Text
                    

EURAZJA ło największy kontynent świata Numery zamirt/czcn* -ia n-a| . wtkatg Cl czytonlci który. S tr»i. dołycry fnłcresująeegt C»ę en a 'o krainy geograli .xnci cny^cr#, bo- ty podróiy, #ćr, w lu ych <>i« ry^o itę przygodo . O»wćrx kilatka i prMMzyM

Irena Berne Danuta Licińska (wybór i opracowanie) PAŃSTWOWE ZAKŁADY WYDAWNICTW SZKOLNYCH NA WIELKIM LADZIE Wypisy geograficzne dla klasy VII
Okładka Od** Pcd$<*r»*i Mapki l fyninki Sogustt/ KlnfeJewtcz sm-wa. r».v ay.$ 187 189 Biesiada R — ». 75 7 . rn>ri J — s- 108. Dobrzyń 101 104 IM HO W. Hi. 18*. ,90, J07} W — s 115. 122. 124. ŁJkT'2 i V-’. *«• ™Ł 114. IM 2C0. 201. 203. Skupi oski A \2 - s Ul? 129. Uchmań- u dołul. Szupryczyńskl J> - s. 9. Tabor A. <kl F- — s. 24. Zentralbild — s 62. Wypisy geograficzne ..Na wielkim lądzie ’ zostały zatwierdzone przez Ministerstwo OŁwiaty I Szkol- nictwa Wyższego jako książka pomocnicza dla uczniów klasy VII szkoły podstawowej. Redaktor Witold Kafr Redaktor techniczny Lubomir Grodzicki Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych Warszawa 1972 Wydanie pierwsze. Nakład 100 0004-250 egz. Ark druk 13 5, wyd 19.08 oddano do składanie 30.1.1971 r. Podpisano do druku w styczniu 1972 r. Druk ukończono w marcu w 1972 r Płpief rffsetowy kJ. V. 70 g. 82X104 cm. Z«m 61/71 Cena zł 23 Z<kL Graf. ..Dom Słowa Polskiego” Zam. 803/a<71 A—103
WSTĘP Europa i Azja lo dwa kontynenty zrośnięte ze sobą i dlatego często określane są nazwą Eurazji. Ten wielki ląd rozciąga się lak daleko ze wschodu nu zachód, że gdy na zachodnim jego krańcu /esl południe, lo na wschodnim pannic głęboka noc. Eurazja sięga od obszarów około- lównikowych do podbiegunowych. Dlatego w Europie i Azji jest tak wiele klimatów, lak różny świat roślinny i zwierzęcy, lak wiele krajobra- zów Dlatego tez człowiek w różnorodny sposób organizuje tu swoje ży- cie. Gdy będziesz czytał tę książkę, pamiętaj — uchyla ona przed Tobą tyl- ko rąbka tajemnicy. Mamy nadzieję, że zachęci Cię ona do bardziej szczegółowego poznania największego lądu na kuli ziemskiej. Drogę wskażą Ci krótkie informacje na końcu każdej czytanki, dotyczące auto- rów tekstów oraz lytułów książek i artykułów, z których fragmenty zo- stały przedrukowane. W słowniczku (przypisach) na końcu książki znajdziesz wyjaśnienie wyrazów „z gwiazdką". Często podane są tam ciekawe informacje uzu- pełniające tekst wypisów. Spis rzeczy wskaże Ci odpowiednią stronę. 7a pomocą mapek zamieszczonych w tekście możesz się dokładnie zorien- tować, jak przebiega trasa podróży autora, nad jaką rzeką leży opisy- wane miasto, w jakich górach zdarzyła się przygoda... Mapki te nie dają jednak pełnego obrazu kra/u czy krainy geograficznej. Dlatego koniecz- nie otwórz jeszcze atlas, popatrz uważnie na poziomicową, barwną mapę I dopiero wówczas spróbuj wyobrazić sobie to, co widział autor książki czy artykułu. To będzie tak, jakbyś podróżował wraz z nim.

Ęuropa to „nasz" kontynent; najlepiej nam znany, najbardziej bliski. Jest to jeden z najmniejszych kontynentów na kuli ziem- skiej — ma zaledwie 10,5 min km2 po- wierzchni. Nie stanowi oddzielnego lądu, lecz zrośnięty jest z Azją, jest jakby jej wielkim i rozczłonkowanym półwyspem. Granica między Europą i Azją jest granicą umowną. Biegnie ona wschodnim przedgó- rzem Uralu, rzeką Embą i szerokim obniże- niem na północ od Kaukazu. Prawie cała Europa leży w szerokościach (geograficznych) umiarkowanych Małe tyl- ko jej skrawki sięgają poza koło podbiegu- nowe północne. Od najbardziej na południe wysuniętych wysp europejskich jest jeszcze 10° do Zwrotnika Raka. Pomimo to na na- szym kontynencie jest wiele ciekawych i różnorodnych krajobrazów. Zawdzięczamy to między innymi ukształtowaniu powierzch- ni Europy. Są tu rozległe niziny sięgające od Atlantyku po Ural, są pasma górskie róż- nej wysokości i w różnych przebiegające kierunkach, są niewielkie wyżyny. Niektó- re niziny i wyżyny są prawie zupełnie pła- skie — równinne, inne pagórkowate lub lek- ko faliste. Na naszym kontynencie jest więcej niż 30 państw. Do małych państw należy na przykład Luksemburg, którego powierzchnia jest prawie cztery razy mniejsza od po- wierzchni województwa opolskiego czy ka- towickiego. Największym państwem jest Związek Socjalistycznych Republik Radziec- kich — pierwsze państwo socjalistyczne świata. Mniej więcej czwarta część tery- torium tego państwa leży w Europie, a trzy czwarte w Azji. Jednocześnie część euro- pejska Związku Radzieckiego zajmuje nieco więcej niż połowę Europy. Europa jest najgęściej zaludnionym kon- tynentem świata. Więcej niż połowa jej lud- ności mieszka w miastach. Aż 35 miast ma już powyżej miliona mieszkańców, co stano- wi czwartą część wszystkich milionowych miast na kuli ziemskiej. Paryż, największe miasto Europy ma około 9 milionów miesz- kańców, następnym jest Londyn — około 8 milionów i Moskwa — około 6,5 miliona. Ciekawe jest życie ludzi w miastach, cie- kawe jest również życie i rozwój samych miast. Trzeba jednak pamiętać, że w Euro- pie jest wyjątkowo duży procent obszarów użytkowanych rolniczo. Są w Europie pań- stwa, które zajmują wyjątkową pozycję w rolnictwie światowym. Przykładem jest Holandia, która osiąga jedne z najwyższych w świecie plonów pszenicy, jęczmienia, owsa, ziemniaków i buraków cukrowych. Jednak obszar upraw jest w Europie — z wyjątkiem Związku Radzieckiego — bar- dzo niewielki w stosunku do liczby ludności. Zmienia się oblicze Europy. Zmienił się człowiek, który to oblicze tworzy. Zanika wiele pięknych zwyczajów i obyczajów. Tylko niektóre z nich zachowały się do dziś. Warto im się przypatrzeć, świadczą bowiem o wysokiej i dawnej kulturze mieszkańców Europy.
Rozdział 1 RÓŻNORODNE SĄ KRAJOBRAZY EUROPEJSKIE 1. WYSPA WIKINGÓW Z LOTU PTAKA Po trzech godzinach lotu Islandia, prze- dmiot rozmowy, zamajaczyła na horyzoncie. Brunatne i czarne kontury masy lądowej stawały się coraz bliższe i wyrazistsze Już można odróżnić na tle ciemnego oceanu brą- zowe krawędzie wybrzeża, cienką, białą nić piany morskiej, tu i ówdzie skrawek zieleni, lecz najsnadniej masywy górskie, wznoszą- ce się w pobliżu brzegów. — To nie Alpy i nie Tatry z ostrymi szczytami — nasuwa się pierwsze spostrze- żenie mo — lecz góry spłaszczone, obłe, pozio- ułożone, jakby pościnane. polodowcowe — tłumaczy — Formacje mój sąsiad. — Islandia jest płaskowyżem, wznoszącym się przeciętnie 600 metrów nad poziomem morza. Tam, gdzie bazaltowy pod- kład zapadł się, niższy taras pokrył się zie- mią Gdzie bazalty* i trachity pozostały na wysokości 1200 do 1600 metrów, rozciągają się lodowce. — Nie widzę końca temu obszarowi lodu, sięgającemu prawie do brzegu. — To Vatna jókull, największy nasz lo- dowiec, o powierzchni 8400 kilometrów kwadratowych; nie w Europie. — Ile powierzchni ma takiego drugieg0 cała wyspa? Malownicze wodospady na progu bazaltowym w Islandii — Sto trzy tysiące kilometrów kwadrato- wych. — Jedna trzecia obszaru Polski. — Tak, lecz wy macie trzydzieści milio- nów ludności, a my sto osiemdziesiąt tysię- cy, z tego osiemdziesiąt tysięcy w Reykja- viku. Nowe spojrzenie na trasę pod skrzydłami statku Widać kręte linie rzek i przybrzeżne zalewy, a na lewo liczne wyspy, całą grupę wysp; dwie z nich większe, jakby stożki po wulkanach — To Vestmannaeyjar, wyspa z ośrod- kiem flotylii rybackiej Za dwadzieścia mi- nut będziemy w Reykjaviku. WULKANY I HEKLA Usiadłszy koło Gudlaugura, prowadzące- go kierownicę, starałem się ogarnąć wzro- kiem jak najwięcej typowych cech krajobra- zu. Jadąc z góry mieliśmy przed sobą pano- ramę doliny. Farmy zaznaczały się jak białe plamy w pejzazu. Osiedle rysowało się zazwyczaj sylwetkami czterech czy sześciu budynków i wysokim silosem na siano. To- warzysze wyjaśniają mi, że średnio tylko dziesięć hektarów uprawia się, orze, nawozi i sprząta, reszta leży odłogiem i służy jako pastwisko Od czterdziestu lat próbuje się nawadniać tereny nadrzeczne, strąca się warstwy namułu ze zboczy górskich celem użyźniania kośnych łąk. Woda jednak polo- dowcowych rzek nie służy uprawie roślin- ności, bo jest zbyt zimna. Ludzi do pracy na farmach jest mało. To- też stosuje się do robót w polu i na łąkach przede wszystkim maszyny. Każda farma po- siada telefon, ogrzewanie centralne, radio, auto i jeep * dla lokomocji po górzystym te- renie. Można by prawie zastosować do tej doliny 8 9
Opary siarki włóczyły się leniwymi kłębami po ziemi— określenie Ziemi Wybranej. Niestety, wisi nad nią od tysiąca lat, odkąd sięgają kroniki zasiedlenia wikingowskiego, zagłada ze stro- ny wulkanów zgrupowanych u wschodniej ściany Hekla, Laki, Katla stoją jak cerbery z otwartymi paszczami i raz po raz zioną potokami lawy, które pochłaniają dzieło rąk ludzkich. Historia Islandii mierzy się nie tyle wy- padkami politycznymi, ile klęskami żywio- łowymi spowodowanymi przez wulkany. Pa- miętny jest rok 1300, kiedy wybuch Hekli pokrył popiołem i lawą pobliską dolinę Thorsjadalur i uczynił ją niezdatną do upra- wy' Dopiero przed kilku laty odkopano jed- ną z zasypanych wtedy farm w tej okolicy, w Stong, odwiedzanym przez turystów jako islandzką Pompeę. • W roku 1783 na zmianę próbował swej niszczącej mocy wulkan Laki, położony nie- co dalej na północny wschód od Hekli. Wul- kaniczne popioły pokryły wtedy dwie trze- de powierzchni Islandii. Padło 200 tysjęcy owiec. 30 tysięcy koni, 10 tysięcy bydia a następnego roku umarło z głodu 10 tysię. cy ludzi. 1 Wulkan Katla dał znać o sobie w roku 1918, a Hekla znowu w roku 1947—1948, po. wodując pewne straty. Wyziewy fluorowe z wulkanu zatruły roślinność na pastwiskach i wywołały pomór owiec, ponieważ wsku- tek skażonej paszy wypadły im zęby. Islandia jest najbardziej wulkaniczną wy- spą świata. Na szczęście wulkany znajdują się w centralnych, nie zamieszkałych częś- ciach kraju albo leż na lodowcach. W XIX i XX wieku wybuchy nie spowodowały szkód na miarę klęski krajowej. Słuchałem moich islandzkich towarzyszy i wyglądając od czasu do czasu na lewo oknem auta, zatrzymywałem wzrok za doli- ną Thorsjadalur na czerniejącej, wysokiej, lecz ściętej sylwetce góry u wschodniego widnokręgu to jest wulkan Hekla. Samą górną jego krawędź okrywały chmu- ry niby płaszczem. Ponieważ nieodmiennie spowija się w ten płaszcz, otrzymał i sam wulkan nazwę Płaszcz (Hekla). Tak wy- jaśniają mi rzecz towarzysze, bez entuzjazmu spoglądając w jego stronę. [...] stępowały już to cytrynowe, już to brązowe siarczane smugi. Gdy stanąwszy na twardej płycie, spojrza- łem na obszerną równinę, zabarwioną śla- dami siarki w najrozmaitszych odcieniach, od złocistego, żółtego do ciemnobrunatnego, gdy ogarnąłem wzrokiem dziesiątki dymów, oparów, źródeł wody siarczanej, i gdy do nozdrzy doszedł zgniły, ostry odór tego bul- gocącego topieliska, od którego partie grun- tu jakby dygotały i podnosiły się, miałem wrażenie, źe patrzę na dolinę Józefata w dniu Sądu Ostatecznego lub na dno piek- ła z ogniami rozpalonymi na przyjęcie potę- pionych. Przeraźliwa, żałosna, cuchnąca kraina smutku i grozy. Opary siarki, wobec braku wiatrów w zamkniętej górami kotlinie, włó- czyły się leniwymi kłębami po ziemi, doda- jąc chaosu tej piekielnej kuchni. Na dalszym planie jeden z solfatarów, ujęty przez czło- wieka w cembrowinę, widocznie zbyt wąską dla zgromadzonych w głębi gazów, tryskał SOLFATARY W NAMASKARD 1 OKOLICY Solfatary to coś innego niż kipiące czyś * źródła czy gejzery. Są to kratery czy PQ cia w ziemi, z których wydobywają się ry siarki i jej związki gazowe. ^arDl^ w Hveravellir miałem więc ujrzeć to zja sko tutaj. J Dojazd okazał się trudny i niebezp>e widowisko w dolinie siarczanej Przcr^c2yu ce. Jazda po podmokłym zboczu sWiatepCi o śmiałości kierowcy, choć wo^a^b^v|0 g kilometra iść pieszo. Nie bardzo to prawda możliwe, bo po wyjściu z ? więżliśmy czasem po kostki w rozm oślizłym, żółtawym gruncie, na ktor słupem pary i wody na kilkadziesiąt metrów i syczał gniewnie jak prawdziwy smok z cze- luści. Zachowując niesłychaną ostrożność, prze- mykaliśmy między gotującymi się dołkami, notując coraz inne ich wymiary, kształty i różne bryje, które w nich się gotowały 1 perliły. Przeważnie na metr, na półtora metra szerokie, trzęsły się te siarczane zupy w swoich naturalnych kotłach, tryskając bąblami z błota, dmuchając duszącą wonią, bulgocąc i klekcąc bez ustanku. Tygle z go- tującą się papką i dziesiątki miejsc błotni- stych dyszały wyziewami zgniłych jaj. Mój przewodnik schylił się, podniósł żół- tą grudkę wielkości pięści i przytknął pło- nącą zapałkę. — Pali się, siarka! Slanlslaw Helszlynskl Wy- spa Wikingów. Warszawa 1965, Iskry, s 8—9. 100—101, 118—119. 10
