w Przemyślu na Zasaniu. — S. Rospond, Słownik nazwisk śląskich, cz. I, Wrocław 1967. — S. Rospond, Słownik nazwisk śląskich, cz. II, Wrocław 1973. — F. Sławski, Słownik etymologiczny języka polskiego, t. I, z. 1, Kra- ków 1952 i nast. SSNO — Słownik staropolskich nazw osobowych pod red. W. Taszyckiego, 1.1, z. 1, Wrocław 1965 i nast. stp. Sstukr — staropolski — Słownyk staroukrajińskoji mowy XIV—XV st. Akademija Nauk Ukrajinśkoji RSP, t. I—II, Kijów 1977—1978. SW — J. Karłowicz, A. Kryński, W. Niedźwiedzki, Słownik języka polskie- go, t. I—VIII, Warszawa 1900—1927. TaszN — W. Taszycki, Najdawniejsze polskie imiona osobowe. Przedruk [w:] Rozprawy i studia polonistyczne, t. I, Wrocław 1958, ss. 32—128. ukr. V WAP — ukraiński — verso — Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Przemyślu.
Halina Wiśniewska KULTURA JĘZYKOWA RZEMIEŚLNIKÓW PRZEMYSKICH W XVII W. Rzemieślnicy stanowili w dawnych miastach Polski, a więc i w Prze- myślu, obok kupców najważniejszą grupę ludności. Z przeprowadzonych badań wiadomo \ że w Przemyślu już w XV wieku zorganizowali się w cechy, które istniały przez wiele wieków. Podobnie działo się i w wie- ku XVII, który nas interesuje w niniejszych badaniach, gdyż wówczas aż trzecia część ludności utrzymywała się z wykonywania rzemiosła1 2. Zycie w społeczności cechowej nakładało pewne obowiązki, ale je- dnocześnie dawało znaczne uprawnienia, np. zabezpieczało materialnie swego członka cechu w razie nieszczęścia, a dopracowano się także pew- nych zwyczajów, np. obrzędowości z okazji wyzwolin, zebrań, kar 3 4. Te wypracowane formy życia podlegały wieczystemu utrwaleniu, stąd w każdym cechu istniało stanowisko obieralnego pisarza, którego zadaniem było m. in. pisanie protokołów ze schadzek cechowych lub kontrola, by wszelkich wpisów dokonywano zgodnie ze zwyczajami. Dzięki temu jesteśmy w stanie przeprowadzić badania kultury języko- wej, przez którą rozumiemy umiejętność poprawnego i sprawnego uży- wania języka *. Z dużego i bardzo ciekawego zespołu przemyskich ksiąg cechowych nie wszystkie nadają się do niniejszych badań5, np. nie możemy sko- rzystać z ksiąg, w których przepisywano listy, dyplomy, przywileje ce- chowe, powstałe w kancelariach królewskich czy miejskich, gdyż pisali je wysoko wyspecjalizowani pisarze. Nas interesują takie księgi, które 1 Hauser L., Monografia miasta Przemyśla, Przemyśl 1883. 2 Arłamowski K., Stosunki społeczno-gospodarcze w Przemyślu staropolskim od końca wieku XIV do roku 1772, [w:] Tysiąc lat Przemyśla, Rzeszów 1976, ss. 216, 221. 3 Arłamowski K., Dzieje przemyskich cechów rzemieślniczych w dawnej Pol- sce, Przemyśl 1931. 4 Buttler D., Kurkowska H., Satkiewicz H., Kultura języka polskiego, Warsza-t wa 1973, ss. 58—79. 5 Klasyfikację ksiąg przemyskich opieramy na: J. Smolka, Katalog archiwum aktów dawnych miasta Przemyśla, Przemyśl 1927.
powstały dzięki pisaniu samych rzemieślników i do takich wypada za- liczyć: 1. Księgę cyrulików nr 441 (dalej oznaczamy przykłady z niej czer- pane literą C), którą zapisano w większej części w wieku XVII (1587— 1695), dzieląc ją na dwie części. W części pierwszej każdy z czeladników, na ogół własnoręcznie, wpisywał się do terminu (s. 25—69, r. 1628— 1669); w części drugiej spotykamy wpisy spraw cechowych i protokoły wyzwolin czeladników (s. 125—143, r. 1629—1671), co stanowi materiał bardzo ciekawy językowo, gdyż mamy tu różne pismo z różnymi „błę- dami", a wiele protokołów mistrzowie podpisują również osobiście, np. s. 29, 31, 35, 36, 137, 170. Jeśli przyjmiemy, że na tych ponad sześćdziesięciu stronach wpisywało się przeciętnie 6 terminatorów na każdej stronie, to licząc ostrożnie, wypada stwierdzić, iż mamy okazję odtworzyć pisanie ponad trzystu osób. 2. Księgę czapników nr 445 (dalej Cz) prowadzono w latach 1606— 1622. Zawiera ona wpisy różnych spraw cechowych, które protokołowała jedna osoba na kilku kolejnych stronach (np. ss. 21—23) lub jedną stronę wypełniało kilka osób (np. ss. 3, 8). Mamy tu bardzo ciekawe wyroki cechowe w sporach mistrzów, trybownej czeladzi — 'degradowanej’, co stanowi łącznie ponad 80 spraw. 3. Najobszerniejsza jest księga kowali nr 469 (1631—1826), bo liczy sobie 550 stron (dalej K). Materiał nas interesujący znajduje się w trzech miejscach: na ss. 5—17 (1619—1656), gdzie wpisywano sprawy finanso- we mistrzów, na ss. 209—254 (1633—1698), gdzie mamy „Regestr jed- nania chłopczow” i na ss. 344—363 (1633—1689), gdzie znajdujemy „Re- gestr wpisania Hłopczow kothlarskich”. Jeśli w podobny sposób jak wy- żej, przeliczymy liczbę wpisów, to można stwierdzić, że księga dostar- cza nam około 500 protokołów, które oczywiście zapisuje mniej osób, gdyż to samo pismo znajdujemy na wielu kolejnych stronach, co do- wodzi, że wpisów dokonywali pisarze cechowi. 4. Księgę rymarzy nr 487 (dalej Rj) prowadzono bardzo solidrie w latach 1619—1731 i, jak poprzednio, wydzielono w niej kilka części. Najpierw mamy „Regestr spraw Braczkich Cechu Rymarskiego. Siodlar- skiego, Pasniczego i Miechowmczego” (s. 4—90, r. 1618—1691), gdzie zapisywano pożyczki i protokoły elekcji w cechu. Tylko tutaj podano nazwiska wybranych podczas elekcji pisarzy, których wśród rzemieślni- ków naliczyliśmy w badanym okresie 15, w tym godność tę najczęściej piastowali Wojciech Rojewie Siodlarz. Część drugą stanowią „Regestr jednania chłopczow według zwyczaju rzemiosła na cztery lata” (ss. 91—112, r. 1616—1686), rejestr towarzy- szy (s. 113—115), rejestr porządków braterskich i przywilejów (ss. 137— 140) i najciekawszy pod względem językowym „Regestr Tribownej cze- ladzi” (ss. 141—156, r. 1619—1682), w którym zdegradowano około stu wyuczeńców za łamanie dobrych obyczajów w cechu. 5. Księgę rymarzy nr 488 (dalej R2) zapisywano w latach 1627— 1687. Zawiera ona protokoły wyzwolin na mistrzów, czego dokonywano „w obecności Panów Braci Starszych i Młodszych” (ss. 5—93), po czym wpisuje sie nazwiska chłopców, których dany mistrz wyzwolił, co łącz- nie daje wpisy kilkuset osób.
6. Najdłużej, bo przez trzy wieki, prowadzono księgę szewców (da- lej Sz) nr 491 (1497—1816). Jednak dla wieku XVII księga zawiera ma- teriały mniej ciekawe, gdyż mamy tu tylko wpisy pożyczek i ich spłat, dokonywane przez rzemieślników (ss. 44—119, r. 1650—1698). Zatrzymaliśmy się nieco dłużej przy charakterystyce zapisów w księ- gach po to, by podkreślić, że przemyskie wpisy z XVII wieku stanowią prawie pełny repertuar protokołów, wynikających z życia cechowego. Mamy tu bowiem protokoły: przyjęć chłopców do cechu, wyzwolin chłopców, przyjęć na czeladników, wyzwolin na młodszego towarzysza, wyzwolin na towarzysza starszego, elekcji cechowych, długów mistrzów, karania mistrzów i czeladników. Ponadto fakt, że takie same teksty pisano przez dziesiątki lat, świad- czy pięknie o tradycjach życia cechowego w Przemyślu, a także ukazuje aspiracje rzemieślników, członków cechu, którzy mimo bardzo trud- nych w XVII wieku wypadków dziejów miasta6, kontynuowali wpisy, świadczące o życiu cechów. Przedstawiony tu materiał pozwoli nam więc na dokonanie pew- nych analiz, z konieczności szkicowych i raczej zachęcających do badań, niż je wyczerpujących, których celem będzie badanie kultury języko- wej rzemieślników przemyskich. Kulturę tę pragniemy omówić, badając sprawność pragmatyczną, systemową i ortograficzną. Sprawność pragmatyczna. Jak wspominaliśmy, księgi zawierają róż- ne protokoły, które zamierzamy poddać analizie tekstowej po to, by stwierdzić, jakie składniki treściowe i strukturalne stanowią składniki obligatoryjne, a które — składniki fakultatywne. A. Protokoły wpisów chłopców do cechu i ich wyzwolin były do siebie bardzo podobne, a zdarzało się, że pod pierwszym wpisem umiesz- czano tylko uwagę o wyzwolinach, co skracało dokumentację do mini- mum. Ponieważ są to najliczniejsze protokoły, przedstawiamy ich kilka w ciągu chronologicznym, co pozwoli obserwować, jakim zmianom one podlegały zależnie od kompetencji jej autora i upływu czasu (teksty piszemy zgodnie z dzisiaj stosowaną ortografią, ale zachowujemy orygi- nalną pisownię wówczas, gdy informuje o ówczesnej wymowie, podob- nie zachowujemy oryginalne pisanie wielkimi literami i łączenie wyra- zów): 1. Jąn Rymarz wjednał chłopca na cztery lata Jakuba stryja ’ze Stryja’ ojcu jego na imię jendrzy nazwisko Parkowski matce Helżbita rok od s jen dr ze ja wtymże Roku (1616, Ri 91). 2. Łukasz zpikulic ojcu marcin Krzyżak matce Zofia jest wjednany upana Wojciecha ślusarza natrzy lata maczas od świętego mihała wroku 1632 (K 344). 8 Miasto w XVII wieku niszczyły przede wszystkim wojny i kontrybucje, np. w r. 1648 Przemyślowi zagrażali Kozacy pod wodzą Chmielnickiego, w r. 1657 mia- sto niszczy Rakoczy, w r. 1665 pod Przemyślem stoją Szwedzi, w r. 1672, 1682 na- padają je Tatarzy. Jeśli do tego uświadomimy sobie, że w połowie wieku miasto posiadało 17 kościołów i cerkwi oraz 10 zakonów, które musieli utrzymywać miesz- kańcy oraz że wybuchały pożary, epidemie, następowały wylewy Sanu, to wówczas dopiero jesteśmy w stanie docenić wysiłek nielicznych członków cechu, by tradycję życia cechowego podtrzymać i dać jej świadectwo przez wpisy w księgach cechowych.
3. Sebastian zpoznania urodzony zjana p Łasińskiego zmatki Jad- wigi Luręnczowny jest wpisany upana Wawrzyńca na rzemiesło na lat trzy poczyna mu się rok od Bożego narodzenia w Roku 1641; dopisano: Jest wyzwolony od P Wawrzyńca kotlarza w roku 1644 tenże Sebe- stian (K 210). 4. Roku 1689 Jest wyzwolony od pana bartosza Lewickiego sichtirza i mieszczanina przemyskiego Stanisław ze Świcia zojca Jendrzeja Za- jenkowicza Z matki Zosie awogustynki; dopisano: że dosyć za lata uczy- nił (K 362). 5. Roku Pańskiego 1706 dnia 21 Października na dzień świętego Mateusza P Stanisław Gutowski Rymarz przyjął chłopca dorzemiesła imieniem Grzegorza nalat 4 Z przemyśla rodem Ojcu jego Wojciech Pła- szowski Matce jego Regina Płaszowska którzy rodzice pomienieni od- dali wopiekie go oddali asekuruje się iż będzie wierny i posłuszny imy też jako Rodzicy prosimy my żeby żadnej krzywdy niemiał; podpisano tenże wyzwolony (Rt 111). Jak widzimy, schemat protokołu utrzymuje się bez zasadniczej zmia- ny przez cały wiek i wykazuje kilka obligatoryjnych informacji: na- zwiska (czasem jeszcze tylko imiona) mistrza i chłopca, dane o rodzi- cach chłopca, datę rozpoczęcia i czas nauki. To minimum informacji ma jednak różne realizacje, które ze zróż- nicowaną dokładnością pozwalają identyfikować zainteresowane osoby, np. czasem podaje się imię matki, innym razem także jej nazwisko pa- nieńskie, a jeszcze innym razem nazwisko odmężowskie. Obligatoryjna data ma również różne stopnie ścisłości: nazwę świętego patrona (tu jest wieloznaczna, gdy brak nazwy pełnej) lub pełną formułę w T 5. Dane osobowe mistrza to także ciąg wariantów, niosących różnie uściś- loną informację: Jan Rymarz || Pan Wawrzyniec || Pan Bartosz Lewicki sychterz mieszczanin przemyski. Można stwierdzić, mając za podstawę cytowane teksty (T 1—T 5), że ilość informacji tkwiła w powtarzanym schemacie zapisu, natomiast ścisłość informacji zależała od kompetencji piszących i była w szcze- gółach różna u poszczególnych pisarzy. B. Inne dane musiały zawierać protokoły wyzwolin na towarzysza starszego, którymi dysponujemy w mniejszym wyborze: 6. Dnia 30 kwietnia Matys Radomski znowego miasta syna swego własnego wyzwolił przy zupełnej braciej na imię Piotra światki brał so- bie przy wyzwoleniu z mistrzów Matys Krzesiński Bartosz Melianow- ski ztowarzyszow Stanisław Nowiński Marcin Sławiński (Cz 8, 1622). 7. Ja Walanty Lisiecki będąc wrobocie natenczas uPana Marcina Fischera Robotą AD 1639 zostałem towarzyszem starszym 13 February w tym że roku zostałem skarbu towarzyskiego otwierając skrzynkę zło- tych 11 gro 22 Ja Walenty Lisiecki oddaje gro 2 tego dnia 13 Febru- ary (C 28). 8. Ja Joseph Fabricius terminowałem u Pana Krzysztofa Fabriciusa Rodzica swego lat trzy uczyniłem we wszystkim satysfakcją Panum Towarzyszum na ten czas przy Bytności Panuw Towarzyszuw Panuw Piotra Gontkowskiego starszego Towarzysza i Pana Wojciecha Toma- szewskiego Towarzyszuw zwysz mianowanych Anno Dni 1668 die 5 February (C 62).
Jeśli porównamy te trzy protokoły, pisane w ciągu 45 lat, z proto- kółami wstępu chłopców do terminu (Tl—T5), to zauważymy, że tutaj obligatoryjne są inne składniki treściowe tekstu. Wraz z usamodzielnie- niem się ucznia zmienił się jego status prawny, stąd zanikła informacja o rodzicach. Niezbędnymi składnikami formularza pozostały dane oso- bowe mistrza i ucznia, nazwiska świadków, data wyzwolin oraz informa- cja o daniu pełnej satysfakcji, tj. spełnieniu wszystkich warunków wy- zwolin lub zapis o rozłożeniu na raty obciążeń finansowych. Podobnie jak poprzednio widzimy, że szczegółowy dobór leksyki i frazeologii w obrębie poszczególnych składników treści jest uzależnio- ny od kompetencji piszącego, mimo że w kancelariach miejskich lub klasztornych dopracowano się w owym czasie stałych formuł, zajmu- jących stabilne miejsce w tekście 7. Fakt ten dobrze ilustruje, np. pisanie daty, której miejsce i dane szczegółowe są różne w każdym zapisie, gdy w kancelariach profesjonalnych datacja podlegała sformalizowaniu, jakie mamy i dzisiaj. C. Następną grupę tekstów stanowią protokoły wstępów do cechu, które znamy tylko z księgi rymarzy ze stosunkowo krótkiego czasu (20 lat): 9. Przy obecności P Braciej wszytkiej Walerian Powroźnik Kopka przyjął cech który dał kopę wstępku Tenże oddał 2 pułjachtelki piwa Tenże oddał wosku funtów 4 Tenże oddał pułachtelek piwa Tenże oddał kolacją którą Panowie Bracia przyjęli Tenże dosyć sztukom uczynił według przywileju; dopisano: Tenże wyzwolił chłopca na imię Grygra rodem Sędomirza w roku 1636 (R2 41, 1634). 10. Anno Dni 1655 die 21 January Przy obecności Panów Braciej wszystkich tak starszych jako młodszych w zupełnym Cechu będący Pąn Matiasz Siodlarz ais Mirosz przyjął Cech według przywileju JKM ’Jego Królewskiej Mości’ i zwyczaju Brackiego który to pomieniony dał wstępnego złotych cztery Tenże oddał słuszne pieniądze zupęłnie jako się sumitował Tenże oddał kolacją słuszną którą p Bracia przyjęli (oddał także wosk i proch) Tenże oddał listy od dobrego urodzenia jako i od wyzwolenia rzemięsła swego; dopisano: Tenże wyzwolił chłopca imię- nięm Mikołaja przezwiskiem koreckiego z Miasteczka Łosice nazwanego roku pańskiego 1662 (R2 69). Okazuje się, że w tych protokołach obowiązują inne składniki treś- ciowe: nazwisko wstępującego do cechu, informacja o pełnej satysfakcji i całkowitej obecności cechu. Każdy z piszących powielał schemat zapisu i przestrzegał podania wiadomości obligatoryjnych, ale ich dokładność zależała już od kom- petencji piszącego. Ta kompetencja sprawiła, że protokół mógł być krótki lub długi. D. Grupę kolejną tworzą wpisy, które informują o życiu cechu 7 Od najdawniejszych czasów drukowano książki-formularze, zawierające wzor- ce pism urzędowych. O tym, że przywiązywano dużą wagę do składników obliga- toryjnych dokumentu, świadczy m. in. osobista uwaga S. F. Klonowicza (1545— 1602), kilkuletniego pisarza Lublina, który stwierdził w sporze: Świadectwo jest nieprawne i niedostateczne, abowiem w nim ani czasu, ani mieśca, ani sumy, ani rat, ani zakładu nie wyrażono, Woj. Archiwum Miasta Lublina, księga nr 15, s. 497, r. 1585.
i dotyczą spraw wszystkich braci. Do takich należą protokoły elekcji cechowych, pisane w ciągu 70 lat: 11. Za spoiną a zgodną namową panów Braciej wszystkiej stanęła libera Electio według starego zwyczaju a to na ś Maciej na który obrali panów Cechmistrzow a mianowicie pana Krzysztofa Mitkowica Rymarza apana Matiasza Gąseckiego Miechownika w roku pańskim 1636 pan pi- sarz Wojciech Rojewie Siodlarz panowie stołowi (tu 14 nazwisk, Ri 39). 12. Za spolnam zgodam obrawszy na Urząd Cechmistrzowski Pana Bartosza Wybilkowicza i Jana Swiakowicza którym oddawszy skrzynkę zprzywilejami w który skrzynce było gro 4; dopisano: konew miecznicza strzelby ahakownic większych ośm mniejszy Strzelby sztuk siedm Dard siedm Bardysz jeden Prochu nic na co sie pan pisarz Cechowy piotr Piątkowski ręką swą podpisuje; tu podpis własnoręczny tego, który na- pisał protokół: piotr piatkowicz Zygarmistrz (K 14, 1643). 13. Zaspolną a Zgodno na mową Panów Braci wszystkich wespuł bę- dących tak starszych jako i młodszych według wzwyczaju i Przywileju JKM stanęła Electio na który Elekcyji P Panowie Bracia wszyscy Zgodni obrali Pana Dominika Zdanowskiego Rymarzy Starszym Cech- mistrzem i P Franciszka olsternika Wojkowskiego kolego cechmistrzem młodszym bracia stołowi (tu nazwiska, R1; 74, 1692). Do składników koniecznych w protokole elekcji zaliczano, jak widać, informację o jednomyślności wyborców oraz nazwiska wybieranych i wy- bierających mistrzów. Protokół kowali stanowi jednocześnie wykaz ma- jątku cechowego, co u rymarzy spisywano oddzielnie. Znów jak poprzednio, mamy okazję obserwować, jak osobista kom- petencja piszącego wpływała na dokładność i precyzję składników obligatoryjnych formularza: za spoiną zgodą || za spoiną a zgodną namową panów braciej wszytkiej || za spoiną a zgodną namową panów braci wszystkich wespół będących tak starszych jako i młodszych. Przy tym lata pisania protokołu stanowią czynnik drugorzędny. Protokół pi- sany pod koniec wieku może być mniej dokładny niż ten, który zapisa- no wcześniej. Ostatecznie wypada podkreślić, że mimo powtarzalności formuł i całego tekstu oraz przestrzegania w zapisie występowania obli- gatoryjnych składników treściowych ten, kto lepiej znał sztukę pisania, a więc leksykę i frazeologię, schematy składniowe, ortografię pisał do- kładniej i poprawniej. Z kolei poświęcimy nieco uwagi zapisom długów, które znajdujemy w księdze rymarzy i szewców: 14. Pan Stanisław Matrulowic Rymarz ais Skubinoga brat Cechu naszego wespołek z Małżonką swoją Zofią obecnie stanąwszy przed Bra- cią wzupełnym zgromadzeniu będącymi przy obesłaniu Cychy ’znak ce- chowy’ Zeznali jednostajnymi słowy żeśmy winni PB 'Panom Braciom’ Cechu Rymarskiego Siodlarskiego Miechowniczego etc złotych dwadzie- ścia i wobu legowanych pieniędzy od pp Radziec .rajców’ sta zło i trzy- dziestu do Cechu naszego powziętych z domków wałowych skupionych od ojcow Jezuitów a p Bracia od ty sumy pensować powinni które pensa do rąk szafarskich dochodzić powinna którą to sumę wzwysz mianowaną przyjęliźmy od p Jakubowy (Rj 36, 1637). 15. Anno Dni 1669 w Dzień ŚPanny Maryjej Gromnicznej Za Zgodam i podobsłaniem Braci wszystkiej przyszedszy Uczciwa pani Matjaszowa
Gorgonowiczowa pozostała wdowąm pożycza ubraci Skrzynki na po- trzębę swoją pełnąm złotych polskich trzydzieści od której Sumy i In- teressa powinna płacić na rok na S Najświętszej Panny Mariej Grom- nicznej po zł złotych dwa i groszy dwanaście ktorąm to sumę wzwyż mianowanąm zapisuje na Jatce swojej i przy zapisie naszym Grabow- skim (?) dla lepszej wiary ręnkąm swojam podpisuje się jako pisać nie umiem krzyżyk kładę (Sz 65). 16. Przyobecności wszytkich Braci Cechu naszego Rymarskiego etc Pan Sebastian Łoboszowic sumituje się nam wszytkiem cechowem Cechu naszego oddawać te pieniądze które pożyczanem Sposobem pożyczył tojest złotych polskich 70 które powinien oddawać na Raty które Pa- nowie Bracia rospisali bez żadnej odwłoki Naprzód złotych pięć na Trze Krule w RP 1686 Druga Rata złotych pięć na Niedzielę Białą wtymże Roku (itd) podpisuje swoją Ręką własną (tu podpis własnoręczny, uka- zujący dużą sprawność piszącego, Sz 84). W zapisach długów informacjami niezbędnymi były: data, nazwisko pożyczającego i jego małżonki, suma pożyczanych pieniędzy i sposób oraz czas ich zwrotu. Informacje fakultatywne stanowiły formuły o zgo- dzie członków cechu na dokonanie pożyczki, informacja o celu pożyczki, własnoręczny podpis. Jak zwykle, od kompetencji piszącego zależało rozwijanie obligatoryjnych składników treści o uściślające dane, np. przysiada na tej jatce Lechowiczowej złotych || pożycza u braci ze skrzynki na potrzebę swoją pełną (...) którą to sumę wzwyż mianowaną zapisuje na jatce swojej. Najciekawsze pod względem treściowym i językowym są protokoły trybownej czeladzi, gdyż niosą informacje obyczajowe o rodzajach prze- stępstw w cechu, co jest bardzo istotne dla badaczy kultury ówczesnego życia. Dowiadujemy się, np. że wśród młodzieży rymarskiej (i innych rzemiosł należących do cechu) ukarano przez około 70 lat prawie stu czeladników za kradzieże, pijaństwo, awantury w mieście zakłócające spokój mieszkańców, ucieczki ,,nocnym obyczajem” itp. Jeśli chodzi o materiał językowy, to protokoły dostarczają wpisów niekonwencjonalnych, gdyż przy ich pisaniu można było tylko w nie- wielkim stopniu korzystać z gotowych formuł. Właściwie nie spotykamy spójnego tekstu, w którym piszący wykazałby się umiejętnościami wy- sokiej klasy. Oto trzy przykłady spośród wielu bardzo interesujących: 17. Stała się taka sprawa wsobote po ŚMarcinie u Pana Szymona Ormiańskiego, że chłopiec ucząc się rzemiosła u Pana Szymona trafił się taki cassus że płache drew cisnął chłopiec i zabił psa i ten chłopiec wlókł tego psa zabitego do sann co świadczeli jego towarzysze co u nie- go robili mianowicie matys krakowczyk Jędrzej Samborczyk a mianowi- cie ten chłopiec na imię Jan Stanisława kosmatego syn piwowara do tego ten chłopiec sam się zeznał przed Bracią zupełną wponiedziałek przed śElżbietą przy czeladzi żem go sąm wlókł do Sanu co się nie godzi w naszym cechu (Cz 11, 1614). Gdy sprawa była stosunkowo prosta, protokół przybierał formę sen- tencji, w której ferowano wyrok sprawy po podaniu danych personal- nych osób oskarżającej i oskarżonej. Sentencja zawierała formuły, np. co się nie godzi w naszym cechu, nie godzi się przy nim sztychu pchnąć ani mu ręki podać, nie można go ruszyć 'przyjąć do pracy’.
18. Jen Kawecki robieniec mastęk jarosławski jest trybowny do mistrzów że zwięzienia uciekł doktorego był wsadzony odług który beł winien P Stanisławowi zło 2 i gro 20 i kulę szlachecką do tego i osrebro którego beł ostrzygł od sejdaka tego połowicę wrucił drugą na swój po- żytek obrocił zaco miał P Stanisław kłopot od szlachcica co jego srebro beło przy którym nie godzi się sztychu pchnąć animu ręki podać (Rj 141, 1621). 19. Juzef robieniec rzemiesła rymarskiego który sie uczył we Lwo- wie u Pana Bartosza Lubelskiego Jest trybowny od Pana Wojciecha Szydłowskiego i od Panuw Braci iż Robioncy czas niemały niemajoncy żądny okazji poszeł nie opowiadając który zawiódł barzo w robocie iż tenże pan Wojciech wiedzoncy iż ma czeladnika na przymował roboty wiele mianowicie rzondzikow do nasady sześć który miał kłopot niewy- stawienia roboty musiał insze braci prosić i oddawać robotę z rok swo- ich przez to wielko szkodę ponosił Mistrze ślubujo za szkody który go towarzysz ruszy (Rx 153, 1688). V/ protokołach trybowanej czeladzi składnikami obligatoryjnymi tekstu są: nazwiska osób zainteresowanych, opis sprawy i sentencja wyroku. Różna sprawność piszącego wpływa na prezentowanie sprawy. Na ogół nie jest to tekst spójny strukturalnie i semantycznie, stąd czytelnik musi dopełnić miejsca ,,niedookreślone”, co jest spowodowane niepełną kompetencją piszącego. Zacytowaliśmy tu stosunkowo dużo protokołów, które rzemieślnicy przemyscy napisali według sześciu wzorców formularzy. Fakt, że w ce- chach powielano te wzorce, dbając o powtarzalność i obecność składni- ków treściowych poszczególnych protokołów, należy uznać za osiągnięcie pisarzy cechowych, którzy najprawdopodobniej przecież nie byli pisa- rzami zawodowymi. Natomiast nie bardzo sobie radzili piszący ze ścisłością informacji oraz miejscem jej w tekście. Zależnie od stopnia kultury językowej, wynikającej z indywidualnych zdolności, rodzaju ukończonej szkoły, aktualnej dyspozycji, wprawy w pisaniu itd. autora tekstu, powstawały zapisy urzędowe jednoznaczne i dokładne lub ogólnikowe i wieloznaczne. Brak precyzji i dokładności stanowią największe mankamenty wielu protokołów. Zamiast tekstu urzędowego, w którym każda informacja odnosi się do jednego desygnatu, mamy sformułowanie wieloznaczne i nieprecyzyjne, często odsyłające do konsytuacji, a więc bardziej charak- terystyczne dla potocznego mówienia niż pisania w urzędzie, np. winien P Stanisławowi T 18, stanęła elekcja na św. Maciej T 11. Jak widać, brak precyzowania dotyczy najczęściej danych personalnych osób oraz datacji, co wypełniała aktualnie istniejąca sytuacja, ale nie wyrażono tego werbalnie. Z kolei wszyscy piszący zachowywali inną cechę stylu urzędowego, obiektywizm nadawcy wobec spraw przedstawianych. W żadnym pro- tokole nie ujawniła się ekspresywna postawa piszącego, który zachowy- wał oficjalny dystans nawet przy prezentacji faktów nadzwyczajnych i hańbiących członków cechu, np. wykonywanie poniżającej i niegodnej pracy hycla pisarz skwitował dwukrotnym powtórzeniem stała się taka sprawa [...] stał się taki cassus T 17. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że czas nie decydował o umie-
jętnościach piszących. Wpisy, jakich dokonano na początku wieku, były niejednokrotnie dokładniejsze niż te, które powstały pod jego koniec. O sprawności pragmatycznej pisarzy dowiadujemy się znacznie wię- cej z tekstów niekonwencjonalnych, w których nie można było powta- rzać obligatoryjnych formuł i korzystać z wzorca zapisu, dokonanego przez innych. Można twierdzić, że na ogół cechy nie przestrzegały kon- tynuacji maksymalnie precyzyjnego formularza, który spełniałby wy- mogi aktu prawnego, jakim dysponowały już wówczas w pełni kance- larie o wyższym stopniu organizacyji 8. Sprawność gramatyczna (składniowa i leksykalna). O spójności stru- kturalnej tekstu w znacznym stopniu decydowała umiejętność zamyka- nia myśli w zdaniu i układanie z tych zdań całości połączonej nie tylko tematycznie, ale także za pomocą odpowiednich wyrazów pomocniczych (spójników i przyimków), użycia właściwego przypadka fleksyjnego, za- chowania szyku spajającego tekst i powtórzenia wyrazów. Jeśli przyjrzymy się niektórym protokołom, to zauważymy, że pi- szący nie korzystał w pełni z tych środków składniowych, pozwalających zwerbalizować zrozumiale potrzebne informacje. Wiele tekstów-protokołów stanowi jakby ,.wyliczankę” informacji, gdyż brak nam tu zdań podrzędnych, wprowadzających porządek logicz- ny przy deskrypcji, np. T. 2: Łukasz z Pikulic, ojcu Marcin Krzyżak= 'Łukasz z Pikulic, który jest synem Marcina Krzyżaka’; T 6: Matys Ra- domski [...] syna wyzwolił [...] na imię Piotra [...] świadki brał = 'Matys Radomski [...] syna wyzwolił, który ma na imię Piotr. Brał on świadki’. Wyliczanki spotykamy nie tylko w zdaniach pojedynczych, ale także wśród zdań składowych podrzędnych. Mamy tutaj, np. ,.łańcuszkowe nizanie” zdań przyda wkowych, które zależą od odległych składników nadrzędnych, np. T 17, 19 9. Trudności z umiejętnością uporządkowania składników zdania poje- dynczego i zdań podrzędnych wobec składników nadrzędnych cechują i dzisiaj mniej sprawnych użytkowników języka, np. dzieci10. Wypada tutaj zauważyć, że istniały wówczas pewne tradycyjne kon- tynuacje w budowie składniowej formularza w poszczególnych cechach. Oto np. krótka formuła przyjęcia chłopca do cechu rymarzy miała sche- mat zdania oznajmującego, w którym na pierwszym miejscu umiesz- czano nazwisko mistrza: X wjednał chłopca Y (przy czym piękny wy- raz wjednać ustąpił miejsca w połowie wieku zwrotowi: przyjąć chłop- ca). Schemat zdania powtarzano w cechu przez 70 lat. Inaczej w tym samym czasie pisano w cechu kowali, w którym formułę budowano w stronie biernej, wysuwając na pierwsze miejsce dane osobowe chłop- ca: Chłopiec Y jest wjednany (od lat sześdziesiątych XVII wieku: jest zapisany || wpisany) u pana X, co również obserwujemy przez 65 lat. 8 Niektóre dokumenty przemyskie powstały w takich właśnie kancelariach; na wyższym poziomie stały kancelarie miejskie i klasztorne szczególnie w dużych miastach, por. H. Wiśniewska, Polszczyzna potoczna a urzędowa w XV I-wiecznych księgach lubelskich, Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej, t. XVI, 1976, ss. 117—135. 9 H. Wiśniewska, Polszczyzna przemyska wieków XVII—XVIII, Wrocław 1975, ss. 95—98. 10 Por. np. kłopoty składniowe uczniów, [w:] Z. Saloni, Błędy językowe w pra- cach pisemnych uczniów liceum ogólnokształcącego, Warszawa 1971, ss. 111—132.
Powtarzalność schematu zdaniowego obserwujemy również w za- pisach cyrulików, np. w latach 1639—1654 wpisało się w księdze (s. 28— 47) za brata starszego 28 czeladników. Z tej liczby 23 kontynuowało schemat zdania: ja będąc w robocie || robotą, tylko trzech użyło orzecze- nia czasownikowego robiłem, a jeden cyrulik napisał robiąc, ale nikt nie powtórzył tego imiesłowu przysłówkowego. Powtarzalność schematu składniowego nie wykluczała, jak widzi- my, zapisywania tych samych treści w innych wariantach składniowych, które informują badającego o zachodzących zmianach w systemie nasze- go języka. Np. porównując zapisy mamy okazję dostrzec, jak formy syntetyczne dopełnień, okoliczników, przydawek ustępują miejsca for- mom analitycznym bardziej dokładnym w wyrażaniu znaczeń, np. imie- niem, robotą, wiliją || na imię, w robocie, w wiłiją łl. Na tych kilku wybranych przykładach ukazaliśmy, z jakimi trudno- ściami w budowie zdania borykali się rzemieślnicy, umiejący pracować swymi narzędziami, rzadziej piórem. Obecnie pragniemy omówić spraw- ność leksykalną tej grupy ludności, co ukażemy również na przykłado- wym materiale. Wśród używanych wyrazów zwraca uwagę leksyka specjalna, wyni- kająca ściśle z organizacji życia cechowego. Chodzi nam o zestawienie terminów, jakimi nazywano członków cechu, co pozwoli nam przedstawić tzw. bogactwo słownika. Członkowie cechu to zależnie od stopnia skodyfikowania sytuacji bracia, panowie bracia, brać zupełna || wszystka, zupełność braci. Spotka- nia organizacyjne noszą nazwy: schadzka cechowa lub schadzka zagajana (odbywana tylko dwa razy w roku), zgromadzenie braterskie. Najstarsi urzędem byli mistrze || panowie mistrzowie || panowie ma- gistrowie (u cyrulików), z których grona wybierano cechmistrzów: star- szego i młodszego zwanego też podcechmistrzem. Ogół mistrzów dzielo- no na starszych i młodszych, przy czym starsi zwani też bywali braćmi stołowymi (ciągle u rymarzy || od stołu, braćmi starszymi. Grupa młod- sza to panowie młodsi, magistrowie juniorzy (u cyrulików). W wykonywaniu rzemiosła pomagała czeladź, czyli panowie towarzysze, rzadko jeszcze zwani czeladnikami. Wśród nich wyodrębniano grupę to- warzyszy wędrownych i robieńców, tj. nowo wyzwolonych, którzy nazwę tę utrzymywali przez okres roku i sześciu niedziel11 12. Tych pomocników w wykonaniu zawodu nazywano również wyrazami zdrobniałymi i tu spot- kaliśmy te nazwy w księdze czapników: kowalczyk 20, kordybanik 23, psiarczyk 26 (przy czym nie są to nazwy własne, jak się również zda- rzało). Grupę najmłodszą stanowili chłopcy zwani po odbyciu lat terminu uczennikami i wyuczeńcami. Wśród nich znajdowali się synowie mistrzów zwani mastkami. Tych kilkanaście przykładów dowodzi, że rzemiosło dopracowało się leksyki specjalnej: neosemantyzmów wobec języka ogólnego, np. bracia, towarzysze, panowie młodsi, starsi lub neologizmów, którymi nazywano 11 H. Wiśniewska, o.c., ss. 87—92. 12 K. Arłamowski, o.c., s. 34.
tylko przejawy życia cechowego, np. robieniec, wyuczeniec, mastek, cze- ladnik. Warto podkreślić rodzimość tego słownika. Pojawiające się wyrazy obce, np. łacińskie, a szczególnie niemieckie żyły na ogół krótko. Np. su- mę wpłacaną przy wstępowaniu do cechu w Przemyślu nazywano pow- szechnie wstępnym, wstępkiem lub wpisnym. Czasem używano okre- śleń durikt, cugant, które jednak szybko zastępowano leksyką rodzimą 13 14. Wydaje się również, a rzecz prosi się o szersze badania, że leksyka ta zachowywała swoje odrębności regionalne. Zwróciła na to uwagę A. Kowalska, gdy zestawiła terminy cechowe z Tarnowskich Gór z prze- myskimi. Na Śląsku na należytości cechowe (w Przemyślu: powinności cechowe) składały się w tym czasie opłata zwana przepowiedne, przepo- wiedka lub przepowiedz || wstępne, wstępek, wpisne) składana do lady cechowej |j do skrzynki cechowej, brackiej), podejmowanie towarzyszy Swaczyną || kolacją, wykonanie majstersztuku || sztuki i odsłużenie mlod- stwa || młodszeństwa) u. By zakończyć nasz krótki przegląd składni i leksyki przypominamy, że wielu spośród rzemieślników przemyskich, piszących w księgach, miało trudności w wyrażeniu swych myśli w logicznie zbudowanym zda- niu. ,,Nielogiczność” była spowodowana użyciem zbyt małej ilości wy- razów pomocniczych w zdaniu pojedynczym. Jeśli idzie o budowę wy- powiedzi wieloskładowych, to budzą one jeszcze więcej zastrzeżeń, gdyż są to często potoki składniowe, anakoluty, w których nie dostrzegamy związków semantycznych i strukturalnych z właściwymi składnikami i zdaniami składowymi. Jeśli chodzi o słownictwo, to trzeba stwierdzić, że dopracowano się w cechach precyzyjnego słownictwa specjalistycznego, nazywającego lu- dzi i zjawiska, charakterystyczne dla tego kręgu społeczeństwa. Z tego bogatego zasobu poszczególni użytkownicy czerpali jednak wyrazy zgo- dnie ze swymi indywidualnymi umiejętnościami lub zwyczajami w ce- chu, a te były różne, chociaż zawsze mieszczące się w granicach popraw- ności (zrozumiałości tekstu). Możliwość wyboru była znaczna: od wyra- zów ogólnych używanych powszechnie, po wyrazy, mające treść i zakres ograniczony do wąskiej ilości desygnatów np. panowie bracia, panowie cechowi || cechmistrz starszy, podcechmistrzy; chłopiec, czeladź || robie- niec, mastek. Sprawność ortograficzna. Dla badań kultury językowej i sprawności piszących, najlepszym informatorem są umiejętności ortograficzne au- tora tekstów. Jeśli odrzucimy jako nieistotną ówczesną grafię (kształt liter), to okazuje się, że rzemieślnicy przemyscy mieli spore kłopoty z za- pisywaniem wyrazów w przeciwieństwie do profesjonalnych pisarzy, którzy stosowali jednolite przepisy ortograficzne 15. Wielu piszących zapisywało różnie te same dźwięki, co dowrodzi bra- ków w zautomatyzowaniu pisowni, ale co dla niniejszych badań jest bar- 13 H. Wiśniewska, o.c., ss. 102—103. 14 A. Kowalska, Badania diachroniczne nad regionalnymi odmianami polszczy- zny. Postulaty i uwagi metodologiczne, Biuletyn PTJ, XXXVI, Wrocław 1980, s. 113. 15 S. Jodłowski, Losy polskiej ortografii, Warszawa 1979, szczególnie ss. 29— 41; Z. Klemensiewicz, Historia języka polskiego, Warszawa 1981, s. 357.
dzo korzystne, gdyż rzemieślnicy w znacznym stopniu tak pisali, jak mó- wili. Ta „półfonetyczna” pisownia zdradza nam więc ówczesną wymowę ogólnopolską oraz regionalną, co ukażemy na przykładach, występujących w cytowanych tekstach (T 1—T 19). A. Pisownia oddaje upodobnienia pod względem dźwięczności: stryja, skrzynki ’z Stryja, z skrzynki’ T 1, 15, światki T 6, rospisali T 16; wy- mowę asynchroniczną samogłosek nosowych w sąsiedztwie spółgłosek zwartych i zwartoszczelinowych: Jendrzej T 1, renka T 15, robioncy T 19, wiedzoncy T 17; antycypacyjną nosowość samogłosek przed spółgłoskami nosowymi: Walerian T 9, pan T 10, imięnięm T 10, tęnże T 9. Zjawiska te były już w owym czasie powszechne16 i tylko ostatnie zaniknęło w XVII wieku 17. Wpływem wymowy należy też wyjaśnić „błędy” rzemieślników prze- myskich, którzy samogłoski e, o wymawiali z rozszerzeniem lub zwęże- niem artykulacyjnym. Oto kilka przykładów: Jendrzy T 1, mniejszy strzelby T 12, w który skrzynce T 12; sichtirz T 4, panum towarzyszum T 8 || Walanty T 7, świadczeli T 17, bel T 18. W badaniach zapisów w in- nych miastach Polski wielokrotnie zwracano uwagę na to zjawisko 18. B. Zapisy oddają też wymowę regionalną rzemieślników, charaktery- zującą ludzi z Przemyśla lub terytoriów położonych bardziej na wschód od miasta. Mamy tu przykłady tzw. zaciągania: my rodzicy T 5, obsia- niem T 15; zrównania ó z u, co tutaj było powszechne i stało się szybciej niż na innych terenach Polski: T 8, 11, 16, 18, 19; wymowy dźwięcznego h zamiast „ch”: Mihał T 2, hłopca K; zaniku resonansu nosowego samo- głoski nosowej tylnej: za zgodno T 13, wielko szkodę T 19, ślubujo T 19 19. C. Spotykamy tutaj zapisy, które nas informują, że w Przemyślu prze- bywali ludzie z centralnej Małopolski, którzy, np. samogłoskę nosową tylną wymawiali szeroko: za spolnam zgodam T 12, renkam swojam T 15; udźwięczniali spółgłoski przed półotwartymi: przyjęliśmy T 14 lub też pochodzili z tzw. kresów wschodnich, stąd hiperpoprawność w zazna- czaniu rezonansu nosowego: potrzębę T 15, zupęłnie T 10; brak fryka- tywności przy wymowie rz: premyski, sichter, Jendrej T 4. O silnym wpływie wymowy dialektalnej wnosimy również z zapisów, w którym mamy protetyczne spółgłoski w wyrazach rozpoczynających 16 Por. np. Z. Stieber, Historyczna i współczesna fonologia języka polskiego, Warszawa 1966; S. Rospond, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 1971. 17 K. Siekierska, Wtórna nosowość antycypacyjna w języku polskim (na przy- kładzie pisarzy XVII w.), Prace Filologiczne XIX, ss. 29—40. 18 Np. W. Kuraszkiewicz, Z przeszłości narzecza Kazimierza nad Wisłą (1568— 1598), Lublin 1939; A. Pazdur, Cechy dialektyczne w księdze miejskiej Opatówka z końca XVII wieku, Rozprawy Kom. Jęz. ŁTN, t. VI, 1959, ss. 47—55; A. Kowalska, Język polski w szesnasto wiecznych księgach miejskich Tarnowskich Gór, Wrocław 1970; Cz. Kosyl, Właściwości fonetyczne polszczyzny kresowej w 1. połowie XVIII wieku (na przykładzie języka mieszczan hrubieszowskich), [w:] Studia z Fi- lologii Polskiej i Słowiańskiej, t. XVII, 1977, ss. 105—121; W. Bryłowa, Język Księgi miejskiej Łęcznej z XVII wieku na tle mniejszych gwar okolicznych, Annales UMCS, sectio F. vol. XXXIII/IV, 1978/9, s. 337—349; M. Cybulski. Język ksiąg ra- dzieckich i ławniczych Sandomierza z lat 1543—1767, [w:] Studia Językoznawcze, t. V, Wrocław 1980, ss. 7—63. 19 H. Wiśniewska, Samogłoski nosowe w XVIII-wiecznych przemyskich księgach cechowych, Język Polski LV, 1975, ss. 16—21.
się od samogłosek: Hełżbita T 1, jachtelek T 9 oraz przejawy może ma- zurzenia. Trzeba bowiem stwierdzić, że najwięcej kłopotów sprawiało naszym mieszczanom normatywne zapisywanie spółgłosek dziąsłowych i zębowych: 4 ż, ć || s, z, c. Zapisy w rozdaju: czech ’cech’ oddacz; ucinił; zarasz, Bartosa są powszechne (czego w transkrypcji tekstów 1—19 nie uwzględniliśmy). Jeśli do tych kłopotów ortograficznych dodamy brak konwencji w stosowaniu wielkich liter i pisowni łącznej wyrazów, to nie dziwimy się, że transkrypcja tekstu odbiega daleko od jego transliteracji. By te rozbieżności ukazać, zacytujemy T 4, pomijając oczywiście ówczesny kształt liter: Roku 1689 Jest wizwolony od pana bartosa Lewyckego Sichtira Imes- canyna premyskego Stanisław ze śwince (?) zoca Jendreya Zajenkowica Izmatki Zosie awogustynky. Te kłopoty w pisaniu powodowały, że wyrazy, dzisiaj wydawałoby się fonetyczne, miały przeróżne realizacje, np. w księdze kowali wyraz matce miał postać: matcze 209 (najczęściej), maczcze 211, mączce 241, maccze 351, macze 353, matce 358; a w księdze szewców wyraz pienią- dze pisano: pieniądze 113, piniendzy 115, pyiniodzi 135, piniedzy 116, pyniundze 115 (pomijaliśmy różnice spowodowane kształtem liter). Uwagi końcowe. Wpisy w księgach dowodzą bezspornie, że rzemie- ślnicy przemyscy mieli w swoim gronie ludzi piśmiennych. Obok tej grupy byli inni, którzy zamiast podpisów stawiali krzyżyki, co poprze- dzano formułami: kładzie znak krzyża tego odebrania Sz 87, r. 1692, też T 15. Te bezpośrednie dowody umiejętności pisania mieszczan włączają ich w krąg ludzi kultury, których także wśród szlachty nie było bardzo wielu, zwłaszcza wśród szlachty biednej, którą mieszczanie przewyższali też pod względem majątkowym 20. W przemyskich cechach kontynuowano przez całe badane stulecie zapisy-protokoły w księgach z okazji urzędowych wydarzeń, które za- wierały obligatoryjne i fakultatywne składniki formularzy, zróżnicowa- nych tematycznie (przyjęcia do terminu, wyzwoliny, elekcje, pożyczki, wyroki). Mimo tradycyjnej kontynuacji schematów protokołów księgi dostarczają materiału, który pozwala obserwować zmiany zachodzące w systemie języka polskiego. Nas jednak interesowała sprawność piszących jako współtwórców kultury językowej mieszczańskiej w wieku XVII i analiza ksiąg pozwo- liła nam na wypowiedzenie następujących sądów: — Duże kłopoty mieli piszący z zamknięciem myśli w ciąg logicz- nie ze sobą powiązanych zdań, tzn. w upodrzędnianiu składników zda- nia pojedynczego i zdań składowych w wypowiedzi wielozdaniowej. Na skutek małej umiejętności w tym zakresie (a nieużywaniu znaków inter- punkcyjnych) mamy u większości pisarzy wyliczanie składników, for- 20 Warto tu przywołać artykuł A. Wyczańskiego, Oświata a pozycja społeczna w Polsce XVI stulecia. Próba oceny umiejętności pisania szlachty województwa krakowskiego w drugiej połowie XVI wieku [w:] Społeczeństwo staropolskie, t. I. Warszawa 1976, s. 27—65. W wyniku żmudnych badań wpisów gospodarczych autor doszedł do wniosku, że górna warstwa mieszczańska, tj. rajcy, nauczyciele, kuź- nicy umieli pisać (s. 51).
malnie niespójnych, chociaż zrozumiałych dla czytającego, który jednak musi „dopełnić” brakujące miejsca struktury. — Równie dużo kłopotów mieli autorzy wpisów z ortografią. Wiele osób pisało sprawnie, w zgodzie z ówczesną konwencją zapisu, wielu jednak borykało się z trudnościami, pisząc częściowo fonetycznie, co dla nas dziś stanowi ogromną zaletę tych tekstów, gdyż możemy odtworzyć codzienne mówienie mieszczan 21. — Wydaje się, że stan kultury językowej był zróżnicowany w posz- czególnych cechach. Najlepszych pisarzy mieli rymarze i czapnicy, naj- więcej osób umiało pisać wśród cyrulików i ci rzemieślnicy też znali trochę łaciny. Najtrudniej pisało się kowalom, może dlatego, że do cechu przyjmowano Rusinów i zderzeniu podlegały fonetyka polska i ruska. — Porównanie ksiąg przemyskich z innymi pochodzącymi z miast podobnej wielkości, np. Sandomierz, Kazimierz, Tarnowskie Góry, po- zwala stwierdzić, że reprezentują one stan typowy dla kultury miesz- czańskiej. Rzemieślnicy prowadzą gorzej swoje księgi niż kancelarie profesjonalne, ale są na pewno współuczestnikami kultury duchowej owych czasów. 21 H. Wiśniewska, Cechy regionalne mowy rzemieślników przemyskich (w. XVII—XVIII), Rocznik Przemyski, t. 22/23, ss. 167—178.
2. HISTORIA Zdzisław Budzyński SZPITALE MIEJSKIE NA TERENIE ZIEMI PRZEMYSKIEJ I SANOCKIEJ U SCHYŁKU ŚREDNIOWIECZA System opieki społecznej w miastach średniowiecznych opierał się na działalności specjalnych przytułków dla ubogich, nazywanych powszech- nie „szpitalami”(hospitale, xenodochium). Poza nimi ubodzy otrzymywali wsparcie ze strony instytucji i stowarzyszeń religijno-zawodowych (klasztorów, bractw religijnych, cechów rzemieślniczych) oraz osób pry- watnych. W przeciwieństwie jednak do stałej i wszechstronnej opieki świadczonej przez szpitale, pomoc udzielana ubogim przez inne insty- tucje i osoby miała charakter doraźnej akcji zapomogowej. Przytułki zapewniały natomiast ubranie, pełne wyżywienie oraz schronienie dla ludzi ubogich w podeszłym wieku: bezdomnych starców, schorowanych mieszczan oraz wdów pozostających bez środków do życia. Opieka nad ubogimi miała wówczas charakter społeczny; organizowały ją gminy wyznaniowe przy pomocy organów samorządowych, rad miejskich. Szpi- tale powstawały jako osobne zakłady, posiadające odpowiednie uposaże- nie i środki materialne (budynki, kapitał, gospodarstwo rolne) do prowa- dzenia działalności dobroczynnej. Badania nad szpitalnictwem miejskim na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej nie wyszły dotąd poza etap prac przyczynkowych lub co naj- wyżej monografii pojedynczych przytułków. Także w historiografii pol- skiej tego okresu nieliczne są systematyczne opracowania dziejów szpi- talnictwa w wyodrębnionych regionach historycznych k Ze szpitali miej- skich, będących przedmiotem niniejszego opracowania, tylko zakłady w Przemyślu, a częściowo też w Jarosławiu, Rzeszowie i Przeworsku, 1 Z. Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie w okresie przedrozbiorowym, Warszawa 1982; K. Dola, Szpitale średniowieczne Śląska. Rozwój historyczny, „Rocznik Teolo- giczny Śląska Opolskiego”, 1968, s. 239—92; B. Kumor, Szpitalnictwo w Sądecczy- źnie w okresie przedrozbiorowym, „Rocznik Sądecki”, R. X—XI, 1969—70, ss. 221— 263. 9 — Rocznik Przemyski
posiadają opracowania monograficzne. Autorzy tych prac — przeważnie lekarze — nie posiadali jednak odpowiedniego przygotowania historycz- nego, stąd do rezultatów ich badań należy podchodzić z ostrożnością. Najlepsze wyniki osiągnął Zygmunt Felczyński piszący o szpitalnictwie przemyskim2. Sumiennie pozbierał i opracował różnorodne materiały dotyczące przytułków polskich, ruskich i żydowskich, ale przy ich inter- pretacji zdarzały mu się potknięcia; dał się też ponieść wodzom fantazji przypisując ówczesnym szpitalom rolę izb porodowych. Zespołowe opra- cowanie dziejów szpitalnictwa jarosławskiego (polskiego), w części obej- mującej okres do 1772 r. 3, zbiera wyniki wcześniej ogłoszonych prac 4, w dodatku zawiera sporą ilość błędów i nieścisłości. Syntezy dziejów szpitalnictwa w Przeworsku5 i Rzeszowie 6 są wysoce niepełne, niepo- rozumieniem jest ponadto potraktowanie przytułku rzeszowskiego jako średniowiecznego ośrodka zdrowia. Dodajmy, że informacje na temat szpitali zamieszczono w opracowaniach dziejów władz i instytucji koś- cielnych obrządku łacińskiego7 i wschodniego (potem greckokatolic- kiego) 8 9, a także w monografiach miast ’. Są to dane o różnej wartości, uzależnionej od zainteresowań i kompetencji autorów poszczególnych prac. Wśród monografii miast starannością opracowania dziejów szpitala 2 500 lat szpitalnictwa w Przemyślu (1461—1964), Przemyśl 1964. 8 R. Zeman, W. Zeman, Rys historyczny szpitalnictwa w Jarosławiu do 1772 r., [w:] Pięć wieków szpitalnictwa w Jarosławiu, pr. zbiór., Jarosław 1977, ss. 15—28. 4 I. Rychlik, Kościół kolegiaty Wszystkich Świętych w Jarosławiu, Jarosław 1893; J. Makara, Dzieje parafii jarosławskiej od początku do 1772 r., Jarosław 1936. 5 K. Ossadnik, Szpitalnictwo i służba zdrowia w Przeworsku, [w:] Siedem wie- ków Przeworska, pr. zbiór., Rzeszów 1974, ss. 257—323. 8 M. Paściak, Zarys rozwoju organizacji ochrony zdrowia w Rzeszowie (XV— XIX w.), „Rocznik Województwa Rzeszowskiego”, R. V, 1968, ss. 23—50. 7 S. Nakielski, Miechovia sive promptuarium antiąuitatum monasterii Miecho- viensis..., Cracoviae 1634—46; F. Pawłowski, Premislia sacra..., Cracoviae 1869; W. Sarna, Dzieje diecezji przemyskiej ob. łac., cz. I, Przemyśl 1902; J. Rąb, Kościel- ne dzieje Brzozowa, „Nasza Przeszłość”, t. IX, 1959, ss. 293—321; W. Depczyński, Parafia Tarnogród, „Nasza Przeszłość”, t. XXVII, 1972, ss. 125—207. 8 T. Gromnicki, Przemyskie biskupstwo ob. wsch.., [w:] Encyklopedia kościel- na, t. XXII, ss. 144—84; G. Łakota, Dwi prestolni cerkwy peremyśki, (Peremyszl 1937). 9 S. Szaro, Z dziejów Brzozowa, [w:] Sześć wieków Brzozowa, pr. zbiór., Kra- ków 1959, ss. 9—41; K. Chłapocki, Z. Głębocka, Dzieje Dubiecka, Przemyśl 1972; B. Jaśkiewicz, Dynów do początków XVI stulecia, „Rocznik Przemyski”, t. IX, 1958, ss. 25—61; tenże, Zarys dziejów Dynowa, [w:]. Sześć wieków Brzozowa, pr. cyt., ss. 61—75; K. Gottfried, Dzieje miasta Jarosławia (mps w Muzeum w Jarosła- wiu); J. Wyrozumski, Rozwój życia miejskiego (w Krośnie) do połowy XVII w., [w:J Krosno. Studia z dziejów miasta i regionu, pr. zbiór., t. I, Kraków 1972, ss. 85—117; Jan M. Łuczyński, Z dziejów Leska w XV—XVIII w., „Rocznik Nauko- wo-Dydaktyczny WSP w Krakowie”, z. 35, Prace Historyczne, t. V, 1970, ss. 77— 88; Z. Szust, Średniowiecze Łańcuta, Katowice 1957; L. Hauser, Monografia mia- sta Przemyśla, Przemyśl 1883; A. Gilewicz, Przeworsk w okresie feudalnym i po- czątkach kapitalizmu, [w:] Siedem wieków Przeworska, pr. zbiór., ss. 45—162; K. Gottfried, Z przeszłości Radymna, „Rocznik Przemyski”, t. X, 1965, ss. 115—188; J. Pęckowski, Dzieje miasta Rzeszowa do końca XVIII w., Rzeszów 1913; A. Kucze- ra, Ilustrowana monografia miasta Sambora i ekonomii Samborskiej, t. I—II, Sam- bor 1935; A. Fastnacht, Zarys dziejów Sanoka, [w:] Księga Pamiątkowa Gimnazjum Męskiego w Sanoku 1828—1958, Kraków 1958, ss. 11—42; W. Depczyński, Tarnogród 1567—1967. Monografia historyczno-gospodarcza, Tarnogród 1970.
wyróżnia się studium Feliksa Kiryka i Stefana Mateszewa poświęcone Tyczynowi10. Ze względu na niezadowalający poziom literatury przedmiotu, temat niniejszy opracowano głównie na podstawie dostępnych materiałów źró- dłowych, drukowanych lub pozostających w rękopisie. Przeważająca ich część ma proweniencję kościelną, co jest zrozumiałe wobec związku opie- ki społecznej z organizacjami wyznaniowymi. Wśród źródeł pierwszo- rzędne znaczenie mają dokumenty fundacyjne szpitali, ale — wbrew po- zorom — nie określają one jednoznacznie daty powstania przytułku. Z tego względu szeroko wykorzystano różnego rodzaju źródła pośrednie, w tym zwłaszcza informujące o pierwszych zapisach na rzecz ubogich zgromadzonych w przytułku lub wzmiankujące o jego istnieniu. Szero- ko wyzyskano je również do weryfikacji danych zawartych w dokumen- tach fundacyjnych oraz przy odtwarzaniu zagmatwanych niejednokrotnie warunków powstawania szpitali. Pomimo to nie wszystkie aspekty tego procesu udało się naświetlić wystarczająco jasno. Postęp w tej dziedzinie uwarunkowany jest dostępnością pewnej grupy akt miejskich, przecho- wywanych obecnie poza granicami kraju, a także rozwojem badań nad urbanizacją ziem czerwonoruskich. Bliższego sprecyzowania wymaga termin końcowy naszych rozważań. Z punktu widzenia rozwoju szpitalnictwa na ziemiach Rusi Czerwonej należałoby go sytuować w drugiej połowie XVI w. W tym czasie prze- żywa się typ średniowiecznego szpitala miejskiego, zorganizowanego z reguły w postaci probostwa szpitalnego, czyli tzw. prepozytury. Wobec rosnących potrzeb, kościół łaciński, wzmocniony wewnętrznie uchwała- mi soboru trydenckiego (1545—1563), rozpoczął organizowanie powszech- nej sieci przytułków przy parafiach wiejskich. Roboczo więc przyjęto termin końcowy zbieżny z datą utworzenia ostatniego szpitala starego typu na omawianym terenie (Tarnogród, 1567—1569). Wyboru i opracowania zagadnień szczegółowych dokonano z tą my- ślą, aby na ich podstawie możliwe było sformułowanie ogólniejszych wniosków na temat rozwoju szpitalnictwa miejskiego na terenie obu ziem czerwonoruskich oraz usytuowanie tego procesu w szerszym kon- tekście dziejów szpitalnictwa polskiego. W tym celu zebrany materiał został uporządkowany w formie tablic źródłowych, zawierających wy- kazy: szpitali założonych w omawianym okresie (tab. 1), ich fundatorów lub autorów pierwszych udokumentowanych zapisów na ten cel (tab. 2) oraz placówek kościelnych związanych bezpośrednio z przytułkami dla ubogich (tab. 3). Tabelę 1 uzupełnia analiza materiału źródłowego doko- nana w7 formie opisowej oraz mapka (ryc. 1) obrazująca rozmieszczenie szpitali na terenie obu ziem. Dokonane zestawienie daje wyobrażenie o stopniu trudności, przed jakim stoi historyk szpitalnictwa miejskiego. Na 20 wykazanych w ta- beli 1 przytułków, tylko dla 5 czas powstania daje się ustalić w miarę dokładnie. Dla pozostałych 15 pozostaje przyjąć ustalony hipotetycznie interwał czasu, w którym założenie szpitala wydaje się być najbardziej prawdopodobne. Powody tego stanu rzeczy tkwią nie tylko w szczupło- 10 Zarys dziejów Tyczyna do r. 1772, [w:] 600 lat Tyczyna (1368—1968), pr. zbiór., Rzeszów 1973, ss. 11—74.
Powstanie szpitali miejskich na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w późnym średniowieczu, na tle warunków urbanizacyjnych i kościelnych Tabela 1 to Lp. Miasto Rodzaj własn.* Orientacyjne daty Orientacyjny okres powstania szpitala (1. wzm. źródłowej) Podstawa źródłowa 11 powst. miasta erygowania parafii 1 Brzozów d 1403—1413 1403—1455 XV/XVI (1497) ADPr., 5, s. 102; ADPr., Collectanea, p. 27 2 Drohobycz k 1392 pd 1382 k. XV (1507) ADPr., 157, ss. 1333—334 3 Dubiecko sz 1407 1407 I poł. XV (1409? 1493) ADPr., 598, s. 52 4 Dynów sz 1429—1434 pd 1472 k. XV (1593) ADPr., 18, ss. 377—384 5 Jarosław sz pd 1340 ok. 1375 I poł. XV (1462) I. Rychlik, Kościół kolegiaty ss. 21—22 6 Krosno (św. Ducha) k 1348 1'342 pocz. XV (1431) ZDM, cz. VII, nr 2072 7 Krosno (mniejszy) k jw. jw. XV/XVI (1529) ADPr., 156, s. 239 8 Lesko sz 1469 pd 1478 1469—1478 A. Fastnacht, Ludność Leska, s. 14 9 Leżajsk k 1397 1400 I poł. XVI (1556) ADPr., 1095, s. 77 10 Łańcut sz 1381 pd 1394 1404—1406 Zamek w Łańcucie, s. 50; Księga ławnicza Przemyśla, t. I, nr 199; 11 Przemyśl (św. Ducha) k pd 1340 pd 1351 I poł. XV (1461) AGZ, t. IX, nr 63 12 Przemyśl (ruski) k jw. XIP poł. XVI (1576) . G. Łakota, Dwi prestolni cerkwy s. 27 13 Przeworsk sz 1393—1394 1394 I poł. XV (1460) Kronika parafialna, s. 35 14 Radymno d 1431 pd 1420 XV/XVI (1498) AKPr., Collectanea, p. 27 15 Rzeszów sz 1354 pd 1363 poł. XV (1479) ADPr., 159, ss. 280—281 16 Sambor k 1390 ok. 1370 I poł. XVI (1547) Materiały do hist. m. -Sambora, nr 60 17 Sanok k 1339 pd 1375 II poł. XV (1485) ADPr., 156, ss. 881—883 18 Stara Sól k 1421 pd 1494 pocz. XVI (1529) ADPr., 14, k. 48v—9 19 Tarnogród k 1567 1567 1567—9 W. Depczyński, Tarnogród, s. 126 20 Tyczyn sz 1368 pd 1419 1500—5 ADPr., 143, k. 103 ZDZISŁAW BUDZYŃSKI a dotyczy parochii ob. wschodniego * Rodzaj własności: k — królewskie, d — duchowne, sz — szlacheckie; ok. — około, pd — przed, pocz. — początek, poł. — połowa, k. — koniec
ści materiałów źródłowych. Wynikają one ze specyficznej sytuacji szpi- tali miejskich w początkowej fazie ich rozwoju. Pierwsze przytułki nie były zapewne budowlami trwałymi, ani też dobrze uposażonymi, stąd pozostawiły po sobie niewiele śladów w dokumentach pisanych. Usytuo- wane z reguły na przedmieściach ulegały częstym zniszczeniom w cza- sie najazdów i pożarów 11 12. Wyraźny ślad w źródłach pozostawiło dopiero wybudowanie kaplicy lub oddzielnego kościoła oraz utworzenie prepozy- tury szpitalnej. Wystawiane z tej okazji akty prawne (dokumenty funda- cyjne, erekcyjne, potwierdzające fundacje), pieczołowicie później prze- chowywane, zachowały się w większej ilości. Sformułowania tych aktów, zwłaszcza dokumentów fundacyjnych mogą jednak mylić sugerując, że nowy szpital został założony ,,in cruda radice”. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że oficjalna erekcja szpitala i prebendy szpitalnej była uko- ronowaniem wieloletnich zabiegów, w trakcie których należało pozyskać zamożnego fundatora, wybudować kompleks budynków, zapewnić środki na prowadzenie działalności dobroczynnej i utrzymanie prepozyta, wresz- cie uzyskać zgodę kościelnych władz zwierzchnich na erekcję nowego za- kładu. W szczególnych okolicznościach, gdy nieduży przytułek powstawał równocześnie z lokacją miasta, okres ten mógł ulec skróceniu do kilku (Lesko, może Dubiecko), a w najlepszym razie do 2 lat (Tarnogród). O przyjęciu takiej czy innej wersji decyduje jednak uważna analiza za- chowanego materiału źródłowego, a nie arbitralne założenie, jakoby istnienie dokumentu fundacyjnego szpitala przesądzało ostatecznie kwe- stię jego powstania. Z zestawienia nie wynika, aby istniała ściślejsza zależność między cza- sem powstania szpitala a rodzajem własności danego miasta. Wcześniej- sze informacje o przytułkach założonych w miastach prywatnych (Łań- cut, Dubiecko?) mogą być dziełem przypadku. Tym niemniej inne były warunki rozwoju przytułków w miastach królewskich, a inne w szla- checkich i biskupich, stąd zostaną one omówione w oddzielnych grupach. W tych pierwszych powstało ogółem 10 przytułków, po 2 w Krośnie i Przemyślu, a ponadto w Sanoku, Drohobyczu, Samborze, Starej Soli, Leżajsku i Tarnogrodzie. Szpital krośnieński (później pod wezwaniem św. Ducha) pojawia się pierwszy raz w źródłach dopiero w 1431 r., ale już jako poważna insty- tucja miejska, mająca za sobą co najmniej kilkunastoletni okres działal- ności. Okazją do zanotowania jego istnienia było uposażenie szpitala przez mieszczan krośnieńskich. W dokumencie z dnia 3 maja 1431 r. rajcy krośnieńscy otrzymali od króla Władysława Jagiełły pozwolenie 11 Skróty: ADPr. — Archiwum Diecezjalne przy Kurii Biskupiej ob. łac. w Przemyślu; AKPr. — Archiwum Kapitulne ob. łac. w Przemyślu; ZDM — Zbiór dokumentów małopolskich, wyd. I. Sułkowska-Kuraś i S. Kuraś; A. Fastnacht, Ludność Leska — tenże, Ludność miasta Leska w XV i XVI w., „Rocznik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich’’, t. IV, 1953; Zamek w Łańcucie — Z. Kossakowska- -Szanajca, B. Majewska-Maszkowska, Zamek w Łańczicie, Warszawa 1964; Księga ławnicza Przemyśla — Księga ławnicza (Przemyśla) 1402—1445, wyd. J. Smółka, Z. Tymińska, Przemyśl 1936; AGZ — Akta grodzkie i ziemskie...; Kronika para- fialna — Muzeum w Przeworsku, Kronika kościoła parafialnego w Przeworsku (odpis, oryginał w archiwum parafii); Materiały do hist. m. Sambora — Materiały do historii miasta Sambora (1390—1795), wyd. A. Dórflerówna, Lwów 1936. 12 Z. Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie..., s. 24.
na zakup dla szpitala łanu ziemi leżącego w pobliżu budynku szpitalne- go 13. Rajcy rzeczywiście zakupili wspomniane pole, obejmujące dwa pół- łanki ciągnące się od Wisłoka aż po granice wsi Korczyny 14. Z doku- mentu wynika, że szpital znajdował się na przedmieściu, w tym samym miejscu, gdzie stał przez następne 4 stulecia, tj. w widłach Wisłoka i Lubatówki. W kilkanaście lat po uposażeniu przez mieszczan szpital otrzymał kolejny zapis, tym razem od królowej Zofii, czwartej żony Ja- giełły, zmarłej w 1461 r. Dokumentem, znanym jedynie z niedatowancgo streszczenia, przyznała ona na utrzymanie ubogich 3 korce mąki, wyda- wanej raz na 4 niedziele z młyna w Głowience (39 korcy rocznie) 15. Szpital był zarządzany przez radę miejską, co łącznie z informacjami pochodzącymi z pierwszego dokumentu każę przypuszczać, że budowa pierwszego przytułku była dziełem mieszczan. Dokument fundacyjny szpitala i kościoła szpitalnego św. Ducha w Przemyślu pochodzi z 25 listopada 1461 r.16 Zasługuje on na bli- ższą analizę, tym bardziej że błędnie odczytywany i interpretowany, był powodem mylnych sądów na temat genezy wspomnianych instytu- cji 17. W dokumencie tym Andrzej z Pomorzan, pisarz królewski, pisarz ziemski przemyski i dzierżawca Maćkowie („Manczikovicze”) pod Prze- myślem oświadcza, że zbudował i ufundował na nowo szpital i kościół szpitalny, tworząc przy nim osobną prebendę (,,[...] hospitale et ecclesiam extra civitatem [...] de novo ereximus et construximus et praeposituram circa praedictam ecclesiam [...] de bonis nostris fundavimus...”)18. Oba obiekty, szpital i kościół, zostały wzniesione bezpośrednio za miastem, przy drodze wiodącej do Lwowa i Nowego Miasta (Bybła). Fundator do- kładnie określił uposażenie szpitala i prepozyta, przeznaczając na ten cel środki dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, nowa instytucja otrzymała sołectwo w Maćko wicach wraz ze wszystkimi jego dochodami, w tym 2 młyny, 2 karczmy, 4 łąki i kilka stawów rybnych. Po drugie, szpital otrzymał dwie części ogrodu wraz ze starymi budynkami, które się na jego terenie znajdowały i9. Nie zwrócono dotąd uwagi, że passus o ogro- dzie nie odnosi się już do Maćkowie, lecz bez wątpienia do Przemyśla, choć w dokumencie nie jest to wyrażone dosłownie. Wskazuje na to lokalizacja owych ogrodów, a mianowicie „[...] inter stratas publicas Leo- poliensem et Novae Civitatis Bybel...”, w dodatku, aby nie było wątpli- wości „[...] penes ecclesiam dictam Spiritus Sancti sitam et iacen- tem...” 20. Na podstawie tej informacji nietrudno ustalić, że ogród znaj- dował się przy szpitalu, na wprost wybudowanych później murów miej- skich, na odcinku między Bramą Lwowską a basztą Władycze. Wiadomo 13 ZDM, cz. VII, nr 2072. Nieznany wydawcom odpis dokumentu znajduje się w ADPr., rps 2029, ss. 399—400. 14 ZDM, cz. VII, nr 2072. 15 ADPr., rps 156, s. 260. W końcu XVII w. legat ten przypisywano królowej Bonie, zob. ADPr., rps 316, s. 106. 16 AGZ, t. IX, nr. 63. L. Hauser, pr. cyt., s. 187; Z. Pełczyński, pr. cyt., ss. 18—19; W. Sarna, pr. cyt., s. 53. Por. też opinie kolejnych wizytatorów szpitala, ADPr., 163, k. 674; 190, s. 461; 355, s. 81. 18 AGZ, t. IX, nr 63. 19 Tamże, s. 85. 20 Tamże, s. 86.
też, że z chwilą wystawienia dokumentu budynki szpitalne i kościelne już istniały, skoro służyły jako punkty orientacyjne przy lokalizacji ogrodu. Fundator szpitala został pisarzem ziemi przemyskiej w 1436 r.21, zaś sołectwo i wieś Maćkowice otrzymał od króla Władysława Warneń- czyka przed 1443 22 zatem szpital mógł powstać w latach czterdziestych lub pięćdziesiątych XV w. Czas powstania szpitala udałoby się bliżej określić, gdyby okazało się, że zapis mieszczki przemyskiej Lizy Hedwigi, dokonany 3 lipca 1441 r. na rzecz nieokreślonego szpitala św. Ducha23, dotyczy tego właśnie przytułku. Przemawia za tym brak nazwy miasta, czego by autor zapiski sądowej nie przeoczył, gdyby zapis dotyczył inne- go zakładu oraz pochodzenie fundatorki. Lizę Hedwigę (Łysą Jadwigę) określano w zapiskach sądowych jako pochodzącą „von Premisel”24. W latach 1425—51 wielokrotnie stawała przed ławą sądową uwierzytel- niając różne transakcje handlowe prowadzone na terenie miasta25. Zmarła w Przemyślu w 1451 r., pozostawiając po sobie znaczny majątek, o który ubiegali się krewni26. Pewności co do adresata darowizny mieć jednak nie można, gdyż tego rodzaju zapisy składano wcześniej na rzecz szpitali zamiejscowych (we Lwowie i Łańcucie, w 1406 r.) 27. W każdym razie udział mieszczan w tworzeniu nowego zakładu dla ubogich musiał być znaczny, skoro Andrzej z Pomorzan przelał wszystkie swoje upraw- nienia z tytułu fundacji, w tym prawo przedstawiania kandydata na probostwo szpitalne oraz zarząd całym majątkiem, na rzecz rady miej- skiej 28. Szpital w Sanoku występuje po raz pierwszy w źródłach w 1485 r., w dokumencie królewskim potwierdzającym jego fundację 29. Jako fun- datorzy wymienieni są: Piotr Bal, kustosz katedry przemyskiej i pisarz (notariusz) królewski oraz Stanisław Pieniążek z Witowie (,,de Vattavi- ce”), starosta sanocki. Na uposażenie zakładu oraz mającej powstać pre- pozytury szpitalnej przeznaczyli oni m. in. dwa place, jeden w mieście, na którym Stanisław Pieniążek wybudował słodownię (braxatorium). drugi na przedmieściu obok kościółka NMP, a ponadto dwa ogrody pod miastem, Betrelimowski i Sternowski30. Prepozytura miała powstać opierając się na istniejącym już kościele NMP, wybudowanym około 1377 r., a będącym początkowo w posiadaniu franciszkanów31. Za życia fundatorów projekt nie doczekał się realizacji; przy szpitalu funkcjono- wała tylko kapelania 32. Prepozyturę erygował dopiero biskup Piotr To- 21 I. Sułkowska-Kuraś, Polska kancelaria królewska w latach 1447—1506, Wro- cław 1967, dodatek, nr 130. 22 AGZ, t. VI, nr 21. 23 Księga ławnicza Przemyśla 1402—1445, nr 3027. 24 Tamże, nr 2735. 25 Tamże, nr 3223, 3504-5; Księga ławnicza (Przemyśla) 1445—1452, wyd. J. Smół- ka, Z. Tymińska, Przemyśl 1936, nr 233, 277—8, 344, 973. 26 Tamże, nr 998. 27 Księga ławnicza Przemyśla 1402—1445, nr 199. 28 AGZ, t. IX, nr 63, s. 85. 29 ADPr., rps 156, ss. 881—883. Odpis sporządzony na podstawie obiaty doku- mentu w księgach konstystorza przemyskiego 23 kwietnia 1511 r. 30 Tamże, ss. 881—882. « 31 A. Fastnacht, Zarys dziejów Sanoka..., s. 32. 32 ADPr., rps 3, s. 323; rps 10, s. 406; rps 12, s. 27.
micki 11 września 1518 r.33 Niektóre sformułowania oraz rodzaj przyto- czonego wyżej dokumentu pozwalają przypuszczać, że przytułek dla ubo- gich w Sanoku istniał przed 1485 r. Projekt jego uposażenia oraz utwo- rzenia prebendy szpitalnej obaj fundatorzy mogli podjąć i stopniowo realizować w dziesięcioleciu poprzedzającym tę datę, tj. w okresie, gdy Piotr Bal był plebanem sanockim 34. Zatwierdzenie fundacji przez panu- jącego zamykałoby ten okres. Dla porównania warto podać, że fundacja szpitala przemyskiego została zatwierdzona przez króla w 3 lata po wystawieniu dokumentu przez Andrzeja z Pomorzan 35. Na ile można wnioskować ze skąpych źródeł, założenie szpitala w Drohobyczu należy przypisać mieszczanom, natomiast później- sze nadania okolicznej szlachcie i kolejnym królom polskim. Pierwsza wzmianka o istniejącym już przytułku znajduje się w dokumencie z 1507 r.36, wystawionym przez Jerzego i Floriana dziedziców Waczowic w ówczesnym pow. drohobyckim. Zobowiązali się w nim, że po każdo- razowym opróżnieniu stawu w tej wsi przyślą ubogim beczkę ryb oraz pewną ilość mąki z młyna wybudowanego nad tym stawem 37. Przycho- dami pochodzącymi z tego źródła zarządzali rajcy drohobyccy, będący prowizorami szpitala. 7 listopada 1537 r. przytułek otrzymał przywilej królewski zezwalający na warzenie określonej ilości soli w miejscowych żupach 38. Pierwsza informacja o przytułku w Samborze, wówczas już bar- dzo starym, pochodzi z 1547 r. Według Anny Dórflerówny na odwrotnej stronie dokumentu biskupa przemyskiego Jana Dziaduskiego dla bractwa literatów w Samborze znajdować się miały zapiski, w tym i taka: „[...] domunculum in cemeterio pro sacerdote penes xenodochii alias spital quo antiguitus utuntur...” 39 *. Ponieważ inne źródła potwierdzają pierwot- ną lokalizację szpitala na cmentarzu kościelnym, w tym dokument Zyg- munta Augusta z 1549 r.49, można przyjąć, że założono go co najmniej w początkach XVI w. Szpital w Starej Soli powstał w polecenia Mikołaja Orzechow- skiego wiceżupnika wielickiego i przemyskiego. Nakazał on wybudować odpowiedni dom dla ubogich, który przekazał oficjalnym dokumentem prowizorom szpitalnym 10 marca 1529 r.41 Istnienie tych ostatnich suge- ruje z kolei, że nie był to pierwszy przytułek w mieście. Wczesnej genezy szpitala leżajskiego można się domyślać ze 33 F. Pawłowski, pr. cyt., s. 180 (dok. nr 3), 190, przyp. 3. 34 M. Kociubiński, Księża diecezji przemyskiej ob. łac., mps, cz. I, t. I, s. 44. Dziękuję Autorowi za udostępnione informacje. 33 ADPr., rps 163, k. 677 v. 36 ADPr., rps 157, s. 1333—4; rps 164, k. 94 (tu błędnie datowany na 1597 r.); F. Gątkiewicz, Kościół w Drohobyczu. Szkic historyczny, Drohobycz 1903, ss. 33, 67 (też błędna data — 1500 r.). 37 ADPr., rps 157, ss. 1333—1334. 38 Z archiwum Drohobycza. Zbiór przywilejów, aktów..., wyd. F. Gątkiewicz, Drohobycz 1906, ss. 269—275. Por. też, ADPr., rps 157, ss. 1332—1333, rps 164, k. 93 v. 39 Materiały do hist. m. Sambora, nr 60 (oryginał dokumentu znajdował się w archiwum korporacji mieszczańskiej w Samborze). 49 ADPr., rps 157, ss. 267—268, 631—2 (dublet). 41 ADPr., rps 14, k. 48 v
względu na starą metrykę miasta i parafii, a bardziej jeszcze z faktu jej prowadzenia przez bożogrobców miechowskich, zakonu wyspecjalizowa- nego w działalności charytatywnej. Mimo to pierwsze wiadomości o przy- tułku pochodzą dopiero z pierwszej połowy XVI w. Istniejący od pew- nego czasu zakład dla ubogich został uposażony przez królowę Bonę Rys. 1. Sieć szpitali miejskich na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w drugiej połowie XVI w.
z dochodów starostwa leżajskiego 42. Czas wyznaczenia tej tzw. ordynarii zamyka się w latach 1534—1556. W 1534 r. Bona wykupiła będące w za- stawie starostwo leżajskie i otrzymała od sejmu pozwolenie na jego dzier- żawę aż do śmierci43. Termin końcowy, to jej wyjazd .do Włoch, który nastąpił w 1556 r. Uposażany przytułek mógł być założony niewiele lat wcześniej, gdyż Leżajsk w 1524 r. został przeniesiony znad Sanu na obecne miejsce. Szpital w Tarnogrodzie zakładano równocześnie z lokacją mia- sta. W przywileju lokacyjnym z 1567 r. otrzymał on od króla Zygmunta Augusta pół łanu ziemi; tyle samo co pop ruski, a znacznie mniej niż pleban łaciński (2 łany)44. W ciągu dwóch następnych lat mieszczanie wybudowali przytułek i nieduży kościół szpitalny pod wezwaniem św. Ducha; służył im on przez pewien czas jako kościół parafialny 45. Szpi- tal działał nieprzerwanie do połowy XX w. Poza siecią szpitali prepozyturalnych w miastach królewskich istnia- ły dwa zakłady o specjalnym charakterze. Na przełomie XV i XVI w. powstał w Krośnie szpital dla wdów po mieszczanach krośnieńskich46. Ze względu na charakter i tradycje miejscowego szpitalnictwa można sądzić, że założył go któryś z mie- szczan lub rada miejska. W końcu XVI w. posiadał on znaczne uposa- żenie oraz wygodne i będące w dobrym stanie budynki, które jednak spło- nęły w czasie wielkiego pożaru miasta w 1638 r.47 Powszechnie nazywano go „mniejszym” (hospitale minus), w odróżnieniu od „dużego” szpitala św. Ducha i „małego”, założonego później, przytułku bractwa św. Ła- zarza. Pierwszy szpital ruski na terenie obu ziem powstał najpewniej w pierwszej połowie XVI w., przy cerkwi katedralnej pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w Przemyślu. Wprawdzie Grzegorz Łakota w swojej rozprawie o cerkwiach przemyskich przypuszcza, że istniał on od momentu założenia biskupstwa obrządku wschodniego w XII w.48, ale brak na to nawet dowodów pośrednich. Pierwsza, niedatowana wzmianka o jego istnieniu wiąże się z osobą biskupa Antoniego Radzy- łowskiego, który rządził diecezją przemyską w latach 1549—81 49. Kolej- ny zapis pochodzi z ksiąg ławniczych Przemyśla i jest datowany na 1576 r.50 Obie wzmianki oraz fakt, że cerkiew katedralna została wybu- dowana na początku XVI w., pozwala zakreślić ramy czasowe założenia przytułku przeznaczonego dla ludności ruskiej. Szpital był usytuowany na Władyczu, za murem cmentarza katedralnego, gdzie istniał do 1776 r.51 42 ADPr., rps 1095, s. 77. 43 J. Półćwiartek, Położenie ludności wiejskiej starostwa leżajskiego w XVI— XVIII w., Warszawa Kraków 1972, s. 67. 44 W. Depczyński, Tarnogród, s. 126. 45 Tamże, ss. 15, 132. 4« ADPr., rps 156, s. 239. 47 ADPr., rps 316, ss. 101—102; rps 171, s. 30. 48 G. Łakota, pr. cyt., ss. 27 i n. 49 „Reiestr maiętnosczy szpitalney” spisany przez prowizorów w 1617 r., cyt. Z. Pełczyński, pr. cyt., s. 33. 60 G. Łakota, pr. cyt., s. 27. 51 Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Przemyślu, Biskupstwo greckoka- tolickie, rps 14, ss. 43—44.
Szpitale w miastach prywatnych powstawały w innych warunkach. O ich zakładaniu i uposażaniu decydowali przede wszystkim właściciele miast, którzy też wywierali znaczny wpływ na późniejsze losy przytuł- ków, ograniczając wyraźnie kompetencje rad miejskich. Ogółem w mia- stach szlacheckich na terenie obu ziem założono 8 przytułków, w Łańcu- cie, Jarosławiu, Dubiecku, Przeworsku, Rzeszowie, Lesku, Tyczynie i Dy- nowie, zaś 2 dalsze w miastach biskupich, Brzozowie i Radymnie. Przy- tułki w miastach prywatnych tworzono wyłącznie dla ludności obrządku łacińskiego. Szpital łańcucki powstał w 1404 r., założony i uposażony przez Jadwigę, wdowę po zmarłym w 1381 r. Ottonie z Pilczy, staroście gene- ralnym ziem ruskich i wojewodzie sandomierskim52. Fundatorka, zara- zem właścicielka miasta i okolicznych dóbr, oddała następnie przytułek w zarząd zakonowi św. Ducha de Saxia, który zajmował się wyłącznie prowadzeniem tego rodzaju zakładów charytatywnych 53. Duchacy zarzą- dzali przytułkiem do połowy XVI w.54, po czym został on w okresie re- formacji przejęty przez radę miejską. Późniejsza tradycja przypisywała nawet mieszczanom ufundowanie szpitala 55, co nie było zupełnie pozba- wione racji, gdyż od początku jego istnienia mieli oni znaczny udział w utrzymywaniu ubogich. Pierwszy, źródłowo poświadczony zapis na ten cel pochodzi z 1406 r. Ubodzy otrzymali wówczas od niejakiej Ka- tarzyny, żony Dickla z Przemyśla pół grzywny, płótno na odzież i inne świadczenia 56. W dotychczasowej literaturze przedmiotu zasługę założenia szpitala w Jarosławiu powszechnie przypisuje się Spytkowi z Jarosławia, późniejszemu wojewodzie (1491) i kasztelanowi (1501) krakowskiemu57. Sąd ten ma wspierać zwrot użyty w dokumencie wystawionym przez Spytka 6 lutego 1467 r.58. Odnośny fragment tego dokumentu, w którym wyznacza on określone dochody ,,[...] pauperibus hospitalis nostri in Jaroslav...59, posłużył jako argument do stwierdzenia, że Spytek był założycielem szpitala. Tymczasem określenie „nasz szpital” bynajmniej nie przesądza sprawy na korzyść Spytka. Jak wynika z kontekstu, zaimek „nostri” został użyty w dokumencie w sensie określającym ogólnie pra- wo własności wystawcy do tegoż szpitala, analogicznie, jak dalej w tym samym zdaniu w odniesieniu do młynów miejskich, ,,[...] de omnibus no- 52 Zamek w Łańcucie, s. 50. W innym opracowaniu jako datę założenia szpi- tala podano r. 1395, por. Miasta polskie w tysiącleciu, t. II, Wrocław 1967, s. 369. 53 K. Antosiewicz, Zakon Ducha św. de Saxia w Polsce średniowiecznej, „Na- sza Przeszłość”, t. XXIII, 1966, ss. 167—176. 64 Wzmianka o zakonniku Janie pochodzi z 1514 r., ADPr., rps 11, k. 50 v, zaś o kościele szpitalnym z 1539 r., Z. Szust, pr. cyt., s. 17. 55 Informacja pochodzi z protokołu wizytacyjnego szpitala w 1699 r., ADPr., rps 155, k. 108 v. 58 Księga ławnicza Przemyśla 1402—1445, nr 199. 57 J. Makara, pr. cyt., s. 23; tenże, Rzut oka na historię kościoła św. Ducha w Jarosławiu, mps w ADPr., s. 1; I. Rychlik, pr. cyt., s. 22, a za nimi R. Zeman i W. Zeman, pr. cyt., s. 17. 58 Archiwum książąt Lubartowiczów Sanguszków w Sławucie, wyd. Z. L. Ra- dzimiński, B. Gorczak (dalej cyt.: Archiwum Lubartowiczów), t. II (1284—1506), Lwów 1888, nr 167. 59 Tamże, s. 207.
stris molendinis in Jaroslav...” 60 * 62 *. Zwrot ten pozwala jedynie domyślać się, że założycielem zakładu był któryś z przodków Spytka; albo ojciec Rafał (zmarł w 1441 r.), albo — co pewniejsze — dziad, Spytek z Jaro- sławia i Tarnowa, wojewoda sandomierski, który zmarł na przełomie 1434 i 1435 r.G1 Dokonanie tego przez Spytka — juniora jest mniej pra- wdopodobne. Urodzony około 1436 r., pełnoletniość uzyskał dopiero w połowie stulecia, zaś faktycznym dziedzicem Jarosławia został w 1463 r.G2 Od 29 lutego 1458 r. występował wspólnie z bratem Rafa- łem jako właściciel dóbr jarosławskich i przeworskichG3. W sprawach szpitala jarosławskiego Spytek występuje po raz pierwszy 17 marca 1462 r.64, jako kolator istniejącej od pewnego czasu kaplicy pod wezwa- niem św. Krzyża, Łukasza i Jana Chrzciciela. Oddał wówczas prebendę szpitalną swojemu kapelanowi Mikołajowi, synowi Jana z Szadek w die- cezji gnieźnieńskiej, a także powiększył niewystarczające dotąd dochody tej placówki kościelnej. Z dokumentu wynika, że Mikołaj był drugim z kolei kapelanem szpitalnym; prebendę przed nim posiadał krótko Je- rzy z Sandomierza 65 *. Można z tego wnosić, że fundatorem kaplicy (lub tylko prebendy szpitalnej) był późniejszy kasztelan krakowski, natomiast przytułek powstał nieco wcześniej. Spytek powiększył jedynie jego upo- sażenie, zapisując ubogim w 1467 r. 2 grzywny czynszu rocznie na cle jarosławskim oraz pewną ilość mąki tygodniowo ze wszystkich swoich młynów GG. Wspomniany wyżej brat Spytka z Jarosławia, Rafał z Przeworska, póź- niejszy podkomorzy przemyski (1473), marszałek koronny (1477) i kasz- telan sandomierski (1485), poczynił podobne zapisy na rzecz szpitali w swoich dobrach. Szpital przeworski Rafał uposażył dwukrotnie, w 1460 i 1477 r. W dokumencie z 1460 67, a według innych źródeł z 1462 r.68 69, przeznaczył 2 grzywny rocznie na zakup ryb dla ubogich znajdujących się w przy- tułku oraz taką samą sumę dla kapelana, który się nimi opiekował. W 1477 r. zakład otrzymał kolejne nadanie, tym razem 13 grzywien czynszu rocznego, zabezpieczonego na odziedziczonym majątku w Nowo- sielcach G9. Przytułek miał w tym czasie za sobą kilkadziesiąt lat dzia- łalności. Według Zbigniewa Pęckowskiego założyli go bożogrobcy mie- chowscy, którzy w 1394 r. otrzymali od Jana z Tarnowa, wojewody san- domierskiego i starosty ruskiego, patronat miejscowego kościoła parafial- 60 Tamże. 81 Genealogia. Tablice, oprać. W. Dworzaczek, Warszawa 1959, tab. 93. 62 A. Gilewicz, Przeworsk..., s. 71. 83 AGZ, t. XIII, nr 4621. 64 I. Rychlik, pr. cyt., s. 22 (streszczenie, oryginał znajdować się miał w archi- wum parafialnym w Jarosławiu, w zbiorze „Metrica privilegiorum... hospitalis et praepositurae... confecta 1668”). 65 Tamże. 68 Archiwum Lubartowiczów, t. II, nr 167. 67 Kronika parafialna, s. 35. 88 ADPr., rps 155, k. 98. 69 Kronika parafialna, s. 35.
nego70. Dzięki znacznemu uposażeniu, budynki klasztorne i szpitalne miały być wzniesione w niewiele lat później. Dziełem Rafała z Przeworska była też nowa fundacja szpitala i ko- ścioła św. Ducha w Rzeszowie. W zamiarze fundatora było podnieść istniejący już kościół szpitalny71 do godności prepozytury. W tym celu zapisał on ubogim i wyznaczonemu na prepozyta Wacławowi ze Słomnik 25 grzywien rocznego czynszu od sumy 500 grzywien, zabezpieczonych na Przeworsku i dobrach gorliczyńskich 72. Odpowiedni dokument został spisany w Gorliczynie, w 1479 r.73 Realizacji zapisu miała dopilnować rodzina fundatora, w tym jego brat Spytek z Jarosławia. W chwili fun- dacji prepozytury przytułek znajdował się na Podzamczu. Pozostaje sprawą otwartą, kiedy został założony i przez kogo. Źródła poświadczają istnienie kapelana szpitalnego Mikołaja, a pośrednio i kościoła (kaplicy?) w zakładzie, przed wspomnianą fundacją Rafała z Przeworska74. Lakoniczną informację o powstaniu szpitala w Dubiecku podaje ksiądz Andrzej Bobola (Bobolinus), miejscowy pleban i prepozyt kościoła szpitalnego. Bobola objął parafię wkrótce po przejęciu jej z rąk nasta- wionych reformacyjnie dziedziców miasteczka i dla potrzeb własnych oraz swoich następców zbierał materiały, które miały posłużyć do rewin- dykacji dóbr kościelnych i szpitalnych. Materiały opracowano w formie kroniki, na podstawie dokumentów oraz zeznań i relacji świadków w okre- sie od 1576 do około 1611 r.75 W kronice podał m. in., że kościół szpi- talny został założony równocześnie z parafialnym przez Piotra Kmitę, dziedzica Dubiecka i Babic76 77. Kmita zmarł w 1409 r. 11, a więc pow- stanie kościoła i przytułku należałoby datować na okres od 1407 (loka- cja miasta) do 1409 r. Geneza kroniki ks. Boboli, a tym bardziej długi okres czasu, jaki upłynął od fundacji do zanotowania tego faktu w źró- dłach, każą ostrożnie traktować przekaz z przełomu XVI i XVII w. Wiadomo jednak z całą pewnością, że kościół i kapelan szpitalny istnie- li w 1493 r.78, co informację Boboli czyni bardziej wiarygodną. Z tego względu przyjęto (tab. 1) pierwszą połowę XV w. jako okres prawdopo- dobnego założenia przytułku. Szpital w Lesku wymienia po raz pierwszy spis ludności tego miasta, sporządzony w 1478 r.79 Powstał on niewiele lat wcześniej, wkrótce po lokacji miasta (około 14 6 9 ) 80 i erygowaniu parafii 81. Według Bronisława Jaśkiewicza przytułek dla ubogich w Dynowie 70 Miechów. Studia z dziejów miasta i ziemi miechowskiej do roku 1914, Kra- ków 1967, ss. 350—351. 71 ADPr., rps 159, s. 280, zob. też przyp. 74 oraz tab. III. 72 ADPr., rps 159, ss. 280—281 (streszczenie dokumentu bez podania daty jego wystawienia). 73 Data przyjęta za A. Gilewiczem, pr. cyt., s. 72. 74 M. Kociubiński, pr. cyt., cz. II, t. III, s. 256. 75 ADPr., rps 598, ss. 51—59; mniej staranny odpis znajduje się w wizytacji biskupa K. J. Szernbeka, ADPr., rps 159, ss. 1729—1739. 78 ADPr., rps 598, s. 52. 77 K. Chłapowski, Z. Głębocka, pr. cyt. ss. 19—20. 78 M. Kociubiński, pr. cyt., cz. I, t. VI, s. 108. 79 A. Fastnacht, Ludność miasta Leska, s. 114. 80 Tenże, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340—1650, Wrocław 1962, s. 164. 81 M. Kociubiński, pr. cyt., cz. I, t. VI, s. 236.
powstał w XV w.82 Z uwagi na późną metrykę parafii dynowskiej (oko- ło 146 2 ) 83 można zawęzić ten okres na drugą połowę, a najpewniej na koniec tego stulecia. Pierwsza wzmianka o probostwie szpitalnym po- chodzi dopiero z 1593 r., kiedy wcielono do niego uposażenie filialnego kościoła w Łubnej84. Powstanie szpitala w Tyczynie dokonało się w latach 1500—1505. W 1505 r. otrzymał on od rajców tyczyńskich: Stanisława Lunaka, Piotra Pośrodka (Poschrodek) i Urbana uposażenie w postaci wsi Lutoryż, w tym dwór, pola, 5 kmieci, młyn i inne korzyści85. Wspomnianą wieś zakupili rajcy za 100 grzywien, natomiast zgody na kupno i uposażenie szpitala udzielił dziedzic Tyczyna Stanisław Pilecki86. Pięć lat wcześ- niej Pileccy uposażyli kościół św. Krzyża, dając jego prebendarzowi Piotrowi 2 ogrody w mieście. Z dokumentu wystawionego 24 stycznia 1500 r. wynika, że nie był on jeszcze kościołem szpitalnym, brak też charakterystycznego określenia przy imieniu prebendarza87. Ten fakt, w połączeniu z informacją podaną w dokumencie z 1505 r., że szpital jest nowo zbudowany (noviter erecti), pozwala ustalić czas jego powsta- nia. Z chwilą fundacji szpitala kościół św. Krzyża został zamieniony na prepozyturę szpitalną. Do powyższych ustaleń warto wtrącić uwagę, że określenie ,,noviter erecti” nie przesądza jeszcze wcześniejszego istnie- nia przytułku w Tyczynie 88, a jedynie potwierdza wzniesienie nowego zakładu przy kościele św. Krzyża. Sugestii, jaka się na tym tle pojawia, brakuje jednak — jak dotąd — potwierdzenia źródłowego. Rozwój Brzozowa i Radymna, dwóch miast biskupich na terenie diecezji przemyskiej, odbywał się w podobny sposób, uwarunkowany funkcją, jaką obie miejscowości spełniały w stosunku do innych dóbr kościelnych. Stwierdzenie to daje się odnieść również do szpitali, które w obu miastach powstały w podobnych okolicznościach. Szpitala w Brzozowie dotyczą dwa zapisy z końca XV w. Pier- wszy z nich był dziełem mieszczan brzozowskich, Jerzego i jego siostry Barbary, żony Mikołaja Jasieńskiego. Na ufundowanie przytułku, a głów- nie prepozytury szpitalnej, przeznaczyli oni dochody z posiadanego so- łectwa w Przysietnicy. Biskup przemyski Mikołaj Krajewski potwierdził fundację 22 stycznia 1497 r., przyjmując zarazem warunki, jakie ze swej strony postawili fundatorzy, w tym i ten, że Jerzy otrzyma przysz- łą prebendę szpitalną 89. Z niewiadomych powodów fundacja nie doszła do skutku, czego wyrazem była sprzedaż sołectwa przez rodzeństwo Mikołajowi Kretkowi (16 maja 1506 r.)90. Biskup Krajewski, niezado- wolony widać z takiego obrotu sprawy, w testamencie spisanym 2 ma- 82 Zarys dziejów Dynowa..., s. 73. 83 M. Kociubiński, pr. cyt., cz. I, t. I, s. 18. 84 ADPr., rps 18, ss. 377—384, 85 ADPr., rps 159, ss. 326—327. 88 Tamże, s. 328. 87 ADPr., rps 143, k. 103. 88 F. Kiryk, S. Mateszew, pr. cyt., s. 58. 99 ADPr., rps 5, s. 102. Dokładne streszczenie zarówno tego, jak i pozostałych dokumentów dotyczących przytułku i prepozytury zawiera kompendium F. Alem- beka, Collectanea..., znajdujące się w AKPr., b. sygn. 90 AKPr., Collectanea, p. 35.
ja 1498 r. przeznaczył na ten cel — fundację szpitala i prepozytury — 100 dukatów 91. Także i ten zapis nie przyniósł spodziewanego rezulta- tu. Prepozyturę ufundowali ostatecznie rajcy brzozowscy, a erygował ją 18 marca 1518 r. biskup Piotr Tomicki92. Z przedstawionych źródeł wynika, że fundatorom chodziło głównie o utworzenie probostwa szpi- talnego, a ponadto o lepsze uposażenie przytułku. Ponieważ w chwili erekcji prepozytury szpital istniał od pewnego czasu, więc ostrożnie przyjęto, że powstał w końcu XV lub na przełomie XV i XVI w. We wspomnianym wyżej testamencie biskupa Krajowskiego znalazł się też zapis 50 dukatów, przeznaczonych na zakup pola dla szpitala w Radymnie93. Oznacza to, że szpital w tym mieście istnieć mógł wcześniej, choć nie wiadomo, kto i kiedy go założył. W połowie XVI w. zorganizowano dla ubogich stałą opiekę duszpasterską; kapelan szpitalny pojawia się w źródłach w 1559 r.94. Na koniec tej części warto wspomnieć o 3 szpitalach miejskich, któ- re pominięto w wykazie ze względu na to, że pojawiają się w źródłach dopiero w połowie XVII w. Istniały one w miastach królewskich, w M o - ściskach, Sądowej Wiszni i Stryju, położonych we wschod- niej części ziemi przemyskiej. W momencie gdy źródła zarejestrowały ich obecność były to duże i dostatnio uposażone zakłady dla ubogich, mające za sobą dłuższy okres działalności. Dla przykładu można podać, że podczas wizytacji szpitala mościskiego przez Fryderyka Alembeka w 1642 r. przebywało w nim 15 ubogich95 *, a niedługo potem przyjęto do zakładu 4 następnych ”, W 1646 r. majątek szpitala składał się z 2 ła- nów ziemi, ogrodu i licznych sum czynszowych 97. Prepozyturę szpital- ną zorganizowano w końcu XVII w.98 99 Przytułek w Sądowej Wiszni wspomniany jest po raz pierwszy w wymienionej wyżej wizytacji Alem- beka (19 listopada 1642 r.)", zaś wzmianka o pierwszym zapisie dla ubogich w Stryju pochodzi z 1647 r.100 Na podstawie informacji zebranych w tabeli 2 można wskazać na te grupy społeczne, które wykazywały największą aktywność w zakła- daniu i utrzymywaniu szpitali we wczesnej fazie ich rozwoju. Uderza przede wszystkim niezbyt duży udział środowisk mieszczańskich w two- rzeniu podstaw materialnych dla zakładów dobroczynnych, działających przecież wśród ludności miejskiej. Na 24 zapisy101 wykazane w tabeli tylko 6 (25%) ma proweniencję mieszczańską, podczas gdy szlachta 91 F. Pawłowski, pr. cyt., s. 158, przyp. 2. 92 Tamże, s. 180, nr 2, s. 191, przyp. 4. 93 AKPr., Collectanea, p. 27. 94 M. Kociubiński, pr. cyt., cz. I, t. VI, s. 188. 95 Biblioteka Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Oddział Rękopisów, rps 919, s. 176. 99 ADPr., rps 64 (część druga), s. 59. 97 Tamże. 95 Drugi z kolei prepozyt szpitalny, Albert Rysicki został instytuowany na pro- bostwo szpitalne 26 września 1701 r.; jego poprzednikiem był Łukasz Majchrowicz, M. Kociubiński, pr. cyt., cz. II. t. III, s. 182; t. V, s. 40. 99 ADPr., rps 158, s. 940. ioo ADPr., rps 157, s. 741. 191 Wspólną fundację prepozytury szpitalnej w Sanoku dokonaną przez Piotra Bała i Stanisława Pieniążka potraktowano jako dwa odrębne zapisy.
Tabela 2 Pierwsze udokumentowane zapisy na rzecz szpitali miejskich Lp. Miasto Data zapisu Fundator (rzy) P. sp. Podstawa źródłowa 1 Brzozów 1497 Jerzy i Barbara z B. m ADPr., 5, s. 102 1498 Mikołaj Krajewski d AKPr., Collectanea, p. 27 2 Drohobycz 1507 Jan i Florian z Waczowic sz ADPr., 164, k. 94 1540 Zygmunt Stary P ADPr., 164, k. 93 v 3 Dubiecko k. XV Kmitowie sz ADPr., 598, ss. 55—56 4 Dynów XV/XVI Kmitowie (?) sz ADPr., 159, ss. 1236—1237 5 Jarosław 1467 Spytek z Jarosławia sz Archiwum Lubartowiczów, t. II. nr 167, s. 207—208 6 Krosno (św. Ducha) 1431 mieszczanie krośnieńscy . m ZDM, cz. VII, nr 2072 7 Krosno (mniejszy) k. XVI mieszczanie krośnieńscy m ADPr., 156, ss. 52, 245(12) 8 Lesko .— — — 9 Leżajsk 1531—1556 Bona p ADPr., 1095, s. 77 10 Łańcut 1404 Jadwiga Pilecka sz Zamek w Łańcucie, s. 50 1406 Katarzyna ż. Dickla m Księga ławnicza Przemyśla, t. I, nr 199 11 Przemyśl (św. Ducha) 1461 Andrzej z Pomorzan sz AGZ, t. IX, nr 63 12 Przemyśl (ruski) przed 1581 Antoni Radzyłowski d „Reiestr maiętnosczy szpitalney...”, b.s. 13 Przeworsk 1460 Rafał z Przeworska sz Kronika parafialna..., s. 35 14 Radymno 1498 Mikołaj Krajowski d ' AKPr., Collectanea, p. 27 15 Rzeszów 1479 Rafał z Przeworska sz ADPr., 159, ss. 280—281 16 Sambor 1549 Zygmunt August p Materiały do hist. m. Sambora, nr 60 17 Sanok 1485 Piotr Bal d ADPr., 156, ss. 881—883 Stanisław Pieniążek sz 1517 mieszczanie brzozowscy m ADPr., 156, ss 884—887 18 Stara Sól 1545 Zygmunt Stary . P ADPr., 157, s. 1660 19 Tarnogród 1567 Zygmunt August P W. Depczyński, Tarnogród s. 12t> 20 Tyczyn 1505 mieszczanie tyczyńscy m ADPr., 159, ss. 326—328 Skróty: P.sp. — pochodzenie społeczne, m — mieszczanie, d — duchowni, p — panujący, sz — szlachta ZDZISŁAW BUDZYŃSKI
utworzyła 9 (38%) fundacji, kolejni królowie polscy 5 (21%), a biskupi i wyżsi duchowni — 4 (17%)). Przyczyn tego należy upatrywać w sła- bości miast i mieszczaństwa czerwonoruskiego, które w XV w. — gdy powstawała zdecydowana większość zakładów dla ubogich — miało za so- bą krótki okres rozwoju (zob. tab. 1). Z wymienionych wyżej 20 ośrod- ków tylko patrycjat dwóch miast, Krosna i Tyczyna, okazał się na tyle zamożny, aby samodzielnie ufundować szpitale, choć i tak musiało upły- nąć kilkadziesiąt lat, aby przy przytułku krośnieńskim mógł powstać kościół i prepozytura szpitalnaW1. W przeciwieństwie do mieszczan świeżo wzbogacona szlachta czerwonoruska posiadała odpowiednio duże środki finansowe, aby część z nich przeznaczyć na fundacje dobroczynne. Większy niż gdzie indziej udział panujących w tego typu przedsięwzię- ciach wiąże się z posiadaniem przez nich ogromnych włości na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej. Większość omawianych szpitali miejskich funkcjonowała w połącze- niu z własnym kościołem lub kaplicą oraz posiadała oddzielną obsługę duszpasterską. Ze szpitali „polskich” własnej kaplicy nie miały jedynie przytułki w Leżajsku, Starej Soli oraz szpital mniejszy w Krośnie. Pod- legały one rządcom kościołów parafialnych, podobnie jak duży zakład w Przeworsku; ten jednak posiadał własną świątynię. Przytułek ruski w Przemyślu był zorganizowany na podobnej zasadzie, z tym, że bez- pośredni zarząd w zakładzie sprawowało bractwo cerkiewne. Z 16 szpi- tali wymienionych w tabeli 3, tylko 7 (43%) osiągnęło najwyższy sto- pień organizacyjnego rozwoju, tj. prepozyturę szpitalną, i to przeważnie po pewnym czasie od momentu założenia przytułku (Brzozów, Jarosław, Krosno, Rzeszów, Sanok). Uposażenie pozostałych prebend było zbyt szczupłe, aby możliwa była erekcja prepozytury, dająca proboszczowi szpitalnemu pewne przywileje. Z punktu widzenia przytułku i przeby- wających w nim ubogich nie miało to jednak większego znaczenia, co więcej, sytuacja materialna zakładów związanych z kościołami para- fialnymi (w tym szczególnie przeworskiego) była korzystniejsza niż po- zostałych. Opóźniony w stosunku do ziem koronnych rozwój szpitalnictwa na omawianym terenie spowodował, że przytułki zakładane i prowadzone przez wyspecjalizowane zakony należały do rzadkości. W ziemi prze- myskiej i sanockiej powstały tylko dwa zakłady tego typu, w Łańcucie i Przeworsku. Szpital duchaków w Łańcucie stanowił filię konwentu krakowskiego, natomiast zakład w Przeworsku był związany — przez osobę rządcy kościoła parafialnego — z zakonem bożogrobców miechow- skich, ale zachował duży stopień samodzielności. Pierwszy z nich został odebrany duchakom w okresie reformacji, zaś drugi funkcjonował sprawnie aż do końca XVIII w. Pod względem rozmieszczenia szpitali miejskich na omawianym ob- szarze obserwuje się duże dysproporcje (ryc. 1). Stosunkowo dobrze była nasycona siecią zakładów dla ubogich północno-zachodnia część ziemi przemyskiej (10 przytułków) oraz ziemia sanocka (7 przytułków). Nie ustępująca im pod względem obszaru południowo-wschodnia część ziemi przemyskiej posiadała zaledwie 3 szpitale. Nietrudno połączyć to spostrzeżenie ze znanymi faktami: przewagą ludności ruskiej nad po- zostałą w południowo-wschodniej części ziemi przemyskiej, a zwłaszcza
Tabela 3 Instytucje kościelne związane ze szpitalami miejskimi na terenie ziemi przemyskiei i sanockiej Miasto Data erekcji (1. wzm.) Wezwanie kościoła (kaplicy) Pierwsze wzmianki o prepozy- tach (kapelanach) szpitalnych Brzozów 1518 św. Zofii (prepozytura) 1518, Stanisław z Brzozowa Drohobycz 1611 Najświętszej Marii Panny 1611, Błażej Jasiewicz Dubiecko 1409? 1493 św. Ducha 1493, Wawrzyniec Dynów 1593 Wniebowzięcia NMP 1606, Augustyn Jarosław 1462 św. Krzyża, Łukasza i Ja- na Chrzciciela 1495 św. Ducha (prepozytura?) przed 1462, Jerzy z Sando- mierza Krosno 1447 1479 św. Ducha prepozytura jw. 1494, Kasper z Żelaznych Wód Lesko k. XV św. Ducha ? Łańcut 1477 św. Ducha 1477, Jakub Przemyśl 1461 św. Ducha (prepozytura) 1472, Marcin Rzepka Przeworsk 1460 św. Michała Archanioła prepozytami byli rektorzy kościoła parafialnego Radymno 1559 św. Ducha 1559, Jan Wronowski Rzeszów 1479 św. Ducha 1473, Mikołaj 1484 prepozytura jw. 1479, Wacław ze Słomnik, pleban w Piotraszówce Sambor 1485 św. Mikołaja 1629, Jan Wachlowicz Sanok 1518 1569 Najświętszej Marii Panny prepozytura jw. 1485, Piotr Baran Tarnogród 1629 św. Ducha 1569, Albert z Magnuszowej Tyczyn 1505 św. Krzyża (prepozytura) 1505, Piotr Podstawa źródłowa: ADPr., rps 143 (Wizytacja Fryderyka Alembeka); rps 156— 159, Wizytacja biskupa K. J. Szembeka; rps 1—3, 7—8, 11, Akta oficjalatu; F. Pa- włowski, Premislia sacra...; W. Sarna, Dzieje diecezji przemyskiej...; I. Rychlik, Kościół kolegiaty.; W. Depczyński, Tarnogród...; J. Makara, Dzieje parajii jaro- sławskiej...; J. Rąb, Zarys dziejów parajii diecezji przemyskiej, cz. I-—II, Przemyśl 1973 (maszynopis w Archiwum Diecezjalnym) słabiej rozwiniętą siecią miast oraz organizacją parafialną kościoła ła- cińskiego na tym terytorium. Tym samym można wskazać na ogólne prawidłowości w rozwoju średniowiecznego szpitalnictwa w zachodniej części Rusi Czerwonej, najbardziej podatnej na infiltrację kultury za- chodniej. Kościół wschodni nie wykazywał w średniowieczu większego zain- teresowania organizowaniem instytucjonalnej opieki społecznej, czego dowodem jest utworzenie zaledwie 1 przytułku dla ubogich pochodzą- cych z kręgu swoich wyznawców. Można domyślać się, że zadecydowa- ła tu nie tyle odmienna tradycja, co raczej brak środków materialnych na tworzenie tego rodzaju zakładów. Organizacja szpitali przez kościół łaciński (zachodni) postępowała rów- nolegle ze stabilizacją jego stanu posiadania, wraz z postępującą urbaniza-
cją Rusi Czerwonej. Ta ostatnia, zainicjowana jeszcze przez Kazimierza Wielkiego, największe rozmiary osiągnęła w końcu XIV i pierwszej po- łowie XV w. Liczba miast na terenie obu ziem wzrosła z 3 w 1340 r. do 30 w 100 lat później 102. Równie imponująco rozwijała się sieć pa- rafii ob. łacińskiego. W chwili powołania do życia w 1375 r. diecezji przemyskiej funkcjonowało na jej terenie już około 20 kościołów para- fialnych. Do końca XIV w. ilość parafii prawie się potroiła, by w poło- wie XVI w. osiągnąć liczbę 158 103, a według innych obliczeń — 165 pla- cówek 104. Dodajmy, że na wschód od Przemyśla do końca XIV w. pow- stało tylko 5 parafii, w Sądowej Wiszni, Drohobyczu, Samborze, Stryju i Strzelczyskach. W najstarszych miastach szpitale powstawały w okresie, gdy były to już organizmy w pełni ukształtowane, posiadające poza kościołem para- fialnym także samorząd i organizacje rzemieślnicze. W niedużych mias- teczkach, zwłaszcza późno lokowanych (Lesko, Tarnogród) przytułki mogły powstać wkrótce po uzyskaniu praw miejskich i erygowaniu pa- rafii. W tym sensie założenie szpitala, podobnie jak wcześniej szkoły, jest dowodem wyższej organizacji życia miejskiego. Niedostatek i jednostronność informacji, pochodzących przeważnie ze źródeł o charakterze dokumentacyjnym, utrudnia wyjaśnienie, na ile powstanie szpitali w miastach odpowiadało rzeczywistemu zapotrze- bowaniu ich mieszkańców na ten rodzaj działalności dobroczynnej, a na ile fundowano je z pobudek czysto religijnych, co oczywiście nie wyklu- cza związku między jedną i drugą przyczyną. Wiadomo ogólnie, że w wyniku społecznego podziału pracy, wypadków losowych i innych powodów istniało duże zróżnicowanie mieszkańców miast pod względem materialnym. Grupy najuboższe i niezaradne życiowo wraz z napływa- jącymi do miast żebrakami tworzyły środowisko potencjalnych pensjo- nariuszy szpitali. Wielkość i skład społeczny tego środowiska, okre- ślanego niekiedy niezbyt trafnie ,,marginesem społecznym” nie są jeszcze dobrze rozpoznane. Podjęte przed paru laty i prowadzone obecnie bada- nia nad stratyfikacją miast czerwonoruskich poszerzą zapewne znajo- mość i tych zagadnień 105. 102 Por. M. Horn, Miejski ruch osadniczy na Rusi Czerwonej do końca XV w., „Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych”, t. XXXIV 1974, ss. 49—63 (ziemia przemyska i sanocka). Informacje podane przez autora zostały w paru miejscach uzupełnione w oparciu o cytowaną poprzednio literaturę przedmiotu. 103 J. Kwolek, Początki biskupstwa przemyskiego, ,,Nasza Przeszłość”, t. XLIII, 1975, s. 19; W. Muller, Organizacja terytorialna diecezji przemyskiej w okresie przedrozbiorowym (1375—1772), „Nasza Przeszłość”, t. XLVI, 1976, zestawienie na ss. 40 i nast.; Archiwum Kongregacji Soboru w Rzymie diecezja przemyska cb. łac., Relacja o stanie diecezji biskupa Piotra Gembickiego z 1640 r., mikrofilm i foto- kopia w Zakładzie Historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zestawienia po- wyższe nie są pełne, brak bowiem szczegółowych badań nad rozwojem sieci para- fialnej diecezji przemyskiej o.ł. w późnym średniowieczu. 104 T. Śliwa, duchowieństwo parafialne diecezji przemyskiej w połowie XVI w., „Roczniki Teologiczno-Kanoniczne”, r. XV, 1968, z. 4, s. 61. 105 Badania na szerszą skalę prowadzi dr Jerzy Motylewicz ze Stacji Nauko- wej Polskiego Towarzystwa Historycznego w Przemyślu, zaś w odniesieniu do jed- nego miasta (Krosna) — mgr Franciszek Leśniak z Katedry Historii Wyższej Szko- ły Pedagogicznej w Rzeszowie.
Dworek Orzechowskiego, olej — płótno, 43X54
Stefan Jerzy Buksiński BIOGRAFIA JANA SOBIESKIEGO Jan Sobieski jest tym Polakiem, którego obecność w panteonie pol- skiej sławy przez nikogo poważnie nie była kwestionowana. Cudzo- ziemcy, niewiele wiedzący o historii Polski, na pewno wśród nazwisk najsławniejszych Polaków wymienią Jana III obok Kopernika i Chopi- na. Tzw. przeciętny Polak, którego świadomość historyczna jest także niewysoka, zwykle Sobieskiego zwiąże w jeden ciąg z innymi władcami polskimi, uchodzącymi za największych — Bolesławem Chrobrym, Ka- zimierzem Wielkim i Stefanem Batorym. Gdy w okresie międzywojen- nym Polska dorobiła się dwóch transatlantyków, nadano im właśnie na- zwy „Batory” i „Sobieski”. Największą okazją do przybliżania współczesnym bohaterów historii i mitów narodowych są okrągłe rocznice. Przed kilkunastu laty mieliśmy tego dowody w czasie millenijnego jubileuszu naszej państwowości i naszej kultury. Ostatnio rocznice przypomniały nam Jana Kochanow- skiego i Karola Szymanowskiego. Rocznice Sobieskiego zwykliśmy obcho- dzić nie w związku z jego urodzeniem i śmiercią, któż bowiem pamięta o roku 1629 i roku 1696. Kojarzy się ją zwykle z dniem 12 września 1683 r., kiedy atak polskiej jazdy runął z Kahlenbergu, przełamał szyki tureckie i uchronił od zguby nie tylko stolicę Cesarstwa, ale i jedną ze stolic chrześcijaństwa. Obchody jubileuszowe mają to do siebie, że chodzi w nich nie tylko o rzetelne pogłębienie świadomości historycznej narodu i rzetelnej rewi- zji roli postaci historycznych, którą postępy wiedzy nakazują dokonywać w każdej epoce. Są często okazją do naciągania historii do aktualnych potrzeb społecznych lub dla osiągania doraźnych korzyści propagan- dowych. Tak było np. w roku 1783 i nieco później, kiedy zwycięstwo wiedeńskie i jego bohatera — Sobieskiego przypomniał Polakom aku- rat Stanisław August, król, którego z Janem III więcej dzieliło, niż łą- czyło. Był przecież burzycielem mitu sarmackiego, za którego niemal idealne wcielenie uchodził zwycięzca spod Wiednia. Sprawy wojskowe zaś, największy tytuł do sławy Sobieskiego, Poniatowskiemu były dość obce. Uroczystości jubileuszowe z wielkim karuzelem w Parku Łazienkow- wskim miały służyć królowi Stasiowi do spopularyzowania sprawy tu-
reckiej. Właśnie była kochanka i aktualna protektorka króla —• Kata- rzyna II planowała rozpocząć wojnę z Turcją, by wyprzeć ją z północ- nych wybrzeży Morza Czarnego, a gdy się da, zatknąć krzyż prawosław- ny na meczetach Stambułu — Konstantynopola. Nie na próżno przecież jej drugi syn, znany potem Polakom z Belwederu, otrzymał imię Kon- stantego po ostatnim cesarzu bizantyńskim z dynastii Paleologów, który zginął w czasie ostatniej obrony Konstantynopola przed Turkami w ro- ku 1455. Stanisław August oferował carycy polski udział w wyprawie tureckiej, spodziewając się w zamian jej zezwolenia na poszerzenie swych prerogatyw królewskich, zredukowanych nadmiernie przez amba- sadora Stackelberga. Zamiary króla bez trudu rozszyfrowała opozycja antykrólewska. Gdy na moście łazienkowskim wzniesiono monument, ukazujący Sobieskiego tratującego Turków, ktoś przyczepił doń karteczkę z wymownym napi- sem: Sto tysięcy karuzel — ja bym trzykroć łożył, Żeby Stanisław umarł — a Jan III ożył k W tym samym czasie arcyopozycjonistka Izabela Czartoryska w swym parku puławskim zorganizowała własne uroczystości w rocznicę wie- deńską, wystawiając kantatę Niemcewicza1 2. Miała do tego jakby pra- wa rodzinne. Dziadek jej męża, hetman Sieniawski, dowodził atakiem polskiej jazdy na szyki tureckie w 1783 r. Gdy w 1801 r. Czartoryska otwierać będzie pierwsze muzeum polskie w puławskiej Świątyni Sybil- li, oręż orientalny ze skarbca Sieniąwskich zostanie w nim szczególnie wyeksponowany. Dziś w Muzeum Czartoryskich, zlokalizowanym osta- tecznie w Krakowie, oglądać można zdobyczny namiot Kara Mustafy. Uroczystości warszawskie i puławskie z końca XVIII w. miały wszakże ten pozytywny skutek, że przyczyniły się do rozgrzewania uczuć naro- dowych w przededniu Sejmu Wielkiego. W 1983 r., trzysta lat po zwycięstwie wiedeńskim, jubileuszu żadną miarą nie można traktować jako okazji do budzenia naszej antypatii do Turcji i Turków. Kraj ten od XVIII w. udzielał schronienia egzu- lantom polskim, po czym dziś został nikły ślad w postaci polskiej wios- ki — Adampola, nazwanej tak od imienia syna wspomnianej księżnej Izabeli — Adama Jerzego Czartoryskiego. Porta Ottomańska była je- dynym rządem, który ośmielił się nie uznać rozbiorów Polski, a w czasie uroczystych przyjęć padały tu sakramentalne słowa pytania retoryczne- go: „A gdzie jest poseł Lechistanu?, nie przypadające do smaku naszym zaborcom. Dziś, w kilkadziesiąt lat po rewolucji Kemala Paszy odwiedzają Turcję nasi turyści, a i nasz handel zagraniczny ma w niej niezłego kontrahenta. Obchody 300-lecia zwycięstwa Jana III służyć muszą innym celom. 1 R. Kaleta, Turniej paszkwilancki z okazji odsłonięcia pomnika Jana III So- bieskiego w Łazienkach, ,,Przegląd Humanistyczny”, 1982 ss. 121—124. 2 J. U. Niemcewicz, Pamiątki czasów moich. Tekst oprać, i wstępem poprzedził J. Dihm, Warszawa 1957, t. I, s. 164.
Jan Paweł II w czasie ostatniej wizyty w ojczystym kraju odwiedził w Warszawie kościół Kapucynów, wzniesiony przez króla z wdzięcz- ności za wiedeńską wiktorię. Przy okazji papież strawestował w swej wypowiedzi znane słowa Sobieskiego: „Venimus, vidimus, Deus vincit”. Innym, w pełni uzasadnionym sposobem wyzyskania jubileuszu jest próba naukowego przedstawienia postaci Jana III i jego czasów. Naj- mocniejszym, jak dotąd, tego wyrazem jest biografia króla, napisana przez wybitnego historyka — Zbigniewa Wójcika3. Autor jest znany czytelnikom polskim z licznych prac m.in. trzeciego tomu Historii pow- szechnej PWN 4 oraz Dziejów Rosji5. Biografia Jana Sobieskiego liczy ponad 600 stron, jest oprawna, ale wydrukowana na kiepskim papierze. Ilustracje, na szczęście (jest ich wiele, w tym 8 barwnych) umieszczono na specjalnych wkładkach. Au- tor, wybitny uczony, adresował książkę do szerszych kręgów czytelni- czych (30-tys. nakład), ale zaopatrzył ją w cenne przypisy i bogatą bib- liografię oraz stosowne indeksy. Dzieło składa się z 20 rozdziałów, spo- śród których pierwszy ukazuje stan Rzeczypospolitej pierwszej połowy XVII w., a ostatni zajmuje się dziedzictwem i legendą Sobieskiego. Pozostałe 18 zawierają panoramę losów bohatera, ukazaną na szerokim tle historycznym. Wójcik ze względu na popularnonaukowy charakter swojego dzieła, w najlepszym znaczeniu tego słowa, postawił sobie za cel wykład klarowny, dostosowany nie do potrzeb specjalistów, ale też zakładający u potencjalnego czytelnika niezbędnego kwantum wiedzy historycznej. W prezentowaniu postaci Sobieskiego wykazał wiele umia- ru, usiłując dociekać prawdy opartej na niezbitych źródłach, sam tylko od czasu do czasu dzieląc się swymi osobistymi przeświadczenia- mi. Z tego umiaru i ostrożności zrodził się portret królewski może nie bardzo barwny i sugestywny, ale wiarygodny. Nie jest więc książka Wójcika lekturą, którą się czyta z wypiekami na twarzy, ale zbiorem wyselekcjonowanych informacji, którą mogą w wydatny sposób posze- rzyć i pogłębić wiedzę czytelnika o królu i Polsce XVII-wiecznej, w któ- rej kształtowaniu dotąd ogromną rolę odgrywa Trylogia Sienkiewi- cza wraz z jej wersją filmową. Poszczególne etapy życia Sobieskiego ukazane zostały w sposób nie- równomierny. Szczegółowiej opowiedziane są losy jego po zwycięstwie chocimskim, niż przed nim, co jest zrozumiałe u specjalisty z zakresu historii politycznej. Na takim rozłożeniu materiału ucierpiała jednak relacja pierwszych dziesięcioleci życia Sobieskiego. O jego rodowo- dzie czytelnik, moim zdaniem, dowiaduje się zbyt mało, choć niemało zaważył on na karierze przyszłego hetmana i króla. Autor przy tym nieściśle wywodzi ród Sobieskich z Lubelszczyzny6. Sobieszyn, gniazdo tego rodu, dzisiaj leży wprawdzie w województwie lubelskim, lecz w tamtych historycznych czasach należał do Ziemi Stężyckiej, a więc do województwa sandomierskiego. Król Jan doskonale o tym wiedział 3 Z. Wójcik, Jan Sobieski 1629—1696, Warszawa 1983. 4 Z. Wójcik Historia powszechna XVI/XVII wieku, Warszawa 1983. 5 Z. Wójcik, Historia Rosji 1533—1801, Warszawa 1971. 8 Z. Wójcik, Jan Sobieski, s. 29.
i pisał nawet o śladach Jadźwingów. jakie miały się ostać do jego (i na- szych) czasów nad dolnym Wieprzem. Z Ziemi Stężyckiej wyszedł praw- dopodobnie dopiero pradziad królewski, również Jan, osiedlając się w dobrach matczynych we wschodniej części ziemi lubelskiej w Pie- laszkowicach i Giełczewskiej (potem Sobieskiej) Woli. Chyba za mało dowiadujemy się od Wójcika o dziadku króla Jana — Marku Sobieskim, a był to przecież pierwszy wybitny Sobieski w dzie- jach. Karierę swą, głównie wojskową, robił pod okiem wielkiego Jana Zamoyskiego obok Stanisława Żółkiewskiego, o czym w 600-stronico- wym dziele należało wspomnieć. Sobieski, wyróżniający się już w wojnych batoriańskich, jako podkomendny Zamoyskiego potem brał udział w zwycięskiej wyprawie mołdawsko-wołoskiej, niejako wyznacza- jąc kierunek licznych wypraw swojemu wnukowi, mniej szczęśliwemu na tych obszarach. Walczył także pod Byczyną. Związany był również z życiem kulturalnym Zamościa7, gdzie w Akademii jakiś czas pod kierunkiem Szymona Szymonowicza pobierał nauki jego jedyny syn Jakub 8 9. Marek Sobieski, mimo zasiadania w senacie (wojewoda lubelski) i kupienia dóbr złoczowskich magnatem w pełnym tego słowa znaczenia jeszcze chyba nie był. Został nim na pewno jego syn Jakub, postać pod wieloma względami wybitna. Odznaczył się mniej jako dowódca, a wię- cej jako polityk i mówca. Był wybitnym parlamentarzystą (ileż to razy pełnił funkcję marszałka sejmu) i dyplomatą. Zaczął karierę za Zygmun- ta III, a za jego następcy obok Stanisława Koniecpolskiego, Stanisława Lubomirskiego i Jerzego Ossolińskiego liczył się do ludzi najbardziej wpływowych w Koronie. Kasztelanem krakowskim, a więc pierwszym senatorem, został w 1646 r. po przyjeździe do kraju Ludwiki Marii i na krótko przed niespodziewaną śmiercią (liczył dopiero 58 lat). Koniec- polski i Sobieski zmarli w tym samym roku, co zachwiało wielkimi pla- nami Władysława IV i miało wpływ na tragiczne wydarzenia 1648 r.10 11 Opowieść o życiu ojca królewskiego napisał znany publicysta i podróż- nik, Mieczysław Lepecki n. Sobiescy, którzy startowali do wielkich ról historycznych niemal równocześnie z Lubomirskimi, wydali znakomitych ludzi tylko w trzech pokoleniach. Za takich chyba trudno uznać dzieci królewskie mimo ich świetnych koligacji. Krótkotrwałością błyskotliwej kariery przewyższyli ich Żółkiewscy, których wielkość ogranicza się do sławnego hetmana i kanclerza Stanisława, a dorównują im Daniłowiczowie, wybijający się w końcu XV w. i gasnący na początku stulecia XVIII. Dwie kolejne żo- ny Jakuba Sobieskiego — Marianna Wiśniowiecka i Teofila Daniłowi- czówna — skoligaciły jego rodzinę ze znakomitymi rodami kresowymi. Pierwsza z nich była siostrą stryjeczną głośnego Jaremy Wiśniowieckie- 7 S. Łempicki, Polski Medyceusz [w:] Mecenat wielkiego kanclerza. Wybór i wstęp S. Grzybowskiego, Warszawa 1980, s. 507. 8 S. Łempicki, Działalność Jana Zamoyskiego na polu szkolnictwa 1573—1605 [w:] Jak wyżej, ss. 292, 327. 9 Z. Wójcik, Jan Sobieski, s. 30. 10 W. CzaplińsKi, Władysław IV i jego czasy, Warszawa 1973. 11 M. Lepecki, Pan Jakobus Sobieski, Warszawa 1970.
go, ojca Michała Korybuta, który w Janie Sobieskim znalazł jednego ze swoich głównych antagonistów. Dzięki drugiej żonie, zrodzonej z Żół- kiewskiej, córki hetmańskiej, Sobiescy stali się dziedzicami czerwono- ruskich latyfundiów nie tylko jednej linii Danilewiczów, ale i Żółkiew- skich 12. Przyszły król miał urodzić się ze wspomnianej Teofili w roku 1629 w czasie burzy z piorunami i najazdu tatarskiego w zamku oleskim na wysokiej górze. Na szczęście, zamek ten, a przynajmniej jego część, zachowała się do naszych czasów. Dowodzi tego przewodnik radziecki, który jeszcze niedawno można było kupić w naszych księgarniach13. Potem główną rezydencją Sobieskich stała się Żółkiew. Składała się ona z miasta i zamku wzniesionego na wzgórku usypanym przez jeńców tu- reckich i tatarskich. Najokazalszą budowlą miasta była fara (potem kolegiata) zbudowana na planie krzyża łacińskiego długości 78 i szero- kości 54 łokci przez Reginę z Herburtów Żółkiewską, wdowę po hetma- nie i prababkę Jana Sobieskiego. Fara była zarazem mauzoleum rodów Żółkiewskich, Daniłowiczów i Sobieskich. Znajdował się w niej grób i pomnik hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Mauzoleum po trzecim roz- biorze Polski było zaniedbane. Wtedy to Izabela Czartoryska przenio- sła zeń sławną czaszkę tragicznego wodza spod Cecory, wykupioną od Tur- ków, i umieściwszy ją w relikwiarzu eksponowała na poczesnym miejscu w górnej sali Świątyni Sybilli, obok szczątków Bolesława Chrobrego, Mikołaja Kopernika (nieautentycznych) oraz Jana Kochanowskiego. W mauzoleum żółkiewskim Jan Sobieski postawił pomnik swojemu ojcu i kazał na nim wyryć następujące słowa: „Urna Haec Sacros immortalitatis cineris gerit Jacobide Sobie- szyn Sobieski Hic a regio Lesconis nigri Sanguine p. inclitam Janina, stirpe genus incipit” 14... Król dorabiał genealogię swojego rodu sięgając do Leszka Czarnego, który pod Sobieszynem miał w XIII w. gromić Jadżwingów. Sądząc po wizerunkach Jan Sobieski rysami twarzy i tuszą bardzo przypominał swojego ojca, który go odumarł, gdy liczył zaledwie 17 lat. Zdążył się jeszcze zatroszczyć o staranną edukację swoich trojga dzieci, a przede wszystkim dwóch synów, starszego Marka i młodszego Jana. Rodzice, jak się zdaje, wielkie nadzieje wiązali ze swym synem pierworodnym, który do swojej tragicznej śmierci miał wykazywać ogromne uzdolnie- nia, przysłaniając młodszego brata. Marek był chyba pupilem matki, wnuczki hetmana Żółkiewskiego, kobiety despotycznej, która do młod- szego syna nie żywiła tak głębokiego uczucia. Jan Sobieski czuł wielki respekt w stosunku do pani Teofili. Być może to ona wytworzyła u Ja- na Sobieskiego charakterystyczny rys ulegania kobietom o władczych, silnych charakterach. Sprawdzić się to miało niebawem w stosunkach 12 W. Dworzaczek, Genealogia. Tablice, tabl. 147, 148, 176. 13 Olesskij zamok. Butewoditel, Lwów 1981. 14 (Władysław Zawadzki), Kościół famy w Żółkwi, jego dzieje i pomniki wraz z listem Karola Szajnochy o grobowcu Jakuba i Konstantego Sobieskich, Lwów 1869, s. 31.
hetmana i króla z jego kochanką, a następnie żoną, znaną pod pieszczot- liwym imieniem Marysieńki. W tego rodzaju rozważania Wójcik w swej biografii się nie wdaje. Szerzej nieco już omawia edukację Jana Sobieskiego najpierw w Akademii Krakowskiej (Szkoły Nowodworskie), a potem za granicą, głównie w Paryżu. Wykorzystano do niej mądrą instrukcję wychowaw- czą Jakuba Sobieskiego. Wojaż zagraniczny obydwu wojewodziców upa- miętnił w swym pamiętniczku ich preceptor Gawarecki 15_ Wykształce- nie Sobieskich byłoby zapewne jeszcze świetniejsze, lecz przerwała je śmierć ojcowska. Stąd Jan Sobieski nie mógł pochwalić się edukacją równą jego późniejszemu antagoniście — Stanisławowi Herakliuszowi Lubomirskiemu, który nieco później wiele lat spędził na wojażu po kra- jach zachodnich, głównie romańskich. W Paryżu Sobiescy nie tylko pil- nie się uczyli, ale poznawali uroki wielkiego miasta. Jan ponoć już wtedy ujawnił słabość do Francuzek, ale biograf o tym milczy. Po powrocie do kraju młodzi Sobiescy przejęli starostwa po ojcu i rozpoczęli szybko karierę polityczną, a przede wszystkim wojskową, jako że Rzeczpospolita stanęła w obliczu groźnej wojny na Wschodzie w zwiąźku z powstaniem Chmielnickiego. Jan brał udział w walkach pod Zborowem, Beresteczkiem (tu był ranny) i Żwańcem, a także wcho- dził podobno w skład poselstwa do Stambułu, które pozwoliło mu le- piej zapoznać się z orientem. W bitwie pod Batohem zginął wraz z kwia- tem rycerstwa polskiego, kawaler wielkich nadziei, Marek Sobieski. Jako jeniec został ścięty przez Tatarów z poduszczenia Kozaków. Mó- wiono potem o roli mściciela, jaka miała przypaść teraz Janowi Sobie- skiemu w związku ze śmiercią poniesioną z rąk turecko-tatarskich jego pradziadka Żółkiewskiego, wuja Daniłowicza i brata — Marka 16. Od Ba- tohu był on jedynym męskim potomkiem swojej linii rodu. Wójcik rozszerza relację biograficzną od momentu, gdy Sobieski zaczyna odgrywać ważniejszą rolę polityczną, a stało się to dopiero w czasie rokoszu Lubomirskiego. Świadom tego, że postać Sobieskiego była dotąd poddawana licznym zabiegom idealizacyjnym, kreującym go na bohatera bez skazy, autor zabiegów tych nie ma zamiaru powielać. I tak nie przemilcza faktu poddania się jego Karolowi X Gustawowi wraz z wojskiem kwarcianym, choć istniała realna szansa walki z na- jeźdźcą szwedzkim. Znajduje jednak dla młodego pułkownika okolicz- ności łagodzące. Jedną, nie przynoszącą zaszczytu Sobieskiemu, było je- go bliskie pokrewieństwo z osławionym Radziejowskim. Na margine- sie dodajmy, że w latach późniejszych Radziejowski gorliwie współpra- cował z Marią Ludwiką i przyczynił się do banicji Lubomirskiego. Autor przychyla się również do poglądu, że romans Sobieskiego z Marią d’Arquien zaczął się w okresie jej panieństwa i trwał w okresie jej małżeństwa z Zamoyskim Sobiepanem. Potwierdza także zawarcie mię- dzy Sobieskim a wdową po Zamoyskim dwu ślubów, najpierw tajemne- go, potem oficjalnego, aby przeciąć falę paszkwili, godzących w tę parę. Wójcik nie sądzi jednak, aby Marysieńska była naturalną córką Ludwiki 15 Pamiętnik podróży po Europie Jana i Marka Sobieskich przez Sebastiana Gawareckiego prowadzony (...), Warszawa 1883. ” S. Szajnocha, Szkic historyczne VII. Mściciel. Lwów br.
Marii, z okresu jej bujnego panieństwa w Nevers, oraz głośnego Cinque- -Marsa, straconego z rozkazu kardynała Richelieu. Dworskie plany elekcji ,,vivente rege” autor łączy z programem re- form przygotowywanych przez dwór, dlatego też forsowanie francuskich kandydatur Kondeusza i ks. Longueville uważa za słuszne, z czym nie wszyscy historycy się zgadzają. W oparciu o to przeświadczenie bio- graf Sobieskiego zdecydowanie potępia rokosz Lubomirskiego, choć lojalnie przyznaje, że wyroku sądu sejmowego, wydanego pod presją Ludwiki Marii, nie uważał za sprawiedliwy. Nie ukrywa też faktu, że Sobieski, uczący się niedawno sztuki wojennej od Lubomirskiego wy- bitnego wodza i gracza politycznego przejmując po nim z woli dworu marszałkostwo w. koronne i hetmanostwo p. koronne, swemu mistrzowi i poprzednikowi w tym momencie jeszcze nie dorównywał. Przyjęcia wysokich tytułów dokonał zresztą dopiero po zapewnieniu mu ręki Marii Kazimiery, która w tym czasie owdowiała. Okres rokoszowy nie przyniósł sławy Sobieskiemu. Podobno nie miał serca do walki, ale to nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla klęski wojsk królewskich pod Mątwami, za którą ponosi przynaj- mniej w części odpowiedzialność. ,,W czasie odwrotu przez most na Noteci — pisze Wójcik — Sobieski został zepchnięty do wody przez uciekających w popłochu żołnierzy królewskich i jak podaje źródło, ,,zgubił szablę od boku, misiurkę z głowy, łuk z sajdaku, karwasz z rąk, wojłok z kulbaki, podpierścień z konia” 17. A i potem czuł się bardzo żle, gdyż godziły w niego oraz w jego małżonkę liczne paszkwile, zaś Lubomirski tuż po abdykacji Jana Kazimierza został zrehabilitowany. Sobieski dwukrotnie nosił się z poważnym zamiarem opuszczenia Polski i osiedlenia we Francji, gdzie Ludwik XIV miał go obdarzyć tytułem feldmarszałka i dobrami. Pozostał jednak w kraju i stał się jednym z przywódców stronnictwa francuskiego, a także jednym z ważniejszych odbiorców luidorów z kasy Króla Słońce. Nie uznał początkowo wyboru Michała Wiśniowieckiego na króla polskiego, choć okrzyknęła g<. ogrom- na większość szlachty na polu elekcyjnym. Potem kłamliwie tłumacząc się przed dworem należał do antykrólewskiego spisku detronizacyjnego. Był więc jednym z najzuchwalszych królewiąt, tym bardziej groźny, bo mający poparcie wojska. Jest prawdą, że nawet w czasie walk we- wnętrznych stał na straży Rzeczypospolitej zagrożonej przez Tatarów i Kozaków Doroszeńki. Biograf i w tym okresie usiłuje go wybronić, ale argumenty jego nie są przekonywające, a sprawy nie polepsza fakt, że Wójcik nie umie ukryć antypatii do Michała Korybuta, co jest dziwne u tego obrońcy władzy królewskiej. Hetman został za podrywanie au- torytetu władzy monarszej potem srogo ukarany jako król, który przez wiele lat musiał znosić lekceważenie Paców, Sapiehów, a nawet Pie- niążków. Wtedy jednak biograf słusznie będzie współczuł monarsze. Rzetelna biografia Sobieskiego, a taką chce być dzieło Wójcika, win- na dostarczyć odpowiedzi na kilka zasadniczych pytań. Jakim on był naprawdę jako wódz, jako polityk, jako mecenas kultury, jako osoba prywatna, jeśli monarchowie w ogóle luźmi prywatnymi mogą być? Trzeba uprzedzając fakty stwierdzić na wstępie, że nie na wszystkie 17 Z. Wójcik, Jan Sobieski, s. 110.
pytania można znaleźć w omawianej książce wyczerpujące i jednoznacz- ne odpowiedzi. I tak się dzieje może najmniej z winy autora. Sądzenie każdego człowieka jest zawsze rzeczą niezwykle trudną i chyba nigdy prowadzić ona nie może do opinii ostatecznych. Sprawa-się jeszcze kom- plikuje bardzo, gdy mamy do czynienia, jak w przypadku Sobieskiego, z postacią wybitną, działającą na wielu polach w bardzo trudnym i zagmatwanym okresie dziejów. Zacznijmy od kwestii, która budzi jak najmniej zastrzeżeń. Nikt bowiem nie kwestionował nigdy talentów wojskowych Sobieskiego. Chodzi tylko o określenie ich rangi. Według Wójcika, i nie tylko Wójcika, Sobieski był wybitnym wodzem: [...] z któ- rym żaden z jego podkomendnych i wyższych dowódców równać się nie mógł, obok którego w wieku XVII stawiać można tylko Żółkiewskiego, Chodkiewicza, Koniecpolskiego, Lubomirskiego i Czarnieckiego” 18. Nie jest to opinia odkrywcza. Chyba tylko przez zapomnienie nie padło tu nazwisko Jana Zamoyskiego, który na progu tego stulecia jeszcze żył i nawet wojował. Brak nam jednak paraleli między wymienionymi wo- dzami, w których Polska w XVII w. obfitowała, jak nigdy przedtem i nigdy potem. Chciałoby się powiedzieć, że Sobieski z tej plejady był największy, bo tylko na niego powoływał się, wielokrotnie przez Wójcika przytaczany, Clausewitz. Niestety, zwycięzcę spod Podhajec, Chocimia i Wiednia obciążają Mątwy i Parkany, a przede wszystkim porażki moł- dawskie. „W dziedzinie polityki zagranicznej — pisze Wójcik — pierwotne plany Sobieskiego były wielkie” 19..., ale z innych kart książki wiemy, jak niewiele z tych planów udało się zrealizować. Wiadomo, że rola Rzeczypospolitej za panowania Jana III tylko w pewnych okresach była znacząca. Nie tylko załamała się polityka antybrandenburska króla i pod bokiem Rzeczypospolitej zaczęła wyrastać potęga, która ją niedługo uchwyci za gardło. Udział w lidze antytureckiej nie przyniósł nam spo- dziewanych zysków, za to bardzo się przydał naszym sąsiadom, przy- szłym rozbiorcom. Z punktu widzenia politycznego i wiktoria wiedeńska wyglądała na wielki fajerwerk bez spodziewanych politycznych skutków, przynajmniej dla Polski. Nie udało nam się za życia króla Jana odzyskać nawet Podola i części Ukrainy, choć królowi roiła się Mołdawia. Prze- graliśmy z Rosją rywalizację o ziemie naddnieprzańskie. Traktat Grzy- mułtowskiego, przynoszący wyraźne korzyści naszemu wschodniemu sąsiadowi, stał się potem dla Piotra I punktem wyjścia do działań na rzecz rozciągnięcia na Rzeczpospolitą protektoratu rosyjskiego. Lawi- rowanie Polski między Francją i Austrią nie podniosło jej autorytetu na forum europejskim. Wręcz przeciwnie, wykazywało czasem że Rzecz- pospolita traci swoją suwerenność. Agenci państw obcych, znając sła- bość władzy Sobieskiego, niemal oficjalnie nawiązywali kontakty z anty- królewską opozycją. Królowa, targująca się o tytuły i apanaże dla swo- jej rodziny z Królem Arcychrześcijańskim, Cesarzem i Papieżem, także powagi monarszej króla Jana nie podnosiła. Za panowania Jana III rokoszu nie było, ale kandydatów na Ze- brzydowskich i Lubomirskich było więcej niż za Wazów. Spiski detro- 18 Jak wyżej, ss. 524—525. 19 Jak wyżej, s. 523.
nizacyjne ponawiały się. Dworowi udało się tylko wygrać z podskarbim Morsztynem, który kierował za pieniądze Ludwika XIV stronnictwem francuskim nawet wtedy, gdy dwór przechylił się na stronę Habsbur- gów. Pozwolono jednak oskarżonemu wyjechać przed wyrokiem do Francji, a nawet wywieźć z Polski klejnoty koronne. Działo się to w czasie wyprawy wiedeńskiej króla Jana. Potem jednak myślano o re- habilitacji Morsztyna i wydano jego córki za magnatów polskich. Mor- sztyn nie był najgroźniejszym przeciwnikiem króla. Na większe afronty i zdrady pozwalali sobie Sapiehowie i Pacowie na Litwie, Leszczyńscy i Pieniążkowie w Wielkopolsce, Lubomirscy i Jabłonowscy w Małopolsce. Nie było rokoszu, bo to zwykle król ustępował i doznawał upokorzeń. O polityce wewnętrznej Sobieskiego biograf pisze: ,,To prawda, że król był wielkim wizjonerem politycznym, wielkim strategiem, znacznie natomiast słabszym taktykiem, często niezięcznie prowadził grę politycz- ną na co dzień, ale — świadomie użyjmy tego patetycznego zwrotu — główna odpowiedzialność przed historią za dalszy wyraźny upadek państwa w okresie jego panowania ponosi nie on, lecz potężne, nisz- czące podstawy państwowości polskiej koterie magnackie” [...] „To oni uruchomili najbardziej destruktywne siły narodu szlacheckiego, wyrosłe na gruncie sarmatyzmu” 20. Trudno nie zgodzić się z tą argumentacją, trzeba jednak przypomnieć, że do poderwania autorytetu władzy kró- lewskiej jeszcze za czasów Michała Korybuta przyczynił się wydatnie sam Sobieski. Wójcik zapewnia nas o istnieniu programu reform pań- stwowych Jana Sobieskiego, ale dowodów na to nie dostarcza. Z wywo- dów autora wynika niezbicie, że król z magnatami poradzić sobie nie umiał. Podnosili głowę nawet ci, których sam windował. Hetman Jabło- nowski jeszcze za życia króla marzył o koronie dla siebie. Wydaje się, że Sobieski, wywodzący się z magnatów bardzo świeżej daty, aż nazbyt czuł się wśród tej warstwy jako „primus inter pares” i nie umiał egze- kwować praw majestatu nawet tak jak Zygmunt Waza po zwycięstwie pod Guzowem, a nawet tak jak Jan Kazimierz po porażce pod Mątwami. Do szlachty się podobno nie odwoływał z powodu zadawnionego kom- pleksu z czasów wymierzonej przeciw niemu konfederacji gołębskiej. Brakowało królowi Janowi mądrego doradcy, takiego choćby, jakim był biskup Andrzej Olszowski, myślący za Michała Korybuta. Historycy zgadzają się co do tego, że chaos i anarchia tocząca Rzeczpospolitą nie w czasach saskich miała początek. Obraz kultury osobistej króla i jego mecenatu kulturalnego nie zo- stał pominięty w książce, lecz nie uzyskał w niej należnego miejsca. Do- wiadujemy się wprawdzie, że Sobieski władał biegle kilku językami (polski, francuski, niemiecki, włoski, turecki i łacina), że chętnie czytał, że posiadał zasobną bibliotekę, że interesował się szczególnie historią nowożytną etc. etc. Wspomina się o jego związkach kulturą sarmacką i europejską oraz orientalną, ale myśli tych się nie rozwija. Mówi się przede wszystkim o jego Wilanowie, napomyka o jego Jaworowie, wy- mienia się jego związki z najwybitniejszym architektem polskiego ba- roku, Tylmanem z Gameren. Sprowadzenie do kraju i mecenat nad tym artystą jest jednak zasługą nie króla, lecz jego wieloletniego antago-
nisty — Stanisława Herakliusza Lubomirskiego 21. A przecież i mecenat królewski jest nieźle rozpoznany przez historyków kultury, sztuki i lite- ratury. Wymieńmy choćby pracę Mariusza Karpowicza22. Na temat sarmatyzmu powstała obszerna literatura. Wystarczy powołać się w tym miejscu na Tadeusza Mańkowskiego, Tadeusza Ulewicza i Janusza Taz- bira 23. Nie wykorzystano należycie w omawianej książce związków Sobies- kiego z największymi i pomniejszymi pisarzami jego czasów, przede wszystkim zaś z Wacławem Potockim, Janem Cmyzostomem Paskiem i Stanisławem Herakliuszem Lubomirskim. Ten ostatni oceniany jest w biografii Wójcika w oparciu o zdeprecjonowane już poglądy Chrza- nowskiego 24. Na podstawie własnych badań widzę przede wszystkim konieczność uwypuklenia związków Jana Sobieskiego z Wespazjanem Kochowskim, podobno najbardziej reprezentatywnym dla polskiego ba- roku szlacheckiego twórcy25. Urodzony w Sandomierskiem pisarz ten uczył się w Kolegium Nowodworskiego niemalże w tych samych cza- sach co przyszły król. Tak jak on, walczył pod Beresteczkiem, a potem wraz z kwarcianymi skapitulował przed Karolem X Gustawem pod Woj- niczem. Walczył również ze Szwedami i Rakoczym, oczywiście, zajmując zawsze niższą pozycję społeczną. W niepróżnującym próżnowaniu piękne wiersze poświęci klęsce pod Batohem i zwycięstwu chocimskiemu. Cli- mactery pisać będzie jako nadworny historiograf królewski, najpierw Michała Korybuta, potem króla Jana, który mu podwoi pensję. Z tej racji wybierze się z Sobieskim na wyprawę wiedeńską i utrwali ją za- równo w diariuszu, jak i w poemacie. Pod koniec życia wyda u pauli- nów jasnogórskich najwybitniejszy zbiór liryków staropolskich Psal- modię polską. Rozwijając idee mesjanizmu polskiego Kochowski uzna Jana Sobieskiego za męża opatrznościowego Rzeczypospolitej zesłanego nam przez Boga w latach wielkich doświadczeń narodowych. Was willst du mehr? Wreszcie Sobieski jako osoba prywatna. Wójcik potwierdza ogromną, trwałą miłość Sobieskiego do Marii Kazimiery. Docenia też w pełni war- tość królewskiej epistolografii miłosnej. O tym jednak zapomnieli au- torzy Nowego Korbuta, skoro w tomach poświęconych literaturze sta- ropolskiej zabrakło miejsca na hasło „Jan Sobieski”, a znalazło się na hasło ,,Jakub Sobieski”, odnoszące się do niewydarzonego królewicza 26 * 28. 21 S. Mossakowski, Tylman z Gamercn architekt polskiego baroku. Wrocław 1973. 22 M. Karpowicz, Sztuka oświeconego sarmatyzmu. Antykizacja i klasycyzacja w środowisku warszawskim czasów Jana III, Warszawa 1970. 23 T. Mańkowski, Genealogia sarmatyzmu, Warszawa 1946; T. Ulewicz, Zagad- nienie sarmatyzmu w kulturze i literaturze polskiej... „Zeszyty Naukowe UJ LI”, Prace historycznoliterackie z. 5, Kraków 19'33; J. Tazbir, W zwierciadle trzech epok [w:] Polaków portret własny, praca zbiór., Kraków 1979. 24 Cz. Hernas, Barok, Warszawa 1773; Stanisław Herakliusz Lubomirski. Pi- sarz, polityk, mecenas. Praca zbiór, pod red. nauk. W. Rostkowskiej, Wrocław 932. 25 S. J. Buksiń.ski, Najbliższa ojczyzna Wespazjana Kochowskiego. Zeszyt Hu- manistyczny WSP w Częstochowie. Cz. I. Filologia polska 1. Częstochowa 1978; Wespazjan Kochowski wśród literatów staropolskich. Prace Naukowe WSP w Czę- stochowie”. Nr 3/1980, S. Humanistyczna. Cz. I Filologia polska. 28 Nowy Korbut, t. III, Piśmiennictwo staropolskie, Warszawa 1965, s. 260.
W ten sposób spostponowano jednego z największych stylistów staro- polskich. Wójcik nie ma wysokiego mniemania o głośnej książce Boya-Żeleń- skiego o Marysieńce SobiesKiej. Przytacza przy tym starą opinię Forst de Bataglii: [...] „skoro tylko Marysieńka przestaje być istotą płciową, znika i zainteresowanie (Boya) jej losami” 27. Zgadza się to zresztą z filo- zofią życiową i obsesją autora Mózgu i płci. Biograf wydaje się jednak mniej surowy, w ocenie królowej od Janusza Wolińskiego, który napi- sał o królowej wprost, że była kobietą; ,,[...] która ani sercem, ani umy- słem nie dorosła go (Sobieskiego) nigdy”28. Wójcik napomyka tylko o miłostkach pozamałżeńskich króla i nieco więcej informuje o roman- sach jego połowicy, zwłaszcza z bratem księcia Kurylandzkiego. O dzieciach Sobieskich dowiadujemy się niewiele. Jedynie najstarszy syn, Jakub, ukazany jest szerzej, ale w końcu zredukowany do rozmia- rów kreatury nieciekawej, a nawet postaci o zakroju kryminalnym. O zatargach w łonie rodziny dolatują do czytelnika tylko słabe echa. Oszczędzono mu też opisu żenujących scen z życia rodziny królewskiej z okresu interregnum i walki o tron polski. Niewiele dowiadujemy się o ostatnich latach Marysieńki oraz dalszych dziejach spadku po królu Janie. "Wilanów, jak wiemy skądinąd, odkupiła Elżbieta z Lubomirskich Sieniawska, córka Stanisława Herakliusza. Przez jej córkę dostał się potem w ręce Czartoryskich. Jest za to u Wójcika kilka informacji, któ- re bardzo nie pasują do obowiązującego stereotypu zwycięzcy spod Wiednia. Okazuje się, że król Jan systematycznie gromadził, nawet mi- jając się z prawem, ogromną fortunę. Pieniądze wypożyczał na pro- cent, m. in. za pośrednictwem bankierów hamburskich. Sobieski załat- wiał też transakcje przy pomocy Żydów, których otaczał zawsze swą opieką. Pod koniec życia miał król Jan być po prostu kutwą i skąpcem. Mimo wyrażonych tu i ówdzie uwag krytycznych należy uznać Jana Sobieskiego za książkę niezwykle wartościową. O jej wartości zadecydo- wali zarówno jej bohater, jak i jej autor. Król Jan III wydaje się bo- wiem postacią wręcz wymarzoną do portretowania i omawiania w pracy naukowej i powieści zbeletryzowanej. Biografia Wójcika ma wiele wa- lorów solidnej monografii naukowej, tyle że dostosowanej do potrzeb szerszego odbioru. Książka odznacza się głębokim znawstwem Sobieskie- go i jego epoki, wyważonymi sądami i rezygnacją z pogoni za wszelką sensacją. Zawiera solidną dawkę rzetelnej wiedzy historycznej i czy- telnik, który uważnie przeczyta jej 600 stron, pozna nieźle Polskę XVII- -wieczną. Zachęcony zaś bibliografią ma okazję swą wiedzę pogłębić. Trzeba jednak dodać, że czytanie biografii Wójcika może rozcza- rować tych, którzy nadmiernie zżyli się ze stereotypowymi wizerunkami zwycięzcy spod Wiednia. Za mało w niej znajdują poszumów skrzydeł husarskich, za mało miłostek alkowianych, za mało biesiad barokowych, a za dużo zmagań króla Jana z trudną materią Rzeczypospolitej, za ma- ło poezji zwycięstw, a za dużo prozy porażek królewskich. Z kart książ- ki Wójcika wyłania się rzadko wspaniały i zadowolony z siebie wąsaty ,.homo sarmaticus”, a częściej człowiek ciężko zmagający się z losem, * 23 27 Z. Wójcik, Jan Sobieski, s. 310. 23 Jak wyżej, s. 309.
postać w dużej mierze tragiczna, a chyba przez to bardziej ludzka. Nie bardzo koresponduje ona z sienkiewiczowską wizją Sobieskiego. Bo też znakomity pisarz i oczytany historyk-wizjoner doskonale wybrał dla swojego Pana Wołodyjowskiego tylko kilka lat z 67-letniego żywota Jana Sobieskiego. Był to okres chocimski, hetmański, najpiękniejszy chyba okres wspaniałej rehabilitacji i jeszcze większych nadziei. Książ- ka Wójcika, jako rzetelna praca historyczna, nie może kultywować bez- krytycznie legendy o wielkim i szczęśliwym królu Janie, pisana jednak z pozycji sympatii do bohatera (wprawdzie nie ślepej) zostawia w postaci tyle tylko królewskiego blasku i znamion wielkości, na ile pozwalają na to materiały źródłowe. Legenda Sobieskiego przeszła długą drogę i znamienną ewolucję, któ- rą tylko fragmentarycznie zdołał zawrzeć w swej książce Wójcik. Po klęsce pod Mątwami śpiewano o niefortunnym, zdawało się, hetmanie i żonkosiu: Dziwna się u nas w Polsce teraz rzecz zjawiła, Dwoją się na jednym puścizna zwaliła, Urząd i cześć po jednym, a po drugim żona...29 Przypomnijmy, że urząd i część ,,zwaliła” się na Sobieskiego po Lubo- mirskim, żona zaś po Zamoyskim, czcicielu Wenery i Bachusa. Zwycięstwa chocimskie i wiedeńskie poruszyły pióra całej Europy, ale już w stylu pochwalnym. Tylko część tego pokłosia znalazła się w książce Slizińskiego30. Jak silnie osadzony był Sobieski w świado- mości Polaków XVIII-wiecznych, zaświadcza choćby dysputa między podpitą szlachtą w Pijaństwie Krasickiego. Niedługo przed Sejmem Wielkim Kniaźnin z wąsów Sobieskiego zrobił symbol odradzającej się krzepy sarmackiej. W czasie tegoż Sejmu Czartoryska, niedawno jeszcze wielka elegantka rokokowa, współmarszałka sejmowego Nestora Sapiehę namówi do zrzucenia sukni cudzoziemskich i przyjęcia kontuszowej mody a la Sobieski. Książę Józef, długo obcy narodowi pod dachem Pałacu pod Blachą, za czasów Księstwa Warszawskiego znacznie swymi wąsikami i baczkami, odwagą i zapałem do miłostek zbliżać się do mo- delu, który niegdyś kojarzono z Janem III. Husarię spod Wiednia za- stąpią w wąwozie Somosierry szwoleżerowie Kozietulskiego. Piłsudski także podkręcał wąsa i jeździł na kasztance. Rodzące się polskie zme- chanizowane siły pancerne przyjmą skrzydła husarskich pancernych za swój znak. Wojskowy zespół pieśni i tańca w 300 lat po wiktorii wie- deńskiej będzie śpiewać w Kołobrzegu A za tego króla Jana. Legenda i po biografii Wójcika płynąć będzie w świadomości naro- dowej swoim nurtem. Ilekroć narodowi potrzeba będzie mocy do prze- trwania i do przebicia muru, zdawałoby się, niemożności, tylekroć przy- woływać będzie z krainy historii legendarnej wąsatego króla i jego hu- sarię ku pomocy. Psiocząc zaś na Marysieńkę, przecież z przyjemnością oglądać będzie jej słodkie oczy patrzące z plafonów i ścian malowanych pałacu wilanowskiego. 29 Jak wyżej, s. 117. 30 J. Sliziński, Jan III Sobieski w literaturze narodów Europy, Warszawa 1979.
Janusz Kurtyka ZWIĄZKI PRZEMYŚLA I ZIEMI PRZEMYSKIEJ Z KRAKOWEM W ŚREDNIOWIECZU Miasto średniowieczne, jako jednostka samorządna, mająca własne prawo, wewnętrznie głęboko zorganizowana, a jednak na zewnątrz wy- stępująca solidarnie, było — by tak rzec — „korporacją korporacji”, prowadzącą własną „małą” politykę i dbającą o swe partykularne interesy gospodarcze. Kraków i Przemyśl zbliżało wiele czynników: sprzyjająca komuni- kacji lokalizacja geograficzna na szlaku ożywionego handlu Wschód— Zachód, który zachował swe znaczenie przez cały okres średniowiecza, rola gospodarcza obu ośrodków, ekspansja kultury polskiej i częściowo łacińskiej na tereny Rusi Czerwonej (zwłaszcza od XIV w.)ł. Oba mia- sta powstały u podnóża Karpat, w charakterystycznych „bramach geo- graficznych” ukształtowanych przez przyrodę1 2, na obszarach dobrych i bardzo dobrych gleb, w pobliżu ważnych z gospodarczego punktu wi- dzenia złóż soli3. Decydujące jednak znaczenie dla charakteru wzajemnych powiązań miał fakt położenia obu miast na sięgającym co najmniej X w. szlaku komunikacyjno-handlowym ruskim, na którym Kraków od początku 1 O sukcesach kultury zachodniej na Rusi pisał już Lelewel, zob. J. Lelewel, Dzieła, t. X, Warszawa 1969, ss. 160, 161, 175, 194, 197 i in. 2 W. Semkowicz, Geograficzne podstawy Polski Chrobrego, „Kwartalnik His- toryczny”, 39, 1925. 3 Znaczną część przemyskiego obszaru osiedleńczego zajmują rędziny (w do- linie Sanu) i czarnoziemy. Gorszymi glebami, lessowymi, pokryte są pagóry; A. Kunysz, F. Persowski, Przemyśl w starożytności i średniowieczu, Rzeszów 1966, s. 9 (dalej cyt.: Kunysz, Persowski, Przemyśl...). Podobnie w okolicach Krakowa na podłożu wapiennym wytworzyły się rędziny, występują również lessy, a nawet czarnoziemy (w kierunku północno-wschodnim od miasta). Okolice Krakowa są jednak podatne na korozję gleby. Zob., Geografia ekonomiczna Polski, pod red. S. Berezowskiego, Warszawa 1978, s. 88 ryc. 12, s. 100 ryc. 13. O wykorzystaniu solanek piszą B. Zientara, A. Mączak, I. Ihnatowicz, Z. Landau, Dzieje gospodarcze Polski do 1939 r., Warszawa 1973, s. 124; Kunysz, Persowski, Przemyśl..., s. 12; J. Wyrozumski, Państwowa gospodarka solna do schyłku XIV w., Kraków 1968, s. 51.
odgrywał rolę wybitną, Przemyśl zaś występował w charakterze ośrod- ka etapowego na drodze do ostatniego, przed Kijowem, wielkiego empo- rium — Włodzimierza lub (od XIII w.) Lwowa. Szlaki handlowe były jednocześnie drogami wymiany kulturalnej, w sposób szczególny roz- kwitłej od końca XIV w. Powiązania z Krakowem potęgował fakt, iż Ruś Czerwona, w wyniku wojen 1340—1366 r., była przede wszystkim zdobyczą Małopolan i im też, dzięki roli, jaką odgrywali w ówczesnej monarchii, przypadła misja administratorów i beneficjatów ,,Regni Rus- siae”. Wielkopolanie zaczynają przejawiać zainteresowanie tymi tere- nami i pojawiać się na listach urzędników dopiero od początków XV w. Należy również zwrócić uwagę na rolę pomostu kulturowego, jaką pełniła ziemia przemyska od momentu włączenia jej w skład „Coronae Regni Poloniae”. Sąsiedztwo od zachodu najbardziej prężnej kulturalnie w Królestwie diecezji krakowskiej, od wschodu zaś ważnej ze względu na gospodarcze znaczenie Lwowa archidiecezji halickiej (od 1412 r. lwowskiej) intensyfikowało wszelkie przejawy działalności ludzkiej nad Sanem. Ponadto Kraków jako ośrodek i centrum administracyjne pań- stwa, siedziba dworu królewskiego, sądu wyższego prawa niemieckiego (istniał od 1356 r., ale dopiero w 1368 r. uzyskał kompetencje ponad- dzielnicowe) i sądu sześciu miast, centrum kultury i sztuki, wreszcie siedziba uniwersytetu —- musiał być magnesem dla wielu członków ówczesnego piętnasto wiecznego społeczeństwa. Ściągali oni do stolicy, by załatwić tu swoje interesy, znaleźć szansę awansu czy starać się o poparcie. W okresie średniowiecza funkcjonowały w zasadzie dwa szlaki, któ- rymi można się było dostać z Krakowa na Ruś. Pierwszy biegł przez Wiślicę — Połaniec — Sandomierz, gdzie rozgałęział się i prowadził przez Lubaczów — Gródek bądź też przez Jarosław, Przemyśl i Gró- dek 4. Drugi trakt prowadził z Krakowa do Bochni, Tarnowa, Rzeszowa i z tego nadgranicznego miasta pomiędzy Puszczami Sandomierską i Kar- packą przez Przeworsk do Przemyśla. Był to szlak, którego „w zasa- dzie nie można było używać” 5. Nie miał on dużego znaczenia do końca XIV w. ze względu na rolę Sandomierza i funkcjonował głównie jako szlak pochodów wojennych, z uwagi na możliwość szybkiego przemiesz- czania drużyn wojskowych w korzystnych warunkach terenowych 6. Po- łączenie to nabiera handlowego znaczenia dopiero na przełomie XIV i XV w. po przyłączeniu Rusi Czerwonej przez Kazimierza Wielkiego. Od tego też czasu można mówić o możliwości stałych i niezakłóconych powiązań Krakowa z Przemyślem i ziemią przemyską. 4 S. Kutrzeba, Handel Polski ze wschodem w wiekach średnich, Kraków 1903, ss. 39—40; ostatnio pisał na ten temat J. Wyrozumski, Handel Krakowa ze wscho- dem w średniowieczu, Rocznik Krakowski, t. 50, 1980, ss. 57—64. 5 Kutrzeba, Handel..., ss. 39—40. 8 B. Wyrozumska, Drogi w ziemi krakowskiej do końca XVI wieku, Kraków 1977, ss. 54—55. Zapewne tym szlakiem Leszek Czarny przeprowadził w 1280 r. odwetowy najazd na księstwo kniazia Lwa po bitwie pod Goźlicami, kiedy to „spoliavit eius terram miserabiliter et castra subvertit”; Rocznik Traski, Monu- menta Poloniae Historica (dalej cyt.: MPH), t. II, s. 847. Ruski latopis zaznacza bowiem pod rokiem 1281, że spalono wtedy Przeworsk, Ipatjeuskaja letopis, Pol- noje sobranije russkich letopisej, t. 2. S. Petersburg 1843, s. 209).
OKRES WCZESNOŚREDNIOWIECZNY Gród przemyski we wczesnym średniowieczu jawi się w świetle nie- licznych źródeł jako ważny nadgraniczny ośrodek wojskowy i handlo- wy, przedmiot rywalizacji państwa wczesnopiastowskiego i rządzonej przez Rurykowiczów Rusi. Punktem wyjścia do rozważań nad jego państwową przynależnością musi być zapiska zwodu Nikona, ostatecznie zredagowana przed rokiem 1088, a przekazana ze pośrednictwem Powieści dorocznej. Informuje ona, że „roku 6489 szedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich: Prze- myśl, Czerwień i inne grody, które są i po dziś dzień pod Rusią” 7. Da- ty ostatecznego formowania się zapiski wpłynąć mogły na wiarygodność informacji o zaborze Przemyśla w 981 r. Około r. 1088 Rusini mogli rze- czywiście posiadać Przemyśl. Niemniej jednak fakt panowania nad tym grodem Lachów jest bardzo prawdopodobny w 981 r. Konsekwentnie wnioskując na podstawie informacji zwodu Nikona, sądzić można, że Lachowie posiadali Przemyśl już przed rokiem 981. Niejednoznaczna stylizacja zapiski dopuszcza również wniosek, że lackie panowanie utrzy- mało się także po tym roku, może aż do 1031 r. Wieloznaczna jest natomiast treść nazwy Lachowie, jaką ruski autor określa napadniętych w 981 r. Może ona określać bądź to poddanych Mieszka I w ogólności, bądź też Lędzian zamieszkujących prawdopodob- nie Sandomierskie. Ci ostatni zaś w 981 r. byli związani państwowo ra- czej z Czechami niż z Polanami. Przypuszczenie takie sugerują nie tylko przesłanki typu historycznego (dokument praski z 1086 r.), ale także archeologiczne, przejawiające się w analogiach typów trumien oraz językowe, bowiem miano „Przemyśl” jako nazwa dzierżawcza kieruje poszukiwanie ewentualnego założyciela przede wszystkim na Pragę8. Związek Lędziców z ośrodkiem praskim był jednak chyba dość luźny, bo dopuszczający istnienie księstwa plemiennego, czy inaczej „państwa krakowskiego”, obejmującego Małonolskę z jej wschodami pertynen- cjami, a więc także z Przemyślem. Państwo to, wedle sugestywnej hi- potezy H. Łowmiańskiego, pod koniec X w. znajdowało się pod rządami Bolesława Chrobrego, jako dziedzica ostatniego przedstawiciela dynastii „krakowskiej”, „szlachetnego pana” Dobromira. Około 999 r. księstwo Lędziców miało zostać przyłączone przez Chrobrego do państwa Polan. Syn Mieszka I zdecydować się miał na ten krok dopiero po śmierci swe- go wuja, władcy Czech, Bolesława Pobożnego, z którym łączyły go dob- re stosunki polityczne i rodzinne 9. Gród przemyski pełnił w tym czasie obok obronnych także funkcje rezydencji książęcej i jako taki mógł stanowić jeden z głównych obok 7 Cyt. za H. Łowmiańskim, Początki Polski, t. .5, Warszawa 1973, s. 564 (dalej cyt.: Łowmiański Początki...); por. też rekonstrukcję Z Sułowskiego Diecezja prze- myska w średniowieczu, Nasza Przeszłość, t. XLVI, Kraków 1976, ss. 11—28; MPHI, s. 624. 8 O dokumencie praskim z 1086 r. ostatnio pisali K. Buczek, O dokumencie biskupstwa praskiego z 1086 roku, „Roczniki Historyczne”, 15, 1939, ss. 1—48, oraz Łowmiański, Początki..., t. 4, ss. 478—493. O podobieństwie typów trumien prze- myskich i wielkomorawskich pisze A. Kunysz, Pochówki szkieletowe w trumnach drewnianych na zamku w Przemyślu, „Z otchłani wieków”, 31, 1965, ss. 236 i n.; por. też Słownik starożytności słowiańskich 4, 1970—1972, s. 386—9 [dalej cyt: SSS].. * Łowmiański, Początki..., t. 5, ss. 567—571. n*
Krakowa (i być może Wiślicy) ośrodków władztwa Dobromira. Śladem tych funkcji już z przełomu X .j XI w. jest rotunda z palatium, odkryta na terenie wczesnośredniowiecznego grodu. W warstwie fundamentowej budowla ta ma wymiary 34 X 15 metrów. Analogie stylistyczne wiążą ten zabytek przede wszystkim z Krakowem, a to z uwagi na występu- jącą przy przemyskiej rotundzie apsydę, nawiązującą do krakowskiej rotundy Najświętszej Marii Panny na Wawelu, tym bardziej że odkryty przy wawelskiej budowli wątek muru również może sugerować pala- tium 10 11. Identyczne najprawdopodobniej były także wezwania obu kaplic, ku czci NMP. Przemyska rotunda została zapewne rozebrana w czasie budowy tzw. ,,cerkwi Wołodara” datowanej na XII w. Cerkiew ta miała wezwanie św. Jana i NMPn. Patronat NMP jest być może śladem wezwania rotundy, które po jej zburzeniu mogło zostać przeniesione na nowo wzniesioną cerkiew. Państwo polskie utraciło Przemyśl po 1031 r., w okresie kryzysu monarchii, zamieszek wewnętrznych i interwencji sąsiadów. Dopiero Bolesław Śmiały, korzystając ze sprzyjającej sytuacji politycznej, rewin- dykuje — jeśli wierzyć Długoszowi — Grody Czerwieńskie i Przemyśl w czasie powrotu z pierwszej wyprawy na Ruś w 1069 r.12 Od razu też nabiera Przemyśl charakteru rezydencji. Tu właśnie Bolesław spędza czas przed i po interwencji na Węgrzech 13. Prawie natychmiast można też dostrzec ślady wpływów kulturalnych z krakowskiej stolicy Bole- sława, od 1076 r. króla polskiego. Funkcjonujący w przemyskim ośrod- ku grodowym kult św. św. Urszuli i Gereona (patronów nadreńskiej Kolonii) wyraźnie wskazuje na kierunek wpływów kulturalnych, możli- wy najwcześniej od czasów Kazimierza Odnowiciela. Przeszczepiony do Polski dzięki rodzinnym powiązaniom Odnowiciela kult patronów Kolonii koncentrował się głównie w Krakowie i Tyńcu. Używana w czasach Odnowiciela i Śmiałego budowla sakralna na Wawelu, będąca pozosta- łością tzw. I katedry romańskiej (Bolesława Chrobrego) z około 1020 r.} miała wezwanie właśnie św. Gereona 14. Nie są to jedyne ślady, bowiem zachowała się tradycja o istnieniu w Przemyślu kapliczki św. Leonarda, stojącej na położonym w pobliżu zamku, Kopcu Przemysława (Tatarskim). Analogiczne było wezwanie 10 K. Żurowska, Rotunda wawelska. Studium nad centralną architekturą epo- ki wczesnopiastowskiej, [w:] Studia do dziejów Wawelu, t. III, Kraków 1968, ss. 1—121; także: Studia nad architekturą wczesnopiastowską, „Prace z historii sztuki UJ”, z. 17, 1983, ss. 12—18; K. Radwański, Kraków przedlokacyjny, Kraków 1975, ss. 48—49; Historia kultury materialnej Polski, t. 1, pod red. M. Dembiń- skiej i Z. Podwińskiej, Wrocław 1978, s. 227, il. 156. W tym kontekście kusząca wydaje się możliwość rekonstrukcji drogi, jaką dostała się do Polski koncepcja palatium. Etapami tej drogi mogły być Praga—Kraków—Przemyśl jako (trzy ośrodki pozostające do końca X w. w związku politycznym), dalej Lednica (jeśli założyć, że Chrobry rozbudował palacjum na Ostrowie Lednickim do rozmiarów odpowiadających rodowej siedzibie dynastii według wzorów małopolskich), Giecz, Płock. 11 Kunysz, Persowski, Przemyśl..., ss. 42, 43, przyp. 45. 12 Joannis Dlugossii, Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae, t. 1—5, Warszawa 1964 i nast. (dalej cyt.: DHri), ks. 3, s. 104; por. SSS 4, s. 386—8. 13 DHn, ks. 3, ss. 104—408, zob. też s. 110. 14 Kunysz, Persowski, Przemyśl..., s. 75; Radwański, Kraków przedlokacyjny, s. 51.
krypty w II katedrze wawelskiej. Budowę tej krypty musiano rozpo- cząć już w XI w., skoro w 1118 r. pochowano w niej biskupa krakow- skiego Maura 15. Związki z metropolią zostały przerwane pod koniec lat siedemdzie- siątych XI w., chyba w związku z katastrofą Śmiałego. Już w 1078 r. panem Przemyśla był kniaź Ruryk, potem Wołodar i jego następcy16. Ruskie panowanie trwało w Przemyślu do połowy XIV w., z krótką przerwą w 1214 r., kiedy to miasto opanował Leszek Biały. Był to jed- nak tylko epizod bez widocznych politycznych następstw rywalizacji księcia krakowskiego z królem węgierskim Andrzejem II o Lwów i Ha- licz 17. Od momentu włączenia go do Królestwa Polskiego przez Kazi- mierza Wielkiego Przemyśl staje się jednym z ważnych ośrodków ad- ministracyjnych państwa i siedzibą, od 1375 r., diecezji łacińskiej. ZWIĄZKI Z KRAKOWEM DO KOŃCA XV W. Diecezja przemyska, jedna z najmniejszych w Polsce, dość słabo upo- sażona, nie była predysponowana do odegrania wybitniejszej roli. Rolę jej i znaczenie podnosiły jedynie ścisłe związki z dworem królewskim. Zarówno w kapitule, jak i na stolcu biskupim często znaleźć można przybyszów z Małopolski, a nawet odnosi się wrażenie, że w niektórych okresach odgrywali oni tu rolę decydującą. Początkowo, w czasie panowania Ludwika Wielkiego (1370—1382) dominowały wpływy węgiersko-niemieckie. Efektem działalności naj- większego z Andegawenów na Rusi było stworzenie w 1375 r. metro- polii halickiej z trzema biskupstwami, między innymi w Przemyślu, gdzie ordynariuszem został niemiecki franciszkanin Eryk von Winsen (sprawo- wał tę funkcję do śmierci, w latach 1375—1392). Już jednak po rewi- dykacji Rusi na rzecz Polski przez królową Jadwigę w 1387 r. powra- cają wpływy polskie. Ich wyrazem stała się nominacja na ordynariusza przemyskiego, po śmierci biskupa Eryka, Macieja z Krakowa, blisko związanego z osobą królowej, bo pełniącego funkcję sekretarza na jej dworze w Krakowie 18. Jego rządy charakteryzują się ścisłymi związka- 15 Kunysz, Persowski, Przemyśl..., s. 75. Kapliczkę św. Leonarda można zo- baczyć jeszcze na sztycnu F. Hogenberga w dziele Brauna, Cwitates orbis ter- rarum, z początku XVII w. (reprodukcja w cyt. pracy Kunysza i Persowskiego, Przemyśl, s. 104 ryc. 64). O krypcie św. Leonarda na Wawelu zob. Sztuka polska przedromańska i romańska do schyłku XIII w., pod red. M. Walickiego, Warszawa 1971, cz. 2, ss. 710—711. 18 DHn ks. 3, ss. 132, 182—83, 206, 235, 237—238, 301, 303, 304, 308; por. SSS 4, s. 386—8. 17 B. Włodarski, Polityka ruska Leszka Białego, Lwów 1925, ss. 47—80. 18 I. Sułkowska-Kurasiowa, Dokumenty królewskie i ich funkcja w państwie polskim za Andegawenów i pierwszych Jagiellonów 1370—1444, Warszawa 1977, ss. 232—233, Nr 75. W sprawie początków diecezji przemyskiej i sporów dworu królewskiego z biskupami lubuskimi, które z prawnego punktu widzenia skończyły się dopiero wtedy, gdy papież Grzegorz XI erygując archidiecezję halicką (bullą „Debitum pastoralis officii” z 13 II 1375 r.) uchylił równocześnie ewentualne pra- wa biskupa lubuskiego, zob. J. Kwolek, Początki biskupstwa przemyskiego, „Nasza Przeszłość”, t. XLIII, Kraków 1975; Z. Sułowski, Diecezja przemyska w średnio- wieczu, oraz W. Muller, Organizacja terytorialna dliecezji przemyskiej w okresie przedrozbiorowym (1375—1772), obie ostatnie prace w: Nasza Przeszłość, t. XLVI,
mi, także gospodarczymi, z Krakowem i dworem królewskim. Biskup Maciej prowadził interesy między innymi z Zyndramem z Maszkowic, miecznikiem krakowskim* 19, Klemensem z Moskorzowa, podkanclerzym (do 1402 r.) i starostą krakowskim (od 1405 r.)20, mieszczaninem kazi- mierskim Maciejem 21 czy wreszcie z wojewodami krakowskimi Jaśkiem z Tarnowa 22 i Piotrem Kmitą 23 24. Dnia 8 V 1417 r. biskup Maciej z Kra- kowa odstąpił królowi Władysławowi Jagielle prawo patronatu kano- nii i prebend katedry przemyskiej, co 5 IX 1423 r. potwierdził jego na- stępca Janusz, zw. Śledź i kapituła przemyska królewskiemu pełnomoc- nikowi, notariuszowi Mikołajowi2i. Charakter stosunków wewnętrznych sprawił, iż król prezentował na kanonie, a od 1435 r. także na biskupstwo, przede wszystkim Mało- polan, głównie ludzi związanych z dworem i uniwersytetem. Kapituła przemyska cieszyła się opieką i poparciem władcy. Od 5 VIII 1391 r. miała prawo prezenty kościołów parafialnych w Krośnie i Przemyślu25. Król regulował sprawy liczebności jej członków26, zrzekł się na rzecz wikariusza przemyskiego prawa patronatu niektórych ołtarzy w ka- tedrze 27 oraz popierał i uposażał w latach 1441—1443 archidiakonię przemyską28 29. Ożywione były również związki z kościołem krakowskim. W 1398 r. biskup krakowski Piotr Wysz wyznaczył i ustanowił granice pomiędzy archidiecezją halicką i diecezją przemyską, kończąc w ten sposób gorszące spory 2<*. Znaczenie biskupa przemyskiego podnosił fakt pełnienia przezeń pań- stwowych funkcji na dworze w Krakowie. Począwszy od Macieja z Kra- kowa, który był sekretarzem królowej Jadwigi, prawie każdy z jego następców był w jakiś sposób związany z „curia regis”. Janusz Śledź herbu Doliwa (biskup przemyski w latach 1420— 1435) był naczelnikiem Capelli na dworze Jagiełły, Mikołaj z Błażejowie herbu Odrowąż (bi- skup w 1452—1474 r.) pełnił funkcje sekretarza królewskiego u boku Kraków '1976; wielką wartość zachowuje wciąż praca W. Abrahama, Powstanie organizacji kościoła łacińskiego na Rusi, Lwów 1904; przydatne jest także opra- cowanie W. Sarny, Dzieje diecezji przemyskiej obrządku łacińskiego, cz. 1: Episko- pat przemyski obrządku łacińskiego, Kraków 1902, cz. 2: Biskupi przemyscy ob- rządku łacińskiego, Kraków 1910. Nowo powstała diecezja przemyska miała fun- kcjonować obok istniejącego od czasów ruskich biskupstwa prawosławnego; o jego początkach i działalności w średniowieczu zob. M. Bendza, Prawosławna diecezja przemyska w latach 1596—1681, Warszawa 1982, rozdz. 1, ss. 21—70 (stronniczość sądów utrudnia chwilami temu autorowi wyważenie odpowiednich proporcji w ocenie opisywanych wydarzeń). 19 F. Pawłowski, Premislia sacra sire series et gęsta episcoporum ritus latini Premislensium, Cracoviae 1870 (dalej cyt.: Pawłowski, Premislia), s. 71. 20 Zbiór dokumentów małopolskich, wyd. I Sułkowska-Kurasiowa i S. Kuraś, cz. 1—8, Kraków—Wrocław 1962—1975 (dalej cyt.: ZDM), cz. 4, nr 1162 21 Pawłowski, Premislia, s. 69. 22 ZDM 4 nr 1113. 23 PawłowsKi, Premislia, s. 71. 24 ZDM 7, nr 1951, 1952, 2173; oraz 6, 1864. 25 ZDM 6, nr 1578. 28 Pawłowski, Premislia, s. 87. 27 Były to ołtarze Św. Sw. Grzegorza, Marcina, Augustyna, Ambrożego; ZDM 7, nr 2119. 28 ZDM 8, nr 2329. 29 Pawłowski, Premislia, ss. 68, 69.
Kazimierza Jagiellończyka, a Mikołaj Primus z Krajowa herbu Łabędź (biskup w 1492—1498) był kanclerzem króla Jana Olbrachta 30. Od prze- łomu XV i XVI wieku biskupstwo przemyskie staje się właściwie pla- cówką państwową, uposażeniem kanclerza lub podkanclerzego31. W związku z królewskimi uprawnieniami w diecezji przemyskiej częste były kontrowersje wokół sprawy obsadzania stolicy biskupiej, zwłaszcza w latach 1435 i 1452. W 1435 r. po śmierci biskupa Janusza Śledzia kapituła przemyska obrała Franciszka z Orzka herbu Swier- czek, dziekana lwowskiego i kanonika przemyskiego. Król jednak, wyko- rzystując prawo patronatu, mianował na stolec biskupi kanonika kra- kowskiego i proboszcza kościoła św. Floriana na Kleparzu, Piotra Chrzą- stowskiego, „którego wybór poparło kilku panów, jego braci i krew- nych”. Spośród owych krewnych z ziemią przemyską związany był na pewno Mikołaj z Chrząstowa (w powiecie pilzneńskim) herbu Strzego- mia, który w 1444 r. walczył u boku króla Władysława pod Warną. W 1434 r. sprzedał on biskupowi przemyskiemu Januszowi wójtostwo w Jaśliskach i sołectwo w Królikowie. Powracając jednak do sporu o su- kcesję po Januszu Śledziu — przeważyło w nim zdecydowanie stanowi- sko dworu. Kandydatowi kapituły ofiarowano w zamian probostwo św. Floriana pod murami krakowskimi, które opuszczał Chrząstowski prze- chodząc do Przemyśla 32. Podobnie w 1452 r. Kazimierz Jagiellończyk szantażując kapitułę wzięciem w areszt jej dóbr narzucił diecezji nad Sanem Mikołaja (Mi- klasza) z Błażejowie, „który był sekretarzem królewskim i wielkich u króla zażywał względów”. Nominat królewski, choć niechętnie przy- jęty przez szlachtę, która próbowała zawłaszczać niektóre majątki bis- kupie, okazał się przecież administratorem i budowniczym, zaś po jego duszpasterskiej aktywności pozostała legenda o „pierścieniu położnic” 33. W 1461 r. Andrzej Mzurowski, właściciel i wójt wsi Manczykowice, były sekretarz Władysława Warneńczyka, wtedy pisarz ziemski prze- myski, ufundował w Przemyślu szpital i kościół św. Ducha. Swój udział w tej fundacji zaznaczył też biskup Mikołaj z Błażejowie 34. Być może 80 Zob. przyp. 18; I. Sułkowska-Kurasiowa, Dokumenty królewskie i ich funkcja, ss. 228—229, Nr 67; J. Krzyżaniakowa, Kancelaria królewska Władysława Jagiełły. Studium z dziejów kultury politycznej w XV wieku. Część II. Urzędnicy, Poznań 1979, ss. 43—45; ks. J. Kwolek, Błażejowski Mikołaj, Polski słownik biograficzny (dalej cyt.; PSB), 2, ss. 131—132; M. Friedberg, Ród Łabędziów w wiekach średnich, Kraków 1925, ss. 45—46; zob. też W. Muller, Organizacja terytorialna diecezji prze- myskiej, s. 49, gdzie zestawienie karier biskupów przemyskich. 31 Muller, o. c.; Sułowski, Diecezja przemyska w średniowieczu, s. 27, oraz bio- gramy biskupów przemyskich cytowane powyżej i poniżej w przypisach. 32 Jana Długosza kanonika krakowskiego, Dziejów Polski ksiąg XII, t. IV (Dzieła, t. V), Kraków 1869 (to wydanie dalej cyt.: Długosz HP), ks. XII, ss. 517— 518; Pawłowski, Premislia, s. 90; o Franciszku z Orzka zob. „Miesięcznik Heral- dyczny”, 1931, s. 217—'18. 33 Długosz HP, t. V (Dzieła, t. VI), księga XII, ss. 96, 585. Małopolanie tak dalece uważali Ruś za domenę swoich wpływów, że w 1452 r. Jan z Oleśnicy, wojewoda sandomierski, i Wojciech z Michowa, kasztelan zawichojski, żądali od Jagiełły, „aby naznaczenie Miklasza na biskupstwo przemyskie odwołał, gdy znie- wagą było wielką dla Polski, aby Ślązaków nad swoich i nierównie godniejszych mężów przedkładać” (Długosz HP, t. V, ks. XII, s. 99, zob. też s. 104). 34 L. Hauser, Monografia miasta Przemyśla, Przemyśl 1883, ss. 211—-312; zob. też Katalog dokumentów pergaminowych Biblioteki Czartoryskich w Krakowie. Cz. 1.
wzorem dla fundatorów były instytucje szpitalne Krakowa: szpital scholarów św. Rocha, szpital duchaków przy ul. Szpitalnej, czy też koś- ciółek i szpital św. Leonarda na Skałce przed bramą Wielicką, powsta- ły w 1449 r.35 Wzory krakowskie mogły być najbardziej znane tym ludziom ustosunkowanym w królewskiej siedzibie z racji wcześniejsze- go pełnienia dworskich funkcji w latach czterdziestych (Mzurowski) i pięćdziesiątych (Mikołaj z Błażejowie). Ożywiony od XIV w. napływ rycerstwa z Małopolski na ziemie rus- kie objął oczywiście także ziemię przemyską. Swoich dworzan obdaro- wywał posiadłościami w ziemi przemyskiej już Jagiełło36 * 38. Służba na dworze królewskim stwarzała często okazję do pozyskania nadania na kresach. Zjawisko to nasiliło się w latach czterdziestych XV w., kiedy to w związku z kosztami wyprawy tureckiej król zastawiał liczne wsi pożyczającym mu różne kwoty pieniężne. W ten sposób doszedł do zna- czenia w ziemi przemyskiej Mikołaj Stadnicki, najwyższy łożny królew- ski S7. W 1449 r. nabył on dodatkowo dom w mieście Przemyślu od archi- diakona Michała z Kleparza, którego mógł znać jeszcze z czasów kra- kowskich s8. Wzajemne kontakty można jednak prześledzić głównie na przykładzie działalności obu gmin miejskich oraz kształtowania się stosunków handlo- wych łączących oba miasta. Kraków, obok Lwowa, pozostawał dla Przemy- śla zawsze wzorcem organizacyjnym i wyrocznią prawa. I chociaż po or- tyle mieszczanie przemyscy nierównie częściej zwracali się do Lwowa, to jednak trafiały się wypadki odwołań do stolicy 39, czy też udziału krako- wian w sądach polubownych na terenie Przemyśla. Na przykład 4 VII 1430 r. zespołowi arbitrów godzących Jana Stewdnera z córkami prze- wodniczył Jan Stelczer „iuratus de Cracovia”40, krewny, może brat, kupca Tomasza niezwykle aktywnego na tym terenie. W Przemyślu stroną dominującą byli krakowianie, którzy swych przemyskich kontrahentów czynili często swymi przedstawicielami i fak- torami 41. Do najbardziej czynnych tu kupców krakowskich zaliczyć na- leży Jakusza Kakelera (aktywnego w latach 1404—1412) 42, Tomasza Stelczera (w latach 1419—1434), który swym przemyskim plenipotentem uczynił rymarza Mikołaja43, Stanisława Toruńskiego (w latach 1420- Dokumenty z lat 1148—1506, opr. W. Szelińska i J. Tomaszewicz, Kraków 1975, nr 661, s. 267. 35 M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Kształt średniowiecznego Krakowa, Kra- ków 1975, s. 2’3'5. 36 Np. ZDM 3, nr 613, 616; 4, nr 1074; 7, nr 2135, 2138, 2147; 8, nr 2539, 2541. Nadania za czasów Kazimierza Wielkiego były mniej liczne, choć oczywiście mia- ły miejsce — zob. np. Kodeks dyplomatyczny Małopolski (dalej cyt.: KDM), t. 1, wyd. F. Piekosiński, Kraków 1876, nr 252. 27 ZDM 3, nr 581; 8, nr 2205, 2293, 2294, 2325. 38 J. Smółka, Z. Tymińska, Księga ławnicza miasta Przemyśla, t. I—II, Prze- myśl 1936 (dalej cyt.: KP), t. II, nr 516. 39 KP I, nr 588; gmina rządząca się prawem niemieckim istniała w Przemyślu już w czasach ruskich — ZDM 4, nr 901. 40 KP, I, nr 2163. 41 KP, I, nr 1002. 42 KP, I, nr 81, 83, 85, 176, 177, 243, 375, 376, 410, 415, 418. 43 KP, I, nr 1109, 1762, 2069, 2164, 2173, 2468.
-tych)44, Hanusza Lebego prowadzącego w latach 1426—1442 spory i interesy, przede wszystkim z Piotrem Kunelem i jego żoną45 czy wreszcie Stanisława Gerlacha na przełomie lat czterdziestych i pięćdzie- siątych XV w.46 Wydarzeniem, które szczególnie aktywizowało kupców, były jarmarki przemyskie odbywane corocznie w dniu śś. Piotra i Pawła. Oceniając napływ obywateli Krakowa do Przemyśla zauważamy od razu prawie całkowity brak śladów ich stałego zamieszkiwania nad Sa- nem. Jedyną poszlaką mogą być przetargi pomiędzy kilkoma mieszcza- nami przemyskimi o dom jakiegoś Mikołaja Krakowskiego (w 1420 r.), który zmarł nie zatroszczywszy się widać o uregulowanie stanu prawne- go swej siedziby. Mógł on, choć wcale nie musiał, przyjąć obywatelstwo miejskie przemyskie 47. Raczej przeciwko temu świadczy fakt, że w za- biegach o dom nie uczestniczy rodzina Mikołaja. Pierwszym przybyszem z Przemyśla, który otrzymał prawo miejskie krakowskie, był w 1419 r. bliżej skądinąd nieznany Mikołaj („Niclos”) Schaufil48. Ogółem do roku 1506 co najmniej 14 osób pochodzących z Przemyśla lub ziemi przemyskiej przyjęło krakowskie lub kazimier- skie „ius civile”. Był wśród nich jeden szlachcic Stanisław z Zablocia, według świadectwa „dobrych ludzi” „nobilis de Russia circa Premi- sliam”49, jeden nauczyciel („rector scole”), poza tym aptekarz, orga- nista, garncarz, wytwórca mieczów („gladiator”), łaziebny, krawiec, sio- dlarz, dwaj rymarze. Specjalizacji pozostałych niepodobna określić50. Ciekawe, że można wyodrębnić dwa okresy czasowe, kiedy przybyli oni do Krakowa. Do roku 1440 przybyło 6 osób, tyle samo od 1481 r. W cza- sie dzielącego te dwie daty półwiecza zaledwie jeden rzemieślnik (1459 r.) zmienił gminę miejską. O ile w okresie pierwszym dominują raczej przydomki i imiona o charakterze niemieckim (np. Zifrid, Niclos, Schaufil, Mathias Grosche) i neutralnym etnicznie (Franek, Piotr), to na przełomie wieków średnich widać już wyraźnie, że część nowo przy- byłych to Polacy (Stanisław, neutralne Bartosz, Jakub, Wawrzyniec, 44 KP, I, nr 1561, 1562, 1776, 1778, 1789, 1851, 2044. 45 KP, I, nr 1790, 1827, 1873, 2070, 2074, 2165, 2256, 2300, 2301, 2383, 3164. 46 KP II, nr 32, 33, 93, 138. 47 KP, I, nr 1297, 1300, 1305 48 Libri iuris civilis Cracouienses, ed. Z. Kaczmarczyk, Kraków 1913 (dalej cyt.: Libri Crac.), nr 3260. 49 Libri Crac., nr 8900. 50 Oto ich imienna lista zawody oraz daty przyjęcia do prawa miejskiego: Niclos Schauil, 1419, (Libri Crac., nr 3260); Stanisław, 1424, (j. w., nr 3621); Piotr, syn Wojciecha „de Lipnow”, 1430, (j. w., nr 4272); Franek Oduy, garncarz (luti- figulus), 1432, (j. w., nr 4421); Stenczel zw. Zifrid (Zifrid cognomine), rymarz (cor- rigiator, 1438, (j. w., nr 4898); Maciej Grosz, aptekarz (Mathias Grosche), 1440, j. w., nr 5049); Mikołaj (Niclos) Borngrebir, krawiec (sartor), 1459, (jw., nr 6503); Szymon, „rector scole”, 1483, (dostarczył list dobrego urodzenia i dokument rezygnacji z prawa miejskiego przemyskiego, nr 8092); Stanisław Ramolt z Zabłocia, „nobi- lis de Russia circa Premisliam” 1498, (j. w., nr 8900); Jan „de Pwklycze”, siodlarz (sellator), 1496, (j. w., nr 8935); Bartosz, łaziebny (balneator), 1498, (j. w., nr 8986); Wawrzyniec, miecznik (gladiator), 1'502, (j. w., nr 9230); Jakub „Przemislsky”, ry- marz, 1505, (j. w., nr 9371); oprócz tych osób prawo miejskie kazimierskie przyjął w 1491 r. Stefan „organista de Premislia” (Cracovia Artificum, t. I: 1300—1500 r., t. II: 1500—1550, ed. J. Ptaśnik, Kraków 1917—1936, t. I, nr 1068; dalej cyt.: Crac. Art.).