2. HALO; SPITSBERGEN* Wydawało się to nieprawdopodobne, a jeonak na zegarku była jedenasta Trudno Zająłem miejsce Macka, ułożyłem się możli- wie najwygodniej i wysunąłem nos przez dziurkę Noc była mroźna. Na bezchmurnym niebie świeciły gwiazdy. Było spokojnie i cicho, nawet najsłabszy powiew wiatru nie zagłuszał lekkiego szmeru morza. Zza gór wyłaniała się wielka, czerwona tarcza księ- życa Postrzępione grzebienie otaczających skał rzucały ostry cień na iskrzący się śnieg. Drobne, granatowe fale błyskały refleksami księżyca Jaka wspaniała noc! Dziko, pięknie ” Powietrze miało jakiś ledwo uchwytny odcień. Zastanowiłem się, jaki to jest kolor. Chyba niebieski, trochę sinawy’. Wszystko, co mnie otaczało, było nim przesiąknięte. Poddałem się urokowi natury Całą świa- domością chłonąłem wrażenia płynące z zewnątrz. Od czasu do czasu patrzyłem na fokę. Wi- działem ją niewyraźnie. Chwilami wydawa- ło mi się, że foka się porusza, że robi się szersza... Wytężałem wzrok. Im dłużej pa- trzyłem, tym więcej ruchu dostrzegałem w tłustym kawałku mięsa. „A może tam jest lis?" Starałem się przebić wzrokiem ciemności tak intensywnie, az mi oczy zaszły łzami. Przymknąłem powieki. Gdy spojrzałem zno- wu — foka leżała na miejscu jak przedtem Ciemność powodowała złudzenia wzrokowe „Zęby tak niedźwiedź przyszedł!'1 Wyobrażałem sobie, jakby wychodził z wody, otrząsał wodę z futra. Potem P°* czułby fokę. Widziałem go, jak zbliża się do mnie węsząc i podnosząc głowę. Wie* kie, białe, potężne zwierzę. Zastanawiałem się, jak musi wyglądać miejsce do strzału między okiem a uchem na tle muszki i szczerbinki drylinga.* A może nie podszedłby do foki, tylko od razu do nas, do namiotu? Nasze zapachy też by czuł doskonale... Wyobraźnia nasuwała mi różne możli- wości zachowania się niedźwiedzia. Odda- łem się marzeniom... Znad czarnego szczytu sąsiedniej skały wytrysnął wąski promień zorzy * Przez chwilę tkwił nieruchomo, potem zaczął ros- nąć 1 pęcznieć, aż stanął jak wielki, fosfory- zujący słup na tle ciemnego nieba. Długie, białe nitki, z których był utkany, pulsowały, jedne gasły, inne się zapalały. Całe zjawi- sko sprawiało wrażenie ruchu i życia. Z bo- ku słupa zaczęły wybiegać pojedyncze pro- mienie i wijąc się lekko, wężowym ruchem ułożyły się w kształt pofałdowanej skośnej kotary U dołu promienie zlewały się. Po- wstawały jakby fosforyzujące obłoki W po- przek zorzy przebiegały fale świetlnych nitek Zmienne, żywe, pastelowe światło zorzy przypominało cichą, delikatną muzykę o ledwie wyczuwalnych, subtelnych dźwię- kach harfy. Zorza rosła. Ze wszystkich stron nieba wybiegały seledynowe promienie. Układały się w festony, skośne pułapy, ko- lumny, kotary Promienie docierały do środ- ka nieba, tworząc wyraźną koronę o silnie świecącym kręgu Zorza przestała wywierać wrażenie spokoju, smutku, subtelności, za- jęła całe niebo. Znad dalekiego pasma gór po drugiej stro- nie fiordu wypłynęła czerwona masa świat- ła. Jak zastępy dzikich wojowników rozlała się po niebie. Seledynowe strzały tonęły w krwi. Wszystko gasło. Znikły czerwone obłoki. Tylko promień tryskający’ z małej skałki bronił się przed zakusami nieba Jakby chciał zabawić groźnego przeciwnika, roz- toczył cały swój wdzięk. Wydobył skrzętnie chowane farby i malował białe nitki na ko- lory tęczy. Tony zielonkawe zastąpił fiole- tem, fiolet zmazał niebieskim Promienie zmusił do płynnego tańca. Ale niebo było nieubłagane. Ze wszystkich stron między gwiazdami rozlewała się czarna plazma chroniąc blaski zorzy. Przez długie godziny niebo dźwięczało dziwną i piękną muzyką światła. Tadeusz Makarewlcr i Ro- man Tiechciński Halo, Spits- bergen. Warszawa 1960. Iskry, s. 131—131 12 13
t*<^s*ałfa sterczące z mona o f maleńkie skaliste wysepki wysoki, urwisty baeg piasek plażowy 3. W STARYCH GÓRACH BRETANII We Francji możemy śledzić niemal wszyst- kie rodzaje sił rzeźbiących oblicze ziemi Przebiegając ten kraj od skalistych wybrze- ży Bretanii po lodowce Mont Blanc i Pire- neje, mamy wszystko, co geologowi do szczęścia jest potrzebne. Bo są tu przecież nawet i wulkany, wprawdzie dziś nieczyn- ne, ale jeszcze przed kilkudziesięciu tysią- cami lat wyrzucały one lawę i popiół. (...) Takim niezmiernie ciekawym krajem, gdzie możemy śledzić działanie potężnych sił geologicznych, jest Bretania. Trwa tam nieustanna zajadła odwieczna walka morza z lądem. Obecnie ten daleko w morze wy- sunięty półwysep to lekko sfalowana kraina, urozmaicona pięknymi gotyckimi kościoła- mi i wiatrakami. Odsłaniają się tu najstar- sze skały Francji i, rzecz znamienna, tu rów- nież pozostały resztki starej celtyckiej * lud- ności mówiącej językiem niepodobnym zu- pełnie do francuskiego Bretończycy to odrębny i ciekawy lud Zachowały się tu jeszcze siady kultur religijnych sięgających prastarych pogańskich czasów Gdy rzucimy okiem na mapę Półwyspu Bretońskiego, uderzy nas niezwykle postrzę- piony kształt jego wybrzeży. Widzimy tu daleko w morze wybiegające półwyspy i przylądki oraz głębokie zatoki. W jednej z takich zatok leży Brest. Jakim czynnikom zawdzięcza półwysep Bretanii tak fantastycznie koronkowy wy- gląd swoich wybrzeży? Jeden rzut oka na mapę geologiczną wyjaśnia sprawę Tam, gdzie na mapie zaznaczono granity, półwy- sep wysuwa się daleko w morze i odwrot- nie — tam, gdzie występują skały takie jak łupki i piaskowce, morze wdziera się głębo- ko w ląd tworząc zatoki. Można więc od razu stwierdzić zależność ukształtowania wybrzeża od rodzaju i odporności skal, z których jest zbudowane. |...| Chciałem widzieć walkę morza z lądem A tutaj, w Bretanii, gdzie brzegi morskie wystawione są na działanie potężnych fa, walka ta jest szczególnie dramatyczna Kie dy morze jest względnie spokojne, kie Y bezkresna jego powierzchnia lekko ty marszczy się i połyskuje srebrną łuską, ki tej prawie nie widzimy. Idąc brzegiem1 obserwujemy tylko, jak fala rytmicznie P° biega do brzegu, przewala się białą grZY' i znowu odpływa Temu ruchowi towar^Y5 charakterystyczny chrzęst. Gdy przyjrzY^ się uważniej, stwierdzimy, że chrzęst wywołuje ustawiczne przesuwanie drobny kamyczków tam i z powrotem, tam i z po- wrotem. Toczą się one do brzegu i znowu cofają. Przy tym ruchu tracą swe kanty, zaokrąglają i zamieniają w dobrze ogładzo- ne otoczaki, które powoli, a stale zmniejsza- ją swą wielkość. Zaścielają one grubą war- stwą plażę morską. Tak wygląda praca morza w spokojny, słoneczny dzień Ale kiedy rozszaleją się wichry zimowe, gdy spienione morze z hu- kiem zacznie walić w skaliste brzegi Bre- tanii, nie poznalibyśmy tej spokojnej fali, która cicho kładła się nam do stóp. Kilkume- trowej wysokości fale z wściekłością ataku- ją brzeg, wciskają się w każdą szczelinę, a tam, gdzie natrafiają na stromą ścianę, sta- ją dęba i kilkadziesiąt metrów w górę bluz- gają wodą i pianą. Nic im się nie ostoi. Spę- kane skały walą się w dół, tworzy się rumo- wisko, którym fale jak taranem uderzają w cofający się pod ich naporem brzeg. W niektórych miejscach widać głębokie leje klinowato wchodzące w ląd Można sobie wyobrazić, co się dzieje w takim leju, gdy fala całym impetem atakuje zwężającą się gardziel skalną Na dnie jednego takiego leja widziałem metrowej średnicy głazy, zu- pełnie okrągłe od przetaczania przez fale i obijania o ściany leja. A gdy poznawszy straszliwą potęgę sta- niemy teraz na najdalej wysuniętym cyplu półwyspu i zobaczymy daleko na horyzon- cie wysepki zbudowane z takich samych skał jak te, na których stoimy, zrozumiemy że wyspy te są strzępem półwyspu, który ongiś znacznie dalej sięgał w morze. Półwysep w walce tej został pokonany Wyspy te są strzępem półwyspu, który ongiś znacz nie dalej sięgał w morze W jednym miejscu widać wrzynający się w morze wąski cypel, połączony z lądem mu- rem kilkunastu centymetrów szerokości, o stromych niemal pionowych ścianach, się- gających kilkudziesięciu metrów. By tam się dostać, trzeba już taternickich kwalifikacji. Zdajemy sobie sprawę, że „mur", którym się cypel kurczowo trzyma lądu, runie lada chwila i półwysep zmieni się w wyspę, a ta z kolei zniknie pod wściekłymi uderzeniami fal morskich. Jesteśmy świadkami odwiecz- nej, niekończącej się nigdy walki morza z lą- dem. Tutaj morze wygrywa tę walkę. Edward Passendorfer Na skalnej drodze Warszawa 1966, Wydawnictwa Geolo- giczne, s. 44—45 i 50—51.
ił 4. WĘDRÓWKI ALPEJSKIE pierw- się do takiej orgii komuś z nas sytuacja taka błyski otaczały nas z zewsząd była tak przesycona elektrycz- z metalowych dziobów naszych tryskały snopy bladoliliowych 16 17 Jeszcze nie zdążyliśmy wyrąbać szych stopni w ściance, kiedy ze zwisające- go nisko nad naszymi głowami czarnego zwahi chmur poczęły padać pierwsze płatki śniegu. Jeszcze chwila — i powietrze roz- błysło dokoła liliowoniebieskim światłem elektrycznych wyładowań, a z nieba sypnę- ło gradem Rozpoczęła się burza, a dla nas dopiero teraz — walka. Po kilku zaledwie minutach grad zmieniał się w gwałtowną śnieżycę Śnieg zsuwał się szeleszczącym strumieniem po stoku, w jednej chwili zasypał stopnie tylko co przez nas wyrąbane. „Jeżeli to po- trwa jeszcze godzinę — całe zbocze zjedzie w dół z nami" — myślał każdy z nas trzech, patrząc z niepokojem na rosnącą z chwili na chwilę warstwę świeżego śniegu. Dziwne to było połączenie: zadymka śnieżna i błyskawice. Pioruny biły gęsto je- den po drugim — to gdzieś daleko, to tuż obok nas. Dolinę wypełniał bezustanny grzmot. Przewalał się poprzez lodowce, dźwigał na wierzchołki, przetaczał przez przełęcze. Spotęgował hałasu, że aby porozumieć się z towarzysza- mi, trzeba było krzyczeć im wprost do ucha. Niebieskie Atmosfera nością, że czekanów iskier. Z ostro zakończonych haków, wiszą- cych u pasa, biły miniaturowe pioruny. Wszystko, co mieliśmy z metalu, stało się teraz źródłem krótkich spięć. Nawet włosy na głowie podnosiły się pod kapturami wia- trówek z cichym trzeszczeniem. Grzmot pio runów i ryk burzy coraz się wzmagał. Pięliśmy się na oślep prosto w górę- Wierzchołka nie widzieliśmy, bo wszystko, co było o kilkadziesiąt kroków od nas, za* krywały chmury. Nie widzieliśmy, jak dale- ko mamy jeszcze do szczytu Wiesbachhornu (czytaj Wizbachhornu), ale czuliśmy wzra- stającą bliskość grani po coraz silniejszych wyładowaniach elektrycznych, które szaf pały trzymane w ręku czekany. i* MONT BLANC 4807 m Gdy w odległości kilku miesięcy czy kilku lat zajmujemy się rozpatrywaniem wspom- nień chwil spędzonych w górach, wtedy najsilniej przyciągają myśl dwa przeciwne sobie rodzaje przezyć. Pierwszy — to wspo- mnienie dni walki, walki z niepogodą, zim- nem, skałą, lodem, własnym wyczerpaniem. Dni takich jest we wspomnieniach sporo Mają w sobie siłę ogromną, niemal drama- tyczną. Mają w sobie moc piękna, patos i monumentalność W bezsenne noce stają czasem przed oczyma w nieubłaganej grozie Są także inne dni. Dni pełne powietrza i słońca. Spokoju, pustki, surowej ciszy. Lodowce oślepiają bielą Gdzieniegdzie tyl- ko czernią się skały. W południe żar słońca dochodzi do zenitu, spala skórę, rozleniwia Gdy wyjdziesz na szczyt — w dole, poniżej linii śniegów, zobaczysz doliny. Soczysta zieleń alpejskich hal, niżej są lasy. Doliny ciągną się jeszcze dalej. Gdzieś tam u ich krańca są wsie, miasteczka. Ale ich już nie widać. Zakrywa je leciutka, niebieskawa mgiełka. To są dni radości Gdy myślę o moim pierwszym pobycie w Alpach, staje mi przed oczyma białe piekło na północnej ścianie Glockerinu (czytaj Glo- kennu) burza śnieżna, lawiny sunące na na- sze głowy, niby kolosalne śnieżne wodospa- dy Odwrót. Schwytani jak w pułapkę, chce- my za wszelką cenę uciec ze ściany. Próbu- jemy tu i tam Biwak. Burza gradowa, śnie- żna i elektryczna na Wiesbachhornie. Na Riffltor brniemy w puszystym, świeżo spa- dłym śniegu. Świat ginie w mlecznych obło- kach. [...] Ustronna łączka nad Lago di Miage (czy- taj Lago di Miadże) zachęca do rozbicia na- miotów. Tu właśnie stanie nasz obóz. Pierw- sze krople deszczu spadły na ziemię, jeszcze wygrzaną słońcem, gdy — szczęśliwi, że mamy dach nad głową — wleźliśmy do na- szych płóciennych domków. Leżąc w śpi- worach, gotujemy wyśmienity obiad, palimy papierosy, piszemy listy, gawędzimy, nie troszcząc się zbytnio, że gdzieniegdzie w na- szych namiotach zaczynają się robić spore zacieki. Jeśli nawet 2 — Na wielkim lqdile
I u RiFRajoa KLOCKER/N niezupełnie dogadzała, to wynagrodził ją sowicie dzień następny. Słońce wypędziło nas wcześnie z namiotów. Było zbyt gorąco, żeby spać. I wtedy mogliśmy się lepiej ro- zejrzeć wokoło i dostrzec cuda, które nas otaczały. Łączka przed obozem była istnym zielnikiem bogatej, alpejskiej przyrody. W dole, wśród modrzewi, połyskiwało jeziorko ukryte w bocznej morenie * lodowca Miage. Wody jeziorka miały barwę mleka. Lodo- wiec urywał się nad nim niebieskawozielo- ną, iskrzącą się w słońcu ścianą, od której raz po raz odrywały się spore bryły i pływa- ły po wodzie niby miniaturowe góry lodo- we. Z drugiej strony — umajony roślinnoś- cią próg moreny odgradzał nas i jeziorko od reszty świata W nocy, gdy z uchylonego wejścia patrzyło się na płynące w blasku księżyca chmury, jeziorko, drzewa, otacza- 18 19 jące szczyty — wszystko wirowało dokoła niby na jakiejś gigantycznej, czarodziejskiej karuzeli. [...] nas juz^^vv^°irÓnia wschód słońca zastaje Tacul (c7 yS° ° na stokach Mont Blanc du ^y^sięs^bk^6^11 di posuwaj,- dzie. Przed s.Tł kr°klem w P°rannym chło- i Do krńtL-’ dmą osi4gamy wierzchołek kie i dł ,m Odpoczyn^u zbiegamy na szero- (czvtai M P°miQdzy Tacul i Mont Maudil niuY2J‘ M°di w dosłownym tłumacze- nakże GÓTa"^' Da^sza droga jed- uciażih« stoPniowo coraz bardziej Wielkich3 n WłaŚnie szczY^vry okres w całei r Pałow Panujących podówczas Ur°pie. Trudno sobie wprost wyfr Lodowce oślepiają bielą. Ponad nami sterczą czarne brazić, jak dalece były one dotkliwe w roz- rzedzonym alpejskim powietrzu. Poczynając od siódmej rano zar słońca, odbitego od śniegu i załamań lodowców niby od tysięcy luster, stwarzał uczucie palenia się żywcem w jakimś potwornym tyglu. Zatrzymanie się na odpoczynek w pełnym słońcu było niepo- dobieństwem, cienia zas na bezkresnych po- łach śnieżnych Mont Blanc nie znalazłoby się za żadne skarby. Wspinaczka lub choćby marsz pod górę z ciężkim plecakiem stawały się wymyślną męczarnią Z wysiłkiem dowlekliśmy się granią na wierzchołek Mont Maudit, którego nazwa wydała nam się w tej chwili wyjątkowo trafna. W wejściu na przełęcz Brenva, od- dzielającą nas od właściwego szczytu Mont Blanc, wypadło nam przejść poprzez dwustu- metrowe pole stromego, twardego lodu. Po- szedłem naprzód, rąbiąc stopnie czekanem. skały wysiłku, a przede wszystkim Skutki tego upału i niedostatecznej jeszcze kondycji nie dały na siebie długo czekać: na przełęczy stanąłem zlany potem, ledwie trzymając się na nogach, a czarne płaty tańczyły mi przed oczami. Z najwyższym trudem podjąłem ostatni etap drogi, dość łagodnie wznoszący się, zabójczo nudny stok śnieżny Te chwile wspominam jak senny koszmar. Pamiętam właściwie tylko nieopisane uczucie ulgi, gdy — po nie wiem już ilu godzinach tych mąk — płaskie pole śnieżne, poza którym nic się już nie wznosiło, upewniło nas, że jesteśmy wreszcie na szczycie Mont Blanc. [...] Wawrzyniec Żuławski • Sy- gnały ze skalnych ścian. Warszawa 19G7, Nasza Księ- garnia, s. 200—201, 208, 218, 263—264.
w głąb jeziora, kra metrów m, a mak- brzegu, następnie 21 5. BALATON Leżące w Krainie Zadunajskiej jezioro Balaton jest największym naturalnym zbior- nikiem wodnym Europy Środkowej. Węgrzy nazywają Balaton „Węgierskim Morzem” To wielkie jezioro posiada 596 km2 po- wierzchni, jest na 77 kilometrów rozciągnię- te z północo-wschodu na południo-zachód oraz na 14 kilometrów — z północo-zachodu ku pohidnio-wschodowj. Swój wydłużony kształt Balaton zawdzięcza budowie geolo- gicznej podłoża południowej części przed- górza Lasu Bakońskiego. Objętość Balatonu wynosi 1800 min m3 wody i w porównaniu z wielką powierzchnią jeziora jest zaskakująco mała. Jest to wyni- kiem niewielkiej głębokości jeziora. Średnia głębokość Balatonu wynosi symalna głębokość występująca koło pół- wyspu Tihany (Cichań) wynosi zaledwie 11 metrów. Balaton oglądany z podnóża klasz- toru stojącego w najwyższym punkcie Tiha- 20 ny posiada piękną jasnoseledynową barwę, nad powierzchnią wody unosi się delikatna mgiełka mimo pogodnego dnia i dobrej wi- doczności U podnóża wzgórza klasztornego przepływają statki przybijające do portów w Tihany i pobliskim uzdrowisku — Balaton- fured Obserwując statki zmieniające kurs w pobliżu portu zauważycie za ich rufą w wodzie żółty tuman pyłów poruszonych z dna gwałtownym ruchem śruby. Zjawisko to towarzyszy każdej zmianie kursu i cza- sem obserwujemy cztery lub pięć żółtych mułowych wykwitów na tle seledynowej przezroczystej wody. Mamy więc naoczny dowód, że Balaton nie jest głęboki. [...] Temperatura wody jest uzależniona temperatury powietrza i latem osiąga 26— 28 °C. Zimą jezioro zamarza prawie co rocznie. Najwcześniej pokrywa lodowa two rzy się na płyciznach wzdłuż południowego brzegu, następnie połamana ruchem wody na Winnica góry Badacsony. W głębi Iowo slupy południowym stoku bdZdl- i zepchnięta z wiatrem układa się długą barierą nad piaszczystym wałem przebiegającym w niewielkiej od- ległości od brzegu Wybrzeża Balatonu są niesymetryczne Niska część wybrzeża północnego, wąska i porośnięta wzdłuz jeziora trzciną, ograni- czona jest od północy skalistymi Wzgórzami Balatońskimi. Wzgórza pokryte są lasem i winnicami Ze szczytów rozciąga się piękny widok na cały niemal Balaton. Ku północy ze wzgórza Badacsony (czytaj: Badaczszoni) oglądać można wygasłe stożki wulkaniczne o dosko- nale zachowanym kształcie, obecnie pokryte winnicami i uprawą lawendy. Plaża północna jest wąska i kamienista w znacznej częsa porośnięta trzciną, zaś dno jeziora opada tu gwałtownie do głębokości Wybrzeże południowe jest płaskie i mo- notonne, posiada jednak szeroką i przez 70 km ciągnącą się plażę pokrytą delikatnym miałkim piaskiem. Spadek dna jest tu tak łagodny, że brodzić można po nim 500—1000 metrów od brzegu jeziora. W niewielkiej odległości od brzegu ciągnie się wspomnia- ny wyżej piaszczysty próg podwodny utwo- rzony przez równoległą falę. Jakkolwiek krajobraz południowego wybrzeża zdawać się może mniej atrakcyjny z uwagi na płaską
22 Balaton widziany z samolotu. Na pierwszym planie płaskie wybrzeże południowe. W głębi, po drugiej stro* nie jeziora masyw wulkanicznego wzgórza Badascony rzeźbę, to kolorystycznie jest wyjątkowo piękny. Zachód słońca obserwowany z pla- ży w Siófok, jest najlepszym przykładem, jak piękne efekty może dać zmiana oświet- lenia i temperatury nad jeziorem. Zjawisko rozpoczyna się na półtorej do dwóch godzin przed zachodem słońca. Temperatura po- wietrza opada. Z wielkiego zbiornika wod- nego, cieplejszego nocą od powietrza, po- wstaje smugami półprzezroczysta delikatna mgła i unosi się stopniowo coraz wyżej. Światło opadającego ku zachodowi słońca załamuje się na drobnych kropelkach mgły barwią złotą, pomarańczową, czerwoną i nik- nie w szarym fiolecie gęstniejącego oparu w późniejszej godzinie. Woda Balatonu, nie- bo i powietrze nad jeziorem posiadają jedną barwę, różną zaledwie o kilka odcieni, nato- miast ludzie, łodzie i żaglówki są czarnymi ruchomymi cieniami. (...) I Lato trwa nad Balatonem od końca maja do połowy września. Temperatura powietrza wynosi wówczas 30—35 °C. Maksymalnie wysoka temperatura jest częściej notowana na wybrzeżach wschodnich niż na pozosta- łych. I W letnim sezonie nad Balaton zjeżdżają setki tysięcy turystów i wczasowiczów z Węgier i z zagranicy. W różnojęzycznym gwarze bardzo często spotykana jest mowa polska. Ten uroczy zakątek Węgier jest bar- dzo dobrze zagospodarowany dla ruchu tu- rystyczno-wypoczynkowego. Anna Achmatowicz-Otok i Stanisław Otok- wczoraj i dziś. Warsza 1968, PZWS, s. 57—59.
6. JASKINIA LODOWA Do jaskini Ledenik jedzie się z Sofii szosą biegnącą wzdłuż rzeki Iskyr malowniczym przełomem. Następnie szosa opuszcza ka- nion i po piętnastu minutach docieramy do Wracy, stolicy zachodniej części Starej Pła- niny *. Stąd już niedaleko — przejazd przez zwężenie skalnej doliny, a następnie kilka kilometrów serpentyn. Wkoło przepiękna panorama ostrych wierzchołków górskich, biel wapieni odcina się od jasnego błękitu nieba, wspaniała dekoracja pionowych, spę- kanych ścian skalnych. Przed nami zielona kotlina. Kilka schro- nisk, domów wypoczynkowych i sieć wy- deptanych ścieżek. Trudno sobie wyobrazić, że gdzieś tutaj, pod powierzchnią ziemi, kry- je się labirynt wielkiej jaskini. Z wąskiego wejścia wieje chłód. Schodzi- my po żelaznych schodach. Oto przedsionek pieczary, który ozdabiają w zimie lodowe stalaktyty * i stalagmity W lecie panuje tu dojmujący chłód — stąd nazwa, ledenik bo- wiem znaczy tyle, co „jaskinia lodowa". Do niedawna przedsionek jaskini był wykorzy- stywany przez ludność miejscową jako na- turalna chłodnia na skład wina. Wąski korytarz, a dalej obszerna sala. Od- bite światło lśni na stalaktytach, co nadaje temu miejscu piętno tajemniczości. Szata na- ciekowa ścian niezwykle bogata. Skrystali- zowany węglan wapnia uformowała praca wody w niezliczoną ilość kształtów. Po- szczególne grupy nacieków porównywane są do głów ludzkich, do rycerzy, do postaci z dziecięcych bajek. Nazwy nadają im zwie- dzający turyści. Powtarza je później prze- wodnik oprowadzający kolejne grupy. W dniu 1 maja 1964 r. odbył się w tej ogromnej sali koncert muzyki symfonicznej. Estradą był naturalny balkon zawieszony wśród draperii naciekowych. Akustyka jest wspaniała, a sala może pomieścić około ty- siąca słuchaczy. Z głównej sali idziemy za przewodnikiem dalej. Mijamy zwężenia korytarzy, przecho- dzimy ścieżką nad przepaściami. W jednej z nich grzmi wodospad rzeki podziemnej. Ukryte reflektory wydobywają z ciemno- ści kolumny stalaktytów i stalagmitów oraz nacieki na ścianach. Przeważają formacje o mlecznobiałej barwie. W pierwszej chwili wydaje się, że to lód. Być może, że i podo- bieństwo nacieków do lodu przyczyniło się do powstania nazwy jaskini. Podziemna rzeka znika w gardzieli skalnej, płynie gdzieś dalej w kierunku Iskyru. Jej bieg nie został dotąd jeszcze zbadany Prawdopodobnie w skałach wapiennych 23
Jaskinie występują również w wapiennych skałach Gór Dynarskich, Karpat, Pirenejów i in Na zdjęciu, fragment jaskini w Górach Dynarskich. Na pierwszym planie stalagmity duża, ze Ledenik uchodzi za jedną z naJ' piękniejszych jaskiń republiki i dlatego przyciąga tysiące turystów. P. Gieorgicw: Jaskinio 10 dowa (tłumaczenie z K Y ka bułgarskiego). ..Pf^ Świat", 1964 nr 9, s. 34— kryją się jeszcze całe kilometry jaskinio- wych korytarzy Wśród jaskiń Bułgarii, znajdujących się zarówno w Starej Pianinie jak i w Rodo- pach, grota Ledenik nie jest ani największa, ani najgłębsza Ale koncentracja wspania- łych utworów naciekowych jest tutaj tak 24
Najpiękniejsza jest Zatoka Kotorska latem o brzasku, gdy słońce skryte jeszcze za gó- rami rąbkiem ledwie ozłoci ich nagie, suro- we szczyty. Wszystko łonie jeszcze w orze- źwiającym śnie po skwarnym dniu i parnej nocy. Drzemie zatoka. Błękitnawozielonej wody nie marszczy najlżejszy nawet wietrzyk Drzemią jak bociany na jednej nodze palmy na molach, oleandry obsypane wiecznie pur- purowym kwieciem i krzewy lauru przy dro- gach Drzemią mroczne cyprysy zmartwio- ne swą niepojętą chudością i boleśnie po- wykręcane drzewka oliwkowe na stokach gór. Śpią w białych domkach za zielonymi okiennicami rybacy, którzy przed godziną wrócili z nocnego połowu. Nie pędzą jesz- cze chłopki burych osiołków objuczonych koszami wypełnionymi płodami me tyle ja- łowej ziemi, ile ciężkiej pracy rąk własnych O tej porze z głębin wód wynurzają się na powierzchnię tęczowe meduzy Płyną na- dymając się i kurcząc rytmicznie. Pod barwną kopułą przebierają pękami długich wstęg i sznurów. Czasem z pluskiem prze- mknie jak rój świetlików wataha drobnych rybek usiłujących zmylić pogoń jakiegoś drapieżnika Po dnie kroczą niezdarnie w po- szukiwaniu żeru groźne na wygląd, ale tchórzliwe, od lada cienia płoszące się kra- by; nie ufają widać ani swym potężnym kleszczom, ani okrywającym szczelnie ich ciała pancerzom Za poł godziny, za kwadrans ocknie się Boka Zaroi się bazar w Kotorzc. Na długich ławkach w cieniu palm przed starymi mu- rami chłopi rozłozą swój wielobarwny to- war brunatnozielone, świeże i lepkie smo- kwy, tj. figi; złote gruszki; purpurowe, wiel- kie jak dwie złozone pięści owoce jakiegoś rodzaju róży zwane nara; cynobrowe, lśnią- ce świeżością pomidory; bursztynowe słod- kie strąki papryki; seledynowe główki sała- ty i kapusty; opasłe pasiaste arbuzy i zło- toszare melony, oliwę, jaja twaróg. Rybacy nawoływać będą do rozłożonych według ga- tunków darów morza. Z wolna ożywi się zatoka Na wodzie zja- wią się ciężkie barki, zwrotne zagłówki i utrzymujące komunikację przybrzeżną ma- łe stateczki Kamieniste plaże i mola przed domami zapełnią się tłumem wczasowiczów Na wąskiej, wijącej się wzdłuż wybrzeża drodze asfaltowej narastać będzie łańcuch dążących w dwóch przeciwnych kierunkach samochodów z najrozmaitszymi tabliczka- mi rejestracyjnymi Austria, Włochy. NRP, 25
Nad Boką Kotorską u wschodniego krańca leży stare, zabytkowe miasto Kotor Wielka Brytania, Francja, Belgia. Piękno Bo- ki przyciąga turystów z całej Europy. W południe życie zamrze znów na prze- ciąg kilku godzin. W otoczonej wieńcem wysokich gór zatoce słońce potrafi pod- ciągnąć słupek rtęci w termometrze usta- wionym w cieniu do 35 stopni i więcej. Naj- cieplejsze to miejsce w Jugosławii. Śred- nia temperatura powietrza miesięcy chłod- nych — od listopada do kwietnia — jest tu- taj dokładnie taka sama jak nad Bałtykiem między majem a październikiem. W czerwcu, lipcu i sierpniu kto tylko mo- że zaraz po obiedzie kładzie się spać. Od pierwszej po południu do piątej sklepy w miasteczkach zamknięte na cztery spusty. Pustoszeją warsztaty rzemieślników, ustaje ruch na budowlach i w jedynym zakładzie przemysłowym — fabryce mydła. W restau- racji zziajani kelnerzy niechętnym okiem patrzą na spóźnionego konsumenta. Jan Kligert Boka Kotorska „Poznaj Świat", 1961 nr 5< s. 22—23.