Stefan, Jan). Pośród osób, które zmieniły obywatelstwo miejskie, jest kilka, których koleje życia można zrekonstruować. W 1440 r. przyjął prawo miejskie krakowskie, za poręczeniem miesz- czan krakowskich: Jana i aptekarza Pawła, Maciej Grosz (Grcsche) „aprothecarius de Premislia”. O jego przemyskich losach trudno coś po- wiedzieć, jako że wśród wielu imienników nie występuje w tym czasie żaden aptekarz przed sądem ławniczym. Klientem tego sądu bywał w tym okresie Jan „Grosche”, może krewny Macieja, kramarz, który kupował wówczas dwa domy (w pobliżu łaźni i za murami) od szewca Wawrzyńca, zaś w 1436 r. ogród od Jakuba zwanego Rus. Także w Kra- kowie spotykamy wiele osób z przydomkiem ,,Grosche”, brak jednak śladów, aby Maciej utrzymywał z nimi jakieś kontakty. Utrzymywał natomiast stosunki ze swoim poręczycielem z 1440 r., aptekarzem Paw- łem. Obaj występowali w roli starszych bractwa św. Barbary przy parafii Mariackiej w Krakowie, zresztą obok wspomnianego już, zna- nego w Przemyślu, kupca Tomasza Stelczera 51. Maciej posiadał w Kra- kowie ogród nad brzegiem Starej Wisły (dzisiaj ul. Dietla), którego połowę sprzedał w latach 1449—1452 malarzowi Jakubowi z Sącza52. W 1453 r. był już ławnikiem miasta Krakowa53. Nie był to człowiek o wąskich horyzontach, skoro zdecydował się posłać syna na Akademię Krakowską. Naśladował w tym może znajomego aptekarza Pawła, któ- rego syn, Stanisław, zapisał się na uniwersytet w 1444 r.54 W każdym razie w 1456 r. „Petrus Mathiae apothecary Grosz dedit totum” i zo- stał przyjęty w poczet scholarów 55. Na początku XV w. dużą rolę w Przemyślu odgrywał przedsiębior- ca handlujący domami w mieście, ławnik miejski, Piotr Lipnicki. Jego syn Mikołaj wpisał się w 1418 r. w poczet scholarów Almae Matris Cra- coviensis w czasie rektoratu Pawła Włodkowica56. Ojciec utrzymywał z Krakowem ożywione stosunki, był nawet przez jakiś czas przemyskim pełnomocnikiem kupca Tomasza z Krakowa 57. W drugim dziesięcioleciu XV w. spoi kały Lipnickiego niepowodzenia osobiste. Po 15 IX 141.9, kiedy to ukończył wyprzedaż swoich przemyskich nieruchomości, nie można go już spotkać w aktach miejskich przemyskich. Jeśli udał się śladami syna, to z pewnością starał się poprzez swe krakowskie znajo- mości uzyskać prawo miejskie. I może mu się to udało, bowiem w 1430 r. 51 KP, I, II, wg indeksu; H. Zaremska, Bractwa w średniowiecznym Krakowie, Kraków 1977, s. 77; nie był to jedyny ślad przemyski wśród krakowskich kon- fraterni, bowiem w 1484 r., po reorganizacji bractwa Matki Bożej przy kościele NMP, wśród jego członków występował, obok rodziny królewskiej i kasztelana krakowskiego, także kasztelan przemyski Mikołaj Stadnicki (Zaremska, Bractwa, s. 68; K. Fedorowicz, Dostojnicy i urzędnicy świeccy województwa krakowskiego w latach 1374—1506, Archiwum Komisji Historycznej AU, t. VIII, Kraków 1898, s. 178). O Janie „Grosche” z Przemyśla: KP, I, nr 2541, 2542, 2570. 52 Crac. Art., nr 417, 453. 53 Wypisy źródłowe do dziejów Wawelu 1440—1500, opr. B. Przybyszewski, Źródła do dziejów Wawelu, t. III, Kraków 1960 (dalej cyt.: Wypisy), nr 12. 64 Album Studiosorum Uninersitatis Gracouiensis, t. 'I, ed. Z. Pauli et B. Ula- nowski, Cracoviae 1837, t. II, ed. A. Chmiel, Cracoviae 1892, (dalej cyt.: A. Stud.), t. I, s. 109. 55 A. Stud., I, s. 148. 59 „Nicolaus de Premii filius Lipniczki”, A. Stud., I, s. 43. 57 KP, I, nr 996, 1002, 1047, 1085, 1117, 1126, 1140.
jakiś „Petrus Alberti de Lipnow habet iuram” za poręczeniem miesz- czan krakowskich Marka i Labana58. Być może jego potomkiem był uczony doktor Erazm Lipnicki, który w pierwszej połowie XVI w. nale- żał do zrzeszającej sfery patrycjatu konfraterni NMP przy Kościele Mariackim. Jego śmierć zanotowano w księdze brackiej pod rokiem 1549 59_ Nagrobek doktora Erazma Lipnickiego znajduje się w Kościele Mariackim. Oparcie w krewniakach zamieszkałych w Krakowie mogli znaleźć być może także Franek Oduy (1432 r.) i Mikołaj Borngrebir (w 1459 r.) — jeśli przyjąć, że wśród wielu osób o podobnych przydomkach (Oduy, Burngrebir) istniały jakieś nici pokrewieństwa 60. KONTAKTY NA POLU OŚWIATY I NAUKI Powiązania Przemyśla z Krakowem w dziedzinie oświaty i nauki datować można już na początek XV w. Odnowienie Akademii Krakow- skiej w 1400 r. nie mogło pozostać bez wpływu na aktywność kultu- ralną mieszczan i rycerstwa znad Sanu. Pierwszym znanym później przybyszem z ziemi przemyskiej był Jan, syn Michała z Radochonic (koło Mościsk pod Przemyślem), który w 1405 r. zapisał się na Akademię Krakowską61. Był on uczniem Jana Isnera, pierwszego teologa odno- wionego uniwersytetu i fundatora w 1409 r. Bursy Pauperum dla stu- dentów z Litwy i Rusi. Jan z Radochonic zrobił szybką karierę, której szczytowymi etapami były profesura teologii i dwukrotny rektorat (w 1424 i 1431 r.). Jako teolog Jan nie wyróżnił się oryginalnymi osiąg- nięciami, pozostawał w cieniu Isnera, jak on wyznawca szkotyzmu, pe- łen czci dla Niepokalanego Poczęcia NMP. Odznaczał się za to przedsię- biorczością i zmysłem gospodarskim. Został prebendarzem kościoła św. Wojciecha na rynku krakowskim, altarystą ołtarza św. Krzysztofa (po- tem św. Bartłomieja) w katedrze na Wawelu, zarządcą dóbr kolegiaty św. Floriana, kanonikiem krakowskim. Zmarł w 1449 r., przekazując w testamencie uniwersytetowi pokaźną bibliotekę dzieł teologicznych62. Z tej samej rodziny Wapowskich z Radochonic herbu Nieczuja po- chodził także pierwszy polski kartograf, astronom, po części i historyk, Bernard Wapowski. Urodzony około 1450 r., w 1493 r. został studentem Akademii Krakowskiej. Jego pionierska pod wieloma względami dzia- łalność przypada już na okres rozkwitłego Renesansu. Wapowscy byli ustosunkowani i zadomowieni w Krakowie, utrzymywali też szerokie znajomości z ówczesną elitą polityczną i kulturalną Królestwa. Znajo- mym ich był wybitny polityk biskup warmiński Łukasz Watzenrode. Ber- narda Wapowskiego łączyła przyjaźń z Mikołajem Kopernikiem, zapo- 58 Libri. Crac., nr 4272, („Petrus Alberti de Lipnow habet iuram pro littera fideiusserunt Marcus bullinbinder et Labam ad Johannis’”). 59 J. Mitkowski, Księga umarłych bractwa kościoła NMP w Krakowie (w. XIV—XVIII), Studia historyczne, XI, 1968, s. 90. 80 Libri Crac., nr 4421, 6503. 81 A. Stud., s. 21; Z. Leszczyńska, Jan z Radochonic, PSB, 10, s. 472. 62 J. Fijałek, Mistrz Jakub z Paradyża i Uniwersytet Krakowski w dobie so- boru bazylejskiego, Kraków 1900, ss. 264—266; PSB 10, s. 472.
czątkowana w czasie jego krakowskich studiów w latach 1491—95, kon- tynuowana także w latach późniejszych 63. Najwybitniejszym wszelako przybyszem z ziemi przemyskiej, jeśli w swoim czasie nie najuczeńszym w Krakowie, był Marcin z Przemyśla (z Żurawicy) zwany „Rex in medicinum”. Urodził się około 1422 r. W ro- ku akademickim 1437/1438 „Martinus Stanislai de Zyrawicza” został przyjęty w poczet scholarów wydziału ,,artium”. Od 1445 r. jako ma- gister sztuk wyzwolonych podjął wykłady. Jego zainteresowania kiero- wały się prawie wyłącznie ku „artes liberales”, znacznie je jednak roz- szerzając. Był pierwszym znaczącym astronomem i astrologiem krakow- skim, człowiekiem bywałym w Europie jako magister czterech jeszcze, oprócz Krakowa, uniwersytetów: w Lipsku, Pradze, Padwie i Bolonii. Od 1450 r., pozostając już na stałe w Krakowie, pracował nad nowator- skimi na polskim gruncie traktatami geometrycznymi (Geometria regis). Musiał znać Długosza, skoro ten za jego pośrednictwem, wykorzystując jego węgierskie znajomości, starał się o dzieła Liwiusza dla kardynała Oleśnickiego 64. Marcinowi krakowska uczelnia zawdzięcza drugą katedrę nauk matematycznych, katedrę astrologii, którą powołał do życia zapi- sem testamentowym. Niezwykle wyraziście rysuje się postać tego wy- bitnego w swoim czasie człowieka, z zawodu lekarza, z powołania mate- matyka i astrologa, we wszystkim naukowca, jednego z głównych auto- rów zwrotu późnośredniowiecznej Akademii ku naukom ścisłym w 2 po- łowie XV w.65 Schyłek XV w. przyniósł modę czytania i objaśniania poetów kla- sycznych także na Akademii Krakowskiej. Zjawisko to zapoczątkował jeszcze Grzegorz z Sanoka, zaś wśród jego kontynuatorów u schyłku wieku znalazł się między innymi Stanisław Biel z Nowego Miasta pod Przemyślem 66. Stosunkowo trudno jest określić wielkość napływu scholarów z ziemi przemyskiej do Krakowa. Wśród różnych danych wysnutych na pod- stawie jednego tylko źródła, Album studiosorum, największą liczbę po- daje A. Fastnacht, stwierdzając, że w latach 1400—1510 z całej diecezji przemyskiej przybyło do Krakowa 371 słuchaczy z 25 miejscowości, w których hipotetycznie mogły istnieć szkoły parafialne. Z samej ziemi przemyskiej pochodzić mogło prawie 100 osób, w tym z miasta Prze- 6S K. Górski, Mikołaj Kopernik, Wrocław 1973, ss. 70—71; M. Biskup, Regesta Copernicana, Studia Copernicana, VII, Wrocław 1973, nr 22, 91 (i przyp.), 264, 345; J. Drewnowski, Mikołaj Kopernik w świetle swojej korespondencji, Studia Coper- nicana, XVIII, Wrocław 1978, ss. 167—180; Wielka Encyklopedia PWN, t. 12, s. 105; Indeks studentów Uniwersytetu Krakowskiego z 1. 1400—4500, opr. J. Zathey i J. Reichan, Wrocław 1974 (dalej cyt.: Indeks), s. 34. 64 A. Perzanowska, 'Wiadomości źródłowe o życiu i działalności Jana Długosza, Dlugossiana. Studia historyczne w 500-lecie śmierci Jana Długosza, Kraków 1980, s. 311; Coder Epistolaris saeculi decimi ąuinti, ed. A. Lewicki, Kraków 1891, I cz. 2, nr 84. 65 Szerzej o życiu i działalności Marcina Króla zob.: J. Fijałek, Mistrz Jakub z Paradyża, t. II, s. 72; M. Zwiercan, Marcin z Żurawicy zwany Król, PSB, 19, ss. 58*0—'581; Historia nauki polskiej, pod red. B. Suchodolskiego, t. 1. Sredniwiecze. Odrodzenie, Wrocław 1970, ss. 100—105, 282 i nast.; M. Bogucka, Ziemia i czasy Kopernika, Wrocław 1972, ss. 138—139; zob. też Indeks, I, s. 184. 68 Historia nauki polskiej, I, s. 363.
myślą 24 studentów67. Zróżnicowanie stanowe przybyszów było bardzo szerokie, analogicznie zresztą do sytuacji w innych grupach regional- nych. Górna warstwa stanu szlacheckiego jest reprezentowana przez czte- rech synów Jana Rzeszowskiego, kasztelana przemyskiego (1480 r.), i przez Andrzeja, syna Mikołaja Stadnickiego, również zarządzającego kasztelanią przemyską 68. Najbardziej reprezentatywnym przykładem dą- żenia średniej szlachty do zdobycia wykształcenia jest rodzina Wapow- skich, której czterech przedstawicieli studiowało w XV w. w Krakowie: Jan w 1405, Jakub w 1465, Piotr w 1473 i Bernard w 1493 r. 69 70 Licznie reprezentowani są mieszczanie, sporadycznie zupełnie występują chłopi.79 Napływ chętnych na studia był wynikiem dobrego działania przemy- skiej szkoły przykatedralnej. Ślady jej działalności zachowały się od 1404 r.71 Powstanie szkoły datować można chyba już na ostatnią ćwierć XIV w. i wiązać je z powstaniem diecezji przemyskiej i jej stopniową or- ganizacją. Szkoła podlegała kapitule, która mianowała jej rektora. Duża rola, jaką w kapitule odgrywali mistrzowie krakowscy, zapewnić mogła dobry poziom szkoły i utrzymanie kontaktu z Krakowem. O funkcjono- waniu w świadomości mieszczaństwa przemyskiego możliwości dalszego kształcenia dzieci świadczy ciekawa umowa z 9 IV 1445 r., w której Paweł Biały, mąż siostry Mateusza i ojczym jej syna Marcina, zobowią- zał się, że będzie wspierał pasierba „in expensis et ceteris negociis” w czasie jego nauki w szkole teraz i w przyszłości, kiedy Marcin pójdzie „ad studium cracoviense”72. Widać nic z tych planów nie wyszło, nie spotykamy bowiem Marcina w Krakowie. Bardziej masowy ruch ku uniwersytetowi w Krakowie rozpoczyna się dopiero w latach sześćdziesiątych XV w. Scholarowie wędrowali znad Sanu pojedynczo lub grupkami. Największa grupa, 8-osobowa, pojawiła się w 1491 r. i zapisywała się w dwóch rzutach, na przełomie kwietnia i maja oraz w październiku. Duże gromadki, 7-osobowe, przywędrowały w 1493 i 1500 r.73 W Przemyślu miała wtedy powstać, według Hausera, szkoła średnia pod nadzorem Akademii Krakowskiej74, albo może wy- raźne i zdecydowane stało się oddziaływanie kapituły na działalność szkoły przykatedralnej. W tym właśnie okresie, w 1483 r., prawo miej- skie krakowskie przyjął jakiś Szymon ,,antiquus rector scole de Premi- slia”, dając dwa floreny i dostarczając „list dobrego urodzaju” oraz za- świadczenie o rezygnacji z prawa miejskiego w Przemyślu. Być może był to jeszcze jeden przykład ścisłych powiązań szkoły przykatedralnej w Przemyślu z Akademią Krakowską i Krakowem. 67 A. Fastnacht Pochodzenie społeczne studentów UJ z diecezji przemyskiej w l. 1400—1542, Rocznik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław 1957, t. 5, ss. 195—232; O. H. Błażkiewicz, Szkolnictwo parafialne w diecezji przemys- kiej, Nasza Przeszłość, XLVI, Kraków 1976, ss. 159—160; studenci pochodzący z sa- mego miasta Przemyśla: A Stud., I, ss. 23, 43, 56, 96, 98, 101, 110, 182, 190, 196, 202, 203, 213, 2 6, 256, 282, 293; II, ss. 11, 20, 59, 60, 63, 69, 98. 68 A. Stud., I, ss. 245, 284. ’9 A. Stud., I, ss. 18, 180, 212; II, ss. 22; Indeks, ss. 34, 108, 140, 254. 70 Błażkiewicz, Szkolnictwo parafialne, ss. 159—160. 71 KP, I nr 59, 686, 720, 726, 1386, 1500. 72 KP, I, nr 3456. 73 A. Stud., II, s. 8, 11, 20, 22, 59, 60, 63, 64. '4 T-Tauser, Monografia miasta Przemyśla, s. 242.
U progu XVI w. większość scholarów z ziem ruskich napływała ze Lwowa. Znacznie mniej przybywało ich z Przemyśla, Sanoka, Przewor- ska. I tak na przykład w latach 1500—1503 przeżyło otrzęsiny w Krako- wie 18 beanów ze Lwowa, a tylko 3 z Przemyśla. Dla porównania — na uczelnię zapisało się w tym czasie 80 krakowian 75. Powiązania z Krakowem przejawiały się nie tylko w napływie prze- myskiej młodzieży do krakowskiego „studium generale” czy we wcale znacznym udziale niektórych w dorobku naukowym Almae Matris. Za- chodził bowiem jednocześnie proces odwrotny: nader często zdarzało się, że krakowscy mistrzowie uniwersytetcy bywali uposażeni dobrami w diecezji przemyskiej. Prawo patronatu umożliwiało królowi dyspono- wanie miejscami w kapitule przemyskiej i, z czasem, decydujący wpływ na obsadzanie wakującego biskupstwa. Związki ludzi obdarzonych bene- ficjami kościoła przemyskiego z tą diecezją były często żadne lub nader nikłe, ograniczały się tylko do czerpania dochodów, czasem — do podróży w celu uporządkowania spraw majątkowych. W tej sytuacji kanoników przemyskich, jeśli nie przebywali oni stale nad Sanem, mogli wyręczać, stosownie do ówczesnych praktyk, mansjonarze przez nich mianowani i rezydujący stale na miejscu. Już na początku XV w. Album studioso- rum podaje jako kanoników przemyskich prałata Jana z Padwy i Jana Stefanowica „de Medzenica” określanego jako proboszcz kościołów („rec- tor ecclesiarum”), co oznaczać miało zapewne posiadacza wielu prebend 76. W pierwszej połowie XV w. z tytułami kanoników przemyskich wy- stępowało wielu wybitnych i przeciętnych przedstawicieli nauki kra- kowskiej. Zjawisko to zaznacza się od samego początku istnienia odno- wionego uniwersytetu — kanonikiem przemyskim był Stanisław ze Skarbmierza, pierwszy rektor Akademii w 1400 r.77 Później prebendę posiadał tu Mikołaj Kozłowski herbu Lis, magister artium uniwersytetu praskiego, niemal od początku działający na uczelni Jagiełłowej, jej rektor w 1410 r., profesor teologii od 1427 r.78 Doglądał on osobiście swych beneficjów — także w Przemyślu, gdzie np. 9 I 1436 r. występo- wał jako świadek79. Prepozytami przemyskimi byli między innymi Jan z Fałkowa, profesor Akademii Krakowskiej dzierżący także intratne be- neficjum kanonika krakowskiego (zmarł w 1421 r.)80 oraz Jakub z Szad- ka, doktor prawa kanonicznego i „najpoważniejszy kanonista polski dru- giej połowy XV w.”, rektor Akademii w 1475 r., obok rozlicznych god- ności kościelnych mający także tytuł kanonika krakowskiego 81. Z kolei Maciej Błędowski, doktor dekretów, sekretarz królewski i kanonik kra- 75 A. Stud., II, ss. 59 i nast. 78 A. Stud., I, ss. 3, 5. 77 700 lat myśli polskiej. Filozofia i myśl społeczna XIII—XV w., Warszawa 1978, s. 72. 78 Fijałek, Mistrz Jakub z Paradyża, ss. 254 i nast.; M. Zwiercan, Kozłowski Mikołaj, PSB, 15, ss. 25—28. 79 ZDM, 2, nr 480. 80 PSB, 6, s. 360. 81 F. Kiryk, Jakub z Szadka, PSB, 10, ss. 367—368; Historia nauki polskiej, t. 1, s. 379; por. też źródła cyt. w przypisie przez Wypisy, s. 45.
kowski (zmarł w 1480 r.), oraz Piotr Wapowski z Radochonic, też dekre- tysta, występowali jako kantorzy przemyscy82. Pierwszym archidiako- nem przemyskim (1442 r.) był wywodzący się z podkrakowskiego Kle- parza Michał, syn mieszczanina Franciszka, mistrz artium uniwersytetu krakowskiego (w 1435 r.), prowadzący swe interesy także w Przemyślu, gdzie w 1448 r. sprzedał dom kanonikowi Fredrze 83. Mistrzowie uniwersyteccy musieli cieszyć się sporym poważaniem i znaczeniem w kapitule przemyskiej, skoro, gdy popadła ona w spory z sołtysami okręgów jarosławskiego i przeworskiego o prawo dysponowa- nia dziesięcinami z parafii, zgodzono się na polubowne rozstrzygnięcie sporu właśnie przez krakowskich uczonych. Ostatecznie 11 VII 1448 r., wobec delegatów obu stron, Jan Elgot i Paweł z Zatora, doktorzy dekre- tów, przyznali dziesięciny sołtysom 84. W drugiej połowie XV w. w Przemyślu bywają jeszcze: Zygmunt Tar- gowicki herbu Tarnawa, doktor dekretów, kanonik krakowski i sekretarz królewski, obdarzony kanonią przemyską chyba z inspiracji krewnego Jana Targowickiego, od 1486 r. biskupa przemyskiego, a także teologowie Jan Zambocki, kanonik krakowski i altarysta Zwiastowania NMP w ka- tedrze na Wawelu oraz Paweł z Zaleszyc, obaj kanonicy przemyscy85 *. Wśród kanoników w XV w. obok doktorów Akademii Krakowskiej znaj- dowali się także jej byli studenci, jak np. Frido, syn Macieja z Jarosła- wia, w 1 połowie XV w.8G, wspomniany już Franciszek z Orzka czy Fe- liks, syn Wojciecha z Lasków, u schyłku tego stulecia 87. Biskupi przemyscy w końcu XV w. byli zadeklarowanymi zwolenni- kami nowych prądów kulturowych. Był to rezultat dużych możliwości wpływu przez króla i środowisko dworskie na obsadzanie przemyskiego stolca biskupiego. Interesującymi postaciami byli Piotr Moszyński z Bni- na herbu Łodzią (biskup w 1482—1483 r.)88, administrator diecezji An- drzej Róża Boryszewski (w 1500—1504 r.) czy uczeń Kallimacha, refor- mator kancelarii królewskiej, Maciej Ciołek Drzewiecki (biskup prze- myski od 1504 r.)89. Rzadko natomiast bywał w Krakowie Jan z Humnisk herbu Lilie. 82 I. Sułkowska-Kurasiowa, Maciej z Błędowa, PSB, 19, s. 13; Wypisy, s. 29, 45 (źródła cytowane w przypisach). 83 P. Sczaniecki, Michał z Kleparza, pSB, 20, ss. 623—624; ZDM 8, nr 2519. 84 ZDM 3, nr 795; roszczenia kapituły opierały się zapewne na nadaniach biskupów przemyskich z 1390, 1424, 1430 r. (Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej Polskiej z Archiwum tzw. Bernardyńskiego we Lwowie, t. 1—19, Lwów 1906 i nast., t. 8, nr 20, 47, 54). 85 Kanonik Paweł przebywał w Krakowie 3 lipca 1496 r. i zawarł wówczas umowę z furmanem Janem Wielkim na przewiezienie kamienia na pomnik zmar- łego brata — Crac. Art., I, nr 1265; zob. Wypisy, nr 181, 186 (oraz źródła cytowane w przypisach do tych zapisek); por. też Muller, Organizacja terytorialna diecezji przemyskiej, s. 49. 88 Indeks, s. 72; ZDM 2, nr 480 (i objaśnienia w przypisie). 87 A. Stud., II, s. 42; Indeks, ss. 68, 70. 88 J. Wiesiołowski, Piotr z Bnina, PSB, 26, ss. 386—387; J. Ptaśnik, Kultura włoska wieków średnich w Polsce Warszawa 1959 s. 286. 89 F. Papóe, Boryszewski Andrzej Róża, PSB, 2, ss. 359—360; B. Przybyszew- ski, Kapituła krakowska za kanonikatu Jana Długosza (1431—1480), Dlugossiana, Kraków 1980 ss. 27, 38; W. Pociecha, Maciej Drzewiecki, Kraków 1946 (rozsze- rzone odbicie z PSB, 5, ss. 499—412).
W latach 1469—1480 pełnił on funkcję kantora krakowskiego, członka kapituły katedralnej na Wawelu. Będąc równocześnie dziekanem prze- myskim przedkładał Przemyśl nad Kraków, wyręczając się nad Wisłą krajanem Mikołajem Sieteszą, który jako wicekantor zastępował go w obowiązkach. Jan, mimo że był rzadkim gościem w Krakowie, zatrzy- mał jednak w posiadaniu dom kapitulny fundacji Zbigniewa Oleśnic- kiego przy ul. Kanoniczej (dziś pod numerem 20) 90. POWIĄZANIA NA POLU KULTURY LITERACKIEJ I ARTYSTYCZNEJ Powiązanie personalne z Krakowem, zwłaszcza w kapitule przemy- skiej, mogły ułatwiać przenikanie do diecezji przemyskiej wytworów kultury artystycznej i literackiej. Koncentrowały się one raczej w ziemi sanockiej niż przemyskiej, zwłaszcza wokół ulubionego przez biskupów przemyskich Brzozowa. Kraków był najbliższym Przemyślowi wielkim centrum kulturalnym, którego wpływy postępowały w ślad za handlo- wymi. Kapituła przemyska, ze względu na duży w niej udział ludzi by- wałych w Krakowie czy wręcz nominatów ze stolicy, mogła odgrywać rolę zleceniodawcy i mecenasa w stosunku do artystów zarówno miej- scowych, jak i tych, którzy byli znani w podwawelskim grodzie. Przemy- scy „artifices” nie przejawiali jednak większej aktywności, było ich nie- wielu, nieliczne też musiały być ich dzieła. Trudno więc wiązać wystę- pujących w latach 1431—1444 malarzy Macieja, Jakuba i trzeciego okre- ślanego jako ,,pictor de Drohiczyn” z zachowanymi w ziemi przemyskiej zabytkami91. Już pewniejsze wydaje się wykorzystanie przez mecenasów dawnych krakowskich znajomości przy okazji tego rodzaju zamówień. Nie ma żadnych bezpośrednich dowodów na działalność malarzy kra- kowskich w ziemi przemyskiej. Ich wpływ można próbować określić tylko na podstawie analizy motywów dzieł. Metoda ta, choć niejedno- znaczna, prowadzi jednak do stwierdzenia istotnych zbieżności. Bytność artystów spod Wawelu w Przemyskiem jest możliwa, skoro w 1476 r. w dalej położonym Lwowie spotykamy Mikołaja Haberschracka92. Po- pularne było w diecezji przemyskiej powielanie wzorów formalnych obowiązujących w diecezji krakowskiej, takich jak kompozycja „sacrae conyersationis” (obraz św. Barbary pochodzący z którejś z podprzemy- skich parafii, dziś w Muzeum Narodowym w Krakowie) 93, lub motyw ,,Madonny Apokaliptycznej” (najbliższą analogią jest obraz wotywny fundacji Rafała z Tarnowa z 1493 r. w farze w Przeworsku) 94. Hipote- tycznie próbuje się wiązać niektóre z dzieł sztuki w Przemyślu z kon- kretnymi krakowskimi twórcami. Wymienia się Jana Wielkiego, spo- krewnionego przez żonę z rodziną Stwoszów, Marcina Czarnego, który rozpropagował motyw zaśnięcia Marii z głównego ołtarza Mariackiego, czy też dziedziczącego pracownię tego ostatniego Stanisława Stwosza, 90 Przybyszewski, Kapituła krakowska, s. 41. 91 JVI. Walicki, Złoty widnokrąg, Warszawa 1965, s. 22. 92 Tamże, s. 22. 93 T. Chrzanowski, M. Kornecki, ,Zabytki plastyki gotyckiej w diecezji prze- rays iej, Nasza Przeszłość, XLVI, Kraków 1976, ss. 109—10. 94 Tamże, s. 111
syna twórcy ołtarza Mariackiego95. Powiązania z ornamentyką Wita Stwosza wykazuje znajdujący się obecnie w Muzeum Diecezjalnym w Przemyślu obraz św. Anny Samotrzeciej z początku XVI w.96 Także rzeźba wykazuje pewne analogie stylistyczne z zabytkami po- wstałymi w ośrodku krakowskim, zwłaszcza w drugiej połowie XV w., kiedy to powszechnie zaczęto nawiązywać do stylu Wita Stwosza Z działającym w okolicach Krakowa i Nowego Sącza „mistrzem pasji przydonickiej” bywa łączony krucyfiks z kaplicy Fredrów w katedrze przemyskiej, a to na podstawie analogii w wyobrażeniu głowy Chrystusa 97. W końcu XV w. powstał [w Przemyślu?] zabytek literacki znany jako Rozmyślanie przemyskie. Jego autor, zapewne duchowny, pozostaje nie- znany. Ten kompilacyjny utwór zbierający szereg apokryficznych wą- tków i opowieści kursujących wśród społeczeństw późnośredniowiecznych i poświęconych Jezusowi i Marii, mógł służyć jako źródło inspiracji iko- nograficznych dla twórców zabytków kultowych. Wśród tych artystów, którzy czerpali z Rozmyślania, znalazł się być może Wit Stwosz 98 99. Kraków przyciągał wielu artystów szansą zrobienia kariery. Do tych, którym się powiodło, należał Mikołaj Sietesza, pisarz ksiąg i może minia- turzysta. Wywodził się z Sietesza pod Przeworskiem w diecezji przemy- skiej. Do 1453 r. był wikarym w Przemyślu, potem wikariuszem Katedry krakowskiej. Dzięki poparciu kantora krakowskiego, Mikołaja Imbira z Kiszewa (zmarł w 1468 r.) uzyskał urząd wicekantora w 1469 r., a w latach następnych bezskutecznie rywalizował o kantorię z ziomkiem Janem z Humnisk herbu Lilie, dziekanem przemyskim". Sietesza na- leżał do twórców „krakowskiej szkoły” iluminowanych rękopisów i ko- deksów. Do jego najwybitniejszych dzieł zalicza się zwykle dwutomowy Antyfonarz fundacji kanonika krakowskiego Adama z Będkowa z r. około 1450 i słynny, kilkutomowy Graduał Łęczycki zaginiony w latach drugiej 95 Tamże, s. 112; M. Walicki, Malarstwo polskie. Gotyk. Renesans. Wczesny manieryzm, Warszawa 1967, s. 29; zob. też T. Dobrowolski, Zycie, twórczość i zna- czenie społeczne artystów polskich i w Polsce działających w okresie późnego go- tyku, Wrocław 1965, gdzie podano informacje biograficzne o wyżej wymienio- nych artystach [ss. 97—100, 112—115, 137—140]. 96 Chrzanowski, Kornecki, Zabytki plastyki gotyckiej, s. 1'16. 97 Tamże, s. 135; miano „mistrza pasji przy donieckiej” otrzymał anonimowy twórca grupy Ukrzyżowania w drewnianym kościele w Przydonicy pod Nowym Sączem i, prawdopodobnie, kompozycji rzeźbiarskiej z tęczy kościoła w Swięca- nach (diecezja przemyska) i w Rajbrocie (Chrzanowski, Kornecki, o. c., s. 134). 98 Kwatera Ofiarowanie Marii z ołtarza Mariackiego mogła powstać pod wpływem rozdziału 14 Rozmyślania: „[...] i kiedy Maria sługowała w kościele, częstokroć uciechę anielską miewała”, ponieważ „anieli pokazali, a przynieśli przed nią [...] jedno dziecię barzo nadobne i silno śmiertne” (cyt. za T. Dobrzeniecki, Łacińskie źródła „Rozmyślania przemyskiego”, Średniowiecze. Studia o kulturze, t. IV, ss. 196—501). Koncepcja związku pomiędzy rozdz. 14 apokryfu i kwaterą Ofiarowania Marii została wysunięta przez W. Smolenia, Rozmyślanie przemyskie jako źródło ikonograficzne Kwatery Ofiarowania Maryi ołtarza Mariackiego Wita Stwosza, Pamiętnik Literacki, II, 1960, ss. 123—143; T. Dobrzeniecki, Łacińskie źródła, s. 346, krytycznie ustosunkował się do tego pomysłu. 99 Wypisy, nr 32 (oraz źródła cyt. w przypisie); T. Dobrowolski, Sztuka Kra- kowa, Kraków 1978, s. 212; Joannis Długosz senioris canonici Cracoviensis, Liber beneficiorum dioecesis Cracouiensis, ed. A. Przeździecki t. 1—3, Kraków 1863—1864, t. 1. s. 27 12 — Rocznik Przemyski
wojny światowej 10°. Znał on miniaturzystę Stanisława Durinka, twórcę m. in. ilustracji do Banderia Prutenorum Długosza. Być może nawet tworzył z nim spółkę autorską * 101. Obecna była też nad Wisłą sztuka ruska, ulubiona przez Władysława Jagiełłę, popierana przez jego czwartą żonę, Sonkę Holszańską i syna Kazimierza. Dziełem ruskich malarzy był wystrój sypialni Jagiełły na Wawelu (z 1393 r.), dekoracje kaplic Mariackiej i Królowej Zofii w ka- tedrze oraz późniejsza polichromia w kaplicy Świętokrzyskiej z 1470 r. Bardzo był Jagiełło przywiązany do kultury ruskiej, dlatego też potrafił sowicie wynagradzać tych, którzy mu pobyt w obcym dlań kształcie mu- rów osłodzili przypomnieniem młodości. Dopiero w kwietniu 1426 r. król rozstał się w Gródku z Hailem, popem z Przemyśla, malarzem królew- skim, któremu nadał cerkiew Bożego Narodzenia nad Sanem w Prze- myślu jako wynagrodzenie za malowanie kościołów w ziemiach sando- mierskiej, krakowskiej, sieradzkiej i wielkopolskiej102. Ów „fidelis noster Hail pictor, sacerdos alias Batko de Premislia” jest jednym z nielicz- nych znanych z imienia wykonawców ruskich polichromii i malowideł na ziemiach polskich w pierwszej poiowie XV w. Warto jeszcze wspomnieć o jednym rzemieślniku, przedstawicielu profesji bezpośrednio związanej ze sztuką. W dniu 3 stycznia 1491 r. przyjęty został do prawa miejskiego kazimierskiego, po przedstawieniu dowodu prawego urodzenia i dobrego prowadzenia się, Stefan „organi- sta de Premislia” 103. Osiedlił się nad Starą Wisłą, może licząc na zatrud- nienie przy pracach wykończeniowych w kościele farnym Bożego Ciała na Kazimierzu104. Wyrobił sobie prawdopodobnie dobrą opinię, skoro w 1494 r. karmelici chodaczkowi zlecili mu modernizację organów w swo- im kościele przyklasztornym NMP na Piasku przed bramą Szewską. Braciszkowie przywiązywali dużą wagę do tego przedsięwzięcia, bowiem 160 J. Polkowski, Katalog rękopisów kapitulnych katedry krakowskiej, Archi- wum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce, III, Kraków 1884, nr 48, 49, ss. 48, 49; F. Kopera, Dzieje malarstwa polskiego, Cz. 1. Średniowieczne malarstwo w Pol- sce, Kraków 1925, ss. 64—68; Dobrowolski, Sztuka Krakowa, s. 212. 101 Wypisy, nr 44, 63; T. Dobrowolski, Zycie, twórczość i znaczenie społeczne, s. 152. 102 Doorowolski, Sztuka Krakowa, ss. 184—186; A. Różycka-Bryzek, Bizantyj- sko-ruskie malowidła ścienne w kaplicy Świętokrzyskiej na Wawelu, Studia do dziejów Wawelu, t. III, Kraków 1'968, ss. 175—'287; ZDM 7, nr 1997, król mówi o Hanu, że „nobis exhibuit et in antea aucto labore in depingendo ecclesias nos- tras in terris nostri regni Sandomiriae, Cracoviae, Syradiae, terrumąue Poloniae diiigenter exhibere nostra ad mandata nulla unąuam neglexit ratione, horum igitur laborum intuitu cupientes eundem Hail pictorem nostrum specialibus gra- tiarum proseąui fovoribus et ad servitia ac labores nostros reddere promptiorem ecclesiam Ruthenicalem in littore fluvii San in Premislia civitate nostra sita cum usibus omnibus, fructibus, proventibus ad eandem spectantibus, damus, incorpo- ramus, assignamus et perpetuis temporibus sibi suisąue legittimis successoribus asscribimus”. Może do owego malarza Haila odnosi się notatka w rachunkach podskarbiego, że w 1394 r. z kiesy królewskiej wydano 6 grzywien i 3 kwartniki na opłacenie Władyki i innych ruskich malarzy (Rachunki dworu króla Władysława Jagiełły i królowej Jadwigi, wyd. F. Piekosiński, Monumenta medii aevii historica, XV, Kraków 1896, s. 207, zob. też ss 156, 192, 197, 201, 211). 103 Crac. Art., I, nr 1068. 104 M. Borowiejska-Birkenmajerowa, Kształt średniowiecznego Krakowa, s. 234; T. Dobrowolski, Sztuka Krakowa, s. 87.
u boku Stefana widzimy dwóch kontrolujących go mistrzów, m. in. Jana, organistę kościoła Mariackiego. Koszt tej pracy miał wynosić 14 grzy- wien 105. PRZEMYŚL W ROCZNIKACH JANA DŁUGOSZA Czytając Roczniki Jana Długosza, można dostrzec dużą ilość wzmianek dowodzących dobrej znajomości miasta. Trudno przesądzać, czy była to znajomość z autopsji, bowiem Długosz znał wielu wybitnych ludzi wy- wodzących się znad Sanu. Wiadomo, że utrzymywał stosunki z Marci- nem Królem z Żurawicy, mógł poznać Mikołaja Seteszę (poprzez Stani- sława Durinka). Wiadomo, że był egzekutorem testamentu profesora Aka- demii Krakowskiej, Mikołaja Kozłowskiego, który miał prebendę kano- nika przemyskiego i bywał nad Sanem. Nie brakowało mu więc znajo- mych, od których mógł uzyskać potrzebne informacje 106. Nie brak także dowodów zainteresowania Przemyślem w dziele Dłu- gosza. Dziejopis wiedział bowiem nie tylko, że Przemyśl to ,,duże mia- sto, o wielkiej liczbie mieszczan i przybyszów, zaopatrzone na wypadek wojny, otoczone także głębokimi rowami i wysokimi wałami, a nadto rzeką San, która opływa miasto od strony północnej” oraz że został „za- łożony przez Przemysława, znany z godności biskupiej i zamku, i katedry wzniesionej z kamienia ciosanego na zamku”, ale także orientuje się w mniejszych przedsięwzięciach budowlanych, takich jak wzniesienie chóru katedry przemyskiej przez biskupa Mikołaja z Błażejowie. Zna także kłopoty tego biskupa ze szlachtą zawłaszczającą wsie kościoła przemyskiego. Często poświęca wzmianki biskupom przemyskim. Wszy- stko to łączy się dość ściśle z zainteresowaniem Długosza ruskimi lato- pisami oraz z faktem, że specjalnie wyuczył się on języka ruskiego. Z całą pewnością wychowawca synów królewskich doceniał rolę i zna- czenie, jakie ziemie ruskie odgrywały w ramach Królestwa Polskiego. Niejako symboliczny jest więc fakt, że Długosz zmarł jako arcybiskup- -elekt lwowski, nie zdążywszy objąć w 1480 r. rządów w stolicy arcybi- skupiej we Lwowie. Jeśli więc nie bezpośredni pobyt w mieście, to z pewnością zainteresowania historyczne dały mu dobrą znajomość roli dziejowej miasta Przemyśla 107. UWAGI KOŃCOWE Stosunki Przemyśla z Krakowem w średniowieczu, zwłaszcza w XV w., noszą wszelkie cechy związków z kulturalnym, politycznym i gospodar- czym centrum państwa. Wyraźnie zauważalna jest przewaga Krakowa, 105 Crac. Art., I, nr 1149. 108 zob. przyp. 64; Długosz znał też kantora przemyskiego Macieja Błędowskiego (Perzanowska, Wzmianki źródłowe, s. 331, zob. też ss. 308„ 311, 312, 315, 365). 107 DHn, ks. 1, s. 111; ks. 3, s. 104; Długosz HP, t. V (Dzieła, t. VI), ks. XII, s. 585; A. Semkowicz, Krytyczny rozbiór „Dziejów Polskich Jana Długosza” (do ro- ku 1384), Kraków 1877; Perzanowska, Wzmianki źródłowe, ss. 360—365; J. Radzi- szewska, Przejątki Długosza z „Litewskiego latopisu”, Dlugossiana, Kraków 1980, ss. 256—268.
przyciągającego jednostki w poszukiwaniu już to wiedzy, już to dróg awansu i związanych z tym profitów. W przeciwną stronę, do Przemy- śla, kierują się zabiegi o beneficja, nadania etc. W tym też kierunku można zauważyć wpływy krakowskich rzemiosł artystycznych, będące wynikiem realizacji zamówień, których już samo złożenie może świadczyć o orientacji autora oferty w stosunkach panujących w podwawelskim grodzie. Lata pięćdziesiąte XV w. to okres pewnego osłabienia pulsu wymiany pomiędzy gminami miejskimi. Być może było to związane z przetasowa- niami narodowościowymi wewnątrz społeczeństw miejskich. Charakte- rystyczne, że najaktywniejszym kupcem krakowskim w Przemyślu jest w tym czasie Stanisław, syn Gerlacha, spolonizowany Niemiec (jeśli ry- zykować wnioski wypływające z samego imienia). Najbardziej ożywione stosunki między gminami panują do lat czterdziestych XV w., a więc w okresie rozkwitu gmin niemieckich, oraz na przełomie XV i XVI w., kiedy w miastach element polski zaczyna dominować. Zauważalne są związki rodzinne utrzymujące się wśród części mieszczan obu ośrodków. Zarysowują się także bardzo ścisłe związki kościelnego środowiska przemyskiego z krakowskimi kręgami katedralnymi (czy też szerzej: ko- ścielnymi), uniwersyteckimi i dworskimi. Ukształtowanie się tak silnych powiązań i w ogóle rozkwit gospodar- czy Przemyśla w XV w. były przede wszystkim wynikiem przyłączenia go do Królestwa Polskiego przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV w.108 108 Po napisaniu artykułu (1981) i oddaniu go do druku ukazało się kilka prac, które nie mogły już być wykorzystane w powyższych rozważaniach. Należy wymie- nić zwłaszcza: T. M. Trajdos, Kościół Katolicki na ziemiach ruskich Korony i Litwy za panowania Władysława II Jagiełły (1386—1434), t. I, Wrocław 1983 (oraz polemika z twierdzeniami autora: I. Wysokiński, Kościół katolicki na ziemiach ruskich Korony i Litwy w początkach panowania Jagiellonów, Przegląd historyczny, 76, z. 3, 1985, s. 547—61) i M. Bendza, Prawosławna diecezja przemyska w latach 1596—1681, Warszawa 1982, rozdział I poświęcony omówieniu okresu przed unią brzeską (pole- mika: H. Grala, W sprawie biskupstwa przemyskiego obrządku wschodniego, „Prze- gląd historyczny”, 76, z. 1, 1985, s. 139—50); odnotowania wymaga także opracowanie ks. J. Krętosza, Organizacja archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego od XV w. 1772 roku, Lublin 1986.
Zygmunt Kubrak SMOLARSTWO W PUSZCZY SOLSKIEJ W OKRESIE GOSPODARKI FOLWARCZN O-PAŃSZCZYŹNIANEJ (XVI—XIX W.) WSTĘP Interesujący nas obszar obejmuje ogromny kompleks leśny Puszczy Solskiej zwanej też Lasami Janowskimi lub Biłgorajskimi h Ciągnie się ona na obszarze ponad 130 tys. ha z północnego zachodu na południowy wschód, między skrajem Kotliny Sandomierskiej a krawędzią Rozto- cza 1 2. W granicach dawnej Rzeczypospolitej tereny w dorzeczu dolnej i środkowej Tanwi należały aż do trzech jednostek administracyjnych: najznaczniejsza część kompleksu leśnego rozciągała się w północno- -wschodnich obszarach ziemi przemyskiej, północno-zachodni kraniec sięgał województwa lubelskiego, natomiast południowo-wschodni skraj puszczy należał do województwa bełzkiego 3. Jeszcze w połowie XVI w. obszerne bory sięgały daleko poza Tanew, łącząc się na zachodzie z la- sami Puszczy Sandomierskiej 4. Rozciągały się tutaj puszcze królewskie w starostwach: krzeszowskim, zamechskim i lubaczowskim. Spore też obszary leśne należały do możnych rodzin szlacheckich: Górków, Gó- ra jskich, Chmieleckich, Latyczyńskich. W latach 1588—1605 puszcze starostw krzeszowskiego i zamechskiego oraz znaczna część dóbr szla- 1 R. Zaręba, Puszcze, bory i lasy Polski, Warszawa 1981, s. 156. 2 Powierzchnię podajemy szacunkowo ze względu na istniejące w tej mierze rozbieżności: J. Kondracki oblicza obszar puszczy na 1400 km2, tj. 140 tys. ha (Geografia fizyczna Polski, Warszawa 1978, s. 174), natomiast R. Zaręba podaje 124 tys. ha, op. cit., s. 156. . a Por. P. Dąbkowski, Podział administracyjny woj. ruskiego i bełskiego w XV., Lwów 1939, 312—325; A. Jabłonowski, Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. VII, cz. II; Ziemie Ruskie. Ruś Czerwona. Źródła Dziejowe, t. XVIII, cz. II, Warszawa 1'902—1903, s. 22. 4 M. Kruszewski, Żereła do istorii Ukraini-Rusi, t. II, Lwów 1897, ss. 220, 221..
checkich znalazła się w granicach ordynacji Jana Zamojskiego, hetmana i kanclerza wielkiego koronnego 5. Termin Puszcza Solska nie był powszechnie przyjęty w kartografii i do lat sześćdziesiątych obecnego stulecia wspominany był jedynie ubocznie jako część Puszczy Sandomierskiej i lasów Roztocza 6. Współ- cześnie przeważa pogląd reprezentowany między innymi przez J. Pół- ćwiartka, że interesujący nas teren stanowi wschodnią połać prastarej Puszczy Sandomierskiej7. Za tym poglądem przemawiają racje histo- ryczne — jedność administracyjna w granicach ziemi przemyskiej; geo- graficzne — to samo położenie w Kotlinie Sandomierskiej i takie samo środowisko naturalne; etnograficzne — obszar po obu stronach Sanu zamieszkały przez tą samą grupę etnograficzną o nieznacznie tylko zróżnicowanej kulturze 8. Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie społecznej organiza- cji smolarstwa, techniki przerobu oraz zbytu smoły w warunkach gos- podarki folwarczno-pańszczyźnianej. Smolarstwo należy do dziedziny przemysłów leśnych, która w hierarchii różnorodnych zajęć ludności nie zajmowała zbyt poczesnego miejsca, zdystansowana pod względem ma- jątkowym i prestiżowym przez inne zawody. Nie umniejsza to jednak ważnej roli smolarstwa w życiu gospodarczym wsi folwarczno-pańszczyź- nianej. Dziedzina ta miała szczególnie duże znaczenie ze względu na powiązanie z budownictwem statków przeznaczonych do spławu Sanem i Wisłą. Zapobiegliwy gospodarz Anzelm Gostomski pisał w swym pod- ręczniku gospodarstwa wiejskiego w końcu XVI wieku: ,,Szkuty mają rządnie wychędożyć flisi [...] Ten, co pływa, ten, co szkut dogląda, ma wczas przemyślać smołę” 9. Smołą smarowano także dachy, chroniąc je od gnicia, podobnie też szprychy i drewniane osie wozów. Duże zapo- trzebowanie na smołę notujemy również w ówczesnym przemyśle pro- pinacyjnym i potażowym. Stan badań nad dziejami przemysłów leśnych jest jeszcze dotąd nie- zadowalający, mimo że zagadnienie to posiada w historiografii dość długą tradycję badawczą i bogatą ilościowo literaturę10. Za takim 5 Archiwum Główne Akt Dawnych, Archiwum Zamojskich (cyt. dalej: AG AD, AZ), rkps 2, s. 152; Biblioteka Narodowa, Biblioteka Ordynacji Zamojskich (cyt. dalej: BN, BOZ), rkps 1815, k. 31, 83. Por. też A. Tarnawski, Działalność gospo- darcza Jana Zamojskiego, kanclerza i hetmana wielkiego koronnego (1572—1605), Lwów 1935, ss. 59—-63. ® Por. W. Jeż-Jarecki, Bartnictwo Puszczy Solskiej, „Etnografia Polska”, VI, Wrocław, Warszawa, Kraków, 1'962, s. 241; J. Miklaszewski, Lasy i leśnictwo w Pol- sce, t. I, Warszawa 1928, s. 582; E. Hołowkiewicz, Flora leśna i przemysł drzewny Galicji, Lwów 1877, s. 14. 7 Puszcza Sandomierska wczoraj i dziś. Zbiór rozpraw i artykułów pod re- dakcją Józefa Półćwiartka, Rzeszów 1980. Wstęp. Podobne wcześniejsze stanowisko zajmuje autor w pracy: Położenie ludności wiejskiej starostwa leżajskiego w XVI— XVIII wieku, Warszawa—Kraków 1972, s. 17. 8 Por. R. Reinfuss, Problem kultury ludowej Lasowiaków [w:] Puszcza San- domierska..., s. 113; S. Bąk, Dzieje i perspektywy badań na obszarze Puszczy San- domierskiej, tamże, s. 123; F. Kotula, Z Sandomierskiej Puszczy, Kraków 1962. 9 A. Gostomski, Gospodarstwo, wyd. St. Inglot, Wrocław 1951, ss. 70—71. 10 Dorobek powojenny dotyczący historii gospodarstwa leśnego omówił J. Bar- tyś, Przegląd powojennych badań w Polsce nad dziejami leśnictwa, Studium z dzie- jów gospodarstwa wiejskiego (cyt. dalej: SDGW), t. 8. 1966. Problemem tym zaj-
stwierdzeniem przemawia fakt, że problematyka leśna rzadko była przedmiotem oddzielnych dociekań, a jeśli już ją podejmowano, to nie- jako na marginesie innych badań, dla których stanowiła niezbędne uzu- pełnienie całości. Uwagi te dotyczą szczególnie terenu Puszczy Solskiej, która nie doczekała się dotąd oddzielnego opracowania n. Stosunkowo najwięcej wiadomości o gospodarce leśnej zawdzięczamy opracowaniom monograficznym i artykułom poświęconym gospodarce folwarcznej w do- brach Ordynacji Zamojskiej 11 12. Istotne przyczynki do eksploatacji lasów znaleźć można także w pracach traktujących o dziejach rzemiosła na terenie Rusi Czerwonej i województwa bełzkiego 13. Główną podstawę źródłową artykułu stanowią przede wszystkim inwentarze dóbr królewskich i szlacheckich znajdujące się w zasobach Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Biblioteki Czarto- ryskich w Krakowie i Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Lub- linie. Podają one dane o stanie zalesienia i eksploatacji drewna, infor- mował się również S. Szymański, O potrzebie rozszerzenia badań z zakresu historii leśnictwa w Polsce, „Sylwan”, 111, 1967. Z nowszych opracowań należy wymienić cenną publikację S. Płazy, Warsztat naukowy historyka wsi feudalnej, Warszawa 1980. Autor podjął tu próbę syntetycznego przedstawienia rozwoju badań dotyczą- cych gospodarki leśnej. 11 Puszcza Solska pominięta została nawet w najpełniejszym, jak dotąd stu- dium o gospodarce leśnej: Dzieje lasów, leśnictwa i drzewnictwa w Polsce, War- szawa 1965. Publikacja zawiera między innymi dzieje 14 puszcz, ale bez Puszczy Solskiej. 12 J. Bartyś, Materiały do dziejów przemysłu metalowego w dobrach Ordyna- cji Zamojskiej w I połowie XIX w., Studia z dziejów górnictwa i hutnictwa, t. II, Wrocław 1958; tenże, Spław drewna Wisłą z lasów Ordynacji Zamojskiej w 1810 r., „Sylwan”, 1964, Nr 2; tenże, Nizinna hodowla owiec w 2 połowie XVIII w. i 1 po- łowie XIX na przykładzie dóbr Ordynacji Zamojskiej, Wrocław 1963; Z. J. Hirsz, Położenie chłopów w Kluczu Janowskim w 2 połowie XVIII w., Lublin 1962; R. Bender, Reforma czynszowa w Ordynacji Zamojskiej 1833—1864, Lublin 1969; J. Kasperek, Gospodarka folwarczna Ordynacji Zamojskiej w drugiej połowie XVIII w., Warszawa 1972; R. Orłowski, Położenie i walka klasowa chłopów w Or- dynacji Zamojskiej w drugiej połowie XVIII w., Lublin 1963; tenże, Z dziejów organizacji handlu spławnego w Ordynacji Zamojskiej w końcu XVIII w., „An- nales UMCS”, sectio F, vol. XI, Lublin 1960; tenże, Działalność społeczno- gospo- darcza A. Zamojskiego, Lublin 1965; Cz. Rajca, Gospodarka Leśna w Ordynacji Zamojskiej w pierwszej połowie XIX w., „Roczniki Humanistyczne KUL”, 1972, t. 20, z. 2; R. Szczygieł, Ruch budowlany w Zamościu w XVII wieku, [w:] Zamość miasto idealne, Lublin 1980; Z. Tabaka, Huty szklane w Ordynacji Zamojskiej w pierwszej połowie XIX w., „Roczniki naukowo-dydaktyczne Wyższej Szkoły Pe- dagogicznej w Krakowie”, Nr 14, Historia, 1982; A. Tarnawski, Działalność gos- podarcza Jana Zamojskiego, kanclerza i hetmana wielkiego koronnego (1572—1605), Lwów 1935. 13 Dla przykładu podajemy kilka tytułów tych prac: M. Horn, Rzemiosło miej- skie województwa bełzkiego w pierwszej połowie XVII wieku. Zagadnienie kry- zysu gospodarczego Rzeczypospolitej szlacheckiej w Xyil wieku, Wrocław—War- szawa—Kraków 1966; tenże, Ruch budowlany w miastach Ziemi Przemyskiej i Sa- nockiej w latach 1550—1650 na tle przesłanek urbanizacyjnych, „Zeszyty Naukowe WSP w Opolu”, Seria B, Studia i monografie, Nr 23, Opole 1963; tenże, Rozwój rzemiosł branży drzewnej w miastach Ziemi Przemyskiej i Sanockiej w latach 1550—1650, „Zeszyty Naukowe WSP w Opolu”, Historia, Zeszyt VII. Opole 1970; tenże, Rzemieślnicy żydowscy na Rusi Czerwonej na przełomie XVI i XVII w., „Biuletyn ZlH”, Nr 34, Warszawa 1960; E. Trzyna, Zakres i sposoby eksploatacji lasów na Rusi Czerwonej od drugiej połowy XV do połowy XVII w., SDGW, t. 8, 1966.
mują o organizacji gospodarki leśnej oraz o różnych zakładach prze- mysłu leśnego. Podobne dane zawierają lustracje królewszczyzn w sta- rostwach zamechskim i lubaczowskim. Najpoważniejszą bazę źródło- wą, szczególnie dla drugiej połowy XVIII i pierwszej połowy XIX w. są zespoły akt Ordynacji Zamojskiej, obejmujące archiwalia podworskie tego latyfundium. Zebrane materiały są bogate i różnorodne, chociaż nie zawsze kompletne. Nieliczne są zwłaszcza przekazy naświetlające sprawę wielkości produkcji oraz techniki w okresie do XVIII w. 1. SPOŁECZNA ORGANIZACJA PRODUKCJI SMOLARSKIEJ Smolarstwo było jedną z najstarszych form przerobu drewna i obok palenia popiołów oraz obróbki surowca drzewnego stanowiło dość pow- szechną część zwykłych zajęć mieszkańców leśnych wsi14. Stosunkowo dużo smolarzy, czy, jak ich najczęściej nazywano, maziarzy, rekrutowa- ło się spośród zagrodników 15. Tak na przykład inwentarz z 1568 r. no- tuje w Zamchu 14 zagrodników, którzy oprócz innych zajęć związanych z eksploatacją lasu zajmowali się również paleniem smoły16. Także w inwentarzu Dąbrowicy (1639) czytamy: ,,W tejże wsi Soli zagrodnik maziarz z zagrody powinien dać do Dworu Solskiego mazi beczek dwie” 17. Smolarstwem zajmowali się również mieszczanie, choć zapewne ich udział w tej formie eksploatacji lasu był znacznie mniejszy od miesz- kańców wsi puszczańskich. Informacje źródłowe o mieszczanach — ma- ziarzach są bardzo skromne. Należy jednak odnotować, że nie tylko wsie, ale i miasta lokowane były na surowym korzeniu, co musiało wywierać określony wpływ na zajęcia ludności. Przywilej lokacyjny króla Zyg- munta Augusta dla Tarnogrodu (1567) naznaczał temu miastu 60 łanów i przyznawał prawo do wyrębu drewna oraz karczowania pól i łąk 18. Również przywilej dla mieszczan Płazowa zezwalał na wykarczowanie 50 łanów w lasach ku granicy Gorajca 19. Można więc założyć, że karpinę z tak znacznego wyrębu przeznaczano na palenie smoły. Potwierdza to 14 Por. H. Samsonowicz, Rzemiosło wiejskie w Polsce w XIV—XVI w., War- szawa 1954, ss. 170—-171; J. Broda, Przemysł leśno drzewny i rzemiosła [w:] Dzieje lasów..., s. 101. 15 W źródłach obie nazwy występują jako terminy jednoznaczne. W instrukcji dla leśniczego z klucza Cieszanów, datowanej 13 I 1784 r. czytamy: „Smolarzom, czyli maziarzom, którzy różnym sposobem jako i lasowi najwięcej lasów pustoszą [...] kurzenia smoły zabronić”. K. Baranowski, J. Bartyś, T. Sobczak, Instrukcje gos- podarcze dla dóbr magnackich i szlacheckich z XVII—XIX wieku, Wrocław—War- szawa—Kraków 1963, t. II, s. 35. Terminy smolarnia, smoła, smolarz występują jednak rzadziej na interesującym nas terenie, aniżeli maziarnie, maź, maziarz. Dlatego najczęściej będziemy używać tych ostatnich. 10 AGAD, Archiwum Skarbu Koronnego (cyt. dalej: ASK), Oddz. LVI, rkps Z 4, k. 8 v„ 9. 17 WAPL, AOZ, rkps 8, k. 8. 18 Tekst przywileju w oryginale oraz w tłumaczeniu polskim opublikował W. Depczyński. Zob. Tarnogród 1567—1967. Monografia historyczno-gospodarcza, Tarnogród 1970, ss. 121, 123. 19 Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Krakowie. Zbiory na Wawelu (cyt. dalej: WAPK. Zbiory na Wawelu), Teki A. Schneidra, Nr 911, Lubaczów, k. 213,
skromna informacja źródłowa, że w 1621 r. mieszkał tu smolarz Fedko 20. Również inwentarz starostwa lubaczowskiego z 1721 r. wymienia w tym mieście maziarza Sebastiana 21. Bliżej nieokreśloną rolę w produkcji smoły w starostwie lubaczow- skim odgrywali także karczmarze. Wiadomo nam, że karczmarz z Żuko- wa, Ihnat Strigiel, część czynszu płacił smołą (1564) 22 23. Obszerniejsze informacje źródłowe o maziarzach pochodzą z XVII i XVIII wieku. W pierwszej połowie XVII w. źródła notują maziarnie w Soli (1639) 2S, a w końcu tego wieku czynne były maziarnie w Gorec- ku (16 9 3 ) 24, Soli (1694) 25, Łukowej (16 9 7 ) 26. Z pierwszej połowy XVIII w. datują się informacje o maziarniach w Majdanie Niepryskim (1716)27 i Tereszpolu (17 2 3) 28, oraz o maziami braci Momotów w kluczu janow- skim (17 3 0) 29. Inwentarz Tereszpola z 1750 r. notuje w tej wsi trzech maziarzy: „Maziarze Wolanie: Matus Wolanin, Stach Wolanin, Maciek Moroz” 30. W drugiej połowie XVIII w. duże ilości smoły wypalali maziarze w lasach różanieckich należących do starostwa lubaczowskiego. W samej Hucie Różanieckiej w 1762 r. tą profesją zajmowało się czterech leśnych osadników 31. Również liczne były maziarnie w kluczu janowskim. Wiemy, że w latach 1771—1781 maziarze Łukasz i Kazimierz Kiszkowie oraz Franciszek Kukiełka (1786) palili w lasach tego klucza smołę „na potrze- bę skarbową” 32. Liczba czynnych maziami jest trudna do ustalenia. W okresie XVI— XVIII w. obiektów tych musiało być znacznie więcej, aniżeli notują to inwentarze, które podają oczywiście tylko maziarzy płacących czynsz lub oddających smołę. Materiały toponomastyczne dowodzą wzmożonej eksploatacji lasów przez smolarzy. W źródłach spotykamy dość liczne nazwy miejscowe związane z dawną produkcją maziarską: łąki na „Po- toku Maziarskim” i w lesie „Pole Maziarskie”33, las „Pod Maziar- nią” 34 i las zwany „Osmołowym Bagnem” 35, osadę Maziarnia 36 itp. 20 M. Horn, Rzemiosło miejskie województwa bełskiego..., s. 74. 21 Muzeum Narodowe. Biblioteka Czartoryskich (cyt. dalej: Bibl. Czart.), rkps 4535 IV, k. 32. 22 Zereła, t. III, Lwów 1900, s. 264. 23 WAPL, AOZ, rkps 8, k. 8. 24 BN, BOZ, rkps 1815, k. 34. 25 Tamże, k. 118—'119. 2B WAPL, AOZ, rkps 112, s. 128. 27 WAPL, AOZ, rkps 1322, k. 15. 28 WAPL, AOZ, rkps 1488, k. 57. 29 WAPL, AOZ, rKps 1601, k. 57. 39 WAPL, AOZ, rkps 1488, k. 6. 31 AGAD, ASK, Oddz. LVI, ikps L 2, vol. 3, Inwentarz starostwa lubaczow- skiego 1762. k. 104—105; rkps 126, Lustracja dóbr królewskich województwa beł- skiego 1765, s. 120. 32 WAPL, AOZ, rkps 1514, k. 16; rkps 1516, k. 33. 33 WAPL, AOZ, rkps 1456, bps, Regester czynszów pieniężnych i różnych eks- pens w folwarku solskim 1705 r. 34 WAPK, Teki A. Schneidra, Nr 1381, Ruda Różaniecka, bps. 35 WAPL, AOZ, rkps 3049. Nowy podział lasów na mniejsze ujazdy w udzia- łach 1 i 3, 1806 r., bps. 36 Osada leśna Maziarnia pod Hutą Różaniecką, notowana w źródłach z 2 po- łowy XVIII w. (WAPK, Zbiory na Wawelu, Teki A. Schneidra, Nr 1381).
Począwszy od drugiej połowy XVI w. wyłączne prawo do eksploatacji lasów posiadał dwór. Maziarze wypalający smołę zobowiązani byli do określonych powinności w zamian za drewno i karpinę. Inwentarz Zam- chu z 1568 r. określa ich świadczenia w sposób nie budzący wątpliwości: „Zagrodnicy ysz lyaszow uziwayą, którzy smoła palyą powinny smoli dwa dacz beczka do Zamku” 37. Maziarze upoważnieni przez dwór do pa- lenia smoły mogli płacić również ustalony czynsz pieniężny. Obie te for- my świadczeń nierzadko występują łącznie. Tak na przykład maziarz z Soli (1639) oddawał dwie beczki soli do dworu i cztery beczki do Za- mościa. Zobowiązany był również do płacenia do rąk leśniczego czyn- szu — „leśnych pieniędzy” 38 39. Maziarz z Tereszpola (1733) oddawał wy- łącznie smołę”, natomiast maziarz z Huty Różanieckiej (1762) płacił czynsz 40. Opłaty czynszowe występują w niektórych inwentarzach jako tzw. „drzazgowe” 41. Ze źródeł wynika, że niekiedy kwestię wyboru ro- dzaju świadczenia pozostawiano do uznania maziarza 42. Rozmiary świadczeń płaconych przez smolarzy były dość znacznie zróżnicowane. Różnice te mogły wynikać z wielkości obszaru leśnego oddanego do eksploatacji, z jakości drewna, warunków transportu itp 43. Stwierdzone w źródłach świadczenia w smole wynosiły w XVIII w. od 5—10 beczek rocznie. Najwięcej smoły, bo aż 20 beczek oddawali Kisz- kewie z maziarni w kluczu janowskim 44. Pojemność beczek była zapewne ściśle określona. Wiemy, że w sta- rostwie lubaczowskim nie mogła być niższa niż 3,5 garnca smoły 45. Usta- lane przez dwór świadczenia były niekiedy zbyt wysokie w stosunku do możliwości maziarzy. Spotykamy przypadki, że palący smołę nie mogli wywiązać się ze swoich powinności: Maziarz Sebastyan Osiadł przy Pstrążnicy [...] da ną ten rok mazi beczek pięć, szósta mu się destyluje dla ubóstwa” 46. Nie zawsze jednak administracja dworska była tak ła- skawa, jak w tym ostatnim przypadku. W 1768 r. maziarze skarżyli się, że oprócz czynszu złp 50 dają również 10 beczek smoły. Nie uzyskali ani jednak żadnej ulgi w świadczeniach, ponieważ zdaniem administracji „daleko więcej lasu zepsują, aniżeli czynsz i smoła warte” 47. Maziarze płacili również czynsz z tytułu posiadania pól i łąk wyrobionych w la- sach. Maziarz tereszpolski Mucha (1723) z 5 sznurów pola płacił 30 złp czynszu48 49, Iwan Szostak z Łukowej (1697) z 8 sznurów pola dawał złp 37 AGAD, ASK, Oddz. LVI, rkps Z 4, k. 8—9, 38 WAPL, AOZ, rkps 8, k. 8. 39 WAPL, AOZ, rkps 1488, k. 7. 49 W inwentarzu czytamy: „Michał Maziarzów płaci czynsz z rzemiosła zł 4”. (AGAD, ASK, Oddz. LVI, rkps L 2, vol. 3, k. 105). 41 WAPL, AOZ, rkps 1322, k. 115 v. 42 W inwentarzu Huty Różanieckiej z 1762 r. zanotowano: „Tamże maziarz [...] z lasu corocznie mazi beczek pięć albo złotych pięćdziesiąt do Skarbu Pańskiego oddać powinien” (AGAD, ASK, Oddz. LVI, rrkps L 2, vol. 2, k. 105). 43 Por. M. Szczepaniak, Przemysł i rzemiosło wiejskie w Wielkopolsce w dru- giej połowie XVIII wieku, Poznań 1971, s. 58. 44 WAPL, AOZ, rkps 1514, k. 16. 45 Bibl. Czart., rkps 4535 IV, k. 32. 48 Tamże, k. 32 v. 47 WAPL, AOZ, rkps 1625, k. 3. 48 WAPL, AOZ, rkps 1488, k. 6. 49 WAPL, AOZ, rkps 112, s. 28.
10 gr 2 0 49, natomiast Józef Gałan z Huty Różanieckiej (1762) płacił aż 60 złp 50. W końcu XVIII i na początku XIX w. liczba maziami znacznie się zmniejszyła. Było to następstwem zapoczątkowanej już w 1760 r. przez ordynata Klemensa Zamojskiego reorganizacji gospodarki leśnej. Ra- cjonalną gospodarkę leśną starali się kontynuować, zresztą z różnym skutkiem, kolejni ordynaci: Jan Jakub Zamojski (1767—1780), Andrzej Zamojski (1780—1792), Aleksander Zamojski (1792—1801), Stanisław Kostka Zamojski (1801—1835) 51. Wydawane przez Ordynację instrukcje wprowadzały dalsze ograniczenia w korzystaniu przez chłopów z użyt- ków leśnych, zawierały nakazy mające na celu ochronę drzewostanu, za- kazywały marnotrawnego używania drewna w różnorodnych gałęziach przemysłu leśnego52. Instrukcje zabraniały też maziarzom wycinania sosen na szczypy i zobowiązywały do palenia smoły wyłącznie z karpiny i leżaniny. Administracja zwracała uwagę na przestrzeganie zakazów budowy domów i osiedlania się przy maziarniach. Służba leśna, powołu- jąc się na zarządzenia władz austriackich z lat 1782 i 1807, przystąpiła do likwidacji maziami położonych w głębi lasów 53. Oficjaliści Ordynacji otrzymali instrukcję, aby piece smolarskie wyburzyć, smolarzy przenieść do wsi i „kurzenia smoły zabronić” 54. W 1784 r. skarżył się „leśny” Woj- ciech Malec, osadzony w lesie łukowskim, że „leśniczy maziarnię zawa- lić kazał”55. Brak danych nie pozwala na stwierdzenie, jakie rozmiary przybrała akcja usuwania maziarzy osadzonych w lasach 56. Nie ulega na- tomiast wątpliwości, że Ordynacji udało się zlikwidować wiele maziami, które przynosiły nieznaczny dochód z czynszów kosztem rabunkowego niszczenia drzewostanu 57. W końcu XVIII w. nadzór nad gospodarką leśną, w tym również nad produkcją maziarską sprawowała zawodowa służba leśna na czele z ober- leśniczym 58. Podlegał mu personel leśny złożony w 1796 r. z 11 leśniczych i stosunkowo dużej liczby pomocników — „leśnych”, którzy rekrutowali się z chłopów zwolnionych ze świadczeń pańszczyźnianych. W samym tylko ujeździe łukowskim było 9 leśnych, również 9 leśnych pilnowało lasów głuchskich, w innych ujazdach liczba leśnych wynosiła od 6 do 50 AGAD, ASK, Oddz. LVI, rkps L 2, vol. 2, k. 105. 51 Cz. Rajca, Gospodarka leśna..., ss. 207—209. 52 Zob. Instrukcje dla leśniczego z Kluczu Cieszanów, 13 I 1784 r.; Instrukcja dla ekonomów udziałów dóbr Ordynacji Zamojskiej, 11 V 1798 r.; Instrukcja dla podleśniczych Wydziału Zachodniego dóbr Ordynacji Zamojskiej, Janów, 1 XI 1812 r.; K. Baranowski, J. Bartyś, T. Sobczak, Instrukcje gospodarcze..., t. II, ss. 33—35, 46, 132. 53 Rozporządzenie „Uniwersał zawierający w sobie przepisy lasów” z 1782 r. zalecało likwidację osad położonych wśród lasów, natomiast patent cesarski z 1807 r. nakazywał zakładać smolarnie w oddzielnych miejscach i pod ziemią. Zob. T. Mencel, Galicja Zachodnia 1795—1809, Lublin 1976 r. s. 218. 54 Instrukcje gospodarcze..., t. II, s. 35. WAPL, AOZ, rkps 1595, k. 19. 5# R. Orłowski, Położenie i walka klasowa chłopów..., s. 120. 57 Sam tylko inwentarz klucza solskiego informuje o likwidacji trzech ma- ziami: „Maziarnię 1° w Ciosmach, 2° w Dębowym, 3cia u Wasągów skasowane” (WAPL, AOZ, rkps 2152, k. 25). 58 W 1796 r. 11 leśniczym wypłacono łącznie 6100 zł rocznej zasługi (WAPL, AOZ, rkps 1606, k. 10 v.).
8 osób 59. Oberleśniczy był bezpośrednio odpowiedzialny za właściwą go- spodarkę drewnem przeznaczonym do wypalania smoły. Za zgodą Kan- celarii Ekonomicznej wyznaczał teren na budowę pieców maziarskich, podpisywał kontrakty dzierżawne, czuwał nad tym, aby maziarze nie dewastowali lasów 60. W latach 1804—1806 przeprowadzono dalszą reorganizację administra- cji leśnej, na której czele stanął cudzoziemiec Karol Schwob pełniący funkcję dyrektora tej administracji61. Do końca pierwszej połowy XIX w. jeszcze dwukrotnie dokonywano istotnych zmian w strukturze administracji i funkcjonowania gospodarki leśnej, ale nie zdołano wyeli- minować dość często występujących nadużyć, ani też zdecydowanie zmniejszyć rozmiary rabunkowej eksploatacji62. Polityka administracji w stosunku do maziarzy wskazuje na dążenie do wprowadzenia elementów kapitalistycznej gospodarki leśnej. Ordyna- cji zależało na maziarniach o dużym przerobie drewna odpadowego, zdolnych do sprawnego oczyszczenia z karpiny poręb powstałych po ścince drewna towarowego. Maziarze mieli tutaj spełnić podwójną funk- cję gospodarczą: przygotować porębę do odnowy drzewostanu i wypa- lać smołę odpowiedniej jakości63. W końcu XVIII w. organizację pro- dukcji maziarskiej przejęli przedsiębiorcy, którzy dysponowali odpowied- nim kapitałem, głównie pochodzenia żydowskiego. W 1797 r. w kluczu janowskim źródła notują dwa duże obiekty: maziarnię we wsi Nalepy, którą dzierżawi Lejba Józefowicz za opłatą czynszową 333 zł oraz ma- ziarnię przy wiosce Kiszki, dzierżawioną przez Kielmana Hirszkiewicza z czynszem 150 zł rocznie i obowiązkiem dostarczenia 200 garncy smoły 64. Stosunkowo obszerne materiały źródłowe pozwalają na bardziej do- głębną syntezę organizacji przemysłu smolarskiego w pierwszej połowie XIX w. Liczba maziami w tym okresie była uzależniona od ilości miejsc przeznaczonych pod karczunek i nie przekraczała zwykle dziesięciu du- żych obiektów'. W dokumentach dotyczących maziami ordynackich wy- stępują nazwiska ponad 20 dzierżawców, którzy w różnym okresie, w pierwszej i na początku drugiej połowy XIX w. trudnili się wypala- niem smoły. Byli to przeważnie Żydzi mieszkający na stałe w pobliskich miastach: Biłgoraju, Tarnogrodzie i Janowie. Długoletnim kontrahentem Zamojskich był między innymi Jakub Besserman — Żyd z Janowa, któ- ry przez ponad 25 lat dzierżawił maziarnię w Uściu 65. Równocześnie wy- palał on smołę w Momotach (1842—1848) oraz w Lipie (18 5 5—1861) 66. Długoletnim również arendarzem maziami w Lipie był Icek Giek (1799— 1824) 67. Wśród dzierżawców żydowskich wyjątek stanowił Jan Skawiń- 59 WAPL, AOZ, rkps 1636, k. 2—12. 6« WAPL, AOZ, rkps 1582, vol. 2, s. 322. 61 Cz. Rajca, Gospodarka leśna..., s. 208. 62 Tamże, ss. 210—214. Pisze także o tym R. Bender, op. cit., ss. 62—63. 83 J. Broda, Smolarstwa i popielarstwo w lasach rządowych Królestwa Pol- skiego w okresie wczesnego kapitalizmu, SDGW, t. II, 1959, s. 559. 64 WAPL, AOZ, rkps 1582, vol. 2, s. 322. WAPL, AOZ, rkps 9954, s. 118. «s WAPL, AOZ, rkps 9941, ss. 137, 410. «7 WAPL, AOZ, rkps 9940, ss. 5, 65, 67.
ski notowany w źródłach z lat 1800—1812 jako szyper 68, a jednocześnie arendarz maziami w Uściu, Momotach i Grujcu69. W tym przypadku podjęto próbę swego rodzaju kooperacji obiektów smolarskich z portem rzecznym w Krzeszowie, gdzie Skawiński był odpowiedzialny za budo- wę szkut do spławrn gdańskiego 70. Z dzierżawcami maziami zawierano umowy w drodze licytacji. Ucze- stniczyło w niej zwykle kilka osób, przeważnie pochodzenia żydowskiego. Tak na przykład w 1846 r. do licytacji maziami w Łążku przystąpiło 6 Żydów z Janowa. Maziarnię wydzierżawił Dawid Kipersztok za roczną opłatą 242 zł71. Niekiedy zdarzało się, że podczas licytacji brakowało konkurentów. Kontrakty dzierżawne zawierane były na różne okresy czasowe 72, najkrótszy wynosił 1 rok, najdłuższy natomiast 6 lat73. Zgo- dnie z kontraktem, dzierżawcy zobowiązani byli do budowy i naprawy pieców na własny koszt74. Zarówno piec maziarski, jak i inne urządze- nia i budynki stawały się własnością Ordynacji po wygaśnięciu kontrak- tu 75. Drewno do wytapiania smoły kontrahenci pobierali z lasów ordy- nackich, natomiast za inne drewno użytkowe płacić mieli według obowiązującego cennika 76. Kontrakty zawierały postanowienia, które we- dług mniemania administracji miały .chronić lasy przed dewastacją. Za- broniono przede wszystkim wycinania drzewa na pniu. Do wytapiania smoły można było używać szczyp z pni wykopanych, natomiast drewno opałowe mogło pochodzie tylko z leżaniny. Kopanie karpiny i zbiórka leżaniny miała się odbywać wyłącznie w miejscach wyznaczonych przez służbę leśną77. Wysokość opłat dzierżawnych była dość zróżnicowana i uzależniona od możliwości produkcyjnych, jak też od stopnia wykorzy- stania powinności pańszczyźnianych. W 1858 r. czynsze roczne z pięciu maziami w kluczu krzemieńskim dały sumę 3386 zł. Najwyższy czynsz płacony przez dzierżawcę maziami w Momotach wynosił 903 zł 15 gr, najniższy zaś płacił kontrahent w Łążku — 333 zł 10 gr 78. Znacznie rza- dziej dzierżawcy zamiast gotówki oddawali smołę. W 1820 r. arendarz Herszek Weis zobowiązał się dostarczyć z maziami w Uściu corocznie 350 garncy smoły wozowej w dobrym gatunku. Kontrakt z 1820 r. zobo- wiązywał tegoż maziarza do oddania 1000, a następnie 1200 garncy smoły ,,koloru żółtawego w ziemi palonej” 79. Również dzierżawca w Li- pie Icek Giek oddawał z maziami 50 beczek smoły-pakówki80. 88 AGAD, AZ, rkps 2493, s. 16; WAPL, AOZ, rkps 1840, k. 1 i następne. Ostatni rachunek zawiera wyliczenia ze spławu z lat 1800—1810. 69 WAPL, AOZ, rkps 9947, Akta dotyczące maziami w Uściu i Łążku, bps. 70 Instrukcje gospodarcze..., t. II, s. 59. 71 WAPL, AOZ, rkps 9941, s. 19. 72 W 1820 r. maziarnia w Lipie została wypuszczona starozakonnemu Ickowi Gieck za roczną opłatą 500 zł (WAPL, AOZ, rkps 9940, s. 1). 73 W 1850 r. maziarnię w Kaproniach wydzierżawił na okres 6 lat Szloma Rajt, później umowę przedłużono na dalsze trzy lata WAPL, AOZ, rkps 9941, s. 179). 74 WAPL, AOZ, rkps 9966, k. 12. 75 Tamże, k. 12 v. 78 WAPL, AOZ, rkps 9941, s. 180 v. 77 WAPL, AOZ, rkps 9974, bps, Kontrakt z Ickiem Besermanem z Janowa na arendę maziami w Uściu 1843—1846; rkps 9941, s. 180 v. 78 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps. 79 WAPL, AOZ, rkps 9947, bps. 80 WAPL, AOZ, rkps 9940, s. 67.
Stosunkowo wysoka produkcja maziarska przy tradycyjnie stosowa- nych sposobach wymagała odpowiedniej siły roboczej. Na początku XIX i w latach dwudziestych tego wieku palacze i pomocnicy zatrudnieni w maziarniach rekrutowali się w znacznej mierze z budziarzy. Pracowali oni na zasadzie najmu przy budowie i naprawie pieców, wożeniu drew- na, przygotowywali szczypy itp 81 82. Liczne informacje traktują o zatrud- nianiu budziarzy przez szypra Jana Skawińskiego w Momotach, Uściu, Grójcu. W dwóch ostatnich miaziarniach pracowało 8 budziarzy62. Niektórzy dzierżawcy zastrzegali sobie w kontraktach pomoc chło- pów pańszczyźnianych. W 1823 r. arendarzowi w Lipie dodano „dni cią- głych sto” do wożenia drewna i wywozu smoły83. Z pańszczyzny cią- głej i pieszej korzystał również Jakub Gold — dzierżawca maziami w Uściu, któremu kontrakt z 1824 r. zapewnił pomoc włościan „należą- cych” do miaziarni84. W 1828 r. do maziami w Uściu robiło 8 włościan. Odbywali oni pańszczyznę ciągłą lub pieszą, każdy po 36 dni w roku. Administratorowi klucza krzemieńskiego zalecono, aby włościanie „po- winności do rzeczonej maziami należące regularnie odbywali”85. Po 1833 r., w związku z prowadzonym w Ordynacji Zamojskiej oczynszowa- niem chłopów, dzierżawcy przechodzą stopniowo na system najmu. Po- garszające się położenie ekonomiczne chłopów zmuszało tych ostatnich do poszukiwania dodatkowego zarobku 86. Taką sytuację potrafili odpo- wiednio wykorzystać dzierżawcy smołami. Kontrahenci Ordynacji po- zwalali włościanom na wypalanie smoły w swoich piecach i nabywali od nich gotowy już produkt. Polem do nadużyć były warunki kontrakto- we, które nie ograniczały wcale ilości szczyp karpiny, jak też drewna opałowego do pieców maziarskich. W tym stanie rzeczy włościanie przy własnych obejściach gromadzili znaczne nieraz ilości drewna, nierzadko z pnia ściętego. Do przygotowania szczyp z kopanej karpiny na jeden piec płaszczowy, mieszczący w sobie zwykle 4 fury drabiniaste trzeba było 24 dni roboczych. Jeżeli zaś maziarz-włościanin wyrabiał szczypy z drewna smolnego z pnia ściętego, ilość tych dni zmniejszała się o po- łowę87. Z jednego pieca maziarz mógł wytopić do 7 wiader smoły, a na- wet więcej, jeśli szczypy były smolne. Za jedno wiadro dzierżawca płacił smolarzowi zł 3 gr 10. Pokusa zwiększenia zarobku była powodem dość powszechnie stosowanej praktyki rabunkowej eksploatacji lasu przez smolarzy. W 1856 r. lustrator lasów zanotował: „Kontrahent Ma- ziami w Uściu ogromnie i bezkarnie niszczy lasy pobierając z takowych na szczypy osmolę, która w koronie drzewa sosnowego bywa i dla tej osmoły z pnia drzewo się ścina, osmolę z wierzchu odcina, a całe drzewo 81 Oficjalista ordynacki sporządzający wykaz ludności w Gminie Janów od- notował uwagę o dudziarzach w Uściu: „[...] mają sposób zarobkowania przy ma- ziami tamtejszej” (WAPL, AOZ, rkps 3199, k. 32). 82 WAPL, AOZ, rkps 9947, bps, Administrator Dolański do Skawińskiego. 83 WAPL, AOZ, rkps 9940, ss. 67, 72. 84 WAPL, AOZ, rkps 9947, bps. 85 Tamże, bps, Malhomme-Kraczkiewicz do administratora Daszkiewicza sierpień 1828. 86 Por. J. Willaume, Wieś lubelska przed uwłaszczeniem. Lublin 1964, ss. 56— 58; R. Bender, op. cit., ss. 96—97. 87 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps, Rządca klucza krzemieńskiego do Kontroli Zarządu, 18 XII 1851 r.
pozostawia”88. W wyniku przeprowadzonej kontroli u 6 włościan z Uścia stwierdzono znaczne ilości zdefraudowanego drewna przygoto- wanego do smolarm. — łącznie 12 fur osmoły oraz szczyp z drzewa z pnia ściętego. Dzierżawcy udowodniono również wykonanie 50 beczek na smołę, tzw. solówek z drewna skradzionego w lasach ordynackich89 90. Wprawdzie warunki kontraktowe zobowiązywały kontrahentów do po- krycia strat spowodowanych przez szkody, określały nawet kary za wy- cinanie drzew, ale w praktyce nie dawało to większych rezultatów ". 2. KONSTRUKCJA I TECHNIKA PRZEROBU Produkcja smoły wiązała się z koniecznością wybudowania odpowied- nich pieców do wypalania, choćby najprostszych. Jak wyglądały najstar- sze urządzenia techniczne dokładnie nie wiemy 91. Informacje historyczne z XVI w. traktujące o paleniu smoły nic nie mówią o stronie technolo- gicznej 92. W późniejszych materiałach źródłowych obiekty do produkcji smoły określone są nazwą ,,maziami”, natomiast podstawowe urządzenia występują jako „piece maziarskie” 93. Piece do wypalania smoły niewiele zapewne różniły się od znanych nam z wykopalisk wczesnohistorycznych jam smolarskich94. Były to właściwie doły wykopane w ziemi, których ściany i brzegi ubijano,, a jeżeli grunt był piaszczysty, umacniano je gliną lub wykładano kamie- niami. Rządca klucza krzemienieckiego tak charakteryzuje ówczesne pie- ce ziemne: „Zakłady zwane maziarniami są bardzo małej, jak żadnej wartości [...] niektóre są prostymi dołami bez żadnych dodatków, inne zaś złożone z trochę z cegły, gliny i ziemi” 95. Te pierwsze budowali dzierżawcy, którzy nie dysponowali odpowiednim kapitałem bądź chcieli produkować przy minimalnych nakładach. Praktyki te nie zawsze po- płacały. W 1859 r. dzierżawca w Głuchach podjął się urządzić „dół, czyli piec”, ale ten mu się zawalił96. Musiał więc ponieść dodatkowe koszty przy budowie drugiego pieca 97. 88 Tamże, bps, Grudziński do rządcy, 16 XII 1856 r. 89 Bednarz Walenty Florek zeznał: „Te dopiero 50 solówek z drze,wa nie ku- pionego wyrobiono” (WAPL, AOZ, rkps 9953 bps). 90 W 1857 r. Bessermanowi potrącono 50 zł tytułem odszkodowania za drewno przeznaczone na wyrób solówek (WAPL, AOZ, rkps 9953, bps). 91 Cz. Wrębiak, Smolarnie w południowej Lubelszczyźnie, „Studia i Materiały Lubelskie”, t. IV, 1972, s. 364. 92 Np. informacja: „[...] którzy siedzą na ogrodach, palą smołę, dają 2 beczki do Zamku” (AGAD, ASK, Odaz. LVI, rkps Z 4, Inwentarz starostwa zamechskiego 1568, k. 9). 98 WAPL, AOZ, rkps 1582, s. 322; rkps 9947; BN, BOZ, rkps 1815, k. 32. 94 H. Samsonowicz, Rzemiosło wiejskie w Polsce XIV—XV w., Warszawa 1954, s. 170. 95 WAPL, AOZ, 9953, bps. 96 WAPL, AOZ, rkps 9954, k. 133. 97 Dzierżawca Zelik Zysmelek nie dysponował gotówką. Po wybudowaniu pie- ca nie płacił czynszu. Zamierzał nawet potajemnie sprzedać wytopioną maź i zniknąć bez uprzedzenia administracji. Ta zaś uprzedziła dzierżawcę i zarządziła kroki egzekucyjne. Ze sprzedaży mazi udało się odzyskać tylko część należności Rządca klucza łukowskiego stwierdził, że „Zelik znajduje się w stanie zupełnego ubóstwa” (WAPL, AOZ, rkps 9954, k. 172).
Pełniejszy opis pieca maziarskiego w Tereszpolu znany z relacji dzier- żawcy, której fragment podajemy w pełnym brzmieniu: „Piec duży wy- kopany w ziemi do palenia karpiny na smołę, z polepą glinianą i koryt- kiem do ścieku smoły, w stanie dobrym, wartości Rs 4 96 * 98 *. Obok pieca był skład na smołę, ogrodzony dranicami, z wrotami zabezpieczonymi wrzeciądzem i skoblem. W skład obiektu wchodziły także dwie chałupy maziarzy kryte słomą". Podobne piece znajdowały się po roku 1859 również w Głuchach i Dąbrowicy 10°. Wielkość pieców ziemnych była rozmaita, od małych, mieszczących w sobie kilka lub kilkanaście fur karpiny 101 do dużych, mogących wypalić 200 i więcej fur szczyp 102. Największy z pieców w Tereszpolu zmieścić mógł do 240 drabiniastych fur karpiny 103. W takich właśnie piecach we- dług relacji rządcy, „szczypy układają w nich tak wysoko, jak się po- doba”. Ułożoną karpinę, podobnie jak w lemierzach węglarzy, przykry- wano grubą warstwą mchu, wrzosu, jagodników oraz obrzucano ziemią. Przez kilka zostawionych otworów wkładano smolne drzazgi, zapalano piec, po czym otwory były zatykane darnią 104. Po upływie jednej doby do korytka zaczynała spływać woda zawierająca związki terpentyny i olejków eterycznych, następnie dopiero smoła. Bez porównania lepszym sposobem produkcji smoły było wypalanie karpiny w piecach płaszczowych. Budowano je z cegły, gliny i ziemi105. Urządzenie takie składało się właściwie z dwóch pieców: wewnętrznego o cienkich ścianach oraz zewnętrznego, masywniejszego, czyli płaszcza. Oba były w górnej części zasklepione, z niedużymi otworami wt górze dla ulatniania się dymu oraz większym otworem przy podstawie dla wkładania szczyp. W piec wewnętrzny ładowano karpinę, natomiast przestrzeń między piecem i płaszczem wypełniona była drewnem opa- łowym, które następnie zapalano. Produkcja smoły w takim piecu po- legała na suchej destylacji karpiny prażonej-w wysokiej temperaturze, która powstawała przez spalanie drewna opałowego 106. Pojemność pie- ców płaszczowych mierzono ilością przeznaczonej do nich karpiny i drew- na opałowego. Każdy piec do wytapiania smoły mieścił w sobie 4 fury szczyp i 9 fur drewna opałowego 107. Smoła pozyskiwana z karpiny nie była produktem czystym. Należało ją jeszcze wygotować w drugim piecu o bardzo prostej konstrukcji, której zasadniczym elementem był żelazny kocioł z pokrywą na tzw. pakówkę 108. Piece płaszczowe nie posiadały 96 WAPL, AOZ, rkps 9966, k. 215 v. 99 Tamże, k. 136 v., 213, 215. 100 WAPL, AOZ, rkps 9954, k. 55, 57. 101 W 1857 r. Michał Goch, włościanin z Lipy prosił o zezwolenie na założenie maziami i budowę pieca „dwanaście fur szczyp kopanych pomieścić mogącego” (WAPL, AOZ, rkps 9941, k. 341). 102 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps; rkps 9954, k. 55; rkps 9956, k. 102. 103 WAPL, AOZ, rkps 9966, k. 102. 104 WAPL, AOZ, rkps 10168, bps, Akta tyczące się węglarki 1839—1844. 105 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps, Rządca klucza krzemieńskiego do Kontroli Zarządu, 1 III 1858 r. 106 Opis pieca podajemy za Wiktorem Kozłowskim, który do 1840 r. zarządzał lasami Ordynacji (W. Kozłowski, Słownik leśny, bartny, bursztyniarski i orylski. Warszawa 1846, z. 1, ss. 344—346). 107 WAPL, AOZ, rkps 10168, bps. los WAPL, AOZ, rkps 9966, k. 215 v.
urządzeń destylacyjnych do oddzielania olejków eterycznych i terpenty- ny, być może z powodu wysokich kosztów związanych z wystawieniem pieca o pełnym urządzeniu 109. 3. ROZMIARY PRODUKCJI Skąpe informacje źródłowe pozwalają tylko na przybliżone obliczenie ilości smoły wytapianej przez maziarzy w okresie XVI—XVIII w. Bio- rąc pod uwagę znane nam ilości smoły oddawanej w ramach powinności można założyć, że maziarze wytapiali rocznie od kilkunastu do kilku- dziesięciu beczek tego produktu. W drugiej połowie XVIII w. w Lasach Janowskich bracia Kiszkowie wypalali co najmniej od 30 do 50 beczek smoły. W latach 1776—1781 wspomniani maziarze sprzedali Ordynacji 260 beczek tego cennego dla gospodarki folwarcznej produktu 110 111 112. Wydajność dużych pieców ziemnych była w XIX w. znacznie wyż- sza. Z każdego takiego pieca wytapiano smoły wozowej od 800 do 1000 garncy podczas jednego cyklu produkcyjnego. Biorąc pod uwagę, że cykl produkcyjny można było powtarzać w ciągu roku sześciokrotnie dochodzimy do wniosku, że roczna produkcja pieca ziemnego wynosiła od 4800 do 6000 garncy smołylu. Uboczną produkcję stanowił węgiel w ilości od 60 do 100 garncy z jednego pieca. W piecu płaszczowym ilość smoły z jednego wytopu była daleko mniejsza, ale z kolei przygotowanie pieca do produkcji trwało przeciętnie około jednego tygodnia. Piece ta- kie mogły powtarzać cykl produkcyjny do 40 razy w roku. Z jednego wytopu otrzymywano od 50 do 60 garncy smoły wozowej oraz furę wę- gla jako produkt uboczny. Po przefiltrowaniu mazi na pakówkę pozosta- wało w kotłach od 18 do 24 garncy produktu wysokiej jakości1112. Są to wielkości zapewne przybliżone, ponieważ dzierżawcy maziami stara- li się nie ujawniać faktycznych efektów produkcyjnych. 4. ZNACZENIE GOSPODARCZE SMOLARSTWA Najpoważniejszym odbiorcą produkcji maziarskiej były folwarki. Tradycyjnie od wieków używano smoły do smarowania drewnianych osi wozów. Dokumenty gospodarcze Jana Zamojskiego z lat 1579—1584 do- wodzą, że wydatki na smołę stanowiły dość często występującą pozycję w jego rachunkach 113. Znaczenie tego produktu było szczególnie ważne w lasach położonych z dala od Tanwi, ponieważ w tych przypadkach możliwy był tylko transport kołowy, zwłaszcza gdy trzeba było przewo- zić ładunki o dużej wadze: tramy, rudę, kamień. Liczne wozy z tym ła- 109 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps. no WAPL, AOZ, rkps 1514, k. 3—50, 111 WAPL, AOZ, rkps 9953, bps. 112 Są to dane oparte na oświadczeniach palaczy zatrudnionych przy piecach (WAPL, AOZ, rkps 9953, bps, „Protokół w przedmiocie zbadania utrzymywanych przez kontrahentów maziami do wypalania smoły pomocników, czyli palaczy..., 11 września 1857”). AGAD, AZ, rkps 2519, k. 252—254.
dunkiem wyjeżdżały z lasów podczas budowy Zamościa. Również i póź- niej znaczenie tego rodzaju transportu nie zmalało. W 1829 r. jeden z oficjalistów Ordynacji niejaki Szałajkowski donosił o wyczerpaniu się wszelakich zapasów smoły, ponaglał o dostarczenie przynajmniej „garn- cy tysiąc w zapas ” i przypominał, że „bez zapasu na żaden sposób obejść się nie może, a co większe garów wożęce kamienie do Klemensowa nie będzie czym smarować” 114. Duże ilości smoły pobierał również przemysł: gorzelnie, browary, potażernie. Sprawą niezmiernie istotną dla Ordynacji było zabezpieczenie odpo- wiedniej ilości smoły do budowy statków rzecznych. W rachunkach do- tyczących zakupu tego produktu u maziarzy spotykamy częste informacje o przeznaczeniu smoły: ,,do Spichlerza lądowego, do nowej szkuty, do szkuty nowo wybudowanej” 115 , ,,do Pala Krzeszowskiego” 116. Sami tylko maziarze Kiszkowie w latach 1776—1781 corocznie dostarczali do Krze- szowa od 30 do 50 beczek smoły szkutnej 117. Popyt na smołę wzrasta jeszcze bardziej pod koniec XVIII w., kiedy Ordynacja przystąpiła do rozbudowy flotylli rzecznej118. Budowano wówczas w Krzeszowie nad Sanem szkuty, dubasy, łyżwy, galary i krypy119. W 1810 r. do 20 budo- wanych galarów Ordynacja zakupiła 180 garncy smoły 12°. Służba leśna starała się zapewnić gospodarce Ordynacji planowane ilości tego produktu z maziami puszczańskich wprowadzając do kontrak- tów odpowiednie zobowiązania dzierżawców. Ci jednak starali się sprze- dawać smołę poza Ordynacją, wywożąc ten produkt między innymi do Warszawy i Krzeszowa 121. 5. UWAGI KOŃCOWE 1. Od drugiej połowy XVI w. dwór posiada wyłączny monopol na eks- ploatację lasów. Maziarze palący smołę muszą z tego tytułu świadczyć określone powinności. 2. W końcu XVIII i w pierwszej połowie XIX w. nastąpiły widoczne przemiany w społecznej organizacji smolarstwa polegające na znacznej koncentracji produkcji oraz na wprowadzeniu systemu pracy najemnej. 3. Mimo postępującego rozwoju gospodarki leśnej długo utrzymywały się archaiczne formy przerobu drewna na smołę. Dopiero w drugiej po- łowie XIX w. dokonał się w tej dziedzinie swego rodzaju przewrót prze- mysłowy poprzez wprowadzenie suchej destylacji drewna w piecach płaszczowych. 114 WAPL, AOZ, rkps 9940, s. 89. 115 WAPL, AOZ, rkps 1514, k. 16. no WAPL, AOZ, rkps 1515, k. 50. in WAPL, AOZ, rkps 1514, k. 16, 37; rkps 1515, k. 3, 28, 50, 86. 118 R. Orłowski, Z dziejów organizacji handlu spławnego..., s. 91. u# WAPL, AOZ, rkps 1840, k. 11. 120 Tn]Yi7p Ir ni WAPL, AOZ, rkps 9953, bps.
Józef Tomasz Frazik KAMIENICA CEGIEŁCZYŃSKA PRZY RYNKU PRZEMYSKIM OZNACZONA NUMEREM PIĄTYM I. UWAGI WSTĘPNE Kamienica położona przy Rynku nr 5 w Przemyślu, poza nielicznymi, nieistotnymi, a co gorsze, mylnymi wzmiankami nie znalazła dotąd na- leżytego odbicia w literaturze k Pierwsze studium wraz z badaniami te- renowymi, wykonane w roku 1974 z okazji przygotowywanych prac konserwatorskich, pozostało jako cenna dokumentacja w maszynopisie 1 2. Piszący te słowa, jako inspirator i współautor owych badań, jest w pełni upoważniony do wykorzystania tych materiałów w oddawanym do rąk czytelnika szkicu monograficznym kamienicy. II. TOPOGRAFIA OBIEKTU I JEGO IDENTYFIKACJA ZE ŹRÓDŁAMI PISANYMI Kamienica wznosi się w zabudowie zwartej, w północnej pierzei Ryn- ku, na działce położonej w narożniku utworzonym przez przecięcie się pierzei z ul. Wodną, po wschodniej stronie tej ulicy; po zachodniej stoi kamienica oznaczona numerem czwartym. Działka posiada kształt trapezu, zbliżonego do bardzo wydłużonego prostokąta, ciągnącego się w głąb bloku, od Rynku do granicy posesji leżącej przy ul. Wodnej 4 i przy ul. Ratuszowej. Wymiary działki wyno- szą: od Rynku 13,00 m, od posesji leżącej przy ul. Ratuszowej około 1 Z nich najważniejsza: G. Krupiński, Rynek przemyski i jego kamienice, „Rocznik Przemyski”, t. IX, z. II, s. 114. 2 [R. Frazikowa], Kamienica przy Placu Wielkiego Proletariatu (Rynek) 5 w Przemyślu. Studium historyczno-architektoniczne, Przemyśl — Kraków 1974, maszynopis; Kamienica przy Placu Wielkiego Proletariatu (Rynek) 5 w Przemyślu; Terenowe, naukowe badania historyczno-architektoniczne oraz warstw malarskich, Przemyśl — Kraków 1974 r., maszynopis. Prace wykonane przez zespół w ramach działalności Zakładów Artystyczno-Badawczych Akademii Sztuk Pięknych w Kra- kowie pod kierunkiem prof. dra Władysława Ślesińskiego na zlecenie Zarządu Budynków Mieszkalnych w Przemyślu.
11,50 m, głębokość 28,80 m. Pierwotnie działka była dłuższa (głębsza), sięgała bowiem aż do obecnej ul. Ratuszowej. Teren opada bardzo mocno w kierunku północnym. Budynek zajmuje całą powierzchnię działki. Na- leży odnotować jeszcze ten ważny szczegół, że linia frontowa kamienicy jest wysunięta w stosunku do linii frontowej kamienic nr 2 i 3 o około 5,00 m, a identyczna z linią frontową kamienic nr 4 i 6 (por. ryc. 1). Ryc. 1. Przemyśl, północna pierzeja Rynku według stanu z roku 1973 Na podstawie spisu podymnego z roku 1629 można dowodnie ustalić, że kamienica należała wówczas do Dunikowskich; od wschodu sąsiadowała z posesją Dudkowica (dziś Rynek nr 6), od zachodu zaś z uliczką wiodącą „między kamienicami z rynku do Wodnei ulice”. Dalej po zachodniej stronie owej uliczki stała kamienica Sebastiana Czabankowicza, zwanego także Konfederatem3. Owe narożne usytuo- wanie kamienicy Dunikowskich, podobnie jak Czabankowiczów, znajduje swe potwierdzenie zarówno w późniejszych spisach podatkowych, jak i w licznych notach archiwalnych. W ten sposób m. in. została ona okre- ślona w akcie z dnia 12 IX 1620 r., gdy prawa własności nabywał Jan Dunikowski podsędek ziemi przemyskiej: ,,ad domum lapideam et aream Czegiełczynska dictam, hic Praemysliae in Circulo Civitatis penes do- mum lapideam olim Famati Laurentii Radzymsky [później Dudkowica] ex una et domum lapideam Kurzelowskie [później Czabankowicza] nun- cupatam interveniente plateola, acialiter sitam et iacentem” 4. W akcie tym zawarta jest także inna niezmiernie ważna wiadomość, która zre- sztą znajduje swe liczne późniejsze źródłowe potwierdzenia, że kamie- nica nosiła nazwę: Cegiełczyńska. Na tej podstawie można ustalić, że była niegdyś własnością Cegiełków 5 6. Po roku 1620 nazywana jest bądź Cegiełczyńska, bądź Duńkowska ’, 3 Wojewódzkie Archiwum w Przemyślu, Zespół Akta Staropolskie Archiwum miasta Przemyśla (cytuję dalej: AmP), ks. 349, s. 3. 4AmP, ks. 44, s. 1645. 5 AmP, ks. 88, s. 813; ks. 40, ss. 789—790. 6 AmP, ks. 53, s. 772: [------] „in Domum lapideam Dunkowskie dictam in Circulo Civitatis acialiter ex una et Domum lapideam Radzimskie” [---------]. —
a w spisach podatkowych w latach 1650—1670 Duńkowska lub Droho- jowska 7. W aktach majątkowych rodziny Drohojowskich mówi się o niej jako o kamienicy Cegiełczyńskiej, położonej w Rynku, narożnej, sąsia- dującej z jednej strony z kamienicą Radzimską, stanowiącą w latach 1664 i 1665 własność spadkobierców Wargockich, a drogą prowadzącą do ulicy Wodnej z drugiej strony 8. Identycznie została ona określona, gdy w roku 1684 Jan Stefan Drohojowski sprzedawał realność Andrzejowi Skórczyckiemu, chorążemu ziemi przemyskiej9. Odtąd notowana jest w wykazach podatkowych jako kamienica Skórczyckiego lub chorążego przemyskiego (przynajmniej do roku 1715)10. W roku 1755, w niezmiernie cennej księdze hipotecznej miasta Przemyśla, kamienica zwana jest Dro- hojowską i znajduje się w posiadaniu Stadnickiego, kasztelana bełskie- go 11. W latach siedemdziesiątych XVIII wieku występuje jako kamieni- ca Stadnickich lub „Drohojowska W Hrabiny” 12. Pod koniec lat siedem- dziesiątych kamienica Drohojowska jest w rękach barona de Wecsay, majora wojsk cesarskich13, a w roku 1783 jako własność Miszurowicza ma być sprzedana na licytacji14. Pod koniec XIX wieku stanowiła po- siadłość rodziny Sonntagów, a w XX wieku, do roku 1939 ukraińskiego towarzystwa Wira 15 *. Obecnie jest własnością miasta. O owym narożnym położeniu kamienicy nr 5 mówią także akta ty- czące drugiej kamienicy narożnej, leżącej po przeciwnej stronie ulicy Wodnej, mianowicie kamienicy oznaczonej nr 4. M. in. np.. 3 IX 1621 ro- ku Czabankiewiczowie nabywają kamienicę Kurzelowską położoną „in circulo civitatis ex una lapidea Radowiczowska et domus lapidea olim Dunikowski platea mediante” 1G. Dla przebiegu i wyniku dalszych badań nad dziejami kamienicy nr 5, zwłaszcza badań prowadzonych w niezmiernie obfitych źródłach narra- cyjnych, również konieczne staje się ustalenie stosunków własnościowych dla obu sąsiednich posesji, mianowicie kamienicy nr 4 i nr 6. I tak, ka- mienica leżąca przy Rynku nr 4 to dawna kamienica zwana kolejno: od połowy XVI wieku Kurzelowską, od roku 1621 Czabankiewieżowską lub Konfederacką, po połowie XVII wieku Dominikańską, od 1738 roku Ziem- lińską, a w drugiej połowie XVIII stulecia Jezierskich, a następnie Ja- worskich 17. Kamienica nr 6 natomiast, to w XVI i XVII wieku Radzim- AmP, ks. 20, 515—529: „Cegielczynska [-------] inter Lapideam Famati Valentini Dudkowie Radzimskie dictam ab una et vicum publicum in plateam aąuaticam currentem ab altera partibus sita”. 7 AmP, ks. 375, ss. 4, 57—58; ks. 377, ss. 4, 26; ks. 379, ss. 25, 33—34; ks. 387, ss. 4, 5. 8 AmP, ks. 64, ss. 121—128 według paginacji ołówkowej. 9 AmP, ks. 23, ss. 9—13. 10 AmP, ks. 399, ss. 8—9; ks. 395, s. 23; ks. 557, s. 102. 11 AmP, ks. 557, ss. 100—401. 12 AmP, ks. 409, passim; ks. 410, s. 3; ks. 411, s. 3; ks. 412, s. 3. 13 AmP, ks. 289, ss. 6—8 (paginacja ołówkowa). 14 AmP, ks. 288, ss. 19—20. 15 Według informacji ustnej najstarszych mieszkańców miasta. 18 Archiwum OO. Dominikanów w Krakowie, bez sygn., Liber Summarii II, s. 95. 17 J. T. Frazik, Kamienica przy Rynku przemyskim oznaczona numerem czwar- tym, „Rocznik Przemyski”, t. XIX—XX (1976), ss. 59—104.
ska, później Budkiewiczów, Wargockich, w XVIII wieku Przeczkowskich i Sobolewskiego 18. Na katastralnym planie miasta z roku 1852 kamienica nr 5 opatrzona jest numerem 197, kamienica nr 4 — 202, a nr 6 —; 196. (ryc. 2) Za kamienicą nr 5, w kierunku północnym ciągnęła się działka aż do dzi- siejszej ulicy Ratuszowej. Stały na niej dwie wąskie oficyny, przy- legające krótszymi bokami do zachowanego po dziś dzień budynku fron- towego, a następnie, w niewielkim odstępie, budynek od ul. Ratuszowej. III. DZIEJE KAMIENICY NA PODSTAWIE ŹRÓDEŁ PISANYCH Historia zabudowy działki w okresie średniowiecza i wczesnego re- nesansu zostanie omówiona w innej pracy. W tym miejscu zainteresu- jemy się dziejami kamienicy od drugiej połowy XVI wieku. Z akt spra- wy toczonej w 1556 roku między Janem Radzimskim a Janem Cegiełką wynika, że obaj sąsiedzi wznosili między swymi posesjami mury gra- niczne. Wizja lokalna i pomiar owych murów zostały wykonane 27 mar- ca przez muratorów Andrzeja Kossowskiego i Bononiego w obecności wójta oraz dwu ławników. Z zapisu, który zdaje się jest dość dokładny, można wnioskować, że chodzi tu najprawdopodobniej o mur ciągnący się między dwoma podwórzami19. W drugiej połowie XVI wieku (przypuszczalnie około roku 1580) w kamienicy Cegiełczyńskiej na zlecenie Jana Cegiełki Andrzej murator sklepił sień i wykonywał schody na górę 20. Jaki ponadto był wówczas za- kres prac budowlanych, trudno na podstawie źródeł stwierdzić. W każ- dym razie kamienica musiała być ukończona jeszcze przed 18 III 1586 roku, skoro w tym dniu wynajęto ją i urządzono w niej sesję sądową21. Pod koniec stulecia nie znajdowała się jednak w zbyt dobrym stanie, jak świadczy o tym częściowa lustracja przeprowadzona 31 VII 1597 ro- ku 22. Dom ówczesny był piętrowy, posiadał na tyłach stajnie i sło- downię. Jeszcze w tym roku oraz następnym, prace remontowe przepro- wadził swym kosztem arendarz posesji, Stanisław Jankowski, który re- gestr wydatków robował w aktach miejskich 10 III 1599 roku23. Było to: wystawienie nowej stajni i browaru, poprawa gontów na kamienicy, prace murarskie na piętrze (komin, kuchnia) oraz naprawa tamże błon okiennych w izdebkach i komnacie, postawienie nowego pieca, a także brukowanie dziedzińczyka. Wkrótce potem, w dniu 20 IX 1600 roku, cie- śle: Krzysztof Molendinator, Wojciech Kobyłka i Jan oszacowali wartość wszystkich części drewnianych kamienicy (oprócz nowego pobicia) na sumę sześćdziesięciu trzech złotych polskich i trzech groszy, a murato- 18 R. Frazikowa, Monografia Kamienicy Nr 6 przy Rynku przemyskim, w ni- niejszym tomie „Rocznika Przemyskiego”. 19 AmP, ks. 11, s. 249, akt 350. Por. aneks 1. Za pomoc przy właściwym roz- wiązywaniu skrótów w tekstach łacińskich jestem winien wdzięczność ks. prof. drowi Julianowi Atamanowi. 20 AmP, ks. 40, ss. 789—790. 21 AmP, ks. 16, ss. 920—922. 22 AmP. ks. 35, s. 13. Por. także aneks 2. 23 AmP, ks. 35, ss. 728—730. Por. także aneks 3.
Ryc, 2. Przemyśl, fragment planu katastralnego z roku 1852, kamienica Rynek nr 5 oznaczona liczbą 197 rzy Andreas Italus i Galacius Appianus — mury części domu na sumę tysiąca dwustu złotych polskich. Zostały przy tym wymienione: pod- sienie z izdebką na nim, sklepienie od przednich drzwi aż do tyłu oraz ściana i schody na górę 24. Z ostatnich trzech aktów można wydeduko- wać, że realność stanowiła własność Kawków: Jana i Andrzeja oraz ich siostry Barbary. Nie byli oni dobrymi gospodarzami. Świadczy o tym wizja domu dokonana przez delegowanych ławników miejskich w dniu 12 X 1611 roku. Dach od Rynku nad przednią świetliczką był bardzo zły, dziurawy, powała nad tą świetliczką gliną zalepiona zapadła się. Na ca- łym piętrze ciekło. Okna były dziurawe, ramy pogniłe. Browar stał po- chylony ku izbie wielkiej, podparty drągami, a pry wety, tzn. klozety „zagubione”, przykryte deskami25. Ponadto majątek był zadłużony. Na hipotece swe sumy posiadali: Regina Stojecka Cielkowa, Maciej Goliszo- wicz, a w końcu Walenty i Cecylia Koniarczykowie 26 27. Na nich w efekcie przechodziły prawa własnościowe. W kamienicy w roku 1616 bezpraw- 24 AmP, ks. 255, ss. 160 i 162. Por. także aneksy 4 i 5. 26 AmP, ks. 41, s. 1757. Por. także aneks 6. 26 AmP, ks. 234, ss. 219, 225—226, 232—240, 244—245, 262—265; ks. 43, ss. 12— 15 oraz teczki pt. „Ex act. scab. 1614—1615”, karty 56 i 57. „Ex actis scab., mi- nuty 1615”, k. 1. 27 AmP, ks. 43, ss. 41, 45—46, 48.
nie pewne pomieszczenia zajmował szewc przemyski Jan Russa27, a w 1620 (lub przedtem) mieszkała Balcerowa, którą Koniarczyk obwi- nił o spustoszenie browaru 28. Wreszcie w drodze pewnych transakcji finansowych przeprowadzo- nych między Walentym Koniarczykiem a Janem Dunikowskim, pod- sędkiem ziemi przemyskiej, zapoczątkowanych 12 IX 1620 roku, posesja przeszła w ręce Jana Dunikowskiego29. W roku 1625 kamienicą opieko- wał się i zapewne w niej mieszkał nie wymieniony z imienia mularz 30. Właścicielem kamienicy był syn zmarłego Jana, Marcin Dunikowski, w którego imieniu wszystkie sprawy załatwiał opiekun Stanisław Duni- kowski; m. in. z Barbarą Radzimską kwestię sporną o ścianę granicz- ną 31. Kamienica w owym czasie zapewne nie różniła się od innych do- mów rynkowych, skoro właściciel płacił około roku 1630 podymne w wysokości dwu złotych polskich, identycznie, jak pozostali posesorzy realności przyrynkowych32. Jej stan przedstawiał się wręcz opłakanie; dowodzi o tym wizja przeprowadzona w dniu 14 IV 1636 roku na ży- czenie aptekarza Jana Cwelińskiego, który arendował część kamienicy. Ogólna dewastacja wnętrz, brak klamek, haczyków, powybijane okna, poniszczone posadzki olstrychowe (m. in. w izbie wielkiej), złe palenisko w kuchni, brak zamku w komorze przed izbą i w aptece, zniszczone schody do piwnicy, zgniły płot, to obraz wynikający z relacji ławników 33. Po bezpotomnej śmierci Marcina z Urska Dunikowskiego realność kupił od spadkobierców Jan Parys z Drohojowa Drohojowski, syn Jana Tomasza Drohojowskiego, starosty przemyskiego 34. Na mocy kontraktów wpisanych do miejskich ksiąg przemyskich w dniach 14 I, 18 II i 21 II 1640 roku Jan Parys Drohojowski zapłacił za nią po 2000 złotych pol- skich: małżonkom Teresie i Zygmuntowi Fredrze, stolnikowi ziemi sa- nockiej, Jadwidze Ramułtównie, żonie Abrahama z Bobrku Ligęzy (bę- dącej córką Andrzeja Ramułta i Barbary Dunikowskiej), Zofii z Urska, żonie Jana Czerniejowskiego, podkomorzego ziemi lwowskiej oraz Ja- nowi z Sieniowa Krzeczowskiemu; zaś po 500 złotych polskich otrzymali: Zygmunt Trojecki, Krystyna z Trójczyc, Katarzyna z Trójczyc primo voto Adamowa Orzecka, secundo Mikołajowa Duninowa oraz Jakub Chrząstowski35. Na marginesie warto nadmienić, że hipoteka tego domu nadal nie była jednoznacznie czysta, skoro w roku 1643 Stanisław Jan- kowski wnosił pretensje o 200 zł zapisanych tu swemu bratu przez Wojciecha Trawińskiego jeszcze w roku 1603 36. Podobnie, jak Dunikowski, Drohojowscy w kamienicy nie rezydo- wali, lecz wynajmowali ją lokatorom. W latach pięćdziesiątych XVII wieku mieszkał tu Pankiewicz, Jen drze j rybiarz, Matisowa, Małaskiewi- 28 AmP, ks. 44, s. 1278. 29 AmP, ks. 44, ss. 1645—1647. Por. aneks 7. 39 AmP, ks. 47, ss. 959—960 31 AmP, ks. 47, ss. 1061—1062, 1073. 32 AmP, ks. 349. s. 3; ks. 353. s. 3; ks. 354,'s. 2. 33 AmP, ks. 53, ss. 772—773. Por. aneks 8. 34 J. Drohojowski, Kronika Drohojowskich, Kraków 1904, passim. 35 AmP, ks. 20, ss. 515—529. Por. aneksy 9—11. 39 AmP, ks. 57, s. 8.
Ryc. 3 Przemyśl, kamienica nr 5 na pocztówce wydanej w roku 1910. Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, sygn. MP-F 1861 czowa37, w sześćdziesiątych zaś Juraszowicz i Ptaśnik lub Paśnik38. W spisie podatkowym z roku 1658 przy kamienicy zapisana uwaga: „delata” 39. Po śmierci Jana Parysa na mocy akt donacji zawartych w roku 1664 i 1665 realność objął w posiadanie Krzysztof Tomasz Drohojowski40, ale już w roku 1678 zrujnowaną przejął Stefan Jan, by dnia 1 III 1684 roku sprzedać małżeństwu Konstancji z Cisowa i Andrzejowi ze Skór- czyc Skórczyckiemu, chorążemu ziemi przemyskiej za sumę 4000 zło- tych polskich. Intercyza zawarta w aktach starościńskich grodu prze- myskiego została robowana w sądzie miejskim 14 VI 1685 roku 41. W ro- ku 1696 w kamienicy mieszkał Daszkiewicz z żoną Anną, krawiec, szyn- karka Katarzyna i Jan Dróżnik z córką Teresą 42 43. Skórczyccy posiadali realność jeszcze w roku 1715 4S, lecz przed rokiem 1755 przeszła ona w rę- ce Stadnickich 44 i pozostała ich własnością co najmniej do roku 1772 45. W spisie podatkowym z roku 1770 przy kamienicy Stadnickich widnieje adnotacja: „Nadruynowana” 46. 37 AmP, ks. 375, ss. 4, 20—21, 32—33, 57—58. 38 AmP, ks. 379, ss. 3—4, 25; ks. 384, s. 1; ks. 387, s. 4. 38 AmP, ks. 377, s. 4. 40 AmP, ks. 64, ss. 121—128 (paginacja ołówkowa), akt 427. Por. aneks 12. 41 AmP, ks. 23, ss. 9—-13. Por. aneks 13. 42 AmP, ks. 395, s. 23. 43 AmP, ks. 557, ss. 100—101. Por. aneks 14. 44 Tamże. 46 AmP, ks. 409, passim; ks. 410, s. 3; ks. 411, s. 3; ks. 412, s. 3. 48 AmP, ks. 410, s. 3.
Bezpośrednio po rozbiorach w posiadanie realności wszedł baron de Wecsay, major wojsk cesarskich 47, a na wiosnę 1783 roku jej właś- cicielem był mieszczanin przemyski Antoni Miszurowicz. W maju tego roku przygotowano publiczną licytację domu 48. Dziewiętnastowieczne losy kamienicy nie są zbyt dobrze znane. Wia- domo, że w drugiej połowie tego stulecia była własnością rodziny Sonn- tagów, która w roku 1894 ukończyła dzieło gruntownej przebudowy istniejących już wówczas obu pięter 49, a przede wszystkim obu elewa- cji, przerabiając je w duchu architektury pseudobarokowej (ryc. 3). Przed rokiem 1939 kamienica stanowiła własność ukraińskiego to- warzystwa Wira, a obecnie pozostaje w gestii MZBM miasta Przemyśla. W roku 1981 została ukończona jej gruntowna konserwacja. IV. OPIS OBIEKTU WEDŁUG STANU Z ROKU 1973 Murowana, otynkowana, z bogatym wystrojem zewnętrznym kamie- nica jest obiektem podpiwniczonym, dwupiętrowym, krytym dachem trójspadowym. Budynek został wzniesiony jako narożny na planie tra- pezu zbliżonego do wydłużonego prostokąta o wymiarach: 11,50—13,00 X X 28,80 m, przy czym ścianę frontową od Rynku, tzn. od południa, two- rzy bok o wymiarach 13,00 m, bok dłuższy przylega do ul. Wodnej. W planie parteru, idąc od frontu w głąb budynku, można wyróż- nić cztery trakty. Trakt pierwszy tworzy dawny trzyprzęsłowy, sklepio- ny krzyżowo podcień, dziś zamurowany (por. plan parteru, pomieszcze- nie Aj — A2). Wschodnie przęsło dawnego podcienia oddzielone jest obecnie cienką ścianką poprzeczną i stanowi część sieni wejściowej (A2). Arkady zewnętrzne zamieniono na drzwi wejściowe w przęsłach skraj- nych i witrynę w środkowym. Począwszy od traktu drugiego kamienica podzielona jest w parterze na dwa wyraźne, biegnące w głąb pasy różnej szerokości, przy czym pas lewy, zachodni, ma kształt trapezu rozszerzającego się w kierunku północnym, zaś prawy, wschodni, węższy, odwrotnie, w kierunku po- łudniowym. Pas lewy, oddzielony od podcienia ścianą grubości 1,00 m, w której widnieje zamurowany dawny otwór, obejmuje trzy różnej wielkości pomieszczenia, ułożone w amfiladzie. Sala traktu drugiego (B) ma długość 7,40 m, szerokość 5,00 m. Przez drzwi w ścianie o grubości 0,80 m wchodzi się do następnego wnętrza (C) o głębokości 4,10 m i sze- rokości 5,70 m, a dalej, za ścianą grubości 0,60 m, ostatnie pomieszcze- nie (D) ma długość 8,50 m, a szerokość maksymalną 6,30 m. Każde z tych wnętrz kryte jest dwoma przęsłami sklepienia krzyżowo-kolebkowego, przy czym w trakcie drugim i czwartym oś wzdłużna biegnie w kierun- ku północ — południe, w trakcie trzecim w kierunku wschód — za- chód. Wszystkie okna wychodzą na ul. Wodną. W trakcie ostatnim jest 47 AmP, ks. 289, ss. 6—8 (paginacja ołówkowa). 48 AmP, ks. 288, ss. 19 i 20. 49 Oba piętra widoczne są na starej ikonografii z połowy XIX wieku: por. MP — F — 2341 — Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej.

ich dwa, w trzecim i drugim po jednym. Do wnętrza w drugim trakcie dodatkowo prowadzi z zewnątrz brama. W ścianie północnej traktu czwartego mieszczą się dwa zamurowane otwory. W pasie wschodnim znajduje się sień zaczynająca się dziś w przęśle dawnego podcienia (A2); dalsza jej część ciągnie się wzdłuż drugiego i trzeciego traktu. Ma ona długość 12,60 m, szerokość od południa 5,00 m, od północy 3,60 m. W południowej części kryta jest ona sklepieniem kolebkowo-krzyżowym, w północnej zaś stropem (E). Z części sklepio- nej wyodrębniono ściankami działowymi połowę jej szerokości, zyskując małe wnętrze (F), pozwalające na komunikację między zachodnią częś- cią podcienia a drugim traktem w pasie zachodnim. Tym samym w ścia- nie środkowej między pasem wschodnim a zachodnim w trakcie drugim znajduje się dziś przejście. Północną część sieni zajmuje dwubiegowa, kamienna klatka schodowa ze spocznikiem wzdłuż ściany północnej. Wnętrze ostatnie (G), w czwartym trakcie, oddzielone od poprzednie- go ścianą grubości 0,55 m, posiada głębokość 9,20 m i szerokość przy ścianie północnej 3,10 m. Kryte jest kolebką z lunetami. Do chwili roz- poczęcia badań podzielone było ścianą wzdłużną na wąskie, długie po- mieszczenie od zachodu, do którego prowadziło wejście z zewnątrz w ścianie północnej i dwa różnej wielkości pomieszczenia od wschodu; większe, północne, oświetlone było oknem, mniejsze nie posiadało żad- nego okna. Obecnie ścianki działowe zostały wyburzone, a całość po- głębiona aż do piwnic. Komunikację z salą sąsiednią, z zachodniego pasa tego traktu, umożliwia otwór znajdujący się w południowej części ściany działowej. We wschodniej części ściany południowej znajduje się zamurowany otwór lub wnęka. Oba piętra posiadają, z małymi wyjątkami, identyczne rzuty, bazu- jące w zasadzie na podziałach parteru. Istotną różnicę w stosunku do parteru stanowi głębokość sal fronto^vych, która wynosi 8,40 m. Sale te leżą także nad podcieniem i ciągną się do połowy traktu drugiego, obej- mując pierwsze przęsło jego sklepień (por. plany pięter). Zajmują całą szerokość budynku; wnętrze sali na I p (H) dzieli w poprzek tylko pod- ciąg wsparty na dwu potężnych filarach przyściennych. Stoją one w od- ległości 6,20 m od ściany zachodniej i 4,20 m od wschodniej. W tym miejscu na drugim piętrze znajduje się cienka ściana działowa, częściowo wyburzona. Sala oświetlona jest dwoma oknami od ul. Wodnej oraz na pierwszym piętrze dwoma oknami od Rynku, które flankują wejście na balkon, a trzema oknami na drugim piętrze. Dwa przejścia w ścianie północnej wiodą do dwu pomieszczeń traktu drugiego: w pasie wschodnim (I) i zachodnim (J). Między sobą komuni- kują się też one przy pomocy przejścia w ścianie środkowej. Podobnie jak na parterze, ściana ta jest przesunięta na zachód w stosunku do osi reszty ściany wzdłużnej, dzielącej budynek na dwa pasy. Pokój za- chodni posiada jedno okno, wschodni jest ciemny. W zachodnim pasie biegną w amfiladzie jeszcze trzy wnętrza (K, L, Ł), bowiem obszerne wnętrze czwartego traktu na obu piętrach otrzymało cienką poprzeczną ściankę działową. Każdy z tych pokoi ma po jednym oknie. Podobnie jak w parterze, w ścianie północnej ostatniego traktu na obu piętrach znajdują się dwa zamurowane dziś okna. Pas wschodni posiada w trak- cie trzecim od zachodu wąski korytarzyk (Mj), od wschodu klatkę scho-


dową (M2), która na drugim piętrze kończy w tym miejscu swój bieg. W trakcie czwartym z korytarzyka w kierunku wschodnim wchodzi się do w. c. (N), a w kierunku zachodnim jest wejście do pokoju, leżącego w pasie zachodnim. W tym miejscu na drugim piętrze zamiast w. c. biegnie drewniana klatka schodowa na strych. Brak tu też przejścia do pasa zachodniego. Ostatnia część traktu czwartego w pasie wschodnim to do niedawna pokój z kuchnią od wschodu. W chwili obecnej ścianka działowa jest już wyburzona; pozostało jedno wnętrze z oknem i zamu- rowanym drugim otworem w zachodniej części ściany ipółnocnej (O). Rolę komunikacyjną między obu pasami traktu czwartego spełniają drzwi w ścianie środkowej. Budynek posiada dwie kondygnacje piwnic (por. plan.) Górna prze- biega pod zachodnim pasem kamienicy. Zejście znajduje się na parte- rze w północno-wschodnim narożniku klatki schodowej i wiedzie wzdłuż ściany wschodniej do szyi piwnicznej, położonej w poprzek budynku przy północnej ścianie drugiego traktu. Bieg kończy się 1,80 m od ścia- ny zachodniej (przy ul. Wodnej), w której mieści się okienko zsypowe (P). Na prawo i lewo od schodów są wejścia do komór piwnicznych. Ściana wejściowa komory południowej ma 0,25 m grubości, ściana komór północnych około 1,00 m. Komora na lewo (R), południowa, zajmuje resztę przestrzeni traktu drugiego w pasie zachodnim. Kryta jest koleb- ką. W ścianie zachodniej, bliżej narożnika południowego, posiada okien- ko zsypowe, naprzeciw, w ścianie wschodniej — zejście do piwnicy dol- nej. Na północ od szyi aż do końca budynku mieszczą się obecnie dwie komory. Pierwotnie była to jedna duża piwnica. Teraz jest ona w od- ległości 7,80 m od wejścia przedzielona cienką ścianką działową. W mu- rze od ul. Wodnej mieszczą się w pierwszej komorze (S) dwa okienka zsypowe, w drugiej (T) — jedno. W tej też komorze, we wschodnim narożniku ściany północnej, znajduje się zamurowany otwór wyjściowy. Dolna kondygnacja piwnic mieści się pod wschodnim przęsłem pod- cienia. Stanowi ją wąski korytarz, biegnący wzdłuż osi północ — po- łudnie (U), posiadający po dwie wnęki wzdłuż ścian dłuższych i jedną w ścianie południowej, czoiowej. Takie same wnęki znajdują się w dolnej części szyi (W), w jej ścianie wschodniej i północnej. Szyja ustawiona jest prostopadle do komory dolnej i bieg jej schodów prowadzi do po- łudniowej komory piwnic górnych. We wszystkich piwnicach znajdują się klepiska. Fasada (elewacja główna od Rynku) jest trójosiowa, dwupiętrowa, ze ścianką kolankową. Parter pozbawiony został w większości boni i jest obecnie gładko tynkowany; posiada dwa otwory wejściowe i wi- trynę pośrodku. Obydwa piętra mają ściany boniowane i bogatą arty- kulację oraz dekorację wokół otworów okiennych i drzwi balkonowych na I piętrze. Zaokrąglony narożnik kamienicy ujęty jest na I piętrze w dwie hermy, na II piętrze posiada niszę pozbawioną rzeźby, a wyżej datę „1894”, określającą ostatnią wielką przebudowę obiektu. Całość wieńczy mały hełm. Elewacja od ul. Wodnej jest szescioosiowa. W dru- giej osi od południa mieści się brama. Parter jest boniowany. Elewacja ta, w przeciwieństwie do frontowej, stoi na cokole, opadającym silnie w kierunku północnym.
Ryc. 7. Przemyśl, kamienica nr 5, rzut piwnic górnych; z lewej rzut piwnic dolnych (U. W), stan z roku 1973
Strych posiada drewnianą więźbę płatwiowo-stolcową. W niektórych pomieszczeniach zachowały się resztki ozdobnych podłóg klepkowych układanych w kwadraty. Okna są na ogół skrzynkowe, drzwi płycinowe z ościeżami wykładanymi drewnianą boazerią. Tylko na I p. między trzecim a czwartym traktem w pasie zachodnim znajdują się drzwi sta- lowe, przesuwane, a za nimi dopiero drzwi płycinowe. Natomiast między tymi traktami, ale w pasie wschodnim mieszczą się drzwi dwuskrzy- dłowe. V. OPIS BADAŃ ZWANYCH ARCHITEKTONICZNYMI Badania terenowe przeprowadzono w latach 1973 i 1974. Podlegały one pewnym ograniczeniom po pierwsze ze względu na zły stan tech- niczny murów, po drugie ze względu na dekorację elewacji (ryc. 8). Dlatego nie robiono żadnych odkrywek wgłębnych oraz nie badano obie- ktu z zewnątrz. Przeprowadzając analizę struktury murów, starano się wykorzystać maksymalnie ściany nieotynkowane oraz miejsca, z któ- rych odpadła wyprawa. Wszystkie odkrywki lica murów spod wyprawy zostały wykonane przez malarzy konserwatorów. Na mury kamienicy składa się dość rozmaity materiał. Wzniesione zostały także różną techniką murarską. Uderza przede wszystkim róż- norodność cegieł (i to zarówno pod względem wymiarów, jak i techniki obróbki), występujących w tych samych konstrukcyjnych elementach. Świadczy to o licznych remontach i przebudowach kamienicy. Niemniej struktury te są stratygraficznie uchwytne. W piwnicy górnej występują mury wykonane z miejscowego kamienia łamanego z użyciem w oście- żach cegieł palcówek dużego formatu. Na parterze najstarsze mury zo- stały wykonane z identycznych cegieł układanych w licu główka — wo- zówka. Na pierwszym i na drugim piętrze ściany wzniesione są z ce- gieł mniejszych z użyciem materiału rozbiórkowego. Szczegółową analizę należy zacząć od piwnic górnych i(por. plan). Znajdują się one tylko pod zachodnią częścią kamienicy, brak ich nato- miast w dawnym podcieniu oraz pod sienią przednią i dawną tylną. Zejście do komór prowadzi przez szyję umieszczoną przy północnej ścianie traktu, wykonaną z cegły niepalcówki o wymiarach 6,5—7 X 14 X X 29 cm (Pi). Jej ściany oraz sklepienie odcinkowe są tynkowane. Przed wejściem na schody piwniczne widoczny jest fragment wyłamanej ścia- ny magistralnej biegnącej z południa na północ, zbudowanej z cegieł palcówek, starannie wyprodukowanych, o wymiarach 9 X 13 X ? cm. Schody usytuowane są już w pasie zachodnim (P2). Ich ściana północna zbudowana jest z miejscowego kamienia łamanego o nieregularnych bryłach średniej wielkości, południowa zaś oraz odcinkowe sklepienie z cegieł palcówek o wymiarach 6 X 13 X 25 cm. Ściana południowa stoi niemal na osi zamurowanego częściowo okienka piwnicznego, znajdu- jącego się od strony ulicy Wodnej. W ścianie północnej, w górnej części schodów widoczny jest zamurowany otwór zsypowy lub drzwiowy (?) wiodący niegdyś do sąsiedniej, północnej komory, zaś u podnóża scho- dów znajduje się otwór użytkowany aktualnie, z ościeżami wykona- nymi starannie z cegieł palcówek o wymiarach 8,5—9,5 X 12,5—13,5 X
X 27,5—29 cm. Ościeża były częściowo poprawiane pod koniec XIX wieku. Pierwsza komora na północ od schodów ,(S), sklepiona kolebkowo wzniesiona jest z kamienia łamanego o nieregularnych bryłach średniej wielkości oraz z kamienia łamanego warstwowo z użyciem cegieł pal- cówek o wymiarach 9 X 13 X 27,5 cm, zwłaszcza w grzbietowej części sklepienia oraz nad odsadzką od strony wschodniej. Wyjątek stanowi ściana północna, stosunkowo cienka, wykonana z cegieł palcówek miękko modelowanych o wymiarach 6 X 14—14,5 X 27—28 cm, układanych w jednej warstwie główkowo, w drugiej zaś wozówkowo. Ściana ta nie wiąże się z sąsiednimi. W ścianie południowej, w jej wschodnim naroż- niku, na wysokości około 2,00 m od posadzki widoczny jest (wspomnia- ny już przy opisie ścian schodów) zamurowany dolny fragment otworu, wypełnionego cegłami palcówkami o wymiarach 7,5—8 X 14 X 26,5 cm. Układ cegieł jest swobodny. U dołu zachowała się deseczka. Przy owym zamurowanym otworze od strony południowo-wschodniej zaobserwować można fragment sklepienia. Sądzić należy, że jest to dawny zsyp. Od ulicy Wodnej znajdują się dwa otwory okienno-zsypowe. Pierwszy (idąc od schodów) posiada ościeża i sklepionko odcinkowe z cegieł palcówek o wymiarach 7 X 12 X 24—25 cm, z pewnymi uzupełnieniami wykona- nymi w XVIII i XX wieku. Drugie okienko zostało częściowo zmniej- szone przez opisaną uprzednio, wstawioną wtórnie, północną ścianę ko- mory, która stoi także na osi zamurowanego otworu istniejącego niegdyś po stronie wschodniej. Otwór ten posiada ościeża i sklepienie odcinkowe wykonane z cegieł palcówek formatu 9,5 X 13 X 27,5 cm. Otwór ów, pierwotnie najprawdopodobniej zejściowy, wiodący z sieni tylnej do piwnicy, rozpoczyna się w odległości 0,45 m od później wstawionej ścia- ny, kończy się zaś po jej drugiej stronie w następnej komorze w odleg- łości 1,08 m od ściany. Grubość ściany wynosi około 0,45 m; wobec tego otwór posiadał niegdyś pokaźną szerokość ok. 2,00 m. Ostatnia komora (T) to dalszy ciąg komory S. Wszystkie elementy są tak samo zbudowane, łącznie z okienkiem zsypowym od ul. Wodnej, które posiada dobrze zachowane pierwotne ościeża i sklepionko, w nie- wielkiej tylko partii poprawione w wieku XVIII oraz w roku 1894. Przejście z tej komory do piwnic sąsiedniej kamienicy położonej przy ul. Wodnej, wykonano w ścianie północnej, jak wskazuje format ce- gieł, w roku 1894. Pozostaje jeszcze do omówienia komora położona na południe od schodów (R). Zbudowana jest z ostrokrawędzistych brył kamienia łama- nego, ze sklepieniem kolebkowym, wzniesionym z kamienia łamanego warstwowo, z użyciem tu i ówdzie cegieł palcówek o wymiarach 8,5— 9,5 X 12,5—13,5 X 27,5—29 cm. Ściana północna (od strony schodów) w narożniku północno-wschodnim posiada fragment z kamienia łama- nego (niezwiązany ze ścianą wschodnią), nad nim łęczek w łabędzią szyję. Gros ściany wzniesiono jednak z cegieł palcówek, modelowanych miękko, o wymiarach 7 X 15 X 30 cm, układanych najczęściej główkowo. Jest ona niewątpliwie elementem wtórnym. W narożniku północno- -zachodnim przecina dawny otwór zsypowy. Specjalnej obserwacji pod- dano ścianę od strony podcienia. Jest ona powiązana integralnie z obu sąsiadującymi z nią ścianami i nie zawiera żadnych śladów świadczą- cych o istnieniu tu kiedykolwiek jakichkolwiek otworów komunikacyj-
Ryc. 8. Przemyśl, kamienica nr 5, fasada, stan z roku 1973 ^KIIITTI m ITTT ITTT ITIZJg
nych. Od strony zachodniej, od ul. Wodnej, znajduje się zsyp o ościeżach i sklepieniu, wykonanym z cegieł palcówek częściowo formatu 8,5—9,5 X 12,5—13,5 X 27,5—29 cm, częściowo zaś nieco mniejszego. Po prze- ciwnej stronie, w ścianie wschodniej, jest otwór, przez który wchodzi się na schody wiodące do piwnicy dolnej. Otwór ów posiada lęk i oście- ża wykonane z cegieł palcówek starannie modelowanych, doskonałych pod względem technicznym, o wymiarach 8,5—9,5 X 12,5—13,5 X 27,5 —29 cm, układanych w licu główka — wozówka, ze spoinami zaciera- nymi równo z licem cegieł. Ościeża posiadają głębokość 1,04 m i są wy- odrębnione od szyi wiodącej do piwnic dolnych szczeliną stykową. Piwnice dolne (U, W) wydrążone w lessie pod wcześniej wybu- dowanymi piwnicami górnymi, posiadają jednolitą strukturę. Łącznie ze sklepieniem wymurowane zostały z cegieł palcówek miękko mode- lowanych, o wymiarach 6—7 X 14—15 X 27—28 cm. Oprócz tego, w czasie prowadzenia badań wybrano gruz i ziemię spod dawnej sieni tylnej, gdzie według nowego projektu adaptacji powstanie jeszcze jedno pomieszczenie na poziomie piwnic górnych (X). Obie ściany wzdłużne, wschodnia i zachodnia, wykonane są dołem z ka- mienia łamanego, górą zaś ściana zachodnia z cegieł palcówek o wy- miarach 9,5 X 13 X27,5 cm, ściana wschodnia również z cegieł palcówek, lecz o innych wymiarach, a mianowicie 7,5 X 14 X 27 cm. W ścianie zachodniej znajduje się awers zamurowanego otworu, omówionego przy okazji opisywania komór S i T. Szerokość owego otworu z tej strony wynosi 1,50 m. Ściana poprzeczna zewnętrzna, północna wzniesiona jest z cegieł niepalcówek o wymiarach 8 X 14—14,5 X 27 cm. Pod ścianą południową została odsłonięta substrukcja złożona z filarka i dwu łęcz- ków odcinkowych, zbudowanych z cegieł niepalcówek o wymiarach 7 X 15 X 30 cm, kładzionych na zaprawie cementowo-piaskowej. W parterze (por. plan) badania rozpoczęto od dawnego podcienia (Aj i A2), gdzie stwierdzono istnienie starych filarów wzniesionych z cegieł palcówek starannie wyprodukowanych, doskonałych pod wzglę- dem technicznym, o wymiarach 8,5—9,5 X 13—14 X 29 cm. Cegły w licu układane są główka — wozówka i posiadają spoiny gładko zacierane, równo z licem muru. Podcień od strony Rynku zamurowany został cegłą niepalcówką o wymiarach 6,5—7 X 14 X 29 cm. Tu i ówdzie można ob- serwować szczeliny stykowe, a w nich stare tynki. Od strony ul. Wodnej podcień zamurowany jest cegłą rozbiórkową niedbale modelowaną, cha- rakterystyczną, występującą w tej formie w Przemyślu na przełomie XVIII i XIX stulecia. W szczelinie stykowej na filarze i podłuczu wi- doczny jest tynk. Również z cegły rozbiórkowej została wykonana ścian- ka poprzeczna, dzieląca podcień na dwie części. W ścianie leżącej między podcieniem a następnym traktem stwierdzono występowanie wątku główka — wozówka z cegieł palcówek dużego formatu (9,5 X13—14 X X ? cm.) W większości jednak ściana obłożona jest płaszczem, wykona- nym z cegieł palcówek bardzo miękko modelowanych o wymiarach 6 X 15 X 30 cm. Pod owym płaszczem odkryto w pierwszym przęśle podcienia (od zachodu) otwór komunikacyjny między podcieniem a sa- lą B. Sklepienie podcienia wykonane jest z cegieł palcówek o wymia- rach 6,5—7 X 13,5—14 X 27,5—28 cm. Stanowi ono konstrukcję wtórną w stosunku do filarów.
Sala B obok wątku polskiego uchwytnego w niewielkich fragmen- tach, zawiera szereg przemurowań, wykonanych w większości cegłami osiemnasto-, dziewiętnasto- i dwudziestowiecznymi, m. in. niepalcówką o wymiarach 7 X 16 X 28,5 cm, 7 X 14 X 28 cm, 7 X 15 X ? cm. Na uwagę zasługuje zamurowany otwór drzwiowy od strony podcienia. Za- czyna się on w odległości 1,27 m od ściany zachodniej i posiada szero- kość 1,47 m. W łęku występuje cegła miękko modelowana o wymiarach 7X14X28 cm. Ościeża są malowane. Otwór został zamurowany cegłą o wymiarach 6,8—7X14X28 cm, posiadającą charakterystyczne rowki o przekroju prostokątnym. Również dwa otwory lub wnęki mocno prze- rabiane znajdują się w ścianie wschodniej (od strony sieni). Sklepienie nad tą salą wzniesione jest z cegieł palcówek o wymiarach 6,5—7X13,5X X28 cm. Pierwotny otwór drzwiowy w ścianie północnej był szerszy od dzisiejszego o ok. 0,30 m. W następnej sali oznaczonej na planie literą C, od ulicy Wodnej uda- ło się odkryć fragmentarycznie wątek ceglany o układzie polskim i for- matach cegieł analogicznych do występujących w filarach podcienia. Stwierdzony został na wysokości 1,20 m powyżej obecnej podłogi. Oście- ża okien i drzwi pochodzą z końca XIX wieku. Pozostałe ściany w od- krywkach wykazują późniejsze, głównie XVIH-wieczne wątki, pocho- dzące z czasu remontu, niemniej tu i ówdzie dostrzec można relikty pier- wotnej struktury. Następna sala od strony ul. Wodnej, dawna świetlica, oznaczona jest na planie literą D. W ścianie od ulicy Wodnej na odcinku północnym, do wysokości około 1,00 m powyżej posadzki, występuje cegła palcówka o układzie polskim, o wymiarach 9X12,5—13,5X28 cm; wątek ten wi- doczny jest także od strony zewnętrznej, na elewacji zachodniej. W dal- szym ciągu we wnętrzu D na środkowym odcinku ściany zachodniej występuje cegła o grubości 5,5—6 cm, na odcinku południowym cegły niepalcówki (?) o wymiarach 6—6,5X14X29 cm. Ściana przeciwległa, czyli wschodnia, do wysokości około 0,90 m zbudowana jest z cegieł palcówek o wymiarach 9X13X27—28 cm, utrzymanych w układzie polskim, wyżej zaś występują cegły palcówki o wymiarach 7,5X14X X? cm o układzie niestarannym. W odkrywkach wykonanych na ścia- nie północnej, na dawnym filarze międzyokiennym stwierdzono cegły niepalcówki o wymiarach 7X14,5X29 cm. Okna istniejące niegdyś w tej ścianie, jak wskazuje rodzaj cegieł, zostały zamurowane pod ko- niec XIX stulecia. Sień tylną zbadano tylko w dolnej partii, gdzie zasadnicza jej struk- tura odpowiada górnym partiom murów opisanej uprzednio, nowo wy- branej w tym miejscu piwnicy. W sieni przedniej mur od strony sąsiada nr 6 jest wielokrotnie łata- ny. Uchwycono fragment pierwotnej struktury, na którą składają się w licu cegły o wymiarach 7,5X14X27 cm układane główka — wozów- ka, ze spoinami starannie zacieranymi równo z licem muru. Sień przy- krywa sklepienie wzniesione z cegieł palcówek o wymiarach 6,5—7X X13,5—14X? cm. Gurty sklepienia wykonane zostały około roku 1894. Z tego czasu pochodzą ścianki wydzielające pomieszczenie „F” z sieni przedniej „E”. Na pierwszym i drugim piętrze (por. plany) podstawowym materia-
łem budowlanym są cegły palcówki miękko modelowane o wymiarach 6—6,5—7X 13—14,5X27,5—29 cm oraz cegły miękko, niedbale mo- delowane, o wymiarach 5,5—6,5X16X30 cm (charakterystyczne dla murów II piętra), z wtórnym użyciem cegieł różnych formatów do licz- nych przemurowań ościeży okiennych i wnęk, wykonanych pod koniec XIX stulecia. Wszystkie ściany w narożnikach są związane, z wyjąt- kiem cienkich ścianek działowych. W obu pomieszczeniach północnych zarówno na I, jak i na II piętrze w pasie zachodnim (Ł) otwory okienne zostały w ścianie północnej zamurowane pod koniec XIX stulecia, otwo- ry drzwiowe zaś, wiodące na balkon (O), w wieku XX. Sklepienie nad I piętrem w trakcie drugim jest z cegły palcówki o wymiarach 5,5—6X X15X30 cm. Ścianka kolankowa na strychu i górna część latarni powstały w cza- sie przebudowy kamienicy w roku 1894. Z tego czasu pochodzi także więźba dachowa, stolarka okienna i drzwiowa oraz drewniane, ozdobne posadzki. Zachodnia ścianka klatki schodowej między I a II piętrem wykonana jest z kątowników i oszklona. VI. FAZY BUDOWLI Na podstawie przeprowadzonych badań zwanych architektonicznymi oraz na podstawie badania warstw malarskich można ustalić następują- ce, główne fazy budowli: I faza przypada na połowę XVI stulecia. Charakteryzuje się uży- ciem do budowy miejscowego łamanego kamienia oraz cegieł palcówek o wymiarach 8,5—9,5X12,5—13,5X27,5—29 cm; układanych w licu główka—wozówka, o spoinach zacieranych gładko, równo z licem. Z tego czasu pochodzą mury piwnic górnych, część murów parteru łącznie z fi- larami podcienia. II faza przypada na początek XVII wieku lub przełom wieków XVI i XVII. Charakteryzuje się ona użyciem do budowy cegieł palcówek o wymiarach 7,5X14X27 cm, układanych główka—wozówka, o spoi- nach starannie zacieranych równo z licem murów. Struktura ta wystę- puje częściowo na parterze oraz w murach I piętra. Z tej fazy pochodzą także wszystkie sklepienia z wyjątkiem sklepienia na I piętrze oraz mu- ry piwnicy dolnej, wzniesione z cegieł palcówek o nieco innych wymia- rach, a mianowicie 6—7X14—15X27—28 cm. Z fazą tą można wiązać obie cienkie ścianki w piwnicach górnych. III faza to wielka przebudowa kamienicy w drugiej połowie XVIII wieku. Fazę tę charakteryzuje użycie dużej ilości cegły rozbiór- kowej wraz z cegłą bardzo niedbale modelowaną o wymiarach 5,5—6,5X X16X30 cm, posiadającą słabe rowki. Mury o tej strukturze wystę- pują na pierwszym piętrze (m. in. w sklepieniu) oraz na całym piętrze drugim, a także jako łaty i oblicówki w parterze. IV faza przypada na koniec XIX stulecia (po roku 1894) i wiąże się z ostatnią wielką przebudową (zwłaszcza elewacji). Charakteryzuje się użyciem cegły niepalcówki o wymiarach 6,5—7X14X29 cm. Wy- stępuje ona w ściankach działowych, w kolankowej ściance strychowej, w zamurowanych otworach drzwiowych i okiennych.
Ryc. 9. Przemyśl, kamienica nr 5, elewacja zachodnia (od ul. Wodnej), stan w czerwcu 1974 r. VII. OCENA ZABYTKU W roku 1974 budynek znajdował się w stanie katastrofalnym. Przede wszystkim daleko idącej destrukcji uległa zewnętrzna ściana od ulicy Wodnej i przylegające do niej prostopadłe nośne ściany wewnętrzne oraz sklepienia, od parteru aż do drugiego piętra włącznie (ryc. 9). Były groźnie popękane. W związku z tym zagrożona była nie tylko część sub- stancji murów i dekoracja zewnętrzna elewacji zachodniej, lecz także nie- które stropy, stolarka okienna, część drzwiowej, podłogi, posadzki oraz pokrycie dachowe. Nie nadawała się również do dalszej eksploatacji in- stalacja wodna, kanalizacyjna, elektryczna, wentylacyjna. Budynek, jak wykazały badania archiwalne oraz terenowe, powstał w drugiej połowie XVI stulecia. Z tego czasu pochodzą piwnice górne oraz część murów parteru. Zapewne na przełomie XVI i XVII wieku wy- konano piwnice dolne. Większe przebudowy obiektu miały miejsce po po- żarach w XVII i XVIII stuleciu; z tego czasu pochodzą mury I i II piętra. Wystrój zewnętrzny obu elewacji powstał w roku 1894. Z nim wiąże się także kształt, wielkość, usytuowanie otworów okiennych, ich stolarka oraz stolarka drzwiowa i większość podłóg wnętrza. Tak więc, zasadnicze wartości zabytkowe obiektu to przede wszystkim substancja i ukształtowanie przestrzenne piwnic oraz parteru, a także dekoracja plastyczna obu elewacji, ich stolarka oraz stolarka drzwiowa
i podłogi we wnętrzach. Ponadto we wnętrzach na parterze i I piętrze odkryto w czasie badań pokaźne resztki dekoracji malarskiej. Kamienica mimo daleko posuniętej destrukcji murów i dewastacji wnętrz posiada wyjątkowo dużą wartość zabytkową, a to dzięki stosun- kowo dobrze zachowanemu historycznemu układowi. Ponadto jest jedną z dwu narożnych, renesansowych kamienic (obok kamienicy Rynek 4) sięgającą swymi początkami połowy XVI wieku. Obok kilku kamienic stojących w Rynku przemyskim, a mianowicie nr 4, 9, 10, 11, 15, 16, 17, 18, 19 zabytek należy w skali całej Polski południowej do nielicznie już zachowanych, a najbardziej interesujących przykładów kamienicy mieszczańskiej. Zasługiwał więc w pełni na troskliwą i natychmiastową konserwację i rewaloryzację. Ciągnęła się ona kilka lat i skończona zo- stała w roku 1981. Podczas tych prac odtworzono od frontu arkady podcienie. ANEKSY 1. 27 III 1556 r AmP, ks. 11, s. 249, akt 350. Eadem die feria sexta antę dominicam palmarum 1556 Radzimski cum Cze- gielka occ[asilone vicinitatis In p[raese]ntia Advocati et Petri Lągarn Martinfusj pannitonsor[is] Scabino- ru[m] juratoru[m] Andree Kossowski et Bononij Muratoris facta est mensuratio Murati parietis inter domos Famator[um] Joannis Czegielka et Joannis Radzimski vicinoru[m] tali videlicet modo. Q[ui] imprimis Joannes Raazimski ofste]ndit fun- damentum per se a principio domor[um] p[rae]dictar[um] proprijs sumptibus suis et uxoris su[a]e in terra iactum et cu[m] superfitie terr[a]e aequatu[m] quod in se continet ulnas breves sedicem protensive mensurando. Super quo fundamento Joannes Czegielka erexit parietem Muratufm] continentem in se ulnas quinq[ue] breves sursum a fundameuti superfitie seu a terra mensuran[do] A fine vero fun- dament! p[rae]fati Joannis Radzimski praedictus Joannes Czegielka etiam suum fundamcntu[m] versus posticu[m] tendentem iecit ulnaru[m] brevium nove[m] cum media super quo dictus Joannes Radzimski: parietem muratu[m] construxit habentem et contientefm] in se ulnas quiq[ue] sursum ab ipso fundamento computando Et ab hoc loco videlicet fundamento et pariete predicto per predictufm] Advncatu[m] et scabinos de utriusq[ue] partis consensu constitutu[m] est g[uod] a primo Angulo stub[a]e Joannis Radzimski .seu a lateribus quibus circa Cocquina[m] eiusdem Joannes Radzimski muratum est. ad Fores postici Joannis Czegielka in posticum paries Muratus tendere debet ad una[m] brevem ulnam et digitos tres in area eiusde[m] Czegielka prout in foribus eiusdefm] postici dicti Czegielka per Advo- catu[m] de partiu[m] consensu excisum et signatufm] est Quod se par[tes] utra- q[ue] firmiter et in violab[i]li[ter] servare et tenere se submisit Q[uo]d soli- d[atum] est. 2. 31 VII 1597 r. AmP, ks. 35, s. 193, akt 230. Actum f[eri]a quinta pridie festi S[an]cti Petri ad vincula p[ro]x[im]a An[no] 1597 Obductio Dom[us] Czegielczinskie Cora[m] pr[aese]nti off[ici]o Advocatiali Scabinaliq[ue] Comparenftes] per- sonal[ite]r Christopherus Zapartkowicz et Venceslaus Zakrzowski Scabini Jurati ab olf[ici]o pr[aese]nti deputat! in vim rell[ati]o[n]is suae recogn[overun]t Quia videru[n]t in Superiori parte domus in stubella a priori duas fenestres integras noviter esse comparat. in una fenestra tres quaternioru[m] in altera Una reliqua
Vero fenestrae corrupte indigent Simil[ite]r reparatione[m] In ead[em] Stubella post fornace[m] angulu[m] parietis al[ia]s wegiel putredine corruptfum] quia ex Canali pluit Sup[er] ea[m] It[em] Mensafm] nullafm] esse Scamna Vetusta ...........* in Stubella fenestrae Vitreae pro usus corruptae Ex hac Stubella Camera in qua et[iam] fenestrta Vitrea de est in ead[em], Circa fores sera de est ita et in alijs locis Usa colu Fornax in Utraque stubella corrupta sup[er] murufm] tectufm] Vetustate corruptafm] [sic!] foraminosufm] inidiget reparatione. It[em] in posteriori Domus Stabulu[m] indiget nova[m] reparation[em]. Nam robora supositoria sunt corrupta tectufm] malu[m] Braxatorium desertu[m] in quo omnia vasa mała. It[em] in testudine Superiori in antrea aciei atcialiis Seram ut ille asserebat esse con- cassafm] a Honesta Chriczkova in qua testudin[e] Cervisia[m] rete[ntem] in Va- sis viderunt. Quorum rell[atione]m off[iciu]m suscepit. ♦) wyraz nieczytelny 3. 10 III 1599 r. AmP, ks. 35, ss. 728—730, akt 902. Actum feria quarta post Dominica[m] Reminiscere proxima Anno D[omi]ni 1599 Stanislai Jankowski Expensae in aedificia Domus Czegielczynski Coram pr[aese]nti off[ici]o comparen[tes] pers[ona]l[ite]r Famati Jacobus Szym- bark et Venceslaus Zakrzowski S-cabini iurati ab off[ici]o advoc[atiali] ad lus- tranfdum] infras[cri]pta deputat! Eaque oretenus recognoscere debuerant et quem illis p[er] famat[um] Stan[islaujm Jankowski obducta et comfmjonstrata sunt ob- tulerunt regestru[m] aedificiorufm] seu expensaru[m] in aedificia lapideae Cze- gielczynska per eu[njd[em] Stan[islau]m Jankowski aerogataru[m] ad acticand[um] recogl.no] scen [dum] ea o[mn]ia inferius descripta debite vidisse et conspexisse Cui- us regestro per eu[n]d[em] Stan[islau]m Jankowski conscripti tenor sequitur ei- usmodi anno 1597 Regestr wydatku Napotrzebe poprawy Kamienice Czegielczyn- skiej Naprzód poprawa dachu nad kamienicą kosztuje 27 kop gontow każda kopa po gr 4 facit fl 3//18 It[em] 34 kopy gwozdzy gontowych każda kopa po gr[oszu] facit fl 1//4. A od tei roboty dałem Cieśli flor 3, Oprawa izdebek dwu na górze Naprzód błony kosztuią nowe i stare do obu izdebek fl 5 y do komnaty, gar- czarzowi dale[m] ode dwu pieców zlot 3//8 Do komnaty za zamek dałem do szaf- ki wświetlice Dalefm] Ślusarzowi gro 17 Naprawa przed Izdebkami na górze kosz- tuie naprzód komin y kuchni dwie 700 czegly każde sto czegly kosztuie po gr 10 fac[it] fl 2//10 19 Pulmiarkow wapna kozdy pulmiarek po gr 3 fac[it] fl 1//27, 4 fory gliny każda fora po gr 2 facfit] gro 8 Dwie forze piasku każda fora po gr 2 facfit] gro 4 od Cegły i od wapna dałem trzy zloty od tei roboty dałem Mula- rzowi fl 3//15 Budowanie stainie tamże. Naprzód dałem za dęby na standary zlot[ych] 2 Dale[m] za trzy dęby na podwalinę zlot 3//16 Wrota kossztuią dostaini. 7 Dessczek każda dessczka po gr 3 czyni gr 21 Dwie krokwie do wroth dale[m] zanie gr 5 Za 30 gwozdzi do wroth dale[m] gr 10 Dach nowy na staini kosztuie naprzód laty kosztuią na stainie pod gonty zlot 2//15 Dziesięcz kop gwozdzy lat- nych kozda kopa po gr 5 facfit] fl 1//20, 127 kop gontow każda kopa po gr 4 czyni fl 12//21, 180 kop gwozdzy gontowych każda kopa po gro[szu] czyni fl 6, 40 Des- sczek do pierzenia staini i około browaru Dale[m] za kozdą dessczkę po gro[szu] y po sszelągu czyni fl 1//20, Dałem od tei roboty cziesli flor 11 Strony Pana An- drzeia Kawki spanem Cieckim Dałem na appell[acj]ą fl 2//12 Dałem od zapisu kiedym pana Jana Kawkę postawił do sprawy gro 2 Dałem Panu Valerianowi od tei sprawy złotych dwa y gr 12 Regestr budowania browaru wszytkie[go] znowu Naprzód 4 fory kamienia każda fora po gro lO1^ Czyni zloty gro dwanasczie 12 seth Cegły kozde sto po gro dziewięcz czyni fl trzy groszy osmnasczie od wo- żenia tei Cegły dalefm] zloty gro szesc 13 for gliny kozda fora po gr 4 czyni fl 1//22 Dałem za wilka do kotliny zloty gr 3 Dałem olcha wie od tei roboty fl 3//5 Dałem za płachty na kotlinę zloty 1//6, Dale[m] za kociel nowy Panu Krzyszto- phowi kotlarzowi zlot 36 który ważył kamieni pięcz i funtów 21 Do browaru kadzi i wssytkie rzeczy co potrzeba, naprzód Dale[m] za dwie kadzi i za 2 kadce zbieralne zlot 20, Dalefm] za koryto pod kadzi fl 1//18 Dałem za trzy płatwy
pod kadzi na krzyze gro 18 Dale[m]i za dwa dęby pod kadzi zloty 1//18 Deleim] od ustawiania kadzi piwowaro[wi] zloty gr 6 Dale[m] od 2 kadek starych prze- rabianych zloty 1//18 Za sczeble y sprogami do młomei kadzi dale[m] fl 2 Da- le[m] za kloboki na wielkie kadzi i na małe kadzi zgwozidziami i zrobotnikiem zlot 2 Woda do Browaru Dałem rurmistrzowi od rury co wodę naprawił Do ko- ryta y koryto ustawił gr 24 Dałem za zlob narynnstok od koryta gro dwadziescza y cztery Dałem na ebductią przysieznikom od wszystkiego za tyłku gro szescz Anno 1598 Burkowanie zatyłku od ulicze Naprzód 28 for Piasku y ziemie każda fora po gr 3 czyni floren dwa groszy dwadziescza y cztery, szescz for kamienia każda fora po pul iedenasta grosza czyni dwa złote gro trzy Dale[m] za koryto do wody zlot cztery Dale[m] Burkarzowi od tei roboty zlot trzy Dale[m] od burku su- lice podlesciany podlesciany [!] od P. Zapartka burkarzowi gro 20, Dale[m] zapla- towki gro 6 na przęsło podle stainie pod oknami Quam 'rel[lati]o[he]m cu[m] regestris off[iciu]m suscepit. 4. 20 IX 1600 r. AmP, ks. 255, s. 160. Eod[em] die [Feria 4 in Vigilia S. Mathei A. D. 1600.] Cora[m] off[ici]o Proco[n]s.[uli]s comparentes personal[ite]r Famati Christop- herus Molendinator Albertus Kobyłka et Joannes Fabroru[m] lignariorufm] senio- res et....* Architecti ex officio Co[n]s[uli]s deputat! ad officiq[m]q[ue] reversi libere publiceq[ue] recognoveru[n]t quia aedificia domus lapideae Cegiełczyńska dictae sic est tectu[m] vulgo dach powały w izbach tramy komory ściany krokwy, łaty gonty szufnice et id genus alia, oprocz nowego teraznieisze[go] pobicia przez P Stanisława Jankowskiefgo] sprawionego taxaverunt a minoribus ad maxima ad florenos Sexaginta tres et gr[osso]s tres sub conscientia illorufm] ad id *. Quam recognitionefm] illoru[m] off[iciu]m suscepit Et solidat[um] est. ♦) wyraz nieczytelny 5. 20 IX 1600 r. AmP., ks. 255, s. 162. Eod[em] die [Feria 4 in Vigilia S. Mathei A. D. 1600.] Venientes ad off[iciu]m Proco[n]s[uli]s Specta[bilis] D. Albert! Zakrzewski Famati Venceslaus Zakrzewski et Stanislaus Rydlowic scabini ad Honestu[m] An- dream Italu[m] Muratore[m] Cive[m] P[re]mislien[sem] * ex off[ici]o ad insta- n[tiam] honestii Joanfnis] Kawka et Barbarae Kawczanka sororis germanae ** miss! Simulq[ue] et Honestus Galacius Apianus Italus Murator eid[em] Andreae Muratoris adiunctus tamq[uam] eiusd[em] rei seu taxationis domoru[m] Muratorum periti libere publiceq[ue] recognoveru[n]t quod aedificia Murata ut pote Pod- sienie zizdebką na niem, sklepienie od przednich drzwi az do tyłu. Do tego ścia- na y schód na gore taxaverunt ad florenos Mille ducentos Conscientia illoru[m] sic dictante. Qua[m] recognitio[ne]m off[iciu]m suscepit. Et solidatum est. dopiski: ♦ Protunc valetudinarum *♦ ad taxan[dum] moenia domus lapideae Cegiełczyńska 6. 12 X 1611 r. AmP, ks. 41, s. 1759, akt 2085. [Actum feria quarta antę festum S. Hedvigis proxima Anno Domini 1611] Obductio Kawkow ex parte domus lapideae Czegielczinska dictfae] Venien[tes] in domu[m] lapidea[m] et area[m] Czegielczynska dict[as] in Circulo Civitat[is] acial[ite]r sit[as] et iacenftes] Honorati D. D. Venceslaus Zakrzewsky et Nicolaus Brzeg scabini iurati, ad vidend[am] deterioratio[ne]m domus p[rae]fatae
lapideae Czegielczynska dict[ae], ex officio scabinali missi et deputati exindeq[ue] reversi haec formalia verba recognover[un]t ize dach na przodku domu nad świet- liczką przednią od rynku bardzo zły, y dziurawy. Nade drzwiami tey swietliczki powala bardzo zla y zapadła, którą gliną zalepiono, wkacie albo rogu tey swiet- liczki cziece bardzo, także mokro na piętrze, także y u pieca nad loskiem Pana Berlinskiefgo] ciecze. Okna to iest dwie kwaterze zle a drugie dzierawe Lawa telko po iedney stronie a drugoch niemasz, Ramy w oknach pogniely, w Browa- rze zas widzieli kociel, kadzi, kadki, Dach nad Browarem bardzo pochylony, ku izbie wielkiey tak gdzie by go nie podparto upadlby wszytek Prywety zagubione y desczkami przykryte. Ibidem Honoratus D. Laurentius Radzimski civis et scabinus Eisdem D. D. scabinis ratione parietis domus suae obductione[m] fecit in hunc mod[um] Ize * od domu iego niemasz która ma byc od domu Czegielczynskiego y desczki ze spodu pobrano. * brak wyrazu 12 IX 1620 r. AmP, ks. 44, ss. 1645—1646, akt 1788. [Actum Praemysliae Sabbatho post Festum Nativitatis Beatissimae Mariae Virginis proximo Anno Domini Millesimo Sexcentesimo Vigesimo] Yalentinus Koniarczik — G. loannes Dunikowskij Coram Judicio Civili Praemy,slien[si] et Actis praesentibus constituti perso- nal[ite]r Fam[ati] Yalentinus Koniarczyk Sartor et Caecilia Coniugifes] Cives Praemyslien[ses] sani mente et corpore ex[iste]nt[es] non compulsi sed pala[m] libe- re publiceq[ue], ipse Yalentinus per se, uxor vero ipsius per Honorat[um] Seba- stianum Kwiatkowsky Civem et Scabinum Praemyslienfsem] Tutore[un], ad infra- scripta racognoscen[do] Juris ordine Sibi cum consensu Supradicti mariti ipsius assumptum et ab Judicio approbatum, recognoverunt. Quia Jus Suum totum, inte- grum, plenum, et solidu[m] ad domum lapideam et aream Czegielczynska dictam, hic Praemysliae in Circulo Civitatis penes domum lapideam olim Fam[ati] Laure- n[ti] Radzymsky ex una, et domum lapideam Kurzelowską nuncupata intervenie- n[tem] plateola acialiter sit[am]) et iacen[tem] r[ati]one debiti florenforum] Mille et Centum Polonical[ium] numeri ac monetae queaq[ue] floren[um] gros[os] trigin[ta] computan[do] nuos Andrefam] en Joan[nem] Kawkowie Fr[atr]es consuetae unu[m] per olim Inge- germanos contra- ch in eademq[ue] domo hyppothecati et inscripti sub Judicio Neccessario Ban- nito Feria Tertia Pridie festi Sanctae Hedvigis electae Anno Domini Millesimo Sexcentesimo Quatuordecimo sibi competens se seq[ue] concernens in G[e]n[er]o- su[m] Joan[nem] de Orzech Dunikowsky Sub Judicem Terrae Praemysliensis, ei- usq[ue] Succes[so]r[e]s cum omni eiusdem Juris ac debiti, dominio proprietate propinquitate Successioneq[ue] cumq[ue] omnibus emolumenftis] et commodis vero perpetuo et irrevocabili[s] cessionis et condescensionis tutuli cesserunt abscesserunt et condescendurent praesentisq[ue] Inscriptionis cedunt abscedunt et condescendunt, nihil amplius ibidem Juris d[omi]ny proprietat[is] propinquitat[is] et quorumvis ususfructu- u[m] pro se et suis quibusvis Succ[es]s[o]ribus relinquen[do] seu excipien[do] Ve- ru[m] totum illud et universum in supradictum G[e]n[er]osum cessionariujm] suum ipsiusq[ue] posteros transfunden[do] et transferen[do], ad tenenfdum], haben[dum], po- ssiden[dum] uten[dum] utifruen[dum] danfdum] donanfdum] venden[dum] ceden- [dum] et in usus quos meliores noverit converten[dum] Solenfniter] caven[do] ac se in bonis o[mn]ibus mobilibus et immobilibus habitfis] et habenfdis] nullis pe- nitus except[is] et exclusis, ubicunq[ue] locorum consisten[tibus] obligen[do], pro impetitione quaru[m]vis personarum toties quoties opus fuerit. Recognoscen[do] sibi pro praefata cessione a Supramemorato G[e]n[er]oso Cessionario suo tot[a]- l[ite]r, integer ac plenarie sufficienterq[ue] satisfactum esse. De qua sufficienftia] satisfactione sup[er]dictu[m] G[e]n[er]osum Cessionariu[m] suum et ip[siu]s posteros quieta[n]t tempora in perpetua. Quo vero p[rae]missa maius robor habeant supfer]- dicti recognoscenftes] dant et conferunt plenam facultatem praesent[is] Cessionis Inscriptionem ad Judicium Expositum Bannitum hic Praemysliae Celebran[dum] transportanfdi] his suis personalibus recognitionibus ad p[rae]missa median[tibus].
8. 14 IV 1636 r. AmP, ks. 53, ,ss. 772—773, akt 741 Actum Praemiśliae Feria Secunda post Dominica[m] Jubilate p[ro]x(im]o Anno D[omi]ni Mill[esi]mo Sexcent[esi]mo Trigesimo Sexto. Visio Domus Lapideae Dunkowskie Honorati D[omi]ni Lucas Ja.siowi.cz et Simon Kwiatkowski Cives et Scabini Ju- rati Civitatis Praemislien[sis] ad requisitio[ne]m Honorati Joan[ni]s Czwelinski Chris et Scabini Praemislienfsis] ex officio obtenti descenderunt in Domu[m] la- pidea[m] Dunkowskie dictam in Circulo Civitatis acial[ite]r ex una et Domum lapidea[m] Radzimskie ibidem ex commonstratione supra s[cri]ipti Joan[nis] Czwe- linski infras[cri]pta viderunt eorumq[ue] rel[atio]nem eiusmod[i] fecerunt. Będąc wezwani od P. Jana Czwelinskiefgo] Kollegi naszego byliśmy w Ka- mienicy suc[cess]orow Niebosczyka J. Mci P. Jana Dunkowskiego Podsedka Zie- mie Przemyskiey którą na ten czas arendował tam naprzód widzielizmy w izbie wielkiey ze zawiasek ani haczkow niemasz u wszystkich kwater dolnych szyb nowych na wprowadzeniu się dał wprawić dziesięć a potłuczonych osm s kilkanaś- cie, olstrych u piecza asz do okien w serz na dwa łokcia a wzdłuż asz do okna także y pod okny popsowany wszerz iak ława w obie szeroka listwy stare od tylny sieni których tylko kołkow szesc pawiment potłuczony prawie po wszy- stkiey izbie miedzy oknami kawałek ławy która sama w sobie wszystka spadana, stół ieden stary u ktorego nogi złe szafek dwie bez kratek i bez drzwiczek ława ode drzwi zła przy sienie pod oknami tarcica miasto ławy także od ulice przy ścienie tarcica miasto ławy szafka bez drzwi bez zamku y bez klamki tilko wrzeciądzek iest mały u drzwi do Izby zamku niemasz ani klamki także skobla u Kuchni ognisko bardzo złe, u kuchennych drzwi niemasz zamku s komory przed izbą glina nadto w tyle za okny gnoiu kupa wielka tamże w tyle od P. Dutkowica płot zwierzchu a zespodu parkan barzo zły zgnieły słupy od ulice pogniłe bez pobicia które się pocheliły w Psesłach desczek niemasz w końcu parkanu kawa- lec ...* schody w piwnicy wszystkie złe y drugich niemasz, zamek u Aptycz- nych drzwi zły. ♦ brak w tekście wyrazu 9. 14 I 1640 r. Amp, ks. 20, ss. 515—520, akt 249. Judiciu[m] Neccessarium Bannitum Sabb[at]o antę festum S. Priscae Virgin[isl et Mart[yrae] p[ro]x[im]o Anno D[omi]ni Mill[esi]mo Sexcent[esi]mo Quadragesimo Praemysliae extitit legitime celebratu[m] G[ejn[er]osus Sigismundfus] Fredro — G. Joan[nes] Paris Drohoiowski Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparens personalit[er] G[e]n[er]o- s[us] Sigismundus Fredro Terrae Sanocenfsis] Dapifer sanus mente et corpore existens, non compulsus nec coactus, recedend[o] a foro Jurę Terris Districtibus iurisd[icti]oneq[ue] sua quavis competenftij, praesenti autem Judicio quo ad ac- tus pr[aese]ntis effectum et vigorem sese cum bonis, et suc[cess]oribus suis omni- bus totaliter incorporan[do] et subycien[do] pałam publice libere recognovit. Quia sortem suam propriam totam et integram mundam liberam neminiq[ue] obliga- tam haereditariam sese recognoscentem inter alios cohaeredes in lapidea Cegiel- czynska dicta inter Lapideam Famati Valentini Dudkowie Radzimskie dictam ab una et vicum publicum in plateam aquaticam currentem ab altera partibus sita morte G[e]n[er]osi olim Martini Dunkowski olim G[e]n[er]osi Joan[nis] Dunkowski Subiudicis Terrae Praemyslienfsis] filij steriliter defuncti relicta concernen[tem] cum omni eiusdem sortis Jurę dominio proprietate propinquitate suc[cessi]one tituloq[ue] haeriditario commodis, attinen[tibus], spectan[tibus], fructibus et emo- lumentie universis G[e]n[er]oso Joanni Paridi a Drohoiow Drohoiowski et ipsius succ[ess]oribus pro summa duor[um] millium florenorfum] polonicfalium] numeri ac monetae consuetae, quemlibet florenu[m] gros [sos] 30 computanfdo], vendidit, tradi- dit, et iuridice sub ramo viridi ad veram et perpetuam haereditatem resignavit. Salyis tamen oneribus Civilibus in toto permanentibus. Recognoscenfdo] sibi et suis succ[ess]oribus pro praefata sorte vendita a supranominato Emptore et ipsius
succ[ess]oribus per repo{sitio]nem summae duorfum] millium florenor[um] sufi- cienter ac plenarie satisfactum esse. Ob quam sufficientem ac plenariam sa- tisiactionem eundem Emptorem et ipsius succ[ess]ores quietavit, liberos absolutos- q[ue] pronunciavit aeviterne. Edicen[do] se suis cum posteris de praefata sorte veudxta nihilq[ue] amplius in eadem Juris dominij proprietatfis], propinquitatis, succ[essi]onis tituliq[ue] haereditarij, vel quorumvis commodorfum] ac usufrucfuum pro se vel suis quibusvis succ|ess]oribus relinquen[do]. Verum totum et integrum ius suum q.uod et qualecunq[ue] sibi competebat in suprascriptum Em- ptorem et ipsius succ[ess]ores plenarie transfunden[do]. Jamq[ue] ex nunc dedit et libere concessit Intro[missio]nem realem et actuaiem pacificamq[ue] possesionem in praefatam sortem venditam per d[omi]nos Advocatum et Scabinos in Judicio residentes praedicto Emptori et ipfsiujs succ|ess]oribus danfdo] et conferen[do] ad tenen[dum], haben[dum], possedenfdum], utenfdum], utifruen[dum], dan|dum] donan- [dum], venden[dum], alienanfdum], commutanldum], et in usus beneplacitos con- verten[dum]. Inscriben[do] se ac modis de Jurę firmissimis solenniter obliganl[do]i in et super omnibus bonis suis mobilibus et immobilibus nunc habitis et in po- sterna habenfdis] praeterea summis pecuniarijs ubicunq[ue] locor[um] existen[tibus] supramemoratum Emptorem et ip[siu]s succ[ess]ores semper in omni officio seu Judicio tueri, defendere, evincere, eliberare, intercedere, indemnesq[ue], reddere ab omni impet[iti]one sive Juridica sive iniuridica quarumcunq[ue] personarfum] propinquarum et remotarfum] cuius cunq[ue] status sexus et cond[itio]nis existe- ruftium] se ex quacunq[ue] causa et occ[asi]one vel etiam Juris retractus praetex- tu ad eandem sortem yenditam trahentium suis proprijs sumptibus et impensis toties quoties opus fuerit ad primam et simplicem iuridicam[q]ue eiusdem Emp- toris vel ip[siu]s succ[ess]orum requisitionem nulla praeser[vati]one quantumvis longissimi temporis in praemissis rpinime obstanfte]. Eandem evictionem et initio- nem nullis dil[ati]o[n]ibus exceptiónibus, appel[ati]o[n]ibus earum prosequutioni- bus, legalibus impedimentis Juris et facti remedijs alijsq[ue] it genus coloribus, humana industria excogitatis et excogitan£dis] quibus pr([aese]nti sua recognitione renuntiat evaden[doj. Porro in defectu evictionis et tuitionis si suprascriptus re- cognoscens venditor et ip[siu]s succ[ess]ores ad quodcunq[ue] of[ficiu]m seu Ju- d[iciu]m Regni se citari permrserint, ex tunc in illo Cit[ati]onis termino primo uti percmptorio praecisis quibusvisbeneficijs Juris exceptionibus dil[ati]onibus appe- l[ati]o[n]ibus, earum prosecutionibus legalibus inpedimentis, quibus cum suis suc- c[ess]oribus renuntiat coram illo officio seu Judicio stare, parere, respondere, praefatu[m] Emptorem et ip[siu]s succ[ess]ores evincere et Judicatum of[fic]ij seu Judicij illius pati, onus evictionis subire, non recedenfdo] ab illo off[ici]o seu Judicio tenebitur, idque coram officio Civili sub Intro[missio]ne omnium graduum Juris simul et semel in Bona sua quaevis sub Jurisd[icti]one Civili consistenftia], praefato Emptori et ip[siu]s succ[ess]oribus danfdo] et conferen{do] in omni offi- cio et Judicio Regni sub damnis Terr[aestr]ibus Caetenea ut praemissa maius ro- bur habeanft] idem recognoscens dedit et contulit plenam facultatem Seniori Do- mino Scabino pr[aesen]tem inscr[ipti]onem vend[iti]onis ad Jud[iciu]m Expositu[m] Bannitum quandocunq[ue] celebranfdum] transportanfdi]. Quaequidem Inscriptio vend[iti]o[n]is admissa et confirmata est eam habere debere vim et robur per- petuis firmitatis in omnibus ipfsiuls punctis clausulis et conditionibus. Ibidem in continenti G[e]n[er]osa Teressia Gfelnferlosi Sigismundi Fredro Dapiferi Terrae Praemysliertfsis] Consors comparens personal[ite]r cor[am] eodem Judicio Neces- sario Bannito sana mente et corpore ex[iste]ns non compulsa nec coacta, rece- denfdo] a Terris Juribus, iurisd[icti]onibusq[ue] suis quibusvis competenftibus], huic autem Civili Praemyslienfsi] se cum bonis ac succiessjoribus suis omnibus quo ad actum pr[aese]ntem attinet totaliter incorporanfdo] ner Gfelnferjosum Nico- laum Łaskawski Camerariufm] Granicialem Praemyslienfsem] tanquam Tutorem suum ad infrascripta recogno.scenrdol cum consensu praefati Mariti sui sibi as- sumptum, et ab Judicio approbatum pałam publice libere ac ultro recognovit. Quia super Inscriptionem sortis haereditaris in Dorno lapidea Czegielczynska dicta Inter lapideam Famati Valentini Dudkowie Radzimskie nuncupatam ab una, et vicum publicum in plateam aquaticam currentem parte ab altera sita morę olim G[e]n[er]osi Martini Dunkowski olim G[e]n[er]osi Joanfnis] Dunkowski Subiudicis Terrae Praemyslien[sis] filij steriliter defuncti praefatum maritum suum concer- nen[ti] G[e]n[er]oso Joanni Paridi a Drohoiow Drohoiowski et ip[siu]s succ[ess]- oribus factfam] et recognitifam], consentit, eamq[ue] in omnibus punctis, clausulis
et conditionibus approbat, ratificat, pro rato et grato acceptat. Nihil amplius in eadem sorte Juris dominij proprietatis, propinąuitatis, succ[esi]onis, tituliq[ue] haereditarij, et quorumvis commodorfum] pro se suisque succ[ess]oribus relinque- n[do], Verum totum Jus suum ad praefatam sortem Mariti sui habitum in supra- memoratum Emptorem et ip[siu]s succ[ess]ores transferenfdo]. Vigore cuiusquidem Inscr[ipti]onis et facultatfis] sibi in eadem concessae Hono- rati D[omi]ni Advocatus et Scabini Jurati Civitatis Praemyslienfsis] descenden[do] in praedictam lapideam omnes Intro[missio]nis gradus simul et semel in sortem ut supra venditam in eadem lapidea existen[tem] praefato Emptori ac ip[siu]s succ.[ess]oribus dederunt et real[ite]r contulerunt. Observat[is] Juris solennitat[ibus] circa tales Introm[missionum] actus observari solitfis]. 10. 18 II 1640 r. AmP, ks. 20, ss. 521—524, akt 250. Judicium Necessarium Banitu[m] Sabb[at]o post Festufm] Sancti Valentini Martyrfis] p[ro]x[imo] Anno D[omi]ni Mill[esi]mo sexcent[esi]mo Quadragesimo Praemysliae extitit l[egi]time celebratu[m] G[e]n[er]osa Hedvigis Ramułtowna — G[e]n[er]os[us] Jaonnes Paris Drohoiowski Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparens personal[ite]r G[e]n[er]osa Hedvigis Ramułtowna G[e]n[er]osi Abraham! de Bobrek Lygęza Consors cum personali assistentia eiusdem mariti sui ex G[e]n[er]osa olim Barbara Dun- kowska G[e]ń[er]osi Andreae Ramułt Consorte progenita sana mente et corpore ex[iste]ns non compulsa nec coacta receden[do] a Terris Juribus iurisd[icti]onibus- q[ue] suis quibusvis proprijs et competen[tibus], praesens vero Civile ratione in- frascriptorum recognoscendor[um] approban[do] ac eidem se cum bonis ac suc- c[ess]oribus suis omnibus totalfite]r incorpora[vi]t per G[e]n[er]osum Stanislaum Ramułt uti Tutorem suum cum consensu praefati Mariti sui ad actum pr[aese]n- tem sibi assumptum et authoritate Jud[ic]y pr[aese]ntis approbatum, pałam publice libere ac ultro recognovit. Quia sortem suam propriam haereditariam totam et in- tegram mundam liberam et nemini obligatam, rese recognosceniftis] inter alios cohaeredes in lapidea Cegielczynska dicta inter lapideas Famfati] Valentini Dud- kowie Radzimskie dietfam] ab una et vicum publicum in plateam aquaticam currentem parte ab altera iacenfte], morte olim G[e]n[er]osi Martini Dunkowski olim G[e]n[er]o.si Joanfnis] Dunkowski Subiudicis Terrae Praemyslienfsis] filij steriliter de functi concernenftem] cum omni eiusdem sortis Jurę Dominio pro- prietate, propinquitate, succ[essi]one, tituloq[ue], haereditario, obtinentijs commodis et emolumentis universis vero puro perpetuo ac irrevocabili ve.nditionis titulo G[e]n|[er]oso Joanfni] Paridi a Drohoiow Drohoiowski pro summa florenorfum] duorfum] millium polonie [alium] numeri ac monetae consuetae, quem libet florenum grosfsos] 30 enumerando vendidit, tradidit, et Juridice sub ramo viridi ad veram et perpetuam haereditatem resignavit. {----------] Vigore cuiusquidem Inscr[ipti]onis et facultatis sibi in eadem concessae Honorati Domini Advocatus et Scabini Jurati Civitat[is] Praemyslienfsis] descendenfdo] in praedictam lapideam Czegielczynska nuncupatam omnes Intromissionis gradus simul et semel in sortem supra recensitam in eadfem] lapidea existen[tem] supra memorato Emptori ac ipsius succ[ess]oribus dederunt et real[ite]r contulerunt. Observat[is] Juris solennitatibus circa tales In- tromissionum actus observari solitis. U. 21 II 1640 r. AmP, ks. 20, ss. 525—529, akt 251. Judicium Necessarium Banitum Feria Tertia Carnis privij Anno D[omi]ni Mil- l[esi]mo Sexcent[esi]mo Quadragesimo Praemysliae extitit l[egi]time celebratfum] Succ[ess]ores olim G[e]n[er]osi Martini Dunkowski — G[e]n[er]os[us] Joannes Pa- ris Drohoiowski Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparen[te]s personaliter G[e]n[er]- osa Sophia de Ursko olim G[e]n£er]osi Joanfnis] Czernieiowski Succamerarij Ter- rae Leopolienfsis] Consors vidua relicta, G[e]n[er]osus Joannes de Sieniow Krzeczow- ski, G[e]n[er]osus Sigismundus de Troyczyce Troiecki, G[e]n[er]osa Catherina de ea-
dem Troyczyce olim G[e]n[er]osi Adami Orzecki primarum ad praesens vero G[e]- n|er]osi Nicolai Dunin zdarum nuptiarum Consors, cum personali assistentia eius- dem mariti sui G[e]n[er]osi Jacobus Chrząstowski Pater et Adamus filius olim G[e]n[er]osi Martini de Ursko Dunkowski olim G[e]n[er]osi Joan[nis] de eadem Ursko Dunkowski Subiudicis Terrae Praemj slieni[sis] fili] steriliter de hac luce decessi, succ[ess]ores sani mente et corpore existen[tes] non compulsi nec coacti, receden[do] a for o Jurę Terris districtibus Jurisdictioneq[ue] sua quavis compe- ten[ti], huic autem Civili Praemyslienjsi] quoad infrascripta recognoscenda attinet se cum Bonis ac succ[ess]oribus suis omnibus total[ite]r incorporan[do], et subycien- [do], suprascripta quidem G[e]n[er]osa Sophia Ćzernieiowska per G[ejn[er]osum Andream Lazeiowski uti Tutorem suum ad actum praesentem sibi assumptum et authoritate Jud[ic]y praesentis approbatum G[e]n[er]osa vero Catherina Duninowa per maritum suum tanquam Tutorem Coniugalem Sigismundus de Troyczyce Tro- iecki suo et G[e]rx[er]osae Christinae de eadem Troyczyce Virginis sororis suae germanae no[m]i[n]e, pro cuius ratihabitione cavit ac eandem ad approbani[dam] pr[aese]ntem Inscr[ipti]onem dum et quando actum assecuta fuerit statuitur[os] inscripsit et obiigavit. G[e]n[er]osus Jacobus Chrząstowski suo et G!ejn[er]osor[um] Joan[nis] Evae et Annae Virginum liberorum ex olim G[e]n'[er]osa Magdalena de Troyczyce Troiecka Consorte sua procreator[um] pro quorum ratihabitione simili- ter cavit, ac sese eosdem ad approbandam praesentem Inscriptionem statuituros obligavit nominibus pałam publice libere ac ultro recognoverunt, et quilibet eorum pro suo interesse recognovit. Quia sortes suas haereditarias sese recognoscen[do] inter alios cohaeredes in lapidea Czegielczynska antiquitus dicta inter lapideam Famati Valentini Dudkowie ab una et vicum publicum in plateam aquaticam currentem ab altera partibus sita morte olim G[e]n[er]osi Martini Dunkowski olim G[e]n[er]osi Joannis Dunkowski Subiudicis Terrae Praemyslien[sis] filij ste- riliter defuncti relicta concernen[tes], cum omni earundem sortium iure, dominio proprietate haereditate. et succ[essi]one, tum etiam cum omnibus spectanftibas], attinen- tijs adiacentijs, utilitatibus, et emolumentis G[e]n[er]oso Joanni Paridi a Drohoiow Dro- hoiowski et ipsius succ[ess]oribus, G[e]n[er]osa Sophia Ćzernieiowska succameraria pro summa floienor[um] suorum millium. G[e]n[er]osus Joanfnes] Krzeczowski itidem pro summa duor{um] millium florenor[um], G[e]n|er]osus Sigismundus Troiecki quantum pro interesse eius concernit, pro summa florenor[um], quingen- torum, quantum vero concernit G[e]n[er]osam Christinam sororem pro summa florenorfum] quingentor[um]. G[e]n[er]osa Catherina Duninowa pro summa flo- renor[um] quingentori[um] G[e]n[er]osus Jacobus Chrząstowski pro summa flo- renorfum] quingentor[um] polonicalfium] numeri ac monetae consuetae quem- libet florenum gros[sos] 30 computanfdo], vero puro perpetuo ac irrevocabili ven- ditionis titulo vendiderunt tradiderunt et juridice sub ramo viridi ad veram et perpetuam haereditatem resignaverunt. [----------] Vigore cuiusquidem Inscriptionis et facultat[is] sibi in eadem concessfae] Honorat! D[omi]ni Advocatus et Scabini Jurati Civitat[is] Praemyslien{sis] descenfdo] in praedictam lapideam Czegielczynska omnes Intromissionis gradus simul et semel supranominato Emptori et ipsius succ[ess]oribus in sortes venditas in eadem exi- stenftes] dederunt, et realiter contulerunt. Observatis Juris solennitatfis] circa tales Intro[missio]num actus observari solitis. 12. 14 III 1665 r. AmP, ks. 64, ss. 121—128, akt 427. Sabbatho Pridie Dominicae Laetare Quadragesimalis, Anno Domini Millesimo Sexcentesimo Sexagesimo quinto. Oblata Inscr[ipti]onum p[er] G. Drohoiowski Ad officium Advocatiale Actaque Scabinalia Praemyslien[sia] person[a]l[ite]r veniens G[e]n[er]osus Chr[ist]ophorus Thomas a Drohoiov Drohoiowski, receden{do] a foro suo proprio et Jurisd[icti]one quavis competenti posthabita huic autem Jurisd[icti]oni pr[aese]nti Civili Praemyslien[si], sese cum infrascriptis bonis suis, quoad infras[cri]pta recognoscenda solummodo attinet, subiiciendo ac incorporando sanus mente et corpore ex[iste]ns Inscriptionem certam Donationis Domus lapideae Cegiełczyńska nuncupatae, hic, in Civitatis huius Praemyslien[sis] circulo, acialiter penes viam ad Plateam Aquaticam ducentem ab una, et Radyminska antiquitus
ad p[raese]ns vero Succ[ess]orum Wargocianorum parte ab altera, per G[e]n[er]o- sum Stephanum a Drohoiow Drohoiowski olim G[e]n|[er]osi Joannis Paridis Dro- hoiowski filiu[m] fratre[m] vero suufm] Patruelefm] germanum, in personam sui offerentis ac posterorum suorum coram Officio Actisql[ue] Castr en [sibus] Capfita]- nealibus Praemyslienfsibus], de actu in Castro Praemyslienfsi] Sabbatho ipso die Festi S. Lucae Ewangelistae anno proxime preterito v[i]d[e]l[ice]t millesimo sex- cent[esi]mo sexag[esi]mo quarto, recognitam, Tum et Relationem Intromissionis in praefatam Domum Cegiełczyńska f[e]r[i]a sexta in Vigilia Festi SS. Omnium, anno eodem millesimo Sexcenit[esi]mo Śexag[esi]mo quarto factae, sanas, salvas, illesas, omniq[ue] suspicione carentes, in authentica forma, ex Actis Castren[sibus] Capitanealib[us] Premyslienfsibus] emanatas, manu G[e]n[er]osi Matthiae de Uni- low Ustrzycki Terrae Sanocenfsis] Subjudicis, et Castri Praemyslienfsis] Vicecapi- tanei subscriptas, Sigilloq[ue] Officii Castrenlsis] Cap[ita]nealis Praemyslien[sis] communitas, ad Actis pr[aese]nftibus inserendum, ingrossandum et acticandum obtulit et transportavit, in tenore eiusmodi. Quas Officium suscepit et Actis suis inseri mandavit ♦. * W dalszym ciągu na ss. 122—128 wpisane są oba ww akta. 13. 14 IV 1685 r. AmP, ks. 23, ss. 9—13. Judicium Necessarium Bannitum Feria Quinta antę Festum SS et Individuae Trinitatis proxima Anno D[omi]ni 1685 Premislfiae] extitit l[egi]time celebratum G. Joannes Stephanus Drohoiowski — GG Andreas Skorcyccy Con[iu]ges Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparens personaliter G. Stepha- nus Joannes in Drohoiow Drohoiowski [------------] Sanus mente et corpore existens non compulsus nec coactus aut aliąuo devio errore cricumventus Sed rem pra- esentem ratione infraeontentoru[m] matura deliberatione prohabita considerans suo et amicorum suorum salubri fretus ac usus consilo recedfendo] a Terris Ju- ris Jurisdictionibusq[ue] suis quibusvis competenftibus] huic aute[m] Civili Pre- milslienfsi] quo ad infrascri[pta] recognoscenda attinet se cum Bonis ac successo- rib[us] suis universis totaliter incorporan[do] pałam publice libere ultro ac per expressum [-------] recognovit. Quia ipse inhaerend[o] Contractui Occasione Ven- ditionis et Emptionis Bonoru[m] infraspecificandam inter se Recognoscentem et Generosos Andream de Skorcyce Skorcycki Vexilliferis [sic] Terrae Premislie- n [sis] et Constantiam de Cisów Coniuges de data illius Premisl[iae] die Vigesima prima Mensis Martii anno Domini 1684 facto et inito et ad Acta Castrensa Ca- piteanatu Premislien[sis] Feria Quinta post D[omin]icam Exaudi proxima anno praesenti 1685 obiato Bona sua propria et haereditaria Videlicet domu[m] Lapi- deam Cegelczynska nuncupatam in circulo Civitatis praesentis Premislien[sis] in- ter Domufm] Lapideam Radzinska [!] Vocatur Honorati Pauli Wargocki Civis et Scabini Premislien[sis] ab una et vicum publicum in plateam aquaticam curren- tem acialiter sitam et iacentem .[------] ad se Recognoscentem Vigore divisionis inter alios Consuccessores suos post mortem olim G. Joanifnis] Paridis in Dro- hoiow Drohoiowski Parentis sui desideratissimi devolutam per Voragin[em] ipsius in Anno 1678 desolatam et ruinatam maturę praecavendo ne ad ulteriorem ac deteriorem ruinam deveniat cum omni eiusdem Domus Lapideae Jurę Dominio proprietate propinquitate successione tituloq[ue] haereditario attinentijs pertinen- tijs ’ commodis fructibus utilitatibus et proscentibus universis ita videlicet late longe et circum ferentialiter prout eadem Domus Lapidea ab antiquo in suis me- tis et limitibus continetur et prout eandem ipse ipsiusq[ue] succossores hac tenus pacifice et quiete tenebant habebant possidebant eademque cum omnibus adia- centis utebantur et utifruebantur supranominatis G G. Andreae de Skorcyce Skor- cycki Vexillifero Terrae Premislienjsis] et Constantiae de Cisów Coniugibus ipso nunque successoribus pro summa floren[orum] quattuor millium polonficalium] numeri ac monetae quemlibet florenufm] grossis triginta computan[do] includendo in eandem summafm] floren[orum] mille cum censu Reemptionali Hospitali Pau- perum tituli Cancti Spiritius hic Praemisaliae sito, Vero puro perpetuo ac irrevo-
cabilis Venditionis titulo Vendit tradidit et iuridice sub ramo viridi ad veram ac perpetuam haereditatem resignavit Salvis nihilomin[us] oneribus Reip[ubli]cae universis De qua summa floren[orum] quattuor miliu[m] polon[icalium] pro praefata Dorno Lapidea Vendita proveniente eosdem Generosos Emptores et ipsorum suc- cessores quietavit liberos absolutosq[ue] pronunciavit temporibus perpetuis Edicen- do se de praefata Dorno Lapidea nihilque amplius in eadem Juris Dominij prc- prietatis propinquitatis Successionis haereditatis aut alicuius tituli possesionis [-------] Vigore cuius quidem Inscriptionis et facultatis sibi in eadfem] collat[ae] Ho- norati Domini vice Advocatus et Scabini Jurati Civitatis Premisliensis descende- runt in praefatam Domum Lapideam Venditam et resignatam omnes Intro- m[issionis] gradus simul et semel cum pacifica et actuali possessione GG. Andreae de Skorcyce Skorcycki Vexillifero Terrae Premislien[sis] et Constantia[e] de Ci- sów Coniugibus ipsorumque Successoribus ad perpetuam haereditatem per ap- prehensionem extend[endam} ut Juris est et aliis de Jurę et consuetudine in ta- libus observari solitis solennitatibus adhibitis admittente dederunt et realiter contulerunt. 4.T 14. 1755 r. AmP, ks. 557, ss. 100—101. Ad Lapideam ad praesens Drohojowskich nuncupatam, in Secunda parte Fo- ri a Fluvio San situatam, Numero Quarto in Visione Judicij annotatam, in Pos- sessione ad praesens Magnifici Stadnicki Castellanidae Bełzensis existen[tem]r, Re- posuit Magnificus Stadnicki Castellanida Bełzensis Divisionem certam Feria Quar- ta post Festum Sanctorium Trium Regum Anno Millesimo Septingentesimo Qu- adragesimo Premisliae inter Magnificos Sigismundum de Pleszowice Fredro Da- piferum Sanocensem ab una, et Joannem Paris in Drohojow Drohojowski ab al- tera Part[e], respectu Bonorum seu Villarum Kusienice, Troyczyce, Małkowice, Ursko et Lapideae supra exaratae in Circulo Fori Premislien[sis] jacentis, Cegiel- czynska ab antiquo vocitatae subsecutam. Qua Divisione ad schaedam Magnifici Drohojowski Lapideam praefatam spectare deducitur, et continuam Possessio- nem tam per olim Magnificum Sigismundum Drohojowski Parentem quam per se probavit. Civitas autem hareditatem praemissam non negat imo Sponte agno- vit solum ab Annis Octodecem nil quid quam in vim Contributionis ad aerarium Civitatis importare infert; exinde retentam Eandem Contributionem quotannis per Florenos Octodecem importari solitam bonificari affectat, Proinde Studendo Justice Judicium praesens pro Jndubitato Haerede Eodem Magnifico Stadnicki agnito docernit. Quatenus Eandem Contributionem retentam Summam Trecento- rum Viginti Quatuor Florenorum Polonicalium efficientem Jdem Magnificus Stad- nicki ad manus Exactorum Ejusdem Civitatis in loco tempore et sub Rigore In- frascriptis solvat. Jn futurum vero juxta Dispartimentum Civitatis subsequen- d[um] quotannos Eandem Contributionem ad aerarium Civitatis importare tene- bitur sub duplici Persione.