8. MORZE ŚRÓDZIEMNE My, mieszkańcy Ziemi, żyjemy na lądzie i nie zawsze pamiętamy, że na powierzchni kuli ziemskiej jest znacznie więcej wody, niż lądu, że woda pokrywa 71 procent — prawie trzy czwarte — powierzchni Ziemi, że ogromne masy wód morskich wywierają potężny wpływ na klimat i inne czynniki kształtujące środowisko geograficzne, a tym samym na warunki życia na Ziemi. Ten wielki obszar wód, nazywany często ocea- nem światowym, dzieli się na trzy oceany: Spokojny albo Wielki, Atlantycki oraz In- dyjski. Przy wybrzeżach lądów oceany two- rzą morza śródziemne i przybrzeżne. Morza śródziemne leżą pomiędzy lądami, z ocea- nem zaś łączą się przez cieśniny lub kanały. Tylko jedno z tych mórz śródziemnych na- zywa się Morzem Śródziemnym przez duże M i S. Jak to się stało? Dlaczego? My zastaliśmy świat znany, zbadany, wy- mierzony, opisany. Ludzkość zdobywała tę wiedzę z trudem przez całe tysiąclecia. Na- sza, najbardziej znana cywilizacja europej- ska rodziła się i rozwijała na wybrzeżach i wyspach odnogi Atlantyku zamkniętej pra- wie całkowicie lądami Europy, Azji i Afry- ki. Przed tysiącami lat horyzont geograficz- ny, czyli znany świat ówczesny, był bardzo mały. Składało się nań owo morze, jego wyspy i wybrzeża. Poza tym morzem, poza antycznymi „Słupami Herkulesa" • i kręgiem zamieszkałego świata, był otaczający wszyst- ko ocean — koniec świata. To jedyne znane morze nazywano w różny sposób. Babilończycy, na przykład, 2 600 lat przed naszą erą pisali, że „król Akkadu przekroczył morze u zachodu...", Rzymianie, gdy prawie bez reszty opanowali jego wy- brzeża mówili o nim marę nosi rum lub ma- rę internum — nasze morze, wewnętrzne. Inne ludy uznawały te pretensje. Kosmas 27
Krajobraz śródziemnomorski we Włoszech Zwróć uwagę na smukłe cyprysy w głębi po prawej stronie Indoplywca pisał „kolpos Rhomaios" — mo- rze rzymskie. Arabowie podobnie- Bohr ar- -Rum. Dopiero w VII stuleciu Izydor z Se- willi narwał je właśnie morzem śródziem- nym. — Mediterraneum. Ta nazwa przyjęła się powszechnie i utrwaliła. Polski Dykcjonarz Geograficzny z roku 1783 wyjaśnia sprawę tak. „...zowie się śród- ziemnym, iż niejako w środku globu ziem- skiego.” ♦ Ściśnięte przez lądy trzech części „Stare- go Świata” Morze Śródziemne na zachodzie łączy się z Atlantykiem Cieśniną Gibraltar- ską. Na wschodzie przez Morze Marmara i związane z nim cieśniny Dardanele i Bos- for, przechodzi w Morze Czarne. Ma także sztuczny wylot i połączenie z Morzem Czer- wonym przez Kanał Sueski. Jest to basen rozległy. Ma 2970 tysięcy km2 powierzchni, a więc znacznie więcej niż Bałtyk (422 tys km2). I głębokość ma znaczną, średnio pra- wie 1500 m, a pojemność szacowaną na pra- wie 4 miliony km3. Morze Śródziemne rozciąga się w kierun- ku równoleżnikowym na 3860 km. Jego roz- ciągłość południkowa jest znacznie mniej- sza — średnia 600 km, największa 1800 km Mówiło się więc o długości i szerokości te- go morza. W pojęciu starożytnych ekumena, czyli świat zamieszkany, otaczający to cen- tralne morze, tez miał większy wymiar, to jest długość, w kierunku równoleżnikowym. Te pojęcia długości i szerokości dawnego świata przeniesiono następnie na naukowe pojęcia współrzędnych geograficznych. Stąd właśnie długość i szerokość geogra- ficzna. Morze Śródziemne jest dość urozmaico- ne. Ma zawiłą linię brzegową. Wielkie pół- wyspy Apeniński, Bałkański i Azji Mniej- szej, kilka mniejszych półwyspów i liczne wyspy dzielą je na mniejsze jednostki. Pół- wysep Apeniński z Sycylią i progiem pod- wodnym ciągnącym się do tunezyjskich wy- brzeży Afryki dzieli je na dwie główne czę- ści: zachodnią i wschodnią. Mniejsze jedno- stki to morza Balearskie, Liguryjskie, Tyr- reńskie, Adriatyckie, Jońskie, Egejskie, Cypryjskie, Marmara, Czarne, Azowskie. Nie brak większych i mniejszych zatok Ma różne głębokości, większe w części wschod- niej, i różny rozkład prądów. Poszczególne jego części wyróżniają się różną termiką * Silnie rozczłonkowane wybrzeże Adriatyku w Jugosławii. Ten typ wybrzeża nazywamy dalmatyńskim słonością, parowaniem, przezroczystością i barwą wody, warunkami klimatycznymi, rozmieszczeniem świata organicznego Wyspy i wybrzeża zasiedlane były nie- jednakowo i niejednakowo zagospodarowy- wane Różnorodne warunki środowiska geo- graficznego i różne losy historyczne po- szczególnych regionów złozyły się na zróżni- cowanie krajobrazów naturalnych i obecne krajobrazy kulturowe, w znacznym stopniu wypracowane przez człowieka Wiele jednak cech składa się na wyraźną jednolitość całego obszaru
Wybrzeże Morza Śródziemnego we Francji w pobliżu Marsylii Charakterystyczne położenie Morza Śród- ziemnego, jego wyraźne wyodrębnienie sprawiło, że stało się ono wzorcem. Tak po- łożone inne morza poboczne — np. Morze Czerwone — zalicza się też do kategorii mórz śródziemnych. Drobne różnice klimatyczne wynikające z różnych szerokości geograficznych lub in- nych warunków lokalnych nie przeszkadza- ją temu, że cały obszar ma klimat podobny, swoisty. Jego główne cechy — to łagodna, wilgotna zima i gorące, suche lato, przewa- żające wiatry zachodnie, liczne lokalne wia- 30 try sezonowe o podobnym charakterze, zbli żonę temperatury, znaczne nasłonecznienie itd. Wszystko to sprawiło wyodrębnienie klimatu śródziemnomorskiego. Tą nazwą określa się klimaty innych regionów świata o podobnych cechach, np. na wybrzeżu Chi le. W ślad za klimatem idzie naturalna sza a roślinna śródziemnomorska — przystosowa na do dłuższych okresów suszy. Charak e ryzują ją: platany, kasztany, dęby korkowe, pinie, laury, cedry, oliwki, cyprysy i zaroś zwane makią. Na wyspach i wybrzeżach Morza Śród- ziemnego wytworzył się swoisty typ gospo- darki. W żyznych, często sztucznie nawad- nianych dolinach, rozwinęła się uprawa ty- pu sadowniczo-ogrodniczego lub plantacyj- nego. Na bezleśnych stokach hodowla — głównie owiec. Zauważa się porządek roz- mieszczenia upraw najniżej przy wybrzeżu rośliny cytrusowe i inne owoce, wyżej win- nice, dalej pszenica, oliwki, kasztany jadal- ne. To wszystko składa się na typ gospo- darki śródziemnomorskiej. Mimo różnych dziejów, w toku których na wybrzeżach i wyspach uformowały się różne narody i różne państwa, mówi się o cywilizacji i o kulturze śródziemnomor- skiej. Wspólne cechy łączą też inne, mniej zasadnicze przejawy życia. Słyszy się takie pojęcia, jak żegluga śródziemnomorska, rze- miosło śródziemnomorskie. Znalazło by się pewnie więcej wspólnych spraw — śród- ziemnomorskich. Ze skłonności do porządkowania, pewne- go segregowania zjawisk, łączenia grup według cech wspólnych — wyodrębnia się zjawiska typowe. Takimi są typowe dla pewnych stref lub większych regionów świa- ta — krajobrazy. Swoiste, wspólne zespoły cech, charakte- ryzujących obszar Morza Śródziemnego, je- go wysp i wybrzeży, skłoniły uczonych do wyodrębnienia jako jednego z typowych krajobrazów, typowych regionów świata — regionu śródziemnomorskiego. Zapropono- wano nawet dla tego obszaru termin rze- czownikowy — wspólną nazwę — Sródziem- nomorze. Wybrzeże Morza Śródziemnego koło Neapolu. Domy i ogrody pnq się po stokach gór Dodajmy, że jest to region przychylny człowiekowi, jego gospodarce, rozwojowi sił fizycznych i duchowych. Roman Biesiada Nad Mo- rzem Śródziemnym PZWS, Warszawa 1970. s. 105—110, 31
kładki i mostki, lecz gdy przestrzeń dzielą- cej Je wody jest zbyt szeroka, pozostaje tyl- ko jeden środek komunikacji lodzie • Woda Dunaju nigdy nie Jest błękitna, nigdy przejrzysta Jeśli zaczerpnąć odrobinę tej wody, zawsze pozostaje na dłoni ślad mulistego osadu Szarozółty, w czasie przy- boru brunatny nurt niesie w sobie niewia- rygodną ilosc piasku i mułu Z dalekich Alp, z Karpat, z wielkiej Niziny Pannońskiej, zewsząd w ogóle, skąd tylko wody wpływa- ją do Dunaju, unoszą z sobą piasek i zbu- twiałe szczątki roślin Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, stule- cie po stuleciu trwa ta niewidoczna, lecz nieustępująca praca potężnej rzeki Dociera- jąc do morza tracąc pęd, umierając jako rzeka i przekształcając się w bezimienną i bezkształtną częśc Morza Czarnego, odda- je Dunaj to wszystko, co niesie ze sobą — składa na dnie morskim muł i piasek Warstwa po warstwie narasta od dna ku powierzchni nowy skrawek lądu W mulisty swlcry grunt padają przyniesione wiatrem ziarna i oto za rok na nowej ziemi rozwijają się młode listki roślin Wzrastają pędy trzcin, korzenie grązą się w niestałym grun- cie, wiążą go i umacniają Tak powstaje delta Co roku przybywa kilka metrów lądu, co roku ujście Dunaju oddala się w głąb morza Osiemdziesiąt mi- lionów m’ piasku i mułu składa Dunaj każde- go roku w swym wieioramiennym ujściu Wiele tysięcy lat minęło, zanim delta przybrała dzisiejszą postać Obejmuje ona 430 tys hektarów, lecz zaledwK 15* • tej powierzchni nadaje się pod budowę siedzib ludzkich i uprawę gruntów Reszta to labi- rynt wodnych kanałów, bagmska porośnię- te trzciną i szuwarem, spokojne lustra wody płytkiej I nagrzanej słońcem, piaszczyste wydmy, wreszcie knieja wyrastająca z bag- na I piachu. |...| 1 MITU D< V4J< Kur* prosto na wschód Szarożółty nurt Danaiu z prawej burty widać wzgórze z potr kueza na szczycie Gdybym siał teraz ca wzgórze do-trzegłbym bez wątpienia bezkres-!v labirynt wodnych kanałów, zielo- ne pcJ-aca: trzcinowych zarośli, refleksy Btoricn na rozlewiskach, słowem osobliwy i n-rpowtarzAlny krajobraz tego dziwnego tworu natury. jakim je t delta Ale z pokła- du statku w.dok jest niezbyt rozległy. Wzgórze zc stało daleko za nami, oba brzegi M płaskie I Dunr>srwa nadrzeczne wyglądają po pro- stu jak porządne wiejskie chałupy. Tyle ze prr>-d każdą zagrodą kołyszą się na falach drewniane łodzie o wysoko zadartych dzio- bach i rufach Tyle że w zagrodzie me ma rwykle podwórza brzeg jest wąską mierze- ją. za którą — jak okiem sięgnąć — faluje zielone morze trzcin. Wśród tej niezmierzo- nej gęstwy są jednak wyspy, kępy wyso- kich rozłożystych drzew, niewielkie pola uprawne I łąki, na których pasą się owce i krowy. oH Każdy mieszkaniec tych wiosek od dziec- ka zżył się z wodą. Po rzece I rozlewiskach, po kanałach wyciętych w trzcinowym gą®’ czu kursują bez przerwy zgrabne łódki wiosłowe Łódką płynie żniwiarz na iąk^ kobiety zdążają łódkami do sklepu, łodzią* mi dowozi się codziennie dzieci do szkoły Także listonosz krąży od domu do domu w łódce. Jest zresztą wiele wiosek, któryck zagrody są rozmieszczone nie wzdłuz nne* zzei. lecz na izolowanych niewielkich spach. Przez wąskie cieśniny przerzuca si^ dekle Dunaju przed każdą zagrodą kotyszą tią na falach drewalana łodzie o wy co ko zadartych dno- bach i nilach 3 — Ną wirłkim lądn*
o«ua .oąksrvm w Europie skupiskiem puc 9ą Ma wyopy pływa jącii zwane plauri Cltxeewrt» aa ibrt*| masy bulwie ją cyc h Irrt a <4 ąpiątarnch mu-wałych badylach nrwM*< torisaw mkxh rośliny Z cza- •rs. w pokrywa wą żywą trzci- t< tTr>ła. r.K-^ćiŁi nawet du ?łudzc- M w-. > :x :.-bmc * prawdziwą Ale <r?y ofrwtek sianie na m< | załamuje wę «ąp* M* ’.U*e wy*py pływające m przeszkodą dla tegtaąp. p*y popycMao wwtoHi Mn ją wy- ny;r «r»rod Kanały Dlatego ma rywit plzue wpatrują wę w lustro wody I latryna r acuje na zwolnionych otorcAw h Gdy zaa kapitan chce doktadmei prry^oer «ę p/>jnineru odi jukowi wh- ku. rcakaiwje wBlrryna' P*e<ę silnika CichŁje hakor uiatzp.y Jeszcze przed chwilą cala przestrzał wukoł wydawała się Martwą pustką, teraz da je się słyszeć nieu- stanny donośny rozgwar ptactwa Ze ściany trzcin wysuwają się głowy ptaków obser- wujących ciekawie i bez płochliwoici niene chamy statek W trzcinowych zaroślach ło- pocą skrzydła, chmara ptaków zrywa się & lotu i zapada niedaleko — na jeziorze pokry tym liśćmi i kwiatami nenufarow rybki czerwone i podobna dr* ruch bsau- są leszcze w kliku odnuaracl i wite »w*e innyc h, których narwy skata wyzwax tyl- ko doświadczony rybak Mnogość ryb ’<ik»i* u Zr gdy • zt- ba zlowii kilka sztuk na cb,*.; WM-.cuak wypływa ludką na na;bu2M» i*n*w •* zanurza małą siatkę i ud razu wyciąga tree- pcn<pr sii; srebrzysta ry by Na * ękkxx po- łów wyrusza Jrdnak zwykle krlka łjdzi x ca- łym zestawem m<?c1 a gdy rybacy wracają, burty grąt i <ię u wc<k - i *> aznae ate-nal pmad miarę “kuP'»k*emr’X^,a aa w Europ* n‘"°yb prZes,.„ “ “?tn^ Orniltdoin wszelkie odm. ° frz,’fa gatunków Są tu •'we. cairne <bjkJch k<’c«*. «*>* 'ab^>e. Pelrkan . wają stalp I y‘ Fewne gatunki przrn\ *vbodu na ^'^etują « południa i i» triem i doJCS Wl^ ^oaida w-rod S/ , lrChOWan,u młodych odlatu/ą r* w “krerie zrny k'Ór‘‘ '' przeczekać mrozy, Jfi czym szybują na lalo * kierunku pólnuc nym Kilkadziesiąt gatunków to ptaki z da- lekiego południa, nigdzie indziej w Europie poza deltą Dunaju im spotykane Krotki postuj pozwala obserwować głąb wody Rli-ko powierzchni uwijają się ławi- ce małych błyszczących rybek Głębiej prze- suwają się powoli Cielska olbrzymów po- tężne jesiotry o płaskich nosa h l grzbiecie przypominającym skorą krokodyla szaro nakrapian* szczupaki grube karpie sanda- cz* ptastugi Naliczono ogołem 85 gatun- ków i fb w wodach delty, w tyrn wiele ro- nionych i poszukiwanych Są tu odmiany l.-i <l.?l kitnyrh a r.maku, nłe '.potyka- nyrf w mrych woda* I* tą węgoizo przy- bywa ><|te z dal» ku h mórz na tarło są małe
18 W KB AIXIE ST Za Chwaiynskiem ciągnie się wysoki pra- wv brzeg (Wołgi] Góry Chwałyńskie • uka- zu 4 na przemian nagie kredowe hełmy lub płaskie tarcze porośnięte lipami, dębami, orzechami Wśród zieleni tych drzew prze- bły>kują białe brzozowe pnie Wkrótce te , gór/ przechodzą w następne pasmo — Góry Dziewicze La*, choć przerywany pla- mami nagich skał, utrzymuje się ciągle jesz- cze w gęstych skupiskach. Zespół sanato- now w czalicy Chwałyńska nazywa się C zerem szary, co w baszkirskim • języku oznacza ciemny (gęsty) las. Na lewym brzegu Wołgi odkryta, płaska jak stół równina Wzdłuż rzeki bujne łąki z wysoką, sięgającą nieraz wzrostu człowie- ka, soczystą traw ą. Szmaragdowe łąki prze- rywają jaskrawe plamy różnobarwnych kwiatów Wśród traw lśnią wołzańskie sta- rorzecza — drobne odnogi i rękawy rzeczne odcięte już od Wołgi i egzystujące jako sa- modzielne jeziorka. Wiosną, kiedy rzeka wypełniając całą swą dolinę zalewa te łąki, jeziorka i łachy, po drobnych dziś odno- gach pływała statki, skracając sobie kurs żeglugi W iecie starorzecza stanowią ulu- bione miejsce zbiórek kurek wodnych i be- kasów. Poza doliną Wołgi rozciąga się rozległa lekko pofalowana równina nachylona ła- godnie ku Morzu Kaspijskiemu. To Ju2 prawdziwy step, olbrzymie połacie porośmę* te wysoką pierzastą trawą — ostnicą ko sfalowana trawa, kołysząc się w podmu chach wiatru, żywo przypomina morze i do morza najczęściej jest porównywana ^Y da je się, że ciągnie się bez końca. Z rzadka tylko tu i ówdzie monotonię tych wielkie 36