Zaułek Przemyśla, olej — płótno, 45X30
Renata Frazikowa MONOGRAFIA KAMIENICY NR 6 PRZY RYNKU PRZEMYSKIM I. STAN BADAŃ Kamienica położona w Rynku przemyskim, oznaczona dziś numerem szóstym, nie posiada dotąd w literaturze opracowania monograficznego. W ostatnim czasie była jedynie wzmiankowana szereg razy przez Gusta- wa KrupińskiegoL Pośrednio dotyczą obiektu artykuły, studia i prze- wodniki: Karola Giirtlera1 2, Stanisława Żaryna3, Mieczysława Orłowi- cza 4, Krzysztofa Wolskiegos 6, Aleksego Gilewicza i Jana Różańskiego ’ oraz Józefa T. Frazika 7. Warto na wstępie odnotować, że informacje Kru- pińskiego o kamienicy oznaczonej numerem szóstym są nie tylko dość skąpe, lecz także mylne i w większości odnoszą się do sąsiedniej, położo- nej od strony wschodniej, oznaczonej dziś numerem siódmym. II. TOPOGRAFIA OBIEKTU I JEGO IDENTYFIKACJA ZE ŹRÓDŁAMI PISANYMI Kamienica nr 6 jest jedną z kilku stojących w północnej pierzei Ryn- ku. Wraz z kamienicami nr 4 i 5 należy do trzech budynków wysuniętych o około 5,00 m przed linię frontową domów nr 2, 3 i 7. Licząc od ulicy Wodnej w kierunku wschodnim, zajmuje drugą działkę kształtu wydłu- żonego prostokąta długości 40,00 m, krótszym bokiem, o szerokości 9,50 m, ustawionego do Rynku; równoległy bok, szerokości 8,50 m, sąsiaduje 1 G. Krupiński, Rynek przemyski i jego kamienice, „Rocznik Przemyski”, t. IX, z. II, 1962, ss. 110—111. 2 K. Giirtler, Pamiątka z Przemyśla, Przemyśl 1871 (rkps w Muzeum Narodo- wym Ziemi Przemyskiej) 3 St. Żaryn, Kamienice Przemyśla, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki”, I, 1956, ss. 381—389. 4 M. Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Przemyślu i okolicy, Lwów 1917, s. 32. 6 K. Wolski, Przemyśl i okolice, Przemyśl 1957, ss. 61—66. • A. Gilewicz, J. Różański, Przemyśl i okolice, wyd. II, Warszawa 1968, passim; J. Różański, Przemyśl i okolice, Warszawa 1972, ss. 70—71.
z posesją mieszczącą się przy ulicy Ratuszowej nr 10. Całość opada bar- dzo mocno (przeszło 10 proc, w kierunku północnym, a budynek zajmuje około dwie trzecie powierzchni działki (por. ryc. 1). Z analizy spisu podymnego z roku 1629 wynika, że w tym czasie oma- wiana kamienica była własnością Dudkowica; od wschodu przytykała do kamienicy Szczurka vel Szczurkowskiego (dziś Rynek 7), od zachodu do kamienicy Dunikowskich (dziś Rynek 5)7 8, której narożne usytuowanie przy przecięciu pierzei z ulicą Wodną, tak samo jak kamienicy nr 4, zo- stało już w literaturze obszernie udokumentowane 9. Ryc. 1. Przemyśl, północna pie- rzeja Rynku według stanu z ro- ku 1973 Opracowane uprzednio studium kamienicy leżącej przy Rynku nr 5 znakomicie ułatwia ustalenie stosunków własnościowych naszego obiek- tu, choć wymienieni tam kolejno posesorowie kamienicy nr 6: Radzim- scy, Dudkowiczowie, Urowiczowie, Wargoccy, Przeczkowscy, Sobolew- scy nie wyczerpują pełnej listy 10. Ze znanych akt narracyjnych bowiem wiadomo, że przed Radzimskimi właścicielami nieruchomości około poło- wy XVI stulecia byli Rosnerowie11, w latach 1715—1748 Ulenieccy 12, a w wieku XIX Sonnenthalowie 13. Tak więc kamienicę nr 6 należy ba- 7 J. T. Frazik, Z badań nad najstarszymi kamienicami Przemyśla. Teka Komi- sji Urbanistyki i Architektury VIII, 1974, ss. 165—176; Tenże, Zarys dziejów sztuki Przemyśla [w:] Tysiąc lat Przemyśla. Zarys historyczny. Część pierwsza, Rzeszów 1976, ss. 438—445; Tenże, Kamienica przy rynku przemyskim oznaczona numerem czwartym, „Rocznik Przemyski”, XIX—XX, Przemyśl 1978, ss. 59—104. 8 Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Przemyślu, Zespół Archiwum akt staropolskich miasta Przemyśla (w dalszym ciągu cytuję: AmP), ks. 349, s. 3. 9 R. Frazikowa, Kamienica przy Placu Wielkiego Proletariatu (Rynek) 5 w Prze- myślu, Studium historyczno-architektoniczne, Przemyśl—Kraków 1974, maszynopis w posiadaniu Wydziału Konserwacji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Kra- kowie, ss. 12—16; J. T. Frazik, Kamienica przy rynku przemyskim oznaczona nu- merem czwartym..., ss. 60—66. 10 J. T. Frazik, Kamienica Cegiełczyńska w Rynku przemyskim oznaczona nu- merem piątym, w niniejszym tomie, „Rocznika Przemyskiego” 11 AmP, ks. 282, ss. 264—268. AmP, ks. 557, ss. 101—104. 13 Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Przemyślu. Zespół: Archiwum Geo- dezyjnego m. Przemyśla (cytuję dalej: Arch. Geodezyjne), sygn. 1051, Summarische Wiederholung der Ausziige aus dem Vermessungs Anschlage fur das allgemeine Kataster 20 April 1853, poz. 807; Tamże, Alfabetyczny wykaz posiadaczy gruntów w gminie miasta Przemyśla wedle pomiarów katastralnych 1861, s. 279.
dać jako kamienicę Kosnerowską, Radzimską, Dudkiewiczowską, Urowi- czowską, Wargocką, Uleniecką, Przeczkowskich, Sobolewskich i Sonnen- thalów. Trzeba mieć przy tym na uwadze fakt, że Radzimscy, Wargoccy, Przeczkowscy posiadali w Przemyślu w swoim czasie także inne real- ności, podobnie jak niektórzy ich sąsiedzi. Stąd dla metodycznego prze- biegu szczegółowych badań nad dziejami kamienicy położonej w Rynku pod numerem szóstym oraz dla trafnej interpretacji wyników kwerendy przeprowadzonej w niezmiernie obfitych źródłach narracyjnych, koniecz- na jest znajomość praw własnościowych obu sąsiednich posesji, położo- nych przy Rynku 5 i 7. Kamienica przy Rynku nr 5 była kolejno od połowy XVI wieku własnością: Cegiełków (stąd jej nazwa Cegiełczyńska), Kawków, Wa- lentego Koniarczyka, od 12 IX 1620 roku do lutego 1640 roku Dunikow- skich (stąd nazwa Dunikowska vel Duńkowska), następnie Drohojow- kich, w okresie rozbiorowym barona de Wecsay, Mischurowiczów, w XIX stuleciu Sonntagów, a w wieku XX do roku 1944 ukraińskiego towa- rzystwa ,,Wira” u. Kamienica oznaczona numerem 7 w drugiej połowie XVI wieku na- leżała do Radziszowskich 14 15, Strzyżewskich 16, na przełomie XVI i XVII stulecia zwana Konwisarzowską była własnością konwisarza Jakuba Helsztowicza i jego żony Katarzyny 17, następnie Szymona Szczurka i jego żony Anny 18 *. Szymon Szczurek vel Sarna w dniu 16 V 1635 roku sprze- dał ów dom częściowo murowany, częściowo drewniany Stanisławowi Stryjowiczowił9. W latach sześćdziesiątych XVII wieku kamienica zwa- na dotąd kolejno Konwisarzowską, Szczurkowską, Stryjowiczowską była już w posiadaniu Walentego Materny i jego żony Anny Owiczanki20, następnie Bielewiczów21, od roku 1710 w ręku Saleckich22, od 1754 Przeczkowskich23, a co najmniej od 1767 Hordyńskich 24. Na początku XIX w. należała do Hirschhorna Pinkasa25, a w roku 1861 do Adolfa Mirela 26. Na jednym z najważniejszych źródeł do zabudowy miasta w wieku XIX, mianowicie na katastralnym planie wykonanym w roku 1852 par- cela, na której leży kamienica nr 6, opatrzona jest numerem 196, sąsie- 14 Frazik, Kamienica Cegiełczyńska..., s. 196—202. 15 AmP, ks. 15, ss. 762—763, akt 897. 16 AmP, ks. 32, ss. 588—589, akt 1155. 17 AmP, ks. 232, ss. 183—184, akt 279; ks. 235, s. 279, akt 436; ks. 45, s. 1232, akt 1217 78 AmP, ks. 45, ss. 1232—1233, akt 1217; ks. 47, ss. 648—649, akt 1008; ks. 19, ss. 236—239, akt 178, ss. 276—277, akt 207; ks. 349, s. 3; ks. 19, ss. 996—1000, akt 707; ks. 50, s. 1515, akt 1391; ks. 51, ss. 266—267, akt 309. ” AmP, ks. 19, ss. 1519—1523, akt 962; ss. 1542—1545, akt 969, ss. 1636—1637, akt 1011; ks. 20, ss. 39-^1, akt 16—18. 20 AmP, ks. 387, s. 4; ks. 388, s. 5; ks. 557, s. 4. 21 AmP, ks. 399, ss. 8—9; ks. 395, s. 23. 22 AmP, ks. 557, ss. 104—106. 23 Tamże. 24 AmP, ks. 409, s. 225. 15 Arch. Geodezyjne, sygn. 1051, operat bez tytułu i sygn., s. 16, poz. 137/145. 2# Tamże, Alfabetyczny wykaz posiadaczy gruntów w gminie miasta Prze- myśla wedle pomiarów katastralnych 1861. s. 8, poz. 12.
dnia, z położoną na niej kamienicą nr 5 — numerem 197, a z kamienicą nr 7 — numerem 195. Za kamienicą nr 6, zajmującą teren identyczny jak dziś, ciągnęła się wówczas pusta działka aż do ulicy Żydowskiej, tzn. do dzisiejszej ulicy Ratuszowej (ryc. 2). III. DZIEJE KAMIENICY NA PODSTAWIE ŹRÓDEŁ PISANYCH Początkowe dzieje realności położonej w Rynku przemyskim pod nu- merem 6 wymagają jeszcze dalszych studiów. Dowodnie wiadomo, że przed połową XVI stulecia należała ona do rodziny Kosnerów27, a na początku drugiej połowy do Radzimskich i od tego czasu nazywana jest Radzimską28. Na wiosnę 1556 roku między Janem Cegiełką a Janem Radzimskim doszło do sprawy sądowej o mur graniczny. W jej wyniku 27 III oględzin i pomiaru owych murów dokonali muratorzy Andrzej Kossowski i Bononi w obecności wójta oraz ławników Piotra Longarna i Marcina Pannitonsora 29. W 1568 r. właściciele, małżeństwo Jan i Zo- fia Radzimscy, pożyczając od Barbary Liskowej, wdowy po Stanisławie 314 złp i 24 gr zapisali tę sumę „in domo et area sua, penes Joannis Czegielka et Strzezowski domos in circulo Praemislienfsi] vicinal[ite]r sitt[a]”, tzn. na swym domu, położonym w Rynku między domami Jana Cegiełki i Strzeżowskich. Pieniądze, należące po części do Agnieszki, wnuczki Liskowej, a córki Stanisława Bieczara oraz do dzieci Liskowej. do Marcina, Błażeja, Macieja oraz do Barbary, Radzimscy zobowiązali się oddać do dnia śś. Piotra i Pawła 1569 roku, pod groźbą zajęcia ich domu w razie niedotrzymania umowy 30. Radzimscy warunków nie do- pełnili. 11 VIII 1576 roku część tej należności, 84 złp i 6 gr scedował syn Lisków, Błażej Liskowicz na rzecz znanego muratora przemyskiego Andrzeja Bononiego zaznaczając jednocześnie, że zapis ten czyni „super domum Radzimski inter domos Radziszowska ex una et Joannis Cze- gielka ab altera partibus hic Praemisliae sittfam]”31. Z tego tytułu Bo- noni zaczął prawować się z Zofią Radzimską i jej synem Walerianem od roku 1580, by 22 III 1583 roku uzyskać urzędowe zezwolenie na rumację do domu 32. W tym dniu Radzimska opuściła na rzecz Bononiego „soertem stubae et testudinem superiorem atrialem”, czyli izbę i sklep górny (od wejścia lub podwórza)33. W latach 1584—1586 oprócz Bononiego o na- leżną sumę zapisaną na posesji procesowali się z Radzimską i jej dzieć- mi: Walerianem, Wawrzyńcem, Zofią zamężną za Stanisławem Królewi- 27 AmP, ks. 282, ss. 264—268. 23 AmP, ks. 16, ss. 920—922, akt 1086; Rodzina Radzimskich pojawia się w Przemyślu w połowie XVI stulecia. W roku 1553 prawo miejskie przyjął Joannes Felicis Radzimski de Pleszow artium liberalium Baccalareus (AmP, ks. 429, s. 24). Później m. in. w latach 1560, 1561, 1564 Jan Radzimski notowany jest jako rajca (AmP, ks. 12. s. 1037; ks. 25, s. 93; ks. 429, s. 46). 29 AmP, ks. 11, s. 249, akt 350. 39 AmP, ks. 14, ss. 36'6—367, akt 446 i 447; ks. 31, s. 685, akt 1432. 31 AmP, ks. 15, ss. 762—763, akt 897. 32 AmP, ks. 29. s. 940, akt 1869; ks. 31, s. 684, akt 1430; s. 685, akt 1432; 32 AmP, ks. 29, s. 940, akt. 1869; ks. 31, s. 684, akt 1430; s. 685, akt 1432; ss. 691—692, akt 1446. 33 AmP, ks. 31, s. 695, akt 1450.
Ryc. 2. Przemyśl, fragment planu katastralnego z roku 1852; kamienica Rynek nr 6 oznaczona liczbą 196 ozem, Barbarą zamężną za Kobyłeckiem i niezamężną Heleną, spadko- biercy Barbary Liskowej i Jan Gembolis występujący w imieniu swej żony Agnieszki Bieczarówny, który zresztą od dłuższego czasu używał części domu Radzimskiego 3i. W trakcie tych spraw, 24 V 1585 roku Jan Liskowicz, syn zmarłego Marcina Liskowicza, odstąpił Bononiemu 44 złp zapisane na domu Radzimskiej * * * 35. W tym samym dniu Zofia Radzimska, jej syn Walerian, córki Helena i Zofia obiecali spłacić Bononiemu 128 złp i 10 gr do Wniebowzięcia NPMarii36. Po pewnej zwłoce, 10 II 1586 roku, z owej sumy Bononi otrzymał 84 złp i 6 gr 37, a 45 złp scedował na rzecz Tomasza Żółtowskiego, podkomorzego przemyskiego. Radzimska zahipo- tekowała w zamian Żółtowskiemu „stubellam suam cum atrio et adia- centiis illius in posteriori parte domus suae, certis locis circumscriptae, videlicet inter domos Czegielczynski ex una et Strzyzowski ex altera partibus consist[entis]” i dała mu na użytkowanie tej części intromisję 38. Pod koniec XVI stulecia realność była własnością Wawrzyńca Radzim- skiego, aptekarza i obywatela miasta Przemyśla, zięcia Jana Królewicz- ka39. Co najmniej część domostwa była murowana. W każdym razie istniała już taka ściana od strony kamienicy Cegiełczyńskiej, tzn. ozna- czonej dziś numerem 5, ścianę tę bowiem wyzyskał Andrzej murator, wspierając na niej sklepienie sieni kamienicy Cegiełczyńskiej i budując tam schody na górę 40. 31 AmP, ks. 32, ss. 248—249, akt 429; s. 264, akt 447; ss. 309—310, akt 600; s.. 311, akt 603; ss. 333—334. akt 645, ss. 347—350, akt 672; s. 358, akt 686; ss. 397— 398, akt 730; ss. 428—429, akt 7-88. 55 AmP, ks. 32, s. 453, akt 845. 33 AmP, ks. 32, s. 453, akt 846. 37 AmP, ks. 32, s. 511, akt 957; ss. 511—512, akt 959; s. 588, akt 1154. 38 AmP, ks. 32, ss. 588—589, akt 1155. 39 AmP, ks. 38, ss. 279—280; ks. 40, ss. 789—790, akt 1077. 40 AmP, ks. 40, ss. 789—790, akt 1077; por. także aneks pierwszy niniejszego artykułu. Za pomoc w prawidłowym rozwiązaniu skrótów w tekstach łacińskich składam wyrazy wdzięczności ks. prof. drowi Julianowi Atamanowi.
Dalsze i być może główne prace budowlane przeprowadzono dopiero na początku XVII wieku. Donosi o nich interesująca nota archiwalna z dnia 2 VI 1606 roku, którą warto przytoczyć in extenso: ,,Venientes personaliter ad officium Consulare Praemislienfse] et Acta praesentia Honesti Andreas Kosicz et Galaci Appianus Muratores ac Ci- ves Praemislien[ses] in vim suae fidelis rellationis, uti ad in- stantiam Famati Jacobi Cantrifusoris et Civis Praemisl[iensis] ad taxandum parietem ąuondam et Columna in vicinis Famati Lau- renti Radzimskj Civis et Aromatarij Praemislienfsis] constructi ab officio Consulare Praemislien[se] additi et deputat! fuerunt die ho- dierna ad hoc idem officium Cittati per expressum sub iuramento duo- bus ad sijdera digittis ut Juris est erectis his formalibus verbis recogno- verunt et fassi sunt Isz iakosmi biły z urzędu Wa[sz] M[ościów] do Sza- czunku scziany przesz Pana Jakuba Conwisarza od domu Pana Wawrziń- cza Radzimskiego zbudowaney i postawioney, naznaczony, tedichmy to wsitko pilnie porachowawszi tak filar na spolnim grunczie stoiączi do którego się podsięniem Pan Wawrziniecz Radzimski przymurował yako y scziane wzgorę na dziewięcz łokczy a wzdłusz na pułdziesięta Zmuro- waną, Znaliezlismi bydz kost tego złotich Pięczdziesiąth i Siedm monethy i lidzbi Polskiei Cuiusmodi recognitionem officium praesens Consulare suscepit et instante Honesto Jacobo Cantrifusore Actis praesentibus in- grossari permisit et mandavit. Quod memoriali solidatum est'’41. Z przytoczonego źródła wynika po pierwsze, że podcień w kamienicy został zbudowany przez Wawrzyńca Radzimskiego przed 2 VI 1606 roku; po drugie zaś, że zarówno graniczny filar podcienia, jak i wspólna ścia- na sąsiedzka od strony kamienicy nr 7 o długości dziewięciu i pół, a wy- sokości dziewięciu łokci istniały już wcześniej i były wzniesione kosztem właściciela kamienicy konwisarzowskiej, tzn. nr 7. Nie są natomiast okre- ślone szczegóły lokalizacji owego muru granicznego. Można domyślać się tylko, iż chodzi o jego część frontową, bowiem mając (po przelicze- niu) 42 długość około 5,09 m, nie mógł ciągnąć się w głąb całej kamienicy. Tak samo nie wiadomo, czy wysokość około 4,90 m była liczona od stopy fundamentowej, czy od innego poziomu. Inna wizja lokalna w sprawie zachodniej ściany granicznej odbyła się 12 X 1611 roku przy okazji oględzin kamienicy Cegiełczyńskiej. Enig- matyczny zapis oraz brak w nim najważniejszego wyrazu, który nie zo- stał przepisany z brudnopisu przez skrybę, nie pozwala na wyciąganie żadnych wniosków. Warto tylko zaznaczyć, że kamienica Cegiełczyńska o owym czasie była domem piętrowym z browarem na dziedzińcu 43. Wawrzyniec Radzimski zmarł przed 11 października 1614 roku44. Realność odziedziczyła wdowa po nim, Barbara; zda je się, wspólnie z zięciem Wojciechem Nowomiejskim, radnym miejskim, mężem jej cór- ki Zofii, jak to sugeruje nota z dnia 3 XII 1621 roku, tycząca sporu o po- sadowienie komina przez Konwisarkę na murze granicznym 45. Zarówno 41 AmP, ks. 232, ss. 183—184, akt 279. 42 Za podstawę przeliczenia przyjęto łokieć równy 53,55 m. 48 AmP, ks. 41, s. 1759, akt 2085. 44 AmP, ks. 234, ss. 235—237. — AmP, teczka bez sygn. pt. „Ex actorum scab. 1614—1615”, karty 56 i 57. 45 AmP, ks. 235, s. 279, akt 436. Bliższe dane personalne por. AmP, ks. 46, ss. 560—561, akt 886.
Radzimska, jak i jej zięć Wojciech prowadzili rozległe interesy, zaciąga- jąc pożyczki. Rękojmią tych pożyczek były częściowo zapisy czynione na kamienicy Radzimskiej lub na Długoszowskiej, będącej również (przy- najmniej w części) własnością Barbary. Owa druga kamienica leżała przy dzisiejszej ulicy Fredry, między dworzyszczem szlachcica Hermanow- skiego a kamienicą Świetlika 4fi. Po nagłej śmierci zięcia, która nastąpiła w Wysocku, w drodze do Lublina* 47, wszyscy wierzyciele od roku 1624 zaczęli gwałtownie upominać się o zwrot pożyczonych kwot i żądać in- tromisji do kamienicy Radzimskiej. Należeli do nich głównie: Anna z Międzychowa, żona Jana Wolskiego, która swe prawa przekazała szlach- cicowi Adamowi Skrzydłowskiemu, szlachcice: Felicjan Grochowski, Adam Dobrynicki i Piotr Swiatopełk de Irzędzie Bolestraszycki, pod- czaszy ziemi przemyskiej 48. Barbara, mimo pomocy Szymona Nowo- miejskiego, brata Wojciecha, musiała się czuć bardzo zagrożona, skoro w dniu 13 X 1625 roku kamienicę rynkową sprzedała za 4000 złp Walen- temu Dudkiewiczowi i jego żonie Katarzynie 49. Od tej pory sprawy je- szcze bardziej się skomplikowały, bo część właścicieli zaczęła wnosić pre- tensje do Budkiewicza i procesy zaczęły toczyć się w trójkącie: wierzy- ciele — Barbara Radzimska—Dudkiewicz 50. Ostatni w końcu użył wy- biegu, mianowicie dnia 24 IV 1631 roku zawarł pozorny akt sprzedaży kamienicy na sumę 5000 złp ze swym pryncypałem Janem Mikołajem z Żurowa Daniłłowiczem, podskarbim koronnym51, pozorny, bowiem po ucichnięciu sporów zatrzymał nadal prawa własnościowe. 48 AmP, ks. 50, ss. 1014 i 1015: „[-------] in praefatam Domum Lapideam Długoszowska in Platea tendente ad Ecclesiam Cathedralem Praemislienjsem] ex una Curiae G[e]n{er]osi Hermanowski, et Domum Lapideam Stanislai Świetlik parte ab altera sitam” [-----]; AmP, ks. 52, ss. 45'9—4'61. 47 AmP, ks. 46, ss. 418—420, akt 677 i 678. 48 AmP, ks. 46, ss. 407—408, 418—420, akt 677 i 678; ss. 459—460, akt 721; ss. 460—461, akt 722; ss. 527—528, akt 827; s. 583, akt 835; ss. 549—550, akt 864; s. 550, akt 865; ss. 551—552, akt 869; s. 552, akt 870; ss. 559—560, akt 884; ss. 560— 561, akt 886; s. 561, akt 887; ks. 47, ss. 647—649, akt 1007 i 1008; s. 651, akt 1013; ss. 803—804, akt 1208; ss. 984—986, akt 1387 i 1388; ss. 974—975, akt 1397—1399; ss. 979—982, ptk 1405—1407; s. 989, akt 1415; ss. 997—998, akt 1424; s. 1000, akt 1427; ss. 1010—1015, akt 1441; ss. 1019—1021, akt 1446; s. 1055, akt 1480; ss. 1060—1062, akt 1489 i 1492; ss. 1064—1065, akt 1465—1466, akt 1497. 4* AmP, ks. 19, ss. 236—240, akt 178 i 179; por. aneks 3. Nazwisko to jest pisane w aktach w dwu podstawowych formach: Dudkowie i Dudkiewicz. M AmP, ks. 48, ss. 1159—1161, akt 1609 i 1610; ss. 1189—1190, akt 1643 i 1644; s. 1454, akt 2011; ks. 19, ss. 276—277, akt 207; ss. 399—400, akt 324; ss. 585— 588, akt 451; ks. 235, ss. 729—736, akt 934—938; ks. 49, ss. 798—800, akt 957 i 958; s. 1367, akt 1597; ss. 1373—1374, akt 1610; ss. 1397—1398, akt 1642; ss. 1406—1408, akt 1647, s. 1415, akt 1658; ss. 1416—1418, akt 1661; s. 1457, akt 1710; ss. 1480— 1482, akt 1741 i 1747; ss. 1494—1496, akt 1759; ss. 1507—1509, akt 1773; ks. 50, ss. 2—4, akt 2; s. 8, akt 6; ss. 27—28, akt 25; ss. 39—40, akt 33; ss. 45^6, akt 41; ss. 51—54, akt 47—48; ss. 57—58, akt 52; ss. 85—86, akt 79; ss. 321—323, akt 331; ss. 754—755, akt 709; ss. 790—791, akt 735; s. 826—827, akt. 762. AmP, teczka b. sygn. pt.: „Judiciosa ex actis 1610—1640), sub datis 13 I i 10 XI 1627. AmP, tecz- ka b. sygn., pt. „Ex actorum scabinorum protocollo 1624—1627”, sub data 9 I 1627. Teczka b. sygn. pt.: ..Producta kanc. sądu ławn. 1630”, sub data 26 VIII 1630. S1 AmP, ks. 19, ss. 996—1000, akt 707. W roku 1624 Walenty Dudkowie nazy- wany jest „Famulus olim 111, ac Magci Nicolai Danilowic Thesaurij Regni (AmP, ks. 46, ss. 459—460, akt 721); w roku następnym „famulus Dapiferi Regni” (AmP. ks. 47, ss. 1065—1066, akt 1496 i 1497).
Z owego czasu pochodzi kilka informacji dotyczących bezpośrednio budowli. Z akt sporu toczonego przez Radzimską z Dobrynickim wynika, że przed lub w roku 1617 w kamienicy były prowadzone, niestety, bliżej nieokreślone, murarskie prace budowlane, które według jednej strony były finansowane przez Wojciecha Nowomiejskiegó, według drugiej przez Radzimską. Jest jednak faktem, że Barbara na ten cel pożyczyła w cechu krawieckim 200 złp 52. Dnia 7 października 1625 roku, z okazji obejmowania kamienicy Ra- dzimskiej przez Dudkowicza, dokonano urzędowej wizji lokalnej i stwier- dzono: „Naprzód, że budowania żadnego na sklepieniu podciennym ni- masz tylko ściana od rynku pod rynną kędy trzeba budowania tak mu- rowanego jako drewnianego. Item od kamienicy Cegiełczyńskiej, którą teraz Jego Mość Pan Dunikowski trzyma, ściany poprzyczny nimasz od przodu ani od zadu tylko wpośrądku filar murowany jest na łokci ośm wszyrz. I tamże zaraz powiedziała Pani Radzimska, że ta ściana spoina. Item od Sczurkowej, [tzn. od kamienicy nr 7] ściana nie domurowana, a powiedziała pomieniona Pani Radzimska, że nakładem jej jest wymuro- wana własnym, na co jest zapis. Na przedzie świetlica poczęta murowa- na, przy drzwiach na chłopa mur” 53 *. W kilka dni później, 13 paździer- nika, Stanisław Dunikowski w imieniu Marcina Dunikowskiego pokwi- tował odebranie od Radzimskiej należności za ścianę sąsiedzką, wznie- sion niegdyś przez Jana Dunikowskiego, podsędka ziemi przemyskiej 5i. Z przytoczonych dotąd not archiwalnych trudno wyrobić sobie ostry obraz obiektu. Jedno jest tylko pewne, że nie był ten budynek w pełni skończony w momencie przejścia w ręce Dudkiewicza. Nie lepiej przed- stawiają się informacje z lat trzydziestych. Tyczą one tylko szkód wy- rządzonych Dudkiewiczowi w roku 1633 przez obu sąsiadów z powodu złych rynien55, a w roku 1637 z tej samej przyczyny przez Dudkiewicza Stanisławowi Stryjewiczowi, nowemu właścicielowi kamienicy Konwi- sarzowskiej (Szczurkowskiej)56. Dudkowicz z kamienicy płacił podymne w wysokości 2 złp, jak co najmniej połowa właścicieli uboższych posesji rynkowych; z domów okazalszych uiszczano podatek w wysokości 3 złp57. Zajęty licznymi interesami nie mieszkał stale w Przemyślu, lecz często przebywał w Felsztynie, Starej Soli i Samborze. Część kamienicy Radzimskiej, zdaje się, wynajmował swym wierzycielom, do których grona należał około roku 1638 Stefan Drohobycki58. On to dnia 6 IX 52 AmP, ks. 47, ss. 964—966, akt 1387, w którym Dobrynicki m. in. zeznaje: i------] „Po tym nie jest łacno każdemu ze Niebosczyk [tzn. Wojciech Nowo- miejski] Domum hanc lapideam imam non totam e fundamentu erexit na którą summę wielką exposuit. Ex his itaąue perceptis tenetur ad onera Nowornieiski". AmP, ks. 47, s. 989, akt 1415; ss. 997—998, akt 1424; s. 1000, akt 1427; ss. 1010— 1015, akt 1441; ss. 1019—1021, akt 1446; ss. 1064—1066, akt 1495 i 1496. 53 AmP, ks. 47, ss. 1061—1062, akt 1492; por. aneks 2. 64 AmP, ks. 47, s. 1073, akt 1505. 55 Amp, ks. 50, s. 1515, akt 1391; por. aneks 5. 56 AmP, ks. 54, ss. 1286—1287, akt 1300. Z ważniejszych akt majątkowych do kamienicy Konwisarzowskiej z lat 1630 należy odnotować: AmP, ks. 51, ss. 266—267, akt 309; ks. 19, ss. 1519—1523, akt 962; ss. 1542—1545, akt 969; ss. 1636—1637, akt 1011: ks. 20, ss. 39—40, akt 16 i 17; ss. 324—325, akt 159. Dom był częściowo murowany, częściowo drewniany. 57 AmP, ks. 349, ss. 2 i 3; ks. 353, s. 3; ks. 354, s. 2. 58 AmP, ks. 56, ss. 120—121, akt 107; ss. 135—138, akt 120; ss. 173—174, akt 150; ss. 668—669, akt 506; ss. 669—671, akt 507
1640 roku uzyskał nawet „rumationem------in hyppocaustum maius in inferiori parte domus” z tytułu 155 złp, które był mu winien Walenty Dudkowicz59. Rumacji sprzeciwił się Paweł Wargocki, obywatel i ław- nik miasta Przemyśla, udowadniając, że nie Dudkowicz, lecz on jest właścicielem kamienicy Radzimskiej, gdyż nabył ją już przed dwoma laty, 15 października 1638 roku60. W wyniku sprawy sądowej Walenty Dudkowicz spłacił dług Stefanowi Drohobyckiemu 61 i dnia 12 IX 1641 ro- ku ponownie został zawarty między Walentym Dudkowiczem a Pawłem Wargockim, wójtem i obywatelem przemyskim oraz jego żoną Katarzy- ną, kontrakt sprzedaży — kupna. Nabyli oni „Domum Lapideam Ra- dzimskie antiąuitus nuncupatam, hic Praemisliae in Circulo Civitatis inter Domos Lapideas Dunkowska ab una et Spectabilis ac Famati Sta- nislai Stryewic Civis et Consulis Praemisliensis parte ab altera sitam et iacentem” za sumę 3600 złp 62. Wydaje się, że Wargoccy na ten wła- śnie cel pożyczyli od Anny Herburtówny 1000 złp, zapisując powyższą su- mę jako „wyderkaf” na świeżo nabytej majętności63. W roku 1642 sprzedaż kamienicy na rzecz Wargockich zaaprobowała również Katarzy- na Dudkiewiczowa 64 65. Z tego czasu (1639 i 1640 r.) zachowały się dwTa akta o szkody są- siedzkie, które wyrządził Paweł Wargocki; zostaną one jednak pominięte, ponieważ na razie istnieją pewne wątpliwości, czy chodzi tu rzeczywiście o dyskutowaną posesję, czy o inną posiadłość Wargockich85. Jednoznacz- ny jest natomiast wpis z dnia 15 X 1644 roku. W tym dniu Stanisław Stryjewic, racja przemyski, uskarżał się przed urzędem radzieckim na Pawła Wargockiego, wójta przemyskiego, że z dachu kamienicy Dud- kiewiczowskiej spada woda na dach kamienicy Stryjewicza, czyniąc wielkie szkody, że Wargocki używa ściany granicznej, która jest własno- ścią Stryjewicza począwszy od kamienicy aż do browaru, że Wargocki ,,nie przyłożył się” do rynny, którą na murze granicznym założył Stry- jewicz, odbudowując kamienicę po pożarze miasta66 *. Chodzi tu zapew- ne o wielki pożar w roku 1638. Z noty wynika, że spłonęły wówczas obie kamienice. . W roku 1645 Wargoccy arendowali kamienicę Strużyckim G7, później niektóre „gmachy” Jackowi Krownickiemu, a w latach 1652—1662 całą kamienicę łącznie z browarem zięciowi Wojciechowi Urowiczowi, mę- żowi córki Anny 68. Za czasów Urowicza w kamienicy mieszkało na zmia- nę szereg lokatorów: Torniakowa, Węgrzyn sprzedający wino, Węgrzy- 59 AmP, ks. 56, ss. 707—708. akt 535. 60 AmP, ks. 56, ss. 669—671, akt 507; ss. 672—676, akt 510. 61 AmP, ks. 56, ss. 701—702, akt 527; ss. 764—765, akt 575; s. 766, akt 578; ss. 802—804, akt 608; ss. 1059—1060, akt 814. 62 AmP, ks. '20, ss. 693—697; por. aneks 6; AmP, ks. 20, s. 706, akt 329. 83 AmP, ks. 20, ss. 1026—1027, akt 405. 84 AmP, ks. 26, śs. 1262—1264, akt 1017. 65 AmP, ks. 56, ss. 235—236, akt 208; ss. 291—292, akt 232. Można przychylić się do zdania, że pierwsza z nich tyczy rzeczywiście kamienicy kupionej od Dudko- wicza. 86 AmP, ks. 238, s. 31; por. aneks 7. 87 AmP, ks. 238, ss. 133—142, 167—170. AmP, ks. 243, ss. 529—533; ks. 60, ss. 370—371; ks. 375, ss. 4, 20—21, 32—33, 57—58, ks. 377, ss. 4, 26, 41; ks. 379, ss. 3—4, 25, 33—34; ks. 243, ss. 153—155.
nek szewc, cyrulik Wojciech, safianik Wojciech, krawiec Łukasz, Maciej Swięch69. Z wykazu podatkowego z roku 1660 wiadomo, że kamienica nie spaliła się w roku 1659 70. Po wyprowadzeniu się z roku 1662 Wojciecha Urowicza, kamienicę w imieniu swoim oraz swego młodego brata, Pawła Wargockiego, objęła Barbara Wargoczanka 71. Spory między rodzeństwem a szwagrem toczy- ły się dość długo, bo notowane są jeszcze w roku 16 6 8 72. W każdym ra- zie kamienica została przy Wargockich73. W pogłównym roku 1696 tak zapisano jej zasiedlenie: „Kamienica P. Wargockiego Rajce, tam Gospo- darz p. Wargocki wdowiec, córek dwie: jedna Rozalia, drugiej Teresa, synowi Stanisław, kucharce Elena. Tamże na tyle Wojciech Bednarz Bom- ba z małżonką Katarzyną i z córką Agnieszką. Item Szymon Szendla- rów z małżonką Teresą 74. Paweł Stanisław Wargocki, zapewne syn Pawła, rajca i podwójci przemyski, zmarł przed końcem listopada 1703 roku75, pozostawiając po> sobie jato spadkobierców czterech synów: Stanisława, Jana, Józefa i Fa- biana oraz trzy zamężne córki: Rozalię za Stefanem Fu jarskim, Annę za Pawłem Duńskim i Teresę za Maciejem Porębskim 76. Kamienica użyt- kowana przez Porębskich była zrujnowana. W roku 1705, w dniu 11 wrze- śnia, wymienione są w niej następujące pomieszczenia oraz kwoty pie- niężne potrzebne na ich restaurację: „llyppocaustum inferiore et celaria fl 150 llyppocaustum superiore a facie lapideae situm, alias z alkierzem z[el sklepikiem y z sionką fl 60 Fornix ab ingressu lapideae fl 40 a secunda penes existens fl 20 1 Hyppocaustum dua post tergum lapideae existens fl 40 stabulum fl 10 j Braxatorium fl 150 sąsieki w sieniach na dole i na górze od podsieni 50 zł strych” 77. Po dłuższych sporach, toczonych o spadek między braćmi z jednej strony a siostrami i ich mężami z drugiej, kamienicę kupił od nich w roku 1715 Remigian na Ulenicach Uleniecki, podczaszy podolski. Pierwszy akt sprzedaży — kupna został zawarty 20 lipca 1715, drugi pod koniec 1716 roku78. W roku 1738 majętność odziedziczył Florian «9 AmP, ks. 375, ss. 4, 20—21, 32—33, 57—58; ks. 377, ss. 4, 26, 41. 70 AmP, ks. 379, ss. 33^34. 71 AmP, ks. 243, ss. 153—155; por. aneks 8. 72 AmP, teczka b. sygn. pt.: „Ex protocollo Consularia 1639—1685”, karta 57—58. 73 AmP, ks. 399, ss. 8—9. 74 AmP, ks. 395, s. 23. 75 AmP, teczka b. sygn. pt.: „Bruliony — scabinalia R. 1699—1700, 1702—1704”, k. 103. Teczka b. sygn. pt. „Bruliony — scabinalia 1705—1708”, k. 133. 76 Por. przypis 75 oraz AmP, teczxa b. sygn. pt. „Bruliony — scabinalia 1705— 1708”, k. 35—36, 122; teczka b. sygn. pt. „Bruliony — scabinalia 1710—1717”, k. 103.. 77 AmP, teczka b. sygn. pt. „Bruliony — scabinalia 1705—'1708, karta 35 i 36. 78 AmP, ks. 557, ss. 101—104. Teczka b. sygn. pt. „Produkta kancelarii sądu ławniczego 1701—1717”, brak pag., sub „Sabbato in Vigilia Festi Sancti Thomae Apostoli AD 1716”. Wyjęto z akt grodzkich przemyskich: „Feria ąuarta Magna post Dom. Ramispalmarum AD 1717”. Wniesiono do akt miejskich: „Feria secun- da post Dom. Invocavit AD 1717”.
Uleniecki. Dzieci pozostałe po Florianie: Felicjan, Zygmunt, Ignacy, Franciszka i Barbara sprzedały posesję w dniu 18 lutego 1748 roku Pawłowi Przeczkowskiemu podczaszemu wizneńskiemu 79. Kamienica w ręku Przeczkowskich pozostawała do roku 1770 80 W marcu tego roku Jan Przeczkowski, podwojewodzi przemyski, sprze- dał posiadłość Maciejowi z Piętek Sobolewskiemu, chorążemu bracław- skiemu za sumę 3500 złp. W aktach sprawy wymienione są wszystkie poprzednie nazwy kamienicy oraz obu kamienic sąsiednich 81. O wyglądzie kamienicy w owym czasie niewiele wiemy, z wyjąt- kiem, że jej stan był zły. Zamakała więźba dachowa i powała, a mur od strony dziedzińca był porysowany. Szkody te były spowodowane nie- właściwym odprowadzaniem wód opadowych z dachu kamienicy Stad- nickiego, tzn. nr 5 82. 10 sierpnia 1785 roku dokonano wyceny kamienicy „Niegdy Macieja Sobolewskiego”. Wartość murów otaksowano na sumę 4300 złp, elemen- tów drewnianych na 560 złp 83. W latach 1786—1788 należała ona naj- prawdopodobniej do Ignacego Paszkowskiego 8\ Być może, że w roku 1788 dzierżawił ją całą lub część pomieszczeń Leyzor Ermann85. Na początku XIX stulecia należała do Hermana Schmula, a później, przy- najmniej od połowy tego stulecia do Sonnenthalów. W roku 1853 i 1861 jest notowana jako własność Chaskela Sonnenthala86. W tym czasie, jak świadczy plan katastralny, zabudowa całej działki aż do dzisiejszej ulicy Ratuszowej ograniczyła się tylko do głównego budynku frontowego, zajmującego tę samą powierzchnię, co dziś 87. W latach osiemdziesiątych lub dziewięćdziesiątych XIX wieku kamienica została gruntownie prze- budowana. M. in. fasada oraz elewacja boczna od ul. Kazimierza Wiel- kiego otrzymały zachowany do dnia dzisiejszego kształt i wystrój. Po drugiej wojnie światowej realność upaństwowiono. Obecnie znajduje się pod administracją Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych w Przemyślu. IV. OPIS ZACHOWANEGO OBIEKTU Kamienica w stanie obecnym zbudowana z kamienia łamanego w pewnych partiach piwnic, zaś z cegieł różnego formatu we wszyst- kich kondygnacjach, jest otynkowana, z wystrojem plastycznym na fa- sadzie i elewacji bocznej. Posiada dwa piętra mieszkalne, strych i dwie kondygnacje piwnic. W części tylnej, po stronie wschodniej, na wyso- kości parteru, mieści się jeszcze antresola. Wnętrza kryte są sklepie- 79 AmP, ks. 557, ss. 101—104; por. aneks 9. 83 AmP, ks. 409, ss. 1, 225. 81 AmP, ks. 282, ss. 264—268. Teczka b. sygn. pt. „Bruliony scab. R. 1767— 1768—1770”, k. 145; ks. 410, s. 3; ks. 411, s. 3; por. aneks 10. 82 AmP, ks. 285, ss. 293—294, akt z grudnia 1778 roku; por. aneks 11. 83 AmP, ks. 289, ss. 69—71; por. aneksy 12 i 13. 84 AmP, ks. 251, ss. 1—2, 4, ,15, 53, 179—180. 85 Tamże, loco cit. 86 Arch. Geodezyjne, pakiet 1051, w nim szereg poszytów — operatów do planów . i szkiców do planów katastralnych miasta. , ,u. 87 Por. ryc. 2 niniejszego opracowania.
niami kamiennymi, kamien- no-ceglanymi, -a także stro- pami Kleina i drewnianymi. Drewniane są również: więż- ba dachowa, stolarka, scho- dy i niektóre podłogi. Dach jest dwuspadowy o układzie kalenicowym, pokryty bla- chą ocynkowaną, nad klatką schodową przerwany obszer- nym świetlikiem. Budynek wzniesiony został w zabudo- wie zwartej na planie wy- dłużonego prostokąta o wy- miarach ok. 9,00 X 28,00 m, przy czym oś wzdłużna prze- biega w kierunku północ — południe; elewację frontową od Rynku tworzy bok kró- tszy. Budynek, przerabiany w ciągu wieków, nie posiada obecnie pierwotnego, czyste- go planu. Stąd trudno mó- wić o następujących po sobie traktach w odniesieniu do parteru. W jego rzucie wybi- jają się wyraźniej dwa ró- wnoległe pasy wzdłuż (ryc. 3). Pas wschodni, o około 1,00 m węższy od drugiego, obejmuje obecnie trzy wnę- trza. Od frontu znajduje się małe pomieszczenie (G), od- dzielone cienką ścianką od dalszej części i dostępne ze sklepu, położonego po stro- nie zachodniej. Oświetla je okno wystawowe umieszczo- ne w ścianie południowej. Za tym pomieszczeniem leży długa sień z klatką schodo- wą (H, H’). Trzecie wnętrze stanowi nieco niżej położo- na sień tylna (I), a nad nią, jeszcze na poziomie parteru, antresola (J).
Brama wejściowa, umieszczona w elewacji bocznej, od ul. Kazimie- rza Wielkiego, prowadzi najpierw do płytkiej sionki, sztucznie wydzie- lonej z pomieszczenia frontowego. Obydwie części, jako całość, kryje sklepienie żaglaste. Między dwoma filarami przyściennymi, zwężającymi w sionce szerokość wnętrza, po dwóch stopniach w górę przeckodzi się do właściwej sieni o wymiarach: 2,80 X 13,70 m. Na długości 5,50 m jest ona niezabudowana i kryta dwoma przęsłami sklepienia krzyżowo- -kolebkowego. Tutaj następuje małe, ukośne załamanie ściany wschod- niej, przez co sień poszerza się o 0,20 m. W tym miejscu wymurowany został podłużny filar, a przy nim i wzdłuż ściany wschodniej, wznosi się długi bieg klatki schodowej. Ta część sieni kryta jest płaskim stropem. Przy końcu ściany zachodniej znajduje się przejście do pasa zachodniego, zamknięte żelazną kratą. Pod klatką jest zejście do piwnicy. Następne pomieszczenie to sień tylna, wiodąca na podwórze. Jest ona węższa od poprzedniej i wydzielona od niej arkadą, obecnie za- mkniętą drewnianym przepierzeniem. Na poziom jej posadzki, niższy od poziomu parteru, prowadzi kilka schodów. Sień ta ma kształt trapezu, zwężającego się w kierunku północnym, o wymiarach 2,20 m przy ar- kadzie, 1,80 m przy bramie wyjściowej i 8,00 m długości. Kryta jest kolebką o przekroju koszowo-odcinkowym. Zachodni pas parteru obejmuje obecnie cztery następujące po sobie wnętrza. Do pierwszego (K), najdłuższego, prowadzi wejście w ścianie frontowej, a oświetla je mieszczące się obok okno wystawowe. Ściana zachodnia pomieszczenia jest prosta na całej długości, natomiast ściana wschodnia nie leży na jednej linii. Z przodu (na przestrzeni całego fron- towego pomieszczenia pasa sąsiedniego) mur jest cieńszy i przesunięty o 0,50 m na wschód, stąd ta część sali ma szerokość 4,30 m, dalej mur działowy między pasami osiąga grubość 0,85 m, a szerokość opisywanego wnętrza wynosi 3,85 m. W odległości 6,25 m od ściany północnej ściana wschodnia pogrubiona jest filarem przyściennym, od którego w poprzek sali biegnie szeroka arkada, natomiast za filarem, wzdłuż ściany wschod- niej aż do końca wąska arkada tworzy wnękę. Długość sali w całości wynosi 10,50 m i kończy się na linii filara stojącego niemal w połowie długości sieni pasa wschodniego. Mur północny pierwszej sali ma dołem 0,75 m szerokości, górą jest nieco węższy; mieszczą się w nim drzwi do pomieszczenia drugiego (L). Jest ono ciemne, o wymiarach 3,50 X 3,90 m, z małym ryzalitem i wnęką w północnym narożniku ściany wschodniej. Przez drzwi w mu- rze północnym o szerokości 0,65 m przechodzi się do wnętrza następnego (Ł), będącego prostokątem o wymiarach 3,85 X 2,50 m. W ścianie za- chodniej znajduje się wnęka, zamknięta półkoliście, a we wschodniej drzwi, prowadzące do sieni. Szeroki otwór w murze północnym grubości 1,00 m wiedzie do ostatniego wnętrza (M) o wymiarach 4,70 X 7,00 m. W jego ścianie północnej mieszczą się dwa okna, wychodzące na po- dwórze. Wzdłuż wschodniego boku ściany południowej biegną schodki prowadzące w górę, do drzwi w murze działowym grubości 0,70 m. Jest to wejście na antresolę (J), leżącą nad sienią tylną (I) pasa wschodniego. Ma ona wymiary 2,20 X 6,80 m. Oświetla ją okno w elewacji tylnej. Pierwsza sala pasa zachodniego (K) kryta jest stropem Kleina, po- zostałe płaskimi stropami; ostatnia (M) ma strop z fasetą.
Oba piętra posiadają w za- sadzie identyczne rzuty, bazu- jące na podziałach parteru. Rzuty te są o tyle bardziej przejrzyste niż dolny, że oprócz dwu ciągów pasowych, rysują się tu wyraźnie cztery trakty (ryc. 4). Pierwszy od frontu (N) sięga do arkady działowej w sali zachodniej parteru, a w pasie wschodnim (O) obejmuje dolne pomieszczenie frontowe wraz z sionką i pierwsze przę- sło sklepienia sieni. Pokój za- chodni I p. oświetla okno i drzwi balkonowe od frontu, pokój sąsiedni okno w ścianie południowej i wschodniej. Z obu tych wnętrz szerokie drzwi prowadzą do traktu dru- giego, obejmującego dwa sąsia- dujące ze sobą pomieszczenia (P, R). Ich ściany północne spo- czywają na ścianie północnej dużej sali zachodniej parteru oraz na filarze klatki schodo- wej. Ściana północna pomiesz- czenia wschodniego (R) jest zresztą lekka, w dużej mierze przepruta drzwiami i oknem wychodzącym na klatkę scho- dową. Pokój od strony zachod- niej jest nieoświetlony. Trakt trzeci zawiera w pa- sie wschodnim klatkę schodo- wą (S), a w zachodnim, tak jak na parterze, dwie następujące po sobie izby (T, U). Prowadzą do nich wejścia z korytarza oraz oświetlają je okna umie- szczone w tej samej ścianie działowej i pobierające światło z klatki schodowej. Trakt ostatni, od podwórza, ma ścianę działową międzypa- sową tak samo przesuniętą na wschód, jak na parterze; stąd wnętrze zachodnie (W) jest du- że (chociaż obecnie przedzielo- ne w poprzek na pół cienką Ryc. 4. Przemyśl, kamienica Rynek nr 6, rzut I piętra
Ryc. 5. Przemyśl, kamienica Rynek tnr 6, przekrój podłużny ścianką) i oświetlone dwoma oknami od północy, zaś wschodnie wąskie i długie (X), ze względów funkcjonalnych przedzielone cienkimi ścian- kami na pomieszczenia sanitarne. Tylko część wydzielona od północy jest oświetlona okienkiem, pozostałe dwa aneksy są ciemne. Z poziomu II piętra bieg schodów prowadzi na strych. Nad całą klat- ką schodową umieszczony jest w dachu świetlik (ryc. 5). Budynek posiada dwie kondygnacje piwnic. Mieszczą się one pod trzema pierwszymi traktami kamienicy. Zejście do piwnic górnych znaj- duje się na parterze, pod północną częścią biegu klatki schodowej i pro- wadzi schodami w dół wzdłuż ściany wschodniej. W rzucie piwnic (ryc. 6) wyodrębniają się także trzy trakty. Trakt pierwszy, frontowy, stanowi duża komora o kształcie prostokąta, obej- mująca całą szerokość budynku i sięgająca 4,20 m w głąb (A). 'Na par- terze w tym miejscu kończy się pierwsze pomieszczenie wraz z sionką i zaczyna się ściana sieni. Obecnie, ze względów użytkowych, komorę piwniczną podzielono cienkimi ściankami działowymi na dwie mniejsze 16 — Rocznik Przemyski
Ryc. 6. Przemyśl, kamienica Rynek nr 6, rzut piwnic górnych; po prawej rzut pi- wnic dolnych • i przedsionek. Ściana frontowa pośrodku i w obu narożnikach wzmocniona jest silnymi szkarpa- mi. Całość kryje kolebka o prze- kroju półkolistym i osi równole- głej do linii fasady. Kolebka schodzi prawie do samego klepi- ska. Posiada trzy lunety, kryte sklepionkami o przekroju odcin- kowym; dwie od strony fronto- wej łączą się z okienkami zsypo- wymi, trzecia, w zachodniej części muru północnego, z otworem drzwiowym wiodącym do drugie- go traktu. Gruby mur dzieli tę przestrzeń na dwie prostokątne komory: za- chodnią (B) leżącą od strony są- siada nr 5 i wschodnią (C) od są- siada nr 7. Komora zachodnia o wymiarach 3,20X5,70 m ma obec- nie wydzielony w części połud- niowo-wschodniej aneks. Komo- ra wschodnia, tej samej długości co poprzednia, lecz szerokości 2,80 m, ma po stronie północnej wyodrębniony przedsionek i małą piwniczkę. Obie komory kryte są kolebkami paraboidalnymi. Wy- cięte są w nich lunetki nad okien- kami zsypowymi mieszczącymi się w grubości muru południowego. Z obu komór wyjścia umiesz- czone w grubości muru północne- go prowadzą do traktu trzeciego. Po stronie zachodniej obejmuje on mały korytarzyk (D) o wy- miarach 1,30X2,30 m. W jego murze zachodnim mieszczą się drzwi, prowadzące do małej ko- mórki o wymiarach 1,35 X 2,35 m, przesklepionej półkolistą kolebką (E). W ścianie północnej koryta- rzyka drewniane przepierzenie kryje bieg dawnej klatki schodo- wej, krytej sklepieniem odcinko- wym. Mur wschodni korytarzyka, grubości 1,10 m posiada przejście do dużej komory wschodniej (F). Leży ona na przedłużeniu komo-
ry C, lecz jest od niej nieco szersza. Posiada sklepienie kolebkowe o przekroju półkolistym, z dwoma lunetami od zachodu; pierwszą przy przejściu do komory D, zaś drugą pośrodku ściany, gdzie znajduje się zamurowane okienko od strony pierwotnych, a dziś zlikwidowa- nych schodów. Ta jednolita pierwotnie komora podzielona jest w tej chwili na trzy odrębne części. Południowa, o kształcie wydłużonego prostokąta i wymiarach 3,20 X 6,70 m to korytarz komunikacyjny; pół- nocno-wschodnia mieści bieg klatki schodowej, reszta, oddzielona cienką ścianką tworzy wydłużoną piwniczkę z okienkiem zsypowym w połowie muru zachodniego. Z tej piwniczki, wzdłuż muru północnego, w kierunku zachodnim jest zejście prostym biegiem schodów do piwnicy dolnej (ryc. 6). Leży ona w zachodnim pasie traktu trzeciego. Ma kształt lekko załamanego kory- tarza o wymiarach około 1,40 X 6,00 m, krytego sklepieniem koszowym. W grubości murów mieszczą się dwie głębokie wnęki; jedna w połowie ściany wschodniej, druga w południowym narożniku ściany zachodniej. We wszystkich piwnicach znajdują się klepiska. Budynek posiada drewnianą więźbę stolcowo-kleszczową z zastrza- łami. W dwu mieszkaniach frontowych w pasie zachodnim na I i II piętrze zachowały się w pokoju ozdobne podłogi klepkowe układane w kwadraty. W żadnym wnętrzu nie zauważono starych drzwi ani okuć. Budynek wyposażony jest w instalację wodno-kanalizacyjną i elektrycz- ną oraz ogrzewanie piecowe. Fasada, ustawiona w stronę Rynku, jest trójosiowa, dwupiętrowa, ze ścianką kolankową (ryc. 7). Przeważają w niej elementy wertykalne; horyzontalne stanowią tylko trzy gzymsy: wąski nad parterem, płaski nad II piętrem i silnie wysunięty gzyms koronujący. Wysoki parter, bez cokołu, o gładkiej płaszczyźnie tynkowanej ściany, posiada trzy, róż- nej szerokości otwory — drzwi pośrodku i po jednym oknie wystawo- wym po obu stronach. Otwory te są wtórnie wybite, a swym usytuowa- niem, wielkością i formą nie nawiązują zupełnie do charakteru pięter. Nad parterem wznosi się górna część fasady o jednolitym wystroju. Tworzą ją trzy gładko tynkowane pola, ujęte płaskimi, boniowanymi lizenami, przy czym narożnik wschodni zaakcentowany jest lizeną zdwo- joną; ta druga, skrajna jest bardziej plastyczna. Skrajne pola obu pięter zajmują prostokątne, dwudzielne okna, środkowe — takie same drzwi balkonowe. Balkon I piętra jest szerszy i obejmuje także obie lizeny, balkon II piętra mieści się w granicach samego pola. Dekoracja otwo- rów potraktowana została na obu piętrach odmiennie. Okna I piętra ujęte są po bokach w dwa żłobkowane pilasterki, wsparte na drobnych postumentach, zakończone wydłużonymi konsolami, podpierającymi architraw, gładki fryz i lekki gzyms z tympanonem. Pod parapetem okien znajdują się profilowane płyciny. Drzwi balkonowe obramione są tylko pilasterkami z konsolami i zwieńczone architrawem. Okna II pię- tra ujęte są w profilowane obramienia uszate, wsparte na kostkowych postumencikach. Opaski poziome przecina pośrodku klucz pryzmatycz- nie cięty, po którego bokach nad opaskami umieszczone są po dwie drob- ne esowniczki. Gzyms parapetowy podpierają dwie dekorowane konsolki. Drzwi balkonowe II piętra pozbawione są opasek. Pola nad otworami II piętra wypełniają zwisające girlandy kwietno-owocowe. W ściance

Ryc. 8. Przemyśl, kamienica Ry- nek nr 6, elewacja boczna kolankowej na osiach pól umieszczo- ne są trzy małe, prostokątne, leżące okienka strychowe, ujęte profilowa- nymi opaskami uszatymi. Miejsce lizen zajmują po dwie konsolki de- korowane liściem akantu, wspiera- jące gzyms koronujący; narożnik wschodni, analogicznie, jak na pię- trach, zaakcentowany jest dodatko- wymi dwoma konsolami. Obydwa balkony posiadają identyczną balu- stradę, kutą z żelaza. Elewacja boczna, wschodnia, od ul. Kazimierza Wielkiego, powtarza schemat fasady (ryc. 8). Parter, gład- ko tynkowany, posiada tylko otwór bramny, wciśnięty w północny na- rożnik kamienicy. Wyżej elewacja jest jednoosiowa, symetryczna. Okno II piętra oraz strychowe są ślepe. Obramienia okienne są takie, jak od frontu. Pole środkowe ujęte jest zdowojonymi lizenami; wewnętrzne są słabiej, zewnętrzne silniej bonio- wane. Nad gzymsem koronującym wznosi się ścianka attyki. Po bokach ujęta jest w dwa postumenty, górą zamknięta prostym gzymsem. Środ- kowe, wąskie pole wypełniają jed- nolalkowe tralki. Elewacja tylna trzyosiowa, jest pozbawiona wszelkiego wystroju (ryc. 9). Posiada ściany gładko tyn- kowane. Przy wschodnim narożniku mieszczą się drzwi wejściowe, nad nimi zaś prostokątne, dwudzielne okno antresoli. Na prawo szeroka skarpa dochodzi do połowy wysoko- ści okien parteru, które tutaj są du- że, trójdzielne. Ten wysoki parter oddziela opaska gzymsowa od obu pięter. Okna pięter w osi zachod- niej i środkowej są dwudzielne, oba okienka wschodnie są wąskie i niż- sze, łazienkowe. W wysokiej, gładkiej ścianie szczytowej znajdują się jeszcze prostokątne, skomponowane leżąco okienka strychowe. Nad ca- łością brak gzymu wieńczącego. V. KAMIENICA W ŚWIETLE BADAŃ ZWANYCH ARCHITEKTONICZNYMI Badania terenowe przeprowadzone w latach 1974 i 1975 ze względów obiektywnych, a z dużą szkodą dla ostatecznych wyników, były poważ-
0 I-1 H H 11 i I * I I i I >ł 111111 li li i >4 Ryc. 9. Przemyśl, kamie- nica Rynek nr 6, ele- wacja od podwórza
nie ograniczone. Użytkownicy nie zgodzili się na wykonanie odkrywek we wnętrzach pierwszego i drugiego piętra. Natomiast cały parter łącz- nie z sienią i klatką schodową udostępniono tylko w małym procencie. W pełnym zakresie przeprowadzono odkrywki i analizę struktury murów oraz wypraw w komorach obu kondygnacji piwnic i w obrębie wszyst- kich elewacji. Starano się wykorzystać maksymalnie ściany nieotynko- wane oraz miejsca, w których bardzo słabo trzymała się wyprawa. Wszystkie odkrywki zostały wykonane przez malarzy konserwatorów z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem prof. dra Wła- dysława Ślesińskiego. Na mury kamienicy składa się niejednolity materiał i różna technika murarska. Obok wątków kamiennych uderza przede wszystkim rozma- itość cegieł i to zarówno pod względem wymiarów, jak i sposobu ob- róbki. Cegły owe pochodzą z różnych, często odległych od siebie czasów. Świadczy to o rozbudowach i licznych przebudowach oraz remontach ka- mienicy. Mimo ograniczonych badań, podstawowe struktury są global- nie uchwytne i stratygraficznie wyznaczalne. Generalnie — w piwnicy górnej występują mury wykonane z miejscowego kamienia łamanego z użyciem w ościeżach cegieł palcówek dużego formatu, z wyjątkiem komory pod partią dawnego podcienia. Również z cegieł palcówek du- żego formatu układanych w licu główka — wozówka wzniesione są naj- starsze mury na parterze. Sklepienie komory pod podcieniem i relikty najstarszych murów w obrębie dawnego podcienia i elewacji frontowej wzniesione zostały z cegieł palcówek nieco mniejszego formatu. Cegły palcówki o jeszcze innych wymiarach występują w obrębie dolnych piwnic, na parterze w tylnej części kamienicy oraz na wyższych kondy- gnacjach we wschodniej, granicznej ścianie hallu. Natomiast wszystkie trzy elewacje (z pewnymi wyjątkami na frontowej) i górna część bu- dynku wzniesione są z typowych cegieł dla drugiej połowy XIX stu- lecia. A oto szczegółowe omówienie budowy murów. Piwnice, zarówno gór- ne, jak i dolne, nie są wyprawiane, z wyjątkiem sklepień dwu komór (B i C), z których tynki i tak częściowo odpadły. Fakt ten umożliwił kompleksową, a nie tylko wycinkową, analizę murów oraz sklepień. Komora frontowa (A) leży pod dawnym podcieniem. Sklepienie łącz- nie z lunetami wykonane jest z cegieł palcówek dobrze wypalonych, o dużej tolerancji i średnich wymiarach: 7 X 12—13,5 X 26,5—28 cm. Cegły układane są główkowe. Ściana wschodnia wykonana jest z miej- scowego, płasko łamanego kamienia, przetykanego grubszymi, ostrokra- wędzisto łamanymi bryłami. Panuje tendencja do warstwowego układu materiału w licu. Tu i ówdzie luźno występują cegły palcówki formatu: 7 X 12,5—13,5 X ? cm, pod samym sklepieniem zaś około8,5 X 13,5—14,5 X ? cm. Miąższ muru wykonany jest z gruzu kamienno-ceglanego zale- wanego zaprawą wapienno-piaskową. W narożniku południowo-wschod- nim przed lico wysunięta jest substrukcja pod filar podcienia. Wyko- nana jest z dużych i średnich warstwowo łamanych kamieni i posiada strukturę lica bardzo podobną do ściany wschodniej; brak w niej tylko cegieł. Widoczna jest natomiast wyraźna dylatacja między ścianą wschodnią a substrukcją oraz między tą ostatnią a sklepieniem. Dwie następne substrukcje pod filary znajdują się na środku i w narożniku
zachodnim ściany południowej. Posiadają one identyczną strukturę jak ściana wschodnia. Poza tym ściana południowa jest cała przesłonięta kolebką, która schodzi do samej ziemi. Wykonane w tej ścianie okienka zostały częściowo przerobione. Wschodnie posiada bardzo uszkodzony lewy węgarek, zachodnie zaś to pierwotne, zewnętrzne zejście do piw- nicy, częściowo później zamurowane cegłami palcówkami o wymiarach: 7 X 12—13,5 X26,5—28 cm oraz około 8,5 X 13,5—14 X 29 cm. Ściana zachodnia zbudowana jest z dużych i średnich brył kamienia łamanego, z tendencją do układów warstwowych, z użyciem cegieł, jakie wystę- pują w sklepieniu oraz wtórnie użytych cegieł palcówek o średnich wy- miarach: 8,5 X 13,5—14 X 29 cm. Ściana północna, podobnie jak po- łudniowa, jest prawie cała zasłonięta kolebką sklepienia; nad klepiskiem widoczny jest jedynie wąski pas z brył kamiennych, ostrokrawędzisto, nieregularnie lub warstwowo łamanych. Zarówno ściana zachodnia, jak wschodnia są dostawione do ściany północnej. Brak jest wiązania ścian w obu narożnikach. W komorze tej znajduje się współczesna ścianka działowa wykonana z cegły maszynkowej, oznaczonej symbolem 15—28. Za komorą podcieniową (A) leżą dwie parzyste komory (B i C). Przejście z komory A do B wiedzie przez stary, dobrze zachowany otwór drzwiowy, którego ościeża, węgarki i odcinkowy łęk wykonane są ze starannie formowanych i doskonale wypalonych cegieł palcówek o przeciętnych wymiarach: 7 X 13,5—14 X 26,5—27 cm, a spoiny z za- prawy wapienno-piaskowej, zacierane równo z licem murów. Ościeża łączą się integralnie z lunetką i sklepieniem w komorze A. Układ węgar- ków, ościeży i haki żelazne wskazują, że drzwi zamykające niegdyś ten otwór otwierały się z komory B do A. Sklepienie komory B wspiera się na odsadzkach kilkudziesięciocen- tymetrowej wysokości wykonanych we wschodniej i zachodniej ścianie. Zbudowane jest z płasko łupanego, marglistego, miejscowego piaskow- ca, z płyt od 5—14 cm grubości i długości wynoszącej od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów. W grzbiecie sklepienia, w sąsiedztwie ściany południowej, gdzie znajduje się okienko zsypowe, użyto spora- dycznie cegieł palcówek starannie formowanych i doskonale wypalo- nych o "Wymiarach: 7,5—9 X 15 X 29 cm. Ściana południowa zbudowana jest dołem z dużych, a wyżej ze średniej wielkości brył kamienia łupa- nego i łamanego, z użyciem elementów drobniejszych dla wyrównania oraz cegieł palcówek o wymiarach: 7,5—9 X 14—15 X 29 cm. Istnieje tendencja do układów warstwowych. W ścianie tej z powyższej cegły wykonane jest okienko zsypowe, obecnie zamurowane bardzo blado wy- paloną i niestarannie formowaną cegłą o wymiarach: 6 X 15 X 30 cm. Stratygrafia wskazuje, że okienko jest integralnie związane ze ścianą po- łudniową i powstało wcześniej, niż znajdujący się pod nią otwór drzwio- wy wiodący do komory A. Ściana zachodnia z kamienia płasko łamane- go i nieregularnych brył widoczna jest na bardzo małym odcinku nad ziemią i z tego powodu trudna do szczegółowszego opisu. Ściana północ- na zbudowana jest z analogicznego materiału jak południowa. W niej znajduje się otwór wejściowy do komory D. Lewe, zachodnie ościeże tego otworu wykonane jest niestarannie z cegły rozbiórkowej i dzie- więtnastowiecznej, zapewne po II wojnie światowej; prawe zaś z cegieł palcówek, starannie wykonanych i doskonale wypalonych o średnich
wymiarach: 8 X 13,5 X 27—29, wyjątkowo 30 cm. Spoiny są zacierane równo z licem cegieł. W odległości 31 cm na wschód znajduje się szcze- lina dylatacyjna, a za nią drugie ościeże o identycznej strukturze muru. Z owym drugim ościeżem łączy się pokaźny fragment pierwotnego od- cinkowego nadproża, widocznego nad obecnym, położonym nieco niżej płaskim, wspartym na starych, żelaznych, skorodowanych sztabach. Ścia- na wschodnia wykonana jest z płasko łamanych kamieni z użyciem w paru miejscach cegieł palcówek o wymiarach: 8 X 13—13,5 X 27,5 cm. Ściany we wszystkich czterech narożnikach komory wiążą się ze sobą. Komora podzielona jest wzdłużnie ścianką z cegieł posiadających znak firmowy 15—28. Komora C posiada analogiczną budowę murów i sklepienia jak po- przednia. Może tylko niektóre szczegóły są bardziej czytelne. W ścia- nie zachodniej obok kamieni występuje więcej cegieł palcówek, z któ- rych niektóre są spieczone, o wymiarach: 8 X 13,5—14 X 29 cm. Wschod- nia ściana natomiast jest wsparta pośrodku na dużym, płaskim łęku odciążającym o wysokości 40 cm, wykonanym z cegieł palcówek o wy- miarach: 8 X 13,5 X 27 cm. Ościeża otworu drzwiowego wiodącego z ko- mory C do F są wykonane z cegieł różnego formatu użytych wtórnie, m. in. z cegły miękko modelowanej, typowej w Przemyślu dla prze- Jomu stuleci XVIII i XIX, z cegieł palcówek o profilowanej główce w’ formie paska i ćwierćwałka. Po wschodniej stronie w odległości 27 cm i na wysokości około 170 cm od klepiska widoczny jest fragment pier- wotnego łęczku. W północno-wschodniej części sklepienia wybito ostat- nio nieduży otwór wentylacyjny. Ściany we wszystkich narożnikach są integralnie powiązane. Małe komory D i E leżące na północ od komory B stanowiły pier- wotnie jedno wnętrze, kryte kolebką o przekroju półkolistym z odcin- kową lunetą w części wschodniej (D). Zarówno luneta, jak i nieduże sklepienie są wykonane z płasko łupanego miejscowego piaskowca; w skle- pieniu sporadycznie, głównie dołem, użyte są cegły palcówki o wymiarach: 9 X 13,5 X 27,5 cm. Zachodnia ściana tarczowa (E) wzniesiona jest z miejscowego kamienia łamanego i warstwowo łupanego z brył o różnej wielkości przetykanych drobnymi kamieniami. Istnieje tendencja do wy- równywania warstw. Narożniki południowo- i północno-zachodni są związane. Wschodnia ściana (komory D) wykonana jest ze starannie uformowanych i doskonale wypalonych cegieł palcówek o wymiarach 8—9 X 14—15 X29 cm, układanych w licu główka — wozówka i o spo- inach zacieranych równo z licem ściany. Cegła ta występuje w ościeżach otworu drzwiowego wiodącego do komory F, sporadycznie w lunecie, a także w dolnej partii wschodniej ściany pierwotnej szyi piwnicznej, której relikty wraz ze stopnicami schodów zachowały się na północ od pomieszczenia D. Górna partia ściany wschodniej i ściana zachodnia owej szyi posiadają późniejszą, zapewne już dziewiętnastowieczną okła- dzinę z cegły niepalcówki. Ściana działowa (między D i E) w części północnej zbudowana jest z cegieł niepalcówek o wymiarach: 7 X 14,5 X X 30 cm, od strony południowej z materiału rozbiórkowego kładzionego na glinie. Ta część według relacji ustnej została postawiona przez in- formatora w 1946 roku. Sklepienie komory F skonstruowane jest w wezgłowiach z kamienia
płasko łupanego (analogicznie jak w komorach B, C, D i E), zresztą łącznie z lunetami oraz ościeżami drzwi i okienka z cegieł palcówek o średnich wymiarach: 8,5—9 X 14,5 X 29 cm. W sklepieniu od strony wschodniej został wtórnie wykonany duży otwór, w. który wstawiono pod ‘koniec XIX stulecia aktualnie użytkowane schody, kryte sklepie- niem odcinkowym, wykonanym z wtórnie użytych cegieł niepalcówek o wymiarach: 6,5 X 14,5 X 31 cm. Ściana południowa jest identyczna, jak północna w komorze C, ściana północna zaś postawiona z kamienia łamanego i łupanego, w niej na osi wnęka sklepiona loczkiem odcin- kowym, wykonana z identycznych cegieł, jak te w sklepieniu. Tak sa- mo wygląda na całej długości ściana wschodnia z przewagą kamieni płasko łupanych. Wszystkie ściany są związane w narożnikach. Wsta- wiona później ścianka obecnej klatki schodowej wykonana jest z cegieł rozbiórkowych różnych wymiarów z użyciem cegły z drugiej połowy XIX stulecia. Zejście do piwnicy dolnej i szyja wyłożone są cegłą austriacką. Ko- mora dolna i jej sklepienie wzniesione są z cegieł palcówek o wymia- rach; 7 X 14,5 X 28 cm o kowadełkowym układzie. Ściany wschodnia i zachodnia remontowane były w XX wieku cegłą maszynową o wy- miarach 6,5—7 X 14 X 29 cm. Nie jest wykluczone, że część piwnic dolnych może być zamurowana i rozciągać się na północ od dostępnej dziś komory. Na parterze, w sieni frontowej (H), w obu ścianach, wschodniej i za- chodniej, a także w dwu zachowanych reliktach ściany południowej (w postaci filarków przyściennych), stwierdzono istnienie podstawowego wątku, który stanowi mur wykonany z cegieł palcówek starannie ufor- mowanych i dobrze wypalonych o przeciętnych wymiarach 8X14,5X28— 29 cm. Układane są w licu główka—wozówka i posiadają spoiny zaciera- ne równo z licem muru. Ten sam wątek stwierdzono w ścianie poprzecz- nej, odcinającej trakt środkowy (dawnego hallu) od sąsiedniego, tylnego, obejmującego zarówno świetlicę (M), jak i sień tylną (I). W ścianie za- chodniej sieni przedniej (H) odkryto pierwotne, zamurowane dziś drzwi wejściowe wiodące do sklepu. Stwierdzono również, że mur ten w dal- szej części sieni, za filarem (H’) zbudowany jest z cegły austriackiej, natomiast mur wschodni ma na tym odcinku zachowany stary wątek główkowo-wozówkowy o spoinach zacieranych równo z licem ściany, a ce- gły palcówki mają w większości wymiary 7,5—8,5X13—13,5X27 cm. W reliktach ściany południowej (H), od strony zachodniej, w odległości 40 cm od narożnika odkryto pierwotny węgarek drzwiowy. Oba połu- dniowe narożniki sieni są związane; południowo-wschodni być może, wtórnie. Sklepienie w sieni wzniesione jest z cegieł palcówek wymiarach 7—7,5X13,5X28 cm. Mur działowy od strony podcienia, w partii przy- krytej kapą czeską (G), wykonany z cegły austriackiej, jest dostawiony. W sieni tylnej (I) natrafiono na mur z cegły palcówki o wymiarach: 6X14X27 cm oraz na mur z cegły produkowanej w Buszkowicach w okresie międzywojennym. W świetlicy tylnej na parterze (M), w filarze międzyokiennym stwier- dzono cegłę z drugiej połowy XIX wieku. W ścianie zachodniej zaś (od strony sąsiada nr 5) mur z cegieł palcówek o wymiarach: 7,5X14X27 cm, układanych główka — wozówka ze starannie, równo z licem zacieraną
spoiną. Można przypuszczać, że mur ten na całej swej długości jest nie- naruszony, gdyż ten sam wątek udało się zaobserwować jeszcze w sali środkowej (L). We wnętrzach (L, Ł) pasa zachodniego widoczne są na ścianach śla- dy zamurowanych otworów, arkady i wnęki, które na razie nie mogły być zbadane. Na piętrach można było częściowo odczytać tylko mury w obrębie klatki schodowej. Ściany południowa i zachodnia tej partii budynku po- stawione są z cegły austriackiej. Ściana południowa jest dostawiona do ściany wschodniej, zbudowanej z cegieł palcówek o wymiarach: 5,5—6,5X12,5—14X? cm. Dla murów strychowych typowa jest cegła z drugiej połowy XIX stu- lecia. Na fasadzie zostały wykonane, z przerwami, trzy odkrywki pasowe pionowe, biegnące po osiach otworów okiennych, trzy odkrywki pozio- me: dwie poniżej ślemion okien, trzecia zaś na parterze oraz kilka od- krywek punktowych na domniemanej wysokości łęków arkad podcienia. Stwierdzono generalnie, że wszystkie partie fasady położone na wschód od środkowych okien oraz mur nad zachodnim oknem drugiego piętra zbudowane są z cegły niepalcówki, starannie wyprodukowane], pocho- dzącej z drugiej połowy XIX wieku (austriackiej) posiadającej wymia- ry: 6-—7X 14X28—29 cm. W pozostałej części, tzn. w dolnych partiach od zachodu, podstawowym tworzywem są cegły palcówki o wymiarach: 6—7,5X12—13X? cm, wyżej zaś, zwłaszcza w obrębie II piętra cegły palcówki o wymiarach: 6—-7X14—15X27 (?) cm. Spoiny tych dwu wąt- ków, wykonanych z cegieł palcówek, są starannie zacierane równo z li- cem muru. Na parterze do najważniejszych odkryć należy zaliczyć du- ży fragment łęku zachodniej arkady o wysokości 40 cm, ze ściętym pro- filem i wyprawą w podłuczu. Element ten związany jest integralnie z wątkiem wykonanym z cegieł palcówek o wymiarach: 6—7,5X12—13X X ? cm. W części wschodniej odkryto dużą arkadę z czasu przebudowy fasady, zamurowaną wkrótce potem tą samą cegłą. Arkada ta nie kore- sponduje swą wysokością i kształtem ze starszą. Bez większego znaczenia są zmiany poczynione podczas przeróbek węgarów okiennych i drzwio- wych, wykonane w stosunku do starszego muru z miękko modelowanych cegieł palcówek o wymiarach: 5—5,5X15X24 (?)—30 cm, w stosunku do młodszych z tej samej cegły austriackiej, lub produkowanej w Busz- kowicach w okresie międzywojennym. Na uwagę zasługuje jeszcze zbi- ty gzyms (wieńczący ?), który biegł kiedyś ponad oknami drugiego piętra. W elewacji bocznej, wschodniej, wykonano jedną odkrywkę pasową pionową, dwie pasowe poziome w obrębie okien oraz płaszczyznowe na parterze. Cały mur zbudowany jest z tej samej cegły, co wschodnia część fasady. Na parterze odkryto zamurowaną arkadę, stanowiącą pen- dant do arkady wschodniej w fasadzie, zamurowaną tą samą cegłą oraz resztki dekoracji architektonicznej w formie poziomych boni. Dostrze- żono pewne zmiany w pierwotnym ukształtowaniu blendy okiennej dru- giego piętra. W wyniku analizy architektonicznej obu elewacji fronto- wych nasuwa się wniosek, że na przestrzeni stosunkowo niedużego cza- su, w XIX stuleciu musiały one przed otrzymaniem obecnej dekoracji podlegać pewnym zmianom.
Elewacja północna zbudowana jest cała z cegły austriackiej, tylko w przyziemiu (części piwnicznej) tu i ówdzie widoczne są, być może, wtórnie użyte, cegły palcówki. Partia ta wymaga jednak badań od stro- ny wnętrza. Na podstawie dotychczas przeprowadzonych badań zwanych archi- tektonicznymi oraz na podstawie badania warstw malarskich88 można ustalić kilka faz budowli. I faza pochodzi z początku 2 połowy XVI w. Obejmuje jedynie- mur działowy wybudowany od strony kamienicy Cegiełczyńskiej. Wi- doczny jest on na parterze w ścianie zachodniej naszej kamienicy; w pi- wnicy jest nieuchwytny, gdyż zasłaniają go sklepienia schodzące do kle- piska. II faza przypada na czwartą ćwierć XVI stulecia. Charakteryzuje się użyciem do budowy miejscowego kamienia łamanego oraz cegieł pal- cówek bardzo starannie wykonanych i wypalonych, lecz o dużej tole- rancji w wymiarach, wynoszących przeciętnie od 8—9 (wyjątkowo 7,5) cm wysokości, od 13—15 cm (najczęściej 14 cm, a wyjątkowo 15,5 cm) szerokości oraz od 27—29 cm długości. Cegły w owym czasie użyte w li- cu ścian utrzymane są w poprawnym układzie polskim (gotyckim, głów- ka — wozówka), spoiny zaś zacierane gładko, równo z licem muru. W fazie tej można wyróżnić dwie podfazy: a) obejmującą dwie ko- mory E, D, F oraz na parterze mury sieni frontowej łącznie z najstar- szymi murami dawnej kamienicy, czyli z wyłączeniem sieni tylnej (I, J) i świetlicy (M), a także zapewne mury pasa zachodniego przyległe do sie- ni frontowej. III faza zaczyna się przed rokiem 1606 (lub na przełomie wieku XVI/XVII). W tym czasie następuje rozbudowa kamienicy w kierunku południowym; w piwnicy powstaje komora A, nad nią podcienia. Faza ta charakteryzuje się głównie użyciem cegieł palcówek o wymiarach: 7X12—13,5 (z przewagą cegieł o szerokości 13) cm X26—28 cm i cegieł palcówek o wymiarach: 6,5—7,5X12—13X? cm. Cegły te, formowane nieco mniej starannie niż poprzednie, utrzymane są w układzie polskim i posiadają równo z licem muru zacierane spoiny. Owa technika i materiał charakterystyczne są dla najstarszych partii podcieniowej fasady. Drobne zmiany formatów cegieł występują w wy- mienionej kolejności począwszy od piwnic (A), a skończywszy na I pię- trze. W fasadzie dawne mury z tego okresu zachowały się tylko na za- chód od środkowej osi. Sięgają one do wysokości ślemienia okna I pię- tra. W parterze na uwagę zasługują pokaźne relikty pierwotnej lewej arkady podcienia. Identyczny wątek muru zaobserwowano także w od- krywce na I piętrze na wschodniej ścianie w obrębie hallu (S). Na podstawie niezbyt jasno zarysowanej szczeliny dylatacyjnej i wia- domości archiwalnych w fazie tej można wyróżnić wcześniejszą podfazę, mianowicie fundament pod dawny wschodni filar podcienia. IV faza to 2 ćwierć XVII wieku. Fazę tę charakteryzuje użycie cegieł palcówek niedbale modelowanych, o dużej tolerancji i wymiarach: 5,5—7,2X14—15X27—28 cm (a nawet 13X29 cm) przy grubych spoi- 88 W czasie badań nie odkryto żadnych znaczniejszych reliktów dekoracji ma- larskiej.
Ryc. 10. Przemyśl, północna pierzeja Rynku z kamienicami od numeru 3 do 7 według stanu z 1972 roku nach. Z tego czasu pochodzą piwnice dolne, mury sieni tylnej, górne partie (II piętro) wschodniej ściany świetlika w klatce schodowej. Wą- tek ten zaobserwowano również w fasadzie poniżej ślemienia okien II piętra, na zachód od środkowej osi. V faza przypada na drugą połowę XIX wieku. Charakteryzuje ją użycie cegły niepalcówki bardzo starannie formowanej i dobrze wypa- lonej o wymiarach: 6—7X14X28—29 cm. Jest to typowa cegła produ- kowana w Przemyślu i w najbliższej okolicy w 2 połowie XIX wieku. Przy okazji jest czasem używana wtórnie cegła rozbiórkowa, głównie palcówka o wymiarach: 5,5—7X14—15X27—29, a nawet 30 cm. Z ma- teriału tego są wzniesione: cała elewacja od ul. Kazimierza Wielkiego, cała wschodnia i górna zachodnia część fasady, cała elewacja od strony podwórza, południowa i zachodnia ściana obecnej klatki schodowej, w pi- wnicy wschodnia ściana w komorze E, oblicowanie szyi schodów do dol- nej piwnicy. W tym czasie zlikwidowano stare zejście do piwnicy i daw- ną klatkę schodową, która znajdowała się w części środkowej zachodnie- go pasa kamienicy (komora D w piwnicy i pomieszczenie Ł na parterze). Można wyróżnić tu dwie podfazy: a) w której dwie arkady były otwarte: jedna w elewacji wschodniej, druga sąsiadująca z nią w fasa- dzie; b) w której zamurowano obie arkady, wprowadzono pewne korekty w obu fasadach, zwłaszcza w ich artykulacji od strony wschodniej i wy-
konano dekorację, którą, z wyjątkiem boni parteru, zachowała się do dnia dzisiejszego. VI faza sięga od początku XX stulecia do roku 1975. Faza ta obej- muje szereg drobnych, ale niekorzystnych dla architektury remontów. Do najważniejszych należy zaliczyć: gruntowną deprecjację parteru obu frontowych elewacji, wykonanie po drugiej wojnie napraw w piwnicy dolnej, zaś w górnej przeprowadzenie w ostatnim czasie podziałów ko- mór cienkimi ściankami z desek lub cegieł maszynowych ze znakami 15—28. VI. OCENA ZABYTKU Kamienica mimo dużych przeróbek, dokonanych głównie w drugiej połowie XIX wieku, posiada niepoślednią wartość zabytkową. Zachował się przede wszystkim w pełni układ przestrzenny piwnic, sięgający swymi początkami XVI stulecia. Dla wprawnego badacza czytelny jest także XVII-wieczny układ przestrzenny w parterze. Niczym nie odbiega on od typowych układów przyrynkowych kamienic przemyskich z drugiej po- łowy XVI i pierwszej ćwierci XVII stulecia. Rysuje się bardzo wyraźnie trakt dwuprzęsłowego podcienia, następnie sień przednia położona od strony sąsiada nr 7 i przyległe do niej pomieszczenie sklepowe wraz z zapleczem, dalej widoczny jest rozpościerający się niegdyś przez całą szerokość hall ze schodami inaczej niż dziś usytuowanymi i w końcu niska i wąska sień tylna ciągnąca się od strony wschodniej, przylegają- ca do niej duża świetlica i antresola — „kurek” leżąca nad sienią tylną. Swego rodzaju wartość stanowią także obie eklektyczne elewacje: fasada i elewacja boczna od strony ul. Kazimierza Wielkiego. ANEKSY 1. 28 II 1603 r. AmP, ks. 40, 789—790, akt 1077. [Actum feria ąuinta antę Dominicam Reminiscere proxima Anno Domini 1608] Andreas murator pro parte D. Laurentii Radzymsky recognitionem fecit ex part[e] pariet[is] Coram officio Advocati Haereditarii et Scabinorufm] iuratorum personaliter comparens Henestus Andreas Murator ad instan[tiam] Honorati Domini Laurentii Radzymsky Civis et Scabini Praemislien[sis] ad perhibenfdum] veritatis testimo- nium Citatus et officiose reąuisitus in haec verba formalia recognovit. I ze gdy sklepie! sień za niebosczyka Pana Jana cegiełkie w Kamienicy cegiełczyńskie y wschód znowu na gorę murował tedy iusz była ściana murowana dobrze przed tym od domu Pana Radzymskiego do ktorey sklep sienny zasklepiał. Quod suum testimonium dum et quando opus fuerit iuramen[tum] comprobaturum se obtu- lit et hoc idem officium p[raese]ns suscepit. Quod memoriali firmat[um] est. 7 X 1625 r. AmP, ks. 47, ss. 1061—1062, akt 1492. [Actum Praemysliae Feria Tertia post fertum Sancti Francisci Confessoris pro- xima A. D. Millesimo Sexcentesimo Vigesimo Quinto] Obductio Dom[us] lapideae Radzimska Honoratis D[omi]no Advocato et Scabinis Juratis Civitatis Praemyslien[sis]
existen[tibus] in Dorno lapidea Radzimska circa colationem Intromissionis Fama- to Valentino Dudkowie eiusdem Domjus] lapideae desolationem et deterioratio- nem memorat[us] emptor Valentinus Dudkowie conmonstravit Naprzód ze budowa- nia żadnego na sklepieniu podciennym nimasz tylko ściana od rynku pod rynną kędy trzeba budowania tak murowanego iako drewnianego. Itfem] od kamienicy Czegielczynskiey którą teraz Jego Mosc Pan Dunkowski trzyma ściany poprzyczny ni- masz ani od przodu ani od zadu tylko wposrodku filar murowany iest na łokci osm wszysz I tamże zaraz powiedziała Pani Radzimska ze ta ściana spulna. Item od Sczurkowey ściana nie domurowana, a powiedziała pomieniona Pani Radzim- ska ze nakładem iey iest wymurowana własnym na co iest zapis. Na przodzie świetlica poczęta murowana przy drzwiach na chłopa mur. Quam obductionem ad affec[tati]onem partis commonstranftis] Officium pr[ae- se]ns suscepit, actisq[ue] suis inseri demandavit. 3. 8 X 1625 r. AmP, ks. 19, ss. 236—240, akt 178. Judicium Necessariu[m] Bannitu[im] Feria Quarta post fastfum] S.[an]cti Fran- cisci Confessoris prox[im]a Anno D[omi]ni Mill[esi]mo Sexcent[es]im o Vigeg- [imo] Quinta Praemysliae extitit l[egi]time celebrat[um], Barbara Radzimska — Valentinus Dudkowie Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparens p[ersona]l[ite]r H[ones]ta Barbara olim Famati Laurentij Radzimski Civis et Advocati Praemyslienfsisl con- sors relicta, sana mente et corpore existens, non conpulsa nec coacta, aut aliąuo devio errore circumventa sed matura deliber[ati]one intra se praehabita amico- rumq[ue] suorum salubri consilio freta, per Famatfum] Christopherum Klapadlowic Civem Praemyslien[sem] uti tutorem ad actum pr[.aese]ntem sibi assumptum et ab Judicio approbatum pałam publice libere ac ultro recognovit et expressis ver- bis fassa est. Quia Domum suam lapideam propriam hic in Circulo Civitatis inter lapideas olim G[e]n[er]osi Joannis Dunikowski ex una et Famati Simonis Sczu- rek Sutoris Civis Praemyslienfsis] parte ab altera sitam ac iacentem cum omni iure dominio proprietate propinąuitate successione tituloq[ue] haereditario, cum- q!ue] omnibus modis limitibus fructibus commodis utilitatibusq[ue] nec non atti- renftiis] ac spectan[tiis] o[mn]lbu,s in genere et singulis in specie generi per sp|eci]em et e contra non derogando ita longe late circumferenciaiterq[ue] et prout eandem Domum lapideam cum ipsius attinen[tiis] et spectanftiis] ipsa, ipsi- usq[ue| antecessores hacten[us] tenebant possidebant habebant et eadem Dorno lapidea utebantir et uti fruebantur pro summa quatuor millium florenorum polo- nical[ium] numeri ac monetae consutae unumquemq[ue] floren[um] gr[ossos] 30 com- putanfdo] Famatis Valentino Dudkowie et Caterinae Coniugibus eorumque l[egi]timis Succ[ess]orib[us] ad veram et perpetuam haereditatem vero perpetuo et irrevo- cabili venditionis tituło vendidit tradidit et iuridice sub ramo viridi resignavit pr[aese]ntisq[ue] Inscr[ipti]onis nota vendit tradit et iuridice resignat. Recognoscenfdo] sibi a praefatis Emptorib[us] suis de summa antememorata florenforum] quatuor Milliufm] polonical[ium] pro Dorno lapidea per se vendita provenien[ti] realiter cumulate ac sufficienter parata et prompta peccunia satisfactufm] esse. Ob quam realem satisfactionem et plenariam ac sufficien[tem] floren[orum] quatuor millium persolutione[m] eosdem Emptores suos antescriptos cum ipsorum succ[ess]orib[us] universis quietavit pr[aese]ntibusq[ue] quietat et liberos absolutosq{ue] pronun- ciat aeviterne edicens se suis cum posteris ac succ[ess]orib[us] universis de domo lapidea ut praemissum est vendita tota et Integra una cum ipsius fundo, atq[ue] eidem abrenuncian[do]: nihilq[ue] abhinc in eadem Juris dominij proprietatis propinquitatis successionis tituliq[ue] haereditarij at quorumvis usufructorfum] et commodor[um] pro se et suis quibusvis secc[ess]orib[us] reliquen[do] seu excipien[do] verum totum illud plenum solidum integrufm] et universu[m] quodcu[m]q[ue] sibi quovis Juris titulo competebat aut competere poterat in antememoratos Emptores ipsorumq[ue] succ[ess]ores ac posteros perpetuo et in aevum transferenfdo] et tran- sfundendo. Iamq[ue] exnunc et de facto dat et concedit realem Intromissione[m] et actualem
pacificamq[ue] poss[essi]onem cum resignatione et usufructu in eandem Domum lapi- deam et ipsius attinenftiis] per P[omi]num Advocatum et Scabines in ludicio pr[ae- se]nt[e] residenftes] ut Juris et moris est conferenfdo] et dan[do] ad tenenj[dum] haben[dum] possiden[dum] uten[dum] utifruen[dum] dan[dum] donan[dum] vende- n[dum| commutani[dum], alienan[dum] et in quosvis beneplacitos usus qui suis Emptoribfus] et ipsoru[m] Succ[essjorib[us] meliores et utiliores videbunt[ur] con- verten[dum] sine contradictione et praepeditlone quarumvis Personaru[m] salvis tu[m] onerib[us] Civilibus in toto permanentib[us] Inscriben[do] de suis cum Successo- ripfus] universis ac solenniter modisq[ue] de iure firmissimis obligan[do] in et super opnnjibus et singulis bonis suis mobilib[us] et immobilib[us] ubicunq[ue] locorurn hic et extra Civitatem aut aliter ubilibet sub quacunq[ue] lurisdictione consis- ten[tibus], summis quoq[ue] quibusvis pecuniarijs apud quascunq[ue] Personas cuiuscu[n]q[ue] status sexus et conditionis fuerint existen[tibus] nunc habitis et in posteru[m] habenfdis] aequisitis et acquiren|.dis] nullis penitus exceptis et omnis- sis, ac insuper Persona sua renunciando omni Jurisdictioni et foro ob statum vitae mutandum, si se alique foro ac Jurisdictione tutari in defecto evictionis velit, supra memoratos Emptores suos et eoru[m] succ[ess]ores universos tueri defendere evincere eliberare intercedere varendare indemnesq[ue] reddere suis proprijs sumptibus et impensis ad primam et simplicem Emptoru[m] suoru[m] vel ipsorum succ[ess]orum requisitionem, toties quoties opus fuerit et necessitas postu- iaverit, ab omni o[mn]ium utriusq[ue] sexus et cuiusvis conditionis Personarum remotarum propinquaru[m] aut quarumvis ad praedictam Domum lapideam modo praemisso venditam cum quovis praetextu Juris seu retractu vel quibusvis Insc- r[ipti]onib[us] prioribus et posterioribfus] contractib[us] tacitis et expressis gradi- busq[ue] Juris in eande[m] per quempia[m] obtenftam] et obtinen[dam] trahen- tiu[m] iuridica et extraiudiciali impetitione molestatione praepedimen[to], praes- criptione etiafm] quantumvis longissimi temporis in praemissis minime obstante. In defectu vero varendationis tuitionis evictionis et interassionis si se supradicta venditrix et succ[ess]ores ipsi[us] ubiqu[n]q[ue] locorufm] praeventa vel praeventi ad quodcu[n]q[ue] Judiciufm] seu offi[ci]um semel dum taxat etiam per denuncia- tionem citare permisserint, extunc in illo citationis seu obdestinationis primo uti peremptorio ter[mi]no terminu[m] illum peremptoriu[m] et alios consequen{tes] semper itidem peremptorios nullis legalib[us] impedimen[tis] dilationibus exceptio- nib[us] appel[ati]onib[us] Juris ac facti remedijs l[itte]ris moratorijs Sacrae Re- giae M[aiesta]tis aut aliorum quorumvis Regni Procerum fori aut Jurisdictionis alterius exceptione alijsq[ue] it genus coloribus humana inventione excogitatis et excogitan[dis] sive iuridicis sive iniuridicis evaden[do] vetuli totaliter iure victa esset coram illo Juridicio seu officio ubi praeventa cit[ta]ta obdestinataq[ue] fue- rit, aut ipsius sucO[ess]ores praeventi ciftajti obdestinatiq[ue] fuerint stare parere respondere et evincere atq[ue] adeo contentis supra expressis in toto et in qualibet parte ipsoru[m] satisfacere non receden[do] ab illo Judicio seu officio ad quod citata vel obdestinata fuerit tenebitur et Succ[ess]ores ipsius tenebunt[ur] quos etiam ad par onus evictionis obligatos esse vult pr[aese]ntibusq[ue] obligat. In de- fectu vero satisfactionis praemissorufm] iudicatum Judi[c]ij seu Off[ic]ij illius circa quae praemissae peragentur pati iuxta affectationefm] supra scriptorum Emptoru[m] vel ipsorufm] succ[ess]orum tenebitur ac debebit sine omni exceptione et ipsius suce [ess]ores tenebuntur. Quo vero praemissa maius robur et firmitatem habeant supra- scripta recognoscens dat et conferet plenam facultatem Seniori Scabino protunc Judicis praesidenfti] pr[aese]ntem venditionis Inscr[ipti]onem ad Jud[iciu]m Expositum Bannitufm] quodcu[n]q[ue] hic Praemysliae celebran[dum] sive proximu[m] sive re- motufm] prout vis et consuetudo huius Civitatis dictat transportanifdam] et transferen- [dam], Recipien[do] se pro rato et grato ea o[mn]ia suscepturu{m] quidquid in eo tran- sportationis negotio per praefat[um] suu[m] contsitutu[m] Plenipotentem] actum fuerit. Quae venditio admissa et confirmata est habere debere vim et robur perpetuae firmitatis in o[mn]ibus ipsi[us] punctis conditionibfus] et ligamentis. Vigore cuius Inscr[ipti]onis et Domus antedictae iudicialiter resignationis Hono- rati D[omi]ni Advocatus et Scabini Jurati Civitatis Praemyslienfsis] descendentes in Domum supra vendita[m] o[mne]s Intromissionis gradus simul et semel in ean- dem supradictis Emptorib[us] ipsoru[m]q[ue] succ[ess]orib[us] realiter dederunt et contulerunt. Observan[do] Juris solennit[er] circa tales Intromis[sionis] act[us] observari solitis.
4. 24 IV 1631 r. Amp, ks. 19, ss. 996—1000, akt 707. Judicium Necessarium Bannit[um] Feria Quinta antę D[omi]nicam Ccnductfus] Paschae p[ro]x[im]a Anno D[omi]ni Millesimo Sexcen[te]simo Trigesimo Primo Praemisliae extitit leg. time celebr at[um] Valentin[us] Dudkowie — Ill[ust]ri[ssimu]s et M[a]g[nifi}c[us] Joan[nes] Nico- la[us] Daniłowic Coiam eodem Judicio Necessario Bannito comparens p[ersona]l[ite]r Famatus Valentin[us] Dudkowie Civis Praemislien[sis] sanus mente et corpore ex[iste]ns, non conpulsus, nec coactus, sed pałam, puolice, libere, ac ultro recognovit, ex expressis verbis fassus est. Quia cavendo pro ratihabitione H[o]n[es]tae Caterinae consortis suae, et se se eandem, in decursu uni[us] medij anni ad edicendum se de Bonis infrascriptis statuiturum, obligando, Domum suam Lapideam Radzimskie antiąuitus dictam, propriam hic in Circulo Civitatis inter Dornos Lapideas G[e]n- [erosi] olim Joan[nis] Dunkowski ab una et famati Simonis Sczurek parte ab altera sitam, ab H[o]n[es]ta Barbara olim Honorati Laurentij Radzimski Civis et advocati Praemislien[sis] consorte relicia de actu Jud[ic]ij Necessarij Banniti fe- ria Quarta post festum S[ancti] Francisci Confessor [is] p[ro]x[im]a Anno D[omi]ni Mill[esi]mo Sexcen[tesimo] Vigesimo ąuinto Praemisliae celebrati titulo emptionis acquisitam, cum onrni eiusd[em] Domus Lapideae Jurę, dominio proprietate, pro- pinąuitate, succ[essi]one, tituloq[ue] haereditario, cumq[ue] omnibus metis limitibus attinentijs spectantijs commodis fructibus et utilitatibus universis ita v[id|e[1]i[ce]t late, longe, et circumferentialiter, prout in suis metis ac limitibus continetur II- l[ustrissim]o et Magnifico Joanni Nicolao a Zurow Daniłowic Thesaurario Curiae Regni Chelmen[si] Colen[si] etc etc Capitaneoo, et ipsius succ[ess]oribus pro summa florenorum Quinque Millium polonic[alium] n[ume]ri, ac monetae consuetae, quemli- bet floren[um] gros [sos] triginta computando, vendidit, tradidit, et iuridice ad veram perpetuamq[ue] haeraditatem resignavit, salvis tamen oneribus Civilibus, in to- to permanentibus. Recognoscendo sibi suisq[ue] successorib[us] pro praeclicta Do- rno Lapidea vendita, a supra memorato IiJ4ustrissim]o et M[a]g[nifi}co Emptore suo et ipsius succ[ess]oribus sufficienter ac plenarie satisfactum esse. Ob quam suf- ficientem ac plenariam satisfactionem eundfem] et ipsius succ[ess]ores quietat liberum liberosq[ue] pronunciat aeviterne. Edicendo de praedicta Dorno Lapidea nihilq[ue] amplius in eandem Juris dominij proprietatis propinquitatis succfess]- ionis tituliq[ue] haereditarij et quorumvis usufructuum ac pro se, suisq[ue] pos- teris ac succ[ess]oribus omnibus reliouendo seu excipiendo. vemm illud totum et integrum Ius suum, quod et qualecunq[ue] quovis luris titulo sibi competebat, aut competere poterat, in supra memoratum Ill[ustrissimu]m et M[a](g[nifi]cum ac ip- sius succ[esslores plenarie transferendo. Iamq[ue] ex nunc et de facto praefatus recognoscens, dat et admittit Intromissionem realem et actualem pacificamq[ue] possesionem per DD. Advocatum et Scabinos in Judicio residentes, in praedictam Domum lapideam venditam suprascripto Illustri et Magnifico Emptori ac ipsius successoribus cum resignatione eiusdem sub ramo, ut Juris et moris est, viridi, ac usufructu, dar dam et confererdam ad tependum habendum possidendum uten- dum utifruendum dandum donandum, vendendum, alienandum. commutandum, et in usus beneplacitos sine cuiusquam praepeditione convertend[uml. Irscribendo se suis cum successoribus, ac solenniter modisque de iure firmissimis obligando, in et super omnibus Boris suis mobilibus et immobilibus nunc habitis et in po- sterom habendis nullis penitus exceptis sub quacunque Jurisdictione consisterti- bus praeterea summis pecuniariis ubicunque locorum existen[tibusl per qnascun- q[ue] Personas tentis et tenendis, ac in quibusvis Bonis reformatis et reforman- dis supranominatum Illustrem et Magnificum Emitorem suum ac ipsius suc- cessores ab omni Juris et facti imnetitione sive iuridica. sive iniurid>a puaru.m- cunque Personarum lam propinquarum, quam et remotarum c”iuscurq’ip status sexus et conditionis c.xistentium se ex quacu.nq[nel causa et occFasP^^e etiam Juris retractus praetextu ad praedictam Domum Lanideam trahprfium. tueri de- fendere evincere, elibemre, irteroedere, varerriare. i^dem^em ar irde^^es reddere, toties ouoties opus fuerit suis proprijs sumptibus et impensis, ad primam et simp- licem iuridicamqu.e eiusdem Illy^tris et Mamńfici ac ipsius suce -sso^um re- quisitionem nulla praescriptione, quantumvis longissimi temporis in pra- emissis obstan[te]. In defectu vero tuitionis si se supracriptus venditor vel ipsius
successores ad quodcunque Officium sive Judicium semel dem taxat, etiam per denuntationem citare permisserint, extunc in illo citationis primo, uti perempto- rio termino, terminum illum peremptorium, et alios consequentes, semper itidfem] peremptorios, nullis dil[ati]onib[us] exceptionibus, appell[ati]onib[us] earum pro- cesutionibfus], legalibus impedimentis Jur[i] ac facti remedijs, l[itter]is Moratorijs S. R. M. aut aliorum quorumvis Regni Procerum, alijsq[ue] id genus coloribus Juris humana inventione excogitatis et excogitandis, sive iuridicis, sive in iuridicis evadendo veluti totaliter iure victus esset, coram illo officio seu Judicio ubi pra- eventus citt[a]tus obdestractusq[ue] fuerit, stare parere respondere ivincere, atque adeo contensis supra ex,pressis in toto et in qualibet parte ipsorum non receden- do ab illo officio seu Judicio satisfacere tenebitur et succ[ess]ores ipsius quos ad par onus evictionis obligatos esse vult tenebuntur. In defectu vero satisfactio- nis praemissorum iuridicatum Officij seu Judicij illius, circa quae praemissa peragentur pati, iuxta affec[ta]tionem supra[cri]pti Illu|[str]is et M[a]g[nifi]ci Emptoris vel ipsius Succ[ess]orum, debebit cum suis succ{ess]oribus sine omni ex- ceptione. Quo vero praemissa maius robur et vim habeant, dat plenam faculta- tem Seniori Scabino pri[aese]ntem Inscr[ipti]onem vend[iti]onis, ad Judicium Ex- positum Bannit[um] quandocunq[ue] celebranfdum] transportandi. Quae Inscrip- tio vendi[ti]o{n]is admisse et confirmata est eam habere debere vim et robur per- petuo firmitatis, in omnibus ip[siu]s punctis clausulis et conditionibus. Vigore cuius quidem Inscr[ipti]onis et facultatis sibi in ead[em] Concessa Honorati D[omi]ni Advocatus et Scabini lurati Civitatis Praemislienfsis] descen- den[tes] in praedictam domum Lapideam venditam omnes Intromissionis gradus simul et semel in eandem supranominata Ill[ust]ri et M[a]g[nifi]co Emptori et ip[siu]s succ[ess]oribus dederunt et reał[ite]r contulerunt Observatis Juris solen- nitatibus circa tales Intromissionum actus observari solitis quam Intromissio- nem N[obi]lis loannes Pielwiecki famulus praefati Illu[str]is et M[a]g[nifi]ci Em- ptoris no[m]i[n]e eiusdem acceptavit. 5. 1633 r. AmP, ks. 50, s. 1515, akt 1391. Actum Praemisliae Feria Sexta antę D[omi]nicam Rogationum p[ro]x[im]a A. D. Mill[esi]mo Sexcen[tesimo] Trigesimo Tertio. Obductio Lapidea Valentini Dudkowie Honorati D[omi]ni Lucas Jasiowie et Stanislaus Stryiowic Scabini Jurati Ci- vitatis Praemyslienfsis] ad instantiam et requisitionem Famati Alberti Kwapich civis Praemislien[sis] nomine Famati Valentini Dudkowie agentis descenderunt in Domum Lapideam praefati Dudkowie, ibidemq[ue] ex obductione praefati Al- berti Kwapich viderunt, et Actis suis annotari fecerunt Ze Rynny od Je[g]o M[o]sci Pana Dunkowskiego od tyłu barzo zła przez którą szkoda wielka sie dzieie w mu- rze Pana Dudkowica także od Domu Sczurkowego rynna tylna zła. It[em] ściana Browarna P. Dudkowica wypaczona od Pana Sczurka a to dla tego, ze swoiey ściany Pan Sczurek nima. 6. 12 IX 1641 r AmP,ks. 20, ss. 693—697. Valentin[us] Dudkowie — Paul[us] Wargocki et Caterina Coniuges Coram eodem Judicio Necessario Bannito comparens p[ersona]li{ter] Famatus Valentinus Dudkowie, sanus mente et corpore ex[iste]ns, non compulsus nec co- actus, aut aliquo derio errore circumuent[us], Verum matura deliber[ati]one intra se praehabita, amicorumq[ue] suorum salubri cosilio fretus, recedendo a foro suo quovis proprio, et Jurisdictione competenti, huic autem Civili Praemisl'ien[si] quo ad actum pr[aese]ntem attinet, se cum Bonis ac Suec[ess]orib[us] suis omnibus total[ite]r incorporando, sui et H[o]n[es]tae Caterinae consortis suae (pro cui[us] ratihabitione praesentib[us] cavit, ac eandem ad approban[dum] praesentem In- scr[ipti]onem, in decursu Sex septimanarfum] se statuiturum in o[mn]ibj[us] Bonis suis mobilibus et immobilib[us] obligavit) nominib[us] pałam publice libere ultro ac per expressum recognovit. Quia inhaerendo Contractui de actu et data Sam-
boriae die decima ąuinta Octobris Anno D[omi]ni Mill[esi]mo Sexcenti[esi]mo Tri- gesimo Octavo cum Honoratis Paulo Wargocki Advocato et Caterina Coniugibus Civib[us] Praemislienfsibus] r[ati]one Bonorum infrascriptorum resignationis con- 1'ecto eadem Bona sub Jurisdictione pr[aese]nti Civili Praemislien'[si] consisten[tia] vi[delic]et Domum Lapideam Radzimskie antiąuitus nuncupatam, hic Praemi- sliae in Circulo Ciyitatis inter Domos Lapideas Dunkowska ab una et sp[ectabi]lis ac Famati Stanislai Stryewic Civis et Consulis Praemislien[sis] parte ab altera sitam et iacentem. Juribus suis subiectam, per conflagrationem ignis desolatam, proprijs sumptibus et impensis supradictorum Coniugum, ad summam duorum Millium floren[orum] taxat[am] reparatam, cum omni eiusdem Dom[us] Lapideae Jurę, dominio proprietate propinquitate Succ[ess]ione tituloq[ue] haereditario, commodis, fructib[us] et emolumentis universis attinentijs spectantijs, ita vi[delic]- et late longe et circumferentialiter, prout eadem Domus Lapidea in suis metis ac limitibus ab antiquo extat, ex prout eandem hactenus pacifice et quiete tene- bat habebat possidebat, eademq[ue] utebatur et utifruebat[ur] eisdem Honoratis Paulo Wargocki Advocato et Caterinae Coniugibus Ciyibus Praemislien[sibus], ipsorumque legitimis Succ[ess]oribus, pro Summa Florenorum Trium Millium et Sexcentorum polonicalis nurneri ac monetae consuetae, quemlibet florenum grossis triginta computando, includendo in eandem florenos Centum polonicales V[e]n[er]abili Collegio P[at]rum Vicariorum Ecclesiae Cathedralis Praemislien[sis], in eadem Dorno Lapidea inscriptos et assecuratos, vero, puro, perpetuo ac irre- vocabili venditionis titulo vendidit tradidit et iuridici ad Veram et perpetuam haereditatem sub ramo viridi resignavit. Recognoscendo sibi, et suis Successori- bus, pro praefata Dorno Lapidea vendita a supranominatis Emptoribus et ipso- rum succ[ess]orib[us] sufficienter ac plenarie in parata et numerata pecunia sa- tisfact[um] esse. Ob quam sufficien[tem] satisfactionem, eosdem Coniuges Emp- tores et ipsor[um] succ[ess]ores quietavit, liberos absolutosque pronunciavit tem- poribus perpetuis. Nihil amplius in eadem Dorno Lapidea luris, dominij, proprie- tatis, propinquitatis succ[essi]onis titulique haereditarij et quorumvis usufructu- um at commodorum, pro se, vel suis quibusvis posteris at succ[es]soribus relinqu- endo et expiciendo, verum totum et integrum Jus suum, quod et qualecunq[uel sibi competebat aut competere poterat in praefatos Emptores et ipsorum Suc- c[ess]ores plenarie transferendo et transfundenfdo] ac eadem perpetuo abrenun- ciando. Jamq[ue] exnunc et de facto praedict[us] recognoscens venditur debit et libere concessit Intromissionem realem et actualem pacificamq[ue] poss[essi]onem in praefatam Domum Lapideam cum resignatione eiusdem, per porrectionem rami (ut Juris et moris e[st]) yiridis, supranominatis Emptoribus et ipsorum succ[ess]- oribus, per D[omi]nos Subdelegatum et Scabinos in Judicio residentes, dandam et con- feren[dam] ad tenendum, haben[dum], possiden[dum], utenfdum], utifruen[dum], dan- [dum], donandu[m], venden[dum], alienanfdum], commutan[dum], et in usus bene- placitos, quos meliores et commodiores, noverint, sine quavis praepeditione; et contradictione convertendum. Inscribenfdo] se solenniter ac modis de iure firmis- simis, cum Succ[ess]orib[us] suis, in et super omnib[us] Bonis suis mobilibus et immobilib[us] nunc habitis et in posterum habendis sub quacunq[ue] Jurisdictione consistentib[us], nullis penitus exceptis, praeterea Summis pecuniarijs ubicunq[ue] Locorum existentib[us,] per quoscunq[ue] Personas tentis et tenendis et in quibusvis Bonis reformatis et reformanlfdis] potissirpum vero in Dorno Lapidea Samboriae Locis sita; supramemoratos Emptiores, et ipsorum Succ[ess]ores ab omnia et qua- cunq[ue] tam iuridica, guam iniuridica quarumcunq[ue] Personarum, cuiuscunq[ue] statuo sexus et cond[iti]onis existentium tam propinquar[um] quam et remotarum, se ex quacunq[ue] causa et occi[asi]one vel etiam Juris retractus praetextu ad eandem Domum Lapideam trahere yolentium inquietatione et impetitione, in omni Officio et Judicio Regni semper tueri defendere evincere intercedere varendare, eliberare, indemnesq[ue] suis et Succ[ess]orum suorum sumptibus et impensis reddere, toties quoties opus fuerit, ad primam et simplicem iuridicamne eorundem Emptor[um] vel ipsor[um] Succ[ess]orum reguisitionem, nulla praescriptione quantumvis longissimi temporis in praemisos obstante, nec non eandem Domum Lapideam venditam ab omnibus Juribus et Inscriptionibus prioribus et posteriori- bus. Processibusq[ue] luris quibuscunq[ue] et alijs impedimentis, eandem quoquo modo gravantibus et afficientib[us] emundare et eliberare, mundamq[ue] et liberam facere, ita ut ab omni impedimento ydem Emptores et ipsor[um] succ[ess]ores liberi et immunes sint. In defectu vero tuitionis, et evictionis, si suprascript[usl
recognoscens venditor vel ip{siu]s succ[ess]ores ad quodcunq[ue] Officium seu Judicium Regni se citare permiserint, extunc in primo citationis sive obdestinatio- nis termino tanąuam peremptorio, stare, Juri parere, respondere, intercedere, et contentis Inscr[ipti]onis, in toto ex in ąualibet parte satisfacere, et iudicatum Officij seu Judicij illifus] pati tenebit[ur] et succ[ess]ores ip[sju]s, quos ad par onus evictionis obligatos esse vult, pr[aese]ntibusq[ue] obligat, tenebunti[ur], non receden- [do] ab illo Officio seu Judicio eandem evictionem et tuitionem, nullis diffugijs dilationibfus] exceptionib[us], motionib[us] et appelationib[us], earum prosecutioni- b[us], legalib[us] impedimentis, fori, aut Jurisdictionis alterius exceptione, Juris et facti remedijs, alijsq[ue] quibusvis diverticulis et coloribus, Humana, inventione excogitatis et excogitan[dis] sive iuridicis, sive iniuridicis differenfdo] et evaden[do], imo dat in parte omnibus beneficijs Juris abrenunciando. Caeterum ut praemissa maius robur obtineant dedit et contulit plenam facultatem Seniori D[omi]no Scabino praesentem Inscr[ipti]onem vendi|ti]o[n]is ad Judicium Exposit[um] Bannit[um] quandocunq[ue] celebranfdum] transportan[di] et transferendi. Qui quidem prae- scripto vendi[tio]nis modo praemissa facta admissa et confirmata est, eam habere debere vim et robur perpetuae firmitatis in omnibus ip[siu]s punctis clausulis et conditionibus Vigore cuius guandem Inscr[ipti]onis et facultatis in eadem sibi con- cessae Honorati D[omi]ni Subdelegat[us] et Scabini lurati Civitatis Praemislien[sis] descendenftes] in praefat[am] Domum Lapideam vendit[am] o[mn]es Intromissionis gradfus] simul et semel in eandem, supradict[am] ut Emptoribus et ipsorfum] suc- c[ess]orib[us], dederunt et rea[li]t[e]r contulerunt observatis Juris solennitatib[us] circa tales Intromissionfis] actu[s] observari solitis. 7. 15 X 1644 r. AmP, ks. 233, s. 31. Actum Praemisliae Sabbatho ipso die Sanctae Hedvigis Electae Anno D[omi]ni 1644. Prot[esta]tur Sp[ectabi]lis Stryiewic Con[tra] Honor[atum] Wargocki Coram Off[ici]o Actisq[ue] praesenftibus] Consul[ibus] Praemisl[iensibus] com- parens pers[o]n[a]l[ite]r Sp[ectabi]lis ac Famfatus] Stanisla[us] Stryiewic Consul Praemfisliensis] solenniter In et Contra Honor[atum] Paulurn Wargocki Advoc[atum] Praemislfiensem] prot[esta]tus: quam Prot[esta]t[ion]em in parata copia porrexit tenoris talis. Tenor Protestationis Przed Urzędem ninieiszym Radzieckim Przemyskim, stanąwszy obecnie Pan Stanisław Stryiewic Raica Przemyski uskarżał się Protestuiąc, na Pana Pawła Wargockiego Wbita na ten czas Przemyskiego. Iz pomieniony P. Stanisław Stryie- wic po zgorzeniu Miasta Przemyśla, gdy się de novo budował, dał rynnę swym kosztem własnym od kamienice Pana Wargockiego nazwaną Dudkiewicowską, do ktorei rynny powinien sie był P. Wargocki przyłożyć połowicę: poniewasz ziego da- chu fluyius aquae spada na rynnę Pana Stryiewicową przes co on szkodę wielką ponosi Do tego z dachu Pana Wargockiefgo] spada woda, na Pana Stryiewicow dach, nad izbą na rynnę do ktorei także powinien sie był przyłożyć a na to także nic niedał, y dac niechce. Nadto ściany Pana Stryiewicowei zażywa wszystkiei po- cząwszy od muru kamienice, asz do swego browaru, a powinien mieć swoią ścianę, ktorei nie ma, ale za P. Stryiewicową siedzi. Naostatek w browarze swoim P. War- gocki, kędy Zydowie rniod warzą, także ściany niema, ale za Pana Stryiewicową siedzi przybudowawszy sie do iego ściany. O co pomieniony Pan Stryiewic Raica iterum atq[uel iterurn Protestuie sie, salvis omnibus melioranfdo] adden[do], minuen[do] etc. Quam Prot[esta]tio[n]em Off[ici]um praesens suscepit, et Actis praesentib[us] inseri mandavit. 8. 21 IV 1662 r. AmP, ks. 243, ss. 153—155. Actum Praemisliae feria sexta antę Dominicam Misericordiae proxima, Anno Domini Millesimo Sexcentesimo secundo Barbara Wargoczanka — Sp[ectalb[i]lis Albertus Urowic
H[o]n[e]sta Barbara suo, et Ingenui Pauli Wargocki f[rat]ris sui nomine Adci- tato Sp[ecta]b[i]li et Famato Alberto Urowic Cive et Consule Praemislien[se] ra- lti]one p[rae]tensionum, quas in scripto porrexit eiusmodi. Tenor Propositionis Sławetna Pani Barbara Wargoczanka Miesczka Przemyska, dawszy pisanym Pozwem zapozwac swym y Rodzonego swego Dowcipnego Pawła Wargockiego we Lwowie zostaiącego imieniem, Zacnie Sławnego Pana Woyciecha Urowicza Miescza- nina kupca y Raycę Przemyskiego do Urzędu Ich MM. PP. Radziec[kich], to prze- ciwko niemu wnosi. Iz niedawno dopiero od Pana Woyciecha wtym Roku 1662 za Dekretami tak sądowemi, iako y J K.M. Pana naszego M[i]ł[ościw]ego kamienicę Radzimska, po wyprowadzeniu się tegoż Pana Urowica, a nie Urzędowym oddaniu obięła, a iz rożne y Poborow y Wyderkaffow, iako to Ich MM oycom Franciszka- nom etc. retenta mogą się znalezc, za Czasu Possessyey zatrzymane. Tedy aby on do Retentow płacenia, za swego mieszkania należał. A Successorowię Wargoccy, do- piero od obięcia tey kamienice, y to tak iako Antecessorowie, y sam Pan Urovic ztey kamienice płacili, a nie więcey nad dawny zwyczay należeć będą powinni tak Sosze Pobory, iako y Wyderkafy, Co aby Dekretem obwarowane było, uniżenie prosi. Et Cit[a]tus audita eiusmodi Propo[siti]one petiit dilla[ti]on'em ad duas septi- manas. Replicavit Actrix, ex quo est Ca[us]a reten[ti] fisci, ad primam Juris conce- den[do]. Quam ab Officio pr[aese]nti obtinuit. 9. 1755 r. AmP, ks. 557, ss. 101—104. Lapidea Magnifici Przeczkowski Quo ad Lapideam Radzimska quondam nuncupatam in Secunda Parte Fori a Fluvio San Jacentem in Possessione Magnifici Przeczkowski Judicis Castrensis Premisliensis existen[tem], Numero Quinto in Visione Judicij sui expressam. Si- quidem Judicio suo deductum et probatum est Lapideam Radzimska nuncupata[m] in altera Parte Fori ad Fluvium San Jacentem, in Anno Millesimo Sexcentesimo Quadragesimo Primo Feria Quinta antę Festum Exaltationis Sanctae Crucis in Judicio Bannito Exposito Premisliensi Famato Valentino Dutkiewicz. Inhaerendo Contractui Resignatorio in Anno Millesimo Sexcentesimo Trigesimo Octavo inter Easdem Partes Subsecuto nuncupatam Lapideam Radzimska igne conflagratam, in Circulo Premisliensi, inter Domos et Lapideas Dunikowska et Famati Stryiewicz jacentem cum omni Circumferientia, Metis et Limitibus, Famato Paulo Wargocki Advocato et Catharinae Consorti Ejus una cum admissa Intromissione vendidisse, ac post Successores Eorundem Wargockich Advocatorum, in Anno Millesimo Sep- tingentesimo Decimo Quinto die Vigesimo Julij Premisliae, inter Magnificum Ule- niecki Pincernam Podoliae, ab una, et Successores Wargoccianos parte ab altera, intuitu Lapideae toties dictae Radzimska, una cum Braxatorio lebetibus ac omnibus necessarijs ad Id Braxatorium pertinen[tiis], cum Area adiacente in Circulo Civi- tatis Premislienfsis] inter Lapideas Generosi Skurczycki, et Generosae Salecka, in Contractum Resignatorium inivisse in Anno Sequenti Millesimo Septingentesimo Decimo Sexto, in Vigilia Festi Sancti Thomae Apostoli, in Castro Premisliensi va- cante Protunc Officio Advocatiali per Eosdem Successores Wargoccianos in rem Magnifici Uleniecki Ejusdem suprascriptae Lapideae Wargocka ad praesens dictae cum Braxatorio et Area adjacente aedificijs omnibus Donationem recognovisse, ac post Divissione in Anno Millesimo Septingentesimo Trigesimo Octavo, Die Decima Octava Septembris, inter Magnificos Ulenieckie Fratres facta Magnifico Floriano Uleniecki, recensitam Lapideam cum Braxatorio ac omnibus aedificijs cessisse, In Annoquoque Millesimo Septingentesimo Quadragesimo Octavo Die Decima Octava Februarij Premisliae inter Magnificum Antonium Uleniecki Pincernam Podoliae, Tutorem, Nomine Feliciani Sigismundi, Ignatij, Franciscae et Barbarae Ulenieckich Filiastrorum et Filiastrarum Nomine ab una, et Magnificum Paulum Przeczkowski Pincernam Viznensem Parte ab altera Contractum Resignatorium, ra- tione Ejusdjem] tot dictae Lapideae, cum Braxatorio et alijs aedificij conscripsisse. Eodem anno Inventarium seu Conscriptfio] Ejusdem Lapideae cum Braxatorio et aedificijs confecisse, manibusque proprijs subscripsisse. Eodemque Anno Feria Tertia post Festum Sancti Valentini Presbijteri et Martyris, Eundem Contractum coram Actis Premisliensibus roborasse. Eodemq[ue] Anno et Actis Ibidem per
Eundem Magnificum Uleniecki, Pincernam Podoliae Satisfaciendo Contractui supra connotato, Lapideam Eandem tot recensitam, Radzimska in Criculo Fori existentem Magnifico Paulo Przczkowski [!] Pincernae Visnensi donasse, ac per Eundem Mag- nificum Paulum Przeczkowski Eandem Donationem Feria Quarta post Festum San- cti Bartholomei Apostoli in Anno Domini Millesimo Septingentesimo Quadragesimo Nono, ad Acta Advocatialia Scabinaliaąue Premisliensia per Oblatam transtulisse, atque in Anno Millesimo Septingentesimo Quadragesimo Nono, Feria Quinta post Festum Sancti Bartholomaei Apostoli, in Actis Advocatialibus Scabinalibusąue Pre- misliensibus, in Eandem Lapideam, Braxatorium, ac aedificia se se Intromisisse ac post obtentam Ejusdem Lapideae Possessionem Civitatensia onera ac Contributio- nes ąuotannis exolvisse, nullamąue Praetensionem per Civitatem ad Eandem La- pideam formasse, solummodo in post Ejus Contributionis Solutionem pro Ratha pendi solitam sibi cavisse. Judicium itaąue Commissoriale Sacrae Regiae Majesta- tis, attentis suprascriptis Documentis Magnificum Eundem Przeczkowski pro legi- timo Ejusdem Lapideae Haerede agnoscit, et constituit, Civitati vero Premisliensi Contributionem infuturum juxta Dispartimentum per Eandem Civitatem constituen- dum, importandam statuit et determinat. 10. 14 III 1770 r. AmP, ks. 282, s. 268. Comparens Personaliter Magnificus Joannes de Przeczki Mierzejowo Przecz- kowski Vicepalatinus Terrae Premislien[sis] Olim M[a]g[nifi]corum Pauli de Eadem Przeczki Mierzejowo Przeczkowski Subjudicis Ter[rest]ris Premislienfsis] cum Olim M[a]g[nifi]ca Victoria de Konarskie Consorte Ejus Legi[tti]ma procreatus Filius Lapideae Wargocka dictae Die hodierna in Actu Contenta Infrascr[ipt]o M[a]g[nifi]co Quietatorio Modo Haereditario Resignatae Immediatus Haeres Sanus Mente et Corpore existens Non Compulsus Nec Coactus Aut Aliquo Errore Circumventus pałam libere publice ac per Expressum R[eco]gnovit Quia Ipse M[a]g[nifi]cum Ma- thiam de Piętki Sobolewski Vexilliferrum Bracławien[sem} Lapideae Wargocka dictae hic Premisliae inter Lapideas ex Una M[a]g[nifi]ci Josephi Hordynski Ensi- feri Bracławien[sis], ex altera Partibus M[a]g[nifi]ci Stadnicki Vexilliferidae Gra- bowecenjsis] hic Premisliae in Circulo Fori Civitatis Praesentis Premislien[sis] Consistentis Praesentaneum Haeredem illiusq[ue] Posteros de Summa Trium Mil- lium Quingentorum Floren[orum] Polonical[ium] ex Summa Quatuor Millium Quingeńtorum Floreno[rum] Polonical[ium] Contractu Certo Resignatorio de Actu Ejus hic Premisliae Die Octava Mensis Martik Anno Praesen[te] 1770mo Inito Confecto et Conscripto Actisq[ue] Praesentibus Die Hodierna in Actu Contenta Mutuo Roborato Constituta (Ultra Summam Mille Florenorum Polonical[ium] Con- ventus Custodicalis Premislien[sis] Ordinis Minorum Conventualium S. Francisci propriam Reemptionalem ex Censu Annuo ab Eadem Provenien[ti] et Solvi debito et practicato in Praetium Ejusd[em] Lapideae Intrantem ac Circa Fundum et Ean- dem Lapideam cum onere in post persoluendi Census Annui ab Ead[em] Prove- nientis relictam) se se derivante, ac praesens Sibi Recognoscenti Ead[em] Supra- scr[ipt]a Summa Trium Millium Quingentorum Florenorum Polonical[ium] realiter et in Effectu exoluta tum de Puncto Praedicti Contractus Resignatorij, quo tan- tummodo ad Summam Suprascr[ipt]am Trium Millium Quingentorum Florenorum Polonical[ium] ad Praesens Sibi Recognoscenti per Eundem M[a]g[nifi]cum Quieta- torium persoluta Quietat detto. Ac a Puncto Ejusdem Contractus Resignatorij quo ad Eandem Summam Trium Millium Quingentorum Florenorum Polonical[ium] se se referenti recedit Haec Suae Praesenti Personali Recognitione ad Praemissa Mediante. Joannes Przeczkowski mp.
11. XII 1778 r. AmP, ks. 285, ss. 293—294. Pro parte G[e]n[er]osi Sobolewski Visio Ad Officium et Acta Proconsularia Consulariaq[ue] Premisliefnsia] veniens Per- sonaliter Basilius Kuffilewicz MKG Providia cum adhibitis sibi Spectabilibus Fran- cisco Hulzman Joannę Baszkiewicz Scabinis Juratis Recognoverunt coram eadem Officio visionem Lapideae G[e],n[er]osi Sobolewski haereditariae in Circulo Civit[a]- t[is] Premislfiensis] existentis Infrascriptae tenorijs Seąuentis Widzieliśmy Kamie- nicę tegoż Wielmożnego Sobolewskiego na Gurze Rynew od muru y Kamienicy W[iel- możnego] Stanickiego ze wszystkim złą y zgniłą co większa iz od muru W. Sobo- lewskiego na teyże Rynwi Gontami niepobito przez co na tymjże Strychu pod tąz Rynwą Płatwie y Słupy ze wszystkim pogniły na Kamienicy W. Sobolewskiego nad toz jeszcze pod tąz Rynwię y Powała zdezelowana y nadpsuta nad to y ankry idące wraz z murem zdezelowane oraz Rynew którą woda Schodząc z Powały po murze na doł do Izby gdzie Zboże złozone iest Podłoga mokra y nadpsuta y w Zbo- żu Szkodę y mur przez to nadrysował się na dole zaś Samym od tyłu mur cały nad oknami czyli Ściana ponadkrawana przez kamienicę y obalenie się Ściany od Kamienicy W. Stadnickiego ponieważ został kawał muru przy ścianie W. Sobolew- skiego y tenże kawał muru całą Ścianę ciągnie przez to wielka Krzywda y Dezola- cya dzieie się w kamienicy W. Sobolewskiego. 12. 10 VIII 1785 r. AmP, ks. 289, ss. 69—70 (wg paginacji u dołu). Niżey na podpisie wyrażeni Maystrowie Konsztu Mularskiego będąc Rewirowani od Zacnie Szlachetnego Antoniego Matławskiego Prezydenta Miasta Przemyśla na otaxowanie Kamienicy Niegdy Wiel[możnego]Macieja Sobolewskiego w Przemyślu w Cyrkule Miasta będącey, zeznaiemy pod Sumieniem jako co do Murów, nieiest więcey wartuiąca jak Złł Poll Cztery tysiące Dico Nro 4300, która to taxa w przy- tomności L.S. Macieya Jonakiewicza czyniona ieże[li]by kiedykolwiek y przysięgi wyciągała, takową zaprzysiądz assekuruiemy y na to się własnemi Rękami podpisu- iemy. Antoni Kochański znak Krzyża S[więte]go kładę + Stanisław Różycki nieeumiejący Pisać Z[nak] K[rzyża] Świętego kładę + 13. 10 VIII 1785 r. AmP, ks. 289, ss. 70—71 (wg paginacji u dołu). Sub Actu Eod[em] pro ut Supra My niżey na podpisie wyrażeni Maystrowie konsztu Ciesielskiego będąc Rekwi- rowani od Zacnie Szlachetnego Antoniego Matławskiego Prezydenta Miasta Prze- myśla na otaxowanie Kamienicy niegdy Wiel[możnego] Macieya Sobolewskiego tu w Cyrkule Miasta Przemyśla będący co do Dachu podług y iasnego Drzewa Iż niewięcey są wartaiące iako Złł. Poll. Pięćset Szesdziesiąt [__] [Ocenę przeprowadzili: Wojciech Pieszyński i garncarz Michał Kochankiewicz]
Baszta Królewska, olej — płótno
Jan Mleczak PRZEMIANY DEMOGRAFICZNE W LATACH 1944—1980 NA ZIEMIACH WCHODZĄCYCH W SKŁAD OBECNEGO WOJEWÓDZTWA PRZEMYSKIEGO Rozwój społeczno-gospodarczy województwa przemyskiego cechuje nieustanny proces przekszałcania struktury gospodarczej i stosunków spo- łecznych, co znajduje odbicie m. in. w zmianach demograficznych. Punk- tem wyjścia rozważań jest rok 1944, kiedy na tutejszym terenie zakoń- czono działania wojenne i zaczęły zachodzić pewne zmiany ludnościowe. Stosunki demograficzne województwa przemyskiego, jako odrębnej jed- nostki administracyjnej, nie były dotychczas opracowywane. Zajmowano się wprawdzie różnymi analizami ludnościowymi, ale dotyczyły one ca- łego b. woj. rzeszowskiego lub też tylko poszczególnych części dzisiej- szego woj. przemyskiego1. Dlatego prace te są mało przydatne przy ana- lizie sytuacji ludnościowej woj. przemyskiego jako odrębnej całości. Wobec braku opracowań całościowych dotyczących tego terenu, oparto się przede wszystkim na materiałach źródłowych. Jako podstawowe źró- dło przyjęto roczniki statystyczne, publikujące wyniki spisów ludności, przeprowadzonych w Polsce Ludowej2. Stan opracowania informacji statystycznych w materiałach źródłowych, szczególnie z pierwszych lat po II wojnie światowej, wpłynął ograniczająco na zakres opracowania. 1 J. Gałczyński, Przemiany demograficzne w Przemyślu i powiecie, [w:] Miasto i powiat Przemyśl w Polsce Ludowej, Przemyśl 1973; R. Hajduk, Struktura demo- graficzna, [w:] Jarosław w PRL (zarys monograficzny), b. r.; „Roczniki Wojewódz- twa Rzeszowskiego” R. 5, 7, 8 (artyKuły), i in. 2 Narodowy spis powszechny z dnia 3 XII 1950 r., struktura zawodowa i de- mograficzna ludności, indywidualne gospodarstwa rolne, województwo rzeszow- skie, Warszawa 1954 (dalej: Narodowy spis 1950); Spis powszechny z dnia 6 XII 1960, Wyniki ostateczne, ludność, gospodarstwa domowe, województwo rzeszow- skie, cz II A, Tablice powiatowe, Warszawa 1965 (dalej: Spis powszechny 1960); Uwagi analityczne do wyników wstępnych NSP 1970 r., woj. rzeszowskie, Rzeszów 1971 r., (dalej: Uwagi analityczne 1971), „Rocznik Statystyczny” 1947, 1948, 1955, 1980; „Mały Rocznik Statystyczny Woj. Rzeszowskiego” 1958, 1962; „Rocznik Sta- tystyczny Woj. Rzeszowskiego” 1971; „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1977. 1981.
Brak szczegółowych danych dla b. powiatów, a nawet gmin, uniemożliwił udzielenie odpowiedzi na szereg pytań3. Jako punkt wyjścia przyjęto rok 1944, jednak większość początkowych danych pochodzi z 14 lutego 1946 r. Przeprowadzony został wtedy I sumaryczny spis ludności. Zo- stało tam podanych wiele wskaźników dotyczących ludności i zatrudnie- nia. Stanu wcześniejszego nie uważano tu za celowe dokładnie odtwarzać ze względu na szybko zmieniającą się w tym czasie sytuację. Organizo- wano administrację, uruchamiano wiele zakładów przemysłowych, do- tychczas nieczynnych. Poza tym zachodziły wielkie zmiany struktury ludnościowej, spowodowane repatriacją ludności ukraińskiej do ZSRR, akcją osadniczą na ziemiach odzyskanych oraz reemigracją wielu Po- laków z zagranicy. Mimo wyżej wymienionych trudności dane źródłowe pozwalają opra- cować wiele szczegółowych zagadnień. Zgrupowano je w następującej kolejności: 1) struktura terytorialna, 2) liczba ludności i jej rozmieszcze- nie, 3) postępy procesu urbanizacji, 4) struktura płci i wieku, 5) główne źródła utrzymania. 6) wykształcenie ludności. Taki zakres tematyki po- winien w zasadzie wyczerpać problemy ludnościowe omawianego terenu. STRUKTURA TERYTORIALNA Województwo przemyskie powstało na mocy Ustawy Sejmu PRL z 28 maja 1975 r. o dwustopniowym podziale administracyjnym państwa oraz o zmianie ustawy o radach narodowych. Jako odrębna jednostka administracyjna istnieje od 1 czerwca 1976 r. Utworzone ono zostało z części b. woj. rzeszowskiego na bazie: miasta wydzielonego Przemyśla, pow. jarosławskiego, pow. lubaczowskiego, pow. przemyskiego, pow. prze- worskiego i gminy Dynów z pow. brzozowskiego. Województwo przemy- skie jest jednym z nowo utworzonych województw, stanowiących od- rębne jednostki administracyjne i regiony gospodarcze. Pod względem terytorialnym woj. przemyskie należy do mniejszych w kraju i posiada- jąc 4430 km2, zajmuje 36 miejsce (1,4% powierzchni ogólnej kraju)4. Siedzibą województwa jest miasto Przemyśl. Oprócz niego na terenie województwa znajduje się 8 miast: Cieszanów, Dynów, Jarosław, Kań- czuga, Lubaczów, Przeworsk, Radymno i Sieniawa. W ramach woje- wództwa istnieje poza tym 30 gmin: Adamówka, Bircza, Chłopice, Du- biecko, Fredropol, Gać, Horyniec, Jarosław, Jawornik Polski, Krasiczyn, Krzywcza, Laszki, Lubaczów, Medyka, Narol, Oleszyce, Orły, Pawłosiów, Pruchnik, Przemyśl, Przeworsk, Rokietnica, Roźwienica, Stary Dzików, Stubno, Tryńcza, Wiązownica, Wielkie Oczy, Zarzecze, Żurawica. Na jedną gminę przypada przeciętnie 127 km2 powierzchni5. Obecny podział administracyjny jest równomierny i odpowiada w pełni potrzebom spo- łecznym. 3 Szczególnie jeśli 'Chodzi o gromadę (gminę) Dynów. Teren ten uwzględnio- no w pełni dopiero w „Roczniku Statystycznym” za 1977 r. W latach wcześniejszych nie uwzględniono tego terenu. 4 Województwo Przemyskie, Przemyśl 1976, s. 5. 5 Tamże, s. 6.
LICZBA LUDNOŚCI I JEJ ROZMIESZCZENIE Rozwój ludności uwarunkowany jest różnymi czynnikami, takimi jak: straty wojenne, zmiany administracyjne, migracje i przyrost natural- ny 6. Czynniki te miały duży wpływ na zmiany ludnościowe na terenie województwa. Liczba ludności w grudniu 1944 roku na ziemiach województwa wynosiła 558,9 tys. osób7. W 1946 roku obniżyła się do 343 tys., a w 1950 r. spadła aż do 286,7 tys. osób. Liczba ludności kształ- towała się w tym czasie pod wpływem dwóch przeciwstawnych czynni- ków. Jednym z nich była ogromna liczebność urodzeń, a więc w konsek- wencji duży przyrost naturalny. Drugim — ruchy migracyjne z olbrzy- mią przewagą emigracji, co w poważnym stopniu redukowało przyrost rzeczywisty ludności. Łącznie w latach 1945—1950 wyemigrowało 34,7 proc, stanu ludności z grudnia 1944 r. Z tego na inne tereny kra- ju — 60,3 proc., do ZSRR 39,7 proc. Ludność napływowa stanowiła 5,1 proc, ogółu ludności z 1944 r. i tylko 14,8 proc, wielkości odpływu. Teren województwa opuściła olbrzymia liczba ludności ukraińskiej. Większość z niej repatriowano w latach 1945—1946 do ZSRR, a część przesiedlono na Ziemie Zachodnie podczas akcji ,,Wisła” w 1947 r.8, Re- patriacja ludności ukraińskiej objęła tereny b. pow. jarosławskiego, luba- czowskiego i przemyskiego. Z jarosławskiego przesiedlono do ZSRR 36,6 tys. osób, z lubaczowskiego 43,1 tys. osób i z przemyskiego 64,8 tys. osób. Repatriacja nie objęła terenu b. pow. przeworskiego9. Podczas akcji „Wisła” na Ziemie Zachodnie przesiedlono ludność ukraińską z b. pow.: jarosławskiego, lubaczowskiego i przemyskiego. Z jarosław- skiego przesiedlono 14,8 tys. osób, z lubaczowskiego — 2 tys., z prze- myskiego — 16,8 tys. osób10. Nie objęto tą akcją b. pow. przeworskiego. Teren tego powiatu zamieszkiwał b. mały procent ludności ukraińskiej, dlatego nie objęto go w/w akcjami. Spowodowało to później duże róż- nice w gęstości zaludnienia na terenie dzisiejszego woj. przemyskiego. Na ziemie odzyskane wyjechało także bardzo dużo rodzin polskich dzięki prowadzonej akcji osadniczej. Ludność napływowa to głównie Polacy przybyli z ZSRR, z terenów b. woj. krakowskiego i innych czę- ści b. rzeszowskiego (np. b. pow. łańcuckiego i brzozowskiego). Te wiel- kie ruchy migracyjne zakończyły się w zasadzie w 1950 roku. Od tego czasu widać wyraźny wzrost liczbowy ludności. W 1961 roku teren wo- jewództwa zamieszkiwało 336,7 tys., w 1976 r. 375 tys., a w 1980 r. 380 tys. osób11. Od 1950 r. widać cały czas wysoką dynamikę przyrostu 6 E. Rosset, Nowe oblicze demograficzne Polski, [w:] Polska Ludowa, IX Pow- szechny Zjazd Historyków Polskich, Warszawa 1964. passim. 7 S. Petrus, Migracje i zmiany struktury źródeł utrzymania ludności woje- wództwa rzeszowskiego w latach 1944—1950, [w:] „Rocznik Województwa Rzeszow- skiego”, Rzeszów 1970, R. 7, s. 210. 8 Tamże, ss. 220 i nast. Dane dla woj. przemyskiego przyjęto szacunkowo wg danych dla woj. rzeszowskiego. 9 „Rocznik Statystyczny” 1948, s. 29. Tutaj i w nast. przypisach jeśli ludność podawana w tys., to dane zaokrąglono do 0,1 tys. Wszystkie dane wg stanu na dzień 31 XII odpowiedniego roku. 10 „Rocznik Województwa Rzeszowskiego”, Rzeszów 1970, R. 7, s. 212. 11 „Mały Rocznik Statystyczny”, 1962, s. 5; „Rocznik Statystyczny Woj. Prze- myskiego”, Przemyśl 1977, s. 32 oraz 1981 r., s. 19.
Tabela 1 Liczba ludności i gęstość zaludnienia na terenie dzisiejszego woj. przemyskiego w latach 1944—1980a Lata Liczba ludności w tys. .Ludność na 1 km 2 1944 558,9 123 1946 343,0 75 1950 286,7 63 1955 315,0 73 1957 326,5 76 1961 336,7 78 1970b 366,0 83 1976b 375,5 85 1980b 380.0 85,7 a Nie uwzględniono gminy Dynów do 1970 r. b W tym miasto i gmina Dynów. naturalnego. W latach od 1950 do 1980 liczba mieszkańców województwa wzrosła o 31,5 proc. W celu bardziej obiektywnego przedstawienia rozmieszczenia ludności zajmiemy się obecnie gęstością zaludnienia omawianego obszaru. Gęstość zaludnienia jest to stosunek liczby ludności na jednostkę powierzchni. W 1944 roku globalnie na 1 km2 przypadły 123 osoby12 13 14 15 16 17 18. Natomiast w po- szczególnych częściach województwa sytuacja wyglądała różnie. W 1946 r. najgęściej były zaludnione tereny b. pow. przeworskiego, gdzie na 1 km2 przypadało aż 149 osób, a najsłabiej zaludnione były obszary b. pow. lu- baczowskiego, bo tylko 43 osoby na 1 km213. Ta tendencja w rozmie- szczeniu ludności w poszczególnych częściach woj. przemyskiego utrzy- mała się. W roku 1970 dalej rejon lubaczowski miał najniższą, a rejon przeworski najwyższą liczbę mieszkańców na km214. Rozpatrując woje- wództwo jako całość, można zauważyć, że gęstość zaludnienia do roku 1950 spadała i wynosiła w 1946 r. 75 osób, a w 1950 r. tylko 63 osoby na km215. Spowodowane to było wielkimi migracjami ludności w tym cza- sie. W następnych latach ilość mieszkańców na 1 km2 systematycznie wzrastała. W 1955 r. wynosiła 73, a w 1961 r. już 78 osób na km216. W ciągu 10 lat gęstość zaludnienia zwiększyła się więc o 15 punktów. W dziesięcioleciu 1961—1970 wzrosła o dalsze 5 punktów i wynosiła 83 osoby na km2. Wg danych statystycznych z 1980 r. gęstość zaludnie- nia wynosiła 85,7 mieszkańców na km217 i była dużo niższa od średniej krajowej. Średnia krajowa już w roku 1979 wynosiła 112 osob na km218. Z gęstością zaludnienia wiąże się także rozmieszczenie ludności na wsi i w mieście. Gęstość zaludnienia zależy w dużej mierze od liczby 12 J. Petrus, Migracje i zmiany... s. 210. 13 „Rocznik Statystyczny 1948, s. 20. 14 Uwagi analityczne... s. 4. 15 Zob. tab. I. Podstawę opracowania wszystkich tabel stanowią dane pocho- dzące ze źródeł wymienionych w przyp. 2. 16 Tamże. 17 Tamże. 18 „Rocznik Statystyczny”, Warszawa 1980, s. 29.
miast na danym terenie. Jeśli więcej miast, to tym samym wyższa gę- stość zaludnienia. POSTĘPY PROCESU URBANIZACJI WOJEWÓDZTWA Po drugiej wojnie światowej na terenie województwa zaczęły zacho- dzić szybkie zmiany urbanizacyjne, czyli rozwój miast i zwiększanie się liczby ludności miejskiej. Pod pojęciem miasta rozumiemy, cyt.: ,,Osiedle o większej liczbie ludności i dużej gęstości zaludnienia, z do- mami piętrowymi, z urządzeniami użyteczności publicznej, zamieszkane zwykle przez ludność zatrudnioną głównie w przemyśle i handlu, przy czym jest ono ośrodkiem większego okręgu (okolicy)” 19. W 1946 roku liczba ludności miejskiej wynosiła 77 tys., co stano- wiło 22,5 proc, całej ludności na ziemiach dzisiejszego województwa 20. Ilość mieszkańców miast spadła w 1950 r. do 70,8 tys., ale jej udział w skali całego województwa wzrósł do 24,7 proc.21. Zmiany te spowo- dowane były głównie migracjami zewnętrznymi. Ludność, która opuś- ciła ziemie województwa, w przeważającej części, bo w pcnad 90 proc, pochodziła ze wsi22. Poza tym część ludności wiejskiej emigrowała do miast. Zjawiska te spowodowały wzrost procentowy ludności miejskiej. Jednocześnie jednak stan mieszkańców miast w liczbach bezwzględnych zmniejszył się w latach 1946—1950 o 6,2 tys. osób. To zjawisko spo- wodowane było tym, że także duża część ludności miast wyemigrowała. V/ latach 1950—1961 liczba ludności miejskiej wzrosła o 23,8 tys. osób i w 1961 roku stanowiła 29,3 proc, ogółu mieszkańców23. W dwudzie- stoleciu 1961—1980 ludność miejska wziosła o 35,1 tys., osiągając w 1980 r. 129,7 tys. w skali całego województwa. Stanowiło to już 34,1 proc, ogółu ludności24. Zmiany liczby ludności w poszczególnych mia- stach województwa w latach 1946—1980 wyglądały następująco: Cie- szanów w 1946 r. — 958, w 1975 r. — 1375, w 1980 r. — 1324 osoby; Dynów w 1946 r. — 4960, w 1975 r. — 3786, w 1980 r. — 3867 osób; Jarosław w 1946 r. — 19,4 tys., w 1975 r. — 31,3 tys., w 1980 r. — 36,0 tys. osób; Kańczuga w 1946 r. — 1955, w 1975 r. — 2014, w 1980 r. — 1845 osób; Lubaczów w 1946 r. — 4986, w 1975 r. — 7600, w 1980 r. — 8291 osób; Przemyśl w 1946 r. — 36.8 tys.. w 1975 r. — 57,4 tys., w 1980 r. — 61,3 tys. osób; Przeworsk w 1946 r. — 8569, w 1975 r. — 9654, w 1980 r. — 12 012 osób; Radymno w 1946 r. — 3436, w 1975 r. — 3836, w 1980 r. — 3877 osób; Sieniawa w 1946 r. — 936, w 1975 r. •— 1420, w 1980 r. — 1260 osób 25. W czterecli większych miastach woje- wództwa można zauważyć stały wzrost liczby mieszkańców. Inaczej sytuacja przedstawia się w małych miasteczkach. W Cieszanowie i Ra- 19 J. Michałowicz, Elementy demografii historycznej, Warszawa 1979, s. 56. 20 „Mały Rocznik”... 1958, s. 7 oraz tab. 1 i 2. 21 Tamże. 22 „Rocznik Województwa Rzeszowskiego”..., R. 7, ss. 210—220. 23 Jak przyp. 17. 24 Tamże. 25 „Rocznik Statystyczny” 1947, ss. 26, 27; „.Rocznik Statystyczny Woj. Prze- myskiego, 1981, s. 19.
dymnie nastąpił nieduży wzrost liczby mieszkańców i obecnie widoczna jest pewna stabilizacja. W Dynowie nastąpił znaczny spadek liczby ludności w porównaniu z okresem lat czterdziestych, ale spadek ten w latach siedemdziesiątych został zahamowany. W Sieniawie po przej- ściowym wzroście liczby ludności, następuje jej zmniejszanie się. Je- dynie w Kańczudze stan ludności miejskiej utrzymuje się przez oma- wiany okres na wyrównanym poziomie. Tabela 2 Ludność miejska na terenie ziem obecnego województwa prze- myskiego w latach 1946—1980a Lata Liczba ludności miej- skiej w tys. Liczba ludności miejskiej wojewódz- twa w °/o 1946 77,0 22,5 1950 70,8 24,7 1955 81.3 25,9 1957 84,7 26,6 1961 94,6 29,3 1970 110,0 30,1 1976 120,0 32,0 1980 129,7 34,1 a Bez miasta Dynów do 1970 r. Należałoby tu jeszcze zwrócić uwagę na dynamikę przyrostu pro- centowego mieszkańców miast. W sumie liczba ludności miast wzrosła w latach 1950—1980 aż o 83,3 proc. Porównując wzrost liczby ludności (w tych latach o 32,5 proc.) ze wzrostem liczby ludności miejskiej, moż- na zauważyć ponad dwukrotnie szybszy wzrost tej ostatniej. Wiąże się to z rozwojem przemysłu i coraz większym zapotrzebowaniem rąk do pracy. Ten duży przyrost ludności miejskiej spowodowany został nie tylko przyrostem naturalnym, ale także dużą migracją ze wsi do miast26. Ważne miejsce w rozmieszczeniu ludności miejskiej na terenie woje- wództwa zajmuje miasto Przemyśl. W 1950 r. mieszkało tu 35 tys. osób, co stanowiło 49.9 proc, ogółu ludności miejskiej terenów wcho- dzących w skład dzisiejszego województwa27. W 1975 r. Przemyśl liczył prawie dwukrotnie więcej, bo 57,4 tys. mieszkańców, a w 1980 r. — 61,3 tys., co stanowiło 47,2 proc, całej ludności miejskiej województwa28. Hanga Przemyśla jako ośrodka miejskiego będzie przypuszczalnie coraz bardziej wzrastać. Wiąże się to z wyznaczeniem miasta jako centrum administracyjnego i z rozbudową przemysłu. 26 Por. J. Petrus, Zmiany demograficzne w regionie rzeszowskim w latach 1860—-1960, [w:] „Rocznik Województwa Rzeszowskiego”, Rzeszów 1968, R. 5, ss. 148—150. 27 „Mały Rocznik”... 1958, s. 7. 28 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 19.
ZMIANY W STRUKTURZE LUDNOŚCI WG PŁCI I WIEKU Różnice w liczebności mężczyzn i kobiet są normalne i wynikają z następujących przyczyn: a) proporcjonalnie rodzi się więcej chłopców niż dziewcząt, b) trwanie życia kobiet jest na ogół dłuższe niż męż- czyzn, c) nierówna jest liczebność płci wśród migrantów (przeważają mężczyźni). Wszystkie te różnice zamykają się w umiarkowanych gra- nicach. Najważniejszym jednak czynnikiem, powodującym bardzo du- że zmiany jest wojna, a deformacje spowodowane przez nią są długo- trwałe 29. Po II wojnie światowej różnice w równowadze płci były bar- dzo duże na terenie całej Polski, jak też i na ziemiach dzisiejszego woj. przemyskiego. W 1950 r. zamieszkiwało omawiany teren 131,9 tys. mężczyzn oraz 154,8 tys. kobiet3*’. Po obliczeniu wskaźnika feminizacji okazuje się, że był on niezwykle wysoki. Na 100 mężczyzn przypadłe aż 117,4 kobiet. Był to ponury ślad wojny, w czasie której, jak wiado- mo, ginie przeważnie więcej mężczyzn niż kobiet. W 1961 r. ogółem ilość mężczyzn wzrosła do 159,8 tys., a kobiet do 176,9 tys. Wskaźnik feminizacji obniżył się dosyć znacznie, bo na 100 mężczyzn przypadało już tylko 110,7 kobiet31. Tak znaczne obniżenie się wskaźnika femini- zacji spowodowane było szybkim przyrostem naturalnym ludności w tym okresie, a co za tym idzie, większą liczbą urodzeń chłopców niż dziew- cząt. W 1970 r. teren województwa zamieszkiwało 175 tys. mężczyzn i 191 tys. kobiet32. Na 100 mężczyzn przypadało 109 kobiet. Ten wskaź- nik feminizacji utrzymał się także w 1975 r., chociaż liczba ludności województwa wzrosła. Mężczyzn było wtedy 180 tys., a kobiet 195,2 tys. W końcu grudnia 1980 r. na 100 mężczyzn przypadłe już mniej kobiet, bo tylko 107,9 33. Przewaga ilościowa kobiet w liczbach bezwzględnych zmniejszyła się z 23,9 tys. osób w 1950 r. do 14,6 tys. w 1980 r.34 Bar- dzo wysoki wskaźnik feminizacji istniał w tych latach wśród ludności miejskiej. W 1950 r. w miastach na 100 mężczyzn przypadało 124,8 ko- biet35. Wskaźnik ten obniżył się w roku 1961 do 117,2 kobiet. Jednak w roku 1970 osiągnął poziom 118,3 kobiet, a w 1975 r. utrzymywał • się na wysokości 118,2 kobiet na 100 mężczyzn. Dopiero w 1980 r. można zauważyć tendencję spadkową. Na 100 mężczyzn przypadało 115,6 ko- biet36 37. Wskaźnik feminizacji w woj. przemyskim w 1980 r. był wyższy niż ogólnie w całej Polsce. Na terenie kraju już w 1978 r. na 100 męż- czyzn przypadało zaledwie 105 kobiet87. Ważnym zagadnieniem demograficznym są zmiany w strukturze lud- ności według wieku. Klasyfikacja wg wieku pozwala wyodrębnić na- stępujące grupy ludności: 1) wiek przedprodukcyjny (do lat 15), 2) wiek produkcyjny (16—60 lat), 3) wiek poprodukcyjny (powyżej 60 lat)38. Zaj- 29 S. Rosset, Nowe oblicze..., ss. 316—317. 30 Narodowy Spis 1950 ..., .s. 3 i tab. 3. 31 „Mały Rocznik” ..., 1962, s. 6 i tab. 3. 32 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1977, s. 32. 38 Tamże oraz „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 19. 34 Tab. 3. 35 Tamże. 36 Tamże. 37 „Rocznik Statystyczny”, Warszawa 1980, s. 29. 38 E. Rosset, Nowe oblicze..., s. 318.
Struktura ludności wg płci w latach 1950—1980 Tabela 3 Lata Ludność Miasto . Na 100 mężczyzn przypada kobiet w tys. ogółem mężczyźni kobiety mężczyźni kobiety ogółem w miastach 1950a 131,9 154,8 30,7 39,3 117,4 124,8 1961^ 159,8 176,9 43,6 51,1 110,7 117,2 1970 175,0 191,0 50,4 59,6 109,0 118,3 1975 180,0 195,2 55,0 64,1 109,0 118,2 1980 182,7 197,3 60,2 69,6 107,9 115,6 a Oprócz miasta i gromady (gminy) Dynów. mierny się w swych rozważaniach ludnością powyżej 60 lat, gdyż jest to ważny problem społeczny, ekonomiczny, socjologiczny. W 1946 r. ludność ta stanowiła 8,3 proc, ogółu mieszkańców39 40. W 1960 r. liczba osób powyżej 60 lat wynosiła 10,4 proc. W ciągu następnego dziesięcio- lecia wzrosła o dalsze 4,2 proc., osiągając w 1970 r. 14,6 proc, ogółu ludności41. W latach 1970—1980 liczba omawianych osób zwiększyła się znowu o 1 proc., osiągając w grudniu 1980 r. 58,9 tys., co stanowi 15,6 proc, całej ludności województwa 42. Widoczny jest więc proces starzenia się ludności województwa. Z jed- nej strony — świadczy to o dobrej opiece lekarskiej i socjalnej pań- stwa wobec obywateli, z drugiej — stwarza większe obciążenie eko- nomiczne warstwy ludności w wieku produkcyjnym. STRUKTURRA SPOŁECZNO-ZAWODOWA LUDNOŚCI Ze strukturami w ścisłym sensie demograficznym łączą się struktury ekonomiczne. Jedną z najważniejszych jest podział według źródeł utrzy- mania, stanowiący ważny aspekt życia ekonomicznego. Zasadniczym kierunkiem przemian w strukturze zatrudnienia ludności województwa jest zmniejszenie liczby osób utrzymujących się z pracy w rolnictwie i wzrost liczby zatrudnionych poza rolnictwem43. W 1950 r. 66 proc, ludności utrzymywało się z pracy w rolnictwie 44. Wskaźnik ten spadł w 1960 r. do 62,3 proc.45. Nadal jednak rolnictwo stanowiło pierwszo- planową rolę w całokształcie gospodarki województwa. Proporcje te 29 Rocznik Statystyczny 1947, s. 19. Dane dla b. woj. rzeszowskiego. 40 Uwagi analityczne..., s. 12. Dane dla b. woj. rzeszowskiego. 41 Tamże. 42 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 101. 43 Poza rolnictwem tylko czynni zawodowo. W rolnictwie uwzględniono czyn- nych zawodowo i niepracujących, ale utrzymywanych z pracy w rolnictwie człon- ków rodzin. 44 Narodowy Spis Powszechny 8 XII 1970. Ludność, zasoby mieszkaniowe, in- dywidualne gospodarstwa rolne, woj. rzeszowskie, ss. 1—3 oraz obliczenia własne. 44 Tamże.
zmieniły się w 1970 r. Z rolnictwa utrzymywało się już tylko 47,9 proc, ogółu mieszkańców46. Znaczenie rolnictwa jako głównego źródła utrzy- mania zmniejszyło się przede wszystkim z powodu rozwoju przemysłu. W latach 1950—1980 zatrudnienie w przemyśle wzrosło kilkakrotnie. W 1950 r. zakłady przemysłowe zatrudniały 7,2 tys. osób47 48. Natomiast w 1980 r. liczba pracujących w tym dziale gospodarki wynosiła 30 tys.18. Zatrudnienie wzrosło tu ponad czterokrotnie. Świadczy to o prawidło- wym i szybkim rozwoju ekonomicznym województwa. W 1980 r. na ogólną liczbę 102,1 tys. osób zatrudnionych w gospodarce uspołecznio- nej 49, w przemyśle pracowało 29,4 proc, osób50. Wzrost zatrudnienia w przemyśle uzyskano dzięki rozbudowie starych i budowie nowych zakładów przemysłowych. Dużymi zakładami przemysłowymi, które roz- budowano w okresie Polski Ludowej, są: Zakłady Przemysłu Cukierni- czego „San” w Jarosławiu, Cukrownia „Przeworsk” w Przeworsku, Za- kłady „Mera — Polna” w Przemyślu. Przeważającą ilość istniejących w województwie dużych zakładów zbudowano od podstaw po II woj- nie światowej. Są to m. in.: w Jarosławiu — Huta Szkła i Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego „Jarlan”, w Lubaczowie — Zakład Bielskiej Fabryki Maszyn Włókienniczych, w Przeworsku — Oddział Zakładów Odzieżowych „Vistula”, w Przemyślu — Fabryka Aparatów Niskiego Napięcia „Fanina”, Zakłady Płyt Pilśniowych, Zakłady Wyrobów Pow- lekanych „Sanwil”, Fabryka Pras Automatycznych „Ponar — Pla- somat” 51. Na terenie województwa zbudowano także największy w Pol- sce suchy port przeładunku towarów Medyka — Żurawica. Kolejnymi gałęziami gospodarki uspołecznionej, zatrudniającymi naj- więcej pracowników w 1980 r. były transport i łączność — 14,1 proc, rolnictwo — 12,7 proc., handel — 9,1 proc., budownictwo — 7,8 proc., oświata i wychowanie — 7,3 proc., ochrona zdrowia i opieka społecz- na — 6,6 proc., leśnictwo — 3,3 proc. Pozostałe działy gospodarki uspo- łecznionej zatrudniały razem 9,7 proc, osób 52. WYKSZTAŁCENIE LUDNOŚCI Ze strukturą społeczno-zawodową związany jest także poziom wy- kształcenia ludności. Decyduje on o kwalifikacjach zawodowych i roz- mieszczeniu pracowników w poszczególnych gałęziach gospodarki. Po odzyskaniu niepodległości Polska była krajem o wysokim wskaźniku analfabetyzmu. W 1944 r., na ziemiach b. woj. rzeszowskiego, w któ- rego skład wchodziły też tereny obecnego woj. przemyskiego, 11 proc, ludności nie umiało czytać ani pisać53. Dzięki prowadzonej akcji oświa- 46 Tamże. 47 Narodowy Spis 1950, ss. 67—72 oraz obliczenia własne. 48 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 110. 49 Oprócz prywatnych zakładów oraz rolników indywidualnych. 50 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 110 oraz obliczenia własne. 51 Województwo Przemyskie..., ss. 25—29. 52 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 110 oraz obliczenia własne. 53 Rzeszowskie, rozwój województwa w Polsce Ludowej, Warszawa 1971, s. 243. 13 — Rocznik Przemyski
towej z biegiem lat sytuacja zmieniła się na lepsze. W 1960 r. licz- ba analfabetów na terenie obecnego woj. przemyskiego wynosiła tylko 11,7 tys. osób, co stanowiło 3,5 proc, wszystkich mieszkańców54. Z wyż- szym wykształceniem było wtedy 2368 osób 55. Jeśli porównać te dane z 1975 rokiem, to okaże się, że problem analfabetyzmu zniknął zupeł- nie, liczba osób z wykształceniem wyższym zwiększyła się do 3380. Natomiast w pięcioleciu 1975—1980 wzrosła znacznie, bo do stanu 5177 osób 56. UWAGI KOŃCOWE Przy omawianiu sytuacji demograficznej ziem woj. przemyskiego w okresie Polski Ludowej musimy stwierdzić, że na podstawie wyko- rzystanych źródeł nie można rozwiązać wielu problemów z tej dziedziny, m. in. ze względu na różne typy przedziałów stosowanych w poszcze- gólnych spisach ludności. W przyszłych badaniach należałoby się głębiej zająć kwestiami tu pominiętymi. A więc przede wszystkim ruchem ludności, zarówno natu- ralnym, jak i wędrówkowym. Poza tym konieczne jest omówienie struk- tury wieku, szczególnie jeśli chodzi o wiek produkcyjny. Ważną sprawą jest także udział kobiet w zatrudnieniu w poszczególnych gałęziach produkcji. We wszystkich dalszych badaniach zachodzi potrzeba posze- rzenia bazy źródłowej opierając się na archiwaliach GUS. Należy tak- że dokładniej zająć się gminą i miastem Dynów, które z powodu braku bliższych danych często było tutaj pomijane. Dopiero wtedy możliwe będzie ukazanie całości przemian demograficznych na terenie woj. przemyskiego. 54 Spis Powszechny 1960, s. 34—-35. 55 Tamże. 50 „Rocznik Statystyczny Woj. Przemyskiego” 1981, s. 118 oraz obliczenia włas- ne. 3380 jest to liczba pełnozatrudnionych w gospodarce uspołecznionej. „Rocznik Statystyczny” nie podaje osób z wyższym wykształceniem będących np. na eme- ryturze itp. Uwzględnienie tego podniosłoby z pewnością liczbę osób z wyższym wykształceniem.
3. STAROŻYTNOŚĆ PRZEMYŚLA (materiały z sesji naukowej) Gerard Labuda POLSKA, CZECHY I RUŚ W KRAJU LĘDZIAN W DRUGIEJ POŁOWIE X WIEKU Tworzenie spójnego obrazu przeszłości zgodnego z wypowiedziami źródeł, które są podstawą jej rekonstrukcji, jest ideałem każdego histo- ryka. Harmonia tego obrazu ulega jednak częstokroć zakłóceniu. Jej za- kłócenie zaś pochodzi niejednokrotnie od samych źródeł, mianowicie wte- dy, gdy przekazują nam one wiadomości sprzeczne, dające się pogodzić z trudem lub — wcale. Ale to zakłócenie może też pochodzić od histo- ryków, którzy zbyt ogólnikowe albo wieloznaczne wypowiedzi źródeł naginają do swoich własnych założeń, albo jawnie tendencyjnych, albo będących wynikiem niedostatków ich własnego metodycznego wyszko- lenia. Nie wystarczy jedne źródła uznać za wiarygodne, a drugim po- stawić zarzut małej albo zgoła nijakiej wartości; jedno i drugie mniema- nie winno być uzasadnione. To samo postępowanie obowiązuje przy oce- nie interpretacji poprzedników. Ale mimo największych wysiłków heu- rystycznych i hermeneutycznych osiągnięcie ogólnej zgody przy wielo- znaczności i nierównomiernej wartości źródeł jest prawie niemożliwe. Doświadczenie uczy: im zagadka bardziej zawikłana, im zagadka większa, tym zainteresowanie nią większe, ale i też rezultaty dociekań bardziej rozbieżne. Do takich to właśnie zagadnień wiecznie powracających na- leżą próby odtworzenia stosunków politycznych, jakie panowały u zbiegu trzech granic: polsko-ruskiej, polsko-czeskiej i czesko-ruskiej w Polsce południowej w drugiej połowie X stulecia. 1. POSZEDŁ WŁODZIMIERZ KU LACHOM... Źródłem tych historiograficznych kłopotów jest znana i tylekroć już komentowana zapiska w latopisie Nestora, zwanym obecnie Powieścią doroczną lub Powieścią minionych lat wpisana pod rokiem 981: ,,Roku 6489 poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich Przemyśl, Czer- wień i inne grody, które są i po dziś dzień pod Rusią” L 1 Tekst polski cytuję według przekładu F. Sielickiego, Powieść minionych lat, Wrocław—Warszawa—-Kraków 1968, s. 269; tekst oryginalny: Povest — vremen- 18*
W ramach niniejszego opracowania nie mogę sobie pozwolić ani na przytaczanie wszystkich dotąd na temat tej zapiski wypowiedzianych interpretacji, ani tym bardziej — wbrew temu, co poprzednio powiedzie- liśmy — na ich skomentowanie, aby po wykonaniu tego zadania opo- wiedzieć się za niektórymi z nich lub wyrazić niezgodę z pozostałymi. Nie brak na szczęście w ostatnich czasach takich przeglądów dyskusji, gdzie te interpretacje zostały zebrane* 2. Zakładając więc ich znajomość, przedstawię, na czym polega trudność jednoznacznego odczytania po- wyższej zapiski. Na pozór wszystko jest jasne: w roku 981 książę kijowski podjął wy- prawę skierowaną na Lachów i w jej toku zajął, to znaczy odebrał im, Przemyśl nad Sanem, Czerwień, zaginiony gród w ziemi chełmskiej, za- pewne identyczny z dzisiejszym Czermnem, i jakieś inne grody, które w momencie spisania zachowanej do dziś wersji latopisu znajdowały się pod panowaniem Rusi. Otóż wszystko jest jasne tak długo, dopóki, zgo- dnie z potocznym rozumieniem na Rusi nazwy: Lach, będziemy również wymienionych w zapisce z roku 981 Lachów identyfikowali ogólnie z Po- lakami, to jest z ludźmi, mówiącymi językiem lackim, polskim. Histo- ryczna zawartość zapiski skomplikuje się jednak od razu, gdy idąc kon- sekwentnie po tej samej linii, odniesiemy tych samych Lachów do pod- danych współcześnie w Polsce panującego księcia Mieszka I i zaczniemy twierdzić, że książę Włodzimierz odebrał ,,Grody Czerwieńskie” i Prze- myśl nad Sanem księciu Mieszkowi. Trzeba by bowiem wtedy założyć, że już wówczas, w roku 981, granice państwa piastowskiego sięgały na wschodzie po Bug, a na południu ciągnęły się Pogórzem wschodnim Kar- pat aż do rzeki Sanu, a może i dalej na zachód. Jest wielu historyków, zwłaszcza polskich, którzy tak właśnie rozu- mieją zapiskę Powieści i na jej podstawie wykreślają wschodnie granice ówczesnego państwa polskiego na Bugu. Na poparcie tego sądu powołu- ją jeszcze dodatkowo świadectwo znanego regestu dokumentu Dagome iudez, który także wymienia Ruś jako wschodnią granicę państwa gnieź- nieńskiego (Schinesghe) koło roku 991/2 3. Aby jednak od samego począt- ku waga tego argumentu była całkiem jasna, trzeba przypomnieć, że gra- nice ówczesnej Rusi sięgały na północy aż do Prus i Litwy, a zatem okre- nich let, podgot. teksta D. S. Lichaczeua, t. I, Moskva—Leningrad 1950, s. 58; przekład rosyjski, s. 256: V god 6489. Poseł Vladimir na Poljakov i zachvatja goroda ich Peremiśl—, Cerven i drugije goroda, kotor-ie i don-ine pod Rus-ju. 2 Ob. S. M. Kuczyński, O wyprawie Włodzimierza ku Lachom na podstawie wzmianki z r. 981 w Opowieści lat doczesnych, [w:] Studia z dziejów Europy wschodniej X—XVII wieku, Warszawa 1965, s. 33—118 (tu cytowana cała starsza literatura); por. też F. Persowski, Studia nad pograniczem polsko-ruskim w X—XI wieku, Wrocław 1962, ss. 47 i n.; A. Nowakowski, Górne Pobuże w wiekach VIII— XI. Zagadnienia kultury, Łódź 1972, ss. 16 i n.; H. Łowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n. e., t. IV, Warszawa 1970, ss. 445 i n.; t. V, Warszawa 1973, ss. 125 i n.. Pewne elementy niniejszego zagadnienia przedstawi- łem w rozprawie pt. Den Zug des russischen Grossjursten Vladimir gegen die Ljachen im Jahre 981, [w:] Ostmitteleuropa. Berichte und Forschungen hrgb. v. U. Haustein, G. W. Strobel u. G. Wagner (Festschrift f. G. Rhode), Stuttgart 1981, ss. 11—19. 3 Ob. H. Łowmiański, Początki Polski, t. V, ss. 597, 606 (mapa); por. też ogól- nie trafne rozważania K. Buczka, polska południowa w IX i X wieku. „Małopol- skie studia historyczne”, 2 (1959), ss. 23—48.
ślenie regestu Dagome iudez, zachowując w pełni swój walor, bynaj- mniej nie orzeka, czy w tej granicy mieścił się również odcinek ciągną- cy się na południe mniej więcej na odcinku od ujścia rzeki Wieprza do środkowego Bugu. Znajdujące się u schyłku X w. pod panowaniem Miesz- ka I Mazowsze graniczyło na wschodzie z Rusią. Czy natomiast wcho- dziły w jego obręb Grody Czerwieńskie i całe Pogórze karpackie między górnym Pobużem a Sanem, to należy najpierw udowodnić przy pomocy innych zapisów źródłowych. Te zaś prowadzą nas jednoznacznie do całkiem innych wniosków. Nie potwierdzają one obecności państwa piastowskiego na tym terenie. Po- twierdzają one natomiast obecność tutaj czeskiego państwa Przemyśli- dów. Możemy się odwołać w tej sprawie do trzech niezależnych od sie- bie świadectw. Najstarsze pochodzi od geografa arabskiego al-Masudhi, który w swym dziele Złote łąki, powstałym tuż przed 956 r. podaje, iż „najsilniejszym spośród państw słowiańskich jest państwo al Dair”, które nawiedzają kupcy muslimscy z różnymi towarami, i dalej, że z tym państwem słowiańskim „jest najbliżej państwo al I f r d ż, które posiada kopalnię złota, miasta, liczne pola uprawne, przeliczne wojska i wielką siłę zbrojną”, które zwalcza Romejjów, Franków, Bazkarda i liczne na- rody; najbliżej zaś tego państwa słowiańskiego leży państwo Turk”4. Wymienione tu nazwy oznaczają: a 1 D a i r = Ruś kijowska, a 1 I f r d ż = Czechy (dosłownie: Praga), Bazkarda = może jedno z ple- mion węgierskich, oraz Turk = Węgry 5 *. Dla nas ważne w tym przeka- zie jest poświadczenie sąsiedztwa czesko-ruskiego. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w dobrze polskim mediewistom znanej Relacji Ibrahima ibn Jakub, O Słowianach, z roku 966, który w wersji przekazanej przez geografa arabskiego al-Bekri przekazał wiadomość: „Królowie ich (tj. Słowian) są w tej chwili czterej: król Bułgarów i Bojeslaw, król Fraga, Bo j ma i Krakoi Mśko, król Północy i Nakon na krańcu Zachodu”. Oraz zaraz dalej: „Miasto Praga jest zbudowane z kamienia i wapna. Jest ono najzasobniejsze z krajów w towary. Przybywają do niego z miasta K r a k o Rusowie i Słowianie z towarami. I przychodzą do nich z krain Turków muzułmanie, Żydzi i Turcy również z towarami...” fi. Nietrudno zidentyfikować miasta i zie- mie, nad którymi panował książę Bolesław; są to: Praga, Czechy i Kra- ków. Jeżeli do niedawna jeszcze znajdowali się komentatorzy, którzy kwestionowali panowanie księcia czeskiego Bolesława nad ziemią kra- kowską, to obecnie każdy historyk, jako tako obeznany ze źródłami arab- skimi tamtego czasu, nie żywi co do tego wątpliwości. Fakt ten bowiem znowu jest poświadczony przez źródło niezależne, jakim jest kronika 4 Ob. J. Marąuart, Osteuropaische und ostasiatische Streifzilge Ethonologische und historisch-topographische Studien zur Geschichte des 9. und 10. Jahrhunderts, Leipzig 1903, s. 102; T. Lewicki, Świat słowiański w oczach pisarzy arabskich, „Slavia Antiąua”, 2 (1952), s. 336; por. też G. Labuda, Ze stosunków polsko-wę- gierskich w drugiej połowie X wieku, [w:] Europa—Słowiańszczyzna—Polska, Ks. pamiątkowa ku czci Kazimierza Tymienieckiego, Poznań 1970, s. 73. 5 Za T. Lewickim, op. cit., ss. 335—337. ’ Ob. T. Kowalski, Relacja Ibrahima ibn Jakuba z podróży do krajów sło- wiańskich w przekładzie al-Bekriego, Kraków 1946, ss. 48—49.
Czechów Kosmasa, który pod rokiem 999 zapisał opanowanie Krakowa, obsadzonego załogą czeską, przez księcia polskiego Mieszka 7. Wprawdzie al-Masudi bezpośrednio, a Ibrahim ibn Jakub pośrednio poświadczają sąsiedztwo i bliskie kontakty handlowe Pragi, jako sym- bolu państwa czeskiego, z Rusią, to jednak oba przekazy nie dają co do tego zupełnej pewności. Tę zyskujemy dopiero przez odwołanie się do dokumentu cesarza rzymskiego Henryka IV z roku 1086, w którym ten, czyniąc zadość petycji ówczesnego biskupa praskiego Jaromira, poświad- cza, iż istniejące od roku 973/4 biskupstwo praskie obejmowało od po- czątku Czechy i Morawy oraz Śląsk, a także ziemię krakowską i ziemie położone dalej na wschód „aż po rzeki Bug i Styr”8. Biskup Jaromir usiłował przy pomocy tego dyplomu zlikwidować samodzielność diecezji ołomunieckiej, która według zupełnie pewnych danych powstała w ro- ku 973/4 równocześnie z diecezją praską9. Dokument cesarza Henry- ka IV w swym opisie domniemanej jednak diecezji praskiej z roku 973/4 zachował bardzo wyraźnie stylistykę opisu dwu odrębnych diece- zji: praskiej, opartej na schemacie terytorialno-plemiennym, i ołomu- nieckiej (morawskiej), opartej na schemacie terytorialno-geograficznym. Na tej podstawie możemy wnosić, że Kraków i ziemie położone dalej na wschód „aż po Bug i Styr” wchodziły w obręb diecezji ołomunieckiej 10 11. Dla naszej dyskusji zasadnicze znaczenie ma pytanie, z jakiego czasu pochodzą granice opisane w dokumencie ces. Henryka IV? Wytworzyły się w tej sprawie aż trzy stanowiska. Jedni przypuszczali, że dokument odzwierciedlał postulowane granice diecezji praskiej z roku 1086, dru- dzy byli zdania, że odpowiadają one czasom, w których fundowano bi- skupstwo praskie, to jest z lat 973/4, inni wreszcie opowiadają się za hi- potezą, że Jaromir przypomniał granice, jakie kiedyś miało biskupstwo krakowskie w czasach istnienia arcybiskupstwa morawskiego Metodego ze schyłku IX wieku u. Pogląd pierwszy nie ostał się przed krytyką i umarł niejako śmier- cią naturalną. Co się tyczy hipotezy, jakoby we wzmiance o przynależ- ności do diecezji praskiej Krakowa i ziem „aż po Bug i Styr” zachowała się pamięć o granicach organizacji kościelnej z czasów arcybiskupa Me- todego, to przypuszczenie to jest sprzeczne ze źródłami, które jedno- znacznie stwierdzają, że arcybiskupstwo Metodego mieściło się w tej czę- ści diecezji passawskiej, która obejmowała tzw. Wielkie Morawy, czyli Morawy historyczne, i że Metodemu podlegał tylko jako sufragan Wi- ching, biskup Nitry, rozciągający swą jurysdykcję na Słowację12. 7 Ob. Cosmae Pragensis, Chronica Boemorum, ed B. Bretholz, Berlin 1923, lib. I cap. 33, ss. 59—60. 8 Codex diplomaticus et epistolaris Regni Bohemiae, ed G. Friedrich, t. I, Pragae 1904—1907, nr 86, ss. 93—94. 9 Ob. A. Naegle, Kir cheng eschichte Bohmens, t. II, Wien-Leipzig 1918, ss. 385 i n. 10 Obszerniej w tej sprawie: G. Labuda, Kraków biskupi przed r. 1000, „Studia historyczne”, 26 (1984). 11 Por. Z. Kozłowska-Budkowa, Repertorium dokumentów polskich doby pia- stowskiej, Kraków 1937, nr 11, ss. 13—15. 12 Najlepszą analizę treści historycznych zawartych w dyplomie ces. Henry- ka IV przedstawił K. Buczel, O dokumencie biskupstwa praskiego z r. 1086, „Rocz- niki historyczne”, 15 (1939), ss. 1—48; nowsze ujęcie tej samej kwestii K. Buczek,
W tej sytuacji jedynie uzasadniony, to jest zgodny ze źródłami, jest pogląd tych historyków, którzy wzmiankę o wschodniej granicy diecezji morawskiej odnoszą do lat 973/4 13. Wynik powyższej analizy jest jednoznaczny: w latach 950—990 Śląsk, ziemia krakowska i ziemie położone dalej na wschód ,,aż po Bug i Styr” wchodziły w obręb państwa czeskiego książąt Bolesława I i II. I teraz znowu wracamy do zapisu Powieści dorocznej z roku 981. Je- żeli książę kijowski Włodzimierz w wyniku zwycięskiej wyprawy zajął Grody Czerwieńskie i dalej na zachód ziemie aż po Przemyśl, to odbie- rał je bezpośrdnio lub pośrednio nie księciu polskiemu Mieszkowi I, lecz księciu czeskiemu Bolesławowi II. W pobliżu Grodów Czerwieńskich i w pobliże Przemyśla przesunął swe panowanie Mieszko I dopiero w ro- ku 988/9, zajmując ziemię krakowską, a w roku 990 ziemie śląskie, ze- tknął granice swego państwa z Rusią Kijowską 14. I tu stajemy przed zagadką, która stanowi przysłowiową c r u x interpretationis: dlaczego w takim razie latopisarz kijowski za- pisał, że ,,w roku 6489 = 981 szedł Włodzimierz ku Lachom”? Gdyby la- topisarz zgodnie z faktycznym stanem rzeczy napisał, że Włodzimierz pociągnął na Czechów i odebrał im owe znane nam już grody, to dyskusja od dawna potoczyłaby się w innym kierunku; dotyczyłaby tylko wiarygodności poszczególnych zapisów źródłowych. Toteż, aby roz- wiązać zagadnienie, trzeba postawić najpierw całkiem inne pytanie: 2. KOGO I CO GEOGRAFICZNIE OZNACZA NAZWA: ŁACH W ZAPISCE Z R. 981? Co oznacza nazwa etniczna: Lach, zostało w ostatnich czasach — nie bez pewnych trudności natury językoznawczej, którymi nie musimy się tutaj zajmować — wyjaśnione. „Nazwa rus. Ljach — jest ogólnie przyjęte przez języki wschodniosłowiańskie — pisze Tadeusz Lehr-Spła- wiński — nazwą Polaków i plemion im bliżej pokrewnych. Pochodzenie etymologiczne tej nazwy jest od dawna wyjaśnione: forma ruska spro- wadza się regularnie do starszej postaci lech — która zawiera rdzeń pra- słow. led — rozszerzony za pomocą sufiksu ~ch~. Sufiks ten ... służy do formowania zabarwionych uczuciowo w kierunku dodatnim lub ujem- nym imion lub przezwisk ... Ponieważ w tworach tego typu nie ma for- macji opartych na nazwach rzeczy, trudno lech- wywodzić bezpośrednio od rzeczownika lędo; raczej trzeba przyjąć, że mamy tu do czynienia z przeróbką jakiejś nazwy plemiennej, najprawdopodobniej znanej nam już nazwy: + Ledjanin~, co jest tym bardziej prawdopodobne, że chodzi tu o nazwę, która wiązała się z Polską od strony wschodniego jej pogra- nicza” 15 *. Polska południowa, ss. 36 i n.; inne stanowisko w tych sprawach zajmuje H. Łow- miański, Początki Polski, t. IV, ss. 479 i n., t. V, ss. 563 i n. 13 Tak już A. Naegle, Kirchengeschichte, t. II, ss. 455 i n; dowiódł K. Buczek, O dokumencie, s. 36. 14 Ob. G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, Poznań 1946, ss. 222 i n. 15 Ob. T. Lehr-Spławiński, Lędzice-Lędzanie-Lachowie, [w:] Od piętnastu wie- ków. Szkice z pradziejów kultury polskiej, Warszawa 1961, s. 32.
Jest więc nazwa etniczna: Lęch-Lach, nie ma jednak plemienia tego imienia, od którego dałoby się bezpośrednio wywieść ową nazwę. W źró- dłach historycznych IX i X wieku pojawiają się natomiast plemiona, któ- re w samym rdzeniu: Zęd- wykazują takie nawiązania. W znanym spi- sie ludów mieszkających na północ od Dunaju, przypisywanym anoni- mowemu Geografowi Bawarskiemu, występuje plemię: Lendizi, szczy- cące się posiadaniem 98 umocnionych osad (civitates)16. W innym wyka- zie ludów wschodnioeuropejskich, zamieszczonym w dziele cesarza Kon- stantyna VII Porfirogenety z połowy X wieku: De administrando impe- ria, spotykamy lud o nazwie: Lendzanenoi lub: Lendzeninoi17. Z Geogra- fa Bawarskiego trudno się zorientować, w jakich stronach Europy za- dunajskiej przemieszkiwali: Lendizi -Lędzicze, natomiast siedziby: Lendzanenoi-Lędzian musiały, idąc za wskazówkami cesarza Konstantyna, znajdować się na wołyńskim odcinku ówczesnego pogranicza Rusi. Do tej sprawy jeszcze wrócimy. W tym miejscu należy stwierdzić, że jak- kolwiek początkowo próbowano dla każdego z tych plemion oznaczyć inne miejsce zamieszkania, to obecnie ogólne uznanie zdobywTa pogląd, chyba najsłuszniejszy, że mamy tu do czynienia z jednym i tym samym plemieniem. Fakt ten podkreśla jeszcze jednorodność nazwy 18. Zdaniem T. Lchr-Spławińskiego ruska nazwa: L j a c h, jakkolwiek „etymologicznie pokrewna (Ijach = +lęch- = +lęd-ch~), nie jest z nazwą Lędzan bynajmniej identyczna” 19. Ten sam uczony nie ma jednak żadnej wątpliwości, że „nazwa Lędzanin- Lędzanie musi być z punktu widzenia filologiczne-językoznawczego uznana za nazwę polską, musiała zatem oznaczać jakieś plemię polskie pozostające w bliskich (lennych) stosun- kach z Rusią, a więc zamieszkałe na ówczesnym pograniczu polsko-ru- skim” 20 21. Mniej stanowczy okazał się T. Lehr-Spławiński w swym ostat- nim w tej sprawie głosie. Napisał bowiem: „Lachowie, nazwa plemienna, uogólniona i rozciągnięta przez Rusinów na wszystkie plemiona zwane później (sztucznie) lechickimi. Pierwotnie brzmiała Lęch-, stąd zapoży- czona przez Litwinów w postaci: Lenkas — etymologicznie wywodzi się od rdzenia prasłow.: lęd-, por. lęda ’pole nieuprawne’, z przyrostkiem: ch-. Jest może przekształceniem (zgrubieniem) starszej nazwy plemienia: Lędzanin, Lędzanie 'mieszkańcy lęd’ ”19. W świetle tych wypowiedzi możemy uważać ciąg rozwojowy: Lędzianin- Lędjanin - Lęch - Lach za bardzo prawdopodobny. Z kolei za fakt prawie pewny możemy też uznać i to, że Rusini roz ciągnęli z czasem nazwę: Lęch na wszystkich ludzi, którzy mówili tym 18 Ob. S. Zakrzewski, Opis Grodów i terytoriów z północnej strony Dunaju, czyli tzw. Geograf Bawarski, Lwów 1917, ss. 4, 50—51; B. Horak-D. Travnićek, Descriptio cinitatum ad septentrionalem plagarn Danubii, Praha 1956, s. 74. 17 Ob. Constantine Porphyrogenitus, De administrando imperio, ed. Gy Mora- vcisk, Budapest 1949, cap. 9, s. 9 cap 37, s. 168; por. też Mon. Pol. Historica, t. I, Lwów 1862—1864, ss. 16 i 42. 18 Gruntowne i przekonywające uzasadnienie tego poglądu dał H. Łowmiański, Będzianie, Slavia Antiąua, 4 (1954), ss. 27 i n.; sprzeciw zgłaszany przez K. Ty- mienieckiego, Sprawa Lędzian, Slavia Antiąua, 11 (1964), ss. 195 i n. nie skłania do jego zmiany. 19 T. Lehr-Spławiński, Lędzice, s. 27. 20 Op. cit., s. 28. 21 Ob. jego hasło: Lachowie, [w:] Słownik starożytności słowiańskich, t. III, Wrocław 1967, s. 12.
samym językiem, co plemię: Lędzian-Lęchów/Lachów22. Jest to zjawi- sko powszechnie znane, że na styku dwu odrębnych grup etnicznych przenosi się nazwę plemienia pogranicznego jako reprezentatywną na całą grupę 23. Jak wiadomo, Powieść doroczna jest nam znana dopiero w tym kształcie, jaki Nestor nadał jej koło roku 1115; coraz bardziej utrwala się jednak pogląd, że zapiski roczne w Powieści z lat 955—995 mogły pochodzić z rocznika, który w latach dziewięćdziesiątych pisano w cerkwi Bogarodzicy Dziesięcinnej24. Stajemy teraz przed pytaniem, w jakim znaczeniu użyto w Powieści dorocznej nazwy ,,k Lachom” — czy: 1) w znaczeniu etnicznym, ogólnym, czy też w znaczeniu politycznym, mo- gącym oznaczać: 2) już to samo plemię Lędzian jako wyodrębniony orga- nizm polityczny, 3) już to Lędzian jako część składową państwa lęchic- kiego, czyli piastowskiego? Otóż w części wstępnej, będącej z pewnością dziełem Nestora z po- czątku XII wieku, nazwa Lachów występuje w znaczeniu etnicznym ogólnym dwukrotnie w zdaniach: ,.Lachowie zaś i Prusowie i Czudowie przytykają ku Morzu Wareskiemu” (tj. Bałtykowi), oraz: „Gdy ... Włosi naszli na Słowian naddunajskich i ... ciemiężyli ich, to Słowianie ci przy- szedłszy siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lutyczami, inni — Ma- zowszanami, inni — Pomorzanami” 25. Inna grupa zapisów ma już charakter bardziej szczegółowy, a więc najpierw znajdujemy w Powieści wiadomość, że dwa plemiona mieszka- jące w głębi Rusi, Radymicze i Wiatycze, pochodzili od Lachów 26, na- stępnie, że Bolesław Chrobry był kniaziem „lackim” 27, dalej, iż ten sam Bolesław „przyszedł ze Swiatopełkiem na Jarosława (Mądrego) z La- chami” w roku 10 1 8 28 i wreszcie pod rokiem 1030 i 1031 dwie ważne zapiski: „Tegoż czasu umarł Bolesław Wielki w Lachach i był bunt w ziemi lackiej ...”, oraz: „Roku 6539 Jarosław i Mścisław zebrali wo- jów mnogich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czerwieńskie znowu, i spu- stoszyli ziemię lacką, i mnóstwo Lachów przywiedli, i rozdzielili ich. Jarosław osadził swoich nad Rosią; i są do dziś dnia” 29. Zapiska z roku 1031 poucza nas dobitnie, że latopisiec, który u schył- ku XI lub na początku XII wieku zredagował ostatecznie zapiskę z ro- ku 1031, postąpił tak samo z zapiską z roku 981, używając w obu wy- padkach formuły: ,,i są do dziś dnia”. Po zaborze Grodów Czerwieńskich ___________ j 22 Taki pogląd reprezentował już A. Małecki, Lechici w świetle historycznej krytyki, wyd. 2, Lwów 1907, s. 2'1. 23 Ob. H. Lowmiański, Lędzianie, ss. 100—101; najbardziej znaną analogię przynosi nazwa Grecji w jęz. łacińskim od pogranicznego plemienia: Graikoi. 24 Ob. N. Nasonov, Istorija russkogo letopisanija (XI-naćalo XVIII w.), Moskwa 1969, ss. 27 i n.; por. też H. Lowmiański, Początki Polski, t. V, ss. 121 i n.; A. Pop- pe, Powieść doroczna, [w:] Słownik staroż. słowa., t. IV, Wrocław 1970, ss. 259 i n. (tutaj obszerne omówienie kwestii genezy). 25 Ob. F. Sielicki, Powieść, ss. 210, 212. Na s. 217: „Naród zaś słowiański na Rusi to tylko Polanie, Drewlanie, Nowogrodzianie, Połoszczanie, Dregowicze, Sie- wierz, Bużanie, ponieważ siedzieli nad Bugiem, później zaś Wołynianie”. 26 Op. cit., s. 217. 27 Op cit., s. 300. 28 Op cit., ss. 311—312. 29 Op cit., s. 317.
przez Bolesława Chrobrego w roku 1018, nie ulega wątpliwości, że w ro- ku 1031 książę kijowski odbierał je jako część składową „państwa lac- kiego”. Czy jednak możemy mechanicznie ten schemat zastosować w od- niesieniu do zapiski z roku 981? Wiemy już, że u podstaw tej drugiej zapiski tkwi prawdopodobnie latopis z lat 955—995, który użył w tym miejscu zagadkowej formuły „k-Lachom” 30. Jak wynika z analizy językoznawczej, w wieku X jeszcze w pełnym użyciu była nomenklatura identyfikująca Lęchów-Lachów z Lędzianami, przy czym możemy się liczyć z użyciem jej w podwójnej formie, a więc już to w znaczeniu ogólnym etnicznym, w którym Lędzianie byli tylko jednym z plemion mówiących językiem „lackim”, już to w znaczeniu plemienno-ustrojowym, gdy Lędzianie jako przynależący do szerszej wspólnoty „lackiej” tworzyli wyodrębnioną jednostkę polityczną. W pierwszym sformułowaniu określenie „k-Lachom” nie orzekałoby nic o sytuacji politycznej ziem, stanowiących przedmiot zaborów księcia Włodzimierza, w drugim zaś Lędzianie sami byliby potraktowani jako odrębny organizm polityczny, co nie przesądza ani o ich przynależności politycznej do Czech Bolesława II, ani do Polski Mieszka I. Jak sądzę, w zapisce z roku 981 chodzi o „Lędzian-Lachów” w tym węższym znaczeniu. Przedmiotem wyprawy księcia Włodzimierza byli Lędzianie jako tacy. Na pograniczu lędziańsko-ruskim wytworzyła się taka sama sytuacja, jaką obserwujemy na przeciwnym krańcu Polski w kraju Polan, będą- cych również Lachami w pojęciu źródła ruskiego. W wieku X—XII w obiegu były dwa pojęcia „Polski”; jedno węższe, matecznikowe, obej- mujące w znaczeniu ustrojowo-plemiennym zwarty zespół plemion po- lańskich, to jest póżn. Wielkopolską, czyli Staropolskę, oraz drugie szer- sze, rozciągane już na przełomie X/XI wieku na cały obszar państwa piastowskiego w znaczeniu ustrojowo-politycznym. Przypuszczalnie więc Ruś kijowska najpierw określała plemię Lędzian mianem „ziemi „lę- dziańskiej”, w późniejszym okresie rozwoju językowego „ziemi lackiej”, a następnie przeniosła to określenie w znaczeniu etnicznym na wszy- stkie plemiona mówiące tym samym językiem, a więc nie tylko wiślań- skie, mazowszańskie i polańskie, lecz także pomorskie i lucickie 31. Książę Włodzimierz, idąc więc w roku 981 ,,k-Lachom”, zajmował te ziemie, które albo były zasiedlone przez samo plemię Lędzian, albo zie- mie, które przez to plemię było zorganizowane w jakąś większą całość ustrojowo-polityczną. Integralną część tego zespołu stanowiły Grody Czerwieńskie na północ od pasa puszcz ciągnących się od górnego Bugu aż po Sandomierz oraz pasmo ziem ciągnących się od źródeł Bugu wzdłuż pogórza karpackiego aż po Przemyśl nad środkowym Sanem i Wisłoką. Intrygujące jest pytanie: dlaczego latopisarz ruski ze schyłku X wie- 30 Szczegółowego rozbioru tej nazwy w kontekście całej zapiski dokonał S. M. Kuczyński, O wyprawie Włodzimierza, ss. 58—-77. 31 Szczegółowo rozpatrzył to zagadnienie A. Małecki, Lechici, ss. 21 i n.; o uży- ciu nazwy Lachów w 981 r. w znaczeniu węższym, odnoszącym się tylko do ple- mienia Lędzian zob. też T. Wasilewski, Dulębowie-Lędzianie-Chorwaci. Z zagad- nień osadnictwa plemiennego i stosunków politycznych nad Bugiem, Sanem i Wi- słą w X wieku, Przegląd historyczny, 68, 1976), s. 189.
ku pominął ich zależność polityczną od Czech? Na to pytanie może rzu- cić nieco światła ogólniejsze spojrzenie na sytuację polityczną ziem południowej Polski, a zwłaszcza na stosunki czesko-ruskie w X wieku. Wiadome wszystkim ubóstwo źródeł do tej kwestii pozwala jedy- nie na zrekonstruowanie kilku epizodów stosunków politycznych w trój- kącie: Ruś, Morawy, Czechy i Polska w drugiej połowie IX wieku i w ciągu X stulecia. Dwa z nich są związane bezpośrednio z dziejami Wiślan, Morawian, a może też i Lędzian. Pierwszy z nich został zano- towany w żywocie św. Metodego ze schyłku IX wieku, i dotyczy księ- cia Wiślan, drugi zaś wiąże się z przodkiem Michała Wyszewica, księ- cia serbskich Zachlumian, o czym napomyka w swoim cytowanym już dziele De administrando imperia cesarz Konstantyn Porfirogeneta. Są też w Powieści dorocznej zagadkowe wiadomości o nie-ruskim księciu Włodzisławie z pogranicza lędziańsko-ruskiego z lat czterdziestych X wieku, którego zatem można snadno uznać za księcia lędziańskiego; jest tam też zanotowana wiadomość o dwu synach księcia Włodzimierza, Stanisławie i Pozwizdzie, którzy, nosząc imiona lędziańskie, mogli też po- chodzić od nieznanej nam z imienia księżniczki lędziańskiej. Zanim jed- nak przystąpimy do objaśnienia wszystkich tych informacji w porządku chronologicznym, najpierw należy ustalić siedziby Lędzian. 3. USTRÓJ TERYTORIALNY LĘDZIAN-LACHÓW W X STULECIU Stając na stanowisku, że wymienieni kolejno u Geografa Bawar- skiego: Lendizi, u Konstantyna Porfirogenety; Lendzanenoi i w Powie- ści dorocznej: Lęchowie-Lachowie oznaczają jeden i ten sam lud lub zespół plemion, nie rozpatrujemy bronionej przez niektórych historyków hipotezy, jakoby Lędzicze byli plemieniem polańskim zamieszkałym na terenie Wielkopolski32. Za punkt wyjścia bierzemy hipotezę, że sąsia- dowali oni z Rusią, a więc ich siedzib należy szukać w historycznej Ma- łopolsce wschodniej. Hipotezę tę już wcześniej niekiedy wysuwaną w formie przypuszczenia podjął i uzasadnił gruntownie Henryk Łowmiań- ski. Jego zdaniem, matecznik Lędzian mieścił się na terenie ziemi san- domierskiej po obu brzegach Wisły, w bezpośrednim sąsiedztwie Wiślan, których grodem naczelnym był Kraków; ponieważ jednak ich siedziby docierały również do górnego Bugu, Łowmiański sądzi, iż „najwidocz- niej założyli na tym obszarze szereg osad, grodów i wsi polskich” na podłożu substratu ruskiego, a zatem „zwarte osadnictwo Lędzian mu- siało się rozwijać na zachód od linii Wieprza” 33. Odmienne stanowisko w tej sprawie zajmują Stefan M. Kuczyński i Franciszek Persowski, którzy umieszczają siedziby Lędzian dalej na wschodzie. Zdaniem Kuczyńskiego styk osadnictwa lędzieńsko-ruskiego biegł „na wschód od Brześcia, być może do źródeł Prypeci i jej górnych 32 Ob. wyżej przyp. 18. 33 H. Łowmiański, Lędzianie, ss. 112—113; jego zdaniem główne siedziby Lę- dzian mieściły się w ziemi sandomierskiej po obu brzegach Wisły, natomiast ich osadnictwo na terenie Grodów Czerwieńskich miało charakter wtórny, kolonial- ny; por. też jego, Początki Polski, t. V, ss. 428—433 , 495 i n.