Wołga omija Wyżynę Nadwulzartskij od wschodu Dlatego jo| prawy zachodni brzeg je»» na tvra oacinku wysoki a lewy niski I plaski połaci przerywa kępa karłowatych drzew Tu i owdzie w różnych kierunkach ciągną się ginące raz po raz wśród drzew brunatne linie dróg stepowych. Długo trzeba szukać wzrokiem, aby wśród tej jednostajnej płasz- czyzny dostrzec przycupnięte gdzieś w wą- wozie zabudowania Gdyby przyjrzeć się te- mu z bliska, dostrzegłoby się tu » ówdzie pola dyń i olbrzymich arbuzów Roman Bipsiadu Z biegiem Wołgi. Warstwa J964, Wię- dła Powszechna. s. 124—125. 37
Tdjg.i rozci<ig.i sp; na olbrzymich przestrzeniach Eurazji od Wołgi po Daleki Wschód 11. TAJGA URALU Wysokie rozrosłe limby, sosny i jodły, gdzieniegdzie smukłe białe brzózki. Na lewo wartki nurt rzeki. Podszycie stanowi trawa oddająca naszym spodniom i obuwiu obfity zapas wilgoci Tajga gęstnieje, ścieżka znika. Co chwila przechodzimy przez leżące pnie drzew po- rośnięte mchem i trawą. Obchodzimy olbrzy- mie drzewa z bajecznie poplątanymi gałęzia- mi. Przeciskamy się między gęsto rosnący- mi świerkami, które chłoszczą nas niemiło- siernie po twarzy i rękach. A gdy takie przedzieranie się zaczyna nam szczególnie dokuczać, wychodzimy na brzeg rzeki. Te- raz. po okrągłych kamieniach, idzie się o wiele lżej Ale oto zakręt rzeki. Woda zbliża się do wysokiego brzegu porośnięte- go gęsto krzewami. Znów zmuszeni jesteśmy zagłębiać się w ciemny gąszcz. (...] A Strefa tajgi skończyła się na wysokości 700 metrów. Znajdujemy się w tundrze vry* sokogórskiej. Po kilku kwadransach męczą* cej wspinaczki jesteśmy na szczycie Gump- kapaj (1152 m n.p.m.) — w miejscu, gdzie zbiegają się trzy granice administracyjne Autonomicznej Republiki Korni, obwodu * swierdlowskiego i obwodu permskiego. Plat- forma góry pokryta jest bryłami kamieni białych od chrobotka. W szczelinach usado- wiły się wątłe gałązki płożącej się po ziemi brzozy karłowatej. Co kilkaset metrów roz- siane są jakieś dziwne budowle kamienne wysokości trzech lub czterech metrów przy- pominające ruiny średniowiecznych zam- ków Podchodzimy do jednej z ,,budowli". Te- raz widać, że to skalny świadek dalekiej przeszłości starego Uralu. Stoimy poważni, pełni podziwu dla przyrody i jej tworów. Nagle nadciąga czarna chmura Po chwili znajdujemy się we mgle i możemy doświad- czyć na sobie „przyjemności" drobnego deszczu Nakładamy swetry i sztormówki ’ z kapiszonami, po czym szybko schodzimy w doł. Zbocze góry zmienia się w szeroki strumień wody deszczowej. Mokniemy rów- nocześnie od góry i od dołu Przypadek z deszczem na szczycie Uralu u rosi do rangi symbolu Azja pożegnała nas słońcem, rodzinna Europa powitała desz- czem (...) Deszcz pada i pada Ruszamy brzegiem Wiszery. Na naszej drodze ciemne chaszcze, mokra wysoka trawa, wiatrołomy, popląta- ne gałęzie i korzenie wywróconych drzew, strumienie, które przechodzimy w bród nie zdejmując obuwia — przecież i tak jest ono zupełnie mokre. Dzięki dużej ilości opadów po europej- skiej stronie Uralu rozrosły się wspaniale metrowej wysokości paprocie. Pod nogami mamy nieprzerwaną łąkę czarnych jagód Niekiedy kilometrami grzężniemy w bag- nach, to znów przekradamy się wśród za- rośli górskiego zbocza. Na domiar złego oziębiło się i spadł pierw- szy śnieg. Bardzo nas zdziwiła bujna trawa pokryta białą warstwą śniegu w dniu 1 września Znajdujemy się na północnym Uralu, wśród przyrody 62 równoleżnika. Nareszcie piękny pogodny dzień, niebo czyste, błękitne. Las tonie od rana w powo- dzi promieni słonecznych. Przyroda nabiera dziwnego uroku, lekkości kształtów, prze- zroczystości struktury. Trudno opisać pięk- no barw jesiennej szaty Uralu. Ciemnozielone, z błękitnym odblaskiem świerki, jaskrawozielone jodły, rozłożyste 39
Bogactwem Syberii jest ropa naftowa. Szyby naftowe „wdarły się" w tajgę syberyjską 1 pełne powagi limby, a między nimi nieśmia- ło wciśnięte złotolistne brzózki... Wysokie, przezroczyste w promieniach słońca paprocie skrywają nas prawie całko- wicie, soczyście zwilżając odzież i plecaki, to znów rozstępu ją się, odkrywając szem rżą- ce strumyki pędzące z ogromną szybkością. Zieleń lasu ustępuje. Przed nami żółtozie- lone, pomarańczowe i czerwone polanki po- rośnięte śnieżnobiałymi brzózkami. Pod no- gami bulgoce woda, z góry przypieka słon- ko, w duszy radośnie i ciepło. Słychać z daleka szum górskich strumie- ni. Wartkie i gwałtowne z hukiem przeta- czają wodę po wymytych do czysta głazach. Janusz Fuksa Tajga Uralu. „Poznaj Świat". 1960 nr 8. s. 3—6. Rozdział II CO NOWEGO W ROLNICTWIE? IZ ZWYCIĘSKA WALKA HOLENDRÓW Z MORZEM KRAJOBRAZ POLDERÓW Termin „polder" znany był juz w począt- kach XIII wieku, gdy zjawił się jako nazwa pewnej miejscowości. Prawdopodobnie miej- scowość ta odznaczała się szczególnymi ce chami położenia, skoro w wieku XIV użyto tej samej nazwy do określenia ocalonyc od zagłady, zabezpieczonych i zagospodaro wanych wycinków powierzchni. Daty wpisana na mapce okr&la/ą czas osuszania poiderów | osuszante Q zagospodarowywanie Dziś określenie „polder" ma treść jed- noznaczną. Jedną z zasadniczych cech pol- deru jest jego pełna niezależność od przy- ległych obszarów. Jest to teren otoczony tamami, nie przyjmujący żadnych obcych wód poza wodami opadowymi. Poldery mają własny poziom • wód, regu- lowany sztucznie zależnie od potrzeb gospo- darki. Sieć wód w polderze tworzy jakby system nerwowy tego obszaru, niesłychanie 41
Polder W.eriniennee: w Holandii. Zwróć uwagę na reguł i my układ działek wrażliwy na wszelkie, najlżejsze nawet wa- hania wod, wywołane nadmiarem opadów lub zbyt silnym parowaniem. Obsługa wód polderu wymaga stałej czuj- ności, a równocześnie znajomości sposobu użytkowania polderu i związanych z tym wymagań w zakresie głębokości zwierciadła wód gruntowych. Obszary pastwisk np. wy- magają wód płytszych — na głębokości 40 cm, natomiast dla pól uprawnych utrzy- muje się wody na głębokości 75—125 centy- metrów. Poldery zajmują obecnie około ‘/a obsza- ru całej Holandii, a powierzchnia przepro- wadzonych przez me kanałów obejmuje «/io powierzchni każdego polderu Krajobraz polderów jest całkowicie sztucz- ny, wykształcony przez człowieka Panują w nich linie proste, wyznaczone przez ka- nały, drogi i granice poszczególnych dzia- łek Tak więc poldery robią wrażenie sza- chownicy o bardzo regularnych polach Obok sieci drobnych kanałów, służących do regulacji wód, na każdym polderze istnie- ją kanały żeglowne. 1 Przejazd przez poldery dostarcza czasem niesamowitych wrażeń Często poziom wód w kanałach, obwałowanych solidnymi tama- mi i groblami, jest wyzszy, niż poziom dróg, lak że po prostu „czuje się” tę masę wód, która — bez kontroli — mogłaby grozić za- lewem. Przybysze z innych krajów muszą przyzwyczaić się do widoku statków, które płyną wyżej niż poziom szosy idącej wzdłuz kanału Regulowanie poziomu wody w pol- derach odbywa się za pośrednictwem pomp, śluz i zastaw Odpływ wód jest tutaj wy- łącznie sztuczny. Jeśli polder leży wyżej od najniższego stanu morza podczas odpływu, to odprowadzanie nadmiaru odbywa się przez zastawy normalnie — na zasadzie gra- witacji Podczas przypływu zastawy zamy- ka się. Jeżeli natomiast polder leży niżej od najniższego stanu morza, wodę trzeba wy- pompowywać sztucznie. Dawniej pompowanie wody odbywało się przy użyciu wiatraków, nie zapewniały one jednak dostatecznie szybkiego obniżenia po* ziomu wody i nie chroniły dostatecznie poi* deru przed zalewem Zastąpiono je w wie- ku XIX pompami parowymi, obecnie z*s powszechnie stosuje się pompy elektryczne Wiatraki — ów charakterystyczny element krajobrazu Holandii i symbol nieustający czujności człowieka w zmaganiach z wo- dą — to dziś już tylko obiekty zabytkowe- Najstarsze istniejące do dziś poldery P° chodzą z XV, XVI i XVII stulecia, l-l WYŚCIG Z MORZEM Prace nad zamykaniem zatoki Zuider Zee rozpoczęto 1 maja 1919 roku, zakończono 28 maja 1932 roku Pierwszy etap to prze- prowadzenie krótkiej stosunkowo tamy Amsteldip, łączącej zachodni kraniec wyspy Wieringen z lądem Drugi etap, o wiele trudniejszy, obejmował budowę zasadniczej lamy długości 30 km zamykającej zatokę Pracę nad zamykaniem zatoki rozpoczęto na pełnym morzu równocześnie w sześciu punktach. Trzeba było pokonać olbrzymie trudności, wynikające przede wszystkim z nierównej głębokości morza. Istniejące na Morzu Wattów (Waddenzee) kanały * pod- wodne były często rówmoległe do projekto- wanej tamy. Ponadto w miarę postępu prac przybierały na sile ataki tal, koncentrując Budowa tamy w Holandii się na przerwach w usypywanym wałe Przerwy te umacniano opuszczoną na dno faszyną, obciążoną kamieniami Szczególnie silne ataki miały miejsce w okresach przy- pływów, zwłaszcza w czasie sztormów, któ- re w czasie trzynastu lat budowy tamy kil- kakrotnie zagrażały zniszczeniem rozpoczę- tych prac. Początkowo tama składała się z dwóch równoległych wałów jeden z nich zbudo- wany był z gliny morenowej z kamieniami, drugi z iłu ze żwirem Materiał ten wydo- bywano po prostu z dna zatoki Zuider Zee. a środek tamy wypełniano piaskiem Pra- ca miała charakter nieustannego wyścigu z morzem, które stale porywało część usy- panego materiału. Było przy tym wiele mo- mentów dramatycznych. Ostatnią przerwę zamknięto 28 maja 1932 42 43
roku o godzinie 13. Syreny ogłosiły zwy- cięstwo zatoka Zuider Zee przestała istnieć, powstało jezioro Ijssel. W miejscu zam- knięcia ostatniej przerwy wzniesiono pom- nik — wieżę widokową. W poziomie morza lama ma 90 metrów szerokości. Zrobiono na niej autostradę, dro- gę dla rowerzystów, pas dla pieszych, po- zostawiono miejsce na tor kolejowy. Dwa- dzieścia pięć zastaw wbudowanych w tamę reguluje poziom wody w jeziorze Ijssel Dzieło tworzenia nowych polderów w obrębie jeziora Ijssel rozpoczęto jeszcze przed zamknięciem głównej tamy — od wy- dzielenia polderu eksperymentalnego o po- wierzchni 40 ha koło Andijk. Przeprowadzo- no tam studia dotyczące techniki osuszania i odsalania gruntu, nawożenia, kolejności upraw. [...] ZAGOSPODAROWANIE POLDERÓW Rolnicze zagospodarowanie polderów ho- lenderskich obejmuje prace, których rodzaj i kolejność ustalono na polderze doświad- czalnym. Jedną z podstawowych czynności jest odsolenie gruntu. Odbywa się ono prze- de wszystkim przez równoczesne osuszanie i przepłukiwanie gleby wodą doprowadzoną ze strefy jezior obwodowych, wysładzanych przez dopływy ze „starego lądu", a zwłasz- cza przez rzekę Ijssel. Pewną rolę odgry- wają w tym procesie również wody opado- we. Zawartość soli w glebie likwiduje się ostatecznie przez stosowanie uprawy roślin dobranych w określonej kolejności oraz przez odpowiedni system nawożenia. Pro- blem zasolenia gruntów jest jednak stale aktualny, nawet na polderach już użytko- wanych rolniczo, ze względu na nieustan^ podsiąkanie wód gruntowych powiązanych z ramionami Renu, które dzięki przypłyWorn morza zawierają stosunkowo duży procent soli. Cykl prac przygotowawczych przed roz- poczęciem normalnej uprawy trwa trzy lata Rozpoczyna go uprawa roślin łąkowych, p0 czym następuje uprawa warzyw lub jęcz- mienia. W trzecim roku można już zasiewać pszenicę. Odbywa się to na koszt państwa Obsiewa się systematycznie wielkie po- wierzchnie pól nie podzielonych jeszcze na działki. W tym etapie gospodarka jest cał- kowicie zmechanizowana — uprawa obej- muje ogromne powierzchnie terenów jesz- cze zupełnie bezludnych. Po trzech latach, gdy ziemia jest już goto- wa do eksploatacji, następuje podział grun- tów na działki, zaczyna się przydział ziemi, organizuje się osadnictwo Rozwój osao- nictwa na nowych ziemiach jest przedmio- tem szczególnej opieki państwa. Wyraża się to między innymi w szczegółowych stu- diach * urbanistycznych i socjologicznych, które poprzedzają instalowanie osadników na każdym z nowych polderów. Polder mu- si być tak urządzony, żeby ludzie, którzy tu przyjdą, znaleźli środowisko, w którym bę- dą mogli zyć i pracować normalnie. Plano- wanie obszaru, na którym osiądą nowi mieszkańcy i na którym powstaną nowe więzi społeczne, musi więc być bardzo do- kładne. Anna Dytikowa: Zwycięska walka Holendrów z mo- rzem. „Poznaj Świat" nr 1, s. 31—32 oraz 1968 nr 2, s. 26. 13. W DRODZE DO LIPSKA Po opuszczeniu Meissen jeszcze kilkana- ście kilometrów jechaliśmy doliną Łaby. Krajobraz doliny był podobny do odcinka między Dreznem a Meissen. Dnem doliny spokojnie płynie uregulowana rzeka, a pola uprawne schodzą tu aż na sam brzeg, wyko- rzystując żyzne napływowe gleby. Gdzie- niegdzie nad rzeką zachowały się resztki lasów łęgowych ♦, przeważnie olchowych. Miejsca podmokłe zajęły zmeliorowane łą- ki. Zbocza doliny są na tym odcinku dość strome Wycięte są one przeważnie w por- firach * lub sjenitach, na których leży war- stwa lessu. Jest to tak zwany masyw Spaar- gebirge (czytaj: Szpargebirge), przez który przebija się Łaba. Zbocza te wykorzystane są przez sady, winnice i ogrody. Pod krawędzią zboczy rozciąga się łagod- nie sfalowana równina pokryta glebami piaszczysto-lessowyml. Żyzność tych gleb predysponuje okręg położony na północny zachód od Meissen (czytaj: Majsen) do odegrania ważnej roli w rolnictwie NRD. Gdy do tego dodamy jeszcze z jednej stro- ny korzystne warunki klimatyczne z dość dużymi opadami (600—700 mm rocznie) oraz 45 44