Ryc. 1 dopływów, przecinał rzekę Turię i przekraczał Styr na wschód od Łucka i Szepola, następnie kierował się na południowy wschód ku źródłom Bugu, skąd zwracał się ku zachodowi, ku górnemu Dniestrowi i Kar- patom” 34; podobne granice rysują się też z badań osadniczych F. Per- sowskiego 35. Które z tych stanowisk stoi bliżej świadectw źródłowych? Pytanie dość retoryczne, albowiem każdy z wymienionych historyków do nich się odwołuje. Widocznie każdy z nich do innej ich grupy przywiązuje większą wagę. Zadaniem dyskusji naukowej jest tak długie cyzelowanie argumentów, aż się wyłoni jakiś pogląd intersubiektywnie najsilniejszy. Nie pomniejszając znaczenia faktów z dziedziny językoznawstwa i pra- historii, największe znaczenie z istoty rzeczy przypada świadectwom źró- dłowym. Ale którym? Najmniej konkretny jest zapis Geografa Bawarskiego i dlatego nie bez powodu dał on punkt wyjścia dla tak wielu sprzecznych poglądów 36. Informację pod każdym względem konkretną zawiera przekaz Powieści dorocznej, który poświadcza w trybie oznajmującym, iż Włodzimierz, 84 Ob. S. M. Kuczyński, Wschodnia granica państwa polskiego w X wieku (przed 980 r.), [w;] Początki państwa polskiego — Księga Tysiąclecia, pod red. K. Tymienieckiego, t. I, Poznań 1962, ss. 243-—244 (mapa). Ob. też A. H. Nasonov, Rttsskaja zemlja i obrazouanije territorii driewnierusskago gosudarstwa, Moskva 1971, ss. 127 i n. 35 Ob. F. Persowski, Studia, ss. 92 i n. (w tej monografii nad wyraz cenna ma- pa z rekonstrukcją najstarszego osadnictwa; ob. też A. Nowakowski, Górne Pobuże, ss. 37 i n. (tutaj dalsza literatura). 36 Ob. H. Lowmiański, O identyfikacji nazw Geografa Bawarskiego, Studia źró- dłoznawcze, 3 (1958), ss. 15, 19 i przyp. 18.
idąc w 891 r. na Lęchów (Lachów „zajął grody ich, Przemyśl, Czer- wień i inne grody”, które również na przełomie XI/XII wieku znajdo- wały się pod panowaniem książąt kijowskich. Z cytowanego przekazu nie wynika oczywiście, czy istniały jeszcze inne grody lędziańskie, które znajdowały się na zachód od Przemyśla, a więc czy sięgały aż do Wisły; jest to możliwe. Wszystko jednak zależy od tego, jakie znaczenie przy- piszemy samej nazwie Lęchów w tym konkretnym miejscu. Jeśli ogól- ne etniczno-językowe, to oczywiście wtedy granica zachodnia tak pojęte- go obszaru lędziańskiego była w kierunku zachodnim otwarta. Jeśli na- tomiast tę samą nazwę pojmiemy w tym miejscu jako nazwę plemienno- polityczną, to zasięg osadnictwa lędziańskiego w strefie zachodniej mu- siałby być o wiele węższy; granicę zachodnią wyznaczałoby osadnictwo i granice plemienno-polityczne Wiślan wzdłuż rz. Wisłoki. Wyraźniej mówiąc, czy w skład zespołu plemiennego wiślańskiego wchodziła zie- mia sandomierska, musimy uznać za zagadnienie otwarte. W każdym razie nie da się go rozstrzygnąć na podstawie przekazu Powieści dorocz- nej. Wszystkie te wątpliwości usuwa swoimi informacjami o plemieniu Lędzian cesarz Konstanty. Podaje on, iż flotyle Rusów napadających za czasów księcia Igora (913—945) na Konstantynopol spływały z grodów położonych w górnym i środkowym Podnieprzu najpierw do Kijowa, tutaj zaś Rusini niszczyli swe, widocznie lżejsze łódki i kupowali na miejscu nowe, których dostarczali im „Słowianie... cnych (tj. Rusów) dan- nicy, którzy się zowią Krywiczanami i Lendzaninami, i inni Słowianie”, ci bowiem „ścinają zimową porą te czółna i sporządziwszy je, wpusz- czają do pobliskich jezior w porze folgującej, kiedy lód staje, a gdy je potem spuszczą na rzekę Dniepr, wtedy i sami stamtąd tąż rzeką jadą do Kijowa i wyciągają czółna na wystawę i sprzedają Rusom” 37. Co się tyczy Krywiczów, mieszkających w rejonie Połocka, Smoleńska i Psko- wa, to nie ulega wątpliwości, że mogli swoje czółna spławić Dnieprem aż do Kijowa, natomiast Lędzianie mogli dokonywać analogicznego spła- wu tylko rzeką Prypecią i jej dopływami. Wystarczy rzucić okiem na mapę, aby się przekonać, że na przedpolu Grodów Czerwieńskich było to możliwe tylko na rzekach: Turia, Styr i Horyń; co najmniej więc do tych dwu pierwszych musiały docierać siedziby Lędzian. Informacja Konstantyna zasługuje jeszcze o tyle na uwagę, że bynajmniej nie łączy faktu zależności danniczej Krywiczan i Lędzian z dostawą samych łodzi, gdyż wyraźnie zauważa, że Ruś kupowała je od tych i innych Słowian. Był więc cesarz, to jest jego informatorzy, dobrze powiadomiony o sto- sunkach zachodzących między Rusią a Lędzianami. Równie dokładne dane geograficzne posiadał cesarz o stosunkach Rusi na jej pograniczu z Pieczyngami. Dowiadujemy się, że spośród ośmiu ich plemion cztery przebywały na wschodnim brzegu dolnego Dniepru, cztery zaś na jego brzegu zachodnim, z których thema (tj. okręg) „Jabdiertim graniczy z danniczymi ziemiami Rusi, tj. z Ulty- nami i Derwleninami i z Lendzeninami i innymi Słowianami” 38. Skoro skądinąd wiemy, że okręg Jabdiertim obejmował dorzecze rz. Dniestru, 37 Cytuję według przekładu A. Bielowskiego, Mon. Pol. Hist., t. I, s. 16. 88 Jak wyżej, Mon. Pol. Hist., t. I, s. 42.
sięgając aż do rzeki Strwiąż 39, to uzyskujemy tym samym zasięg połud- niowo-wschodniego osadnictwa i organizacji politycznej Lędzian. Sie- dziby ich na wschodzie obejmowały więc nie tylko wschodnie przed- pola Grodów Czerwieńskich po rzekę Turię i Styr, lecz także dalej na południe sięgały do źródeł Bugu, będąc w tym rejonie najbardziej na wschód położonym ogniwem pasma ich ziem, ciągnącego się stąd na za- chód po Przemyśl. Z kolei rzut oka na mapę osadnictwa tych obszarów, zrekonstruowa- nego przez Franciszka Persowskiego, pokazuje, że główny ośrodek osad- nictwa lędziańskiego znajdował się na południowym skłonie wielkiej puszczy, ciągnącej się od górnego Bugu aż po Wisłę, a nie na północ od tej puszczy w rejonie Grodów Czerwieńskich 40. Taki obraz osadnictwa Lędzian rysuje się nam w świetle połączo- nych przekazów Konstantyna Porfirogenety i Powieści dorocznej. Mając wobec tego do rozstrzygnięcia pytanie, z którą z tych połaci osadniczych należy wiązać nazwę Lędzian w ściślejszym, plemiennym — a nie et- nicznym i politycznym — znaczeniu, to kierując się innymi informa- cjami Powieści dorocznej, wypada wiązać tę nazwę raczej z połacią po- łudniową, ciągnącą się od źródeł Bugu i Dniestru aż po Przemyśl. W re- jonie Grodów Czerwieńskich i dalej na wschód od Bugu znajdowały się siedziby lędziańskich Buźan, noszących też przezwiskową nazwę Du- lębów 41. Nie umiemy powiedzieć, w jakim stosunku pozostawało ple- mię Bużan (Dulębów) do południowego odgałęzienia Lędzian, które mo- że miało jakąś własną nazwę plemienną. Wielu badaczy sadowi w tym miejscu Chorwatów. Od dawna o- świadczam się stanowczo przeciw istnieniu tzw. Chorwatów nadwiślań- skich. Plemiona Chorwatów są poświadczone tylko dla Chorwacji właś- ciwej w Dalmacji, następnie dla północnych Czech w rejonie źródeł Łaby i Odry i na pograniczu śląskim, oraz na terenie Rusi, pośród ple- mion ruskich. Żadnych Chorwatów w Polsce południowej nie było. Nie wdając się tutaj w szczegółowe rozpatrzenie tej kwestii, opowiadam się w pełni za propozycją Janusza Kotlarczyka. który lokalizuje ich siedziby na lewym brzegu środkowego Dniepru w sąsiedztwie Radymiczów42. Chorwatów tamtejszych należy zaliczyć do ludów alańskich; to samo dotyczy tamtejszych Serbów. Na obecnym etapie badań, a także przy obecnym zasobie źródeł trudno o dalsze w tej sprawie wnioski. 4. LĘDZIANIE I WIŚLANIE W IX WIEKU Od dawna historycy zastanawiają się nad wiadomością przekazaną w rozdz. 33 dzieła cesarza Konstantyna Porfirogenety, De administrando 39 Siedziby Pieczyngów w X wieku ustalił G. Gyórffy, Sur la ąuestion de l’eta- blissement des Petschenegues en Europa, [w:] Acta Orientalia Hungarica, 25 (1972), ss. 283 i n. na s. 299 mapa; ob. też S. M. Kuczyński, O wyprawie, ss. 43—44 (i mapa). 40 Ob. wyżej przyp. 35. 41 O nich obszerniej T. Wasilewski, Dulebowie-Lędzianie (jak w przyp. 31). 41 Ob. J. Kotlarczyk, Siedziby Chorwatów wschodnich, Acta Archaeologica Car- pathica, 12 (1971), ss. 161—186; mój pogląd na tę kwestię wyłożyłem w monografii
imperia, która w przekładzie polskim brzmi: „Ród prokonsula i patry- cjusza Michała, syna Wyszewica, księcia Zacnlumian, przyszedł od nie- chrzczonych mieszkańców (tj. pogan) znad rzeki Wisły, nazywających się Litzike i osiadł nad rzeką zwaną Zachluma”43. Zachlumianie byli plemieniem arabskim, które w latach siedemdziesiątych IX wieku do- stało się pod panowanie Bizancjum. Z tego samego źródła dowiadujemy się, że cesarz Bazyli (867—886), podporządkowawszy sobie plemiona serbskie i chorwackie, polecił im ochrzcić się i postawił na ich czele książąt z rodzin przez siebie wskazanych44. Tym sposobem doszedł pewnie do władzy ojciec lub dziad księcia Michała, imieniem Wysz (za- pewne skrót imienia Wyszesław Itp.), lub dopiero on sam. Nas interesuje tutaj czas i miejsce przybycia rodu Wysza na Bałkany. Ponieważ książę Zachlumian, Michał, występuje po raz pierwszy w roku 912, wobec tego jego przodek, dziad lub ojciec, mogli opuścić swoją oj- czyznę mniej więcej w granicach czasowych lat 850—875, raczej jeszcze przed podbojem bizantyńskim, gdyż jest wątpliwe, aby cesarz Bazyli lub jego następca przybyszowi, a przy tym poganinowi od razu powie- rzał rządy w obcym kraju. Celem wyjaśnienia okoliczności tej wędrów- ki zwrócono też uwagę na znany przekaz Żywota Metodego, w którym czytamy, iż „książę pogański, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wielce chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał”, a więc arcybiskup Me- tody wysłał do niego posłów i wzywał go, aby się ochrzcił „z własnej woli na swojej ziemi”, gdyż w przeciwnym razie może się zdarzyć, że zostanie „przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej”, co „się też stało” 45_ Ponieważ wszystko wskazuje na to, że ów książę Wiślan, ochrzczony na Morawach, został wzięty do niewoli już to przez księcia Świętopełka podczas wyprawy wojennej do kraju Wiślan, już to pod- czas wyprawy urządzonej przez owego księcia na Morawy, można by najogólniej wyznaczyć datę tego wydarzenia na lata 974—978 lub na- wet 883/4; i takie też są propozycje zajmujących się tą sprawą bada- czy 46. Gdy jednak dokładniej przyjrzymy się obu relacjom, to trudno się zgodzić z identyfikacją anonimowego „księcia Wiślan” z Zywotu Me- todego z Wyszem, przodkiem księcia Michała. Jest bowiem rzeczą mało prawdopodobną, aby Świętopełk, wziąwszy księcia do niewoli i ochrz- ciwszy go u siebie, skierował go następnie na ziemie podległe cesarzowi Bazylemu, i żeby ten wygnaniec tam doszedł ponownie do książęcych godności. Ów książę nawet ochrzczony nadal pozostawał wrogiem Świę- topełka morawskiego, toteż książę Swiętopełek musiał się jąć innych pt Pierwsze państwo słowiańskie — Państwo Samona, Poznań 1949, ss. 194 i n.; ob. też M. Vach, Cesti Chorvati, [w:] Cesky ćasopis historicky, 50 (1949), ss. 129—152. Propozycja Kotlarczyka jest najlepszą ze wszystkich dotąd istniejących. 43 Ob. Constantine Porphyrogenitus, De administraiido imperia, ed. Gy. Moravc- sik, cap. 33, s. 160; dzieje tego tekstu, zanim doszło do jego krytycznego ustalenia, ob. T. Wasilewski, Wiślańska dynastia i jej zachlumskie państwo w IX—X w., Pa- miętnik słowiański, 15 (1965), ss. 23—24. 44 Ob. obszerniej u T. Wasilewskiego, Dynastia, ss. 32 i n. 45 Ob. Żywoty Konstantyna i Metodego (obszerne), przekład... T. Lehr-Spławiń- ski, Poznań 1959, s. 114. 46 Bardziej szczegółowo T. Wasilewski, Dynastia, ss. 26 i n.
środKÓw, aby sobie zapewnić powolność księcia Wiślan. Mógł go po ochrzczeniu zatrzymać w niewoli, mógł go skierować na powrót do Wiś- lan, zmuszając go do zaprzestania napadów i wymuszając na nim opłaca- nie tiybutu, jako ogólnie stosowaną wówczas formę zależności. Ze skąpej relacji Zywotu Metodego nie wynika nic konkretnego;'są to tylko moż- liwości t7. Musimy się więc zgodzić, że nie potrafimy dokładniej określić daty wędrówki „księcia” Wysza znad Wisły. Przekaz cesarza Konstantyna zawiera jednak inne ważne informacje, którymi musimy się teraz zająć. Najpierw trzeba zauważyć, że użyte przez cesarza Konstantyna określe- nie: „he genea... tou Michael tou Bousebutze” nie oznacza tylko samej rodziny Michała Wyszewica, lecz zgodnie z terminologią stosowaną przez cesarza oznacza cały ród, a wraz z nim całą jego klientelę, który pod wpływem walk wewnętrznych albo został zmuszony do opuszczenia oj- czyzny, albo sam udawał się świadomie na wędrówkę 47 48. Jest to zjawisko w okresie wędrówek ludów i w okresie rozwoju demokracji wojennej powszechnie występujące; jednostka lub garstka ludzi była skazana na zagładę. Możemy więc przyjąć jako rzecz wysoce prawdopodobną, że „książę” Wysz wyszedł z ojczyzny na czele całego rodu w otoczeniu większej gromady wojów i ich rodzin. W swej drodze na południe, w ten czy inny sposób, musiał przejść przez ziemie znajdujące się wówczas pod panowaniem księcia Rościsława lub Świętopełka 49. Nie był więc w każ- dym razie jego wrogiem, gdyż inaczej zostałby pochwycony w niewo- lę 50. Ponieważ jednak jego wędrówka prowadziła „znad rzeki Wisły”, czyli z tego samego kraju, w którym panował ów „książę silny” Wiślan, nie będziemy zapewne dalecy od prawdy, że Wysz uchodził z ojczyzny w wyniku walk rozgrywających się na tamtym terenie. Mógł więc być Wysz rywalem owego księcia Wiślan w ich wspól- nym plemieniu lub też jego sąsiadem panującym nad innym plemieniem. Alternatywę tę możemy dziś rozstrzygnąć. Dopóki dysponowaliśmy tekstem, w którym mówiło się, że Wysz pochodził z kraju pogan „miesz- kających nad rzeką Wisłą, nazywającą się Dicyke”51, wypadałoby się opowiedzieć za tą pierwszą możliwością. Obecnie jednak, gdy udało się ustalić bardziej wiarygodny tekst greckiego oryginału, wiemy, że Wysz pochodził od pogan znad rzeki Wisły, nazywających się Ditzike, a we- dług prawdopodobnej emendacji H. Gregoire’a, uznanej również przez ostatniego wydawcę Gy. Moravcsika, noszących zapewne nazwę: Litzike, bardziej prawdopodobna jest ta druga możliwość. Okazuje się bowiem, że choć Wysz mieszkał w kraju, który ogólnie oznaczała Wisła, to jed- 47 Przeciw identyfikacji księcia Wiślan z Wyczem wystąpił słusznie H. Łow- miański, Początki Polski, t. IV, ss. 491—492; epizod związany z księciem Wiślan dokładniej przedstawiam w rozprawie pt. Kraków biskupi przed r. 1000 (jak w przyp. 10). 48 O szerszym znaczeniu wyrazu: genea w słownictwie Konstantyna poucza nas fragment poświęcony Awarom; ob. Mon. Pol. Hist., t. I, s. 24. 49 Ob. T. Wasilewski, Dynastia, s. 52 (rńapa); zdaniem H. Łowmiańskiego, Po- czątki Polski, t. IV s. 492, Wysz miał się najpierw udać do Bizancjum, przez Bułga- rię i z Bizancjum udać się z nominacji cesarza’Bazylego do Zachumlja; nie wydaje się prawdopodobna taka marszruta. 50 Słusznie kładzie na to nacisk T. Wasilewski, Dynastia, s. 35. 51 Ob. odnośny tekst w wydaniu A. Bielowskiego, Mon. Pol. Hist., t. I, s. 37.
nak pochodził z ludu zagadkowego: Litzike. Był to więc inny lud niż Wiślanie. Przekreśla to ostatecznie identyfikację Wysza ze wspomnia- nym księciem Wiślan. Kim byli jednak poganie nazwani imieniem: Litzike? W tej spra- wie pojawiło się wiele pomysłów. Jeden narzuca się niejako automatycz- nie, iż Litzike z przekazu cesarza Konstantyna są tym samym ludem, który współczesny kronikarz saski, Widukind, określił mianem: Licicaviki, dając im koło 960 r. status poddanych księcia polańskiego Mieszka I 52. Podobieństwo nazwy jest uderzające. Większe uznanie zdobył sobie jesz- cze dalej idący domysł, iż Licicaviki i Litzike jako nazwa ludu wywo- dzą się od księcia Lestka, dziada Mieszka I, w patronymicznej formie: Lestkowice, czyli ’lud Lestka’53. Odniesienia te, w jednej i drugiej postaci, są nie do przyjęcia, a to z tego prostego powodu, że już to autentyczni: Licicaviki, już to cał- kowicie fikcyjni i niczym nie dający się uzasadnić: Lestkowice prowadzą nas za każdym razem na teren Wielkopolski. Wielkopolska nie leży nad Wisłą, lecz nad Wartą. Przeciw Lestkowicom przemawia jeszcze i to, że nawet gdybyśmy dopuścili ich faktyczne istnienie, to taka nazwa mogła się w najlepszym razie wytworzyć w okolicach Gniezna dopiero na przełomie IX/X wieku. Tymczasem dla tej postaci, jaką zakłada tradycja o pochodzeniu „księcia” Wysza, lud Litzike musiał istnieć już kilkadziesiąt lat wcześniej. Oczywiście można się w tej sprawie uciekać do rozmaitych karkołomnych uzasadnień, ale sama geografia i czas prze- mawiają przeciw tego rodzaju kombinacjom. Nie jest rzeczą prawdo- podobną, aby Wysz wraz z swym ludem uchodził „znad Warty” aż na Bałkany. Określenie „znad Wisły” prowadzi nas wyraźnie w górę Wisły. A nad górną Wisłą spotykamy w IX/X stuleciu tylko dwie pow- szechnie znane nazwy etniczne: Wiślanie i Lędzianie (Lędzicy). Skoro jedna z nich automatycznie odpada, czy jest możliwe dopa- trzenie się w zapisie: Litzike oddźwięku nazwy Lędzianie? Hipoteza taka została już w roku 1929 wysunięta przez chorwackiego językoznawcę Petara Skoka. Badając wszystkie zapisy nazw miejsco- wych w dziele cesarza, zaproponował on korektę interesującego nas zapi- su: Air^iKą na Aiv£ixt), co w transkrypcji fonetycznej stanowi przekształ- cenie formy: Litzike na: Lindzike; tę zaś formę stosownie do ówcześnie obowiązującego tekstu, odnoszącego ten wyraz do rzeki Wisły, P. Skok rekonstruował w znaczeniu: lęd-ska (rzeka). Ta z czysto lingwistycznych kryteriów dokonana emendacja tekstu znajduje pełne poparcie od strony paleograficznej, gdyż greckie „tau” w rękopisach przybierało bardzo łatwo postać greckiego „ni”, i odwrotnie54; trudniej było pomylić dwie 52 Ob. Widukindi, mon. Corbeinensis, Res gestae Sazonicarum, ed. P. Hirsch, Hannover 1935, lib. III cap. 66, s. 141: Misacam Regem, cuius potestatis erant Scalvi qui dicuntur Licicaviki. 53 Ob. tutaj przede wszystkim H. Łowmiański, Początki Polski, t. IV, s. 492; t. V, ss. 481 i n. Również i ja sam wielokrotnie zmagałem się z zagadką nazwy: Licicaviki, dochodząc do różnych rozwiązań; ob. G. Labuda, Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski, Warszawa 1961, s. 235, przyp. 112. Sprawa: Li- cicawików nadal czeka na rozwiązanie. 54 Ob. P. Skok, Ortsnamenstudien zu De administrando imperia des Kaisers Constantin Porphyrogenetos, Zeitschrift f. Ortsnamenforschung, 4 (1928), s. 227 przyp. 1. 29 — Rocznik Przemyski
te litery w wyrazach mających swoje leksykalne znaczenie, natomiast łatwo mogło dojść do takiej zmiany w obcych nazwach miejscowych, przy których odtwarzaniu kopista nie bardzo wiedział, jakie było brzmie- nie ich oryginalne. Wychodząc zatem w postaci rękopiśmiennej: Lindzike (a nie: Lin- tzike!) 55 56 57, nie możemy chyba mieć wątpliwości, iż odpowiednikiem nazwy plemienia, z którego wywodził się Wysz, przodek księcia zachlumskiego Michała, są dobrze nam z innych współczesnych źródeł znani: Lędzianie (węgierskie: Lengyel). Skoro wiemy, że nazwą tą określano zarówno plemię siedzące po obu stronach górnego Bugu, jak i też plemiona między górnym Bugiem i Sanem i dalej aż po Wisłokę, musimy orzec, z jakich terenów mógł pochodzić ów Wysz. I w tej sprawie nie zawodzi nas przekaz cesarza Konstantyna, powiadamiający, że macierzyste plemię Wysza mieszkało „nad Wisłą”. Choć jest to w tym brzmieniu określenie bardziej orien- tacyjne niż topograficzne, to jednak jest rzeczą możliwą, że osadnictwo Lędzian właściwych docierało do Wisły w rejonie dolnego Sanu. Biorąc zatem pod uwagę kierunek wędrówki rodu Wysza z północy na południe przez Przełęcz Dukielską lub Przełęcz Użycką, które przez Słowację i Pannonię wytyczały najkrótszą drogę na Zahumlje 58 nie pomylimy się zapewne, wywodząc Wysza „znad Sanu”, z ziem lędziańskich, których ośrodkiem już wówczas zapewne był Przemyśl67. 5. LĘDZIANIE MIĘDZY RUSIĄ I CZECHAMI W POŁOWIE X WIEKU Dalsze dzieje Lędzian możemy odtworzyć tylko w kontekście wyda- rzeń łączących ten lud z dziejami Rusi i Czech. O kontaktach, jakie na- stąpiły w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych X w. między pań- stwem morawskim księcia Świętopełka i wziętym do niewoli księciem Wiślan, mówiliśmy już poprzednio. O dalszych dziejach tego związku możemy tylko snuć domysły. Nie mamy żadnej podstawy do przypusz- czeń, iż wyszedł ten związek poza granice państewka plemiennego Wiś- 55 H. Lowmiański, Początki Polski, t. V, s. 485, niesłusznie przypisał P. Skokowi wprowadzenie poprawki: Lintzike przez uzupełnienie tekstu Porfirogenety nosówką, niesłusznie też wypomina mu wprowadzenie formy przymiotnikowej, skoro Skok dysponował jeszcze skrępowany tekstem, w którym: Litzike odnosił się do rzeki, a nie do ludu. Wprowadzenie formy: Lintzike utrzymywałoby w dalszym ciągu spół- głoski: tz=ć, natomiast zastąpienie litery: tau przez: ni nadaje literze: zetha war- tość fonetyczną: dz; w sumie więc poprawka P. Skoka przywraca tekstowi cesarza Konstantyna zupełnie nową jakość. Co się tyczy możliwości wymiany litery: tau na: ni w rękopisach bizantyńskich, to odnośne przykłady można łatwo zrekonstruo- wać, opierając się na materiałach zestawionych przez V. Gardthausena, Die Schrift, Unterschriften und Chronologie im Altertum und im Byzantinischen Mitte- lalter, wyd. 2, Leipzig 1913, ss. 180—181 i 195, zwłaszcza z chwilą wprowadzenia do użytku w piśmie kursywnym w głowicy tej litery grafii rozszczepionej, a w literze ni grafii falistej; upodobnienie takie następuje w połączeniu z literą iota, np: in lub it; ob. Gardthausen, op. cit., tabl. 4 b (w aneksie). 56 Ob. mapę w T. Wasilewskiego, Dynastia, s. 52. 57 Wymieniając w tym kontekście Przemyśl, nie czynię z tego żadnego ukłonu w stronę gospodarzy sesji; możliwość taka rysuje się dobitnie w świetle przekazu Powieści dorocznej z r. 981, wymieniającego Przemyśl jako gród lędziański, oraz z samej geografii politycznej ówczesnych wydarzeń.
lan. Nie mamy w szczególności żadnych informacji, jakoby rozciągnął się on na plemiona Lędzian 58. Jest natomiast rzeczą prawdopodobną, że ziemie wiślańskie i lędziańskie znalazły się w kręgu oddziaływań handlowych ośrodków wytwórczych, rzemieślniczych, rozwijających się intensywnie na Morawach przez cały wiek IX59. Po rozbiciu państwa morawskiego przez Węgrów i wraz z rozciągnięciem ich dominacji na Morawy na początku IX wieku, częściowo też Czechy, więzy te doznały rozluźnienia. Na miejsce państwa morawskiego weszły już w pierwszej połowie X wieku dwa nowe ośrodki wytwórcze, handlowe i polityczne: Ruś Ki- jowska i Czechy. Z jednej i drugiej strony podjęły one ekspansję na zie- mie lędziańskie, wiślańskie i śląskie. O podboju dokonanym przez Cze- chów na Morawach, na Śląsku i na całym Podkarpaciu aż po Bug i Styr mówiliśmy już w pierwszej części naszego referatu. Z cytowanego po- przednio przekazu cesarza Konstantyna Porfirogenety o Lędzianach wy- nika, że w dokładniej nie dającym się określić czasie, chronologicznie w każdym razie poprzedzającym ekspansję terytorialną Czech, Ruś Kijowska zdołała uzależnić od siebie plemiona Krywiczów i Lędzian i zmusić je do uiszczania daniny60. Jest również rzeczą prawdopodobną, że Lędzianie nie ograniczali się tylko do budowania i sprzedawania Ru- sinom, wyprawiającym się na Carogród, swoich łodzi, ale że brali też w nich czynny udział. Naprowadza nas na tę myśl przebieg wyprawy wielkiego księcia ruskiego Igora na Bizancjum w loku 943, zakończonej zawarciem poko- jowego traktatu („dogoworu”) w roku następnym 61. Umowa zaczyna się od słów: „My od rodu ruskiego posłowie i kupcy: Iwor, poseł Igora wiel- kiego kniazia ruskiego, i ogólni posłowie: Wujefast od Swiatosława, sy- na Igorowego, Iskusewi od kniahini (kijowskiej) Olgi, Słudy od Igora, siostrzeńca Igorowego, Uleb od Włodzisława, Kanicar od Predsławy...” 62 Wysunięto bardzo prawdopodobne przypuszczenie, iż wspomniany tutaj w rzędzie innych książąt i księżnych ruskich Włodzisław był, sądząc z imienia, księciem lędziańskim, gdyż Lędzianie byli wówczas jedynym plemieniem zachodniosłowiańskim pozostającym w stosunkach zależ- ności od państwa ruskiego. Z tego tytułu Włodzisław mógł uczestni- czyć zarówno w wyprawach na Bizancjum, jak i też w bizantynsko- -ruskich „dogoworach” 63. Zwrócono też uwagę na fakt, że wśród licznych żon księcia Włodzi- mierza, których część Powieść doroczna wylicza imiennie 64, musiała się też znajdować jakaś księżniczka lędziańska, skoro wśród wielu jego 58 Zdaniem wielu historyków polskich (K. Potkański, J. Widajewicz, H. Łow- miański) państwo morawskie sięgnęło swoją władzą aż po Bug i Styr; por. H. Łow- miański, Początki Polski t. IV, ss. 487 i n. 59 Ob. K. Wachowski, Ziemie polskie a Wielkie Morawy. Studium archeologiczne kontaktów w zakresie kultury materialnej, Przegląd archeologiczny, 29 (1981),. ss. 151—193; 30 (1983), ss. 141—179. 60 Ob. wyżej, przyp. 37—38. 61 Ob. tutaj H. Łowmiański, Początki Polski, t. V, ss. 201 i n. 82 Ob. F. Sielicki, Powieść, s. 244. 63 Ob. S. M. Kuczyński, Stosunki polsko-ruskie do schyłku wieku XII, [w:J Studia z dziejów Europy, ss. 15—16. 84 Ob. F. Sielicki, Powieść, s. 268.
synów dwu nosi wyraźnie imiona zachodniosłowiańskie: Stanisław i Pozwizd G5. Wszystko to upoważnia nas do uznania wiarygodności przekazu ce- sarza Konstantyna Porfirogenety, że co najmniej już od lat trzydzie- stych, a może już i wcześniej, Lędzianie zostali podbici przez księcia kijowskiego Igora (913—945), albowiem na czasy tego księcia przypada proces ujarzmiania poszczególnych plemion od ośrodków władzy cen- tralnej na Rusi, tj. od Kijowa i Nowogrodu, oraz nakładania na nich danin. Na lata czterdzieste natomiast X stulecia należy datować początek ekspansji czeskiej na Śląsk, na ziemie przyszłej Małopolski* 66. Kiedy doszło do zawojowania ziemi Lędzian przez Czechów, trudno dokładnie oznaczyć. W każdym razie musiało to nastąpić przed rokiem 973/4, gdyż w tym czasie podporządkowano biskupstwu morawskiemu z siedzibą w Ołomuńcu ziemie ,,aż po Bug i Styr”. Ponieważ jest rzeczą nie do pomyślenia, aby granice biskupstwa ołomunickiego mogły wykraczać poza granice ówczesnego państwa czeskiego, musimy uznać, że miesz- Kający na wschód od Wiślan Lędzianie znaleźli się pod panowaniem czeskich Przemyślidów. Nie mamy żadnego przekazu, który by upoważniał nas do mniema- nia, iż w Krakowie utrzymała się jakaś miejscowa dynastia książęca. Na charakter okupacyjny panowania czeskiego w tym grodzie wskazuje do- brze poświadczony fakt ulokowania tutaj, prawdopodobnie na Wawelu, załogi czeskich wojów67. Inaczej kształtowała się sytuacja u Lędzian. Tutaj, jeżeli przyjmiemy wiadomość Powieści dorocznej o księciu Wło- dzisławie jako odnoszącą się do Lędzian, miejscowi książęta plemienni utrzymali się przy władzy 68. Toteż i charakter panowania czesKiego na tym terenie musiał nosić charakter pośredni, wyrażający się w płaceniu tyrbutu przez miejscowych książąt. Czescy Bolesławowie, podobnie jak i książęta kijowscy, obłożyli prawdopodobnie książąt lędziańskich dani- ną; jej część, jak to było w zwyczaju na innych ziemiach słowiańskich, szła równocześnie na utrzymanie świeżo powstającej organizacji kościel- nej, zanim dziesięcinę od daniny zastąpiono dziesięciną złożoną bezpo- średnio na barki wiernych 69. Na takim podłożu stosunków politycznych, w których Lędzianie wy- stępowali już to jako dannicy Rusi, już to jako dannicy Czech, trzeba tłumaczyć znaną nam już zapiskę Powieści dorocznej z roku 981, że „poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął gro- dy ich, Przemyśl, Czerwień i inne (ich) grody”. Można ten zapis rozumieć tylko tak, że Włodzimierz uznawał Lędziczów za lud podległy Rusi, który wyłamał się ze wspólnoty państwa ruskiego. Wo- jował więc z własnym zbuntowanym plemieniem, a nie z Czechami lub 05 F. Sielicki, op. cit., s. 295; por. też s. 268, przyp. 14. 66 Por. też K. Buczek, Polska południowa, ss. 29 i n. 67 Ob. wyżej przyp. 7. 68 Takie było zdanie W. Abrahama, Organizacja Kościoła w Polsce do połowy XII wieku, wyd. 2, Lwów 1893, s. 44; por. G. Labuda, Studia, ss. 220, 223. 69 Należy przypuszczać, że w Kijowie musiano odczytać fakt ogarnięcia ziem lędziańskich czeską organizacją kościelną za bezpośredni zamach na trybutarną za- leżność Lędzian od Rusi.
kimkolwiek innym; źródło ruskie nie przyjmowało po prostu faktu uzależnienia Lędzian od Czech do wiadomości. Inaczej mówiąc, książę Włodzimierz na całym tym obszarze górnego Bugu aż po San zajmował grody lędziańskie, a nie czeskie lub polańskie, przy czym szło oczywiście o przywrócenie ruskiej zwierzchności trybutarnej nad Lędzianami. I jak wiemy, ten stan rzeczy trwał bez przerwy aż do roku 1018, kiedy książę polski Bolesław Chrobry, panujący od roku 988/9 w Kra- kowie, podejmując dawny zasięg granic państwowych Czech, a także kie- rując się etnicznym pokrewieństwem Lędzian z pozostałymi plemionami polskimi, zajął podczas zwycięskiej wyprawy na Ruś Kijowską Grody Czerwieńskie, a także ziemię przemyską i inne grody leżące na wschód od Sanu. Ale i ten stan rzeczy nie trwał długo. W trakcie załamywania się spójności państwa piastowskiego w latach 1030/1 książę kijowski Jarosław Mądry ponownie odebrał Grody Czerwieńskie — na długie lata 70. 6. WNIOSKI KOŃCOWE Przeprowadzona powyżej analiza źródeł, mająca na celu udzielenie odpowiedzi na pytanie: j,aki lud ukrywał się pod nazwą „k-Lachom”, wymienioną w zapisce Powieści dorocznej z roku 981 o wyprawie księ- cia kijowskiego Włodzimierza na Grody Czerwieńskie i Przemyśl i inne tamtejsze grody, pozwala na sformułowanie następujących wniosków: 1. W X wieku Śląsk, ziemia krakowska Wiślan i dalej na wschód położone krainy „aż po Bug i Styr” wchodziły aż do roku 988/9—990 w skład czeskiej monarchii Przemyślidów; biorąc ten fakt za dobrą mo- netę, należałoby przypuszczać, że książę Włodzimierz Czechom, a nie ,,Lachom” odbierał Grody Czerwieńskie i Przemyskie. 2. Ówczesna sytuacja polityczna wymienionych wyżej ziem unie- możliwia odczytanie nazwy: Lach w powyższym przekazie Powieści jako tożsamych z „Polakami”, ściślej z poddanymi ówczesnego księcia polań- skiego Mieszka I (960—992). 3. Analiza lingwistyczna i historyczna nazwy etnicznej: Lęch/ Lach z jednej strony potwierdza fakt, że nazwą tą już w XI i XII wieku okre- ślano ogół plemion mówiących gwarami polańskimi, pomorskimi, mazo- wieckimi i lucickimi, w szczególności zaś odnoszono ją do mieszkańców monarchii piastowskiej, z drugiej jednak strony analiza ta pozwala wno- sić, iż w IX i X wieku odnosiła się ona lokalnie do graniczącego z Rusią Kijowską i z Pieczyngami plemienia Lędzian, a także Lędziczan, wymie- nionych we współczesnych zapisach źródłowych w dziele cesarza Kon- stantyna Porfirogenety De administrando imperia (połowa X w.) i opisie ludów tzw. Geografa Bawarskiego (połowa IX w.). Plemię to, raczej ze- spół plemion, mieszkało w granicach sięgających na wschodzie do środ- kowego Bugu i dalej aż po Styr (tzw. Grody Czerwieńskie) i stąd na po- łudnie do źródeł Bugu i Dniestru, stąd zaś wzdłuż rz. Strwiąży Pogórzem 70 Ob. tutaj trafną charakterystykę upadku rządów czeskich w Polsce u H. Low- miańskiego, Początki Polski, t. IV, ss. 529 i n., a także trwałość związków Grodów Czerwieńskich z Rusią po 1031 r. (op. cit., t. IV, s. 484, przyp. 1495).
karpackim aż do Sanu (Grody Przemyskie), zapewne aż do rz. Wisłoki, i być może dalej aż do Wisły w ujściach Sanu; zasięg zachodni Lędzian należy chwilowo uznać za otwarty. 4. Do tych przekazów znanych już i wielokrotnie komentowanych dochodzi teraz jeszcze inna informacja cesarza Konstantyna o księciu serbskich Zachlumian, Michale, synu lub wnuku Wysza, którego przo- dek wywędrował zapewne w latach 850—875 „znad Wisły”, z kraju po- gan, zapisanych w źródle pod nazwą, odczytywaną zrazu jako: Ditzike, a obecnie w wyniku analizy zapisów rękopiśmiennych i znaczeń języko- wych odtworzoną w postaci: Lindzike. Z tej wiadomości wynika, że przo- dek księcia Michała, Wysz, był zapewne jednym z książąt lędziańskich (lęchickich), być może z okolic Przemyśla, jak na to wskazuje jego kieru- nek ucieczki z całym rodem i klientelą na Bałkany, i że wywędrował w drugiej połowie IX wieku do kraju Zachumlje, zapewne w wyniku walk wewnętrznych. 5. Zanim Czesi swymi podbojami rozszerzyli w latach czterdziestych i pięćdziesiątych X wieku swe państwo „aż po Bug i Styr”, także Ruś Kijowska za czasów księcia Igora (913—945) ujarzmiła plemię Lędzian i zmusiła je do płacenia trybutu. Być może, jeden z książąt imieniem Włodzisław, który zawierał razem z księciem Igorem traktat pokojowy („dogowor”) z Bizancjum w roku 944, był księciem lędziańskim i z tytu- łu swej zależności danniczej uczestniczył w wyprawach ruskich na Bi- zancjum. 6. Na ziemi Lędzian/Lęchów doszło więc w drugiej połowie X wieku do zderzenia się dwu stref wpływów: ruskiej i czeskiej. Ponieważ Lędzia- nie zachowali swoich rodzimych książąt, a więc także — pewne formy samodzielności politycznej, zapis Powieści dorocznej z roku 981 można rozumieć tylko w ten sposób, że książę Włodzimierz podjął swą wypra- wę na nich w celu przywrócenia nad nimi swej zwierzchności. Wyprawa dotyczyła ich, a nie kogo innego Określenie ,,k-Lachom” należy więc rozumieć w tym sensie, że „poszedł k-Lęchom/Lędzianom, a nie ku Polakom.
Michał Parczewski OSADNICTWO WCZESNOŚREDNIOWIECZNE W DOLINIE ŚRODKOWEGO SANU Niniejsze opracowanie traktuję jako wstępne podsumowanie wyni- ków dotychczasowych badań. Uwagi swoje opieram na materiale archeo- logicznym, gdyż wczesnośredniowieczne źródła pisane milczą na temat nas interesujący — wyłączając sam Przemyśl w młodszych fazach oma- wianego okresu. Ze względu na skromną bazę źródłową trudno byłoby obecnie podjąć próbę pełnej syntezy, która uwzględniałaby wielką pro- blematykę historyczną. Zaliczam do niej przede wszystkim zagadnienie etnicznej przynależności ziem nad Sanem w VI—XII w. Nowe odkrycia umożliwiają jednak poczynienie pewnych spostrzeżeń również i w tej dziedzinie. Pod pojęciem „Sanu środkowego” rozumiem równoleżnikowy odcinek biegu tej rzeki od rejonu Kotliny Dynowskiej po wylot z Karpat w re- jonie Przemyśla. Badania archeologiczne nad wczesnośredniowieczną przeszłością oma- wianego terenu przebiegały jakby dwutorowo: stosunkowo intenstywnie zajmowano się Przemyślem, dużo mniej uwagi poświęcając pozostałym obszarom środkowego Nadsania. Przemyskie zgrupowanie zabytków archeologicznych, wyróżniające się ze względu na specyfikę prastarego ośrodka miejskiego, było od dawna przedmiotem licznych prac wykopa- liskowych (Żaki 1974; Kunysz 1981; tam literatura). Na tym miejscu nie będę się tym szczegółowo zajmować, ponieważ uczynią to inni refe- renci w ramach naszego posiedzenia. Począwszy od lat pięćdziesiątych stopniowo przybywa znalezisk znad środkowego Sanu. A. Żaki w la- tach 1952 i 1957 inspekcjonował grodziska w Sielnicy i Bachowie. W la- tach 1957 i 1959 2wiadowczą penetrację wschodnich i środkowych partii doliny przeprowadzili J. Machnik i J. Potocki, odkrywając kilka stano- wisk (Machnik, Potocki 1961; tam literatura). Badania wykopaliskowe A. Kunysza skoncentrowały się w roku 1964 na grodzisku w Wybrzeżu (Kunysz 1968, s. 83) i w latach 1964—67 (we współpracy z A Koper- skim) na osadzie otwartej w Krasiczynie (Koperski 1971, tam literatura) Osada w Prałkowcach była ratowniczo badana pizez P. Kaczanowskiego w roku 1965 (Kaczanowski 1966). W latach 1971—72 geolog J. Kotlar-
czyk i geomorfolog K. Pękala odkryli szereg stanowisk wczesnośrednio- wiecznych (Kotlarczyk 1974; Kotlarczyk, Parczewski, Pękala 1974 a; 1974 b). W roku 1972 M. Parczewski rozkopał sondażowe osadę na sta- nowisku 12 w Bachorzu (Parczewski 1975 b). Większe badania wykopa- liskowe podjął M. Parczewski na osadzie otwartej w Bachorzu stanowisko 16 (lata 1972—76; Parczewski 1975 a; 1979 b; 1984 a; tam literatura) oraz na grodzisku w Wybrzeżu pod Dubieckiem, stanowisko 1 (lata 1977— 79; Parczewski 1979 a; 1980). Ratowniczo zbadano osadę położoną w po- bliżu tego grodziska (Parczewski 1979 a, ss. 102—105). Systematyczne poszukiwania powierzchniowe, które objęły prawie całą dolinę środkowe- go Sanu i dostarczyły licznych znalezisk wczesnośredniowiecznych, prze- prowadził M. Gedl w roku 1970 (Gedl 1975), M. Parczewski w roku 1973 (Parczewski 1979 c) oraz M. Parczewski wspólnie z A. Koperskim w la- tach 1975—76 (Koperski, Parczewski 1979; 1980). Dotychczasowe ujęcia syntetyczne, które uwzględniały również nasz obszar (Kunysz 1966; 1968; Dąbrowska 1973; Żaki 1974), opierały się — pomijając studia nad wczesnośredniowiecznym Przemyślem — na stanie badań z połowy lat 1960-ych, gdy baza źródłowa była znikoma w po- równaniu z obecnie nagromadzoną. Aktualnie dysponujemy licznymi nowymi materiałami oraz rezultatami przestrzennego, a nie tylko punk- towego rozpoznania interesującej nas strefy. Umożliwia to próbę bar- dziej wiarygodnej rekonstrukcji sieci osadniczej w analizowanym okresie. San w swoim środkowym biegu przebija się przez Pogórze Dynow- skie. Liczący ok. 50 km długości odcinek doliny tworzy obramowany wzniesieniami łańcuch niewielkich, zazwyczaj wydłużonych kotlin, roz- dzielonych przełomami. Partie przełomowe mają wąskie kamienisto-żwi- rowe dno i strome zbocza. Odcinki nieckowate cechuje szerokie (ok. 1— 1,5 km), płaskie dno doliny, grubsza pokrywa utworów czwartorzędowych (Pasternak 1973, s. 57), a także obecność płatów młodoplejstoceńskiej (wiir- mskiej) terasy 8—14 m oraz wyższej (20—40 m) terasy powstałej w okre- sie zlodowacenia środkowopolskiego (Klimaszewski 1948, ss. 167—188). Przeważnie są one doczepione do podnóża wzniesień, dominujących nad doliną i osiągających wysokość względną 120—200 m. Na omawianym te- renie występują lessopodobne gleby pyłowe wytworzone z fliszu, często o wysokim stopniu urodzajności. Dno dolinne wyścielają mady, miejscami również bardzo żyzne. Specyficzne jest położenie Przemyśla, gdzie u wy- lotu rzeki na równinę spotykają się różne krainy fizjograficzne: obszar pogórski, bogate ziemie lessowej otuliny Karpat i płaskie obszary Kotliny Sandomierskiej. W ciągu całego badanego okresu ludność najchętniej zasiedlała obrze- ża doliny Sanu, wyraźnie preferując wspomniane wyżej płaty terasy młodoplejstoceńskiej. Wyjątkowe walory tych miejsc polegały na kumu- lowaniu się najkorzystniejszych dla osadnictwa warunków glebowych, klimatycznych (nasłonecznienie!) i hydrograficznych, a także na łatwej osiągalności stref nadających się do zróżnicowanego wykorzystania (uprawne tereny terasy nadzalewowej, łąkowe dno doliny, lesiste wznie- sienia Pogórza). We wczesnym średniowieczu na osi doliny Sanu wytworzyło się kil- ka skupisk osadniczych (ryc. 1): na terenie Kotliny Dynowskiej (jedno
Ryc. 1 Rozmieszczenie wczesnośredniowiecznych stanowisk archeologicznych w dorzeczu środkowego Sanu, a — grody pewne, b — grody domniemane, c — osady otwarte, d — znaleziska powierzchniowe, których wiek wczesno- średniowieczny został zweryfikowany przez autora, e — inne znaleziska luźne, f — granica Pogórza Karpackiego, g — tereny lessowej otuliny Karpat, h — współczesna granica państwa; 1 — Bachów, 2 — Hermanowice, 3 — Przemyśl, 4 — Sielnica, 5 — Tuligłowy, 6 — Wybrzeże (wszystkie miejscowości na tere- nie woj. przemyskiego). Wg. Kaczanowskiego, Koperskiego, Gedla, Kotlarczyka, Kunysza, Machnika, Parczewskiego, Potockiego i Żakiego w okolicach Dynowa, drugie — Bachorza), Kotliny Dubieckiej, Kotliny Bachowa i u wylotu doliny z Karpat w rejonie Przemyśla. Pomiędzy dwoma ostatnimi zgrupowaniami, dość oddalonymi od siebie, ciągnął się obszar mniej intensywnie zaludniony k Powyższy obraz sytuacji ulegał oczywiście przemianom w ciągu siedmiu stuleci od VI do XII w. Zarówno moment pojawienia się kul- tury wczesnego średniowiecza nad środkowym Sanem, jak i późniejsze przekształcenia struktur osadniczych dadzą się w pewnej mierze zrekon- struować na podstawie dostępnych obecnie materiałów archeologicznych. Zagadnienie genezy i początków osadnictwa wczesnośredniowieczne- go na ziemiach polskich to obecnie jeden z najbardziej kontrowersyjnych problemów badawczych naszej prahistorii. Nie wdając się w szczegóły dyskusji trzeba jednak stwierdzić, że argumenty przemawiające za przy- byciem Słowian w V—VI w. ze wschodu na teren dorzecza Wisły i Odry są obecnie znacznie bardziej przekonywające niż poglądy autochtonistycz- ne (Godlewski 1979; tam literatura). Nazwy prawie wszystkich więk- szych rzek karpackich (w tym Sanu) pochodzą z okresu przedsłowiań- skiego (Bednarczuk 1973). Dotychczasowe badania archeologiczne nad środkowym Sanem nie wykazały bezpośredniego związku słowiańskiej ludności wczesnośredniowiecznej z zamieszkującą tu do początków lub najpóźniej połowy V w. n.e. ludnością tzw. kultury przeworskiej. Najdawniejsze pozostałości osadnictwa wczesnosłowiańskiego stwier- 1 Na marginesie warto zauważyć, że sieć osadnicza w dolinie górnego Sanu na odcinku Sanok—Dynów ma układ bardzo zbliżony do omawianej. Niewątpliwie wy- pływa to z podobieństwa warunków fizjograficznych (Parczewski, 1984 b).
dzono na stanowisku 16 w Bachorzu. Odsłonięto tu kilka obiektów miesz- kalnych i gospodarczych z VI—VII w., które należą do najstarszych — w ogóle bardzo nielicznych — zespołów wczesnośredniowiecznych na zie- miach polskich. Dzięki odkryciom z Bachorza możną było wprowadzić do obiegu naukowego nową strefę występowania materiałów wczesno- słowiańskich. Do chwili obecnej klasyczne znaleziska najdawniejszej nie budzącej wątpliwości kultury Słowian, tzw. praskiej prowincji kulturo- wej, która na terenie Polski obejmuje głównie Małopolską, ujawniono w urodzajnej strefie lessów krakowsko-sandomierskich oraz czarnozie- mów lubelskich. Jama 39 z Bachorza (kwadratowa półziemiankowa cha- ta mieszkalna z kamiennym piecem w narożniku) zawierała materiał z za- rania wczesnego średniowiecza, który pozwala sugerować kontakty w tym czasie z terenami naddnieprzańskimi (Parczewski 1977). Zachodzi bliskie pokrewieństwo tego znaleziska z tzw. grupą Korczak (wschodnie skrzydło praskiej prowincji kulturowej), której rdzenny obszar rozcią- gał się nad środkową Słuczą i górnym Teterewem, ok. 400 km od Sanu. Sądzę, że bezprzedmiotowe są spotykane niekiedy w literaturze próby ustalenia oblicza etnicznego („wschodnio-” lub „zachodniosłowiańskiego”) ludności grupy Korczak w okresie wielkiej wędrówki Słowian. W szcze- gólności anachronizmem byłoby jednoznaczne utożsamienie jej ze wschod- nim odłamem świata słowiańskiego. Ostatnio ulega przewartościowaniu obowiązująca do niedawna teza o podziale Słowiańszczyzny na wschod- nią, zachodnią i południową już u progu wczesnego średniowiecza (por. Kurantowska 1977, ss. 10, 30—31). Okres ten cechował się (zwłaszcza w VI—X w.) dużą dynamiką przemian etnicznych, zatem ówczesna sy- tuacja narodowościowa nie powinna być traktowana jako układ stabil- ny, który można odtworzyć drogą wnioskowania retrogresywnego. Bachórskie centrum osadnicze rozwijało się nadal w VII—IX w. Fragmentarycznie rozkopana osada na stanowisku 16 dostarczyła ck. 30 obiektów z tego okresu (Parczewski, 1984 a). Wśród nich stwierdzo- no charakterystyczne chaty-półziemianki z piecem albo ogniskiem w na- rożniku (Parczewski 1975 a, ss. 84—85, ryc. 9). Będzie o nich mowa w dalszej części niniejszego tekstu. Ciekawe zjawisko stanowią występu- jące w omawianej osadzie nieckowate („wannowate”) jamy o wymiarach 2—4X1—2,5 m, prostokątne w rzucie poziomym, często ze szczątkami urządzenia ogrzewczego przy jednym z końców. Nieliczne analogie spo- tyka się w Polsce, ale najwięcej i najbliższe ujawniono na terenie Sło- wacji wschodniej (Siśka 1964; Budinsky-Krićka 1978). W Bachorzu przy- padkowo znaleziono ciałopalny grób popielnicowy z VII—IX (X?) w. (Zoll-Adamikowa 1975, ss. 48—50); odkrycie to budzi jednak wątpliwości z uwagi na brak materiału kostnego, który miał się znajdować w na- czyniu. W okresie plemiennym istniała duża osada na terenie Bachowa (Ba- chów-Krążki stanowisko 3) i dwie mniejsze w sąsiedztwie (Bachów sta- nowisko 5, Chyrzyna stanowisko 3). W VIII—IX w. notujemy początki zasiedlenia Kotliny Dubieckiej (stanowisko 3 w Wybrzeżu). Ślady osad- nictwa z wczesnej, a głównie środkowej fazy wczesnego średniowiecza zarejestrowano ponadto w skupisku dynowskim (Dynów stanowisko 1, 7 i 12) i przemyskim (Ostrów stanowisko 4). Na terenie Przemyśla po- mimo intensywnych badań nie natrafiono na zespoły zabytkowe pocho-
dzące sprzed schyłku IX w.; wystąpiły tu natomiast nieliczne jak do- tąd znaleziska luźne (Kunysz 1981, ss. 65—76). Zaprzecza to spotykanym niekiedy w publikacjach twierdzeniom o rzekomo znacznym rozwoju tego ośrodka przed X w. W dorzeczu środkowego Sanu nie znamy grodów z wcześniejszych faz okresu plemiennego, tj. sprzed połowy IX w. Do wyjątków może ewentualnie należeć słabo rozpoznane grodzisko w Sielnicy (Kunysz 1968, s. 73). Ze względu na charakterystyczne położenie w głębi Pogórza (ryc. 1:4) i minimalną ilość materiału zabytkowego, występującego na powierzchni, niewykluczona jest schronieniowa funkcja tego obiektu w stosunku do leżącego na lewym brzegu Sanu bachórskiego skupienia osadniczego. Około połowy lub u schyłku IX w. należy się liczyć z utwo- rzeniem grodu w Wybrzeżu (stanowisko 1). Wiek X stanowi istotną cezurę, w pewnym stopniu zmieniającą do- tychczasowe tendencje w zakresie osadnictwa. Prawie wszystkie ośrod- ki — poza bachórskim — przeżywają w X—XII w. okres rozkwitu, naj- lepiej udokumentowany w odniesieniu do grodu przemyskiego i jego za- plecza (Kunysz 1981, ss. 77—169; tam literatura). Początki tego grodu przypadają na koniec X w. Już jednak w ciągu pierwszej połowy X stu- lecia (a może nawet u schyłku IX w.) strategicznie położony rejon Prze- myśla został obsadzony przez koczowniczych wojowników węgierskich. Świadczy o tym odkryte niedawno cmentarzysko przy ul. Rycerskiej (Koperski, Parczewski 1978). Trudno ustalić, czy staromadziarska pla- cówka wojskowa zabezpieczała wyłącznie interesy plemion węgierskich (w sensie zwierzchnictwa nomadów nad ludnością miejscową, albo ochrony przejścia przez Karpaty na teren basenu środkowego Dunaju), czy też u podłoża rozwoju Przemyśla •— podobnie zresztą jak staroru- skiego Halicza — stanęły jakieś wspólne węgiersko-słowiańskie przed- sięwzięcia. Gród przemyski, poza innymi funkcjami, miał na przełomie X/XI w. charakter rezydencjonalny. Przemawia za tym odkrycie zespo- łu pałacowego w postaci rotundy i domniemanego palatium, ściśle na- wiązującego do podobnych obiektów z centralnej i południowej Polski (Kunysz 1981, ss. 78—84; tam literatura). Wiele kontrowersji wśród badaczy wywołuje kwestia zmian przynależności państwowej (polskiej i ruskiej) grodu w ostatnich dziesięcioleciach X i pierwszych XI w. (Per- sowski 1976, ss. 141—144; tam literatura). Źródła pisane potwierdzają istnienie w Przemyślu od końca XI w. stolicy ruskiego księstwa, w któ- rego granicach pozostawał cały interesujący nas obszar (Persowski 1976, s. 105, ryc. 53). W X w. nad środkowym Sanem powstają lub kontynuują swój roz- wój grody pełniące funkcję lokalnych centrów osadniczych: w Wybrzeżu dla Kotliny Dubieckiej (Parczewski 1979 a) i zapewne Bachowie (Kot- larczyk 1974). Wybrzeskie osiedle obronne składało się z grodu właści- wego i osady przygrodowej, być może również ufortyfikowanej. Nie uda- ło się dotychczas zlokalizować grodu dynewskiego, który — co wydaje się całkiem prawdopodobne — mógł istnieć gdzieś na terenie obecnie zabudowanym, np. w rejonie późniejszego zamku (Parczewski 1979 c, ss. 160—161; tam literatura). Naturalne położenie obronne ma osada(?) w Nahórczanach pod Krasiczynem (Koperski, Parczewski 1980, s. 138; tam literatura).
Dotychczas rozkopano stosunkowo niewiele osad otwartych, w tym kilka (m. in. garncarski ośrodek produkcyjny na Zasaniu) związanych z grodem przemyskim (Kunysz 1981, ss. 93—108). Badano też osadę na dziedzińcu zamkowym w Krasiczynie, osiedle w Prałkowcach oraz — na niedużą skalę — w Bachorzu na stanowisku 12. Wszelako żaden z tych obiektów nie dostarczył (a przynajmniej nie zostały one opubliko- wane) czytelnych pozostałości domostw mieszkalnych. Jedyne dotąd ujawnione ślady chat z młodszej fazy wczesnego średniowiecza (a ściślej z końca IX—XI w.) odsłonięto na grodzisku w Wybrzeżu. Były to kla- syczne, świetnie zachowane, głębokie półziemianki na planie kwadratu z kamiennym piecem w narożniku, z korytarzykiem wiodącym do wnę- trza (Parczewski 1979 a, ryc. 5; 1980, ryc. 1). Dotkliwym brakiem stanu badań nad młodszymi fazami wczesnego średniowiecza jest niewykrycie żadnego cmentarzyska w dolinie środ- kowego Sanu. Wyjątek stanowi ośrodek przemyski, gdzie na kilku ne- kropolach płaskich odsłonięto pochówki szkieletowe, przeważnie rozmie- szczone w układzie rzędowym (Zoll-Adamikowa 1966, ss. 83—86; Ku- nysz 1981, ss. 68—72, 112—115; tam literatura). W X, a może i XI w. nad górnym Sanem (Trepcza k. Sanoka) przeżywał się jeszcze obrządek ciałopalny kurhanowy (Zoll-Adamikowa 1975, ss. 238—241; tam litera- tura). Czyżby zatem interesujący nas obszar stanowił w tym czasie stre- fę przejściową pomiędzy terenami różniącymi się tak zasadniczo co do sposobu chowania zmarłych? Obiektem o nie wyjaśnionej funkcji pozostaje duży kopiec ziemny z Ruszelczyc (stanowisko 6), położony przy krawędzi terasy nadzalewo- wej, na którym znaleziono 2 ułamki naczyń z XI—XIII w. (Koperski, Parczewski 1980, ss. 134, 136). Nie ustalono, czy kopiec jest pochodzenia naturalnego, czy też został sztucznie usypany. W końcu X i XI w. trwała zbrojna rywalizacja polsko-ruska o pano- wanie nad obszarami pogranicza. Nie wiemy, czy i w jakim stopniu zmienna wówczas przynależność polityczna ziem nad środkowym Sanem znajdowała odzwierciedlenie w świadomości etnicznej autochtonów. Archeologia dostarcza przesłanek mówiących o odrębnościach kultu- ry materialnej dorzecza górnej Wisły w stosunku do innych ziem pol- skich w ciągu wczesnego średniowiecza. W dotychczasowej literaturze kwestia ta nie była całościowo omawiana. Znaleziska nadsańskie umożli- wiają postawienie nowej tezy, odnoszącej się do budownictwa miesz- kalnego. W tym zakresie Małopolska należała do prowincji kulturowej, która obejmowała strefę leśno-stepową na Ukrainie, większą część zle- wiska środkowego i dolnego Dunaju oraz dorzecze górnej i środkowej Łaby. Wyznacznikiem tego kręgu był utrzymujący się co najmniej do XI w. typ domostwa — kwadratowa półziemianka z piecem lub paleni- skiem w narożniku. Obiekty takie, datowane na VI—IX w., ujawniono w Bachorzu na stanowisku 16 oraz, pochodzące z IX—XI w., w Wybrze- żu na stanowisku 1. Wyda je się, że do grupy półziemianek rozmieszczo- nych wzdłuż pasma lessów od Bugu po Kraków (m. in. Gródek Nadbużny, Strzyżów, Lublin, Chodlik, Złota, Wiślica, Stradów, Igołomia, Nowa Hu- ta), a także w wymienionych wyżej stanowiskach nad Sanem, można włą- czyć tzw. budowlę czworokątną z Wawelu, której przeznaczenie było
przedmiotem różnych, niekiedy dość fantastycznych domysłów (Żaki 1974, ss. 145—147; tam literatura). Podsumowując należy stwierdzić, że osadnictwo słowiańskie środko- wego Nadsania ma jedną z najstarszych metryk w dorzeczu Wisły i Odry. Późniejszy rozwój, stosunkowo zrównoważony w dobie plemien- nej, uległ lokalnemu przyspieszeniu w ciągu X w, gdy nie posiadający wcześniejszych tradycji ośrodek przemyski zdominował rozległe obszary w dorzeczu Sanu. BIBLIO GRAFIA A. Wykaz skrótów AAC — „Acta Archaeologica Carpathica”, Kraków MSROA — „Materiały i Sprawozdania Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego”, Rzeszów B. Literatura Bednarczuk L„ 1973 — Zagadnienie przedsłowiańskiej hydronimii Karpat, „Rocz- nik Naukowo-Dydaktyczny” WSP w Krakowie, z. 47, Prace Językoznawcze, II, Kra- ków, ss. 19—30. Budinsky-Krićka V., 1978 — Blatne Remety, okres Michalouce, [w:] Vyznamnć slouanske ndleziskd na Slouensku, Bratislava, ss. 26—27. Dąbrowska E., 1973 — Wielkie grody dorzecza górnej Wisły, Wrocław Gedl M„ 1975 — Badania nad zespołem osadniczym grupy tarnobrzeskiej w Ba- chórzu-Chodorówce, pow. Brzozów, w latach 1970—1972, MSROA za lata 1970—1972, ss. 52—57. Godlewski K„ 1979 — Z badań nad zagadnieniem rozprzestrzenienia Słowian w V—VII w. n.e., Kraków. Kaczanowski P„ 1966 — Badania ratownicze przeprowadzone na stanowisku wczesnośredniowiecznym w Prałkowcach, pow. Przemyśl, MSROA za rok 1965, Rzeszów, ss. 77—80. Klimaszewski M., 1948 — Polskie Karpaty Zachodnie w okresie dyluwialnym, „Prace Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego”, Seria B, Nr 7, Wrocław. Koperski A., 1971 — Sprawozdanie z badań archeologiczno-architektonicznych prowadzonych w Krasiczynie pow. Przemyśl w 1967 roku, MSROA za rok 1967, ss. 157—161. Koperski A., Parczewski M„ 1978 — Wczesnośredniowieczny grób Węgra-ko- czownika z Przemyśla, AAC, XVIII, ss. 151—199; 1979 — Wyniki powierzchniowych badań archeologicznych nad środkowym Sanem w 1975 roku, AAC, XVII, 1977 (1979), ss. 207—222; 1980 — Wyniki powierzchniowych badań archeologicznych nad środkowym Sanem w r. 1976, AAC XX, s. 129—141. Kotlarczyk J„ 1974 — Wczesnośredniowieczna osada przygrodowa w Bacho- wie nad Sanem, AAC, XIV, ss. 115—131. Kotlarczyk J., Parczewski M., Pękala K„ 1974 a — Odkrycie osady wczesno- średniowiecznej w Bachorzu, pow. Brzozów, stanowisko 16, AAC, XIV, ss. 133—145; 1974 b — Pierwsze stanowiska archeologiczne na terenie wsi Bachórzec, pow. Prze- myśl, AAC, XIV, s. 147—150. Kunysz A., 1966 — Osadnictwo otwarte w Polsce południowo-wschodniej od VI do XIII w., „Wiadomości Archeologiczne”, XXXI, Warszawa, ss. 320—362; 1968 — Grodziska w województwie rzeszowskim, MSROA za rok 1966, s. 25—87; 1981 — Przemyśl w pradziejach i wczesnym średniowieczu, Przemyśl. Kurnatowska Z., 1977 — Słowiańszczyzna południowa, Wrocław. Machnik J., Potocki J„ 1961 — Badania archeologiczne w powiecie przemy- skim, AAC, III, ss. 171—176. Parczewski M„ 1975 a — Osada zoielokulturowa vj Bachorzu, pow. Brzozów stanowisko 16, MSROA za lata 1970—1972, ss. 76—90; 1975 b — Badania wykopali- skowe w Bachorzu, pow. Brzozów na stanowiskach nr 2, 3 i 12, MSROA za lata 1970—1972, ss. 100—102: 1977 — Bachórz — wczesnośredniowieczna chata z VI w. n.e., „Z Otchłani Wieków”, XLIII, Wrocław, s. 167—173; 1979 a — Wyniki badań
archeologicznych w rejonie Dubiecka, woj. Przemyśl (lata 1977—1978), Materiały i Studia Muzealne, II, Przemyśl, ss. 93—125; 1979 b — Badania archeologiczne na stanowisku 16 w Bachorzu, gm. Dynów, woj. Przemyśl, MSROA za lata 1973—1975, ss. 135—141; 1979 c — Badania poszukiwawcze w rejonie Kotliny Dynowskiej, MSROA za lata 1973—1975, ss. 156-—161; 1980 — Wybrzeże, [w:] Recherches arche- ologiques de 1979, Kraków, s. 41—46; 1984 a — Prace wykopaliskowe na sta- nowisku 16 w Bachorzu, woj. przemyskie w r. 1976 oraz omówienie najważniej- szych wyników dotychczasowych badań, MSROA za lata 1976—1979, ss. 214—218; Prahistoryczne i średniowieczne źródła archeologiczne z doliny górnego Sanu. Część I. Odcinek Sanok-Wara, AAC, XXIII, s. 175—224. Pasternak K. 1973 — Litologiczno-glebowy charakter zlewni a właściwości wody rzek Sanu i Wisłoka, [w:] Środowisko przyrodnicze dorzecza Sanu, Biblioteka Prze- myska, t. VI, Przemyśl, ss. 55—79. Persowski F., 1976 — Przemyśl od X1 wieku do roku 1340, [w:] Tysiąc lat Prze- myśla, cz. I, Rzeszów, ss. 93—164. Siśka S., 1964 — Slovanske sidliskove objekty v Hnojnom, okr. Michalovce, Archeologicke Rozhledy, XVI, Praha, s. 379—395, 407—408 Zoll-Adamikowa H., 1966 — Wczesnośredniowieczne cmentarzyska szkieletowe Małopolski. Cz. I. Źródła, Wrocław; 1975 — Wczesnośredniowieczne cmentarzyska, ciałopalne Słowian na terenie Polski. Cz. I. Źródła, Wrocław. Żaki A., 1974 — Archeologia Małopolski wczesnośredniowiecznej, Wrocław. Niniejszy tekst złożono do druku w 1982 roku.
Jan Gurba OŚRODEK OSADNICZY CZERMNA (CZERWIENIA) W ŚWIETLE NAJNOWSZYCH BADAŃ ARCHEOLOGICZNYCH Równoczesne z „innymi grodami” wymienienie Peremyszla i Czer- wienia w Powieści minionych lat upoważnia na sesji poświęconej 1000-leciu Przemyśla do przedstawienia wyników najnowszych, bo pro- wadzonych w latach 1974—1979, badań wczesnośredniowiecznego zespołu w Czerninie Kolonii (gm. Tyszowce, woj. zamojskie). Najbujniejszy roz- wój Czerwienia dokumentowany jest materiałami archeologicznymi da- towanymi na okres od XI do połowy XIII w., tj. do zniszczenia go przez Tatarów. Dobrze dziś jeszcze czytelny w terenie kompleks osadniczy Czerwie- nia składał się z grodu (zwanego „Zamczysko”) i obwałowanego podgro- dzia („mały zameczek” lub „wały”), tworzących razem jeden system fortyfikacyjny, którego powierzchnia wynosiła ok. 3,5 ha, z czego (po odjęciu zabagnionego obniżenia, oddzielającego gród od podgrodzia) po- wierzchnia użytkowa pod zabudowę obejmowała ok. 2,5 ha. Na przeciw- ległym grodowi, południowym brzegu Siniuchy, znajduje się drugie ufor- tyfikowane, zajęte przez kilka niewielkich skupisk osadniczych podgro- dzie, wielkości ok. 25 ha. Od południa bronił je wał ziemny, długości ok. 1,5 km, odcinający od strony południowej cypel leżący w widłach pod- mokłej doliny Huczwy i Siniuchy. Stanowisko to nosi znamienną nazwę „Mieścisko”. Z nim (lub z pobliską suchą wyspą terasy nadzalewowej w dolinie Huczwy o równie interesującej nazwie „Goździak”) łączy miejscowa legenda początki niedalekiego miasteczka Tyszowce, które po zniszczeniu przez Tatarów zostało przeniesione na jego obecne miejsce. Centralny gród z podgrodziem otoczony jest od wschodu, północy i za- chodu nieobwałowanymi osadami otwartymi. Całość kompleksu osadni- czego Czerwienia (stanowiącego we wczesnym średniowieczu bez wątpie- nia miasto) usytuowana po obu stronach Huczwy i Siniuchy zajmuje — na obszarze o maksymalnym promieniu ok. 2,5 km od grodu centralne- go — powierzchnię 40 ha. Poszczególne elementy tego kompleksu połą- czone były między sobą pomostami, budowanymi na wbijanych w bagno palach dębowych. Najdłuższy pomost poprzez dolinę Siniuchy miał około 750 m długości.
Zespół obronny Czerwienia usytuowany był naprzeciw wschodowi i południowi. Jego całe zaplecze gospodarcze znajdowało się na zachodnim brzegu Huczwy. Siady najstarszego osadnictwa datować można na IX/X w. Występują one w najstarszych warstwach grodu i osad podgrodowych. Niestety w czasie dotychczasowych badań nie stwierdzono, kiedy zbudowano najstarsze umocnienia grodu i podgrodzi. Wały otaczające gród centralny i podgrodzie wzniesiono (analogicznie jak w Przemyślu) w konstrukcji skrzyniowo-ziemnej. W czasie badań stwierdzono zniszczenie i odbudowę w XI—XIII w. wału grodowego. Obecny stan rozpoznania nie pozwala niestety na datowanie starszej jego fazy. Nie datowany też jest wspom- niany długi wał południowy, usypany z ziemi bez wewnętrznej czy ze- wnętrznej konstrukcji drewnianej. Swoją rolę obronną mógł on spełniać przez bardzo długi okres bez względu na czas jego pierwotnego usypa- nia, gdyż nietrudno było go konserwować. Badania na majdanie grodziska pozwalają przypuszczać, że istniały tu — jak i na podgrodziach — murowane cerkwie. Poza ułamkami wcze- snośredniowiecznej zaprawy murarskiej, fragmentami (niedatowanych) cegieł i kamienia budowlanego (?) o istnieniu cerkwi w obrębie grodu świadczy cmentarz grodowy, na którym zaobserwowano następujący układ zmarłych: u podnóża wschodniego wału znajdowały się groby dzie- cięce, bliżej centrum majdanu — groby kobiece. Zgodnie z przyjętymi zasadami, dalej (na obszarze jeszcze nie przekopanym) powinny znajdo- wać się obok cerkwi groby mężczyzn. Podobny układ i wnioski sugeruje zbadana część cmentarzyska podgrodowego, zlokalizowanego na zewnątrz ufortyfikowanego podgrodzia. Istnienia cerkwi na grodzie pozwalają się również domyślać znajdowane na cmentarzu, nie stanowiące jednak wy- posażenia grobów, zabytki bizantyjsko-ruskiej sztuki sakralnej, jak ka- mienna miniaturowa płaskorzeźba-ikona z wyobrażeniem Chrystusa oraz całe, lub zachowane w połówkach, krzyże-enkolpiony. W materiałach archeologicznych, w większości mających regionalny — ,,wołyński” charakter, znajdują się zabytki potwierdzające rozmaitego rodzaju kontakty z Rusią, Małopolską i Mazowszem, a nawet Pomorzem i Skandynawią. Zabytki starsze reprezentowane są przez ceramikę lo- kalną, wołyńsko-nadbużańską i ściśle nawiązują do materiałów polskich. Zabytki pochodzenia ruskiego występują w warstwach od przełomu X/XI w. Wymieńmy tu m. in. ceramikę „ruską”, amfory — korczagi, pisanki gliniane, przęśliki z różowego łupku. Związki z Rusią potwierdzają przede wszystkim wspomniane zabytki sztuki sakralnej. Wśród zabytków sztuki świeckiej wymienić należy uni- kalny bogato ornamentowany kiścień rogowy z wyobrażeniem bojara (lub księcia) i syreny, szpilę z kości słoniowej (?) zakończoną figurką orła oraz ozdoby kobiecego ubioru w postaci miniaturowych pozłacanych guzków i srebrnych naszywek w kształcie listków koniczyny. Charakter tych znalezisk pozwala przypuszczać, że w Czerwieniu znajdowały się re- zydencje ówczesnych dostojników duchownych i świeckich. Materiały uzyskane w Czermnie oraz wielkość związanego z grodem zespołu osadniczego każą historykom umieścić Czerwień w rzędzie takich obiektów wczesnomiejskich, jak wczesnośredniowieczny Kraków, Gniezno czy Poznan.
Nadzwyczaj trudna i dyskusyjna jest właściwa interpretacja pierwszej wzmianki o Czerwieniu w 981 r. Większość historyków i archeologów wypowiada się za utożsamieniem Peremyszla z grodem w Przemyślu nad Sanem, a Czerwienia z grodem we wsi Czermno Kolonia nad Huczwą. Jednakże do czasu stwierdzenia daty budowy obwałowań centralnego grodu w Czermnie ustalenia daty założenia fortyfikacji ,,Mieściska” (łą- czonego typologicznie z „wiślańskim” pramiastem VII—X w.) identyfika- cja Czerwienia wzmiankowanego w Powieści minionych lat z jakimkol- wiek stanowiskiem archeologicznym będzie tylko hipotetyczna, a kontro- wersyjny domysł J. Kotlarczyka o innej lokalizacji Grodów Czerwień- skich musi być potraktowany jak najpoważniej. LITERATURA Abramowicz A., Ceramika wczesnośredniowieczna z Czermna nad Huczwą. „Archeo- logia Polski” (Arch. Pol.), 4: 1959, z. 1, ss. 149—135. Gajewski L., Gurba J., Z najnowszych badań nad wczesnośredniowiecznym osad- nictwem Lubelszczyzny. Annales UMCS, sec. F, 32: 1977, ss. 54—58. Gurba J„ Ikona z Czermna. „Biuletyn Towarzystwa Regionalnego Hrubieszowskie- go”, 15: 1977, Nr 3, ss. 21—23. Gurba J., Kamienna ikonka z wyobrażeniem Chrystusa z Czermna-Czerwienia. Annales UMCS, sec. F, 35/36: 1981, ss. 25—29. Gurba J., Miniaturowa płaskorzeźba z wyobrażeniem Chrystusa z Cermna-Czer- wienia. [w:] Sympoziones, Londyn 1981, ss. 189—196. Gurba J., Gajewski L., Zespół osadniczy Czermna-Czerwienia w świetle nowych badań archeologicznych. „Folia Societatis Scientiarum Łublinensis”, sec Hum., 20: 1978, ss. 3-^6. Gurba J., Gajewski L., Czermno Kolonia, gm. Tyszowce, [w:] Sprawozdania z ba- dań archeologicznych w województwie zamojskim 1979 roku. Lublin 1979, ss. 9—11. Gurba J., Gajewski L., B.ezultaty poślednich issledouanij rannego sredv.evekovja na Ljublinskoj vozvyśennosti. [w:] Raports du Ule Congres International cl’Archeologie Siane, t. 2, Bratislava 1980, ss. 118—123. Gurba J„ Kutyłowski A., Czermno — przykład wczesnośredniowiecznego komplek- su osadniczego, [w:] Przewodnik XII Ogólnopolskiego Zjazdu Polskiego Towa- rzystwa Geograficznego. Cz. II, Lublin 1974, ss. 51—54. Informator Archeologiczny, Badania 1975. Warszawa 1976, ss. 82, 184, 231—232; ... Badania 1976, Warszawa 1977, ss. 182—184; ... Badania 1977, Warszawa 1978, ss. 162—163; ... Badania 1978, Warszawa 1979, ss. 163—164; ... Badania 1979, Warszawa 1980, ss. 152—154. Jażdżewski K., Ogólne wiadomości o Czermnie — Czerwieniu. Arch. Pol., 4: 1959, z. 1, ss. 67—91. Kotlarczyk J., Grody Czerwieńskie a karpacki system obronny pod Przemyślem we wczesnym średniowieczu. „Acta archaeologica carpathica”. 11: 1970, z. 2, ss. 239—269. Zbierski A„ Wczesnośredniowieczne materiały archeologiczne z Czermna nad Huczwą (zabytki ruchome z wyjątkiem ceramiki). Arch. Pol., 4: 1959, z. 1, ss. 105—148. Żaki A., Archeologia Małopolski wczesnośredniowiecznej, Wrocław—Warszawa—Kra- ków—Gdańsk 1974.
Fragment ulicy Matejki, olej — płótno, 63X60
Tadeusz Wasilewski PRZEMYŚL W X—XI WIEKU W ŚWIETLE LATOPISÓW RUSKICH Badania źródłoznawcze nad latopisami prowadzone w Rosji z wielkim rozmachem od czasu ukazania się w 1908 r. dzieła A. A. Szachmatowa, Razyskanija o driewniejszych russkich letopisnych swadach1 zmuszają nieraz badaczy do korygowania swych poglądów na wydarzenia, oceny i fakty należące nie tylko do historii świadomości politycznej i piśmien- nictwa lub szerzej kultury staroruskiej, lecz także do historii politycznej i wojskowej. Przykładem zmiany poglądów na węzłowe nawet wydarze- nia z dziejów politycznych pod wpływem nowych ustaleń źródłoznaw- czych są najnowsze ustalenia związków przyczynowych i chronologii chrztu księcia Włodzimierza I, który odbył się w 6496 ( = 988) roku, jak podają latopisy — lecz w 6495 ( = 987) roku2. Również śmierć księcia Jaropełka i objęcie tronu przez Włodzimierza I ustalane tradycyjnie we- dług latopisów na 6488 ( = 980) rok miało miejsce o dwa lata wcześniej w 6486 ( = 978) roku. Daty te wyznaczają szerszy okres chronologiczny obejmujący pierwszą połowę panowania księcia Włodzimierza I, w której ramach nie tylko daty otwierające i zamykające ten okres, lecz również wszystkie pozostałe wymagają weryfikacji. Należy do nich przekaz o wy- prawie Włodzimierza I na Lachów 3, którym zajmiemy się obecnie. Nowsze badania L. W. Czerepnina4, A. N. Nasonowa5 * *, a częściowo 1 St. Peterburg 1908. 2 Zob. ostatnio A. Poppe, The Political Bacground to the Baptism of Rus, „Dumbarton Oaks Papers”, 30, 1976, s. 226 i przyp. 235; tenże, Ruś i Bizancjum w latach 986—989, Kwartalnik Historyczny, R. 85, 1978, z. 1, ss. 18—19. 3 W artykule wydanym w 1976 roku T. Wasilewski, Dulębowie — Lędzianie — Chorwaci. Z zagadnień osadnictwa plemiennego i stosunków politycznych nad Bugiem, Sanem i Wisłą z X wieku, Przegląd Historyczny, t. 67, 1976, zeszyt 1, ss. 181—'194, przedstawiłem tezę, że Lędzianie to nowa nazwa ludu Dulębów i lokalizowałem ich nad Sanem i górnym Bugiem. Podałem równie w wątpliwość tradycyjną chronologię wyprawy Włodzimierza na Lachów, nie opowiadając się jednak zdecydowanie przeciw dacie tradycyjnej 981 r. 4 L. V. Cerepnin, „Ponest uremennych let” jeje redakcii i predśestrujuśćije jej letopinyje svody, Istorićeskije Zapiski, 25, 1948, ss. 293—302. 5 A. N. Nasonov, Naćalnye etapy kieuskogo letopisanija v sujazi z razvitiem dreunerusskogo gosudarstua, Problemy istoćnikovedenija, Moskwa, 7, 1959, ss. 416— 462, a zwłaszcza ss. 419—432.
także M. N. Tichomirowa *, B. D. Rybakowa 7 i Henryka Łowmiańskiego 8 wyodrębniły w najstarszym latopisarstwie ruskim część starszą, występu- jącą zarówno w I Latopisie Nowogrodzkim, jak i w Powieści dorocznej, która kończyła się ogólną charakterystyką rządów Włodzimierza I jako chrześcijanina, wpisaną pod 6504 rokiem ( = 996) 9 lub pod 6503 rokiem ( = 995) 10. L. W. Czerepnin nazwał powyższy rocznik ,,krótkim latopi- sem”, A. N. Nasonow podkreślał jego związek z Cerkwią Dziesięcinną, a Henryk Lowmiański nazwał „Działaniami pierwszych książąt ruskich”. Latopis ten dostarczył około jedenastu zapisek rocznikarskich z samych tylko lat 978—996. Po tym okresie względnej obfitości wzmianek zauwa- żamy poważną lukę w najstarszych latopisach, obejmującą lata 997— 1013, w których obrębie znajdujemy wyłącznie zapiski obituarne o zgo- nach członków dynastii panującej i jedną o cerkwi Bogurodzicyu. Nowy napływ zapisek rocznikarskich o treści świeckiej nastąpił dopie- ro w okresie panowania Jarosława Mądrego. Związany był z kontynuo- waniem pracy latopisarskiej, mającej na celu przedstawienie w pozytyw- nym świetle działalności tego władcy. Wówczas to trafiły do latopisu dwie zapiski związane z dziejami Przemyśla, jedna o zdobyciu przez Ja- rosława Mądrego Bełza pod 1030 rokiem i następna pod 1031 rokiem o ponownym zajęciu przez Ruś Grodów Czerwieńskich. W wyniku kontynuowania pracy nad latopisem powstał nowy zwód latopisarski nazwany przez Szachmatowa niezbyt szczęśliwie „Najstar- szym latopisarskim zwodem lat 1037—1039” 12. Powstanie jego związał Szachmatow z budową nowej cerkwi metropolitalnej świętej Sofii w 1037 roku i przybyciem w 1039 roku nowego metropolity, Greka z Bi- zancjum Teopompta do Kijowa. Nie wiemy niestety, czy tak zrekonstruo- wany zwód latopisarski był zwykłą kontynuacją wcześniejszego latc- pisu, czy nowym dziełem historiografii staroruskiej wzbogaconym o licz- ne opowieści inkorporowane do starszego latopisu. Następnym latopisarskim zwodem kijowskim był według Szachma- towa Zwód Nikona Wielkiego, powstały w redakcji 1073 r.13 14 Według naj- nowszych ustaleń następnym, kolejnym zwodem był raczej Zwód Cerkwi Dziesięcinnej o orientacji prozachodniej, związany z książęcymi ro- dzinami Izasławiczów i Rościsławiczów, interesujący się specjalnie za- chodniami krańcami Rusi — Wołyniem i Grodami Czerwieńskimi11. 8 M. N. Tichomirow, Ncćalo russkoj istoriografii, Voprosy Istorii 1960, nr 5, ss. 141—156. 7 B. A. Rybaków, Dreunjaja Rus. Skazanija-byliny, letopisi, Moskwa 1963, ss. 175, 188. 8 H. Lowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I-tysiącleciu n. e., Warszawa 1973, ss. 118—125. 9 Nowgorodskaja pernaja letopis starsego i mladśego izvodov, pod redakcej A. N. Nasonova, Moskwa-Leningrad 196'0, ss. 165—167 (dalej Nougor. I Let.) 10 Ponest Yremennych Let. Moskwa-Leningrad 1950, t. I, ss. 85—87 (dalej PWL I). 11 Norpor I Let. ss. 168, PWL I, s. 88. 12 A. A. Sachmatov, Razyskanija o dreunejśich letopisnych suodach, Sankt Pe- terburg 1908, ss. 398—420. 13 A. A. Sachmatov, Razyskanija, op. cit., ss. 423—460, 465. 14 A. G. Kuzmin, Naćalnyje etapy drevnerusskogo letopisanija, Moskwa 1971, ss. 61—84, 183—220.
Z niego zaczerpnęli następni kronikarze wzmiankę o panowaniu. Ruryka Rościsławicza w Przemyślu, zamieszczoną pod 1086 r.15 16, a być może także wzmiankę pod 1096 r. o oddaniu przez wielkiego księcia Wsiewołoda Przemyśla Wołodarowi. Nurt latopisarski reprezentowany przez ten lato- pis był prawdopodobnie kontynuowany na Rusi południowej pozostawia- jąc ślady w dziele Jana Długosza wykorzystującego zapewne tak zwany hipotetyczny latopis przemyski18 i w zaginionych latopisach znanych je- szcze w XVIII w. Tatiszczewowi17. Analizując najstarszą wzmiankę latopisarską o Przemyślu będziemy przytaczać najstarszy zachowany tekst latopisarski nazywany Zwodem początkowym z lat 90-tych XI w. Odtwarzamy ten zwód drogą zestawia- nia I Latopisu Nowogrodzkiego, najlepiej go przekazującego, z Powieścią doroczną 1S. Niektórzy historycy M. Ch. Aleszkowskij 19 i A. G. Kuźmin20. powyższy Zwód początkowy powstały w Ławrze Pieczarskiej nazywają pierwszą redakcją Powieści dorocznej. Osobnym problemem pozostaje wyodrębnienie i charakterystyka naj- starszych zapisek rocznikarskich z lat 978—987 i określenie ich źródła. Od czasu ukazania się w 1856 roku rozprawy M. I. Suchomlinowa o daw- nym ruskim latopisie jako zabytku literackim21 przeważa pogląd, że zwięzłe zapiski rocznikarskie czerpali kronikarze ruscy z tablic paschal- nych lub roczników prowadzonych przy cerkwiach i monasterach 22. Hen- ryk Łowmiański próbował nawet określić bliżej źródło, które dostarczyło autorowi najstarszego latopisu nazwanego przez niego Działaniami pierw- szych książąt ruskich głównej osnowy chronologicznej i podstawowego zasobu faktów, Źródło to nazwał Rocznikiem świętego Eliasza lat 957— 995, gdyż dowodził, że powstało w kijowskiej cerkwi świętego Eliasza 23. W niej również powstała w7edług Łowmiańskiego pierwsza zapiska o wy- prawie Włodzimierza I na Lachów. 15 Tenże, Nacalnyje etapy, op. cit., ss. 199—200. 16 E. Perfeckij, Peremisl!skij litopisnyj kodeks persoi redakcii v skladi Chro- raki Jana Dlugosa. Zapiski Naukovogo tovaristva im Śevćenka, Lviv, 1928, t. 149, ss. 31—83; 1931, t. 151, ss. 19—56; por. także A, V, Florovskij, Russkoe letopisanije i Ja. A. Komenskij, [w:] Letopisi i chroniki. Sbornik statej, Moskwa 1973, ss. 312— 316; J. A. Limonov, Russkije letopisi i polskaja istoriografija XV—XVI u. v., [w:] Kulturnyje suojazi narodou Vostoćnoj Europy w XVI u., Moskwa 1976, ss. 157— 165. 17 O źródłach V. N. Tatiśceva zob. S. L. Peśtić, O „dogonore” Yladimżra s uolzskimi bolgarami 1006 goda. Istorićeskije Zapiski, 18, 1946, ss. 327—335. S. K. Śambinago, Joakimouskaja letopis, tamże, 21, 1947, ss. 254—270. 18 Drogę tę wskazał A. A. Śachmatov, Dreunejśie redakcii Pouesti rremennych let, Żurnal Ministarstwa Narodowego Prosveśćenija (dalej ŹMN Prosv.) 1897, ok- tjabr, s. 209; tenże, Kieuskij Naćalnyj suod 1095 goda, [w:] Akademik A. A. Śach- matov 1864—1920 Sbornik statej i materialov, Moskwa—-Leningrad 1947, ss. 117— 160. 19 M. Ch. Aleśkovskij, Peruaja redakcija Pouesti uremennych let, Archeogra- fićeskij Eźegodnik za 1967 god, Moskwa 1969, ss. 13—40; tenże, Pouest uremennych let. Sud’ba literaturnogo proizvedenija v drevnej Rusi, Moskwa 1970. 20 Zob. przyp. 14. 21 M. I. Suchomlinov, O dreunej russkoj letopisi kak pamjatnike literatur- nom, Sankt Peterburg 1856, oraz wydanie drugie [w:] Sbornik Otdelenija Russkogo Jazyka i Sloves. t. 85, nr 1, Sankt Peterburg 1908, ss. 32 i in. 22 D. S. Lichaćev, Russkije letopisi, Moskva-Leningrad, 1947, ss. 86; A. N. Na- sonov, Nacalnyje etapy, op. cit., ss. 422, 428. 23 H. Łowmiański, Początki Polski, op. cit., t. V, ss. 123—125.
Zasób przekazanych w tym rekonstruowanym najstarszym latopisie zapisek o okresie panowania Włodzimierza I przemawia przeciw ich cerkiewnej genezie, gdyż zajmują się one głównie czynami wojennymi Włodzimierza I. Należały do nich jego wyprawy ku zachodowi najpierw przeciwko Lędzianom-Lachom, a następnie już po chrzcie przeciwko Chorwatom. Wiążemy zatem powstanie powyższych zapisek z dworem samego Włodzimierza I, najprawdopodobniej zaś z jego kancelarią dwor- ską, wystawiającą dokumenty i listy, jak świadczy o tym raz jeszcze jego pieczęć nowo odnaleziona w Nowogrodzie Wielkim21. Ustalenie powyższe podaje w wątpliwość pochodzenie zapisek o wypra- wach Włodzimierza I z cerkiewnych tablic paschalnych, a skłania nas do uznania ich za rodzaj zwięzłego rocznika prowadzonego przy kijowskim dworze książęcym jeszcze przed chrystianizacją Rusi, a wzorowanego na analogicznych dworskich rocznikach bizantyńskich i bułgarskich pro- wadzonych według lat panowania władców24 25. Już Konstantin Nikoła- jewicz Bestużew-Riumin uważał, że wykaz lat panowania poszczególnych książąt ruskich zamieszczony w Powieści dorocznej pod 6360 ( = 852) ro- kiem niezgodny z chronologią tego latopisu przekazuje wcześniejszy sy- stem chronologiczny najstarszych latopisów podających daty według lat panowania książąt kijowskich 26. Taką też chronologię posiadał naszym zdaniem najstarszy dziesięcio- wieczny krótki latopis dworski prowadzony w Kijowie, co stwierdzają wypisy z niego zachowane w Pamięci i pochwale księcia Włodzimierza I dzięki działalności pisarskiej mnicha Jakowa. Napisał on Pamięć i po- chwałę najwcześniejszej u schyłku XI w. już po przeprowadzonej w 1072 r. kanonizacji książąt Borysa i Gleba. Do dziełka tego dołączono, być może dopiero w XIII w., tzw. Żywot starszy świętego Włodzimierza, który był uprzednio prawdopodobnie oddzielnym utworem hagiograficz- nym, powstałym również w XI w.27 Wymieniając wyprawy Włodzimierza I poprzedzające jego chrzest nie przekazał nam niestety mnich Jaków, streszczający swe latopisarskie źródło, danych chronologicznych o nich. Odbyły się według niego w pierw- szym dziesięcioleciu panowania Włodzimierza I, przed jego chrztem, przyjętym w dziesiątym roku panowania, na 28 lat przed śmiercią 28. Naj- istotniejsze jest dla naszych dalszych ustaleń stwierdzenie, że w latopi- sarskim źródle mnicha Jakowa liczono najpierw lata od śmierci Swiato- sława aż do ósmego roku — były to zatem lata panowania jego syna i następcy Jaropełka — a następnie podjęto nową rachubę od wstąpie- 24 A. V. Solovjev, O pećati i titule Vladimira Sujatogo, Byzantinoslavica, 9, 1947, ss. 31—34 i informacja ustna o odkryciu nowego egzemplarza pieczęci tego księcia przez archeologów w Nowogrodzie Wielkim. 25 Zob. szerzej T. Wasilewski, Roczniki południowo-słowiańskie, Słownik sta- rożytności słowiańskich, t. IV, Wrocław 1970, ss. 512—513. 2# K. N. Bestuźev—Rjumin, O sostawe russkich letopisej do końca XIV veka, 1. Pocest nremennych let, 2. Letopisi juźnorusskija. Issledovanie... S. Peterburg 1868, ss. 35—36. 27 Najlepsze wydanie A. A. Zimina, Pamjat i pochwala Jakowa mnicha i żitje knjazja Vladimira po dreunejśemu spisku, Kratkije SoobśĆenija Instituta Slavja- novedenija, 37, 1963, s. 72; por. Łowmiański, Początki Polski, op. cit., t. V, s. 124 i przyp. 398. 28 Pamjat i pochwala, wyd. A. A. Zimin, op. cit., s. 72.
nia na tron Włodzimierza I, nazywając je latami jego panowania nastę- pującymi po zabiciu Jaropełka. Tron objął Włodzimierz I według tego za- ginionego krótkiego latopisu dworskiego „w osmoje leto po smierti otca swojego Swjatosława, miesjaca iljunia w 11 (dien), w leto 6486 czyli w 978 roku marcowym. Ochrzcił się w „10-toje leto po ubijeniu brata swego Jaropołka”. Odtąd podjął latopisiec nową rachubę lat prowadzoną przez następne lat 28 aż do jego śmierci ,,miesjaca ijulja w 15 dni w leto 6523 czyli 15 lipca 1015 roku29. W pierwszym dziesięcioleciu rządów Włodzimierza I, przypadającym według latopisu na lata 6486 ( = 978) — 6495 ( = 987) odbyło się według krótkiego latopisu dworskiego w ciągu dziewięciu lat aż pięć wypraw prowadzonych osobiście przez Włodzimierza I. Umieszczona przez mnicha Jakowa jako pierwsza wyprawa Włodzimierza I na Radymiczów posiada swój odpowiednik w wyprawach na Lachów i Wiatyczów umieszczonych w latopisach pod 6489 ( = 981) rokiem. Następną wyprawę, którą według krótkiego latopisu dworskiego w przekazie mnicha Jakowa podjął Wło- dzimierz I na Wiatyczów, ,,na oboich” umieścił Zwód początkowy — wspólne źródło I Latopisu Nowogrodzkiego i Powieści dorocznej pod ro- kiem następnym 6390, czyli 982, traktując ją zatem jako drugą wyprawę tegoż Włodzimierza przeciwko Wiatyczom. Gdy zestawimy powyższe przekazy krótkiego latopisu dworskiego w przekazie mnicha Jakowa ze Zwodem początkowym, uderza nas przede wszystkim nazwanie latopisarskiej wyprawy na Lachów wyprawą na Radymiczów. Najwidoczniej autor tej substytucji uznał latopisarskich Lachów-Lędzian za Radymiczów, gdyż wyczytał w poprzednim latopisie, swym źródle, że są oni Lachami z rodu, a ponadto tenże starszy latopis zaraz po owych rzekomych Lachach-Radymiczach wymieniał sąsiadują- cych z nimi Wiatyczów. Na tej podstawie można by nawet twierdzić, że w początkach panowania Włodzimierza I miała miejsce tylko wyprawa na Lachów-Radymiczów, a nie na Lachów-Lędzian, gdyby nie wymie- nienie przez latopisy wyprawy na Radymiczów pod piątym rokiem pa- nowania Włodzimierza I. Tekst Zwodu początkowego opisujący wydarzenia drugiego roku pa- nowania Włodzimierza I datowane 6489 rokiem został jednak znie- kształcony, gdyż trudno przypuścić, aby Włodzimierz I mógł w tym sa- mym roku podjąć dwie wyprawy w tak różnych kierunkach, jedną na Lachów-Lędzian, a drugą na Wiatyczów. Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja mnicha Jakowa, według której najpierw odbyła się wyprawa na rzekomych Radymiczów, czyli na Lachów-Lędzian, a następnie bez wątpienia następnego już roku, wyprawa na Wiatyczów ,,na oboich”, czyli na dwa państewka plemienne tego ludu. Tę wcześniejszą wersję latopisu przekształciły następne zwody latopisarskie na dwie odrębne wyprawy przeprowadzone w dwóch kolejnych latach. Po tej drugiej według Zwodu początkowego, a w rzeczywistości jed- nej wyprawie na Wiatyczów przeprowadzonej przez Włodzimierza I w trzecim roku panowania, odbył on w roku następnym wyprawę na Jać- wież, w piątym roku panowania wyprawę na Radymiczów, a w szóstym 29 Ibid.
roku panowania na Bułgarów kamskich nazwanych przez mnicha Ja- kowa Bułgarami srebrnymi, czyli północnymi. Dlaszych wypraw Zwód początkowy nie odnotował, natomiast dokładniejszy mnich Jaków wy- mienił jeszcze wyprawę na Chazarów, która mogła odbyć się w siódmym, ósmym lub dziewiątym roku panowania Włodzimierza I. Jeśli utrzymując chronologię względną wypraw przekazaną przez Zwód początkowy, przesuniemy ich datację bezwzlędną o dwa lata wcze- śniej, uznając wyższość chonologii przekazanej przez mnicha Jakowa nad latopisarską, otrzymamy rok marcowy 979 jako datę wyprawy Włodzi- mierza I na Lędzian. Uderzenie Włodzimierza I właśnie w tym roku na zachód uzasadniała ówczesna sytuacja państw położonych na zachód od Rusi. Ziemia Lędzian — późniejsze Grody Czerwieńskie — znajdowała się wówczas w zasięgu wpływów politycznych państwa czeskiego, jak do- wodzi tego Dokument praski 1086 r., oddający sytuację polityczną z oko- ło 973 roku 20. Na obszar ten sięgały niewątpliwie również wpływy po- lityczne państwa piastowskiego. Już Ibrahim ibn Jakub piszący w 966 ro- ku stwierdzał istnienie wspólnej granicy polsko-ruskiej — była to za- pewne nie tylko granica mazowiecko-dregowicka, lecz również lędziań- sko-drewlańska na Wołyniu, gdyż na tym właśnie obszarze Lędzianie graniczyli z „Ziemią Ruską” znaną nam z latopisów. Uważamy zatem, że ziemia Lędzian położona nad górnym Bugiem, po obu jego brzegach, i nad Sanem stanowiła swoiste kondominium polsko-czeskie, uzasadnio- ne istnieniem ścisłego sojuszu polsko-czeskiego w latach 965—977 30 31. Do- piero śmierć Dobrawy w 977 roku32 podała w wątpliwość jego dalszą trwałość, a ukorzenie się w 978 roku Bolesława Pobożnego, księcia cze- skiego, przed cesarzem Ottonem II oznaczało zerwanie przymierza polsko- -czeskiego i przejście Czechów na stronę Niemiec 33. Włodzimierz I uderzając w 979 roku na Lędzian wykorzystał zatem * nowo powstały w poprzednim roku spór Mieszka I z Bolesławem Poboż- nym o Śląsk i Małopolską. Zbieżność tych dat i kolejność wydarzeń — najpierw zerwanie przymierza polsko-czeskiego, a następnie najazd ruski bez wątpienia nie jest przypadkowa. Inną okolicznością skłaniającą Włodzimierza I do podjęcia najazdu w kierunku zachodnim mógł być zaistniały wówczas konflikt zbrojny niemiecko-polski. Na podstawie unikalnego przekazu Gęsta episcoporum Cameracensium (Cambrai) zamieszczonego pod 979 r. o wyprawie Ottona 30 Datację tę uzasadnił K. Buczek, pierwsze biskupstwa polskie, Kwartalnik Historyczny, 1938, ss. 203; tenże, O dokumencie biskupstwa praskiego z roku 1086. Roczniki Historyczne t. 15, 1939, s. 47; tenże, Polska południowa w IX—X wieku, Małopolskie Studia Historyczne, t. II, 1959, ss. 23—48. Pogląd Buczka podtrzymali G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, Poznań 1946, ss. 218 i nn. Ja. N. Isajević, „Grady Ceruenskije” Peremyslskaja zemlja v politićeskich vzaimo- otnośenijach meźdu uostoćnymi i zapadnymi Slaujanami (konec IX nacalo XI v), [w:] Issledouanija po istorii slaujanskich i bałkańskich narodou. Kijenskaja Rus i jeje sosedi, Moskva 1972, ss. 115—118. 31 O przymierzu polsko-czeskim w latach 965—977. zob. G. Labuda, Studia, op. cit., ss. 64—-79, 165. 32 Cosmae Chronicon lib I cap. 27, wyd. J. Emler, Fontes rerum Bohemicarum, t. 2, Praha 1874, s. 40. 33 G. Labuda, Studia, op. cit., ss. 165—166.
II na Słowian „daleko od granic swego królestwa”, który z powodu słot jesiennych musiał zawrócić z drogi34. Gerard Labuda dowodził, że cesarz wyruszył przeciwko Polsce Mieszka 135. Na trasie jego powrotnego mar- szu leżał dwór Póhlde wskazujący na posuwanie się armii niemieckiej ra- czej szlakiem górnołużyckim, prowadzącym nie ku Obodrytem lub Wie- letem, lecz ku Polsce. Dodatkowymi argumentami Labudy było opowie- dzenie się w latach poprzednich Mieszka I po stronie — wrogiego Otto- nowi II — księcia Henryka bawarskiego oraz przekaz Thietmara o mał- żeństwie Mieszka I z margrabianką saską Odą, zawartym okcło roku 980. Według Thietmara małżeństwo zostało przyjęte przez Sasów z nie- chęcią, ale „propter salutem patriae et corroboracionem pacis necessa- riae”. Na skutek interwencji nowo zaślubionej małżonki Ody Mieszko I zwolnił z niewoli licznych jeńców 36. Ustalenia Labudy o nieudanej pierwszej cesarskiej wyprawie 979 ro- ku przeciw Polsce zostały zaakceptowane przez ogół badaczy i trafiły do zarysów syntetycznych historii Polski37 * 39. Powyższą rekonstrukcję przebiegu stosunków polsko-niemieckich około 978—980 roku zakwestio- nowała Danuta Borawska, proponując ustalenie daty zawarcia ślubu księ- cia Mieszka I z Odą na około 978 rok i zapowiadając odrębne studium88. Do czasu jego ukazania się musirny wstrzymać się z jakąkolwiek dysku- sją, gdyż autorka zdradziła jedynie swą akceptację poglądu Ludata, który uważa, że wyprawa Ottona II kierowała się na Połabie 83. Brak źródeł nie pozwala określić układu sił w momencie najazdu Włodzimierza I, który naszym zdaniem wykorzystał konflikt zbrojny polsko-niemiecki, w którym niedawno podporządkowane cesarzowi Cze- chy musiały go zapewne wspierać siłą zbrojną. Mieszko I, jak wykazały 34 Imperator a finibus sui regni procul remotus, super Sclavones, quos adve- rsus ierat expugnandos, morabatur, brumalis intemperiei privinis incumbentibus, imperator revocata manu a bello... est reversus, Gęsta episcoporum Cameracen- sium, ed. Bethmann apud Partz, Monumentu Germaniae Historica. Scriptores, t. VII, Hannoverae 1846, s. 442, przekład G. Labudy, Studia, op. cit., ss. 165—166; tenże, Polska granica zachodnia. Tysiąc lat dziejów politycznych, Poznań 1971, s. 42. 135 G. Labuda, Studia, op. cit., ss. 166—167. 36 Thietmari Chronicon, lib. IV, cap. 57. 37 B. Miśkiewicz, Studia nad obroną polskiej granicy zachodniej w okresie wczesno feudalnym, Poznań 1961, ss. 234—235; A. Gieysztor [w:] Historia Polski, tom I do roku 1764, część I do połowy XV w. pod redakcją H. Łowmiańskiego, Warszawa 1964, s. 165; tenże, Oda, księżna poi. [w:] Słownik starożytności słowiań- skich, tom III, część 2, Wrocław, Warszawa, Kraków 1958, s. 456; H. Lowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I-tysiącleciu n.e., t. V, Warszawa 1973, ss. 558—530; B. Miśkiewicz [w:] Dzieje Polski, pod redakcją Jerzego Topolskiego, Warszawa 1977, s. 99; J. Wyrozumski, Historia Polski do roku 1505, Warszawa 1978, s. 122. Badacze niemieccy uważają natomiast, że wyprawa cesarska 979 r. zmusiła Mieszka I do powrotu do podległości trybutarnej, zob. R. Holtzmann, Geschi- chte der sachsischen Kaiserzeit (900—1024), Munchen 1955, s. 264. 33 D. Borowska, Mieszko i Oda w gronie consanguineorum Ludolfingów, [w:] Społeczeństwo Polski średniowiecznej. Zbiór studiów, t. I pod redakcją Stefana K. Kuczyńskiego, Warszawa 1981, ss. 12—39; tamże na s. 13 przyp. 3 zapowiedź osobnej pracy o kwestii politycznego podłoża sojuszu polsko-saskiego i wyprawy Ottona II z 979 r. 39 H. Ludat, An Elbę und Oder, Kóln-Wien 1971, s. 117, przyp. 148, s. 123, przyp. 177.
wydarzenia lat następnych, dążył do opanowania małopolskich Chorwa- tów-Wiślan i Lędzian uznających około 973 roku zwierzchność czeską. Najazd ruski zagrażał jego interesom, tym bardziej że ziemia Lędzian weszła na lat kilkadziesiąt, aż do 1018 r., w obręb państwa ruskiego. Uwa- żamy zatem, że w 979 r. miało miejsce współdziałanie polityczne i woj- skowe rusko-niemieckie, analogiczne do porozumień zawieranych w 1013 i 1031 roku. Być może zdobycie i utrzymanie ziemi Lędzian pod władzą Kijowa zawdzięczał Włodzimierz I porozumieniu z Czechami, jeśli rzeczywiście w latach osiemdziesiątych X w. zawarł małżeństwo z córką Bolesława Pobożnego jak dowodził Stanisław Zakrzewski40. Małżeństwo to mogło uzasadniać dalsze pretensje terytorialne Włodzimierza I, który w 991 r. podjął nową wyprawę na zachód przeciwko Chorwatom małopolskim, znajdującym się od roku w obrębie państwa piastowskiego, zapewne pod władzą syna czeskiej Dobrawy, Bolesława Chrobrego 41. Zapiska o wyprawie Włodzimierza I na Lachów-Lędzian zredagowana była w swym pierwotnym kształcie, podobnie jak wzmianki o wypra- wach w latach sąsiednich i brzmiała, „szedł Włodzimierz na Lachów (i zwyciężył ich) i zajął ich grody”. Wzmianka o zajęciu grodów skło- niła zapewne mnicha Cerkwi Dziesięcinnej — autora zwodu latopisar- skiego z końca lat osiemdziesiątych XI w. interesującego się specjalnie kresami zachodnimi Rusi — do amplifikacji zapiski przez wymienienie grodów Przemyśla i Czerwienia i dodania uwagi, mylnej zresztą, o ich stałej odtąd przynależności do Rusi. Jeśli rocznikarz dworski, piszący w X wieku, pod mianem Lachów rozumiał plemię Lędzian, to dla du- chownego z Cerkwi Dziesięcinnej byli to już Lachowie-Polacy. Stąd powstała jeszcze jedna zmiana pozornie tylko drobna — zamiast zwykłe- go zwrotu „szedł na Lachów” znajdujemy w zmodyfikowanym tekście znacznie rzadsze wyrażenie „szedł---ku Lachom”. W takiej też postaci zapiska latopisarska 981 wymieniająca po raz pierwszy Przemyśl weszła zarówno do Zwodu początkowego, jak i do Powieści dorocznej. Reasumując stwierdzamy, że zapiska latopisarska 981 roku w mo- mencie swego powstania na kartach krótkiego latopisu dworskiego w X w. była datowana drugim rokiem panowania Włodzimierza I, odpowiadają- cym rokowi marcowemu 979 i mówiła pierwotnie o wyprawie Włodzi- mierza I na Lachów-Lędzian. Uległa ona modyfikacji w XI w. zapewne dzięki działalności latopisarskiej w Cerkwi Dziesięcinnej, polegającej na dodaniu, zapewne na podstawie wiarygodnej tradycji przez pisarza znają- cego dobrze zachodnie krańce Rusi — nazw zajętych wówczas grodów. Przesunięcie datacji wyprawy na rok 979 pozwala na połączenie jej w łańcuch przyczynowo-skutkowy z takimi wydarzeniami politycznymi, jak rozerwanie przymierza czesko-polskiego, wprowadzającego element niestabilności i niepokoju również na wschodnich kresach obu państw, jak i odbywająca się w tym samym roku wyprawa cesarska na Polskę. 40 S. Zakrzewski, Śląsk i Morawy za Mieszka I, Kwartalnik Historyczny, t. 31, 1917, ss. 11—13. 41 Zob. T. Wasilewski, Dulębowie—Lędzianie—Chorwaci, op. cit., ss. 191—193.
Jan Tyszkiewicz PROBLEM POGRANICZA NA WSCHÓD OD SANU W VI—XIII WIEKU (Z TEORII) Chcę poczynić kilka uwag ogólnych mających raczej charakter teo- retyczny, nie kładąc nacisku na rozwiązania merytoryczne, związane z dziejami północno-wschodniego Podkarpacia. Rozwiązania takie wyma- gają zresztą nie tylko obszernego materiału źródłowego, lecz również stosowania głęboko przemyślanych metod badawczych. W szerokoch ra- mach wczesnego średniowiecza — ośmiu stuleci — łatwiej zauważyć pra- widłowości, które zarysowują się w procesach kulturowych, osadniczych i formowaniu się wczesnofeudalnych jednostek politycznych. Długie od- cinki czasowe stwarzają należytą perspektywę i umożliwiają porządko- wanie faktów, pomijając lub sprowadzając do odpowiedniej wielkości wydarzenia skrajne, wyjątkowe oraz informacje przypadkowe. Temat pogranicza w wododziale zlewisk dwóch akwenów morskich — Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego — ma z pewnością trzy aspekty w działaniach poznawczych: 1) aspekt historiograficzny, 2) aspekt meto- dyczno-żródłowy i 3) aspekt rozważań merytorycznych. Przyjrzyjmy się niektórym problemom i stanowiskom badaczy. Otóż naszym zdaniem badanie pogranicza na wschód od Sanu stanowi temat niezwykle rozle- gły, jeżeli dążyć mamy do mniej spornych ustaleń. Ukształtowanie po- wierzchni, łańcuchy górskie w tym zakątku Europy stwarzają niepow- tarzalną sytuację antropogeograficzną, później geopolityczną ziem wodo- działu Wisły i Dniestru. Geografowie XX wieku utworzyli już określe- nie „Brama Przemyska”, co ma uzasadnienie od starszej epoki kamie- nia po obronę twierdzy przemyskiej podczas I wojny światowej. Nie wchodząc w szczegóły stwierdzić wypadnie, że właśnie na Pod- karpaciu północno-wschodnim kształtowała się lub przesuwała odwieczna rubież osadnicza i kulturowa. Pogranicze na wschód od Sanu jest pogra- niczem Europy zachodniej i wschodniej, stykiem kultur rolników i ko- czowników, mającym, rzecz prosta, w różnych czasach cnarakter strefo- wy b Średniowieczne pogranicze polsko-ruskie i nowożytne polsko-ukraiń- 1 Do tej problematyki ogólnej nawiązywano podczas dyskusji o pracach nad mo- nograficznymi dziejami Małopolski: A. Podraża, O potrzebie opracowania dziejów
skie może i powinno stać się dogodnym terenem doświadczalnym dla ustaleń ogólnych, odkrywania istniejących tendencji rozwojowych, zja- wisk powtarzalnych i występujących prawidłowości. Wypracowanie odpowiednich rezultatów faktograficznych i rozstrzyg- nięć dotyczących wczesnośredniowiecznego pogranicza między Przemy- ślem a Haliczem zdaje się wchodzić w nową fazę. Istniejące opracowania wykorzystały przede wszystkim nieliczne źródła pisane, tymczasem cią- gle przybywa i przybywać będzie materiału archeologicznego. Upow- szechniają się stale metody interdyscyplinarne oraz intensywniejsze spo- soby eksploatacji źródeł tradycyjnych (kartografia, numizmatyka, ono- mastyka) * 2. Na problem pogranicza nad Sanem, górnym Bugiem i górnym Dnie- strem składa się z pewnością wiązka zagadnień. Są nimi bowiem: a) usta- lanie charakteru i zróżnicowania fizyczno-geograficznego rzeczonych ziem; b) dzieje wczesnośredniowiecznego osadnictwa i gospodarki za- mieszkujących tam grup ludzkich; c) problem kształtowania się formy pogranicza kulturowego, a w konsekwencji powstanie i histeria — d) po- granicza etnicznego i e) politycznego. Dopiero równomiernie lub chociaż dostateczne rozpoznanie naukowe wszystkich tych kompleksów tematycz- nych daje nadzieję na ugruntowane ustalenia ogólne. Z punktu widzenia poznawczego, przy poszukiwaniu rozwiązań obiektywnych czy raczej intersubiektywnych, sprawdzalnych i zgodnych z nowoczesnym warszta- tem naukowym, przyspieszone dążenie do ustaleń syntetyzujących nie jest słuszne. Pościg za nowością, czasem wręcz sensacją naukową, czy też dowodzenie tez przyjętych apriorycznie (np. o zasięgu władztw po- litycznych albo tzw. granic etnicznych) prowadzi na manowce i czyni spu- stoszenie w nauce. Środowisko geograficzne Podkarpacia i Ukrainy zachodniej zostało do- statecznie opracowane przez geografów, aby posłużyć za materiał po- mocniczy do rozważań geohistorycznych. V/ polskiej literaturze nie bra- kuje w tym zakresie opracowań szczegółowych i syntetycznych, zwła- szcza starszych. Dużo uwagi poświęciła tym pogranicznym ziemiom po- wojenna nauka ukraińska i radziecka 3. Stare metody antropogeograficz- Małopolski, Studia Historyczne, R. XV, 1972, z. 2 (57), ss. 161—173; A. Przyboś, U opracowaniu dziejów Małopolski, tamże, R. XVI, 1973, z. 1 (60), ss. 109—111; A. Podraża, Rozważań o Małopolsce jako regionie historycznym ciąg dalszy, tam- że, ss. 113—120. Podobną tematykę podejmował O. Halecki, Borderlands of Wes- tern Ciuilization. A. History of East Central Europę, New York 1952 i inne. 2 Z. Goetel, Z geografii historycznej południowej rubieży państwa polskiego od strony Spiszu i Szarysza, Rocznik Sądecki, t. XII, 1971, ss. 371—386; J. Tyszkie- wicz, Problematyka i potrzeby badawcze wczesnośredniowiecznych dziejów dorze- cza Sanu i górnego Bugu, Rocznik Przemyski, t. XVI—XVII, 1976/1977, ss. 5—-20. 3 Pomijając starsze opracowania (typu: A. Sujkowski, Geografia ziem daionej Polski, Warszawa 1918) wymienić można przykładowo prace profesora Uniwersy- tetu Jagiellońskiego: V/. Kubijowicz, Atljas Ukraini i smeżnych krain, Lviv 1937, tegoż, Geografija ukrainskych i smeżnych zemel, Lviv 1938, czy monografię — R. Kuntze, J. Noskiewicz, Zarys zoogeografii polskiego Podola, Prace Naukowe, Towarzystwo Naukowe we Lwowie, Dział II, t. IV, Lwów 1938. Por. też: Ukraina. Teraźniejszość i przeszłość, red. M. Karaś, A. Podraża, Uniwersytet Jagielloński, Prace Historyczne, z. 32, Kraków 1970, ss. 13—64; M. W. Karandewa, Geomorfolo- gia ewropskoj czasti SŚSR, Moskwa 1957; G. F. Prichotko, Klimat Ukrainy, Le- ningrad 1967; Ukrainskaja SSR i Mołdawskaja SSR. Geograficzeskij atljas, Mosk- wa 1960 i inne.
ne czy zmodyfikowane przez geografię gospodarczą pozwalają ustalić pewne ramy przestrzenne i determinanty środowiskowe, wpływające na dzieje bytujących społeczeństw. Kartograf o wanie stref i regionów kultur archeologicznych daje możliwość odtwarzania sieci wyodrębniających się terytoriów, utrzymywania się długotrwałych granic, najczęściej opartych o przeszkody geograficzne (łańcuchy górskie, zwarte obszary leśne, pu- stkowia, bagniska). Dzieje osadnictwa i gospodarki społeczeństw prahistorycznych pod- legają prawom zarówno historycznym, jak i przyrodniczym. Bogactwa naturalne, żyzność gleb i względy obronności powodowały zasiedlanie i utrzymywanie wbrew naciskom zewnętrznym określonych krain, obro- nę wypróbowanych rubieży i wychodni cennych kopalin (surowce skalne, solanki) 4. Zmiany przyniósł okres wędrówek ludów, rozpoczęty migra- cjami germańskimi albo też germańsko-słowiańskimi w II—III w. n.e. przez dorzecze Wisły ku Morzu Czarnemu. Zakłócił on wcześniejszą sta- gnację i przełamał barierę osadniczo-kulturową na karpackim przedpolu Bramy Przemyskiej. Archeologiczną kulturę czerniachowską nad Dnie- strem i środkowym Dnieprem cechowały interregionalne elementy środ- kowoeuropejskie, nawiązujące zarówno do germańskiego, jak i prasło- wiańskiego (kultura przeworska) kręgu kulturowego5. Już dawniej (F. Bujak 1948, J. Skrzypek 1962) sugerowano, że właśnie drogą w górę Bugu, a później na północ wzdłuż Dniepru przesuwały się plemiona sło- wiańskie wywodzące się z dorzecza Wisły 6. Zapewne nie przez przypadek także i Adam Naruszewicz pierwotnie siedliska Wiatyczy i Radymiczy lokalizował nad górnym Bugiem. W V—VI w. nad Dniestrem nastąpiło porzucenie dotychczasowych sa- dyb, rzadkie osadnictwo skoncentrowało się w nielicznych osadach, czę- sto obronnych (np. Zimne, koło Włodzimierza). Cały zresztą okres pano- wania Hunnów i Awarów (do koń. VII w.) Podniestrze było stosunkowo opustoszałe7. Znaczny ciężar dowodzenia — rozpoznanie sytuacji osad- niczej oraz ustalenie zasięgu terytorialnych grup kulturowych metodą archeologiczną — spoczywa właśnie na tym odcinku chronologicznym (tj. V—VIII w.). Ustalanie geografii plemiennej z IX—X stulecia trady- cyjnie łączy rekonstrukcję zgrupowań osadniczych, elementy kultury uchwytne w wykopaliskach oraz zasięg władztwa politycznego (teryto- 4 Ciekawą próbę kartogiaficznego przedstawienia terytoriów zajmowanych przez prahistoryczne ludy na Ukrainie, przy wykorzystaniu materiałów archeolo- gicznych i źródeł pisanych, dał B. A. Rybaków, Gerodotowa Skifija, Moskwa 1979. Z polskich syntez ostatnio: Kultury i ludy dawnej Europy, red. S. M. Kozłowski, Warszawa 1981, zwłaszcza mapa nr 31 (późny okres halsztatu), nr 32, 33, 34 (ok- res lateński), nr 35 (wczesny okres rzymski). 5 G. I. Smirnowa, Poselenje u s. Nezioisko w perwyje weka nowoj ery, Ma- teriały i issledowanija po archeologii SSSR, t. 116, 1964, ss. 196—212; P. N. Tretj’a- kow, U istokow drewnerusskoj narodnosti, Leningrad 1970; K. Godłowski, Ukraina w okresie późnolateńskim i wpływów rzymskich, [w:] Ukraina. Teraźniejszość i przeszłość, ss. 191—200. 8 F. Bujak, Skąd przybyli Radymicze i Wiatycze na Ruś, Swiatowit, t. XX, 1948/1949, ss. 59—110; F. G. Sołow’jewa, K woprosu o prichodie Radimiczej na Rus, [w:]Slawjanie i Rus, Moskwa 1968, s. 352—356; J. Tyszkiewicz, Radymicze, Słownik starożytności słowiańskich, t. IV cz. 1, Wrocław 1970, ss. 455—457. 7 A. T. Smilenko, Slowjam ta ich susidi w stepowomu Podniprowi (II—XIII st.), Kijew 1975, ss. 58—118.
rium wczesnośredniowiecznego plemienia). Same źródła pisane i topono- mastyczne są tu niewystarczającą podstawą do rozstrzygnięć, nawet wy- łącznie problematyki historyczno-politycznej 8. Nie przeprowadzono dotąd gruntownych studiów językoznawczych o najstarszym nazewnictwie miejscowym i wodnym interesującego nas obszaru. Do nazw głównych grodów nawiązywano niejednokrotnie, lecz jedynie pomocniczo 9. Oblicze etniczne kompleksów osadniczych z IX— XIII w. nie może być ustalone wyłącznie metodą archeologiczną 10 11. Do- kładniejsze studia nad materiałem archeologicznym z całego górnego Pobuża i Wołynia zachodniego wykazały istnienie w VIII—XI stuleciu szerokiej strefy regionalnej kultury słowiańskiej, o cechach przejścio- wych n. Do wyciągnięcia szerszych wniosków i odtworzenia wczesno- średniowiecznych obszarów kulturowych trzeba tutaj jeszcze co najmniej kilku podobnych opracowań z terenów sąsiednich. Jednostki etniczno- osadnicze wczesnośredniowiecznych plemion odtworzyć uda się dopiero po serii podobnych monografii oraz studiach historyczno-językoznaw- czych. Prace Z. Stiebera, T. Lehra-Spławińskiego, T. Milewskiego, S. Ur- bańczyka, K. Dejny i innych są punktem wyjścia w literaturze polskiej do poznania dróg formowania się nowych gwar przejściowych na tery- torium o zmiennych losach osadniczych i politycznych 12. Pewne postę- py w poznaniu średniowiecznej toponomastyki Rusi wołyńskiej i halic- kiej zarysowują się także dzięki ostatnim studiom radzieckim13. Rozpoznanie rubieży geograficznych i szachownicy ekologicznej w dorzeczu Dniestru dać może odpowiednią podstawę do studiów na tym terenie historii koczowników w IX—XI w. W wypadku ludów stepowych rubieże osadnicze i gospodarcze — a w konsekwencji etnicz- ne — opierały się o strefy przyrodnicze. Zasięg władztwa politycznego był regulowany układem sił militarnych i ograniczał się najczęściej do ściągania haraczu i kontroli elity władzy14. Nowe znaleziska cmenta- 8 J. Skrzypek, Studia nad pierwotnym pograniczem polsko-ruskim w rejonie Wołynia i Grodów Czerwieńskich, Warszawa 1962. Tu przegląd starszej literatury. 9 Np.: Ja. D. Isaewicz, „Grady Czerwenskije" i Peremyszlskaja Zemlja w poli- ticzeskich wzaimootnooszenijach meżdu wostocznymi i zapadnymi Slawjanami (konec IX — naczalo XI w.), [w:] Issledowanija po istorii slawjanskich i bałkań- skich narodow, Moskwa 1972, s. 111. 10 Patrz publikacje: M. M. Kuczinko, Naselenije bassejna werchnego Sana i Wisłoka w IX—XIII w., Sowetskoje Slawjanoznanije, 1971, ss. 65—72; tegoż, Ma- tenalnaja kultura naselenija meżdureczija Zapadnogo Buga i Wepra w IX—XIII w., Issledowanija po istorii, ss. 78—91. 11 Monografia: A. Nowakowski, Górne Pobuże w wiekach VIII—XI. Zagadnie- nia kultury, Łódź 1972. 12 Por.: Z. Stieber, Geneza gwar laskich, Kraków 1934; tegoż, Sposoby pow- stawania słowiańskich gwar przejściowych, Kraków 1938; Ó historycznych losach pogranicza w Bramie Morawskiej: J. Tyszkiewicz, Z badań nad wczesnośrednio- wiecznym osadnictwem górnego dorzecza Odry, Studia z dziejów osadnictwa, t. 1, Warszawa 1963, ss. 7—72; M. Parczewski, Płaskowyż Głubczycki we wczesnym średniowieczu, Warszawa — Kraków 1982. 13 Slawjanskije drewnosti. Etnogenez, Materialnaja kultura drewnej Rusi, red. W. D. Koroljuk, Kijew 1980. 14 W historiografii polskiej na problem pogranicza z koczownikami na wodo- dziale Wisły i Dniestru zwracali uwagę tylko nieliczni uczeni: E. Kucharski (1938) i S. M. Kuczyński. Patrz tego ostatniego: Wschodnia granica państwa polskiego w x w. (przed rokiem 980), Początki państwa polskiego. Księga tysiąclecia, t. I, Poznań 1962, ss. 233—251 i mapa.
rżyska węgierskiego z 1 połowy X wieku w Przemyślu pokazują zło- żoność problematyki dziejowej i trudności interpretacyjne wynikające z braku szerszych studiów nad pograniczem w Bramie Przemyskiej dla okresu wczesnośredniowiecznego (po wielkich migracjach słowiań- skich) 15. Dzieje Rusi zachodniej w XII—XIII w. stanowią punkt wyjścia re- konstrukcji pogranicza plemiennego, przy zastosowaniu klasycznych metod geografii historycznej, przede wszystkim metody retrospektyw- nej 16. Ruś Kijowska jako silnie scentralizowane państwo wieloplemien- ne i wieloetniczne powodowało zacieranie pierwotnych rubieży kul- turowych, etnicznych i osadniczych (przesiedlenia, zasiedlanie uzy- skanych nowo terenów, intensyfikacji wymiany handlowej, powstanie nowych grodów i miejsc targowo-rzemieślniczych, wojny itd.)17. Granice polityczne Rusi Włodzimierskiej oparte zostały na rubieżach geograficz- nych i militarnych 18. Mechanizmy przemian kulturowych i etnicznych na pograniczu pol- sko-ruskim dają się obserwować na przykładzie północnego i wschod- niego Mazowsza. Nazwa ,,Podlasie” np. pojawiła się dopiero w XIV w. a konglomerat kulturowo-osadniczy, jaki ona określa, powstał w ciągu trzech wcześniejszych stuleci. Przy fenomenie tym nie ma mowy o jed- norodności, wręcz przeciwnie, o strefie wzajemnej koegzystencji, prze- nikania i przemieszania różnoetnicznych elementów podporządkowa- nych zmiennej władzy politycznej: ruskiej, polskiej i litewskiej, najdłu- żej zaś ruskiej 19. Tradycyjne metody archeologiczne (klasyfikacja, typologia, opis, inwentarz, posługiwanie się najbliższą analogią itd.), przy małym zróż- nicowaniu cech charakterystycznych i niedostatecznym zbadaniu od- nalezionych stanowisk archeologicznych, nie są dziś wystarczające do wytyczenia pogranicza etnicznego i granicy politycznej. Drogę wyjścia, tzn. odpowiednią metodę dla prahistoryka w tym zakresie, wskazali G. S. Knabe, P. N. Tretjakow i W. Hensel20. W przeciwnym razie ar- cheolog pozostaje na łasce przypadkowo lub apriorycznie dobranych są- 15 A. Koperski, M. Parczewski, Wczesnośredniowieczny grób Węgra-koczowni- ka z Przemyśla, Acta Archeologica Carpathica, t. XVIII, 1978, ss. 151—199. 18 O możliwościach i jej zastosowaniu najobszerniej: F. Persowski, Studia nad pograniczem polsko-ruskim w X—XI wieku, Wrocław 1962. 17 Były to prądy slawizacyjne ku Litwie, w górę Wołgi, w step, w dół bie- gu Dźwiny zachodniej itd. Patrz uwagi: J. Tyszkiewicz, Cultural processes con- nected with ezpansion oj the Rus of Kieu towards Lithuania in the 9th — llth centuries, Archaeologia Polona, t. XVI, 1975, ss. 107—126. 18 W. Paszuto, Oczerki po istorii Galicko-Wołynskoj Rusi, Moskwa 1950; J. Kot- larczyk, Grody Czerwieńskie a karpacki system obronny pod Przemyślem we wczesnym średniowieczu, Acta Arch. Carp. t. XI, 1969/1970, nr 2, ss. 239—269: N. F. Kotljar, K woprosu o genezie wostocznoslawfańskich gorodow. Na materija- lach Galicziny i Wolyni, [w:] Slawjanskije drewnosti, red. W. D. Koroljuk, Kijew 1980, ss. 117—133. 19 J. Tyszkiewicz, Mazowsze północno-wschodnie we wczesnym średniowieczu. Historia pogranicza nad górną Narwią do poł. XIII w., Warszawa 1974. 20 W. Hensel, Zagadnienie etnicznej kwalifikacji źródeł archeologicznych, Ar- cheologia i prahistoria, Studia i szkice, Wrocław 1971 ss. 465—491; P. N. Tretj’akow, Finno-Ugry, Bałty i Slawjanie na Dneprie i Wołgie, Moskwa 1966, ss. 3—5.
dów i orzeczeń historyków21. Odtwarzanie linii obronnych przez kar- tografowanie rozmieszczenia grodzisk (często nie badanych archeologicz- nie) może co najwyżej być pożyteczne przy ustalaniu późnych granic politycznych (z XII—XIII w.)22. Wcześniej (IX—XI w.) o władztwie nad jakimś terytorium decydował gród położony centralnie. Archeolog i prahistoryk zajmujący się VI—XIII stuleciem zapomi- na czasem, że kultura materialna uchwytna w wykopaliskach współ- tworzy tylko całość kultury. Język i świadomość przynależności gru- powej decydują o etnosie, a często i o tendencji politycznej warstwy rządzącej. Nadbużańska, przejściowa strefa kulturowa istniejąca w VII— XI w., jest przykładem krzyżowania się różnych rodzajów pogranicza. Wymienne występowanie nazw: Lędzianie — Bużanie — Dulębowie nad górnym Bugiem i na wododziale z Dniestrem, na oznaczenie tego samego plemienia (różnice w czasie, nie zaś terytorium), nie świadczy rzecz prosta jednoznacznie o przynależności etnicznej owej społeczności do zachodnich czy wschodnich Słowian23. W VI—VIII w. ważniejszą rolę w dziejach społeczeństw słowiańskich odgrywało pogranicze typu przyrodniczego i osadniczego. W X—XIII w. o pograniczach innego ty- pu decydował już układ sił politycznych i militarnych sąsiadujących ze sobą państw, tj. dzieje zmagań struktur społeczno-politycznych. Kształtowanie od końca X w. nowego pogranicza etnicznego, kulturo- wego i politycznego pod dominantą ruską jest uchwytne zarówno nad górnym, jak i środkowym Bugiem 24. Wszystkie te uwagi mają charakter teoretyczny, a sądy o istnieją- cych w tym zakresie prawidłowościach hipotetyczny. Bronią natomiast niezachwianie założenia, że badania nad pograniczem podkarpackim: sło- wiańsko-koczowniczym i wschodnio-zachodniosłowiańskim, wymagają nadal szerokich studiów interdyscyplinarnych, uwzględniających wszy- stkie aspekty dzielące (geograficzne, osadnicze, ekologiczne, antropolo- giczne, kulturowe, etniczne czy polityczne). Dobre zbadanie zjawiska pogranicza na przestrzeni dziejów wczesnośredniowiecznych ma duże znaczenie teoretyczne i metodyczne dla rowoczesnych studiów histo- rycznych (historia kultury, socjologia, geografia historyczna itd.). 21 Niedawno: M. Miśkiewicz, Mazowsze wschodnie we wczesnym średniowieczu, Warszawa 1981, ss. 106—-116. 22 P. A. Rappaport, Wojennoje zodczestwo zapadnorusskich zemel X—XIV we- ków, Materijały i issledowanija po archeologii SSSR, nr 140, Moskwa—Leningrad 1967. 23 T. Wasilewski, Dulębowie—Lędzianie—Chorwaci. Z zagadnień osadnictwa plemiennego i stosunków politycznych nad Bugiem, Sanem i Wisłą w X w., Prze- gląd Historyczny, t. 67, 1976, nr 2, ss. 181—193. 24 Do takich wniosków doszliśmy w monografii: J. Tyszkiewicz, Środowisko naturalne i antroporegiony w dorzeczu Narwi przed 1000 lat, Wrocław 1975.
Jerzy Motylewicz PROBLEMATYKA POCZĄTKÓW MIAST NA RUSI CZERWONEJ WE WSPÓŁCZESNEJ HISTORIOGRAFII RADZIECKIEJ Problem genezy miast, mimo sformułowania licznych teorii oraz bogatej literatury, pozostaje nadal otwarty. Natomiast próby podporząd- kowania całości zjawiska historycznego, jakim było formowanie się miast ogólnym teoretycznym koncepcjom, relatywnym do określonych programów metodologicznych, nie wytrzymują krytyki naukowej, a wy- niki badań szczegółowych, przede wszystkim w archeologii, podważają takie założenia badawcze. Dowodnie wskazuje na to rozwój polskiej nau- ki historycznej w tym zakresie, kroczący od przyjętych pragmatycz- nych poglądów klasycznej już historiografii zachodnioeuropejskiej prze- łomu XIX i XX w., przez koncepcje materialistyczne oparte na dialek- tyce, podporządkowujące całość zagadnienia schematom ogólnym, do zało- żeń teoretycznych ujmujących problem wielokierunkowo w całej jego złożoności. Tymczasem podstawowe, szczegółowe badania konkretnych przypadków, umiejscowionych na określonym obszarze geograficznym i kulturowym, wskazują na znaczną złożoność tego zjawiska nie dającego się ująć w ustalone ogólne zasady oraz posiadającego własną ustaloną różnymi oddziaływaniami specyfikę h Współczesna historiografia radziecka obejmująca swoimi dociekania- mi problematykę miejską, w znacznym stopniu opiera się jeszcze na ogólnych, wcześniej wypracowanych koncepcjach. W dużym stopniu wykorzystuje wyniki badań osiągnięte w latach czterdziestych i pięć- dziesiątych przez już klasyków historiografii radzieckiej: B. D. Greko- wa, M. N. Tichimorowa, N. N. Woronina, A. M. Sacharowa, W. T. Ry- bakowa, W. T. Paszuty i M. G. Rabinowicza1 2. Przyczyn tego, jak 1 Za takim ujęciem problemu opowiada się m. in. J. Wyrozumski pisząc „[...] gród z czasów plemiennych tylko w małym stopniu mógł być czynnikiem miasto- twórczym, a jeżeli nim był, to na pewno nie bez współdziałania innych czynni- ków...”; tenże, Sieć miejska w Małopolsce w średniowieczu i u progu czasów nowo- żytnych, „KHKM”, R. XXVIII, 1979, nr 3, s. 365. 2 Przejawem wzrostu zainteresowania zagadnieniami miejskimi jest opubliko- wanie dwóch książek poświęconych tej tematyce — Russkij gorod. Izdatielstwo Moskowskogo Uniwersitieta, wypusk 1, 1976; wypusk 2, 1979. 21 — Rocznik Przemyski
sądzić można, szukać należy w niedostatecznych jeszcze osiągnięciach badań szczegółowych, monograficznych, tak historycznych, jak i archeo- logicznych. Szczególnie ta ostatnia dziedzina nauki mimo znacznych osiągnięć nie w pełni wykorzystuje swoje ogromne możliwości ba- dawcze. Jej wyniki bowiem są często weryfikatorem przekazów pisa- nych, ale także niekiedy stanowią jedyne źródło wiedzy historycznej, tym bardziej cenne, że faktycznie do okresu Rusi Kijowskiej zachowały się ze źródeł pisanych niemal wyłącznie latopisy. Metodologiczne założenia badań szczegółowych podporządkowane zostały nadrzędnym historiozoficznym teoriom, choć i w tej mierze dają się zauważyć — począwszy od lat siedemdziesiątych — nieznaczne zmiany. Wyrażają się one w bardziej wszechstronnym spojrzeniu na mia- sto i jego początki. Z nowymi poglądami wystąpili przedstawiciele młod- szej generacji historyków: M. N. Kotlar, N. W. Karłów, A. J. Niejsychin, W. W. Ajlich i M. P. Kuczera 3. Poajętą przez nich tematykę badawczą nad początkami miast ruskich uszeregować można według następujących ogólnych zagadnień: a) czynniki miastotwórcze, b) etapy rozwoju miast i c) chronologia etapów rozwojowych. Punktem wyjścia do rozważań nad początkami miast było założe- nie, że obszar nad Bugiem i środkowym Sanem zamieszkiwały plemio- na wschodniosłowiańskie przechodzące wszystkie przez te same szczeble rozwoju. Pozostawały one pod silnym wpływem centralizującego od- działywania Kijowa 4. Znaczna grupa historyków i archeologów skłania się ku poglądowi, że początków miast ruskich szukać należy w grodzisku, dworze feudal- nym, ośrodku rzemieślniczo-handlowym i administracyjno-politycznym5. Wspomniane formy osadnicze określone zostały mianem „zaród iszcz” lub za Witoldem Henslem „embrionów”. Ulegały one — zdaniem wspom- nianych historyków — dość znacznym przeobrażeniom prowadzącym do ukształtowania się określonych funkcji osady. Liczba i zakres fun- kcji ulegały częstym przemianom z tym, że pierwotnie występowały one niekiedy jednocześnie. Jednym z warunków kształtowania się pozostałych założeń miej- skich był rozwój feudalizmu i rolnictwa, a w konsekwencji wzrost ludzi luźnych i wolnych, wchłanianych przez kształtujące się ośrodki miej- skie 6. W przedstawionych poglądach daje się zauważyć brak indywidual- nego spojrzenia na konkretne miasto czy grupę miast posiadających 3 N. F. Kotljar, K woprosu o genezisie wostocznosłowiańskich gorodow. Na materiałach Galicziny i Wołyni. [w:] Słowianskije dnewnosti, Etnogenez, Material- naja kultura driewnlej Rusi, Sbornik naucznych trudów, Kijew 1980, ss. 117—133; N. W. Karłów, O faktorach ekonomiczeskogo i politiczeskogo rozwitia russkogo goroda w epochy srednewekowia, [w:] Russkij gorod, Moskwa 1976; A. J. Niej- sychin, Problem i jewropejskogo feodalizma, Moskwa 1974; W. W. Aulich, Z istorii dolitopisnogo Halicza, [w:] Doslidżennia z słowiano-ruskoj archeologii, Kijew 1976; M. P. Kuczera, Archeołohiczeskije issledowanija wołyńskogo otrjada, Kijew 1971. 4 M. N. Tichomirow, Drewnierusskije goroda, Moskwa 1956, ss. 58—62. 5 A. M. Sacharow, Goroda Sewero-Wostocznoj Rusi IV—XV w., Moskwa 1959, ss. 17—19. 6 W. W. Karłów, op. cit., s. 37.
własną, niekiedy znacznie odmienną drogę rozwoju. Nieuzasadnione jest więc przyporządkowanie wszystkich miast na tak dużym terytorium, jakie zajmowała Ruś Kijowska, jednemu ogólnemu schematowi pro- cesów rozwojowych. Odnosi się to również do miast nad Sanem i Bu- giem pozostających pod wpływami zachodnimi. Większość wspomnianych historyków stoi na stanowisku, że najstar- sze wymienione w latopisach osady, jak: Przemyśl, Czerwień, Halicz powstały jako centra związków plemiennych, a następnie terytorialnych. Miasta ,,zarodiszcza” w swoim rozwoju aktywnie uczestniczyły w prze- chodzeniu od związku plemiennego do ziemsko-terytorialnego. Władanie miastem oznaczało podporządkowanie otaczającej go włości, ziemi7. Miasta w znacznym stopniu formowały zależną od nich włość prowadząc do powstania określonych jednostek terytorialnych i politycznych. W końcu XI w. kiedy terytorialne związki na interesującym nas obsza- rze były oczywiste, latopisy stawiają znak równości między miastem a włością. W okresie następnym pojęcie włość stopniowo oddzieliło się od pojęcia miasta, przyjmując własne znaczenie treściowe 8. Począwszy od lat trzydziestych XII w. włość przemyska występuje w latopisach jako terytorialno-państwowa jedność biorąca nazwę od miasta9. Następny etap kształtowania się miast był stosunkowo długi i oznaczał oddzielenie się miasta od wsi. W tym okresie nastąpił dalszy rozwój miast w wyniku tzw. „okniażenia terytoriów”, tj. podporządko- wania dawnych starych centrów terytorialno-plemiennych przez ksią- żąt ruskich. W tym czasie zakładano nowe grody-twierdze jako ośrodki administracyjno-obronne władzy książęcej. Były one zamieszkałe przez Tywerców, Chorwatów i inne grupy etniczne 10. Z chwilą powstania miast Rusi Czerwonej intensyfikował się proces jednoczenia okrąża- jących je ziem. Na podstawie powyższych wywodów wysunięte zostały następujące etapy i chronologia rozwoju miast na Rusi Czerwonej: od VI do VII w. — powstanie ,,zarodiszcz” miast; od VI do IX w. — rozwój i ugrun- towanie „zarodiszcz”; od drugiej połowy IX w. do X w. początki two- rzenia się wczesnofeudalnych miast; na przełomie XI i XII w. formo- wanie się rozwiniętych miast; od XII do XIII w. wzrost liczby miast. 7 N. F. Kotljar, op. cit., s. 124. 8 Tenże, Z istorii pierierastannja pleminnich sojuziw i teritorialni objed- nania w Schidnij Ewropi (VII—X st.), „Ukrainskij Istoricznii Żurnał”, 1978, nr 1, s. 70. 9 Tenże, K woprosu o genezisie..., s. 125. 10 Tamże, s. 126.
Dzwonnica, olej — płótno, 60X50
Maria Cabalska TULIGŁOWY, GRODZISKO Z POTRÓJNĄ LINIĄ WAŁÓW A PROBLEM GRODÓW CZERWIEŃSKICH Słaby stan przebadania grodów Polski południowej, brak pomiarów oraz silne zniszczenie poszczególnych obiektów powodują, że klasyfika- cja typologiczna i chronologiczna założeń obronnych nastręcza nadal wiele trudności. Dotyczy to przede wszystkim różnorodnych obiektów określanych ogólnie mianem ,,wielkich grodów” \ które wiąże się z dwo- ma głównymi plemionami małopolskimi Wiślanami i Lędzianami. Wśród wielkich grodów małopolskich wyodrębniającą się grupę stanowią fortyfikacje wzniesione na prawie jednolitym planie określone przeze mnie jako grody typu Chełmiec1 2. W przykarpackim pasie Słowiańsz- czyzny zachodniej3 i wschodniej 4 pojawiają się w IX w. grody obwaro- wane potrójnym wałem. Budowano je na terenach z dawna zasiedlonych, na miejscu starszego pierścieniowatego grodu, jak w Chełmcu, woj. No- wy Sącz czy też osady otwartej, jak to ma miejsce w Tuligłowach5. 1 E. Dąbrowska, Wielkie grody dorzecza górnej Wisły Wrocław—Warszawa— Kraków—Gdańsk, 1973, ss. 51—57. 2 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko w Chełmcu na tle podobnych założeń obronnych z terenu Polski Południowej, Prace Archeologiczne z. 10, Zeszyty Nau- kowe Uniwersytetu Jagiellońskiego, ss. 69—93, tejże, Der mehrgliedrige Burgwall in Tuligłowy, woj. Przemyśl und die Forschungsproblematik der mit dreifachen Wdllen umgebenen Festungsanlegen, Archeeologia Polona t. XXI—XXII. 1984 s. 63—87 tejże, Zagadnienie grodzisk z potrójną linią wałów w świetle badań w Tuligłowach, woj. Przemyśl, Materiały i Studia Muzealne, t. IV, 1981, Przemyśl 1986 s. 5—33. 3 Uyznamne Slouanske Naleziskd na Slonensku, Bratislava 1978, ss. 21—24, 58— 59, 98—99, 144—146, 147—148, 193—195, 205—207. 4 D. G. Teodor, Les etablissements fortifies des regions est-Carpatiques de la Rumunia aur VIIe—XI« siecles de notre ere, Slovanska Archeologia, t. XXVI, ss. 69—77, B.O. Timosćuk, Sloniani pivnicoj Pukaniny V—IX st, Kyiu 1976, ss. 61— 82, 160. 5 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko wczesnośredniowieczne w Tuligłowach w świetle badań 1975 roku, Materiały i Studia Muzealne, t. I Przemyśl 1978, s. 67, ryc. 10; tejże, Tuligłowy, prouince of Przemyśl, A Large Multi-Section Fortified Township of Early Middle Ages Recherches Archeologiąue de 1979, 1980, 1981; LTn- stitut d’Archeologie de L’Universite de Cracovie, 1980, 1981; tejże, Wieloczłonowe
Te liczne fortece pozostają w związku z naciskiem koczowników, a mia- nowicie Węgrów ujarzmionych przez Chazarów i Pieczyngów, którzy aż do końca XI w. stanowili groźbę dla sąsiadujących z nimi ludów. Fakt ten stanowi o pewnej odrębności rozwoju Małopolski w stosunku do północnej strefy Słowiańszczyzny, gdzie obserwujemy przejście od du- żych jednoczłonowych założeń do małych grodów wieloczłonowych, ota- czanych pojedynczą linią wałów. W strefie przykarpackiej założenia z potrójnymi wałami są na tyle liczne, że zwróciły na siebie uwagę nie- których badaczy. Potrójne obwałowanie pojawia się zarówno w gro- dach jednoczłonowych6, np. Chodlik, woj. Lublin, Szczaworyż, woj. Kielce czy Chełm, woj. Tarnów, jak i w dużych założeniach wieloczło- nowych. Tuligłowy7 są pierwszym, potrójnie obwarowanym grodem z tery- torium lędziańskiego dorzecza Sanu, którego rozpoznanie dzięki trwa- jącym badaniom jest w miarę pełne. Za istotne cechy omawianych grodów8 należy uznać 1) potrójny pierścień wałów grodu właściwego, 2) istnienie wału zamykającego umocnienia bramy, 3) podgrodzie ufortyfikowane kilkoma wałami zapo- rowymi. Najdalej na zachód wysuniętymi grodami z potrójną linią wałów są obiekty w Tilleda9 oraz w Lendin-Falsenberg10 11. Potrójne wały mają liczne grodziska z terenu Słowacji zerejestrowane i opisane przez St. Janśakan. Liczne są grody tego typu z obszaru Małopolski, przy czym Lubomia, woj. Katowice 12, została usytuowana na przedpolu Bra- my Morawskiej. Istnienie wału ubezpieczającego bramę jest charakterystycznym skła- dnikiem tych fortyfikacji. W Chełmcu i Lubomi wał ten stoi przed bra- mą ubezpieczając wejście. W Tuligłowach wejście do grodu znajduje się nie na osi podłużnej jak w wymienionych obiektach, lecz na osi po- przecznej od południa. Wał prostopadły umacniający bramę posado- wiono we wnętrzu między wałem okrężnym III a pierwszym wałem zaporowym i w ten sposób zamyka on przedbramie o powierzchni 1600 m2 (ryc. 1). Otoczone kilkoma wałami podgrodzie stanowi ważny element oma- wianych fortyfikacji, jako człon umożliwiający zwiększenie liczby miesz- kańców oraz umacniający przedpole grodu. Szczegółowe rozpatrzenie planu grodziska w Tuligłowach (ryc. 1), a w szczególności wymiary wchodzących w jego skład podgrodzi wska- zują, że jest to założenie rozległe ze względu na szerokie rozpostarcie grodzisko w Tuligłowach, woj. Przemyśl, a problematyka badawcza założeń obron- nych obwarowanych potrójną linią wałów [w:] Południowo-wschodnia Polska w pierwszym tysiącleciu nowej ery, Przemyśl 1979, ss. 13—15. 6 E. Dąbrowska, Wielkie grody, ss. 149—152, 169—170. 7 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko wczesnośredniowieczne w Tuligłowach, woj. Przemyśl, Sprawozdania Archeologiczne, t. 31, ss. 255—270. 8 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko w Chełmcu, ss. 88—91. 9 P. Grimm, Zum Stand der Ausgrabungen in der Pfalz Tilleda am Kyjjhdu ser, Jahresschrift fur mitteldeusche Vorgeschichte, t. 49, ss. 99—138. 10 J. Herrmann, Die Slawen in Deutschland, Berlin 1970, ss. 66, 166, abb. 109 c. 11 St. Janśak, Stare osidlenie Slouenska, Sbornik Muzealnej Slovenskej Sploeć- nosti, t. XXV, XXVI, XXVII—XXVIII, XXIX. 12 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko w Chełmcu, ss. 72—74, ryc. 3.
wałów i wielkość podgrodzi otaczających gród właściwy. Sam jednak majdan jest niewielki i liczy zaledwie 0,5 ha powierzchni. Warstwa kul- turowa na poszczególnych podgrodziach jest słabo uchwytna i raczej wskazuje na okazjonalny charakter zamieszkania związany z okresem zagrożenia grodu.
Ryc. 2. Schemat systemu obron- nego Grodów Czerwieńskich w pobliżu Bramy Przemyskiej: 1 — Tuligłowy, 2 — Sielnica, 3 — Aksmanice, A — zwarte obszary leśne krawędzi Karpat z zazna- czonymi pasami łupków menili- towych, B — dział wodny do- rzecza Wisły i Dniestru, C — hi- potetyczna granica polsko-ruska wedle A. Żakiego Nasuwa się zatem pytanie, czy omówione grodzisko stanowi jedno- stkowy przykład budownictwa obronnego, odosobniony na terenie wschodniej części krawędzi Karpat, czy też znajdują się w pobliżu po- dobne założenia dotychczas niedostatecznie rozpoznane. Wyróżniającą dla nich cechą powinno być położenie na obrzeżu Karpat w pobliżu doliny Sanu, tak aby łącznie tworzyły system obronny Bramy Przemyskiej. Wśród grodzisk umiejscowionych na tym terenie pragnę zwrócić uwagę na dwa obiekty, a mianowicie na założenia obronne w Aksmanicach i Sielnicy, oba w woj. przemyskim (ryc. 2). Grodzisko w Aksmanicach zostało dokładnie opisane przez J. Kot- larczyka i A. Żakiego13. Autorzy przedstawili schematyczny plan za- łożenia obronnego oraz omówili jego położenie, co ogromnie ułatwia rekonstrukcję pierwotnego planu grodziska, którą przeprowadzę na pod- stawie publikowanych materiałów. Analiza przebiegu wałów upoważnia do wniosku, że pierwotnie gro- dzisko było otoczone trzema wałami (ryc. 3). Ślady wału wewnętrznego III bardzo źle zachowanego widoczne są na przekrojach obu osi po linii AA i BB w postaci słabo widocznych wzniesień oraz fosy, która, jak twierdzą autorzy, towarzyszy wałowi od strony zewnętrznej na prawie całej długości. Na odcinku północno-wschodnim zaznaczono na planie fragment tego wału w postaci wyniesienia łączącego się z wałem środko- wym. Kulminacja wzniesienia podnosi się, jak stwierdzają autorzy, w sto- 18 J. Kotlarczyk, A. Żaki, Nieznane grodzisko wczesnośredniowieczne w Aksma- nicach pod Przemyślem, Acta Archaeologica Carpathica, t. XI, 1969, ss. 51—62.
Ryc. 3. Aksmanice, woj. Przemyśl, Schematyczny plan grodziska, wedle: A. Żaki, J. Kotlarczyk sunku do wału II o około 3 m od północy, wschodu i południa, a o 10 m od zachodu, co dobrze uwidaczniają oba przekroje osi AA i BB (ryc. 3) i co dodatkowo uwiarygodnia moją rekonstrukcję. Obaj autorzy sądzą, że mniej więcej płaska szczytowa platforma wzgórza była „umocniona jakąś konstrukcją drewnianą, po której nie pozostał już ślad”. Obwód tej platformy, jak podają, „wynosi około 310 m, czyli jest również mniej więcej o jedną trzecią mniejszy od obwałowań wewnętrznych”. Wał wewnętrzny II opasuje wzgórze na wyższym o około 5 m poziomie niż wał zewnętrzny I. Wał II zamyka przestrzeń prawie owalną, a jedynie w północnej części załamuje się pod kątem prawie prostym. Wał zewnę- trzny I tworzy na planie zarys owalny, a od strony zachodniej obniża się hipsometrycznie o około 10 m. W ten sposób mamy trzy ciągi wa- łów, z których zewnętrzny I ma 680 m długości, środkowy II 440 m długości, a wewnętrzny III 310 m długości. Istnieje między nimi za- uważona przez autorów zależność wyrażona zmniejszaniem się przestrzeni obronnej o mniej więcej jedną trzecią. Obszar szczytowy określony przez autorów jako majdan posiada powierzchnię około 0,5 ha 14. 14 Jak wyżej, ss. 55—57.
Ryc. 4. Okolice Aksmanic z zaznaczonym miejscem grodziska (kratka) wedle: A. Żaki, J. Kotlarczyk Ryc. 5. Aksmanice, woj Przemyśl. Morfologia wzgórz grodziska z za- znaczeniem obwałowań wedle: A. Żaki, J. Kotlarczyk Opasany trzema wałami gród właściwy posadowiono na grzędzie dzia- łu wodnego (ryc. 4) między Wiarem a potokiem Zalesie na wysokości 110 m w stosunku do poziomu potoka Zalesie. Szczytowa powierzchnia grzędy aż po krótki (zaporowy) wał NW wynosi około 3 ha 15. Jest ona łatwo dostępna od północnego zachodu i od tej strony wzniesiono wał zaporowy, którego fragment (ryc. 5) zachował się na łącznej długości 75 m po obu stronach leśnej drogi. Jego wysokość wynosi 1,5 m, a sze- rokość 8 m. Oba końce wału schodzą z powierzchni grzędy na skłony dolin. Po wschodniej stronie opisanego wału i około 10 m na północ znajduje się stożkowaty kopiec ziemny podobnej jak wał wysokości, będący najpraw- dopodobniej pozostałością po umocnieniach (ryc. 5). Wspomniany wał oraz kopiec znajdują się w odległości 260 m od wału zewnętrznego, co pozwala na przypuszczenie, że między nimi wznosiły się niezachowane do dziś wały zaporowe. Zły stan zachowania obiektu uniemożliwia odtworzenie wjazdu do grodu i stawia pod znakiem zapytania istnienie wału zamykającego umocnienia bramy. Autorzy opisu sądzą, że przerwy w wałach zewnętrz- nym i środkowym znajdujące się na osi grzędy od strony północno- -wschodniej mogły być bramą. Pełną jednak rekonstrukcję układu mogą zweryfikować jedynie badania wykopaliskowe, w których trakcie dałoby się uchwycić brakujące ciągi umocnień. 15 Jak wyżej, s. 54.
Ryc. 6. Położenie grodziska w Sielnicy na tle osadnictwa wczesnośredniowiecznego wschodniej części Kotliny Dynowskiej, S — grodzisko wedle: M. Parczewski
Ułamki naczyń16 zebrane z grodziska nie umożliwiają dokładnego' określenia czasokresu użytkowania grodu, tym niemniej autorzy sądzą, że pochodzi z ostatnich dziesięcioleci X i początku XI wieku, nie wy- kluczając pewnego cofnięcia w jego datowaniu. Drugi ze wskazanych obiektów znany mi jest z autopsji jako gród o owalnym kształcie, otoczony potrójnymi wałami. Grodzisko w Siel- nicy17 posadowiono na okrągłym wyniesieniu wyodrębnionym przez, doliny małych cieków wpadających do Sanu, od którego dzieli je od- ległość 3,5 km (ryc. 6). Wzniesienie ma stromy, wysoki brzeg od połud- niowego zachodu i z tej strony zachowały się dobrze widoczne ciągi trzech wałów otaczających gród właściwy. Na pozostałym obszarze wa- ły zostały rozorane, ale ludność miejscowa pamięta nasypy ziemne i wskazuje miejsca, gdzie się znajdowały. Wymiary majdanu grodu właściwego wynoszą 136 na 160 m, to jest około 0,5 ha. Wyniesienie ma naturalny opad w kierunku północno-wschodnim i z tej najłatwiej dostępnej strony zachował się wał zaporowy długi 42 m, wysoki 1,5 m, a istnienie drugiego wyda je się bardzo prawdopodobne. A. Żaki przeprowadził niewielki wykop stwierdzając, że wał zaporowy wznie- siono w konstrukcji przekładkowej. Nikle pozostałości wielkiego ongiś założenia utrudniają rekonstrukcję wejścia do grodu i sposobu jego za- bezpieczenia. Na majdanie i na powierzchni wyniesienia znaleziono nie- wielkie' i nieliczne ułamki ceramiki wczesnośredniowiecznej lepionej ręcznie i obtaczanej. Pragnę zaznaczyć, że sama nie znalazłam żadnych skorup wczesnośredniowiecznych,' podobnie jak M. Parczewski18, który prowadził na tym terenie badania powierzchniowe. Na podstawie jednolitości rozplanowania, wielkości założenia i zna- lezionych materiałów ceramicznych sądzę, że wszystkie trzy obiekty są1, sobie współczesne i pochodzą z IX wieku. Usytuowanie, wybór miejsca, oraz sposób rozplanowania przestrzeni obronnej według wspólnego wzor- ca świadczą o istnieniu nadrzędnej myśli organizacyjnej, która powołała do życia omawiane grody. Wykazują one wspólne cechy, jak wielkość majdanu ok. 0,5 ha oraz posadowienie na odnogach zboczowych, korzy- stnie położonych nad niedużymi ciekami wpadającymi do większej rzeki. Fakt ten świadczy, że zostały celowo cofnięte w głąb gór. Łącznie two- rzą układ obronny usytuowany na strategicznie ważnej drodze Bramy Przemyskiej i Kotliny Dynowskiej. Rozmieszczone w dogodnych pun- ktach ubezpieczają się wzajemnie, chroniąc główne bogactwo tej ziemi, a mianowicie sól (ryc. 2). Nie wydaje się słuszne doszukiwanie się w tym układzie rubieży granicznej. Materiały archeologiczne 19 i źródła pisane20 wskazują, że 18 Jak wyżej, ss. 59—60, ryc. 6, 7. 17 A. Kunysz, Grodziska w województwie rzeszowskim, Materiały i Sprawoz- dania Rzeszowskiego Ośrodka Archeologiczneego za 1966, Rzeszów 1968, s. 73, E. Dąbrowska, Wielkie grody, ss. 184—185. 18 M. Parczewski, Badania poszukiwawcze w rejonie Kotliny Dynowskiej, Ma- teriały i Sprawozdania Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego za lata 1973—1975, Rzeszów 1978, s. 158, ryc. 3. 18 E. Dąbrowska, Wielkie grody, ss. 94—95; V.V. Aulich, Zymnwske horodysce, Sloyianska Pamjatka VI—VII st. n.e. v Zachidnij Volyni, Kyiv 1972, ss. 35—39. 20 Constantine Porphyrogenitus, De administrando imperio wyd. Gy. Moravcsik, Budapest 1949, ss. 57—58 i 160.
Lędzianie sięgali pierwotnie do górnego dorzecza Dniestru i Strwiąża. Pojawienie się Pieczyngów 21 w IX w. naruszyło równowagę i wzajemne układy z otaczającymi ich sąsiadami. Sądzę, że omawiane grody pobu- dowano jako obronę terenów z dawna osiedlonych przed naporem Pie- czyngów. Grody ze zwielokrotnioną linią wałów są fortyfikacjami rozległymi, ale niedużymi, ponieważ majdany mają zaledwie 0,5 ha powierzchni. Stali ich mieszkańcy musieli liczyć się ze zwiększeniem się liczby ludności w okresie zagrożenia, toteż w czasie oblężenia gród zapewniał schronienie znacznie większej liczbie ludzi niż ta, jaką stanowili stali ich mieszkańcy. Są one dowodem przyswojenia rozwiniętych umiejętności taktyki obronnej i zaczepnej wobec konieczności podejmowania długo- trwałej obrony i zabezpieczenia na wypadek nagłego ataku. Wzniesie- nie trzech takich grodów wskazuje na przeobrażenie dotychczasowych jednostek społecznych i plemiennych. Wyodrębnienie się zwierzchniej władzy i stworzenie podstaw materialnych władzy poprzez system da- nin znamionowały ówczesny poziom organizacji przedpaństwowych. Jej prymitywizm nawiązujący do chazarskich wzorów22 był bardziej ko- munikatywny i pojawił się razem z gotowym wzorcem grodów potrój- nie obwarowanych. Wielkość budowanych założeń obronnych stoi zawsze w proporcji do konsolidacji wewnętrznej wznoszących je organizacji plemiennych i do wykształcenia się warstwy możnych i książąt zdolnych do podjęcia or- ganizacyjnego wysiłku budowy fortyfikacji. Musieli oni dysponować środkami materialnymi stosując różnoraki przymus dla osiągnięcia celu, jakim był gród zapewniający im oraz okolicznej ludności bezpieczeństwo w razie napadu nieprzyjaciela. To stwierdzenie nie neguje istnienia współczesnych mniejszych założeń na omawianym terenie, odzwiercie- dlających skupiska słabiej zorganizowanych wspólnot, stojących jakby w cieniu głównego nurtu organizacji plemiennych. Wszystko co wyżej powiedziano, upoważnia do stwierdzenia, że na omawianym terenie znajdowała się silna organizacja Lędzian, której materialny dowód widziałabym w grodach otoczonych potrójną linią wa- łów. Ogólnie przyjmowana południowo-wschodnia granica Lędzian23 na terenach nad górnym Bugiem, Sanem, Dniestrem i Strwiążem, pozwala .wytłumaczyć pojawienie się nazw Lach, Lengyel24 u Rusów i Węgrów, jak i u Jaćwingów i Litwinów. Posiadamy bardzo dobry obraz pograni- cza polsko-rusko-pieczyńskiego dzięki przekazowi Konstantyna VII Por- firogenety 25. Jeśli idzie o źródła dotyczące Europy wschodniej, to ce- sarz zaczerpnął je od posłów księcia Igora w 945 r., którzy po zawarciu umowy powrócili do Kijowa zabierając ze sobą posłów bizantyńskich. Lędzianie występują w tym źródle pod nazwami: Lenzanenoi i Lenze- ninoi i jest o nich mowa dwukrotnie. W rozdziale 9 przy opisie przyby- 21 Z. Lewicki, Pieczyngowie, Słownik starożytności słowiańskich, t. 4, 1970, ss. 85—86. 22 H. Łowmiański, Początki Polski, t. IV, 1970, s. 232. 23 T. Lehr-Spławiński, H. Łowmiański, Lędzianie, Słownik starożytności sło- wiańskich, t. 3, 1967, s. 12. 25 Porównaj przypis 20.
wania Rusów w monoksylach do Konstantynopola jest powiedziane 26, że „ich (Rusów) słowiańscy lennicy tak zwani Krywicze i Lędzianie i reszta okolic słowiańskich ścinają monoksyla na ich górach w czasie zimowym,, a kiedy umocowali je razem, kiedy zbliża się wiosna i lód topi, oni (Krywicze i Lędzianie) spławiają je do sąsiednich jezior. A ponieważ, te jeziora mają ujście w rzece Dniepr, spływają do Kijowa [...] ci przy- bysze sprzedają je (okręty) Rusom”. W rozdziale 37 w De administrandO' imperia 27 jest mowa o czterech hordach Pieczyngów, które koczują po zachodniej stronie Dniepru, z których ,,[...] prowincja labdiertim sąsia- duje z terytoriami zależnymi od prowincji Ruś: z Ultinami i Drewlana- mi i z Lędzianami i z resztą Słowian”. Z przedstawionego tekstu wynika, że Lędzianie wycinają pnie na mo- noksyla w swych górach i spławiają je Prypecią, która w tekście okreś- lona jest jako jezioro. Jedyną rzeką, którą Lędzianie nadsańscy mogli spławiać gotowe łodzie, był Styr, wpadający do Prypeci, spławny28 na całej swej długości. Wynika z tego, że osadnictwo lędziańskie sięgało na Wołyń i w dorzecza Bugu, Styru i Dniestru. Lędzianie podlegali zwierzchnictwu książąt warego-ruskich z Kijowa, co nie musiało się łączyć z płaceniem trybutu, ponieważ nie figurują na liście plemion płacących dań Rusi29. Cztery hordy Pieczyngów zajmowały obszar mię- dzy dolnym Dnieprem a wschodnimi Karpatami. Horda labdiertim30 zamieszkiwała obszary najbardziej wysunięte na zachód, musiała więc zajmować z grubsza Podole po silva Pieczyngarum, która oznacza zwarte obszary leśne górnego Bugu i Dniestru, oddzielające lędziańskie obszary rolnicze od koczowisk Pieczyngów. Nadsański obszar razem z innymi terytoriami lędziańskimi znalazł się w zwartej całości przedpaństwowej organizacji, jaką poświadcza do- kument biskupstwa praskiego z roku 1086. Jej śladem jest sięgająca po Bug i Styr (Cracouua Civitas31 ze wszystkimi terytoriami na- leżącymi do wspomnianego grodu, który jest C r a c u u a” poświadczo- na w najstarszej osnowie wymienionego dokumentu. Mogła ona organi- zować wokół siebie odpowiednią grupę zależnych lub sprzymierzonych terenów, które z kolei cieszyły się samodzielnością wewnętrzną, a na- wet zewnętrzno-polityczną. Najprawdopodobniej Lędzian reprezentował w tym układzie jakiś książę stojący na czele opisanej wyżej organizacji grodowej, o czym świadczy wzmianka w traktacie Igora z Bizancjum z roku 944 o księciu Włodzisławie 32 — władcy plemiennego Lędzian. 26 Constantine Porphirogenitus, ss. 57—58, obie wzmianki cytuję wedle tłuma- czenia z angielskiego oryginału udostępnionego mi przez T. Lewickiego, za co ser- decznie dziękuję. 27 Jak wyżej s. 169. 28 J. Skrzypek, Studia nad pierwotnym pograniczem polsko-ruskim w rejonie Wołynia i Grodów Czerwieńskich, Warszawa, 1962, s. 143, H. Łowmiański, Początki Polski, t. V, 1973, s. 496. 29 H. Łowmiański, jak wyżej, s. 17. 30 H. Łowmiański, jak wyżej, ss. 70—71; T. Lewicki, Państwo Wiślan—Chorwa- tów w opisie dl. Masudtego, Sprawozdanie PAU, XLIX, 1948, s. 32. 31 H. Łowmiański, Początki Polski, t. IV, ss. 488—490, K. Buczek, Polska połu- dniowa w IX i X wieku, Małopolskie Studia Historyczne, 1959, ss. 37—40. 32 S. M. Kuczyński, Studia z dziejów Europy Wschodniej X—XVII w. Warszawa 1965, ss. 15—16; J. Kotlarczyk, Grody Czerwieńskie a karpacki system obronny pod
Ryc. 7. Położenie grodziska w Tuligłowach (kropka czarna) Nie bez znaczenia jest fakt, że wszystkie trzy grody umacniają głów- ny szlak handlowy z południa na północ i ze wschodu na zachód. Leżą bowiem na brzegu Karpat w ten sposób, że panują zarówno nad Bramą Przemyską (Aksmanice, Tuligłowy), jak i nad żyzną doliną Sanu (Siel- nice). Tu bowńem zbiegają się drogi33 biegnące z Kijowa w stronę gór- nego Bugu, a następnie na Sandomierz do Krakowa i Pragi, a przede wszystkim szlak Bałtyk — Wisła — San — przełęcze karpackie — Ci- sa, otwarty na Bałkany oraz jego odgałęzienie przez Słowację na Wę- gry. Jeśli przyjmiemy istnienie na tym terenie organizacji przedpaństwo- wej Lędzian, to zwraca uwagę chwiejność jej związków z sąsiadami, bo najpierw znajdujemy ją w ramach „Cracouua Civitas” w powiąza- niu z państwem Wiślan34 i w zależności od Moraw, a później Czech, a następnie źródła potwierdzają stosunek zależności od Rusi35 za księ- cia Igora. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że po upadku państwa morawskiego organizacja Lędzian cieszyła się samodzielnością, łącząc się w dobrowolnych układach z Rusią. Niebagatelną pokusę stanowił udział w wyprawie na Konstantynopol, organizowanej przez księcia Igora, na co wskazują łodzie spławiane do Kijowa. Zdarzenia z roku 981 nie należą do sfery stosunków państwowych polsko-ruskich, lecz tkwią w historii plemiennej trwającej na tym te- renie do końca X wieku. Potwierdza to ton źródła w stwierdzeniu, że Przemyślem we wczesnym średniowieczu. Acta Archaeologica Carpathica, t. XI, 1969—1970, ss. 254—255; H. Lowmiański, Początki Polski, t. V, s. 496. 33 T. Lewicki, Źródła hebrajskie i arabskie do dziejów Przemyśla, Rocznik Przemyski, t. XI, 1969, s. 52. 34 H. Lowmiański, Początki Polski, t. V s. 506—509, ryc. 10, 11. 35 Constantine Porphirogenitus, ss. 57—58, 169.
„Idie Włodimer k Lachom”. Ten chwiejny co do przynależności obszar zasobny w sól35 36, a położony przy bardzo starym szlaku drożnym za- pewne tym samym, o którym w XII w. mówi al-Idrisi37, stanowił przedmiot rywalizacji ościennych organizacji państwowych. Pozostając w zgodzie z rozbiorem formalnym zapiski dokonanym przez H. Łow- miańskiego38 sądzę, że późniejsza dopiska „i zajął grody ich: Przemyśl, Czerwień i inne grody” umożliwia inną od dotychczasowych interpre- tację zaszłych wypadków. Wysunięcie Przemyśla na czoło oznacza głów- ny kierunek natarcia. Nie sądzę, aby wobec istnienia grodów o potrój- nych wałach gród w Przemyślu założony w końcu X w. odgrywał w tych czasach większą rolę. Jego znaczenie zaczęło się po zniszczeniu starszych grodów i jest związane z okresem przynależności do Polski za czasów Bolesława Chrobrego. Należy pamiętać, że wobec rozgłosu Przemyśla na przełomie XI i XII w. kronikarz mógł go dopisać do wzmianki w celu podkreślenia miejsca akcji. Powtórzenie w zapisie źródłowym dwukrot- nie słowa „hrady” 39 40 wskazuje, że to o nie właśnie, a nie o Przemyśl toczyła się wojna. Podobnie relacjonuje konflikt J. Długosz4,0 stwier- dzając, że Włodzimierz zdobył grody polskie, a na drugim miejscu po- dając ich nazwy. Sądzę, że zarówno w Polsce, jak i na Rusi zachowała się tradycja o istnieniu tych bardzo silnych umocnień i o długotrwałych sporach o ich posiadanie. Nasuwa się z kolei zagadnienie, czy któryś z wymienionych grodów nosił nazwę Czerwienia. Występowaniem na tym terenie łupków menilitowych koloru rdzawoczerwonego (ryc. 2) J. Kotlarczyk41 bardzo prosto tłumaczy nadanie tej nazwy potrójnie obwarowanemu grodzisku w Aksmanicach, założonemu na skałach barwy rdzawobrązowej z powszechnymi z nich wyciekami rudy bagiennej. Do tej argumentacji mogę dodać wiadomość, że gliniasty grzbiet wo- dodziału na zapleczu grodu w Tuligłowach nosi powszechnie używaną nazwę „czerwona glinka”. Nie jestem tylko pewna, czy sprawa nazwy wyjaśni spór o lokalizację Czerwienia z omawianej wzmianki, bo mógł istnieć drugi Czerwień i to położony nad Huczwą, gdzie się go tradycyj- nie lokalizuje. Nie można bowiem negować istnienia walk polsko-ruskich na pogra- niczu nadbużańskim. Można jedynie stwierdzić, że gród nad Huczwą będący przedmiotem tej rywalizacji ma wyraźnie młodszą metrykę. A. Nowakowski42 omawiając osadnictwo górnego Pobuża w VIII—XI w. wysuwa zasadnicze wątpliwości, czy stanowił on pierwotnie jakieś cen- trum polityczne. Od schyłku X w. główną rolę na tym terenie zaczyna 35 A. Kunysz, Bola źródeł słonych w rozwoju osadnictwa wczesnośredniowiecz- nego w górnym dorzeczu Sanu, Rocznik Województwa Rzeszowskiego, t. V 1968, ss. 11—22; Jerzy Wyrozumski, Sól, Słownik starożytności słowiańskich, t. V, 1975 s. 346—349. 37 T. Lewicki, Polska i kraje sąsiednie w świetle ,,Księgi Rogera” geografa arabskiego z XII w. Al-Idrisiego, Kraków 1945, Warszawa 1954, ss. 120—123. 38 H. Łowmiański, Początki Polski, t. V, ss. 564—565. 39 J. Kotlarczyk, Grody Czerwieńskie, ss. 261—262. 40 Jan Długosz, Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 1961, s. 269. 41 J. Kotlarczyk, Grody Czerwieńskie, ss. 258—259. 42 A. Nowakowski, Górne Pobuże w wiekach MIII—XI, zagadnienia kultury, Łódź 1972, ss. 49—56. 140—142.
odgrywać Włodzimierz. Analiza planu Czermna43 wskazuje, że jest to grodzisko pierścieniowe z przylegającym obwarowanym podgrodziem, otoczone licznymi osadami na kępach. Taki program założenia obronne- go nawiązuje do wzorów wielkopolskich i wskazuje, że gród był budo- wany przez Ziemowita lub samego Mieszka 44. P. A. Rappoport45 oma- wiając grodziska zachodnioruskie podkreśla ich polskie powiązania. Wznowione w 1977 roku badania archeologiczne 46 na omawianym obiek- cie potwierdziły założenie grodu dopiero w drugiej połowie X w. Za- garnięcie tych ziem przez Piastów spowodowało kontrakcję Kijowa47 i to niezależną od sporu o inne ziemie w obszarze nadsańskim. Grodziska nadsańskie broniły dostępu do Polski południowej, a ze względu na obszar solonośny i usytuowanie w Bramie Przemyskiej przedstawiały obszar o dużych strategicznych walorach zarówno dla Rusi jako teren wypadowy do dalszych przesunięć etnicznych, które jak wiadomo nastąpiły, jak i dla Polski, która po stracie tych terenów nie była w stanie przeciwstawić się ekspansji ruskiej w Karpatach. W przeciwieństwie do spornego obszaru nadbużańskiego, gdzie ini- cjatywę pierwsza podjęła Polska, na obszar nadsański pierwszy skie- rował swe zakusy Włodzimierz. Był to dobry okres, kiedy Mieszko48 zajęty umacnianiem władzy na terenach północno-zachodnich nie miał możliwości sięgnięcia po te ziemie. Po rozgromieniu przez Węgrów pań- stwa wielkomorawskiego, zakarpackie obszary niegdyś do niego należące zaczęły tworzyć nowe organizacje sprzymierzonych terytoriów plemien- nych. Teoretycznie tereny te należały do Czech, a kościelne do archi- diecezji morawskiej, jak na to wskazują archaiczne elementy drugiej części dokumentu praskiego z roku 1086 49. Lędzianie rozluźnili swe więzy z zachodnim sąsiadem, wchodząc w układy z Rusią. Ani Mieszko, ani Bolesław Chrobry nie byli w stanie przeciwdziałać zbrojnej ekspan- sji Rusi. Szukali jednak stronników w Pieczyngach tradycyjnie nieprzy- jaznych Rusi, na co mogłoby wskazywać ofiarowanie przez Mieszka wielbłąda Ottonowi III50 akurat w 5 lat po opisanych wydarzeniach. Najbardziej zainteresowany tymi terenami był Bolesław Chrobry prze- bywający z dala od Ody u swego wuja Bolesława Pobożnego. Wydaje się wysoce prawdopodobnym, że władał on z Pragi Polską południową, co przekonywająco uzasadnia H. Łowmiański51. Można by domniemywać, że węgierskie krótkotrwałe małżeństwo Chrobrego miało na celu szuka- nie sojuszu z Węgrami. 43 K. Jażdżewski, Ogólne wiadomości o Czerninie — Czerwieniu, Archeologia Polski, t. 4, 1958, ss. 72—77; tenże, Stosunki Polsko-Ruskie w średniowieczu, Pa- miętnik Słowiański, t. IV, 1954, ss. 355—357. 44 H. Łowmiański, op. cit., t. V, ss. 495, 501. 45 P. A. Rappoport, yoennoe zodcesstuo zapadnorusskich zemel, Leningrad 1967, ss. 30—74, 198; A. Nowakowski, op. cit., ss. 88—89. 46 Informator Archeologiczny J. Gurba, Czermno Kolonia za lata 1977 i 1978, s. 163. 47 A. Poppe, Grody Czerwieńskie, Słownik starożytności słowiańskich, t. II, 1964, s. 168; T. Wąsowicz, Czerwień, tamże, t. II, 1962, s. 301. 48 H. Łowmiański, op. cit., t. V, ss. 563—566. 49 K. Buczek, Polska południowa, ss. 37—38, H. Łowmiański, op. cit., t. IV, ss. 482—490, t. V, ryc. 10 i 11. 50 H. Łowmiański, op. cit., t. V, ss. 563, 567. 22 — Rocznik Przemyski
Polska, a przede wszystkim Bolesław Chrobry nie zrezygnował z tych ziem i przy najbliższej sposobności w 1018 r. Chrobry „wziął sobie”, jak relacjonuje Powieść51 52, grody Czerwieńskie, a Długosz53 doda, że osadził w zamkach silne załogi. W materiale wykopaliskowym pocho- dzącym z Tuligłów nie da się wyróżnić tego okresu. Przekopany w trzech miejscach wał wewnętrzny III ma ślady jednego pożaru. Wał prostopadły przedbramia badany w 1984—1985 r. został dwa razy spalony, co ozna- cza, że gród dwukrotnie opanowały wojska ruskie. Nowym centrum zdobytego przez Bolesława terenu staje się Prze- myśl 54, a dawne grody tracą znaczenie. Bolesław buduje na terenie Przemyśla rotundę wraz z pałacem książęcym wedle programu rozpow- szechnionego na terytorium państwa Piastów. Gród przemyski otrzymuje potężne wały ziemne i staje się ważnym ośrodkiem handlu międzyna- rodowego. Dwie rotundy w Przemyślu są najstarszymi obiektami sakral- nymi Polski południowo-wschodniej i wiążą się z programem misyjnym na tych terenach. Widać w tej działalności świadomą politykę odsuwania w cień starych jednostek plemiennych, na pewno niechętnych nowej wierze. Był to, jak zaznaczono, teren o kluczowym znaczeniu zarówno dla Polski, jak i dla Rusi, a racje silniejszego partnera zwyciężyły. Jako zakończenie sporu Powieść55 przekazała ostateczne rozwiązanie. Jaro- sław wykorzystując osłabienie Polski „zajasta hrady czervenskija apiat”. Odejście Pieczyngów po roku 1031 na Bałkany umożliwiło Rusi kijow- skiej utrwalenie zdobyczy Jarosława i dalsze przesunięcia granicy na zachód. Późniejsze wzmianki dotyczą już tylko albo Przemyśla, albo Czer- wienia nad Huczwą, gdzie nadal toczyły się spory graniczne. Rozwiązanie zagadnienia „Grodów Czerwieńskich” jakie proponuję na podstawie badań wykopaliskowych i rekonstrukcji założeń obron- nych w Aksmanicach i Sielnicy jest w końcowych wnioskach identycz- ne, jak przedstawione przez J. Kotlarczyka 56. Błędem wymienionej pra- cy jest oparcie karpackiego systemu obronnego na grodach, których je- dyną cechą wspólną jest fakt, że leżą w pobliżu Przemyśla. Nie da się udowodnić, że są sobie współczesne, a formy założeń obronnych znacznie je różnicują. Jako wniosek z przedstawionej analizy całości dostępnego materiału należy stwierdzić, że pobudowanie na obrzeżu Karpat w nie- wielkiej od siebie odległości tak znacznych i znaczących, współczesnych sobie fortyfikacji winno być poczytywane jako dowód istnienia zwartej jednostki terytorialnej i strategicznej oraz odpowiadać w swej istocie pojęciu Grodów Czerwieńskich. Taka lokalizacja Grodów Czerwieńskich znanych wyłącznie z dwu datowanych zapisek Powieści57 pozwala na odtworzenie historii tego regionu zgodnie z logiką historycznego rozwoju. 51 Jak wyżej, ss. 568—569. 52 Povest’ uremennych let, cz. I, wyd. D. S. Lichacev, Moskwa Leningrad 1950. s. 97. 63 Jan Długosz, Roczniki, pod rokiem 1008, s. 273. 84 A. Kunysz, Przemyśl w pradziejach i wczesnym średniowieczu, Przemyśl, 1981, ss. 77—87. 55 Ponest’ uremennych let, s. 101. 58 J. Kotlarczyk, Grody Czerwieńskie, s. 268. 67 Pouest’ uremennych let, ss. 97, 101.
GŁOSY W DYSKUSJI NA SESJI NAUKOWEJ NA TEMAT ,.1000-LECIE PIERWSZEJ HISTORYCZNEJ WZMIANKI O PRZEMYŚLU Z 981 ROKU” W DNIU 23 X 1981 R. Irena Cisek-Kramarkowa Pragnę zwrócić uwagę na kilka faktów o metryce wcześniejszej od pierwszej historycznej wzmianki o Przemyślu z 981 r. Jest rzeczą zro- zumiałą, że wczesnośredniowieczny gród przemyski musiał mieć oparcie w wytworzonych już we wcześniejszych stuleciach sprzyjających wa- runkach społeczno-ekonomicznych i gospodarczych. Na podstawie da- nych archeologicznych można przypuszczać, że korzenie późniejszego ukształtowania sięgają czasów odległych o co najmniej 600—700 lat od pierwszej wzmianki historycznej. Wskazuje na to kilka czynników. Pomijając znaleziska z neolitu i epoki brązu, pragnę zwrócić uwagę na nagromadzenie importów i rozmieszczenie tzw. grobów książęcych na terenie ziem polskich. W młodszym okresie wpływów rzymskich, tj. w III—IV w. n.e., można wnioskować, że na terenie Małopolski rysują się co najmniej 3 ośrodki plemienne. Są to: ośrodek w okolicy Krakowa, wyodrębniony najwcześniej (grób ,,książęcy” z Giebułtowa, datowany na I—II w. n.e.1), drugi to okolice Sandomierza 2 oraz trze- ci to obszar dawnych powiatów Przeworsk, Przemyśl i Sanok 3. Te dwa ostatnie obszary związane są z przebiegiem szlaku handlo- wego łączącego Morze Czarne z Bałtykiem. Ma on starszą metrykę niż szlak bursztynowy, biegnący z północnej Italii do Bałtyku. Szlak znad Morza Czarnego jest poświadczony znaleziskami bursztynu nad Morzem Czarnym oraz monetami greckimi odkrytymi na ziemiach polskich. Wiódł on wzdłuż górnych biegów Bohu i Bugu (odnoga północna) oraz Dniestru i Sanu (odnoga południowa)4. 1 J. Wielowiejski, Przemiany gospodarczo-społeczne u ludności południowej Polski w okresie późnolateńskim i rzymskim, „Materiały Starożytne”, t. 6, 1960, s. 273. 2 Jw., s. 273—274; K. Tymieniecki, Ziemie polskie w starożytności, Poznań 1951, s. 488; K. Majewski, Klienci Rzymu i ośrodki władzy „książąt plemiennych” w Eu- ropie środkowej w okresie Cesarstwa w świetle źródeł archeologicznych, „Archeolo- gia”, t. 13, 1963, s. 59. ’ J. 'Wielowiejski, op. cit., s. 274. 4 J. Wielowiejski, Wymiana handlowa między południową Polską a imperium rzymskim, „Archeologia”, t. 8, 1956, s. 88; por. także: tenże, Główny szlak bursz-
Dla naszych rozważań szczególnie interesujące jest to ostatnie od- gałęzienie. Biegło ono wzdłuż rzek, które w tym czasie były najdogod- niejszym szlakiem komunikacyjnym. Żyzne ziemie wpłynęły na kształ- towanie się tam osadnictwa * I * * * 5, co potwierdzają odkrycia archeologiczne. Istnienie wyodrębnionego obszaru plemiennego w okolicy Przemyśla może poświadczać również znalezisko złotego medalionu cesarza Wa- lensa (364—378 r. n.e.)6. Znalezisko medalionu rzymskiego jest zja- wiskiem dość specyficznym. Według danych z rzymskich źródeł pisa- nych, złote medaliony były bite tylko dla cesarzy, którzy przede wszy- stkim przeznaczali je jako nagrcdy i upominki rozdawane dwa razy do roku osobom ze swego otoczenia. Obserwuje się jednak zjawisko od- najdywania medalionów datowanych na IV w. n.e. poza granicami imperium rzymskiego, m. in. w grobach ,,książęcych”7. Czy miało to na celu zjednywanie dla polityki rzymskiej władców plemiennych, albo też w razie wojny zapewnienie ich pomocy lub neutralności? Rzym no- wiem, wobec niebezpieczeństwa grożącego ze strony atakujących go plemion germańskich, starał się wejść w kontakt nieraz z odległymi plemionami sąsiadującymi z Germanami8, a więc także — jak w na- szym przypadku — ze Słowianami 9. Nie znamy nazw tych słowiańskich plemion, gdyż słuszny jest chyba pogląd H. Łowmiańskiego, że w prze- noszeniu późniejszych, wczesnośredniowiecznych nazw plemion na sto- sunki panujące w IV w. wymagana jest duża ostrożność 10. tynowy w czasach cesarstwa rzymskiego, Wrocław 1980, s. 194; K. Majewski, Szlaki komunikacyjne w Karpatach w okresie rzymskim, „Acta Archaeologica Carpatica:’, t. 4, 1963 z. 1—2, ss. 227—228; J. R.eyman, Monety rzymskie znalezione w powiecie jarosławskim, „Archeologia”, t. 7, 1957, s. 171; I. Kramarkowa, Stosunki społeczno- -gospodarcze i polityczne na południowych ziemiach polskich w pierwszej połowie I tysiąclecia n.e. w świetle rozwoju metalurgii żelaznej, Opole 1969, s. 62; Prahi- storia ziem polskich, t. 5, Wrocław 1981, s. 390. 5 W dolinie środkowego Sanu stwierdzono (co prawda w większości na podsta- wie badań powierzchniowych) dość liczne osadnictwo z okresu wpływów rzymskich, co ma niewątpliwy związek z doskonałymi glebami lessowymi na północ od Karpat. Por.: A. Koperski, M. Parczewski, Wyniki powierzchniowych badań archeologicz- nych nad środkowym Sanem w 1975 roku, „Acta Archaeologica Carpatica”, t. 17, 1977, s. 222. Stanowisk archeologicznych z tego okresu co roku przybywa. 6 M. Aleksiewicz, Zarys osadnictwa w okresie lateńskim i rzymskim oraz wpły- wów kultury prowincjonalno-rzymskiej na ziemiach województwa rzeszowskiego, „Rocznik Województwa Rzeszowskiego”, t. 1, 1958 z. 1, ss. 34, 58. 7 M. Gumowski, Medaliony rzymskie na ziemiach polskich, „Meander” t. 15, 1960 z. 11/12, ss. 586—587, 589—600; E. Konik, Ziemie polskie u schyłku cesarstwa zachodniorzymskiego, „Antiąuitas”, t. 8, 1979, s. 74. 8 K. Majewski, Importy rzymskie w Polsce, Warszawa—Wrocław 1960, s. 30; J. Wielowiejski, Intensywność oddziaływań rzymskich na północ od środkowego Dunaju, „Archeologia”, t. 16, 1966, s. 21; por. również: Prahistoria ziem polskich, t. 5, ss. 426—427. 9 K. Jażdżewski, Z problematyki początków Słowiańszczyzny i Polski, cz. 1, Łódź 1908 (tamże dalsza obszerna literatura). 10 H. Łowmiański, Początki Polski, t. 2, Warszawa 1963, ss. 45—46. Chodzi m. in. o nazwę „Mugilones”: wymienioną przez Strabona.
Janusz Kotlarczyk GDZIE ZNAJDOWAŁY SIĘ „CZERWEN I INY HRADY” Z NAJSTARSZEJ WZMIANKI O PRZEMYSŁU? Należy pogratulować organizatorom sesji pomysłu przedstawienia okoliczności powstania pierwszej wzmianki kronikarskiej o Przemyślu w szerszym kontekście zdarzeń historycznych, rekonstruowanych stosun- ków etnicznych i przy wykorzystaniu ostatnich osiągnięć archeologii. Cieszy zwłaszcza chęć przezwyciężania negatywnego stosunku do za- piski jako źródła informacji o dziesięciowiecznym Przemyślu. Referat oraz komunikaty wzbogaciły w sposób istotny problematykę badaw- czą i pozwoliły na pomyślne zrealizowanie celu konferencji. Szerokie ramy tematyczne pozwalają mi na wypowiedzenie w tym miejscu kilku uwag związanych z wczesnośredniowiecznym Przemyślem, a także z samą wzmianką. W 1969 r. wysunąłem roboczą hipotezę \ łączącą gród Przemyśl z zapiski 981 r. z Grodami Czerwieńskimi w jeden twór strategiczno-obronny (lecz nie pograniczny), założony na orogra- ficznym brzegu Karpat (między prawdopodobnie Tuligłowami a Stup- nicą) i na rdzennym terytorium Lędzian. Koncepcja moja wywołała dyskusję, choć nie tak ożywioną, jak sobie życzyłem. Pojawiły się w niej zróżnicowane stanowiska — od gwałtownej negacji (wyrażonej np. przez przemyskiego historyka F. Persowskiego 1 2 3 czy A. Poppe s), niejednokrot- nie gołosłownej (np. J. D. Isajewicza4) poprzez poddanie hipotezy w wątpliwość (H. Lowmiański5) po rzeczową krytykę (K. Myśliński6, a nawet życzliwe zainteresowanie (G. Labuda7). Dopiero podczas dzi- siejszej dyskusji hipoteza ta uzyskała poparcie ze strony p. doc. M. Ca- balskiej8, aczkolwiek przy wykorzystaniu odmiennych niż moje prze- słanek. Jeśli nie odpowiedziałem do tej pory moim oponentom, wynikało to jedynie z wyczekiwania na poszerzenie grona dyskutantów i kręgu ich kontrargumentów, nie zaś z niedoceniania tej krytyki, czy też przyznania jej w pełni słuszności. Z perspektywy przeprowadzonej dyskusji i uży- tych w niej argumentów, a także z wymowy napływających nowych in- formacji wnoszę, iż nie ma oodstaw do zarzucenia tej hipotezy, wręcz przeciwnie należy nad nią pracować. Przygotowuję tedy następną roz- 1 J. Kotlarczyk, Grody Czerwieńskie a karpacki system obronny pod Przemy- ślem we wczesnym średniowieczu, AAC t. XI, f. 2, 1969—1970, ss. 239 i n. 2 F. Persowski, Jeszcze o Grodach Czerwieńskich, Stud. Hist. R. 16, z. 3, 1973, ss. 441—448. 3 A. Poppe, Recenzja prac J. Kotlarczyka Grody... oraz J. D. Isajewicza Tery- toria..., Kwart. Hist. Kult. Mater., t. 20, nr 4, 1972, ss. 733. 4 J. D. Isajewicz, O drewniejszej toponimii Prikarpatija i Wierchniego Pobuża, [w:] Sławiańskije drewnosti, Kijew 1980, s. 74, przyp. 7. 6 H. Lowmiański, Początki Polski, t. V, 1973, s. 430, przyp. 1378. 6 K. Myśliński, Polityczna problematyka pogranicza polsko-ruskiego do końca X wieku, Rocznik Lubelski, t. 15, 1972, ss. 123—153. 7 G. Labuda, Der Zug des russischen Grossjursten Yladimir gegen die Ljachen im Jahre 981. Ostmitteleuropa. Berichte und Forschungen, Festtchrift G. Rhode, 1981, ss. 11—19. 8 Patrz komunikat w nin. tomie.
prawkę, gdzie przedstawię rezultaty kolejnej fazy dociekań, a także usto- sunkuję się szerzej do podniesionych zastrzeżeń. Dziś pragnę jedynie wyjaśnić niektóre zasadnicze kwestie i zgłosić postulaty przeprowadze- nia odpowiednich badań. Zdaniem A. Poppego9, podstawowym niedostatkiem mojej hipotezy, obalającym właściwie jej zasadność, jest nieprzeprowadzenie dowoau na to, iż Powieść doroczna donosi o dwóch różnych Czerwieniach — grodzie z zapiski pod 981 r. i grodzie wzmiankowanym począwszy od 1097 r. Zarzut to szczególny w ustach źródłoznawcy, który doskonale się orien- tuje, że lakoniczność wzmianek latopisu zezwala jedynie na interpreta- cje. Na takich to interpretacjach wyrosła także koncepcja Grodów Czer- wieńskich nad Bugiem. Kto bowiem udowodnił, że we wszystkich wzmiankach latopisowych o Czerwieniu mowa jest o jednym i tym sa- mym grodzie? Tymczasem wobec znanej produktywności nazw typu Czerwień udowodnienie identyczności obiektu jest sprawą niezbędną, a tożsamość ta nie jest oczywista. Po pierwsze, nie jest całkowicie pew- ne, czy Czerwień w zapisce 981 r. nie zaistniał w ogóle wskutek błędu kopisty; po drugie, przerwa czasowa między pierwszym a drugim donie- sieniem o Czerwieniu, licząca aż 116 lat, wyklucza świadectwo jednego autora, co pośrednio mogłoby uchodzić za dowód identyczności grodu (dwóch autorów mogło opisywać różne obiekty); po trzecie, przyjęcie przedostania się Czerwienia do wzmianki z 981 r. podczas późniejszej jej amplifikacji wyklucza tożsamość obu grodów, gdyż w tym przypadku samo istnienie Czerwienia w 981 r. jest niepewne. Tedy lakoniczność wzmianki z 981 r. utrudnia udowodnienie zarówno tożsamości, jak i od- rębności obu Czerwieni, niemniej kontekst zapisek wskazuje (co sta- rałem się podkreślać) na większe prawdopodobieństwo drugiej ewen- tualności. W pierwszej wzmiance Czerwieniowi towarzyszy Przemyśl, w drugiej Sutjeska, a w następnych również elementy horyzontu geo- graficznego ziem między Wieprzem a Bugiem; dalej, wg pierwszej zapiski Czerwień jest grodem ladskim, przypisywanie zaś takiej przyna- leżności obiektowi na terenie bużańskim nie ma podstaw w źródłach (które umieszczają tu plemię Bużan — Busani) i opiera się jedynie na domniemaniach. Niezależnie od powyższych uwag należy podkreślić, że A. Poppe (podobnie jak H. Łowmiański, loc. cit.) przeoczył w mojej hipotezie rzecz zasadniczą. Otóż ja postuluję pod Przemyślem obecność nie tyle poje- dynczego grodu Czerwień (ze wzmianki 981 r.), ile obecność Grodów Czerwieńskich, które latopis wyraźnie odróżnia od grodu Czerwienia. Teimin Grody Czerwieńskie — zagadkowy i niezwykły, co przyzna je sam A. Poppe — pojawia się w latopisie efemerycznie (lata 1018 i 1031, a prawdopodobnie pierwotnie również we wzmiance z 981 r.) i bez ja- kichkolwiek nawiązań do grodu Czerwień nad Huczwą, czy tez sytuacji geograficzno-politycznej rejonu nadbużańskiego (najlepszym tego do- wodem jest prowadzenie odrębnych wypraw z Kijowa na Bełz i Grody Czerwieńskie, które przy tej lokalizacji byłyby odległe około 20 km!). Termin ten nie pojawia się nigdy w związku z licznymi wzmiankami o Czerwieniu w XI—XIII w. Wszelkie próby identyfikacji Grodów Czer- 9 A. Poppe, op. cit.
wieńskich z wspomnianym ostatnio Czerwieniem wymagają zatem udo- wodnienia i dopóki się tego nie wykaże, są równie bezzasadne, jak sta- wianie znaku równości między tzw. „terytorium Grodów Czerwieńskich” a Ziemią Czerwieńską” z XII—XIII w.10 W tej skomplikowanej sytuacji, wydawałoby się pozbawionej możli- wości jednoznacznego rozwiązania, pojawiły się niezwykle istotne i waż- ne dowody archeologiczne. Oto w rezultacie przedsięwziętych na nowo wieloletnich badań grodziska w Czermnie, identyfikowanego z Czerwie- niem, stwierdzono11 niezbicie, iż wał grodu podziwiany niegdyś przez Z. D. Chodakowskiego nie mógł powstać przed XII stuleciem! W związku z tym i innymi odkryciami badacze obiektu — J. Gurba i L. Gajewski już od 1978 r. stawiali w wątpliwość dziesięciowieczną metrykę grodzi- ska 12, a w roku 1980 określili czas funkcjonowania grodu na wieki XI— XIII13, podkreślając, iż zabytki sprzed XII wieku są nadzwyczaj nie- liczne. Zniknął zatem materialny „mocny argument” lokalizacji Czer- wienia z zapiski 981 r. nad Huczwą. W czasie wyprawy Włodzimierza Wielkiego na Lędzian istniała w tym miejscu jedynie osada otwarta. Pozostaje poszukiwać dziesięciowiecznego Czerwienia w innym miejscu. Zwolennicy jego lokalizacji w rejonie nadbużańskim będą musieli się nieźle nabiedzić ze znalezieniem substytutu, gdyż drugi pretendent do roli historycznego Czerwienia — Czerniejów nie posiada obiektu typu grodziska, a innych grodów z X wieku, które mogłyby być uważane za centralny obiekt „Grodów Czerwieńskich” nie widać do tej pory14. W świetle omówionych wyników badań, południowa (przemyska) lokali- zacja Grodów Czerwieńskich staje się bardziej prawdopodobna. Domaga się to wszakże niezwłocznego przeprowadzenia badań archeologicznych na grodziskach w Aksmanicach i Nowosiółkach Dydyńskich, które miały spełniać rolę Grodów Czerwieńskich w mojej hipotezie. Zebrane do tej pory na nich materiały są bowiem niewystarczające. Niezależnie wszak- że od wyników przyszłych badań, jedno zdaje się być pewne: Czerwień ze wzmianki 981 r. (o ile nie jest interpolowany) nie może być Czer- wieniem zlokalizowanym zresztą poprawnie na podstawie przekazu la- topisowego z 1268 r. w Czermnie. Powieść doroczna donosi zatem o dwóch różnych Czerwieniach. Odrębne, choć związane ściśle z omówionym, jest zagadnienie sto- sunków etnicznych w rejonie Przemyśla w X w. W sprawie tej wypo- wiedziałem się jednoznacznie 15, lokalizując na lędach nadsańskich i nad- dniestrzańskich plemię Lędzian — Lendzaninoi — Lendizi, zgodnie ze wskazówkami różnych źródeł. Dziś dochodzi jeszcze jedna przesłanka. Udowodniony dłuższy pobyt Madziarów w pierwszej poł. X w. pod 10 J. D. Isajewicz, Terytoria i nasełennja Czerwenskich Hradiw (X—XIII st) [w:] Ukr. Istor. -heohraficznyj Zbirnyk, wyp. 1, 1971, ss. 71—83. 11 Informator Archeologiczyn. Badania 1978, Warszawa 1979, s. 163. 12 Ibidem. Badania 1977, Warszawa 1978, s. 162; Badania 1978, loc. cit. 13 Ibidem. Badania 1979, Warszawa 1980, s. 153. 14 J. Gurba, Z problematyki osadnictwa wczesnośredniowiecznego na Wyżynie Lubelskiej, Ann. UMCS Lublin, sect. F, V. 20, 3, 1965 (1968), ss. 45—58; tenże, „Starożytne i wczesnośredniowieczne osadnictwo Lubelszczyzny”, Z Zagadnień Kul- tury Ludowej, 1, 1978, ss. 7—36. 15 J. Kotlarczyk, op. cit., ss. 242, 254—256, 268.
Przemyślem16 daje solidne podstawy do przyjęcia, że to tu, a nie w czasie napadów pod Sandomierzem narodziło się słowo Lengyel, bę- dące zapożyczeniem samookreślenia się tubylców. Podniesiono zastrzeżenia 17, czy zebrany przeze mnie materiał archeo- logiczny z grodzisk pod Przemyślem pozwala na podtrzymanie tezy o istnieniu w pierwszej poł. X w. tworu politycznego w rodzaju księstwa lędzańskiego. Materiał, jak wspomniałem wyżej, nie jest imponujący, ale np. A. Żaki18 odnosi go ostatnio do wieków IX—X. Inne grodziska z omawianego obszaru datuje się na IX—XI wiek, jak Tuligłowy i Wy- brzeże 19, bądź X—XI w., jak Stupnica 20, wreszcie domniemanym gro- dom w Sielnicy i Trepczy (st. 2), przypisuje się wieki IX—X, a Choda- kówce nawet VII—X w.21. Wymienione grody wykazują wyraźne sku- pienie w szerokim promieniu wokół Przemyśla, a towarzyszy im jeszcze wyraźniejsze skupienie osad. Jest to chyba wystarczający dowód na obecność plemiennej organizacji politycznej na tym obszarze. Sądzę, że wschodni zasięg terytorium lędzańskiego opierał się na Gołogórach, gdyż cokolwiek oznacza granica na Bugu i Styrze z dokumentu praskiego (zasięg metropolii kościelnej lub organizmu politycznego), obejmowała ona całą konkretną jednostkę etniczną. Taką zwartą jednostkę, zasiedlającą obszar od wododziału Sanu i Wi- słoka (jeśli nie od Wisłoki) po Gołogóry i od puszcz karpackich po Roz- tocze, stanowili w IX—X w. Lędzianie. Wymaga jednak wyjaśnienia przekaz Konstantyna o spławianiu m. in. przez Lędzan jednodrzewek Dnieprem do Kijowa22, gdyż uniemożliwia je, zdaniem H. Łowmiań- skiego23 moja propozycja ich lokalizacji. Wyjście z tej sytuacji dają następujące możliwości: 1) spławianie drzew z Gołogór Horyniem, Sty- rem ew. in., a dalej Prypecią do Kijowa; 2) przewłoka z puszcz karpac- kich do wymienionych dopływów; 3) spławianie Dniestrem do morza i dalej Dnieprem. Rodzi się przy tym pytanie, czy atrakcyjnym budul- cem dużych 40-osobowych „nabojnych” łodzi ruskich książąt, nazywa- nych przez Greków również monoxyłonami24, nie były sławne jodły karpackie? W przekazie Konstantyna zwraca uwagę szczegół o ścina- niu jednodrzewek na górach. Górami wymienionych w tym ustępie Krywiczów były zapewne garby — Oszmiański i Smoleński, zaś Lędzian właśnie Gołogóry lub Karpaty. Poza tymi obszarami „gór” w zasięgu plemion podległych w X w. Kijowowi nie ma. Przeważająca większość historyków (i archeologów) uważa do dziś 16 Komunikat A. Koperskiego w nin. tomie. 17 K. Myśliński, op. cit., s. 139. 18 A. Żaki, Archeologia Małopolski wczesnośredniowiecznej, 1974, s. 67. 19 M. Cabalska, Wieloczłonowe grodzisko wczesnośredniowieczne w Tuliglowach, woj. Przemyśl w świetle badań 1975 r., Materiały i Studia Muzealne. Muzeum Okr. w Przemyślu, t. 1, 1978, ss. 51—87; M. Parczewski, „Wyniki badań archeologicznych w rejonie Dubiecka, woj. Przemyśl (lata 1977—1978), ibidem, t. 2, 1979, ss. 93—125. 20 P. A. Rappoport, M. W. Malewska, „Badania grodzisk podkarpackich i za- karpackich na terenie ZSRR (wyniki prac z 1962 r.) AAC, t. 5, 1963, ss. 61—76. 21 A. Kunysz, Grodziska w woj. rzeszowskim, Mater. i Spraw. Rzesz. Ośrodka Archeol. za rok 1966, 1968, ss. 73, 75, 46. 22 DAT, cap. 9, MPH, t. 1, 1864, s. 16. 23 H. Lowmiański, loc. cit. 24 Istorija Kultury Drewniej Rusi, t. 1, ss. 284 i 287.
za pewnik obecność na omawianym terytorium Chorwatów, a nie Lę- dzian, widząc w tych pierwszych już to zachodnio- już to wschodnio- słowiańskie plemię. Mimo zestawienia przeze mnie wielu argumentów 25 przeciw tej koncepcji, okazuje się ona wciąż atrakcyjna dla wielu bada- czy. Sądzę, że należy temu problemowi poświęcić więcej uwagi (może zwołać kolejną sesję naukową w gościnnym Przemyślu?) i wyjaśnić gruntownie obecne przesłanki podtrzymywania tego poglądu. Powoływa- nie się bowiem na tezy Szafarzyka czy Barsowa, po pełnym zanegowaniu ich przesłanek już w starszej literaturze, nie wydaje się uzasadnione. Ostateczna moja konkluzja brzmi: wzrasta prawdopodobieństwo, iż wzmianka z 981 r. Powieści dorocznej daje świadectwo funkcjonowania w ostatniej ćwierci X stulecia nie tylko Przemyśla, ale także położo- nych w jego pobliżu Grodów Czerwieńskich. Michał Parczewski Odkrycie w Przemyślu cmentarzyska staromadziarskiego ma dla naszej mediewistyki ogromne, jeszcze nie w pełni doceniane znaczenie. Tym większy niedosyt budzi brak możliwości bardziej precyzyjnego datowania znaleziska, niż na schyłek IX — koniec X w, przypuszczalnie pierwszą połowę X stulecia. W literaturze węgierskiej periodyzacja ma- teriałów z „okresu zajmowania ojczyzny” nie jest niestety wystarcza- jąco dopracowana. Dzięki badaniom A. Koperskiego przy ul. Rycerskiej ujawniono 14 nowych pochówków, w tym bardzo bogato wyposażone, a wnioski co do datowania są identyczne ze sformułowanymi po znale- zieniu pierwszego grobu. W imieniu swoim i A. Koperskiego bardzo dziękuję prof. Wasilew- skiemu za cenne wskazówki, dotyczące źródeł, które informują o naj- dawniejszych kontaktach węgiersko-słowiańskich. Będzie to wykorzy- stane przy planowanych naszych wspólnych pracach nad interpretacją znaleziska z ul. Rycerskiej. Sądzę, że analogie morawskie, o których również wspominał Pan Profesor, nie mogą być pomocne przy objaś- nianiu istoty tego odkrycia. Zasięg cmentarzysk staromadziarskich nie obejmował Moraw. Zachodnia granica zwartego występowania tych ne- kropoli pokrywa się mniej więcej z linią Dudwahu, przecina Żytni Os- trów i dalej biegnie na południowy zachód przez Małą Nizinę Węgier- ską. W interesującym referacie doc. Tyszkiewicza zwróciło moią uwagę bardzo słuszne pod względem metodycznym odrzucenie nadużywanej przez niektórych badaczy tezy, że grodziska można i należy porządko- wać w jakieś „linie obronne”, wyznaczające rubieże graniczne. Podobnie jak Referent, również i ja sądzę, że do XI—XII w. włącznie grody to przede wszystkim centra osadnicze i administracyjne lub refugia. Nie mogę się zgodzić z tezą zaprezentowaną przez dr Kramarkową na temat rzekomej ciągłości przemyskiego ośrodka władzy od późnego OKresu wpływów rzymskich do X w. Materiały późnorzymskie z terenu 25 J. Kotlarczyk, Siedziby Chorwatów wschodnich w X w., AAC, t. 12, 1971, ss. 161—188.
Przemyśla — abstrahując od kwestii, czy w ogóle są one słowiańskie — nie dają żadnych podstaw do twierdzenia o nadrzędnej roli tego ośrodka w stosunku do sąsiednich terenów. Z okresu późniejszego, obejmującego cztery stulecia (VI—IX w.), nie znamy dotychczas nie tylko pozostałości owego „centrum władzy”, ale brakuje jakichkolwiek archeologicznych zespołów zabytkowych, pomimo wieloletnich bądź co bądź badań. Helena Zoll-Adamikowa Zagadnienia pogranicza polsko-ruskiego stanowiły istotną treść kil- ku referatów, przy czym zrozumiałe jest, że wykorzystywano dla ich rozwiązywania w pierwszym rzędzie wymowę źródeł pisanych oraz za- sięgi tylko niektórych kategorii osadnictwa, w tym głównie obronnego. Bowiem materiały nekropoliczne, choć uznane powszechnie za ważny instrument wydzielania grup etnicznych, dla omawianej problematyki nie wnosiły dotychczas liczących się argumentów k Pragnę zasygnalizo- wać tu jednak nowe perspektywy badawcze wynikające ze szczegóło- wego opracowania cmentarzysk ciałopalnych (starszych) i szkieletowych (młodszych) na obszarze Słowiańszczyzny, w tym również w dorzeczu Bugu oraz górnego Dniestru. Dla okresu sprzed końca X w. dysponujemy dwiema przesłankami sugerującymi, że jakaś granica stosowanych praktyk pogrzebowych przebiegała wzdłuż linii górnego i środkowego Bugu. Wskazywałaby to z jednej strony analiza zasięgu ciałopalnych pochówków popielnicowych stawianych na powierzchni kurhanu, z drugiej zaś analiza zasięgu czwo- robocznych, horyzontalnych konstrukcji drewnianych obramowujących podstawę nasypu kurhanu, które to pochówki, jak i konstrukcje stano- wiąc w VIII—X w. widome signum zachodniej Słowiańszczyzny nie prze- kraczają w zasadzie na wschodzie osi Bugu 1 2. Ściślejsze wytyczenie na mapie wschodniej limitacji obu wyżej wymienionych zachodniosłowiań- skich zjawisk sepulkralnych nie jest na razie możliwe z uwagi na niedo- statek nowocześnie zbadanych i dokładnie opublikowanych cmentarzysk z obszarów na wschód od Bugu i — co za tym idzie — braku podstaw dla jednoznacznej klasyfikacji typologicznej występującego w tamtej- szych kurhanach rodzaju pochówka i rodzaju konstrukcji drewnianych. Niemniej wszelkie uzyskane dla tego czasu (tj. doby przedchrześcijań- skiej) ślady zróżnicowania obrzędów pogrzebowych wskazywałyby na istnienie odrębnych, lokalnych wspólnot wierzeniowych mogących mieć swe źródło w dyferencjacji etnicznej; rozprzestrzenienie zaś poszczegól- nych odmian obrządku stanowiłoby jeden z elementów wyznaczania za- sięgu terytorialnego owych wspólnot. Po przełomie X i XI w., czyli w okresie dominacji rytuału szkiele- 1 Por. A. Nowakowski, Górne Pobuże w wiekach VIII—XI, „Acta Archaeolo- gica Lodziensia”, nr 21: 1972, ss. 97—100, 109—113. 2 Obszernie na ten temat H. Zoll-Adamikowa, Wczesnośredniowieczne cmenta- rzyska ciałopalne Słowian na terenie Polski, cz. II analiza, wnioski, Wrocław 1979, ss. 99—103, 126—133, 222—224.
Ryc. 1. Główne typy grobów z okresu wczesnochrześcijańskiego (koniec X — począ- tek lub połowa XII w.) między Wisłą a Dnieprem: 1, 2 — cmentarzyska ciałopalne (1 — płaskie, 2 — kurhanowe), 3, 4 — cmentarzyska birytualne (3 — płaskie, 4 — kurhanowe), 5, 6 — cmentarzyska szkieletowe (5 — płaskie, 6 — kurhanowe), H, J — strefy oddziaływania Kościoła rzymskiego (H — typu państwowego, J — typu misyjnego), K — strefa oddziaływania Kościoła wschodniego. towego, Pobuże w dalszym ciągu dzieli obszary o innym typie praktyk pogrzebowych. Tym razem są to dwie duże, wyraźnie różniące się for- mą grobu strefy sepulkralne (ryc. 1): z cmentarzyskami płaskimi w do- rzeczu górnej i środkowej Wisły, ciągnąca się dalej na zachód, i z cmen- tarzyskami kurhanowymi w dorzeczu Prypeci i częściowo górnego Dnie- stru, ciągnąca się dalej na wschód. Pomiędzy nimi, a to w międzyrzeczu Bugu oraz Sanu i Wieprza rejestruje się — na razie zresztą stosunkowo
nieliczne — cmentarzyska zarówno płaskie, jak i kurhanowe, co suge- rowałoby, iż najpewniej w całym tym szerokim pasie współwystępowały (może niekoniecznie równocześnie) obie wymienione formy grobu. Po- dobna strefa kontaktowa, gdzie obok kurhanów pojawiają się groby płaskie, tzw. rzędowe i podpłytowe, zaznacza się jeszcze znacznie dalej ku wschodowi, a mianowicie nad górnym Dniestrem, na obszarze Rusi Halickiej. Próbując rozpoznać treści ideowe, których materialnym śladem jest istnienie wspomnianych dwu prowincji o innym typie grobu, skłonna jestem poszukiwać ich nie w płaszczyźnie różnic etnicznych, jak w od- niesieniu do epoki sprzed przyjęcia chrztu, lecz w płaszczyźnie różnic między wymogami eschatologicznymi Kościoła zachodniego i Kościoła wschodniego. Jest bowiem rzeczą znamienną, że wszędzie tam, gdzie źródła pisane poświadczają szerzenie nowej wiary z ośrodków zależnych od Rzymu (oczywiście przy pomocy i współudziale władzy państwowej), zanika natychmiast — jeśli wcześniej była praktykowana — kurhanowa forma grobu i to nie tylko na nekropolach w otoczeniu budowli sakral- nych, lecz także na oddalonych od nich cmentarzach, tzw. pozakościel- nych czy wiejskich. Można więc na tej podstawie sądzić, iż wznoszenie kopców ziemnych nad pochówkiem było od początku tępione przez apa- rat Kościoła rzymskiego. Natomiast masowe występowanie kurhanów aż po wiek XIII, a niekiedy i dłużej na ziemiach schrystianizowanych przez Kościół wschodni na Rusi dowodzi, że zwyczaj ten nie był po- czątkowo zakazany przez ten Kościół, przynajmniej na cmentarzach po- zakościelnych. Wydaje się więc, iż obszary dominowania z jednej strony płaskich, z drugiej zaś kurhanowych cmentarzysk na Pobużu wyznaczają strefy oddziaływania bądź Kościoła rzymskiego, bądź ortodoksyjnego, a co za tym idzie pośrednio, najprawdopodobniej także przynależności do polskiego albo ruskiego organizmu państwowego. Nie dziwi w tym kontekście niejednorodny, mieszany charakter cmentarzysk w pogra- nicznym międzyrzeczu Bugu, Sanu i Wieprza, zważywszy zmienne ko- leje polityczne tego rejonu. Uderza natomiast istnienie tak znacznej iloś- ci płaskich, a więc „zachodnich” grobów na górnym Poddniestrzu. Nie- wykluczone, że źródła nekropoliczne (jak zresztą i architektoniczne3) rejestrują w ten sposób sugerowane przez niektórych badaczy silne wpływy, czy wręcz działalność organizacyjną, Kościoła rzymskiego na Rusi Halickiej w XI—XIII w. 4 3 Np. M. M. Karger, K istorii galickogo zodćestna XII—XIII w., „Kratkie So- obśćenija Instituta Archeologii AN ZSRR”, nr 146:1976, ss. 55—59 oraz seria now- szych badań Gosudarstviennogo Ermitaźa w rejonie Halicza. 4 T. Wojciechowski, Szkice historyczne jedenastego wieku, Kraków 1951r ss. 53—72 i tam przegląd dawniejszej literatury.
Tadeusz Wasilewski Dla wyjaśnienia fenomenu pojawienia się w rejonie Przemyśla cmen- tarzyska węgierskiego z IX—X w. z bogato wyposażonymi grobami na- leży odwołać się do dzieła Konstantyna Porfirogenety, De administrando imperio. W rozdziale 31 (wyd. Gy. Moravcsik, Budapest 1949, s. 152) stwierdza ten uczony cesarz, że Wielka Chorwacja, zwana także Białą, posiada mniej niż Chorwacja Dalmatyńska konnicy i piechoty, gdyż sta- le najeżdżają ją Frankowie, Turcy ( — Węgrzy) i Pieczyngowie. Stosunki z Węgrami jako rodzaj zależności przedstawił tenże cesarz w rozdziale 30 (ibid., ss. 142—175) stwierdzając, że współdziałają („sympentheria") z Turkami w przyjaźni. Analogiczne formy współżycia Słowuan i Węgrów, z przewagą poli- tyczną tych ostatnich, wystąpiły w pierwszej połowie X w. na Mora- wach, a jak stwierdza znalezisko przemyskie również w ziemi Lędzian. Wiadomości Konstantyna Porfirogenety spisane współcześnie zasługują na zaufanie. Informacje o Białej Chorwacji docierały do niego zarówno poprzez dwór Ottona I Wielkiego, jak i od wschodu za pośrednictwem Lędzian, najbliższych sąsiadów Chorwatów, posiadających dostęp przez rzekę Styr do dorzecza Dniepru. Jerzy Wyrozumski ZAMIAST PODSUMOWANIA Zarówno w wygłoszonych referatach, jak też w dyskusji, tysiąclecie najstarszej wzmianki o Przemyślu stało się pretekstem dla poruszenia problematyki znacznie wykraczającej poza zakres dziejów lokalnych. Trafnie dostrzeżono w nim nie tylko bardzo ważny teren styku polsko- -ruskiego, ale także polsko-węgierskiego. Odkryte w ostatnich latach w obrębie Przemyśla cmentarzysko staromadziarskie, dające się datować na IX w. lub początek X, ma inną wymowę, niż znany wcześniej poje- dynczy grób jeźdźca madziarskiego. Wiąże się bowiem prawdopodobnie z osadnictwem, o którym świadczą pochówki kobiet i dzieci, a nie z po- jedynczym zagonem najeźdźców. Dzięki tym odkryciom, w których dużą zasługę ma mgr Andrzej Koperski, można dziś śmiało traktować Prze- myśl, jako teren styku polsko-rusko-węgierskiego, a więc trzech grup etnicznych. Stawia to w innym świetle zagadnienie najstarszego Prze- myśla i wytycza nowy kierunek interpretacji jego wczesnych dziejów. Wydaje się, że na tym tle staje się lepiej zrozumiałe zagadnienie gminy żydowskiej w tym ośrodku osadniczym, poświadczonej dla pierwszej po- łowy XI w. w zbiorze responsów uczonego rabbiego Jehudy ha Kohena. Jaśniej rysuje się sens mniej więcej współczesnego tej gminie palatium z rotundą na wzgórzu zamkowym w Przemyślu, a także zespół osadni- czy z rotundą w miejscu dzisiejszej katedry. Postulaty metodologiczne w zakresie badania stref przejściowych, sformułowane w referacie doc. Jana Tyszkiewicza, odzwierciedlają nie-
dostatki naszej wiedzy na temat tego styku cywilizacyjnego. Istotnie w braku wymownych przekazów źródłowych konieczne jest badanie kompleksowe, które łączyłoby różne metody i narzędzia poznawcze, a to w zakresie geografii historycznej, toponomastyki, żywego języka, za- bytków kultury materialnej itp. Referat dra Michała Parczewskiego do- starczył interesujących analogii, które nas utwierdzają w przeświadcze- niu o przejściowym, mieszanym charakterze kulturowym tego pograni- cza. Np. grodzisko w Bachorzu ma odpowiednik w strefie naddnieprzań- skiej, a chata we wsi Wybrzeże niedaleko Przemyśla znajduje analogię w chacie wawelskiej. Mgr Antoni Kunysz przypomniał analogię między Kopcem Przemysława w Przemyślu a Kopcem Krakusa w Krakowie. Katalog różnic i podobieństw w różnych dziedzinach życia tego obszaru przejściowego staje się istotnie pilną potrzebą nauki. Rzucone na tło warunków naturalnych i politycznych — o ile te ostatnie dają się źró- dłowo uchwycić — pozwolą wyjaśnić tajemnicę najstarszych dziejów Przemyśla. Dotkliwą lukę w naszej wiedzy stanowią początki chrześcijaństwa w Przemyślu. Niewątpliwie były one wczesne i pozostawiły ślad w trwa- łych obiektach sakralnych. Leszek Włodek pokazał trudności w nauko- wym rozpoznaniu tego zagadnienia. Wszak istnieje hipoteza ukraińska, wiążąca palatium i rotundę z obrządkiem wschodnim. Z drugiej strony w rotundzie można się dopatrzeć daleko idących podobieństw z rotun- dami wczesnopiastowskimi. Pewne zamieszanie wprowadziły znajdowane na tym obszarze krzyżyki typu wschodniego z XI w., które przemawia- ją za obrządkiem wschodnim, ale analogiczne znane są z Ostrowa Led- nickiego, gdzie o obrządku wschodnim mowy być nie może. Dr Michał Parczewski skłonny jest widzieć bardzo wczesne i stosunkowo znaczne powiązania kulturowe tej strefy z właściwą Małopolską. Jest jednak w tym zakresie jeszcze szereg problemów otwartych. Rubież polityczna, jaką niewątpliwie stanowił w epoce pierwszych Piastów Przemyśl wraz z całym ciągiem osad obronnych wzdłuż Sanu, nasuwa nie od dziś przypuszczenie, że na tym obszarze szukać trzeba Grodów Czerwieńskich. To najbardziej kontrowersyjne zagadnienie na- szych dziejów poruszyła w swoim referacie doc. Maria Cabalska. Mister- nie skonstruowany pogląd, że mamy tu do czynienia nie z rubieżą, ale z obszarem plemiennym Lędzian, zasadza się na założeniu, że trzy tu- tejsze grody o potrójnym systemie umocnień: Tuligłowy, Aksmanice i Sielnica, datowane na IX w., stanowiły pierwotnie główne obiekty obronne i zarazem ośrodki polityczne Lędzian. Rola Przemyśla byłaby późniejsza i wiązałaby się już z nowym politycznym stanem rzeczy. Od występujących na tym obszarze czerwonych łupków owe trzy grody miałyby się nazywać czerwieńskimi. Hipoteza wywołała dyskusję już w toku obrad, ale jak najbardziej zasługuje na uwagę. Najsłabsze jej ogniwo to oczywiście próba związania z tym obszarem nazwy Grodów Czerwieńskich, jakkolwiek w ostatnich czasach ujawnia się w tym za- kresie pewna tendencja. Bierze taką możliwość w rachubę nadesłany na tę sesję referat prof. Gerarda Labudy. Najpełniej wyniki badań archeologicznych na terenie Przemyśla i okolicy pokazał referat mgra Antoniego Kunysza. Przekonują one na pewno o tym, że mamy do czynienia z obszarem o dużym zagęszczeniu
osadnictwa. Jego osią był niewątpliwie San, ale nie można go uważać za rzekę graniczną. 62 osady obronne rozłożone po obu stronach tej rzeki oraz liczne, podobnie rozrzucone osady otwarte, świadczą o tym dobit- nie. Zdumiewająca jest mnogość punktów osadniczych na terenie same- go Przemyśla. Dowodzą one w sposób niewątpliwy wysokiej rangi tego ośrodka politycznego. Swoimi badaniami autor wspiera pogląd Rudolfa Jamki o istniejących tu niegdyś dwu strefach osadniczych: polskiej i ru- skiej. Wyda je się, że pogląd ten będzie nie tylko wymagał nowych nau- kowych przesłanek, ale także rewizji pod kątem widzenia ewentualnej jeszcze strefy trzeciej, a mianowicie madziarskiej, czy może jeszcze czwartej — żydowskiej. Istotnym brakiem dotychczasowych badań tego obszaru jest sieć drożna. Na tym styku cywilizacyjnym grała ona nie- wątpliwie dużą rolę, a tymczasem nie została uwidoczniona w żadnym z referatów i nie przedstawia się również dość przejrzyście w literatu- rze przedmiotu. Istotnym elementem tej sesji były wreszcie analizy źródłoznawcze związane z zapiską z 981 r. najstarszego ruskiego latopisu. Zarówno Ge- rard Labuda, jak i Tadeusz Wasilewski zakwestionowali przyjęty dość szeroko w nauce pogląd Szachmatowa na sprawę powstania tego naj- starszego ruskiego zwodu latopisarskiego. Ma to ważne konsekwencje dla datacji zapiski o Włodzimierzu, który szedł na Lachów, ale także co do jej redakcji. Subtelny wywód Tadeusza Wasilewskiego prowadzi do przekonywającego wniosku, że interesującą nas zapiskę należy datować na 979 r., a nie 981, przy czym Przemyśl i Czerwień mogą być tu istot- nie późniejszą amplifikacją. Ogólnie można stwierdzić, że sesja pokazała wiele problemów zwią- zanych z najstarszymi dziejami Przemyśla i całego obszaru osadniczego w dorzeczu Sanu. W rozwiązaniu niektórych widoczny jest już dziś wy- raźny postęp, niektóre muszą jeszcze pozostać otwarte. Ale w toku tej sesji zrodziły się problemy nowe, wyostrzyły się kontury widzenia sze- regu spraw, co samo przez się ma znaczący walor naukowy.
Wieża katedralna, olej — płótno, 49X37
4. NAUKI PRZYRODNICZE Kazimierz Karczmarz, Bogusław Sałata MATERIAŁY DO FLORY ROŚLIN NACZYNIOWYCH POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ POLSKI WSTĘP W literaturze botanicznej ostatnich lat obserwuje się wyraźny spa- dek publikowania prac florystycznych, co świadczy głównie o dobrym poznaniu flory roślin naczyniowych Polski. Podczas badań florystycznych prowadzonych na obszarze wschodniej i południowo-środkowej części kraju (Wyżyna Małopolska, Okręg Staszowski) wykryto od 1976 r. wie- le stanowisk rzadkich gatunków. Z nich Aconitum variegatum subsp. uariegatum, Echinops sphaerocephalus, Inula ensifolia, Linum flauum, Occytropis pilosa i Stipa capilłata należą do bardzo rzadkich w naszej florze, a większość z nich ma stanowiska skupione tylko w wyżynnych regionach kraju (ryc. 1). Liczne z badanych stanowisk wykryto w ostat- nich latach na Wyżynie Małopolskiej i Lubelskiej, skąd dotychczas po- dawane były tylko ich nieliczne skupienia (Fijałkowski 1959, 1961, Gła- zek 1968). Wiele z nich wykryto na kserotermicznych zboczach Białej Góry pod Tomaszowem Lubelskim. Na Białej Górze i w rezerwacie Brzeźno pod Chełmem stwierdzono też nowy dla flory polskiej gatu- nek — Senecio umbrosus. Inne rośliny, głównie synatropijne to współ- cześnie rzadkie lub stopniowo wchodzące na siedliska zmienione przez działalność człowieka. WYKAZ GATUNKÓW I STANOWISK Skróty: KS = Kotlina Sandomierska, L = Lubelszczyzna wraz z Wy- żyną Lubelską, MM = Małe Mazowsze, OS = Okręg Staszowski, P = Podlasie, PD — Pogórze Dynowskie, PP — Pogórze Przemyskie, WM = Wyżyna Małopolska; k. — koło, leśn. = leśnictwo, nadl. — nadleśnictwo, oddz. = oddział, rez. = rezerwat.
Ryc 1, Rozmieszczenie stanowisk Linum flanum na wyżynach środkotoopolskich (wg Kozłowskiej 1925, Sałaty 1964, Głazka 1968 i zestawień Fijałkowskiego) Pterydophyta Ophioglossum vulgatum L. — MM: Bąkowiec i Zajezierze k. Dębli- na, wśród mokrych łąk przy starorzeczach, lokalnie masowo. Dryopteris spinulosa (Miill.) O. Kuntze — KS: leśn. Krawce (daw- niej Borek) k. Tarnobrzega, oddz. 30, Bojanów, lasy na W od wsi, wszę- dzie w starszych wilgotnych borach sosnowych. Phyllitis scolopendriwm (L.) Newm. — PP: Arłamów, śródleśne jary, kilka okazów na cienistych zboczach w buczynie na SW. Parę okazów z tego stanowiska przeniesiono do przyszkolnego ogrodu w Birczy. Polypodium vulgare L. — OS: Golejów, wysoki brzeg nasypu przy szosie do Staszowa, oddz. 63; wysokie skarpy w grądach z Carpinus na W od doliny Czarnej na N od Rytwian; L: Majdan Górny k. Toma- szowa Lubelskiego, brzegi cienistego wąwozu od strony pól poniżej kre- dowych zboczy Białej Góry.
Eguisetum variegatum Schleich. — L: Bochotnica k. Kazimierza nad Wisłą, licznie u podstawy gliniastego zbocza. Lycopodium selago L. — L: Kamień na S. od Chełma, dorodne licz- ne okazy na wysokich kępach u podstawy olch w śródleśnych fragmen- tach olsów. Anthophyta Rumex ucrainicus Fisch. — L: Włodawa, przydrcża pod miastem; na wieloletnich ugorach pod Różanką; KS: Starzawa, brzegi doliny Wiszni. Thesium linophyllum L. — L: Karolinów, Brzeźno i Żmudź k. Cheł- ma, suche pagórki wśród torfowisk węglanowych, w Żmudzi na zboczach kredowych; Skomorochy k. Grabowca, kserotermiczne zbocza. Polycnemum arvense L. = KS: Krzeszów, Stalowa Wola, Nisko, Przyszów, Lubaczów, na wilgotnych piaskach w śródpolnych obniżeniach. Salsola kali L. — MM: Dęblin, nasypy kolejowe na początku stacji kolejowej od strony mostu na Wieprzu. Salsola ruthenica Iljin — MM: Dęblin, obok stacji kolejowo-przeła- dunkowej; Puławy, przystanek kolejowy „Azoty”, zachodnie brzegi na- sypów kolejowych, na żwirowo-piaszczystej glebie. Amaranthus blitoides S. Wats. — MM: Dęblin, brzegi torów kolejo- wych przy boisku i na przyległych śmietniskach. Cucubalis baccifer L. — L: brzegi lasu mieszanego między Wólką Wieprzecką a Tomaszowem Lubelskim; KS: Leżajsk, Sieniawa, Łańcut, brzegi zarośli przy rowach i na wysokich skarpach. Hierniarnia hirsuta L. — MM: Gołąb-Dęblin, na ubitym piasku w re- jonie stawków obok kopalni piasku, licznie. Isopyrum thalictroides L. — KS: leśn. Stale pod Jeziorkami, grąd, oddz. 203, sporadycznie wśród gatunków runa. Aconitum uariegatum L. subsp. variegatum — L: Wieprzów Tarna- wacki pod Tomaszowem Lubelskim, zachodni brzeg leśnego karczunku obok szosy do Zamościa, ok. 3 km na N od miasta, bardzo liczne kwitną- ce okazy, 6 1X 1982. Jest to gatunek północno-górski i rzadki na obsza- rze całej Lubelszczyzny (Karczmarz, Krzaczek 1961). Dotychczas był on notowany z paru stanowisk z Podlasia oraz z 18 stanowisk na Wyżynie Lubelskiej (ryc. 2). Cechy taksonomiczne okazów są charakterystyczne dla typowej odmiany gatunku (Reichenbach 1819, 1820—1821). Anemone silvestris L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, brzeg zarośli na stromym zboczu lessowym obok stanowiska Stipa capillata; L: Skomorochy pod Grabowcem, zarośla kserotermiczne na kredowym zboczu, kilka kęp. Adonis aestwalis L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, w upra- wie pszenicy; Pińczów, na próchnicznych glebach rędzinowych w upra- wach za głębokim jarem przy rez. stepowym z Carlina onopordifolia, wszędzie masowo; Krzyżanowice pod Pińczowem, licznie w uprawach zbożowych; L: Grabowiec, Skomorochy i Broczówka pod Skierbieszowem; Majdan Górny i Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, Sabaudia, pospolicie na rędzinach; PP: Siedliska, Jaksmanice, Łuczyce, dosyć czę- sto na gliniastych glebach zasobnych w wapń.
Hyc. 2. Rozmieszczenie stanowisk Aconitum ueriegatum subsp. variegatum na Lu- belszczyźnie
Adonis uernalis L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, kilka kęp na stromym zboczu lessowym; L: Skomorochy pod Grabowcem, Skier- bieszów, śródpolne wąwozy prostopadłe do doliny Wolicy. Alyssum montanum L. — MM: Zajezierze pod Dęblinem, Dęblin, na nasypach kolejowych. Aruncus siluester Kost. — L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubel- skim, w głębokim wąwozie od strony wsi Sabaudia. Fragaria viridis Duch. — L: Skomorochy pod Grabowcem, często na zboczach z roślinnością kserotermiczną. Cerasus fruticosa (Pall.) Woronow — WM: Mozgawa na W. od Piń- czowa, strome zbocze lessowe; L: Skomorochy pod Grabowcem, na szczy- tach kredowych zboczy, okazy często cierpiące od wypalania. Cytisus ruthenicus Fisch. — PP: Jarosław, suche murawy na zbo- czach wąwozów na SW od stacji kolejowej. Trifolium rubens L. — L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, w małych skupieniach na widnych zboczach trawiastych wraz z Linum flavum, lecz tylko we wschodniej części wzniesień. Ozytropis pilosa (L.) DC. — L: Skomorochy pod Grabowcem, trawia- ste zbocze kredowe, nieliczne w pojedynczych kępach. Lathyrus leavigatus (W.K.) Fritsch — L: Salomin na W. od Zakliko- wa, sporadycznie w grądowym runie z podrostem Abies alba. Peplis portula L. — MM: Pionki, Garbatka, Bąkowiec pod Dęblinem, na mokrej glebie lub w miejscach okresowo zatapianych w obniżeniach; L: Rogoźno i Dratów k. Łęcznej, na mokrym piasku w przydrożnych ro- wach. Lauatera thuringiaca L. — L: Grabowiec, Skierbieszów, Orłów Muro- wany k. Izbicy, Tyszowce, Łaszczów, Biała Góra pod Tomaszowem Lu- belskim, urwiste stoki oraz widne zbocza lessowe i kredowe. Linum flauum L. — L: Skomorochy k. Grabowca, Biała Góra k. To- maszowa Lubelskiego od strony wsi Majdan Górny, na niskotrawiastych zboczach kredowych z innymi gatunkami kserotermicznymi. Gatunek rosnący tylko na rozproszonych stanowiskach we wschodniej części Wyżyny Lubelskiej, ku zachodowi Polski rzadszy (ryc. 1). Linum flavum dobrze charakteryzuje stepowe zbiorowiska naskalne Europy wschodniej (Jaworka 1910, Kulczyński 1921, Kulczyński, Motyka 1936, Motyka 1936, 1947, Gajewski 1937). Według nader dobrze udokumento- wanych szczegółowych badań Kozłowskiej (1925) na Wyżynie Małopol- skiej jest on charakterystycznym gatunkiem kserotermicznego zespołu Inuletum ensifoliae, który ma podobne rozmieszczenie geograficzne w Eu- ropie wschodniej, jak Inula ensifolia. Geranium sanguineum L. — L: Skomorochy oraz rez. stepowy w Ro- gowie pod Grabowcem, Majdan Górny pod Tomaszowem Lubelskim, na wszystkich stanowiskach rośnie na brzegach widnych zarośli w wąwo- zach, jak i u podstawy zboczy. Staphylea pinńata L. — PP: Prałkowice, Kuńkowice, Hołubią, Rok- szyce, Krasiczyn, Olszany, wszędzie pojedynczo lub po kilka okazów na widnych zboczach i w zaroślach. Obok znanych w literaturze miejsc wy- stępowania (Gostyńska 1961, Browicz, Gostyńska 1963) są to nowe sta- nowiska kłokoczki południowej dla Pogórza Przemyskiego, wykryte przez dra J. Pióreckiego i dzięki jego uprzejmości nam udostępnione.
Hedera helix L. — L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, we fragmentach bukowych lasów pod szczytami wzniesień i w górnych par- tiach cienistych wąwozów. Bupleurum rotundtfolium L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, często na rędzinach wapiennych i glebach lessowych; L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, brzegi zboczy i dawnych pól zamienionych na ugory. Bupleurum falcatum L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, suche zbocza i urwiste ścianki lessowe; Pińczów, głęboki wąwóz za rez. ste- powym z Carlina onopordijolia; L: Skomorochy pod Grabowcem, Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, na zboczach kredowych. Peucedanum ceruaria (L). Lap. — L: Skomorochy pod Grabowcem, lokalnie licznie w trawiastych murawach i zaroślach kserotermicznych. Armeria elongata (Hoffm.) Koch — MM: Bąkowiec i Zajezierze pod Dęblinem, wysokie nasypy wzdłuż doliny Wieprza na N od Dęblina, często na suchych łąkach i przydrożach. Chimaphila umbellata (L.) Nutt. — OS: Niziny-Koniemłoty k. Sta- szowa, nadl. Pińczów, oddz. 106 C, bór sosnowy w pobliżu łąki nad rze- ką; KS: leśn. Krawce k. Tarnobrzega, bór sosnowy, oddz. 280. Cerinthe minor L. — WM: Krzyżanowice pod Pińczowem, na rę- dzinie gipsowej, Pińczów, usypiska gruzu wapiennego; L: Opole Lubel- skie, na gruzie wapiennym na NE od miasta, Grabowiec, Skomorochy pod Grabowcem, Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, wszędzie na usy- piskach margli kredowych u podstawy zboczy lub przy małych odkryw- kach skalnych. Symphytum cordatum W.K. — PP: Arłamów, cieniste wąwozy w la- sach bukowych. Verbascum joeniceum L. — WM: Mozgawa i Krzyżanowice pod Piń- czowem, na rędzinie w rowach przydrożnych; L: Skomorochy pod Gra- bowcem, Skierbieszów, Tarnawatka, Krynice, Biała Góra pod Tomaszo- wem Lubelskim, kredowe zbocza i ścianki lessowe. Veronica teucrium L. — L: Grabowiec-Rogów, Skomorochy pod Gra- bowcem, Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, suche zbocza kredowe. Pedicularis sceptrum—carolinum L. — MM: Bąkowiec k. Dęblina, w rowach na osuszonych torfowiskach niskich. Stanowisko to było już zagrożone w 1974 r. Lathraea sąuamaria L. — L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubel- skim, trzy okazy znacznych rozmiarów w cienistym wschodnim wąwozie z Corylus i Acer campestre od strony wsi Majdan Górny. Verbena officinalis L. — MM: Zajezierze i Zawieprze pod Dęblinem, suche przydroża i pastwiska; L: Grabowiec-Skomorochy, Skierbieszów, Tyszowce, Łaszczów, Tomaszów Lubelski (przy szosie do Łaszczowa i przy wsi Sabaudia), sporadycznie na trawiastych ugorach i przydro- żach. Teucrium chamaedrys L. — L: Skomorochy pod Grabowcem, na ka- mienistym zboczu kredowym. Melittis melissophyllum L. — L: Marianopole na W. od Zaklikowa, w grądzie z przewagą graba i jodły w projektowanym rez. z Abies alba. Prunella grandiflora Jacq. — L: Skomorochy pod Grabowcem, Biała Góra, widne zbocza z roślinnością kserotermiczną.
Elsholtzia patrini (Lep.) Garcke — KS: Sandomierz (prawobrzeżna część miasta nad Wisłą), Wielowieś, Tarnobrzeg (dawniej awór Dzików), w ogrodach uprawnych. Gentiana cruciata L. — L: Skomorochy pod Grabowcem, Biała Góra k. Tomaszowa Lubelskiego, w paru małych kępach i zwykle tylko pod szczytami wzniesień. Vincetoxicum officinale Mnch. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, Pińczów, w zaroślach za rez. z Carlina onopordifolia; L: Grabowiec, Sko- morochy pod Grabowcem, Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, na wszystkich stanowiskach rośnie w widnych zaroślach na szczytach zboczy. Sambucus ebulus L. — L: Majdan Górny k. Tomaszowa Lubelskiego, w kilku dużych skupieniach między polami a dużym wąwozem. Campanula rapunculoides L. — P: Drohiczyn, widne zarośla w wą- wozie schodzącym do doliny Bugu; Mielnik, widny zrąb na NE od ka- mieniołomu. Aster amellus L. — L: Skomorochy pod Grabowcem, Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, wyjątkowo pospolicie. Na Białej Górze, zwła- szcza na stokach wschodnich wzniesień jest dominującym gatunkiem w murawach kserotermicznych i w porze zakwitania tworzy charaktery- styczny aspekt letni. Inula ensifolia L. — WM: Nowa Słupia, tworzy duże płaty zespołu Inuletum ensifoliae; L: Biała Góra pod Tomaszowem, pospolicie wraz z poprzednim gatunkiem, lecz w części zachodnich zboczy. Petasites oficinalis Moench — KS: Majdan Sieniawski pod Sienia- wą, licznie przy groblach w dolinie rzeki Złotej obok stawów rybnych. Senecio umbrosus W.K. — L: Biała Góra pod Tomaszowem Lubel- skim, stwierdzony w dwóch miejscach, najliczniej na zachodnim zboczu we wschodniej części wzniesień w 1976 r. Pierwszy raz był stwierdzony bez kwiatostanów w końcu czerwca. Ten wyjątkowo rzadki przedstawi- ciel wielkolistnych gatunków Senecio stwierdzono też w rez. torfowisko- wym Brzeźno pod Chełmem, gdzie rośnie na brzegu płaskiego wzniesie- nia na torfowisku wśród zarośli (Karczmarz, Sałata 1986). Jest to nowy gatunek dla flory Polski. Echinops sphaerocephalus L. — L: Lubartów, wysokie zbocza doliny Wieprza od strony Chlewisk; Skomorochy pod Grabowcem, kilka okazów u podstawy zbocza kredowego w pobliżu zarośli z Rosa. Jest to gatunek rzadki z dominacją stanowisk we wschodniej Polsce. Z najbliższego sta- nowiska na Wyżynie Lubelskiej został podany z pobliskiej Broczówki pod Skierbieszowem (Fijałkowski, Adamczyk 1980). Jest to gatunek re- prezentujący element wschodnioeuropejski. Liliurn martagon L. — L: Szczeckie Doły na SE od Annopola, licznie w grądzie; Wólka Wieprzecka na N. od Tomaszowa Lubelskiego, licznie w grądach i na zrębach; Biała Góra pod Tomaszowem Lubelskim, lesi- ste wąwozy w górnych partiach zboczy. Polygonatum nerticillatum (L.) Ali. — L: Biała Góra pod Tomaszo- wem Lubelskim, pojedynczo w zaroślach z bukiem na szczytach wznie- sień. Stipa capillata L. — WM: Mozgawa na W. od Pińczowa, wysokie strome zbocze lessowe. Ostnica włosowata rośnie tu wyjątkowo zwarcie
na powierzchni ok. 350 m2 tworząc efektownie wyglądający latem pod- czas kwitnienia zespół — Stipetum capillatae. Jest to najbardziej na za- chód wysunięte stanowisko tego gatunku na obszarze wyżyn środkowo- -polskich. Goodyera repans (L.) R. Br. — KS: leśn. Jadaćhy k. Tarnobrzega, lasy sosnowe od strony wsi Stany, oddz. 251 f. Gatunek rzadki w Kotli- nie Sandomierskiej i związany jest ściśle z rozmieszczeniem borów sosno- wych (Karczmarz, Piórecki 1977). PIŚMIENNICTWO Browicz K., Gostyńska M., Staphylea pinnata L. — kłokoczka połu- dniowa. Atlas rozmieszczenia drzew i krzewów w Polsce, 2, Poznań 1963. Fijałkowski D., Wykaz rzadszych roślin Lubelszczyzny, cz. II. Fragm. Flor, et Geobot. 5, 1959. Fijałkowski D., Miłek wiosenny (Adonis uernalis L.) w województwie lu- belskim. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C, 16, 1961. Fijałkowski D., Adamczyk B., Roślinność stepowa w Broczówce. k. Skierbieszowa. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C, 35, 1980. Fijałkowski D., Izdebski K., Zbiorowiska stepowe na Wyżynie Lu- belskiej. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. B, 12, 1959. Gajewski W., Elementy flory polskiego Podola. Planta Pol. 5, 1937. Głazek T., Flora kserotermiczna Wyżyny Sandomierskiej i Przedgórza Iłżeckiego. Wyd. Art.-Graficzn., Kraków 1968. Gostyńska M., Rozmieszczenie i ekologia kłokoczki południowej (Staphylea pinnata L.) w Polsce. Arbor. Kórn. 6, 1961. Javorka S., Beitrdge zur Kenntnis der ungarischen Flora nebst Reuision der europdischen Vertreter des Formenkreises des Linum flavum L. Mag. Bot. Lap. 9, 1910. Karczmarz K., Krzaczek T., O rozmieszczeniu kilku rzadszych gatun- ków roślin na Lubelszczyźnie. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C, 16, 1961. Karczmarz K., Piórecki J., Materiały do flory roślin naczyniowych Kotliny Sandomierskiej i Pogórza Przemyskiego. „Rocznik Przemyski” 17—18,1977. Karczmarz K., Sałata B., Nowy dla flory polskiej gatunek starca Senecio umbrosus W. et K. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C., 39, 1986. Kozłowska A., La ueriabilite de Festuca ouina L. en rapport auec la suc- cession des associations steppigues du plateau de la Petite Pologne. Buli. l’Acad. Pol. Sci. et Lett., Cl. Sci. Math et Nąt..., ser. B, 1925. Kulczyński S., Rozmieszczenie geograficzne lnów na ziemiach polskich. Pam. Fizjogr. 26, 1921. Kulczyński S. i Motyka J., Zespoły leśne i stepowe okolicy Łysej Góry k. Złoczowa. Kosmos, ser. A, 61, 1936. Motyka J., Notatki florystyczne z okolic Łysej Góry k. Złoczowa. Kosmos, ser. A, 61, 1936. Motyka J., Rozmieszczenie i ekologia roślin naczyniowych na północnej krawędzi zachodniego Podola. Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C, Suppl. 3, 1947. Reichenbach H. G. L., Uebersicht der Gattung Aconitum. Grundziige einer Monographie derselben. Regensburg 1819. Reichenbach H. G. L., Monographie Generis Aconiti, Iconibus omnium specierum coloratis illustrata, latine et germanice elaborata. Lipsiae 1820—1821. Sałata B., Rzadsze rośliny okolic Annopola nad Wisłą (woj. lubelskie). Fragm. Flor, et Geobot. 10, 1964.
Jerzy Piórecki ŁĄKI UROCZYSKA — „DŁUGOŁOZA” POD PRZEMYŚLEM Z FRITILLARIA MELEAGRIS L. (REZERWAT SZACHOWNICY KOSTKOWATEJ) I. ZASIĘG GEOGRAFICZNY I ROZMIESZCZENIE FRITILLARIA MELEAGRIS Szachownica kostkowata jest jedynym w kraju przedstawicielem ro- dzaju Fritillaria (Liliaceae) oraz jedną z najrzadszych roślin we florze polskiej. Obejmuje ona swym zasięgiem (w rozproszonych stanowiskach) Europę Środkową, sięgając na północy po Wielką Brytanię, Danię, połu- dniową Skandynawię, środkową i południową Rosję. Południowa grani- ca zasięgu biegnie przez południowo-wschodnią Francję, Szwajcarię, Niemcy, Austrię, Węgry, Rumunię. Fritillaria meleagris L. rośnie zaledwie w liczbie kilkuset roślin na terenie Polski zachodniej: w okolicach Szczecina, w Czarnkowie n. War- tą, pod Koszalinem (zapewne jako zdziczała) oraz w dorzeczu środko- wego Sanu (Kotula 1881, Batko 1934, Kostecka 1950, Piotrowska 1957, Stecki 1961, Piórecki 1965, 1966, 1970). W dolinie Sanu jest to naturalne i największe pod względem zajmowanego obszaru i liczebności stanowisko tego gatunku w Polsce (Stecki 1961, Piórecki 1970). Łąki te, pierwotnie rozciągające się na długości 30 km jako zwarty obszar, zwłaszcza między rzekami Wiarem i Wisznią, prawobrzeżnymi dopływami Sanu, współ- cześnie zachowały się w okolicy Starzawy, Stubna, Medyki, Siedlisk, Hurka, Łapajówki, Krównik. Wzdłuż wymienionego pasa łąk nad Sa- nem rozciągał się jeszcze w drugiej połowie XIX w. zwarty obszar tego gatunku, został on jednak rozerwany przez rozległe enklawy gruntów ornych. Pomiędzy nimi już tylko wyspowe ślady występowania szacho- wnicy zanotować można między miejscowościami Siedliska i Medyka, nadto między Medyką i Starzawą oraz Stubnem. W okresie ostatniego 20-lecia zniszczeniu uległy siedliska Fritillaria w uroczysku „Poddębina” wraz z resztkami poleśnymi lasu łęgowego. O nim to zapewne pisał Kotula w 1881 r., iż rośnie ona „na podmokłych łąkach leśnych i w lasach przerzedzonych, wilgotnych”. Pod Starzawą i Stubnem tylko z rzadka zachowały się na łąkach z Fritillaria pojedyn- cze, stare drzewa wiązowe, jako pozostałość dawnych zbiorowisk leśnych.
Drugie, znacznie mniejsze, stanowisko z Fritillaria położone w okolicy Stubna i Starzawy, tj. na obszarze położonym między rzeką Wisznią a Kanałem Bucowskim, w latach trzydziestych XX w. rozerwane zosta- ło nowo wybudowanym Kanałem Bucowskim oraz pomniejszone przez duży kompleks stawów, jak również przez zaoranie i zamianę łąk w pola uprawne. II. BIOLOGIA Szachownica kostkowała jest rośliną wieloletnią. W pierwszym roku wegetacji wytwarza w postaci jednego liścienia roślinę. W następnych latach wytwarza się właściwy pęd. W końcu czerwca z dwóch zapaso- wych liści tworzy się mała, o średnicy paru milimetrów cebulka. Jest ona okrągła, lekko spłaszczona od strony łodygi i korzeni. Zbudowana jest z dwóch łuskowatych liści, pełniących rolę organów spichrzowych. Corocznie materiały zapasowe cebulki są zużywane, liście spichrzowe za- sychają i tworzą warstwę ochronną dla nowej, odbudowywanej w okre- sie wegetacji cebuli. W drugim roku wegetacji w jesieni wytwarza ona kurczliwe korzenie przybyszowe. Dalszy rozw7ój systemu korzeniowego Ryc. 1. Fritillaria meleagris L., rośliny: a — jednoroczne, b — dwuletnie, c — trzyletnie, d — pięcio- i wieloletnie
Ryc. 2. Fritillaria melea- gris L. Owocnia (trójko- morowa torebka) pod koniec fazy dojrzałości nasion Ryc. 3. Dynamika wzrostu pędu nadziemnego szachownicy kostkowatej w uroczysku „Długołoza” (1977 r.), 1 — dłu- gość pędu od powierzchni gleby do pierwszego liścia, 2 — długość pędu od pierwszego do ostatniego liścia, 3 — długość pędu od ostatniego liścia do podstawy kielicha i pędu następuje w marcu przyszłego roku. Korzenie kurczliwe wciągają cebulę na zimę w głąb gleby, dlatego w zależności od okresu wegetacji są one zagłębione od 5 do 9 cm. Fritillaria meleagris odznacza się w okresie jednego sezonu wegeta- cyjnego periodycznością w zjawiskach wzrostu, tj.: a) pełnego cyklu we- getacyjnego wczesną wiosną (wytworzenie korzeni, łodygi, kwiatu, od- budowa cebulki przed wydaniem nasion ryc. 1); b) okresu spoczynku (czerwiec, lipiec, sierpień — cebulka tkwi w glebie); c) wytworzenie ko- rzeni przybyszowych — kurczliwych, wciągających cebulkę głębiej do gleby, oraz wzrostu pędu wierzchołkowego wraz ze skróconym pędem podziemnym. Na łodydze osiągającej 15—50 cm (maksymalnie około 60 cm) osa- dzone są równo wąskie liście siedzące (4—5 liści, ryc. 1 i 3). W piątym— szóstym roku wegetacji na łodydze tworzy się pączek kwiatowy. Koste- cka (1950) za Rimbachem podaje szczegółowy opis gatunku i biologię. W okolicach Przemyśla początek kwitnienia szachownicy kostkowa- tej przypada najwcześniej na koniec marca, a najczęściej na połowę kwietnia (ryc. 4). W latach chłodnych początek kwitnienia przesuwa się na pierwszą dekadę maja. Kwitnienie trwa od kilkunastu dni w latach
Ryc. 4. Uproszczone spektrum fenologiczne dla Fritillaria meleagris w uroczysku „Długołoza” (lata 1974r—1984). 1 — faza spoczynku cebuli i pędu podziemnego, 2 — początek wegetacyjnego wzrostu pędu nadziemnego z zeszłorocznych materiałów za- pasowych cebuli, 3 — wzrost pędu nadziemnego wraz z liśćmi i kwiatem — pełny okres asymilacji, 4 — fazą rozwoju wegetatywnego, gromadzenie materiałów zapa- sowych w cebuli i wykształcenie nowej cebuli wraz z pąkiem szczytowym, 5 — optymajna faza kwitnienia, 6 — wykształcanie się i dojrzewanie nasion i torebki nasiennej, koniec fązy odbudowywania nowej cebuli, całkowite wysychanie (obumieranie) zeszłorocznej, 7 — faza rozsiewania się nasion, 8 — faza całkowitego obumierania wegetatywnych części roślin i korzeni podziemnych, 9 — fazą spo- czynku pozbawionej łusek okrywowych cebuli, 10 — faza rozwoju korzeni przyby- szowych i podziemnego pędu wraz z pąkiem kwiatowym oraz zagłębianie się ce- buli i pędu za pomocą korzeni kurczliwych suchych i gorących, do 4 tygodni w latach wilgotnych i chłodnych. Po przekwitnięciu zalążnia rozrasta się w trójkomorową torebkę o przecięt- nej wysokości 2 cm i szerokości mierzonej w połowie wysokości równej 1 cm. Po wysiewie nasion pędy odbarwiają się, obumierają, a w glebie pozostaje tylko cebulka. III. ZBIOROWISKA ŁĄKOWE Z SZACHOWNICĄ KOSTKOWATĄ Wilgotne łąki z szachownicą kostkowatą w Krównikach pod Przemy- ślem należą do rzędu Molinietalia coeruleae (umiarkowanie i okresowo wilgotnych), związku Calthion, zespołu Cirsio-Polygonetum bistortae. Zespół Cirsio-Polygonetum bistortae, czyli wilgotna łąka rdestowo- -ostrożeniowa z dominującymi gatunkami Cirsium oleraceum i Polygo- num bistorta rozwija się na trudno przepuszczalnym podłożu ilastym (Szafer W., Zarzycki K. 1972). Ukształtowanie terenu i rodzaj podłoża wpływa na utrzymanie się wysokiego poziomu wód gruntowych, a w czasie roztopów powoduje okresowe zalanie niżej położonych frag- mentów łąk. Kompleks wilgotnych łąk uroczyska „Długołoza” badany florystycz- nie przecinają współcześnie wielkie rowy odwadniające, które zmieniły stosunki wodne obiektu. Roślinność uroczyska nie jest na całej przestrze- ni jednorodna, lecz zmienia się stopniowo w związku ze zróżnicowaniem morfologicznym terenu oraz w stosunku do rowów odwadniających (ryc. 5). W 1980 r. znaczne przestrzenie pokrywało zbiorowisko bujnej, eutro- ficznej łąki z dużym udziałem wysokich bylin (Filipendula ulmaria, Phragmites communis). Duży jest też na nich udział gatunków charak- terystycznych dla bogatych łąk związku Calthion (Cirsium oleraceum) i Molinion (Galium boreale, Sanguisorba officinalis, Serratula tinctoria — porównaj zdjęcie pierwsze tabl. 1). Łąki te jednak trudno zaklasyfiko-
Ryc. 5. Łąki nad Wiarem i Sanem pod Przemyślem. Rozmieszcze- nie i tempo zanikania szachownicy kostkowatej (Fritillaria mele- agris L.), 1 — ogólny obszar łąk (ok. 1975 r.), 2 — granica maksy- malnego zasięgu szachownicy kostkowatej ok. 1920 r., 3 — przypu- szczalne granice łąk jednokośnych (często dopiero po pierwszym przymrozku), 4 — granica maksymalnego zasięgu szachownicy kost- kowatej w latach 1940—'1950, 5 — granica zasięgu szachownicy kost- kowatej w latach 1960—1970, 6 — rezerwat częściowy szachownicy kostkowatej (1960—1976), 7 — rezerwat wraz z otuliną utworzony w 1976 r., 8 — łąki zagospodarowane metodą pełnej uprawy, 9 — łąki o użytkowaniu przemiennym lub zamienione na pola uprawne, 10 — rowy otwarte, 11 — drogi, 12 — ośrodek gospodarczy wać do któregoś ze znanych zbiorowisk łąkowych. Produkują one znacz- ną biomasę (główna masa roślinności osiąga 50 cm wysokości, kwiato- stany dochodzą do 150 cm wysokości). Gleba ma charakter torfiasto-gle- jowy, eutroficzny, z tym, że górny poziom gleby jest już wyraźnie prze- suszony o strukturze gruzełkowatej. O odwodnieniu gleby świadczy też obecność roślin charakterystycznych dla łąk świeżych (Arrhenatherum elatius, Dactylis glomerata), i sporadyczne występowanie roślin synan- tropijnych (Stenactis annua). Ogólnie biorąc roślinność jest dość zróżni- cowana: w niewielkich zaklęsłościach (±100 m2) natrafiono na fragmen- ty roślinności z udziałem roślin typowych dla wilgotnych łąk przesuszo- nych (tab. 1), (śmiałka darniowego Deschampsia caespitosa), jak i ga- tunków mezotroficznych torfowisk niskich (Agrostis canina) — porównaj zdj. 2. W obrębie wilgotnych łąk, w warunkach naruszenia stosunków wod- nych, masowo rozprzestrzeniły się chwasty polne (Cirsium aruense, Agropyron repens — zdj. 3, tab. 1), niekiedy dominuje też Phalaris arun- dinacea.
Tabela 1 Skład florystyczny łąk z szachownicą kostkowatą (Fritillaria meleagris L.) w uro- czysku Długołoza w Krównikach pod Przemyślem Nr zdjęcia 1 2 3 4 5 6 7 8 Q 10 Data 30. *6.1984 r. c.oe 1 980 r. Pokrycie roślin w ,ś 100 100 100 100 100 100 100 100 100 1 00 ?rltlllaria meleagris 4- + + 4- 4- 4- + 4- / w okresie kwitnienia 20.04 - 15.05/ 1 - 3 Gatunki charakterystyczne łąk wilgotnych i mokrych Ch. Molinletalia, Molinion, Calthion: Sanguisorba officlnalis + .2 + .2 2.2 4.2 3.2 + .2 2.2 4. 1.1 Daschamnsia caesoitoea + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 2.2 A.3 2.2 Oirslum riwlare + .2 + 2.1 3.1 4.1 3.1 2.1 Lythrum salicaria 4- 4- 2.1 1.1 4- Clrslum oleraceum 4- 4. 1 .2 Pilinendula ulmarla 2.1 4- 4.3 4- 1.1 Selinum carvifolla + 4- 4- 4- Yalerlana officlnalis + - 4- 4- 4- Angelina silvestris 4- 4- Eąuisetum palustre + + .2 + .2 Trollius europaeus 4- + 2 .2 4- Cirsium arvense + • a 4- 4.3 Clrsium canutn 4- 4- 1 .2 Polyyonum amohlbium 1 .1 1.1 Lychnie flos - cucull + + 4- 4- - 2.2 -u Galiura boreale + .2 + .2 1 .2 4- + .2 Seratula tinctoria 4- 2.2 Caltha nalustris + 4- + .2 4- 4- 4- Sclrous sllvaticus + + 4- 4- Myosotls palustris + + 4- Trifolium hybridum 4- + .2 + .2 • + .2 Gatunki charakterystyczne łąk świeżych i wilgotnych Ch. Molinio - Arrhenatheretea: Symohytum officinale 2.2 1 .1 2.2 + 1.1 Alooecurus nrateneis 4.2 2.1 1 .2 1 .2 2.1 2.2 2.2 3.2 Lathyrue oratensis 1 .2 3.3 + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 1 .2 4- Anthozanthum odoratum + .2 + .2 + .2 4- 4- 4- 1.1 Briza media 4- + 4- 4- 4- 4- 4- Phleum nratense 4- + 4- - 2 4- Poa pratensis 2.2 3.2 4-9 + .2 2.1 + .2 2 .2 2.2 Brunei la wlgaris 1 .2 Ranunculue acer 1 .1 2.2 4 .2 2.1 2.2 2.1 2.2 4- Cardamine pretensje 4- 4- Cerastium vulyatum 4- + 4- + 4- Chrysanthetnura leucanthetnum + 4- . P + .2 Koleus lanatus + .2 2.2 2.2 + .2 + 1 .2 Rumex acetosa + 4- + 4- 4- Pestuca pratensis + .2 + . 9 + .2 2.2 1 .1 Galium mollugo + a + .2 + .2 + .2 - + .2 Polygonum bistorta + 4- 4- 2.1 Cynosurus crietatus + 4- Lotus comiculatus a + .2 + .2 + .2 'frifolium pratense + .2 + .2 a + .2 + .2 Colchlcum autumnale + 2.1 a a Stellaria grarainea • • 4- • 4- + .2 Getunkl charakterystyczne łąk świeżych Ch. Arrhenathertalia: TaraYacum officinale 4.2 4.1 + 1.1 1 .2 2.1 Achlllea millefolium + 4- 1 .1 4- Dactylis elomerata + .2 + .2 4- 1.2 Arrhenatherum elatius + .2 4- 4- • Geranium pratense + .2 + .2 + .2 + .2 Camnanula pa tu la + 4- + 4- • • • * •
Ciąg dalszy tabeli 1 Gatunki towarzyszące Lysimachia nummularia + + 1 .2 Ranunculus renens + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 + + + Ranunculus aurlcomus + + Bromus inermis + + 1.1 1 .1 2.1 5.2 4.2 Phragmites communis 2*1 2*2 + Medicago lupulina + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 Tfcia sepium + .2 + .2 + .2 + .2 + .2 + + Oarex hirta + + Galium vernum + + Glechoma hederacea + 1 .2 Mentha arcensis + + Rumer crispus + Potentilla anserina + .2 1 . Liczba gatunków roślin kwiatowych 56 52 42 42 44 40 41 35 24 1 o Mchy Brałbythecium salebrosum + .2 + .2 + .2 r» + .2 + .2 + .2 + + + CaU.tsr^on cusnidatum + .2 + Climacium dendroides + .2 4- Mnium cusridatum + '.2 4- Mnlum nudulatum + .2 + Gatunki występujące tylko w jednym zdjęciu. Zdjęcie nr. 3: Juncus effusus +.2, Senecio nemorensis +, 4: Arabis arenosa +, Heracleum sphondylium +.2, 5: Veronica chamaedrys + , 6: Lysimachia thyrsiflora +, 7: Crex Hartmannii +.2, Carex vulpina +, Centaurea ja- cea +, Iris pseudoacorus +, Poa trivialis +.2, Plantago maior +, 8: Agrostis alba 2.2, Allium angulosum +, Cnidum dubium 1.1, Festuca arundinacea +, Veronica longifolia +, Erigeron annuus +, Galium uliginosum +.2, Stellaria palustris +.2, 9: Agrostis canina 2.2, Avenastrum pratense 1.1, Carex panicea 1.2, Eąuisetum arvense +, Festuca rubra 1.2, Juncus inflexus 1.2, 10: Agropyron repens 2.3, Malachium aquaticum +.2 Ponadto w kompleksie łąk z Fritillaria meleagris zanotowano: Alchemilla micans, Alectro- lophus minor, Cerastium arvense, Festuca ovina, Ficaria nudicaulis, F. verna, Fragaria vesca, Geranium palustre, Iris sibirica, Lotus corniculatus, Medicago lupulina, Pimpinella saxifraga, Primula elatior, Rumex acetosella, Thalictrum flavum, Trifolium dubium, Veratrum lobelia- num, Vicia cracca. Niektóre z gatunków, jak: Veratrum lobelianum, Primula elatior, Iris sibirica, Trollius europaeus należą do roślin coraz rzadszych na bada- nym terenie. Inne, np. Colchicum autumnale, należą do roślin występu- jących gromadnie i powodujących „jesienne zakwity łąk”. W miarę prze- suszania gleb i kurczenia się zasięgu szachownicy, Ziemowit zajmuje opuszczane przez nią ooszary, początkowo pojawiając się sporadycznie, a następnie tworząc zwarte łany. Za najbardziej charakterystyczny i licznie występujący gatunek uważać należy ostrożeń siny. W zbiorowiskach roślinnych pozostałych po dawnych wilgotnych łą- kach typowych dla siedlisk mokrych i wilgotnych dużą rolę odgrywa Cirsium rwulare, Sanąuisorba officinalis, a na łąkach wyraźnie świe- żych Arrhenatherum elatius, Dactylis glomerata, Geranium pratense, Campanula patula. Wilgotne łąki najbardziej zbliżają się do eutroficznych łąk z Caltha palustris, Trifolium hybridum, Scirpus siluaticus. Dla żyznych łąk, in- tensywnie nawożonych, gatunkiem charakterystycznym jest Alopecurus pratensis. Świadectwem tych dokonujących się zaburzeń jest pojawienie się typowych chwastów polnych, jak Cirsium aruense, Agropyron repens. Trudno określić zbiorowiska jednoznacznie — zbiorowiska roślinne przedstawione w tabeli 1 nie są jednorodne. Znajdują się w niej pewne facje charakterystyczne dla łąk wilgotnych, np. zdjęcia 3, 4, 5 z Cirsium rwulare, Bromus inermis oraz z Filipendula ulmaria zdjęcie 8. Znie- kształcone zbiorowiska roślinne przedstawia zdjęcie 10 z dominującym gatunkiem Cirsium arvense. Chociaż zdjęcia były wykonane w czerwcu
Tabela 2 Przeciętna liczba roślin Fritillaria meleagris L. na jeden m2 * Rok Rośliny Ogółem kwitnące 2, 3, 4-letnie 1, 2-letnie 1977 13 32 28 73 1980 48 — — 48 Liczebność i zagęszczenie roślin badano metodą losową. Liczbę ro- ślin kwitnących oraz w różnych stadiach rozwojowych oznaczono na podstawie cebulek. i sierpniu, i przedstawiają różne facje, to przedstawiają one charaktery- styczny skład łąk intensywnie uprawianych, które w niedalekiej przy- szłości nie zapewnią optymalnych warunków rozwoju dla szachownicy kostkowatej; jest to gatunek wyraźnie zanikający (tab. 2). Zmiany zasięgu Fritillaria w dolinie rzeki Wiar przedstawiono w la- tach 1920—1980 (ryc. 5). Zmniejszanie się zasięgu, a zwłaszcza przesuwa- nie się gatunku następuje w bardzo szybkim tempie z powodu przesusza- nia gleb. Związane jest to zarówno z procesem przesuszania gleb pod wpływem melioracji, jak również zamianą łąk na grunta orne. Typowe współcześnie siedlisko dla Fritillaria jeszcze przed czterdziestoma laty należało do łąk silnie wilgotnych, jednokośnych. W ostatnich dziesięcio- leciach granice kurczenia się zasięgu Fritillaria oznaczono w przybliżeniu na rycinie 5. Rycina 6 daje wyobrażenie, jak wyglądały do niedawna u stóp Karpat rozległe łąki pokryte purpurowymi kwiatami Fritillaria. Tabela 3 Wyniki klimatyczne w okolicach Przemyśla w 1977 r. (Dane Stacji Hydrdologiczno-Meteorologicznej w Przemyślu) Miesiące Opady w mm Wilgotność względna w °/o Temperatura w °C Styczeń 14,1 64 —1,9 Luty 74,1 87 1,7 Marzec 47,4 81 8,3 Kwiecień 31,2 70 7,2 Maj 66,1 71 13,2 Czerwiec 34,8 74 16,6 Lipiec 113,1 73 16,8 Sierpień 65,8 80 16,2 Wrzesień 70,8 83 11,1 Październik 4,0 — 9,9 Listopad 51,4 — 5,1 Grudzień — — — Średnia roczna — — —
Ryc. 6. Fritillaria meleagris L. Ogólny widok na dolinę Wiaru i Sanu w Krówni- kach pod Przemyślem. Optymalna faza kwitnienia. W głębi Wzgórza Łuczyckie — okręg Opola Gródeckiego. IV. WARUNKI SIEDLISKOWE Gleby w rezerwacie należą do ziem czarnych zdegradowanych i sza- rych, utworzonych z iłów pylastych. Podłoże zalega średnio głęboko 50—• 100 cm (ryc. 7). Warunki klimatyczne charakteryzują parametry podane w tabeli 3. Ostatni przymrozek wiosenny zanotowano w 1977 r. 1 kwietnia (tempe- ratura — 1,8°C), a pierwszy przymrozek jesienny 16 października (tem- peratura — 0,2°C). Poziom wód gruntowych badano w studzienkach, o A 1 Ryc. 7. Profil glebowy: Aj — poziom próchniczny (0—20 cm ił 20 o składzie mechanicznym: 70% części spławiajnych w tym 45% 40 A'1 koloidów. Barwa szara, 4,93% próchnicy, fosfor — 1,7 mg P2O5 w 100 mg gleby, potas — 9,8 mg K2O w 100 mg gleby. Odczyn pH — 6,1, Ai — poziom próchniczny (20—70 cm ił o składzie mecha- nicznym: 86% części spławialnych w tym 61% koloidów. Fos- 80 for — 0,5 mg P2O5 w 100 mg gleby. Potas — 11,0 mg K2O *00 - C w 100 mg gleby. Odczyn pH — 6,8. Skała macierzysta 70—150 cm 120’ ił o składzie mechainicznym: 87% części spławialnych w tym 46% koloidów. Fosfor — 2,5 mg P2O5 w 100 mg gleby. Potas — 24,0 mg K2O w 100 mg gleby. Odczyn pH — 7,6. C — w poziomie 150 występują oglejenia i wytrącenia żelaziste. 24 — Rocznik Przemyski
Ryc. 8. Porównanie poziomu wody gruntowej w 4 studzienkach kontrolnych w re- zerwacie szachownicy kostkowatej (1977—1978 r.). a wyniki przedstawiono na wykresie (ryc. 8). Studzienki kontrolne do badania poziomu wód gruntowych rozmieszczone są na stałe w rezer- wacie. V. OCHRONA SZACHOWNICY KOSTKOWEJ * A ZAGADNIENIA GOSPODARCZEGO UŻYTKOWANIA ŁĄK Łąki w dolinie Sanu pod Przemyślem należą do użytków zielonych średniej jakości. Są one dwu- lub trzykrotnie kośne. Po trzykrotnym zmeliorowaniu w drugiej połowie XX wieku łąki zagospodarowano me- todą pełnej uprawy lub zamieniono na grunty orne. Na niewielkiej ich części niezaoranej pozostała pierwotna roślinność łąkowa z Fritillaria me- leagris L. Nad rzeką Wisznią i Kanałem Bucowskim melioracje łąk i ba- gien przeprowadzono w latach trzydziestych XX stulecia, a także za- gospodarowano je częściowo metodą pełnej uprawy. Długoletnie doświadczenia nad oddziaływaniem różnych dawek na- wozów mineralnych1 2 i organicznych na rozwój szachownicy kostkowa- 1 Szachownica w Krównikach — rezerwat florystyczny utworzony w 1974 r. (pow. 16,7 ha, Mon. Pol. nr 32 poz. 194). Obok niego w latach 1960—1977 istnisj rezerwat częściowy o pow. 7 ha, własność Technikum Rolniczo-Łąkarskiego w Prze- myślu (utworzony z inicjatywy nauczycieli tej szkoły). W rezerwacie tym obok nawożenia stosowany był tylko podsiew traw. 2 Wysiano w 1975 r.: potas 80 kg, fosfor 72 kg, azot 150 kg i czystego skład- nika, na ha.
tej potwierdziły, że nawożenie na poziomie średnich dawek krajowych nie wpływa ujemnie na wzrost Fritillaria. Przy zastosowaniu wysokich dawek nawozowych ulega wyraźnemu skróceniu wegetacyjny okres roz- woju. Zbiorowiska łąkowe z szachownicą kostkowatą w cyklu wieloletnim nie ustępują w plonowaniu łąkom o średniej wydajności. Przeciętny plon siana z łąk intensywnie nawożonych wynosi 75—80 q z hektara, zaś śred- ni plon siana na terenie województwa w 1977 r. wynosił 71 q. Przepro- wadzono doświadczenie w celu określenia produktywności łąk w Krów- nikach wg metodyki opracowanej w Instytucie Ekologii PAN (Traczyk 1967, 1968). Biomasę określono przez losowe pobranie prób z trzech wy- mienionych łąk, po 20 prób z każdej: łąka naturalna, z podsiewem oraz zagospodarowana metodą pełnej uprawy. Na jedną próbę składała się zielona masa z koła o powierzchni 0,049 m2. Uzyskane wyniki należy traktować nie jako produktywność całoroczną, lecz jako produkcję bio- masy do 2 czerwca, tj. do momentu pobrania prób (tab. 4). Tabela 4 Porównanie produktywności łąk w uroczysku „Długołoza” w q/ha (02.06.1977 r.) Łąki intensywnie nawożone * Łąki zagospodarowane metodą pełnej uprawy Łąki z szachownicą kostkowatą Łąki naturalne Łąkj naturalne z podsiewem 1 2 3 92,47 88,78 73,94 * 1, 2 — Łąki średnio wilgotne o znanych dawkach nawozowych w okre- sie ostatnich 15 lat, 3 — Łąki wilgotne (indywidualnych rolników) nie- regularnie nawożone o nieustalonych dawkach nawozowych. W plonowaniu należy uwzględnić zróżnicowanie charakterystyczne dla łąk świeżych, tj. niedawno zagospodarowanych. Łąki o najwyższej wydajności były w okresie ostatnich 15 lat wielokrotnie zaorywane i za- łożone zostały na terenach zdrenowanych, a więc o wysokich nakładach finansowych. Skład ich (większa ilość motylkowych) przy trzykrotnym zbiorze oraz wartość pokarmowa posiadają z pewnością większe znacze- nie, ale również wiele innych elementów, np. stałość plonowania w cy- klu wieloletnim, korzystnie przemawia za łąkami naturalnymi, zwłaszcza przy zastosowaniu podsiewu. O wiele większe oddziaływanie na dynamikę rozwoju szachownicy mają zabiegi agrotechniczne i sposób użytkowania łąk, np. przemienne użytkowanie łąk, tj. okresowe użytkowanie w postaci gruntów ornych lub użytków zielonych, łąkowe zagospodarowanie metodą pełnej upra- wy. Jesienne terminy orek w decydujący sposób eliminują ze składu florystycznego wszystkie rośliny cebulkowe, pozostawione we wierzchniej
warstwie gleby (z uwagi na niskie temperatury). U Fritillaria jest to o tyle jeszcze niekorzystne, iż posiada ona 2—5 cm długości, skrócony pęd podziemny oraz system korzeniowy wytwarzany w jesieni. Mecha- niczne cięcia ostrej skiby, kultywatorowanie i inne zabiegi agrotechnicz- ne, o ile nie są stosowane wiosną, wywołują o wiele mniejsze szkody. Orki wiosenne wraz z pełną uprawą niszczą pełny cykl rozwojowy sza- chownicy, a całkowicie okazy kwitnące. Często jednak najmniejsze ce- bulki okryte grudkami ziemi przeżywają. Najczęściej powodem ich obu- mierania jest głęboka orka lub kilkakrotne talerzowanie darni. Najkorzystniejszy, chociaż również krytyczny dla Fritillaria, jest okres uprawy łąk w pełni lata, aby jeszcze w jesieni tego roku uzyskać pierwszy zbiór traw (zielonych) lub stosować wysiew traw w pierwszej połowie września. Chociaż w latach, po pełnym i pierwszym zagospoda- rowaniu łąk przez przeorywanie darni oraz drenowanie gleb, notowano liczne i dobrze zachowane płaty Fritillaria, to jednak w miarę upływu czasu (cykl około piętnastoletni), a zwłaszcza po przesuszeniu gleb lub ponownym zagospodarowaniu znikły one zupełnie. Zachowały się nie- kiedy na tych terenach tylko pojedyncze rośliny. Nie powiodły się rów- nież próby wysiewania nasion na zbitą darń łąkową, kiedy np. wysiew kontrolny do świeżej gleby, tj. po usunięciu płatów darni, na małych po- wierzchniach łąk, pozwala uzyskać zagęszczenie dorównujące wschodzą- cemu zbożu na roli. W dolinie Sanu w okresie ostatniego stulecia nastąpiły daleko idące zmiany w szacie roślinnej. Wyginęły resztki lasów łęgowych, o których jeszcze pod koniec XIX wieku wspominał Kotula. Zbiorowiska łąkowe z szachownicą, zmieniły się prawie na naszych oczach lub zostały całko- wicie zaorane i są współcześnie zaledwie odbiciem dawniejszych natural- nych łąk. Jeszcze przed dwudziestoma laty znajdowano pośród nich kil- kuhektarowe łany Iris sibirica lub Trollius europaecus, dziś odnajduje się zaledwie pojedyncze rośliny. Niezależnie od przedstawionych materiałów stwierdzić należy, iż główny kompleks łąk z szachownicą kostkowatą w dolinie rzeki Wiar, usytuowany jest współcześnie w granicach lub na obrzeżu miasta Prze- myśla, w odległości zaledwie dwóch kilometrów od głównych centrów przemysłowych. W przyszłym układzie urbanistycznym miasta istnieje niewielka możliwość utrzymania tych terenów jako powierzchni niezmie- nialnych. Chociaż pod wpływem melioracji i zaorywania darni wystąpiły naj- większe odkształcenia w szacie roślinności łąkowej w dolinie rzeki Wisz- ni, jak również zmniejszenie areału występowania Fritillaria meleagris z powodu zamiany łąk na pola uprawne lub stawy gospodarcze, to jed- nak obszar z Fritillaria położony nad Kanałem Bucowskim rokuje wię- ksze nadzieje na zachowanie gatunku niż łąki w dolinie Wiaru. VI. INTRODUKCJA W uroczysku „Długołoza” pod Krównikami w latach sześćdziesiątych XX w. prowadzono wysiew szachownicy kostkowatej na stosunkowo du- żych powierzchniach, powodując w cyklu 5—10-letnim wyraźne zagę-
szczenię roślin na 1 m2. Dużą bowiem barierą dla generatywnego roz- mnażania gatunku jest brak wiosennych wylewów rzek lub choćby okre- sowego zatapiania darni łąkowej wodami pochodzącymi ze spływu powierzchniowego (wiosna). Wówczas występowały niewielkie ubytki dar- ni, odsłaniające warstwę gleby podatną na kiełkowanie diaspor Fritil- laria. Od 1976 r. w ramach badań nad biologią i ekologią Fritillaria melea- gris prowadzona jest reintrodukcja tego gatunku na nowe stanowiska, a także opracowuje się metodykę hodowli w warunkach uprawy ogro- dowej. Przenoszone są rośliny w różnych fazach wegetacji (od wschodów do kwitnienia), a także cebulki i nasiona. Na podstawie wieloletnich do- świadczeń stwierdzono, że najlepsze efekty osiąga się przez przenoszenie darni z cebulkami szachownicy w stanie spoczynku, tj. od połowy lipca do końca sierpnia. Stosowano również wysiew nasion na darń oraz na czarny ugór. O wyborze nowych stanowisk dla szachownicy kostkowatej decydo- wały warunki wodno-glebowe zbliżone do panujących na stanowisku ma- cierzystym. W latach 1976—1984 wprowadzono Fritillaria na obrzeża starorzecza Wisły w Chwałowicach pod Radomyślem (wysiew i sadze- nie), na torfowiska w Bachórcu i Cieszacinie (wysiew), w Jadownikach Mokrych pod Brzeskiem (wysiew), Jasionce pod Rzeszowem (wysiew), Motkowicach nad Nidą (sadzenie), Pełkiniach pod Jarosławiem (wysiew), Poliwodzie pod Ozimkiem (sadzenie), w Alpinarium na Szyndzielni w Bielsku-Białej (sadzenie). Fritillaria meleagris wprowadzono również do stałych kolekcji w Ar- boretum w Bolestraszycach pod Przemyślem. Wielokrotnie stosowano wysiew nasion na czarny ugór i darń oraz przenoszono cebulki, a także płaty darni z szachownicą. Populacja szachownicy w liczbie około 400 roślin rozwija się, kwitnie i wydaje nasiona. PIŚMIENNICTWO Batko S., O florze okolic Przemyśla, „Kosmos” 59, 1934. Czubiński Z., Gawłowska J., Zabierowski K., Rezerwaty przyrody w Polsce, Warszawa-Kraków 1977. Denisiak Z., Zagadnienia ochrony przyrody w łąkarstwie, Chrońmy Przyr. Ojcz., XX, X, 5, ss. 5—17, Kraków 1965. Hegi G., Illustrierte Flora non Mittel-Europa, t. 2, Monachium-Berlin 1939. Kostecka O., Korona kostkowata, Chrońmy Przyr. Ojcz., VI, 9/10, ss. 3—9, Kra- ków 1950. Kotula B., Spis roślin naczyniowych z okolicy Przemyśla, Spraw. Kom. Fizjogr. AU 15, Kraków 1881. Kotula B., Spis roślin naczyniowych z okolic górnego Strwiąża i Sanu, Sprąw. Kom. Fizjogr. AU, 17, Kraków 1883. Kwiatkowska A., Biały cud Sassenbergu, Wszechświat 11. 1959. Piotrowska H., Fritillaria meleagris na Uznanie, Spraw. Pozn. Tow. Przyj. Nauk za kwartał I i II. 1957. Piotrowska H., Z badań nad roślinnością halofilną wysp Wolina i Uznamu, Przyr. Polski Zach., t. 1, z. 1/2. 1957. Piórecki J., Projekt dwóch nowych rezerwatów przyrody w okolicach Prze- myśla, Spraw. z posiedź, nauk TPN w Przemyślu, s. 46, Przemyśl 1965. Piórecki J., Łąki nad Wiarem i Wisznią w dolinie Sanu, Przyroda Polska, R. X, nr 10, 1966.
Piórecki J., Regionalna sieć rezerwatów przyrody okolic Przemyśla, „Rocznik Przemyski” XIII/XIV, ss. 339—367, Przemyśl 1970. Raciborski M., Szafer W., Flora Polska, t. 6, Kraków 1919. Rostafiński J., Słownik polskich imion rodzajów, Kraków 1900. Rybka T., 1975. Fritillaria „Owoce — warzywa — kwiaty” R. XV, ss. 18—19. Stecki K., Mamulski A., Biernacki A., Łąki z szachownicą' kostkowatą w płd- -wsch. Polsce, Chrońmy Przyr. Ojcz. XVII, 6, ss. 13—24, Kraków 1961. Szafer W., Kulczyński S., Pawłowski B., Rośliny polskie, Warszawa 1924 i 1953. Szafer W., Zarzycki K., Szata roślinna Polski, t. I—II, Warszawa* 1972. Szulczewski J., Wykaz roślin naczyniowych Wielkopolski, Pozn. Tow. Przyj. Nauk. Wydz. Mat. Przyr. 12, Poznań 1951. Traczyk T., Propozycja nowego sposobu oceny produkcji runa leśnego, Ekol. poi., ser. B XIII, Warszawa* 1967. Traczyk T., Studies on the primary production in meadow community, Ekol. poi., ser. A, XVI, 2, Warszawa 1968. Trela T., Fizjografia okolicy Przemyśla (rękopis), 1938. Trusz S., Przyczynek do flory Galicji, Spraw, c.k. Gimn. w Złoczowie, Zło- czów 1888. Tuzson J., Janos, A delibldti Fritillariaról. Uber die Fritillaria des Delibldt, Botajiikai Kózlemenyek, p. 162, 1912. Wagner, Janos, Fritillaria degeniana non. sp. M. Bot. Lopok 5, p. 182—195. (Fritillaria deganiana Nowa Wrsta), 1906. Wagner, Janos, 1912. Fritillaria Deganiana-sol. Uber Fritillaria Deganiana, Bo- tanikai Kózlemenyek, p. 162—163 (Fritillaria Deganiana). Zapałowicz H., Conspectus florae Galiciae criticus, t. I, Kraków 1906.
Florian Swięs, Jerzy Piórecki ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNANTROPIJNA W JAROSŁAWIU WSTĘP Roślinność ruderalna na terenie Jarosławia nie była dotąd opraco- wana. Natomiast liczne dane o florze tego miasta zawarte są głównie w rozprawach nr 7, 9, 17, 18. W Kotlinie Sandomierskiej, podobną meto- dycznie jak obecnie dokonano w Jarosławiu, charakterystykę roślinności zrealizowano najpierw na terenach stacji przeładunkowych Żurawicy i Medyki [21] oraz Przeworska, Rozwadowa i Stalowej Woli [22], a na- stępnie w obrębie całych obiektów miejskich Tarnobrzega [35], Sando- mierza [19], Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska [36] oraz kilku innych (w trakcie opracowania). METODYKA BADAŃ Intensywne badania roślinności ruderalnej i flory synantropijnej na terenie Jarosławia przeprowadzono w latach 1980—1982. Na podstawie 143 zdjęć fitosocjologicznych zdefiniowano 31 zespołów i bliżej nie okre- ślonych zbiorowisk ruderalnych, zróżnicowanych łącznie na 20 warian- tów i facji. Zestawiono je w tab. 3—9 według systemu zaproponowa- nego przez Kornasia [13] w ramach klasy Rudero-Secalietea. Opis miejsc badanych płatów zamieszczono w tab. 3—9, a ich stanowiska oznakowa- no na ryc. 1. W zdjęciach fitosocjologicznych procentowe pokrycie roślin wyrażono w powszechnie stosowanej w kraju skali 5-stopniowej, z uzu- pełniającym określeniem gatunków jako + o pokryciu mniejszym niż 5—10%. W tabelach zdjęciowych w jednakowym zakresie odpowiednio ozna- kowano gatunki charakterystyczne dla jednostek rangi wyższej od zespo- łu oraz o bliżej nie znanej przynależności fitosocjologicznej, jak i rośliny charakterystyczne i wyróżniające dla wszystkich stwierdzonych na tym terenie zespołów i zbiorowisk ruderalnych. Kryterium doboru obydwu rozpatrywanych grup gatunków diagnostycznych dokonano według za- wartych na ten temat danych w opracowaniach nr 24, 25 oraz 34—36. Syntetyczne dane o uczestnictwie rozpatrywanych grup gatunków dia-
Ryc. 1. Mapka sytuacyjna Jarosławia ze stanowiskami 143 zdjęć fitosocjologicznych, 31 zespołów i zbiorowisk ruderalnych określonych w tab. 3—9 gnostycznych w miejscowych syntaksonach ruderalnych zestawionych w tab. 3—9, wraz z objaśnieniem użytych ich tam symboli, podane są w tab. 10 i 11. W tabeli 12 zestawiono wszystkie stwierdzone na terenie Jarosławia elementy geograficzno-historyczne flory synantropijnej, łącznie z poda- ną przybliżoną liczbą miejsc ich występowania w skali 5-stopniowej. Określone syntetyczne dane o 500 tych gatunkach zawiera tab. 2. Po- działu ekologicznego apofitów oraz geograficzno-historycznego archeofi- tów dokonano według opracowań nr 6, 15, 16 i cyt. literatury. Zastoso- wana w tej pracy nomenklatura roślin jest na ogół zgodna z zawartą w opracowaniach nr 30 i 37. W sierpniu 1982 r. pobrano 28 próbek glebowych z najbardziej re- prezentatywnych płatów rozpatrywanych zbiorowisk ruderalnych, ze strefy największego zakorzenienia się warstwy ziół. W próbkach tych oznaczono (tab. 1): odczyn pH (potencjometrycznie z zastosowaniem elek- trody szklanej i kalomelowej); K2O i P2O5 (metodą Egnera w modyfi- kacji Rhiema); CaCO3 (w aparacie Scheiblera); Mg (metodą Schachtscha- bela); azot łatwo hydrolizujący (metodą Corfilda); próchnicę (metodą Tiurina). Analizy te wykonano w Laboratorium Stacji Chemiczno-Rolni- czej w Lublinie według metod zestawionych przez Czubę [4].
Tabela 1 Niektóre właściwości chemiczne gleb z prób pobranych na głębokości 5—20 cm pod ich powierzchnią w ważniejszych zbiorowiskach ruderalnych z Jarosławia określo- nych w tab. 3—9 1 Numer Numer, nazwa zespołu /Zp./. zbioro- 11 ł ;Z a W a r t 0 ó ć c o n t e n t No. of wiaka /Zb./ ; pe % 1 mg/lOOg gleby 5H « n 1 1 1 mg/lOOg of soil O O o M ar o »-» o Number, name of asBociations /Zp./, conmunities /Zb./ !kci । h2o CaCOj c org. 1 1 1 1 N nydr. P2°5 K2° Kg Cl CL -1_ _L_ T 1 1a 1b Zp. Polygono-Bidentetum •••••••• ',7,3 7,9 0,99 5,25 1 9,17 51,5 13,2 17,6 2 4 Zp. Polygono-Bidentetum 17,5 i 8,2 1.37 1.53 1 1 1. 8,82 34,4 6,7 11,1 1 1 3 9 2a Zp. Chenopodietum ruderale ! 7,2 8,4 0,10 0,97 1 ł 10,02 9,9 1.3 6,8 ♦ 16 2b Zp. Chenopodietum ruderale : 7,3 8,3 4.48 1,94 1 1 8,23 72,6 24,0 10,8 5 19 2c Zp. Chenopodietum ruderale '7,3 8,8 1,54 0,24 1 1 2,90 5,9 2,7 7,4 6 20 i Zp. Hordeo-Atriplicetum tatarioae ! 7.5 8,1 1 5,95 1,92 1 1 9,82 14,2 69,3 11,6 7 24 5 Zp. Hordeo-Brometum .... ' 7,4 7,9 2,60 1,72 6,61 32,7 25,3 10,4 1 1 1 1 I 8 44 12 Zb. CalamagrostiB epigeios ! 5.2 6,5 0,02 1,53 1 1 13,65 7,0 11,3 1 1,6 9 53 13 Zp. Senecionl-Tussilaginetum . .. | 7,3 8.3 2,59 0,24 ł 1 2,06 6,2 2,7 12,4 10 56 14a Zp. Echio-Melilotetum ...... . ! 7.3 8,5 5,46 0,20 t 1 1 5,32 7,2 4,0 12,0 11 67 17 Zp. Impatietum-Convolvuletum .... 1 7.1 7,9 1.43 1,81 1 1 12,37 118,8 44,0 14,8 12 80 I9a Zp. Tanaceto-Artemisietum ....... ! 7.1 8,1 2,48 2,41 1 14,00 128,6 53,3 13,4 13 87 19b Zp. Tanaceto-Artemisietum ! 7.5 8,3 0,04 1,18 1 2,25 4,3 13,3 4,2 14 90 19c Zp. Tanaceto-Artemisietum ..... | 7.0 7,8 0.49 2,56 17,15 89,1 54,4 15,0 1 15 97 21 Zb. Impatiens parviflora [ 6,9 7,7 2,97 2,60 13,54 128,7 38,7 18,8 16 102 22 Zb. Solanum nigrum ............ ! 7,6 8,4 4,27 1,00 1 1 6,61 115,4 70,6 11 ,0 17 103 23 Zb. Armoracia lapathifolia 8,1 0,16 0,90 1 » 1 4,90 55,5 29,5 14,0 18 107 24 Zb. Urtica dioica ‘•7,1 i 7,6 0,84 9,63 1 1 1 17,67 10,2 14,7 24,0 19 11 2 25 Zb, Amaranthus lividus • 1 7,2 7,8 1,83 1.72 » 8,80 46,2 26,7 6,4 20 114 26 Zp. Lolio-Plantaginetum anserinae ! 7,4 8.1 5,24 2,37 1 1 8,29 55.6 20,0 16,4 21 116 27a Zp. Lollo-Plantaglnetum ! 7,1 7,6 2,10 1.14 1 1 11,02 44,9 28,0 9.6 22 119 27b Zp. Lolio-Plantaginetum ; 7,o 8,0 1.11 2,35 1 1 13,94 43,5 42,7 17,6 23 125 27o Zp. Lolio-Plantaginetum ! 7,3 7,8 5,34 2,18 1 1 8,10 51,7 17,3 9,4 24 128 27c Zp. Lolio-Plantaginetum ........ ! 7.7 8,7 8,11 4,78 1,61 1 4,30 85.8 13,3 28,0 25 132 28a Zp. Pucolnellietum diatantis .... ; 7,5 8,2 4,31 1 1 5,18 41,6 25,3 21 ,6 26 136 28b Zp. Puocinellietum diatantis .... ! 7,7 8,5 2,39 0,46 1 1 2.55 27,7 6.7 6,2 27 29 Zp. Polygonetum cuspidati . ; 6,9 [ 7,0 7,5 0,26 3,55 t 11,55 118,8 15,5 28,0 13,0 28 142 51 Zp. Rudbeckio-Solidaginetum 7,8 0,18 1,14 1 1 1 8,56 6,7 16,4 TEREN BADAN Jarosław uchodzi za jedno z najstarszych i najbardziej zabytkowych naszych miast [12]. Prawa miejskie uzyskał w 1323 r. Najstarsza cen- tralna część Jarosławia o najbardziej zwartej zabudowie w założeniu obronnym jest usytuowana na niewielkim wzgórzu. Obecnie miasto to wokół centrum, w szerokiej dolinie Sanu jest sukcesywnie rozbudowy- wane. Zakłady przemysłowe zlokalizowane są w rejonie podmiejskiego osie- dla Munina. Do najważniejszych obiektów przemysłowych w tym mie- ście należą: Fabryka Pieczywa Cukierniczego „San”, Zakłady Młynar- sko-Paszarskie, Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego „Jarlan” oraz Huta Opakowań Szklanych. Obecnie Jarosław zajmuje powierzchnię ponad 39,79 km2 i liczy około 30 000 mieszkańców. Na jego terenie krzyżują
Ryc. 2. Diagram klimatyczny miasta Jarosławia za lata 1961—1965. Dane wg Rocznika Meteorologicznego i Opadów Atmosferycznych, PIHiM, Warszawa. 1 — średnie miesięczne sumy opadów atmosfe- rycznych; 2 — średnie miesięczne temperatury powietrza; 3 — wilgotny okres roku; 4 — ciepły okres roku (średnie miesięczne minima temperatury >0 °C); 5 — okres z możliwością przymroz- ków (najniższe miesięczne minima temperatury <0 °C); 6 — zimny okres roku (średnie miesięczne minima temperatury <0 °C); t — średnia roczna temperatura powietrza, A — amplituda temperatu- ry powietrza, H — wysokość położenia stacji meteorologicznej, R —- średnia roczna suma opadów atmosferycznych się ważne historyczne i współczesne krajowe, a także międzynarodowe szlaki komunikacji drogowej i kolejowej. Jarosław znajduje się w południowo-wschodniej części Kotliny San- domierskiej w rejonie zwanym Nadsanie [31]. Najstarsza część miasta usytuowana na wzgórzach położona jest na około 100 m wyższej wyso- kości niż peryferyczna, najmłodsza jego część rozbudowana w szerokiej dolinie Sanu. Struktura geologiczna na terenie Jarosławia jest bardzo charakterystyczna [12, 20, 23, 31]. Lokalnie w podłożu na zachód od Sanu dominują eoliczne lessy, a na wschód od tej rzeki — plejstoceń- skie piaski terasy akumulacyjnej. Pod tymi utworami na głębokości 8—10 m zalegają trzeciorzędowe łupki iłowe i szare iły krakowieckie.
Tabela 2 Struktura ekologicznego i geograficzno-historycznego zróżnico- wania 502 gatunków flory synantropijnej w Jarosławiu Uwagi: Wszystkie zawarte tu dane, wg tab. 12. Przy poda- nych zestawieniach odnośnie „liczb stanowisk gatunków” wy- korzystano tylko 5-stopniowe klasy ilości miejsc ich wystę- powania Grupy ekologiczne i geogra- ficzno-historyczne roślin Liczby gatunków i ich stanowisk 1. A P O F I T Y; 1.1. wodne i nadwodne ....... 1.2. kserotermiczne ......... 1.3. solniskowe ............. 1.4. łąkowe ................. 1.5. leśne i zaroślowe ...... 328 64 79 1 81 103 2. ANTROPOFITY; 172 2.1. Archeofity; 76 2.2. Kenofity; 96 833 151 164 2 264 252 334 171 163 2.2.1. agresto-epekofity ... 2.2.2. agresto-efemerofity.. 2.2.3. ergazjo-epekofity ... 2.2.4. ergazjo-efemerofity.. 32 4 31 29 1.+-2. APOFITY + ANRTOPOFITY; 500 74 4 47 38 1167 Wskaźniki flory /wg Komasia 1977/ obliczone wg ilości ga- tunków i ich stanowisk synantropizacji /2.1. + 2.2./ 172 : 334 modernizacji /2.2. : 2.1./ 1.26 ; 0,95 labilności /2. 2.2. + 2.2.4./ 33 ; 42 Ogólne dane o glebach badanego rejonu znajdują się w opracowaniach nr 5, 12, 31. Na wzniesieniach lessowych przeważają żyzne gleby glinia- sto-pylaste, a na płytkiej terasie akumulacyjnej Sanu — znacznie uboż- sze utwory pylasto-piaszczyste. Z natury są one ubogie w potas, a za- sobne w fosfor. Jak wykazały badania (tab. 1) gleby te w obrębie Jaro- sławia są bardzo zmienione. Okolice Jarosławia pod względem ilości opadów atmosferycznych, temperatury powietrza (ryc. 2), napromieniowania słonecznego itp. usy- tuowane są na pograniczu trzech regionów klimatycznych [26, 29, 39, 40]: między wyżynnym wschodniopolskim i podgórskim wschodniokarpackim a nizinnym, charakterystycznym dla Kotliny Sandomierskiej. ZBIOROWISKA ROŚLINNOŚCI RUDERALNEJ W obrębie tak zwanej zwartej zabudowy Jarosławia stwierdzono 16 zespołów i 15 zbliżonych do nich rangą fitosocjologiczną zbiorowisk roślinności ruderalnej (tab. 3—9). Ich systematyka w obrębie jednej kla- sy [13] oraz zróżnicowanie na mniejsze jednostki w określonym porząd- ku florystycznym i troficznym przedstawia się następująco:
Klasa: Rudero-Secalietea Br.-BI. 1936 Rząd: Bidentetalia tripartitae Br.-BI. et R. Tx. 1943 Związek: Bidention tripartitae Nordh. 1940 Zespół: 1. Polygono-Bidentetum (Koch. 1926) Lohm. 1950 Wariant: a. Bidens tripartitus Wariant: b. Polygonum tomentosum Rząd: Onopordetalia acanthii Br.-Bl. et R. Tx. 1945 Związek: Sisymbrion R. T x. et P r s g. 1950 Zespół: 2. Chenopodietum ruderale Oberd. 1957 Wariant: a. typowy (Chenopodium album) Wariant: b. Chenopodium glaucum Wariant: c. Atriplex hybridum Zespół: 3. Hordeo-Atriplicetum tataricae Prodan 1923 Zespół: 4. Urtico-Maluetum (neglectae) Lohm. 1950 Zespół: 5. Hordeo-Brometum (Ali. 1922) Lohm. 1950 Związek: Onopordion acanthii Br.-Bl. 1926 Zbiorowisko: 6. Rubus caesius Zbiorowisko: 7. Amaranthus albus Zbiorowisko: 8. Amaranthus retroflezus Zbiorowisko: 9. Connoluulus arvensis Zbiorowisko: 10. Eąuisetum aruense Zbiorowisko: 11. Carex hirta Zbiorowisko: 12. Calamagrostis epigeios Zespół: 13. Senecioni-Tussilaginetum Molier 1949 Zespół: 14. Echio-Melilotetum R. Tx. 1942 Wariant: a. Tussilago farfara Wariant: b. Verbascum thapstforme Wariant: c. Daucus carota Wariant: d. typowy (Melilotus albus, M. officinalis) Związek: Arction lappae R. Tx. 1937 em. Siss. 1946 Zbiorowisko: 15. Cannabis sativa Zespół: 16. Impatienti Convolvuletum Hilbig 1971 Zbiorowisko: 17. Ballota nigra Zespół: 18. Leonuro-Arctietum tomentosi Lohm. apud R. Tx. 1950 Wariant: a. Arctium tomentosum Wariant: b. Arctium lappa Zespół: 19. Tanaceto-Artemisietum Wariant: Artemisia vulgaris Wariant: b. typowy (Tanacetum uulgare i Artemisia uulgaris) Wariant: c. Tanacetum uulgare Wariant: d. Artemisia absinthium Związek: Alliarion Oberd. 1962 Zbiorowisko: 20. Chelidonium maius Zbiorowisko: 21. Impatiens paruiflora Zbiorowisko: 22. Solanum nigrum Zbiorowisko: 23. Armoracia lapathifolia Zbiorowisko: 24. Urtica dioica i Rumex obtistfolius Rząd: Potentillo-Polygonetalia R. Tx. 1947 Związek: Polygonion auicularis Br.-Bl. 1931 Zbiorowisko: 25. Amaranthus ascendens
Tabela 3 Zespół: 26. Lolio-Potentilletum anserinae Knapp 1946 Zespół: 27. Lolio-Plantaginetum (Lin co la 1921) Beger 1930 Wariant: Matricaria discoidea Wariant: b. Polygonum aviculare Wariant: c. Plantago maior 1 — Polygono-Bidentetum w wariantach: a •— Bidens tripartitus, b — Polygonum tomentosum', 2 — Chenopodietum ruderale w wariantach: a — typowym, b — Chenopodium glaucum, c — Chenopodium hybridum; 3 — Hordeo-Atriplicetum tataricae; 4 — Urtico-Malvetum neglectae; 5 — Hordeo-Brometum Stanowiska, daty /Stations, dates/: 1 - Ul. Pawłosiowska, zaśmiecony, mulisty skraj stawu, 50 VII 1982. 2 - Ul. Brzostków, muliste zbocze rowu odwadniającego, 30 VII 1982. 3 - Ul. Próchnicka, bagniste zbocze rowu przy szosie, 30 VII 1982. 4 - Ul. Brzostków, zaśmiecone, muliste obrzeże stawu, 30 VII 1982. 5 - Ul. Brzostków, bagniste zbocze rowu melioracyjnego, 30 VII 1982. 6 - Ul. Morawska, zamulone żwirowiska pod hałdą okruchów szkła, 5 VIII 1982, 7 - Ul. Okrzei, zaśmiecony zwał gliny z gruzem pobudowlanym, 28 VII 1982. 8 - Ul. Okrzei, świeży zwał próchnicznej gliny z okruchami zaprawy murars- kiej, 29 VII 1982. 9 - Boczna ul. Próchnickiej, świeży zwał gliny z okruchami cegły, 50 VII 1982. 10 - Ul. Dubois, obok stadionu, świeża pryzma gliny ze żwirem , 29 VII 1982. 11 - Ul. Przemysłowa, przydrożny, świeży zwał gliny, 12 VIII 1982. 12 - Ul. 3-go Maja, zbocze wykopu gliny , 3 VIII 1932. 13 - Ul. Konfederacka, świeży nasyp z gliny, 4 VIII 1982. 14 - Ul. 1-go Maja, świeżo zniwelowany gliniasty plac, 2 VIII 1982. 15 - Ul. Świerczewskiego , pryzma gliniasto-żwirowa, 12 VII 1982. 16 - Ul. Rybacka, świeżo zniwelowane gliniasto-żwirowe pobocze szosy, 29 VII 1982. 17 - Ul. Brzostków, świeży zwał gliny ze żwirem i okruchami zaprawy muraskiej, 28 VII 1982. 18 - Ul. Chrobrego, świeży zwał gliny ogrodowej. 19 - Ul. Morawska, pod nasypem torów kolejowych, zaśmiecony, gliniasto-żwirowy plac, 4 VIII 1982. 20 - U. Reymonta, zbocze skarpy gliniasto-żwi- rowej, 15 VII 1982. 21 - Stacja kolejowa, zaśmiecone boczne torowisko, utrwalone tłuczniem, żwirem i piaskiem, 9 VII 1982. 22 - Ul. Brzostków, zbocze gliniasto-kamienistej skarpy nad szosą. 3 VIII 1982. 23 - Ul. Franciszkańska, zaśmiecone, gli- niasto-żwirowe przypłocie, 2 VIII 1982. 24” Ul. Reymonta, przydrożny, stary zwał gliny z okruchami pobudowlanymi, 12 VIII 1982. 25 - Ul. Cerkiewna, stary plac gliniasto-żwirowy, 6 VIII 1982. 26 - Ul. Pstrowskiego, gliniasto-żwirowe przypłocie, 2 VIII 1982. 27 - Rynek, zaśmiecony, gliniasto-żwirowy plac, 9 VII 1982. 28 - Ul. Przemysłowa, deptak koło szosy,9 V 1982. Numer zbiorowiska /Number of commu- Numer zdjęcia /Number of record/ .. 2 Powierzchnia zdjęcia w m /Area of record in m.2/ Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mchów w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number 16 . 100 4 1 22 + 80 6 2 0 18 . 60 6 3 10 . 100 25 4 1 15 . 100 20 5 | 19 . 100 9 6 15 .80 18 7 18 . 100 8 8 25 . 100 16 9 26 . 100 1 0 1 0 32 . 100 15 11 26 . 100 18 12 nj 16 . 100 25 13 24 . 100 25 14 cr 17 . 100 18 15 29 . 90 1 0 16 21 . 80 15 17 32 . 100 6 18 19 . 100 25 19 | ° 15 . 100 16 20 1 14 . 60 8 21 I 19 . 100 9 22 I j 15 . 80 2 23 14 . 90 3 24 8 .90 3 25 Ul 13 . 100 4 26 14 . 100 6 27 11 . 90 4 28 R-S Chenopodium album /Ch: 2/ R-S Atrinlex natulum R-S Capsella bursa-pastoris /Ch:27/ R-S Eąuisetum arvense /D: 10/ R-S Conrolmulus arrensis /D: 9/ ••• R-S Cirsium arvense R-S Melandrium album Ba t Bidens tripartitus /D:1 / Ba t Chenopodium glaucum Ba t Polygonum tomentosum /D: 1/ ... 5 5 3 + + + 2 2 5 5 + 2355555555553 5443+ + +.. . + + + + + + +. + . + +. + + + • + + +. + . + .+ + . . . + + + • • • + • ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA
L tab. Zespół: 28. Pucinełlietum distantis Knapp Wariant: a. Lepidium ruderale Wariant: b. Puccinełlia distans Rząd: Sambucetalia Oberd. 1957 Związek: Sambuco-Salicion (capreae) R. 1948 Tx. et Neum. 1950
dok. tab. Zespół: 29. Polygonetum cuspidati (Oberd. 1957) Fijałk. 1978 Zespół: 30. Anthrisco-Lycietum halimifolii Felfóldy 1942 e”n Jke Rząd: Convolvuletalia sepium R. Tx. 1947 Związek: Senecion fluviatilis R. Tx. 1947 Zespół: 31. Rudbeckio-Solidaginetum, R. Tx. et Raabe 1950
Tabela 4 Zbiorowiska: 6 — Rubus caesius, 7 — Amaranthus albus, 8 — Amaranthus retro- flezus, 9 — Convolvulus aruensis, 10 — Eąuisetum aruense, 11 — Carex hirta, 12 — calamogrostis epigeios Stanowiska, daty /Stations, dates/: 29 - Stacja kolejowa, torowisko utrwalone tłuczniem, 12 VIII 1982. 30 - Stacja kolejowa, torowisko utrwalone tłuczniem, 19 VII 1982. 31 - Stacja kolejowa, torowisko utrwalone tłuczniem, żwirem i żużlem, 20 VII 1982. 32 - Stacja kolejowa, torowisko o nawierzchni gliniasto-żwirowej, 30 VII 1982. 33 - Stacja kolejowa, torowisko o nawierzchni żwi- rowo-gliniastej30 VII 1982. 34 - Stacja kolejowa, torowisko na żwirze i tłuczniu, 18 VI 1982. 35 - Stacja kolejowa, torowisko na tłuczniu i żwirze, 19 VII 1982. 36 - Stacja kolejowa, toro- wisko na tłuczniu, 1 VIII 1982. 37 - Stacja kolejowa, torowisko na tłuczniu, 1 VIII 1982. 38 - Ul. 'Morawska, torowisko kolejowe na tłuczniu, 1 VIII 1982. 39 - Stacja kolejowa, pobocze torowi- ska z gliny i żwiru, 30 VII 1982. 40 - Stacja kolejowa, pobocze torowiska na tłuczniu, 12 VIII 1982. 41 - Stacja kolejowa, pobocze torów na zwietrzałym tłuczniu, 30 VII 1982. 42 - Stacja ko- lejowa, torowisko na tłuczniu, 2 VIII 1982. 43 - Ul. Morawska, gliniasto-żwirowy nasyp torów kolejowych, 1 VIII 1982. 44 - Stacja kolejowa, torowisko na zwietrzałym tłuczniu, 28 VIII 1982. 45 - Stacja kolejowa, pobocze torowiska na zwietrzałym tłuczniu, 28 VII 1982. 46 - Ul. Sanowa, teren cegielni, torowisko kolejki na tłuczniu i żwirze, 12 VIII 1982. Numer zbiorowiska /Number of commu- nity/ Numer zdjęcia /Number of record/ .... Powierzchnia zdjęcia w m2 /Area of record in m2/ Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mszaków w' % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of species in record/ 7 .100 10 29 i 8 .100 20 30 | --- 12 . 100 9 31 H | 13 . 60 50 32 <» 14 . 70 80 33 11 . 90 12 34 11 4* 90 20 35 15 . 100 16 36 20 . 100 10 37 o 22 .100 15 38 17 + 100 10 39 12 .100 12 40 9 . 100 14 41 10 . 90 20 42 20 . 100 10 43 15 . 100 4 44 M 17 . 100 12 45 23 + 80 25 46 R-S Conrolrulus arrensis /D: 9/ .... R-S Eąuisetum arrense /D: 10/ R-S Senecio riscosus /D: 13/ R-S Atriplex patulum R-S Chenopodium album /Ch: 2/ R-S Capsella bursa-oastoris /Ch: 27/ R-S Cirsium arrense S-Va Sonchus arrensis P-Sn Digitaria sanguinalis P-Sn Amaranthus retroflexus /D: 8/ .. P-Sn Setaria riridis A sv Vicia tetrasperma Oa a Erigeron canadensis Oa a Urtica dioica /D: 24/ Oa a Artemisia rulgaris /D: 19/ Oa a Llnaria rulgaris Oa a Cichorium intybus Syn Lepidium ruderale /D: 28/ Syn Slsymbrium officinale On a Amaranthus albus /D: 7/ On a Oenothera biennis /Ch: 14/ On a Artemisia absinthium On a Berteroa incana On a Echlum rulgare /Ch: 14/ On a Tussilago farfara /Ch: 13/ On a Melilotus albus /Ch: 14/ An 1 Arctium tomentosum /Ch: 18/ .... P-Pa Plantago maior /Ch: 27/ A-Rc Agropyron repens A-Rc Carex hirta /D: 11/ Pn a Polygonum ariculare En a Calamagrostis epigeios /D: 12/ . N-Aa Euphrasia rostkoriana M-Aa Trifolium pratense M-Aa Vlcia cracca M-Aa Rumex acetosa Ma c Eeschampsia caespitosa + 2 1 + + + + 5 + 2 + 2 + 2 + + + + 4 4 1 . + + • + • + + , 5 5 + + • + + + • + + • 2 3 . 5 5 5 . + • + + + + . . + . 2 • + ♦ + . 1 . + + + • « + 3 • + + • + • + • + + 5 5 + + . + 3 3.... . . 2 + . . + • •••+ + • • 1 • • + 5 5 5 5 5 5 +
dok. tab. 4 Aron Arrhenatherum elatius ........... + Aron Taraxacum officinale................ Aron Paatinaca satira /D: 17/............ Aron Dactylis glomerata ................. Aron Achillea millefoliuir............... Cy c Lolium perenne /Ch: 27/ .......... Cy c Leontodon autumnalis ............... F-B Poa compressa ....................... F-B Plantago media....................... Son Rubua caeslua /D; 6/ ............. 5 P Plcrle hieracloldea ................... Uh Brasaica nigra ....................... Uł Medlcago lupulina .................... Uk Reaeda lutea ......................... Ur Silene inflata................... Ul Btryum argenteum ..................... Gatunki sporadyczne /Sporadic species/: R-S - Senecio rulgaris 37/+, Melandrium album 44/+; S-Va - Oxalis stricta 37/+; P-Ch - Erisimum cheiranthoidea 37/+; Cn d - Lathyrua tuberosus 37/+; Oa a - Impatiens parviflora /D: 21/ 37/+, Tanacetum rulgare /Ch: 19/ 46/+; Syn - Descurainia sonhia 3l/+, Hordeum murinum /Ch: 5/ 3l/+,Car- daria draba 34/+; P-Pa - Agrostis alba 46/+, Potentilla anserina /Ch: 26/ 46/+; A-Rc - Mentha aąuatica 38/+; Pn a - Matricaria discoidea /Ch: 27/ 32/+; Ata - Sambucus nigra b 39/+; Sn f Solidago canadensis /Ch:3l/ 33/+; Pn tr. - Puccinellia distans /Ch: 28/ 46/+; U-Aa - Poa palustris 39/+, Veronica chamaedrys 45/+, Plantago lanceolata 45/+; Ma c - Cirsium palustre 41 /+; Ara Bromus mollis V)!+, Daucus carota /D: 14/ 43/+, Anthriscus silvestria 45/+; Cy c - Trifoliun: re- nens 46/+; N-C - Hieracium auricula 38/+; Son - Salix purpurea b 46/+; P - Crataegus monogyna b 40/+; Uh - Triticuir. Tulgare 37/+; Us - Hypericum perforatum 29/+, Sinapis alba 39/+, Yicia gran- diflora 38/+; Uł - Euphorbia esula 42/+; Uk - Barbarea vulgaris 34/+, Verbascum phlomoides 38/+, Erigeron annuus 43/+; Ur - Carex brizoides 35/+; Ul - Funaria hygrometrica 46/+, Bryum capil- lare 46/+. _______________________________________________________________________________________ W tabeli 11 przedstawiono strukturę florystyczną i fitosocjologiczną miejscowych zbiorowisk ruderalnych. Łącznie w skład 31 tych syntak- sonów wchodzi 240 roślin kwiatowych i 18 mszaków. W sumie rośliny te należą do 49 określonych grup syntaksonomicznych i ekologicznych. Na jedno lokalne zbiorowisko ruderalne przypada 10—126 gatunków roślin kwiatowych i mszaków reprezentujących 8—37 grup syngenetycz- nych. Najliczniejsze są tu rośliny charakterystyczne dla określonych jed- nostek z klas Rudero-Secalietea (123 gatunki) i Molinio-Arrhenatheretea (40 gatunków) oraz z grupy roślin o bliżej nie określonej wierności fito- socjologicznej (61 gatunków). Przykładem najpospolitszych są: Cheno- podium album, Capsella bursa-pastoris, Atriplez patulum, Artemisia vul- garis, Achillea millefolium, Agropyron repens, Potentilla anserina, Plan- tago maior, Urtica dioica, Tarazacum officinale i Trifolium repens (tab. 3—10). W sumie w 31 omawianych zbiorowiskach ruderalnych zwrócono uwagę na 51 roślin, które uważane są lub można je uznać za charakte- rystyczne, lub wyróżniające dla tych jednostek (tab. 3—10). Jak wynika z tab. 10 maksymalnie na jeden miejscowy syntakson ruderalny przy- pada 3—-33 tych roślin. Tak bardzo zróżnicowany skład gatunków diagno- stycznych w rozpatrywanych zbiorowiskach ruderalnych wskazuje na złożone wielokierunkowe fitosocjologiczne i sukcesyjne ich powiązania. Zasadniczo miejscowe zbiorowiska ruderalne, podobnie jak w innych zbadanych pod tym względem obiektach miejskich [34, 35, 36], cechują się określonymi dominującymi, głównie pojedynczo — roślinami, ucho- 25 — Rocznik Przemyski
Tabela 5 13 — Senecioni-Tussilaginetum; 14 — Echio-Melilotetum w wariantach: a — Tussi- lago jaijara, b — Verbascum thapsijorme, c — Daucus carota, d — typowym Stanowiska, daty /Stations, dates/: 47 - Boczna ul. Prćchnickiej,’ wilgotne, gliniaste zbocze skarpy, 12 VII 1982. 48 - Ul. Okrzei, wilgotny, gliniasty plac z okruchami po- budowlanymi, 11 VII 1982. 49 - Ul. 5-go kaja, piaszczysto-gliniaste przypłocie, 2 VIII 1982. 50 - Ul. 3-go Kaja, wilgotna, gliniasta skarpa, 6 VIII 1982. 51 - Ul. Zbożowa, pryzma, wilgotnej gliny z okruchami pobudowlanymi, 18 VII 1982. 52 -Ul. Siaiowa, te- ren cegielni, zaśmiecony, gliniasty plac, 17 VII 1982. 55 - Ul. Krakowska, teren ce- gielni, ściana gliniastej skarpy, 5l VII 1982. 54 - Ul. Krakowska, teren cegielni,wy- rąbisko gliny, 51 VII 1982. 55 - Ul. Długosza, stary zwał żwirowy z okruchami cerły, tynku i betonu, 20 VII 1982. 56 - Ul. Krakowska, teren cegielni, zbocze skarpy gli- niasto-żwirowej, 31 VII 1982. 57 - Ul. Morawska, teren Huty Szkła, żwirowe torowisko kolejowe, 2 VIII 1982. 58 - Opodal ul. Morawskiej, teren Huty Szkła, piaszczysto-gli- niaste zbocze nasypu torów kolejowych, 2 VIII 1982. 59 - Ul. Morawska, teren Huty wy- robów szkła, rozkopany plac gliniasto-żwirowy, 2 VIII 1982. 60 - Ul. Krakowska, teren cegielni, żwirowo-glinia: te zbocze skarpy, 51 VII 1982. 61 - Ul. Sanowa, teren cegiel- ni, plac żwirowo-gliniasty, 1 VIII 1982. 62 - Ul. Okrzei, stary zwał żwiru i gruzu pobudowlanego, 31 VII 1982. Numer zbiorowiska /Number of commU' nity/ ............................... Numer zdjęcia /Number of record/ ... 2 Powierzchnia zdjęcia w m /Area of record in m2/ ....................... Pokrycie warstwy runa w % /Oover of nerb-layer in %/ .................... Pokrycie warstwy mchów w % /Cover of moss-layer in >ź/ ................... Liczba gatunków w zdjęciu /Number of snecies in record/ .................. S-S Sedum maxitnuni ................. R-S Convolvulus arvensis /D: 9/ .••• R-S Capsella bursa-nastoris /Ch: 27/ R-S Chenopodium album /Ch: 2/ ....... R-S Eęuisetum arvense /D: 10/ ....... R-S Cirsium arwense ................. R-S Atriplex patulum ................ Ba t Polygonum tomentosum /D: 1/..... Ba t Chenopodium glaucum ............ S-Va Matricaria chamomilla .......... S-Va Snergula arrensis .............. S-Va Polygonum convolvulus .......... S-Va Tripleurosnermum inodorum ...... S-Va Sonchus arvensis ............... Ca c Centaurea cyanus ............... Oa a Urtica dioica /D: 24/ *......... Oa a Artemisia vulgaris /Ch: 19/ .... Oa a Erigeron canadensis ............ Oa a linaria vulgaris ............... Oa a Cichorium intybus .............. Syn Sisymbrium officinale ........... Syn Lenidium ruderale /D: 28/ ....... On a Oenothera biennis /Ch: 14/ ..... )n a Tussilago farfara /Ch: 15/ .... On a Melilotus albus /Ch: 14/ ....... On a Melilotus officlnalis /Ch: 14/.. On a Verbascum phlomoides ........... On a Berteroa incana ................ On a Artemisia absinthium ........... P-Pa Plantago maior /Ch: 27/ ........ P-Pa Potentilla anserir.a /Ch: 26/ ...
dok. tab. 5 A-Rc A-Rc A-Rc A-Rc Pn a Pn a En a M-Aa M-Aa M-Aa M-Aa M-Aa M-Aa M-Aa M-Aa Ma c C Ara Aron Aron Aron Aron Aron Us Us Uk Uł Uł Uł Ul Ul Ul Ul Ranunculus repens .............. 1 Agrostis stolonifera ............ Agropyron repens ................... Rorippa silvestris ................. Polygonum aviculare................. Matricaria disoidea /Ch: 27/........ Calarr.agrostis epigeios /D: 12/.. Trifolium pratense ................. Phleum pratense .................... Rutrex acetoaa...................... Plantago lanceolata ................ Cerastium rulgatum.................. Lotus corniculatus ............. Yicia craoca ....................... Lathyrus pratensis ................. Deschair.psia caespitos-i........... Trifolium hybridum ................. Daucus carota /D: 14/ .............. Arrhenatherum elatior .............. Dactylis glomcrata .............. + Pastinaca sativa /L: 17/' ....... + Achillea millefolium.......... — . + Taraxacum officinale ............... Trifolium campestre................. Hypericutn perforatum............... Reseda lutea ....................... Medicago lupulina .................. Agrostis yulgaris ............... Ononis arvensis ........;........... Bryum argenteum .................... Barbula unguiculata ................ Eurhynchium hians .................. Barbula fallax ..................... Gatunki sporadyczne /Sporadic species/: S-S - Rumex acetosella 49/+, Thymus pulegio- ides 57/+; R-S - Galeopsis ladanum /D: 24/ 50/+, Melandrium album 59/+; Ba t - Bidens tripartitus /D: 1/; S-Va - Nentha arvensis 48/+, Oxalis stricta 50/+; P-Sn - Setaria glauca 49/+; E-PCh - Lamium purpureum 55/+; A sv - Scleranthus annuus 54/+, Vicia te- trasperma 60/+;0a a - Lactuca serriola 55/+; Syn - Impatiens grandulifera /D:"26/ 49/+; On a - Amaranthus albus /d: 7/ 49/+; Arctium tomentosum /Ch: 18/ 47/+; A-Rc - Mentha aąuatica 47/+, Rumex crispus 47/+, Potentilla reptans 58/2; Pn a .- Poa annua 61/+; Ata - Sambucus nigra b 62/+; Sn f - Solidago serotina /Ch:5l/ 62/+; M-Aa - Centaurea jacea 58/; P-P - Stachys palustris 48/+, Lythrum salicaria 53/+; Ara - Bromus mollis /D: 5/ 61/+; Aron - Heracleum sphondylium 47/+; Us - Sinapis alba 54/+, Vicia grandiflora 60/+, Odontites rubra 60/+; Uk - Senecio jacobea 60/+, Erigeron annuus 61/+: Ur Galium vernum 57/+; Ub - Epilobium parviflorum 61/+; Ul - Bryum capillare 58/+. dzącymi jednocześnie za gatunki charakterystyczne lub wyróżniające (tab. 3—10). Współzależność między zbiorowiskami ruderalnymi a właściwościami fizycznymi i chemicznymi ich gleb jest znacznie wyraźniejsza w pierw- szym (tab. 3—9) niż w drugim przypadku (tab. 1). Pod względem właści- wości fizycznych gleb względnie najbardziej spokrewnione grupy tworzą takie syntaksony, jak: a) ze związków Bidention tripartitae (gleby muło- we i bagienne), następnie, b) z wyjątkiem zespołu Hordeo-Brometum — ze związku Sisymbrion (wilgotne, świeże zwały gliniaste) oraz c) ze związku Polygonion avicularis wraz ze wszystkimi zbiorowiskami zesta-
Tabela 6 15 — zbiorowisko Cannabis satwa; 16 — Impatienti-Convolvuletum-, 17 — zbiorowisko Ballota nigra; 18 — Leonuro-Arctie- tum tomentosi w wariantach: a — Arctium tomentosum, b — Arctium lappa-, 19 — Tanaceto-Artemisietum w wariantach: a — Artemisia vulgaris, b — typowym, c — Tanacetum vul gare, d — Artemisia absinthium Stanowiska, daty /Stations, dates/: 63 - Ul. Konfederacka, obok stadionu, zaniedbana działka przyzagrodowa na lessie, 19 VIII 1982. 64 - Ul. Okrzei, teren ogródków działkowych, zbocze silnie próchnicznej gliniastej skarpy, 19 VII 1982. 65 - Ul. Panieńska, zwał zaśmieconej, nróchnic.zne j gliny, 29 VII 1982. 66 - Ul. Sancwa, zwał próchnicznej gliny pod skarpą, 2 VIII 1982. 67 - Ul. Pasieka, zbocze stromej skarpy o próchnicznej glinie, z okruchami tynku, 29 VII 1982. 68 - Ul. Słowackiego, oark wokół stadionu, próchni- czna, zaśmiecona glina z okruchami pobudowlanymi, 29 VII 1982. 69 - Ul. Dubois, w parku obok stadionu, stary zwał próchnicznej gli- ny z okruchami pobudowlanymi, 28 VII 1982. 70 - Ul. Podzamcze, przydrożny zwał nróchnicznej gliny i piasku, 29 VII 1982. 71 - Ul. Nad Sanem, zaśmiecona lessowa skama terasy nadzalewoej Sanu, 2 VIII 1982. 72 - Ul. Sanowa, zaśmiecone lessowe pobocze szosy, 31 VII 1982. 73 - Ul. Okrzei, teren miejskiego śmietniska, zniwelowany plac gliny próchnicznej. 31 VII 1982. 74 - Stacja kolejowa, znynisko gliny z gruzem pobudowlanym, 31 VII 1982. 75 - Ul. Tatarska, stary zwał gliniasto-gruzowiskowy, 2 VIII 1982. 76 - Ul. 1-go kaja, gliniaste zbocze nasynu kolejowego, 2 VIII 1982. 77 - Ul. Podzamcze, gliniaste zbocze, 29 VII 1982. 78 - Stacja kole- jowa, pryzma gliniasto-żwirowa, 30 VII 1982. 79 - Ul. Z Kapcia, przydrożny, żwirowo-piaszczysty nasyp, 30 VII 1982. 80 - Ul. Pa- nieńska, pod murkiem, glina lessowa ze żwirem i żużlem, 29 VII 1982. 81 - Ul. Świerczewskiego, plac gliniasty ze żwirem i okru- chami tynku, 3 VIII 1982. 82 - Ul. Okrzei, pobocze gliniasto- żwirowe, 28 VII 1982. 83 - Ul. Panieńska, połogie zbocze skarpy gli- niastej z okruchami pobudowlanymi, 25 VII 1982. 84 - Ul. Pawłosiowska, gliniasto-piaszczyste pobocze szosy, 30 VII 1982. 85 Ul. Próchnicka, zwał próchnicznej gliny, 12 VII 1982. 86 - Ul. Krakowska, żwirowy plac z okruchami tynku i cegły, 1 VIII 1982. 87 j - Ul. Krakowska, plac cegielni, zniwelowany, lessowy plac z okruchami cegły i tynku, 1 VIII 1982. 88 - Ul. Okrzei, glina z odpad- I kami pobudowlanymi, 3 VIII 1982. 89 - Ul. Długosza, zaśmiecony plac gliniasto-żwirowy, 29 VII 1982. 90 - Ul. Sanowa, teren zabu- | u o wiń cegielni, plac gliniasto-żwirowy, 28 VII 1982. 91 - Ul. Sanowa, rozkopany plac gliniasto-żwirowy, 28 VII 1982. 92 - Stacja | kolejowa, gliniasto-żwirowy nasyp torowiska, 28 VII 1982. 93 - Stacja kolejowa, gliniasto-żwirowy plac między torami, 26 VIII 1982. Numer zbiorowiska /Number of commu- nity/ Numer zdjęcia /Number of record/ .. 15 16 17 18 a b 19 a b c d I£9 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 I 76 | 77 78 79 80 81 82 83 i 84 I 85 $ t- ęp o <n co <o cr> «r- CM Ok cn cn 2 Powierzchnia zdjęcia w m /Area of record in m2/ 2 tn o o oj v- cyi m o o w MD cr\ CO Lfk in ko in cm o m co la o CM CM, -r* CM o Lf\ o o o CM <<- CM t- m o cm CM CM Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in ź/ o o 100 100 100 100 100 100 90 100 100 100 100 100 100 o o o o o o o o o oo o o o o o o o o o o o o o o o o o o _ o o o Pokrycie warstwy mszaków w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of species in record/ <0 13 16 15 10 + 13 . 12 19 13 . 16 17 17 19 • 16 . 10 21 21 25 + 14 27 35 . 18 29 + + 30 + 32 22 + 22 18 17 23 —— — — — • • S-S Ceratodon purnureus + R-S Atriplex patulum R-S Capsella bursa-pastoris/Ch: 27/ R-S Polygonum persicaria + + +.+ + ... + + + ,++ + . + + .+ . + + I + I 3gg FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
R-S Chenopodium album /Ch: 2/ ...... + R-S Cirsium arvense ................ + R-S Eąuisetum arvense /D: 10/ ......... R-S Melandrium album .................. R-S Convolvulus aryensis /D: 9/ .. . S-Va Lapsana communie .............. + S-Va Galinsoga parriflora .......... + S-Va Polygonum convolvulus ......... + S-Va Sonchus aryensic ................. S-Va Tripleuros^ermum inodorum ..... + S-Va 0xalis stricta ................ + S-Va Galinsoga nuadriradiata .......... S-Va Sinapis arrensis ................. P-Sn Echinochloa crus-galli ........ + P-Sn Amaranthus retroflexus /P: 8/ . P-Sn Setaria glauca ................... A sv Vicia tetrasnerma ................ Oa a Erigeron canadensis ........... + Oa a Ballota nigra /D: 17/ ............ Oa a Urtica dioica /D: 24/ ............ Oa a Artemisia yulgaris /Ch: 19/ ... Oa a Imnatiens raryiflora /D: 21/ .. Oa a Ruf-ex obtusifoliue /D: 24/....... Oa a Tanacetum yulgare /Ch: 19/ ....... Oa a Cichorium intybus ................ Oa a Lactuca serriola ................. Syn Sisymbrium officinale ............. Syn Malva pusilla /Ch: 4/.............. Syn Lepidium ruderale /D: 28/ ......... Syn Hordeum murinum /Ch: 5/ ........... Syn Sisymbrium loeselii ............... On a Tussilago farfara /Ch: 13/ ....... On a Melilotus albus /Ch: 14/ ......... On a Berter^a incana .................. On a Artemisia absinthium ............. An 1 Cannabis satiya /D: 15/ ....... 5 An 1 Impatiens grandulifera /D: 16/. An 1 Lamium album ..................... An 1 Chelidonium maius /D: 20/ ........ An 1 Arctium lappa /D: 18/ ............ An 1 Armoracia lapathifolia /D: 23/. An 1 Arctium tomentosum /Ch: 18/ ... An 1 Leonurus cardiaca /Ch: 28/ ....... P-Pa Potentilla anserina /Ch: 26/ .. 2 5 4 5 . 2 2
2 3 1 + . + 2 2 + + + 2 2 + +. . 1 2 + 2 + + 5 5 5 5 4 4 5 3 4 2 2 2 3 + 4 5 5 4 5 + 2 3 5 + . 2 5 4 ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA . . 1 . . 5 4 5 5 5 5 + + 111 + 3 ..1.3.
P-Pa Plantago maior /Ch: 27/ ....... A-Rc Agronyron repens .............. A-Rc Ranunculus repens ............. A-Rc P.orippa silvestris ........... A-Rc Rumex crispus ................. A-Rc Carex hirta /B: 11/ ........... A-Rc Agrostis stolonifera .......... Pn a Poa annua ..................... Pn a Matricaria discoidea /Ch: 27/ Pn a Polygonum aviculare ........... Ata Sambucus nigra b ............... En a Calamagrostis enigeios /D: 12/ Ca s Cylystegia sepium ............. Sn f Solidago serotina /Ch: 51/ — M-Aa Plantago lanceolata ........... M-Aa Veronica chamaedrys ........... M-Aa Lotus comiculatus ............. M-Aa Vicia cracca .................. M-Aa Prunella vulgaris ............. M-Aa Rumex acetosa ................. Ara Anthriscus silvestris .......... Ara Daucus carota /D:14/ ........... Aron Dactylis glonierąta............ Aron Arrhenatherum elatius ......... Aron Achillea millefolium .......... Aren Taraxacum officinale .......... Aron Pastinaca sativa /D: 17/ ...... Aron Trifolium reoens .............. Cy c Lolium perenne /Ch: 27/ ....... F-B Poa compressa .................. Q-F Geum urbanum ................... Son Rubus caesius /D: 6/ ....... Fa s Aegonodium podagraria ......... Fa s Scrophularia nodosa ........... P Picris hieracioides .............. Uh Parthenocissus ąuinąuefolia . . Us Galiur anarine .................. Us Polygonum dumetorutn ............ Us Hynericurr. ncrforatum......... UL' Erigeron annuus ............... Uk Senecio jacobea ................. Ul Medicago lupulina ............... Uł Agrostis vulgaris ............... Ub Malachium apuaticum .............
ggg FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
wionymi w tab. 4 ze związku Ono- pordion acanthi (suche, zbite, żwi- rowo-piaszczyste i kamieniste gle- by). Zespół Hordeo-Brometum jest zaliczany najczęściej do związku Sisymbrion. Jednostka ta, na te- renie Jarosławia, pod względem właściwości fizycznych gleb (tab. 3), najbardziej nawiązuje do zbio- rowisk charakterystycznych dla związku Polygonion auicularis (tab. 8). Następnie bardzo podobne wła- ściwości fizyczne i chemiczne gleb stwierdzono w wypadku: zespołu Impatienti-Convolvuletum oraz zbiorowisk z Cannabis satiua i Ba- llota nigra ze związku Arction łappae (tab. 6) jak i we wszy- stkich scharakteryzowanych jed- nostkach ze związków Alliarion, Sambuco-Salicion i Senecion flu- viatiłis (tab. 7, 9). Wymieniona grupa zbiorowisk cechuje się pra- wie jednakowo żyznymi glebami, w miarę obficie uwilgotnionymi oraz zasobnymi w próchnicę, fo- sfor i potas (tab. 1, 6, 7, 9). Na ogół w glebach rozpatry- wanych zbiorowisk ruderalnych zakres takich wartości chemicz- nych, jak w wypadku odczynu pH, zawartości CaCOs, Mg i próch- nicy, przedstawia się, z niewielki- mi wyjątkami, bardzo podobnie (tab. 1). Natomiast zawartości P2O5 i K2O wahają się w tych gle- bach w bardzo szerokiej skali (tab. Spośród 31 scharakteryzowa- nych z terenu Jarosławia syntak- sonów ruderalnych (tab. 3—9) do najczęściej opisywanych w kraju i za granicą należą: zespoły Poly- gono-Bidentetum, Chenopodietum ruderale, Urtico-Malvetum, Hor- deo-Brometum, Senecioni-Tussila- ginetum, Echio-Melilotetum Leo- nuro-Arctietum tomentosi, Tana- ceto-Artemisietum, Lolio-Potenti- lletum anserinae, Lołio-Plantagi- netum oraz zbiorowiska z Balio-
Tabela 7 Zbiorowiska: 20 — chelidonium maius, 21 — Impatiens paruiflora, 22 — Solanum nigrum, 23 — Armoracia lapatki folia, 24 — Urtica dioica i Rumex obtusifolius Stanowiska, daty /Stations, dates/: 94 - Boczna ul. Kraszewskiego, ocieniona, wilgotna gli- na próchniczna na skraju carku, 29 VII 1982. 95 - Ul. Zielona, skraj ogrodu o ocienionej, próchnicznej glinie nalessowej, 29 VII 1982. 96 - Ul. 3-go kaja, zwał próchnicznej gliny na skraju ogrudKa, 2 VIII 1982. 97 - Ul. Podzamcze, zbocze ocienionej skarpy o żyznej,wil- gotnej próchnicznej glinie, 29 VII 1982. 98 - Ul. 1-go kaja, plac z próchnicznej, wilgo- tnej gliny, 3 VIII 1982. 99 - Ul. Krakowska, pod mostem, zwał żyznej, próchnicznej gliny z okruchami betonu, 1 VIII 1982. 100 - Ul. Jarowa, na próchnicznej glinie na skraju parku, 29 VII 1982. 101 - Ul. Sienkiewicza, zwał próchnicznej gliny z okruchami cegły i tynku pod parkanem, 3 VIII 1982. 102 - Ul. Sanowa, przydrożny zwał gliny z okruchami cegły, tynku i betonu, 1 VIII 1982. 103 - Ul. Brzostków, podnóże zbocza skarpy o próchnicznej glinie, za- sobnej w okruchy pobudowlane, 1 VIII 1982. 104 - Boczna ul. Próchnickiej,ruderalny plac pod parkanem, 30 VII 1982. 105 - Ul. Pasieka, zaśmiecone gliniaste pobocze szosy, 29 VII 1982. 106 - Boczna Kraszewskiego, skraj parku, zwał gliniasto-gruzowiskowy, 29 VII 1982. 107 Ul. Dubois, ocienione, gliniasto-gruzowiskowe obrzeże stadionu, 29 VII 1982. 108 - Ul. Okrzei, przydrożny zwał róchnicznej gliny, 29 VII 1982. 109 - Ul. Świerczewskiego, zwał gliny i gruzu pod parkanem, 3 VIII 1982. 110 - Ul 5-go Maja, zwał próchnicznej gliny nad po- tokiem pod skarpą obudowania mostu, 3 VIII 1982. Numer zbiorowiska /Number of conunu- 1 nitv/ ..... ] 20 21 22 23 24 Numer zdjęcia /Number of record/ ... 2 Powierzchnią zdjęcia w m /Area of record in / Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mszaków w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of snecies in record/ | fr6 5t 00t + Et | 15 . 90 8 95 12 . WO 6 95 17 + 100 25 97 12 . 100 20 98 12 . 100 12 99 13 . 100 25 100 i 13 . 90 10 101 | 32 . 100 20 102 | 16 . 90 12 103 20 . 60 10 104 I 20 . 90 15 105 22 . 100 60 106 18 + 100 90 107 19 . 100 20 108 22 + 100 25 109 18 . 100 30 110 R-.S i setum arvense /D: 10/ ... ... + 5 + + + . . . . + . + + . + . . . . . + 5 5 5 5 4 4 + , + . . 2 + 111 + 2 + . . . . + + .. + .. + ,.. + . . . 2 + . . . . . + -*• + . . + + . + ...,. , • . + 2 + . + + + + . + . + . + 5 5 ' . 2 + . + . + 1 + . + . + , + + + . + 1 + . + . + + + + + + 1 + 1 + + + + 5 4 , + + + . + + + . + + + + + +.... • . . + . , . + + + . . + . + . + ....] . . . . + + . + + + . . . + . . . . . + + .. + .. 2 + .... i 2 2 2 2 2 .5 445555: + ♦ . . + . • . + . + .+( . + . + + . + . 1 + + . . . . . . . 1 . . + + + + . . + + 1 + . . . + + . . . + + ...+ + • •• + •• + R —S AbriplfiT patuluni . . . - - R-S Cirsium arvense R.—S S+ r 11 a.r i a med i a ................ R-S Convolvulus arvensis /D: 9/ .... R-S Polygonum persicaria R-S Cansella bursa-rastoris /Ch: 27/ R-S Galeonsis speciosa S-Va Lansana communis S-Va Sonchus arvensis S-Va 0xalis stricta P-Ch Solanum nigrum /D: 22/ EPCh Lamium purpureurr Oa a Imnatiens -arviflora /Ł: 21/ ... Oa a Ballota nigra /D: 17/ Oa a Urtica dioica /D: 24/ Oa a Artemisia rulgaris /Ch: 19/ ... Oa a Rumez obtusifolius /D: 24/ Ca a Erigeron canadensis Svn Ma1va pnsilln /C'n: 4/ - Syn Sisymbriunj officinale Syn Hordeum murinum. /Ch: 5/ On a Tussilago farfara /Ch: 13/ An 1 Chelidonium maius /D: 20/ ...... An 1 Armorac.a lanathifolia /D: 23/ . An 1 Arctium lama /D: 18/ An 1 Lairium albuir ............ An 1 Arctiurs tomentosur. /Ch: 18/ .... P-Pa Plantago major /Ch: 27/ A-Rc Ranunculus repens A-Rc Agronyron repens A-Rc Roripna silvestris Pn a Po a aur u a . . . . .. Pn a Polygonum ariculare Pn a Matricarja discoidea /Ch: 27/ ..
dok. tab. 7 Ata Rubus idaeus ..................... i Ata Gaisbueus nigra b ................ Ma c Deschamrsia caesnltosa........... Aron Achillea millefolium ............ Aron Taraxacum officinale ............ Aron Dactylis glomerata............... Cy c Lolium perenne /Ch: 27/ ......... Q-F Geuts urbanura ................... Son Rubus caesius /Dl 6/ ............. Fa s Aegopodium podagraria ........... Fa s Glechoma hirsuta ................ A-P Festuca glgantea ................. P Picris hieracioides ................ Uh Parthenocissus ąuinąuefolia .... U s Galium aparine ................... Ur Viola odorata ..................... Ul Chaerophyllur aromaticum .......... Ul Rurhynchium sreciosum ............. Ul Brachythecium rutabulum ........... Ul Amblvstegium serpens .............. Gatunki sporadyczne /Sporadic species/ titua /D: 1/ 104/1; S-Va - Galinsoga ąuadriradiata 102/+, Polygonum convolvulus 102/+, Ana- gallis arrensis 102/+, Tripleurosnermum inodoruni 108/+; P-Ch - Erysimum cheiranthoides 102/+; P-Sn - Amaranthus retroflexus /D: 8/ 102/+, Galinsoga parviflora 105/+; Ca c - Centaurea cy- anus 102/+; Cn d - Latfynjs tuberoaus 96/+; Oa a - Cichoriurr. intybus 96/+, Carduus crispus 97/+, Linaria vulgaris 1C8/+; Syn - Atriplex hastatum 11C/+; On a - b.elilotus albus /Ch:14/ tC4/+: An 1 - Leonurus cardiaca /Ch: 18/ 100/+,Irr.patiens grandulifera /D:16/ 110/+, Polygonum cuspidatum /Ch: 29/ 110/+; P-Pa - Potentilla anserina /Ch: 26/ 109/+; A-Rc - Rumex crispus 98/+; Ca s - CaT/stegia serium 11C/+; Phn - PhalariB arundinacea 98/+; F-P - Stachys palus- tris 96/+; Ara - D--ucus carota /D: 24/ 102/+, Bromus n.ollis /D: 5/ 107/+; Aron - * Pastinaca satira /B: 17/ 99/+, Heracleum sphondylium 105/+; Q-F - Geranium robertianum 94/+, Acer cam- reetre b 100/+; Fa s - Fraxinus excelsior b 97/+; Uh - Acer negundo b 97/+, Avena satira ,O1/+, Secale caereale 102/+, Calendula officinalis 102/+; Echinocystis lobatus 105/2, Poly- gonum durretorum 108/+; Uk - Srigeron annuus 104/+: Uł - Inula britannica 104/+, Euphorbia esula 96/+, Agrostis vulgaris 99/+; Ub - Epilobium parviflorum 94/+; Ur - Glechoma hederacea 1C6/+ ta nigra i Urtica dioica z Rumex obtusifolius. Natomiast z rzadziej opi- sywanych wypada wymienić między innymi: zespół Hordeo-Atriplicetum tataricae, wydzieloną grupę zbiorowisk w tab. 4 ze związku Onopordion acanthii, jak i wszystkie zespoły i zbiorowiska ze związków Alliarion (tab. 7), Sambuco-Salicion oraz Senecion fluuiatilis (tab. 9). Podstawowe dane bibliograficzne o wymienionych pospolitszych i rzadszych syntak- sonach znajdują się między innymi w opracowaniach nr 1, 2, 6, 8, 10, 21, 22, 27, 28, 33 i 35. W płatach zespołu Polygono-Bidentetum zwraca uwagę sporadyczne występowanie jednej z charakterystycznej dla niego roślin, jak Polygo- num mite. Wyodrębniony wariant z Chenopodium glaucum w zespole Chenopodietum ruderale, jak wskazują dominujące w nim gatunki i wa- runki siedliskowe (tab. 1, 3), prezentuje charakterystyczne pośrednie zbiorowisko między wymienionym zespołem a opisywanym z innych re- gionów zespołem Chenopodietum glauco-rubri. Podobne trudne do fito- socjologicznego określenia zbiorowisko z Chenopodium glaucum, jak w Jarosławiu zidentyfikowano wcześniej między innymi w Tarnobrzegu i Krośnie [34, 35]. Wyodrębnione na terenie Jarosławia warianty z Dau- cus carota i z Verbascum thapstforme w zespole Echio-Melilotetum oraz zbiorowiska z Amaranthus lividus, Convolvulus arvensis i Calamagrostis
Tabela 8 25 — zbiorowisko Amaranthus Iwidus; 26 — Lolio-Potentilletum anserinae; 27 — Lolio-Plantaginetum w wariantach: a ____ Matricaria discoidea, b — Polygonum atńculare, c — Plantago maior; 28 — Puccinellietum distantis w wariantach: a — Lepidium ruderale, b — Puccinellia distans Stanowiska, daty /Stations, dates/: 111 - Ul. Świerczewskiego, ruderalny skwerek o glebie próchnicznej, 13 VIII 1982. 112 - Ul. Świerczewskiego, ruderalny skwerek o glebie próchnicznej, 13 VIII 1982. 113 - Ul. Świerczewskiego, ruderalny skwerek o glebie próchnicznej, 13 VIII 1982. 114 - Ul. Próchnicka, obrzeże szosy o próchnicznej glebie, 30 VII 1982. 115 - Ul. Okrzei, udeptany zwał spłaszczonej gleby, 30 VII 1982. 116 - Ul. Pstrowskiego, spłaszczone obrzeże boiska sportowego, 29 VII 1982. 117 - Ul. Próchnicka, ścieżka o spłaszczonej glebie, 29 VII 1982. 118 - Ul. Dubois, stadion sportowy o nawierzchni gliniasto-żwirowej, 29 VII 1982. 119 - Ul. Słowackiego, udeptany plac żwirowo-piaszczysty, 29 VII 1982. 120 - Odgałęzienie ul. Zielonej, udeptana ścieżka o nawierzchni żużlowej, 25 VII 1982. 121 - Boczne odgałę- zienie ul. Próchnickiej, udeptane, żużlowe pobocze drogi, 15 VII 1982. 122 - Ul. Reymonta, zdeptane, piaszczyste obrzeże szosy, 25 VII 1982. 123 - Ul. Orłowicza, udeptany plac sportowy o nawierzchni piaszczystej, 12 VIII 1982. 124 - Ul. Słowackiego, udeptany plac żwirowo-gliniasty, z okruchami cegły i tynku, 27 VII 1982. 125 - Ul. Próchnicka, ude- ptany plac piaszczysto-żwirowy, 30 VII 1982. 126 - Ul. Orłowicza, plac sportowy o nawierzchni piaszczystej, 3 VI 1982. 127 - Ul. Nad Sanem, żużlowo-piaszczyste pobocze drogi, 31 VII 1982. 128 - Ul. Zbożowa, skraj placu żużlowo-żwirowego, 3 VIII 1982. 129 - Stacja kolejowa, żużlowo-żwirowe torowisko, 28 VII 1982. 130 - Ul. Zbożowa, ścieżka o spłaszczo- nej nawierzchni, 3 VIII 1982. 131 - Ul. Słowackiego, piaszczyste pobocze ścieżki, 29 VII 1982. 132 - Ul. Próchnicka, piaszczysto-żwirowy plac przeładunkowy, 27 VII 1982. 133 - Stacja kolejowa, żwirowa ścieżka między torami, 13 VI 1982. 134 - Ul Sanowa, teren cegielni, plac gliniasty utrwalony tłuczniem i żużlem, 3 VIII 1982. 135 - Ul. Okrzei, zdeptany piaszczysty plac, 29 VII 1982. 136 - Ul. Okrzei, teren centralnego śmietniska miejskiego, piaszczysty plac, 15 VIII 1982. 137 - Ul. Okrzei, teren centralnego śmietniska miejskiego, udeptany plac piaszczysty, 29 VII 1982. Numer zbiorowiska /Number of connnu- nity................................ Numer zdjęcia /Number of record/ ... 2 Powierzchnia zdjęcia w m /Area of record in m^/ ..................... Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ .................. Pokrycie warstwy mchów w % /Cover of moss-layer in %/ .................... Liczba gatunków w zdjęciu /Number of speciea in record/ ................ 3-3 Ceratodon purpureus ........... Cirsium arrense .................. 394 FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
c. d. tab. 8 R-S Convolvulus arrenis /D: 9/ .... R-S Cansella bursa-nastoris /Ch:27/ R-S Chenonodium album /Ch: 2/ ...... R-S Atriplex patulum ............... Ea t Polygonum tomentosum /D: 1/ ... Ea t Chenopodium glaucum ........ S-Va Galinsoga parviflora .............. S-Va Matricaria chamomilla ...... S-Va Tripleurospermum inodorum .. S-Va Soncus arwensis ............ P-Sn Echinochloa crus-galli ..... P-Sn Amaranthus retroflexus /D: ?8/. Ca a Cichorium intybus ........... Ga a Artemisia vulgaris /Ch: 19/ .. Ca a Erigeron canadensis.......... Syn Hordeum murinum /Ch: 5/ ..... Syn Sisymbrium officinale ....... Syn Lepidium ruderale /D: 28/ ... On a Melilotus officinalis ......... On a Tussilago fcrfara /Ch: 13/ .... An 1 Arctium tomentosum /Ch: 18/ ... P-Pa Amaranthus lividus /D: 25/ .. . P-Pa Potentilla anserina /Ch: 26/ .. P-Pa Plantago maior /Ch: 27/ .... A-Rc Rumex crispus .............. A-Rc Rorippa silvestris .......... A-Rc Agropyron repens ............. A-Rc Agrostis stolonifera........... Pn a Polygonum aviculare ........... Pn a Matricaria discoidea /Ch: 27/ . Pn a Poa annua...................... Pn m Puccinellia distans /D: 12/ .. En a Calamagrostis cpigeios /D: 12/. M-Aa Plantago lanceolata ........... Ma c Deschampsia caespitosa ................ C Trifolium hyhridum ............... Ara Paucus carota /D: 14/ .......... Aren Taraxacum officinale .................... Aron Trifolium repens ............... Aron Achillea millefolium .......... + + + ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA
dok. tab. 8 Aron Cy c Cy c F-B P U3 Us Uk Uł Ul Ul Ul Ul Pastinaca sativa /D: 17/ Lolium perenne /Ch: 27/ Leontodon autumnalis ... Medicago Palcata ....... Picris hieracioides .... Polygonum dumetorum Potentilla supina ...... Erigeron annuus ........ Medicago lupulina ...... Bryum argenteum ........ Dicranella heteromalla Funaria hygrometrica ... Bryum capillare ........ 2 2 2 2 2 Gatunki sporadyczne /Sporadic species/: S-S - nse /U: 10/ 130/+, Senecio yulgaris 133/+, S ieratodon purpureus 136/+; R-S - Torilis japonica 126/+, Eąuisetum arve- riscosus /D: 15/ 135/+, Melandrium album 134/+; Ba t - Bidens tri-iartitus /D/ 1/ 114/+; S-Va - Sonchus oleraceus 118/+, Oxalis stricta 113/+, Galinsoga ąuadriradiata 120/+; P-Sn - Setaria glauca 130/+; A ar - Bromus secalinus 119/+; Oa a - Lactuca serriola 152/+, Linaria rulgaris 133/+; Syn - Malva pusilla /Ch:4/ 111/+, Chenopodium hybridum 135/+; On a - Melilotus albus /Ch: 14/ 134/+, Oenothera biennis /Ch: 14/ 136/+; An 1 Arctium minus/D: 18/ 1?5/+; A-Rc - Ranunculus repens 130/+, Carex hirta /D: 11/ 133/+; M-Aa - Lotus corniculatus 126/+, Trifolium pratense 128/+; F-B - Poa compressa 124/+; Uh - Solanum tuberosum 114/+, Brassica nigra 153/+; Uł - Agrostis vulgaris 126/+; Ub - Juncus articulatus 135/+, Epilobium hirsutum 135/+; Ul - Bryum caespiticium 1?1/1, Brachythecium albicans 136/+, Pellia intermedia 136/+. -..-.. ......—...- ..................: .....................—————— ........... 306 FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
epigeios, prawdopodobnie należy utożsamić z takimi coraz częściej opi- sywanymi jednostkami, jak: w pierwszych dwóch przypadkach — Dauco- -Picridetum i Echio-Verbascetum, a w pozostałych trzech, kolejno z — Maluetum negłectae amaranthosum lividi, Agropyretum repentis con- volvuletum aruensis i A.r. calamagrostietosum epigei. Natomiast scha- rakteryzowane z terenu Jarosławia zbiorowisko z Urtica dioica i Rumex ootusifolius jest prawie w jednakowych stopniach podobne do takich rza- dziej opisywanych z kraju i z zagranicy zespołów, jak: Urtico-Artemisie- tum vulgaris, Chenopodio-Rumicetum obtusifolii lub Geranio-Urtice- tum dioicae. Obszerne dane bibliograficzne o tych dyskusyjnych jednost- kach roślinności ruderalnej znajdują się głównie w rozprawach nr 3, 6, 8, 10, 28, 32 i 35. Spośród 31 zidentyfikowanych na terenie Jarosławia syntaksonów ru- deralnych prawdopodobnie nie były dotąd opisywane takie jednostki, jak: wariant z Atriplex hybridum w zespole Chenopodietum ruderale (tab. 3) oraz zbiorowisko z Amaranthus albus zaliczone do wydzielonej grupy zbiorowisk w obrębie związku Onopordion acanthii (tab. 4). ELEMENTY GEOGRAFICZNO-HISTORYCZNE FLORY SYNANTROPIJNEJ Łącznie w skład flory synantropijnej Jarosławia wchodzi 328 apofi- tów i 172 antropofity. Podstawowe dane o tych roślinach zawierają tab. 2 i 12. Wśród 500 tych roślin około 60 gatunków uchodzi za najbardziej in- teresujące w naszej florze, a zwłaszcza w regionie Kotliny Sandomier- skiej. W wypadku apofitów są to głównie kserotermiczne, wapieniolubne itp. rośliny, jak np.: Alyssum montanum, Asparagus officinalis, Astraga- lus cicer, Camelina microcarpa, Crepis capillaris, Lauatera thuryngiaca, Potantilla argentea, Sazifraga tridactylites, Verbascum phlomoides i V. foeniceum. Spośród innych grup apofitów na uwagę zasługują nie- które gatunki nadwodne (np. Batrachium circiniatum, B. trichophyllum, Butomus umbellatus, Eąuisetum uariegatum, Potentilla supina i Sisym- brium strictissimum) oraz łąkowe (np. Centraurea oxylepis, Cirsium ca- num, Saxifraga granulatu i Primula officinalis'). Do najbardziej interesujących miejscowych archeofitów należą: Atri- plex nitens, Chenopodium opulifolium, Conium maculatum, Lathyrus tu- berosus, Nepeta cataria i Verbena officinalis. Natomiast w wypadku ke- nofitów są to głównie: Amaranthus albus, A. hybridus, A. Iwidus, Atri- plex tataricum, Artemisia austriaca, Bunias orientalis, Kochia scoparia, Phalaris canariensis, Salsola koli subsp. ruthemica, Sambucus ebulus, Se- taria italica, Sisymbrium altissimum, Vicia grandiflora i Xanthium spi- nosum. Zdecydowana większość wymienionych apofitów i antropofitów wy- stępuje w Jarosławiu na zagrożonych stanowiskach i była już wcześniej, podobnie jak wiele innych zestawionych w tab. 12 roślin, z tego terenu opublikowana [7, 9, 17, 18]. Na badanym terenie, jak na region środkowo-wschodniej Polski, zwra- ca uwagę nader pospolite występowanie między innymi Erigeron annuus i Impatiens glandulifera, a bardzo nieliczne np. Artemisia absinthium,
Tabela 9 29 — Polygonetum cuspidati; 30 — Anthrisco-Lycietum ha- limifolii-, 31 — Rudbeckio-Solidaginetum Stanowiska, daty /Stations, dates/: 138 - Ul. Fama, pod murem klasztoru Benedyktynek, na glebie próchnicznej, 29 VII 1982. 139 - Ul. Krakowska, teren cegielni, zaśmieco- ny gliniasty plac z okruchami cegły i tynku, 140 - Róg ul. Hetmańskiej i Tarnowskiego, próchniczna gleba pod mur- kiem, 29 VII 1982. 141 - Ul. Zielona, na obmurowanym zbo- czu skarpy ogrodowej, 29 VII 1982. 142 - Ul. Nad Sanem, zbocze lessowej skarpy nad Sanem, 5 VII 1982. 143 - Ul. Nad Sanem, zbocze lessowej skarpy nad Sanem, 29 VII 1982. Numer zbiorowiska /Number of commu nity/ 29 30 31 Numer zdjęcia /Number of record/ . ... co o T— T~ 142 I 143 I 2 Powierzchnia zdjęcia w m /Area of record in m2/ o O O CM \0 OJ in OJ Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in m2/ Pokrycie warstwy mchów w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of species in record/ o o o o o I 16 . 100 I j 22 +100 19 . 100 [28 .100 i R-S R-S Chenopodium album /Ch: 2/ ... Cirsium arvense + 4- R-S R-S R-S R-S Ba t S-Va S-Va S-Va P-Sn EPCh Oa a Oa a Oa a Oa a Oa a Oa a Oa a Syn Syn On a On a On a An 1 An 1 An 1 An 1 An 1 P-Pa P-Pa A-Rc A-Rc Stellaria media Melandrium album Eąuisetum arvense /B; 10/ Torilis japonica Polygonum tomentosum /B: 1/ .... Tripleurospermum inodorum 0xalis stricta Polygonum conrolrulus Echinochloa crus-galli Lamium purpureum Linaria rulgaris Impatiens parviflora /B: 21 / ... Ballota nigra /B: 17/ Urtica dioica /D: 24/ Artemisia rulgaris /Ch: 19/ .... Tanacetum vulgare /Ch: 19/ Erigeron canadensis Sisymbrium officinale Chenopodium hybridum Melilotus albus /Ch: 14/ Melilotus officinalis /Ch: 14/ . Oenothera biennis /Ch: 14/ ..... Polygonum sachalinense /Ch: 29/ Polygonum cuspidatum /Ch: 29/ .. Imnatiens gmndulifera /B: 16/.. Chelidonium maius /B: 20/ Lamium album Plantago maior /Ch: 27/ Potentilla anserina /Ch: 26/ ... Ranunculus repens Agropyron repens 3 + + 5 + + + + 5 + + + 5 + + + + + + + + + + + + 2 + + + + + + + + + + + 1
Pn a Poa annua .................. Sa e Lycium halimifolium /Ch: 30/ Ca s Calystegia sepium .......... Sn f Solidago aerotina /Ch: 31/.. M-Aa Poa palustris .............. M-Aa Holcus lanatus ............. M-Aa Vicia cracca ............... M-Aa Veronica chamaedrys ........ M-Aa Galium mollugo ............. Ma c Deschampsia caespitosa ..... Ara Daucus carota /D: 14/ ....... Aron Heracleum sphondylium ...... Aron Geranium pratense .......... Aron Dactylis glomerata ......... Aron Paatinaca sativa /D: 17/ ... Aron Taraxacum of icinale ....... Aron Achillea millefolium ....... Aron Arrhenatherum elatior ...... An g Lycopus euro^aeus .......... Q-F Geum urbanum ................ Son Rubus caesius /D: 6/ .... Fa a Aegopodium podagraria ...... Us Galium aparine ............... Us Vicia grandiflora ............ Uk Erigeron annuus .............. Ub Lysimachia nummularia ........ Ur Vicia sepium ................. Ur Viola odorata ................ Ur Glechoma hederacea ........... Ul Chaerophyllum aromaticum ... Ul Brachythecium salebrosum ... Ul Amblystegium serpens ......... dok. tab. 9 Eragrosis minor, Onopordon acanthium i Puccinellia distans. Jedna z najpospolitszych w niżowej części Polski roślin synantropijnych jak Artemisia campestris, prawdopodobnie w obrębie Jarosławia w ogóle nie występuje. Na terenie Jarosławia, oprócz zestawionych roślin w tab. 12, stwier- dzono szereg innych gatunków hodowanych rodzimych i obcych, nie roz- przestrzeniających się samorzutnie na siedliskach synantropijnych. Przy- kładem ich są: z apofitów — Abies alba, Fagus siluatica, Picea abies, Matteucia struthiopteris, z antropofitów — Colutea arborescens, Cornus alba, Narcissus poeticus, Platanus orientalis, Populus simonii, Quercus rubra, Pinus strobus, Tamariz gallica, Thuja orientalis, Spiraea ballardi. WNIOSKI 1. W obrębie miasta Jarosławia zidentyfikowano 16 zespołów i 15 zbliżonych do nich rangą fitosocjologiczną zbiorowisk ruderalnych (tab. 3—9). W większości są to syntaksony najpospoliciej opisywane z kraju
Tabela 10 Struktura występowania gatunków diagnostycznych w 31 zespołach i zbiorowiskach roślin ruderalnych z Jarosławia okre- ślonych w tab. 3—9 a A b c 1 CU i " co o OJ 1 M-N 14 Tf B KO <— co ]o OJ OJ OJ OJ 24 25~ KO OJ oj 00 OJ v- Polygonum rr.ite Ch ! r i !) । 1 1 1 1 1 1 1 t , 1 1 1 1 i i 1. Bidens tripartitus D 5 ! , 1 1 1 0 1 1 t 1 1 « 1 • • 1 l • Polygonum tomentosum ... D 5 ! 9 1 * 1 ! 2 . 1 L- , 1 1 1 2 i -i- • 1 2. Chenbpodium album Ch 3 ! 1 14 . 1 4 ! 1 • . 1 2 ! 5 1 1 ; 1 2 2 2 8 l i 1 1 3 । 1 5 7 l i 1 3. Atriplex tataricum Ch 1 . i 1 ? 1 . 1 1 • 1 1 1 I 1 j i l 1 1 i i t Chenopodium polysnermum. D 1 • 1 4 1 1 1 1 i 1 • I • 1 l i 4. Ch 1 1; l • . 1 i Malra neglecta Ch 1 1 1 1 1 1 2 i i • 2 1 1 1 1 i Bromus mollis D 1 1 • 1 * 1 1 i • f 1 1 1 • 1 1 ! 1 i l • t 1! i i 9 ♦ Hordeum murinum Ch • ! 3 6; 1 1 • । 2 l i • 1 • • 1; 3 1 > r~ 6. Rubua caesius D 1 • 1 1 • 1 2 3 i • 2 2 7. Amaranthus albus D 1 • 1 3 2 1 • 1 1 . 1 1 । • । 1 1 l 8. Amaranthus retroflexus . D 1 * f • 1 . 2 1 1 1 1 • । 1 1 t i • • 1 • 1 2 । i 9. Convolvulus arvensis ... D 1 • 1 5 1; 2 1 2 2 2 2 2 ; 3 । 1 3 i i • 1 • 2 ! 1 1 i 10. Eąuisetum arvpnse D 1 4 1 1 2 3 2 । 6 5 ! 6 ; 1 1 2 1 2; 1 i 1 11. Carex hirta D 1 • t 1 1 2 1 1 * i 1 1 1 1 i 1 i i 12. Calamagrostis epigeios . D 1 1 2 6 1 3 [ 3 1 • i - 4 2 i .1. Tussilago farfara Ch 1 . » 2 1 i —1 2 1 ; a 1 5 ; 6 1 1 1 • i 1; 2 i i i Senecio viscosus D . 1 . 1 . 2 1 1 1 । . 1— 1 1 i Daucus carota D 1 1 . 1 3 i 1 . 1 1 । 1 2 1 1 7 ! 5 l 1 ; • 1 1 2 i 1 i 1 Oenothera biennls Ch . 1 . • 1— 1 1 1 2 [ ! • , 1 1 1 1 i 2 14. Eohium vulgare Ch . 1 . 1 1 2 1 . • 1 । . 1 I ł Kelilotus albus Ch . I • 1 2 i 2 8 i 3 1 . • 1 1 i i 1 A • Melilotus oficinalis .. Ch • 1 • 1 ! 1 1 i 1 . . 1 1 + - _1_ FLORIAN ŚWIĘS, JERZY PIÓRECKI 15. Cannabis sativa.......... D . i . . . . i.....................[1 16. Imnatiens grandulifera . D . i 1 . . . i.............. i 1 . i . 4 Ballota nlgra............ D . ! 2 . . 2 [...............!. 2 3 4 4 i . 5 . . 5 . . • . i 1 1 '* Pastinaca satira....... D .] 21 . . ' 1 1 . 1 2 . 4 ] 2 4 ! . . . 2 11 j . 1 . . . i . . . 3 । 1 . 2
Rocznik Przemyski Arctium tomentosum Ch 8 Leonurus cardiaca Ch Arctium lappa D Arctium minus D Artemisia vulgaris Ch * Tanacetum rulgare Ch 20. Chelidonium maius D 21. Impatiens parriflora ... D 22. Solanum nigrum D 23. Armoracia lapathifolia . D Galeopsis ladanum D 24. Rumea obtusifolius D Urtica dioica D 1; 21 . 2; . 1 . . 1. 1 ; 1 .;. . . 6 ©;. . . 1 41 . . 3 . .! . . . .; ; . .;. . . 1 2;. 1 . . .; . . . . i . . . .; . . . .; . . !. . 222;. . 1 1 1; . . . . ; . . . . ; . . . .; ; . . ;. . . 1 2 i. 1 . . .; . . . . ; . . . 1 ; 4 2 . 211.2. 11 4; 5 7;. 3 . 417;. 2 1 1 2; . 1 3 4 j 5 1 2 . ; . . . .; ; . . ; . . 1 1 . ; 1 . . . 3; . . . . ; 1 1 . 1 ; . . 1 .;.... 1 . . ; . . [. 1 1 . 1; 1 6 . 1 21 . . . . } 2 . . . ; 1 . . . ; • . . ; . . . . 1 | . . 2 . 1; . . . . ; . . . . ; 1 . 1 . ; ; . . ; . . 1 . 4 ; . . . 2 . ; . . . . | . . . i' 11 । 11 . । . . . .1 11 .1 । 1 . . . . • . . 1 1 II 1 - 1 ł .<1. 1 .1 <. .1. . 2 1 . 1 2 3;.. . • 2! 2. 1 1 ; 1 . . . 2. 1 I 2 1 ! . 4 2 5 81. 6 1 2 6 i . . . .121 1 25. Amaranthus lividus 0 26. Potentilla anserina .... Ch Matricaria discoidea ... Ch Plantago maior Ch * Capsella bursa-pastoris. Ch Lolium perenne Ch Puccinellia distans .... Ch Lepidium ruderale D q Polygonum cuspidatum ... Ch Polygonum sachalinense . Ch 30. Lycium halimifolium .... Ch 31. Solidago serotina Ch 3'3. . .! 1'3 5!. 1 1 . 9!. . . . 1! . 1 3 .!.. 1 II II I II 1 ! 11 . . 3 ! . . 1 . . . . ! 1 1 ! . 1 1 1 2 ! . 1 1 1 1 ! 1 1 14 4 ! . . . 2; 12 . 1 5! . 1 1 . . . 1 ! 4 3;. 1 1 3 10;. 2 2 2 31 . 1 14 s ; 1 1 1 . ; 12 2 1 3 l ... . 1. 1 ! 4 2 ! 1 1 . 3 8!. . 1 1 1 13111 4l.. . .; . . . .; . . 2 1 .2 3 i . 2;. 2 . 6 71. 1 . . 1; . . 13 & ; . . . II II 1 II .12. . . 1 11. . 1 . . . . 11 1 . . 261.. . .J31 1 1 l . . 1 1 .1 112 11. . . 1 11 1.1-291.. . 1 1 11 1 .1 1 0 1 1 11 1 1 1 1 ii ii i ii . ; . . . . ; ; . . ;. 1 . . . i ; . . . . } . 1 . . ; . . . . ; . . 1 . . . . ; . 1 ;. . . 1 2 ; ; . . . . ; . . 2 a 52 C b 143 -- । — . । - । । । । । - 1O| 24 8 11 13; 6 7 9 7 13 6 20 • 23 20 [3 12 13 20 33 ] 3 15 14 14 21 [ 6 7 13 21 113 7 12 5 l 14 2 1 6 ! 2 1 2 2 32 6 ; 8 8 ; 1 4 3 6 17 j 1 6 2 2 6; 3114 9 j 3 1 2 —L. — Ł , I II -Ł ...J ! - .1— l II il — Objaśnienia: A — numer miejscowego zbiorowiska ruderalnego (a), lista gatunków (b) charakterystycznych i wyróżnia- jących oraz ich oznakowanie (c) w tab. 3—9, kolejno jako Ch i D. B — numer rozpatrywanego zbiorowiska ruderalnego z podaną poniżej liczbą przypadków występowania w zdjęciach fitosocjologicznych określonych (Ab, c) gatunków diagno- stycznych. C — ogólne liczby gatunków diagnostycznych (a) i zdjęć fitosocjologicznych w miejscowych zbiorowiskach ru- deralnych (b) ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA
Tabela 11 o to Skład syntaksononiiczny 31 zbiorowisk roślin ruderalnych z Jarosławia zestawionych w tab. 3—9 FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
c. d. tab. 11 21. rz. Conyolmletalia cepium .... Ca □ a b 1 1 1 . . 2 . . . . 1.11 . 2.22 .... 1 . ... 1 . - 1 1 . 1 1 . 1 22. zw. Senscion fluriatilis ...... Sn f a b . 1 . 1 . 1 . . . . 1 . . . 1 1 25. rz. Phragmitetalia Pha a b 2 4 . 1 . . 1 . 1 . . 1 1 24. zw. Phragmition Phn a b 4 7 4 i 25. zw. Glyceric-Sparganion G-Sn a b 1 1 1 J 26. zw. Puccinellion maritimae .... Pn m a b • 1 . . . 2 . . . .... • • 1 .'. 1 1 I” 1 | 27. kl. Scheuzerio-Caricetea fuscae S-Cf a b 1 1 1 g 28. kl. Molinio-Arrhenatheretea ... K-Aa a 1 6 . . 1 .... 22 6 6 8 . 11.8 ... 2 1 1 . 4 b 1 9 . . 1 • . . . 2 2 7 8 15 . 11 .21 ..22 1 . 5 29. rz. Molinietalia coeruleae .... Ma c a 1 11. 1 1 2 . 1 . 1112 . 11.2 1.11 1 1 1 6 I b 1 3 1 . 1 • • • • • 1 2 . 3 . 2 2 18 • 2 1 . 4 ł . 12 2 1 2 ’ 50. zw. Filipendulo-Petaaition .... F-P a b 1 2 1 . . . 1 . • . 2 . . ... 1 . ... 1 . 1 . . . . 1 . . . .... 2 | 51. zw. Calthion C a b 2 3 1 . . . 2 . . . 1 1 1 2 . ... 1 . ... 1 ... 1 ... 3 d I 32. rz. Arrhenatheretalia Ara a 2 1. . 1 2 1 2 . 112 2 . . 1 . . ... 1 . . 1 3 b 4 1. . 1 2 2 8 . 112 6 . . 1 . . ... 2 . . 1 33. zw. Arrhenatherion Aron a 1 4 3. 2 3 3 2 2. 4 3 5 6 4 . 2 2 4 7 . 4 2 13 2 13 4 6 1 5 8 b 1 16 7 . 6 3343 8 4 14 18 15 . 33 9 53 .5219 3 1 24 15 7 1 9 34. zw. Cynoaurion cristati Cy c b 1 1 2 2. 2 8 2. 7 ..11 11 3 ..21 12 5 . 1.11 . 2 . 6 7 . 1 . . 1 . 1 • . 1 ..12 . . 13 8 3 t 1 35. kl. Festuco-Brometea F-B b ... 1 1 . 2 ... 1 1 . 2 . ..12 . ..12 ..21 ..21 3 । 35. kl. Nardo-Callunetea M-C b 1 1 • ' 1 37. zw. Alnion glutinosae An g b 2 3 1 . . . 1 . . . ... 1 .... . . 1 . . 1 2 58. kl. Querco-FageteJ Q-F a . . 1 . . 2 2 . . 1 1 . . b 2 2 . . 3 1 . . 59. zw. Salicion albae Sen a '} • • • • • 1 1 . . . 1 2 b 2 1 ? . . 2 40. rz. Fagetalia silraticae Fa s a b 3.1 1 3.12 . 12.2 .13.5 . 2 112 .3117 . 1 . . 1 . 5 41. zw. Alno-Padion A-P a b • . 1 . . . 1 . . . . 1 . . 1 . 3 . . 1 1 42. rz. Prunetalia P a 11. 1 . 1 . . 11 1 . 1.12 . .1.1 ..11 3 b 3 1. 1 . 1 . . 2 1 2 . 1 . 1 10 . .1.1 ..13 ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA
43. hodowane .... Uh 44. synantropijne Us 45. kieroteraiozne Uk Inne 46. kl. ? łąkowe Uł Others 47. błotne Ub 48. leśne Ul 49. różne Ur b a b a b a b a b a b b 1 5 11. 1 6 1 1 . 1 1 . . . 4 3 . . . 2 . . 1 2 . . 2 6 . . . 2 1 . . . 2 1 . . . 4 .... 4 .... . 1 . . 1 . 1 . . 1 .... 21 1 .... 21 1 1 . . . 11 . 1 . . . 11 . ..11 11 1 ..11 11 1 2 3 . . 1 . .1 2 . . 1 . .1 2 ... 1 1 . 1 ... 1 1 . 1 1 4 1 6 . 3 . 4 3 3 6 8 . 1 . 1 4 5 6 6 . 1 . 1 . 1 . . 2 . 1 . . 2 1 . . 1 7 1 . . 111 1 ... 3 1 . . .10 . ... 2 . ... 10 ... 1 3 . ..15 . 21 1 10 . 21 1 16 . ... 3 . ... 5 12 3.. 12 3.. . 1 . . 4 . 2 . . 4 . . . 1 . . . . 1 . . 2.1. . 2.1. 1 . . . . 1 . . . . 1 4 . . 3 1 5 . . 3 1 1 . . 1 1 2 . . 1 .1.1 .1.1 1.21 2.21 ..11 ..12 1.22 1.42 ... 2 ... 2 ... 7 .13 . 1 1 . 1 1 . . 1 . . 2 . . 1 . . 1 1 2 . 1 2 . 1 1 1 2 1 1 12 8 7 4 7 16 7 C a 45 ' 89 23 19 33 10 12 18 17 50 24 58 CO M- kD O- 16 39 30 48 126 12 51 39 28 60 16 13 47 68 0 r-ko CO CM b | 79 [524 >29 ;19 i75 L [14 • 12 • 27 ! 22 <57 129 i94 150 164 [16 U 95 [381 LU 9£ 97 28' 27 13 182 185 ck cm r- r<k cm -«t D m cm r- <o CM r- CU CM OJ kD 00 co r- m-c ko 1- kD CM CU k£ł to V- CU 143* Objaśnienia: A — liczba porządkowa (a) zestawionych (b) jednostek w randze klasy (ki.), rzędu (rz.), podrzędu (pr.) i związku zespołów (zw.) oraz określonych grup ekologicznych roślin o bliżej nie zdefiniowanej wierności fitosocjologicznej (Uh — Ur) i użyte ich skróty w tab. 3—9 (c). B — numer miejscowego zbiorowiska ruderalnego z podanymi poniżej licz- bami stwierdzonych w nim określonych (Aa—c) gatunków (a) i przypadków ich występowania w zdjęciach fitosocjologicz- nych (b). C — ogólne liczby określonych (Aa—c) roślin (a) i przypadków ich występowania w zdjęciach fitosocjologicz- nych w miejscowych zbiorowiskach ruderalnych (b). D — ogólne liczby zdjęć fdosocjologicznych w rozpatrywanych zbioro- wiskach ruderalnych FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI
Tabela 12 Wykaz elementów ekologicznych i geograficzno-historycznycn 500 gatunków flory synantropijnej stwierdzonych na terenie Jarosławia. W nawiasach obok gatunków podano przybliżoną liczbę miejsc ich występowania w klasach 5-stopniowych: — 1—5; 2 — 6^20; 3 — 21—40; 4 — 41—80; 5 — w ponad 80 miejscach 1. APOFITY | 1.1. Apofity wodne i nadwodne Alisma plantago-aąuatica L. /1/, Alonecurus geniculatus L. /1/, Anagallis coerulea Schr. /i/, Atriolex patulum L. /5/, Berula erecta Huds. /1/, Bidens cerr.uus L. /3/, B. tripartitus L. /1/, Batrachium circiniatum /Sibth./ Fr. /i/, B. trichophyllum /Chaix/ Bosche /1/, Bu to mus uir.- belatus L. /I/, Caltha palustris L. /2/, Chenopodium album L. /5/, Ch. glaucum L. /3/, Ch. połysoermum L. /4/. Ch. rubrum L. /2/, Cicuta vi- rosa L. /1/, Cirsium arvense /L./ Scop. /4/.Cucubalus baccifer L. /i/, Epilobium hirsutum L. /2/, E.obscurum Schr. /2/, E. roseurc Schr. //3/, E. parviflorum Schreb. /2/, Eąuisetum palustre L. /5/, E. yariegatum Schleich. /1/, Erisimum cheiranthoides L. / 3/, Galium palustre L. /2/, Glyceria plicata Friea /1/, Gnaphalium uligonosum L. /2/, Heleocharis palustris /L./ R. et Sch. /i/, Juncus articulatus L. /2/, J. bnfonius L. / 2/, J. compressus Jaco. / 2/, J. conglomeratus L. / 2/, J. effusus L. / 2/, Lycopus europaeus L. / 3/ , Lysimachia vulgaris L. /2/, Lythrum salicaria L. / 3/, Mentha aąuatica L. /3/, II. arvensis L. /4/, Myosotis palustris /L./ Nathorst /4/, Petasites albus /L./ Gaertn. /V. rhalaris arundinacea L. /2/, Phragmites comirunis Trin. /3/, Poa palustris L. /3/, Polygonum brittingeri Op. / 2/, P. hydropiper /L./ /2/, P. mite Schrk. /3/, P. nodosum Pers. /4/, P. persicaria L. /4/, P. tomentosum Schr. /4/, Potentilla supina L. /i/, Rorippa armor'Cioides Fuss /1/. R. amphibia /L./ Bess. /1/, R. palustris /Leyss./ Bess. /4/> R. silvestris /L./ Bess. /4/, Sisymbrium strictissimum L. /1/, Sonchus ar- rensis L, lii, Sparganium ramosum Huds. /i/, Stachys palustris L. /3/, Stellaria graminea L. lii, S. palustris Ehrh. /1/, Tussilago farfara 1. /5/, Tynha angustifolia L. /i/, T. latifolia L. /3/. 1.2. Apofity siedlisk i zbiorowisk kserote rmicznych vcnsls L. /5/, Coronilla varia L. /2/, Creois capillaris /L./ Wahl. /1/, C. tectorum L. /4/, Ciplotaxis nuralis /L./ D.C. /1/. Echium rulga- L. /4/, Erigeron cicer L. lii, Erophilla verna /L./ C. A. /2/, Erodium cicutarium /L./ Ł'H6rit /i/, Euphorbia cyparissias L. /4/, E. esula L. /1/, E. platyphyllos L. /1/, E. stricta L. /2/, Filipendula hexapetala Gilib. /1/, Fragaria Yiridis Such. /2/. Galrum verum L. /2/, Gypso- phila muralis L. /2/, Hemiaria glabra L. /i/, Hieracium auricula L. /2/, H. pilosella L. /2/, H. umbellatum Ł. /i/, Hypericum psrforatuu L. IM, Jasione montana L. /1/, Lappula myosotis Mnch. /1/, Lavatera thuryngiaca L. /1/, Linaria minor /L./ Desf. /i/, L. vulgaris Mili. /4/,Li- num catharticum L. /2/, Malva alcea L. /1/, Medicago falcata L. /3/, Melilotus albus Med. /4/, M. officinalis /L./ Lam. /4/, Oenothera bien- nis L. /2/. Pimpinella saxifraga L. /5/, Plantago maior L. /5/, P. media L. /2/, Poa compressa L. /4/, Polygonum aviculare L. /5/, Potentil- } la argentea L. /1/, Reseda lutea L. /i/, Rumex acetosella L. /5/, Sagina nodosa /L./ Fenzl. /1/, Salvia pratensis L. /i/, S. verticillata L. | /?/, Sanguisorba minor Scop. /2/, Saxifraga trydactylites L. /i/, Scabiosa ochroleuca L. /2l, Sedum acre L. /2/, S. maximum Sut. /1/, S. se- I xangulare L. /1/, Senecio jacobea L. /2/, S. viscosus L. /2/, Silene inflata /Salisb./ Sm. /2/, Thymus pulsgioides L. /4/, Trifolium arvense L. /2/, Verbascum nigrum L./l/, 7. phlomoides L. /1/, V. phoeniceum L. Ili, Vincetoxicum officinale Mnch. /i/. 1.3. Apofity solniskowe Puccinellia distans /L./ Parł. /2/. 1.4. Apofity leśno-zaroślowe Acer camnestre L. /2/, A. platanoides L. /1/, A. pseudoplatanus L. /2/, Aegopodium podagraria L. /4/, Agropyrum caninum /L./ P. B. /2/, A. repens /L./ P. B. /5/, Ajuga reptans L. /1/, Alliaria officinalis Andrz. / 2/, Alnus glutinosa l'i>.l Gaertn. /2/, A. inoana /L./ Mnch. /l/,Ane- mone nemorosa L. /2/, Anthrisous silvestris /L./ Hoffm. /2/, Arctium lappa L. /5/. A. minus /Hill./ Bernh. /1/, A. tomentosum Mili, lii, kr- temisia vulgaris L. lii, Asarum europaeum L. /1/, Astragalus glycyphyllos L. /1/, Astrantia maior L. /2/, Betonica officinalis L. /2/, Be- tula verrucosa Ehrh. /3/, Calamagrostis epigeios /L./ Roth. /3/, Calystegia sepium /L./ R. Br. / 2/, Carduus crisous L. /3/, Cam-^anula cer- vicaria L. /2/, C. rapunculoides L. /2/, Carex brizoides L. /1/, Carpinus betulus L. /1/, Cerasus avium /L./ Moench. /1/, Chaeroohyllum aro- maticum L. /i/, Chamaenerion angustifolium /!./ Scop. /2/, Chelidonium maius L. /2/, Convallaria maialis L. /1/, Comus sanguinea L. /1/, Ci- rsium lanceolatum /L./ Mili. /2/, Corylus arellana L. /2/ , Crataegus monog.na Jacą. /1/, Bipsacus silvester Huds. /1/, Epilobium montanum L. /2/, Eupatorium cannabinum L. / 2/, Eyonymus euronaea L. /1/, Festuca gigantea /L./ Vill. /2/, Ficaria rema Huds. / 2/, Fragaria vesca L. /!/, Fraxinus excelsior L. /2/, Gagea lutea /L./ Ker.-Gaw. /3/, Galium aparine L. /2/, Galeonsis pubescens Bess. /1/, G. soeciosa Mili./2/, G. tetrahit L. /2/, Genista tinctoria L. /1/, Geranium robertianum L. /1/, Geum rivale L. /2/, G. urbanum L. /3/, Glechoma hederacea L. /4/, ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA O
c. d. tab. 12 nratens is Geranium arvei:sis IG. hirsuta X. K. /I/, Gnnphaliun. si JvaiiCum 1>. /1/, Hieraciun rurorum L. /1/, Juniperus communis L. / 2/, Lamlum maculatum L. / 2/, Lansana I communis L. /5/, Luzula pilona /L./ Willd. /2/, Ligustrum rulgare L. /1/, Lycimachia nemorum 1. /1/, Majanthemum bifolium /!>./ F, W. Schm. I /i/, Malachium aiuaticwa /L.Z Fr. /2/ , Kelandrium noctiflorua /!./ Fr. /1/, Origanun yulgare L. /2/, Oxalis acetosella L. /1/, Picris | hieraoioides L. iii, Polygonum dumetorum L. /4/, Poa nemoralis L. /1/, Populuc alba L. /2/, ?. nigra L. /1/, P. tcrmula L. /2/, Primula r officinalis /L./ ilill. /2/, Prunus spinosa L. /2/, Rosa canina L. / 2/, Kubuś caesius L. lii, R. idaeus 1. / 2/, Run:ex conglomeratus Nurr. f /1/, Salix fragilis L. /?/, G. purpurea Tj. / 5/, Salvia glutinosa L. /1/, Sambucus nigra L. /2/, Sapcnaria officinalis L. / 3/, Scrophularia > nodosa 1. /2/, 3. nconolii Konne /1/, Senecio fuchsii Greli. /2/, Golanum dulcamara L. /2/, Gorbus aucuparia L. / 3/, Stellaria media Vill. /3/, Tr-nacetum rulgare L. /4/, filia cordata Kill. / 2/, Torilis japonica /Houtt./ DC. / 3/, Trifoliur. medium L. /5/, Quercus robur L. / 2/, Ur- I tira riioica L. /5/, Yeronicn chamaedrys 1. / 3/, Viburnuir. onulus L. /2/, Ziela sepium 1. / 3/ , Vinca minor L. /1 /. (j 1.5. Ano fi ty łąkowe j Achilles ir.illefolium. L. /5/. A.ptar.iuca L. /1/, Agrostis alba L. / 3/, A. stoloni fera L. /4/, A.vulgaris L. /S/, Alchemilla pastoralis Buss. । /I/, A.n.ica Bur-s. 72/, A.glabra Neyg. .'i/, Barbarę a vulgarls R.Br. /1/, Bellis perenr.is L. /4/, Briza media L. /3/,Bromus mollis L. /4/, a Jamrnnula natula L. /i/, 'larum c-rvi L. /4/, Centaurea jacea L. /4/, C. ozylepis /.Zimni. et Gr./ Hay. /1/, Cerastium vulgatum L. / 4/, Chry- j santheirurr 1 eucantheirun 1. /5/, Cirsium canum /L./ I.. B. /1 /, 2. oleraceum /!./ 3cop. /i/, C. palustre /!./ Scot . /1/, C. rivulare /Jacą./ I Ali. i ?!, Crepis blenr.is 1. /3/, Cynosurus cristatus 1. / 4/, Dactylis gloc.erata L. /5/, Daucus carota L. /5/, Deschairpeia caespitosa /!•/ J F. /4, , Dianthus deltoides 1. /1/, Equisetun. arvense 1. /4/, Euphrasia stricta Host. /1/, E. rostkoviana Hayne / 2/, Festuca ! Ruda. / 2,', F. rubra 1. /2/, Filipendula ulmaria /L./ fćaxim. / 2/, Galium loreale L. /2/, G. mollugo L. / 2/, G. vernurr. 3coo. /4/, > pretense 1. /?/, Heracleum sohondylium L. /2/, Itolcus lanntus L. /2/, Hyoocheris radicata 1. /1/, Inula britannica L. /2/, Knautia I /!./ Coult. /3/, Lathyrus pratensis L. /?/, Leontodon autunnalis 1. / 4/, Loliurn perenne 1. /5/, Lotus corniculatus L. /4/, Luzula « trio /L./ DC. /2/, Lych-.is flos-cuculi L. /2/, Lysimachia nummulana 1. / 3/, Kedicago lupulin: L. /5/, Odcntites rubra Gilib. /4/, Ononis ar- S f vensia L. /'i/, Pastinaca sativa L. /5/, Phi eum pratense 1. /4/, Plantaro lanceolata L. /5/, Foa annua L. /5/, P. pratensis L. /4/, P. trivia- I | lis L. / 2/, Polygala comosa Sclirk. /3/, P. uulraris L. / 3/, Potentilla nnserina L. /5/, P. reptans L. /5/. Prunella vulgaris L. /5/, Ranuncu- I j lus acer L. /4/, R. renens L. /4/, Rurex acetcsa L. /4/, R. crisnus L. /4/, R. obtusifolius L. /2/, 3<axifraga granulata L. /1/, Symphytum ! officinale L. /1/, Taraxacum officinale "eb. /5/. Tragopo.eon orientalis L. /2/, Trifolium aureum Poll. / 2/, T. carpestre Schreb. /3/, T. du- s biur Sibth. />/, T. hybridum L. /4/, T. pratense L. /4/, T. renens L. /4/, T. strepens Cr. /4/, Vicia cracca L. /5/. I 2. AHTROPOFITY | 2.1. Archeofity Aethusa cymnium L. /?/, Agrosten.ma githapo L. /1/, Anagallis arvensis L. / 2/, Anthemis amnsis L, /1/, Apera spicr.-venti /L./ P. B. /i/, | Aph.nnes arvensis L. /1/, Arn.oracia lapatliifolia Glb./3/, Atriplez nitens Bchrk. /1/, Ballota nigra L. /4/, Bromus mollis L. /3/, B. sterilis I L. /i/, 5. tectorum L. /5/, Caosella bursa-oastoris L. /1/, Cichoriun. intybus L. / 2/, Consolida regalia S. F. Gray. /i/, Conium mpculatum L. 1 /I/, uescurainin soohia /L./ '..ebb. lii, Digitarla sanguinnlis /L./ Scop. / 5/, Łchinochloa crus-galli /L./ P. B. lii, Euphorbia hełioscopia j L. /3/, E. falc.'ta L. /2/, i., neolus L. / 2/, Fumaria officinalis L. /1/, F. vnillanti Lois. /1/, Galeopsis ladanum L. /2/, Geranium dis- I sectuu L. /1/, G. pusillum L. lii, '.iordeum murinum L. /?/, Hyoscyamus niger L. /1/, Lactuca serriola Torner /4/, Lanium album L. /5/, L.am- i ple^icaule L. /2/, L. nurnureur L. /1/, Lathyrus tuberosus L. ! 2j, Leonurus cardiaca L. / 2/, Lepidium ruderale L. /5/, Lithospermum arvenr-c I L. /i/, Loliur. remotur. Schr. /1/, L. temu len tum I.. /V, Lycopsis arvensis L. /1/. Kalva neglecta Wallr. /1/, M. pusilla Cm. et Sow. /3/, K. t silvestris L. 72/, katiicaria ch.airor.ill a L. /5/, kelandrium album /'till./ Garcke /2/, 1'yosotis arrensis /!./ Hill. /?/, Reneta cataria L. ! /1/, Uncpordon acanthium L. Zł/, rapaver rhoeas L. />/, .oiygonum convolvuius L. /i/, Haphanus raphanistrum L. /2/, Sclerar.thus annuus L. ! /2/, Denecio v..lgaris 1. / i!, -etaria glauca /!../ P. B. viriuis /L./ r. 1. />/, Gherardia arrensis L. /i/, Sia.apis arrensis L. /3/, Sisysr- ? briur. officinale /!./ lico; . /5/, Golanum nigrum x. /?/, Dcncl.us asper /i..zz Hill. /1/, 3. oleraceus L. /4/, unergula crvensis 1. /4/, Thlasni > arvenee L. /2/, Tripleurospenr.ua- inedorun. /!./ Jcn.-Bio. /5, , Orlica urens 1. /?/, Yalerianella dentata /L./ Poll. /i/, Verbcr.u officinalis f L. /1/, Yeronica polita Fr. /1/, Vicia hi .-suta /L./ S. F. Gray /i/, . r;ativa 1. /2/, .'. tetrasperma /L./ Schreb. /i/, Yiola arvcnnis Yr./3/. f 406 FLORIAN ŚVZIĘS, JERZY PIÓRECKI
2.2. Kenofity 2.2.1. Agresto-epekofity Acorus oalamus L. /1/, Amaranthus albus L. /3/, A. hybridus L. /1/. A. retroflexus 1. /4/, A. liridus L. /1/, Artemisia austriaca Jacą. /1/ Atriplex hastatum L. /i/, A. tataricum L. /2/, Bunias orientalis L. /1 /, Cardarla draba /L./ Desv. /1/, Diplotaais tenuifolia /Juslen/ U.C. /1/, Datura stramonium L. /1/, Digitaria ischaemum /Schreb./ Uuchlend. /i/, Elsholtzia partini /Lepechin/ Garekę /V. Eragrostis minor Hośt^ /1/, Erigeron annuus /L./ Pers. /5/, E. canadensis 1. /4/, E. acer L. /1/, Galinsoga ąuadriradlata Ruiz et Pav. /4/, G. paryiflo- ra D.C. /4/, Lolium multiflorum Lam. /1/, Matricaria discoldea D.C. /5/, Oralis stricta 1. /4/, Rumex confertus tfilld. / 5/, Salsola kall subsp. ruthemica /Jll./ Soó /1/, Senecio vernalis W. K. /1 /, Sinapis alba L. /!/, Sisymbrium altlssiroum L. i 1/, S. Loeselii L. /3/. Veronica persica Poir. /?/, Vicia grandiflcra Scop. / 3/ 2.2.2. Agresto-efeir.erofity Bromus sąuarrosus 1. /"/, Nonnea pulla /L./ DC. /1/, Phalaris canariensis L. /1/, Xanthium spmosum L. /1/. 2.2.3. Ergazjo-epekofity Acer negundo L. Z 5/ , Aesculus hippocastanum L. /1/. Allium scorodoprasum L. /1/, Atriplex roseum L. /1/, Brassica nigra /!./ Koch. /2/, Ca- ragana arborescens Lara. /1/, Cerasus yulgaris Mili. /1/, Chrysanthemum partheniurc /L./ Bernh. /1/, Fagopyrum tataricum Gaertn. /1/, Imnatiens grandulifera Royle /4/, Helianthus tuberosus L. /1/, Kochia scoparia Schrad. /i/, Lycium halimifolium Mili, /i/, Malva tr.oschata L. /i/, Ke- dicado satira L, /2/, Parthenocissus quinquefolia /L./ Planch. /2/, Polygonum cuspidatum Sieb. et Zucc. /2/, P. sachalinense Schm. /1/, Poru- lus italica Mnch. /1/, Ribes rubrum L. /i/, R. grossularia x R. sp. L. /1/, Robinia pseudacacla L. /2/, Rudbeckia laciniata L. /2/, Sambucus ebulus L. /1/, Sotaria italica /L./ P. B. /1/, Solidago canadensis L. /5/, S. serotina Alt. /1/, Simphoricarpos albus /Ł./ Blaze /2/, Syringa vulgaris L. /1/, Tulipa silvestris L. /i/, Viola odorata L. /5/ 2.2.4. Ergaz^o-efemerofity Arena satira L. /1/, Beta rulgaris L. /1 /, Erassica naous L. /i/, Calendula arrensis L, /1/, C. officlnalis L. /1/, Cannabis satira L. /1/, Cucumis satirus L. /1/, Cucurbita oepo L. /1/, Echinocystis lobata /Micha. Torn. et Gray. /2/, Eleagnus angustifolia Ł. /1/, Delphinium ajacis L. /1/, Helianthus annuus L. /1/, Hordeum yulgare L. /2/, Linum usitatissimum L. /2/, Lupinus lutaus L. /1/, Matthiola oicornis DC. /1/, Morus alba L. /1/, Panicum miliaceum L. /1/, Paparer sbmniferuiE L. /2/, Phacelia tanacetifolia Benth. /2/, Philadelphus coronarius L. /1/. Pisum satirum L. /1/, Rus hirta /L./ Sudw. /i/. Sesleria coerulea L. /1/, Solanum Lycopers-cum L. /2/, S. tuberosum L. /2/, Triticum rulgare Vill. /2/, Vicia faba L. /1/, Zea mays L. /1/. . . -- ,„----- --------------- ------------1.,—---1------------ ' "™" ZBIOROWISKA RUDERALNE I FLORA SYNATROPIJNA
i za granicy, jak np. określone nr 1, 2, 4, 13, 14, 18, 19, 26 i 27. W nie- wielkiej zaś części są to zbiorowiska rzadsze lub prawdopodobnie po raz pierwszy z tego miasta scharakteryzowane. Odnosi się to głównie do: wariantów z Chenopodium glaucum i Atriplex hybridum w zespole Chenopodietum ruderale oraz do zespołów Hordeo-Atriplicetum tatari- cae i Polygonetum cuspidati, jak i zbiorowisk z Amaranthus albus, A. re- troflexus, A. ascendens, Carex hirta, Cannabis satwa, Solanum nigrum, Armoracia lapathifolia oraz do wariantów z Verbascum thapsiforme i Daucus carota w zespole Echio-Melilotetum. Z drugiej strony intere- sujący jest na tym terenie sporadyczny udział lub zupełny brak szeregu takich ogólnie pospolitych syntaksonów ruderalnych, jak np.: w pierw- szym wypadku — Urtico-Maluetum neglectae, Lolio-Potentilletum anse- rinae i Anthrisco-Łycietum halimifolii, w drugim zaś — Sisymbrietum sophiae, Onopordetum acanthii, Potentillo-Artemisietum absinthii i in- nych. 2. Współzależność między zidentyfikowanymi zbiorowiskami ruderal- nymi a właściwościami fizycznymi i wilgotnościowymi ich gleb jest na ogół bardzo wyraźna (tab. 3—9). Nie stwierdzono natomiast takiej kore- lacji w wypadku zbadanych właściwości chemicznych gleb (tab. 1). 3. Jak wykazują dane w tab. 10 i 11, podobieństwa i różnice pomię- dzy miejscowymi syntaksonami ruderalnymi pod względem ich ogólnego składu syntaksonomicznego (tab. 11) i występowania w nich gatunków diagnostycznych są na ogół bardzo złożone. Zasadniczą rolę w diagnozie syntaksonów ruderalnych pełnią określone dominanty, uważane naj- częściej jednocześnie za rośliny charakterystyczne lub wyróżniające (tab. 3—9). 4. Wśród stwierdzonych na terenie Jarosławia 325 apofitów i 177 antropofitów około 60 tych gatunków uchodzi za najbardziej interesujące we florze południowo-wschodniej Polski (tab. 2, 12). Przykładem ich są: spośród wcześniej opublikowanych [7, 9, 17, 18] — Sisymbrium strictissi- mum, Alyssum montanum, Crepis capillaris, Verbascum phoeniceum, Saxifraga granulatu, S. tridactylites, Achillea ptarmica, Artemisia austriaca, Amaranthus Iwidus, Atriplez tataricum, Salsola kali, Kochia scoparia, Xanthium spinosum, a z obecnie uzupełnionej tej listy (tab. 12) — Eąuisetum uariegatum, Centaurea rhenana, C. oxylepis, Scrophularia scopolia, Amaranthus hybridus, Phalaris canariensis, Seta- ria italica, Sisymbrium altissimum, Rumex confertus, Vicia grandiflora i Potentilla supina. Znamienne jest dla miejscowej flory synantropijnej np. obfite występowanie Erigeron annuus i Impatiens glandulifera oraz brak czy też bardzo nieliczne występowanie takich typowych synantro- pów jak np. Artemisia compestris, A. annua, A. absinthium, Cannabis ruderale i Iva xanthiifolia. 5. W sumie teren Jarosławia pod względem zróżnicowania roślinno- ści ruderalnej i flory synantropijnej nawiązuje nieco bardziej do scha- rakteryzowanych pod tym względem regionów niżowych [np. 6, 33, 35 i 36] niż do podgórskich [34 i cyt. literatura].