7 i-wc har....'"4M pian przy uptówtę buraków a: 'wacb w XF_D temperaturę średnią najzimniejszego miesią- ca (stycznia) nie spadającą poniżej —1 °C, o i drugiej strony bliski rynek zbytu, jaki sumowi Drezno i Meisscn, oraz dobrą ko- murr.kację, jasny staje się takt, ze okolice te należę do najł atszych rejonów rolni- czych NRD Po minięciu niewielkie) osady Zehren Irr ta । Cerem) wydostaliśmy się na pagór- kowata wyżynę położoną na wysokości ISO—2ó0 metrów n.p.m Krajobraz zmienił « Za nami pozostała malownicza dolina Laby przed nami zaś leżała łagodnie sfalo- wana wyżyna, pokryta grubą warstwą utwo- rów piaszczysto-gliniastych Jest to urodzaj- na kraina drogi widać było |uż f iarslw rolnych na kraina pszenicy jęczmienia i buraków cukrowych Kiedy przejeżdżaliśmy tarn^. dy, było już po żniwach Po obu stronach drogi widać było już podorane rżyska. korJ trastujące swą żółtoszarą barwą z zielonym; polami buraków cukrowych, ziemniaków lub różnych warzyw Gdzieniegdzie w tej mozaice poletek zjawiały się pola ogromne, długo ciągnące się lany monokultur •, nale- żące do państwowych gosj | | Szosa przecięła Muldę, lewy dopływ Laby, który’ zbierając wody Zwikauer (czy taj Cwikauer) Muldę i Treiberger (czytaj Frajberger) Muldę, mesie duże ilości wody tak potrzebnej dla okolicznego przemysłu Mulda płynie tu szeroką doliną. Dno jej wy- pełniają gleby złożone z nanosów rzecznych Widać, że są one bardzo wilgotne, gdyż po- la uprawne me schodzą az na dno doliny, lecz wysłana jest ona zielonym kobiercem łąk, urozmaiconym gdzieniegdzie kępami lasu lęgowego. I znów jechaliśmy dalej bogatą rolniczą krainą, która stopniowo zaczęła się zmie- niać. przechodząc w podmiejski obszar Lip- ska Zaznaczyło się to wyraźnie w upra- wach coraz większe powierzchnie zaczęły zajmować warzywa, wypierając zboza i bu- raki cukrowe Coraz więcej domów miało charakter podmiejski. Ogrody i sady pełne czereśni, jabłoni i śliw towarzyszyły nam az do przedmieść Lipsku. Jadwiga i Stanisław Lert' czyccy Prrcz Sałc*00^ Harc I Turyngię. 1961, Władza Pow«erhtw>. 5. 61—€S. H. POMARAŃCZOWE ŻNIWA Dla każdego, kto zwiedza Sycylię, kraj- obraz Równiny Katanskiej jest dużym zasko- czeniem. Sycylia to wysp>a wybitnie górzy- sta Całą jej powierzchnię pokrywają nie- regularne, bogato rozczłonkowane łańcuchy gór i wzgórz, które niemal wszędzie docho- dzą do morza lub przynajmniej są z bizegu dobrze widoczne Jedynym wyjątkiem jest właśnie Równina Kalańska — Piana di Ca- tania (czytaj Piana di Katania) Jest płaska jak stół, wzrok biegnie daleko, aż po prze- ciwległe przymglono sylwetki otaczających ją wzgórz. |...| Dziwna jest ta równina nie tylko ze wzglę- du na kontrast z zółtozielonkawym krajobra- zem gór sycylijskich. Dziwna jest i dlatego, że nie ma na jej powleizchni ani jednego miasta. Większe skupiska ludzkie wciskają się w wąskie doliny wśród gór, wspinają się tarasami na płaskowyże, a nawet nu dość strome stoki. Na północy, między kolosal- nym stożkiem Etny i brzegiem morza sto- lica prowincji Kalaniu oraz uczepione pod- nóża Etny Misterbianco I Paternó. Nu po- łudniu Carlentini (czytaj' Karlentlni), Lenti- ni, Scordla (czytaj Skordia) i Palagonia Na samej zaś równinie spotyka się najwyżej pojedyncze fermy ukryte za żywopłotami opuncji • lub małe rozproszone wioski, z któ- rych zaledwie kilka zasługuje na zaznaczę nie na mapie. Dziwna jest ta równina, jadąc bowiem którąkolwiek z przecinających ją szos moż- na me spotkać ani jednego człowieka Po obu stronach drogi ciągną się ogromne sa- dy równe rzędy drzew, płoty z drutu kol- czastego, żywopłoty lub tylko rowy oddzie- lające plantację od drogi. Czasem tylko na jałowych pastwiskach, których me objęli jeszcze w posiadanie wielcy plantatorzy spotyka się małe stadko owiec Czasem w cieniu przydrożnego drzewa drzemie nie- ruchoma postać. Kaszkiet nasunięty na oczy, czarny zmięty i wyplumiony garnitur, nie- ogolona twarz. W rękach staroświecka dwu- rurka • Sylwetka jakże charakterystyczna dla Sycylii 1/ maiiuso — zbrojny najemnik wielkiego właścicielu ziemskiego (. | Na wiosnę, w porze kwitnienia sadów, nie kończące się ogrody przedstawiają widok niezwykły. Białe kwiaty prawie zupełnie przesłaniają zieleń listowia i z daleka plan- tacje wyglądają jak przyprószono śniegiem. Delikatna, lecz silna woń kwiatów pomarań- czowych unosi się nad sadami i drogami Gdyby ktoś zaryzykował drzemkę w cieniu kwitnących drzew obudziłby się z piekiel- nym bólem głowy* Lecz nie ma obawy —
i wstęp do sadów wzbroniony, na straty stoją ludzie w kaszkietach 1 ze strzelbami Ledwie tylko opadną delikatne płatki po- marańczowych kwiatów, koloryt krajobrazu zmienia się radykalnie teraz dominuje so- czysta zieleń 1 właśnie ta barwa odróżnia zdecydowanie Równinę Katańską od typo- wej ala Włoch, szarawej tonacji lasów oliw- kowych. zołtawoszarego pejzazu górskich lasów i zarośli, od ciemnozielonej perspek- tywy winnic Zaledwie opadną płatki kwiatów 1 na drze- wach formuję się zawiązki owoców, na skra- ju sadów’ zatrzymują się codziennie „Fiaty" i .Alfa-Romeo". Między rzędami drzew przechadzają się dzierżawcy. Oglądają u- waznie młode owoce, snu ją horoskopy na te- mat przyszłego urodzaju Właściciele ogrom- nych sadów nie odwiedzają ich w ogóle — aż do przyszłej wiosny. Zgodnie z tradycją bowiem na wnosnę spisuje się umowy dzier- zawme, przy czym całe ryzyko spada na giar- dirueri (czytaj: dżiardinieri), tj. dzierżąw- ców. [_] Późną jesienią sady dojrzewają. I oto znów następuje zmiana w krajobrazie: po- marańcze wiszą wrśród gałęzi tak gęsto, że ich charakterystyczna jaskrawa barwa staje się dominującym kolorem równiny. W po- wietrzu unosi się ostry zapach oranżady i pomarańczowych landrynek. Giardiniero bada codziennie stopień dojrzałości owo- ców Nadchodzi grudzień i oto puste do- tychczas sady zaroiły się ludźmi — zaczęły się pomarańczowe żniwa. Niektóre gatunki zbiera się zresztą dopiero w styczniu, a na- wet w lutym. Praca jest szybka, prawie bez wytchnie- nia. Czoło zrasza się potem, na koszuli wy- stępują ciemne plamy. Dłuższą chwilą wy- tchnienia jest tylko przerwa na drugie śnia- danie. Giardiniero krąży po sadze, kontro- luje jakość pracy, pogania brygadzistę, ten zaś z kolei robotników. Trzeba się starać i zwijać, dwoić i troić. Każdej jesieni w małych miasteczkach oka- lających równinę jest dwa razy więcej chętnych do pracy przy zbiorach niż wol- nych miejsc. Sycylia zawsze cierpiała na no- toryczny nadmiar rąk do pracy. Ludzie z tych miasteczek wyjeżdżają wczesną wiosną na północ: do Turynu i Mediolanu, do NRF i Szwajcarii, do Anglii. Oni to właśnie równają nasypy pod autostrady, kopią doły kanalizacyjne, pracują jako nie- wykwalifikowani robotnicy na budowach Rzymu i przy regulacji rzek Niziny Padań- skiej. Ale większość z nich powraca do do- mu późną jesienią, żeby — jak co rok — zbierać złociste owoce z sadów pomarańczo- wych. Giardiniero nie angażuje robotników bez- pośrednio. Zawiera umowę z brygadzistą, tj. z capo (czytaj, kapo). Ten dobiera sobie ro- botników, zwykle sąsiadów, krewnych, zna- jomych. Sam zresztą pracuje na równi z in- nymi. Jest to zawsze człowiek starszy, doświadczony, dobrze znający się na poma- rańczach i mandarynkach. Praca jest nie tylko wytężona, nie tylko ciężka. Wymaga, ostrożności i uwagi. Giardiniero płaci dniów- kę. Jeśli wydajność będzie niska, potrąci kary, zmniejszy premię dla capo. To samo uczyni wówczas, gdy na stercie odpadów nazbiera się zbyt wiele owoców stłuczonych lub niedojrzałych. A więc ostrożnie i roz- ważnie! Bo w przyszłym roku giardiniero poszuka sobie innych ludzi. Przemysław Burchard Po- marańczowe żniwa „Poznaj Świat". 1965 nr 2, s. 29—3* 48
15. NA BAŁKAŃSKICH* HALACH (...) Jedziemy samochodem na przełęcz w głównym grzbiecie Wracańskiej Płaniny (położenie Wracy zaznaczono na mapce na s. 23) i na jedną z hal w jej rejonie. (...) Wkrótce wjeżdżamy w mgłę, która od razu staje się gęsta. Droga biegnie nadal la- sem bukowym. Za jednym z zakrętów, w ja- kimś niczym nie odznaczającym się punkcie, przewodnik zatrzymuje samochód i wysia- damy. Kierowca otrzymuje wskazówkę, gdzie ma czekać, a my idziemy w las na przełaj. Listeczki bukowe szeleszczą pod no- gami jak w piękniejszych partiach naszego karpackiego regla dolnego, a tu jesteśmy przecież na wysokości 1400 m. Mgła jest ja- kaś inna niż w Karpatach. Otula nas szczel- nie gęstą zasłoną, a przy tym nie jest zimno. Czuję się jak gdyby w jakiejś cieplej chmu- rze. Po kilkuset krokach wychodzimy z lasu na polanę. W pewnej chwili zagradza nam drogę niski murek kamienny, a za nim brzeg zbiornika wodnego, którego rozmiary ukry- wa przed nami gęsta wata mgły. Jest to staw położony w naturalnym zagłębieniu, warunkujący stanowisko owczarzy. I rzeczy- wiście po obejściu stawka wyłania się przed nami słomiany dach. Ale jeszcze nie wiem, co to za budynek Dopiero po chwili wyry- wam mgle tajemnicę i dostrzegam zespół urządzeń służących jako pomieszczenia dla owiec, dla bałkańskiego bacy i jego juha- sów. Na polanie wśród pojedynczych wysokich buków stoją dwa ułożone w podkowę sło- miane pomieszczenia dla owiec, z jedno- stronnym daszkiem i jedną ścianą biegnącą od strony zewnętrznej, wewnętrzna nato- miast strona jest ogrodzona żerdziowym płotem. W środku na udeptanym błotnistym placu owce. Między tymi dwoma pomiesz- czeniami stoi słomiany szałas-namiot, miesz- kanie pasterzy. Wylot blaszanego komina "wróży obecność piecyka, który rzeczywi- ście jest wewnątrz. Prócz tego znajduje się * — Na wielkim lądzie Przełom rzeki Jskyr przez góry Bałkan. Tędy wie- dzie droga z Sofii na Wracańskę Płaninę tam prycza do spania, zarzucona wełniany- mi derkami samodziałowymi, nieduży stół na palach oraz charakterystyczne taborety na trzech nogach. Wnętrze jest ciepłe. Szałas szczelnie otu- lony słomą chroni całkowicie od zimna. Mieszkańcy tez są ciepło ubrani. Mają gru- be zgrzebne koszule, watowane fufajki i ta- kież spodnie. Jedyną tradycyjną sztuką gar- deroby są sznurowane kierpce oraz do pewnego stopnia koszula i baranie czapy na głowach. Hala ta nazywa się Gowedarnika. Stano- wisko prowadzone jest przez pasterzy ze spółdzielni podgórskiej. W góry przyszli w tym roku 24 maja i przypędzili przeszło 700 owiec. Jeszcze 500 ma przybyć nieba- wem, przyjdzie tez trochę bydła. Przeważa- jącym typem są tzw. owce meryno-fleisz. Hoduje się je głównie na mięso. Zaciekawiło mnie, skąd wzięli tyle słomy na pokrycie pomieszczeń dla siebie i dla owiec. Otóż przywieziono ją z dołu. Ten typ osadnictwa pasterskiego jest charaktery- styczny dla niższych partii górskich i dla terenów nizinnych. Wyżej w górach ma- teriałem budowlanym jest drzewo; dach pokrywa się czasem płytami eternitowymi przywożonymi z dołu. Stanisław Berezowski. Na bałkańskich halach. „Poznaj Świat". 1958 nr 7, s. 18—20. 49
200hm o 16. PODRÓŻ PRZEZ STEPY BARAGANU Z Bukaresztu do Konstancy nowa linia kolejowa biegnie na wschód prościutko jak strzelił Wokół równiny, zupełnie płaski krajobraz Multanów. To właśnie stepy Bara- ganu Przed stu laty tylko bujna trawa po- rastała te urodzajne ziemie, a dziś to główny obszar uprawy pszenicy i kukurydzy Żyzne lessowe gleby i praca człowieka sprawiły, że obszar ten stał się dziś prawdziwym spichlerzem dla Rumunii Na próżno wzrok szuka oparcia, nigdzie lasu, brak drzew, na- wet nie ma zarośli. Z rzadka tylko migają kompleksy zabudowań państwowych gospo- darstw rolnych, po rumuńsku Gospodarii Agricole de Stat (w skrócie GAS) lub no- we, murowane domy rolników zrzeszonych w rolniczych spółdzielniach produkcyj- nych — Cooperative Agricole de Productie (czyli CAP). Na wielkich połaciach pól bez miedzy pra- cują traktory. Już zebrano pszenicę, a zie- mię trzeba przygotować pod nowy zasiew. Pszenica jest właśnie podstawowym zbozem chlebowym w Rumunii, codziennym pieczy- wem jest chleb biały — pszenny. Pszenicę uprawia się głównie w strefie nizin i przed- górzy Nizina Wołoska dostarcza blisko 40°/o krajowej produkcji tego zboża. Pszenicy na polach już nie ma, ale jeszcze zieleni się kukurydza 1 żółcą słoneczniki. Ze wszystkich zbóż Rumuni uprawiają najwięcej kukurydzy. Prawie połowę po- wierżchni zajętej przez wszystkie zboża obsiewa się kukurydzą Stanowi ona dla lud- ności wiejskiej codzienne śniadanie w po- staci „mamałygi”, a również podawana jest bardzo często do mięsa lub zupy zamiast ziemniaków Jest to na gęsto ugotowana kasza kukurydziana, którą spożywa się ze śmietaną, mlekiem, jajecznicą lub ze słoni- ną. Ale poza spożyciem kukurydza ma zasto- sowanie jako surowiec w przemyśle spo- żywczym, używa się jej bowiem do wyrobu alkoholu, krochmalu, oleju i nawet cukru. Zupełnie niecodziennym dla nas wido- kiem są rozległe pola złocistych słoneczni- ków. Jest to roślina, która wśród upraw oleistych zajmuje w Rumunii pierwsze miej- sce. Została ona przeniesiona z Rosji, w po- łowie XIX wieku i ponieważ znalazła na ru- muńskich glebach dobre warunki, uprawa jej znacznie się tu rozwinęła. Właśnie wschodnia część Niziny Wołoskiej oraz Dobrudża i Mołdawia są obszarami inten- sywnej uprawy słonecznika. Słoneczniki są wielkie, dorodne, ale zeschłe ich liście, spQ' kana gleba spragnione są wilgoci. Mono- tonię rozległych pól od czasu do czasu urozmaicają stada bydła i owiec u wodopo- ju przy studni z żurawiem. | W tej części kraju opady są bardzo małn< lata gorące, a zimy ostre. Multany bowien* odznaczają się suchym kontynentalnym k 1 matem. Opady średnio wynoszą od 400 Zbiór zboża na Muitanach 500 mm. Bywają jednak lata, że nawet nie osiągają tej ilości. Średnia temperatura stycznia wynosi —2,5°, lipca 23° Często jednak upały, zwłaszcza w sierpniu docho- dzą do 40°. Ciepła i pogodna jest również jesień. Prawdziwą jednak klęską dla tej wschodniej części Niziny Wołoskiej jest zimny i suchy wiatr północno-wschodni tzw. i»Crivatul". W zimie powoduje gwałtowny spadek temperatury i zawieje śnieżne. Nie- kiedy bywa tak gwałtowny, że czyni wielkie spustoszenie, wywraca drzewa i zrywa da- chy. Daje się on odczuć nawet w samym Bukareszcie, jak to miało miejsce w okresie ciężkiej zimy w 1962 r. W lecie natomiast przynosi upał i suszę. Jeśli okres suszy prze- dłuża się do kilku tygodni, rolnictwo nara- żone jest na olbrzymie straty. Dlatego też podjęte zostały prace mające zapewnić na- wodnienie upośledzonych pod względem wilgotności obszarów. Janina Kremky-Salonl: Ru- muńskie wakacje PZWS * (w druku). 50 51
I Rozdział III SKARBY WYDARTE ZIEMI » ' 17. BARDZO DZIWNE MIASTO Jest tu zimno i do domu daleko. Z War- szawy dalej jest w linii prostej do Kiruny niz do Ankary — stolicy Turcji. Cyrkiel, który swymi nóżkami zapamiętał odległość między Warszawą a Kiruną, wędruje dalej po mapie mówiąc, że to miasto w Laponii jest od stolicy Polski niemal tak odległe, jak Tunis czy Kazań. Kolejowym szlakiem jedzie się z Warszawy przez Sassnitz (NRD) promem do Trelleborga i Sztokholmu 1663 km, a później jeszcze elektrycznym ekspresem „Strzała Północy1' — łącznie po- nad trzy tysiące kilometrów Niedaleko stąd — w północnym sensie tego słowa — leży Narvik, norweski port, który wszedł do 52 pamiętnymi bojami wojsk w roku 1940. Jesteśm) historii podhalańskich 140 km za północnym kołem podbieguno- wym. A oto kilka informacji o Kirunie, któ- re — moim zdaniem — upoważniły reporte- ra do podtytułu „bardzo dziwne miasto ...Kiruna jest najbardziej rozległym mia- stem świata. Powierzchnia miasta wynosi 13 181 km2, czyli więcej niż obszar całeg0 województwa szczecińskiego Zaludnienia półtora mieszkańca na km2. Odległości " mieście dochodzą do 200 km ...Każda taksówka ma przeto radiotelefon ___!_•_ __ _ •__ _____ Jk’ — kandydat na pasażer Polski szofer podaje co pewien czas swoje tualne położenie Jedno z osiedli górniczych w Kirunie. Stąd tylko 100 telefonuje do dyspozytora taksówek, który wysyła po niego ten wolny wóz, który jest najbliżej wzywającego. Polecenie przekazu- je dyspozytor oczywiście przez radiotele- fon. Nawiasem mówiąc, mieszkańcy Kiruny nie płacą gotówką za taksówki, ale czekiem wystawionym przez przedsiębiorstwo tak- km do koła podbiegunowego sówkowe. Po przybyciu do celu — pasażer wręcza szoferowi czek, na którym wypisuje należność wybitą przez licznik. Co miesiąc dostaje podpisane przez siebie czeki, tak jak rachunek za prąd czy inne świadczenia ...Na tym wielkim obszarze miasta żyje 21 tysięcy mieszkańców, któ- nieco ponad