LITERATURA 'Anioł-Kwiatkowska J., Flora i zbiorowiska synantropijne Legnicy, Lublina i Polkowic, Acta Univ. Wratisl. Pr. Bot. 229 (19): 1—152, 1974. 2 Czapiewska J., Zbiorowiska roślin ruderalnych na terenie Aleksandro- wa Kujawskiego, Ciechocinka, Nieszawy i Włocławka, „Stud. Soc. Sc. Torunensis”, sec. D, 11 (2): 1—76, 1980. 3 Czapiewska J. Zbiorowiska roślinne terenów kolejowych na odcinku Toruń — Włocławek. „Stud. Soc. Sc. Torunensis”, sec. D, 11 (3): 97—132, 1981. 4 Czuba R. (red.), Metody badań laboratoryjnych w stacjach chemiczno-rol- niczych, cz. I, Badania gleb, Wrocław 1969. 5 Dobrzański B., Pomian J„ Zasobność gleb województwa rzeszowskiego w łatwo dostępny dla roślin fosfor i potas, Ann. UMCS, sec. E, 12: 93—124, 1957. 6 Fijałkowski D., Synantropy roślinne Lubelszczyzny, Lub. Tow. Nauk. Pr. Wydz. Biol. 5: 1—260, 1978. 7 Frey A., Rodzaj Amaranthus w Polsce. Fragm. Flor, et Geobot. 20 (2): 143—201, 1974. 8 Hejny S„ Kopecky K., Jehlik V., Krippelova Prehled rude- ralnich rostlinnych spolecenster Ceskoslouenska, Rozpr. Ceskoslovenske Akad. Ved. Rada Matem, a Pfirod. Ved. 89 (2): 1—100, 1979. 9 Karczmarz K., Piórecki J., Materiały do flory roślin naczyniowych Kotliny Sandomierskiej. „Rocznik Przemyski”, 17/18: 341—360, 1977. 10 Kępczyński K., Marszałkiewicz E., Zbiorowiska ruderalne mia- sta Tucholi, Acta Univ. N. Copernici, Biologia 20. (42): 73—105, 1977. 11 Kępczyński K., Zienkiewicz J., Zbiorowiska ruderalne miasta To- runia, Stud. Soc. Sc. Torunensis, sec. D, 10 (2): 1—52, 1974. 12 K ł o s S., Województwo rzeszowskie. Przewodnik, Wydaw. Sport i Tury- styka, Warszawa 1973. 13 K o r n a ś J. Zespoły synantropijne, [w:] Szata roślinna Polski, pod red. W. Szafera i K. Zarzyckiego. PWN, 1: 442—465, Warszawa 1972. 14 K o r n a ś J„ Analiza flor synantropijnych,Wiadom. Bot. 21 (2): 85—91, 1977. 15 Krawiecowa A., Analiza geograficzna flory synantropijnej miasta Po- znania. Pr. Kom. Biol. Wydz. Mat.-Przyr. PTPN, 13 (1): 1—Q32, 1951. 16 Krawiecowa A., Rostański K., Zależność flory synantropijnej wy- branych miast polskich od ich warunków przyrodniczych i rozwoju, Acta Univ. Wratisl. 303. Pr. Bot. 21: 5—61, 1976, 17 Krzaczek T., Krzaczek W. Materiały florystyczne z Kotliny Sando- mierskiej, „Rocznik Przemyski”, 22/23: 399—409, 1983. 18 Krzaczek T., Krzaczek W., Materiały florystyczne z Kotliny Sando- mierskiej, Cz. II. Ann. UMCS, sec. C, 37: 385—390, 1982. 19 Kucharczyk H., Kucharczyk M., Zbiorowiska ruderalne Sandomie- rza, Ann. UMCS, sec. C, 38: 154—163, 1983. 20 Laskowska-Wysoczańska W., Stratygrafia czwartorzędu i paleogeo- morfologia Niziny Sandomierskiej i Przedgórza Karpat rejonu Rzeszowskiego, Stud. Geolog. Polon. 34: 1—113, 1971. 21 Łuczycka H., Roślinność synantropijna torów kolejowych rejonu Medyki i Żurawicy pod Przemyślem, „Rocznik Przemyski”, 17/18: 361—393, 1976. 22 Łuczycka-Popiel H., Zbiorowiska synantropijne terenów kolejowych Przeworska, Stalowej Woli i Rozwadowa, „Rocznik Przemyski”, 22/23, 363—375, 1983. ^Malicki A., Geneza i rozmieszczenie loessów w środkowej i wschodniej Polsce, Ann. UMCS, sec. B, 4: 195—228, 1949. 24 Matuszkiewicz, W., Przegląd systematyczny zbiorowisk roślinnych Pol- ski, [W:] Wstęp do fitosocjologii praktycznej. PWRiL, ss. 175—229, Warszawa 1967. 25 Medwecka-Kornaś A., Kornaś J., Pawłowski B., Zarzy- cki K., Przegląd ważniejszych zespołów roślinnych Polski, [w:] Szata roślinna Polski, pod red. W. Szafera i K. Zarzyckiego. Warszawa 1972, PWN, 1: 279—480. 26 M i c hna E., Z badań nad klimatem województwa rzeszowskiego w świetle potrzeb rolnictwa, turystyki i wypoczynku, [w:] Prawnicze, administr. i ekonom, studia wyższe w Rzeszowie, Filia UMCS, ss. 215—234, 1973.
21 M i s i e w i c z J., Flora i zbiorowiska synantropijne Gorzowa Wielkopolskie- go i okolicy, Mater. Zakł. Fitosocj. Stos. UW. 27: 65—79, 1971. 28 M i s i e w i c z J., Flora synantropijna i zbiorowiska ruderalne polskich por- tów morskich, WSP Słupsk, s. 1—321, 1976. 29 Niedziałek H., Promieniowanie słoneczne całkowite na obszarze woje- wództwa rzeszowskiego w latach 1951—1970, Folia Soc. Sc. Lublinensis, ser D. 15 (1): 27—35, 1973. 30 O chyra R., S z maj da P., An Annotatted List of Polish Mosses, Fragm. Flor, et Geobot. 24 (1): 93—145, 1978. 31 Pasternak K., Geologiczna i gleboznawcza charakterystyka dorzecza rze- ki Sanu, Acta Hydrobiol. 6 (3): 289—307, 1964. 32 Rostański K., Gut te P., Roślinność ruderalna miasta Wrocłauńa, Mater. Zakł. Fitosoc. Stos. UW. 27: 167—216, 1971. 33 S o w a R., Flora i roślinne zbiorowiska ruderalne na obszarze wojewódz- twa łódzkiego ze szczególnym uwzględnieniem miast i miasteczek, Łódź. Tow. Nauk. Wydz. III, Mat.-Przyr. 96: 1—282, 1971. 34 S w i ę s F., Zbiorowiska ruderalne i elementy flory synantropijnej miasta Krosna, Ann. UMCS, sec. C, 38: 165—176, 1983. 35 S w i ę s F., Kucharczyk M., Zbiorowiska ruderalne i elementy flory synantropijnej miasta Tarnobrzega, Ann. UMCS, sec. C, 37: 351—375, 1982. 38 Sw i ę s F. Urban D. Roślinność ruderalna i flora synantropijna w Roz- wadowie, Stalowej Woli i Nisku, ,,Rocznik Przemyski”, 24/25, 411—444, 1984. 37 Szafer W., Kulczyński S., Pawłowski B., Rośliny polskie, PWN, Warszawa 1969. 38 Z a j ą c A., Pochodzenie archeofitów występujących w Polsce, UJ, Rozpr. habilitacyjne, 29: 1—213, 1979. 39 Zinkiewicz A., Opady atmosferyczne okresu 1951—1965 w stosunku do wieloletnich na obszarze Polski, Ann. UMCS, sec. B. 25: 119—157, 1970. 40 Zinkiewicz W., Usłonecznienie względne Polski, Ann, UMCS, sec. B. 17: 241—247, 1962.
Florian Swięs, Danuta Urban ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNANTROPIJNA ROZWADOWA, STALOWEJ WOLI I NISKA WSTĘP W pracy scharakteryzowano zbiorowiska ruderalne oraz elementy eko- logiczne i geograficzno-historyczne flory synantropijnej stwierdzone w obrębie miast Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska. Podstawowe bada- nia botaniczne w tych miastach przeprowadzono w latach 1979—1982. Dane o większości rzadszych i pospolitych roślinach z tego terenu znaj- dują się między innymi w rozprawach nr 8, 16, 17, 18. Nadto ze stacji kolejowej między Rozwadowem i Stalową Wolą 8 ważniejszych syntakso- nów ruderalnych wcześniej scharakteryzowała Łuczycka-Popiel [20] na podstawie 33 zdjęć fitosocjologicznych. Na obszarze Kotliny Sandomier- skiej, podobne metodycznie opracowanie roślinności i flory synantropij- nej jak obecnie prezentuje się na przykładzie Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska, zrealizowano również w Tarnobrzegu [32] i Sandomierzu [19] oraz sukcesywnie przeprowadza się w innych większych miastach. METODYKA BADAŃ Systematykę fitosocjologiczną wszystkich wcześniej opublikowanych (20) i obecnie rozpatrywanych z badanego terenu zbiorowisk ruderalnych podano za Kornasiem [13] w obrębie klasy Rudero-Secalietea. W sumie odnosi się to do 38 syntaksonów udokumentowanych 188 zdjęciami fito- socjologicznymi. Pokrycie gatunków w wypadku zestawionych tu w ta- belach 3—9 zdjęć fitosocjologicznych podano według ogólnie przyjętej skali 5-stopniowej [28], Poza tym rośliny o pokryciu mniejszym niż 5°/o i występujące bardzo rzadko, w 1—3 okazach, oznakowano kolejno jako + , r. W tabelach 3—9 obok gatunków umieszczono skrót nazwy jedno- stki fitosocjologicżncj rangi wyższej od zespołu, dla której odpowiednio to dana roślina uznawana jest za charakterystyczną. Gatunki o bliżej nie określonej randze fitosocjologicznej umieszczono w określonych i charak- terystycznie oznakowanych grupach ekologicznych. Nadto w tabelach 3—9 podano przy gatunkach numer miejscowej jednostki ruderalnej, w wypadku gdy ta roślina jest dla niej charakterystyczna lub wyróżnia-
Ryc. la Ryc. la, Ib. Mapki sytuacyjne Rozwadowa i Stalowej Woli oraz Niska. Zazna- czono tu stanowiska 125 obecnie zgromadzonych (zestawionych w tab. 3—9) oraz 33 wcześniej opublikowanych (20) z tych miast zdjęć fitosocjologicznych (z oznako- waną ich numeracją w nawiasach i zestawionych poniżej). Łącznie prezentują one 17 zespołów i 21 zbliżonych do nich ra.ngą zbiorowisk ruderalnych. Wykaz wcześniej opublikowanych z badanego terenu [20] zbiorowisk i zdjęć fito- socjologicznych roślinności ruderalnej z uwzględnieniem obecnie przyjętej ich nu- meracji i podziału na mniejsze jednostki (str. 3; tab. 10, 11): 2 — Panico (sanguina- lis) —• Eragrostietum (zdj. 1, 3); 4 — Chenopodietum ruderale w wariantach: a — typowym >(zdj. 10, 11, 19), b — Atriplez patulum (zdj. 9); 8 — Sisymbrietum loe- selli (zdj. 20—27); 12 — Corsispermo-Brometum, wariant: b — Salsola kali (zdj. 6); 14 — Echio-Melilotetum, w wariantach: a — typowym (zdj. 36, 38, 39), b — Me- lilotusofficinalis (zdj. 40, 41), c — Melilotus albus (zdj. 37); 19 — zbiorowisko Cala- magrostis epigeios (zdj. 54, 55); 29 — Tanaceto-Artemisietum, w warianta4ch: a —- Artemisia uulgaris (zdj. 42, 44, 46), c — Tanacetum uulgare (zdj. 53). Ryc. Ib
Tabela 1 Niektóre właściwości chemiczne gleb na głębokości 5—20 cm pod ich powierzchnią w ważniejszych zbiorowiskach ru- deralnych z Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska Sumer 8o. of 3 • ri 3 M o>*o o o •ł-ło h TJ ® p. P. M L Sumer, sespół /Ze./, zbiorowisko /Zb./ Humber, associations /Ze./, oorannmity /TSb.l Zawartość Coatent pH h2o roi mg/l00g gleby % CaCO, mg/100g of soli P2°5 I2° Mg s >/M./+ * S /»o3/‘ 1 1 1. Ze. Polygono-Bidentotum ........ 5,5 0,055 14,8 8X6__ __2iZ_ ._2x2ł2_ _0,80_ ,1x50__ 2 5 5. Zb. Tripleurospermum inodorum .. 7,7 7,4 0,890 4,0 7,0 10,1 0,010 0,04 0,15 5 7 4. Ze. Chenopodietum ruderale ..... 7,8 7,7 1,525 48,0 86,7 61,6 0,220 2,22 5,50 4 15 5. Ze. Lepldietum drabae 7,7 7,6 0,020 15,2 12,0 15,2 0,010 0,40 0,70 5 16 6. Ze. Zanthietum strumarii ....... 7,9 7,7 0,090 17,6 6,0 4,4 0,010 0,40 + 6 22 7a. Ze. Slsymbrietum loeselii ••••••• 7,2 7,1 0,400 52,0 24,0 8,0 0,010 1,00 1,70 7 25 7b. Ze. Sisymbrietum loeselii 7,6 7,5 0,175 9,0 10,8 0,6 0,010 0,61 1,50 8 28 8. Ze. Sisymbrietum aophiae ....... 6,7 5,7 0,085 9,0 51,6 5,5 0,007 0,62 0,15 9 51 10. Ze. Urtico-Malretum /negleetae/ 7,5 6,7 0,257 15,8 14,6 4,0 0,040 0,70 0,15 10 55 11. Ze. Malro-Daturetum 8,2 8,2 1,250 9,2 15,0 18,0 0,090 0,97 0,50 11_ 59 _12.__ Zo. Corispermo-Rrometum ........ JiL. _8,1_ >__6t0__ _50j,0_ „0r0l7j __O£54_ 0,22__ 12 41 15. Ze. Carduetum acantholdes ...... 7,6 7,4 0,925 50,0 40,4 2,5 0,050 1,22 5,80 C 46 I4a. Ze. Bchio-Melllotetum 8,5 8,5 1,425 6,1 5,0 8,0 0,006 0,56 0,10 14 49 14b. Ze. Echio-Melilotetum 7,2 7,2 0,528 19,2 6,6 8,0 0,105 0,56 0,10 15 57 15b. Ze. Potentillo-Artemisietwn absinthii . 7,7 7,5 0,465 20,4 7,0 5,0 0,014 0,41 0,45 16 65 I6a. Ze. Senecloni-Tussilaglnetum ... 7,7 7,7 2,515 5,6 12,6 5,8 0,720 0,54 0,10 17 65 16c. Ze. Senecloni-Tussilaglnetum ... 7,1 7,1 1,185 68,0 140,0 1,7 1,550 0,56 7,70 18 68 17. Zb. Artemisia campestris ....... 7,8 8,1 0,500 10,6 8,6 1,8 0,025 0,65 9,70 19 69 18. Zb. Oenothera blennis 7,7 7,5 0,090 6,6 5,0 11,5 0,007 0,24 0,05 20 70 18. Zb. Oenothera biennis 7,5 7,2 0,110 5,0 2,0 2,0 0,006 0,10 0,05 21 77 19. Zb. Calamagrostis epigeios 7,7 7,4 0,115 15, 17,6 7,5 0,040 0,74 0,12 22 78 20. Zb. Rubut. caesius 7,7 7,4 1,100 5,0 45,0 8,0 0,045 2,20 0,65 25 84 21. Zb. Eąuisetum arrense 7,7 7,5 0,500 44,0 10,8 2,5 0,050 0,46 1,10 24 85 22. 7,5 7,2 0,255 6,8 12,6 8,5 0,014 0,17 0,10 25 88 25. Zb. Carex brizoldes 7,4 7,4 0,590 18,4 8,0 1,6 0,014 0,60 1,00 26 90 24. Zb. Astragalue cicer 7,4 6,9 0,440 60,0 25,4 1,4 0,025 0,86 2,00 27 92 25. Zb. Sagonaria officinalis H 11111-. 2iŁ. 6 6j Ox55O 58t0 L-!a2_ OxO55 0x26 2x90 ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA
dok. tab. I t^mc^OCOmt^OOdOOOOI O oj r- O N C\J r- tc oj in x~ t A i OOO^OOOOOOJOkDOl o o I I jąca. Kryterium doboru gatunków diagno- stycznych — głównie według zawartych na ten temat danych w opracowaniach nr 22 i 23. Syntetyczne dane o udziale wzię- tych tu pod uwagę grup gatunków dia- gnostycznych i ekologicznych w rozpatry- wanych zbiorowiskach ruderalnych. na podstawie wszystkich wcześniej opubliko- wanych [20] i obecnie zgromadzonych na ten temat materiałów (tab. 3—9) oraz objaśnienia zastosowanych w tabelach 3—9 ich symboli, zamieszczone są w ta- belach 10 i 11. Stanowiska ogółu zebranych na bada- nym terenie zdjęć fitosocjologicznych za- znaczono na rycinach la,b. Opisy stano- wisk obecnie prezentowanych zdjęć fito- socjologicznych podano w nagłówkach ta- bel 3—9. Z najbardziej reprezentatywnych płatów charakteryzowanych zbiorowisk ruderalnych pobrano w sierpniu r. 1982 42 próbki glebowe ze strefy największego zakorzenienia się ziół. W zebranych prób- kach glebowych, w laboratorium INUiG w Puławach, według obowiązujących tam metod [21] oznaczono (tab. 1): odczyn pH (pehametrem krajowym); Ca (fotometrem płomieniowym); przyswajalne związki P2O5 i K2O metodą E g n e r a w modyfi- kacji Rhiema); wymienny Mg (spekto- metrem japońskim do adsorbcji atomo- wej); N—NH3— i N-NO1+ (kolometrycz- nie); całkowitą zawartość siarki (japoń- skim spektometrem rentgeno-fluoroscen- cyjnym). Tabela 12 zawiera wykaz miejsco- wych elementów ekologicznych i geogra- ficzno-historycznych 358 gatunków flory synantropijnej i przybliżoną liczbę miejsc ich występowania w skali 5-stopniowej. Elementy te zidentyfikowano na podsta- wie zawartych na ten temat danych w rozprawach nr 6, 15, 37 i cyt. literatury. Nomenklatura wymienionych tu roślin — jak w opracowaniach nr 27 i 35. W wykazie stanowisk zdjęć fitosocjo- logicznych w tabelach 3—9 oraz przy ze- stawionych gatunkach flory synantropij- nej w tabelach 2 i 12, zastosowane symbo- le— R, S, Ni ich kombinacje, kolejno od- noszą się do nazw badanych miast — Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska.
Ryc. 2. Diagram klimatyczny miasta Niska za lata 1961—1965. Dane wg Rocznika Meteorologicznego i Opadów Atmosferycznych, PIHM, Warszawa. 1 — średnie miesięczne sumy opadów atmosfe- rycznych w mm; 2 — średnie miesięczne temperatury powietrza w °C; 3 — wilgotny okres roku; 4 — ciepły okres roku (średnie miesięczne minima temperatury > 0°C); 5 — okres z możliwością przymrozków (najniższe minima temperatury w miesiącu < 0°C); 6 — zimny okres roku (średnie miesięczne minima temperatury < 0°C); t — średnia roczna temperatura powietrza, A — ampli- tuda temperatury powietrza, R —- średnia roczna suma opadów atmosferycznych, H — wysokość położenia stacji ŚRODOWISKO PRZYRODNICZE TERENU BADAŃ Miasta — Nisko oraz ostatnio administracyjnie połączony Rozwadów ze Stalową Wolą — usytuowane są w północnej części Kotliny Sando- mierskiej w województwie tarnobrzeskim (ryc. la,b). Najmniejszym, lecz najstarszym z nich jest Rozwadów. Prawa miejskie uzyskał w 1693 r. Zajmuje powierzchnię około 1,87 km2 i liczy przeszło 3548 mieszkań- ców. Nisko o prawach miejskich od 1900 r. zajmuje powierzchnię 60,86 km2 i ma 8539 mieszkańców. Najmłodsze, lecz największe z tych
Tabela 2 Struktura parametrów ekologicznego i geograficzno-historycznego zróżnicowania 356 gatunków flory synantropijnej na terenie Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska Objaśnienia: Wszystkie zawarte tu dane, wg tab. 12. Przy podanych zestawie- niach odnośnie „liczb stanowisk gatunków” wykorzystano tylko 5-stopniowe klasy ilości miejsce ich występowania Grupy ekologiczne /1./ i geo- graficzno-historyczne /2./ roślin: Liczba gatunków /a/ i suma ich stanowisk /b/ notowanych w w Rozwadowie /R/, Stalowej Woli /S/, Nisku /N/ oraz w okr połączeniach terenów tych miast /RS - RSN/ i łącznie we ws tych miastach /R+Sł-N/: R S N RS RN SN RSN a/b a/b a/b a/b a/b a/b a/b yłącznie eślonych zystkich R+S+N a/b 1. A POPITY; 1.1. wodne i nadwodne 1.2. kserotermiczne 1.3. solniskowe 1.4. łąkowe 1.5. leśne i zaroślowe .... 2. A H ! R 0 PO PI TY; 2.1. A r c h e o f i t y; 2.2. Kenofity; 2.2.1. agresto-epekofity .. 2.2.2. agresto-efemerofity. 2.2.3. ergazjo-epekofity .. 2.2.4. ergazjo-efemerofity. 1.-2. APOFITY + ANTROPOFITY; 16/22 34/56 16/19 12/25 8/12 11/19 118/387 2/2 4/7 4/5 1/1 - . 18/48 5/3 22/34 4/5 6/12 3/4 3/3 57/132 1/1 3/5 8/15 5/6 5/12 3/3 8/11 34/121 8/12 . 3/3 . 2/5 . 28/85 18/26 19/34 7/8 15/30 5/11 14/25 64/184 5/3 12/21 2/2 5/12 1/3 8/17 35/113 13/18 7/13 5/6 10/18 4/8 6/8 27/71 7/10 2/2 . 5/8 1/2 2/3 11/41 1/1 . 1/1 3/4 4/5 2/3 2/3 2/2 . 1/1 8/12 2/3 3/8 2/2 3/8 2/5 . 8/18 34/48 43/90 25/27 27/55 13/23 25/44 182/571 215/540 29/63 78/198 1/1 66/173 41/105 143/318 68/176 74/142 30/66 5/6 19/26 20/44 558/858 Wskaźniki flory /wg Kornasia nach Rozwadowa /R/, Stalowej synantropizacji /2.1. + 2.2./ modernizacji /2.2. : 2.1./ labilności /2.2.2. + 2.2.4./ 977/ obliczone wg liczb gatunków /a/ i ich stanowisk /b/ Woli /S/, Niska /N/ i łącznie we wszystkich tych miastach RSN a/b a/b a/b 102/251 112/273 90/228 1,4/0,9 0,9/0,7 1,0/0,7 16/35 17/38 17/35 a tere- /R+S+I/ R+S+N a/b 142/318 1,1/0.8 25/50 miast jest Stalowa Wola. Jako miasto figuruje dopiero od 1945 r. Liczy przeszło 23 582 mieszkańców i zajmuje powierzchnie ponad 52,76 km2. Do najważniejszych ośrodków przemysłowych w tych miastach należą: Huta Stali i elektrownie w Stalowej Woli oraz zakłady mięsne, młynar- skie i metalowe w Nisku. Na trasie tych miast, a szczególnie w Rozwa- dowie, krzyżują się ważne szlaki komunikacji kolejowej i drogowej. Badany teren znajduje się na plejstoceńskiej terasie akumulacyjnej szerokiej doliny Sanu [2], Podłoże stanowią różne piaski. W wierzchniej warstwie są one najczęściej drobnoziarniste i pylaste, w głębi — bardziej gruboziarniste oraz często przewarstwione żwirami i mułkami organicz- nymi. Na głębokości 8—15 m podścielają je nieprzepuszczalne dla wód opadowych iły krakowieckie. W tych warunkach dominują piaszczysto- -gliniaste gleby bielicowe, z natury bogate w związki żelaza oraz bar- dzo ubogie w związki fosforu, potasu, magnezu i wapnia (36). Okolice 3 badanych miast pod względem właściwości klimatycznych są usytuowane w najsuchszej i najcieplejszej strefie Kotliny Sandomier- skiej [24, 26]. Stały poziom wód gruntowych, w zależności od miejsca za- legania iłów krakowieckich, waha się tu na głębokości 5—8 m. W lokal- nych zagłębieniach dochodzi do powstania bagien i torfowisk.
Tabela 3 1 — Polygono-Bidentetum w wariantach: a — Bidens tripartitus, b — Polygonum toemtosum Stanowiska, daty /Stations, dates/: 1 - R: ul. Składowa, pobocze rowu odwadniającego, 12 VIII 1980. 2 - N: stacja kolejowa, pobocze rowu odwa- dniającego, 30 VII 1980. 5 - R: stacja kolejowa, pobocze rowu odwadniającego, 12 IX 1980. 4 - R: opodal ul. Tysiąclecia, zaśmiecona młaka w obni- żeniu dolinnym, 12 VIII 1980. Numer zbiorowiska /Number of communi- ty/ Numer zdjęcia /Number of^record/ .... Powierzchnia zdjęcia w m /Area of re- cord in m/ Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in&/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of species in record/ 1 12 3 4 10 7 6 16 o o o o o o o o 11 12 12 21 R-S R-S R-S R-S R-S R-S R-S R-S Ba Ba Ba S-Va P-Ch P-Sn P-Sn Oa a Oa a Syn P-Pa P-Pa A-Rc A-Rc M-Aa Ma c Aron Aron Aron Aron An g Uł Polygonum persicaria Cirsium arrense ..... Chenopodium album /Ch:4/ Eąuisetum arvense ...... Atriplex patulum /D:4/ . Capaella bursa-pastoris /Ch:37/ Caleopsis tetrahit ..... Senecio vulgaris ....... Bidena tripartitus /U:1/ Polygonum nodosum /D:1/ Polygonum hydropiper /Ch:l/ Tripleurospermum inodorum /D:2/ Solanum nigrum /D:31/ .... Echinochloa crus-galli ... Galinsoga parviflora ..... Urtica dioica /D:33/ ..... Artemisia vulgaris /Ch:29/ Sisymbrium officinale .. Poa annua .............. Potentilla anserina .... Agropyron repens ....... Rumex crispus .......... Cerastium vulgatum ..... Deschamusia caespitosa . Achillea millefolium ... Pastinaca sativa /D:26/ Taraxacum officinale ... Trifolium repens ....... Lolium perenne /Ch:37/ . Lycopus europaeus Agrostis wlgaris 2 t t t ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA Przyjęta systematyka fitosocjologiczna [17] w obrębie jednej klasy stwierdzonych na .badanym terenie 22 zespołów i 16 zbliżonych do nich rangą zbiorowisk ruderalnych, zróżnicowanych łącznie na 23 warianty przedstawia się następująco (tab. 3—9): Klasa: Rudero-Secalietea Br.-Bl. 1936 Rząd: Bidentetalia tripartitae Br.-Bl. et R. Tx. 1943 Związek: Bidention tripartitae Nordh. 1940 27 — Rocznik Przemyski
Zespół: 1. Polygono-Bidentetum (Koch. 1926) Lohm. 1950 Rząd: Eragrostietalia J. Tx. 1961 Związek: Eragrostion R. Tx. apud Slavnić 1944 Zespół: * 2. Panico (sanguinalis) — Eragrostietum R. Tx. (1942) 1950 Rząd: Onopordetalia acanthii Br.-Bl. et R. Tx. 1945 Związek: Sisymbrion R. Tx., Lohm. et Prsg. 1950 Zbiorowisko: 3. Tripleurospermum inodorum Zespól: 4. Chenopodietum ruderale O b e r d. 1957 a. wariant: typowy b. wariant: Atriplez patulum Zespół: 5. Lepidietum drabae Timar 1950 Zespół: 6. Xanthietum strumarii Panca 1941 Zespół: 7. Sisymbrietum sophiae Kreh 1935 a. wariant: typowy b. wariant: Sisymbrium altissimum Zespół: 8. Sisymbrietum loeselli Gutte 1969 Zespół: 9. Atriplicetum nitentis Knapp 1945 Zespół: 10. Urtico-Maluetum (neglectae) (Knap 1945), Lohm 1950 Zespół: 11. Maluo-Daturetum (Athenstat 1941) Lohm. 1950 Zespół: 12. Corispermo-Brometum Siss. et Westh. 1946 a. wariant: Bromus sterilis b. wariant: Salsola kali c. wariant: Plantago indica Związek: Onopordion acanthii Br.-Bl. 1926 Zespół: 13. Carduetum acanthoides Morariu 1943 Zespół: 14. Echio-Melilotetum R. Tx. 1942 a. wariant: typowy b. wariant: Melilotus officinalis c. wariant: Melilotus albus Zespół: 15. Potentillo-Artemisietum absinthii Faliński 1965 a. wariant: Artemisia absinthium b. wariant: Artemisia nulgaris Zespół: 16. Senecioni-Tussilaginetum Molier 1949 a. wariant: typowy b. wariant: Senecio niscosus c. wariant: Ruseda lutea Zbiorowisko: 17. Artemisia campestris Zbiorowisko: 18. Oenothera biennis Zbiorowisko: 19. Calamagrostis epigeios Zbiorowisko: 20. Rubus caesius Zbiorowisko: 21. Eąuisetum aruense Zbiorowisko: 22. Carer hirta Zbiorowisko: 23. Carez brizoides Zbiorowisko: 24. Astragalus cicer Zbiorowisko: 25. Saponaria officinalis Związek: Arction lappae R. Tx. 1937 em. Siss. 1946 Zbiorowisko: 26. Ballota nigra Zespół: 27. Leonuro-Arctietum tomentosi (Folfóldy 1942) Lohm. apud R. Tx. 1950 a. wariant: Arctium lappa b. wariant: Arctium tomentosum c. wariant: typowy Zespół: 28. Artemisietum annuae Morariu 1943 Zespół: 29. Tanaceto-Artemisietum Br.-Bl. 1931 a. wariant: Artemisia nulgaris b. wariant: Artemisia scoparia c. wariant: Tanacetum nulgare * — wszystkie zawarte w tej pracy syntetyczne dane o tym zespole — wy- łącznie wg wcześniej opublikowanych o nim dawnych [20]
Zespół: 30. Helianthetum tuberosi Fijałkowski 1978 Zbiorowisko: 31. Solanum nigrum Zbiorowisko: 32. Elsholtzia partini Zbiorowisko: 33. Urtica dioica — Rumer obtusifolius Zbiorowisko: 34. Armoracia lapathifolia Zespół: 35. Rudbeckio-Solidaginetum R. Tx. et Raabe 1950 a. wariant: Solidago canadensis b. wariant: Solidago serotina Zbiorowisko: 36. Impatiens parvijlora Rząd: Plantaginetalia maioris R. Tx. 1947 Związek: Polygonion avicularis Br.-BI. 1931 Zespół: 37. Lolio-Plantaginetum (Lincola 1921) Beger 1930, wariant typowy Zespół: 38. Puccinellietum distantis Knapp 1946 W sumie w skład 38 rozpatrywanych zbiorowisk ruderalnych wcho- dzi 266 roślin naczyniowych i 17 mszaków naziemnych. Jak wynika z ta- beli 11, rośliny te są w sumie charakterystyczne dla 44 syntaksonów rangi wyższej od zespołu oraz dla 6 określonych ekologicznych grup ga- tunków. Najliczniejsze są tu rośliny charakterystyczne dla rozpatrywa- nych jednostek syntaksonomicznych z klas Ruder o-Secalietea (151 gatun- ków) i Molinio-Arrhenatheretea (36 gatunków) oraz o bliżej nie określo- nej randze fitosocjologicznej (48 gatunków). Przykładem najpospolitszych roślin są: Achillea millefolium, Berteroa incana, Cirsium aruense, Agro- pijron repens, Trifolium repens, Bryum argenteum i B. caespiticium. Jak zilustrowano w tabeli 10, łącznie w rozpatrywanych zbiorowi- skach ruderalnych występuje 65 gatunków, które uchodzą za charaktery- styczne lub wyróżniające dla tych jednostek. Maksymalnie w jednym miejscowym zbiorowisku ruderalnym notowano 6—34 tego typu roślin. Spośród nich do najpospolitszych należą (tab. 10): Tripleurospermum ino- dorum, Chenopodium album, Descurainia sophia, Erigeron canadensis, Oenothera biennis, Artemisia uulgaris, Capsella bursa-pastoris, Loliurn perenne, Plantago maior i kilka innych. Prawie we wszystkich rozpatrywanych syntaksonach ruderalnych za- znacza się wyraźna przewaga gatunków rzadziej występujących nad czę- stymi i o najwyższych klasach stałości. Zasadniczo zbiorowiska te cechu- ją się określonymi i to głównie pojedynczo dominującymi gatunkami ro- ślin, które najczęściej uchodzą za elementy charakterystyczne lub wy- różniające (tab. 3—9). Rozpatrywane zbiorowiska ruderalne zestawiono w tabelach 3—9 na ogół zgodnie z ich przynależnością do związków zespołów oraz według specyficznych właściwości fizycznych i wilgotnościowych ich gleb. Stwier- dza się w nich bardzo mały stopień zróżnicowania gleb pod względem takich właściwości chemicznych, jak odczynu pH, zawartości wapnia, azotu, magnezu i siarki. Natomiast zawartości fosforu i potasu przedsta- wiają się w glebach tych zbiorowisk ruderalnych bardzo różnie. Powyż- sze fakty ilustrują dane zawarte w tabeli 1. Ogólny stan zbadania w kraju i za granicą zdefiniowanych w Rozwa- dowie, Stalowej Woli i Nisku 38 jednostek roślinności zasadniczo można streścić następująco: Prawdopodobnie zbiorowiska z Carez hirta, C. bri- zoides, Oenothera biennis, Artemisia campestris, Astragalus cicer, Sapo- naria officinalis, Solanum nigrum i z Elsholtzia partini oraz wariant
Tabela 4 3 — zbiorowisko Tripleurospermum inodorum-, 4 — Chenopodietum ruderale w wariantach: a — typowym, b — Atripler patulum-, 5 — Lepidietum drabae-, 6 — Xanthietum strumarii; 7 — Sisymbrietum sophiae w wariantach: a — typowym, b — Erysirnum altissimum; 8 — Sisymbrietum loeselli; 9 — Atriplicetum nitentis; 10 — Urtico-Maluetum (neglectae); 11 — Mal- vo-Daturetum; 12 — Corispermo-Brometum Stanowiska, daty: /Stations, dates/: 5 - 3.W; osiedle Pławo, cienisty i zaśmiecony piaszczysto-gruzowiskowy plac, 22 VII 1980. 6 - N: ul. Rey- monta, żwirowe przydroże, 30 VII 1980. 7.- N: ul. Osiedle, zwał piasku i ziemi z okruchami gruzu i tynku, 6 VII 1980. 8 - S.W: osiedle Pławo,du- ży zwał odpadków budowlanych, 11 VII 1980. 9 - S.W: ul. Poniatowskiego, rozkopany plac piaszczysto-gliniasty, 11 VII 1980. 10 - N: bocznica ul. 1-Maja, gliniasty zwał na placu budowlanym, 30 VII 1980, 11 - S.W: ul. Reymonta, śmietnisko na gruzowisku pobudowlanym, 29 IX 1980. 12 - R: ul. Sandomierska, zsypisko śmieci, gruzu i gliny, 29 IX 1980. 13 - S.W: ul. Przemysłowa, zwał gliniasto-gruzowiskowy, 21 VI 1980. 14 - S.W: osiedle Włodynie, piaszczysto-kamienisty plac, 11 VII 1980. 15 - S.W: teren Huty, piaszczysty nasyp z okruchami cegły i tynku, 13 IX 1980. 16 - S.W: na osiedlu Flisaków, zwał piaszczysto-gruzowiskowy, 12 VII 1980. 17 - S.W; ul. Poniatowskiego, zwał piaszczysto-gruzowiskowy, 12 VII 1980. 18 - R: ul. Tysiąclecia, przypłocie piaszczysto-gliniaste, 29 VIII 1980. 19 - S.W: ul. Wałowa, piaszczysto-żwirowy plac, 22 VI 1981. 20 - S.W: ul. Wa- łowa, zwał gliniasto-gruzowiskowy, 22 VI 1980. 21 - S.W: ul, Lenina, zaśmiecony skraj placu piaszczystego, 11 VII 1980. 22 - S.W; ul. Spacerowa, zaśmiecone piaszczysto-gliniaste pobocze szosy, 11 VII 1980. 23 - S.W: ul. 1-Maja, stary piaszczysto-żwirowy plac targowy, 11 VII 1980. 24 - S.W: ul. Przemysłowa, piaszczysto-żwirowy plac, 21 VI 1980. 25 - S.W: stacja kolejowa, zaśmiecone zbocze piaszczystego nasypu torowiska, 21 VII 1980. 26 - N: ul. Okrzei, zsynicko śmieci, popuołu i cegły, 12 IX 1979. 27 - R; stacja kolejowa, torowisko żwirowo-piaszczyste, 21 VI 1980. 28 - S.W: stacja kolejowa, żwirowe torowisko, 22 VI 1981. 29 - S.W: teren Huty, zsypisko kości na starym gruzowisku, 29 IX 1980. 30 - R; bocznica ul. Ty- siąclecia, piaszczyste przypłocie, 12 IX 1980. 31 - R: ul. Kusocińskiego, piaszczyste podwórko, 12 IX 1980. 32 - S.W: ul. Reymonta, zaśmiecone piaszczyste przypłocie, 21 VII 1980. 33 - N: ul. Reymonta, żużlowo-żwirowe pobocze drogi, 30 VII 1980. 34 - N: opodal ul. Sandomierskiej, gli- niasty plac z okruchami pobudowlanymi, 7, VIII 1980. 35 - R: ul. Rozwadowska, zsypisko śmieci i gruzu, 20 VII 1980. 36 - S.W: stadion, piasz- czysto-żwirowe zbocze widowni, 15 VI 1980. 37 - Ni stacja kolejowa, torowisko utrwalone wapienną tłuczką i żwirem, 30 VII 1980. 38 - N: stacja kolejowa, torowisko utrwalone żwirem i wapienną tłuczką, 29 IX 1980. 39 - S.W: teren Huty, stare składowisko piasku, gliny i żwiru, 29 VII 1980. 40 - S.W; stacja kolejowa "Południe", boczne torowisko na żwirze i tłuczniu kamienistym, 12 VIII 1980. Numer zbiorowiska /Number of conunu- nity/ Numer zdjęcia /Number of record/ .... 2 Powierzchnią zdjęcia w m /Area of record in m/ Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mszaków w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Numebr of epecies in record/ | 25 ..100 24 5 |. v, j 20 . 90 16 6 14 . 100 24 7 p 31 . 100 100 8 28 . 90 100 9 25 . 100 25 10 14 .100 12 11 o- 12 . 90 16 12 5 c E 8 21 . 100 16 14 17 . 70 100 15 11 . 70 4 16 o, 26 . 90 100 17 14 . 100 24 18 20 . 100 24 19 31 2 80 24 21 18 . 50 24 21 ” 12 5 100 12 22 | -j 14 40 90 30 2J 28 5 70 30 24 21 20 90 18 25 10 . 100 25 26 11 . 90 20 27 co 22 . 100 20 28 | 20 5 100 20 29 | | 13 . 90 12 30 9 10 100 16 31 o 9 . 100 5 32 23 . 100 18 33 14 . 100 24 34 1 13 . 100 40 35 17 . 60 60 36 | » 22 . 40 30 37 . 16 • 80 30 38 I cy ro 14 . 70 20 39 । 26 20 50 20 40 | o S-S Trifolium arvense S-S Sedum acre S-S Rumex acetosella Kn g Plantago indica R-S Chenopodium album /Ch: 4/ R-S Atriple* patulum /D: 4/ + + 5 5 4 4 ... .. 1 2 5 5 5 -f- . . . . + . 1 3 . + + + . 2 . . + + 1 . 4 . 1 + , + . , + + 420 florian Swięs, danuta urban
R-S Galeopsls ladanum ............... R-S Senecio rulgaris ................ R-S Eąuisetum arrense /Dl 21/ ....... R-S Capsella bursa-pastoris /Ch: 57/ R-S Polygonum perelcaria ............ R-S Melandrlum album ................ R-S Atriplex hybridum ............... R-S Stellarla media ................. R-S Clrslum arrense . ............... R-S Clrslum lanceolatum ............. R-S Conrolrulus arrensis ............ R-S Atriplex nitens /Ch: 9/ ......... R-S Seneclo riscosus /D: 16/ ........ C m Saleola kali /D: 12/ ............ Ba t Chenopodium glaucum ............ Ba t Polygonum nodosum /D: 1/ ....... S-Va Tripleurospermum inodorum /D: 5/ S-Va Viola arrensis ................. S-Va Myosotls arrensis .............. S-Ta Polygonum conrolrulus .......... S-Va Spergula arrensis .............. S-7a Sonchus arrensis ............... S-Va Thlaspi arrense ................ S-Va Matricarla chamophllla ......... P-Ch Erislmum cheiranthoides ........ P-Ch Erodium cicutarium ............. P-Ch Geranium columbinum ............ P-Ch Solanum nigrum /D: 5l/ ......... P-Sn Galinsoga parriflora............ P-Sn Echinochloa crus-galli ......... P-Sn Amaranthus rretroflexus ........ EPCh Sonchus asper .................. EPCh Yeronica persica ............... EPCh Lamium amplexicaule ............ Ca c Paparer rhoeas ................. A sr Ticla tetrasperma .............. A er Malra alcea..................... A sr Apera spica-renti .............. Oa a Urtica dioica /D:' 35/ ......... Oa a Erigeron canadensis /D: 10/ .... Oa a Lactuca serriola ............... Oa a Bromus sterlllls ............... Oa a Soncus oleraceus ............... Oa a Artemisia rulgaris /Ch: 29/ .... Oa a Datura stramonium /Ch: 11/ ..... Oa a Clchorlum Intybus .............. Oa a Echium rulgnre /Ch: 14/ ........
ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA 421
Syn Urtica urena /Ch: 10/ ............ + Syn Lepldlum ruderale /Ch: 58/ .......... Syn Cardaria draba /Ch: 5/ .............. Syn iCanthium strumarium /Ch: 6/......... Syn Sisyrnbrium loeselii /Ch: 8/ ... Syn Sisyrnbrium officinale............... Syn Sisyrnbrium altissimum /Ch: 7/ .. Syn Descurainia sophia /Ch: 7/ ....... + Syn Ualra neglecta /Ch: 10/.............. On a Meli lotus albus /Ch: 14/ ....... + On a Verbascurr. phlomoides.............. On a Oenothera biennis /D: 18/ ....... . On a Artemisia absinthiun: /Ch: 15/ .. On a Berteroa incana..................... On a Uelilotus officinalis /Ch: 14/ . On a Tussilago farfara /Ch: 16/ ......... An 1 Leonurus cardiaca /Ch: 27/ ...... + An 1 Armoracia lanathifolia /D: 54/ . An 1 Arctium lappa /!>: 27/.............. An 1 Arctium tomentosum /Ch: 27/ ........ An 1 Solidago serotina /Ch: 55/.......... An 1 Ballota nigra /D: 26/ .......... P-Pa Plantago maior /Ch: 57/ ............ P-Pa Potentilla anserina................ A-Rc Agropyron repens ................... A-Rc Carex hirta /D: 22/ ................ A-Rc Rumex crispua .................. Pn a Polygonum aviculare ............. + Pn a Poa annua........................ + U-Aa Centaurea cyanus ................... M-Aa Centaurea jacea .................... M-Aa Ranunculus acer .................... M-Aa Holcus lanatus ..................... M-Aa Trifolium pratense ................. M-Aa Runei acetosa ...................... M-Aa Plantago lanceolata................. M-Aa Cerastium vulgatum ................. M-Aa Phleum pratense .................... M-Aa Festuca pratensis .................. Ma c Deschampsia caespltosa .......... . Aria Daucus carota ...................... Aron Achillea Billefollum ............ + Aron Taraxacum officinale................ Aron Trifolium repens ................... Aron Dactylis glomerata ................. Cy c l.ollum perenne /Ch: 57/ ........... P-B Artemisia campestris /D: 17/ ...
to to 2 FLORIAN SWIĘS, DANUTA URBAN
F-3 P-B F-B P-E An g A-y Jon Son A-Fn Us Us Us Us Uł Uk Uk Uk Ur Ur Uh Uh S-S Ul Ul Ul Arnlis kirsuta Poa eompressa Centaurea rhenana Euphorbia cyparissias Solanum dulcatnara Malachium aąup.ticwn Calystegia sepium Saponaria officir.alia /D:25/ .. Agropyron caninum kicia grand! flora Calium aparine Aronarla seroyll kfolia Crcpis biennis Agrostis rulgaris Medicago lunulina Reseda lutea Erigeron r.cer Glechoma hederacea Silone inflata Solanum lycopersicun Anethun grareolenr: Ceratodcn purpurcus Bryum caenpiticium Bryum argenteum Funarja hygroraetrica 4 4 4 4 4 4 4 4 2 1 + 4 4 4.. . . . . 2 4* ... 4* + 4 4 ♦ . . 4 4 4 . 2 4 1 . . . 1 1 . 4 4 4 4 4 3 . 1 . . . 2 . 4 4 1 . . 4 . . 4 4 4 4 4 . 4 . 1 . 2 . 4 Gatunki rporadycsne /Sporadic species/ : s -S - Potentilla argentc /D: 13/ 25/1. ł-S - Galeopsis tetrahit 54/+. s- Va - Anagallis arrensis 10/+, T.apsann con-runis 13/+, Stachys palustris T>/+, Sinapia arrensis 1 9/+, 0xalis stricta 20/+. EJCh - Euohorbia peplus 20/4, Lamiom purpureuin 31/+. Ca c - Paparer nomniferum 33/4, Fil ago minima 14/+. A sv - Sci ercnthus annuun 6/ +. Oa a - Tanacetum rulgare /Ch: 29/ 28/+ , Rumer obtusifolius /!>: 33/ 15/+- Cn d - I.athyrus tuberosus 17/+, Conoolida regalia 18/+. An e - Hemisrla glabra 35/+. Syn - Lepidium rlrginianun 36/+. On a Hyoscyarrus niger /B: 10/ 15/+, Artemi sl a scoparia 15/+, Linaria rulgaris 21/+. An 1 - Chelidonium maius 9/r, Solidago canadensis Th: 35/ 22/+, Elsholtzia partini /B: 31/ 3'/t,Arctium ł inus /U:27/ 29/ + . M-A, - Lotus corniculatus 40/+.Ma c Selinum carrifolia b/+,Cy u - Leontodon autumnaiia 1//+ . C - Myoijotia nalustris 20/+. Aron - Cynosurus cristatus 15/ +. Aria - Bromus mollis 17/+. Pha - Irys pseudoacorus 10/+. Pn m - Puccinellia distans /Ch: 38/ 6/+. Son - Kubuś caesius /Ch: 20/ 38/+. Fa s - Aegopodium podagraria 12/+. P - Rosa sp. 9/+. Ua - Brassica nigra 7/+» Medicago sativa 4O/+, Uk - Barbarea rulgaris 27/+ . Uł - Euphorbla esula 36/+. Uh - Parthenocissus quinquefolia 6/+, Secale cereale 11/4, Calondula offi- cinalis 3l/+, Solanum tuberosum 35/+, Helianthus annuus 35/+, Ace r nogundo c 24/ ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA
z Sisymbrium altissimum w zespole Sisymbrietum sophiae nie były do- tąd w takich postaciach opisywane. Spośród nich bardzo podobne zbio- rowisko z Ełsholtia partini znane jest z kilku stanowisk krajowych jako bliżej nie określona postać zespołu Leonuro-Arctietum tomentosi [6, 30]. Natomiast z najrzadziej opisywanych w kraju i za granicą wypada wy- mienić: zbiorowiska z: Tripleurospermum inodorum, Armoracia lapathi- folia, Impatiens parvijłora, Rubus caesius, Calamagrostis epigeios, Cheli- donium maius, Ballota nigra, Urtica dioica, Eąuisetum arvense i Convol-
vulus arnensis oraz zespoły: Artemisietum annuae, Malvo-Daturetum, Helianthetum tuberosi i Sisymbrietum loeselli [1, 3, 6, 11, 32—34], W tym wypadku między innymi zbiorowiska z Erigeron canadensis, Convolvulus arnensis i Urtica dioica, prawdopodobnie prezentują w różnym stopniu fragmentarycznie uformowane zespoły, kolejno jak: Erigeronnto-Lactuce- tum, Convolvulo-Agropyretum repentis oraz Geranio-Urticetum lub Chenopodio-Rumicetum obtustfolli. Dane o tych trzech jednostkach ru- deralnych wyodrębnianych jako zbiorowiska lub zespoły znaleźć można
między innymi w pracach: 3, 4, 6, 7, 10, 11, 25, 29, 32, 33. Zespół Arte- misietum annuae często opisywany z południowej Europy [7 i cyt. lite- ratura] w Polsce znany był dotąd tylko z Lubelszczyzny [6], Inne ziden- tyfikowane zespoły i zbiorowiska ruderalne na terenach Rozwadowa, Sta- lowej Woli i Niska, a zwłaszcza określone z nr 1, 4, 7, 10, 12—16, 28, 30, 38 i 39 należą do najczęściej charakteryzowanych w kraju i za granicą (1, 3, 4, 6, 7, 25, 30 i cyt. literatura].
Tabela 6 Zbiorowiska z- 17 — Artemisia campestris, 18 — Oenothera biennis, 19 — Calamgrostis epigeios, 20 — Rubus caesius. 21 _ Eąuisetum aruense, 22 - Carex huta, 23 — Carex brizoides, 24 — Astragalus cicer, 25 - Saponana officuiahs Stanowiska, daty /Stations, dates/: 66 - S.W: stacja kolejowa, pobocze żwirowego nasypu torowiska, 15 VI 190. 67 - S.W: stacja kolejowa, zbocze piaszczysto-kamienistego nasypu torowiska, 16 VI 1980. 62 - S.W: stacja kolejowa, żwi - rowo-kamienicte torowisko, 15 VI 1980. 69 - S.W: ul. Hutnicza, zwał piaszczysto-gruzowiskowy z okruchami cegły i ka- mieni, 15 VIII 1980. 70 - S.W: osiedle Śródmieście, zsypisko piasku i kamieni, 11 VII 1980. 71 - S.W: osiedle Młody- nie, piaszczysty plac z okruchami tynku, szkła, cegły, 1 VI 1980. 72 - S.W: ul. Metalowców, ścieżka na piaszczystej rabatce, 15 VI 1980. 75 - S.W: osiedle Młodynie, plac gliniasto-gruzowiskowy, 11 VII 1980. 74 - S.W: stacja kolejowa "Południe", zbocze piaszczystego nasypu torowickowego, 29 IX 1980. 75 - osiedle Młodynie, kamienisty nasyp torowiska kolejowego, 11 VII 1980. 76 - R: stacja kolejowa, żwirowo-kamienisto-piaszczyste pobocze torowiska, 12 IX 1980. 77 - N: stacja kolejowa, Żwirowo-piaszczysty nasyp torowiska, 50 VII 1980. 78 - S.W: opodal Huty, piaszczysto-żwirowy plac budowlany, 15 VII 1980. 79 - R: bocznica ul. Tysiąclecia, zwał gliny, kamieni i gruzu, 12 IX 1980, 80 - S.W: stacja kolejowa, kamienisto-piaszczyste zbocze nasypu torów, 22 VI 1980. 81 - S.W. stacja kolejowa, zbocze krimienisto-piasa- czystego nasypu torowiska, 11 VII 1980. 82 - S.W: ul. Spacerowa, piaszesysto-gruzowiskowe torowisko, 11 VII 1980.85- K: stacja kolejowa, żwirowo-piaszczyste torowisko, 50 VII 1980. 84 - S.W: stadion, żwirowo-źużlowe zbocze widowni , 15 VI 1980. 85 - S.W: stacja kolejowa, żwirowo-piaszczyste torowisko, 50 VII 1980. 86:- N: żwirowe torowisko, 15 VI 1980. 87 - S.W; stacja kolejowa, żwirowe torowisko, 21 VI 1980. 88 - R: stacja kolejowa, żwirowo-żużlowe torowisko, 21 VI 1980. 89 - R: stacja kolejowa, żwirowo-kamienisty nasyp torowiska, 20 VII 1980. 90 - N: stacja kolejowa, żwi - rowo-piaszczyste torowisko, 50 VII 1980. 91 - S.W: osiedle Młodynie, gruzowo-piaszczysty plac budowlany, 11 VIII 1980, 92 - R: stacja kolejowa, żwirowo-kamieniste zbocze nasypu torowiska, 20 VIII 1980. luster zbiorowiska /Number of comziu- nity/ 17 18 Numer 21jęcia /Number of record/ ... Powierzchnią zdjęcia w m /Area. of record in m^/ Pokrycie warstwy runa w % /Ccver of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mszaków w % /Corer of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number of spacies in record/ KO CD O KO KO 000 OJ T- CM O O O t- łt\ 0 0 c CM OJ •<- t~- w -r- - 22 20 80 50 69 22 60 80 20 70 17 . 70 20 71 24 . 70 20 72 25 . 60 20 75 S-S Rumer acetosella S-S Trifolium arrense S-S Potentilla. argentea /D:15/ .... S-S Sedum sexangulare An n Heminria glabra . . + . . . + . + . . . + . ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA
R-S R-S R-S R-S R-S R-S R-S S-Va S-Va S-7a P-Ch P-Ch A sr A sr Oa a Oa a Oa a Oa a Oa a Oa a Syn Syn Syn Syn On a On a On a On a On a On a On a A-Rc A-Rc A-Rc Pn a Pn a Pn a En a M-Aa M-Aa M-Aa Senecio rulgaris .............. Melandrium album ...... Capsella bursa-pastoris /Ch:?7/ Chenopodium album /Ch:4/ ...... Eąuisetum arrense /P:21/ ...... Cirsium arrense ............... Senecio riscosus /D:16/.... Polygonum conrolrulus ..... Matricaria inodora /D:5/ ...... Sonchus arrensis ........... Erodium cicutarium ........... Erysimum cheiranthoides ....... Scleranthus annuus ............... Yicia tetrasneiyna .......... Linaria rulgaris .................. Erigeron canadensis /D:10/ .... Echiu® rulgare /Oh:14/ ........ Bromus sterilis .......... Cichorium intybuo ........... Artemisia rulgaris /Cb:29/ .... Sisymbrium loesel.il /Ch:8/ .... Lepidium ruderale /Ch:38/ ..... Descurainia sophia /Ch:7/ ..... Sisymbrium altissimum /Ch:7/ .. Oenothera biennis /E:18/ ...... Berteroa incana ............... Melilotus officinalis /Ch:14/ . Melilotus albus /Ch:l4/ ....... Yerbascum phlomoides .......... Tussilago farfara /Ch:15/ ..... Astragalus cicer /D:24/ ....... Carex hirta /I>:22/ ............ Agropyron repens ............ Carex brizoides /D:23/ .... Matricaria diccoidea /Ch:57/ .. Poa annua ................. Polygonum ariculare .............. Calamagrostis epigeios /D:19/ . Festuca pratensis ......... Cerastium rulgatum ........ Plantago lanceolata ........... + + 1 1
FLORIAN SWIĘS, DANUTA URBAN
dok. tab. 6 M-Aa Rwiex acetosa . M-Aa Lotus corniculatua .. Aria Bromua mollis .. Aria Daucua carota . Aron Trifolium repens Aron Taraxacum officinale Aron Paatinaca eativa /D:26/ Aron Achillea millefolium Cy c Lolium perenne /Ch:37/ Cy c Leontodon autumnalia F-B Euphorbia cyparissias F-B Poa compressa F-B Artemiaia campestrie /D:17/ ... F-B Centaurea rhenana F-B Plapinella aaxifraga F-B Arabls hirsuta Son Rubus caesius /D:20/ Son Saponaria officinalia /D:25/ .. P Picria hieracioidea . Us Arenaria serpyllifolia Ua Crepia biennis Ua Medlcago satira Uł Medlcago lupulina Ul Agrostis rulgaris Uł Euphorbia eaula Uk Reseda lutea Ur Silene inflata S-S Ceratodon purpureus Ul Bryum caeapiticium ... Ul Bryum argenteum + + . + . + . . + + . + . + + . 1 . + + 1 4 3 3 + • • 4- . + . + + 3 . . . + + . 1 1 . . + . . . r + . . . + + + 2 + + . + . • + • . + . . 1 . . + + + + + . + 1 . . + + • • • • . + + • . . 1 1 • 13... 12... • • • + • • • + • • • • • • * • + • • • • • • *ł* « + • • « • • • • • • • . . . 1 • • • • • • • ♦ • • • • • • • • • • • • 5 5 5 5 • • • • • • • • ♦ • • • • • • • + • • + * . » 4* 3 . . . • • • • • ♦ • • • • • • + . + • • • • • • • • • • • • + • • • • + « • . + + 2 . . 2 . . . . 1 . + 1 + ^•4 r + 2 2 + + + + + 1 • + . + . 2 . 2 • • • • ♦ • • • 1 . • • • • • • • • • • • 5 5 • • • • • ♦ Gatunki sporadyczne /Sporadic apecies/: S-S-Brachythecium albicana 90/1, B. aalebrosum 9O/+. Co o - Corynephorua ca- neacena 71/+. R-S - Polygonum persicaria 82/+. Ba t - Chenopodium glaucum 83/+. E-P - Digitaria sanguinalia 74/+ . S-Va - Yiola arronsia 70/+, lapsana communia 73/+. P-Sn - Echinochloa crus-galli 83/+, Amaranthus retroflexus 83/+ . EPCh - Sonchus asper 82/+. Ca c - Litospermum arvenae 85/+. En a - Chamaenerion anguatifolium 83/+. A sv - Apera spi- ca-Tenti 69/1, Yicia angustifolia 75/+.Oa a-Urtica dioica /D:33/ 79/+.On a-Carduusacanthoides /Ch:l3/ 90/+. An 1 - Solldago serotina /Ch:35/76/+, Lamium album 78/2. P-Pa - Plantago maior /Ch:37/ 70/+, Potentilla anserina 88/+.A-RC - Rumei criapua 84/+. K-Aa-Centaurea cyanua 73/r, Holcus lanatus 73/+, Prunella ▼ulgaris 79/+, Poa pratenaia 84/+. Ma c - Deschampsia caespitosa 86/+. Aron - Tragopogon pratenaia 68/+. N-C - Hieracium pilosella 71/+. P - Rubus ap. 73/+ . Ua - Yicia grandiflora 83/+, Crepia biennia 85/+. Uh - Secale cereale 77/+. Uk - Erigeron acer 74/+. Ur - Glechoma hederacea 82/+. ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA 429
ELEMENTY EKOLOGICZNE I GEOGRAFICZNO-HISTORYCZNE FLORY Łącznie na badanych terenach miejskich stwierdzono 358 gatunków roślin kwiatowych związanych w różnym stopniu z siedliskami i zbioro- wiskami synantropijnymi. Ich zróżnicowanie na ważniejsze elementy eko-
cu logiczne i geograficzno-historyczne w określonych proporcjach ilościo- wych ilustrują tabele 2 i 12. Na ogół przeważają tu rośliny suchych i ubogich gleb spłaszczonych. Około 40 tych gatunków należy w naszej florze do rzadkich i zagrożo- nych. Przykładem ich są, z apofitów: Achillea ptarmica, Arnoseris mini'
ma, Artemisia campestris, Chaenorrhinum minus, Centaurea rhenana, Cirsium canum, Erisimum canescens, E. hieractfolium, Gnaphalium luteo- album, Plantago indica, Polycnemum arvense, Potentilla noruegica, Sper- gularia rubra, Verbascum phlomoides, a z antropofitów: Amaranthus al- bus, A. ascendens, Artemisia annua, A. austriaca, A. scoparia, Bunias
Tabela 8 Zbiorowiska z: 31 — Solarium nigrum; 32 — Elsholtzia partini, 33 — Urtica dioica i Rumex obtisifolius, 34 — Armoracia lapathifolia; 35 — Rudbeckio-Solidaginetum w wariantach: a — Solidago canadensis, b — Solidago serotina; 36 — zbiorowisko Impatiens parniflora Stanowiska, daty /Stations, dates/: 123 - S.W: osiedle Pławno, rumowisko po domku, 12 IX 1980. 124 - S.W: osiedle Pławno, ceglaste rumowisko, 29 IX 1930. 125 - S.W: teren Huty, zwał świeżej gliny, 28 IX 1981. 125 - R: ul. Kuscoińskiego, podwórko piaszczysto-gliniate z okruchami cegły, 29 III 1979. 127 - R; ul. Kusocińskiego, zwał gliny na podwórku, 28 IX 1980. 128 - N: ul. Reymonta, za- niedbany ogródek, 12 IX 1980. 129 - S.W: osiedle Pławno, zaśmiecony plac podwórkowy z gliny i plasku, 29 IX 1980. 130 - R: ul. Topolowa, gliniasto-piaszczyste pobocze drogi, 12 IX 1980. 131 - Btstacja kolejowa, stare śmietnisko pod parkanem, 30 VII 1980. 132 - R: stacja kolejowa, zaśmieco- ny zwał gruzu, tynku, cegły, 28 IX 1980. 133 - R: ul. Tysiąclecia, skraj ruderalnej działki ogro- dowej, 12 IX 1930. 134 - N: ul. Dworcowa, skraj ruderalnej działki ogrodowej, 30 VII 1980. 135 - R: stacja kolejowa, zaśmiecone gruzowisko, 29 IX 1900. 136 - M: zaśmiecony Marchlewskiego gliniasto-piaszczyaty plac podwórkowy, 6 VIII 1930. 137 - R: stacja kolejowa, zsypisko ziemi po wybranym rowie, 12 IX 1980. 138 - R: stacja kolejowa, żwirowo-żużlowe boczne torowisko, 20 VIII 1980. 139 - R: obok cmentarza, zaśmiecony gliniasto-piaszczysty plac, 20 TO 1980. 140 - R: ul. Traugutta, zbocze żwirowo-piaszczystego nasypu torów kolejowych, 12 IX 1980. 141 - R: stacja kole- •ućeralne przydroże -gliniasto 142 - S.W: ul, 1-Maja, piazzozysto-gruzowiskowy pla: jowa, piaszczysto-gllniasty plac, 12 IX 1980. targowy, 21 VI 1980. 143 - R: obok cmentarza, i Numer zbiorowiska /Number of cornnu- i ni ty/ 31 ,n«i •• w?»w.|niw( 32 33 54 . 551 56 ! Numer zdjęcia /Number of record/ .... j Powierzchnia zdjęcia w a? /Area of record in m2/ 16 . 100 25 123 16 5 90 5 124 21 . 60 20 125 4 . 100 12 126 5 . 100 18 127 6 . 100 36 128 8 • 80 9 129 I 10 . 100 9 130 | 14 . 100 9 131 | 10 . 100 20 132 14 . 100 10 133 22 . 100 10 134 16 . 100 20 135 10 . 100 10 136 | 7 . 100 50 137 138 . 100 9 138 12 10 100 25 139 12 . 100 9 140 10 . 100 100 141 16 20 100 25 j42 |l5 100 10 143 Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-laver In %/ Pokrycie warstwy mszaków w % /Cover of moss-layer in %/ Liczba gatunków w zdjęciu /Number cf species In record/ S-S Rumex acetosella R-S Chenopodium album /Ch:4/ J R-S Capsella buraa-pastorls /Ch:37/ ! R-S Senecio rulgaris c R-S Eąuisetum arwense /D:21/ I R-S Melandrlum album JR-S Atripler patulum /D:4/ ......... R-S Convolvulus arveneis ! R-S Senecio viscosus /D:16/ I R-S Cirsium arvense j R-S Galeopsis ladanum 5 S-Va Tripleurospermum inodorum /D;3/ I S-Va Sonchus arwensis J S-Va Sonchus oleraceus 1 P-Ch Sol&nuM nl grum /D*3i/ • • + + 2 + + + + 5 4 5 4-4-4- . + + 4- 4- . 4- 1 4- 4* • . . 4- 4- • • . . 4- 4- . . . 1 . . . . 4- 2 + 4- 5 5 5 4 + 4- 5 5 5 . 2 4- • 4- 4- 4- + 1 . . . . 4- . • 4- 4- 4- 4- + , . . 4- 4- . . 4- . . . 1 • 4- . • . 4- 4- . . . . + 1 + . . 1 + 2 . + + + . . 1 ł + 5 5 5 5 4* . • « 4- 4- ... 4- 4- ... . 4- 4- ... 4- 4- 4* 2 . + 2 . 4- ... 4- • • + . • 1 5 . 3 5 4 5 5 . . . . + 4- 4- 1 1 5 4- 1 4- 1 P-Sn Galinsoga panrlflora . i P-Sn AmnTn.nthus retroflexus ......... : Oa a Erigorsn canadensis /D:10/ i Oa a Urtica dioica /D:33/ [Oa a Artemisia rulgaris /Ch:29/ I Oa a Tanacflnim wulgara /Ch:29/ ! Oa a Impatiens parviflora /D:36/ .... | Syn Urtica ursna /Ch:10/ ........... ’ Syn Descurainia sopbia /Ch:7/ ...... । Syn Sisymbrium loeaelil /Ch:8/ | On a Artemisia absinthium /Ch:15/ ... ? On a Oenothera biennis /D:18/ JOn a Berteroa incana On a Carduus acanthoides /Ch:l3/ .... An 1 Ballota nigra /D:26/ An 1 Elsholtzia patrini /D:32/ An 1 Arctium lappa /D:27/ An 1 Armoracia lapathifolia /D:34/ .. An 1 Solidago canadensis /Ch:35/• ••• An 1 Solidago serotina /Ch: 35/ An 1 Chelidonium maius P-Pa Plantago maior /Ch:37/ P-Pa Potentilla anserina 23 — Rocznik Przemyski
dok. tab. 8 A-Rc Rumex crispus........................ A-Rc Agropyron repens .................... A-Rc Ca.rex hirta /B:22/ ................. Pn a Polygonwn convolvulua............ , Pn a Poa annua............................ En a Calamagrostis epigeics /B:19/ .. 5 . 11-Aa Plantago lanceolata.............E . M-Aa Rumcx acetoaa....................I . Aria Baucus carota .....................I . Aren Taraxacuin officlnole ...........! + Aron Achillea millefolium.............I . F-B Artemisia campestris /D:17/ .... | . Pa s Aegopcdium pcdagraria ........... . U3 Erigeron annuu3 ....................... Us Calium aparine ..................... S-S Ceratoć-in purpw-eus ............i Ul Bryum. argenteurr. .............i . Gatunki sporadyczne /Sporadic species/: S- 142/+. R-S - Polygonum persicaria 135/+. Ba volvulus 125/+, Yiola arvensis 124/+. P-Ch - E +. P-Sn - Echinochloa crus-galli 125/+. EPCh - + . Syn - Sisymbrium officinale 1 5/+, Sisymbrium altissim-am 142/+. On a - Tussilago fanfara /Ch:l6/ 125/+, lAelilotus albus /Ch:14/ 132/+. Ani- Leonurus cardiaca /Ch>27/ 123/+. A-Rc - Ranunculus re- pens 141/+. Pn a - Matricaria discoidea /Ch:37/ 134/+. M-Aa - Cerastium mjigatum 124/+, Vicia cracca 130/+, Trifolium dubium 142/+, Festuca pratensis 142/+. Ma c - Beschair.psia caespitosa 133/+, Aron Heracleum sphondylium 124/+, Bactylia glomerata 125/+, Trifolium repens 143/+, Pastinaca sativa /B : 25/ 135/+, Tragopogon pratensis 141/+. Cy c - Lolium perenae /Chs>7/ 134/+. F-B - Poa compressa 141/ +. N-C - Hieracium ęilosella 141/+. Son - Calystegia sepium 125/+, Rubus cacsius /B:2O/ 125/+. P - Picris hieracioides 134/+, Rubus sp. 140/2. Us - Medicago sativa 143/+. Uł - Agrostis vulgaris 131/+. Uk - Reseda lutea 142/+. Ur - Glechoaa hederacea 133/+. orientalis, Centaurea diffusa, C. solstitialis, Lepidium virginicum, Poten- tilla intermedia, Salsola kali, S. ruthemica, Sisymbrium altissimum i Xanthium spinosum. Spośród wymienionych roślin jedynie Artemisia annua nie była dotąd podawana z tych miast [8, 16—18], Na badanym terenie stwierdzono szereg roślin sztucznie wprowadzo- nych, jak np. Fagus siluatica, Matteucia struthiopteris, Lariz decidua, Platanus acerifołia, Populus simonii, Quercus rubra, Tamariz gallica, Thuja occidentalis, Cołutea arborescens, Spiraea billardii i S. japonica. Na skrajach zachowanych lasów sosnowych w Stalowej Woli nagminnie i z dobrymi rezultatami sadzona jest Padus serotina. W obrębie Stalowej Woli i Niska, w żyźniejszych płatach lasów liściastych, występuje między innymi jedna z bardziej interesujących roślin wschodniokarpackich — Aposeris foetida [18]. WNIOSKI Scharakteryzowano właściwości fitosocjologiczne i ekologiczne zbio- rowisk roślinności ruderalnej oraz zróżnicowanie flory synantropijnej na elementy geograficzno-historyczne w obrębie Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska. Niektóre wcześniej opublikowane na ten temat dane znajdują się v/ pracach: 8, 16, 17, 18 i 20. Na badanym terenie zidentyfikowano 39 zespołów i zbliżonych do nich rangą fitosocjologiczną zbiorowisk ruderalnych (tab. 3—9). Spośród nich na szczególną uwagę zasługują: zespół Artemisitum annuae, wariant
st Tabela 9 37 — Lolio-Plantaginetum w wariancie typowym; 38 — Puccinellietum distantis daty /Stations, d iaszczysto-gruzowe pobocze d: ;es/: 14- >gi, 22 v: udeptany plac piaszczysty, 22 VI 1980, plac żwirowy wisko, 20 Vi: 22 VI 1980 VII 1980. czysty, 22 VII 1980. 6 VII 1979. 148 - R 1979. 149 - S.W: ul 150 - S.W: ul. 1-Laja - S.W: bocznica ul. Tysiąclecia, 1980. 145 - S.W: ul. Hutnicza, 146 - S.W: ul. Staszyca, zdepta- 151 - R 147 - N: bocznica ul. Buczka, udeptany stacja kolejowa, żwirowe boczne toro- Hutnicza, pobocze piaszczystej drcgi, pobocze ścieżki żwirowo-żużlowej, 11 Rozwadowska, podwórko piaszczysto-żwirowe, 20 VII 1980. 152 - N: obok stacji kolejowej, plac żwirowiskowy, 22 VI 1980 ’ 153 - R: stacja kolejowa, żwirowe torowisko, 22 VI 1980. 154 - R: st. ul S.W: 1980, 29 VIII kolejowa, żwirowo-piaszczyste pobocze torowiska, 20 VII 19&0 aja, przydroże piaszczysto-gliniaste koło to: Numer zbiorowiska /Number of commu- nity/ Numer zdjęcia /Number of record/ Powierzchnia zdjęcia w /Area of record In m2/ .. Pokrycie warstwy runa w % /Cover of herb-layer in %/ Pokrycie warstwy mszaków w % /Cover ! of moss-layer in %/ ; Liczba gatunków w zdjęciu /Number j of species in record/ 37 f 38 13 . 90 4 144 9 . 60 9 145 8 . 90 6 146 9 . 80 25 147 16 5 100 25 143 14 10 90 15' 149 | 7 . 70 25 150 ; 10 . 90 9 151 20 . 100 25 152 20 . 70 9 153 10 . 80 9 154 9 . 90 9 155 R-S Capsella bursa-pastoris /Ch:37/ S-Va Tripleurospermum inodorum /B:3/ P—Cb Erysimum cheiranthoides •••••••• + . + . . 1 . + 5244 + 323 1 + 1 2 + 4 + + 3 1 + + . . r + + 2 + + . . + 3 + . + + 2 + + + . . . . 1 . . + + 12 1 3 3 4 4 1 4 1 • ♦ • + + + 22 r r . . 3 + . . 12.. 12 3 3 13 4 4 11.. . . + 1 + . . + + + . . . . + 2 + 1 . Oa a Ci chorium intybus .. .... Oa a Erigeron canadensis /Ch:W/ .... Syn ł.',alva neglecta /Oh:10/ , Syn Sisymbrium loeselii /Ch:8/ On a Berteroa incana Cn a Artemisia absinthium /Oh:15/ ... On a Melilotus officinalis /Ch:l4/ .. P-Pa Plentago maior /Cłi:37/ ••••••••* Pn a Polygcnum avioulare Pn a Katricaria discoidca /Ch:37/ ... Pn ei Puccinellia distans /Oh:38/ .... Aria Baucus carota ! Aron Trifolium repens ••••••••••••••• I Aron Achillea millefolium | F-B Artemisia campestris /B:17/ .... * F-B Poa compressa Cy c Lolium nerenne /Cn:37/ ......... Uł Agrosiis wlgaris Gatunki sporadyczne /Sporadic species/: S-S - Trifolium arver.se 153/+,Ce- ratodcn purpureue 148/+, Brachythecium albicans 149/+. R-S - Melandrium album 149/+, Atriplex patulum /D:4/ 153/+ - Chenopodium glaucum 152 /+. P-Ch - Geranium columbinum 149/+. Ca c - Anthemis arrensis 152/+, Pe- paver soraniferum 152/r. Oa a - Artemisia yulgaris /Oh:50/ 153/+. Syn-Des- curainia sophia /Ch:7/ 155/+. On a - Tussilago fanfara /Ch:i6/ 149/+,Me - lilotus albus /Ch:l4/ 152/+, Oencthera biennis /Oh:14/ 153/+. P-Pa - Po- re- I tentilla anserina 147/+. A-Rc - Carex hirta /D:22/ 148/+, Agropyron pens 153/+. En a - Calamagrostis epigeios /B:19/ 149/+. M-Aa - Phleum pra- tense 145/+, Plantago lanceolata 152/+, Pestuca pratensis 152/+. Aron Bactylis glomerata 148/+. E-B - Kedicago falcata 147/+. Cy c - Leontodon autumnalis 148/+. Uł - Medicago lupulina 148/+. Ul - Bryum argenteum 148/ + , B. caespiticium 148/+, Brachythecium zalebrczum 149/+. I 2—
Skład syngenetyczny 38 zbiorowisk roślin ruderalnych z terenów Rozwadowa, Stało AB G D 1 a/b 2 a/b 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 a/b a/b a/b a/b a/b a/b a/b a/b a/b e/b 13 a/b 1. kl. Sedo-Scleranthetea s-s Co c An e Kn g • 1/1 . 3/3 1/1 1/1 5/10 1/1 1/1 1/1 . 4/8 1/1 . 2/3 • 2. rz. Corynephoretalia canescens . 3. zw. Armerion elongatae 4. zw. Koelerion glaucae 5. kl. Rudero-Secalietea R-S C m Ba t E-P S-Va P-Ch P-Sn EPCh Ca c A sv On d Oa a Syn On a An 1 P-Pa A-?c 8/17 3/10 1/1 1/1 2/2 2/2 1/1 2/4 2/2 4/5 2/2 4/7 2/3 2/2 3/5 3/5 1/1 1/1 4/4 11/35 1/1 5/5 10/18 10/26 6/6 1/1 9/11 11/14 3/3 . . . 5/8 . 4/7 . 2/2 . 3/3 . . . . 2/2 .. . .... 3/3 9/19 1/1 . 6/9 3/3 1/1 3/3 3/3 4/8 2/2 4/6 . 2/2 1/1 3/8 . 1/1 3/3 2/3 . 3/14 . 2/3 . 4/7 . 2/3 2/4 3/6 . 1/1 . . 3/3 . . 1/1 1/1 . ! 1/1 1/2 . 2/2 2/2 2/2 .. . . 2/2 i/f. 1/1 4/A 1/1 i/7 ' 2/2 1/1 6. rs, Cakiletalia maritlmae 7. rz. Bidentetalia tripartitae 8. zw. Eragrostion j 9. rz. Secali-Violetalia arvensis 10. pr. Polygono-Chenopodietalia 11. zw. Panico-Setarion ,. 12. zw. Eu-Polygono-Chenopodion polyapennl 13. nr. Centauretalia cyanl 14. zw. Anerion spicae-venti 15. zw. CaudaljLon daucoidee . . . 2/2 . 1/1 . . . . ! • . 5/14 1/1 5/8 4/6 7/24 . 2/2 4/6 3/9 J4/4 2/2 5/13 4/4 5/15 6/17 6/17 1/1 5/11 l/l 4/1012/2 2/2 9/13 1/1 8/13 5/11 8/17 2/2 1/1 3/3 6/7 |1/1 1/1 6/9 . 2/2 3/4 6/7 . 2/3 3/3 2/2 |3/5 . 1/4 . 1/1 2/4 1/1 . 1/1 . . |1/1 . 3/9 . . . 1/5 . . . 2/8 11/1 2/2 . 1/1 1/1 2/3 1/2 . . . 1/3 j1/1 1/1 ’ ' 1/1 H 16, rz, Onopordetalia acanthii ,, 17. zw. Sisymbrion 18. zw. Ononordlon acanthii , 19. zw. Arction lannae 20. rz, Potentillo-Polygonetalia ......... 8 21. zw. Agropyro-Rurricicn crispi S 22, zw. Polygonicn avicularis . 3 23. rz. Atropetalia Ata En a | 24. zw. Epilobion angustifolii B 25. rz. Cyperetalia fuscae Cv f * | 26. zw. Potamion Po 1/1 .. . .... . 1 27. rz. Phragmitetalia ] 28. zw. Puccirellion maritirr.ae Pha Pn m . . . 1/1 ' . 1/1 .. . .... 29. kl. Molinio-Arrhenatheretea .......... N-Aa 14a c C Aria Aron Cy c 1/1 1/3 4/7 1/1 1/1 2/2 1/1 . 8/11 2/2 5/8 7/11 3/3 2/2 . 1/1 5/14 . 2/3 . 1/1 .. 1/1 . 1/1 . 1/1 1/1 2/4 . . 1/1 1/5 1/1 6/18 1/1 4/9 2/6 4/9 1/1 . 1/1 4/10 . 1/1 1/1 1/2 . 1/5 . 1/1 1/1 1/5 1/1 2/2 1/1 50. rz. Molinietalia coeruleae 31. zw. Calthion • 32. rz. Arrhenatheretalia 33, zw. Arrhenatheretion 54. zw. Cynosurion cristati 35. kl. Featuco-Brometea F-B 2/2 . 2/2 1/1 1/1 5/9 3/5 1/1 . . 4/6 J 36. kl. Nardo-Callunetea H-C ' 37. kl. Alnetea glutinosao An g 1/2 . . 1/1 . . . . 1/1 . — 38, kl, Querco-Fagetea ............. Q-F Son A-P Cn b Fa a P-Q P • 1/1 2/2 1/1 1/1 .1/1 . . . 1/1 1/1 1/1 1/1 . . 1/1 1/1 . . . 2/2 2 1/1 i i 2 39. zw. Salicion 40. zw. Alno-Padion 41, zw. Carpinion betuli 42. zw. Fagion 811vaticae 43. zw. Pinc-Quercion • 44. rz. Prunetalla 45. hodowane 46. synantropijne 47. Inne: keerotermiczno 48. Other:łąkowe 49. leśne 50. kosmopolityczne Uh Us Uk Uł Ul Ur 1/2 1/1 . 4/4 1/1 . 1/1 . 1/1 . 3/4 2/2 5/6 . . 2/2 3/3 . 1/1 2/2 3/4 1/1 . . . 1/1 2/3 . . 1/1 1/1 . . . 2/4 •. 1/1 1/1 . . 4/8 . . 2/2 . . 2/2 1/1 . 4/4 . . . . 1/2 . 1/1 . . 2/2 1/1 a F b c d 31 56 15 4 31 40 16 2 26 107 21 55 75 86 20 24 40 82 26 210 21 86 140 170 20 32 47 151 14 31 16 20 25 28 12 15 17 26 1 11 1 5 7 10 1 3 3 6 21 21 13 1 Objaśnienia: Dane wg materiałów -własnych (tab. 3—9) i wcześniej opublikowa- i związki zespołów (zw.); C — jednostki fitosocjologiczne i ekologiczne; D — skróty w tab. 3—9; numer miejscowego zbiorowiska ruderalnego z podaną poniżej liczbą padków ich występowania w zdjęciach fitosocjologicznych (b); F — Ogólna liczba fitosocjologicznych (b), ogólna liczba grup syntaksonomicznych i ekologicznych roślin
wej Woli i Niska Tabela 10 14 */b 15 s/b 16 a/b 17 a/b B 18 a/b 19 a/b 20 a/b 21 a/b 22 a/b 23 a/b 24 a/b 25 a/b 26 a/b 27 a/b 28 a/b 29 a/b 30 a/b 31 a/b 32 a/b 33 a/b 34 a/b 35 a/b 36 a/b 37 a/b 38 a/b 1-38 3/4 1/1 1/1 3/8 3/5 2/2 6/12 1/1 1/1 2/2 3/5 3/3 2/3 2/2 4/4 • 2/6 • 2/4 1/1 1/1 • • • 3/4 1/1 2/2 1/1 8 1 1 1 C/29 3/4 1/2 2/3 1/1 1/1 2/2 1/1 8/29 4/16 10/47 2/2 2/2 3/6 1/3 8/16 6/8 4/5 1/1 1/1 4/4 7/15 6/16 5/14 7/12 2/6 3/6 4/12 7/11 5/9 1/2 2/3 1/2 2/2 1/2 4/9 4/7 6/14 2/2 2/3 2/5 1/2 1/1 1/1 4/7 1/1 4/7 1/1 5/11 3/3 1/5 1/2 5/7 3/4 3?6 4/10 1/1 1/1 1/8 1/2 6/7 1/1 1/4 1/1 2/2 2/2 1/1 5/11 2/2 2/2 2/2 1/2 3/5 1/1 1/1 2/2 1/2 1/1 2/2 2/4 1/1 1/1 6/11 1/1 1/1 1/1 1/1 5/6 1/1 1/1 2/4 4/6 2/3 4/5 2/2 1/2 1/2 1/1 3/4 1/2 1/1 3/3 1/1 1/2 1/1 1/1 2/2 2/2 1/1 1/2 3/5 1/1 6/8 1/1 1/1 1/1 1/1 1/2 1/2 8/12 1/1 1/1 1/1 6/21 3/4 1/1 3/5 3/3 10/27 3/3 2/6 2/3 3/5 2/3 6/17 4/8 5/21 3/8 3/7 3/10 2/2 6/6 2/2 1/1 1/1 3/4 1/1 3/4 4/5 2/2 1/1 1/1 1/1 8/20 7/14 4/6 1/1 1/1 • 2/2 3/4 1/1 5/6 3/3 . 1/3 2/3 1/1 2/5 . . 1/1 2/4 • 13/50 4/7 3/6 6/13 5/6 4/4 8/27 1/1 2/2 6/11 2/5 1/3 1/2 1/2 4/12 2/5 1/1 2/2 2/2 1/1 . 1/5 2/3 1/1 1/1 1/3 2/4 2/2 1/1 4/5 1/2 3/6 1/2 1/2 1/1 2/4 1/2 8/12 3/4 1/1 1/3 3/9 2/2 1/1 2/7 2/2 1/4 3/6 7/12 4/9 2/> 4/6 2/2 1/2 2/7 1/2 3/3 3/3 2/2 1/1 1/1 6/17 2/2 1/4 2/2 1/1 4/15 3/9 3/9 2/14 1/7 3/34 1/1 1/2 1/1 1/1 1/1 2/2 2/2 3/9 4/6 1/2 1/1 3/10 18 4 6 5 18 6 4 6 5 4 5 16 10 13 14 3 7 4 2 ___L 1/1 1 | 1 i . 1/1 . 1/2 18 1 ! 7/15 7/14 5/10 1/2 1/1 1/1 1/1 1/2 1/2 1/1 1/1 1/1 1/1 6/7 1/3 1/1 9/22 1/2 1/1 1/1 1/1 1/1 1/1 1/1 3/6 3/4 2/2 17 2 2/8 6/38 1/4 1/1 5/10 1/5 2/8 2/8 1/2 1/2 1/4 3/5 4/11 1/2 2/3 1/2 4/7 1/1 1/4 2/3 2/5 2/3 3/4 1/1 3/4 2/3 1/1 1/2 6/13 1/3 1/2 1/1 1/7 6/29 2/4 1/1 2/4 1/1 1/1 2/2 1/2 1/1 2/5 1/1 2/2 2/2 1/1 5/27 2/16 1/1 2/3 1/3 5 10 3 5/2.? 3/5 3/7 4'8 3/8 3/6 1/1 2/2 4/5 1/1 a 2/2 3/9 1/1 3/5 4/8 1/2 11 • 1/1 1/1 • • • 1/1 2 • • . • • • . . . . . . 1/1 2 1/3 1/1 1/1 1/1 1/1 2/3 1/1 1/4 • • • 1/2 • 1/1 2/2 1/1 1/2 2/2 1/4 3/3 1/1 2/3 3/3 1/1 1/2 1/1 2/2 1/1 1/1 1/1 1/1 1/1 • 1 4 3 2 1 2 6 2/3 1/1 . 4/4 2/12 . 2/5 2/5 4/9 1/1 1/4 2/3 1/1 1/1 1/1 2/3 3/3 1/1 2/2 1/2 2/4 1/2 2/4 2/4 1/2 1/1 2/2 1/1 3/5 1/1 1/2 1/2 1/1 1/1 4/4 2/2 2/4 2/4 1/1 3/3 1/1 1/1 1/1 1/1 1/1 1/2 1/1 1/1 1/1 1/1 1/1 3/3 1/1 1/1 2/3 1/1 2/3 5/6 1/2 2/4 5/11 3/3 1/1 2/1 1/1 1/1 3/6 2/2 1/1 1/1 1/1 1/1 3/7 1/1 1/1 2/2 3/3 1/1 3/3 1/1 15 13 3 6 9 2 90 260 29 16 91 176 28 6 68 126 29 8 31 50 17 3 116 26 5 46 67 23 5 26 47 41 68 1° 21 4 4 31 39 17 2 16 16 11 1 29 37 14 2 10 13 9 2 39 62 20 2 76 169 26 11 29 33 15 2 111 274 32 14 42 63 22 5 36 46 10 3 14 22 9 4 20 31 13 3 36 63 19 4 43 73 19 6 18 18 9 1 50 178 20 15 30 52 19 4 285 3031 749 188 nych (20). A — liczba porządkowa; B — klasy (kl.), rzędy (rz.), podrzędy (pr.) nazw jednostek fitosocjologicznych i ekologicznych zamieszczonych przy gatunkach występujących w nim określonych w. punkcie A—C gatunków roślin (a) oraz przy- gatunków (a) w zbiorowisku ruderalnym i przypadków ich występowania w zdjęciach (c) oraz liczba zdjęć fitosocjologicznych w miejscowym zbiorowisku ruderalnym (d)
Tabela 11 Udział gatunków charakterystycznych i wyróżniających w 38 zbiorowiskach roślin ruderalnych z terenów Rozwadowa, Sta- lowej Woli i Niska 13 U 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 9 10 11 12 26 27 28 29 30 31 32 53 34 35 36 | 37 38. 1 16 Ch 1 10 Ch Ch Carduus .".canthoides Echium vulgare Artemisia absinthium Ch Melilotus Melilotus albus officinalis Potentilla argentea Tussilago farfara Senecio Yiscosus 19. Calamagrostis epigeios 20. Rubus caesius Artemida campestris 18. Oenothera biennis 438 FLORIAN ŚWIĘS, DANUTA URBAN Polygonum hydropiper Polygonum nodosum Bldeno tripartitua Bidens oerauus Eragreatia minor Digitaria sanguinalis Tripleurospermum inodorum Chenopodium album Atriplex patulum Cardaria draba lanthium ntrumarium Sisymbrium altlsslnruis Descurainia nophia Sisymbrium loeselii Atriplex nitens Malva negleota Urtica urens Erigeron canadensis Datura stranonlum Hyoscyamus niger Salsola kall Salsola ruthenica Ch Ch Ch D Ch Ch Ch Ch Ch Ch Ch Ch Ch Ch Ch D
dok. tab. 11 8 28 27 24 11 17 19 11 U 1 20 16 17 27 15 36 21 18 7 11 15 17 9 27 8 21 27 51 7 12 21 24 ]21. Eąuisetns arvcr.se D Carex hirta D 25. Carex brizoides D b4- Astragalus cicer D 25. Seponaria officinalis D 26. Bcllota nigra 0 Pastinaca sativa D Arctium tomentosum Ch 27. Leonurus cardiaca Ch Arctium lappa D Arctium minus D 28. Artemisia annua Ch 29. Artemisia rulgaris Ch Tanacetum vulgare Ch 50. Helianthus tuberosus Ch 51. Solanum nigrum U 52. Elsholtzia patrini D 53. Urtica dioica D Rumex obtusifolius D Galeopsis pubescens D 54. Armoracia lapathifolia B 55. Solidago serotina Ch Solidago canadensis Ch 56. Impatlens uarviflora Capsella bursa-uastoris Ch 57. Lolium perenne Ch Katricaria discoidea Oh Plantago maior Ch 33. Lepidium ruderale Oh Pucclnellia distans Ch Razem Total 64 Objaśnienia: Dane wg materiałów własnych (tab. 3—9) i wg wcześniej opublikowanych (20). A — numer zbiorowiska ru- deralnego (a) i liczba w nim zdjęć fitosocjologicznych (b); B — numer zbiorowiska ruderalnego (a) oraz lista charakterystycz- nych i wyróżniających dla niego gatunków, oznakowanych kolejno jako Ch i D z określoną poniżej liczbą przypadków ich występowania w zdjęciach fitosocjologicznych; C — ogólne sumy gatunków diagnostycznych w miejscowych zbiorowiskach ruderalnych ROŚLINNOŚĆ RUDERALNA I FLORA SYNATROPIJNA 439
Tabela 12 z Sisymbrietum altissimum w zespole Sisymbrietum sophiae oraz zbio- rowiska z Carex hirta. C. brizoides, Astragałus cicer, Saponaria officina- lis, Solanum nigrum i z Elsholtzia partini. Różnice pomiędzy miejscowymi zbiorowiskami ruderalnymi pod względem rozpatrywanych ich struktur fitosocjologicznych i ekologicz- Wykaz określonych elementów ekologicznych i geograf iczno-historycznych 358 gatunków flory synantropij- nej zidentyfikowanej na terenach Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska. Obok gatunków podano w nawia- sach przybliżoną liczbę miejsc ich występowania w skali 5-stopniowej: 1 — 1—5; 2 — 6—20; 3 — 21—40; 4 — 41—80; 5 — ponad 80 miejscach 1. APOFITY 1.1. Apofity wodne i nadwodne ESN - Atriplex patulum L. /4/, RSN - Bidens tripartitus L. /1/, RSN - Chenopodium album L. /5/, RSN - Ch. glaucum L. /2/, RSN — Ch.polyspermum L. /2/, RSN — Ch.rubrum L. /1/, RSN - Erysimum cheiranthoides L. /4/, N - E.hieracifolium L. /1/, RS - Iris pseudoacorus L. /1/, RSN - Juncus bufonius L. /2/, RSN - Tanina minor L. /2/, RSN — Lycopus europaeus L. /2/, RSN - Mentha aryensis L. /2/, RSN — Myosotis palustris /L./Nathor— st /2/, N - Nuphar luteum /L./ Sm. /1/, N - Polygonum brittingeri Op. /2/, RSN - P.hydropiper L. /2/, R - P.minus Huds. /1/, RSN - P.persicaria L. /4/, R - P.tomentosum Schrk. /1/, S - Potentilla norvegica L./2/, N - Pulicaria wlgaris Geartn. /1/, S - Rorippa armoracioides /Tausch/ Fuss /1/, S - R.palustris /Leyss. / Bess. /1/, RSN - R.silyestris /L./ Bess. /?/, RSN - Sonchus aryensis L. /?/, RSN - Tussilago fanfara L. /4/, S - Veronica anagallis L. /3/, RSN - Zanthium strumarium L. /?/. 1.2. Apofity siedlisk kserotermicznych S— Ajuga genevensis L. /1/, b - Allium yineale L. /1/, S - Alyssum calycinum L. /1/, RS - Anchusa offici- nalis L. /2/, RSN - Anthyllis yuuneraria L. /I/, S - Arabidopsis thaliana /L./ Heynh. /1/, Arabis arenosa /L./ Scop. /2/t RSN - A.hirsuta /L./ Scop. /2/, RSN - Arenaria serpyllifolia L. /3/, R - Arnoseris minima /L./ Schweigg. et Koerte /1/, RSN - Artemisia absinthium L. /5/, RSN - A.campestris L. /4/, S - Asparagus officinalis L. /1/, RN — Astragałus cicer L. /1/, RSN - Berteroa incana DC. /4/, S - Bromus inermis Leyss. /3/, RSN - Calamintha yulgaris /L./ Druce /2/, RSN - Carex hirta L. /4/, S - C.pairaei F.Schultz /1/, RS - Centaurea rhenana Bor. /2j, RSN - Cirsium aryense /L./ Scop. /4/, RSN - Convolvulus arvensis L. /4/, RSN - Coronilla varia L. /2/, SN - Corynephorus canescens /L./ P.B. /2/, RS - Crepis tectorum L. /2/, RN - Chae- norrhinum minus /L./ Lang /1/, S - Diplotaxis nuralis /L./ DC. /1/, RSN - Echium yulgare L. /3/, RN - Eri- geron acer L. /3/, RN -- Erodium cicutarium /L./ L*Herit. /5/. RSN - Erysimum canescens Roth. /?/, N - Ery- ngium planum L. /1/, SN - Euphcrbia cyparissias L. /4/, S - E.esula L. /2/, S - Festuca ovina L. /2/, S - Filago aryensis L. /2/, S - Gnaphalium luteoalbum L. /1/, RSN - Herniaria glabra L. /3/, S - Hieracium pi- losella L. /2/t RSN - Hypericum perforatum L. /2/, S - Jasione montana L. /1/, RSN - Linaria yulgaris /L./, Mili. /5/» R - L.minor /L./ Desf. /1/, RSN - Malva alcea L. /2/, RSN - Medicago falcata L. /3/, RSN -Ml lupulina L. /4/, RSN - Melilotus albus Med. /5/» RSN - M.officinalis /L./ Lam. /?/, RSN - Oenothera bien- nis L. /5/, S - Pimpinella saxifraga L. /2/, RSN - Plantago indica L. /4/, RSN - P.maior L. /5/» RSN - Poa compressa L. /4/, RS - Polycnemum arvense L. /2/, RSN - Polygonum aviculare L. /5/« R - P.calcatum Lindm. /1/, RSN - P.heterophyllum Lindm. /2/, N - P.neglectum Bess. /1/, RSN - Potentilla argentea L. /5/» RSN - Reseda lutea L. /2/, RSN - Rumex acetosella L. /5/» R - Salvia yerticillata L. /1/, RS - Sanouisorba minor Scop. /1/, S - Scleranthus perennis L. /1/, RSN - Silene inflata /Salisb./ Sm. /3/, S - S.nutans L. /2/, RSN - Sedum acre L. 7'3/, RSN - Senecio yiscosus L./2/, N - Spergularia rubra /L./ Presl /2/, S - Thymus serpyllum L. em. Fr. /1/, S - Tragopogon maior Jacq. /2/, S - Trifolium aryense L. /?/, RN - Verbascum ni- grum L. /2/, RSN - V.phlomoides L. /2/, RSN - Y.thapsus L. /3/, SR - Yeronica aryensis L. /?/, S - V. dil- lenii Cr. /2/, RSN - Yiola tricolor L. /?/. 1.3. Apofity solniskowe RSN - Puccinellia distans Rarl /2J . 1.4. Apofity łąkowe RSN - Achillea millefolium L. /4/, S - A.ptarmica L. /1/, RSN - Agrostis alba L. /3/. RSN - A. yulgaris Wlth. /5/» N - Alopecurus pratensis L. /1/, RSN - Anthoxanthum odoratum L. /2/, RS - Arrhenatherum elatius 440 FLORIAN ŚWIĘS, DANUTA URBAN
2 xi £ T! ó £ 5 2*®$ I I w » nych są na ogół bardzo złożone (tab. 1, 10, 11). Zasadniczą rolę w diagno- zie tych syntaksonów ruderalnych odgrywają określone dominujące ga- tunki roślin oraz właściwości fizyczne i wilgotnościowe gleb (tab. 3—9). Na badanym terenie stwierdzono 356 gatunków roślin synantropij- nych. Zwraca tu uwagę prawie dwukrotna przewaga apofitów (214 ga-
N r—H 3 o Tl tunków) nad antropofitami (141 gatunków). Ich zróżnicowanie na ele- menty ekologiczne i geograficzno-historyczne w określonych parametrach ilościowych i wskaźnikowych podano w tabelach 2 i 12. W znacznej części są to rośliny rzadko występujące zarówno w obec- nie zbadanych, jak i innych krajowych miastach. Przykładem ich są:
Achillea ptarmica, Amaranthus ascendens, Artemisia annua, A. scopa- ria, Centaurea diffusa, C. solstitialis, Erysium hieracifolium, E. canescens, Gnaphalium luteoalbum, Lepidium densiflorum, L. virginicum, Plantago indica, Potentilla intermedia, Salsola kali, S. ruthemica, Sisymbrium altissimum, Spergularia rubra i Verbascum phlomoides. W sumie zbadane obiekty miejskie Rozwadowa, Stalowej Woli i Ni- ska pod względem zróżnicowania roślinności ruderalnej i flory synantro- pijnej w niewielkim stopniu ustępują tak bogatym pod tymi względami regionom Polski jak np. Lubelszczyzny [6] lub województwa łódzkie- go [30]. LITERATURA 1. Anioł-Kwiatkowska J., Flora i zbiorowiska synantropijne Legnicy, Lubina i Polkowic, Acta Univ. Wratisl. Pr. Bot. 229 (19): 1—152, 1974. 2. Buraczyński J., Wojtanowicz W., Rozwój doliny Wisły i Sanu w czwarto- rzędzie w północnej części Niziny Sandomierskiej, Ann. UMCS, sec. B, 21: 143— 184, 1966. 3. Czapiewska J., Zbiorowiska roślin ruderalnych na trenie Aleksandrowa Ku- jawskiego, Ciechocinka, Nieszawy i Włocławka, Stud. Soc. Sc. Toruniensis, sec. Toruniensis, sec. D, 11 (2): 1—76, 1980. 4. Czapiewska J., Zbiorowiska roślinne terenów kolejowych na odcinku To- ruń— Włocławek, Stud. Soc. Sc. Toruniensis, sec. D, 11 (3): 97—132, 1981. 5. Dobrzański B., Pomian J„ Zasobność gleb województwa rzeszowskiego w ła- two dostępny dla roślin fosfor i potas, Ann. UMCS, sec. E, 12: 93—124, 1957: 6. Fijałkowski D., Synantropy roślinne Lubelszczyzny, Lub. Tow. Nauk., Pr. Wydz. Biol. 5: 1—260, 1978. 7. Hejny S., Kopecky K., Jehlik V., Krippelowa T., Prehled ruderalnich rostlin- nych spolećenstep Ceskoslorenska, Rozpr. Ceskosl. Akad. Ved. Rada Matem, a Pf i- rod. Ved. 89 (2): 1—100, 1979. 8. Karczmarz K., Piórecki J., Materiały do flory roślin naczyniowych Kotliny Sandomierskiej. „Rocznik Przemyski”, 17/18: 341—360, 1977. 9. Kępczyński K., Zienkiewicz J., Zbiorowiska ruderalne miasta Torunia, Stud. Soc. Sc. Toruniensis, sec. D, 10 (2): 1—52, 1974. 10. Kępczyński K., Marszałkiewicz B., Zbiorowiska ruderalne Tucholi, Acta Univ. N. Copernici, Biol. 20 (42): 73—105, 1977. 11. Kępczyński K. Zbiorowiska roślin synantropijnych na terenie miasta Byd- goszczy, Acta Univ. N. Copernici. Biol. 18 (35): 1—87, 1975. 12. Kłos S. Województwo rzeszowskie. Przewodnik, Wyd. Sport i Turystyka. Warszawa 1973. 13. Kornaś J., Zespoły synatropijne, [w:] Szata roślinna Polski, pod red. W. Sza- fera i K. Zarzyckiego. Warszawa, PWN, 1: 442—465, 1972. 14. Kornaś J., Analiza flor synantropijnych, Wiadom. Bot. 21 (2): 85—91, 1977. 15. Krawiecowa A., RostaAski K., Zależność flory synantropijnej wybranych miast polskich od ich warunków przyrodniczych i rozwoju, Acta Univ. Wratisl. 303. Pr. Bot. 21: 5—61, 1976. 16. Krzaczek T., Notatki florystyczne z powiatu Tarnobrzeg, Fragm. Flor, et Geobot. 17 (4): 465—469, 1971. 17. Krzaczek T., Krzaczek W., Materiały florystyczne z Kotliny Sandomierskiej. „Rocznik Przemyski”. 22/23: 399—409. 1981. 18. Krzaczek T„ Krzaczek W., Materiały florystyczne z Kotliny Sandomierskiej, Cz. II. Ann. UMCS, sec. C. 33: 29—35, 1982. 19. Kucharczyk H., Kucharczyk M., Zbiorowiska ruderalne Sandomierza, Ann. UMCS, sec. C. 38: 153—163, 1983. 20. Łuczycka-Popiel A., Zbiorowiska synantropijne terenów kolejowych Prze- worska, Stalowej Woli i Rozwadowa, „Rocznik Przemyski”, 22/23: 363—375, 1982. 21. Lityński T„ Jurkowska H., Gorlach E., Analiza chemiczno-rolnicza. Gleby i nawozy, PWN. Warszawa-Kraków 1968.
22. Matuszkiewicz W., Przegląd systematyczny zbiorowisk roślinnych Polski. [w:] Scamoni A.: Wstęp do fitosocjologii praktycznej, PWRiL. Warszawa 1967, ss. 175—229. 23. Medwecka-Kornaś, Korna,ś J., Pawłowski B., Zarzycki K., Przegląd waż- niejszych zespołów roślinnych Polski, [w:] Szata roślinna Polski, pod red. W. Sza- fera i K. Zarzyckiego. PWN, Warszawa 1972, 1: 279—480. 24. Michna E., Z badań nad klimatem województwa rzeszowskiego w świetle potrzeb rolnictwa, turystyki i wypoczynku, [w:] Prawnicze, administr. i ekon. stu- dia wyższe w Rzeszowie. Filia UMCS, ss. 215—234, 1973. 25. Misiewicz J., Flora synantropijna i zbiorowiska ruderalne polskich portów morskich, WSP Słupsk, ss. 1—312, 1976. 26. Niedziałek H., Promieniowanie słoneczne całkowite na obszarze wojewódz- twa rzeszowskiego w latach 1951—1970, Folia Soc. Sc. Lublin, ser. D. 15 (1): 27—35, 1973. 27. Ochyra R., Szmajda P., An Annotated List oj Polish Mosses, Fragm. Flor, et Geobot. 24 (1): 93—145, 1978. 28. Pawłowski B., Skład i budowa zbiorowisk roślinnych oraz metody ich ba- dania, [w:] Szata roślinna Polski, pod red. W. Szafera, i K. Zarzyckiego, PWN War- szawa 1972, 1: 237—269. 29. Rostański K., Gutte P., Roślinność ruderalna miasta Wrocławia, Mater. Zakł. Fitosocj. Stos. PW, 27: 167—216, 1971. 30. Sowa, R., Flora i roślinne zbiorowiska ruderalne na obszarze województwa łódzkiego ze szczególnym uwzględnieniem miast i miasteczek, Łódź. Tow. Nauk., Wydz. III Mat.-Przyr. 96: 1—282, 1971. 31. Swięs F., Pleban A., Roślinność ruderalna i flora synantropijna Jasła na Pogórzu Karpackim, Ann. UMCS, sec. C, 36: 235—258, 1981. 32. Swięs F., Kucharczyk M., Zbiorowiska ruderalne i elementy flory synan- tropijnej miasta Tarnobrzega, Ann. UMCS, sec. C, 37: 351—375, 1982. 33. Swięs F., Zbiorowiska ruderalne i elementy flory synantropijnej miasta Krosna, Ann. UMCS, sec. C, 38: 165—176, 1983. 34. Swięs F., Piórecki J., Zbiorouńska ruderalne i flora synantropijna na tere- nie Jarosławia, „Rocznik Przemyski”. 24/25: 375—410, 1984. 35. Szafer W., Kulczyński S., Pawłowski B., Rośliny polskie. PWN, Warsza- wa 1969. 36. Uziak S., Pomian J., Gleby północno-zachodniej części byłej Puszczy San- domierskiej, Ann. UMCS, sec. E, 22: 68—89, 1967. 37. Zając A., Pochodzenie archeofitów występujących w Polsce, UJ, Rozpr. habilit., 29: 1—213, 1979.
Józef Kiszka, Ryszard Kozik POPULACJA PLECH CLADONIA MITIS FOR. SORALIIFERA SANDST. W KOTLINIE SANDOMIERSKIEJ W Kotlinie Sandomierskiej porost Cladonia mitis Sandst. jest gatun- kiem pospolitym. Rośnie na piaszczystej glebie w miejscach widnych i suchych, zwłaszcza na utrwalonych wydmach, rzadko porośniętych szczotlichą siwą (Corynephorus canescens). Występuje też w przerzedzo- nych młodnikach sosnowych, prześwietlonych borach, wrzosowiskach itp. Z bardzo licznych stanowisk wymienionego taksonu tylko na jednym (ryc. 1) — koło wsi Żupawa na północ od szosy Tarnobrzeg — Stalowa Wola, stwierdzono płat, gdzie chrobotek ten tworzy soralia. Badany płat zajmuje stosunkowo małą powierzchnię (5X3 m) piasz- czystej gleby w rzadkim prześwietlonym młodniku sosnowym, opodal uprawnego pola. Pokrycie przez plechy porostów wymienionego płatu wynosi około 80%, z czego ponad połowę powierzchni zajmuje Cladonia mitis. Inne taksony, jak: Comicularia aculeata, Cetraria islandica, Clado- nia verticillata, Cl. floerkeana, Cl. gracilis, Cl. furcata, Cl. chlorophaea, Cl. degenerans i Cl. rangiferina — występują w małych ilościach. Plechy Cladonia mitis w omawianym siedlisku dorastają do 5 cm wy- sokości i rzadko rosną pojedynczo, w zasadzie skupiają się w zbite damie albo luźniejsze kępy. Wśród okazów tego gatunku wyróżnić tu można formę typową (for. mitis) i formę z soraliami (for. soraliifera Sandst.). Ryc. 1
Soralia powstają na głównych i bocznych odgałęzieniach, początkowo w postaci małych uwypukleń, które pękają i wysypują drobne, mączy- ste, biało-zielonkawe soredia. Skupienia sorediów są początkowo małe, rozrastają się, często łączą się z sąsiednimi w duże, silnie wypukłe do 3 mm wielkości; powoduje to wygięcia i zniekształcenia gałązek. Na ple- chach starych soralia są liczniejsze i bardziej okazałe niż na młodych, co może sugerować, że są one powodem degeneracji. Okazy w populacji z soraliami tworzą osobne kępy, darnie, jak też rosną pojedynczo. W badanym płacie stwierdzono też kilka kęp i darni, w których część plech (okazów) ma soralia, a pozostałe są ich pozba- wione. Należy nadmienić, że w obydwu populacjach występują okazy młode, dojrzałe, jak również stare, z wyraźnymi objawami zniekształceń morfologicznych i obumierające. Dotychczas całkowicie nie wyjaśniono, czy soralia powstają w wyni- ku oddziaływania czynników7 środowiskowych (zewnętrznych), czy są wynikiem utrwalonych zmian genetycznych. Pogląd wyrażony przez Tob- lera (1925) i Schadego (1967) wskazuje, że powstawanie soraliów jest związane ze stanem zakłóceń równowagi między symbiontami wywoła- nej czynnikami zewnętrznymi. U chrobotków7 z podrodzaju Cladina wy- różnione na podstawie obecności soraliów taksony w randze formy — bardzo rzadkie we florze Polski, Motyka (1964) uważa za postacie nie- normalne, w zasadzie modyfikowane przez w/arunki siedliskowe. Nato- miast Pasich (1973, 1974) i inni wskazują na zanieczyszczone powietrze jako czynnik indukujący powstawanie soraliów/ u gatunków/, które nor- malnie ich nie 'wykształcają. Można przypuścić, że w badanym płacie wytworzenie się soraliów u plech Cladonia mitis zostało spowodowane zanieczyszczonym powietrzem napływanym z Tarnobrzeskiego Okręgu Siarkowego. Przeczy temu w/ystępow/anie Cladonia mitis for. soraliifera w północno-zachodniej części Borów Tucholskich (Fałtynowicz 1980), gdzie stężenie związków fitotoksycznych w powietrzu jest bardzo małe.
Inni autorzy twierdzą, że soralia stanowią specjalny przypadek i są ważne z powodu ich wagi w ewolucji porostów (Du Rietz 1930), a wy- twarzanie soraliów jest w widoczny sposób nie związane z czynnikami środowiskowymi (Laundon 1967). Formowanie i kształt soraliów wydaje się być genetycznie ustaloną cechą, ich obecność lub nieobecność należy uważać za ważną cechę w badaniach taksonomicznych (Jahns 1973). W świetle powyższych danych, jak i własnych obserwacji w płacie koło Żupawy należy stwierdzić, że okazy z soraliami Cladonia mitis for. soraliifera tworzą własną populację, a nie są przekształconymi okazami Cl. mitis for. mitis w trakcie ich rozwoju osobniczego na skutek zmian warunków środowiskowych. LITERATURA Du Rietz G. E., The fundamenta! units of biological taronomy, Svensk. Bot. Tidskr. 24: 333—428, 1930. Fołtynowicz W., Porosty północno-zachodniej części Borów Tucholskich, Fragm. flor, geobot. 16 (1): 81—102, 1980. Jp,hns H. M., Anatomy, Morphology and deuelopment. 3—58 [w]: The Lichens. Acad. Press. New York, London 1973. Laundon J. R., A Study of the lichen Flora of London, The Lichenologist, 3 (3): 277—327, 1967. Motyka J., Porosty Lichenes. 3 (2) Cladoniaceae, PWN, Warszawa 1964, [w:] Flora polska. Rośliny zarodnikowe Polski i ziem ościennych. Pasich U., Odkrycie soraliów u porostu Stereocaulon incrustatum, Fragm. flor, geobot. 19 (4): 447—448, 1973. Pawich U., Występowanie soraliów u porostu Mycoblastus sanguinarius (L.) Norm, Ibidem. 20 (1): 123—124, 1974. Schade R., Symbiozy roślinne. 1—311. PWRiL, Warszawa 1967. Tobler F., Biologie der Flechten, 1—265, Borntrager, Berlin 1925.
Jesienny pejzaż, olej — płótno, 44X60
Józef Kiszka, Ryszard Kozik ROZMIESZCZENIE I DEGENERACJA PLECH GATUNKÓW POROSTÓW (LICHENES) Z RODZAJU USNĘ A W PÓŁNOCNEJ CZĘŚCI PUSZCZY SANDOMIERSKIEJ JAKO OBRAZ DEGRADACJI ZBIOROWISK LEŚNYCH Północny obszar Puszczy Sandomierskiej należy do rejonów Polski, które szczególnie podlegają wpływowi emisji miejskich, przemysłowych i komunikacyjnych. Istnienie tu takich miast jak: Tarnobrzeg, Sando- mierz, Nowa Dęba, Stalowa Wola, Baranów Sandomierski; dużych zakła- dów przemysłowych („Siarkopol” w Machowie, Huta Szkła koło Sando- mierza, Huta Stalowa Wola), kopalń siarki (odkrywkowej w Machowie i otworowej w Jeziorku) oraz komunikacji (na licznych szosach i trakcji kolejowej) powoduje, że zanieczyszczenie powietrza pyłami i gazami prze- kracza dopuszczalne normy. W omawiany rejon napływają, przy odpo- wiednich układach pogodowych, zanieczyszczenia z wysokich emitorów niedawno uruchomionej elektrowni węglowej w Połańcu. Dalsza rozbudowa miast, osiedli, przemysłu i komunikacji (przy bra- ku lub mało sprawnych urządzeniach zabezpieczających toksyczne emi- sje) stwarza dla omawianego obszaru duże niebezpieczeństwo degradacji środowiska przyrodniczego, w którym zbiorowiska leśne zajmują znaczną przestrzeń (ryc. 1). W latach 1980 do 1982 prowadzono szczegółowe badania we wszyst- kich powierzchniach leśnych w obrębie wideł Wisły i Sanu, na północ od linii Baranów Sandomierski — Stalowa Wola. Celem badań jest okre- ślenie stopnia degradacji zbiorowisk leśnych wywołanych działaniem emisji miejskich, przemysłowych i komunikacyjnych. Za podstawę ba- dań wzięto występowanie, rozmieszczenie i obfitość oraz zmiany w ży- wotności plech porostów. Powszechnie wiadomo, że liczna w gatunki gru- pa porostów ze względu na specyficzną budowę morfologiczną, anato- miczną i swoistą fizjologię uważana jest za jeden z najczulszych wskaź- ników (bioindykatorów) czystości atmosfery (De Sloover, Le Blanc, 1968, Trass 1968, Hawksworth, Rosę 1970, Rydzak, Piórecki 1970, Gilbert 1974, Kiszka 1977 i inni).
JOZEF KISZKA, RYSZARD KOZIK
WYNIKI Z dotychczas zgromadzonego materiału przeanalizowano występowa- nie, rozmieszczenie i żywotność plech gatunków z rodzaju Usnea. W zbiorowiskach leśnych północnej części Puszczy Sandomierskiej stwierdzono występowanie tylko najodporniejszych na emisje gatunków brodaczek, tj. Usnea comosa (Ach.(Róhl), U. dasypoga (Ach.(Róhl) emend. Mot. i U. hirta (L.) Wigg. emend. Mot. Pierwsze dwa są tu bardzo rzad- kie, występują tylko na sześciu stanowiskach (po trzy na każde z nich). Być może, że do wymienionych gatunków należą też pojedyncze plechy o znacznym stopniu degeneracji, które na rycinie oznaczono jako Usnea sp. Na zbadanych stanowiskach U. comosa i U. dasypoga tworzą drobne i nieliczne w okazy plechy z widocznymi objawami degeneracji, objawiającymi się zwłaszcza obumarciem gałązek. Nie stwierdzono ob- jawów chorobowych tylko na bardzo młodych i małych, kilkugałązko- wych plechach. Nieliczne stanowiska tych gatunków są rozrzucone po dużych powierzchniach leśnych, w zasadzie otulonych przez kilkukilo- metrową warstwę leśną, z dala od zakładów przemysłowych i ośrodków miejskich. Tylko stanowisko U. dasypoga w uroczysku leśnym koło Sta- le w oddziale 180, jest położone blisko źródła emisji kopalni otworowej ,,Jeziorko”. Na wymienionym stanowisku rośnie kilka zdegenerowanych okazów (do 4 cm długości), usytuowanych w szczelinach kory pniaka dębu. Najprawdopodobniej, na tak bliskie osiedlenie się plech U. dasypo- ga w stosunku do emisji związków siarki ma wpływ tzw. osłona ekolo- giczna (Gilbert 1974), która zapobiega nadmiernemu napływaniu zanie- czyszczonego powietrza. Obecnie w badanym obszarze z omawianych gatunków liczniej wy- stępuje U. hirta. Gatunek ten stwierdzono na 353 stanowiskach. Jednak biorąc pod uwagę ogólną liczbę przebadanych stanowisk (4200), to takson ten pojawia się tylko na 8% stanowisk; zatem jest porostem rzadkim i ginącym. Potwierdzeniem tego jest fakt, że gatunek ten tylko na 40 stanowiskach ma zwiększoną liczbę okazówT (rośnie obficiej) i zajmuje więcej niż 1% powierzchni badanego płatu (za powierzchnię płatu przyj- mowano cały obwód pnia od nasady do wysokości 2 m). Z wymienionej liczby (353), tylko na 4 stanowiskach zajmuje ponad 10% powierzchni płatu. W zasadzie w miejscach występowania U. hirta rośnie pojedynczo lub tworzy kilka plech. Należy podkreślić, że stanowiska o liczniejszym występowaniu tego taksonu są umiejscowione w głębi zbiorowisk leśnych. Obecne rozlokowanie stanowisk U. hirta odzwierciedla destrukcyjny wpływ zanieczyszczonego powietrza na roślinność zbiorowisk leśnych. Dowodem tego jest brak stanowisk brodaczek w małych powierzchniach Ryc. 1. Rozmieszczenie stanowisk gatunków rodzaju Usnea Wigg. emend. Ach. w północnej części Puszczy Sandomierskiej. A, B, C — stanowiska Usnea hirta (L.) Wigg. emend. Mot. (A — gatunek rośnie pojedynczo albo nie przekracza l°/o badanej powierzchni płatu; B — gatunek pokrywa od 1% do 10% badanej po- powierzchni płatu; C — gatunek zajmuje powyżej 10% powierzchni płatu), D — stanowi- ska4 Usnea dasypoga (Arch.) Róhl. emend. Mot., E — stanowiska Usnea comosu (Arch.) Róhl., F — stanowiska plech nieoznaczalnych, określone jako Usnea sp.; D, E, F — plechy rosły pojedynczo albo w majych ilościach, poniżej 1% powierzchni płata)
Ryc. 2. Degeneracja morfologiczna plech Usnea hirta (L.) Wigg. emend. Mot. w pół- nocnej części Puszczy Sandomierskiej. Stanowiska: A — leśnictwo Stale, oddział leśny 195, pojedyncza plecha w szczelinie kory dębu; B — leśnictwo Jadachy, od- dział leśny 260, na korze sosny; C — leśnictwo Jadachy, oddział leśny 261, na korze sosny; D — leśnictwo Jadachy, oddział leśny 243, na korze sosny; E — leś- nictwo Buda Stalowska, oddział leśny 141, na korze brzozy; F — leśnictwo Buda Stalowska, oddział leśny 150, na korze brzozy; G — uroczysko leśne Pogoń, od- dział leśny 22, na korze sosny; H — leśnictwo Stalowa Wola, oddział leśny 96, na korze sosny; I — leśnictwo Stalowa Wola, oddział leśny 166, na korze sosny; K — plechy zbierane w 1962 roku na zachód od zabudowań Nowej Dęby (stanowisko już nie istnieje) leśnych, rozrzuconych po całym terenie badań. Nie występują one w pb- bliżu miast i zakładów przemysłcwych, a jeżeli są — to pojedyncze oka- zy, o plechach silnie zniekształconych i obumierających. Brak stanowisk w pobliżu szos i trakcji kolejowej oraz na brzegu lasu, tj. w miejscach szczególnie narażonych na bezpośrednie napływanie zanieczyszczonego emisjami powietrza. Z ponad tysiąca przebadanych okazów U. hirta tylko nieliczne mają typowy dla gatunku krzaczasty pokrój. W zdecydowanej większości są nienormalne, o wątłych i cienkich gałązkach, z nielicznymi rozgałęzie- niami, albo z kilkoma gałązkami głównymi, na końcach których są pę- dzelkowate rozgałęzienia. Nierzadko główne gałązki są pomarszczone i silnie łukowato wygięte, rzadziej proste, zawsze na końcach obumarłe. Miejsca obumierające początkowo są brunatne albo wyblakłe, następnie czernieją i przy dotknięciu odpadają. U znacznej liczby okazów obserwo- wano nadmierne tworzenie soraliów, z których soredia nie odpadają, tyl-
Ryc. 3. Zmiany w budowie anatomicznej (średniej grubości) gałązek plechy Usnea hirta (L.) Wigg. emend. Mot. w północnej części Puszczy Sandomier- skiej. a — komórki glonów w warstwie glonowej; b — skupienia komórek glonów; c — zbyt zbita głębsza warstwa miękiszu; d — uszkodzenie war- stwy korowej; e — miejsca po obumarłych komórkach glonów. Stanowiska: 1 — uroczysko Żupawa, oddział leśny 53; 2 — leśnictwo Jadachy, oddział leśny 262; 3 — leśnictwo Krawce, oddział leśny 21 ko przekształcają się w boczne odgałęzienia, co nadaje gałązkom szczot- kowaty pokrój. Opisane zmiany morfologiczne i przedstawione na rycinie 2 od A do I dotyczą również zmian w budowie anatomicznej (ryc. 3). Jest to głów- nie zanik komórek protokokkoidalnych glonów w warstwie glonowej. U form silnie uszkodzonych zanik komórek glonów może być tak znacz- ny, że na przekrojach (średniej grubości gałązek) pozostaje ich kilka. W pobliżu miejsc obumierania gałązek brak ich całkowicie. W plechach uszkodzonych rzadko napotykano pojedyncze komórki glonów o typo- wych wymiarach, a jedynie ich grupy o znacznie mniejszych wymiarach
Tabela 1 Przykłady zdjęć zespołu Parmelietum furfuraceae (Hiłitzer 1925) Ochsner 1928 w północnej części Puszczy Sandomierskiej Nr kolejny zdjęcia 1 2 3 4 5 s 7 8 9 10 Gatunek drzewa P P P P P p P P P P Średnica pnia w cm 20 30 25 25 20 30 15 20 20 28 Wielkość płatu w dcm2 10 10 15 20 15 25 24 25 25 35 CC C N Ekspozycja płatu W W W NW W NW W W NW NW ’Gó o °/o pokrycia płatu 60 70 80 80 90 75 85 70 90 U u o Najbliższa miejscowość A. S. J. J. K. B.S. K. K. K. K. o ° rNH W Ctf o Oddział leśny 236 191 261 295 109 148 57 92 54 105 w £ Gatunki charakterystyczne Usnea hirta + .1 + .1 1.1 + .1 1.2 2.3 + .1 1.2 2.2 1.1 V Pseudevernia furfuracea + .1 + .1 + .1 2.2 1.2 3.2 2.2 2.2 IV Euernia mesomorpha 1.2 I Gatunki charakterystyczne dla związku i rzędu Hypogymnia physodes 3.2 2.2 3.2 3.2 3.3 2.2 3.3 2.2 3.2 3.3 V Parmeliopsis ambigua + .1 + .1 + .1 ,+ .l + .1 II Lecanora pinastri + .1 I Cetraria glauca I Gatunki towarzyszące Lecidea scalaris + .1 1.2 2.3 1.2 + .1 1.2 1.2 + .1 1.2 2.2 V Cladonia coniocraea + .2 + .1 + .1 + .1 1.2 + .1 1.2 + .1 1.2 + .1 V Lecanora uaria + .1 + .1 1.1 + .1 £1.1 + .1 + .1 + .1 IV Parmeliopsis aleurites + .1 1.1 + .1 1.2 1.2 1.2 + .1 IV Lepraria aeruginosa + .2 r.2 + .1 + .1 4-.1 + .1 + .1 + .1 IV Bacidia chlorococca 2.2 2.2 + .1 1.1 + .1 + .1 III Lecanora conizaeoides ‘+ .1 2.2 + .1 1.1 + .1 III Cladonia digitata +..1 + .1 + .1 + .1 + .1 II Cetraria pinastri + .1 II Lecanora conizaea I Pleurococcus uiridis 1.1 2.2 2.3 3.2 2.2 1.1 2.2 '1.1 2.2 1.2 V P. — Pinus silvestris; A. — Alfredówka,, S. — Stale, J. — Jadachy, BS. — Buda Stalouska, K. — Krawce W ►< tr N > U O N £
jednostkowych. Ponadto u części okazów obserwowano, że głębsze war- stwy miękiszu są zbyt zbite, co jest nietypowe dla gatunku. Obserwo- wano też zmiany w warstwie korowej, być może powodowane obecno- ścią strzępek grzybów pasożytniczych. Tak uchwytne zmiany w morfologii zewnętrznej i wewnętrznej w za- sadzie uniemożliwiają dokładne określenie przynależności okazów po- szczególnych populacji plech do niższych taksonów. Z całego szeregu ze- branych plech tylko nieliczne udało się prawidłowo zaliczyć do podga- tunku ssp. hirta form, communis Mot. i ssp. uillosa (Ach.) Mot. Spoty- kane tu plechy o pokroju zbitych i małych murawek nie mogły być za- liczone do ssp. minutissima (Mereschk.) Mot., ponieważ tu i ówdzie z ga- łązek wyrastały boczne odgałęzienia. Usnea hirta jest porostem związanym z kwaśną korowiną i osiedla się na korze sosny i innych drzew szpilkowych oraz na korze brzozy (Motyka 1962). W badanym obszarze co najmniej na 10% stanowisk, po- rost ten występował na niezbyt kwaśnej korze dębów i olch, a także na korze osiki. W warunkach naturalnych zjawisko takie jest niespoty- kane. Pojawienie się plech U. hirta na pniach drzew o korowinie mało kwaśnej lub neutralnej jest charakterystyczne dla rejonów intensywne- go oddziaływania SO2 (Kiszka 1977). Powodem tego jest opadający z de- szczem lub rosą kwas siarkowy (powstały na skutek przemian SO2), któ- ry zakwasza korowinę (Grodzińska 1971). Na tak zakwaszonej korowinie dębów, olch czy nawet osik może osiedlać się U. hirta. Należy nadmienić, że Usnea hirta jest gatunkiem charakterystycznym dla niżowej facji zespołu Parmelietum furfuraceae (Hiiitzer 1925, Och- sner 1928, Barkman 1958, Glanc 1965). W badanym rejonie zespół ten (tab. 1) bardzo rzadko ma skład gatunkowy zbliżony do typowego. Zwy- kle jest zubożały albo nie występuje. Zanikanie i ubożenie zespołu Par- melietum furfuraceae jest również charakterystyczne dla obszarów ob- jętych działaniem emisji, głównie SO2 (Kiszka 1981). PODSUMOWANIE Z przytoczonych danych, jak również z prac Motyki (1962), Gilberta (1973), Kiszki (1976) i innych wynika, że przedstawiciele rodziny bro- daczkowatych (Usneaceae) należą do gatunków wyjątkowo wrażliwych na zanieczyszczone powietrze. Szczególnie gatunki z rodzaju Usnea mogą żyć tylko wt rejonach, gdzie powietrze jest zupełnie czyste albo nieznacz- nie zanieczyszczone SO2. Prawie wszystkie gatunki Usnea giną, gdy śre- dnie stężenie SO2 w powietrzu osiąga w miesiącach półrocza zimowego 35 gg/m3 (Gilbert 1974). Tylko nieliczne gatunki jak U. subfłoridana (u nas nie występuje) ginie przy stężeniach do 40/45 gg/m3 (James 1982). W naszej florze najodporniejszą brodaczką jest U. hirta (Kiszka 1976), która, jak dowiodły obserwacje w Puszczy Niepołomickiej, całkowicie gi- nie przy stężeniach 40/50 gg/m3 SO2. Przeprowadzona analiza rozmieszczenia, obfitości oraz zdrowotności plech porostów z rodzaju Usnea w północnej części Puszczy Sandomier- skiej dowodzi, że najgorsze warunki bioekologiczne panują w małych ob- szarowo powierzchniach leśnych, a szczególnie położonych w pobliżu żró-
deł emisji i miejscach ich napływania. Napływanie emisji na duże kom- pleksy leśne np. koło Jadachów, Budy Stalowskiej, Grębowa itp. powo- duje, że na ich obrzeżach występują szerokie, czasem kilkukilometrowe pasy, gdzie bory sosnowe są pozbawione stanowisk gatunków Usnea. Na- tomiast występujące w głębi borów stanowiska, żywią plechy zdegenero- wane z wyraźnymi obumarłymi fragmentami. Potwierdzeniem znacznego obniżania się żywotności plech Usnea hirta w badanych obszarach leś- nych są okazy przedstawione na ryc. 2 — od K 1—7 zebrane w 1962 roku w odległości około 500 m na zachód od zabudowań Nowej Dęby. Objawy degeneracji wymienionych plech, rosnących wówczas blisko za- budowy miejskiej (stanowisko już nie istnieje) są znacznie mniejsze niż u „najzdrowszych” plech obecnie zbieranych w badanym terenie. Rów- nież porównanie żywotności innych gatunków obecnie rosnących, a zebra- nych w 1971 roku przez Rydzaka i Pióreckiego potwierdzają postępują- cą degenerację. Zobrazowany stan rzeczy wskazuje nam (aby uniknąć dalszych strat w drzewostanie borów), że należy niezwłocznie podjąć środki zaradcze przed dalszym wzrostem w powietrzu szkodliwych dla środowiska leś- nego emisji miejskich, przemysłowych i komunikacyjnych. PIŚMIENNICTWO Barkman J. J., Phytosocjology and ekology of cryptogamic epiphytes, Assen., ss. 1—625, 1958. De Sloover J., Le Blanc F., Mapping of atmospheric pollution on the basis of lichen sensitirity, Recent Advances in Tropical Ecology. 42—56. Varanasi 1968, India. Gilbert O. L., Lichens and air pollution, 443—472. The Lichens. Ac. Press, Inc. New York. London 1973. Gilbert O. L., Air pollution suruey by school children, Enuironm. Pollution 6: 175—180, 1974. Glanc K., Ugrupowania porostów epifitycznych w zespołach leśnych Nadleśni- ctwa Doświadczalnego Zielonka pod Poznaniem, Pozn. Tow. Przyj. Nauk, Prace Kom. Fizjograficznej, 14/4, 1—59, 1965. Grodzińska K., Acidification of Tree Mark as a Measure of Air Pollution in Southern Poland, Buli, de L’Acad. Pol. ser. biol. II. 19/3, 189—195, 1971. Hawksworth D. L., Rosę F., Qualitative scalę for estimating sulphur diozide air pollution in England and Wales using epiphytic lichens, Naturę 227, 145—148, 1970. James P., Lichens and air pollution, BP Educational Serv. British Museum (Nat. Hist.), 1—28, 1982. Kiszka J., Korelacja pomiędzy występowaniem porostów rodzaju Usnea w oko- licach Krakowa a zanieczyszczeniem powietrza przez dwutlenek siarki, Ac. Mycol. 12/2, 261—263. Kiszka J„ Wpływ emisji miejskich i przemysłowych na florę porostów (Liche- nes) Krakowa i Puszczy Niepołomickiej, Prace Monograf. WSP, 19, 1—133, 1977. Kiszka J., Flora porostów (Lichenes) rezerwatu „Góra Chełm” koło Zawiercia i jego otuliny, Studia Ośrodka Dokumentacji Fizjograf. PAN w Krakowie. 8, 71—96, 1981. Motyka J., Porosty (Lichenes), Flora Polska, Warszawa 1962, 5/2, 1—353. Rydzak J., Piórecki J., Stan flory porostów w okolicach Tarnobrzeskiego Za- głębia Siarkowego, Ann. Univ. Mariae Curie-Skłodowska, sec. C, 26/25, 343—352, 1971. Trass H., Indeks samblikuriihmituste kasutamiseks ohu saastatuse maaramisel, Eesti Loodus (Estonian Naturę). 11, 1—628, 1968.
II. MISCELLANEA Edward Wierzbicki NĘDZA GALICJI STANISŁAWA SZCZEPANOWSKIEGO A KONWERSJA DŁUGÓW KRAJOWYCH I Uchwalenie przez Sejm Krajowy ustawy o konwersji długów krajo- wych w 1893 r. i wprowadzenie jej w życie stało się poważnym bodź- cem uzdrawiającym dla podupadłej gospodarki galicyjskiej. Grunt i atmosfera do owej kilkuletniej walki na arenie sejmowej, sto- czonej przez czynniki postępowe z elementami zachowawczymi, nie zro- dziły się jednak spontanicznie, pod wpływem nagłego przypływu fali uczuć społecznych. Niezmiernie doniosłą rolę w tym wydarzeniu ode- grały dwie okoliczności, a mianowicie: poważna działalność gospodarcza na polu przemysłowym rozpoczęta przez Stanisława Szczepanowskiego stała się wymownym symbolem walki z ubóstwem i zacofaniem kraju. To była jedna przesłanka na drodze do uzdrowienia chorej i anemicz- nej ekonomiki galicyjskiej. Drugą, nie mniej ważną, było wydanie książ- ki napisanej przez Szczepanowskiego Nędza Galicji, która stała się przy- gotowaniem moralnego i psychicznego gruntu wśród szerokiej opinii pu- blicznej \ a szczególnie wśród czynników społeczno-politycznych, które w kraju coś znaczyły i posiadały głos decydujący w sprawach o znacze- niu ogólnokrajowym. Charakterystyczną cechą Nędzy Galicji, pomyślanej przez autora jako program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego, były trzy nie- dobory, które legły u podstaw zacofania i niedorozwoju gospodarki gali- cyjskiej: finansowy, życiowy i społeczny. Wypływały one z braku prze- mysłu w kraju, zacofanego rolnictwa i niskiego poziomu oświaty. Na te trzy zasadnicze dziedziny życia Szczepanowski zwrócił szczególną uwagę w swym programie podżwignięcia kraju z zacofania. 1 Rkps 13446, III., Oss.: „[...] Nędza Galicji rozchodziła się nad wszelkie spo- dziewanie. [...] a razem to tak posta4wi agitację, że nam gadzinowe dzienniki nie będą mogły zaszkodzić”. (Z listu pisanego do Tadeusza Rutowskiego dnia 1 II 1888).
Z powodu braku zajęć przemysłowych i handlowych wśród ludności galicyjskiej nie wytworzyła się zasobna i zamożna mieszczańska klasa średnia. Spauperyzowana ludność miejska nie miała na czym zarabiać i gromadzić zasobów, stanowiących o sile i znaczeniu kraju. Brak kapi- tałów na inwestycje, nędzne coroczne budżety krajowe, pozwalające je- dynie na wegetację poszczególnych dziedzin życia, których deficyty nie- mal każdego roku łatano pożyczkami, rujnującymi gospodarkę krajową. Innym aspektem życia gospodarczego Galicji było rolnictwo. Galicja w stosunku do posiadanej ludności miała mało ziemi. Z państw euro- pejskich przeciętnie na głowę ludności najmniej ziemi przypadało w Ga- licji. I tu występował właśnie problem systemu gospodarowania. Podczas kiedy w Europie istniała już duża kultura rolna i gospodarstwa wiejskie oparte były o system nakładowy i na szeroką skalę rozwijano już gospo- darkę intensywną, to w Galicji panował dalej stary, ekstensywny sposób prowadzenia gospodarstw rolnych. Wskutek czego ziemia jałowiała i ule- gała wyniszczeniu. Wynikało to z błędnych założeń i braku logicznego i pozytywnego spojrzenia na rzeczywistość wsi galicyjskiej, polegającego na maksymalnym stosowaniu oszczędności i unikania wydatków. Jak w dziedzinie przemysłu, tak i w rolnictwie, Szczepanowski wskazywał, iż właściciele folwarków, jak również chłopstwo winni dokonać radykal- nego zwrotu w systemie prowadzenia swych gospodarstw. Zamiast sto- sowania bezskutecznych oszczędności i unikania wydatków, należało — według Szczepanowskiego — spotęgować użycie środków finansowych i zwiększenie inwestycji w rolnictwie 2. Tylko w ten sposób można było oczekiwać poprawy sytuacji materialnej i stopniowego podnoszenia się z marazmu gospodarczego i zadłużenia kraju. Istniał nadmiernie duży deficyt bilansu handlowego, długi na hipotekach powiększały się, wy- dziedziczano się z ziemi w postaci listów zastawnych 3. Spauperyzowany został nie tylko lud, ale cały kraj. Brak pracy, brak pieniędzy, jak było znaleźć wyjście z tego dylematu? Inteligencja koła- tała o posady przy urzędach, biedne mieszczaństwo i szlachta zabiegały o kredyt w bankach, a cały kraj prosił o pomoc w Wiedniu 4. Oto po- nure zjawiska, jakimi żyła ówczesna Galicja. Oto jeden z głównych pro- blemów zaboru austriackiego, który po równi pochyłej pchał Galicję ku przepaści — niedobór finansowy. To był stan faktyczny, wskutek czego autor Nędzy Galicji bił na alarm. Następstwem tego był — jak to określał Szczepanowski — drugi nie- dobór, życiowy, którego tragizm przez kilka dziesięcioleci przeżywała uboższa ludność Galicji. Z powodu braku normalnego i dostatecznego od- żywiania się następował wielki ubytek sił i tężyzny fizycznej wśród gło- dującej dużej warstwy społeczeństwa. Wskutek niedożywienia i wycień- czenia ludności choroby i epidemie przedwcześnie powodowały dużą 2 Stanisław Szczepanowski, Nędza Galicji, Lwów 1888, s. 177; „Czas”, 28 IV 1881, s. 3, Rkps 13392, III. Oss. 3 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 54; „Trybuna” Lwów, 21 III 1891, s. 2; Nasze ziemiaństwo, „Ekonomista Polski”, Lwów 1892, XII, ss. 177—316; Fajersztajn Stani- sław, Ob dłużenie ziemi to Królestwie i w Galicji. 4 Stanisław Szczepanowski, jwr. s. 49; por. także: Henryk Wereszycki, Historia polityczna Polski 1864—1918, Warszawa, 1947, s. 171.
śmiertelność, tak że przeciętna długość życia mieszkańców Galicji wyno- siła 27 lat 5. Obok niedoboru finansowego i życiowego wyrósł trzeci wielki nie- dobór, który należy określić mianem niedoboru społecznego. Kraj o sła- bo produktywnym rolnictwie i przemyśle, jakim była Galicja, był po- zbawiony owej koniecznej i nieodzownej bazy umysłowej, tworzącej so- lidną podstawę do wytwarzania w kraju zdrowych środowisk zarówno jiaukowo-kulturalnych, jak i polityczno-społecznych, urabiających cha- raktery i poglądy obywateli oraz wpływających na rozwój całokształtu życia narodowego. Ogólnej inercji, brakowi horyzontów i wszelkich pod- staw do szerszego rozwoju ogólnego życia kraju tworzył trzeci, jakże bolesny w swych skutkach dla rozwoju psychicznego i moralnego naro- du — niedobór społeczny. Były to następstwa, co konsekwentnie pod- kreślał Szczepanowski, braku dostatecznie rozwiniętej powszechnej oświa- ty i kultury narodowej. Szczepanowski był jednym z tych działaczy publicznych ostatnich dwóch dziesiątków lat ubiegłego stulecia, który w swej wielostronnej działalności nie pominął tak ważnej dziedziny, jaką było szkolnictwo i oświata w Galicji. Postulował zreformowanie i udoskonalenie systemu oraz metod nauczania w szkołach średnich i ludowych, zgodnie ze współczesnymi postępowymi wymogami kształcenia ogólnego, kultury i rozwoju umysłowego społeczeństwa. ,,Ja bowiem kwestię wychowania publicznego uważam za ważniejszą od wszystkich kwestii politycz- nych” s. 6 — mówił Szczepanowski. Szczepanowski apelował do społeczeństwa o konieczność podjęcia rze- czywiście realnej polityki, polityki rzeczywiście liczącej się z faktami. Był to okres, kiedy w Prusach Bismarck nawoływał do tępienia polsko- ści. W związku z tym Szczepanowski zwracał uwagę na okoliczność, że kiedy „żelazny” kanclerz liczył na realizację swych antypolskich planów znając nasze narodowe wady i słabości, to społeczeństwo polskie Poznań- skiego i Pomorza wydobywało z siebie drzemiące i utajone siły psychicz- ne i patriotyczne, które okazały się twierdzą obrony polskiego ducha i polskiego stanu posiadania na ziemiach pod pruskim panowaniem. I kie- dy cenne wartości kultury duchowej tamtejszej ludności zapobiegały wy- narodowieniu ludu polskiego, tak do tych samych pierwiastków, tkwią- cych w duszy ludu polskiego Galicji odwoływał się Szczepanowski, by 5 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 142: „Niedobór życiowy, który sprawia, że z powodu nędznego i niewystarczającego pożywienia ginie corocznie śmiercią gło- dową około 50 000 ludzi i że nawet u reszty ludności rasa coraz bardziej nędznieje, karłowacieje i cora4z staje się mniej zdolną czy to do służby żołnierskiej, czy to do pracy energicznej”. Dalej tamże na s. 22: „Każdy Galicjanin pracuje za ćwierć, a je za pół człowieka” — stwierdził Szczepanowski. Niedostateczne i marne poży- wienie, więc i wyniki w pra4cy nie mogły być dostateczne. „Galicjanin kiepsko pra- cuje, bo się nędznie żywi, a nie może sę żywić lepiej, bo za mało pracuje. Jest to zaklęte koło, z którego trzeba szukać wyjścia”; por. także Henryk Wereszycki, jw., s. 171; por. Bojko Jakub, Okruszyny z Gręboszowie — Wspomnienia, Lwów 1911, ss. 79—83, [w:] Materiały źródłowe do historii polskiego ruchu ludowego, W-wa 1966, t. I, s. 19. 0 Stanisław Szczepanowski, O polskich tradycjach w wychowaniu, Lwów 1912, s. 232.
odsunąć równie groźne niebezpieczeństwo całkowitego wyniszczenia kra- ju spowodowanego głodem, epidemiami oraz nędzą duchową i moralną. ,,Tylko czynami można się obronić”. I do czynów, pracy i oszczędno- ści nawoływał autor Nędzy Galicji. Bo to było jedyne skuteczne lekar- stwo na chorobę i niedomagania kraju. Innego nie było. Wypowiedział walkę pięknoduchom, pijaństwu i próżnującym nierobom, którzy w cza- sie, gdy cały zabór austriacki dogorywał w biedzie i tonął w niedostatku, wielu szlacheckich i arystokratycznych snobów traciło swe zapasy ma- jątkowe, a nawet całe fortuny i dobra w miejscach światowych uciech i zabaw 7. Galicja potrafiła w zadziwiająco piękny sposób urządzać festyny, fa- jerwerki retoryczne. Lecz poza bajkową, lśniącą od świateł fasadą nie było istotnych, a tak bardzo potrzebnych Galicji wartości wewnętrz- nych. „Precz z dekoracjami, precz ze złudzeniami, powróćmy do prawdy i do pracy nad nami samymi, a w zadziwiająco krótkim czasie stworzy- my rzeczywistość o wiele potężniejszą od teraźniejszych dekoracji” 8 — mówił Szczepanowski. Nędza Galicji zaraz po ukazaniu się pierwszego jej wydania we Lwo- wie w 1888 r. stała się przedmiotem dużego zainteresowania ze strony społeczeństwa galicyjskiego 9 i wywarła na wszystkich mieszkańcach Pol- ski przygnębiające i wstrząsające wrażenie 10 11. Szczepanowski sam rozsy- łał egzemplarze tej książki członkom Sejmu galicyjskiego i Koła Pol- skiego w Radzie Państwa, politykom i ważnym osobistościom w Galicji n. Dr Antoni Molicki, przeciwnik polityczny Stanisława Szczepanowskiego, mówił, iż dzieło to uzyskało duży rozgłos i zostało podjęte przez całą prasę polską jako „straszne memento” 12. Ukazała się inna poważna publikacja polemiczna w Warszawie dr. Ta- deusza Piłata: Uwagi nad książką Stanisława Szczepanowskiego ,,Nędza Galicji”, gdzie na wstępie autor relacjonuje, iż większość czasopism i dzienników polskich bez różnicy na przekonania polityczne umieszcza- ły artykuły, a nawet całe fragmenty z książki, uznając słuszność autora Nędzy... w jego wystąpieniach na szerokim forum publicznym z proble- mami społeczno-gospodarczymi i politycznymi Galicji13. W „Przeglądzie Polskim” — miesięczniku stańczyków, ukazał się ar- tykuł Józefa Kleczyńskiego zatytułowany Stan ekonomiczny Galicji omawiający Nędzę Galicji Szczepanowskiego, gdzie autor artykułu po- twierdza prawdziwość istnienia wspomnianych problemów i zagadnień 7 Stanisław Szczepanowski, Nędza Galicji, wyd. cyt., s. 144. 8 Tamże, s. 180. 9 Rkps 13446, III, Oss. 10 Antoni Molicki, Odpowiedź Panu Szczepanowskiemu na Jego „Nędzę Gali- cji”, Kraków 1890, s. 3. 11 Por. Henryk Wereszycki, wyd. cyt., s. 171. 12 Antoni Molicki, jw. „Zebrane ze sprawozdań dziennikarskich wiadomości wzbudziły z jednej strony w sercu boleść nad straszną nędzą naszgo kraju, ale z drugiej wdzięczność dla autora za otwarcie nam oczu”. Autor tych słów był ekonomistą, z przekonań politycznych konserwatystą. 13 Tadeusz Piłat, Uwagi nad książką Stanisława Szczepanowskiego „Nędza Ga- licji”, Warszawa 1888, s. 1.
galicyjskich, nadmienia jednak o mniej lub więcej przesadzonym naświe- tleniu. W ogólnej jednak opinii autora tego artykułu Szczepanowski za- służył na pełne uznanie za szczere podejście do sytuacji ekonomicznej i społecznej Galicji. Z kolei spójrzmy, jaki głos w sprawie Nędzy Galicji zajęła „Nowa Reforma” — dziennik demokratyczny. W swych licznych i obszernych artykułach dziennik ten szczegółowo i rzeczowo omówił treść całej książ- ki. „Wyszukał wszystkie rany naszego kraju, każdej się dotknął, każdej dochodził, skąd się wzięła, każdą zmierzył i naturę jej zbadał. Toteż dawno już nikt krajowi tylu gorzkich prawd nie wypowiedział, tylu nie rozproszył złudzeń” 14 15. Są to słowa o Stanisławie Szczepanowskim zawar- te w artykule „Nowej Reformy” pt. Gorzka prawda, otwierającym rów- nocześnie pod tymże tytułem cykl artykułów o Nędzy Galicji i jej auto- rze. „Książka p. Szczepanowskiego, którą z takim uznaniem kraj cały przyjął i która tak głębokie wywarła wrażenie, przygotowała — sądzi- my — grunt do tego, żeby rozpocząć skoncentrowaną, energiczną, ofiar- ną, a umiejętnie kierowaną akcję. I to byłoby najpiękniejszym owocem gorzkiej prawdy, jaką autor krajowi z taką miłością, a z taką wiarą w regeneracyjne siły naszego społeczeństwa wypowiedział” 13. Na tle Nędzy Galicji więc rozgrywała się batalia w Sejmie Krajowym we Lwowie o przeprowadzenie ustawy konwersyjnej, — była ona niejako dzwonem alarmowym, ułatwiającym Szczepanowskiemu i jego towarzy- szom toczyć spory i dyskusje z przeciwnikami wprowadzenia jakichkol- wiek zmian w finansowym układzie stosunków krajowych. II W połowie lipca 1890 roku odbyła się we Lwowie konferencja po- selska celem rozwiązania ważnego problemu dla życia kraju, a mianowi- cie zorganizowanie nowej struktury finansów krajowych przy pomocy konwersji wszystkich długów, jakie Galicja miała w tym czasie do spła- cenia 16. Konferencję zwołał b. marszałek Sejmu Krajowego, Jan Tar- nowski. Wzięło w niej udział czternastu posłów do Sejmu, pięciu człon- ków Wydziału Krajowego i spoza Sejmu dyrektor Banku Krajowego, Alfred Zagórski. Klub postępowo-demokratyczny na konferencji repre- zentowali: Stanisław Szczepanowski, Tadeusz Rutowski, Tadeusz Roma- nowicz i Marchwicki. Na podstawie obliczenia członka Wydz. Kraj., Tadeusza Romanowi- cza, co do prawdopodobnego wzrostu wydatków i dochodów zwyczajnych skarbu krajowego i co do prawdopodobnego wzrastania deficytu, — po- słowie Romanowicz, Marchwicki i dyr. Zagórski przygotowali na konfe- rencję trzy projekty konwersji długu indemnizacyjnego. Podczas dysku- sji Romanowicz zrezygnował ze swojego projektu, ponieważ pokrywał się z projektem Marchwickiego, który w pewnym stopniu lepiej rozwiązy- wał trudności. Przedstawiono zatem dwa projekty: 14 „Nowa Reforma”, Kraków, 14 11 1888, s. 1. 15 „Nowa Reforma”, Kraków, 3 III 1888, s. 1. 18 „Ekonomista Polski”, 1890, II, ss. 1—129 (Memoriał w sprawie reformy fi- nansów krajowych).
I. Marchwickiego projekt konwersyjny brzmiał: „Konwertuje się cały dług indemnizacyjny w kwocie 34 846 350 złr. Ze zwyżek, które z tej operacji wynikną przez pierwsze 7 lat, spłaca się dotychczasowe długi krajowe, wynoszące 8 383 270 złr i pożyczkę z roku 1873 i zbiera się fundusz umorzenia długu do skarbu państwa z ugody powstałego, tu- dzież resztek pożyczek z roku 1873, jakie po roku 1897 pozostaną. Po- życzka musi być rozłożona na 67,5 lat. Na inwestycje można by przezna- czyć przez 7 lat po 1 300 000 złr, co uczyniłoby 9 100 000 złr — zostaje z rezerwy po spłaceniu długów 649 złr na pokrycie niedoborów 1906,7,8,9 — Zatem bez podnoszenia podatków będzie miał skarb kra- jowy 9 milionów na inwestycje i zabezpieczenie przed deficytem na lat 20 aż do chwili, gdy przybywają nowe dochody z funduszu rezerwo- wego indemnizacji propinacyjnej. II. Zagórskiego projekt konwersyjny: „Kraj spłaca dług zwykłą ko- leją. Zaciąga pożyczkę 4% płatną w 67,5 latach na 20 milionów złr, z których 10 milionów puszcza w obieg zaraz na umorzenie dotychczaso- wych długów i zasilenie kasy. Dalszych 10 milionów wypuszcza corocz- nie wedle potrzeby dla pokrywania niedoborów corocznych, aż do ro- ku 1902. Pozostaje na inwestycje i wydatki nieprzewidziane po 300 000 zł rocznie, zabezpieczenie przed niedoborem do 1913 roku”. W czasie konferencji wyłonił się jeszcze jeden projekt posła Dawida Abrahamowicza. III. Abrahamowicza projekt konwersji: 1) „Konferencja poselska oświadcza się przeciw konwersji całości długu indemnizacyjnego, tudzież polityce finansowej, opierającej się na zaciąganiu corocznych pożyczek lub podwyższaniu dodatków do podatków ponad obecnie istniejące. 2) Konferencja oświadcza się na taką operację finansową, która by przy pomocy kredytu krajowego (w szczególności rozłożenia na dłuższą spłatę od 30 do 40% długu indemnizacyjnego) z utrzymaniem obecnej stopy dodatków krajowych, umożliwia Sejmowi pokrywanie normalnego wzro- stu budżetu krajowego, jako też czynienie stopniowych wydatków celem ekonomicznego rozwoju kraju” 17. W dyskusji nad wymienionymi projektami wzięło udział wielu ucze- stników konferencji. Posłowie — Stanisław Badeni, Michał Bobrzyński, Jędrzejewicz, Julian Romańczuk i wielu innych opowiedzieli się zdecy- dowanie przeciwko konwersji. Jedną z przyczyn, według której nie nale- żało przeznaczać poważnych funduszów krajowych na inwestycje prze- mysłowe, miała być nieudolność ówczesnego aparatu administracyjnego do kierowania gospodarką krajową w wyższym stylu 18. A zatem najlep- szym sposobem wyjścia z ciężkiej sytuacji finansowej winno być zapro- wadzenie jak najdalej idących oszczędności w gospodarowaniu fundusza- mi krajowymi. Wszyscy oni uważali, że był to moment niewłaściwy do rozpoczynania wielkich inwestycji i ryzykownych przedsięwzięć finan- sowych. Zalecano, by czekać do 1898 roku, spłacić najpierw dług indem- nizacyjny, następnie dopiero można będzie pomyśleć o znaczniejszych inwestycjach przemysłowych, gdyby okazały się konieczne (?!). Prze- ciwnicy konwersji nie widzieli potrzeby przeprowadzenia reformy skar- 17 Stanisław Szczepanowski, O samodzielności kraju, Lwów 1912, s. 543. 18 Tamże, s. 537.
bu krajowego dla uzyskania funduszów na ożywienie gospodarki krajo- wej. Natomiast fundusze takie, jak proponowali, można będzie uzyskać przez zwiększenie podatków bez podania oczywiście źródła dochodów, skąd podatnicy mogliby płacić zwiększone podatki. Takie to itp. argumenty wysuwali przeciwnicy zmian w strukturze finansowej kraju. Zachodziła zasadnicza różnica pomiędzy projektem posła Abrahamo- wicza i wymienionymi przeciwnymi opiniami a projektem Romanowicza i Marchwickiego na tak ważki problem, jak polityka finansowa kraju. Projekt wyłoniony z ramienia klubu postępowo-demokratycznego odpo- wiadał na istotne pytanie, czy Galicja pragnie uregulowania swego budżetu i wstąpienia na drogę racjonalnego rozwoju ekonomicznego i przeto likwidacji łatania swoich budżetów wskutek ciągłych deficytów corocznymi nowymi pożyczkami, których szybkie spłaty rujnowały i pau- peryzowały całą gospodarkę krajową. Po tej linii szły też wypowiedzi posłów Szczepanowskiego, Rutowskie- go, Romanowicza, Marchwickiego i innych. Znamienne były argumenty za konwersją Szczepanowskiego, jakie padły w długiej mowie podczas dyskusji. Przypomniał słuchaczom, że Galicja nie jest pierwszym krajem, gdzie zaczęto prowadzić usiłowania w kierunku przeprowadzenia kon- wersji swoich długów. O kilkanaście lat wcześniej dokonali tego Węgrzy. W roku 1875, kiedy Koloman Tisza 19 stanął na czele rządu węgierskie- go, pierwszą jego czynnością było zawieszenie intensywnego spłacania długu indemnizacyjnego. Na jego amortyzację zaciągano duże pożyczki, inaczej przecież czyniła Austria 20, Francja, a nawet Anglia 21. Szczepanowski przeglądając budżety obcych państw zauważył, że je- dynie Stany Zjednoczone Am. P. spłacały długi w krótkim terminie. Sprzyjającą okolicznością w tym wypadku była polityka ceł ochronnych stosowana przez Stany Zjednoczone. Dochody uzyskiwane w związku z tym były tak olbrzymie, że państwo nie nadążało ze spożytkowaniem szybko rosnących kapitałów, wobec czego wypłacono długi w jak naj- szybszym terminie 22. Niektórzy posłowie, jak np. Michał Bobrzyński, byli przeciwnikami konwersji, gdyż mieli nadzieję, że właśnie Austria przyjdzie z pomocą i zasili galicyjski fundusz krajowy odpowiednimi dotacjami23. Szczepa- nowski odrzucał kategorycznie złudne nadzieje na pomoc władz rządo- wych, uzasadniając, że Austria nigdy nie przyłoży ręki do podźwignięcia materialnego Galicji, gdyż zdaniem Wiednia, kraj za mało przyczyniał się do dochodów państwowych. Galicja partycypowała we wspólnych wy- datkach państwa kwotą 17,5 min złr, co stanowiło 6,5% całych państwo- 19 Tisza Koloman (1830—1902), prawicowy polityk, długoletni premier węgier- ski (1875—1900). 20 Stanisław Szczepanowski, Konferencja poselska w sprawie reformy skarbu krajowego, [w:] Pisma Lwów 1912, s. 155. 21 Por.: Henryk Zins. Historia Anglii, Wrocław 1971, rozdz. XIII — Wielka Brytania na przełomie XIX—XX w., 1875—1914. 22 Por. Henryk Katz, Historia Stanów Zjednoczonych, Wrocław 1971, ss. 303—343. 23 Stanisław Szczepanowski, Konferencja poselska..., wyd. cyt. s. 539.
wych wydatków 24 (1889). Czechy natomiast brały udział w państwowych wydatkach kwotą 73 min, a to znaczyło 29% całych państwowych wy- datków. Wobec takiej różnicy zdrowo myśląca część społeczeństwa gali- cyjskiego nie łudziła się, aby można było w Radzie Państwa przepro- wadzić korzystnie jakiekolwiek uchwały wTzględem inwestycji krajowych, które równałyby się w jakimś stopniu z tym, co w tym kierunku robio- no dla Czech. Pojęcia ekonomiczne Czechów, ich struktura życia ekono- micznego i konstruktywna praca pokoleń złożyły się na to, co zbudowa- no i co się buduje w Czechach 25. A co Sejm galicyjski zrobił na polu podniesienia gospodarczego kraju w ciągu swego istnienia? Nic — ,,[...] przez dwadzieścia pięć lat myśmy się bawili w politykę formalną. Był to dramat, a właściwie komedia par- lamentarna. Mieliśmy wszystkie formy parlamentarne, ale za mało tre- ści. [...] Każdy wybór u nas jest zaszczytem, a nie obowiązkiem, a każda posada jest synekurą, a nie pracą” 26 — mówił Szczepanowski. W podsumowaniu obszernej i bardzo interesującej dyskusji przepro- wadzonej na konferencji poselskiej we Lwowie możemy podkreślić dwie zasadnicze tendencje polityczno-ekonomiczne tam ścierające się, a miano- wicie: 1) Tendencja obozu prawicowego, do którego ciążyła zdecydowana większość odłamu arystokratycznego, a reprezentująca anachroniczne, przestarzałe poglądy polityczne i gospodarcze na życie i rozwój Galicji, polegające na niedopuszczeniu za wszelką cenę do energiczniejszej akcji na polu budowy nowoczesnego przemysłu i w związku z tym hamowa- niu sposobów i możliwości wytworzenia przez kraj większych zasobów finansowych niezbędnych właśnie na cele gospodarczego rozwoju kraju. 2) Tendencja obozu postępowo-demokratycznego reprezentująca no- woczesną myśl ekonomiczną i polityczną, według której należało od razu, natychmiast zabrać się do pracy nad dziełem podniesienia kraju z mar- twoty gospodarczej i zacofania ogólnego, nie czekać 9 czy 10 lat, jak to proponowali niektórzy uczestnicy konferencji, przeciwnicy konwersji i polityki inwestycyjnej. W przeprowadzonym tajnym głosowaniu wniosek posła Abrahamo- wicza został przyjęty 12 głosami przeciw 6. Oświadczenie mniejszości: Posłowie dr Goldman, dr Marchwicki, Ro- manowicz, dr Rutowski, Szczepanowski złożyli następujące Oświadczenie do protokołu: ,,Oświadczymy, że dlatego nie głosowaliśmy za wnioskiem p. Abraha- mowicza, ponieważ drugi ustęp tego wniosku uważamy za bezprzedmio- towy, gdyż przy tak ograniczonej konwersji nie pozostaną żadne fundu- sze na czynienie wydatków celem ekonomicznego rozwoju kraju” 27. Ponieważ na konferencji poselskiej w głosowaniu przeszedł projekt posła Abrahamowicza, streszczający się do przeprowadzenia tylko ogra- 24 Tamże, s. 159. 25 Por. Roman Heck, Marian Orzechowski, Historia Czechosłowacji, Wrocław 1969, s. 228 — Rozwój przemysłu kapitalistycznego. 26 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 160; por. Tadeusz Rutowski, Mowa dr. Ta- deusza Rutowskiego wygł. na zgromadzeniu wyborców dn. 19 maja 1883 r. w Tar- nowie, Kraków 1883. 27 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 543.
niczonej konwersji długów krajowych, co w efekcie nie dałoby krajowi potrzebnych funduszów na podniesienie jego gospodarki, Szczepanowski postanowił zainteresować szeroki ogół społeczeństwa w Galicji tym tak żywotnym dla nich problemem. Na zwołanych przez siebie sejmikach relacyjnych w Drohobyczu i Stryju jesienią 1890 roku przemawiał i przeprowadzał długie wywody przed swymi wyborcami do Sejmu i Rady Państwa na temat znaczenia i istoty reformy skarbu krajowego, polityki inwestycyjnej i rozszerzenia autonomii krajowej. Szczepanowski nie był zadowolony z wyników konferencji. Rezultat osiągnięty zawiódł wszelkie oczekiwania większości ogółu opinii publicz- nej w Galicji. Przyjęty w głosowaniu projekt posła Abrahamowicza był czystą retoryką i ograniczył się do zasady, jak to stwierdził Szczepanow- ski, ,,[...] że nic robić nie należy”28. Większość uczestników konferencji poselskiej we Lwowie głosująca za tym wnioskiem była tylko wykonawcą polityki byłego posła ruskiego, Kowbasiuka. Jego motto brzmiało; „naj budę, jak buwało” i przez wiele lat było ono zasadą kierującą większości Koła Polskiego w Wiedniu. Galicja i Polska wiele zła doznała w przeszłości. Doktryna „świętego spokoju” i fatalistycznego „jakoś to będzie” często triumfowała w na- szej historii. Te dawne złowrogie hasła na nowo rzucono wśród społeczeń- stwa. Szczepanowski przedstawił niebezpieczeństwo zagrażające dotych- czasowej inicjatywie odważnych jednostek na polu twórczej pracy eko- nomicznej. Uważał on, że należało ze wszechmiar przeciwstawiać się tym hasłom i poglądom mimo piętrzących się trudności, gdyż nie można było wyrzekać się ćwierć wiekowej polityki autonomicznej, która była prze- cież przygotowaniem do energicznego działania, skoro tylko na to wa- runki pozwolą, i dążyć w Galicji do stworzenia społeczeństwa nowożyt- nego ze stanem średnim 29. Szczepanowski w polityce rozróżniał politykę zasad z jednej strony i politykę umiejętności z drugiej strony. Uważał bowiem, że epoka, w któ- rej dyskutowano nad zasadami, w której stwarzano formy konstytucyj- ne i prawne już minęła, a po niej właśnie przyszedł okres, w którym winna dominować umiejętność polityczna. Po długich dyskusjach, po ćwierćwiekowym życiu publicznym pozostały pewne ogólne konkluzje, przyjęte przez większość społeczeństwa w całym kraju, które teraz trze- ba wprowadzić w czyn. W tym wypadku już nie zasady odgrywają głów- ną rolę, lecz realizacja praktycznych umiejętności polityczno-ekonomicz- nych 30. Przy przeprowadzeniu choćby pobieżnej analizy życia ekonomicznego w Galicji, dało się zauważyć wiele cech niedojrzałości życia gospodar- czego. Według poglądu Szczepanowskiego, w tak krytycznym dla Gali- cji okresie płacić długi krajowe, to znaczy zrezygnować z plonu, który 28 Stanisław Szczepanowski, Sejmik relacyjny w Drohobyczu (7 X 1890), [w:] „Pisma”, III, ss. 168—169. 29 Por. Supiński Józef, Pisma, Warszawa. 1883, t. III, s. 223: „[...] Gdzie stan średni nie poprzedził i nie przygotował wielkich przeobrażeń, tam on przyjść musi po nich; a gdzie prąd dziejowy nie zaludnił miast i w nich życia przemysłowego nie rozwinął, tam stan średni urobić się musi na wsi lub jednocześnie na wsi i po miastach”. 30 Szczepanowski Stanisław, Pisma, t. III, wyd. cyt., s. 174. 30 — Rocznik Przemyski
powinien być owocem dzisiejszego zasiewu. Na tę niedojrzałość ekono- miczną — mówił — nie ma innej rady, jak ciągła propaganda światowej wiedzy ekonomicznej zastosowanej do celów narodowych 31. Sejm Krajowy zatem będzie miał ważne decyzje do podjęcia w sfe- rze ekonomicznego rozwoju i oświaty w kraju. W tych dwóch głównych kierunkach winien iść rozwój Galicji, a środkiem do realizacji tych za- dań mogła być tylko należyta polityka skarbowa. Z implikacji powsta- łych wskutek rzetelnie prowadzonej polityki ustawodawczej będą się od- radzać siły fizyczne ludności i oświata, poprzez którą zniknie w Galicji walka o chleb wywołana zastojem ekonomicznym, zniknie kastowość i zaściankowość, powstała wskutek ciemnoty umysłowej. W ten spo- sób — zdaniem Szczepanowskiego — stworzy się zarodek nowego społe- czeństwa w Galicji32. Fundamentem, na którym można oprzeć rozwój życia politycznego, społecznego i kulturalnego kraju, musi być odpowiednia baza material- na. Bez istnienia źródeł, z których te'dziedziny życia mogłyby czerpać fundusze na swą działalność, wszelki rozwój życia narodowo-umysłowe- go będzie słaby i anemiczny. Za przykład niech posłuży sławna rezolu- cja autonomiczna z r. 1868. Rezolucja ta wypowiadała najdalej idące żą- dania autonomii krajowej. Skutku ona nie odniosła, a jej bezskuteczność była przyczyną późniejszej jałowości na polu politycznym33 34. Po nie- udaniu się tej wielkiej inicjatywy politycznej zaniechano podejmowania nowych postulatów w tej kwestii i potępiano śmiałków, którzy by pró- bowali z podobnymi żądaniami występować. Zadowalano się połowicz- nymi i błahymi sukcesami. Bez względu na obrót, jaki przybrała sprawa rezolucji, twórcom jej należy się uznanie za ich dobre chęci. Lecz tak w tamtych czasach, jak i w tych, w których działał Szczepanowski, byli ludzie popełniający te same błędy, nie rozumiejąc wzajemnego oddziały- wania na siebie dwóch pierwiastków — serca i umysłu, tradycji narodo- wej i wiedzy światowej. Należy się dziwić, że pisali ją ludzie, którzy mieli do czynienia z praktyczną polityką. „To się czyta. — mówił Szcze- panowski — jak gdyby było pisane dla jakiegoś społeczeństwa na księ- życu. Tu są same zasady teoretyczne [...] a o najważniejszej rzeczy, to jest o tej, która jest podstawą każdego działania politycznego, o finan- sach nie pomyślano, a raczej pomyślano, ale jak pomyślano!” 84 Wyliczono najpierw cały szereg żądań, jak autonomii edukacyjnej, sądowej, admi- nistracyjnej itd. Postanowiono przy tym, by potrzebne sumy na te cele wyasygnował skarb państwa. Taka polityka była skazana na niepowo- dzenie. Spójrzmy, co robili w tym czasie Węgrzy, jak wyglądała ich działal- ność w zakresie walki i zdobywania swej niezależności autonomicznej. Odwaga Węgrów była godna podziwu. Zawierając umowę z Austrią, 31 Tamże, ss. 185—186; por. Józef Supiński, Pisma, t. II, wyd. cyt., s. 357. 32 Stanisław Szczepanowski, Sejmik relacyjny w Drohobyczu, wyd. cyt., ss. 185—199; tegoż: O wpływie tanich komunikacji na rozwój ekonomiczny kraju, wyd. cyt., ss. 11—13. 33 Tadeusz Rutowski, Mowa dr. Tadeusza Katowskiego wygi, na zgromadze- niu wyborców w Tarnowie dn. 19 maja 1883, Kraków 1883. 34 Stanisław Szczepanowski, O samodzielności kraju, wyd. cyt., s. 212.
w której wyniku powstało dualistyczne państwo austro-węgierskie w ro- ku 1867, Węgrzy przyjęli wówczas na siebie SO^/o długu państwowego oraz 3O°/o wszelkich wspólnych wydatków na ministerstwo spraw zagra- nicznych, na wojsko, na marynarkę itd.35. Ponadto zobowiązali się do zorganizowania własnej landwery, czyli własnej armii honwedów, następ- nie mieli wielki dług indemnizacyjny, wynoszący 240 milionów, na któ- rego poczet trzeba było płacić każdego roku około 16 mil. Węgrzy po- krywali te wydatki z dochodów pochodzących z prowincji węgierskich, kopalń i z dóbr państwowych. Czysty ten dochód wynosił tylko 88 mil., a na te ogólne cele, tj. listę cywilną, dług państwowy, wojsko, potrzeba było 76 mil. Dla siebie na wszystkie potrzeby administracji cywilnej za- trzymywali tylko 12 mil. Każdego wnikliwego działacza publicznego mu- siało ogarnąć zdumienie, z jaką odwagą Węgrzy powiedzieli sobie wów- czas: „My teraz będziemy państwem autonomicznym, państwem związa- nym tylko węzłem dynastii z Austrią i będziemy opędzali całą wewnętrz- ną politykę naszego państwa 12 milionami” 36. Ilekroć Szczepanowski podnosił przykład Węgier, zawsze odpowiada- no mu: „Ba, Węgrzy mają własną autonomię, własny rząd, mogą robić, co im się podoba. My jesteśmy w zupełnie innej pozycji!” Poseł Michał Dobrzyński przykłady podawane przez Szczepanowskiego w Sejmie na- zwał wykładami teoretycznymi, statystyki chybione, gdyż Galicji — we- dług jego mniemania — nie można było porównywać z innymi krajami37. Powiadano, że Galicja wobec Węgier była w pozycji upośledzonej. Na- tomiast Szczepanowski, nie negując ostatniego stwierdzenia, uzasadniał, że samodzielność Węgier była wynikiem ich szalonej odwagi obywatel- skiej, skutkiem tego, że w 1867 r., na rok przed galicyjską rezolucją, nie wahali się wyzuć z 88 milionowego dochodu podatkowego 78 mil. na rzecz monarchii i wspólnych wydatków, a w zamian za tę ofiarę zacho- wali dla siebie wolność, o której w Galicji w 1868 r. zapomniano, tj. wol- ność ofiary na cele publiczne i w tym znaleźli źródło swoich ogromnych dochodów. Postanowili płacić również większe podatki dobrowolnie, do których wyegzekwowania dawniej potrzebne byłyby wszystkie „bagnety austriackie” 38. Sejm Krajowy w rok później zażądał od Austrii środków na prze- prowadzenie galicyjskiej polityki autonomicznej. Szczepanowski pytał tych wszystkich, którzy uważali, że Węgry wtedy były w wyjątkowo szczęśliwym położeniu, „czyby przyjęli pozycję Węgier w zamian za cię- żary węgierskie?” Węgrzy doskonale zdawali sobie sprawę, jak wielkie ofiary przyjdzie im ponosić. Obowiązki nałożone na siebie dobrowolnie politycy i ekonomiści węgierscy przyjęli z powagą i pełnym poczuciem odpowiedzialności. W zamian zażądali niezależności ducha narodowego, nieskrępowanego rozwoju i własnych nad sobą rządów w zakresie we- wnętrznego życia kraju. Węgry ponosiły ofiary materialne, ale swą dy- namiczną i prężną energią zdolni byli równocześnie wypracować środki 35 Por. Wacław Felczak, Historia, Węgier, Wrocław 1966, s. 267. 36 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 214; Stanisław Szczepanowski, jw., 215. 37 Tamże, s. 218; także: sprawozdania stenograficzne... 1889, ss. 978—980 (prze- mówienie posła Michała Bobrzyńskiego). 38 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 218.
na opłacenie tej niezależnej polityki autonomicznej, wychodząc przy tym z założenia, iż ponad ofiarę pieniężną droższa była dla nich korzyść z po- siadania własnej idei państwowej. W tych szczególnych, niepewnych i niebezpiecznych chwilach w na- rodzie węgierskim znaleźli się mężowie stanu, którzy potrafili przewi- dywać, stworzyć i skupić wokół swego programu społeczno-gospodarcze- go najaktywniejsze elementy społeczeństwa i natchnąć je własną odwa- gą i energią do pracy i czynu dla lepszej przyszłości kraju. „Węgrzy znaleźli takich mężów, a my?”39 — powiedział Szczepa- nowski. Galicja w dobie wielkich przemian ustrojowych w monarchii austria- ckiej i przeobrażeń politycznych na Węgrzech w 1867 r. nie posiadała polityków takiego pokroju i mężów stanu tej miary, jakich miał naród węgierski. Tam politycy węgierscy postawili dużo na wielką stawkę i wy- grali. Od tej pory Węgrzy na konferencjach czy w jakichkolwiek stosun- kach z Austrią zawsze oświadczali, że „ich interesem teraz jest interes krajowego rolnictwa i gospodarstwa”40. Natomiast zdecydowana wię- kszość polityków galicyjskich w Sejmie Krajowym we Lwowie nie po- trafiła wyciągać wniosków, jakie korzyści dla kraju mogłyby powstać z zastosowania w Galicji węgierskich metod postępowania w stosunkach politycznych z Austrią. Istniała bowiem wielka szansa uzyskania posze- rzenia i powiększenia zdobyczy autonomicznych, gdyby w Sejmie galicyj- skim nad zachciankami tylko niezależności górowała rzeczywiście silna wola jej osiągnięcia, podobnie jak stało się to na Węgrzech. Galicyjscy politycy podobnej odwagi nie posiadali. Nic też dziwnego, że ćwierćwie- kowa praca autonomiczna Sejmu spełzła na niczym 41. Sejm Krajowy we Lwowie na posiedzeniach swych w sesji jesiennej 1890 r. przystąpił do nader ważnego zadania, tj. do dyskusji budżetowej, podczas której najważniejszą kwestią było zagadnienie rekonstrukcji bu- dżetu bądź to za pomocą konwersji długów krajowych, bądź innych ope- racji finansowych. Głównym celem konwersji było przesunięcie termi- nów spłaty z obecnych kilku lat na dłuższe lata — 40, 50 lub 67 lat42. Sejmowa komisja budżetowa wypracowała i przedłożyła zgromadze- niu poselskiemu do przedyskutowania preliminarz budżetowy na rok 1891. Dr Leon Biliński był sprawozdawcą generalnym komisji budżetowej o preliminarzu funduszu krajowego na rok 1891 oraz o wnioskach Wy- działu Krajowego w sprawie unifikacji długów krajowych i pokrywa- nia niedoborów. Budżet na rok 1891 zamykał się sumą 5 milionów złr. Deficyt wynoszący 1,5 mil. złr komisja proponowała pokryć pożyczką. Następnie odrzucono wszelkie wnioski konwersji długu indemnizacyjne- go, motywując to w ten sposób, że wTedług obliczeń komisji projekty wy- sunięte, pomimo że dawały zwyżki dochodów w pierwszych latach, to jednak regulowały skarb krajowy tylko na 10 lat. a w dalszej perspek- tywie powstałyby nowe zadłużenia skarbowe 43. 39 Tamże, s. 220. 40 Stanisław Szczepanowski, jw., s. 226. 41 Tamże, s. 220. 42 Sprawozdania stenograficzne, jw., ss. 902—903. 43 Szczepanowski Stanisław, Pisma, t. III, wyd. cyt., s. 547.
Cechą projektu komisji budżetowej było łatanie biedy krajowej po- życzkami każdego roku. O innej polityce, komisja twierdziła, marzyć Galicja nie mogła, bo te wielkie miliony inwestycyjne były czysto ilu- zoryczne. Tak jednak nie było — jak wykazywał Szczepanowski. Korzy- ści z przeprowadzenia konwersji byłyby znaczne, gdyby przedłużono okres spłat długów krajowych do lat np. 40. Uzasadniając swe stanowisko, Szczepanowski wskazał, iż nie był za przeprowadzeniem konwersji z przyczyn czysto kalkulacyjnych i obliczonych tylko na doraźne ko- rzyści kraju. Przyczyny opowiadania się Szczepanowskiego za konwersją tkwiły głębiej i były one już dobrze znane opinii publicznej kraju. Cho- dziło tu bowiem o radykalne dokonanie pozytywnych zmian w życiu ga- licyjskiego społeczeństwa i stworzenie lepszych perspektyw życiowych dla przyszłych pokoleń. W związku z tym chodziło o to, aby ciężary, które teraz przychodzą, przenieść na czas późniejszy. Charakterystyczną cechą przedstawionych przez komisję budżetów było jeszcze i to, że zdecydowała się zawiesić ważniejsze roboty w kra- ju i czekać aż aktualne trudności finansowe samo jakoś przeminą. Dalej poobcinano poważnie pozycje na najważniejsze potrzeby kraju, jak np. ekonomikę, oświatę itp. Szczepanowski skrytykował w przedłożonych budżetach projekty zmierzające do pogłębienia zastoju w ogólnym życiu kraju. Według projektu komisji Galicja miała spłacić w przeciągu 14 lat 22 mil. złr długów i w związku z tym Szczepanowski mówił: „Proszę Panów, którzy się będą zastanawiać nad ogólną polityką ekonomiczną, wskazać mi w Europie jakikolwiek inny kraj, prowadzący jakąkolwiek politykę ekonomiczną, który nie znajdzie dla swoich pieniędzy innego, lepszego użytku, jak spłacenie długu. Panowie się śmieją i uważam to za rzecz słuszną i spodziewałem się tego. Ci, którzy się śmieją, są nie- odrodnymi synami przodków, którzy przed stu laty — jak to w dziele znakomitym Korzona o finansach za Stanisława Augusta jest opisane — płacili długi, zamiast użyć pieniędzy na zorganizowanie wojska dla obro- ny Ojczyzny!” 44. Kiedy debatowano w Sejmie, czego należy żądać od kraju, od jego mieszkańców, od własnej inicjatywy i ofiarności, wtedy jeden z mów- ców generalnych odpowiadał, że pod płaszczykiem autonomii tworzy się złudne projekty, które prowadzą do zwiększenia wydatków autonomicz- nych. Szczepanowski na takie i podobne opinie apelował do wyobraźni całego gremium poselskiego — cóż to za autonomia bez wydatków, jak można pracować nad podniesieniem ekonomicznym kraju bez wydat- ków?! 45. Wydatki. Pieniądze na zwiększenie budżetu krajowego. Przecież i w przeszłości naszej również o to chodziło. Bowiem ileż to szlachet- nych, wielkich przedsięwzięć i inicjatyw w naszej historii rozbijało się o brak funduszów. Szlachta w dawnej Polsce strzegła jak źrenicy swej „złotej wolności”, nie chcąc się należycie opodatkować na rzecz podno- szenia ładu i obrony Rzeczypospolitej. Tak i w czasach Szczepanowskiego 44 Tadeusz Korzon, Wewnętrzne dzieje Polski za króla Stanisława Augusta, Kraków 1897; Celina Bobińska, Szkice o ideologach polskiego Oświecenia, wybór pism Kołłątaja, Staszica, Wrocław 1952. 45 Sprawozdania stenograficzne, jw., s. 992.
wielu z kół elity obywatelskiej również nie dostrzegało analogicznych potrzeb kraju. W zakończeniu dyskusji poseł doktor Biliński, sprawozdawca komisji budżetowej, zabierając głos przeciwko wnioskom o konwersji, mówił sło- wem i liczbami. Liczbowej strony nie będziemy przedstawiać, ponieważ po upływie dwóch lat poseł Biliński sam do uchwały konwersyjnej przy- stąpił. Występując w obronie przedłożonych wniosków Wydziału Krajo- wego o odrzucenie planów konwersji, rozprawiał się z trzema mówcami, przeciwnikami całego przedłożenia komisji budżetowej —- Romanowiczem, Rutowskim i Szczepanowskim. Poseł Biliński ze szczególną namiętnością napadał na Szczepanowskiego, starając się podburzyć przeciw niemu większość sejmową. Jeszcze prawie trzy lata musiały upłynąć, zanim zdecydowano się przeprowadzić unifikację, czyli konwersję. W roku 1891 Sejmu nie zwo- łano. W marcu 1892 r. zwołano Sejm na sesję wiosenną. Punkt ciężko- ści prac tej sesji koncentrował się w komisji budżetowej, która miała najtrudniejsze zadanie do spełnienia. Jej przewodniczącym został dr Ju- lian Dunajewski. Nowym członkiem w komisji budżetowej został Szcze- panowski, co niewątpliwie miało poważny wpływ na przebieg jej prac. Poseł dr Marchwicki przedstawił w komisji budżetowej chaotyczny stan budżetu krajowego, na którym ciąży 27 milionów rozmaitych poży- czek i stawia konkretne wnioski natychmiastowej konwersji z okresem 50 lat. Za wnioskiem Marchwickiego głosowało 6 posłów. Za odroczeniem sprawy głosowało 8 posłów 4S. Sytuacja w sprawie konwersji dojrzewała już do tego stopnia, że ci ostatni, nie opowiadając się już przeciw konwersji, żądali tylko jej od- roczenia, gdyż ich zdaniem bieżąca chwila nie odpowiadała takiej opera- cji. Dlatego proponowali w komisji budżetowej, aby niedobór budżetowy na rok 1892 pokryć pożyczką, a stanowczą reformę budżetu odroczyć do jesiennej sesji, zaś pp. Szczepanowski i Marchwicki domagali się na- tychmiastowego przeprowadzenia konwersji długu indemnizacyjnego* 47. W dniu 7 kwietnia 1892 r. Sejm Krajowy uchwalił, aby Wydział Kra- jowy przygotował i przedłożył na najbliższą sesję sejmową projekt ope- racji finansowej, która by umożliwiła pokrywanie niedoborów funduszu krajowego przez dłuższy szereg lat bez dalszego podwyższenia dodatków do podatków i bez zaciągania corocznych pożyczek. Nadeszła jesień 1892 r. Komisja budżetowa pracowała nad wnioskiem Wydziału Krajo- wego o konwersję długu indemnizacyjnego w celu uregulowania stosun- ków skarbu krajowego. Obradom przewodniczył Dunajewski. Generalny sprawozdawca budżetu S. Badeni przedstawił cyfrowe wyniki uchwalo- nego budżetu na rok 1893 i przystąpił następnie do analizy kwestii po- krywania niedoborów budżetowych. W konkluzji doszedł do przekona- nia — jak oświadczył — że w przyszłości uregulowanie finansów krajo- wych i pokrywanie wydatków funduszu krajowego, czyli corocznych budżetów bez podwyższenia dodatków do podatków i bez zaciągania co- „Gazeta Narodowa?’, 5 IV 1892, s. 1. 47 Tamże; „Ekonomista Polski”, Lwów 1893, t. XV, s. 3 (Witold Lewicki — Polityka ekonomiczna Sejmu galicyjskiego w r. 1892. Reforma skarbu krajowego).
rocznych pożyczek można będzie osiągnąć jedynie tylko przez przepro- wadzenie konwersji długu indemnizacyjnego. Były to pierwsze oznaki ewolucji poglądów czynników konserwatyw- nych na przeszłość gospodarki krajowej. Inni członkowie opozycji przeciwko konwersji nie chcieli dać za wy- graną. Przewodzili im pp. Abrahamowicz, Chrzanowski, Skałkowski, któ- rzy przemawiali za odroczeniem konwersji, motywując to najpierw nie- pewnością co do wartości nowej waluty, która właśnie wchodziła w życie oraz widokami prawdopodobnych korzyści podatkowych po przeprowa- dzeniu reformy podatkowej. Szczepanowski w komisji budżetowej zbijał ich argumentację i wy- kazywał, że gdyby odroczono przeprowadzenie konwersji, naraziłoby to kraj na utratę spodziewanych korzyści, które można będzie osiągnąć wskutek korzystnej właśnie sytuacji na rynku pieniężnym. W komisji budżetowej postanowiono, by problem ten ostatecznie wziąć pod głosowanie. Na 15 członków komisji dziesięciu wypowiadało się za konwersją, pięciu przeciwko konwersji48. W jesieni tego roku Sejm powtórnie zwołano. Wydział Krajowy zgodnie z kwietniową uchwałą sejmową przygotował projekt konwersji. Na tej podstawie komisja budżetowa przedstawiła Izbie wniosek prze- prowadzenia konwersji w następującym brzmieniu: I. „Sejm upoważnia Wydział Krajowy, aby wszystkie niespłacone ob- ligi dłużne funduszów indemnizacyjnych Galicji wschodniej, zachodniej i W. Ks. Krakowskiego spłacił w jednym terminie w 1893 r. i aby w tym celu zaciągnąć imieniem kraju pożyczkę w takiej nominalnej wysokości, jaka się okaże potrzebną do uzyskania gotówki 26 925 000 złr”. II. ,,Do przeprowadzenia operacji konwersyjnej, a po przeprowadze- niu takowej do odpowiedniej i korzystnej fruktyfikacji zwyżek z powo- du konwersji w każdym roku budżetowym powstających, dodaje się Wy- działowi Krajowemu komitet doradczy, z 5 członków złożony, a przez Sejm wybrany” 49. W Sejmie na nowo rozgorzała wTalka o uregulowanie stosunków fi- nansowych skarbu krajowego. Dwa obozy, zwolenników i przeciwników konwersji, ścierały się namiętnie pomiędzy sobą. Każda strona starała się swą argumentacją przekonać Izbę o słuszności swego stanowiska w tej tak ważnej dla kraju sprawie. Według mniejszości w komisji budżeto- wej przyjęcie projektu komisji w sprawie konwersji nie przyniosłyby krajowi żadnego pożytku, a może nawet i na szwank naraziłoby jego interesy gospodarcze, według drugich, tj. większości, przyjęcie owego pro- jektu oraz jego realizacji pchnie interesy ekonomiczne Galicji poważnie naprzód, przyspieszając rozwój kraju. W imieniu mniejszości i w obro- nie jej odrębnego wniosku postulującego odroczenie sprawy konwersji do następnej sesji sejmowej zabierali głos posłowie Leon Chrzanowski, Klemens Dzieduszycki, Florian Ziemiałkowski. Wskazywali oni na zbytni pośpiech w przeprowadzeniu teoretycznych planów dotyczących kon- wersji, wskutek czego wkradały się znaczne pomyłki, niedobory budże- 48 „Gazeta Narodowa”, 5 IV., 21 IX 1892. 49 Sprawozdania stenograficzne, jw., s. 243.
towe miały być niezgodne z rzeczywistością. Polepszenia finansów krajo- wych należało dokonać przez przeznaczenie części kapitału pochodzącego z podatków bezpośrednich. Wniosek większości w komisji budżetowej Sejmu uważali za szkodliwy dla sprawy gospodarki krajowej. Choć nie byli oni zwolennikami — jak oświadczali — łatania niedoborów budże- towych corocznymi pożyczkami, to jednak, według nich, wniosek więk- szości za konwersją był niejasny i niepewny i wskutek tego poseł Duna- jewski, przewodniczący komisji budżetowej w tej sesji, kiedy mówił o pustkach w kasie krajowej i o dużym zadłużeniu kraju oraz dalszym z konieczności zadłużeniu przez zaciąganie pożyczek, to nadmienił, iż Sejm miał teraz do wyboru — zrobić jeszcze jeden poważny dług na przeprowadzenie konwersji, czyli spłatę długu indemnizacyjnego (do roku 1893), czy robić dalej ciągłe długi na pokrywanie corocznych deficytów budżetowych. Pierwszy uwolniłby skarb krajowy od deficytów i wzro- stu dalszego zadłużenia. Natomiast system corocznych pożyczek na po- krywanie niedoborów oddawałby rząd kraju w zależność i łaskę kapita- listów. Te nieuporządkowane finanse szkodziły krajowi i całemu prze- mysłowi galicyjskiemu. Poseł Dunajewski przemawiał za konwersją, czyli za przyjęciem wniosku większości w komisji budżetowej. Poseł Romanowicz odpierał w swej mowie zarzuty przeciwników kon- wersji, które streszczały się w trzech punktach, 1) iż nie ma konieczno- ści przeprowadzenia konwersji już obecnie, 2) iż nie ma jeszcze ściśle określonej kwoty przeznaczonej na skonwertowanie, 3) iż nie ma do- kładnych wyliczeń wykazujących korzyści, wynikających z konwersji. Mówca zbijał te zarzuty i przedstawił, że z 12-milionowego budżetu 6,2 miliona szło na oprocentowanie i umorzenie długów, a tylko 5,8 mil. na administrację i cele inwestycyjne. Choć stały, lecz niewielki wzrost budżetów corocznych sprawił, że kraj popadł w niedobory i zadłużenie, to jednak powinno się temu położyć tamę i odeprzeć zarzut „der pol- nischen Wirtschaft” i zlikwidować bezwład w gospodarce skarbowej kra- ju oraz wprowadzić równowagę między wydatkami a dochodami kraju. „Jeżeli dacie nam równowagę w budżecie, jeżeli tym przekonacie świat, że Sejm ten, jedynie Sejm na ziemiach polskich, jedyny Sejm polski umie się dobrze rządzić, bądźcie przekonani, że ja sam tej równowagi wiernie strzec będę i nigdy naruszyć jej nie pozwolę”. Poseł Rutowski, obok Romanowicza i Szczepanowskiego, był jednym z tych w gronie postępowych i demokratycznych posłów, który uważał konwersję za równoznaczną z sanacją finansów krajowych. Był za usu- nięciem z budżetów krajowych chronicznie powtarzających się niedobo- rów i za rozpoczęciem intensywniejszej polityki inwestycyjnej i ekono- micznej kraju. Nie było to — jak oświadczali zwolennicy konwersji — nic ponad to, co już od dawna w życiu gospodarczym stosowano w kra- jach najbliższych sąsiadów i innych krajów Europy. Proponowali oni roz- łożenie spłaty długów krajowych na dłuższy szereg lat, aby uzyskać ob- niżenie oprocentowania i zmniejszenie rat amortyzacyjnych. Tak postą- piła np. Morawia, która dług płatny w ciągu lat pięciu rozłożyła jego spłatę na lat osiemdziesiąt. Na rynku kredytowym 50 w związku ze zmianą waluty, powstały ko- so Tamże, ss. 244, 247—248, 258, 269—270, 273—274, 289—290, 297.
rzystne warunki, z których Galicji należało korzystać, chociaż, jak po- wiedział Rutowski — kraj spotka na tej drodze przeciwników, znajdują- cych się na żołdzie świata finansowego. Na tym zakończono dyskusję w sprawie konwersji. Wybrano teraz dwóch mówców generalnych, posła Dawida Abrahamowicza — przeciw, posła Szczepanowskiego — za konwersją. Poseł Abrahamowicz przedstawił w Sejmie swój punkt widzenia na sprawy finansowe kraju, krytykując w surowy i ostry sposób tych po- słów, którzy obstawali za konwersją, a znajdowali się wśród nich tacy, co to dwa lata temu byli jej nieprzejednanymi przeciwnikami51. Wnio- sek większości komisji budżetowej, według tego posła, opierający się na iluzji był szkodliwy dla kraju. Stawiał poważne zarzuty komisji budże- towej, że jeszcze niedawno, bo w 1890 r. przedstawiła konwersję jako zły interes dla kraju, który przyniesie tylko straty i niepewność jutra dla Galicji, a dziś natomiast według tej samej komisji budżetowej przepro- wadzenie konwersji ma dać krajowi obniżenie dodatku do podatków, spłatę długu indemnizacyjnego, zapewnić sanację krajowych stosunków finansowych, a ponadto ma przynieść krajowi jeszcze zyski. I tu poseł Abrahamowicz z tego względu rozprawiał się z komisją budżetową, ana- lizował i krytykował jej wyliczenia przemawiające za przyjęciem kon- wersji. Abrahamowicz uchodził za dobrego mówcę, zarówno w Sejmie Kra- jowym, jak i w Radzie Państwa, której był również członkiem. Jego świetna retoryka wobec jednak słabej argumentacji i nie przekonywają- cych dowodów przeciwko konwersji nie znalazła poparcia wśród większo- ści sejmowej. Z Abrahamowiczem jako mówcą mógł się zmierzyć tylko Szczepanowski. Ich przekonania polityczne były krańcowo różne i dla- tego też w Sejmie czy Radzie Państwa obaj byli zawsze na stopie wo- jennej. Zainteresowania ich np. co do celowości środków materialnych charakteryzowały się również głęboką różnicą. Kiedy pierwszy z nich w pieniądzu widział cel swych usiłowań ekonomicznych, to Szczepanow- ski pieniądz uważał jako jedynie środek prowadzący do celów wyższych. Szczepanowski, zajmując w Izbie głos jako drugi mówca generalny, mówił w imieniu większości komisji budżetowej — za konwersją. Nie chcąc pozostać dłużnym swemu poprzednikowi, mówcy generalnemu z ramienia mniejszości, Abrahamowiczowi, dużą część swego przemówie- nia poświęcił właśnie odparciu niektórych zarzutów jego w stosunku do pewnych posłów. Wykazywanie, iż wskutek konwersji kraj nie tylko nie osiągnie korzyści, ale że taka operacja finansowa może poważnie nadwerężyć jego dotychczasowe skromne zasoby gospodarcze, było psy- chologicznym oddziaływaniem na członków Sejmu, szczególnie na jego część niezdecydowaną, a poseł Abrahamowicz „należał właśnie do mi- strzów w sztuce wpływania na chwiejnych” 52. 61 Była to aluzja w stosunku do posłów z obozu konserwatywnego, którzy na konferencji poselskiej w7e Lwowie, odbytej w dniach 15 i 16 lipca 1890 r. opowia- dali się p-ko konferencji, a byli to posłowie Stanisław Badeni, Jan Stadnicki, Ju- lian Dunajewski i in. Później posłowie ci zmienili swoje stanowisko względem konwersji i stali się jej rzecznikami. Sprawozdania stenograficzne, jw., s. 299. 52 Kazimierz Chłędowski, Pamiętniki, Wrocław 1951, II, s. 78: „Dawid Abraha- mowicz... był bezsprzecznie jednym z najzdolniejszych członków Koła Polskiego
Szczepanowski gorąco popierał myśl przeprowadzenia całkowitej kon- wersji. Wnioski większości komisji budżetowej w tym względzie szły właśnie po linii uzdrowienia gospodarki finansowej kraju. Stanowiły fun- dament racjonalnej gospodarki budżetowej. Tę myśl Szczepanowski usil- nie publicznie propagował, ponieważ racjonalną gospodarkę finansową uważał za podstawę i podwalinę wszystkich usiłowań we wszystkich sfe- rach życia. Po przemówieniu końcowym sprawozdawcy debatę nad konwersją długów krajowych zakończono i Izba przystąpiła do przeprowadzenia imiennego głosowania nad wnioskami większości i mniejszości komisji budżetowej. Obecnych na sali posłów było 129, głosowało 123. Za konwersją prze- ciw odroczeniu głosowało 84 posłów, za odroczeniem konwersji głosowa- ło 39 posłów, sześciu wstrzymało się od glosowania. Konwersja została wreszcie uchwalona olbrzymią większością głosów. Był to fakt w dziejach gospodarki finansowej Galicji bardzo doniosły. Siła jego znaczenia miała poważny wpływ na dalsze dzieje autonomicz- nego życia kraju. Przez uchwalenie sejmowej ustawy konwersyjnej zo- stała usunięta z dalszej gospodarki budżetowej zmora corocznych defi- cytów, coraz bardziej podkopująca kredyt krajowy 53. Cały klub lewicy demokratycznej głosowTał solidarnie za konwersją. Ci niezmordowani rzecznicy sprawy postępu ekonomicznego i społeczne- go z ich głównym szermierzem przeprowadzenia reformy skarbu krajo- wego, Stanisławem Szczepanowskim, niewątpliwie, swą gorącą i szla- chetną, a podyktowaną troską o dobro i przyszłość społeczeństwa gali- cyjskiego, w swych płomiennych mowach nacechowanych rozumną i głę- boką argumentacją fachową przyczynili się walnie do przeciągnięcia przeciwnej politycznie konserwatywnej większości sejmowej na rzecz sprawy uregulowania finansów krajowych. Opozycja z posłem Chrzanowskim i Abrahamowiczem na czele stanąć musiała oko w oko nie tylko z całym klubem lewicy demokratycznej, lecz także z byłym ministrem skarbu, Dunajewskim oraz sprawozdawcą, Stanisławem Badenim i referentem Wydziału Krajowego, Tadeuszem Ro- manowiczem. Dawny klub ruski głosował na podstawie dokonanego po- działu: stronnictwo posła Mikołaja Antoniewicza 54 jako z zasady opozy- cyjne głosowało przeciw konwersji, narodowcy z posłem Julianem Ro- mańczukiem 55 na czele głosowali za konwersją. Walka zakończyła się klęską opozycjonistów. Niejedni z nich w nie- dalekiej przyszłości przekonali się, iż przekonania swoje na błędnej opie- rali podstawie. Zresztą szło o problem doniosły dla kraju, a nie o osoby. Wobec uchwalenia przez Sejm ustawy konwersyjnej ustały dalsze na ten temat spory i zarzuty. i jednym z najwybitniejszych intrygantów politycznych”; por. także: „Nowa Re- forma”, 30 IX 1892, s. 1. 53 Sprawozdania stenogr. etc. 1892, ss. 306, 315, 318, 319. 54 Mikołaj Antoniewicz, doktor filozofii, profesor gimnazjalny, poseł ruski z gmin wiejskich, powiatu stryjskiego. W Sejmie przewodził klubem posłów ruskich o orientacji prorosyjskiej. 55 Julian Romańczuk, prof. gimnazjalny, poseł ruski z gmin wiejskich, pow. ka- łuskiego. W Sejmie galicyjskim przewodził grupie posłów o orientacji narodowej.
Przeprowadzenie konwersji było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu wewnętrznym kraju tego okresu. Wydarzenie to bezspornie sta- ło się punktem zwrotnym w całym systemie krajowej gospodarki pie- niężnej, gdyż dało początek nowemu radykałnie zmienionemu układowi budżetu krajowego 56. Lecz jeszcze inny wzgląd przyczynił się do donio- słości przeprowadzonej ustawy — ten mianowicie, iż Galicja weszła dzię- ki tej operacji na wielki europejski rynek pieniężny w sposób stosunko- wo korzystny dla swoich interesów gospodarczych bądź to w zakresie handlu zagranicznego, bądź tak bardzo istotnych dla jej gospodarki po- trzeb kredytowych. Społeczeństwo Galicji z zadowoleniem przyjęło do wiadomości wyni- ki obrad ostatniej sesji sejmowej. Z faktem tym, który regulował gospo- darkę finansową kraju, mieszkańcy jego związali swe nadzieje na ogól- ną poprawę stanu materialnego Galicji. Rzeczą Wydziału Krajowego teraz pozostało, by powierzone sobie za- danie wykonać z możliwie jak największą korzyścią dla gospodarki kra- jowej. W wiosennej sesji 1893 r. komisja budżetowa przedstawiła Sejmowi Krajowemu sprawozdanie Wydziału Krajowego o przeprowadzeniu kon- wersji długu indemnizacyjnego 57. 56 Por. Henryk Wereszycki, Historia polityczna Polski 1864—1918, Warszawa 1948, s. 163. 57 Sprawozdania stenograficzne, etc., 1893, s. 913, Aleg. 251.
O"ka, olej — płótno, 40X60
Franciszek Trojnar DEMOGRAFICZNA I ZDROWOTNA SYTUACJA WSI GAĆ PRZEWORSKA W WIEKU XIX W ŚWIETLE KSIĄG STANU CYWILNEGO 1. TŁO SPOŁECZNO-EKONOMICZNE Wieś Gać, położona w połowie drogi między Łańcutem i Przewor- skiem, sięga swymi początkami wieku XIV. Pierwsza historyczna wzmianka o niej pochodzi z roku 1375.1 Obydwa miasta były, począwszy od XIV wieku aż po lata czterdzieste wieku XX, siedzibami wielkich rodów magnackich, odgrywających w dziejach Polski znaczną — niekie- dy chlubną, innym razem zaś wręcz potępienia godną — rolę. Przez wię- kszą część tego okresu wieś Gać żyła w ich cieniu, jej mieszkańcy bo- wiem byli poddanymi początkowo Pileckich na Łańcucie, a później ko- lejno: Odrowążów, Tarnowskich, Ostrogskich i Lubomirskich, panów między innymi na Przeworsku.2 Po roku 1720 do 1793 należała do San- guszków ze Sławuty, a następnie — nie licząc jej przejściowych wła- ścicieli (Szydłowskich i Łastawieckich3) przeszła na kilkadziesiąt lat w ręce mniej już zamożnych właścicieli ziemskich, mianowicie Terle- ckich z Unihowa, by w końcu wrócić ponownie do Lubomirskich na Prze- worsku, ale pochodzących z innej linii tego rodu. Wieś Gać posiada zabudowę zwartą, ciągnącą się na przestrzeni dłu- giej ponad 2 km wzałuż rzeczki Markówki. Ze względu na zajmowaną przestrzeń i liczbę mieszkańców kwalifikowała się do wsi raczej du- żych, należała bowiem w 1900 roku do grupy 1101 galicyjskich wsi mie- szczących się w przedziale 1001—2000 mieszkańców. Powyżej tego puła- pu znajdowało się już tylko 647, poniżej zaś aż 4044 wsie.4 Przez cały czas aż niemal do końca wieku XVIII, wchodziła w skład klucza ma- jątkowego, którego ośrodkiem administracyjnym była odległa o 5 km 1 St. Kuraś, Zbiór dokumentów małopolskich, s. 178, nr 1025. 2 Jerzy Motylewicz, Kańczuga i klucz kańczucki dóbr magnackich w XIV— XVIII wieku. Maszynopis pracy dokt. ss. 163 i nast., Muzeum w Przeworsku. 3 Tamże, s. 187. 4 Wyliczono na podstawie: Wiadomości statystyczne o stosunkach krajowych pod red. prof. dra T. Piłata, tom XIX, Lwów 1903.
Kańczuga zaliczana w wieku XVII przez Szymona Starowolskiego5 do „sławniejszych” miast ziemi przemyskiej. Również pod innym wzglę- dem dzieje tego miasteczka splatały się częściowo z dziejami wsi Gać. Pełniło ono bowiem funkcję parafii macierzystej przez, przeszło 250 lat, tj. od roku 1612, kiedy to za staraniem księżnej Anny Stemberg Ostrog- skiej, wojewodziny wołyńskiej, dziedziczki między innymi Przeworska i Kańczugi — beneficjum parafii gackiej zostało przydzielone probo- szczowi w Kańczudze6. Od tej pory aż do restytucji parafii w r. 1875 kościół gacki posiadał status kościoła filialnego, przy którym czynności duszpasterskie spraw7owTał z ramienia proboszcza kańczuckiego ksiądz w charakterze tzw. komendarza. W związku z tym zmianie uległa tez organizacja tzw. folwarku plebańskiego. Jego część została nadana „po kawałku pola” chłopom, którzy w zamian za to mieli obowiązek odra- biania pańszczyzny proporcjonalnie do nadanej ziemi. W roku 1744 chło- pów tych było 14. Dla 6 z nich wymiar pańszczyzny wynosił 3, dla po- zostałych zaś 2 dni w tygodniu 7. Reszta folwarku plebańskiego puszcza- na była przez proboszczów kańczuckich w dzierżawę, co było stałą prak- tyką stosowaną aż do czasu przywrócenia kościołowi gackiemu jego pa- rafialnego charakteru. Drugą, znacznie większą, grupę ludności stanowili poddani dziedzi- ca. Według metryk józefińskich i opisań urbarialnych z roku 1789 było ich 105, z tego 39 kmieci, 62 zagrodników (w tym 16 czynszowników) oraz 4 chałupników. Ponadto było 16 chałupników 8 w myśl patentu ur- barialnego z 26 maja 1789 r., tj. tych, których przychód gruntowy kształ- tował się poniżej P/3 florena i którzy z tej racji nie byli objęci regula- cją urbarialną.9 Rozwarstwienie tych gospodarstw według posiadanych morgów w latach 1789 i 1889 przedstawia tabela 1. Tabela 1 Liczba gospodarstw i ich struktura w 1789 i 18S9 roku 10 Obszar w morgach Gospodarstwa 1789 1889 liczba % liczba % do 5 55 52,4 179 68,8 pow. 5—20 14 13,3 79 30,4 pow. 20 36 34,3 2 0,8 Razem 105 100 260 100 5 Szymon Starowolski, Polonia, s. 92. Przekład polski 1976. Wyd. Lit. 6 Władysław Sarna, Biskupi przemyscy o.ł., cz. 1, ss. 240 i 243 oraz Schematis- mus universi cleri dioecensis Premisliensis pro anno 1863. 7 Sprawozdanie z wizytacji przeprowadzonej przez biskupa Sierakowskiego 24 czerwca 1744 r., Arch. Diecezjalne w Przemyślu, sygn. 167. 8 Roman Rozdolski, Stosunki poddańcze w dawnej Galicji, tom drugi: tablice statystyczne, tabl. 1, s. 348. 9 Tamże, s. 324. 10 Liczbę i strukturę obszarową gospodarstw dla 1789 r. obliczono na podsta- wie, Roman Rozdolski, op. cit., s. 352, tabl. 2, zaś dla 1889 r. na podstawie listy
Najliczniejszą grupę stanowiły w 1789 r. gospodarstwa biedoty w ob- szarze do 5 morgów; drugą pod względem liczebności tworzyły gospo- darstwa kmiece ponad 20- do ponad 50-morgowe i wreszcie najmniejszą grupę stanowiły gospodarstwa 5—20-morgowe. Obraz zamożności miesz- kańców wsi u progu XIX wieku był więc znacznie spolaryzowany. Ule- gał on jednak ciągłej zmianie. W następnych 100 latach gospodarstwa większe o obszarze powyżej 20 morgów znikły prawie zupełnie. Jedno- cześnie wzrosła znacznie liczba gospodarstw wielkości od ułamka morgi do 5 morgów — z 55 do 179, czyli przeszło 3-krotnie oraz liczba gospo- darstw w przedziale obszarowym powyżej 5 do 20 morgów — z 14 do 79, tj. przeszło 5,6 raza. Dane te są wymowną ilustracją postępującego w wieku XIX, a zwłaszcza w drugiej jego połowie — procesu rozdrab- niania gospodarstw i proletaryzacji mieszkańców wsi. Około roku 1820 uległ podziałowi również obszar dworski, z którego wykrojony został kilkułanowy folwarczek pod nazwą „Chodakówka” z przydzieloną do niego odpowiednią liczbą chłopów pańszczyźnianych. Od tej pory mamy do czynienia we wsi z trzema grupami poddanych: pro- boszcza kańczuckiego, Kuźniarskich (właścicieli „Chodakówki'’) i Ter- leckich. Najliczniejszą z nich była grupa ostatnia. 2. STAN LICZEBNY LUDNOŚCI Liczba ludności wsi wynosiła w latach: 1800 — 627 osób * 11, 1850 — 1039 osób, 1900 — 1536 osób12. W obydwu półwieczach wzrost stanu płaconego podatku gminnego, który był obliczany w odpowiednim procencie w sto- sunku do podatku gruntowego (w danym przypadku w wysokości 6%). Podatek ten z gospodarstwa ćwierćłanowego (12 morgów) wynosił 10,29 koron. W proporcji do tych wielkości ustaJono liczbę gospodarstw w poszczególnych grupach obsza- rowych. 11 Liczba mieszkańców w 1800 r. wyliczona została na podstawie Schematy- zmu diec. za rok 1843 oraz danych z lat 1801—1843 zawartych w Liber baptisato- rum i Liber mortuorum. Za rok wyjściowy tego wyliczenia, wzięto 1843 z tego względu, że liczba 1018 mieszkańców podana w Schematyzmie za ten rok jest rów- nież wymieniona w innym dokumencie, mianowicie w notatce zawartej w Liber ecclessiae Gacensis, omawiającej m. in. liczbę ludzi wyrzekających się picia, wódki w zestawieniu z ogólną liczbą „dusz” w parafii. Ostrożność przy ustalaniu liczby ludności podyktowana była tym, że niektóre dane schematyzmów ustalane były zapewne niekiedy szacunkowo i bez wzajemnego powiązania kolejno następujących po sobie wielkości. Z danych np. za lata 1827 i 1828 wynika, wzrost liczby miesz- kańców o 151, co było praktycznie niemożliwe, gdyż wzrost ten za całe dziesięcio- lecie 1821—1830 wynosił niewiele więcej, bo tylko 171. 12 Liczba 1536 mieszkańców w roku 1900 obliczona została na podstawie urzę- dowego spisu ludności z 31 grudnia 1900 r. („Skorowidz gminny Ga,licji”, wydany przez c.k. Centralną Komisję Statystyczną, Wiedeń 1907) oraz Schematyzmu diec. za rok 1900. Liczba ludności wg spisu urzędowego w 1900 1492 W tym ludność żydowska................................................... 26 Różnica ................................................................1466 Ludność Małej Kosiny..................................................... 64 Administracja dworu Białoboki............................................. 6 Ludność parafii.........................................................1536 Wyeliminowanie ludności żydowskiej z powyższego rachunku podyktowane było tym, że nie była ona objęta ewidencją prowadzoną przez parafię.
liczbowego ludności był tylko nieznacznie zróżnicowany. W pierwszym z nich wyniósł on 412, w drugim zaś 497 osób, czyli w procentach od- powiednio 66% i 48%. Nieznacznie tylko większy liczbowo przyrost licz- by ludności w drugim półwieczu w stosunku do poprzedniego może być jednak mylący, zwłaszcza gdy się uwzględni fakt, że startował on z lud- nością znacznie, bo aż o 66% — liczniejszą, a warunki społeczno-ekono- miczne rozwoju demograficznego były zdecydowanie korzystniejsze. Przy- czyna tego zjawiska tkwi w tym, że w pierwszym półwieczu przyrosty ludności — naturalny i rzeczywisty — pokrywały się w zasadzie ze sobą, w drugim zaś, a zwłaszcza w późniejszych jego dziesięcioleciach, wyraź- nie się rozmijały na skutek nasilającej się coraz bardziej emigracji. Spis ludności natomiast z 1900 roku obejmował tylko osoby zamieszkałe we wsi w dniu spisu, tj. 31 grudnia. Niemniej jednak rozmiary tej emigra- cji można ustalić w sposób pośredni, wykorzystując do tego celu dane ksiąg urodzeń i zgonów. Wyliczony na podstawie nich przyrost natural- ny w drugim półwieczu wynosił 871 osób, co łącznie z początkową dla tego okresu liczbą ludności 1039 osób daje na koniec XIX wieku liczbę 1910 osób. Tyle właśnie (a nawet nieco więcej, gdyby uwzględnić ewen- tualny przyrost naturalny wśród emigrantów) liczyłaby wieś mieszkań- ców, gdyby nie emigracja — około 370 osób. Przyczyny tak znacznej emigracji stają się zrozumiałe w świetle da- nych zawartych w tablicy 1, z której wynika, że liczba gospodarstw naj- mniejszych — o obszarze do 5 morgów — wzrosła przeszło trzykrotnie (z 55 do 179). Była to więc w przeważającej mierze typowa emigracja ,,za chlebem”. Jej kierunki były różne — Prusy, Ameryka, inne miej- scowości Galicji, a nawet, choć prawdopodobnie tylko sporadycznie — Królestwo Kongresowe13. Liczbowe rozmiary tej emigracji w poszcze- gólnych jej kierunkach są z braku danych niemożliwe do ustalenia. Rzecz jasna, była to emigracja pracowników fizycznych, głównie do prac rol- nych, choć już w latach sześćdziesiątych — właśnie dzięki pouwłaszcze- niowej sytuacji społecznej wsi — wystąpiło nowe, jakkolwiek początko- wo o charakterze wyjątkowym, zjawisko opuszczenia wsi przez syna chłopskiego po ukończeniu przez niego szkoły średniej i studiów wyż- szych. 3. URODZENIA, ZGONY I PRZYROST NATURALNY Znaczny wzrost liczbowy ludności w drugim półwieczu był wynikiem korzystniejszego niż w pierwszym ksztatłowania się wzajemnych relacji liczbowych urodzeń i zgonów. Odpowiednie dane liczbowe w przekroju poszczególnych dziesięcioleci przedstawia tabela 2. Jak wynika z danych tej tabeli, w skali całego wieku XIX przejawiała się wyraźnie tendencja spadkowa zarówno urodzeń, jak i zgonów i to mimo pewnych odchyleń w niektórych dziesięcioleciach od ogólnej linii spadku. Odchylenia te 13 Na emigrację do Królestwa Kongresowego wskazuje zaświadczenie zgonu wystawione w języku rosyjskim przez władze guberni lubelskiej i przesłane do parafii gackiej.
Tablica 2 Przeciętne roczne liczby urodzeń, zgonów i przyrostu naturalnego w liczbach bez- względnych (a) i na 1000 mieszkańców (b) w poszczególnych dziesięcioleciach wie- ku XIX14 Dziesięciolecia Urodzenia | Zgony Przyrost nat. a b a b a b 1801—1810 40,9 62,3 38,7 59,0 2,2 3,3 1811—1820 37,7 55,3 27,9 40,9 9,8 14,4 1821—1830 42,2 49,1 25,1 29,2 17,1 19,9 1831—1840 42,7 47,2 35,5 39,2 7,2 8,0 1841—1850 47,5 46,3 42,6 41,6 4,9 4,7 1851—1860 45,4 43,7 44,4 42,7 1,0 1,0 1861—1870 58,2 50,0 35,1 30,2 23,1 19,8 1871—1880 61,1 45,2 45,6 33,8 15,5 11,4 1881—1890 62,7 40,4 42,4 27,3 20,3 13,1 1891—1900 63,1 35,0 35.9 20,0 27,2 15,0 1'801—1900 50,2 45,5 37,3 33,8 12,8 11,7 były częstsze i głębsze w odniesieniu do zgonów, wystąpiły bowiem aż w trzech kolejnych dekadach okresu 1831—1860 oraz już w mniejszym stopniu w dziesięcioleciu 1871—1880. Miały one w istocie rzeczy cha- rakter zakłóceń ogólnej tendencji spadkowej, spowodowanych nadzwy- czajnymi czynnikami zewnętrznymi, mianowicie wypadkami losowymi, jak epidemie czy klęska głodu. Mimo tych niekorzystnych zjawisk, po- wodujących przejściowo wzrost zgonów, ich ogólna tendencja spadkowa była silniejsza niż analogiczna tendencja urodzeń. Spadek zgonów zary- sował się szczególnie w ostatnich czterech dekadach (1861—1900), w wy- niku czego wystąpiło w tym okresie wyraźne i trwałe zjawisko kształto- wania się przyrostu naturalnego na stosunkowo wysokim poziomie, bez rażących skoków charakterystycznych dla okresu poprzedniego. Znajdu- je to odbicie w poziomie przeciętnego przyrostu naturalnego w każdym z obydwu okresów przy przeciętnej dla całego wieku XIX wynoszącej ll,7°/00. Otóż podczas gdy przyrost ten dla okresu pierwszego (1801— 1860) wynosił 8,1°/Oo, to dla ostatnich czterech dekad aż 14,7°/00, przy czym ten ostatni osiągnięty został przy znacznie niższym współczynniku urodzeń (41,8%o wobec 49,6%o w okresie poprzednim)15. Zjawisko tak znacznego zróżnicowania tych przeciętnych przyrostów pozostaje niewątpliwie w dużym stopniu w związku z różnym statusem społeczno-ekonomicznym wsi w obydwu omawianych przedziałach cza- sowych. Jakkolwiek zmiana tego statusu na skutek uwłaszczenia i znie- sienia pańszczyzny dokonana została w 1848 r., to jednak następne po nim dziesięciolecie uznać należy za okres przejściowy, bardziej przylega- jący do stosunków panujących w poprzednim okresie. 14 Dane tablicy 2 wyliczone na podstawie ksiąg urodzeń i zgonów. 15 Tamże. 31 — Rocznik Przemyski
4. PRZECIĘTNA DŁUGOŚĆ ŻYCIA OSÓB ZMARŁYCH W ścisłym związku z wysoką śmiertelnością mieszkańców w wieku XIX pozostaje kształtowanie się przeciętnej długości życia osób zmar- łych. Była ona bardzo niska. Dla przykładu, w okresie pięciolecia 1835— 1839 przeciętna ta obliczona dla 146 osób wynosiła 18 lat, a w pięcio-. leciu 1884—1888 dla 180 osób — 23 lata. Tak niska przeciętna długość życia wiąże się przede wszystkim z wy- soką śmiertelnością dzieci i młodzieży. One to bowiem w warunkach by- towania wsi w XIX wieku płaciły największy haracz ze swego życia. Ilustracją tego zjawiska mogą być poniższe dane, dotyczące struktury wieku 146 osób zmarłych w pięcioleciu 1835—1839: do 1 roku — 55 osób, 1—2 lat — 13 osób, 2—5 lat — 16 osób, 5—10 lat — 4 osoby, 10—20 lat — 11 osób, 20—50 lat — 24 osoby, 50—70 lat — 18 osób, pow. 70 lat — 5 osób. Łączna więc liczba zmarłych dzieci i młodzieży do 20 roku życia wynosiła 99, czyli 68%, co oznaczało, że tylko co trzeci mieszkaniec miał szanse przekroczenia dwudziestego roku życia. Podob- nie było również w pozostałych okresach zarówno wcześniejszych, jak i późniejszych. I tak np. u progu XIX wieku, mianowicie w latach 1786— 1790, na 189 zgonów liczba osób zmarłych do 20 roku życia wyniosła 118, tj. 64%. Analogiczne liczby dla okresu 1884—1888, a więc prawie sto lat późniejszego, wyniosły: 180 — 113 — 63%. Jak z tego wynika, w całym omawianym okresie struktura wieku osób zmarłych była w zasadzie sta- bilna. Liczby osób zmarłych przed i po 20 roku życia kształtowały się mniej więcej w proporcji 2:1. W świetle tych wszystkich danych, spotykane niekiedy stereotypo- we opinie o rzekomej długowieczności dawnych pokoleń nie mają żad- nego uzasadnienia, podobnie zresztą jak pogląd, że w dawnych nieła- twych warunkach bytowania słabe jednostki wcześnie umierały, nato- miast silne organizmy przetrzymywały i, jako dobrze uodpornione, do- żywały bardzo późnego wieku. Jeśli, jak w latach 1835—1839, na prze- ciętną roczną liczbę urodzeń wynoszącą 29,5 osoby przypada aż 13,8 zgo- nów dzieci do 2 lat, to nie sposób twierdzić, że niemal co drugie dziecko należy do kategorii słabowitych. Również rzekoma długowieczność tych, co to przetrzymali i uodpornili się, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Dla przykładu, w pięcioleciu 1835—1839 na 146 zgonów tylko 5 osób przekroczyło 70 rok życia, w tym 2 osiągnęły 80, a jedna 90, podczas gdy w jednym tylko roku 1980 na ogólną liczbę 24 zgonów 70 rok życia prze- kroczyło aż 14 osób, w tym cztery 80, a jedna 90. 5. UWARUNKOWANIA SYTUACJI DEMOGRAFICZNEJ I ZDROWOTNEJ WSI Przyjmując założenie, że poziom śmiertelności jest jednym z istot- nych kryteriów oceny sytuacji zdrowotnej społeczeństwa, należy stwier- dzić, że sytuacja ta przedstawiała się w XIX wieku dramatycznie, a nie- kiedy nawet wręcz tragicznie. Trzeba bowiem mieć na uwadze, że omó- wione wyżej dane liczbowe, nawet ujmowane w skali poszczególnych dziesięcioleci, dają mimo wszystko obraz uogólniony, zacierający naj- ciemniejsze szczegóły. Za przeciętną bowiem śmiertelnością, wynoszącą
w XIX wieku prawie 34%o kryją się i takie lata, w których śmiertel- ność ta wynosiła blisko 100 i przeszło lOO°/oo- Należały do nich lata: 1801 (lO9<>/oo), 1810 (95<>/oo), 1831 (1160/00), 1847 (1040/Oo). Śmierć więc w dosłow- nym znaczeniu tego pojęcia dziesiątkowała mieszkańców wsi. Oczywiście, pociągało to za sobą ubytek naturalny ludności. Lat jednak wykazują- cych go było więcej. Pełny ich wykaz, uporządkowany według poszcze- gólnych dziesięcioleci, zawiera następujące zestawienie (w nawiasie liczba osób ubytku): Dziesięciolecie Lata 1801—1810 1811—1820 1821—1830 1831—1840 1841—1850 1851—1860 1801 (15), 1806 (23), 1809 (8), 1810 (17) 1811 (6), 1812 (5) 1829 (6) 1831 (86) 1843 (22), 1846 (1), 1847 (58), 1848 (7) 1853 (17), 1854 (11), 1855 (35), 1856 (11) W całym więc sześćdziesięcioleciu ubytek naturalny miał miejsce w 16 la- tach, czyli przeciętnie co czwarty rok. W drugim okresie (1861—1900) ubytek naturalny wystąpił tylko jeden raz w roku 1873 w liczbie 23 osób. Zwraca uwagę fakt, że lata z ubytkiem naturalnym występują zazwyczaj seryjnie, kolejno po sobie, a więc: 1809, 1810, 1811, 1812; 1846, 1847, 1848, 1853, 1854, 1855, 1856. Przedstawiona sytuacja demograficzna i zdrowotna wsi w XIX wieku była rezultatem określonych, złożonych uwarunkowań. Należały do nich przede wszystkim niski poziom rozwoju społeczno-gospodarczego, epide- mie i klęski żywiołowe. A) POZIOM ROZWOJU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO Tło ogólne. Sytuacji demograficznej i zdrowotnej wsi galicyj- skiej nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszego tła ogólnocywi- lizacyjnego. Przeciętna bowiem długość życia w XIX wieku była stosun- kowo niska we wszystkich krajach europejskich. Jej zróżnicowanie po- zostawało w dużej zależności od stopnia zaawansowania cywilizacyjnego poszczególnych krajów. I tak np. w latach 1870—1880 wynosiła ona dla Szwecji 47 lat, Anglii 43 lata, Francji 42 lata, Niemiec 37 lat, Austrii 32,4 lat, a dla Galicji z Bukowiną tylko 27,8 lat16. Występowała tu więc zbieżność dwu zjawisk: im bardziej na wschód, tym większe opóźnienie w rozwoju społeczno-gospodarczym i jednocześnie tym niższa przeciętna długowieczność mieszkańców. Znaczna różnica pod tym względem mię- dzy samą Austrią i Galicją była w dużym stopniu następstwem jej pery- feryjnego położenia w monarchii austro-węgierskiej, skutkiem czego była odsuwana na drugi plan w polityce społeczno-ekonomicznej władz. Po- ciągało to za sobą niski stan uprzemysłowienia, niedorozwój miast oraz znaczne przeludnienie wsi i zubożenie jej mieszkańców. 18 18 Mały Rocznik Statystyczny 1939, s. 51, tabl. 16.
Status społeczny wsi. Ten ogólnie niski poziom cywiliza- cyjny Galicji jeszcze niższy był na wsi. Sprzyjał temu status społeczny wsi polegający na jej zależności od dworu, z czym wiązały się jedno- cześnie uciążliwe świadczenia pańszczyźniane, uszczuplające czas i możli- wości produkcyjne chłopa w jego własnym gospodarstwie. Obciążenia te w odniesieniu do kmieci były stosunkowo duże. Według cytowanych już metryk józefińskich gospodarstwo kmiece we wsi Gać świadczyło na rzecz pana przeciętnie rocznie 115 dni17 * pracy zaprzęgiem konnym, czyli przeciętnie dwa dni w tygodniu. Nie mogło się to nie odbijać ujemnie na terminowości i jakości prac we własnym gospodarstwie rolnym, wy- konywanych w dodatku przy użyciu prymitywnego wyposażenia tech- nicznego. Chłop niekiedy po prostu nie nadążał z bieżącymi pracami, zwłaszcza gdy poza nim nikogo więcej nie było w rodzinie do roboty. Spotykana zaś niekiedy opinia, że dawniej rodziny były liczne, nie po- krywa się z rzeczywistością. Na przykład w roku 1789 było we wsi 105 gospodarstw oraz około 440 mieszkańców (bez chałupników); na jedno więc gospodarstwo kmiece i zagrodnicze przypadały przeciętnie 4 oso- by. Jeśli nawet wszyscy byli dorośli, co przecież nie mogło być regułą, to prowadzenie gospodarstwa dwudziesto- i więcej morgowego nastrę- czało kłopoty niekiedy trudne do przezwyciężenia, zwłaszcza, co nie było rzadkim zjawiskiem, w wypadku choroby, powodującej nie tylko zale- głości w pracach we własnym gospodarstwie, ale i zaległości w odrabia- niu pańszczyzny. Znany jest z przekazów" ustnych z sąsiedniej wsi wy- padek, że chłop wobec narosłych zaległości pańszczyźnianych, bezwzględ- nie egzekwowanych, po prostu uciekł z gospodarstwa. Do tego wszyst- kiego dochodzi jeszcze powszechnie panujący analfabetyzm, w którego likwidacji dwór wcale nie był zainteresowany. Produkcja rolna. W takich warunkach nie mogło być mowy o dotrzymywaniu kroku postępowi w produkcji rolnej. Jej wydajność była bardzo niska. I tu dochodzimy do jednej z kluczowych przyczyn fa- talnej sytuacji zdrowotnej i wysokiej śmiertelności, jakie cechowały wiek XIX, a szczególnie jego sześć pierwszych dziesięcioleci. Jest nią nie- dostatek żywności. Jego rozmiary ilustrują niżej zamieszczone liczby do- tyczące niektórych płodów rolnych w Galicji w 1888 roku 18 na głowę ludności (dla porównania w nawiasach podano analogiczne liczby dla roku 1968 w skali całego kraju)19: Zboża*: żyto, pszenica, jęczmień, owies — a w wypadku Galicji dodatkowo kukurydza — 3,4 (7,3) q, 17 Roman Rozdolski, op. cit., tom 2, s. 372. '8 Dane dla Galicji wyliczone zostały na podstawie danych zawartych w Nę- dzy Galicji St. Szczepanowskiego, wyd. 2 z 1888 r. Wg niej Galicja liczyła 6,4 min mieszkańców, w tym 4,8 min ludności rolniczej (s. 6). Produkcja zbóż na głowę ludności rolniczej wynosiła 6,75 cetnara metrycznego (s. 7) czyli 3,4 kwintala, pro- dukcja ziemniaków 30 min cetnarów, mięsa 1,2 min cetnarów, mleka 7,5 min hek- tolitrów. Z wyjaśnień autora wynika, że dane statystyczne są przeciętnymi z kil- ku ostatnich lat sprzed roku 1888. ale autor nie podaje ilu i których lat, dlatego dla uproszczenia zapisu przyjęto rok 1888, tj. rok wydania książki. 19 Dane dla roku 1968 wyliczone zostały na podstawie Rocznika Statystycznego 1969. * W odniesieniu do zbóż ilości przeciętne obliczone są na głowę ludności rol- niczej, która w Galicji stanowiła4 74% ogólnej liczby ludności. Taki sam procent ludności rolniczej przyjęto dla 1968 r. dla zachowania porównywalności.
ziemniaki — 2,4 (15,7) q, mięso — 9,4 (66,5) kg, mleko — 117 (440) 1. Wielkości dotyczące 1888 roku są w porównaniu z rokiem 1968 (które przecież wcale nie były uznawane za wysokie) tak niskie, iż wywołują raczej skojarzenie z poziomem produkcji któregoś z dzisiejszych krajów trzeciego świata z wszystkimi tego konsekwencjami, jak wysoka liczba urodzeń, wysoka liczba zgonów i niski przeciętny wiek życia mieszkań- ców. Niska produkcja zbóż i ziemniaków przy jednoczesnym braku upowszechnienia upraw koniczyny i buraków limitowała produkcję mię- sa i mleka. Produkcja tego ostatniego — bardzo istotnego dla zachowania zdrowotności społeczeństwa — artykułu limitowana była nie tyle liczbą krów, co ich niską mlecznością. Przeciętnie wynosiła około 650 litrów20 od krowy rocznie (w 1968 roku 2249 litrów). Na tle tych danych staty- stycznych stają się bardziej zrozumiałe przekazy ustne, według których w gospodarstwie kmiecym w porze zimowej jednorazowy udój od 5 krów wynosił zaledwie pół skopca (około 2,5 litra), a proboszcz z sąsiedniej wsi przekonywał chłopów, że gdyby upowszechniali uprawę buraków i koni- czyny, to jedliby masło również w zimie. Powyższe dane dotyczące Galicji odnoszą się do końcowego okresu wieku XIX, a więc mimo wszystko wykazującego pewien postęp w róż- nych dziedzinach życia wsi. Sytuacja z całą pewnością przedstawiała się jeszcze gorzej w okresach wcześniejszych. Zagadnieniem samym w sobie była również jakość odżywiania się. Jego racjonalność wykluczały i nie- dostatki żywnościowe, i niewiedza. Higiena. Stan higieny był w dużym stopniu pochodną stanu za- cofania społeczno-gospodarczego. Jego niski poziom był drugim z kolei istotnym czynnikiem warunkującym sytuację zdrowotną wsi. Istniejące wówczas warunki życia nie sprzyjały ani przestrzeganiu higieny, ani zro- zumieniu jej potrzeby. Przede wszystkim należy tu wymienić warunki mieszkaniowe. Regułą były kurne chaty, które w pojedynczych przy- padkach przetrwały nawet do pierwszych lat okresu międzywojennego. W ich wnętrzach tuż obok pomieszczeń dla ludzi znajdowały się często pomieszczenia dla zwierząt domowych. Również i zewnętrzne obejścia pozostawiały dużo do życzenia. I dawniej występowało zjawisko skażenia środowiska naturalnego, choć na inny nieco sposób, nie w takiej skali co dzisiaj, ale również niekiedy szkodliwy dla zdrowia człowieka. Źró- dłem skażenia była np. gnojówka, która niewykorzystywana wówczas jako nawóz swobodnie spływała, stwarzając niebezpieczeństwo przenika- nia jej do wód użytkowanych przez gospodarstwa. Nie lepiej było z wy- dalinami ludzkimi, które mogły być również potencjalnym źródłem in- fekcji. Ustępy bowiem niemal z reguły nie należały do wyposażenia obejść gospodarskich. Powszechny obowiązek ich posiadania egzekwo- wany był dopiero w wieku XX przez władze międzywojenne. Jest to wy- mowny przykład, jak: ubóstwo, analfabetyzm i przez wieki poddaństwa ukształtowana filozofia życiowa nie pozbawiona cech fatalizmu i rezy- gnacji, sprawiały, że zrozumienie potrzeby zmiany szkodliwych przyzwy- czajeń z trudem torowała sobie drogę do świadomości wiejskiej. Źródłem skażenia środowiska były również osoby dotknięte choroba- mi zakaźnymi, które obracając się na co dzień w bliższym i dalszym 20 St. Szczepanowski, op. cit., s. 5.
otoczeniu, bez zachowywania jakichkolwiek sanitarnych środków ostroż- ności, stwarzały zagrożenie rozpowszechniania się chorób. Ich izolacja była zazwyczaj niemożliwa ze względu na trudności obiektywne i psy- chologiczne. Brak było bowiem zarówno dostatecznej liczby zakładów leczniczych, jak też możliwości izolacji w warunkach domowych ze względu na ciasnotę mieszkaniową. Z drugiej jednak strony sama po- trzeba izolacji chorego nie była właściwie rozumiana, co więcej, była najczęściej odczuwana jako „brzydzenie się” chorym członkiem rodziny. Taka reakcja psychologiczna utrudniała nawet jeszcze w okresie między- wojennym — i to może w większym stopniu niż względy ekonomiczne — proces zastępowania w czasie posiłków — wspólnego naczynia, z które- go jedli wszyscy domownicy, a również osoby obce korzystające z go- ścinności — osobnymi talerzami czy miseczkami. Ten, uświęcony trady- cyjną obyczajowością wspólnoty rodzinnej i z tych względów nie pozba- wiony nawet pewnego sympatycznego rysu — zwyczaj był w istocie rze- czy potencjalnym źródłem łatwego przenoszenia się chorób zakaźnych i jako taki urągał najprostszym zasadom zdrowotnej profilaktyki. Osobną sprawą było zagadnienie środków zachowania czystości, któ- rych zestaw był bardzo szczupły i często domowego pochodzenia. Opieka zdrowotna. Dalszym, bardzo istotnym czynnikiem kształtowania zdrowotności społeczeństwa powinna być organizacja opie- ki zdrowotnej. Ale to, co dzisiaj uchodzi za rzecz oczywistą, nie było w XIX wieku, a zwłaszcza w pierwszej jego połowie, przedmiotem za- interesowania administracji państwowej. Zdrowie uchodziło w zasadzie za prywatny problem każdego mieszkańca. Najbliższy wsi Gać szpital w Rzeszowie (25 km) powstał dopiero w roku 1832 w rezultacie społecz- nej inicjatywy, a jego personalna obsada jeszcze w 1875 roku 21 składała się tylko z ordynariusza, akuszerki, zarządcy administracyjnego oraz (za- pewne tak nazywano służbę pielęgniarską) — nadzorcy, czterech dozor- ców i jednej dozorczyni. Bardziej jeszcze odległy (60 km) szpital w Prze- myślu powstał wprawdzie już w roku 1799, ale z inicjatywy władz miej- skich i na użytek miasta. Dopiero rozporządzeniem ck — namiestnictwa z 1857 roku uznany został z ważnością od 1861 r. jako szpital powszech- ny22. I jego obsada w 1875 r. była skromna: zarządca, kontroler, lekarz (w ówczesnej nomenklaturze „dr medycyny”), magister chirurgii (mniej więcej odpowiednik dzisiejszego felczera), czterech dozorców — w tym jedna kobieta, kucharz i stróż. W ogóle lekarze byli rzadkością. W roku 18 7 0 23 w powiecie łańcuckim, obejmującym miasta: Łańcut, Przeworsk, Leżajsk oraz miasteczka: Żołynia i Kańczuga, był tylko jeden lekarz i to nie w stolicy powiatu, lecz w Leżajsku. Więcej natomiast było tzw. magistrów chirurgii: po jednym w Łańcucie, Leżajsku i Żołyni oraz dwóch w Przeworsku. Dla porównania warto przytoczyć, że na terenie samego byłego powiatu przeworskiego pracowało w 1982 r. 59 lekarzy, z tego kilkunastu poza Przeworskiem — w terenowych przychodniach czy ośrodkach zdrowia. Ponadto pracowało również 16 lekarzy denty- stów.24. 21 Schematyzm Królestwa Galicji i Lodomerii 1875, s. 603. 22 Tamże, s. 602. 23 Schem. Kr. Gal. i Lod. 1870, s. 491. 24 Informacja Wydziału Zdrowia miasta Przeworska.
W XIX wieku nie tylko lekarze, ale i egzaminowane akuszerki były rzadkością. W tej roli przez całe niemal stulecie występowały tzw. „bab- ki”, tj. kobiety, posiadające jako jedyną kwalifikację bardziej lub mniej powierzchowne doświadczenie życiowe. W samej wsi Gać pierwsza egza- minowana akuszerka rozpoczęła swą pracę dopiero w roku 1893. Nie trzeba dodawać, że z braku medycyny urzędowej stosowana była po- wszechnie medycyna ludowa. B) EPIDEMIE Epidemie mogą się zdarzać nie tylko w warunkach zacofania społecz- no-gospodarczego, ale nie mniej zacofanie takie sprzyja ich częstym wy- buchom. Na tle tego, co już zostało powiedziane, nie może dziwić fakt powtarzających się co jakiś czas epidemii, pociągających za sobą liczne ofiary śmiertelne, powiększające — i bez tego już wysoki — ogólny po- ziom śmiertelności. Warunki bowiem bytowania ludności wsi w XIX wie- ku były niczym innym, jak stale bijącym źródłem zagrożenia chorobo- wego i jako takie sprzyjały powstawaniu chorób i ich rozprzestrzenia- niu się. Szczególne niebezpieczeństwo stanowiły choroby epidemiczne. Jedną z nich była, dziś prawie nieznana, ospa. Wprawdzie szczepionka przeciw niej wynaleziona została już w 1796 roku, ale nie od razu zna- lazła ona powszechne zastosowanie. W samej wsi Gać wypadki nasilo- nego występowania ospy, kończące się śmiertelnym zejściem, miały miej- sce jeszcze w 1873 roku, a więc prawie w sto lat od momentu wynale- zienia przeciw niej skutecznej surowicy. Widocznie szczepienie dzieci, prowadzone co najmniej od 1860 25 roku albo nie obowiązywało po- wszechnie, albo obowiązek taki nie był rygorystycznie egzekwowany. Największe w całym stuleciu nasilenie ospy wystąpiło w roku 1801. Po- ciągnęła ona wtedy za sobą aż 34 ofiar śmiertelnych, wyłącznie wśród dzieci do 10 lat. Zwiększyło to łączną liczbę zgonów do 67 osób, co przy ogólnej liczbie ludności, wynoszącej 620 osób, stanowiło aż 108°/00. W mniejszych już rozmiarach wystąpiła w latach (w nawiasie liczba ofiar śmiertelnych): 1818 (6), 1864 (11), 1873 (13), a w niektórych innych tylko sporadycznie. Nie mniej groźną chorobą była cholera. W większych rozmiarach wy- stąpiła ona w latach 1831 (50), 1848 i 1849 (15), 1855 (25) i 1873 (14). Najbardziej dramatyczny jej przebieg — ze względu na liczbę ofiar — miał miejsce w roku 1831. Cholera przeniknęła do Galicji — według K. Preka, świadka wydarzeń — z Królestwa Kongresowego, dokąd zo- została zawleczona przez armię Dybicza26. W samej wsi Gać epidemia, która wybuchła w połowie lipca i trwała do około połowy sierpnia, po- chłonęła 50 ofiar, co zwiększyło ogólną liczbę zgonów do 107 osób. W stosunku do 918 mieszkańców stanowiło to aż 116°/00, czyli ofiarą śmierci stawała się przeszło co dziesiąta osoba. W środowisku, przywy- kłym do tego, że śmierć człowieka spośród gromady ma przeciętnie miej- 25 Wskazuje na to zapis w księdze parafialnej „Protocollon Gestionis”, pod datą 16 maja 1860 r. 86 Ksawery Prek, Czasy i ludzie, s. 144, Ossolineum 1959.
sce raz na dwa tygodnie, szczególny popłoch musiały wywoływać wy- padki 3, 4, a nawet 8 zgonów w ciągu jednego dnia. Skutki spowodowa- ne epidemią w niektórych domach przywodzą wprost na myśl sceny z Ojca zadżumionych. Na przykład w domu nr 19 w jednym dniu zmarł ojciec i czteroletni synek, w tydzień później zmarła matka — wg adno- tacji w księdze — z umartwienia, a po kilku dniach znowu jedenasto- letnia córeczka. Trzy czy cztery wypadki śmiertelne w jednym domu nie były zjawiskiem wyjątkowym. Epidemia cholery w 1831 r. miała szeroki zasięg terytorialny. Wg cy- towanego już K. Preka w miasteczku Dynów „po dwadzieścia kilka osób na dzień” umierało. Wobec takiego nieszczęścia społeczeństwo było prak- tycznie niemal bezsilne. Również władze nie były w stanie przyjść mu ze skuteczną pomocą. Wprawdzie wydały one drukiem w formie ulotki: „Prawidła zachowania się w czasie panującej cholery” 27, ale były one więcej wyrazem dobrych chęci niż skutecznych rad, a już zalecenie, by w określonych sytuacjach natychmiast wezwać lekarza, mogłoby być przez chłopów odczytane, gdyby tylko czytać umieli, jako czysta ironia i najprawdopodobniej nie z myślą o nich te „Prawidła” zostały wydane. W warunkach bowiem, w których w promieniu kilkudziesięciu kilome- trów, jak to miało np. miejsce nawet 40 lat później — w 1870 r. był tylko jeden lekarz, to o jego natychmiastowym sprowadzeniu nie mogło być mowy w czasach normalnych, a cóż dopiero mówić w sytuacji ogólnie panującej epidemii. Poza wspomnianymi „Prawidłami” władze podej- mowały też pewne administracyjne zarządzenia profilaktyczne. Z rela- cji K. Preka wynika, że komunikacja była zamknięta, a „frukty i chło- dzące napoje zakazane”. W dworku jego w Nozdrzcu stosowane były jako środki zaradcze — chlor, czosnek („od wszystkich czuć było czo- snek”) oraz palenie na podwórzu gałęzi jałowcowych, zapewne w celu odkażania powietrza. Należy przypuszczać, że podobnie postępowano i w innych dworach, a w jakimś stopniu również i wśród mieszkańców wsi. Chorobą, która pochłaniała sporo ofiar, a która podobnie jak ospa ata- kowała głównie dzieci, była „Thussis” (kaszel). Prawdopodobnie nazwą tą oznaczano koklusz. W niektórych latach występowała ona z dość dużym nasileniem. Np. w 1841 roku zmarło na nią 16 dzieci, głównie w wieku do trzech lat. Stanowiło to blisko połowę ogólnej liczby zgonów. Były okresy, w których ofiarą tej choroby padało corocznie kilkoro dzieci. Tak np. w latach 1856—1863 zmarło na nią 53 dzieci, czyli przeciętnie prze- szło 7 rocznie. Począwszy od roku 1871 pojawia się w zapisach jako przyczyna śmierci również „odra”, na którą np. w roku 1872 zmarło 10 dzieci. Zwraca uwagę fakt, że choroba ta nie występuje w zapisach wcześniejszych. Trudno jednak przypuszczać, że pojawiła się ona po raz pierwszy dopiero w 1872 roku. Raczej bardziej prawdopodobne jest, że obydwie choroby — koklusz i odrę — mylono ze sobą, określając je jako „kaszel”, tj. „Thussis”. Ospa, koklusz, odra — to choroby, które w du- żym stopniu były źródłem wzrostu śmiertelności wśród dzieci, a które dzisiaj są na ogół opanowane. Z innych chorób zakaźnych występują- cych w niektórych latach w rozmiarach epidemicznych wymienić nale- 27 Tekst ulotki w Muzeum Miejskim w Przeworsku.
ży przede wszystkim chorobę określaną w księdze zgonów jako „febris neiwosa” oraz dyzenterię. Największa liczba zgonów z powodu zachoro- wań na nie wystąpiła w roku 1847. Na pierwszą z nich zmarły 22 osoby, na drugą zaś 7. W warunkach niedoborów żywnościowych, jakie cechowały wieś w XIX wieka, częstym zjawiskiem musiała być gruźlica (Phtisis). Dla przykładu na 34 lata (1837—1871) tylko w 7 nie odnotowano żadnego zgonu na tę chorobę. W pozostałych 27 łączna liczba zejść śmiertelnych z powodu gruźlicy wynosiła aż 82, czyli przeciętnie 3 rocznie, a w nie- których latach liczba ta wahała się nawet od 5 do 8. Należy podkreślić, że choroby wymienione wyżej z racji ich nasilonych lub wręcz epide- micznych rozmiarów występowały i w niektórych innych latach, ale jako sporadyczne przyczyny zgonów. C) KLĘSKI GŁODU Niedostatek żywności nie był w warunkach galicyjskich zjawiskiem wyjątkowym. Występował on zwłaszcza przed nowymi zbiorami, czyli na tzw. „przednówku” albo też jako zjawisko lokalne na skutek panu- jącego w danej okolicy nieurodzaju powodowanego zazwyczaj niekorzyst- nymi warunkami atmosferycznymi. Niedostatek nasilał się jednak nie- kiedy do rozmiarów prawdziwej klęski głodu. Wystąpiła ona np. w nie- których okolicach w roku 1831, czego odbiciem może być zapis w pa- miętniku K. Preka pod datą 5 sierpnia 1831 r., że był to „rok nieuro- dzajny” i że panował „wielki niedostatek” i nędza „między pospól- stwem”. We wsi Gać tego „wielkiego niedostatku” można się dopatrzeć w zapisie księgi zgonów dotyczącym śmierci z głodu („ex famę”). Głód jednak występujący lokalnie lub krótkotrwale (np. na przednówku) nie stanowił jeszcze tak wielkiego zagrożenia, jak zjawisko głodu o charak- terze powszechnym i długotrwałym, nie dającym możliwości ani zakupu żywności, ani dostarczenia jej w dostatecznej ilości w ramach ewentual- nie organizowanej pomocy. Taki właśnie głód miał miejsce w roku 1847 w następstwie dużego i powszechnie występującego nieurodzaju w roku poprzednim. Swym zasięgiem objął on bowiem nie tylko Galicję, ale i inne kraje europejskie. W wielu miejscowościach — wśród nich i we wsi Gać — rok 1847 był jedynie kulminacją głodu, bowiem początki nie- dostatku wystąpiły w nich już w 1844 r. i trwał on nieprzerwanie aż do wystąpienia tragicznej w skutkach powszechnej klęski głodu w roku 1847. Przyczyną tego były bardzo niekorzystne warunki atmosferyczne roku 1844. Według zapiski28 w księdze parafialnej wsi Gać w roku tym był dwukrotny wylew wody nigdy „nie pamiętany” — w lipcu i listo- padzie, rok był „bez lata żadnego”, ciągle padały deszcze, zima roku 1845 była „strasznie surowa” i „kończyć się zaczynała” dopiero 30 marca, kie- dy to był „wielki wylew wody... bo lody się zatamowały, powytapiały ludzi i bydło przy rzekach, zaczęły powracać choroby na bydło, trudny był zasiew wiośniany”. Panowała drożyzna i wielki głód tak, że „żyli 28 Zapiska w Liber Ecclesiae Gacensis z 1845 r.
ludzie trawą, jak tylko chwasty się pokazały... żebractwa wiele bardzo chodziło”. Z treścią tej zapiski pokrywa się całkowicie relacja K. Preka, który pod datą 14 listopada 1844 r. zanotował w swym pamiętniku: „Od samej wiosny do jesieni bezustannie mieliśmy słoty, zimno, żadnego prawie dnia ciepłego liczyć nie można było, wylewy wody w wielu okolicach nadbrzeżnych zupełnie zniszczyły plony, mieszkańców tutejszych w nę- dzy zostawując...” Sytuacja pod względem plonów nie uległa poprawie ani w 1845 roku, ani tym bardziej w roku 1846. W tym ostatnim autor pamiętnika zanotował pod datą 11 listopada: „Zanosi się na głód nadzwy- czajny... choroba ziemniaków i nieurodzaj są powszechne w całej Euro- pie”, a pod datą 12 marca 1847 r. pisał: „W tym czasie głód nastał, że trudno było żebrzącym ludziom nastarczyć... wielkie choroby panowały, na które dużo ludzi marło”. Podobnie było i we wsi Gać. Zbieżność tre- ści relacji K. Preka z 1844 r. dotyczącej anomalii pogodowych i ich fa- talnych skutków z treścią zapiski księdza wsi Gać mają tu swoją wy- mowę. Zresztą lata 1845—1847, jako lata panujących głodów w Europie, są znane z odnośnej literatury. Wystarczy chociażby przytoczyć odpo- wiednią wzmiankę z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej, zamieszczonej pod hasłem „Głód”: „Upamiętnił się... niemal powszechny w Europie głód 1845—1847, wywołany chorobą ziemniaków”. Zjawisku głodu towarzyszy niemal z reguły wzrost śmiertelności. We wsi Gać już w 1846 r. mamy do czynienia z lekką przewagą zgonów nad urodzeniami, a w roku 1847 ubytek naturalny ludności wyniósł 58 osób przy stopie śmiertelności aż lO4°/oO. Podobnie jak zjawisko głodu było wtedy dość powszechne, tak również dość powszechne było zjawisko wzrostu śmiertelności, choć zapewne nie w tym samym stopniu w róż- nych miejscowościach. Wobec tak powszechnej klęski głodu władze były w gruncie rzeczy bezradne, choć i tym razem nie można ich było posądzać o brak dobrych chęci. W dniu 31 marca 1847 roku kreishauptman rzeszowski wysłał do wszystkich dominiów, magistratów i proboszczów cyrkularz 29 zawierają- cy „Sposób użycia perzu na pożywienie dla ludzi” z poleceniem ogłosze- nia go ludności z wytłumaczeniem jej, że „sposób ten jest przez Opatrz- ność wskazanym dobrodziejstwem” („,..von der Yorsehung gebothene Wohltat”). W treści swej zawiera on szczegółowe informacje, jak należy postępować z perzem od momentu jego wydobycia z ziemi do momentu wypieku z uzyskanej mąki chleba lub placków. Ażeby sposób na chleb z perzu był dla ludności bardziej przekonujący, należało — w myśl po- lecenia kreishauptmana — ogłosić go przy obecności starszyzny gminnej oraz innych rozumniejszych i cieszących się autorytetem członków gmi- ny. Sprawę zapewne uważano za ważną i pilną, skoro informację o re- zultatach podjętych w tym względzie wysiłków należało złożyć już do 20 kwietnia. Jak głęboko musiały się wryć w zbiorową pamięć ludności wsi Gać ciężkie i w swych skutkach tragiczne lata 1844—1847, jeśli jeszcze po stu latach niektórzy jej mieszkańcy wspominali, że kiedyś w przeszłości panował taki głód, iż ludzie trawę jedli, a chleb z perzu piekli. 29 Tekst cyrkularza w Muzeum Miejskim w Przeworsku.
D) RODZAJE CHORÓB Rok 1847 wyróżnia się nie tylko stosunkowo wysoką liczbą zgonów, aie też większą niż kiedy indziej liczbą różnych chorób. Pewien pogląd na ich rodzaje i liczbę zgonów daje poniższe zestawienie, zawierające rodzaje chor,ób i liczbę zgonów na nie w roku 1847 według zapisów w księdze zgonów30: angina — 1, apoplexia (apopleksja) — 1, colicus dolor (kolka) — 4, debilitas (słabowitość) — 8, dissenteria (dyzenteria) —• 7, dolor capitis (ból głowy) — 4, dolor internus (ból wewnętrzny) — 2, dolor stomachi (ból żołądka) — 1, phtysis (gruźlica) — 8, rheumatismus (reumatyzm) — 2, rubeola (różyczka) — 2, senectus (starość) — 4, famę et egestate (z głodu i niedostatku) — 3, febris nervosa (gorączka nerwo- wa) — 22, febris (gorączka) — 6, hydrope (na puchlinę) — 8, in partu (podczas porodu) — 1, milliaria (prosówka) — 1, ordinaria (śmierć zwy- kła) — 1, thussis (kaszel) — 13, typhus (tyfus) — 3, ulcera (wrzody) — 2, razem zgonów — 104. Najwięcej, bo aż 22 osoby, zmarło na „febris nervosa”. Nie udało się ustalić w sposób jednoznaczny charakteru tej choroby. Prawdopodobnie chodziło tu o tyfus brzuszny, na co wskazy- wałby okres panującego głodu sprzyjającego powstawaniu tego typu cho- roby oraz wzmianka w pamiętnikach K. Preka, który pod datą 28 sierp- nia pisał m. in. „Choroby tyfusowe, które zabrawszy na wiosnę i w lecie wiele ofiar znacznie były zwolniały, znowu się wzmagały i niemało za- trważały znękane umysły...”. Również nie wiadomo, na czym polegała choroba „febris”. Nie jest wykluczone, że był to po prosta skrócony za- pis nazwy „febris nervosa”. Jakkolwiek głód był podany jako bezpośrednia przyczyna śmierci tyl- ko w trzech przypadkach, to w gruncie rzeczy tkwił on u podstaw i nie- których innych zgonów. Przede wszystkim z niedostatkiem żywności na- leży łączyć wzrost zgonów na gruźlicę — 8 wypadków i na puchlinę — 9 wypadków (obrzęki głodowe). Sprzyjał on powstawaniu takich chorób, jak dyzenteria i wspomniany już wyżej tyfus brzuszny. Wreszcie w gło- dzie należy przynajmniej częściowo upatrywać przyczynę wzrostu licz- by zgonów z powodu słabowitości — 8 wypadków. Niezależnie od wszystkiego należy mieć na uwadze, że niemal z regu- ły podstawą wpisów do ksiąg zgonów nie było świadectwa lekarskie. Wprawdzie obowiązywał taki wymóg formalny, ale był on w zasadzie praktycznie niewykonalny. Stąd w niejednym przypadku ocena przyczy- ny śmierci rozmijała się z istotnym stanem rzeczy. Tak np. ból głowy i żołądka czy w ogóle ból wewnętrzny nie są samoistnymi chorobami, powodującymi zgon, lecz objawami różnych chorób, których identyfika- cja przy ówczesnych, stosunkowo ograniczonych, możliwościach diagno- stycznych mogła być niełatwa nawet dla lekarza. Również dalekie od jednoznaczności były takie określenia przyczyn śmierci, jak „ordinaria” czy „naturalis” (w domyśle „mors”) — śmierć zwykła czy naturalna. Stosowane one były w odniesieniu zarówno do zgonów osób w podeszłym wieku, jak i zupełnie młodych. Nieostre jest również pojęcie „starość” jako przyczyna śmierci. Tak zapewne kwalifikowano przyczyny zgonów 30 Przy ustalaniu polskich nazw niektórych chorób korzystano ze Słownika le- karskiego łacińsko-polskiego J. Bobreckiego i S. Bobera, Warszawa 1979.
osób starszych bez widocznych objawów chorobowych. Jeśli tak, to wtedy pod tę kwalifikację podpadałyby m. in. zgony będące następstwem cho- rób wieńcowych, sercowych itp., których właściwa identyfikacja w kon- kretnych warunkach była niemożliwa. W tej właśnie niemożliwości iden- tyfikacyjnej należy szukać wyjaśnienia faktu, że w ówczesnych księgach zgonów brak jest zapisów dotyczących takich przyczyn śmierci, jak za- wał serca, choroba wieńcowa, miażdżyca itp., a więc przyczyn, które tak często występują wśród zapisów dokonywanych współcześnie na podsta- wie orzeczeń lekarskich. Np. w roku 1980 na 30 zgonów aż 12 było na- stępstwem chorób sercowych i na tle zmian miażdżycowych. Stanowiło to aż 40% ogólnej liczby zgonów. Z całą pewnością i dawniej niektórzy lu- dzie umierali na tego typu choroby, choć może w mniejszym stopniu niż obecnie, ale nie znając istotnej przyczyny, upatrywano ją po prostu w starości albo określano jako śmierć zwykła lub naturalna. Przedstawiona powyżej sytuacja zdrowotna wsi opiera się głównie na danych liczbowych dotyczących zgonów i ich przyczyn. W rzeczywisto- ści była ona jeszcze bardziej dramatyczna, niż by to z nich wynikało. 6. ZAKOŃCZENIE Przedstawione zagadnienia demograficzne i zdrowotne wsi Gać w XIX wieku zostały ujęte w zakresie, na jaki pozwalały dane ksiąg uro- dzeń i zgonów. W ogólności należy stwierdzić, że położenie wsi pod tym względem było niezwykle ciężkie, zwłaszcza w pierwszych sześciu dzie- sięcioleciach tego wieku. Wyrazem tego może być m. in. niska przeciętna stopa przyrostu naturalnego — 8%o — w porównaniu z bardzo wysoką stopą urodzeń — 5O°/Oo- Analogiczne natomiast wielkości dla ostatnich czterech dziesięcioleci kształtowały się znacznie korzystniej. Przeciętna bowiem stopa przyrostu naturalnego była znacznie wyższa — prawie 15°/oo, przy wyraźnie niższej stopie urodzeń, wynoszącej 420/00. Odpowie- dnio do tak przedstawiających się proporcji liczbowych kształtował się również współczynnik śmiertelności. Podczas gdy dla pierwszego okresu wynosił on 41,1°/Oo, to dla drugiego już tylko 29,4%0. Poprawa więc pod tym względem była znaczna. Główną przyczynę tak dużego zróżnicowania sytuacji demograficznej i zdrowotnej obydwu okresów należy upatry- wać przede wszystkim w zróżnicowaniu stosunków społeczno-ekonomicz- nych. Wszystkie inne były w jakimś stopniu ich pochodną. Nie jest przy- padkiem, że pierwszy z tych okresów obejmował właśnie lata utrzymu- jącego się w dalszym ciągu systemu pańszczyźnianego oraz lata bezpo- średnio popańszczyźniane. Powszechny analfabetyzm, uciążliwe świad- czenia na rzecz dworu i społeczne ubezwłasnowolnienie chłopa nie stwa- rzały warunków niezbędnych do rozwijania przez niego szerszych zain- teresowań, inicjatyw indywidualnych i ogólnospołecznych oraz aspiracji czynnego uczestnictwa w kształtowaniu życia lokalnej zbiorowości. W niedożywieniu zaś i społecznym ubezwłasnowolnieniu chłopa nale- żało również szukać przyczyn niskiej wydajności jego pracy i apatii, a nie, jak zwykli sądzić niektórzy przedstawiciele warstwy uprzywilejo- wanej, wśród nich również cytowany już kilkakrotnie K. Prek — we wrodzonym chłopu lenistwie. Zaprzeczeniem takich poglądów był syste-
matyczny rozwój wsi w zmienionych popańszczyźnianych warunkach spo- łecznych, w których chłop wykazał się nie tylko indywidualną pracowi- tością, ale i społeczną zaradnością. Wymownym dowodem tego były — coraz lepiej pracujący samorząd gminny, działalność gminnych kas po- życzkowych, a później spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych, rugu- jących lichwę wsi, działalność kółek rolniczych i czytelni wiejskich, wzrost — dzięki oświacie szkolnej — czytelnictwa prasy, a w następstwie tego również wzrost zainteresowań politycznych, które zaowocowały po- wołaniem już w roku 1895 w Rzeszowie pierwszej na ziemiach polskich politycznej organizacji chłopskiej. Ten wzrost aktywności indywidualnej i społecznej wsi, której wyrazem były wymienione wyżej nowe i niezna- ne przedtem formy życia społecznego, tworzące istotną dla rozwoju wsi infrastrukturę społeczną, nie mogły nie odbić się korzystnie również na poprawie stanu jej zdrowotności, czego wyrazem są przytoczone wyżej liczby. W czterech więc ostatnich dziesięcioleciach dzięki zmianie ogól- nych warunków społecznych dokonało się na wsi galicyjskiej więcej ko- rzystnych przeobrażeń niż w ciągu kilku wieków panowania systemu pańszczyźnianego.
Kurna chata w Bieszczadach, olej — płótno, 31X60
Jerzy Motylewicz, Stanisław Stępień DZIEJE KIJOWA A POLACY * 1500-letnia rocznica powstania Kijowa pobudziła do refleksji nad dzie- jami tego najstarszego ze słowiańskich miast. Wydawane w Kijowie sztandarowe czasopismo ukraińskich historyków — „Ukrajinśkyj Isto- rycznyj Żumał” (UIŻ) już od 1979 roku jeden z rozdziałów poświęcało na publikowanie artykułów, komunikatów, przyczynków i recenzji doty- czących dziejów miasta Ł. Zamieszczano tam wyniki badań nad przeszło- ścią miasta, jak również rozważania metodologiczne, noty bibliograficzne oraz sprawozdania z konferencji naukowych zorganizowanych z okazji jubileuszu stolicy Ukrainy. Opublikowane na łamach czasopisma artykuły i przyczynki w prze- ważającej ilości dotyczyły czasów najnowszych, a nawet współczesnych. Zbyt mało natomiast poświęcono uwagi badaniom dziejów miasta w cza- sach średniowiecznych i nowożytnych. Nie znalazł się np. ani jeden arty- kuł, który dotyczyłby Kijowa w XVIII i XIX w. Wielka szkoda, bo wła- śnie szczególnie wiek XIX, to okres kształtowania się nowoczesnego na- rodu ukraińskiego. Zamieszczone trzy prace dotyczące tego okresu są jedynie ogólną refleksją nad jego początkami* 1 2. Następnie zamieszczono po dwa artykuły poświęcone przeszłości Kijowa w X—XI w. oraz XIII— XVII w.3 * s Najciekawszym spośród nich jest króciutki art. J. A. Mycyka, * Inspiracją do napisania niniejszego artykułu recenzyjnego była praca Leszka Podhorodeckiego, Dzieje Kijowa, Warszawa 1982, ss. 325 + 5 nlb. + wkładka z 78 fotografiami. 1 „Ukrajinśkyj Istorycznyj Żurnał”. Naukowe Czasopismo Instytutu Historii Akademii Nauk Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej oraz Instytutu Historii Partii przy KC KPU. 2 B. O. Rybaków, Stołyci Radianśkoji Ukrajiny — piwtory tysiaczi rokiw, 1982, nr 5, ss. 16—36; P. P. Tołoczko, Nestor — litopyseć Kyjiwśkoji Rusi, 1981, nr 12, ss. 27-—30; J. J. Borowśkyj, Wirmenśkyj wariant dawńoruśkoho perekazu pro za- snuwannia Kyjewa, 1981, nr 9, s. 82—87. s O. B. Hołowko, Kyjiw i polityczna borofba na Rusi, 1982, nr 2, ss. 76—81; W. M. Ruczka, Pro formuwannia Kyjiwśkoji zemli (X — persza połowyna XI st.), 1982, nr 1, ss. 66—71; oraz H. W. Boriak, Inozemni dżereła pro Kyjiw XIII — se- redyny XVII st., 1981, nr 12, ss. 31—40; Ju. A. Mycyk, Widobrażennia dejakych po- dij z istoriji Kyjewa w litopysu Jana Binwilśkoho, 1982, nr 2, ss. 73—75.
będący analizą mało znanego rękopisu Jana Binwilskiego, stanowiącego bardzo cenne źródło nie tylko do badań nad dziejami Kijowa i Ukrainy, lecz również Polski i Rosji w czasie od XV do XVII w.4 Najwięcej, bo aż 16 pozycji prac, zamieszczonych w omawianym czasopiśmie, dotyczy- ło okresu od Rewolucji Październikowej do czasów współczesnych 5. Pod względem poruszanej problematyki artykuły radzieckich history- ków dotyczą przeważnie kwestii politycznych i ekonomicznych, za mało natomiast prezentują oni wyniki swych badań nad kulturą Kijowa. Z za- mieszczonych na łamach UIŻ prac jedynie cztery dotyczą w całości, sze- roko rozumianego, życia kulturalnego miasta. Dwa spośród nich oma- wiają to zagadnienie w czasach współczesnych, jeden odnosi się do okre- su międzywojennego, a ostatni czterostronicowy przyczynek dotyczy okre- su przedrewolucyjnego — poświęcony jest działalności kijowskiego od- działu Rosyjskiego Towarzystwa Technicznego w latach 1870—1914 6. Osobne miejsce w ukraińskich badaniach historycznych zajmują pra- ce poświęcone historiografii i bibliografii Kijowa. I. S. Chmil i O. M. Maj- boroda, na stronicach UIŻ, rozprawiają się z niemarksistowskim podej- ściem do interpretacji dziejów Rusi Kijowskiej7. Niejako przeciwwagą do tego artykułu jest publikacja W. A. Smolija •— Osnowni problemy 4 J. A. Mycyk, Widobrażennia..., ss. 73—75. Rękopis ten. przechowywany jest obecnie w Bibliotece AN USRR w Kijowie. 5 Najbardziej ogólnym i najszerszym chronologicznie, bo obejmującym dzieje Kijowa począwszy od Rewolucji Październikowej do czasów współczesnych jest art. pt. Kyjiw — misto heroj, misto — trudiwnyk, 1979, nr 11, ss. 36—50. Udziałowi kijowian w rewolucji poświęcił art. Ż. P. Tymczenko, Uczast’ żinok — robitnyć Kyjewa u rewolucijnij borofbi (berezeń 1917 r. — siczeń 1918 r.), 1982, nr 1, ss. 57—65. Okresu międzywojennego dotyczą artykuły: J. P. Szatalina, Widbudowa i rozwytok miśkoho hospodarstwa Kyiewa 1921—1941, 1981, nr 12, ss. 41—49; O. J. Szczuś, Trudiaszczi Kyjewa na zachysti zawojuwań socialistycznoji rewoluciji (1918—1920), 1982, nr 5, ss. 37—45; S. W. Kulczyćkyj, N. Cz. Tkacz, Uczast’ Kyjan u socialistycznij industrializaciji. Tamże, ss. 46—55; W. M. Danylenko, O. P. Mor- hajenko, L. I. Tkaczowa, Rozwytok kultury w Kyjewi u roky perszych piatyriczok, 1982, nr 4, ss. 96—104. Duże znaczenie w procesie konsolidacji narodu ukraińskie- go w ramąch radzieckiej federacji miała walka z okupantem hitlerowskim. Zwró- cili na to uwagę na łamach UIŹ — M. W. Kowal, Bojowa dijalnist’ pidpilnykiw Kyjewa (1941—1943 r.)> 1982, nr 5, ss. 56—72; W. S. Łozyckyj, RoZ partijnoji presy w oborani Kyjewa (łypeń — wereseń 1941 r.), 1982, nr 5, ss. 108—116; M. W. Ko- wal, P. I. Melnyk, Trudiaszczi Kyjewa w borot’bi za widbudowu mista (1943—1945), 1979, nr 11, ss. 61—73. Stosunkowo najwięcej, bo a4ż siedem prac dotyczy czasów współczesnych Kijowa. Są to: Ju. N. Jelczenko, Partijna orhanizacija Kyjewa w awanhardi borot!by trudiaszczych mista za wykonannia riszeń XXVI Zjizdu KPSS, 1982, nr 5, ss. 5—15; M. R. Pluszcz, Ju. W. Sywołob, Trudiaszczi stołyci URSR u rusi za pidwyszczennia efektywnosti wyrobnyctwa, tamże, ss. 65—72; P. D. Ow- czarenko, Ł. A. Szewczenko, Kyjiw — odyn z centriw radianśkoji nauky, tamże, ss. 73—82; W. A. Zhurśkyj, Kyjiw — stołycia Ukrajinśkoji RSR, 1982, nr 4, ss. 68— 72; W. O. Dorochow, A.A. Kondrackyj, Kyjiw — sportywnyj, tamże, ss. 88—95; O. T. Bohdanów, Uczast’ wyrobnyczych kołektywiw Kyjewa u miżrespublikanśko- mu socialistycznomu zmahanni (1971—198C), tamże, ss. 82—100; O. S. Dałbiłow, Je. P. Tałan, Drużni zwiazky robitnykiw kyjiwśkoho zawodu „Arsenał” z kołekty- wamy pidpryjemstw Rosijśkoji Frderaciji, tamże, ss. 101—108. 6 T. P. Demczenko, Dijalnist’ kyjiwśkoho widdiłennia Rosijśkoho Technicznoho Towarystwa (1870—1914), 1981, nr 9, ss. 78—82. 7 I.S. Chmil, O. M. Majboroda, Dejaki pytannia antynaukowych tłumaczeń su- czasnoju burżuaznoju istoriohrafijeju istoriji Kyjiwśkoji Rusi, 1982, nr 5, ss. 116— 125.
dożowtnewoji istoriji Kyjewa w radianśkij istoriohrafiji8. Autor charak- teryzuje w nim założenia i organizację badań nad Kijowem przedrewo- lucyjnym przez uczonych radzieckich. Podkreśla, że już w 1924 r. po- wołano pierwszą specjalistyczną komisję, której zadaniem było przygo- towanie programu badawczego. Z wymienionymi publikacjami wiąże się artykuł autorstwa A. W. Sancewycza, traktujący wprawdzie o dziejach najnowszych Kijowa, ale również w aspekcie historiograficznym9. W 5. jubileuszowym numerze kijowskiego czasopisma z 1982 roku, w całości poświęconym 1500-leciu miasta, zamieszczono bardzo cenną bi- bliografię naukową Kijowa10 11. Złożyło się na nią 213 pozycji prac wyda- nych w latach 1980—1982 z dziedziny historii politycznej, życia nauko- wego, kultury i oświaty, ekonomii, historii gospodarczej oraz kartografii i topografii miasta. Bazę do dalszych badań nad dziejami Kijowa omawia, zamieszczony w tym samym numerze, artykuł P. T. Trońki Pamiatky Kyjewa, infor- mujący o archiwaliach, zabytkach kultury materialnej zgromadzonych w muzeach oraz zabytkach architektury n. Dydaktyków historii z pewnością zainteresuje praca N. M. Matwij- czuka pt. Wywczennia temy „Kyjiw — centr dawnoruśkoji kultury” w serednij szkoli12. Ostatnim rodzajem spośród prac poświęconych historii Kijowa była, niestety tylko jedna, recenzja bardzo interesującej pracy: A. F. Zama- łeewa, W. A. Zoc, Mysłyteli Kyjewskoj Rusy, wydanej przez wydawni- ctwo Uniwersytetu Kijowskiego w 1981 roku (ss. 159). Autorzy książki przedstawili w niej sylwetki ukraińskich myślicieli — filozofów Rusi Kijowskiej od Uariona począwszy, a na Cyrylu Turowskim skończy- wszy 13. Kijowskie czasopismo na bieżąco informowało również o konferen- cjach naukowych zorganizowanych z okazji jubileuszu miasta. Oprócz artykułów, ogłoszonych w czasopismach historycznych, plonem ukraińskich środowisk naukowych było wiele prac o charakterze ściśle naukowym i popularno-naukowym. Niejako ukoronowaniem tych ostat- nich jest, wydany ostatnio, leksykon pt. Kyjiw14. Zawiera on krótki, 26-stronicowy zarys historii Kijowa oraz ponad 2500 haseł, ułożonych w porządku alfabetycznym, dotyczących różnych dziedzin życia miasta w przeszłości i czasach współczesnych. Pracę wzbogacają reprodukcje około 200 kolorowych i czarno-białych fotografii oraz ponad 290 teksto- wych ilustracji. Poszczególne informacje opracowano bardzo starannie. Można mieć jedynie pewne zastrzeżenia do proporcji w przedstawianiu niektórych z nich, np. Kijowsko-Mohylańskiej Akademii poświęcono, na- 8 W. A. Smolij, Osnowni problemy dożowtnewoji istoriji Kyjewa w radianśkij istoriohrafiji, tamże, ss. 144—149. 9 A. W. Sajicewycz, Istoryczna literatura pro radianśkyj Kyjiw, tamże, ss. 136— 143. 10 Naukowa bibliohrafija z istoriji Kyjewa, tamże, ss. 150—156. 11 Tamże, ss. 131—136. 12 Tamże, ss. 126—130. 18 Autorem recenzji zamieszczonej w numerze 5 z 1982 r. (ss. 150—151) jest M. F. Kotlaj?. 14 Kijew. Encikłopiediczieskij sprawocznik. Kijew 1982, ss. 696. 32 — Rocznik Przemyski
szym zdaniem, zbyt mało miejsca, inne natomiast, mniej ważne hasła, opracowano bardziej obszernie. Stan źródeł do dziejów Kijowa jest dość bogaty, a ich ilość narasta wraz z postępem czasu. Ubogo natomiast reprezentowane są czasy Rusi Kijowskiej i zwierzchnictwa tatarskiego. Tę białą plamę rozjaśniają je- dynie latopisy, stanowiące główne źródło informacji, a także przekazy obce. Znaczne straty w zasobie źródłowym poniósł Kijów i inne miasta, a także archiwa podworskie z terenu województwa kijowskiego i prawo- brzeżnej Ukrainy w czasie powstania B. Chmielnickiego. Stosunkowo słabo wykorzystane są w dotychczasowych badaniach ar- chiwalia z XVI i XVII wieku, przechowywane w Centralnym Państwo- wym Archiwum Historycznym USRR w Kijowie 15. Szczególnie cenne są księgi ziemskie (1521—1799) i grodzkie (1543—1796), w tym dokumenty skarbu koronnego i lustracje. Z archiwum miejskiego zachowały się księgi ławnicze (scabinalia) i ra- dzieckie (consularia) z lat 1520—1794 oraz przywileje i uniwersały kró- lów, hetmanów i carów. W zespole kijowskiej guberni (1709—1781), zgromadzone zostały ma- teriały dotyczące wytwórstwa miejskiego, handlu z Polską, Krymem i Turcją, a także informacje o zbiorczych punktach polskich konfedera- tów i transporcie ich do Kazania. Informacje z różnych dziedzin życia miejskiego, zwłaszcza z zakresu gospodarki, zawierają akta magistratu z lat 1660—1866. Znajdują się tam też przywileje polskich królów i uniwersały hetmanów. Cechy w Kijo- wie zorganizowane zostały w XV wieku, jednak materiały do ich dzia- łalności zachowały się dopiero od 1782 roku. Pełny ich komplet zgroma- dzono do lat osiemdziesiątych XIX wieku. Niezmiernie ważnym źródłem do opracowania kontaktów handlowych z Polską są akta handlu Kijowa, wywozu drzewa i zboża przez Gdańsk. Wiele interesującego materiału można znaleźć w aktach sądów pod- komorskich obejmujących lata 1584—1648. Dla poznania historii miasta XIX i XX wieku podstawowym źródłem są akta policji (1828—1917). Bogato reprezentowane są też dla tego okre- su archiwalia z zakresu kultury i nauki. Na uwagę zasługują tu akta uniwersytetu (1814—1919), teatru (1834—1861), szkół duchownych i kon- systorza. Podane informacje źródłowe ujęto reprezentatywnie, stanowią one bo- wiem cząstkę ogromnych zbiorów wspomnianego archiwum, które w za- kresie dziejów Kijowa są w niewielkim tylko stopniu do tej pory wy- korzystane. Jubileusz Kijowa znalazł swoje odbicie również w historiografii pol- skiej. Nakładem „Książki i Wiedzy” została wydana w 1982 r. praca zna- nego badacza dziejów Ukrainy Leszka Podhorodeckiego pt. Dzieje Kijowa. Nie jest to wprawdzie pierwsza polska próba przedstawienia historii tego miasta, ale praca ta znacznie przewyższa wcześniejsze, zarówno róż- 15 Informację powyższą oparto na materiałach zawartych w przewodniku archi- walnym pt. Centralny] Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw USSR w Kijewie, Kijew 1958, ss. 221.
norodnością poruszanej tematyki, jak i szerokością przekroju chronolo- gicznego. Jest to ponadto pierwsza polska synteza dziejów Kijowa wyda- na w Polsce. Dwie pierwsze napisane zostały jeszcze w początkach XX w. i ukazały się drukiem w Kijowie. Były to: W. Ciechowskiego, Kijów i jego pamiątki (wyd. w 1901 r.) i F. Rawity Gawrońskiego, Kijów — legendy, podania, dzieje (wyd. w 1915 r.). Inne jednak cele przyświecały ich autorom i do innego kręgu odbiorców były adresowane, z tego też względu książkę L. Podhorodeckiego należy oceniać jako pracę pionier- ską. Jej konstrukcja opiera się na 13 rozdziałach. Są to: Początki miasta (V—IX w.); Rozkwit stolicy starej Rusi (X—XII w.); Lata zmierzchu (XII — pocz. XIII w); Najazd Mongołów i jego skutki (XIII w.); Pod władzą Litwy (XIV—XVI w); Miasto Rzeczypospolitej (II poł. XVI— XVII w.); W imperium Romanowów (XVII—XVIII w.); Kijów w pierw- szej połowie XIX w.; Kijów kapitalistyczny; Rewolucyjny przełom; Okres budownictwa socjalistycznego; Lata wojny i okupacji; Kijów współczesny (do r. 1981). Pracę uzupełnia bibliografia, na którą składają się, zarówno polskie jak i radzieckie publikacje dotyczące dziejów miasta. Ponadto zamie- ścił autor chronologiczny przegląd najważniejszych wydarzeń z dziejów miasta, słownik ważniejszych postaci (ss. 313—326), dwie mapy (plan Kijowa w X—XIII w. — (s. 237) rozwój terytorialny Kijowa w latach 1844—1980 i perspektywiczny plan zabudowy — (s. 328) oraz 64-stroni- cową wkładkę z 78 fotografiami kijowskich pamiątek, zabytków i lu- dzi zasłużonych dla miasta. Sporo kłopotu, jak sądzić można, przysporzyła autorowi książki kon- strukcja i związana z nią ściśle periodyzacja dziejów miasta. Pozostawał bowiem Kijów, jak większość miast wschodniej Europy, w specyficznej, odmiennej od zachodniej sferze kulturowej, która nie wyznaczała wyraź- nych okresów rozwojowych. Stąd z konieczności przyjął różne kryteria dla wyróżnienia tych okresów. Szczególnie wyraźnie daje się to zauwa- żyć w dziejach miasta, przedstawionych od jego początków aż do połą- czenia z Rosją. W tym przedziale czasowym wyróżnia sześć etapów, wy- eksponowanych jako rozdziały książki, przyjmując dla pierwszych trzech kryterium stopnia wielostronnego rozwoju, a dla pozostałych jako de- cydującą stronę polityczną. Początki Kijowa, mimo już znacznego zaawansowania badań histo- rycznych i archeologicznych, nie są jeszcze w dostatecznym stopniu wy- świetlone, a większość wysuwanych poglądów na ten temat, pozostaje do dziś w formie hipotez. Nawet wyniki badań archeologicznych są w za- kresie periodyzacji, jak i sformułowań jakościowych osadnictwa niepewne i w większości nastręczają wiele wątpliwości. Jak więc poradził sobie autor z takim stanem wiedzy, konstruując początki’ Kijowa? Przyjął najbardziej prostą i niewątpliwie bezpieczną metodę, podając na przemian informację o charakterze legendarnym, jak i wyniki badań historycznych i archeologicznych. Stwarza to określony zamęt, nie służący spoistości tematycznej i treściowej. Tak więc trudno dowiedzieć się z książki, kiedy powstała osada, gród czy miasto. Brak w tym względzie dostatecznych ustaleń spowodował, że traktuje te różne przecież jakościowo pojęcia zamiennie. Mówi bowiem o mieście już w VI wieku, wcześniej podając, że dopiero w VII wieku plemiona Sło-
wian wschodnich przeszły do osiadłego trybu życia, a początki osadni- ctwa na terenie późniejszego miasta wiąże z V wiekiem. Uwydatnia się więc niekonsekwencja w operowaniu pojęciami z problematyki miej- skiej, osadniczej, a także w ustaleniach chronologicznych, mimo iż histo- riografia radziecka ma w tym zakresie znaczne osiągnięcia. Rozwój poglądów na ten temat przebiegał wielokierunkowo. B. Gre- ków, na przykład, uważał, że miasta na Rusi zaczęły się pojawiać w kla- sowym społeczeństwie, a proces ich kształtowania się przypadł na VII i VIII wiek 16. Odmienny pogląd reprezentuje M. Tichomirow, przyjmu- je bowiem, że okres intensywnego pojawiania się tu miast przypadł na XI wiek 17. Z podobną koncepcją wystąpił N. Woronin, który jest zda- nia, że miasta ruskie zakładane były na przełomie X i XI wieku, a ich początków szukać należy w XVIII—IX wieku 18. N. F. Kotlar, podsu- mowując dotychczasowe badania historyków rosyjskich i ukraińskich, a także archeologów, wysunął tezę, że najstarsze wschodniosłowiańskie miasta, a wśród nich Kijów, sięgają początkami VI—VII wieku, a pełne skrystalizowanie się zasadniczych ich funkcji miało miejsce między VIII i IX wiekiem. Natomiast jakościowy i ilościowy rozwój miast nastąpił w dwóch następnych wiekach 19. Także w zakresie pojęcia miasta, jego definicji, w burzliwej dyskusji, nie ukształtowała się ostatecznie jednomyślność. Wieloznaczność pojęcia wczesnośredniowieczne miasto skonkretyzowana została w efekcie badań M. N. Tichomirowa, B. D. Grekowa, B. A. Rybakowa, M. G. Rabinowi- cza i A. M. Sacharowa. Przyjęli oni, jako zasadnicze, dla wyróżnienia miejskości osady, następujące kryteria: rolnictwo, rzemiosło, handel, obronność, funkcje administracyjne i kultowe. Większość jednak przy- chyla się ku tezie o podstawowym w tym względzie znaczeniu rzemio- sła i handlu. Spośród nich tylko M. G. Rabinowicz przyjął za niezbędne konieczność istnienia wszystkich wymienionych elementów dla pełnego określenia pojęcia miasta. Daje jednak pierwszeństwo przesłankom eko- nomicznym nie eliminując jednak pozostałych. Dotychczasową polemikę jakby zamyka W. W. Karłów, formułując własną koncepcję pojęcia wczesnośredniowiecznego miasta. Jego zdaniem, jest więc miasto wielo- funkcyjną osiadłością, zaspokajającą rozliczne potrzeby feudalnego spo- łeczeństwa poprzez następujące funkcje: rzemieślniczo-handlową, poli- tyczno-administracyjną, kulturalną i religijną20. Zdaniem wielu histo- ryków taki właśnie charakter miały najstarsze ruskie miasta, będące cen- trami większych terytorialnych związków. Przechodząc do wykładu dziejów Kijowa, a właściwie jego źródeł są- dzimy, że koniecznym się staje ostateczne ustalenie przede wszystkim początków grodu, podgrodzia czy nawet osady. Niewątpliwie wszystkie zachowane przekazy źródłowe i wyniki ba- 19 B. D. Griekow, Kijewska Ruś, Moskwa 1953, ss. 100—103. 17 M. N. Tichomirow, Drewnieruskie goroda, Moskwa 1956, ss. 431—436. 18 N. N. Woronin, K’ itogam i zadaczam archeołogiczeskogo izuczenija driew- nierusskogo goroda, Moskwa 1951, s. 95. 19 N. F. Kotlar, K’ woprosy o genezisie wostocznosławianskich gorodow, [w:] Sławianskije drewnosti, Kijew 1980, ss. 118—120. 20 W. W. Karłów, Ó faktorach ekonomiczeskogo i politiczeskogo razwitija rus- skogo goroda w epochu srednewekowja, [w:] Russkij gorod, Moskwa 1976, s. 37.
dań archeologicznych wydają się wskazywać, że zalążki miasta należy wiązać z założonym tu grodem o funkcjach administracyjno-obronnych, jak również z wcześniejszym obiektem kultowym, niekoniecznie słowiań- skiego pochodzenia, ulokowanym na Górze Starokijowskiej. Można rów- nież przypuszczać, że nie dokonało się to wcześniej, jak w pierwszej po- łowie VI wieku, a więc w okresie tworzenia się związków plemiennych u Słowian wschodnich. Kiedy więc możemy mówić o Kijowie jako o mieście? Wydaje się nie wcześniej niż w X wieku. W tym to mianowicie czasie ukształtowane wcześniej podgrodzie rozwinęło wiele funkcji typu miejskiego. Znamien- ne bowiem jest, że jeszcze około 862 roku, jak podaje Powest' wremen- nych let, grupa Waregów płynąc Dnieprem ujrzała „na górze gródek”21. Sądzić można, że użyte słowo „gródek”, bardzo wąskie w swej treści, sformułowane zostało przez autora latopisu opierającego się na określonej podstawie. Chodziło bowiem najpewniej tylko o gród — miejsce obron- ne, usytuowane na jednym ze wzgórz. Przypuszczać można posługując się analogiami, że osada na Podolu rozwinęła się nieco później i przyjęła w znacznym stopniu funkcje pierwotnego podgrodzia. Możliwe to jed- nak było dopiero w okresie znacznego już rozwoju podziału pracy, a więc na przełomie IX i X wieku. Szybsza rozbudowa grodu i osad przygrodo- wych nastąpiła w czasie ostatecznej konsolidacji wokół Kijowa innych plemion ruskich. Następny etap w dziejach Kijowa to lata rozkwitu, przypadające na czas od połowy X do początków XII wieku. Przedstawił go autor dość stereotypowo, przyjmując wprost kronikarską metodę. Omawia bowiem właściwie dzieje książąt i Rusi Kijowskiej wplatając elementy historii miasta, co nazbyt obciąża czytelnika. Miasto wydaje się ginąć w natłoku politycznych wydarzeń, a także opisie poczynań urbanistycznych poszcze- gólnych książąt. Niewiele właściwie dowiadujemy się o życiu miasta i jego mieszkańców, o strukturze społecznej i zawodowej. Da je się zau- ważyć brak analizy przyczyn znakomitej prosperity Rusi Kijowskiej i Kijowa. Czy była to tylko zasługa panujących, jak chce autor, czy może w większym stopniu splot czynników ekonomiczno-społecznych, a w tym bezsprzecznie narastająca ekspansja procesów feudalnych z korzystnym układem stosunków politycznych. Dobrze się stało, że zwrócił autor uwa- gę na zmiany w przebiegu kierunków handlowych, wyraźnie określają- cych przetasowania w układzie regionów ekonomicznych i gospodarki europejskiej. Kijów stał się w tym czasie już centrum wymiany handlo- wej nie tylko między Bizancjum, ale także Europą Zachodnią i Środko- wą a krajami Wschodu i Północy. Z tego to względu stale zamieszkiwali w mieście, znajdując korzystne warunki egzystencji, przedstawiciele róż- nych narodowości, a wśród nich: Polacy, Ormianie, Żydzi, Niemcy i Litwini. Uzasadnione wątpliwości budzi podany szacunek wielkości po- wierzchni zabudowy miasta i liczby jego ludności oraz porównanie tych danych z innymi miastami europejskimi. W sprawie powierzchni zabu- dowy można by się zgodzić z autorem, że była tak duża (400 ha), mając jednak na uwadze jej specyfikę w miastach ruskich, gdzie dom od domu znajdował się w dość znacznej odległości i otoczony był ogrodami. A więc 21 Powieść minionych lat, Wrocław-Warszawa-Kraków 1968, s. 224.
zabudowa była bardzo rozproszona. Stąd porównywanie Kijowa z mia- stami na zachodzie Europy, o zwartej, ścieśnionej zabudowie, jest w znacznym stopniu niemiarodajne. Także szacunkowe określenie liczby ludności na 45 tys. jest zbyt ryzykowne. Wątpliwości wynikają z tej choćby prostej przyczyny, że w ówczesnych warunkach reprodukcji żyw- ności i możliwościach jej importu egzystencja tak dużego skupiska ludzi, byłaby bardzo trudna. Po latach świetności przechodzi miasto w znaczny i długotrwały kry- zys. Łączyć go można przede wszystkim z okrzepnięciem stosunków feu- dalnych i postępującym rozbiciem dzielnicowym, a także najazdem Mon- gołów. Ten okres w dziejach miasta przedstawiony został jednostronnie w efekcie skupienia uwagi przeważnie na wydarzeniach politycznych w państwie ruskim. Do interesujących należą wiadomości o licznej grupie Polaków pra- cujących w tym mieście. Z ich zapewne inicjatywy Jacek i Czesław Odrowążowie założyli tu zakon dominikanów oraz szkołę. O tym, że zna- lazł zakon w Kijowie wspierających go wiernych, głównie jak się wyda- je osadników polskich, świadczy fakt, że nawet po zniszczeniu go w wy- niku najazdu mongolskiego zdołał się odbudować i wznowić działalność. W tym czasie osiedlili się tu również franciszkanie. Wynikiem wzrostu ludności wyznania obrządku łacińskiego było oddzielenie kościoła łaciń- skiego w mieście od biskupstwa lubuskiego i po staraniach powołanie własnego w 1331 roku. W końcu XIII wieku zmieniły się układy polityczne w Europie środ- kowo-wschodniej. Wzrosła potęga zakonu krzyżackiego dążącego do po- szerzenia swojego terytorium kosztem ziem polskich, a przede wszystkim litewskich; na Rusi natomiast osłabło panowanie Tatarów. W takiej sy- tuacji politycznej, wobec niepowodzeń na Zachodzie, tak Polska, jak i Litwa podjęły działania w celu opanowania Rusi. Efektem tego było podporządkowanie sobie przez Litwę ogromnych terenów ruskich łącznie z Kijowem. Pod władzą Litwy pozostawało miasto od 1362 do 1569 ruku. Był to ważny okres w dziejach miasta. Wszedł Kijów w sferę europej- skich wpływów i wzorów organizacyjnych oraz kulturowych. Otrzymał bowiem już w końcu XV wieku prawo magdeburskie i organizacje ce- chowe. Przyśpieszyło to w znacznym stopniu jego rozwój gospodarczy i społeczny, a także uniezależniło mieszczan od wszelkiej jurysdykcji z wyjątkiem miejskiej. Zależność polityczna Rusi od Litwy była luźna. Pozostawiono dotych- czasowy, ruski podział administracyjny. W większości księstw rządzili rodzimi książęta. Względna stabilizacja polityczna prowadziła do ożywienia gospodar- czego, a w tym handlu. Przez Kijów przebiegały teraz szlaki handlowe o kierunku południkowym i równoleżnikowym. Ożywiły się szczególnie kontakty handlowe z Wilnem, Krakowem i Moskwą. Miasto wzbogaciło się o nowe, wielorakie treści. Zeszło ze wzgórz na Podole, które się sta- ło centrum gospodarczym całego zespołu miejskiego. Mimo przyjęcia prawa magdeburskiego nie dokonano żadnych zmian w układzie prze- strzennym. Zmienił się natomiast stan etniczny ludności. Wzrosła mia- nowicie liczba Polaków i Litwinów, dla których reaktywowano biskup- stwo upadłe w wyniku najazdu Tatarów.
Korzystny stan ekonomiczny był źródłem bujnego rozwoju kultury. Zakładano liczne szkoły, a nauka czytania i pisania była powszechna wśród wyższych warstw społeczeństwa. Wejście Rusi w orbitę wpływów litewsko-polskich wyznaczało plat- formę współpracy między trzema narodami, u której źródeł leżały nie tak rzadko wspólne interesy. Ze zbyt odważną tezą wystąpił autor stwierdzając, że w XIV wieku ukształtował się naród i język ukraiński. Pogląd ten trudno jest przyjąć bezkrytycznie z uwagi na to, że traktuje tę nową jakość polityczno-spo- łeczną w dziejach narodu w sposób nazbyt statyczny. Tymczasem two- rzenie się i rozwój narodu oraz języka widzieć należy jako złożony i sta- le postępujący proces. W wypadku Ukrainy można przyjąć, że XIV wiek jest jednym z wyraźnie zaznaczonych etapów na drodze rozwoju narodu ukraińskiego. Wtedy bowiem rozdzieliły się ostatecznie losy Moskwy i Kijowa. Niezmiernie istotny jest tu jednak do podkreślenia fakt, że określony stopień świadomości rozwinął się prawie wyłącznie u wyższych warstw ówczesnego społeczeństwa. Druga i jak sądzić można zasadnicza faza wzrostu fali poczucia narodowego wystąpiła na przełomie XVI i XVII stulecia. Zasadnicze znaczenie miały w tym względzie powstania chłopskie i kozackie bedace niejako testem świadomości politycznej, ale i zasadniczą siłą konsolidującą społeczeństwo wokół spraw narodowych. Kolejny bezsprzecznie etap daje się zauważyć w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to stworzone zostały podstawy nowożytnego ukraiń- skiego narodu. Lata przynależności Kijowa do Rzeczypospolitej śmiało uznać można za okres dalszego rozwoju miasta. W książce dokonano trafnej analizy źródeł takiego stanu rzeczy, podkreślając znaczenie ogólnie korzystnej sytuacji Rzeczypospolitej złotego wieku, protekcyjnej polityki i opieki królów, uzyskanych przywilejów, a także wolności i swobód politycznych mieszczan. Do wzrostu handlu, a co za tym idzie, bogactwa mieszczan przyczyniło się w dużym stopniu nadanie miastu prawa składu. Niepo- ślednią rolę w rozwoju Kijowa odegrali jego wybitni wojewodowie, jak między innymi Konstanty Wasyl Ostrogski, Stanisław Żółkiewski i To- masz Zamoyski. Korzystne tendencje wszechstronnego rozwoju wyrażały się w roz- woju rzemiosła i handlu, bogactwie mieszczaństwa, a także jako konse- kwencja tego w rozwoju budownictwa, piśmiennictwa, drukarstwa i szkolnictwa. Podjęto odbudowę obiektów sakralnych i niekiedy z ini- cjatywą w tym względzie występowali sami królowie, jak w wypadku Soboru Uspieńskiego. Znakomicie rozwijało się szkolnictwo przycerkiewne wspierane przez bractwa religijne. W 1633 roku zorganizowano pierwszą wyższą uczelnię tzw. Kolegium Mohylańskie. Nie bez znaczenia było tu oddziaływanie Uniwersytetu Jagiellońskiego, wśród którego absolwentów można było spotkać sporo mieszkańców Kijowa. Właśnie w dziedzinie szkolnictwa wyrażały się najbardziej jaskrawo narodowe aspiracje Ukraińców. Mimo własnych inspiracji kulturalnych daje się zauważyć znaczny wpływ wzorów polskich, co szczególnie jaskrawo wystąpiło na polu piś- miennictwa. Język polski był obowiązujący i powszechnie używany w piśmiennictwie na równi z ukraińskim, a określone wzory literackie
przenikały się wzajemnie. W większości jednak występowały tego typu relacje wśród wyższych grup społecznych, a przeważnie szlachty i boga- tego mieszczaństwa. Szerokie natomiast rzesze społeczeństwa mniej były podatne na te wpływy i niechętnie skłaniały się ku nowym wzorom, a szczególnie unii religijnej, co najjaskrawiej uwidoczniło się w powsta- niu B. Chmielnickiego. Okres licznych i szerokich już związków polsko-ukraińskich, tych prawnie sankcjonowanych, jak i naturalnych, załamał się ostatecznie w połowie XVII wieku. Ukształtowany w przeciągu dwóch ostatnich stuleci model stosunków gospodarczo-społecznych i politycznych w Kijowie przetrwał do końca XVIII wieku mimo przynależności miasta od 1654 roku do państwa Ro- manowów. Systematycznie prowadzone zabiegi unifikacyjne i rusyfika- cyjne nie zdołały przełamać tradycyjnych, wrośniętych już w miejscowy grunt i świadomość układów społecznych i gospodarczych. Polityka Moskwy względem Kijowa zmierzała z jednej strony do ograniczenia wolności mieszczan wynikającej z prawa magdeburskiego, a z drugiej do systematycznej likwidacji kozaczyzny i oddzielenia jej od reszty społeczeństwa i miasta. Jakkolwiek w sprawie kozackiej odnosiły władze powolne sukcesy, tak w kwestii miejskiej nie poczyniono postę- pów, a miasto rządziło się nadal zwyczajami prawa magdeburskiego. Mając do dyspozycji bogatszą literaturę, przedstawiono dzieje miasta pod władzą Moskwy bardziej wszechstronnie w stosunku do okresów wcześniejszych. Podane informacje wskazują, że mimo określonego po- stępu w różnych dziedzinach nastąpiło w stosunku do lat sprzed powsta- nia B. Chmielnickiego znaczne zahamowanie rozwoju miasta. Po rozbiorach Rzeczypospolitej i likwidacji dotychczasowych granic Polacy ponownie napłynęli do Kijowa. Ich udział w życiu miasta w róż- nych jego dziedzinach był znaczny. Kijów XIX w. to typowe miasto wielonarodowe, w którym dominu- jącą rolę odgrywały trzy narodowości: Ukraińcy, Rosjanie i Polacy. Moż- na w tym miejscu zaryzykować twierdzenie, że miasto to stanowiło na- wet jedno z ważnych ognisk kultury rosyjskiej i polskiej. Nas interesują szczególnie związki Kijowa z Polską i kulturą polską. Dość dobrze przed- stawił to Podhorodecki w swojej pracy. Dla życia miasta przełomowe znaczenie miała data 1834 r., kiedy to traci ono prawa magdeburskie i inne przywileje. Pod względem praw- nym Kijów nie różnił się odtąd od innych miast imperium rosyjskiego. Pod względem kulturalnym miasto rozwijało się jednak nadal. Centrum życia naukowego, a nawet i społecznego staje się w tym okresie uni- wersytet, w którym decydującą rolę odgrywali Polacy. Do roku 1863, a nawet i później, Polacy stanowili ponad połowę studentów. W skład grona profesorskiego Uniwersytetu powołano po jego założeniu aż 17 wy- kładowców rozwiązanego przez władze carskie Liceum Krzemienieckie- go. Obok inteligencji na życie Kijowa w pewnym stopniu wpływali rów- nież polscy ziemianie, stanowiący w samej tylko guberni kijowskiej po- nad 87% właścicieli ziemskich. O powiązaniu Kijowa z kulturą zachodnioeuropejską, a tym samym i polską świadczy wpływ, jaki na życie kulturalne i polityczne miasta miała ideologia romantyzmu, a w szczególności idea mesjanizmu. Duży
wpływ na ideologię ugrupowań politycznych odegrały Księgi pielgrzym- stwa narodu polskiego — Adama Mickiewicza. Mesjanizm miał również ukraińskich kontynuatorów i znalazł swe ujście w Knyhach byttia ukrajinśkoho naroda — Mykoły Kostomarowa22 oraz powołaniu do życia w 1846 r. Bractwa Cyryla i Metodego, w którym szczególną rolę ode- grał Taras Szewczenko. Nie ominęło również Kijowa, jakże modne później, chłopomaństwo. Główną rolę w ruchu tym odegrał Polak z pochodzenia, profesor Uniwer- sytetu Kijowskiego — Włodzimierz Antonowycz. Procesy rusyfikacyjne nie były w stanie osłabić żywiołu polskiego w Kijowie. Tylko w latach 1897—1909 liczba Polaków wzrosła z 17 do 44 tysięcy. Tworzyli oni, podobnie jak na całej Ukrainie, elitę społeczną i intelektualną. Podhorodecki przytacza całą galerię Polaków zasłużo- nych dla tego miasta — uczonych, działaczy kulturalno-oświatowych, przemysłowców, studentów i działaczy politycznych (ss. 193—197). W Ki- jowie działały polskie szkoły, instytucje kulturalne, wychodziły polskie czasopisma, prowadziły ożywioną działalność partie polityczne, spośród których najaktywniejszą była Polska Partia Socjalistyczna. Opisując dzieje Kijowa w XIX wieku autor zbyt wiele miejsca po- święca na publikowanie mało istotnych szczegółów życia codziennego, nie różniącego się zresztą niczym od innych miast Rosji, za mało zajmuje się natomiast jego życiem gospodarczym. Niewiele można dowiedzieć się np. na temat produkcji rzemieślniczej, a przecież rzemiosło aż do po- czątków XX stulecia stanowiło o zaopatrzeniu ludności w artykuły życia codziennego. Słusznie podkreśla Podhorodecki rusyfikacyjną politykę władz car- skich w stosunku do społeczeństwa kijowskiego. Kijów jednak nigdy nie stał się miastem czysto rosyjskim. Owszem, jego struktura narodowościo- wa zmieniała się — z miasta wielonarodowego stawał się on coraz bar- dziej miastem ukraińskim. II połowa XIX i początek XX stulecia to okres kształtowania się no- woczesnego narodu ukraińskiego. Proces ten w całej pełni zachodził w Kijowie. Powstawały ukraińskie instytucje, partie polityczne, organi- zacje społeczne, towarzystwa naukowe i kulturalno-oświatowe. Niezmier- nie ważnym wydarzeniem było założenie w 1907 r. przez wybitnego hi- storyka Michała Kruszewskiego23 Ukraińskiego Towarzystwa Naukowe- go 24. W tym samym roku powstał również z inicjatywy Mikołaja Tobi- lewicza pierwszy stały teatr ukraiński25. 22 Porównania utworów tych dokonał S. Kozak w art., Knyhy byttija rikrajin- śkoho naroda Mykoły Kostomarowa i Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego Ada- ma Mickiewicz, „Sla4via Orientalis”, 1973, R. XXII, nr 2, ss. 177—188. 23 Mychajło Hruszewśkyj (1866—1934), uczony i polityk, członek Centralnej Rady. Jego głównym dziełem historycznym była wydana w 10 tomach Istorija Ukrajmy — Rusy (1898—1934), w której przedstawił wielki zasób materiałów źró- dłowych dotyczących historii Ukrainy zgromadzonych w archiwach Rosji, Polski, Szwecji i innych państw. Inne jego prace to m. in.: Narys istorji ukrajinśkoho na- rodu (1904); Ilustrowana istorija ukrajinśkoji literatury (t. 1—5, 1923—1927) 24 Organem towarzystwa były stojące na wysokim poziomie „Zapysky Ukrajin- śkoho Towarystwa Naukowoho”. 25 Mykoła Tobilewycz, ps. Mykoła Sadowśkyj (1856—1933), ukr. aktor i reży- ser. Czołowy reprezentant szkoły realistycznej w teatrze ukraińskim. Po klęsce
I wojna światowa to okres niezwykle burzliwych przemian nie tylko politycznych, ale również świadomościowych kijowian. Autor Dziejów Kijowa dokładnie charakteryzuje przeobrażenia społeczno-polityczne, a o zmianach w sferze świadomości narodowej mieszkańców jedynie sy- gnalizuje, a przecież to one stanowiły ukoronowanie wcześniejszej pracy patriotycznej ukraińskiej inteligencji wśród proletariatu i mieszczaństwa. Wybuch Rewolucji Październikowej zastał ukraińskie ugrupowania i par- tie polityczne nie przygotowane do odegrania samodzielnej roli. Dopiero w ogniu walki dochodzi do ostatecznego sprecyzowania poglądów na spra- wę niepodległości i kwestie społeczne. Wydaje się, że niezbyt dobitnie podkreślił, autor również fakt, że na stosunek Kijowa do rewolucji wpły- nęły w równym stopniu nastroje ukraińskiego i rosyjskiego proletariatu, jak i stacjonujące w mieście oddziały składające się z przedstawicieli różnych narodowości. W latach 1917—1920 wydarzenia polityczne zmieniały się w Kijowie jak w kalejdoskopie. 17 marca 1917 r. powstała Centralna Rada, która 20 listopada proklamowała utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, ale już 12 grudnia zostaje ogłoszone powstanie Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Niedocenianie przez bolszewików narodowych uczuć Ukraiń- ców doprowadziło do zmiany układu sił i pokoju brzeskiego. Jego skut- ków nie przewidzieli jednak podpisujący go przedstawiciele Centralnej Rady. Niemcy po wkroczeniu do Kijowa rozwiązali Radę, a na przy- wódcę Ukrainy kreowali uległego im carskiego generała Pawła Skoro- padskiego. Klęska państw centralnych przyczyniła się do upadku Het- manatu i powstania nowej władzy — Dyrektoriatu z Wynnyczenką* 26 i Petlurą 27 na czele 14 grudnia 1918 r. Również rok 1919 nie przyniósł stabilizacji. 5 lutego Armia Czerwona ponownie zajęła Kijów. 30 sierp- nia wkroczył Petlura, ale już dnia następnego musiał ustąpić pod napo- rem wojsk Denikina. 16 grudnia po raz kolejny zdobyli miasto bolsze- wicy. Ostatnim epizodem w walkach o Kijów była zorganizowana na mocy umowy warszawskiej tzw. wyprawa kijowska. Wojska polskie i ukraiń- skie zajęły miasto 7 maja, ale już 12 tego miesiąca, tym razem ostatecz- nie, zdobyła Kijów Armia Czerwona. Nie oznaczało to jednak stabiliza- cji — „[...] Kijów stanowił nadal — jak pisze Podhorodecki — ośrodek opozycji antyradzieckiej na Ukrainie, w 1920 r. przeniesiono stolicę repu- bliki do bardziej proletariackiego i rosyjskiego Charkowa” (s. 237). Re- wolucja rozpoczęła nowy etap w dziejach miasta i chociaż aż do roku 1934 Kijów nie był stolicą Ukrainy, to jednak de facto stanowił centrum ży- cia społecznego. Okres budownictwa socjalistycznego nie był wolny od wojsk Petlury znajazł się wraz z grupą ukraińskich artystów we Lwowie, gdzie przez pewien czas z dużym powodzeniem prowadził działalność teatralną. Zob. S. Czarnećkyj, Narys istorji ukrajinśkoho teatru w Hałyczyni, L’wiw 1934, ss. 158—159. 26 Wołodymyr Wynnyczenko (1880—1951), ukraiński działacz narodowy, czło- nek Ukraińskiej Partii Rewolucyjnej. 27 Semen Petlura (1877—1926), ukrajński polityk, członek Ukraińskiej Partii Re- wolucyjnej. Od 1918 r. stał na czele rządu narodowego, walczył z Armią Czerwo- ną. Po podpisaniu 21 kwietnia 1920 r. umowy warszawskiej przy współudziale Woj- ska Polskiego brał udział w wyprawie kijowskiej J. Piłsudskiego. Od 1920 r. prze- bywał na emigracji.
błędów i wypaczeń, on jednak zadecydował o obliczu miasta i jego roli jako stolicy jednej z radzieckich republik. Rozwój Kijowa na krótko za- hamowała jedynie II wojna światowa. Obecnie Kijów to ponad 2 milio- nowe, rozwijające się centrum życia społecznego narodu ukraińskiego. Kijów wszedł na trwałe do świadomości historycznej Polaków. Nici łączących oba narody nie przerwano nawet w okresie międzywojennym. Wkrótce po podpisaniu traktatu ryskiego powstał w Kijowie konsulat polski, który położył wielkie zasługi w akcji repatriacyjnej Polaków z Ukrainy. Bardzo miłym wydarzeniem z tego okresu było przyznanie wybitnemu poecie ukraińskiemu, Polakowi z pochodzenia, Maksymowi Rylskiemu 28 nagrody Pen Clubu za znakomite przetłumaczenie Pana Ta- deusza na język ukraiński29. Po II wojnie światowej również utworzono polski konsulat w tym mieście. Przez długi czas był on jedynym przedstawicielstwem zagranicz- nym w Kijowie. Rozpoczęła się również, szczególnie po 1956 r. współ- praca kulturalna. Kijów nawiązał kontakty oficjalne z Krakowem. Od lat organizowane są coroczne dni przyjaźni w obydwu miastach. Prowa- dzona jest wymiana naukowa, rozwija się współpraca gospodarcza. Ze strony ukraińskiej duże zasługi na polu zbliżenia polsko-ukraińskiego położył wspomniany już Maksym Rylski, pierwszy na Ukrainie prze- wodniczący Towarzystwa Przyjaźni Radziecko-Polskiej. Z jego inicjaty- wy, a także Mikołaja Bażana 30 wydano na Ukrainie przekłady dzieł Tu- wima i Słowackiego. Uroczyście obchodzono w Kijowie 1000-lecie Pań- stwa Polskiego oraz inne uroczystości poświęcone wybitnym Polakom (Marii Konopnickiej, Mikołajowi Kopernikowi, Karolowi Szymanowskie- mu, Jarosławowi Dąbrowskiemu, Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu i innym). Kijów pozostał również w świadomości polskiej emigracji. Po wojnie Polacy pochodzący z Kijowa i Kijowszczyzny założyli w Londynie Koło Kijowian, któremu przewodniczył prof. Władysław Wielhorski. Koło wy- dawało czasopismo historyczne pt. „Pamiętnik Kijowian”, na którego ła- mach zamieszczano prace poświęcone związkom polsko-ukraińskim w przeszłości. Mimo iż reprezentowane przez nie tendencje polityczne, będące przedłużeniem propagandy koncepcji federacyjnych, dalekie były od politycznego realizmu, to jednak zamieszczane materiały, szczególnie wspomnienia posiadają dużą wartość historyczną. Praca Leszka Podhorodeckiego stanowi bardzo cenny wkład do hi- storiografii polskiej. Jest kolejną pozycją wzbogacającą naszą wiedzę o dziejach Ukrainy. Pragnieniem autorów niniejszego artykułu byłoby, aby z jednej stro- ny zachęcił on do przeczytania recenzjowanej książki, z drugiej zaś, aby był inspiracją do dalszych badań nad Kijowem, tak wielowątkowo zwią- zanym z naszymi dziejami. 28 Maksym Rylśkyj (1895—1964), wybitny poeta, ukraiński, syn powstańca z 1863 r. kultywujący tradycje poezji romantycznej, wybitny znawca literatury polskiej. 29 O przekładzie tym pisał m. in. Z. Grosbart, Maksyma Rylskiego droga do arcyprzekładu Pana Tadeusza, [w:] Z dziejów stosunków literackich polsko-ukraiń- skich. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1974, ss. 239—270. 30 Mykoła Bażan, ur. 1904, współczesny poeta ukraiński.
Pejzaż leśny, olej — płótno, 49X65
Karol Kosek NIEZNANE LISTY APOLLA KORZENIOWSKIEGO DO WŁADYSŁAWA ŁOZIŃSKIEGO I KONTAKTY LITERACKIE OBYDWU KORZENIOWSKICH W GALICJI W LATACH 1868—1874 Conradyści polscy i obcy zdają się nie zauważać lub nie doceniać kon- taktów literackich i wpływów galicyjskiego środowiska kulturalnego na życie i uformowanie osobowości obydwu Korzeniowskich, tj. Apolla i przede wszystkim jego genialnego syna — późniejszego Josepha Conra- da. Chwalebny wyjątek stanowi tu G. Morf, który w swojej książce w 1976 r. omawia obszernie — choć może nie dość precyzyjnie — rolę i wpływ szkoły galicyjskiej, ściślej gimnazjum Świętej Anny w Krako- wie na umysłowość i twórczość Conrada k Z okresu pobytu Korzeniow- skich w Galicji przytacza się jedynie wypowiedzi „antygalicyjskie” Apol- la w listach do K. Kaszewskiego, dziennikarza z Warszawy, do S. Basz- czyńskiego, ekspowstańca i byłego ziemianina z Podola, oraz do jedyne- go z „Galicjan”, tj. listy z lat 1859—1861 do K. Szajnochy, historyka, osiadłego we Lwowie 1 2. Tymczasem sama logika życia narzuca nieodpar- te przekonanie, że Apollo, zamieszkały w Galicji (po powrocie z zesłania w Rosji) od końca lutego 1868 ao śmierci 23 maja 1869 — i jego syn Konradek — do wyjazdu z Krakowa w świat dnia 14 października 1874 — musieli utrzymywać stosunki nie tylko z Szajnochą (który zmarł 10 stycznia 1868) i Baszczyńskim (który przeważnie przebywał poza Kra- kowem), lecz z lwowskim i krakowskim środowiskiem kulturalnym, ugru- powaniami politycznymi (np. „czerwonego księcia” A. Sapiehy) i dzienni- karskimi. Mogła się Apollowi nie podobać szkoła galicyjska, nasycona elementami germanizatorskimi, ani kłótliwa prasa Iwowsko-krakowska i atmosfera polityczna „Głodomerii”, lecz to one — nolens volens — kształtowały jego życie i przede wszystkim wrażliwą duszę jedynaka Konradka, który nie mógł ograniczać swej lektury tylko do „wieszczów” 1 G. Morf, The Polish Shades and Ghosts of Joseph Conrad, New York 1976, ss. 73—77, 2 R. Taborski, Apollo Korzeniowski, ostatni dramatopisarz romantyczny, Wro- cław 1957, ss. 20, 40, 72, 79, 88, 91, 92, 93, 94, 100.
i do czytania jedynie warszawskiego „Wędrowca”, jak to np. sugerują M. Dąbrowski czy J. Kałuska 1 * 3, lecz musiał czytać — i czytał — prasę galicyjską, w której publikował przecież swoje utwory jego ojciec, oraz, utwory zalecone przez program szkolny i powieści sławnych wówczas — a dziś zapomnianych — pisarzy galicyjskich. Dowodów na to dostarczają — między innymi — dwa nieznane, za- gubione w 13-tomowej korespondencji, listy Apolla Korzeniowskiego do Władysława Łozińskiego. Listy te stanowią klucz do pewnych „zagadek”' biograficznych obydwu Korzeniowskich, wskazują ślady, jakby tropy do rozwiązania innych „tajemnic”. W konsekwencji pozwalają na wprowa- dzenie pewnych korekt w wieloletnie dywagacje conradystów na temat „polskości” i „angielskości” Conrada-Korzeniowskiego. Obydwa listy, pierwszy z 17 czerwca, drugi z 9 lipca 1868 4, zostały napisane w miejscowości kuracyjnej Topolnicy w powiecie starosambor- skim, dokąd na polecenie lekarzy (a może i za radą adresata) udali się obaj Korzeniowscy na cztery miesiące (połowa czerwca do połowy paź- dziernika 1868) na leczenie płuc żętycą. Obydwa listy, adresowane do Władysława Łozińskiego, młodego redaktora „Dziennika Literackiego”, najlepszego wówczas w Galicji tygodnika literackiego, napisane są na papierze białym, bezliniowym, czerpanym, złożonym we dwoje, o wy- miarach 14,5 cm X 23 cm. Pismo Apolla jest trudno czytelne, ponieważ autor łączy i zlewa w jedną całość sąsiednie wyrazy, a litery obydwu listów są drobne, ostro zakończone, często o profilu „gotyckim”, pełne fantazyjnych zawijasów, szczególnie duże: P, S, małe: ł oraz duże i małe: D, d. Na tych ostatnich znakach widać wpływ alfabetu greckiego i szkół rosyjskich z Podola i Ukrainy. Pewne rusycyzmy dają się zauważyć rów- nież w składni i doborze słownictwa. Każdy list posiada cztery strony, rozmaicie zapisane i zapełnione. Przytaczam je, zachowując dokładnie pisownię, błędy ortograficzne, znaki interpunkcyjne i rozmieszczenie gra- ficzne wersów na każdej stronie; jedynie rozdzielam zlane wyrazy. List pierwszy, strona pierwsza: Kochany Panie Władysławie. Uścisk przyjazny ręki ci (!) posyłam. Piję żętycę ale się nudzę potężnie; powietrze śliczne, wzgórza cudowne, ale powietrze nieprzynosi ani jednego człowieczego słówka a echa wzgórz nie powtarzają ani jednej wymówionej myśli — Przysyłaj mi proszę Cię Tygodn, Liter, [acki] przez Stare Miasto — Łopuszankę do Topolnicy. To najbliższa moja poczta. — Kłaniaj się wszystkim znajomym wedle tego jak komu należy a przyjaźń mą pa... [miętać] zechce. Czy nie ma u Wilda his. [torii] D. 17 Czer. 1868 Topolnica 1 M. Dąbrowski, Rozmowa z Conradem, „Tygodnik Ilustrowany” 1914, nr 14. Przedruk: Maria Dąbrowska, Szkice o Conradzie, Warszawa 1974. Wspomnienia, J. z Tokarskich Kałuskiej przytacza R. Dyboski, Z młodości Józefa Conrada, „Czas” 1927, nr 196; przedruk: B. Koc, Wspomnienia i studia o Conradzie, War- szawa 1963. 4 Korespondencja Wł. Łozińskiego, archiwum BJ, rkps akc. 123/56, t. VI.
pols. [kiej] Miklaszewskiego albo Lele- wela (Stryj synowcom) niech mi wyśle — sposobem zajiczki pocztowej, poproś go odemnie i przyjm wyrazy szczerej przyjaz- nej życzliwości od sługi A. Korzeniowski Druga strona: (dopisek pośrodku karty): Jeszcze żętyca nic nie dokazała, (a propos: czy żentyca? Czy żętyca?) ale mam tu dwa specimeny ludzi na których dwa tygodnie używania, tego niewinnego napoju dziwnie dobry wywarły skutek. Są to obaj (?) ludzie ze mną ejusdem (!) farinae co do curicu- (!) lum vitae pracy literackiej i rad jestem towarzystwa. Do widzenia — Trzecia strona: całkiem pusta. Czwarta strona: lak czerwony i ślady trzech pieczęci okrągłych z poczty z nadru- kiem: Lemberg 19/6 oraz poniżej adres odbiorcy: We Lwowie węgieł ulicy Szerokiej, kamie- nica Sentera 804 Wny Władysław Łoziński Drugi list, strona pierwsza: D. 9. Lip. 1868 przez Łopuszankę — Topolnica Kochany Panie Władysławie. Dużo już dni ubiegło od czasu otrzymania waszego (!) listu: Nr Nr Dziennika Literac. [kiego] od 19 po 25 włącznie. Niezmiernie i za list i za druk byłem i jestem wam (!) obowiązany; więcej jed- nak za list. Od druku, — chociaż to nieprzyzwoicie wścibiać nos do rzeczy nienależących do tego nosa, — mogę wam powiedzieć, że wydaj mi się, w porównaniu z ostatnimi Nr Nr dawnego autoramentu, niby ja- koś ukoloryzowany w pierwsze znamiona rekonwales- centa. — Dział pobieżnej krytyki, niby kroniki literackiej najsłabszy ze wszystkich działów. Przekłady niezłe wcale a i wybór „Księcia Pudla” jak na dzisiejszą aurę ota- czającą Galicję wcale trafny. Tylko wasze krytyczne roz- biory czytać się dają — Smutną już minę mają po- ważniejsze artykuła, jakieś przeżuwane. W waszem piśmie tylko podobną manierą pisane poważniejsze ar- tykuły, jak w Revue des deux Mondes (!), ujść by mogły. Te zaś, które w tych N.N. spotkałem trafiły właśnie na ten rodzaj, którego francuski krytyk wystrzegać się każę w owym wieiszu: „Tous les genres sont bons hors le genre enimyeux”. Koniecznie potrzeba aby była lwowska, kronika ty- godniowa na początku, jako wstępny artykuł. — Gdy powrócę — to wziąłbym to na, siebie nawet po niejakim czasie pobytu. — Kto wie, zresztą — może — pismo wasze [wyrazy nieczytelne, prawdopodobnie: powiedzie ..drogą i honorem?] lepszą, niż dawniej. Czem by nakłonić Galicję do czytania? Strona druga: Ch ciąłeś mieć coś ode mnie. Trudno. Ale propo- nuję wam nabycie, na którem, ręczę że ani pis-
mo, ani nakładca źle nie wyjdzie. — Oprócz dwóch mam wszystkie dramata V. Hugo przełożone po polsku. Tu przed ręką mam: Andżelo Lu- krecja Bordżija i Ruj Blasa. Ostatni ineditus (?) oryginału wierszami. Nie pod ręką mam Bur- grafów, Marją Tudor, Król bawi się, Zamek kró- lewski — Gdybyście rozpoczęli druk tych dra- matów, a mając gotowe ułożone szpalty, od- ciskali po 150 do 200 exemp. [larzy] osobno, dali- byście wkrótce publiczności polskiej wszystkie dramata V. Hugo. Drogo za to nie wezmę — za- płacicie mi, jak mi w Warszawie dawano, lecz tąm cenzura nie puściła tak ostro na społecz- ność działającej rzeczy. Prawdziwie że wyglą- dało by to nieźle w Dzień, [niku] Literackim — owo przyswojenie pols. [kiej] liter, [aturze] arcydzieł takich. Przekład mój: — każdej sowie sowięta miłe swoje i mnie wydaje się wyśmienity. Jeżeli chcecie — odpiszcie, zaraz wam mogę jeden z tych co mam tu dramatów przesłać na wybór. Mielibyście pewność na długo zapeł- nienia paru kart Dzień, [nika] Lit. [erackiego] — a przeciwko przekładów arcydzieł, nikt głosu nie pod- niesie. A ileż to tam socialnych (!) i narodo- wych prawd i godności ludzkiej uwiel- bienia za4sad. A i teatr mógłby się Strona trzecia: wziąć do grania tych dra4matów, a publiczność nawet świąteczna mogłaby być zadowoloną bo dość są okrutne; a wyszłaby jeszcze z większym zapasem myśli, niźli wychodzi po nadnaturalnych dramatach, do dziś jej dawanych. Dopóki naszych radosnych niema- my — korzystajmy z obcych; całość dramatów V. Hugo może wreszcie być niezmiernie korzystnem studium dla tych co zrazili się do dramatycznego pisarsitwa — Otóż i wszystko — czekam waszej odpo- wiedzi. Za parę tygodni — trzy najdalej [wyrazy nieczytelne: ruszam do was?] która teraz [?] piórem cieszy, Zawsze wierny i życzliwy A Krz [Korzeniowski] Zdrowie me trochę — trochę — bardzo mało polepszone. Na zapytanie o nim może — bym tak samo odpowiedział jak u nas stary Niemiec Doktor, co się ożenił a ktoś go spytał: czy to prawda iż kon- syliaż się ożenił. ,,A tak”, odpowiedział za- kłopotany — „ożenił, ożenił, ale bardzo bardzo mało. — Strona czwarta: pusta, niezapisana. Przytoczone listy potwierdzają trzy fakty znane conradystom: Apollo w Topolnicy w czerwcu—lipcu 1868 leczył płuca pijąc żętycę, myślał o wychowaniu syna „na Polaka”, dlatego prosił Łozińskiego o przysła- nie mu (dla Konradka oczywiście) historii polskiej Miklaszewskiego lub Lelewela, oraz zabiegał o wydanie swoich przekładów dramatów W. Hugo 5. Wszystko inne natomiast, zawarte w tych dwu ocalałych przy-
padkiem listach, starowi absolutne novum Pomimo zaawansowanej gruźlicy i słabych skutków kuracji Apollo nie był beznadziejnym pesy- mistą, abnegatem życiowym i bierną ofiarą losu, lecz działał, tworzył, przekładał, krytykował, chciał zostać — jako ceniona siła — współpra- cownikiem najlepszego w Galicji tygodnika literackiego. Obydwa jego listy tchną optymizmem, humorem, a drugi nawet zakończył Apollo do- wcipną, wręcz pikantną anegdotką o małżeństwie starego lekarza Niem- ca. Utrzymywał Apollo przyjazne i pożyteczne związki z wybitnymi dzia- łaczami kulturalnymi w Galicji, takimi jak nazwany imiennie K. Wild, zasłużony księgarz i wydawca wielu patriotyczno-demokratycznych ksią- żek i deficytowych pism, jak np.: „Dzwonek”, „Mieszczanin Polski”, „Dziennik Literacki” etc., jak sławny wówczas młody pisarz, dzienni- karz, prekursor pozytywizmu, miłośnik teatru i redaktor „Dziennika Lite- rackiego” — Wł. Łoziński, i wielu innych — nie nazwanych imiennie w listach, ale których znać musiał Apollo jako współpracowników „Dzien- nika Literackiego”. W tym piśmie bowiem opublikował Apollo cztery ostatnie znane jego wiersze patriotyczno-mesjanistyczne: w numerze 14 (z 7 kwietnia 1868): Morze lud i Prolog albo epilog do dziejów narodu polskiego, a w numerze 17 (z 27 kwietnia): Kartka do pamiętnika Polki oraz Pieśń 1868 5 6. Apollo — a także za przykładem ojca jego syn Kon- rad — był pilnym czytelnikiem „Dziennika Literackiego”, dlatego w oby- dwu listach domagał się lub dziękował za przysłane „numera”, „od 19 po 25 włącznie”, w których „Dziennik” drukował powieść E. Laboulaya: Książę Pudel w przekładzie K. Cieszewskiego. W liście z 9 lipca Apollo schlebia redaktorowi pisząc, że ostatnie numery „Dziennika” są lepsze, przypominają „rekonwalescenta”, bowiem od numeru 18 (5 maja 1868) do nru 50 (15 X11 1868) na winiecie pisma Łoziński figurował jako „Wy- dawca i redaktor odpowiedzialny” a K. Wild jako — właściciel”. Prawdopodobnie ze względów finansowych młody „redaktor odpo- wiedzialny” — z braku funduszów — nie publikował na łamach „Dzien- nika” i nie „odciskał” oddzielnie dramatów Hugo w przekładzie Korze- niowskiego, bowiem poruszały one problemy dalekie od zainteresowań czytelników galicyjskich. Zapełnienie nimi szpalt pisma naraziłoby re- dakcję na utratę nielicznych abonentów i przedwczesną śmierć „Dzien- nika”, która zresztą nastąpiła — mimo pomocy Wilda i rozpaczliwych wysiłków Łozińskiego 27 XII 1870 r. (nr 51). Po ukończeniu druku Księ- cia Pudla (nr 19—27) publikował Łoziński w swym organie własną, pa- sjonującą wówczas powieść pt.: Czarne godziny, która przedłużyła cza- sowo żywot tygodnika. Byli spiskowcy i uczestnicy powstania styczniowego założyli w Kra- kowie w 1869 r. dziennik polityczny „Kraj”, na łamach którego doszło do ponownej współpracy Korzeniowskiego z Łozińskim, który chyba znajomość i przyjaźń z poetą kresowym odziedziczył po swoim starszym o 25 lat kuzynie — Karolu Szajnosze, przyjacielu Apolla, zmarłym we Lwowie 10 stycznia 1868, czyli tuż przed przybyciem Korzeniowskich do stolicy Galicji. Na cześć Szajnochy, który w 1861 wprowadzał 18-letniego kuzyna w świat literatury, wdzięczny Łoziński opublikował w swoim 5 R. Taborski, op. cit., ss. 124, 129. 6 Tego ostatniego wiersza Taborski nie analizuje w swojej monografii ó Apollu Korzeniowskim. , . ' ’ ; i
„Dzienniku Literackim” od 21 I do 24 III 1868 (nry 3—12 z przerwami) łącznie osiem entuzjastycznych artykułów o jego patriotycznej, spiskowej młodości oraz o zasługach jako pisarza, dziennikarza i historyka. Arty- kuły te mogli i czytali zapewne już obydwaj Korzeniowscy. Treść ich, oraz wymowa ideowa, bliska poglądom politycznym Apolla, musiały za- raz na wstępie jeszcze bardziej zbliżyć obydwu pisarzy, których pozna- niu patronował za życia (drogą korespondencji i ustnych informacji) K. Szajnocha. Przez Apolla Łoziński poznał i zaprzyjaźnił się (opiekuń- czo) z młodym Konradkiem. W obu listach zwraca bowiem uwagę fakt, że Łoziński i Korzeniowscy mieszkali we Lwowie na tej samej ulicy Szerokiej (Łoziński nr 804, Korzeniowscy nr 11, m. 5) oraz serdeczny, wręcz familiarny ton zachowanych korespondencji, szczególnie uwydat- niony w cząstce wstępnej, tj. apostrofie oraz w używaniu formy drugiej osoby przez Apolla, choć bez zaimka: „ty”. Świadczy to o dłuższej zaży- łości między obu korespondentami, pozwala domyślać się, że listów po- dobnie serdecznych (a zaginionych) było więcej. Korzeniowscy przybyli do Lwowa z końcem lutego, a już 7 kwietnia ukazały się w „Dzienniku”, którego teka redakcyjna była zawsze pełna, wiersze Apolla. Pozwala to również przypuszczać, że ktoś, Szajnocha lub ktoś z jego kręgu, zapro- tegował i skierował zwolnionego zesłańca do Łozińskiego jako młodego i obrotnego człowieka, który opiekował się wielu podobnie jak Apollo nieporadnymi życiowo pisarzami i uczonymi, a ekspowstańcami (np. L. Kubala, Ks. Liske A. Asnyk itd.), Te i inne, przytoczone i nie przytoczone, dokumenty i fakty każą od- rzucić jako fałszywą legendę, że Apollo żył w Galicji całkowicie ode- rwany od życia i tylko „modlił się” do portretu zmarłej żony, a syn jego Konrad wzrastał w tej wyłącznie „mrocznej” atmosferze, czytał tylko warszawskiego „Wędrowca”, nie chciał się uczyć i opuścił kraj z powo- du nieszczęśliwej miłości etc., Wprost przeciwnie. Apollo od śmierci, na ile mógł, żył pełnią życia, a jego chłonny i wrażliwy syn Konrad, dojrze- wając w atmosferze bujnego (nie martwoty), życia politycznego w Gali- cji musiał czytać i czytał takie pisma, jak: „Dziennik Literacki”, „Kraj”, „Czas”, „Przegląd Polski” itp., a w tych pismach artykuły i utwory lite- rackie czy polityczne (ówczesnych publicystów i pisarzy galicyjskich, do których należał przecież jego ukochany ojciec, a których wpływ widać w prozie i publicystyce politycznej późniejszego Josepha Conrada. Omó- wienie tych problemów, tj. życie polityczne Galicji w latach 1868—1874, rola i wpływ szkoły krakowsko-lwowskiej, publicystyki i literatury pięk- nej pisarzy galicyjskich, kontakty literackie Wł. Łozińskiego z Korze- niowskimi, przyczyny wyjazdu Conrada z Polski itd. — to wszystko wy- maga cyklu oddzielnych krótkich artykułów, które należy traktować jako studia wstępne do analizy literackiej prozy Conrada, do precyzyj- nego wykazania i oddzielenia „polskości” jego sztuki, wywiezionej z kra- ju, od „angielskości”, nabytej za granicą, celem ukazania piękna i głębi tego niesamowitego aliażu dwu odrębnych kultur w twórczości pisarza, którego M. C. Bradbrook określił w swej książce: Poland’s English Ge- nius 7. 7 M. C. Bradbrook, Joseph Conrad, Józef Teodor Konrad Nałęcz Korzeniowski Poland’s English Genius, New York 1965.
Julian Olszak MARYLA WOLSKA — POETKA ZAPOMNIANA (13 III 1873 — 25 VI 1930) Jest nie tylko miłym obowiązkiem piszącego, zwłaszcza zaś poloni- sty, lecz wręcz nakazem przypominanie od czasu do czasu utalentowa- nych, a o wiele za mało docenianych pisarzy, co często na przekór milcze- niu krytyków weszli na trwałe do piśmiennictwa narodowego. Bywa, że w ich puściźnie, gdy się ją pilniej prześledzi, natrafić można nierzadko na niejedną prawdziwą perłę literatury, a liryki w szczególności. Zazwy- czaj przy tym nie słaba bynajmniej recepcja utworów, ale w rzeczy samej ich niedostępność na skutek bądź rzadkich, bądź zgoła braku wzno- wień w ogóle usuwa ostatecznie w cień ich twórców. Nawet pisarze o ol- brzymim dorobku nie zawsze zdołają zachować trwałe miejsce w świado- mości społecznej narodu. Taki los np. podzielił między innymi Mirando- la, Franciszek Pik, poeta i prozaik, co jako tłumacz przyswoił literaturze naszej niemal tyleż samo arcyutworów piśmiennictwa światowego, co Boy-Żeleński, a jego przekład Colas Breugnon R. Rollanda zachwycił Żeromskiego tak dalece, że wydał mu się po prostu dziełem znakomit- szym niż francuski oryginał. Zwłaszcza dorobek liryków nie sposób często uchronić od zapomnie- nia, i to tych głównie, których utwory, rozproszone po pismach, rzadko ukazywały się w osobnych tomikach. Przeto nie dziwi, że także poezja Maryli Wolskiej uchodzi uwagi nie tylko przeciętnego czytelnika, mimo że jej twórczość z niemałym zainteresowaniem śledzili w swoim czasie co wybitniejsi krytycy i historycy literatury, jak Kazimierz Czachowski, Stefan Kołaczkowski, Antoni Potocki, Aleksander Bruckner, Wilhelm Feldman i Jan Lorentowicz, wyznaczając jej wcale niepoślednią rolę w rozwoju liryki polskiej. Jakoż istotnie jako poetka zasługuje Wolska na pamięć ze wszech miar. W literaturze Młodej Polski, do której historycznie — literacko przynależała, zajęła miejsce odrębne. Jedynie charakterystyczną nastro- jowość, właściwą ówczesnej twórczości poetyckiej, zachowała jej liryka na trwale. Także wierną w zasadzie pozostała poetyce swego literackiego pokolenia. Lecz stosowała, wypracowane w końcu, własne środki wyra- zu artystycznego i miała wręcz odmienny stosunek do świata ludzi
i rzeczy. Obca jej również miała być poezja „hymnów upojenia i rozjęk- łych drgań płomiennego szału”. Nawet w erotykach wyrosłych z młodo- polskich tradycji panują u niej dyskretny umiar i na przekór rozgada- nemu stylizatorstwu pokolenia słabych nerwowców wyraźna kondensacja słowa. Codzienność, ,,stare sprzęty”, „białe proste ławki” stają się przedmio- tem lirycznej kontemplacji. Wzruszają „pożółkłe dawne listy”, a woń sta- rych, dobrych książek”, co młodość uskrzydlały, budzi w niej nieustan- nie „smutny wdzięk dawności”. Uczucia więc i refleksje wiążą się zwykle z pewnymi realiami, tj. ze światem przedmiotów w szczególności. Pośród juweniliów głównie zdarza się częstokroć liryk, co pobrzmie- wa jak prosta, ludowa piosenka tonami czystej, ufnej wiary w piękno świata, w którym warto żyć. Choć jego śpiewne wersy zdają się wska- zywać wyraźnie na powinowactwo ze strofą Lenartowicza bądź Konopni- ckiej, przecie nie są bynajmniej jej naśladownictwem. Owemu liryko- wi — piosence, co smutek rozprasza i pozwala na chwilę zapomnieć, że ...Z wszystkiego się w końcu wynurzy Wieczysta człowiecza nędza. powierza poetka swe młode, górne myśli, swą pieśń serca: Rozśpiewałabym się w głos Jak ta wilga, jak ten kos, W bożej pustce, w bożej ciszy I niech jeno las mnie słyszy! Rozśpiewałabym się w głos Pośród sosen, pośród brzóz, Po zielonej mchów rozścieli, Byle ludzie nie słyszeli... Śpiewałabym ta,kże im To, co czuję, to, co wiem. Gdyby ludzie byli tacy Jako drzewa, jako ptacy, Rozśpiewałabym się w głos Jak ta wilga, jak ten kos... Podobieństwa z innymi pisarzami dowodzą raczej niebywałej chłon- ności umysłu i głębokiej znajomości zarówno dawnej, jak współczesnej literatury nie tylko polskiej, a niekiedy zapewne nawet prekursorstwa w dziedzinie nowych środków ekspresji. Dotrzymując kroku tendencjom artystycznym swojej epoki, dzieliła istotnie ze swym pokoleniem młodo- polskim w zakresie sztuki słowa nade wszystko kult piękna. Zatem nie dziw, że ją łączą pewne pokrewieństwa z Tetmajerem, Kasprowiczem,
Wyspiańskim, Żeromskim. A że jak Staff tworzy autorka Dzbanka ma- lin w różnych okresach literackich, z łatwością dostrzec może czytelnik w jej dorobku znowu niejakie ślady związków z poezją Tuwima czy Pa- wlikowskiej - J asnor ze wskie j. Liryce Wolskiej towarzyszy nieodstępnie myśl o przeszłości, dla któ- rej żywi poetka nie tylko głęboki szacunek. Pamięć o niej działa krze- piąco, choć zarazem nie jest ona wolna od pewnej nuty subtelnej melan- cholii. Rzecz przy tym znamienna, że w akcie twórczym na ogół nie sfera abstrakcji przywołuje wspomnienie o świecie, co odszedł, lecz za- zwyczaj jakiś materialny drobiazg, mebel, słowem jakaś rzecz realna budzi liryczną refleksję, wzruszenie. Rzekłbyś, że wśród owych przed- miotów: Dech się czyjś ostał, jakieś szczęście cudze, Żal czyjś, tęsknotą gnany tu pozgonną, Coś, co, jak zapach uwiędłego kwiatu, Miejsc się kochanych nie puszcza i trwa tu. Przeszłość jawi się jak najczarowniejsza baśń — opowieść o pięknie bezpowrotnie uchodzącej młodości, za którą smutny żal potęguje bolesna myśl o nieubłaganym przemijaniu czasu. Urok „dawności” pociąga tak nieodparcie, że poetka wielekroć daje mu swój emocjonalny wyraz w lirykach: Kocham czar wspomnień, smutny wdzięk dawności, Woń starych dworów, pustki i lawendy, Rozwory wielkich szklanych drzwi — bez gości, Myśl, że tak wiele przeszło życia tędy, Życia, co płonąc, jak dym się ulatnia — I żem nie pierwsza tu i nie ostatnią... Dwór uosabiający jej warstwę, niegdyś wielką nie tylko z tytułu po- siadania, zdaje się raz po raz napełniać głosami przodków, którym win- na pamięć i serce. Nagle ożyła lotna wspomnień scheda, Co o świadectwo słów się upomina Bywajcie, mili. Czyżbym wątpić śmiała, Że to od waszych serc ta woń zawiała, Coś jak kptdzidła trzykrólskiego szczypta W gromnicy dymnym spalona płomieniu? Dominująca w puściżnie Wolskiej poezja stanowi w głównej mierze lirykę miłosną, opartą na autentycznym przeżyciu zarówno, jak remini- scencjach literackich i bodajże na tęsknocie za miłością idealną nade wszystko. Adresata większości erotyków niepodobna się nawet domyślić, ale bo też nie było go naprawdę w zamyśle twórczym. To nieprzeparta potrzeba serca, potrzeba spowiedzi poetycznej, mianowicie wypowiadania własnych stanów duchowych domagała się ustawicznie artystycznego wy-
razu; zatem mus wewnętrzny artysty ma wyjaśnić w istocie anonimo- wość owych skwapliwych wyznań miłosnych. Żywsze uczucie zachowała dla wirtuoza polskiego fortepianu, Igna- cego Paderewskiego, którego poznała we Lwowie na koncercie jako mło- dziutka jeszcze, czternastoletnia panienka. Oczarowana jego nieporówna- ną grą i zapewne osobistym wdziękiem darzyć go będzie odtąd najwyż- szym uwielbieniem: Piosenki moje, toż wiecie, Komu w hołdzie kwitniecie, Komu u stóp padacie daniną... Fascynacja wirtuozostwem muzyki „Jasnego Pana” (tak Wolska nazy- wała w listach Paderewskiego) zaowocuje wybornymi lirykami, a uczu- cie z niej zrodzone podtrzyma wiarę w sens życia i ludzkiej ofiary. ...Tobie zawdzięczam, że mam tęsknić za czym, Że mnie ta ziemia czarem swym nie trzyma^ Że się tu czuję przechodniem, tułaczem, Odkąd tyś mi się w postaci pielgrzyma Objawił... I że me życie nie jest pustą kartą, Choć ,są w nim miejsca od łez nieczytelne, Że mi pracować, żyć i cierpieć warto W imię wszystkiego, co trwa — nieśmiertelne — Tyś sprawił! Choć w jej życiu poetyckim odegrał Paderewski tak niezwykłą rolę nie tylko jako przedmiot podziwu, przecie żadną miarą nie mogła z po- wodu niego przeżywać goryczy zawodu, tym bardziej że w rzeczy samej nie łączyła z nim nigdy osobistych nadziei. Genialny muzyk miał po pro- stu spełniać jedynie jej marzenie o miłości poetycznej, wolnej od zmy- słowości, wysublimowanej i zarazem tyleż kojącej, co zapładniającej wyobraźnię twórczą. Ja< wiem, że jesteś jak te rajskie kwiaty, Co na tej twardej nie przyjmą się glebie! Że cud cię żaden do mnie nie przywiedzie, Żaden ci anioł drożyny nie wskaże. Wiem to od dawna — i nie czekam ciebie, Tylko się gwiazdom w noc bezsenną skarżę. Ja cię nie ujrzę... Nie znasz do mnie drogi I wiem, że nigdy z świata dalekiego... Nie wejdziesz słońcem w nasze ciche progi!... Rozwojowi talentu Wolskiej sprzyjała atmosfera literacka i arty- styczna domu rodzinnego. Naprzód kształciła się na malarza, lecz pewna wada oczu udaremniła w końcu dalsze studia malarskie, które odbywała
w Monachium. Nieraz potem jeszcze w życiu wracała do rysunku, udo- stępniając nawet swe prace wydawnictwom: Danusia do powieści Krzy- żacy H. Sienkiewicza, Matka Boża, Najświętsza Panna, Typ stryjeński, Studium. Odebrała także równie staranne wykształcenie muzyczne. Uzdolnienia literackie odziedziczyła po matce, Wandzie Młodnickiej z domu Monne, zasłużonej autorce książek dla dzieci, której niezwykłą urodę przypominają rysunki Artura Grottgera, utrwalającego jej wizeru- nek wielekroć i tym skwapliwiej, że była jego narzeczoną. Z ojcem, Ka- rolem, utrzymującym przez całe życie nader zażyłe stosunki z wielu ko- legami akademickimi, mianowicie m. in. z Janem Matejką, Henrykiem Rodakowskim, bratem Albertem, to jest Adamem Chmielowskim, dzie- liła z kolei zamiłowania malarskie. Nie bez wpływu znacznego na kształtowanie osobowości artystycznej autorki Dzbanka malin pozostawała zapewne bliższa znajomość z Igna- cym Maciejowskim (Sewer), również zetknięcie się z Przybyszewskim, którego miała kiedyś słuchać, gdy z „miną demonicznego szewca grał wista”, i wreszcie z Wyspiańskim. Nieco pełniejszy krąg literackich zna- jomości poetki odsłania jej obfita korespondencja. Odnajdujemy w niej listy i od autorki Nad Niemnem, która może najwięcej okazywała zain- teresowania dorobkiem szanownej adresatki, wyrażając przy tym nie- kłamany podziw dla jej talentu: „Wiersze Twoje są prześliczne, rysunki oznajmiają dar malarski, podobno i z muzyką jest to samo”, i od Stefa- na Żeromskiego, Marii Konopnickiej, Wilhelma Feldmana, od Zygmunta Wasilewskiego i Mariana Gawalewicza. Słowa uznania i zachęty, jakich nie skąpią jej zwłaszcza Orzeszkowa i Żeromski, umacniają ją w prze- konaniu, że jest poetką. Wszelako poprzestawała nie tylko na doraźnych znajomościach z pi- sarzami. Mianowicie lwowski domek Wolskich Zaświecie, przyciągający urokiem polskich tradycji kulturalnych, stał się na pewien czas salonem literackim, gdzie odbywała zebrania grupa pisarska „Płanetnicy”. To w głównej mierze zasługa niewątpliwa Wolskiej, że owo osobliwe środo- wisko literackie skupiło naraz co czynniejszych ludzi zarówno pióra, jak i naukowych aspiracji. Bywali tam Leopold Staff, prof. Edward Porę- bowicz, znakomity tłumacz Boskiej komedii i pionier studiów kompara- tystycznych, Ostap Ortwin, późniejszy wydawca pism Stanisława Brzo- zowskiego, oraz Władysław Prokesch, redaktor „Nowej Reformy”. Z co wybitniejszych bywali jeszcze niekiedy na Zaświeciu także Jan Kaspro- wicz i Władysław Orkan. Zadebiutowała w 1901 r. od razu dwoma tomami poezji: Symfonia jesienna i Theme uarie, a w niespełna dwa lata potem ukazał się kolej- ny tomik Święto słońca. Plon twórczy debiutu okazał się zatem wcale obfity. Otóż w Symfonii jesiennej znalazło się kilkadziesiąt wierszy dru- kowanych w różnorodnych periodykach w latach 1893—1901, w zbiorku zaś Theme uarie pomieściła autorka utwory pisane prozą poetycką. Świę- to słońca dawało znowu dorodny snop liryków, a nadto także kilka utwo- rów o strukturze balladowej; a jednak, nie przeceniając nazbyt jak zwy- kle swego dorobku, z ujmującą skromnością poetka wyzna: ...I czuję, że najwyższa życia mego nuta Jeszcze nie wzięta...
Nie omieszkała przy tym dać wyraz kultowi twórcy Beniowskiego, któ- ry ze swą młodopolską generacją dzieliła, sięgając po tony jego niezrów- nanej oktawy: Do jakichś wielkich wzniosów i do wzlotów Duch mój się zrywa, więzienne swe pęta Rwąc — i w tę drogę jasną lecieć gotów, Kędy myśl ludzka, w światłości poczęta, Drży od błyskawic ognia i od grzmotów, Gdzie duchy bratnie stroją instrumentu, Nu szlaki one, kędy mocą Bożą Serca się łamią — a pieśni się tworzą. Zachowując w zasadniczej linii młodopolski rodowód swego pisarstwa, przeciwstawi się jednakże nakazowi modernistycznego estetyzmu, aby sztuka odrzuciła bezwzględnie brzemię powinności społecznej. Przeto nie tylko pamiętnikiem własnego serca ma być jej poezja. Świadoma także swej obywatelskiej misji poetki upominać się będzie o pozaartystyczne cele sztuki literackiej, tj. nade wszystko narodowe i społeczne: Ocuć swą duszę z własnej boleści, Dla drugich żyj i czuj! W krwawej się serca czasze pomieści I świat, i smutek twój. Przestań już wspomnień pajęczą przędzę W nietrwałe nitki snuć! Na swego kraju niemoc i nędzę Wilgotne oczy zwróć. Ocknij się z marzeń i obudź duszę na trzeźwy dzień i świt! W dni naszych znoju bądź dżdżem w posusze, Zagonem chlebnych żyt! Z pieśni swej dźwięcznym orężem w dłoni Na czatach ducha trwaj! Niech na tę jutrznie twój gło,s nam dzwoni, Co śpiący zbudzi kraj! Może nieco osłabła twórczość własna Wolskiej w okresie redagowa- nia „Lamusa”, wychodzącego w zeszytach jako kwartalnik przez lat bli- sko sześć (1908—1913). Ale za to dała ona wówczas kilka świetnych prze- kładów arcydzieł z literatury światowej, które znamionuje artyzm miary najwyższej. Ze starszej Eddy poddaje nieodpartemu urokowi staroislandz- kiej pieśni rycerskiej, a Niecierpliwość tłumu Villiersa de L’Isle-Adm’a sławi nieustraszony heroizm posła Leonidasa, co „rozkazowi wodza po- słuszny, okryty ranami, rzuciwszy w wąwozie tarczę swoją i miecz, pragnął ostatkiem sił obwieścić Sparcie wiekopomną chwałę jej synów”, na koniec Rokoko, szkic beletrystyczny o przezabawnych dziejach serca
Dorotki, zbliża po trosze do pisarstwa neoromantyka czeskiego, Juliusza Zeyera. Rezultatem zaś ścisłej współpracy obojga wydawców, Maryli Wol- skiej i Michała Pawlikowskiego, stał się ich wspólny przekład Rubayata, w którym autor, Omar Chajjam, wielki mędrzec Persji, astronom i ma- tematyk, żyjący w XII wieku, dał w kształcie poetyckim ostatni wyraz wzniosłej, choć bezbrzeżnie smutnej filozofii Wschodu: Na co się nasze przyjście i odejście zdało? Co się stało z Wiedzących i Wierzących chwałą? W co poszły góry naszej nadziei wspaniałej? W pył, w pył, w pył poszło wszystko, co z pyłu powstało! Wyraźne piętno bolesnych przeżyć, jakich los nie szczędził poetce, niosą późniejsze liryki, artystycznie dojrzalsze, lecz zarazem pełne smut- nej zadumy nad ,,wieczystą człowieczą nędzą”. Z Zaświecia odchodzili najbliżsi: tu umarł ojciec, Karol Młodnicki; tu w 1922 r. życia dokonał mąż, „strasznie dobry Wacek”, a w rok potem matka, której śmierć mia- ły przyśpieszyć nieszczęścia rodziny; wreszcie w roku 1926 w Perepelni- kach, gdzie gospodarzył syn Kazimierz, zmarł na zapalenie płuc najmłod- szy z pięciorga dzieci, Juliusz. Jednakże bodaj najgłębszym ciosem stała się śmierć tragiczna najstarszego syna, Ludwika, nadziei matki, dziedzica jej talentu zarówno, jak zamiłowań artystycznych. Powróciwszy szczęśli- wie z wojny zatrzymał się w Perepelnikach, gdzie go zastała wojna ukraińska. Aresztowany i przez wiele tygodni męczony w śledztwie z ca- łym okrucieństwem, ginie na zamku złoczowskim wraz z grupą Polaków zakatowanych przez nacjonalistów ukraińskich. W owym heroicznym męczeństwie zdawał się iścić testament, tyleż wzniosły, co wróżebny, skreślony dla chrześniaka na kartonie Grottgerowskiego U grobowca Ko- ściuszki przez ojca chrzestnego, poetę Władysława Bełzę: ...I zahartuj mdłe mc ciało Wolą, siłą, męstwem szczerem, Gdy dasz łaskę cierpieć dla Niej, Żebym cierpiał bohaterem. Poetkę prześladuje odtąd nieznośne, dojmujące uczucie przygnębienia. Bezustannie, uparcie wraca myśl, że wszelki opór przeciwko losowi jest daremny, bezowocny: Otom prawdą otruta i oślepła jawą. Otom, jak źródło leśne, kamieniem zmącona. Życia sąd mnie zapozwał i dosięgło prawo. Na nic opór i własna własnych spraw obrona. Lecz mimo że Życie jest bitwą przegraną Każdemu... Nikt tu zwyciężyć nie może...
przecie zdołają się oprzeć nieuchronnemu przemijaniu rzeczy wartości trwałe, co stanowią nieprzemijającą „umysłów ludzkich puściznę”: I wszystkie myśli ludzkie dobre, górne, W skarbiec ów boży zebrane jak w urnę, 2yją — i nigdy nie pójdą na marne. Równowagę duchową przywracała zawsze przyroda, której urokowi poddawała się bezwzględnie. Ojczysty pejzaż panuje w jej liryce niemal wyłącznie, nie ustępując miejsca nie tylko egzotyce, i to tak dalece, że, co więcej, bliższe jej będą góry domowe, tj. „szczyty sokolskie”, niż su- rowe piękno Tatr, owych „gór niewzruszonych”, które podziwiała z Ko- zińca (willa Pawlikowskich „Pod Jedlami”), gdzie gościła wielekroć, za- praszana tu przez Jana Gwalberta Pawlikowskiego. Jak erotyki, podob- nie liryki wyrosłe z uwielbienia dla przyrody mogą dać wcale pokaźny tomik poetycki, tym cenniejszy, że wyróżnia je wysoki artyzm. Usłużna pamięć przywołuje plastyczne obrazy dawnych doznań, budząc tęsknotę za pięknem, któremu towarzyszył zachwyt młodego serca: Wiele zapomnę... Lecz i w życiu wtórnym, Gdy myśl człowiecza już na Bożą czas ma, Za tym rodzonym moich gór konturem Zatęsknię... Modre ich przypomnę pasma Każde jastrzębich skrzydeł odemknięcie, Każde czerwone ognisko pastusze I czarne po nich na łąkach pieczęcie, I ziół oddechy, słodkie, jako żadne! Dynamikę kunsztownym strofom wiersza Z wichrem nadają nastrój grozy, nocy, muzyczność. „Rozwydrzony” wicher ponosi w szaleńczym pędzie podsłuchane wszystkie tajemnice sekretne artystki, aby ów lot zakończyć nieoczekiwanie wizją zwycięskiego boju: I skąd ty, wichrze, o tym wszystkim wiesz? Gdzieś ty się o tym zwiedzieć mógł, do licha? Kto sprawy moje wydał ci najcichsze? Kto nam zestroił głosy w jeden ton, Ty rozwydrzony, rozpętany wichrze? ...Co znaczy wszelki ból — I co tam wszystek płacz, Co zacz nie wiedzieć i czyj? Bo oto już jadą, oto jadą — Patrz! Skończony gdzieści bój. Rycerne, pancerne hufy, W szumnym polocie rozhukanych grzyw,
Z głuchym tętentem uskrzydlonych kopyt Biała husaria zawieruchy wali, Wali prosto z zaświata Przez zawiane, zasypane pola Wali cwałem do zapartych wrót —- Na przełaj — na schwał — na dziw! Wygrany gdzieści bój! Hola! Otwieraj, nim się przybliżą, Otwórz, nim cię wichurą rozmiotą! Dalej! Duchem! — Chyżo — Stój! Nie pytać, skąd i kto to! Wygrali! Powściągliwość uczuć patriotycznych, właściwa zazwyczaj naturom głębszym, znamionuje całą twórczość poetki: ,,Bo zbyt dumnie miłuję — zbyt boleśnie wierzę”. Dyskretny wyraz patriotyzmu pojawia się u niej na ogół niespodziewanie bądź w zachwycie nad urodą ziemi ojczystej, bądź liryku głoszącym kult ludzi niezwykłych, których polskość jest ich rysem najbardziej znamiennym (artystka teatru lwowskiego, Aniela Aszpergerowa) — I szkoda, Że z ludzi, którzy jak my Nie znali staruszki od lat, Żaden nie byłby zgadł, Jaką do śmierci wrzącą była Polką, Jaką ofiarną, czujną patriotką — Jak się wiecznie tur bo wała sprawą, Jak na lewo i ną prawo, Cichaczem, Wspomagała rodaków nędzarzy — I jeszcze żaliła się z płaczem, Że na wszystkich nie starczy jej gaży... bądź wreszcie przy lekturze starego rocznika czasopisma: Stary rocznika witam tom otwarty, Gną się bez szmeru zwiędłe, zżółkłe ka.rty; Z nawyku, nowin szuka wzrok w gazecie. Co to? Czy własne nie mylą mnie oczy? — „Lada dzień cesarz granicę przekroczy Z wojskiem od Niemna, zza Wi,sły i Warty”... Więc czas?.., Czas jeszcze? Ile lat? Stulecie! Więc nie stracone jeszcze nic?... Oczyma Chłonę tę prawdę, której dawno nie ma,, Wieść, co jak płomień radosny przeraża Do dziś... O, jakże tamtym być musiało, Co dniom tym dali żywą krew i ciało! Co szli, aż śmierci nieprzespana zima Skryła nadzieję — wojsko — i cesarza,.
Twórczości własnej nie osłabiła bynajmniej praca wspólna z Michałem Pawlikowskim nad przygotowaniem do druku w serii „Biblioteka Medy- cka” (1925—1939) tomu Arthur i Wanda, upamiętniającego ,,najpięk- niejszą historię miłości” dwojga artystów, Artura Grottgera i Wandy Monne’ (listy, pamiętniki, nieznane dzieła). Jak „Lamus”, wydawnictwo medyckie było przedsięwzięciem dwu rodzin, Pawlikowskich i Wolskich. Dwie utalentowane córki Wolskiej, poetka i prozatorka Beata Obertyń- ska i malarka Aniela Pawlikowska (żona Michała), wnosiły do „Biblio- teki Medyckiej”, podobnie jak ich matka, udział niepośledni: jedna to- mikami poezji, niekiedy niesamowitymi, a druga wybornymi, artystycz- nie doskonale wykończonymi rysunkami. Tu w 1929 r. ukazał się rów- nież jako opus 6. tom poezji Maryli Wolskiej Dzbanek malin, w którym zgromadziła autorka wszystko, co celniejszego kiedykolwiek stworzyła, dając „głęboko przejmujące, stylistycznie nieskazitelne arcydzieło” (Ma- rek Siger podpisujący się pseudonimem Stefan Napierski, „Wiadomości Literackie” 1930, nr 15.). Poetka o rodowodzie młodopolskim, a na pod- stawie młodzieńczych utworów zaliczana niekiedy do epigonów roman- tyzmu, w późniejszej twórczości nowoczesnością i formy, i treści zbliża się wyraźnie do poetów międzywojnia. Jej „wysoka, szczodra a powścią- gliwa sztuka” stała się w dziedzinie „poezji kobiecej” ładnym przykła- dem ciągłości literackiej, ową więzią między dawnymi a nowymi laty: słowem, między poezją neoromantyzmu a Marią Pawlikowską. Mimo przeświadczenia, że nie zostawia dorobku na miarę własnych możliwości i talentu, przecie ma cichą nadzieję, że Coś z mego słowa, coś z myśli mojej Może się przecie śmierci ostoi I znak da o mnie kwitnący światu — Wszak ziarno nigdy nie widzi kwiatu... Dojmująca myśl o śmierci trapiła poetkę przez ostatnie lata życia, co jeśli budziło jakikolwiek lęk, to zapewne jedynie o dalsze losy kraju. Pozostał jeszcze niejeden zamysł twórczy, który czekał na poetycką rea- lizację. Nade wszystko wraca pragnienie oddania hołdu ludziom, co swym nieśmiertelnym dorobkiem nieśli pokrzepienie narodowi: Mickiewicz, Ma- tejko (list Wolskiej do Macieja Szukiewicza z dnia 27 VI 1928). Doczekali się już w jej liryce swego należnego miejsca Słowacki, Paderewski, brat Albert. A kult Grottgera, żywy nieustannie w domu Młodnickich, najsil- niej i najpiękniej przemówi w wierszu Zaduszki: Wiedziałam, że Mama, Nim ucałuje kamień, Nim na grobie rozłoży wieńce, Wpierw zawsze zdejmie rękawice, Z płyty i obramień Dłońmi liść suchy odgarnie, Wyjmie zapałki i świecę i sama zapali latarnię. Tak dobrze pamiętam jej ręce, Ręce z Lituanii i Wojny.
Melancholijna zaduma, ton zasadniczy ostatnich liryków nad zniko- mością ludzkiej egzystencji nie kończy się skargą rozpaczliwą, lecz ule- głą zgodą na „wieczne wywczasy”, a zarazem korną prośbą — By kiedyś, gdy się w nas wszystko ściszy I dokona, Śmiertelne milczenie nasze Chwaliło Bożego Ducha śpiewniej niż śpiew, Goręcej niźli miłość, Pokorniej niż płacz! Niebywale szeroka gama uczuć wyróżnia puściznę poetycką Wolskiej w liteiaturze jej pokolenia w sposób szczególny. Nie zamykając się wy- łącznie „w sferze uczuć jednostkowych”, lecz służąc także „sprawie”, pol- skości, stała się pieśniarką narodową, „Safoną słowieńską”. Przeto nie- wątpliwe jest, że edycja wyboru jej liryków bądź choćby wznowienie tomu Dzbanka malin, który w głównej mierze zapewnia jej miejsce wy- jątkowe w piśmiennictwie naszym, spotka się z niezawodną recepcją polskiego czytelnika. BIBLIOGRAFIA 1. Karol Ludwik Kamiński, Pisma wybrane, Warszawa 1955. 2. Julian Olszak, Medyckie tusculum nie tylko poetów, [w:] „Rocznik Przemy- ski” tom XIII—XIV, Przemyśl 1970, ss. 519—542. 3. Julian Olszak, „Lamusa wczoraj i dziś” [w:] Z dziejów kultury i literatury ziemi przemyskiej, Przemyśl 1973, ss. 357—368. 4. Michał Pawlikowski, Okna, seria I i II, Medyka 1936. 5. Michał Pawlikowski, Pamiętnik (maszynopis). 6. Michał Pawlikowski, Krótki zarys dziejów Pawlikowskich (maszynopis). 7. Zofia Starowiejska-Morstinowa, Ci, których spotykałam, Kraków 1963. 8. Stanisław Sierotwiński, Maryla Wolska. Środowisko, życie, twórczość, Wro- cław-Warszawa-Krakow 1963. 9. Zygmunt Wasilewski, Pieśń w górach, Warszawa 1930. 10. Maryla Wolska, Dzbanek malin, „Biblioteka Medycka”, Kraków 1929. 11. Maryla Wolska, Święto słońca, Lwów 1903. 12. Maryla Wolska, Symfonia jesienna, Lwów 1901. 13. Maryla Wolska, Theme uarie, Lwów 1901. 14. Maryla Wolska, Z ogniw kupalnych, Lwów 1904. 15. Maryla Wolska, Dziewczęta, Lwów 1910.
Wierzba nad Sanem, olej — płótno, 45X36
Tadeusz Burzyński ZWYCZAJE I OBRZĘDY POGRZEBOWE WSI Z OKOLIC JAROSŁAWIA I SIENIAWY W WOJEWÓDZTWIE PRZEMYSKIM Celem niniejszego opracowania jest omówienie tradycyjnych i współ- czesnych form obrzędowości pogrzebowej wsi położonych w rejonie Ja- rosławia i Sieniawy. Obszary te wchodzą w skład tzw. Pogranicza Nad- sańskiego, stanowiącego odrębny region etnograficzny, ukształtowany na bazie wielowiekowego osadnictwa polskiego i ruskiego. Pewien wpływ na oblicze kulturowe regionu miało osadnictwo wołoskie h Rozwój społeczno-gospodarczy i kulturalny tych terenów uzależniony był w poważnym stopniu od warunków geograficznych. Z fizjograficzne- go punktu widzenia tereny te wchodzą w skład Pogórza Karpackiego oraz Kotliny Sandomierskiej, obramowanej od północy Wyżyną Lubelską1 2. Urozmaicone warunki klimatyczne, glebowe oraz rzeźba terenu określały stopień i charakter rozwoju poszczególnych stref i w dalszej konsekwen- cji rzutowały na oblicze kulturowe wsi. Najlepsze warunki glebowe wy- stępują w południowo-zachodniej części rejonu jarosławskiego oraz na nizinie nadsańskiej w kierunku południowo-wschodnim. Zalegają tam urodzajne lessy i mady nadsańskie, co stwarza dobre warunki do rozwo- ju gospodarki rolniczej i powstania licznej sieci osiedli wiejskich 3. Tere- ny na północ i północny wschód od Jarosławia mają charakter nizinny, z licznymi stawami i mokradłami oraz rozlewiskami Sanu, z przewagą mało urodzajnych gleb piaszczystych4. Niegdyś w większości pokryte były puszczą sosnową. Rolę centrum społeczno-gospodarczego i kulturalnego dla tych tere- nów spełnia miasto Jarosław. Posiada ono bogate tradycje kulturowe, ob- fitujące w wiele ciekawych epizodów historycznych. Jarosław odegrał po- ważną rolę w historii rozwoju ziem południowo-wschodniej Polski. Swo- 1 S. Lew, Kultura ludowa Pogranicza Nadsańskiego. Historia badań i zbiory muzealne, Przemyśl 1969, ss. 7—8. 2 J. Lencewicz, Geografia fizyczna Polski, Warszawa 1965, s. 54. • K. Gotfried, Z wędrówki po Ziemi Jarosławskiej, [w:] Ziemia Jarosławska, Kraków 1966, ss. 50—54. 4 K. Gotfried, op. cit., ss. 18, 28—30.
je duże znaczenie zawdzięcza głównie położeniu na skrzyżowaniu waż- nych szlaków komunikacyjnych i handlowych, prowadzących z północy na południe oraz z zachodu na wschód, walorom obronnym, komunikacji rzecznej na Sanie. Na rozwój gospodarczy miasta duży wpływ miały do- bre warunki glebowe zaplecza 5. Na północ od Jarosławia położona jest Sieniawa. Zlokalizowana zosta- ła na obszarze dawnej Puszczy Sandomierskiej6. Północno-wschodnia część w kierunku na Wiązownicę, Manasterz i Leżachów ma charakter nizin- ny. Południowa część Kotliny Sandomierskiej, tzw. Nadsanie, położona jest na wschodnim brzegu Sanu u ujścia rzek Lubaczówki i Wisłoka 7. Sieniawa założona została nad Sanem przez Mikołaja Hieronima Sie- niawskiego w 1676 roku na skrzyżowaniu traktu dolinnego z połączenia- mi lokalnymi na wschód. W sensie społeczno-gospodarczym stanowiła na- turalne zaplecze gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej w dobrach ziem- skich Sieniawskich 8. Skomplikowane procesy osadnicze oraz złożoność losów historycznych zadecydowały o dużym zróżnicowaniu dziedzictwa kulturowego wsi na omawianym obszarze. Szczególnie dotyczy to sfery kultury społecznej, w tym i interesującej nas obrzędowości pogrzebowej. Podstawowy wpływ na oblicze kulturowe regionu wywarło mieszane osadnictwo polsko-ru- skie. Obie grupy osadnicze różniły się odmienną tradycją kulturową oraz liturgią kościelną i cerkiewną. Z czasem w wyniku wielowiekowego współżycia obu grup etnicznych wiele elementów zwyczajowo-obrzędo- wych uległo ujednoliceniu. Podstawowym sensem zwyczajów i obrzędów pogrzebowych jest z jednej strony wykluczenie duszy zmarłego ze społeczności i rodziny, a z drugiej ochrona żywych przed jej powrotem na ziemię i zgubnego na nich oddziaływania. Fakt śmierci człowieka był zawsze wydarzeniem niepojętym, spowodowanym według powszechnego mniemania działaniem sił nadzwyczajnych, które zamieniały żywe ciało w bezduszny przedmiot. Stąd też śmierć sprowadzała się w opinii ludności wiejskiej do faktu opu- szczenia ciała przez duszę. W związku z powyższym w całym cyklu prak- tyk stosowanych na tę okoliczność najwięcej uwagi poświęcono duszy człowieka, która stała się niejako ośrodkiem obrzędowości pogrzebowej 9 10. Jak dotychczas — nie prowadzono szerszych badań etnograficznych nad obrzędowością pogrzebową na interesującym nas terenie. Najwcze- śniejsze informacje na ten temat dostarcza nam opracowanie Oskara Kol- berga lf). Materiały te zostały zarejestrowane w okolicach Przemyśla, Dubiecka, Dobromila i Sambora. Biorąc pod uwagę fakt, że kultura lu- dowa z okolic Jarosławia i Sieniawy została ukształtowana w wyniku podobnych procesów historyczno-osadniczych, materiały te spełniają waż- ną rolę przy odtwarzaniu i interpretacji współcześnie spotykanych wąt- 5 K. Gotfried, op. cit., ss. 28—30. 6 K. Gotfried, Sieniawa, [w:] Miasta polskie w Tysiącleciu, red. S. Pazyra, t. II, Warszawa 1967, ss. 387—388. 7 K. Kuśnierz, Sieniawa. Założenia rezydencjonalne Sieniawskich. Rozwój prze- strzenny w XVII oraz XVIII wieku, Rzeszów 1984, s. 70. 8 K. Kuśnierz,, op. cit., ss. 36, 45, 52—57. 9 J. Burszta. Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe, [w:] Kultura ludowa Wielkopol- ski, t. III, Poznań 1967, s. 178. 10 O. Kolberg, Przemyskie. Zarys etnograficzny, Kraków 1891.
ków obrzędowychn. Z wcześniej szych prac na uwagę zasługują także inne opracowania O. Kolberga odnoszące się do sąsiednich regionów11 12. Pewne informacje z Przemyskiego podają w swoich pracach Henryk Bffi- geleisen 13, Adam Fischer14, Olga Gajkowa 15, Stanisław Poniatowski16 oraz w ostatnich latach Tadeusz Burzyński17, Jadwiga Pawłowska 18, Kry- styna Kwaśniewicz19. Rolę pomocniczą przy opracowaniu obrzędowości pogrzebowej interesujących nas terenów spełniają także prace omawia- jące sąsiednie grupy etnograficzne. Wymienić tutaj można opracowania autorstwa Marii Brylak i Jana Madzika 20, Stanisławy Darłakowej21, Jana Falkowskiego, Bazylego Pasznyckiego 22, Wilhelma Gaj-Piotrowskiego 23, Witolda Sarny 24, Stanisława Witkosia 25, Adama Wójcika 26. Wiele ciekawych materiałów z zakresu obrzędowości pogrzebowej, szczególnie dotyczących wróżb zapowiadających śmierć, wyobrażeń o duszy i duchach, losach duszy i magii zaduszkowej znaleźć można w pracach traktujących o innych zakresach tematycznych kultury spo- łecznej i duchowej, w tym głównie obrzędowości dorocznej, narodzino- wej, weselnej, demonologii i kosmogonii ludowej. Na uwagę zasługują opracowania Władysława Łozińskiego 27, Jana Kantora 28, Nazara Dymny- 11 K. Wolski, Badania Oskara Kolberga w dorzeczu średniego Sanu, „Lud”, t. XLII, cz.: 1, Wrocław 1956, ss. 294—306. 12. O. Kolberg, Dzieła wszystkie, Reedycja, t. 17, cz.: II, Lubelskie, Wrocław 1962; t. 2. Sandomierskie, Wrocław 1962; t. 6, cz: II, Krakowskie, Wrocła4w 1963; t. 48, Tarnowsko-Rzeszowskie, Wrocław 1967; t. 49, cz.: I, Sanocko-Krośnieńskie, Wrocław 1974. 13 H. Biegeleisen, U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą, Lwów 1929. 14 A. Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921; Święto umar- łych, Lwów 1922; Rusini, Lwów-Warszawa-Kraków 1928, ss. 104—113. 16 O. Gajkowa, Kultura ludowa okolic Hor i Potylicza, cz. II, Kultura spo- łeczna, „Prace i Materiały Etnograficzne”, t. VII, Lublin 1948/1949, ss. 39—76. 30 S. Poniatowski, Etnografia Polski, „Wiedza o Polsce”, t. III, Warszawa 1935, ss. 191—335. 17 T. Burzyński, Relikty zwyczajów i obrzędów pogrzebowych we wsiach z oko- lic Babic w województwie przemyskim, „Materiały i Studia Muzealne”, t. I, Prze- myśl 1978, ss. 135—149. 18 J. Pa4włowska, Stare i nowe w kulturze społecznej icsi z okolic Birczy, „Rocz- nik Przemyski”, t. XV/XVI, Przemyśl 1976, ss. 231—233. 19 K. Kwaśniewicz, Zwyczaje i obrzędy rodzinne, „Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej”, t. II, „Biblioteka Etnografii Polskiej”, Nr 34, red.: M. Frankow- ska, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gda4ńsk-Łódź 1981, ss. 109—116. 20 M. Brylak, J. Mądzik, Zwyczaje rodzinne Łemków, [w:] Nad rzeką Ropą. Zarys kultury ludowej pow. gorlickiego, Kraków 1965, ss. 255—258. 21 S. Darłakowa, Zwyczaje i obrzędy doroczne oraz rodzinne w pow. tarno- brzeskim, „Prace i materiały z badań etnograficznych — Tarnobrzeskie”, Rzeszów 1968, ss. 106—108. 22 J. Falkowski, B. Pasznycki, Na pograniczu łemkowsko-bojkowskim. Zarys etnograficzny, Lwów 1935, ss. 77—80. 23 W. Gaj-Piotrowski, Kultura społeczna ludu z okolic Rozwadowa, „Prace i Ma- teriały Etnograficzne”, t. XXVI, Wrocław 1967, ss. 260—267. 24 W. Sarna, Opis powiatu jasielskiego, Jasło 1908, ss. 164—165. 25 S. Witkoś, Obrzędy pogrzebowe we wsi Bajdy w pow. krośnieńskim, „Mate- riały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku”, Nr 11, Sanok 1970, ss. 31—35. 20 A. Wójcik, Zwyczaje rodzinne Pogórzan, [w:] Nad rzeką Ropą. Zarys kultu- ry ludowej pow. gorlickiego, Kraków 1965, ss. 244—245. 27 W. Łoziński, Ruskoje wesilje, Przemyśl 1835. 28 J. Kantor, Zwyczaje świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy w okolicy Ja- rosławia, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. XIII, Kra- ków 1914, ss. 211—242.
cza29. Materiały w nich zawarte dotyczą głównie różnego typu wróżb o życiu człowieka i przepowiedni zbliżającej się śmierci. Pewne wątki wierzeniowe związane ze sferą obrzędowości pogrzebowej podają współ- czesne opracowania T. Burzyńskiego 30, M. Brylak, Anny Kisielewskiej31, S. Darłakowej32, Andrzeja Karczmarzewskiego33, Franciszka Kotuli34, J. Pawłowskiej 35. Praca niniejsza powstała na bazie materiałów pozyskanych w trak- cie etnograficznych badań terenowych przeprowadzonych w 23 wsiach z okolic Jarosławia i Sieniawy w latach 1983—1985. Prezentowane infor- macje dotyczą zwyczajów i obrzędów pogrzebowych z okresu 60—80 lat temu oraz ukazują współczesny stan ich zachowania. Pozwoli to bowiem zasygnalizować zmiany, jakie zaszły w przeciągu kilkudziesięciu lat oraz ustalić ich przyczyny. Należy przy tym dodać, opierając się na wyni- kach badawczych z terenów sąsiednich, że podstawowy trzon wierzeń i obrzędów jest wszędzie taki sam, a istniejące różnice dotyczą przede wszystkim drugorzędnych cech, rozbudowujących czy uzupełniających go o elementy lokalne, a czasem zapożyczone z sąsiednich miejscowości36. Z uwagi na bardzo różnorodny i złożony charakter obrzędowości po- grzebowej zebrany materiał podzielono na kilka tematycznych części zgodnych z chronologią występowania określonych zespołów zwyczaj o wo- -obrzędowych. I. LUDOWE WYOBRAŻENIA O ŚMIERCI I DUSZY Zakres ludowych wierzeń o zjawisku śmierci i wyobrażeń o ludzkiej duszy jest niezwykle rozbudowany i bogaty w różnorodne wątki o cha- rakterze racjonalnym i irracjonalnym. W ich obrębie doszukać się można 29 N. Dymnycz, Obrzędy i wierzenia ludowe w czasie świąt Bożego Narodzenia, „Rocznik Wołyński”, t. I, Równe 1930, ss. 94—106. 30 T. Burzyński, Z badań nad obrzędowością rodzinną. Zwyczaje, obrzędy i wie- rzenia narodzinowe w okolicy Babic nad Sanem, „Rocznik Przemyski”, t. XIX/XX, Przemyśl 1978, ss. 23—46; Zwyczaje i obrzędy weselne we wsiach z okolic Babic nad Sanem, „Rocznik Przemyski”, t. XXII/XXIII, Przemyśl 1983, ss. 271—304. 31 M. Brylg4k, A. Kisielewska, Okres świąt Godnich na terenie pow. brzozow- skiego, „Materiały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku”, Nr 6, Sanok 1967, ss. 9—25. 32 S. Darłakowa, Obrzędy i zwyczaje doroczne w Majdanie Sieniawskim, „Rocz- nik Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia”, Nr 7, Jarosła4w 1967/68, ss. 111—118. 33 A. Karczmarzewski, Obrzędy i zwyczaje doroczne wsi rzeszowskiej. Komen- tarz wystawy, Rzeszów 1972, s. 82. 34 F. Kotula, Z Sandomierskiej Puszczy. Gawędy kulturowo-obyczajowe. Kra- ków 1962, ss. 140—143; tenże: Po Rzeszowskim Pogórzu błądząc, Kraków 1974, s. 127. 35 J. Pawłowska, Obrzędowość doroczna we wsiach w okolicy Dubiecka, pow. Przemyśl, „Rocznik Przemyski”, t. XIX/XX, Przemyśl 1978, ss. 7—8, 18—19; tejże: Relikty wierzeń demonologicznych we Zosiach w okolicy Dubiecka, pow. Przemyśl, „Rocznik Przemyski”, t. XVII/XVIII, Przemyśl 1977, ss. 199—208. 36 Etnograficzne badania terenowe przeprowadzono w następujących miejsco- wościach: Boratyn, Cieplice, Chłopice, Czerce, Czerwona Wola, Dobra, Dybków, Leżachów, Makowisko, Manasterz, Mołodycz, Morawsko, Pigany, Piskorowice, Ra- dawa, Rudka, Sieniawa, Surochów, Szówsko, Tuczempy, Wiązownica, Wietlin, Wy- lewa. Łącznie pozyskano informacje od 68 osób. Najstarszy z informatorów liczył 92 lata, najmłodszy 51 lat.
motywacji religijnych i typowo zwyczajowych nawiązujących do daw- nych wierzeń przedchrześcijańskich. Podkreślić należy, że w ramach chrystianizacji naszego kraju Kościół zastosował do zastanego pogańskie- go kalendarza obrzędowego wiele swoich obrzędów liturgicznych, chcąc w ten sposób przyśpieszyć procesy asymilacyjne 37. Stąd powszechną prak- tyką było przyjmowanie do chrześcijańskiej liturgii wielu zwyczajów po- gańskich, nadawanie im nowej formy i innych treści interpretacyjnych. Dzięki temu zawdzięczamy przetrwanie do naszych czasów wielu daw- nych wierzeń ludowych. Wśród spotykanych dzisiaj form obrzędowych pewne wątki są obce naszej rodzimej kulturze, wywodzą się bowiem z kręgu kultur śródziemnomorskich. Na polskie tereny przeniknęły one wraz z nową religią 38. W kalendarzu dawnych Słowian wyróżnić należy cztery cykle zwy- czajowo-obrzędowe, nawiązujące do cykliczności pór roku, wyznaczają- cych bieg życia przyrody i świata ludzi. Podstawową rolę odgrywały w nich działania o charakterze magii wegetacyjnej, sprowadzające się do zapewnienia płodności świata ożywionego, ciągle odnawiane wiosną oraz praktyki zaduszkowe mające na celu nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i ochronę przed ich szkodliwym oddziaływaniem. Wierzenia te narzucały ludziom określone typy zachowań i działań, które w bardziej lub mniej zmienionej formie przetrwały do dzisiaj. Ich współczesną ży- wotność wytłumaczyć można złożonością zjawisk dotyczących śmierci i duszy, które stawiały zawsze przed ludźmi nierozwiązalny dylemat. Siąd w świadomości ludowej tylko symboliczny krok w stronę różnego typu zabiegów, które miały na celu stworzenie bariery ochronnej przed tym, co niezrozumiałe i przejmujące lękiem 39. W tradycji chrześcijańskiej istotę śmierci rozumie się w zasadzie jako rozłączenie duszy i ciała. Ciaio oznacza pierwiastek materialny, dusza zaś duchowy — niewidzialny, ponadczasowy. W zależności od tradycji hi- storyczno-filozoficzno-religijnej różne kierunki filozoficzne nieco odmien- nie przyjmują powiązanie ciała z duszą, lecz zgodne są co do rozdziału tych dwóch elementów utożsamianych ze śmiercią40. Śmierć człowieka w rozumieniu nauki chrześcijańskiej posiada historiozbawczy charakter poprzez fakt śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Sam akt śmierci jest bowiem przejściem do życia wiecznego w celu ostatecznego spotka- nia się z Bogiem. Fakt śmierci człowieka dostępny jest ludzkiemu po- znaniu. Lęk przed nią powinien zobowiązywać człowieka do ciągłej pra- cy nad sobą. Myśl o kruchości ludzkiego życia, a także o nieśmiertelno- ści, wynikającej z wiary w istnienie duszy i jej niezależności od ciała, pojawiała się w każdej religii i filozofii na świecie 41. W niniejszym rozdziale omówione zostały wierzenia ludowe i religijne 87 T. Chodzidło, Kościół i kultura ludowa, [w:] Księga tysiąclecia katolicyzmu w Polsce, Lublin 1969, t. III, s. 137. 38 J. S. Bystroń, Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 171. 89 K. Kwaśniewicz, op. cit., s. 110. 40 Cz. Bartnik, Teologiczna interpretacja wydarzenia śmierci, „Ateneum Ka- płańskie”, R. 72, t. 95, z. 1/429,, Lublin 1980, s. 17; L. Nadolski, Teologiczne spoj- rzenie na śmierć, „Ateneum Kapłańskie”, R. 72, t. 94, z. 1, Lublin 1980, s. 72. 41 Z. Zdybicka, Śmierć w wielkich religiach świata, „Ateneum Kapłańskie”, R. 72, t. 95, z. 3, Lublin 1980, ss. 382—398.