rych językami ojczystymi są: szwedzki, fiń- ski i lapoński. W mieście jest 21 dworców kolejowych, miejska komunikacja lotnicza (taksówki powietrzne do wynajęcia nie- zależnie od codziennego połączenia lotni- czego ze Sztokholmem), komunikacja auto- busowa, tramwajowa oraz (tylko w zimie) sanie zaprzęgnięte w reny. ...Skoro mowa o zimie — to, gdy przyby- łem tam w końcu maja, w tundrze leżał śnieg, a robotnicy układający kable na dnie jeziora — kruszyli dynamitem gruby lód. Pokrywa śnieżna leży tu przez 7 miesięcy w roku. ...Na terenie miasta znajduje się najwyż- szy (2123 m) szczyt Szwecji — Kebnekajse, dwa parki narodowe oraz wodospady ciągną- ce się na trasie 60 km. ...Noc polarna trwa tu pięć tygodni, podczas których operacji słonecznej nie ma w ogóle, a jedynie przez 2—3 godziny dzien- nie pojawia się tzw. zimne światło, przy- pominające w kolorycie nasz wczesny zi- mowy poranek. Za to w lecie mieszkańcy miasta mają dzień, który trwa 6 tygodni. Wschód słońca 31 maja. Zachód 14 llpca Nie mogłem się doczekać nocy — przez cały czas mego pobytu było zupełnie jasno. O pierwszej, nad ranem, przepisywałem w pokoju hotelowym notatki, przy biurku, z dala od okna, bez żadnego światła sztucz- nego. Pewnej nocy obudziła mnie syrena przejeżdżającego samochodu Wyjrzałem przez okno; nieprzyjemne uczucie — nie mogłem się połapać, czy przechodnie na ulicy j u z chodzą, czy jeszcze chodzą (...) SAMOCHODEM PO KOPALNI Inżynier górniczy Viktor S. Epstein nie- zależnie od nauk technicznych studiował także i slawistykę* Mówił swobodnie po rosyjsku, a zupełnie nieźle po polsku. jego umiejętności lingwistyczne* podałem jed. nak w wątpliwość, kiedy mi oświadczył ze po kopalni będziemy jeździć... samochodem Ale me, ja się me przesłyszałem ani mój rozmówca nie pomylił słów to kopalnia się zmodernizowała... Przed budynkiem dyrekcji czekał istotnie samochód z kierowcą w liberii. Po kwadran- sie byliśmy juz na terenie kopalni, a po pól godzinie jeździliśmy tym samym samocho- dem po wykutych w rudzie żelaznej chod- nikach. Co pewien czas na naszej drodze spotykaliśmy szlaban. Za szlabanem — prze- paść głębokiego szybu od windy Kierowca zatrzymywał wtedy wóz, wysiadał, naciskał guzik wzywający windę... Po chwili nad- jeżdżał dźwig („Nośność 83 tony, najwięk- sza winda w Europie, proszę panal"), win- dziarz podnosił szlaban, samochód wjeżdżał na płaską platformę i jechaliśmy w górę albo w dół na inny pokład. Wszystko to od- bywało się — zwyczajnie, jak podczas pra- cy w Szwecji — w głębokim milczeniu, przerywanym tylko uprzejmym „tack" (czy- li — dziękuję) wymienianym między win- dziarzem a jego pasażerami po każdym kur- sie W ten sposób dotarliśmy do różnych .ośrodków kopalni, byliśmy w całkowicie zautomatyzowanej hali maszyn, gdzie oko dopiero po dłuższym czasie wyłuskuje z gąszczu aparatury pojedynczego, samot- nego człowieka, który zagubiony w dżungli lakierowanych rur, osnuty lianami kabli, owiany szmerem pracujących urządzeń — kontroluje tylko, czy wszystko przebiega pomyślnie w tym podziemnym świecie. Lucjan Wolanowski Dokąd oczy poniosą 1958, Wydawnictwo MON s. 206—207 i 213—214. 54
rwusje tuuuuuwu iinęjjKu 18. O KRAJOBRAZIE ZADECYDOWAŁ WĘGIEL REŃSKO-WESTWALSKI OKRĘG PRZEMYSŁOWY Na zachód od Dolnego Renu, między rze- kami Lippe i Wupper leżą miasta jedno obok drugiego. Wszystkie one znajdują się na obszarze wielkiego, górniczego i prze- mysłowego okręgu, który należy do Pół- nocnej Nadrenii-Westwalii. Jest to Reńsko- -Westwalski okręg przemysłowy, najwięk- szy okręg przemysłowy Niemieckiej Re- publiki Federalnej. Większość miast znajduje się między rzekami Ruhr (czytaj: Rur) i Emscher (czy- taj: Emszer). Są to rzeki prawie całkiem skanalizowane. Ten zespół miast nazywa się Zagłębiem Ruhry. Jest to centrum okręgu Reńsko-Westwalskiego. KRAJOBRAZ ZAGŁĘBIA RUHRY W Zagłębiu Ruhry mieszka około 5 milio- nów mieszkańców. Tuzin wielkich miast i wiele miast średnich tłoczą się na niewiel- kiej przestrzeni. Zaledwie można zauważyć, że przechodzi się z jednego miasta do dru- giego. Tak podobne jest Zagłębie Ruhry do 55

jednego, wielkiego miasta. Rzadko tylko między osiedla mieszkaniowe i zakłady przemysłowe wciskają się pola uprawne, łąki i małe skrawki lasów. W miastach między domami mieszkalny- mi sterczą kominy fabryk, wielkie piece hutnicze, wieże chłodnicze i hałdy. Ponad miastami rozciąga się prawie zawsze gęsty welon dymów. Świeżo spadły śnieg otrzy- muje natychmiast pokrowiec z czarnej sa- dzy. W nocy niebo świeci płomienną czer- wienią łun pożarnych wielkich pieców hut- niczych i koksowni. Największym miastem Zagłębia Ruhry jest Essen. Z pozostałych wymienić należy Dortmund, Bochum, Gelsenkirchen, Ober- hausen i Duisburg. Nad rzeką Wupper leżą przemysłowe miasta Wuppertal i Solingen, a w zachodniej części okręgu przemysło- wego Reńsko-Westwalskiego — Kreteld i Aachen. Wszystkie miasta Zagłębia Ruhry są po- wiązane gęstą siecią dróg i linii kolejo- wych. Tramwaje, autobusy, pociągi przewo- żą robotników do miejsc pracy Długie po- ciągi towarowe wiozą kopalniaki, metalowe konstrukcje, maszyny i środki żywności. Na kanałach kursuje ogromna ilość statków i barek. Szczególnie ważny jest kanał Dort- mund — Ems. Łączy on miasto Dortmund z rzeką Ems, a następnie z portem Morza Północnego — Emden. Poza tym kanał sta- nowi połączenie między Zagłębiem Ruhry a Kanałem Śródlądowym. Największym portem Zagłębia Ruhry jest Duisburg-Ruhrort. Leży on tam, gdzie rzeka Ruhr i kanał Ren-Herne uchodzą do Renu Codziennie wpływa do tego portu wiele statków i przyjeżdżają pociągi towarowe. W portowych basenach rozładowuje się je i znów załadowuje węglem, koksem, wyro- bami hutniczymi. Również małe handlowe statki morskie dopływają tu Renem. W ten sposób Duisburg-Ruhrort stał się najważniej- szym portem śródlądowym świata. Tłumaczyła Danuta Hań- ska Z: Lchrbuch der Erdkun- de fur dic 6 Klasse (Klaus Diibbers). Berlin 1963, Volk und Wissen Volkseięjener Verlag, s. 43—44.
£Xa przemysłowych nie nu gra- ttor> p> -co tłuste gąsiMuca rur, całe pa- leczyny y»*’zftr* a la ki ryciny ch zacry- Mu, po riwue Łrancuikiej i kryją iiq » b._<acti zabudowa* iabrycznych juz na ru«a । Rude takty wyrasta- li w 1 uk*rrJxirgu osypują się na pola 'ranru?4ue F ^bobe-wny dym z kominów cduW wB^cko wspólnym płaszczem Prak- tyrzwe r* ma tez granicy dla pieszych asozr* KiM-cuac w Luksemburgu i chodzie do fabryki Francji — lub odwrotnie |...| Od i kodnr<» (czyuj R oda ni) do stolicy- ajn — rbwBMB LukMnbnrga — jest za- c<oto .4 Łffi diz.kooaLą wosą Po- czątkowo ♦«? s«b> krajobraz kominy, rury, pr/ewudy eirktryczne hałdy dymy Pod iietraq t*«ę<u ztuza rudy zelaza. to) samej, co w zagłębiu utary takim \>a powierzchni nadbudówki trybów i instalacji wyciągo- wych oraz pr.ętne piec*-. hutnicze chłodnie kcan.rtowr w«ecxn*c epc/wiie obłokami bia- łej pary, turkocące wagony, pękające og ładunków samochody ciężarowe. Jazgot ma- s. yn swąd spalenizny, mozolny trud ludz- ki — puls tego zakątka ziemi Jest to naj- młodszy krajobraz Luksemburga, serce go- spodarcze krąp — „Czarny Luksemburg" Wszystko zaczęło się w połowie ubiegłe- go wieku Rudę zelaza zaczęto wydobywać tu na skalę przemysłową w roku 1847 Sam ten fakt nie wystarczał jeszcze do gwał łownego rozwoju przemysłu Ruda była «d' mc zanieczyszczona fosforem, o zawartości zelaza zaledwie około 30*/» Z pomocą prry* szła twórcza myśl ludzka Angielski inży- nier Sydney Thomas wynalazł w roku 1878 sposób otrzymywania stali z silnie zanie- czyszczonej surówki. Jako produkt uboczny uzyskiwano przy tym doskonały sztuczny nawóz fosforowy, zwany tomasyną D-a Lotaryngii. Belgu i Luksemburga sposob Thomasa okazał się zbawienny Typowo rolniczy dotychczas kraj zaczą
uę gwałtownie pi ztobłai<v Wieyniacy ia mienUli łopaty, grabie | ko»y (Ui kdoly i świdry Na miejscu cichych tagrod <Ho> cz« nych ogródkami wyrastały rozpalone wielkie piece Rozwijały mę nowo mieiu i ottth przemysłowe Esch-sur-Ahełtc |)i<- lerdangc Dudelange Petange. Kayl, Betlam- bourg Schiflłange. Rumelangc (czytaj Es/ •sn-Alcet Differdanz Didalant Petent Ka|l Bvitambur Sidłani. Rimelanzi Najwiękne nich. Esch-wi- Alzcttc w połowie ubiegłe- go wieku miało zaledwie 3000—4000 miesz- kam uw w roku 1QI2 juz 12 tysięcy, w 1922 — 20 tysięcy obecnie 28 tysięcy a więc prawie 9* » ludności kraju Podobnie szybko rosły inno miasta Dzisiaj na tym niewielkim terytorium obejmującym 10* • ogólnej powierzchni Luksemburga mieszka połowa miejskiej ludności kraju Gęstosi zaludnienia przekracza miejscami 1000 osób na km- przy średniej dla całego kraju 130 A wszystko to ożywia martwa l chłodna ruda zelaza Mimo ze niewielką jej dośi wy dobywano Juz w czasach rzymskich, liczyć zaczęła się dopiero od niespełna stu lal W roku 1871 wydobyto zaledwie 10 5 ty» ton. ale juz w końcu ubiegłego wieku roczny urobek osiągnął 2—3 min ton Obecnie 34 kopalnie dostarczają przeciętnie b—7 min ton W przeliczeniu na czysty metal da je to 1.9—2 min ton żelaza Jednakże od jakichś trzy-uzieslu lat jest to iłów zbyt mała, żeby zaspokoić apetyty przemysłu Huty zelaza z 27 wielkimi piecami i 7 stalowniami pro- dukują obecnie 4 min ton surówki I 4.5 min ton stali Rudę trzeba sprowadzać z Francji. Szwecji i Brazylii Gdy wziąć pod uwagę, ze ilosc tę piodukuje państwo mające za- luli*vml»ufQ 7.ik|j»h freinicw *» t«c- -Al * »• ledwie 335 tys mirszkaBct.u to oŁaae nę, że jest ono największym na *wtec«- produ- centem stall na jednego tzueszka^a Nie ma możliwości zebv tak w w kę ma»ę stall spożytkował na miejscu. toteż pruw.e 90*/« produktów melalurgc i puetnyiłu me- talowego wywozi iię za granicę Zysk z te- go czerpie kraj, a icUłe mówiąc najwięk- szy potentat przemysłu ftalowego Lukitto- burga |X>tęzny koncern’ ARBED
in nu II Uh !t::u liii 20 KSIĘŻYCOWY KRAJOBRAZ Elementem bezpośrednio oddziaływają- cym na rozwoj, a raczej na kierunek roz- woju przestrzennego [Lipska] jest fakt poło- żenia [tego miasta] w centrum złóz węgla brunatnego. Fakt ten ogranicza możliwości rozwoju terytorialnego * miasta, gdyż np na południe od miasta dość blisko podcho- dzą tereny eksploatowane, które nie pozwa- lają na ekspansję * miasta w tym kierunku. Węgiel brunatny w NRD jest surowcem niezwykle ważnym. Złoża węgla kamienne- go są bowiem raczej skąpe, a jego wydo- bycie w roku 1969 wyniosło około 1,3 min ton Oczywiście ilość ta nie może wystar- czyć na zaspokojenie potrzeb gospodar- czych kraju. Toteż węgiel kamienny jest w NRD używany wyłącznie w hutnictwie i innych zakładach przemysłowych, gdzie konieczne jest otrzymywanie bardzo wyso- kich temperatur. Fakt ten spowodował co- raz to pełniejsze wykorzystanie złóż węgla brunatnego. A tego węgla jest w NRD w bród Największym zagłębiem węgla bru- natnego w Saksonii, a zarazem w NRD, jest obszar położony pomiędzy Lipskiem a Hal- Ale sam fakt położenia Lipska w tak bo- gatej w ten czarny surowiec okolicy ma również poważne ujemne strony dla miasta. Po pierwsze — przemysł węglowy zanle- 60 okolicach miasta, po czyszczą powietrze w drugie - potężne kopalnie odkrywkowi niszczę na olbrzymich przestrzeniach „X y 1"aJobraz- całą roślinność, po trze- c>e - eksploatacja złóż hamuje dalszą roz- budowę miasta. q Ponieważ, jak wspomniano, węgiel bru- natny odgrywa w Niemieckiej Republice De- mokratycznej doniosłą rolę gospodarczą, J lcemy mu jeszcze poświęcić kilka uwag emiecklej Republice Demokratycznej o ywa się około jednej trzeciej całej f ro u cji węgla brunatnego na świecie Wę- 9ie tc n wydobywa się przeważnie metodą •opa n odkrywkowych, które dostarczają . ° ° J7 /o całej produkcji. Metoda odkryw- owa opłaca się wtedy, jeśli złoża węgla nie Zcl Głęboko, a warstwy płonne’ nad *m eżące są najwyżej 7 razy grubsze od arnych pokładów Aby wydobyć w NRD fn°v° m^n tOn W(^d' trzeba w około 1 kopalniach usunąć warstwę płonną z po- •crzchni około 10 km2, grubości co naj- rnnif‘J kilkudziesięciu metrów Ziemię płonną ^pujc S1(' na hałdy, które z czasem tworzą rzymie wzgórza zalegające całe kilome- ry kwadratowe, a sięgające do 70 m wy*0' Osc (np. Espenhainer Halde). Pozbawione °ne gleby, a więc całkowicie gołe, odar- Z rósł inności podlegają łatwo erozji wód Kopalina odkrywkowa węgla brunatnego na Luzycach. Podobnie wyglądają kopalnie w rejonie Lipska u •>" m; im «U" SSB im uu»»nu mi n».. ii mi mi S<| te , , . V Mn-tów nrzeróbki węgla brunatnego w Schwaue Pumpo (czytaj Szwar- leden z największych na świecie kombinatu p cc Pumpe) w NRD 61
Znane w święcie zakłady chemiczne NRD w Leuna (czyt. Lojna), na pld. od Mersoburga( widok w nocy opadowo-splywowych oraz deflacji * pod wpływem wiatrów, które zasypują pyłem są- siednie okolice. Tworzą w ten sposób nie- użytki poprzcmysłowe, które z czasem sta- ją się plagą okolicy, a wyglądem swym przy- pominają tzw. „krajobraz księżycowy’’ Mie- liśmy sposobność oglądać go na południe od Lipska oraz w okolicach Weissenfels (czytaj: Wajsenfels) i Merseburga. Przez tę działal- ność człowiek przekształca całkowicie, a ra- czej niszczy, środowisko geograficzne Zruj- nowany krajobraz poprzemysłowy składa się z form wklęsłych i wypukłych, powstaje cała seria specyficznych antropogenicznych * form terenu. Przede wszystkim w oczy rzu- cają się olbrzymie pagóry hałd, pokrajane głębokimi bruzdami erozyjnymi * W miarę przesuwania się kopalń odkrywkowych, można częśc płonnych skał sypać z powro- tem do miejsc, z których wydobyło już wę- giel. Wtedy hałdy są niższe i bardziej pła- skie. Ostatnio, aby nie niszczyć tak potwor- nie krajobrazu, jako zasadę przyjęto zasy- pywanie wyrobisk do poziomu naturalnej 62 powierzchni. Dziś, kiedy zrozumiano, jakie spustoszenie sprawiają kopalnie odkrywko- we, aby zmniejszyć rozmiary zniszczeń, oso- bno gromadzi się zebraną glebę, zasypuje się wyeksploatowane kopalnie do poziomu dawnej powierzchni i z powrotem nakłada się warstwę gleby. Następnie sieje się rośli- ny trawiaste oraz sadzi drzewka i krzaki o małych wymaganiach edaficznych *. Mimo tych postanowień i ponoszenia większych, kosztów eksploatacji węgla brunatnego, wy- równanych i zazielenionych hałd widzi się we wspomnianych okolicach mało, natomiast „krajobraz księżycowy" dominuje i dalej rozszerza się na nowe obszary. Problem kopalń odkrywkowych jest ol- brzymi 1 coraz bardziej palący w miarę usta- wicznego wzrostu wydobycia węgla brunat- nego, tego tak nieodzownego surowca dla przemysłu NRD. Jadwiga i Stanisław Łę- czyccy; Przez Harc I Turyngię War’zJn, 1961, Wiedza Powszcchn . s. 74—77.