□ życiu wiecznym, o śmierci i duszy, typy śmierci ze szczególnym uwzglę- dnieniem światopoglądu ludowego. Następnie omówiono zespół zjawisk znamionujących w wyobrażeniach ludowych zbliżającą się śmierć czło- wieka. 1. WIERZENIA O ŻYCIU WIECZNYM i System ludowych wyobrażeń o życiu wiecznym posiada z zasady cha- rakter religijny. Powszechnie uważa się, że istnieje niejako trójstopniowy podział życia wiecznego. Zgodnie z tym wyobrażeniem dusze ludzi, któ- rzy czynili dobrze za swego ziemskiego życia i żyli w pobożności i po- korze, mają zapewnione szczęście wieczne i po śmierci ciała ich idą bez- pośrednio do nieba. Dla tych zaś, którzy mieli pewne uchybienia w ży- ciu, załamania czy wyrządzili jakieś szkody bliźnim, które potem naprawili, lud rezerwuje czyściec. Pojmuje się go często jako miejsce po- kuty „na chwałę Bożą”. Dusze niepoprawnych grzeszników, czyniących w życiu na szkodę innych i swoją, są skazane na piekło. Niebo kojarzy się ludziom z wieczną jasnością i szczęśliwością, czy- ściec z pokutą, zaś piekło z wieczną męką. Niebo lokalizuje się gdzieś w przestworzach, a piekło w głębi ziemi42. Podzielone są zdania odnośnie co do umiejscawiania czyśćca. Niektórzy lokalizują go między niebem a ziemią, inni na ziemi. Za tym ostatnim stwierdzeniem przemawiać mogą zwyczaje dotyczące wiary w pokutowanie dusz na ziemi. Dotyczy to przede wszystkim dusz ludzi, którzy zmarli nienaturalną śmiercią, a więc zamordowanych, samobójców, nieochrzczonych dzieci. Często odnosi się to także do duszy matki, która spowodowała śmierć dziecka. Powszech- nie występują wiercenia, że dusze tych ludzi pokutują do czasu aż je ktoś wybawi modlitwą i mszą świętą. W trakcie prowadzonych badań terenowych zarejestrowano wypowie- dzi, wg których pozaziemskie życie człowieka pojmowane bywa w kate- goriach ziemskich. Stąd powszechną praktyką było wyposażenie zmarłe- go w różne przedmioty codziennego użytku, którymi będzie posługiwał się w nowym wcieleniu. Praktyki te były znane na całym obszarze Pol- ski 43. Należy jednak przy tym podkreślić, że zwyczajowe obdarzanie nieboszczyka „na ostatnią drogę” wynikało również z obawy przed jego powrotem na ziemię w celu upomnienia się o przedmioty, do których przywykł za życia. Powszechne były wierzenia, że dusza, zanim stanie na Sądzie Wiecznym, musi odbyć daleką przeprawę przez rzekę, stąd zwyczaj dawania zmarłemu pieniędzy interpretuje się jako zabezpiecze- nie mu opłaty dla przewoźnika za przeprawę 44. Zabieg ten spełnia także funkcje o charakterze apotropeicznym, o czym w dalszej części pracy. Przyszłe losy duszy można wyjaśnić na podstawie okoliczności śmier- ci oraz jej terminu. Obserwując kierunek unoszenia się dymu ze zga- 42 Oryginalny pogląd w tej kwestii odnotowano w okolicach Birczy w woj. przemyskim. Zgodnie z nim niebo jest okrągłe, ziemia zaś jest umieszczona w jego środku, pływając na wodzie. Zob. T. Burzyński, Relikty..., s. 138. 43 Por. K. Kwaśniewicz, op. cit., s. 111. 44 S. Poniatowski, op. cit., s. 312.
szonej gromnicy, stojącej przy chorym, co czyniono po ostatnim nama- szczeniu, wnioskowano o jej losach. W przypadku, gdy dym unosił się w kierunku drzwi, oznaczało to, że dusza chorego człowieka za moment stanie na Sądzie Wiecznym w celu rozliczenia się z dobrych i złych uczynków, jakie miały miejsce za jej ziemskiego życia. Dobre i pobożne życie sprzyjało też lekkiej śmierci. Powszechnie uważa się do dzisiaj, że nagła śmierć jest doczesną karą za grzechy. Część ludzi uważa ją za do- brą, motywując to tym, że człowiek oszczędza sobie długotrwałego, bo- lesnego konania. Wiele wierzeń ludowych dalsze losy duszy zmarłego określa na pod- stawie dnia śmierci. Powszechnie uważa się, że dniami tzw. szczęśliwej śmierci są środa, piątek, sobota, niedziela. Wiąże się to z faktem, że w tych dniach zlokalizowanych jest najwięcej świąt religijnych. Stąd śmierć w tych dniach interpretuje się jako wyraz łaski Bożej. Środa i sobota jako dni poświęcone Matce Boskiej ułatwiają duszy zbawienie. Środa jest także poświęcona św. Józefowi, uważanemu za patrona dobrej śmierci. Ciekawe wierzenia odnoszą się także do śmierci w piątek i w nie- dzielę szczególnie w okresie wielkanocnym. Zmarły w powszechnym od- czuciu jednoczy się wówczas z Chrystusem Ukrzyżowanym, otrzymując za to akt łaski w postaci zbawienia. Ciężki zgon w piątek, co jest jed- nym z nielicznych odstępstw zwyczajowych związanych z tym dniem, uważany jest również za szczęśliwy i zbawienny przez fakt nawiązania do męczeńskiej śmierci Chrystusa. Zbawienie oznacza również śmierć w okresie zmartwychwstania, we wszystkie święta Maryjne i Pańskie, w dzień patronki dobrej śmierci — św. Barbary 43 oraz w dzień św. Jó- zefa. To ostatnie wierzenie jest szczególnie popularne w okolicach Sie- niawy. Ważną rolę w określaniu przyszłych losów duszy zmarłego odgrywa płonąca gromnica. Powszechnie sądzi się, że oznacza ona światło Chry- stusa i tym samym ułatwia jej zbawienie45 46. We wsiach z okolic Jaro- sławia, takich jak: Makowisko, Morawsko, Munina, Surochów, Szówsko, Wiązownica, Wietlin ludność wierzy, że światło gromnicy prowadzi du- szę do nieba; wpływa również na charakter śmierci, czyniąc ją lekką. Gromnica symbolizuje również życie człowieka, jego krótkość i kru- chość, co dokładnie określa jedna z wypowiedzi, że „tak się spala życie człowieka jak ta świeca”47. 2. WYOBRAŻENIA O ŚMIERCI I DUSZY Zjawisko śmierci człowieka budzi zawsze niepokój wynikający przede wszystkim z obawy o dalsze losy duszy. Sam akt śmierci można rozwa- żać w wielorakich kategoriach. Pojęcie śmierci można interpretować w znaczeniu potocznym, medycznym, psychologicznym, socjalnym, arty- stycznym, biologicznym, filozoficznym i teologicznym. W ujęciu teolo- 45 J. Górecka, Barbara, Encyklopedia kościelna, t. 2, Lublin 1975, ss. 14—18. 40 F. Dziedzic, Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe w okolicach Niska. Praca ma- gisterska, Archiwum KUL, Lublin 1981, s. 32. 47 Informacje Agnieszki Susta, ur. w 1913 roku, Tuczempy.
gicznym zagadnienie to można sprowadzić do poznania naturalnego i chrześcijańskiego. W tym pierwszym przypadku śmierć interpretuje się jako zjawisko fizyczne wynikające z przyrodniczego porządku rzeczy, w drugim zaś ujmuje się je w kategoriach religijnych. Oba nastawienia mają charakter dualistyczny, co przejawia się w oddzieleniu ciała — jako elementu materialnego i duszy — będącej pierwiastkiem duchowym, nie- zależnym od ciała. Podobne stanowisko definiujące akt śmierci odnoto- wać możemy w tradycji ludowej48. Śmierć bywa często przez ludzi antropomorfizowana. Jej uosobieniem jest najczęściej stara, wysoka i koścista kobieta, ubrana na biało, z kosą na ramieniu 49. Tego typu wyobrażenia śmierci pochodzą ze średniowie- cza i zostały rozpowszechnione w Polsce za pośrednictwem literatury re- ligijnej oraz sztuki, a szczególnie malarstwa i grafiki dewocyjnej. Naj- częściej wyobrażano sobie śmierć jako kościotrupa. Taki wizerunek śmierci wiąże się bezpośrednio ze stanem życia ówczesnych społeczeństw. Z uwagi na katostrofalny poziom higieny liczne epidemie chorób zakaź- nych zbierały obfite żniwo śmierci wśród ludzi. Na porządku dziennym były częste wojny biorące swój początek w różnicach politycznych i re- ligijnych społeczeństw i państw. Ten stan rzeczy znalazł odbicie we współczesnej tym zdarzeniom sztuce i literaturze. W dziedzinie sztuki po- jawiają się tzw. tańce śmierci, przedstawiające obnażone kościotrupy, tańczące z ludźmi wszelkich stanów50. W literaturze postaciowe wyobra- żenie śmierci znajdujemy w satyrycznym utworze Rozmowa mistrza Polikarpa ze śmiercią.51 Śmierć określa się powszechnie mianem „kostuchy”, „kostusi”, ,,ko- styry”, „siostrusi”, czasem „tereski”. Tę ostatnią nazwę spotyka się we wsiach położonych w bezpośrednim sąsiedztwie Sieniawy. W opisach śmierci, zarejestrowanych na badanym terenie, odnoto- wać można różnice w detalach, sprowadzających się do uwypuklenia ele- mentów grozy i rysów okropności oraz ohydności tej sylwetki. I tak informatorzy z Wiązownicy i Surochowa uważają, że śmierć emanuje gro- zą, nieustępliwością, jest zawistna o życie człowieka i nikomu nie daru- je. Najbardziej rzucającym się w oczy rysem jej „oblicza” są puste oczo- doły i białe, duże, wystające na zewnątrz zęby. W relacjach podkreśla się, że „brak w niej oznak życia” (Munina), „posiada długi nos” (Chłopi- ce), „jest to postać w podeszłym wieku”, ,,z bystrymi zielonymi oczami, długimi rękami i białymi zębami” (Makowisko, Morawsko, Szówsko), „jest to biała, paskudna baba” (Dobra), „dziwna nikomu nieznana kobie- ta, gdy idzie, pochyla się, jakby coś zbierała” (Mołodycz), „wielka baba ubrana na biało i trzyma w ręku kosę” (Dobra), „śmierć wygląda strasz- nie, nie ma ciała, tylko same kości i trupią czaszkę. Taki szkielet tańczy 48 Por. T. Burzyński, op. cit., s. 137. 49 H. Biegeleisen, op. cit., s. 379. 60 M. Nałęcz-Dobrowolski, Tańce śmierci w polskiej sztuce, „Tygodnik Ilustro- wany”, 1924, Nr 7, ss. 102—103; Nr 8, s. 116—117; Nr 9, s. 136; Nr 11, s. 16&—170. Zob. także: O. Kolberg, Dzieła wszystkie, Reedycja, t. 17, Lubelskie, cz. II, Wro- cław 1962, s. 90. 61 J. Jakubowski, Literatura polska od średniowiecza do pozytywizmu, Warsza- wa 1974, s. 49.
z ludźmi bogatymi i biednymi. Dobrze, że ludzie jej nie widzą, boby już z samego strachu umierali” (Dobra). Wbrew tej ostatniej opinii dosyć liczne są relacje opisujące spotkania ludzi z wędrującą śmiercią. Nie musi to powodować negatywnych konse- kwencji dla tych ludzi, choć nieraz zdarzały się takie przypadki. W Czer- cach zanotowano relację o pewnym gospodarzu, który widział „jak śmierć siedziała na dyszlu, gdy chłop jechał końmi do lasu... W drodze powrot- nej sanie przywaliły go i zginął” 52. Niekiedy śmierć bywa zjawą, pokazuje się bowiem w postaci białej kobiety i szybko znika. Stąd też pochodzi powszechnie spotykane złorze- czenie w okolicach Sieniawy — „oby cię nagła śmierć spotkała” (inf. A. Purcha — Mołodycz). Według powszechnych wierzeń śmierć wędruje do swoich ofiar przez pola i łąki położone w pobliżu lasów. Jest często bezradna, gdy spotka na swojej drodze różne terenowe przeszkody. Poświadcza o tym relacja terenowa z Czerc: „...w noc księżycową chłop wracał do domu i zoba- czył ogromną postać obcej baby, która prosiła, aby pomóc jej przejść przez wodę i dojść do drogi. Chłop wymigiwał się, że jest ciężka, ale w końcu wziął ją i okazało się, że była lekka jak piórko... Koło zabudowań gdzieś zniknęła. Nazajutrz tam zmarła kobieta. Ludzie potem mówili, że to śmierć prosiła go o przysługę” 53. Powszechnie sądzi się, że śmierć ścina głowę, nie robiąc przy tym znaku na szyi54. Śmierć jako zjawisko nieuchronne wywarła duże piętno na postawach psychicznych ludzi. Starsi, spodziewający się śmierci, godzą się z tym spokojnie, wcześniej przygotowując odpowiedni przyodziewek na tę oko- liczność. Obawą przejmuje ich tylko sam sposób dokonania żywota uj- mowany w kategoriach lekkiego i ciężkiego „skonu” oraz losy ich duszy. Młodych często cechował niefrasobliwy stosunek do tego zjawiska. Świad- czy o tym wypowiedź P. Chamika z Dobrej: „co tam śmierć... nie jest znów taka straszna. Zahula się z „tereską”, a jeszcze jak jej się szepnie coś do ucha, a pocałuje... to z tej przyjemności zapomni ona o ścinaniu głowy”55. Śmierć może też ukazać się umierającemu w postaci czarnej kury. Dokumentuje to relacja W. Prymona z Szówska. Stwierdził on, że „jak jedna babka umarła, to w nogach jej siedziała czarna kura i gdakała, a potem jakoś zniknęła.” Powszechnie sądzi się, że jak umierający zo- baczy śmierć, to wkrótce umrze. Niezwykle różnorodnie przedstawiają się wierzenia dotyczące samego aktu śmierci i losów duszy, która opuszczała ciało z chwilą oddania przez umierającego ostatniego tchnienia. Stąd duszę utożsamiano z oddechem. Potocznie stwierdzano, „że ktoś oddał ostatnie tchnienie czy westchnął do Boga”. Dusza uchodziła wówczas z ciała przez usta lub nos. Nie opu- szczała jednak miejsca przebywania ciała nieboszczyka, lecz krążyła w jego pobliżu, aż do czasu pogrzebu. W sytuacjach szczególnych, gdy chodziło o duszę człowieka zmarłego śmiercią nienaturalną, mogła ona M Według informacji Jana Neściora^, ur. 1899 r., Czerce. 53 Relacje terenowe Mariana Doskocza, ur. 1917 r., Czerce. 64 Por. W. Gaj-Piotrowski, op. cit., s. 249. 56 M. Chłopiński, Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe w okolicy Sieniawy Jaro- sławskiej. Praca magisterska, Archiwum KUL, Lublin 1984, s. 16.
zatrzymać się dłużej wśród żywych w celu odbycia pokuty za grzechy 55 56. Ludność ruska wierzyła, że dusza jeszcze przez czterdzieści dni po akcie zgonu zachodziła do domu, nie mogąc oderwać się od doczesnego życia lub też obawiając się kary za grzechy. Szczególnie dotyczyło to dusz wielkich grzeszników, samobójców, czarowników i wszelkiego typu de- monów. Chcąc uchronić się przed niepożądanymi odwiedzinami dusz zmarłych odprawiano w cerkwiach „panachidy” i „parastas”, po których dusze te wracały do świata pozagrobowego57 58. Czasem zdarzało się, że dusza wracała ponownie do świata żywych, np. w celu dokonania na kimś zemsty. Powszechnie stosowanym środkiem zapobiegawczym było kopa- nie głębokich grobów 5S. Rozmaite panują opinie odnośnie do obrazowych wyobrażeń duszy człowieka. Dosyć powszechne jest wierzenie, że dusza ma postać gołąbka, który w chwili zgonu opuszcza ciało i ulatuje ku górze 59. W tej opinii przewija się niewątpliwie wątek wierzeniowy zaczerpnięty z nauki re- ligii, choć znajduje to również pewne analogie w tradycji ludowej. Du- sze ludzkie ukazują się bowiem w postaci różnych ptaków czy na czar- no ubranego człowieka. Występują również wierzenia, że dusza opuszcza ciało człowieka w po- staci jasnego płomyczka lub czasem w formie jakiejś nieokreślonej mgły, czy też „białego widziadła”. Duszę ludzką lokalizuje się przeważnie w sercu człowieka. We wszystkich badanych wsiach istnieją wierzenia, że zmarły wszyst- ko słyszy i widzi po śmierci; dusza zaś uczestniczy w pogrzebie ciała. Do pozaziemskiego świata odchodzi z chwilą, gdy ksiądz rzuci na trumnę trzykrotnie grudki ziemi. W okolicach Brzozowa (Izdebki, Niewistka, No- zdrzec, Hłudno. Wara) powszechnie sądzi się, że dusza może ukazać się żyjącym w postaci przemieszczającej się w pobliżu zwłok zmarłego „bia- łej laski”. W powyższych wTsiach zanotowano też wierzenia, że dusza wra- ca po „sądzie wiecznym” na pokutę do rodzinnego domu. W związku z powyższym po wyniesieniu zwłok z domu robi się w izbie generalne po- rządki. Wymiatają wszystkie kąty i ściany, za piecem, zdejmują wierzch- nią Warstwę wapna i odpadki te układają na piecu. Według wierzeń w tej garstce śmieci siedzi pokutująca dusza. Czas jej pokuty uzależnio- ny jest od ciężaru gatunkowego popełnionych grzechów 60. Przedstawione wyżej wierzenia wskazują więc, że dusza prowadzi byt samodzielny. Ten pogląd poświadczają przekonania, że sny to nic innego, jak tylko przeżycia duszy, która na jakiś czas opuszcza ciało i doznaje nowych wrażeń. Istnieją wierzenia, że nie można nagle budzić śpiącego, 55 Por. T. Burzyński, op. cit., s. 137. 57 „Panachidy'’ są to nabożeństwa żałobne o charakterze zaduszkowym, na któ- rych wspomina się dusze zmarłych przodków. Nabożeństwa te odprawiano szcze- gólnie w okresie Wszystkich Świętych oraz na tzw. „kłeczalną sobotę” i „Kłeczalni Światki”, tj. Zielone Świątki. W tych dwóch cyklach obrzędowych występuje naj- więcej zabiegów o charakterze zaduszkowym. Zob. A. Fischer, Rusini, Lwów- -Warszawa-Kraków 1928, s. 122. 58 A. Fischer, op. cit., s. 111. 59 J. Burszta, Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe, [w:] Kultura ludowa Wielko- polski, t. III, Poznań 1967, s. 179. 60 Materiały terenowe zebrane przez Jadwigę Hadam. Archiwum etnograficzne Muzeum w Przemyślu — MPE/A — 418.
aby umożliwić jego duszy powrót do ciała, gdyż w przeciwnym przypad- ku człowiek mógłby umrzeć 81. Świat ludowych wyobrażeń z zakresu demonologii wypełnia również wiele innych istot, które z różnych względów działają na ziemi wśród ludzi. Wiele istot demonicznych z okresu przedchrześcijańskiego zostało utożsamionych z wierzeniami religijnymi odnoszącymi się do diabłów. Do istot demonicznych należą czarownice, które występując często pod postacią żaby, wyrządzają ludziom wiele szkód. Zajmują się one przede wszystkim podbieraniem krowom mleka. Czarownice szczególną aktyw- ność wykazują w okresie świąt bożonarodzeniowych, głównie w dniu wi- gilijnym, w okresie Wielkiego Tygodnia, w Zielone Święta 61 62. Istotą de- moniczną złośliwie nastawioną do człowieka jest także „zmora”, „ma- cek”, określana też mianem „mary”. Wywodzi się ona z dawnych wie- rzeń w nękające ludzi dusze zmarłych kobiet, które źle czyniły za swego życia 63. W okresie późniejszym dusze — „mary” utożsamiano z czaro- wnicą duszącą ludzi lub wysysającą z nich krew. Obecnie występują wie- rzenia, że jest to dusza żywego człowieka, która wychodzi z niego bez jego wiedzy w czasie snu, gdy leży na wznak. W okolicach Dubiecka uwa- ża się, że „marą” zostaje dusza dziecka, przy którego chrzcie rodzice chrzestni wypowiedzieli zamiast słowa „wiara” — „mara”. Taką duszę określano mianem „niekrzczeńca”. Ukazywała się ona najczęściej w po- staci żaby, jabłka, drewna, słomki64. Zespół ludowych wierzeń demonologicznych uzupełniają „południce”, operujące na miedzach pól, sprowadzające na ludzi choroby, dalej „bo- hynie” — dusze złych kobiet, które porywają małe dzieci oraz „topiel- ce” — dusze pokutujących ludzi, którzy utopili się w rzece przypadko- wo lub samobójczo 65. Największą aktywność duchy wykazywały na pu- stym polu, na rozstajnych drogach, na progu chaty. Późniejsze wierzenia miejsca te przypisują działalności diabłów, będących wytworem chrze- ścijaństwa. Najbardziej narażone na działanie tych duchów były kobie- ty ciężarne 66. 3. OZNAKI ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ ŚMIERCI Wśród mieszkańców wsi istnieje do dzisiaj powszechne przekonanie, że śmierć nie przychodzi nagle, lecz zapowiada ją szereg zjawisk dostęp- nych ludzkiemu poznaniu. Jej zbliżanie się zwiastują oznaki o charak- terze biologicznym, czy też nietypowe, pozbawione racjonalnych przy- czyn zjawiska zachodzące w otaczającym człowieka świecie ożywionym 61 Por. J. Pawłowska, Relikty..., s. 201. 62 J. Burszta, op. cit., s. 179. 63 J. Pawłowska, op. cit., s. 203. 64 J. Pawłowska, op. cit., s. 203. 65 J. Pawłowska, op. cit., s. 206. 68 Według średniowiecznych przekazów płot, próg, miedza były miejscem krzy- żowania się wpływów wewnętrznych z zewnętrznymi. Zgodnie z wierzeniami ślą- skimi były one miejscem przebywania demonów, które szczególnie mogły zaszko- dzić ciężarnej. Por. E. Karwot, Katalog magii Rudolfa, „Prace Etnograficzne”, t. VII, Wrocław 1955, ss. 130—131; M. Szubertowa, Obrzędy i zwyczaje związane z narodzinami dziecka, „Prace i Materiały Etnograficzne”, t. VIII—IX, Łódź-Lublin 1948/49, S. 602.
i nieożywionym. Sygnały te są w powszechnym odczuciu wynikiem od- działywania sił nadprzyrodzonych. Zachodzą bezpośrednio przed faktem zaistnienia śmierci017. Do niedawna większość ludzi przywiązywała do nich dużą wagę. Obecnie tylko nieliczni. W tradycji ludowej znane są także wróżby dotyczące życia i śmierci praktykowane w zakresie obrzędowości dorocznej i rodzinnej w ciągu ca- łego roku. W zakresie obrzędowości dorocznej występują one głównie w cyklu świąt wiosennych i jesienno-zimowych — w tym głównie w cza- sie „andrzejek” i świąt bożonarodzeniowych. W wigilię św. Andrzeja zapowiedzią śmierci dla określonej dziewczy- ny było wylosowanie przez nią grudki ziemi podłożonej pod jeden z kil- ku talerzy * 68. W okolicach Jasła dziewczęta ustawiały w izbie i sieni lu- stra zwrócone frontem do siebie i w pewnym momencie szybko odwra- cały się chcąc ujrzeć swego przyszłego męża. Ryzyko polegało na tym, że w lustrach mogły zobaczyć diabła lub własną śmierć 69. Najwięcej wierzeń prognozujących przyszły los człowieka spotyka się w dniu wigilii Bożego Narodzenia, a szczególnie w czasie wieczerzy wi- gilijnej. Powszechnie uważano, że nieparzysta ilość miejsc przy stole wi- gilijnym wróży niechybnie śmierć któregoś z domowników. Podobny był skutek, gdy brak było cienia od światła. Śmierć w rodzinie wróżył pło- mień świecy kierujący się do drzwi70. W okolicach Dubiecka wystrze- gano się kupowania lub robienia mioteł w dniu wigilijnym w obawie, aby kogoś „nie wymiotło z domu”.71. Wiele wróżb dotyczących śmierci odnotować należy w sferze obrzę- dowości rodzinnej. I tak kobietę ciężarną obowiązywał zakaz trzymania dziecka do chrztu, bo jedno z nich umierało, brania udziału w uroczysto- ściach pogrzebowych czy przebywania w pobliżu trupa, nie mogła też być zapraszana w „kumy”. Dziecko umierało również wówczas, gdy w kościele podczas chrztu zgasła świeca72. Podobne wierzenie dotyczy pary młodych przy ślubie. Wówczas jedno z nich umierało w najbliż- szym czasie 73. Wierzenia dotyczące oznak bezpośrednio poprzedzających śmierć czło- wieka wykazują dużą różnorodność. Wśród nich wyróżnić można oznaki pochodzące ze świata fauny, niezwykłe zdarzenia zachodzące w przyro- dzie, inne dziwne zjawiska, oznaki o charakterze fizjologicznym, sny za- powiadające śmierć 74. Powszechnie wierzy się, że śmierć członka rodziny zapowiada dziwne zachowanie się zwierząt domowych. Najczęściej dotyczy to przeciągłego 87 Ł. Gołębiowski, Lud Polski, jego zwyczaje, zabobony. Lwów 1884, s. 139. 68 A. Karczmarzewski, Obrzędy i zwyczaje doroczne wsi rzeszowskiej. Komen- tarz wystawy. Rzeszów 1972, s. 10. 69 Tamże, s. 11. 70 T. Burzyński, op. cit., s. 139; M. Dymnycz, Obrzędy i wierzenia ludowe w czasie świąt Bożego Narodzenia, „Rocznik Wołyński”, t. I, Równe 1930, s. 97; W. Gaj-Piotrowski, Kultura społeczna ludu z okolic Rozwadowa, „Prace i Materia- ły Etnograficzne”, t. XXVI, Wrocłatw 1967, s. 31. 71 J. Pawłowska, Obrzędy..., s. 6. 72 T. Burzyński, Z badań..., ss. 30, 38—39. 78 T. Burzyński, Zwyczaje i obrzędy weselne we wsiach z okolic Babic nad Sanem, „Rocznik Przemyski”, t. XXII/XXIII, Przemyśl 1983, s. 294. 74 A. Fischer, op. cit., s. 183.
wycia psa, z pyskiem skierowanym do ziemi, przy tym kopiącego jamy 75. Wycie psa z głową skierowaną do góry zapowiada pożar. Zbliżanie się śmierci wróży także pies kopiący dużo dołów w pobliżu domu. Taki sam skutek sprowadza dziwne zachowanie się konia, jego narowistość, rzuca- nie się, wygrzebywanie kopytami dziur w stajni, czy też na podwórzu, szczególnie w czasie wizyty księdza u chorego. Uważano bowiem, że ko- pie grób dla chorego76. Śmierć domownika oznacza również przeciągłe i żałosne ryczenie krowy i cielęcia. (Chłopice, Makowisko, Morawsko). W odczuciu ludzi są one najbardziej związane z człowiekiem i czując śmierć w powietrzu dają im o tym znać 77. Ciekawą relację na ten temat podał W. Prymon z Szówska: „...kiedy jechałem w pole to konie mi ucie- kały i połamały kosiarkę, a w tym czasie zmarła mi właśnie siostra. Jak teściowa mi umarła, to trzy razy ktoś głośno zapukał do okna w bia- ły dzień. Jak moja matka umarła, to wszystkie się w tym czasie mi po- otwierały drzwi na oścież, gdy je zamykałem, to mi się ponownie otwie- rały”. Bliską śmierć domownika oznacza rycie kreta w ziemi przy progu w kierunku na zewnątrz domu. Kojarzy się to ludziom z faktem przygo- towywania grobu 78 79. Na ten temat spotyka się również inne opinie. Uwa- ża się, że gdy kret ryje zimą, prognozuje to ocieplenie pogody. (Tuczem- py), lub wręcz odwrotnie, że będzie ciężka zima i szuka robaków (Mako- wisko); jeśli zaś ryje w jesieni, to zapowiada ciężką zimę (Szówsko, Mo- łodycz, Radawa, Dobra) 7d. Zapowiedzią bliskiego zgonu jest pohukiwanie sowy w pobliżu domu w porze nocnej, siadanie na kominie i dachu. „Sowa huka inaczej na po- grzeb, inaczej na dziecko, a jeszcze inaczej na wesele. Na pogrzeb woła: „skir — hit”, „skier — hit” (M. Doskocz — Czerce). Inni twierdzą, że sowa, a zwłaszcza puszczyk woła przeciągle: „póóódź”, „póóójdż” (Szówsko, Surochów, Wietlin, Sieniawa) lub „schoowaj”, „schoowaj”, „schoowaj” (Rudka). W okolicach Mołodycza jej głos uważa się za śmiech samego diabła. Śmierć zapowiadają także kruk, gdy leci nad zagrodą i woła „trup”, „trup”, częste skrzeczenie srok w pobliżu domu, fakt opuszczania przez myszy domu, złowieszcze krakanie wron — dlatego powszechnie im złorzeczą: „obyś się rozdarła”, „oby cię coś roz- szarpało”, „obyś pękła” 80. Największe jednak obawy wzbudza wśród lud- ności pianie kury. Zaleca się, aby jak najszybciej obciąć jej głowę, co odwróci zapowiadane nieszczęście81. W Radawie za zwiastuna śmierci uchodzi także szczygieł, gdy niespodziewanie wleci do mieszkania. We wszystkich wsiach śmierć zapowiadają ptaki dobijające się do okien. Taki sam skutek sygnalizuje też wiele dziwnych zjawisk o charakte- rze fizycznym w postaci otwierania się drzwi, okien, spadanie ze ścian 75 A. Fischer, op. cit., s. 11. 79 H. Biegeleisen, op. cit., s. 260; F. Dziedzic, op. cit., s. 12. 77 Por. J. Pawłowska, Ź badań nad tradycyjnymi formami obrzędowości we wsiach w okolicy Birczy, cz.: III, Obrzędy pogrzebowe, „Z Naszej Ziemi”, Prze- myśl 1966, s. 15. 78 Por. K. Kwaśniewicz, Doroczne i rodzinne zwyczaje na tle współczesnych przeobrażeń wsi podkarpackiej, Kraków 1979, s. 138. 79 Adam Fischer odnotowuje, że zjawienie się kreta i rycie w ziemi jest zapo- wiedzią szczęścia. Zob. tegoż: Zwyczaje..., s. 62. 80 M. Chłopiński, op. cit., s. 19. 81 A. Fischer, op. cit., ss. 34—39.
obrazów i luster, trzykrotne stukanie do okna w czasie dnia, odgłos ,,nie- widzialnych kroków”, hałas, szuranie i szum wody pod oknem, spada- jący tynk, spadanie ze stołu i kredensu różnych przedmiotów, gaśnięcie lampy naftowej. Wiele ciekawych informacji dostarcza otoczeniu obserwacja zjawisk zachodzących w przyrodzie. Częste burze w lasach, gdy wiatr łamie wie- le drzew, wróżą śmierć większej ilości ludzi (Dobra, Czerce, Mołodycz, Radawa). Taki sam skutek sprowadza na domowników wykopanie w ogrodzie starej gruszy lub lipy (Pigany). Nieszczęście wróży też sosna rosnąca pod domem. Powszechnie sądzi się, że zapowiedzią nieszczęścia lub śmierci jest fakt zakwitnięcia drzewa w okresie jesieni. W Czer- cach ludzie wierzą, że jeśli w czasie pogrzebu pada deszcz, to w najbliż- szym tygodniu należy się spodziewać drugiego pogrzebu. We wsiach w okolicach Sieniawy istnieje przekonanie, że nieszczęście sygnalizują także wyjątkowo dobre urodzaje w polu, „...można się nawet spodziewać śmierci samego gospodarza, dlatego tak Bóg go darzy w ostatnim roku życia” 82. Występują też wierzenia, że jeśli na zasianym kawałku ziemi nie wyrośnie zboże lub inna uprawa, zapowiada to śmierć kogoś z rodzi- ny. Zebrane z tej ziemi zioła wykorzystuje się w celach leczniczych. Groźną rolę wróżebną przypisuje się takim zjawiskom jak gwałtowny wiatr czy uderzenie pioruna. Sygnalizują one otoczeniu o śmierci czło- wieka przez powieszenie. W takich sytuacjach twierdzi się, że diabeł czyjąś duszę niesie, gdyż ma zdolność przemieniania się w wiatr83. Śmierć zapowiadają także połamane wiatrem drzewa i krzaki, dzikie mio- tanie deszczem i śniegiem. Zwiastunami nieszczęścia są niezwyczajne znaki na niebie. Spadają- ca gwiazda, szczególnie w pobliżu domu, oznacza, że któryś z jego miesz- kańców wkrótce umrze. Wierzenia te wynikają z powszechnego przeko- nania, że każdy człowiek posiada własną gwiazdę 84. Zaleca się, aby w ta- kiej sytuacji odmówić „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wieczny odpo- czynek”. Nie wolno wskazywać palcem swojej gwiazdy na niebie ani ich liczyć 85. Śmierć następuje również, gdy gwiazda znajdzie się blisko rogów księżyca86. Widoczna na niebie kometa wróży głód, nieurodzaj, zarazę, wojnę. Ważną rolę w prognozowaniu śmierci przypisuje się snom. Powszech- nie sądzi się, że zapowiadają ją sny o wyrywaniu zęba lub o jego wypa- daniu, o wieńcach pogrzebowych i procesjach, czarnych krzyżach, księ- dzu w sutannie, gdy śnią się doły i jamy czy grób, do którego się wpada, obsypywanie się ziemi w chwili wpuszczania trumny 87. Podobny skutek sprowadzają sny o mętnej, brudnej i szumiącej wodzie, w której zdy- chają ryby, ścięte lub złamane drzewo wywożone z lasu, nowy pusty dom 82 Informacje J. Neściora z Czerc. 83 H. Biegeleisen, op. cit., ss. 52—56. 84 A. Fischer, op. cit., s. 87; H. Biegeieisen, op. cit., s. 510. 85 H. Biegeleisen, op. cit., s. 510. 83 D. Tyłkowa, Wiedza ludowa, „Etnografia Polski. Przemiany kultury ludo- wej”, t. III, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981, s. 73. 87 R. Kukier, Ludowe zwyczaje, wierzenia i obrzędy pogrzebowe mieszkańców Pogranicza Powiśla Lubelsko-Podlaskiego, „Studia i Materiały Lubelskie”, Etnogra- fia — 2, Lublin 1967, s. 186.
albo jego budowa (Czerce), odpadnięcie podeszwy od buta, długa koszula dla umrzyka, gdy się przyśni znajomy proszący o coś — to on umrze (Makowisko, Morawsko). Jeśli natomiast zdrowemu przyśniło się, że cho- ry umarł, oznaczało to dla tego ostatniego długie życie. Przy odczyty- waniu snów posługi wano się sennikami88. Reliktem pochodzącym z czasów przedchrześcijańskich jest wierzenie, że sny o kolorach białym i szarym oznajmiają niechybną śmierć w naj- bliższej rodzinie. Wiąże się to z faktem, że niegdyś kolory te miały cha- rakter żałobny 89. O zbliżającej się śmierci świadczy szereg zjawisk o charakterze fizjo- logicznym. Sygnalizuje o tym żółknięcie palców u rąk i nóg, twarzy i wyostrzanie się jej rysów, sinienie paznokci, puchnięcie rąk i nóg, ogól- ne osłabienie organizmu. Stan przedagonalny wpływa też w sposób istot- ny na zachowanie się chorego. Odmawia mu posłuszeństwa pamięć, nie rozpoznaje bliskich, mówi od rzeczy, marudzi. O bliskiej agonii świadczą także jego dziwne kaprysy — coś szuka, ciągle kogoś woła, ma różne widzenia, często chciałby coś zjeść lub wypić, ciągle chce wrócić na dawne miejsce, zrywa się z łóżka, aby wyjść na pole — bo go ktoś tam ocze- kuje (Szówsko). Umierający może wyczuwać swoją śmierć po zapachu powietrza — „czuje zapach ziemi” 90 91. 4. TYPY ŚMIERCI W LUDOWYCH WYOBRAŻENIACH Powszechnie rozróżnia się dwa typy śmierci, a mianowicie tzw. śmierć naturalną oraz „nagłą i niespodziewaną”. Pod pojęciem śmierci natural- nej rozumie się takie zjawisko, które można sobie wytłumaczyć w kate- goriach racjonalnych, wynikających z procesu starzenia się organizmu ludzkiego. W kategoriach naturalności pojmuje się również taką śmierć, która została spowodowana określoną chorobą i można ją było przewi- dzieć. Większość informatorów wyraziła opinię, że wolą śmierć natural- ną, ale spokojną i zapowiedzianą określonymi znakami, motywując to tym, że będą mogli spokojnie się do niej przygotować, tak w sensie fi- zycznym, jak i duchowo-religijnym. W tym ostatnim życzeniu chodzi prze- de wszystkim o pojednanie się z Bogiem. Ogólnym życzeniem jest także dokonanie życia w rodzinnym domu, wśród bliskich fll. Największą obawę wzbudza śmierć nagła, będąca wynikiem jakiegoś tragicznego wydarzenia, niezawinionego lub zawinionego. Śmierć nagłą uważa się powszechnie jako karę za grzechy popełnione w życiu do- czesnym. Spotkać się też można z opiniami odmiennymi, szczególnie wśród średniego pokolenia wsi, że zgon nagły jest dobry, gdyż oszczędza to człowiekowi cierpień. Są to jednak opinie nieliczne. Współcześnie poglądy na ten temat ulegają modyfikacji. Ludzie my- ślący o tym zjawisku i przygotowujący się na tę okoliczność pragną śmierci lekkiej i szybkiej. Obawą, tak jak dawniej, przejmuje ludzi śmierć spowodowana długotrwałą i bolesną chorobą. Szczególnie po- 88 H. Biegeleisen, op. cit., ss. 312—322. 89 J. S. Bystroń, op. cit., s. 166. 90 F. Dziedzic, op. cit., s. 17. 91 J. Pawłowska, Stare i nowe..., s. 23.
wszechnie występuje obawa przed chorobami nowotworowymi. Stąd spo- tykana współcześnie śmierć w wyniku chorób wieńcowych uważana jest za dobrą z uwagi na krótki okres dokonania życia. Oczywiście pod wa- runkiem, że człowiek dożył sędziwego wieku. W kategorii śmierci nagłej ludność badanych wsi wyróżnia morder- stwo, samobójstwo — najczęściej przez powieszenie się, utopienie się, w wyniku tragicznego wypadku, z powodu epidemii oraz zjawisko tzw. „zachwycenia”, czyli letargu. Największą grozę wzbudza śmierć samobójcza. Zjawisko to interpre- tuje się w kategoriach religijnych i zwyczajowych. W pierwszym przy- padku sądzi się, że „targnięcie się na własne życie jest obrazą Boską, gdyż człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga”92. Po- nadto uważa się, że człowiek nie ma prawa szafować swoim życiem, bo jego dawcą jest Bóg. Przekonania powyższe wynikają z zasad etyczno- -moralnych zgodnych z nauką religii chrześcijańskiej. Obawa ludzi przed śmiercią samobójczą spotęgowana była faktem, że nieboszczyk nie mógł spocząć w „poświęcanej ziemi”. Ze zwyczajowego punktu widzenia śmierć samobójczą uważa się jako akt zawarcia przymierza z diabłem i wszelkiego typu złymi duchami i mocami. Sądzi się, że diabeł ma ułatwiony dostęp do ludzi złych i czę- sto wykorzystuje ich do własnych niecnych celów. Diabeł szczególnie aktywnie działa o północy na skrzyżowaniu dróg oraz na miedzach pól. Te miejsca mają szczególną moc przyciągania samobójców93. W litera- turze przedmiotu znane są fakty, że samobójcy upodobują sobie określo- ne miejsca, gdzie dokonują zamachów na własne życie. Ściąga ich tam diabeł. Śmierć samobójczą zapowiada silny wiatr. Istnieje przekonanie, że to diabły harcują z duszą zmarłego 94. W kalendarzu obrzędowym wsi wiele wątków dotyczy śmierci przez utopienie się. Jak już wcześniej o tym zasygnalizowano, duszę takiego człowieka określa się mianem topielca. Duchy te pokutują w wodzie w pobliżu miejsc przeprawy przez rzeki, ściągając w pobliże wody ludzi. Szczególną aktywność wykazują w okresie wiosennym do dnia św. Jana (24 VI). W tradycji ludowej utarło się zwyczajowe przekonanie, że do tego czasu nie wolno zażywać kąpieli. Motywacje te wynikają również z przekonań religijnych, nawiązujących do chrztu z wody 95. Współczesnemu pokoleniu badanych wsi nie są znane przypadki śmierci spowodowane zarazą. Starsi zaś informatorzy znają z opowiadań swoich rodziców częste przypadki zarazy, szczególnie tyfusu i cholery. Ich zdaniem wynikały one ze słabej higieny i skąpego odżywiania się. Zmarłych grzebano z reguły poza obrębem cmentarzy, a ich mienie ni- szczono i palono. Mieszkańcom badanych wsi znane są fakty śmierci pozornej. Wówczas człowiek sprawia wrażenie trupa. Stan ten określa się mianem „zachwy- cenia”. Powszechnie uważa się, że jest to głęboki sen na pograniczu ży- cia i śmierci. Ciekawe relacje w tej kwestii zarejestrowano w Muninie. 92 Informacje W. Prymona z Szówska. 93 H. Biegeleisen, U kolebki..., s. 370. 94 Por. O. Kolberg, Dzieła wszystkie. Tarnowsko-Rzeszowskie, t. 48, Wrocław 1967, s. 267. 95 J. Pawłowska, Obrzędy doroczne..., s. 16.
Mianowicie wielu ludzi wierzy, że takiego stanu mogą doświadczyć lu- dzie, którzy posiadają dwa serca. Wówczas jedno z nich umiera, a drugie nadal służy człowiekowi96 Wierzenia o ludziach z dwiema duszami od- notowuje się na obszarze niemal całej Polski97. Podobne przypadki zo- stały również zarejestrowane w Rzeszowskiem98. Taki człowiek wzbudza powszechną obawę. Powszechnie sądzi się, że utrzymuje kontrakty ze zły- mi duchami. O człowieku, który obudził się z letargu (pojęcie nieznane na wsi) mówi się, że go zbudzono, że odzyskał przytomność, czy też cudownie powrócił do życia. Istnieje przekonanie, że od tej chwili życie człowieka zmienia się na lepsze. Staje się bardziej pobożne i spokojne (Chłopice, Surochów). W Muninie i Makowisku twierdzi się, że taki człowiek jest smutny i przejęty pierwszą śmiercią i wkrótce umrze. 5. ZACHOWANIE SIĘ CHOREGO I OTOCZENIA W CZASIE AGONII Chory wyczuwając zbliżającą się nieuchronnie śmierć stara się ure- gulować wszystkie swoje ziemskie sprawy. Oczywiście zależy to od przy- tomności jego umysłu. Tradycyjnie żegna się ze wszystkimi członkami rodziny, udzielając im rad na dalsze życie. Często dotyczą one spraw związanych z prowadzeniem gospodarstwa. W obecności świadków prze- kazuje obecnym swoją wolę w zakresie spraw materialnych, o ile nie uczynił tego wcześniej Przekazuje również domownikom dyspozycje w zakresie charakteru i formy pochówku. Według relacji terenowych tacy ludzie zachowują się różnie. Jedni są spokojni, pogodzeni z losem, inni histeryzują, bojąc się śmierci. Z reguły jednak ludzie starsi podcho- dzą do tego wydarzenia w sposób spokojny i poważny. Powszechnie uważa się, że obowiązkiem umierającego jest okazanie żalu za popełnione grzechy i prośba o przebaczenie mu złych czynów. Moralnym obowiązkiem świadków śmierci jest udzielenie umierającemu przebaczenia, co ma również wpływ na przyśpieszenie zgonu. W takiej sytuacji podaje się umierającemu rękę. Tego gestu należy wystrzegać się w przypadku, gdy posądza się chorego o konszachty ze złymi mocami. Istniało bowiem przekonanie, że tą drogą następuje przekazywanie od- działywań złego ducha. Przy łożu śmierci spotykali się często najza- wziętsi wrogowie, wybaczając sobie krzywdy. Umierający powinien rów- nież naprawić szkody, jakie wyrządził ludziom lub im zadośćuczynić, by z czystym i nie obciążonym sumieniem przejść „na drugi świat”. Często umierający prosi, aby za nim nie płakano. Wiąże się to z wierzeniem, że rozpacz okazywana umierającemu wzbudza u niego żal i uniemożliwia duszy opuszczenie ciała. Ponadto łzy byłyby ciężarem na „drugim świę- cie”. W związku z tym zaleca się, aby przy chorym zachowywać się godnie i w skupieniu. Należy zachować ciszę i skoncentrować się na mo- dlitwach za duszę tego człowieka. W tej intencji odmawia się różaniec, 98 Relacje terenowe Józefy Walarz, ur. 1923 r., Jana Depa, ur. 1914 r., Jana Mrozowicha, ur. 1914 r., Czerce. 97 H. Biegeleisen, op. cit., s. 370. 98 Por, F. Dziedzic, op. cit., ss. 30—31. 99 Por. A. Fischer, op. cit., s. 68; F. Kotula, Z Sandomierskiej Puszczy. Gawędy kulturowo-obyczajowe. Kraków 1962, s. 140.
litanię do Najświętszej Marii Panny, do św. Barbary i św. Antoniego, do Matki Boskiej Bolesnej. Z relacji terenowych wynika, że w chwili agonii umierający prosi o włożenie do trumny wielu przedmiotów jego codziennego użytku, po- prawienia jego ciała, wyraża pragnienie zobaczenia kogoś. Powszechne są życzenia o podanie krzyża, świętego obrazka, różańca czy gromnicy. W chwili agonii chory stara się odwrócić twarzą w kierunku krzyża lub świętego obrazu. Do dnia dzisiejszego istnieją wierzenia, że umierający w tym czasie widzi całe swoje życie 10°. Często zdarza się, że człowiek długo kona. Tradycyjnie ludność do- patruje się w tym kary za grzechy. W wielu przypadkach przyczynę cięż- kiego zgonu tłumaczy się kontaktami takiego człowieka ze złymi mocami. Taki stan rzeczy jest bardzo niekorzystny dla otoczenia. W związku z tym stosuje się różne zabiegi w celu przyśpieszenia zgonu. Zabiegi te należą już do rzadkości, stosują je już tylko nieliczni ludzie ze starszego pokolenia. Powszechnie uważa się, że zgon przyśpiesza przeniesienie umierają- cego na ziemię w izbie, bardzo często na rozścieloną uprzednio słomę, układają go także na twardych ławach, a przed I wojną światową wy- noszono go na klepisko do stodoły, ściągając z niego okrycie, aby szyb- ciej wyziębić ciało 10ł. Do typowych zabiegów należało wyciąganie umie- rającemu poduszki spod głowy, co wynikało z przeświadczenia, że ciężko jest umierać na piórach ptaka, który stanowi symbol żywotności100 101 102. Nie- którzy ze starszych informatorów pamiętają, że niegdyś zrywano z da- chu snopki słomy, aby ułatwić duszy opuszczenie ciała i domu 103. W tym także celu otwierano wszystkie drzwi, okna, skrzynie i inne przedmioty, kropiono umierającego „święconą wodą’’, okadzano dymem z ziół poświę- canych na oktawę Bożego Ciała i Matki Boskiej Zielnej. Ktoś z rodziny lub sąsiedztwa sprowadzał do chorego księdza. Fakt sprowadzenia kapłana jest oznaką dla otoczenia, że z chorym jest żle i należy się spodziewać jego śmierci. Istnieje też opinia, że jeśli chory w chwili przyjazdu księdza słabnie, wróży to nieuchronną śmierć; jeśli zaś czuje się lepiej, ma szanse wyzdrowieć. Uważano także, że po przy- jęciu komunii może nastąpić polepszenie stanu zdrowia chorego. Z wię- kszości wypowiedzi informatorów wynika, że przed I wojną światową powszechnie wierzono, że z chwilą udzielenia choremu ostatniego na- maszczenia musi nastąpić zgon, stąd często zwlekano ze sprowadzeniem kapłana. Księdza witano przed domem. Zostawiano go sam na sam z cho- rym. Przy łożu chorego zapalano gromnicę, ustawiano krzyż i „święco- ną wodę”. Z chwilą oddania przez człowieka ostatniego tchnienia rodzina fol- guje swoim żalom. Zgon stwierdzano badając puls człowieka, przykłada- jąc ucho do okolicy serca, lusterko do ust. Urzędowo zgon stwierdzał tzw. „oglądacz zwłok”, który był mianowany przez gminę104. Obecnie 100 Por. A. Fischer, op. cit., s. 63. 101 K. Kwaśniewicz, op. cit., s. 139. 102 A. Fischer, op. cit., s. 71. 103 Por. J. Pawłowska, Stare i nowe..., s. 231. 104 J. Krukowski, Teologia pasterska, t. 2, Przemyśl 1869, s. 46. J. Paciorkow- ski, Instrukcja dla oglcidaczy zwłok, „Okólnik Ministra Opieki'’, Warszawa 1935.
wzywa się lekarza. Po stwierdzeniu zgonu człowieka zaprzestawano wszelkiej pracy w domu, ograniczając się tylko do przygotowywania skromnych posiłków. Wszystkie podejmowane prace koncentrowały się na przygotowaniu ciała zmarłego do pogrzebu. O śmierci człowieka sygnalizowano ludziom biciem w dzwony kościel- ne. Był to do" niedawna powszechny zwyczaj. W Sieniawie, Dybkowie i Wylewie posyłano po wsi tzw. „motyla” z krzyżem i obrazkiem 105. Jego rolę spełniał najczęściej ktoś z krewnych zmarłego. II. PRZYGOTOWANIE ZMARŁEGO DO POGRZEBU 1. ZABIEGI ZWIĄZANE Z PRZYGOTOWANIEM CIAŁA ZMARŁEGO Bezpośrednio po zgonie człowieka, póki jego ciało było jeszcze ciepłe, przystępowano do jego oblucji. W powszechnej opinii uważano, że przed stawieniem się na Sądzie Wiecznym należy oczyścić się z resztek ziem- skiego życia. Powszechnie do wody dodaje się „święcone” zioła106. W działaniach tego typu doszukać się też można echa dawnych przed- chrześcijańskich wierzeń, wedle których woda posiada moc oczyszczają- cą 107. W tym przypadku chodzi więc o zneutralizowanie umartwiającego oddziaływania nieboszczyka na świat żywy. Zwłoki ubierano szybko wykorzystując ich elastyczność. Nieboszczy- ka ubierano w odświętne ubranie, często już uprzednio przygotowane. Tradycyjnie szyto je z lnianego lub konopnego, samodziałowego płótna. Przed I wojną światową grzebano zmarłych tylko w koszuli, tzw. „śmier- telnicy” 108. W późniejszym okresie dla kobiet przygotowywano koszulę, spódnicę i zapaskę, zaś dla mężczyzn portki i koszulę wypuszczaną na zewnątrz. Dawniej wszystkich zmarłych chowano bez obuwia, a nogi owijano onucami. W okresie międzywojennym bogatym dawano buty, a biednym czasami drewniane chodaki. Młodych ubierano w strój ślub- ny: panny w białe suknie, wkładając im na głowy wianki z mirty, ruty lub barwinku czy też biały welon z mirtą lub asparagusem, zaś chłop- com przypinano do piersi bukiecik z barwinku. Małe dzieci ubierano za- wsze w kolorze białym. Obecnie starszych ubiera się w kolorach ciem- nych: czarnym, granatowym, brązowym, młodszych zaś w jaśniejsze. Obowiązkowo wszystkim zmarłym wkłada się obuwie. Dawniej uzupeł- nieniem wyposażenia zmarłego były przedmioty codziennego użytku. Mężczyznom dawano do trumny czapkę, laskę, fajkę, tytoń, papierosy, obcęgi, młotek, szydło, siekierę, zaś kobietom pierścionek, nożyczki, igły, korale itp.109. Ubrane zwłoki układano na białym prześcieradle rozesłanym na ła- wie, stole lub katafalku specjalnie przygotowanym na tą okoliczność. Pod głowę zmarłego wkładano poduszkę z ziół poświęcanych na święto Matki 105 A. Fischer, op. cit., s. 273. H. Biegeleisen, op. cit., s. 371. 107 W. Heckowa, Pod znakiem świętego słońca. Dawne wierzenia śląskie, Wro- cław 1961, s. 61. 108 F. Kotula, op. cit., s. 141. 109 W. Gaj-Piotrowski, op. cit., s. 260.
Boskiej Zielnej. W okresie letnim pod zwłoki podkładano siekierę, a obok ustawiano naczynie z wodą, co miało opóźnić proces rozkładu ciała. Trumny wykonywano najczęściej we własnym zakresie. Przygoto- wywał ją ktoś z rodziny lub sąsiedztwa, za darmo lub za symboliczną paczkę papierosów. Zbijano ją z czterech sosnowych deśek. Przed II woj- ną światową kupowano je u małomiasteczkowych stolarzy. Za trumnę malowaną z zaznaczonym czarnym krzyżem na wieku płacono około dwóch ówczesnych złotych. Istniało wierzenie, że nie należy targować się o jej cenę, bo można się było narazić duszy nieboszczyka. Trumnę przyozdabiano białym płótnem i koronką w kolorze białym lub czarnym, wykładając jej wnętrze wiórami. Część wiór wyrzucano na drogę przed domem. O domu żałoby świadczyły też zasłonięte okna. Wie- ko trumny stawiano w kącie izby lub opierano je o drzwi na zewnątrz domu. Nieboszczyka układano w trumnie na wznak, nogami w kierunku drzwi. Ręce splatano na piersi, wkładając w nie różaniec czy obrazek z wizerunkiem świętego bądź książeczkę do nabożeństwa, o ile zmarły umiał czytać. Obok trumny ustawiano wazony z kwiatami, zapalone świece oraz krzyż. 2. CZUWANIE PRZY ZMARŁYM Tradycyjnie pogrzeb odbywał się w trzecim dniu od śmierci. W tym okresie zachowywano powagę. Powszechnie wówczas odwiedzano zmarłe- go szczególnie licznie w porze wieczorowej, modląc się za jego duszę i śpiewając pieśni żałobne. W badanych wsiach, z wyjątkiem Sieniawy, Dybkowa, istniał zwyczaj sprawowania nocnych straży przy trumnie zmarłego. Całonocne czuwanie, określane mianem „pustych nocy”, nale- żało przede wszystkim do obowiązków najbliższej rodziny, przyjaciół, są- siadów. Rolę duchowego i organizacyjnego przewodnika, dyrygującego przebiegiem wszystkich praktyk pogrzebowych, spełniała osoba znająca dużo modlitw i pieśni żałobnych 110 111. Z pieśni żałobnych najczęściej śpie- wa się „Dobry Jezu”, „Z głębokości wołamy do Ciebie Panie”, „Jezus w Ogrojcu mdlejący” i wiele innych z okresu wielkiego postu. W okresie międzywojennym w rodzinach ruskich, wyznających obrządek greckoka- tolicki, sprowadzano diaka, który czytał psałtery1U. Czuwający mężczyźni, w przerwach między modlitwami i pieśniami, rozprawiali o codziennych sprawach gospodarskich, wspominali o życiu zmarłego. Rozmowy takie prowadzono w osobnej izbie. Opowiadano też sobie o zasłyszanych i przeżytych osobiście kontaktach z duszami zmar- łych. Czasem mężczyźni znużeni nocnym czuwaniem zabawiali się grą w karty. W badanych wsiach nie były znane tradycje ugaszczania odwie- dzających. Dotyczyło to najwyżej osób przyjezdnych. Do tradycji należało okazywanie publicznie żalu za zmarłym. Przed I wojną światową zdarzało się, szczególnie wśród ludności ruskiej, że specjalnie w tym celu wynajmowano biedne kobiety, które zawodowo zajmowały się opłakiwaniem zmarłego. Wynagradzano je w formie na- 110 A. Fischer, op. cit., s. 228. 111 Por. O. Kolberg, Przemyskie. Zarys etnograficzny, Kraków 1891, s. 52.
turalnej, np. mąką, zbożem itp.li2. Zwyczaj ten był również znany na innych obszarach Polski113. Równolegle istniał zakaz okazywania rozpa- czy po stracie dziecka, uważano bowiem, że łzy stanowią ciężar dla jego duszy 114. Zwyczaje odwiedzania zmarłych wskazują, że obrzędy pogrzebowe miały charakter publiczny. Spełniały one funkcje symbolicznego poże- gnania zmarłego i wykluczenia go ze wspólnoty wiejskiej 115. W przypad- ku śmierci samobójcy omijano je. Rodzina starała się szybko sprawić po- grzeb w obawie przed zagrożeniem ze strony jego duszy. 3. ZABIEGI MAGICZNE W OKRESIE PRZEBYWANIA ZMARŁEGO W DOMU. Spotykane powszechnie na obszarach słowiańskich wierzenia, ze du- sza zmarłego przebywa przeważnie w pobliżu ciała, aż do czasu pogrze- bu, a w sytuacjach szczególnych nawet odbywa pokutę na ziemi, leżą u podstaw stosowania przez żywych wielu zabiegów ochronnych. Decy- dujący wpływ ma tutaj przeświadczenie, że wszystko, co jest związane z ciałem i duszą nieboszczyka ma umartwiający wpływ na świat orga- niczny. Po zgonie zatrzymywano zegar, aby nie zakłócał spokoju duszy. Za- słaniano także lustra, co wynika z przekonania, że zmarły mógłby wy- patrzyć śmierć któregoś z domowników. Należało w tym czasie obudzić śpiących, aby przypadkim ich błądząca po świecie dusza nie przyłączyła się do duszy zmarłego 116. Przed I wojną światową w sytuacji, gdy oba- wiano się powrotu ducha samobójcy, nogi zmarłego wiązano sznur- kiem 117. Zwyczaj ten stosowany jest do dzisiaj w Dybkowie. Istnieją wierzenia, że dusza może przebywać w miotle. Chcąc się jej pozbyć, miotłę należało rozwiązać i wyrzucić na gościniec. Do dnia dzisiejszego dosyć często na oczy zmarłego układa się drobne pieniądze, aby nie wy- patrzył śmierci człowieka 118. Stanowi to również, jak już o tym wspomi- nano wcześniej, formę zapłaty za przeprawę do pozagrobowego świata. Wodę używaną do mycia zwłok wylewano najczęściej na jałową ziemię, często w kąt podwórza, tam, gdzie łączą się płoty. W Cieplicach wylewa- no ją do specjalnie do tego celu wykopanego dołu. Słomę spalano. W trakcie przygotowywania śmiertelnego ubioru wystrzegano się zawią- zywania węzełków, co wynika z wierzeń, że w ten sposób można „za- wiązać” duszę uniemożliwiając jej wędrówkę na „drugi świat” 119. W cza- sie przebywania zwłok w domu należało od czasu do czasu mieszać zbo- że, aby nie „obumarło”. Z tego też powodu zalecano usunięcie z izby, 112 O. Kolberg, op. cit., s. 52. 113 A. Fischer, op. cit., s. 231. 114 H. Biegeleisen, Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego, Lwów 1927, s. 97. 115 J. S. Bystroń, Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 165. 110 A. Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921, s. 132. 117 A. Fischer, op. cit., s. 118. 118 S. Poniatowski, op. cit., s. 331. 119 Por. O. Gajkowa, op. cit., s. 63; S. Witkoś, Obrzędy pogrzebowe we wsi. Bajdy, „Materiały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku”, Nr 11, Sanok 1970,. s. 32.
w której leżał trup, wszelkiego typu artykułów żywnościowych. Nie wolno było posilać się w jego obecności, gdyż groziło to próchnicą zębów. O śmierci gospodarza zawiadamiano bydło, spędzając je razem oraz pszczoły poprzez uderzanie laską w ule. Wiele wierzeń odnosi się do trumny. Uważa się, że stolarz nie powi- nien brać miary z nieboszczyka, bo to niekorzystnie odbija się na jego zdrowiu. Na trumnę wybiera się deski bez sęków, aby zmarły nie „wy- patrzył” kogoś na „drugi świat”. Nie wolno używać do innych celów ma- teriału służącego do obicia trumny. Powszechnie wsypywano do trumny ziarna maku i piasek, aby zmarły miał zajęcie przy ich liczeniu i jej nie opuszczał. W Piganach i Czercach zalecano, aby do wezgłówka nie da- wać sieczki czy siana, gdyż spowodowałoby to nieurodzaj roślin paszo- wych. Powszechnie do dnia dzisiejszego występują zakazy składania wizyt w domu żałoby przez kobiety ciężarne. Nie mogły one też brać udziału w uroczystościach pogrzebowych. Uważa się bowiem, że dziecko może narodzić się chorowite lub ze „starą twarzą”. Zwłok nie może dotykać pszczelarz oraz osoby zajmujące się potem szczepieniem drzew 12°. W tradycji ludowej znane są także praktyki, w których umartwiającą moc zwłok wykorzystywano do celów leczniczych. Powszechnie uwTaża się, że przez trzykrotne dotknięcie zwłok usuwa się z ciała kostne na- rosła. Przez dotknięcie ciała zmarłego można się uodpornić przed złym wpływem jego duszy 120 121. III. POGRZEB 1. WYNOSZENIE CIAŁA ZMARŁEGO W dniu pogrzebu zbierała się w domu zmarłego jego rodzina, znajomi, sąsiedzi, aby go pożegnać i towarzyszyć mu w ostatniej ziemskiej dro- dze. Zanim przystąpiono do zamknięcia trumny, następowała uroczysta, a zarazem dramatyczna chwila pożegnania się ze zmarłym. Wzmagały się wówczas lamenty. Zmarłego żegnano zazwyczaj przez całowanie ręki, policzka, czoła, ubioru, a czasem dotykano tylko ubioru czy trumny. W imieniu wszystkich zgromadzonych żegnał zmarłego któryś ze star- szych mężczyzn, znający się na ceremoniale pogrzebowym. W wielu re- gionach południowej Polski zwano go „odpraszaczem”122. W Rzeszow- skiem taką mowę pogrzebową określano mianem „egzorty”. Wygłaszano ją z pamięci lub odczytywano 123. Warto przy tym zaznaczyć, że zwyczaj publicznego żegnania zmarłego w formie mowy pogrzebowej znany był na terenie całej Polski124. 120 Wg inf. Franciszka Ba«jdy, ur. w 1904 r., Rudka. 121 T. Burzyński, op. cit., s. 144. 122 F. Dziedzic, op. cit., s. 73. 123 Por, S. Darłakowa, Zwyczaje i obrzędy doroczne oraz rodzinne w powiecie tarnobrzeskim, „Prace i materiały z badań etnograficznych Ośrodka Mokrzyszow- sko-Grębowskiego-Tarnobrzeskiego”, Rzeszów 1968, ss. 106—108; Zob. także: A. Wój- cik, op. cit., s. 245. 124 K. Kwa»śniewicz, op. cit., s. 172.
Wieko na trumnę zakładali obcy ludzie. Do jego zabijania używano wyłącznie drewnianych kołków. Trumnę wynosili sąsiedzi przez drzwi skierowując ją nogami zmarłego do przodu. Przekraczając próg opu- szczają ją trzykrotnie, co ma symbolizować pożegnanie się zmarłego z ro- dzinnym domem125. Uczestnicy pogrzebu śpiewają w tym czasie trzy- krotnie „Dobry Jezu” i „Witaj Królowo Nieba”. Ktoś z rodziny otwiera w tym momencie wszystkie drzwi, okna, skrzynie itp., przerzuca ziarno na strychu, przewraca gospodarskie i domowe sprzęty, symbolizując w ten sposób nowe porządki. W swej genezie praktyki te mają na celu wy- pędzenie duszy zmarłego z obrębu gospodarstwa. W celu zabezpieczenia się przed jej powrotem do domu pod próg podkładano siekierę. Zwyczaje te były szczególnie praktykowane wśród ludności ruskiej 126. 2. KONDUKT ŻAŁOBNY Trumnę transportowano wozem. Jeszcze do I wojny światowej za- przęgano do niego parę wołów, maści siwej, które potem zastąpione zo- stały przez konie. Na czele konduktu pogrzebowego niesiono krzyż wraz z żałobnymi chorągwiami, dalej wieńce — niosły je dzieci, ksiądz — jeśli uczestniczył w pogrzebie, trumna, rodzina zmarłego, przyjaciele, sąsie- dzi i obcy. Podczas drogi do kościoła i na cmentarz śpiewano pieśni ża- łobne. W tym czasie dzwoniły dzwony. Uważano, że wtedy trumna staje się lżejsza, gdyż dusza ulatuje na Sąd Boży. Istniał moralny obowiązek uczestniczenia w pogrzebie szczególnie w stosunku do rodziny zmarłego. Kondukt pogrzebowy zatrzymywał się przy każdej kapliczce czy figu- rze przydrożnej. Odmawiano wówczas modlitwy w intencji zmarłego oraz wygłaszano mowę pogrzebową. Jej treść dotyczyła życia zmarłego. W tra- dycji ludowej było to symboliczne pożegnanie się zmarłego z rodzinną wsią 127. Z konduktem pogrzebowym związanych jest także wiele elementów zwyczajowych o charakterze magicznym. Powszechnie uważano, że woź- nica nie może używać bata, by czasem nie uderzyć duszy. Do wozu nie wolno było zaprzęgać źrebnych klaczy. Nie wolno też patrzeć na kon- dukt przez okno lub spod okapu dachu, co mogło sprowadzić na tą oso- bę śmierć lub chorobę. Na podstawie pogody wnioskowano o życiu zmar- łego. Ładna, słoneczna pogoda świadczyła o godnym i dobrym życiu zmar- łego, deszcz oznaczał, że było ono grzeszne. Uważano także, że w okresie zachmurzenia dusza szybciej odchodziła na „drugi świat”. Przestrzegano zwyczaju, aby kondukt nie przechodził przez zasiane pola. Przed świątynią zbliżał się do konduktu ksiądz. Trumnę wnoszono do jej środka „nogami do przodu” i stawiano na katafalku. Po zakoń- czeniu ceremonii żałobnych kondukt wraz z towarzyszącym mu księdzem udawał się na cmentarz. Współcześnie w wielu badanych wsiach odpra- wia się nabożeństwo za duszę zmarłego. Istnieją wierzenia, że w czasie jego trwania dusza zupełnie odłącza się od ciała. 125 J. Burszta, op. cit., s. 187. 126 A. Fischer, Rusini, Lwów-Warszawa-Kraków 1929, s. 109. 117 F. Kotula, Z Sandomierskiej Puszczy..., s. 141.
3. ZWYCZAJE NA CMENTARZU Na cmentarzu trumnę ustawiano w ten sposób, aby nogi zmarłego były zwrócone w kierunku kapłana. Ksiądz poświęcał grób i odprawiał ceremoniał żałobny. Uczestnicy pogrzebu żegnali się ze zmarłym rzucając na trumnę trzy- krotnie grudki ziemi. Od tego obowiązku zwolnione były dzieci w przy- padku pogrzebu ich rodziców. Trumnę układano w grobie kierując ją ,,nogami zmarłego” na wschód 12S. Do tradycji należy, że ktoś z rodziny składa podziękowanie ludziom za uczestnictwo w pogrzebie. Miejsce wiecznego spoczynku lokalizowano przeważnie w pobliżu mo- gił krewnych. Zwracano także uwagę, aby teren był suchy. Gdy do gro- bu podchodziła woda, świadczyło to, że zmarły prowadził złe życie. Wą- ski grób oznaczał, że zmarły był skąpy za życia. Powszechnie uważa się, że z grobu nie należy zrywać kwiatów, bo spowoduje to jakieś nieszczę- ście lub upomni się o nie dusza zmarłego. Ponadto występuje wierzenie, że człowiekowi zabierającemu coś z grobu drętwieją ręce. Ludzi zmarłych nienaturalną śmiercią, szczególnie samobójców, grze- bano dawniej poza obrębem cmentarza, a od 1945 roku gdzieś na jego poboczu. Grzebano ich w pozycji leżącej, często twarzą do ziemi, a na ich mogiły rzucano kamienie. Przed I wojną światową wszystkich samo- bójców grzebano przed zachodem słońca lub o świcie. Wśród ludności ruskiej głowę samobójcy lub osoby posądzanej o czary przebijano dre- wnianym zębem z brony, aby uniemożliwić duszy opuszczenie mogiły 128 129. W takich pogrzebach ksiądz nie brał udziału. Sens tych zwyczajów spro- wadza się do wykluczenia duszy zmarłego poza obręb społeczności chrze- ścijańskiej. Powszechnie sądzi się, że dusze takich ludzi skazane są na „wieczną otchłań”. Dotyczy to także dusz „pogrobowców”, tj. dzieci zmarłych bez chrztu. Stosunkowo łagodne są poglądy odnośnie do zmar- łych kobiet przy porodzie. Często położnice uważano wręcz za męczen- nice, zasługujące na zbawienie, inni zaś rezerwują dla nich czyściec. W badanych wsiach na grobach stawiano przeważnie krzyże drewnia- ne. We wsiach położonych na północ i północny wschód od Jarosławia spotkać można krzyże kamienne wykonane z piaskowca pochodzącego z kamieniołomów w Nowym i Starym Bruśnie. Rzadko stawiano na gro- bach krzyże żelazne. Tradycyjnie na górnej części pionowego ramienia krzyża umieszczano tablicę z napisem „INRI” — w przypadku, gdy zmar- ły był narodowości polskiej, czy też — gdy był Rusinem. Na krzyżach ryto napisy lub umieszczano je na osobnych tablicach o tre- ści: „Prosi o modlitwę”, „Prosi o westchnienie do Boga”, „Pan mój — Bóg mój” oraz napisy o treści rodzajowej, informując o typie śmierci i drodze życiowej człowieka. Obecnie w dobie wznoszenia okazałych gro- bowców bardzo często na płycie nagrobnej umieszcza się informacje o za- wodzie zmarłego. Po pogrzebie z cmentarza należało wracać inną drogą. Nie wolno oglą- dać się za siebie. W domu obmywano się, a wodę wylewano pod płot. 128 J. Burszta, op. cit., s. 181. 129 Por. J. Falkowski, B. Pasznycki. Na pograniczu łemkowsko-bojkowskim, Lwów 1935, s. 74.
IV. PO POGRZEBIE. PAMIĘĆ O ZMARŁYM Po pogrzebie odnawiano pomieszczenia mieszkalne, sprzątając i bie- ląc je. W kącie za piecem zostawiano kawałek niebielonej ściany na wy- padek, gdyby dusza zmarłego zatrzymała się jeszcze w domu. Tradycyj- nie we wszystkich badanych wsiach urządzano spotkanie dla krewnych i znajomych. Zapraszano na nie także tych, którzy nieśli trumnę na cmentarz i kopali grób. Na spotkaniach takich podawano alkohol. Okre- ślono je powszechnie mianem stypy 130, a w okolicach Sieniawy — kon- solacją (gr. ulga, pocieszenie). Jej charakter interpretowano w katego- riach religijnych. Uważano bowiem, że jest to symbol wiekuistej uczty w niebie i jedzenie pomocne jest do zbawienia duszy 131. Przed I wojną światową stypę urządzano w karczmie. Na takich spo- tkaniach omawiano także sprawy majątkowe. Według niektórych relacji terenowych nie zawsze takie spotkania przebiegały w poważnej atmo- sferze. Dochodziło nieraz do gorszących awantur o spadek po zmarłym. Wieś miała potem znakomitą pożywkę do plotek. W obrzędowości dorocznej badanych wsi treściowe wątki stypy zosta- ły przeniesione na wieczerzę wigilijną. Świadczy o tym szereg praktyk obrzędowych. Wymienić tutaj można takie zwyczaje, jak: zostawianie pustego miejsca przy stole wigilijnym, wystawianie na okno pożywienia czy wspomniane wcześniej wróżby dotyczące śmierci. Współcześnie prak- tyki te interpretuje się w kategoriach religijnych. W swej genezie na- wiązują one do dawnych pogańskich wierzeń, że w okresie zimowego przesilenia słońca u Słowian obchodzono święta poświęcone pamięci zmarłych 132. Przed II wojną światową wśród ludności ruskiej święta za- duszkowe obchodzono także w okresie wielkanocnym. W tzw. oblewany poniedziałek gospodynie brały pisanki, kołacze, placki i chleby, wynosiły na groby zmarłych i dla dziadów cmentarnych 133 134. Szczególnie licznie odwiedzano groby w okresie Wszystkich Świętych, Dnia Zadusznego, obecnie także w pierwszą rocznicę śmierci. Groby przy- ozdabiano kwiatami, wieńcami z jedliny, palono na nich świece. Obecnie często zamawia się nabożeństwo w intencji zmarłego. Określa się je mia- nem wypominek. Do dnia dzisiejszego występują wierzenia, że w Dzień Zaduszny du- sze powracają na ziemię. O północy zbierają się w kościele na nabożeń- stwo, które celebrują zmarli księża. Zwyczaj palenia ognisk na grobach tłumaczy się tym, że dusze pragną się ogrzać oraz że światło odpędza złe moce. Przed I wojną światową znane były przypadki palenia ognisk na mogiłach ludzi zmarłych tragiczną śmiercią 13h Obecnie w miejsce tych zwyczajów ludność wiejska przejęła kościelne zaduszki. 130 Wg J. S. Bystronia stypa była to uczta za4duszna o wyraźnie obrzędowym charakterze i taka jeszcze w wielu okolicach na wsiach pozostała; w środowiskach zamożniejszych nabrana ona jednak cech posiłku, który miał pokrzepić strudzonych przewlekłymi uroczystościami uczestników pogrzebu. Zob. Tegoż: Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, wiek XVI—XVIII, t. 2, Warszawa 1976, s. 117. 131 J. Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981, ss. 93—103. 132 Por. W. Klinger, Obrzędowość ludowa Bożego Narodzenia, jej znaczenie pierwotne, Poznań 1926, s. 45. 133 A. Fischer, Święto umarłych, Lwów 1923, ss. 33—34. 134 H. Biegeleisen, op. cit., ss. 340—348.
V. UWAGI KOŃCOWE Wiele z praktykowanych dawniej obrzędów już nie istnieje, co wyni- ka z szeroko rozumianych przemian o charakterze gospodarczym i spo- łeczno-kulturowym, jakie mają miejsce na wsi po 1945 roku. Podstawo- wą sprawą jest tutaj zmiana modelu gospodarowania ziemią, utowaro- wienie produkcji rolno-hodowlanej, zmiany demograficzne w strukturze wiekowej i zawodowej wsi, procesy migracyjne. Czynniki te oddziałują destrukcyjnie na tradycyjny model życia wiejskiego, zmieniając dotych- czasową mentalność ludzi i przez brak wspólnej płaszczyzny kulturowej między starszym a młodszym pokoleniem powodują, że giną tradycyjne zwyczaje i obrzędy ludowe. Dotyczy to nie tylko omawianego zespołu wierzeń, ale generalnie odnosi się do całej kultury ludowej. Drastycz- nym przykładem może tutaj być sfera kultury materialnej wsi, która obecnie znajduje się w szczątkowej formie. W szybkim tempie znika z mapy wsi tradycyjne budownictwo ludowe, zaś współczesna technolo- gia rolna wypiera dawne tradycyjne formy upraw, znikają też związane z tymi dziedzinami różne zwyczaje i obrzędy, nie znajdując zastosowa- nia w nowych warunkach. Wracając do interesujących nas zwyczajów i obrzędów pogrzebowych stwierdzić należy, że szanse na przetrwanie mają tylko te wątki treścio- we, które najbardziej związane są z religijną obsługą ceremoniału po- grzebowego. Wiele praktykowanych do dnia dzisiejszego obrzędów jest tylko udziałem starszego pokolenia wsi. Duży wpływ na zanikanie tre- ści magiczno-obrzędowych wywiera współczesna moda wyposażania mieszkań. W większości przypadków wyposaża się je na wzór miejski. W odczuciu ludzi współczesne wnętrza nie licują z dawnymi zwyczajami. Podsumowując zaprezentowane powyżej wyniki badań terenowych, należy podkreślić, że nie wyczerpują one aktualnego stanu posiadania w tej dziedzinie, sygnalizując tylko ogólny charakter spotykanych form zwyczajowo-obrzędowych. Stosunkowo najwięcej danych dotyczy sfery ludowych wyobrażeń o duszy i śmierci, w tym głównie oznak i wróżb ją zapowiadających. Dosyć dokładnie na podstawie zebranych materia- łów przedstawiają się zwyczaje związane z przygotowaniem pogrzebu, jak i cały ceremoniał pogrzebowy. Skromniej natomiast przedstawiają się materiały dotyczące różnych zabiegów magicznych przyśpieszających śmierć w przypadku długiej agonii, związanych z umartwiającym oddzia- ływaniem ciała zmarłego i przedmiotów mających z nim styczność na otoczenie, jak również wierzenia o pokutowaniu dusz na ziemi i wiążące się z tym zabiegi ochronne. Stwierdzić należy, że są to obecnie sprawy dosyć trudne do uchwyce- nia, co wynika przede wszystkim z faktu, że wielu ludzi krępuje się o tym mówić, z obawy przed posądzeniem ich o wiarę w tzw. zabobony. Tym niemniej, jak to wynika z wielu relacji terenowych, stosuje się je- szcze wiele dawnych praktyk, często ukrywając to przed otoczeniem. Praktykują je głównie ludzie starsi. Przytoczone wyżej uwagi spełniać mogą rolę postulatów badawczych dla innych, którzy w przyszłości zechcą poszerzyć stan wiedzy w zakre- sie obrzędowości pogrzebowej.
Jan Pająk SYLWETKA HISTORYCZNO-TECHNOLOGICZNA ZAKŁADÓW PŁYT PILŚNIOWYCH W PRZEMYŚLU NARODZINY ZAKŁADU ,,Istotną cechę województwa rzeszowskiego stanowią duże skupienia leśne i największy — w porównaniu z innymi województwami — zapas grubizny. Drugą znamienną cechę stanowi fakt, że województwo rze- szowskie, najbogatsze w zasoby drewna, ma najniższy w kraju potencjał przerobowy przemysłu drzewnego. Niedobór potencjału przemysłowego uniemożliwia oszczędne gospodarowanie drewnem. Można twierdzić, że, aby dobrze działo się w lesie, musi się dobrze dziać w przemyśle. Prze- mysł drzewny powinien dysponować rezerwą zdolności przerobowej i od- czuwać głód drewna, który jest przesłanką wyjściową do współdziałania przemysłu z lasem [...]. Pierwszym krokiem zmierzającym do stworzenia w województwie rzeszowskim właściwych relacji między bazą surowcową a przemysłem drzewnym było stworzenie zakładów drzewnych w Rzepedzi i w Prze- myślu.” Przytoczony urywek pochodzi z artykułu prof. Fr. Krzysika pt. Za- kłady Płyt Pilśniowych w Przemyślu — („Przemysł Drzewny” nr 9, 1974 r.). Autor ze swojego punktu widzenia zapewne miał rację, widząc w powstających zakładach czynnik racjonalizujący gospodarkę drewnem. Zakłady Płyt Pilśniowych miały zużywać do produkcji tzw. drobnicę leś- ną, a zakłady w Rzepedzi drewno bukowe, które w owym czasie marno- wało się w lasach bieszczadzkich z braku dróg wywozowych. Życie ma jednak swoje prawa, którym trudno zaprzeczyć logiki. Po upływie na- stępnego dziesięciolecia „głód drewna”, jak twierdzą leśnicy, jest po- wodem, że w chwili obecnej w lasach raczej źle się dzieje — grubizna znika. Ale wróćmy do tych dawnych lat i dobrych jeszcze czasów... W jedno- dniówce wydanej 28 kwietnia 1970 roku przez Zakłady Płyt Pilśniowych w Przemyślu pisze dyrektor, dr inż. Michał Kryczko: „O budowie za- kładów płyt pilśniowych w województwie rzeszowskim zadecydował mi- nister Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w 1957 roku. Lokalizację szcze- gółową ze wskazaniem Przemyśla, określiła komisja lokalizacyjna, bu-
dowę zaś podjęła powołana (w roku 1958) przez resort Dyrekcja ZPP w Budowie (tak brzmiała pierwsza nazwa przedsiębiorstwa). Ten sam autor tak wspomina (w „Przemyśle Drzewnym” nr 9, 1974 r.) „[...] dzień pierwszy: Jest 24 marca 1964 roku, godz. 9.05. Dyrektor do spraw inwestycyjnych Zjednoczenia Przemysłu Płyt Sklejek i Zapałek, inż. Jan Jatczak, w asyście kierownictwa partyjno-gospodarczego Zakładów Płyt Pilśniowych i przedsiębiorstwa „Energomontaż” wzniecił ogień na pale- nisku kotła nr 1 [...]. Tegoż dnia o godz. 16.00 popłynęła rurociągami para, co pozwoliło przystąpić bezzwłocznie do prób rozruchu technolo- gicznego [...] Rozruch technologiczny okazał się zadaniem niełatwym. Uciążliwości pogłębiała nie tyle prototypowość maszyn i urządzeń, ile niesolidność ich wykonania. Najdotkliwiej jednak odczuwali pracownicy rozruchu złą jakość automatów elektrycznych. Częste awarie, konieczność zapobiegawczego wyłączania z ruchu maszyn, urządzeń i automatyki — oto główne przyczyny, przez które wielu pracowników nie sprostało za- daniu, nie wytrzymało napięcia, nie zdobyło się na zwiększony wysiłek, niezbędny do rozpoczęcia etapu zbierania plonów. Zrezygnowali oni z dalszej działalności w Zakładach.” I dalej „[...] Zbliżały się święta wielkanocne. Przedstawiciele jedno- stki nadrzędnej, pracownicy wykonawców robót wyjeżdżali do domów na wypoczynek. W Zakładach pozostali ci, którym uruchomienie ciągów produkcyjnych leżało najbardziej na sercu [...]. W Wielką Sobotę, 29 mar- ca, 1964 o godz. 21.50 pierwsze arkusze wstęgi zostały wprowadzone na półki prasy hydraulicznej. Dziesięć minut później gotowe płyty znalazły się w windzie wyładowczej [...]. Tak oto trud zaczął owocować. Po ty- godniowych prawie, prowadzonych nieprzerwanie zmaganiach słaniający się ze zmęczenia pracownicy ujrzeli cel swych zmagań — gotowy pro- dukt — twarde płyty pilśniowe. Nie było mowy o kontynuacji pra- cy. Pracownicy z obsługi maszyn i nadzoru, którzy wytrwali do koń- ca, i ci, którzy chcieli być świadkami wyprodukowania pierwszych płyt w Przemyślu, nie bacząc na znajdujące się w ruchu przenośniki blach obiegowych i grożące niebezpieczeństwo, doskoczyli do windy wyładow- czej i jęli wyciągać płyty, po czym łamali je, by choć niewielki kawałek pozostawić sobie na pamiątkę. Dzielono się tym pierwszym, nie najlep- szym na pewno, wyrobem Zakładów Płyt Pilśniowych w Przemyślu, jak dzieli się wielka, szanująca się rodzina świeżo upieczonym bochenkiem chleba, życząc sobie nawzajem, by ten symboliczny kawałek płyty stwo- rzył każdemu zatrudnionemu w nowym przedsiębiorstwie dobrą podsta- wę poprawy bytu, aby stał się gwarantem lepszego jutra dla nich oraz ich rodzin.” Nie sposób nie zauważyć w tym opisie emocjonalnego zaangażowania. Dla młodego wówczas dyrektora musiało to być głębokie przeżycie, skoro po latach, żegnając się z Zakładem, ze łzami w oczach wspominał ten dzień. Taki był początek. W trzy miesiące później, pierwszego lipca 1964 roku, ZPP Przemyśl podjęły w ramach eksploatacji wstępnej realizację zadań produkcyjnych objętych narodowym planem gospodarczym. Pro- dukcja rozwijała się następująco: 1 VII—31 XII 1964 — 9681 t płyt, 1965 r. — 31 206 t płyt, 1966 r. — 39 076 t płyt. Projektową zdolność produkcyjną 37 tys. ton przekroczono więc w ciągu dwóch i pół lat.
ZARYS TECHNOLOGII ZAKŁADU Wyrób płyt w ZPP Przemyśl oparty jest na metodzie rozwłókniania drewna opracowanej przez szwedzkiego technologa inż. A. Asplunda. Roz- włóknianie, czyli defibracja wykorzystuje zjawisko mięknięcia w tempe- raturze około 180°C ligniny, którą zlepione są poszczególne włókna w drewnie. Drewno rozdrobnione na rębakach na sieczkę kilku do kil- kunastomilimetrowej wielkości, czyli tzw. zrębki defibracyjne, poddane zostaje działaniu- pary wodnej i równocześnie mechanicznej obróbce w tzw. defibratorach. Są to szybko obracające się tarcze, pomiędzy które dostają się zrębki i, przeciskając się pomiędzy nimi, zostają porozry- wane głównie wzdłuż włókien. Otrzymana masa wraz z dużą ilością wody jest transportowana na maszynę odwadniającą, tj. na sita bez końca przesuwające się po wałkach, na których następuje odcieknięcie wody, najpierw samoczynne, potem wspomagane ssaniem i wyciskaniem. Tak uformowana wstęga, pozbawiona znacznej ilości wody zostaje pocięta na odpowiedniej długości odcinki, które dostają się na półki prasy hydrau- licznej. Półki są to płaskie grzejniki stalowe, ogrzewane parą od we- wnątrz, o gładkiej powierzchni i dużych rozmiarach, pomiędzy którymi ściśnięta, wilgotna jeszcze wstęga zostaje silnie sprasowana i wysuszona. Równocześnie poszczególne włókna i wiązki włókien, na których znaj- duje się jeszcze w dalszym ciągu znaczna część zawartej w drewnie ligniny, zostają przy pomocy tejże ligniny, uplastycznionej w podwyż- szonej do ok. 180°C temperaturze, z powrotem zlepione działaniem na- cisku prasy i przybierają kształt twardej płyty pilśniowej, którą na ko- niec poddaje się jeszcze tzw. hartowaniu celem zwiększenia wytrzyma- łości mechanicznej. Nazwa ,.płyta pilśniowa” odzwierciedla fakt, że w płycie włókna drzewne przybrały różne kierunki i występują w po- staci spilśnionej mierzwy, podczas gdy w drewnie naturalnym są one uporządkowane, ułożone obok siebie i zorientowane swą długością zgo- dnie z długością pnia i gałęzi. Płyta porowata tym różni się od twardej, że nie jest poddawana ściskaniu w prasie hydraulicznej, lecz jako wil- gotna, spilśniona, wstęga wprost z maszyny odwadniającej dostaje się do suszarni. Wszystkie te czynności są w wysokim stopniu zautomatyzo- wane. Jest to oczywiście bardzo skrótowy opis procesu wytwarzania. Szcze- góły technologii zapewne znudziłyby przeciętnego czytelnika. Bliżej o tym piszą podręczniki; np. podręcznik Wł. Oniśkiego pt. Technologia płyt pilśniowych, Polit. Warszawska 1978 i inne. Można tu dodać, że taka technologia nosi nazwę wytwarzania płyt metodą mokrą i charak- teryzuje się bardzo znacznym, zwłaszcza w początkowym okresie prze- mysłowego stosowania, zużyciem wody dochodzącym do 80—100 m3 na 1 tonę produkowanych płyt. ETAPY ROZWOJU ZAKŁADU W pierwszych założeniach budowy ZPP w Przemyślu przyjęto, że wybuduje się dwa ciągi płyt twardych o zdolności produkcyjnej 37 tys. ton rocznie. Wówczas nie planowano dalszej rozbudowy zakładu. Założę-
nie to stało się nieaktualne już w roku 1967, kiedy zapadła decyzja o bu- dowie ciągu płyt porowatych z możliwością produkcji 35 tys. ton na rok. Ciąg ten został wybudowany w latach 1967—1970. Prof. Fr. Krzysik we wspomnianym już artykule napisanym na dzie- sięciolecie działalności produkcyjnej Zakładu tak mówi o przyszłości ZPP Przemyśl: „Dzięki dużej prężności kierownictwa wypracowano założenia wielokierunkowej rozbudowy, która zamieni zakłady w racjonalnie ukształtowany kombinat przemysłu drzewnego. Założenia uzyskały za- twierdzenie czynników nadrzędnych i wkraczają w stadium realizacji. I tak: — W 1974 r. rozpoczęto budowę oddziału lakierowania płyt o zdol- ności produkcyjnej 5 min m2 rocznie. — W latach 1975—1977 wybudowany zostanie oddział tartaczny o zdolności przerobowej 120 tys. m3 liściastego i iglastego drewna tar- tacznego. — Po 1975 r. rozpoczęta zostanie budowa oddziału płyt wiórowych o zdolności produkcyjnej 30 tys. m3 płyt rocznie. Pracujące obecnie i przewidziane do budowy oddziały będą współpra- cować z fabryką mebli kuchennych o zdolności produkcyjnej 80 tys. kompletów kuchennych rocznie. Będzie to oddzielna inwestycja realizo- wana w ramach współpracy Polski i NRD. ZPP-Przemyśl po rozbu- dowie mają stanowić zaplecze fabryki mebli, dostarczając zestaw po- trzebnych materiałów i elementów. W wyniku rozbudowy zatrudnienie wzrośnie o 840 pracowników, zapotrzebowanie drewna osiągnie poziom ok. 420 tys. m3 rocznie. W stosunku do 1973 roku wielkości te ulegną podwojeniu.” Tyle z „Przemysłu Drzewnego”. Natomiast „Życie Przemyskie” w nr 3 z dnia 16 1 1974 rozmawia z dyrektorem Kryczką na temat kom- binatu określonego słowem „największy w Europie”. Mówi dyrektor: „Podwoimy zatrudnienie, będziemy produkować kilkakrotnie więcej me- bli niż np. Kolbuszowa.” Gdy oszołomiony tymi perspektywami czytelnik ocknie się, przyjdzie mu być może do głowy myśl, że kontrahenci zagraniczni będą korzystać z naszych lasów, a zaoszczędzą drzewostan swoich, nie mówiąc już o wpływie na naturalne środowisko. Czy więc „Największy w Europie Kombinat” to takie szczęście? W rozmowie na ten temat postawiono mi pytanie: „Czy można chodzić bez spodni? Można, ale nie wypada.” ...Któż zdecyduje się, jeśli ogół zaopiniował, że nie wypada? Nie jesteśmy prze- cież Norwegami, którzy mając ogromne złoża ropy, zastanawiają się, jak pomału je eksploatować, by starczyły społeczeństwu na długi, choć skromniejszy dobrobyt. W tych latach „dynamicznego” za wszelką cenę rozwoju naszego przemysłu wypadało przynajmniej pozować na giganta... Ale przedstawionym wyżej zamysłom rzeczywistość zaczęła stawiać bariery. Cytuję informacje otrzymane od obecnego dyrektora Zakładu, mgr inż. M. Domaradzkiego: „W całym omawianym okresie dążeniem kierownictwa Zakładu było zintegrowanie przemysłu drzewnego z tere- nu miasta i stworzenie możliwości kompleksowego wykorzystania drew- na, gdyż tylko taki sposób jest ekonomiczny, kiedy do Zakładu wchodzi drewno ze ścinki leśnej, a wychodzi w postaci gotowego wyrobu, jak me- bel, stolarka budowlana, opakowania. Z myślą o planowanej fabryce me-
bli kuchennych wybudowano w latach 1974—1977 kosztem 167 min zł lakiernię o zdolności produkcyjnej 4 7 min m2 płyt lakierowanych. Dal- sze dążenia nie zostały, jak dotychczas, urzeczywistnione, gdyż nawet podjęta przez Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego decyzja o bu- dowie zakładu tartacznego w latach 1974—1976 pozostała bez skutku, a ZPP poniosły stratę w wysokości 3,4 min zł z tytułu kosztów wyko- nanej dokumentacji. Również nie zostały urzeczywistnione plany moder- nizacji wyeksploatowanych już ciągów płyt twardych oraz poprawnego rozwiązania układu zasilania Zakładu w energię elektryczną, a prowa- dzona modernizacja składowiska surowca napotyka olbrzymie trudności natury finansowej. Jest to zrozumiałe, gdyż zagadnienia te przypadły na połowę lat siedemdziesiątych, kiedy już szeroko mówiło się o ogranicza- niu inwestycji, a dokonywano ograniczeń w przemysłach, w których po- zycja szefa resortu u najwyższych władz politycznych była słaba.” Kierownicy resortów i zakładów próbowali więc wyciągać, ile się da, perswazją, chytrością... Rozwój urządzeń produkcyjnych postępował nie- jako na przemoc. W tamtych latach możliwie równolegle następował w „Płytach” również rozwój inwestycji towarzyszących, tj. rozbudowa osiedla mieszKaniowego, przychodni lekarskiej, obiektów gastronomiczno- -handlowych oraz kulturalno-rozrywkowych. Równolegle — nie znaczy to, że zadowalająco. Pisze o tym (w jednodniówce ZPP Przemyśl z kwie- tnia 1970 roku) mgr M. Małagowski w artykule zatytułowanym O tym mówimy: „Czynnikami, które decydują o dobrym samopoczuciu załogi i efektach produkcyjnych są warunki pracy.” Omówiwszy stan bhp cią- gnie dalej: „[...] Znacznie bardziej skomplikowaną i w realizacji trudną okazała się sprawa warunków socjalnych. Przekazane do użytku szatnie, umywalnie, jadalnia projektowane były na załogę 350—400-osobową, a tymczasem liczebność jej powiększała się z każdym rokiem. Zmusiło to do podjęcia dodatkowej inwestycji, tj. nowej części socjalnej, która bę- dzie oddana do użytku w tym roku (1970). Pozostaną jednak sprawy mieszkaniowe i wypoczynku. Bardzo skromne możliwości przy ogrom- nym zapotrzebowaniu na mieszkania w budownictwie spółdzielczym nie są w stanie zapewnić właściwych warunków mieszkaniowych wszystkim pracownikom. Podobnie przedstawia się organizacja wypoczynku. Rolę ośrodka wypoczynkowego miał spełniać obiekt w Dubiecku. Niestety, w okresie urlopów pracowniczych jest on wykorzystywany na kolonie dzieci pracowników Zakładów zgrupowanych w Zjednoczeniu. Czy spełni w jego zastępstwie tę rolę znajdujący się w budowie ośrodek wypoczyn- kowy w Solinie, tego oczekuje załoga. Mimo narastających trudności ZPP Przemyśl otrzymały wcale oka- zały dom kultury (klub zakładowy), w którym znalazło się miejsce na międzyzakładową przychodnię lekarską z gabinetem dentystycznym, za- biegowym i analitycznym. Na scenie domu kultury odbywają się różnego rodzaju imprezy rozrywkowe, gościnne występy teatralne, a widownia służy również na zebrania, sympozja itp. Osobnego omówienia wymaga rozwój elektrociepłowni. Początkowo, gdy nie przewidywano rozbudowy Zakładu, zapotrzebowanie na energię cieplną miało być pokrywane przy pomocy dwóch kotłów rurowych typu OR 32/40. Po decyzji budowy oddziału płyt porowatych okazała się ko- nieczność zainstalowania dalszych dwóch kotłów, które zostały zbudo-
wane w latach 1972—1974. Obecnie, gdy został uruchomiony oddział płyt lakierowanych i podłączona rurociągami para dla Fabryki Tkanin Powle- kanych i Fabryki Domów, mimo powiększenia kotłowni, znów pojawiają się trudności, choć Fabryka Domów nie pracuje „pełną parą”. Zdaniem dyrektora Domaradzkiego, początkowe założenie, że ZPP- -Przemyśl nie będą rozbudowane, dało się bardzo we znaki po zmianie tych ustaleń, tj. przy realizacji kolejnych etapów rozbudowy. Elektro- ciepłownia siłą rzeczy znalazła się w samym środku Zakładów, co unie- możliwia jej powiększenie dla sprostania obecnym potrzebom. Opisując rozwój Zakładu, trudno pominąć czynnik podstawowy, ja- kim jest dla każdego przedsiębiorstwa ekonomika jego działalności. Nie- stety, ta dziedzina pozostaje, jak dotychczas, wielką niewiadomą. Wszyst- kie ceny są ustalane centralnie, a więc za surowce, ceny zbytu na pro- dukt itd. Zyskowność produkcji trudno jest określić. Te sprawy na razie są, jak to się mówi, „postawione na głowie”. Zakład pracuje na plano- wanych stratach. Dopłata roczna z budżetu państwa wynosi ok. 30 min zł, ale równocześnie Zakład odprowadza do kas państwowych różne opłaty i podatki, np. z tytułu przychodu za eksport w wysokości 30—40 min zł rocznie. Przy eksporcie Zakład dostaje za 1 m2 płyty twardej ok. 34,— zł, a przy sprzedaży na kraj cena wynosi ok. 17,— zł za m2. Koszty własne wytwarzania kształtują się na poziomie 17—18,— zł za m2. A więc sprze- daż na rynek krajowy nie przynosi zysku. Eksport jest dla Zakładu znacznie korzystniejszy. Czy jest on również korzystny dla państwa, tego nie wiadomo. Płyty sprzedaje się za granicę po różnych cenach zależnie od kraju i koniunktury. Ceny wahają się podobno w granicach 14— 19 centów za 1 m2. Przy przeliczeniu na złote (relacja oficjalna 1 dolar = = 32 zł) byłoby to ok. 6 zł za m2. Ekonomika, przynajmniej pozornie,, zupełnie niezrozumiała. Jak już wspomniano, eksport jest dla Zakładu korzystny. Jest on również korzystny dla załogi, która otrzymuje spe- cjalną premię eksportową. Jednakże Zakład nie ma żadnego wpływu na ilość ani na kierunki eksportu. Sprawy te należą do pośrednika, którym jest Centrala Handlu Zagranicznego „Paged”. W ciągu lat działalności Zakładu ilości eksportowanych z Przemyśla płyt kształtowały się różnie w zależności od uzyskiwanych z Centrali zamówień. Do końca roku 1980 ilość wysłanych na eksport płyt wyniosła 68,5 min m2. Eksport skiero- wano do 53 krajów świata. Do stałych odbiorców zaliczają się firmy z Anglii, USA, Kanady, Belgii, Holandii, Francji, Nigerii, a nawet Szwe- cji, kolebki przemysłu płytowego. W tym ostatnim przypadku decyduje zapewne kalkulacja handlowa, a może również dalekowzrocznie potrak- towane względy ochrony środowiska. Płyty produkowane przez Zakład zgodnie z wymogami polskich norm w pełni zadowalają odbiorców zagra- nicznych. Dowodem tego jest brak reklamacji. Należy zaznaczyć, że pro- dukcja eksportowa, to nie tylko konieczność wytwarzania wyrobów naj- wyższej jakości, ale dodatkowe kłopoty z zapakowaniem wyrobu według życzeń odbiorców w paczki lub palety, co pociąga za sobą konieczność produkcji opakowań. Załoga potrafiła sprostać tym wymaganiam, a wysi- łek ten przyniósł Zakładowi w roku 1978 tytuł „Najlepszego Eksportera w Branży” oraz proporzec przechodni Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego. Dyrektor Domaradzki ma na te sprawy nieco inny pogląd. Twierdzi
on, że różni odbiorcy zwracają uwagę na różne i to krańcowo różne włas- ności wyrobu w zależności od jego przeznaczenia. I tak odbiorca, który płyty przeznacza do lakierowania, zwraca uwagę na gładką powierzchnię płyt, wówczas bowiem zużycie lakieru jest mniejsze. Parametry wy- trzymałościowe dla tego odbiorcy mają drugorzędne znaczenie, gdyż pły- ta lakierowana i tak nie może być narażana na zbyt ekstremalne mecha- niczne odkształcenia. Inny odbiorca, producent przyczep campingowych, zainteresowany jest wytrzymałością i grubością płyty. Jakość po- wierzchni go nie interesuje. Płyty przed wmontowaniem i tak powleka folią z PCV (z polichlorku winylu). Zdaniem dyrektora Domaradzkiego, dostosowując własności do wy- magań odbiorców, Zakład nie musiałby niepotrzebnie dokładać wysiłków na podnoszenie parametrów nieistotnych, a odbiorca otrzymywałby płyty o zadowalającej go jakości, zgodnej z jego zainteresowaniami. Ta sama zasada powinna być stosowana, zdaniem dyrektora, w obrocie krajowym. Mogłoby to przynieść pewne finansowe korzyści dla Zakładu. Bazą surowcową Zakładu są lasy południowo-wschodnich województw Polski. Według informacji działu zaopatrzenia Zarząd Lasów dostarcza Zakładowi surowiec w postaci drobnicy tyczkowej i tzw. drewna opało- wego. W lasach pozostaje jeszcze wiele odpadu, drobne gałęzie itp., któ- ry mógłby być wykorzystany i przerobiony na płyty, gdyby istniały od- powiednie, przewoźne, łatwe do transportu z jednego miejsca wyrębu na drugie, rębaki. Z powodu braku tego rodzaju urządzeń materiał ten butwieje. Drugim dostawcą surowca są tartaki, z których Zakład otrzy- muje tzw. zrzyny i zrębki defibracyjne. Zużywany surowiec, to drewno w 5% liściaste, a w 95% iglaste. Roczne zużycie surowca drzewnego wynosi około 194 tys. m3 (przestrzennych), z których powstaje około 63,5 tys. ton płyt (dane z roku 1979). W świetle tego Zakład nie przy- czynia się bezpośrednio do wycinania drewna grubszego i nadmiernego przerzedzenia drzewostanu. Jeżeli tak się dzieje, to raczej na drodze prze- robu tartacznego. Płyty wykorzystują natomiast tylko drewno odpadowe. Podsumowując, można stwierdzić, że „Płyty”, to pierwszy nowocze- sny zakład, jaki powstał w czasach Polski Ludowej na terenie Przemy- śla. Jego działalność gospodarcza może przynosić (i zapewne przynosi) znaczne korzyści. Dalszy rozwój powinno się zharmonizować z kom- pleksowo potraktowanym interesem narodowym, ochroną środowiska itp. Aktualny kryzys gospodarczy powstrzymuje wprawdzie inicjatywy, ale może pozwolić na dokładne przemyślenie zamiarów. Będzie to zapewne podstawą działalności kierownictwa i załogi po utworzeniu samorządu Zakładu i przejściu od stycznia 1982 roku na rozrachunek własny. POSTĘP TECHNICZNY Postęp techniczny odbywa się w każdym zakładzie przemysłowym i często następuje prawie niepostrzeżenie. Weżmy np. pod uwagę samo- chód sprzed stu lat, gdy zaczynał się jego zwycięski pochód, a obecnie. Zasada jest wciąż ta sama, ale ten sprzed wieku przypomina bryczkę, od której wyprzężono konie, a dzisiejszy zbliża się wyglądem do torpedy. W ZPP-Przemyśl postęp techniczny zachodził również stopniowo. Nie
uległa zasadniczej zmianie metoda produkcji według Asplunda, choć z biegiem lat wprowadzono wiele zmian i ulepszeń. Ruch racjonaliza- torski od początku istnienia Zakładów był istotnym czynnikiem postępu technicznego i przyczynił się do zwiększenia zdolności produkcyjnej ma- szyn i urządzeń, zwiększenia wydajności pracy, zmniejszenia zużycia energii oraz poprawy organizacji i warunków pracy. Ruch racjonalizatorski w przemyskich Zakładach Płyt Pilśniowych można scharakteryzować ogólnie następująco: głównym motywem zgła- szania ulepszeń jest chęć otrzymania wynagrodzenia racjonalizatorskiego. Dlatego nawet drobne udoskonalenia i narzucające się same przez się zmiany są przedmiotem wniosków. Równocześnie zgłaszający je wniosko- dawcy zazwyczaj spodziewają się znaczniejszej nagrody, a jeżeli ona ich nie zadowala, zrażają się do składania dalszych wniosków. Często trud przygotowania wniosku jest większy od dokonania samego usprawnienia. Taka przynajmniej opinia panuje w zakładowym klubie racjonalizacji. Zgłoszeń, w których gra rolę pasja i zmysł wynalazczości, jest stosunko- wo niewiele. Zdarzają się jednak hobbyści, znajdujący satysfakcję w przełamywaniu trudności i opanowywaniu problemu. Tych można roz- poznać po tym, że nie zrażają się odrzuceniem wniosku, lecz po pono- wnym opracowaniu zgłaszają go po raz drugi, a nawet trzeci, jak rów- nież po tym, że starają się rozwiązywać zagadnienia, choć otrzymują na- grody, w porównaniu z innymi, często niskie. Widocznie gra u nich rolę przede wszystkim ambicja, bodźce materialne zaś są na drugim planie. Ustawa określa, że wysokość nagrody zależy od efektów ekonomicznych, jakie dany wniosek przynosi zakładowi. Często wnioski nie odznaczające się oryginalną myślą wynalazczą dają zakładowi duże i łatwe do wyli- czenia korzyści. Takie wnioski, choć nie przyczyniają się w większym stopniu do postępu technicznego, są dobrze opłacane. Jeżeli natomiast efekty ekonomiczne są niewymierne, wówczas nagroda określana jest szacunkowo zazwyczaj nisko, choćby wniosek odznaczał się pomysło- wością. W ZPP-Przemyśl złożono po dzień 30 września 1981 ogółem 863 wnio- ski racjonalizatorskie, które można następująco podzielić na grupy: 1) zmiany mechaniczno-konstrukcyjne urządzeń i ciągów produkcyj- nych — 274 wnioski, 2) zmiany elektrotechniczno-elektroniczne urządzeń i ciągów produkcyjnych — 82, 3) zmiany dotyczące technologii produk- cji płyt pilśniowych — 227, 4) zmiany dotyczące produkcji energii ciepl- nej i elektrycznej — 118, 5) zmiany w gospodarce wodno-ściekowej — 35, 6) zmiany w aparaturze kontrolno-pomiarowej — 31, 7) zmiany do- tyczące bhp — 64, 8) zmiany organizacyjne — 32 wnioski. Trzeba bliżej ten podział scharakteryzować. Grupę pierwszą, najwię- kszą, stanowią bardziej lub mniej doniosłe zmiany zapewniające nieza- wodność działania mechanizmów lub eliminujące uciążliwość i częstość ich naprawy. Grupa druga dotyczy tych samych spraw w zakresie elek- tryczności lub elektroniki. Grupa trzecia to usprawnienia technologii pro- cesu wytwarzania płyt; grupa czwarta dotyczy ekonomiki i mechaniki elektrociepłowni; grupa piąta to wnioski, mające na celu przede wszyst- kim zmniejszenie ilości zużywanej wody i odprowadzanych ścieków, jak również polepszenie skuteczności ich oczyszczania. Grupa szósta, siódma i ósma nie wymagają objaśnień.
Postęp techniczny jest w pewnym sensie miarą pomysłowości i uzdol- nień załogi. Trudno jednak przyjąć dla tych spraw precyzyjne kryteria. Z pewnością niewystarczające jest kryterium ekonomicznych korzyści, jakie wnioski przynoszą zakładowi ze względu na to, że często nie idą one w parze z odkrywczością, a także dlatego, że efekty ekonomiczne dla znacznej części wniosków przyjęto szacunkowo, co nie przyczynia ocenie precyzji, o czym była już mowa. W przekonaniu, że staranie o patent dowodzi, iż zakład i twórca przy- wiązują dużą wagę do pomysłu, a udzielenie patentu jest niejako urzędo- wym obiektywnym potwierdzeniem tego, autor postanowił omówić naj- pierw pomysły, na które uzyskano patenty, zwane w nomenklaturze usta- wy wynalazkami. W dotychczasowej działalności Zakładu opatentowano siedem pomysłów wynalazczych. Wyliczając je w porządku chronologicz- nym, były to: 1. P-l38696 ,,Sposób wytwarzania płyt pilśniowych metodą mokrą i urządzenie do stosowania tego sposobu”. Zgłoszony: 6 lutego 1970 r. Twórcy: M. Kryczko, F. Iwański; projekt zrealizowano. 2. P-147699 „Wyłącznik krańcowy” nr 76402. Zgłoszony: 21 kwietnia 1971 r. Twórcy: K. Dolecki, J. Rachowicz; projekt nie został wdrożony. Data wygaśnięcia: 21 kwietnia 1979 r. 3. P-149612 „Sposób hartowania płyt pilśniowych twardych” nr 70879. Zgłoszony: 21 lipca 1971 r. Twórca: S. Stachura; projekt nie został zrea- lizowany. Data wygaśnięcia: 21 lipca 1979 r. 4. P-153600 „Sposób wytwarzania płyt pilśniowych metodą mokrą” nr 82274. Zgłoszony: 21 lutego 1972 r. Twórca: M. Kryczko; projekt zrea- lizowany częściowo. 5. P-l69116 „Sposób hartowania płyt pilśniowych twardych”. Zgło- szony: 26 lutego 1974 r. Twórcy: L. Glijer, Z. Wojtyna; projekt nie został zrealizowany. Przekazany do ZPPiW Karlino w celu przeprowadzenia prób. 6. P-l 69078 „Sposób suszenia i hartowania płyt pilśniowych porowa- tych”. Zgłoszony 25 lutego 1974 r. Twórcy: L. Glijer, Z. Wojtyna, J. Osi- piuk, M. Domański; projekt wdrożony w ZPP Przemyśl, ZPP Koniecpol, ZPP Czarnków, ZPPiW Ruciane Nida, ZPP Czarna Woda. 7. P-l89558 „Sposób i urządzenie do obróbki poprodukcyjnych wód odpadowych z przemysłu płyt pilśniowych”. Zgłoszony: 12 maja 1976 r. Twórcy: J. Pająk, M. Kryczko; projekt nie został zrealizowany. Niektóre problemy podlegają rozwinięciu i, jak można zauważyć, są przedmiotem następnego patentu. Tak na przykład patent M. Kryczki i F. Iwańskiego pt. „Sposób wytwarzania płyt pilśniowych metodą mokrą i urządzenie do stosowania tego sposobu (poz. 1) łączy się tematycznie z patentem M. Kryczki pt. „Sposób wytwarzania płyt pilśniowych meto- dą mokrą” (poz. 4). Trzeba dodać, że problematyka tych patentów jest omawiana w pracy doktorskiej M. Kryczki pt.: Wpływ ograniczenia zużycia wody świeżej w produkcji płyt pilśniowych na proces technolo- giczny, jakość wyrobów i obciążenie wód obiegowych oraz ścieków na przykładzie ZPP Przemyśl. Praca ta ukazała się jako kolejny tom „Bi- blioteki Przemyskiej” nakładem Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Autor omawia w niej wyczerpująco całość zagadnień wymienionych w tytule, podaje obszerną literaturę (ponad 100 pozycji) oraz szereg zestawień 36 — Rocznik Przemyski
i schematów. Zainteresowani bliżej tematem będą mogli z tego materia- łu korzystać. Dla zorientowania czytelnika trzeba, bodaj w skrócie, wy- jaśnić całe zagadnienie. W. Oniśko pisze na ten temat w artykule: Osiągnięcia i prace nad ograniczeniem uciążliwości ścieków przemysłu płyt pilśniowych (Biule- tyn Informacyjny OBR Przemysłu Płyt Pilśniowych w Czarnej Wodzie nr 3, rok 1978), co następuje: ,,Od czasu uruchomienia w Polsce pierw- szego nowoczesnego zakładu płyt pilśniowych, tzn. od roku 1951, doko- nała się w tej gałęzi przemysłu głęboka ewolucja poglądów na zagadnie- nia gospodarki wodno-ściekowej. W pierwszym okresie działalności po- wszechne było odczucie, że proces produkcji płyt pilśniowych jest już niejako z natury rzeczy wodocnłonny i ściekonośny i jako taki trudny w tym zakresie do poprawienia. Dlatego też zagadnienia gospodarki wod- no-ściekowej pozostawały wówczas na uboczu, a uwaga zwrócona była przede wszystkim na otrzymywanie produktu finalnego odpowiedniej jakości i w odpowiedniej ilości. Ścieki poddawano wyłącznie zabiegowi orhvłókniania w filtrach próżniowych, co z punktu widzenia zmniejsze- nia ich szkodliwości dawało minimalne efekty.” W przemyśle płyt pilśnio- wych szafowano początkowo wodą bez ograniczeń. Zużycie wody do- chodziło nawet do 100 m3 na tonę produkowanych płyt. Woda potrzebna była do chłodzenia maszyn, zmywania urządzeń i pomieszczeń itp. celów, ale przede wszystkim jako środek nośny dla rozwłóknionej masy drzew- nej przy formowaniu wstęgi na maszynie odwadniającej. Woda po wy- korzystaniu w fabryce już zanieczyszczona, wracała jako ścieki do rzek lub jezior... I dalej: .,[...] Ten stan rzeczy trwał dosyć długo, jednak związane z nim niebezpieczeństwo zdecydowanie ujemnego i trwałego oddziaływa- nia zanieczyszczeń na florę i faunę rzek i jezior dostrzeżone zostało sto- sunkowo wcześnie. Było to o tyle łatwe, że pierwsze trzy zakłady — w Czarnej Wodzie, Nidzie i Koniecpolu — zlokalizowane zostały pod wo- dami nietkniętymi dotychczas przemysłową działalnością człowieka. Gwałtowna zmiana ich czystości doprowadziła w krótkim czasie do znacz- nego zmniejszenia się ilości, a nawet zaniku pewnych gatunków ryb oraz zdecydowanie pogorszyła ich walory użytkowe i rekreacyjne. Najbar- dziej jaskrawym przykładem negatywnego oddziaływania ścieków na odbieralnik stało się jezioro Dybówek w Nidzie, w którym życie biolo- giczne stopniowo zamarło i rozpoczęły się procesy gnilne zatruwające złowonnymi gazami najbliższą okolicę. Chociaż sytuacja w rzekach Wdzie i Pilicy nie była nawet w części taka zła, jak w Dybówku, to jednak i tutaj stało się jasne, że nie może być ona utrzymywana na dłuższą metę ze względu na wzrastające w skali kraju zapotrzebowanie na czy- stą wodę oraz na uświadamianie sobie w coraz większym stopniu przez społeczeństwo nadrzędnej roli zagadnienia ochrony naturalnego środo- wiska człowieka. W ślad za tym poszły zresztą wkrótce odpowiednie akty prawne ograniczające znacznie swobodę działania zakładów, jeśli chodzi o odprowadzanie ścieków, i zmuszające do poszukiwania rozwią- zań eliminujących negatywne skutki procesów wytwórczych.” Kiedy ustalono ceny za zużycie wody oraz opłaty za jej zanieczysz- czanie, usiłowania technologów poszły w kierunku ograniczania zużycia wody świeżej przy fabrykacji. Zaczęto wówczas wydzielać wody, których
można było używać wielokrotnie, np. po schłodzeniu, podczyszczenia itp. i tworzyć tzw. obiegi zamknięte. „Pierwsze próby ograniczenia zużycia wody świeżej—pisze M. Krycz- ko w swej pracy doktorskiej (w rozdz. IV Przegląd literatury) — podjęto w koniecpolskich ZPP w roku 1955. W wyniku doświadczeń zespół pra- cowników inżynieryjno-technicznych przedstawił projekt racjonalizator- ski pt.: „Usprawnienie technologii wód obrotowych”, twórcy: M. Kryczko i współpracownicy. Projekt zawierał propozycję poważnego ograniczenia zużycia wody świeżej, stosowanej do rozcieńczania masy zaklejonej, masy powrotnej i poodpadkowej oraz do czyszczenia odzieży maszyny formu- jącej przez (częściowe) zastąpienie jej wodą obrotową (tj. obiegową). Zda- niem autorów miało to spowodować zmniejszenie zużycia wody świe- żej z 70 m3 na tonę do mniej niż 20 m3 na tonę produkowanych płyt”. Wniosek, choć naówczas nie zrealizowany, zyskał uznanie komisji re- sortu przemysłu drzewnego i papierniczego i został wyróżniony nagrodą (o czym wzmiankę zawiera notatka redakcyjna w artykule: Wyniki kon- kursu racjonalizatorskiego — „Technik Drzewnictwa” nr 5, Warszawa 1956 r.). W numerze 3 z roku 1960 „Biuletynu Iniormacyjnego” OBRPPD w Czarnej Wodzie znajduje się wzmianka z relacji z rozmów z delegacją szwedzką, że ograniczenie zużycia wody świeżej w produkcji płyt w fa- bryce w Skinnskatteberg doszło do 5 m3 na tonę płyt. Wiadomość tę przyjęto wówczas z pewnym niedowierzaniem. Dopiero jednak kilka lat później w Nidzie grupa pracowników za- inspirowana doniesieniami z przemysłu szwedzkiego przeprowadziła w 1968 roku udaną próbę zamknięcia obiegu wód przemysłowych do około 3 m3 na tonę płyt. W kierunku tym poszły też ZPP w Przemyślu, rozwiązując zamknięcie obiegu etapami i na swój sposób (przytoczone wg wyżej wspomnianego artykułu W. Oniśki). Dla uzupełnienia tego niech posłuży wiadomość z pracy doktorskiej M. Kryczki, że w roku 1968 M. Kryczko i zespół pracowników ZPP Prze- myśl zgłosił wniosek racjonalizatorski pt.: „Usprawnienie gospodarki wodno-ściekowej ZPP Przemyśl” i w IV kwartale 1969 roku po przepro- wadzeniu zmian w układzie rurociągów rozpoczął modernizację gospo- darki wodno-ściekowej, której celem było zmniejszenie zużycia wody świeżej w ZPP Przemyśl z początkowych 46 m3 na tonę produkowanych płyt do 3,2 m3 na tonę w efekcie końcowym, przy czym ilość ścieków technologicznych odpływających z Zakładu zmniejszyła się do około 20 m3 na godzinę. Treścią obu omawianych patentów jest podanie takiego sposobu po- stępowania przy bardziej lub mniej domkniętym obiegu wody technolo- gicznej, by zużycie wody świeżej i związane z tym trudności fabrykacji sprowadzić do minimum, a jakości produktu nie pogorszyć. Poz. 2. „Wyłącznik krańcowy — twórcy: K. Dolecki i J. Rachowicz. Jest to urządzenie- mechaniczno-elektryczne służące do kierowania auto- matycznym ruchem przenośników płyt pilśniowych na liniach produkcyj- nych. Zdaniem twórców istniejące wyłączniki sprawiają wiele kłopotów, psują się i wymagają naprawy, a obmyślona przez nich konstrukcja bę- dzie wolna od tych wTad. Urządzenie posiada cechy nowości, o czym świadczy udzielenie patentu przez Urząd Patentowy PRL. Opatentowa-
ne urządzenie nie znalazło dotychczas zastosowania w praktyce. Właści- wie ustawa o wynalazczości zobowiązuje zakład macierzysty do tego, jed- nak z powodu braku chętnego do podjęcia produkcji nowego wyłącznika tak się nie stało. Być może odgrywa tu rolę brak aktywności i inicja- tywy u dotychczasowego producenta. Przydałaby się firma konkurencyj- na. Obecnie, gdy patent już wygasł, producent nie byłby obowiązany do opłat, a nowe wyłączniki mogłyby przynieść korzyść gospodarce narodo- wej. Ale dziś już ani twórcy, ani zakład nie są materialnie zainteresowa- ni w tej sprawie. Poz. 3. „Sposób hartowania płyt pilśniowych twardych” — twórca S. Stachura. Objaśnienie tego projektu wynalazczego wymaga parę słów o samym hartowaniu. Ma ono na celu polepszenie własności mechnicz- nych płyt, w szczególności ich wytrzymałości na zginanie (złamanie). Har- towanie polega na poddaniu płyt, zwłaszcza twardych, działaniu tempe- ratury 160—180°C w komorach hartowniczych. W komorach tych często występują zapłony, a także wybuchy. Ich przyczyn upatruje się w po- wstawaniu gazów palnych wskutek rozkładu drewna w tej temperatu- rze. Płyty ogrzewa się gorącym powietrzem, które poprzez nagrzewnice parowe wtłaczane jest wentylatorami do komór, cyrkuluje pomiędzy pły- tami i uchodzi wywietrznikami na zewnątrz do atmosfery. Myślą prze- wodnią omawianego projektu wynalazczego jest dążenie do zapobiegania tworzeniu się mieszanki wybuchowej w komorach. Twórca projektu utrzymuje, że gazy palne nagromadzają się w powietrzu ogrzewającym komorę stopniowo. Początkowo ich zawartość leży poniżej granicy za- płonu i wybuchu. Dopiero po kilkakrotnym obiegu mieszanka staje się wybuchowa. Proponuje więc wypalać gazy tworzące się podczas cyrku- lacji w komorach hartowniczych gazem dodatkowym w płomieniu pal- nika, a spalinami ogrzewać komory. Pozwoliłoby to na wykorzystanie wartości opałowej tworzących się w atmosferze komór gazów. Pomysł nie jest pozbawiony oryginalności i patent został udzielony. Prawidłowość działania takiego układu uzależniona jest jednak od wielu czynników. Po pierwsze od ilości gazu dodatkowego, po drugie od objętości gazów cyrkulujących, zawartości w nich tlenu i składnika palnego, temperatury spalin i zapotrzebowania na ciepło komór, czyli od bilansu cieplnego, po trzecie od konstrukcji palnika i urządzeń kon- trolnych umożliwiających precyzyjną regulację działania urządzeń. Spra- wę oddano więc do instytutu do przebadania. Instytut nie wypowiedział się, a autor projektu podejrzewa, że jego pomysł w zmodyfikowanej nieco formie zastosowano gdzie indziej. ZPP Przemyśl nie wykorzystały tego pomysłu. Nasuwa się jednak jeszcze jedna wątpliwość, mianowicie, czy usunię- cie gazów palnych z medium grzewczego wyeliminowałoby w pełni po- żary. Zjawisko zapłonów płyt nie jest jeszcze w zupełności wyjaśnione. Podejrzewa się, że mogą tu zachodzić reakcje utleniania w samych pły- tach oraz że zapłony są wywoływane przez wyładowania ładunków elek- trycznych gromadzących się na powierzchni płyt wskutek tarcia o nie przepływającego powietrza. Poz. 5. „Sposób hartowania płyt pilśniowych twardych” — twórcy: L. Glijer i Z. Wojtyna. Autorzy projektu, dążąc do wyeliminowania zapło- nów w komorach hartowniczych, zamierzają używać jako medium grzeją-
cego przegrzanej pary wodnej. W ten sposób chcą wyeliminować tlen z przestrzeni komór. Wynalazek przekazany został do ZPP Karlino w celu przeprowadzenia prób. W Przemyślu nie znalazł zastosowania. Niektórzy badacze tłumaczą wzrost wytrzymałości płyt na zginanie przy hartowaniu tworzeniem się mostków tlenowych pomiędzy łańcu- chami celulozy i w związku z tym uważają, że obecność tlenu jest ko- nieczna. Gdyby istotnie tak było, zastąpienie powietrza parą przegrzaną mogłoby hamować proces hartowania. Sprawę rozstrzygną, być może, próby w Karlinie, gdy autorzy doprowadzą je do końca. Autor niniejszego opracowania stawia hipotezę, że w procesie harto- wania płyt odgrywają niepoślednią rolę reakcje zachodzące w ligninie. Z innych bowiem procesów technologicznych wiadomo, że w warunkach temperatury, pH itp., jakie panują podczas około dwugodzinnego prze- bywania płyt w komorach hartowniczych, odbywają się w ligninie po- dobne zmiany, jak w termoutwardzalnych żywicach, co w efekcie przy- czynia się do polepszania własności mechanicznych płyt po hartowaniu. Oczywiście hipotezę należałoby udowodnić. Próby hartowania w atmo- sferze pary mogą na ten proces rzucić nowe światło. Gdyby się okazało, że tlen nie jest potrzebny, przemawiałoby to za hipotezą, tj. za wpływem termoutwardzania się ligniny na proces hartowania. Poz. 6. „Sposób suszenia i hartowania płyt pilśniowych porowa- tych” — twórcy: L. Glijer, Z. Wojtyna, J. Osipiuk, M. Domański. Auto- rzy stosują do tego celu przegrzaną parę wodną. Patent jest rozwinię- ciem patentu poprzednio opisanego (poz. 5). W postępowaniu z płytami porowatymi ważną rolę odgrywa jednak nie tyle proces hartowania, co proces suszenia. Dotychczas stosowano nawiew powietrza. Powietrze ule- gało jednak szybko przesyceniu parą wodną, podnoszenie zaś tempera- tury powietrza w celu przeciwdziałania temu powodowało zapłony płyt w suszarni. Zastosowanie przegrzanej pary wyeliminowało te manka- menty. Prócz ZPP Przemyśl wynalazek znalazł zastosowanie w czterech jeszcze innych zakładach płyt pilśniowych. Poz. 7. ,.Sposób i urządzenie do obróbki poprodukcyjnych wód odpa- dowych z przemysłu płyt pilśniowych” — twórcy: J. Pająk, M. Kryczko. Przy produkcji płyt pilśniowych metodą mokrą przechodzi w warunkach rozwłókniania surowca na defibratorach około 10% masy drzewnej do wody obiegowej. W skali kraju około 28 tysięcy ton drewna rocznie prze- chodzi tą drogą, praktycznie rzecz biorąc, w ścieki. Autorzy patentu opra- cowali metodę chemicznego wykorzystania składników tej substancji or- ganicznej dla otrzymywania furfuralu, kwasu lewulinowego i drobnopo- staciowej ligniny. Zaproponowany sposób załatwia w dużej mierze pro- blem ścieków w przemyśle płyt pilśniowych, a koszty oczyszczania kształtują się dzięki wyprodukowanym produktom bardzo korzystnie w stosunku do oczyszczania innymi metodami. Wynalazek nie został wdrożony głównie dlatego, że wymaga znacznych nakładów finansowych na aparaturę, a zakład poniósł już wcześniej duże wydatki na oczyszcza- nie ścieków, partycypując w budowie biologicznej oczyszczalni miejskiej. Trzeba jednak podkreślić, że opracowana technologia jest zupełną no- wością w tej dziedzinie, a wdrożenie mogłoby przynieść krajowi poważne korzyści finansowe. (Bliższe szczegóły o tym w pracach: J. Pająk, M. Kryczko, Z badań nad wykorzystaniem suchej masy poprodukcyjnych
wód odpadowych z przemysłu płyt pilśniowych, „Rocznik Przemyski’’, t. 17/18, TPN Przemyśl 1977 r.; J. Pająk: Furjural z prehydrolizatów, „Rocznik Przemyski”, t. 22/23, TPN Przemyśl 1982 r.). Na zakończenie rozdziału o patentach kilka uwag ogólnych. Jak z ze- stawienia widać, na siedem uzyskanych patentów tylko trzy doczekały się wdrożenia. Co jest tego powodem? Wydaje się, że dzieje się tak wów- czas, gdy istota sprawy jest złożona i sprawia trudności w powzięciu de- cyzji. Korekty dokonuje niekiedy dopiero czas i życie. Do postępu technicznego, jaki dokonał się w Zakładzie, przyczyniły się, rzecz jasna, tylko urzeczywistnione, czyli wdrożone wnioski racjona- iizatorskie. Było ich 497 na ogólną liczbę 863 zgłoszonych. Ze zrozumia- łych względów nie mogą one być tutaj szczegółowo omawiane. Możliwe jest tylko przedstawienie najważniejszych zmian w pierwotnie zainstalo- wanych urządzeniach i początkowo stosowanej technologii i zobrazowanie postępu technicznego, jako kolektywnego wysiłku załogi. Z konieczności należało przy tym dokonać możliwie obiektywnej oceny i wyboru. W tym celu przeprowadzono szereg wywiadów w dyrekcji Zakładu, ko- mórce postępu technicznego, klubie racjonalizacji, z kierownikami po- szczególnych działów oraz twórcami usprawnień i skonfrontowano ich zdania o dokonanych ulepszeniach. Starano się w ten sposób uzyskać osąd zgodny z ogólną opinią panującą na ten temat w Zakładzie. Uzyska- ne wiadomości zestawiono w następujących grupach tematycznych: A) POSTĘP W TECHNOLOGII PRODUKCJI PŁYT 1. Zmiany w technologii zaklejania. W celu zmniej- szenia nasiąkliwości i pęcznienia płyt pilśniowych pod wpływem wilgoci stosuje się tzw. zaklejanie. Jest to dodawanie wodnej emulsji parafino- wej do masy włókien drzewnych przed uformowaniem wstęgi. Jako emulgatora używa się zmydlonej kalafonii. Emulsja powinna zmieszać się z masą włóknistą, po czym przez zmianę kwasowości powoduje się wytrącenie składników emulsji na powierzchni poszczególnych włókien, co zmniejsza zdolność wchłaniania wody. Przy zamkniętym obiegu wody technologicznej kwasowość jej rośnie, a równocześnie podwyższa się zawartość soli wapnia, które strącają emul- gator. Uniemożliwia to prowadzenie zaklejania, gdyż emulsja wytrąca się, zanim zdoła się ją równomiernie wymieszać z masą włóknistą. Wspólnym wysiłkiem racjonalizatorskim fachowcy Zakładu zdołali ten problem rozwiązać. Obecnie w Przemyślu produkuje się płyty od- powiadające wymogom normy tak pod względem nasiąkliwości, jak i pęcznienia, nie stosując wodnej emulsji parafinowej. Zamiast procesu zaklejania wtryskuje się płynny gacz barisolowy (stopiona parafina tech- niczna) podczas rozwłókniania drewna do komór mielenia defibratorów. Włókna drzewne zostają już w tym stadium dostatecznie zabezpieczone przed hygroskopijnością. Wprawdzie w literaturze można było znaleźć wzmianki o próbach nad taką metodą pracy, ale osiągnięciem dużej mia- ry jest opanowanie postępowania tak pod względem aparaturowym, jak i jednostajności parametrów technologicznych wyrobów. Wyeliminowało to jednocześnie jedną z przeszkód prowadzenia produkcji przy wysoce domkniętym obiegu wody technologicznej. Można się spodziewać, że inne zakłady płyt pilśniowych pójdą w ślady ZPP Przemyśl.
2. Regulacja koncentracji masy. Koncentracja masy włóknistej decyduje o prawidłowym przebiegu procesu wytwarzania. Od koncentracji zależą między innymi takie parametry, jak stabilność gru- bości płyt, struktura wyrobów, działanie kadzi, mieszadeł, pomp i ruro- ciągów. Regulacja koncentracji masy sprawiała dotychczas duży kłopot. Usprawniono ją najpierw w roku 1973, wprowadzając automatyczną w miejsce ręcznej, a ostatnio zamierza się zastosować w tym celu tech- nikę radiacyjną (izotopy) we współpracy racjonalizatorów Zakładu z In- stytutem Techniki Jądrowej AR w Poznaniu. 3. Regulacja procesu rozwłókniania zrębków. W defibratorach pod wpływem działania pary wodnej o temperaturze około 180°C hydrolizuje i przechodzi w stan rozpuszczalny około 10% masy drzewnej. Obniżenie temperatury pary wprawdzie zmniejsza nieco te straty, ale powiększa koszty energii elektrycznej zużywanej przez defi- bratory. Dlatego optymalizacja warunków, w jakich przebiega rozwłók- nianie, przez utrzymywanie ciśnienia i temperatury pary na stałym po- ziomie ma duży wpływ na stopień hydrolizy, kwasowość wody obiego- wej, obciążenie ścieków technologicznych, koszt ich oczyszczania i na całą ekonomikę wytwarzania płyt. Poprawę pracy defibratorów miało na celu wprowadzenie pneuma- tycznej regulacji ciśnienia pary i usprawnienie utrzymania poziomu zrębków w podgrzewaczu defibratora przy pomocy samoczynnego prze- łącznika rodzaju pracy. Modernizacja zaś napędu defibratorów przez za- stosowanie tyrystorów (prostowników prądu) i silników prądu stałego za- miast silników komutatorowych pozwoliła na około 40% oszczędność prądu. 4. Usprawnienia w produkcji płyt lakierowanych. Urządzenia ciągu płyt lakierowanych zostały zaprojektowane odmiennie od pracujących dotychczas w kraju. Okazało się, że prototypowe urzą- dzenia wymagały wielu poprawek. Trudności, które się wyłoniły, zostały przez załogę nie tylko przezwyciężone, ale dokonano znacznych moder- nizacji. I tak na wzór Fabryki w Czarnkowie wprowadzono fotoutwar- dzalną szpachlę poliestrową zamiast szpachli karbamidowej i naświetla- nie powierzchni szpachlowanej promieniami ultrafioletowymi zamiast promiennikami podczerwieni. Pozwoliło to na skrócenie czasu twardnie- nia powłoki o połowę. Dokonano odpowiednich zmian mechaniczno-elek- trycznych transportu płyt w tunelach lakierniczych i stworzono możli- wość podwojenia produkcji. Ulepszono rozprowadzanie lakieru przez za- stosowanie układu filtracyjno-odpowietrzającego przy polewarkach i wprowadzono izotopowe rozbrajanie ładunków elektrycznych na po- wierzchni płyt lakierowanych, co zapobiega przyciąganiu cząstek pyłu, które zanieczyszczały powierzchnię lakierowaną. B) ROZSZERZENIE ASORTYMENTU PRODUKCJI O NOWE WYROBY Wyrobami podstawowymi Zakładu są płyty twarde grubości 3,5 mm i płyty porowate grubości 9,5—19 mm. W 1968 roku opracowano tech- nologię wyrobu twardych płyt laminowanych, a w roku 1972 produkcję dźwiękochłonnych płyt perforowanych, łączonych na pióro i wpust oraz zautomatyzowany, potokowy sposób wyrobu płyt dekoracyjnych. Ponad-
to skonstruowano oprzyrządowanie do produkcji podpałki z odpadów płyt porowatych nasycanych gaczem parafinowym, która zyskała w handlu wielki popyt. C) MECHANICZNE I ELEKTRYCZNE ULEPSZENIA DZIAŁANIA MASZYN I URZĄDZEŃ Dla poprawy funkcjonowania urządzeń i wyeliminowania uszkodzeń maszyn oraz produkowanych wyrobów dokonano licznych zmian w zain- stalowanym początkowo parku maszynowym. 1. W miarę zmniejszania zużycia wody świeżej i domykania obiegu wody technologicznej nastąpił wzrost korozji maszyn zbudowanych z do- tychczas stosowanych gatunków stali. Zapobieżenie temu zjawisku wy- magało zmiany materiału dla licznych elementów maszyn i urządzeń. Wymieniono więc żeliwne rurociągi na kwasoodporne, zastosowano że- liwo stopowe jako tworzywo dla armatury w wersji kwasoodpornej, co znacznie potaniło koszty, zastosowano żeliwo wysokochromowe na ele- menty cierne defibratorów. Przedłużyło to znacznie ich żywotność. 2. Zmieniono układ ssawny pomp próżniowych maszyny formującej i odwadniającej wstęgę. Nowy układ pozwala na odprowadzanie w spo- sób ciągły kwaśnej wody odsysanej ze wstęgi z ominięciem komór ssaw- nych pomp. W ten sposób uniknięto konieczności wymiany tych pomp na pompy kwasoodporne, które w kraju nie są produkowane. Urządzenie ze względu na kształt zyskało w krajowym przemyśle płyt pilśniowych nazwę „organy przemyskie”. 3. W maszynie formująco-odwadniającej oraz towarzyszących urzą- dzeniach transportowych zastosowano przekładnie bezstopniowe. Zmniej- szyło to wielokrotnie częstość i uciążliwość napraw. 4. Zmieniono konstrukcję półek wind za- i wyładowczych, zapro- jektowano i zainstalowano fotoelektryczne, dwukierunkowe sterowanie windą, zmieniono konstrukcję prowadnic blach obiegowych do pras, za- stosowano w przenośnikach blach ogumione koła toczne, dokonano prze- róbki czołowych zawieszeń matryc do pras i usunięto przyczynę uszko- dzeń powierzchni matryc przez obłożenie niektórych elementów blach obiegowych mosiądzem. 5. Zmieniono napęd przenośnika surowca (zrębków) oraz prowadze- nie łańcucha przenośnika, co zapewniło prawidłowość jego działania. 6. Zmodernizowano załadunek suszarni na ciągu płyt porowatych, wprowadzając elektroniczny układ sterujący windą załadowczą, gwaran- tujący niezawodność tego urządzenia. 7. Zmieniono budowę komór hartowniczych dla ciągów płyt twar- dych. Zmiana kierunku cyrkulacji powietrza i zastosowanie wentylatora GC-126 przyczyniło się do zmniejszenia ilości zapłonów w komorach. 8. Zastosowano czyszczenie sit maszyn odwadniających na ruchu przez przedmuchiwanie parą, co pozwala na utrzymanie sit w czystości przy wyeliminowaniu wody świeżej dotychczas używanej do czyszczenia oraz zapewnia prawidłowe odwadnianie wstęgi mimo znacznego podwyższe- nia się mętności i lepkości wody technologicznej przy domkniętym obiegu.
D) USPRAWNIENIA W ELEKTROCIEPŁOWNI Duże uznanie w postaci nagrody na ogólnopolskim konkursie oszczę- dności paliw i energii zyskało zastosowanie gorących (250°C) odmulin kotłów parowych OR-32 do podgrzewania wody poddawanej procesowi zmiękczania. Dzięki podgrzewaniu nie tylko odzyskuje się znaczną ilość ciepła, ale także usprawnia procesy chemiczne zachodzące przy zmięk- czaniu. E) USPRAWNIENIA W GOSPODARCE WODNO-ŚCIEKOWEJ Na początku Zakład odprowadzał trzy rodzaje ścieków: ogólnoprze- mysłowe, bytowe i deszczowe. Bez większych zmian pozostały do dziś ścieki bytowo-gospodarcze i wody deszczowe. Natomiast przemysłowa gospodarka wodno-ściekowa różni się obecnie zasadniczo od modelu pier- wotnego. W stosunku do stanu gospodarki wodno-ściekowej w branży (o czym zainteresowany czytelnik dowiedzieć się może ze wspomnianego już arty- kułu W. Oniśki, wnikliwie analizującego rozwój tej dziedziny w przed- siębiorstwach całego kraju) projekt Zakładu w Przemyślu przewidy- wał pewien postęp. Wprowadzał mianowicie podział ścieków na stężo- ne i rozcieńczone i proponował dla ścieków stężonych oczyszczanie przez koagulację, a dla ścieków rozcieńczonych głównie oczyszczanie mecha- niczne z zawiesin stałych. Z perspektywy lat można powiedzieć, że w obu tych zakresach technologii nie było jeszcze wówczas, a nawet nie ma do dziś, dostatecznie sprecyzowanych kryteriów i metod oznaczeń laborato- ryjnych. Np. oznaczanie zawiesin i zanieczyszczeń mechanicznych pozo- staje nadal kwestią otwartą. Nie dziw więc, że różnice otrzymywanych wyników są duże, co stawało się przyczyną wielu interwencji organów kontrolnych, a także dezorientowało przy ocenie skuteczności działania zainstalowanych urządzeń. Również przewidziana w projekcie metoda koagulacji okazała się zawodna. Podówczas w całej branży, a podobnie i w ZPP-Przemyśl, kładziono nacisk głównie na zagadnienia produkcji. Urządzenia oczyszczające ścieki traktowano jako zło konieczne. Wpraw- dzie paragrafy ustawy już zaczynały grozić sankcjami za naruszenie przepisów w tej dziedzinie, ale nie traktowano tego zbyt poważnie, wie- dząc, że gospodarka narodowa potrzebuje przede wszystkim wyrobów, a czystość wód to hobby dobre dla krajów bogatych. Toteż stało się to, czego można się było spodziewać. W lipcu 1967 roku na znacznym odcinku rzeki wyginęły ryby. W wyniku tego wytoczono kilku osobom proces. (O jego przebiegu pisze K. Golańska w eseju sądo- wniczym zatytułowanym Ryby w książce pt. Proszę wstać Wyd. Łódz- kie, 1971). Proces był nieco pokazowy. Jeżeli zaś chodzi o sprawy ogólne, proces miał ten dobry skutek, że wyczulił odpowiednich ludzi i odpowie- dnie czynniki na zagadnienie skuteczności metod oczyszczania ścieków z fabryk płyt pilśniowych. Stało się to w dużej mierze duchowym bodź- cem późniejszego postępu technicznego w tej dziedzinie. I tak: — Laboratorium Branżowe Gospodarki Wodnej w Koniecpolu prze- prowadziło w ZPP Przemyśl próbę koagulacji całości ścieków wapnem. Wynik próby był negatywny.
— Dział Gospodarki Wodnej Zakładu uporządkował w znacznym stopniu działanie urządzeń filtrująco-sedymentacyjnych, przy czym oka- zało się, że tzw. pospieszne filtry piaskowe zupełnie nie nadają się do filtrowania zawiesin, znajdujących się w ściekach z rozwłókniania drewna, — Opracowano skuteczną metodę koagulacji ścieków technologicz- nych. Równocześnie stwierdzono, że koagulacja zapewnia jedynie około 50%-owe oczyszczenie, a powodzenie metody uzależnione jest od ujedno- stajnienia przepływów i zautomatyzowania czynności analitycznych i daw- kowania. — Zbudowano z inicjatywy Zjednoczenia osadniki stożkowe, w któ- rych sedymentacja zawiesin odbywa się lepiej niż w osadnikach innych typów. — Zapadła decyzja budowy grupowej, wspólnej z miastem, biologicz- nej oczyszczalni ścieków. — Powołano do życia Stację Doświadczalną Gospodarki Wodno-Ście- kowej, która miała opracować problem osadów dla przyszłej oczyszczalni. Można dodać, że zagadnienie to zostało rozwiązane w skali laboratoryj- nej przed rozpoczęciem budowy oczyszczalni. — Rozpoczęła się gruntowna modyfikacja systemu obiegu wody tech- nologicznej w myśl wniosku racjonalizatorskiego o nazwie: „Usprawnienie gospodarki wodno-ściekowej w ZPP Przemyśl” z roku 1968, o czym była już mowa w rozdziale o patentach, poz. nr 1. Ze ścieków przemysłowych wydzielono wody stosunkowo czyste, np. z chłodzenia maszyn, skropliny itp., które zawrócono do zbiornika wody przemysłowej. Wodę zaś tech- nologiczną, obiegową zastosowano w miejsce pierwotnie używanej świe- żej wody przemysłowej, gdzie tylko z technicznych względów było to możliwe, dążąc do zamknięcia obiegu i bezściekowej pracy zakładu. Do chwili obecnej stanu tego jeszcze me osiągnięto. Zakład odprowadza ście- ki (ok. 20 nP/godz) od czerwca 1981 do wybudowanej w tym czasie gru- powej biologicznej oczyszczalni. Obciążenie ścieków związkami organicz- nymi wzrosło wskutek wielokrotnego wykorzystywania wody obiegowej w cyklu piodukcyjnym dziesięciokrotnie i wynosi około 20—22 g/litr. Sumaryczna ilość substancji organicznych w ściekach jest o jedną trze- cią mniejsza niż była. Substancja ta weszła obecnie w produkt. Jako składnik gotowych płyt będzie wpływać na ich własności. Wpływ ten, jak się na razie okazuje, jest nieznaczny. Zapobiega mu zwiększony dodatek siarczanu glinu do masy włóknistej idącej na wstęgę. Co się tyczy korzyści uzyskanych przez Zakład w wyniku zastosowa- nia pracowniczych udoskonaleń, to ogólny efekt ekonomiczny, według oceny działu technologicznego, kształtuje się — do roku 1980 — na około 65,5 min zł przy poniesionych nakładach ok. 17 min zł. ZPP PRZEMYŚL — MECENASEM Był taki czas, kiedy nierzadko przeznaczano podworskie pokoje na pomieszczenia dla bydła i wprowadzano do nich krowy po paradnych scho- dach. Ale przyszło opamiętanie. Co prawda nie dla wszystkich obiektów na czas. Rzucono hasło: „Zakłady przemysłowe mecenasami zabytków”. Mecenas — to już tradycyjnie ktoś zamożny i możny. Mówiąc o zakła- dach, z zamożnością nie jest najlepiej, dlatego wiele zabytków zniszczało lub nadal niszczeje.
Przemyskie ZPP zaopiekowały się zamkiem w Dubiecka, wsławionym jako siedziba (ongiś) rodu, który wydał na świat biskupa Ignacego Kra- sickiego, znamienitego poetę doby stanisławowskiej. Udał się ten mece- •nat, jeśli chodzi o siły i zamiary. Zakłady przejęły obiekt w roku 1965 od Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki i użytkują 'go jako ośrodek wczasowo-wypoczynkowy. Wyraziły przy tym nie tylko gotowość przekazania trzech parterowych komnat na rzecz mającej po- wstać filii Muzeum Okręgowego w Przemyślu, ale ponadto zobowiązały się udzielić pomocy w ich remoncie, a następnie po otwarciu muzeum bezpłatnie oświetlać je i ogrzewać. W ten sposób powstała w Dubiecku placówka kulturalna o dużym znaczeniu społecznym. Nie od razu wprawdzie i ten „Kraków” zbudowano... W „Słowie Po- wszechnym” nr 261 z dnia 1 XI 1972 r. w artykule zatytułowanym: Ro- binson na zamku nie jest już samotny autor, J. Halicki, pisząc o muzeum stawia znak zapytania Muzeum? — W części lewej frontu oraz w całej niemal oficynie niegdyś okazałego zamku rodziny Krasickich znajdują się pomieszczenia mecenasa zabytkowej budowli wykorzysty- wane do szkolenia kadr Fabryki Płyt Pilśniowych w Przemyślu. Wraz z zapachem kapuśniaku tłoczy się do wszystkich pomieszczeń para i dy- mek rozwiewny, ale odczuwalny. Wnętrza utrzymane czysto, ale tynki — pożal się Boże — zniszczone, z liszajami zacieków. Wewnątrz tam, gdzie zapach kapuśniaku mniej intensywny, wyraźnie czuć grzyb, przekleń- stwo zabytkowych budowli [...]”. Następnie autor artykułu przechodzi do części muzealnej. Osobiście również nie przepadam za zaduchem. Strawa duchowa na- tomiast jest bez woni. Podążajmy więc za duchem i strawą dla niego. Otóż 10 czerwca 1969 roku otwarto w zamku dubieckim — skromne na razie — Muzeum Biograficzne im. Ignacego Krasickiego. Placówka ta powstała wspólnym wysiłkiem Okręgowego Muzeum Ziemi Przemyskiej i Zakładów Płyt Pilśniowych, które wniosły poważny wkład pracy i ko- sztów. Część muzealna mieści się w trzech zabytkowych pomieszczeniach zamku, z których zwłaszcza skarbczyk z gotyckim oknem upamiętnia jego starodawny początek. Renowację tych komnat przeprowadziły „Płyty” w dużej mierze dzięki osobistemu zainteresowaniu sprawą dyrektora Kryczki. W muzeum urządzono ekspozycję pamiątek związanych z osobą lub rodziną Ignacego Krasickiego, który w tym zamku urodził się i spę- dził dzieciństwo. Zgromadzone przedmioty — to obrazy, sztychy i meble z epoki. Jest książka z autografem poety, portret rodzinny z młodzieńcem, który później przyniósł chwałę rodowi, i wiele jeszcze interesujących rzeczy. Niektóre z nich dochowały się do naszych czasów na miejscu w rę- kach rodzin spowinowaconych lub następnych właścicieli zamku i zosta- ły wielkodusznie ofiarowane. Jest nadzieja, że z czasem zbiory się po- większą, gdyż jest to jedyne muzeum poświęcone „księciu poetów” doby Oświecenia i z jego osobą tak silnie związane. Na dziedzińcu rodzina Ko- narskich, w których rękach znajdował się zamek do naszych czasów, własnym sumptem wzniosła jedyny chyba w Polsce prywatny pomnik — popiersie poety na kolumnie. To jakby wkład ostatnich właścicieli Dubie- cka do dzisiejszego muzeum poświęconego pamięci wielkiego bajkopisa- rza, poety, autora Myszeidy i myśliciela — patrioty. Pomimo zapaszków kapuśniaku obiekt jest użytkowany na cele wyż-
sze. Staraniem Muzeum Okręgowego w Przemyślu odbyła się z okazji otwarcia sesja naukowa z udziałem wielu literatów i historyków. Rów- nież Stowarzyszenie PAX, organizując sesje popularno-naukowe z okazji tzw. „Dni Dubiecka”, korzysta z jego pomieszczeń. Zjednoczenie Prze- mysłu Płyt Pilśniowych odbywa w zamku konferencje i narady. Mówi dyrektor Landa z ZPP Przemyśl: „Obiekt służy celom nie tylko prze- myskiego zakładu, ale całego Zjednoczenia. Jego utrzymanie kosztuje, ale koszty są stosunkowo niewielkie. Trudno sobie zresztą wyobrazić jakikolwiek obiekt, nawet nowo zbudowany, który by nie wymagał re- montów, nakładów. W przypadku Dubiecka pamiętajmy, że jest to wie- kowy zabytek kultury, stanowiący wraz z parkiem architektoniczną ca- łość, którą powinniśmy przekazać następnym pokoleniom [...]”. Przyto- czony urywek rozmowy pochodzi z artykułu Z. Wawszczaka pt. Zabytki w służbie współczesności — w rodzinnym gnieździć Księcia Poetów Sta- nisławowskich („Profile” nr 12/57, 1973 r.). W dalszym ciągu artykułu autor pisze: „Nie opodal zamku wybudowano dwa pawilony, które jedno- razowo mogą pomieścić ponad 120 dzieci. Tutaj odbywają się kolonie let- nie dla dzieci ze Zjednoczenia Przemysłu Płyt Pilśniowych z całej Polski* Późną jesienią goszczą emeryci W zakończeniu artykułu Z. Wa- wszczak pisze: „Zamek w Dubiecku stanowi, podobnie jak inne obiekty omawiane w tym cyklu, (Horyniec-Zdrój, Baranów) przykład nowych form socjalistycznego mecenatu nad cennymi pamiątkami narodowej przeszłości. Oczywiście nie napisałem niczego nowego, są to rzeczy zna- ne. Po cóż je więc powtarzać? Odpowiedź jest prosta: Zbyt wiele je- szcze cennych zabytków architektury narodowej, pamiątek pełnej chwa- ły przeszłości pozostaje bez opieki i nadal niszczeje: dwory, zamki, pała- ce, dla których nie udało się znaleźć mecenasa. Trzeba więc przypominać tych, którzy, jak ZPP Przemyśl, nie szczędzą starań i środków, potrafią obok wykonywania zawodowych planów i codziennych zadań również sprawować mecenat nad pozostawioną nam przez przodków puścizną [...]”* Tym ukłonem w stronę ZPP można by opowieść o mecenacie w Du- biecku chwilowo zakończyć. Choć należałoby jeszcze coś dodać... W dzie- sięć lat, licząc od otwarcia muzeum, w roku 1979, dr M. Kryczko przy- pieczętował własną aktywność w odnowie zamku, zamocowując osobi- ście w oknach muzeum kute kraty, wykonane jego staraniem, a nawią- zujące do stylu XVI wieku. Dokonał tego w czasie dłuższego pobytu w Dubiecku, być może, chcąc się w ten sposób symbolicznie bodaj od- grodzić od obmierzłego świata... POCZET DYREKTORÓW Do kierowania budową Zakładu powołano 33-letniego wówczas mgr. inż. Michała Kryczkę, uczuciowo związanego z Przemyślem, a w owym czasie dyrektora technicznego w Koniecpolskich Zakładach Płyt Pilśniowych. Miał wśród załogi Koniecpola opinię rzutkiego i ambit- nego pracownika. Już wtedy dał się poznać jako pomysłowy racjonali- zator. Od samego początku działalność jego nacechowana była energią i zapałem. Niewątpliwie młody dyrektor uznał zbudowanie fabryki za swoje „dzieło popisowe” i wielką życiową przygodę. Czegoś takiego nie można jednak dokonać w pojedynkę. W miarę spiętrzania się trudności odczuwał, jak można przypuszczać, potrzebę pomocy. Autor niniejszego
opowiadania, będąc w tym czasie pracownikiem Zakładu, słyszał wyzna- nie dyrektora: ,,Wszystko zależy od ludzi, ich sumienności, uczciwości... po prostu dobrej rady”. To mówi wiele. Pamiętam również zdanie się dyrektora na życzliwość zespołu podczas narady roboczej poprzedzającej dzień rozruchu, który, jak już wiemy, wypadł zadowalająco. Po uda- nym rozruchu dyrektor, jak się zdaje, „dosiadł konia”, a że cechowała go od samego początku wielka ambicja i pracowitość, więc z upływem czasu zyskiwał coraz większą pewność siebie. W artykule J. Miszczaka o dyrektorze pt.: Czy zdarzyło się panu kiedyś nie być dyrektorem? (Życie Przemyskie nr 12, marzec 1974 r.) znajduje się charakterystyczna wypowiedź dyrektora: „Leję ich tym, że ja mam wszystko obliczone, bo mnie się chce policzyć [...]”. W ogóle cały wspomniany artykuł oddaje trafnie osobowość dyrektora Kryczki u szczytu dyrektorskiej działalno- ści. Wśród ludzi w zakładzie miał zwolenników i przeciwników: ,,[...] oburzam się czasem na dyrektora, na jego rubaszny język, ale mimo wszystko on mnie fascynuje [...]”. Oto wypowiedź jednego z pracowni- ków przytoczona ze wspomnianego artykułu. Długie, około 22-letnie dyrektorowanie ulegało wpływom czasu i za- chodzącym zmianom. Wiemy, że samodzielność ograniczana była stopnio- wo coraz bardziej. Dyrektywy płynące z góry wymagały coraz to więk- szego podporządkowywania, a sprawozdania dla wszelkich władz coraz większej pracy. Musiało to bardzo dokuczać dyrektorowi. Aż dziw, że przy swoim usposobieniu zdołał znosić to tak długo. Często dawał upust niezadowoleniu i w sposób irracjonalny rozładowywał nagromadzoną w sobie złość, choć potem zabierał się do roboty, pracując często do póź- na w noc. Obszernie charakteryzuje dyrektora Kryczkę Justyna Woś w arty- kule zamieszczonym na łamach marcowego numeru (z 1978 r.) rzeszow- skiego czasopima „Konfrontacje” pt. Chronić samego siebie. Z czasem wszystko powszednieje i zaczyna człowieka ogarniać nuda. W opinii zachodnich spółek akcyjnych dyrektora przedsiębiorstwa po- winno się zmieniać co dziesięć do piętnastu lat. Dyrektor Kryczko szu- kał ucieczki przed zniechęceniem. W cytowanym już artykule J. Misz- czak pisze: (Dyrektor) „[...] twierdzi, że systematyczna nauka zapobiega popadaniu w rutynę... Trzeba iść zawsze na czele postępu i z postępu ko- rzystać. Wtedy przedsiębiorstwo się nie starzeje... Dyrektor najbardziej szczyci się właśnie postępem technicznym.” W tym chyba czasie zrodziła się u dyrektora chęć zrobienia doktoratu. Poprzednio bowiem nie darzył doktorow zbytnio zaufaniem, przenosząc zmysł i praktyczne rezultaty inżynierskiego działania nad niezdecydowa- nie i ostrożność sądów naukowców. Niemałą rolę grała zapewne również ambicja, by zrealizować pomysł zgłoszony jeszcze w Koniecpolu, o któ- rym była już mowa w rozdziale o postępie technicznym. Pomysł został wprowadzony w życie w ZPP Przemyśl, przynosząc autorowi satysfak- cję w postaci patentu i doktoratu uzyskanego na podstawie rozprawy pt.: Wpływ ograniczenia zużycia wody świeżej... (pełny tytuł w rozdzia- le o patentach). Szukał również odprężenia i sławy, podejmując mecenat nad poczynaniami miejscowych artystów plastyków. Z. Szeliga w arty- kule pt.: Bez fanfar („Zycie Przemyskie” nr 27 z lipca 1981 r.) napisał: „Szeroko niegdyś reklamowane hasło „sojusz ludzi pracy z kulturą”,
z czego mieli skorzystać i robotnicy, i artyści, obecny okres mocno zwe- ryfikował. Jeszcze niedawno dr Michał KryczKO, będąc dyrektorem Za- kładów Płyt Pilśniowych, sprawował hojny mecenat nad plastykami. Obecny dyrektor ZPP bardziej hołubi teatr i chwała mu za to, ale pla- stycy wzdychają do czasów dra Kryczki.” Zmienił się także stosunek dyrektora do przemyskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, którego członkowie na Walnym Zebraniu wybrali dy- rektora Kryczkę na swego prezesa. Wybór okazał się dla Towarzystwa pomyślny. Nowy prezes przeorganizował biuro Towarzystwa, powiększył znacznie ilość wydawnictw Towarzystwa i z zapałem przystąpił do adap- tacji dworku w Bolestraszycach (niegdyś własność Michałowskiego, ce- nionego malarza z XIX w.) na Zakład Fizjografii i Arboretum TPN. W tym jednak momencie pełne goryczy przysłowie: „Nec Hercules contra plures” ukazało swe życiowo groźne oblicze. Borykając się z narastają- cymi trudnościami materiałowymi oraz brakiem wykonawców, a nie znaj- dując pomocy u decydentów, dyrektor — prezes po raz pierwszy chyba stanął wobec faktu, że istnieją sprawy niemożliwe do przeprowadzenia. Zżymał się na taki stan rzeczy, a przeświadczony, że działa w imię dobra społecznego, przecenił znaczenie Towarzystwa u miejscowych władz, któ- rym się naraził. Działo się to u progu przemian społecznych roku 1980. O rok za wcześnie, jak z perspektywy dnia dzisiejszego można oceniać. Nie jest wykluczone, że byłby pozostał na placu boju jako zwycięzca. Tymczasem jednak musiał skapitulować. Wycofał się z prezesury w To- warzystwie Przyjaciół Nauk, zniechęcony nieprzychylną atmosferą, jaka zaczęła go otaczać także w działalności dyrektorskiej w Zakładzie. Trzeba zaznaczyć, że w7 ZPP-Przemyśl pojawiły się jakieś niewłaści- wości w stanie magazynowym wyrobów, tj. płyt, braków użytkowych, przeliczeń ton na m2 itp., którym dyrektor był winien przez niedopatrze- nie i raczej pośrednio. Władze odwołały dr. Kryczkę ze stanowiska. Długo- trwałe badania i kontrole po kilkumiesięcznej działalności zawieszono bez rezultatu. Widocznie nie dały podstaw do oskarżenia. Dyrektor odszedł z Zakładu. Pozostanie jednak jako wybitny dyrektor w historii ZPP- -Przemyśl. Tymczasem udał się na Kubę jako ekspert przemysłu płyto- wego. Wraz z rokiem 1979 skończył się w ,,Płytach” 22-letni monopol wła- dzy. Jako drugi w historii Zakładów7 dyrektor objął je z dniem 1 stycz- nia 1980 roku mgr inż. Marian Domaradzki, rodowity przemyślanin. Za- kład zna doskonale, gdyż pracował w nim od samego początku. Ponie- waż działalność dyrektora Domaradzkiego to nie przeszłość, a dopiero te- raźniejszość, pisać o niej będzie następny kronikarz. Od autora „Sylwetkę...” oddałem do druku w grudniu 1981 r. Niespodzie- wany zgon dyrektora Domaradzkiego w styczniu 1985 r. wymagałby zmiany rozdziału „Poczet dyrektorów”. Zwalnia mnie jednak od tego zamieszczenie równocześnie w „Roczniku” wspomnień o dyrektorze Do- maradzkim pióra M. Kryczki. Niech mi wolno będzie jednak bodaj przed czytelnikami „Sylwetki” podziękować dyrektorowi Domaradzkiemu za wielce przychylne ustosun- kowanie się do mojej pracy i udostępnienie materiałów i danych.
Henryk Gradowski SPRAWNOŚĆ NAUCZANIA I KOSZTY KSZTAŁCENIA UCZNIÓW SZKÓŁ ROLNICZYCH WOJEWÓDZTWA PRZEMYSKIEGO W LATACH 1976—1983 1. SPRAWNOŚĆ NAUCZANIA SZKÓŁ ROLNICZYCH Ważnym problemem przy badaniu wyników nauczania jest sprawność nauczania. Przez pojęcie sprawności należy rozumieć stosunek absolwen- tów do liczby uczniów rozpoczynających naukę w klasie pierwszej szko- ły k Sprawność nauczania w rozumieniu uniwersalnym — to sprawność o charakterze analitycznym. Rozróżniamy sprawność względną i bez- względną. Sprawność względną obliczamy biorąc pod uwagę stosunek globalny liczby uczniów klasy pierwszej i liczbę absolwentów, niezależ- nie od tego, czy uczeń powtarzał klasę raz lub więcej razy. Sprawność bezwzględna wyraża stosunek absolwentów do liczby uczniów kl. I po uwzględnieniu liczby uczniów drugorocznych. Opracowując sprawność nauczania w szkołach rolniczych za lata 1976—1983 posłużono się arkuszami ocen i arkuszami zbiorczymi wyni- ków nauczania z poszczególnych szkół. Ze względu na ograniczoność da- nych statystycznych dokonano tylko obliczenia sprawności względnej. Oszacowanie sprawności bezwzględnej nie było możliwe, gdyż miał miej- sce ruch wewnętrzny młodzieży pomiędzy poszczególnymi klasami, który nie jest dokładnie rejestrowany. Na wskaźnik sprawności nauczania składa się odpad i odsiew ucz- niów. Odpad to przerwanie nauki w szkole przez uczniów, odsiew to nie- promowanie i drugoroczność. Sprawność nauczania w szkolnictwie zawodowym woj. przemyskiego w latach 1976—1983 ilustrują dane tabeli 1. Sprawność nauczania w szkołach zawodowych województwa przemy- skiego mieściła się w granicach wskaźnika ogólnokrajowego (72,8%) i wy- nosiła w latach 1976—1983 — 81,5% 1 2. Największy wskaźnik sprawności nauczania był w roku szkolnym 1982/83 i wynosił 96,7%. Najmniejszy odpad zanotowano w 1979 roku, który procentowo wynosił 5,8%. Śred- 1 Marian Olędzki, Polityka kształcenia zawodowego, PWN, Warszawa 1980, ss. 214—215.
Tabela 1 Sprawność nauczania szkolnictwa zawodowego w woj. przemyskim w latach 1976—1983 Rok szkolny Liczba uczniów Sprawność szkół za w. °/o Odpad Odsiew rozpocz. naukę absol- wentów liczba °/o liczba °/o 1976/77 7011 5507 78,5 412 5,9 355 5.1 1977/78 6639 5382 81,1 436 6,6 496 7,5 1978/79 6497 5231 80,5 397 6,1 448 6,9 1979/80 6582 5129 77,9 382 5,8 483 7,0 1980/81 6139 4658 75,8 431 7,0 482 7,9 1981/82 5650 4988 88,3 384 6,8 493 8,7 1982/83 5085 4917 96,7 400 7,9 481 9,5 Źródło: Sprawozdania jednostkowe szkół zawodowych za lata 1976—1983. Spra- wność nauczania. nia odpadu uczniów w okresie analizowanym wynosiła 6,5%, natomiast średnia odsiewu 7,5%, tzn., że przeciętnie w szkolnictwie zawodowym w omawianym okresie nie promowano 470 uczniów. W minionym okresie średnio 4% uczniów zmieniło szkołę zawodową na licea ogólnokształcą- ce, 1% wyjechało poza teren województwa, kontynuując naukę w szko- łach zawodowych. Przypadki tego typu wynikały ze zmiany miejsca zamieszkania lub z wyboru kierunków, których nie było w wojewódz- twie przemyskim * 3. Nieco inaczej w tym okresie przedstawiała się sprawność nauczania szkół rolniczych woj. przemyskiego w latach 1976—1983. Wyniki jej w poszczególnych latach w szkołach rolniczych przedstawia tabela 2. Z analizy danych liczbowych tabeli 2 wynika, że w latach 1976—1983 przeciętna liczba uczniów rozpoczynających naukę we wszystkich typach szkół rolniczych wynosiła średnio w roku szkolnym 1129, średnia absol- wentów szkół 790, co stanowi 69,97% sprawności szkół rolniczych. Sprawność nauczania w szkołach zawodowych w omawianym okre- sie była wyższa o 11,5% od szkół rolniczych. Złożył się na to niższy po- ziom wiadomości absolwentów kl. VIII wstępujących do zasadniczych szkół rolniczych. Każdy uczeń w myśl ustawy z 1974 r. musiał ukończyć szkołę podstawową, jeżeli otrzymał klauzulę, że rokuje nadzieję na po- prawę. Do szkoły byli również przyjmowani uczniowie, którzy ukończyli klasy uzawodowione z zaniżonym programem nauczania. Na wysoki odpad w szkołach rolniczych złożyły się takie czynniki, jak: niewłaściwy wybór kierunku kształcenia spowodowany zaniedbaniem pracy nad preorientacją zawodową, dojazdy uczniów, warunki materialne i społeczne w rodzinie oraz wpływ środowiska miejskiego na uczniów wiejskich. 8 W. Kowalczyk, Wizytowanie szkoły zawodowej, Warszawa 1979, s. 96. 3 Dane KOiW w Przemyślu, Podania uczniów szkół zawodowych o wydanie dokumentów — rejestr za lata 1976—1983.
Tabela 2 Sprawność nauczania w szkołach rolniczych woj. przemyskiego w latach 1976—1983 Rok szkolny Liczba uczniów Absolw. Spraw. Odpad Odsiew ogółem w kl I liczba °/o liczba °/o 1976/77 2253 1066 922 86,5 28 1,9 15 1,4 1977/78 2688 1450 784 54,2 15 1,0 11 0,8 1978/79 2971 1218 666 54,7 19 1,6 17 1,4 1979/80 3034 1172 890 75,9 12 1,0 10 0,9 1980/81 3267 1108 749 67,6 10 0,9 12 1,1 1981/82 2971 918 894 97,4 26 2,8 14 1,5 1982/83 2488 750 586 78,1 8 1,0 11 1,5 Średnia lat 2883,6 1129 Źródło: Sprawozdania jednostkowe S-07 za lata 1976—1983 Porównując sprawność nauczania techników rolniczych dla pracują- cych należy stwierdzić, że jej wskaźnik był podobny. W okresie istnie- nia rolniczych liceów zawodowych miała miejsce zbyt niska sprawność nauczania i była ona niższa od sprawności szkół rolniczych o 4,2%. Tak niska sprawność nauczania w liceach spowodowana była tym, że: mło- dzież do liceów była przyjmowana bez egzaminów (na podstawie świa- dectw, których oceny często były zawyżone i nie odzwierciedlały rze- czywistej wiedzy ucznia), niedostosowanie podręczników i programu do możliwości percepcyjnych uczniów. Reasumując stwierdzić należy, że sprawność nauczania w szkołach rol- niczych w latach 1976—1983 w woj. przemyskim była niezbyt wysoka. Aby ją podnieść, należało: — prowadzić na szeroką skalę preorientację zawodową w szkołach podstawowych, — uczniów wybierający dany zawód kierować do Poradni Wycho- wa wczo-Zawodowej, — otoczyć większą opieką młodzież dojeżdżającą, — zbadać sytuację materialną domu rodzinnego ucznia, — utrzymać stały kontakt z rodzicami uczniów mających trudności w nauce. 2. KOSZTY KSZTAŁCENIA UCZNIÓW Proces kształcenia, organizowany w szkołach różnego typu, wymaga nakładów pracy żywej i uprzedmiotowionej. Przez nakłady na kształce- nie rozumie się płace, jakie otrzymują zatrudnieni w szkolnictwie oraz zużycie i zastosowanie środków pracy 4. Jeżeli dodamy do tego nakłady 4 M. Gmytrasiewicz, Istota i efekty nakładów na proces kształcenia, „Finanse” 1966, nr 13, ss. 35—47. 37 — Rocznik Przemyski
Tabela 3 Wydatki w podziale na rozdziały w szkolnictwie zawodowym woj. przemyskiego w latach 1976—1983 Wyszczególnienie Nazwa rozdziału Ogółem wydatki szkoły i licea zaw. technika internaty szkół różna działalność 1976 wykonanie 37 182 38 425 30 527 6 072 112 206 °/o wykon. 97,2 99,4 98,1 97,2 98,2 1977 wykonanie 39 992 41 089 32 564 6 594 120 239 °/o wykon. 97,2 98,2 97,2 96,1 97,5 1978 wykonanie 44 388 43 604 33 452 7 364 128 808 % wykon. 99,4 99,3 98,6 99,6 99,1 1979 wykonanie 48 054 47 267 39 849 12 567 147 737 °/o wykon. 99,5 99,6 99,3 94,5 99,0 1980 wykonanie 52 110 51 064 45 227 14 230 162 631 °/o wykon. 100,2 100,1 99,5 99,7 99,9 1981 wykonanie 64 090 63 333 57 736 17 716 202 875 °/o wykon. 98,4 98,2 96,1 91,5 97,0 1982 wykonanie 120 802 114 148 95 770 27 924 358 644 °/o wykon. 95,0 94,0 89,6 91,3 93,0 1983 wykonanie 128 412 127 426 117 243 35 014 408 095 % wykon. 98,0 98,0 98,0 98,0 98,0 Źródło: Dane Kuratorium Oświaty i Wychowania, Sprawozdania WUS RB-28 z wykonania budżetu za lata 1976—1983. na wychowanie i utrzymanie młodzieży, to otrzymamy ogólne nakłady na uzyskanie kwalifikowanej siły roboczej 5. W Polsce szkoły działają na prawach jednostek budżetowych. Ozna- cza to, że dochody i wydatki szkoły objęte są budżetem w sumach brut- to. Szkoła otrzymuje środki budżetowe w wielkości ustalonej przy po- mocy tzw. norm budżetowych. Normę taką w szkołach podstawowych, zasadniczych i średnich stanowi oddział6. Koszty kształcenia dzieli się według następujących kryteriów: 1) źródeł finansowania, 2) rodzajów, 3) miejsca powstawania, 4) typów szkół, 5) form kształcenia. Podstawowym źródłem finansowania kosztów kształcenia w szkołach zawodowych w woj. przemyskim był budżet terenowy, którego wysokość od 1975 roku była zatwierdzona przez Kuratorium w Przemyślu. Normę budżetową stanowił oddział. Budżet ten ujęty był w podziale na nastę- pujące rozdziały: 8021 — technika, 8011 — szkoły zawodowe, licea zawo- dowe, 8051 — internaty szkół, 8055 — różna działalność (fundusz zdro- wotny dla nauczycieli). Wysokość kosztów kształcenia według źródeł fi- nansowania z podziałem na rozdziały przedstawiają liczby tabeli 3. Ta- bela 3 informuje, że w całym szkolnictwie zawodowym w latach 1976— 5 K. Podoski, Koszty kształcenia kadr, podstawowe pojęcia i próba kwalifika- cji, [w:] Ekonomika kształcenia, wybrane zagadnienia, Warszawa 1970, s. 28. 6 K. Podoski, Wprowadzenie, op. cit., ss. 170—172.
Tabela 4 Wysokość wydatków według klasyfikacji w podziałach na rozdziały w rolniczym szkolnictwie zawodowym woj. przemyskiego w latach 1976—1983 Wyszczególnienie Nazwa rozdziału Ogółem wydal ki i licea zaw. szkoły technika internaty szkół różna działalność 1976 wykonanie 7 021 8 592 8 549 104 24 266 °/o wykon, planu 97,1 98,5 99,1 82,5 98,2 1977 wykonanie 9 461 10 675 9 048 98 29 282 °/o wykon, planu 97,8 98,3 99,1 71,0 98,2 1978 wykonanie 11 698 11 229 9 401 54 32 382 °/o wykon, planu 98,1 98,7 98,7 90,0 98,5 1979 wykonanie 11 957 11879 9 768 261 33 865 •/o wykon, planu 99,2 99,5 98,9 97,0 98,7 1980 wykonanie 13 485 14 144 12 319 238 40 186 °/o wykon, planu 103,9 101,6 101,1 95,2 102,1 1981 wykonanie 14 427 16 108 17 933 317 49 363 °/o wykon, planu 97,2 99,2 96,0 96,6 97,4 1982 wykonanie 22 532 27 052 25 471 438 76 187 °/o wykon, planu 95,5 96,8 92,8 91,3 94,7 1983 wykonanie 28 826 30 504 29 137 502 88 969 °/o wykon, planu 93,6 95,6 94,5 98,3 97,1 Źródło: Dane Kuratorium Oświaty i Wychowania, Sprawozdania WUS RB-28 z wykonania budżetu za lata 1976—1983. 1983 przeznaczono na koszty utrzymania szkolnictwa zawodowego w wo- jewództwie przemyskim 1 690 432 tys. zł; z tej sumy wykorzystano 1 641 235 tys. zł, co stanowiło 97,1% ogólnej kwoty. Najwięcej funduszy na rozwój szkolnictwa zawodowego przeznaczono w roku 1983, tj. 415 145 tys. zł, a wykonano 408 095 tys. zł, tj. 99,3%. W roku 1980 przeznaczono 162 000 tys. zł, a wykonano 162 031 tys. zł; procent wykonania planu wynosił 100,4%. Najwięcej funduszy przezna- czono na dział 8021 (technika) około 50% ogólnej sumy. Środki pieniężne na wydatki osobowe, rzeczowe, stypendia wykorzystano w 100%. Ponadto w badanym okresie obserwuje się szybki wzrost wydatków we wszystkich rozdziałach. Świadczy to o ciągłym wzroście kosztów kształcenia w szkolnictwie zawodowym. Tabela 4 zawiera informacje o planach i wydatkach w szkolnictwie rolniczym za lata 1976—1983. Największy procent wykonania planu fi- nansowego był w 1980 r. Zasadnicze szkoły rolnicze wykonały w 103,9%, technika rolnicze w 101,6%, internaty w 101,1%. Najniższy procent wy- konania planu w szkolnictwie rolniczym uwidocznił się w 1982 r. Na całe szkolnictwo rolnicze w woj. przemyskim w omawianym okresie wydatko- wano 374 500 tys. zł. Dynamikę wydatków w szkolnictwie zawodowym województwa prze- myskiego w podziale na rozdziały przedstawia tabela 5. W rozdziale 8011
Tabela 5 Dynamika wydatków w- szkolnictwie zawodowym woj przemyskiego w latach 1976—1982 w podziale na rozdziały (rok poprzedni — 100) Nazwa rozdziału Badane lata 1977 1977 1978 1978 1979 1981 1981 1982 1977 1979 1980 1980 1982 1983 Szkoły i licea zawodowe 1,08 1,11 1,08 1,08 1,23 1,88 1,06 Technika 1,07 1,06 1,08 1,08 1,24 1,80 1,12 Internaty szkół 1,07 1,03 1,19 1,13 1,28 1,66 1,22 Różna działalność 1,09 1,12 1,36 1,13 1,24 1,58 1,25 Źródła: Obliczenia własne na podstawie tabeli 3. Tabela 6 Dynamika wydatków w rolniczym szkolnictwie zawodowym woj. przemyskiego w latach 1976—1983 w podziale na rozdziały Badane lata Nazwa rozdziału 1976 1977 1978 1979 1980 1981 1982 1977 1978 1979 1980 1981 1982 1983 Szkoły i licea zawodowe 1,35 1,24 1,02 1,05 1,15 1,56 1,15 Technika 1,24 1,05 1,06 1,19 1,15 1,68 1,05 Internaty szkół 1,06 1,04 1,17 1,12 1,46 1,42 1,14 Różna działalność 0,94 0,55 4,85 0,91 1,33 1,38 1,15 Źródło: Opracowanie własne na podstawie tabeli 4. Tabela 7 Średnioroczna liczba uczniów w roku budżetowym i średnioroczna liczba uczniów promowanych w szkolnictwie rolniczym woj. przemys- kiego Lata Średnia liczba uczniów promowanych 1976/77 2253 2129 1977/78 2688 2556 1978/79 2971 2818 1979/80 3034 2892 1980/81 3267 3115 1981/82 2971 2814 1982/83 2444 2370 Źródło: UW w Przemyślu, Sprawozdania roczne S-07
Tabela 8 Średnioroczny koszt kształcenia 1 ucznia i 1 ucznia promowanego w rolniczym szkolnictwie zawodowym woj. przemyskiego w zł Lata Średnioroczny koszt kształcenia °/o stosunek 3:2 1 ucznia promow. 1 2 3 4 1976 10 770 11 400 105,8 1977 10 894 11460 105,2 1978 10 899 11 480 105,4 1979 11 162 11 710 104,9 1980 12 301 12 900 104,9 1981 16 615 17 540 1982 30 622 32 150 105,0 1983 36 240 35 900 99,0 Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych tabeli 4 i sprawo- zdań S-07 (szkoły zawodowe, licea zawodowe) największą dynamikę wzrostu wy- datków zaobserwowało się w roku 1982, która wynosiła 1,88, w rozdziale 8021 (technika) — 1,80, w rozdziale 8051 (internaty szkół) — 1,66, w roz- dziale 8095 (różna działalność) — 1,58. Bardzo korzystnie przedstawia się dynamika wydatków w szkolni- ctwie rolniczym (tabela 6). Tabela 6 informuje nas, że w omawianych la- tach nie zaobserwowano tendencji wzrostowej wydatków w rozdziałach 8011, 8021, 8051. Natomiast w rozdziale 8095 uwydatniły się wyraźnie dysproporcje i tak w roku 1977 dynamika wynosiła 0,55, w roku 1978 wynosiła 4,85, a w roku 1979 spadła do 0,91. Skok ten był spowodowa- ny tym, że w roku szkolnym 1977/78 w wydatkach na rozwój oświaty rolniczej nie ujęto odpisów na zakładowy fundusz socjalny w wysokości 1% od planowanego osobowego funduszu płac oraz wydatków na nagro- dy dla pracowników administracji i obsługi. Kłopotliwym problemem w analizie kosztów kształcenia jednego ucz- nia bądź absolwenta jest fakt, że rok szkolny zaczyna się we wrześniu, a finansowanie dotyczy roku kalendarzowego. W związku z taką sytua- cją konieczne było obliczenie średniej liczby uczniów dla poszczególnych lat. Według K. Podoskiego należy w tym celu przyjąć, że stan uczniów z września poprzedniego roku obciąża budżet przez pierwsze 8 miesięcy, a stan z września roku następnego przez 4 miesiące. Podstawą jest tu liczba 12 miesięcy 7. Dla ustalenia średniej liczby uczniów w danym roku kalendarzowym (budżetowym) przyjęto więc następujący wzór:
gdzie: Us — średnia liczba uczniów w badanym roku budżetowym; Uo — liczba uczniów z września roku poprzedniego; Ui — liczba uczniów z września roku analizowanego. Wykorzystując podany wzór dokonano odpowiednich przeliczeń, które podano w tabeli 7. Na podstawie tej tabeli opracowano średnioroczny koszt kształcenia jednego ucznia i koszt kształcenia ucznia promowanego. Stosowne dane zawiera tabela 8. Z przedstawionych liczb wynika, że średnioroczny koszt kształcenia jednego ucznia szkół rolniczych w latach 1976—1983 sukcesywnie wzra- stał. W 1976 roku koszt kształcenia ucznia wyniósł 10 770 zł i utrzymy- wał się do roku 1978. Znaczny wzrost kosztów kształcenia zaznaczył się w roku 1982 i wynosił 30 622 zł, co stanowiło wzrost o 184,3% w sto- sunku do roku 1976. W roku 1983 koszt kształcenia ucznia wynosił 36 240 zł i wzrósł do roku wyjściowego o 236,5% (w latach 1982—1983 była podwyżka cen na.pomoce naukowe, płace, stypendia itp.). Średni koszt kształcenia ucznia promowanego również uległ podwyż- szeniu. I tak w 1976 r. wynosił 11 400 zł, a w 1983 r. zamykał się kwo- tą 35 900, tzn. był wyższy o 214,9%. Największy procent kosztów kształ- cenia ucznia promowanego do kosztów kształcenia ucznia był w latach 1976—1982 i wynosił około 105%, w 1983 r. około 99,1%. Nieco inaczej przedstawiał się koszt kształcenia ucznia w szkolnictwie rolniczym woj. przemyskiego w porównaniu z całym szkolnictwem zawo- dowym. Stosowne dane zawarte są w tabeli 9. Z analizy tej tabeli wy- nika, że w latach 1976—1983 koszt kształcenia jednego ucznia szkół rol- niczych był wyższy od kosztów kształcenia w szkołach zawodowych ogó- łem. Dla porównania koszty kształcenia jednego ucznia szkoły rolniczej Tabela 9 Koszt kształcenia ucznia w szkołach zawodowych woj. przemyskiego w latach 1976—1983 Lata Ogółem zawodowe Rolnicze Proc. Wskaźniki dynamiki zawodowe rolnicze 1976/77 5 810 10 770 185,4 100 100 1977/78 6 579 10 894 165,6 113 101 1978/79 7 249 10 899 150,3 125 101 1979/80 8 392 11 162 133,0 144 104 1980/81 9 259 12 301 132,9 159 114 1981/82 12 025 16 615 138,2 207 154 1982/83 22 809 30 622 134,3 393 284 1983/84 25 780 36 240 140,6 444 336 * Procentowy udział kosztów kształcenia ucznia szkół rolniczych do zawodowych. Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych tabeli 3 i 4 oraz sprawozdań S-07 7 K. Podoski, Koszty kształcenia..., op. cit., s. 30.
były w 1976 r. wyższe o 85,4% od kosztów kształcenia jednego ucznia szkoły zawodowej ogółem. Sytuacja ta w woj. przemyskim będącym wo- jewództwem rolniczo-przemysłowym spowodowana była tym, że priory- tet miały szkoły rolnicze. Większość szkół rolniczych była słabo wyposa- żona w pomoce naukowe i zaplecze do praktycznej nauki zawodu. W związku z taką sytuacją zwiększono nakłady finansowe na szkolnictwo rolnicze, co wpłynęło na wyższy koszt kształcenia ucznia. Należy jednak podkreślić, że jakkolwiek koszty kształcenia w szkol- nictwie rolniczym były wyższe niż w zawodowym ogółem, to te ostatnie wykazywały znacznie szybszy wzrost w badanym okresie. Świadczą o tym zawarte w tabeli 9 wskaźniki dynamiki. LITERATURA 1. Gmytrasiewicz M., Istota i efekty nakładów na proces kształcenia, „Finan- se” 1966, nr 13. 2. Kowalczyk W., Wizytowanie szkoły zawodowej, Warszawa, 1979. 3. Olędzki M., Polityka kształcenia zawodowego, Warszawa 1980. 4. Podolski K., Koszty kształcenia kadr, podstawowe pojęcia i próba klasyfi- kacji, [w:] Ekonomika kształcenia — wybrane zagadnienia, Warszawa 1970. 5. Kuratorium Oświaży i Wychowania w Przemyślu, Podania uczniów szkół zawodowych o wydanie dokumentów — rejestr za lata 1976—1983. 6. KOiW w Przemyślu, Sprawozdania jednostkowe za lata 1976—1933. 7. KOiW w Przemyślu, Sprawozdanie WUS RB-28 z wykonania budżetu za, lata 1976—1983. 8. Urząd Wojewódzki w Przemyślu, Sprawozdania roczne S-07 za lata 1976— 1983.
Sprostowanie do artykułu pt. „Zbrodnie hitlerowskie na Podkarpaciu w wojnie obronnej Polski 1939 roku” W moim artykule zamieszczonym w „Roczniku Przemyskim”, t. XXI, Przemyśl 1982 r. zauważyłem szereg omyłek, które chciałbym sprostować. W aneksie pt. „Ze- stawienie mordów popełnionych na obywatelach polskich na Podkarpaciu we wrze- śniu 1939 r.” źle złożony został zestaw kolejny powiatów. W województwie lwo- wskim podano powiaty: Dębica, Gorlice, Jasło, które powinny być umieszczone w województwie krakowskim. Natomiast nie podano osobno powiatu Drohobycz, wymieniając przy powiecie Strzyżów. W uzupełnieniu podaję inne ważniejsze omyłki dostrzeżone już w wydrukowa- nym tekście. Strona Wiersz od Jest Powinno być góry dołu 126 23 zachrodzie zachodzie 126 7 sformuowane sformowane 130 20 Zwiąkzu Związku 130 19 Cieczyn Cieszyn 130 18 już tuż 133 23 sponęło spłonęło 133 18 Józef Józefa 134 8 Jan Koziorek Jan Koziołek 134 8 Szczepan Krysoń Szczepan Krzywoń 134 9 Jan Halina Jan Malina 134 11 Jan Szlacheta Jan Szlachetka 134 15 Jan Wawula Jan Wąwuła 135 7 Józef Kociołek Józef Kościółek 135 21 Sagawę Sągawę 136 9 Cz. Madejczyk Cz. Madajczyk 137 13 Antonina Oeńko Antonina Denko 137 15 Jan Mikołaj Kuśnierz Jan Kuśnierz, Mikołaj Kuśnierz 139 25 Józef Puderbietel Józef Puderbeitel 142 22—23 nalatoy naloty 149 11 Dąbczyce Dobczyce 151 5, 7. 8 rozstrzelani rozstrzelany 152 2 rozstrzelani rozstrzelany 153 5 rozstrzelani rozstrzelany
RECENZJE Anna Peczalska, Złoto Północy. Opowieści o bursztynie, Katowice 1981, ss. 145 + 3 nlb., il., mapki. Bursztyn, owo „złoto Północy”, zwany też jantarem, od dawna wzbu- dzał żywe zainteresowanie różnych specjalistów, ale dotychczas brak w naszej literaturze pozycji, która by w sposób kompleksowy omawiała całość związanej z nim problematyki. Stąd pracę A. Peczalskiej, acz ma ona charakter popularnonaukowy, warto tu odnotować z uwagi na jej pionierski w swym zakresie charakter. Autorka, od trzydziestu lat mieszkająca na Wybrzeżu, do tego stopnia zauroczona została bursztynem, iż przez 25 lat gromadziła skrzętnie wszelkie wiadomości na ten temat, które w końcu zaowocowały niniej- szym opracowaniem. Zebrała je w różny sposób, a więc dzięki kontaktom z załogami pogłębiarek i plastykami, którzy poddawali jantar artystycz- nej obróbce, poprzez gromadzenie wszelkich informacji prasowych o zna- leziskach archeologicznych i przegląd różnorodnych publikacji, w tym i historycznych, a nadto sporo danych uzyskała od słuchaczy swych pre- lekcji, których miała pół tysiąca, jak też od pracowników naukowych Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. W efekcie, opie- rając się o tak nietypowo zebrane dane, przygotowała pracę, którą okre- śliła skromnie jako „opowieść o bursztynie”. Rzeczą fachowców będzie dać należytą ocenę wysiłku twórczego A. Peczalskiej, która w sposób in- teresujący i przystępny wyłożyła dość różnorodną i złożoną problematy- kę związaną z bursztynem. Ze swej zaś strony uważam za celowe wspo- mnieć, iż, jak na pracę popularnonaukową, jest to pozycja wartościowa i godna uwagi ze względu na to, iż skłania do refleksji i przemyśleń nad wieloma problemami związanymi z właściwościami i możliwościami różnorodnego wykorzystania bursztynu przez człowieka w przeszłości i w czasach nam współczesnych. Stąd pracę tę uważam za celowe reko- mendować tu przede wszystkim archeologom, historykom i etnografom, gdyż w ich ręku może się ona okazać niezwykle przydatną przy roz- wiązywaniu licznych problemów, które trafiają na ich warsztaty nau- kowo. W pracy znajdujemy wiadomości na temat pochodzenia bursztynu,
jego występowania, właściwości, w tym i magicznych, handlu, obróbki, a nadto dane o kolekcjach ciekawych okazów i wyrobów bursztynowych przechowywanych w muzeach krajowych i zagranicznych. Rozważania swe wyłożyła A. Peczalska w ośmiu rozdziałach, których tytułów, z uwa- gi na ich reporterskie sformułowania, nie przytaczam, gdyż niewiele mówią. Po pracę po prostu trzeba sięgnąć i mieć w ręce. Napisana zo- stała przystępnie i ciekawie, co dowodzi, iż Autorka poruszoną proble- matyką żywo się interesowała i dogłębnie ją przemyślała. Nie pominęła też problemów wymagających dalszych dociekań, a ich uwypuklenie na- leży zaliczyć na konto plusów omawianej pozycji. Tekst pracy jest płyn- ny i logicznie budowany, a pewne kwestie wymagające dodatkowych wyjaśnień umieszczono w przypisach. Przypisy jednak sprowadzono do minimum, a zestaw prac związanych z poruszaną problematyką umie- szczony został przy końcu pod nagłówkiem: ,,Co warto przeczytać”. W pracy mnóstwo szczegółów (np. jak odróżnić jantar od jego sztucznych imitacji, czy informacja kobiety, która przeświadczona była o tym, iż bursztyn przywrócił jej wzrok), w tym godnych uwagi historyków, a szczególnie historyków medycyny (znajomość bursztynu w krajach Starożytnego Wschodu, dodawanie go do kadzideł, wykorzystywanie w medycynie, a więc przy sporządzaniu leków złożonych, leczenia cho- rych na epilepsję, dżumę, żółtaczkę, choroby pęcherza i woreczka żółcio- wego, reumatyzm, katar itp.), które wzbogaca ciekawie dobrana i staran- nie przygotowana szata ilustracyjna (w większości wykonana w kolo- rach). Staranną zaś edycję omawiana praca zawdzięcza Wydawnictwu ,,Śląsk”, które wypuściło ją na rynek księgarski w nakładzie 30 300 egz. Rekomendując tu pracę A. Peczalskiej pragnę przy sposobności zwró- cić też uwagę na dwie najnowsze pozycje z tego zakresu, które rozszerza- ją krąg podniesionych przez nią problemów o istotne kwestie leżące w zasięgu badań archeologów 1 i historyków 2. Stanisław Franciszek Gajerski 1 R. F. Mazurowski, Bursztyn w epoce kamienia na ziemiach polskich, „Mate- riały starożytne i wczesnośredniowieczne”, t. V, 1983, ss. 7—134. J. Gurba, oma- wiając tę pozycję, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, R. XXXII, 1984, nr 2, ss. 305—307, zwrócił uwagę na najnowsze osiągnięcia badawcze w tym zakresie, a w szczególności uwypuklił znalezienie fragmentów bursztynu na terenie osady kultury wołyńsko-lubelskiej ceramiki malowanej w Lesie Stockim pod Końskowolą. 2 J. R. Daszkiewicz, Z historii południowo-wschodniego szlaku bursztynowego XIV—XVII w.), „Slavia Antiąua”, t. XXVII, 1980 (druk: 1981), ss. 253—274, opiera- jąc swe dociekania w głównej mierze na archiwaliach lwowskich, starał się uka- zać organizację i rozmiary handlu bursztynem na szlaku, który prowadził od Gdań- ska, poprz,ez Lwów, na wschód, 3t w szczególności do Turcji i Persji. W opera- cjach tych niepoślednią rolę odgrywali kupcy lwowscy, a poza Lwowem transakcje handlowe bursztynem odbywały się jeszcze w innych miastach Rusi Czerwonej, Wołynia i Podola. Jeśli zaś chodzi o kupców, to, jak stwierdził autor, na czołowe miejsce wysunęli się przede wszystkim Ormianie, a nadto, w XIV—XVI w., prócz tychże, handlem bursztynem zajmowali się też Niemcy, Żydzi i Karaimi.
III. SYLWETKI PRZEMYSKIE Michał Kryczko MARIAN DOMARADZKI (1937.01.08 — 1985.01.05) można znaleźć niemal wszystkie Mróz nie folgował już od kilku dni. Toteż i ten poranek — 5 stycznia 1985 roku — nie zapowiadał się pod tym względem łaskawiej. Od lat nie noto- wano tak ostrej zimy. Na szczęście dla roślinności mrozy poprzedziły obfite śnieżne opady. Śnieg grubą, puszystą warstwą otulił ziemię, chroniąc tym sposobem uśpioną florę przed zawsze groźnymi dla niej, dużymi amplituda- mi temperatury. Niebo bezchmurne i bezwietrzna aura zapowiadały piękny, wprost wymarzony na łowy czas. Pogórze Przemysko-Dynowskie sta- nowi jeden z najbardziej malowniczych pejzaży w kraju. Teren ten poprzeci- nany strumykami i potokami, których wody, dożłobiwszy się do skały macie- rzystej, spływają ku dolinom zlewni jednej z największych rzek Polski — Sanu. Grzbiety wzniesień oraz ich bar- dziej strome zbocza pokryte są lasami, zwykle jodłowo-bukowymi, choć nie brak w nich litych i bardziej miesza- nych drzewostanów, pośród których gatunki drzew i krzewów leśnych tej strefy klimatycznej. Ich występowaniu i dorodnemu rozwojowi sprzyja- ją tu zarówno doskonałe gleby najwyższej klasy, jak i klimat, zachowu- jący jeszcze w tym położeniu geograficznym cechy umiarkowanego. Wiel- kie połacie leśne, utrudniony do nich znacznymi spadkami zboczy dostęp, a także bogactwo runa leśnego stwarzają dogodne warunki dla rozwoju zwierzyny łownej.
Autobus Zakładów Płyt Pilśniowych wraz ze sporą gromadką myśli- wych Koła Łowieckiego „PONOWA” z prezesem mgr. inż. Marianem Do- maradzkim na czele zjechał w miejscowości Łętownia z węgierskiego traktu. Za wsią jął się wspinać wąską i krętą drogą ku szczytowi beł- wińskiej góry. Zbocze, początkowo łagodne, im wyżej,’ tym coraz mniej dostępne stawało się na skutek wzrastającej stromizny. Minęli ostatnie zabudowania gospodarskie wsi Bełwin i z największym wysiłkiem osią- gnęli wysokość położonej na skraju boru składnicy drewna. Tu postano- wili zatrzymać się, a dalszą drogę do stanowisk łowieckich przebyć pie- szo. Po wylosowaniu numerów stanowisk ruszyli w górę. Trzeba było pokonać około 300 m dzielących ich od pierwszego stanowiska. Marian Domaradzki wylosował numer czwarty, a więc jedno z pierwszych sta- nowisk. Szli w milczeniu. Zwyczaj myśliwski nie dozwala prowadzenia rozmów, by po prostu nie płoszyć zwierza. Zaprawionemu w marszach Domaradzkiemu dzisiejsza wspinaczka nie była jednak lekką. Trudy wy- tężonej pracy związanej z pomyślnym zakończeniem roku produkcyjne- go, a przy tym konieczność przezwyciężania wielu trudności, zarówno tych rzeczywistych, jak stwarzanych rzucaniem przysłowiowych „kłód pod nogi”; nie pozostawały bez wpływu na osłabienie sił. Na domiar złego zbyt boleśnie przeżył wczorajszy pogrzeb kolegi myśliwego, na któ- rym przemarzł „do szpiku kości”. Jednakże tęsknota za lasem, za kon- taktem z naturą zdawała się znowu przywracać siły. Stanowiska wyznaczono wzdłuż krętej dro^i leśnej. Leśnicy — ho- dowcy pozostawili przy niej rosnące stare dorodne modrzewie, drzewa o gonnych strzałach i o bujnie rozgałęzionych konarach, drzewa nasien- ne. Każdy, kto tylko znalazł się na wyznaczonym miejscu, bezzwłocznie ogarniał wzrokiem przedpole, wyszukując w zwartym młodniku chodni- ków7, korytarzy, dających możliwość jak najodleglejszego wglądu w las. Rzecz w tym po prostu, by jak najrychlej dojrzeć zwierza, by mieć czas złożyć się i spokojnie nacisnąć język spustowy drylingu, sztucera czy strzelby, by nie spudłować, by się nie spóźnić, a i nie ośmieszyć. Marian Domaradzki, przyjętym zwyczajem określiwszy najdogodniejsze miejsce strzelnicze, rozłożył laskę-stołek, usiadł i zaczął przygotowywać sobie dryling. W pewnym momencie zginął nagle z pola widzenia kolegów myśliwych, zajmujących sąsiednie stanowiska. Nikt nie spodziewał się, że nadchodził nieubłaganie kres jego życia. Zaniepokojony jego nagłym zni- knięciem, kolega sąsiad zbliżył się do jego stanowiska na tyle, by do- strzec go leżącego nieruchomo na śniegu. Na wszczęty alarm przybiegło dwóch lekarzy, członków „PONOWY”, uczestników polowania. Wszel- kie zabiegi utrzymania go przy życiu okazały się jednak bezskuteczne. W tym ostatnim ziemskim westchnieniu towarzyszyli mu wszyscy ucze- stnicy niedoszłej łowieckiej przygody. Głos trąbki myśliwskiej nie oznaj- mi mu już nigdy rozpoczęcia polowania. * * * Marian Domaradzki urodził się w Przemyślu dnia 8 stycznia 1937 roku z ojca Mariana i matki Joanny z domu Hyk. Ojciec, dobrze zapowiadają- cy się adwokat, nie doczekał zakończenia II wojny światowej. Trapiony nieuleczalną wówczas chorobą zmarł 10 grudnia 1944 roku.
Po ukończeniu Szkoły Podstawowej im. Stanisława Konarskiego, któ- rą rozpoczął w 1944 r., wstąpił do Liceum Ogólnokształcącego im. Juliu- sza Słowackiego. Już jako dwunastoletni chłopiec, namówiony przez oj- czyma leśnika, weźmie udział po raz pierwszy w myśliwskiej przygo- dzie. Urzeczony pięknem lasu i łowami, będzie odtąd w czasie niemal każdych ferii i w okresie gimnazjalnym, i uniwersyteckim uczestniczyć w polowaniach. Nawet studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej, które podjął w 1956 r. i niezwykle czynny udział w dzia- łalności stowarzyszeń akademickich nie osłabią jego zainteresowań my- śliwstwem. W 1957 r. zostaje członkiem Polskiego Związku Łowieckiego Koła ,,PONOWA”. Studia kończy w 1962 r. tytułem magistra inżynie- ra mechanika w zakresie technologii budowy maszyn na podstawie pra- cy „Zautomatyzowany proces obróbki korpusu filtra”. W wyborze miej- sca pracy nie wahał się ani chwili: postanowił wrócić do rodzinnego miasta. Po wielu latacń zastoju gospodarczego dzięki uchwale sejmowej z 1958 r. zaistniały wreszcie warunki na aktywizację obszarów południo- wo-wschodnich Polski, głównie Bieszczadów. Rozpoczęto w Przemyślu modernizację i rozbudowę Zakładów „Polna” (produkujących wówczas maszyny do szycia, obecnie aparaturę automatyki przemysłowej), część budynków pokoszarowych przy ulicy Lwowskiej przeznaczono do adap- tacji dla Zakładów Wytwórczych Aparatów Niskiego Napięcia „Fanina”, w połowie zaś 1959 r. ruszyła budowa Zakładów Płyt Pilśniowych — największych tej gałęzi przemysłowej w kraju. W 1962 r. zaawansowanie budowlane hal produkcyjnych tych zakładów pozwalało na rozpoczęcie montażu maszyn, urządzeń i instalacji siły, światła, c.o., wod.-kan. itd. Właśnie wtedy pojawił się w sekretariacie nowo wzniesionego budynku administracyjnego mgr inż. Marian Domaradzki, by zorientować się w możliwościach zatrudnienia. Po odbyciu dziesięciomiesięcznego stażu otrzymuje w czerwcu 1963 r. angaż na stanowisko starszego inżyniera w dziale głównego mechanika. Od razu staje się jednym z najbardziej wyróżniających się pracowni- ków. Wkrótce powiększy grono wykładowców przygotowujących kadrę średniego nadzoru (brygadzistów, mistrzów) produkcyjnego i remontowo- -naprawczego. Jako świetnemu fachowcowi dyrekcja powierza z kolei kierowanie załogą warsztatów remontowo-naprawczych. Niemałe osiągnięcia miał Domaradzki także jako twórca i współtwór- ca usprawnień racjonalizatorskich. Opracowane przez niego tematy do- tyczyły głównie eliminacji uporczywie powtarzających się usterek ma- szyn, sposobów regeneracji szybko zużywających się części, doskonalenia transportu wewnątrzzakładowego, oszczędnego zużycia surowców, opty- malnego wykorzystania wód technologicznych i pozatechnologicznych, wprowadzenia nowych asortymentów. Od 1967 r. obowiązki kierownika Oddziału Wykonawstwa Inwestycji łączy z pracą nauczyciela przedmiotów ścisłych w Technikum Mecha- niczno-Elektrycznym. W roku zaś 1972 obejmuje w Zakładach stanowi- sko głównego mechanika, a w kilka miesięcy potem zostaje zastępcą dy- rektora ds. technicznych. Nowe obowiązki zdają się wyzwalać siły i wzmagać jego aktywność zarówno zawodową, jak polityczną. Organi- zacja partyjna ZPP w uznaniu jego pracowitości wybiera go na sekre-
tarza Komitetu Zakładowego. W poszukiwaniu dróg perspektywicznego rozwoju przedsiębiorstwa zacieśnia współpracę ze Szkołą Główną Gos- podarstwa Wiejskiego Akademii Rolniczej w Warszawie, Instytutem Technologii Drewna w Poznaniu, Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym Przemysłu Płyt Drewnopochodnych w Czarnej Wódzie, z instytutami naukowymi Politechniki Śląskiej i Wrocławskiej i wieloma innymi in- stytucjami naukowo-badawczymi. Bierze udział w sesjach naukowych, sam jest współorganizatorem spotkań poświęcanych omówieniu i ustale- niu kierunków postępowych przedsięwzięć technicznych. Pomocnymi w tym dziele są mu wyjazdy za granicę do Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Czechosłowacji, a także Iranu, gdzie zapoznaje się ze sposobami i szla- chetniania płyt i możliwościami eksportowymi tego wyrobu. Współpra- cuje społecznie z towarzystwami i stowarzyszeniami, m. in. z Towarzy- stwem Przyjaciół Nauk w Przemyślu, Towarzystwem Kultury Teatral- nej, Klubem Oficerów Rezerwy i Ochotniczej Straży Pożarnej. Szcze- gólnie troskliwą opieką otacza dziatwę i młodzież Szkoły Dzieci Głuchych w Przemyślu. Te rozliczne zainteresowania oraz olbrzymie zaangażowanie do każ- dej pracy jakiej się podjął, czynią go potencjalnym kandydatem na na- stępcę dyrektora Zakładów Płyt Pilśniowych w Przemyślu. Zostaje nim mianowany 15 stycznia 1980 roku. Różnorakie funkcje, jakie pełnił w ciągu 23 lat pracy w Zakładach, dawały dostateczną gwarancję, że sprosta obowiązkom dyrektora. Istotnie, dalszy pomyślny rozwój Zakła- dów, po pewnym regresie produkcyjnym przełomu lat 1980 i 1981, do- wodził, że oczekiwań nie zawiódł. Szacunek u pracowników zyskał sobie nade wszystko jako świetny fachowiec i doskonały administrator.
SPIS TREŚCI I. MATERIAŁY I ROZPRAWY 1. Literatura KRYSTYNA PŁACHCIŃSKA, Sposoby wykładu idei „Kupca9' Mikołaja Reja . 5 JADWIGA KUCZYŃSKA, Dzieje poznania Stanisława Żółkiewskiego — pisarza 17 ALEKSANDER ZYGA, O komediopisarskim warsztacie Józefa Blizińskiego . 29 JERZY STARNAWSKI, Irena Rożniatowska (1919—1980) i jej nie ukończona praca doktorska pt. „Zycie literackie i kulturalne Przemyśla w okresie międzywojennym (1918—1939”)............................................53 HALINA JADWIGA KAMIŃSKA, Regionalizmy kresowe w nazwach osobo- wych dawnych przemyślan................................................93 HALINA WIŚNIEWSKA, Kultura językowa rzemieślników przemyskich w XVII w..............................................................115 2. Historia ZDZISŁAW BUDZIŃSKI, Szpitale miejskie na terenie ziemi przemyskiej i sa- nockiej u schyłku średniowiecza.......................................129 STEFAN JERZY BUKSIŃSKI, Biografia Jana Sobieskiego..................149 JANUSZ KURTYKA, Związki Przemyśla i ziemi przemyskiej z Krakowem w średniowieczu.......................................................161 ZYGMUNT KUBRAK, Smolarstwo w Puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczna-pańszczyźnianej (XVI—XIX w.)...............................181 JÓZEF TOMASZ FRAZIK, Kamienica Cegiełczyńska przy rynku przemyskim oznaczona numerem piątym..............................................195 RENATA FRAZIKOWA, Monografia kamienicy nr 6 przy rynku przemyskim 227 JAN MLECZAK, Przemiany demograficzne w latach 1944—1980 na ziemiach wchodzących w skład obecnego województwa przemyskiego .... 265 3. Starożytność Przemyśla (materiały z sesji naukowej) GERARD LABUDA, Polska, Czechy i Ruś w kraju Lędzian w drugiej poło- wie X wieku...........................................................275 MICHAŁ PARCZEWSKI, Osadnictwo wczesnośredniowieczne w dolinie środkowego Sanu.......................................................295 JAN GURBA, Ośrodek osadniczy Czermna (Czerwienia) w świetle najnow- szych badań archeologicznych..........................................303 TADEUSZ WASILEWSKI, Przemyśl w X—XI wieku w świetle latopisów ruskich ..............................................................307 JAN TYSZKIEWICZ, Problem pogranicza na wschód od Sanu w VI—XIII wieku (z teorii)......................................................315 JERZY MOTYLEWICZ, Problematyka początków miast Rusi Czerwonej we współczesnej historiografii radzieckiej...............................321
MARIA CABALSKA, Tuligłowy, grodzisko z potrójną linią wałów a problem Grodów Czerwieńskich.....................................................325 Głosy w dyskusji......................................................• 339 4. Nauki przyrodnicze KAZIMIERZ KARCZMARZ, BOGUSŁAW SAŁATA, Materiały do flory roślin naczyniowych południowo-wschodniej Polski................................353 JERZY PIÓRECKI, Łąki uroczyska „Długołoza” pod Przemyślem z „Fri- tillaria meleagris” L....................................................361 FLORIAN SWIĘS, JERZY PIÓRECKI, Zbiorowiska ruderalne i flora syna- tropijna na terenie Jarosławia...........................................375 FLORIAN SWIĘS, DANUTA URBAN, Roślinność ruderalna i flora synan- tropijna Rozwadowa, Stalowej Woli i Niska...........................411 JÓZEF KISZKA, RYSZARD KOZIK, Populacja plech „Cladonia mitis” for. soraliifera Sandst.” w Kotlinie Sandomierskiej.......................445 JÓZEF KISZKA, RYSZARD KOZIK, Rozmieszczenie i degeneracja plech ga- tunków porostów („Łichenes”) z rodzaju „Usnea” w północnej części Puszczy Sandomierskiej jako obraz degradacji zbiorowisk leśnych . . . 449 II. MISCELLANEA EDWARD WIERZBICKI, Nędza Galicji Stanisława Szczepanowskiego a kon- wersja długów krajowych..................................................457 FRANCISZEK TROJNAR, Demograficzna i zdrowotna sytuacja wsi Gać Przeworska w wieku XIX w świetle ksiąg stanu cywilnego .... 477 JERZY MOTYLEWICZ, STANISŁAW STĘPIEŃ, Dzieje Kijowa a Polacy . . 495 KAROL KOSEK, Nieznane listy Apolla Korzeniowskiego do Władysława Łozińskiego..........................................................509 JULIAN OLSZAK, Maryla Wolska — poetka krajobrazu........................515 TADEUSZ BURZYŃSKI, Obrzędowość pogrzebowa wsi w rejonie Jarosławia i Lubaczowa..............................................................527 JAN PAJĄK, Sylwetka historyczno-technologiczna Zakładów Płyt Pilśnio- wych w Przemyślu.........................................................553 HENRYK GR1X.DOWSKI, Sprawność nauczania i koszty kształcenia uczniów szkół rolniczych województwa przemyskiego w latach 1976—1983 . . . 575 Recenzje................................................................585 III. SYLWETKI PRZEMYSKIE MICHAŁ KRYCZKO, Marian Domaradzki.......................................587



ISBN 83-03-02287-3