21 WĘGRY. KRAJ WÓD LECZNICZYCH Jednym z najciekawszych a równocześnie jednym z najwartościowszych skarbów zie- mi węgierskiej jest ukryta w głębi woda o właściwościach leczniczych. Nie ma na Węgrzech krainy, gdzie nie występuje wo- da zawierająca naturalne składniki chemicz- ne jak sód, magnez, jod czy brom. Nie ma terenów, gdzie nie występuje woda mine- ralna, czy też woda o właściwościach lecz- niczych Najczęściej są to wody gorące. Węgierskie wody mineralne znane są od 2 tysięcy lat. Znaczne miejsce, jeśli chodzi o występowanie wód mineralnych, zajmuje stolica kraju, Budapeszt. Na terenie dzisiej- szego Budapesztu jeszcze przed naszą erą były osiedla ludzkie, ponieważ już wtedy wiedziano, że na brzegu Dunaju, u podnóży gór wznoszących się nad rzeką jest dosta- tek wód. Ludy zamieszkujące te tereny (Cel- towie i Awarowie) założyły tu osiedle, w nazwie którego podkreślane było istnienie wód. (Ak-ink-nek, celtycką nazwę miasta możemy przetłumaczyć jako „Ziemia bogata w wodę"). Na miejscu tego osiedla, czy też miasta w czasach rzymskich powstało miasto Aąuincum (czytaj: Akwinkum). Ruiny sta- rego Aguincum, stolicy Pannonii są jednym z ciekawszych zabytków Budapesztu. Do znanych pozostałości z okresu kilkuset- letniego panowania Rzymian należą między innymi filary do zbudowanych z gliny rur doprowadzających wodę, tzw. akwedukty. Wykopaliska archeologiczne pozwalają nam poznać 10 kąpielisk pochodzących z czasów rzymskich. Budapeszt tym się różni od wszystkich innych stolic świata, że jest równocześnie miastem wczasowym i sławnym uzdrowi- skiem Źródła wartościowych wód leczni- czych, usytuowane wzdłuż Dunaju i podnó- ża Gór Budyjskich znane były przez Rzy- mian, a potem w średniowieczu przez Węgrów i przez Turków W czasie 150-let- mej okupacji tureckiej zbudowano kąpie- liska obok znanych już w czasach rzymskich źródeł. Do dnia dzisiejszego u podnóża gór, nad Dunajem pozostało kilka zabytkowych kąpielisk pochodzących z czasów tureckich Niezwykle różnorodny jest skład che- miczny węgierskich wód mineralnych. Prze- ważająca większość wód leczniczych zdat- nych do picia zawiera siarczan wapnia i magnezu Są to wody gorzkie. Na terenie Budapesztu obecnie istnieją 123 źródła wo- dy gorącej. Przeciętna temperatura tych wód mineralnych wynosi od 40 do 60°C, 63
•III «« bcju. rtiłr wMirc-Mse źródła dają vaft o MB^r*aiUVM do 7b*C Wigk*«O*< > wud aa >: .jecauirę akurat laka x»ka wdarr «jt. Oa kąF»li tacaDtcreJ Wód tycb a * pudfers'* wac dzięki czemu nie ira- :< » teaciw imci kcsilnych Podsla- * wvtt *4ua-'-. '- -rm * Ml termalnych* |*-sl wa* aa : va le wody te M t •ditboktyw nr T>-W Tir r*r-~ ♦ fcb irudoi kąpialiska i ho- .acsr- za spetsuają ważną rolą w lecze- ; w«£r i uł bara« ’ S .twoczesBie wy- ax w up 'M.c-Ł<p;r iska i«-czą chorych ramryfll k na mne choroby organów "ur*ui Prte*7ywa|t tu cborry n.e tylko wg- paaacy ale i cwdcouancy Wtaiaa wy^ajnoar 1 różna temperatura wtal m żródal L»_UpMi"-enrtj'-h umożliwia •ryk trryriywaaue ub c-e tylko do celów leccnicryrti a> I do zaćpa’rvwar.it licznych ckwanyc? kąpwiiaft i basenów Przyjemny k.tMit Eh»apeuu — wronaa w juana upal- na la’o i dtaga aicjswrrra jeswt, — pozwala na s urystar .* f otwartych basenów przez *» ąkw.a częsc roku kalendarzowego. Osoby • al»ar. wane korzystają z otwartych bose* row na«..?t । zumą Zimą sportowcy korzy* Ktają • krytych pływalni, chorzy nato- rr a* leczą sią w krytych kąpieliskach lecz- niczych j Ciekawy jest budapeszteński ogród zoolo giczr y Zarowno dorośli jak i dzieci odwie- dzają przede u .zyslkim basen, w którym ryją hipopotamy Ciekawe, ze te sympatycz- ne zwierzęta nadzwyczaj rzadko rozmnaża- ją się w ogrodach zoologicznych W Buoa peszcie natomiast w basenie hi papo tamo* der często widzi się malutkie bipopota tniąlka Jaka jest przyczyna £<? w Budapest cle tak często rodzą się małe hipopotamy^ Basen ich jest zaopatrywany w wodę 2 P0" bliskiego źródła leczniczego Widocznie ce- pie uroda lecznicza. zawierająca kwas *f głowy równie korzystnie wpływa na roz*^l zwierząt Kar.itc.«-«awe nsl In si arsa term aa V. ,41k r| Kizsr.wt na kWc dnw Zr<M»a lega refor.u t «we są od ubtmghrgo stulecia kw- ity to tac ją prawa mi pcm.ukiwauid Ir. tirł wady pitnej *s tym rejonie woda p • .kiwi • • j dujr u t- banLro płytko M iw>. mą a glt;b* k • C i 6 metrów V\ oda b^u w tyth studniach zh erę*tu Mnte- < jysacauna. ery nawet trum<a Dubią. wiro- wą w-jdą aradni było ołrn^nai zr studni ąiiibukn b na kilkaMft a nawet na ItMKł nw iróu W < stu lal (w okic * xł roku ttk-n cl i k oca I'*»>6| uyw-eji ono na -Mli. dxi« około r/lerdzirstu lysufcy studni Czę »i. jednak zamiast w<wly pine) re studni liyakaln gorąia u Ju Ic .»t k dzięki ta kioinu właśnie wiercr.-uu mała wiat w pał- nocno-*>i i •• h u j iz- i Alfnldu Ha|iłu».zo- boszh •siała sic. sUw ym uzdr >wigkicrn Z trzeci’ zródot. t qiębci »*c i ponad liMM metrów (ledna ze studni ma giębokoar 2032 m| tryska woda o temp < aiurzn ?0'C yc h skarbów firrał •vi*n*lrł K\u<ło t«i zawiera ju«i i brum kąpielisko awa Zbw 'owatMO taas nuwticw*- '•** W|ł«t(?t' UJ- > wc-Mwiaw*- tf:« itrj tbury<>« nowo- wsny r n i larSy (Jh ,r,mw w»pQM w k'lka hMMtów p rw»!ma jrsf <mJwk "ir.a air I f i p nr] Wgg*G* a w pf’• j»**ci ragr&T^- myt > MlOld JW roWMKl 1 t»uQ*l *9 M »D ropa nadawa gar OMSe y V» akii* po • zukiwu.n ropy gg|i sMiw adaryw# taj «wB HódU inr4h* t wjfca zydujr Są g>^«p^«dai -wcatfuwai np do (sgrarwarua : rpia-cu Joóryk wita nur» w itoryt h upco- • -warrywa Ofi/ewa się rówaaez ouMattarua M dfie są równutt r -u tka t irt^ryrb 1-ysJta woda o U*m^rator*» IŁ*C Jrdan lalha zriMlbi dajr rorzr.w tyir rw-pia > naana uzyskai pet) spalań,na wwQ a kom lennego Zanów m> g ;ąrv .wa rhdla wód l.-cn .o v« h '.o ir«l*rw - na * :«•
WiiYW kartarjwafy Prawd bu aywi.-oae W p*$£nv ,w*< b*r • r**a»oairb parku )e*t stu *UA Iw* «m Y lnu* N»** »< »* y ryrwrt^uia Ihugę cwka mw>t< wab pntiB.t । drzewo Rabindranatha Taaw«« «ivww pci*ł> luaduakiwgo Na co» taubi pMft.ka •xn') |«»l wtóra*, którym piorta daM^««4 M 90^ I ,a luia<ie U*wwb w* rtMdmt prze* Rabindi aoalha na paar *«tM **-go *r właśnie w i\m uzdro *«a^ •. , wrrył akt s r<«kie) choroby **™ Napuyrsur p.rv» u-drów t»k>rm w rejonie lala u jeai >4rv.r Siawę lł<-vir tiunuKiyi •<m ifMidBjBi yni uę lu największym • t j- •?-- -płysa rroiwn Iwnmciyrn Sa- rn Arialu jaat rsadkutog na skalę ł-wiato w< T riotM* wi l«*| wyMępup tylko w No *• . ZmmJ- fMo rt xa p»ictywa gruba • 4 Uu •m •* »a->>wa tuiMu Woda w jr- rie-» Ma k«; 1 yral iwlioakiywna Te—owsi» a «M*iY |«<I ‘iralna dla kępfelł ** r;. .r.rk • 1 m*. 35*C tryli ma laaa- pr^^ur •: bardaa ebbbnag dn t>mpKiatury • udikMgt* Niawst w rrauH* naje < r%?e| rmv a tor s woły a e pada pewniej ^4 < ZroUu tak otrf ** Mupatrup jrzioro * m>i< *r » <m*w 7* godzin miumia się •U /awa•' *» j*i- >*a Zatćwon woda jak m*i *4 wi :*.,. wiak< iwv»< iactnot d>K (Sobi e w raki w Larumtu tchcirzed re-^&at ft»y ’ Hu* o 4W ur.alo» ium aOK41(w|a prowadjap.^ kura* p lyaia* aro P »’ v. www hodnin cm;m Węgiwr ta 1 ia*i SUh wnrrrc- ilr.llny idąc® *erpt»n tymi dragi b>«irp potoki 1 cxynle ęciika* powtrttc* aruwaH luryrtow i wtraaowT rn w Wśród lrg«i malowni. n-go krajwbtora |»i) kapo uku Miakolr Tapoha Woda » lopol. a zawiera kwa* wolowy 1 |r>( I0 boaklywna 2r<ndlła U inona |ujt były w cia *acb turwrkich 7trmpe 1 alura wody wynoat 41 C Z pt w dze? cni Ipc y «jg lu Cbotoby '•* i< j I choroby »law(»wo W parku z.na|du H ttq 1 edutf i» ?uako urutmah unr małymi wy., pkami h rujiko to .'btetd wadę ze źró- deł Godzinami r ina palrzei na niewielkie qe|/<‘Ty wsdy 11 . .kajqcv ze zródel, na pi pis p wHtajave w pziorze... Najbardziej ir |»' i )<i • 1 p jnak baseny 1 plaża. Kćjpie- ho . Mr.y Tapolca to kombinat mogący P ; • % aaz<.wci kdka tysięcy osób. Zn ' > kap t Itaka podkreśla laki, ze znaj- r'U|«' Mę <<n>.< w rejonie przemysłowym I ze v 'wuj/ku tym jest równocześnie ważnym □trodkiefn wypoczynkowym Na Wggrzach jest około 400 kąpielisk »h i< yt |, W las- W4 rolę zaczęły spełniać <iop»fo j> vy 'woleniu Przed wojnę z wód łwznjcrycł) kortyalaby przede wszystkim klasy uprzywilejowane Obecnie rozwijaia ił i-., s •< »«• ..w i kępa-hsk umożliwia korzy sianie . węd |et ri-r^yi h również 1 lii" dz« ‘in pracy V\ i.ijierskie wody terzni* zr staję nę rowruez coraz ba>dziej sławne I W praijitę Wielu lutyUow i wielu (hoiycb przyp zdza na Węgry wielokrotnie P< ?,J wcidarni Ifciruc/ymi przyciąga ich gD*có* nos 1 wrdacznosi z jdkg przyjmui# ra ^ęgncech guM I J zagranicy Z wediarU Uu«' •<«?* Ma;;aruM LacMreM 1 tłe^*^ Mr~na „MafywatOf o gy>t9 vtt anatfa" irsa®^' mupłł)
u Z MOBZA Na c/ai nornorskim wybrzazu Bułgarii w pobhzu miasta Porno r u • v» olśniewającym słońcu skrzą się wysokie raalegie snieino- białe zaspy — tym biotoze te odbijają od seledynowej powierzchni mona To po prostu sól. od wieków wydobywa- na tu z wody morskiej najprustsrym, jaki może byt sposobem — lak .starym jak stare jest miasto Pomoru które zwału alg dawniej Anhialo. co znaczy ,,w pobliżu snli ’ Sól zabiera się morzu pizy pomocy słoń- ca Najpierw chwyta się masę wody i za- myka w płytkim sztucznym jeziorze Potrm wąskimi rowkami rozprowadza się wodę w liczne mało, a płytkie baaemki Nagrzana słońcem woda wyparowuje, a na dnie bose nuw pozostaje cienka warstwa soli Sol zbiera się i zsypuje w zaspy, a do ba- senów doprowadza się nowe pori je wody Proces parowania jednej serii trwa 10— M dni a cały zbiór od maja do końca lata Opisana metoda przetrwała wieki I wsryit- kle burze dz -jo we No wczesna technika me zjt. leniła istoty procesu produkcji, dała ty ko lepsze narzędzia elektryczne pompy, taśmy nośne traktory, samochody Z solą Murza Czaroeę;> wuzaty 04 tiie- )«* miasta Pomuric prarr (J*a r.szgclecu Długa jest lista najeźdźców i rożnych epok którzy otaczali i i dobywali póhcwp r lą- du I morza Wpisali sję ra n»a K*r'ł.*«** Aleksander Macodotuku władry rzywcy. carowie Bułgarów, m»'mw<ki kred H rafyk. pizywódca wyprawy krryx-wej i kliku Kii tanów tureckich Po ich przejbc.u raiaitn zmieniało się w ruinę, ale p*.odradzało &ią Zycie i z portu odpty*«r> w ktermku Dunaju łodzie z białym ładuj z k*re»»t ny obładowane solą wędrowały proej rv I doliny Półwyspu Bal kańskiemu Sól I wino przywracały ty * Wydobyta sol ice wy za Lr u h dal szych operacji Służy ludi *n na edrowie bez żadnych dunursjrk IM * Jrtir-ak * co- raz większym stopniu staje M r’ przedmiote-m skompiitowaryet pr ><***• w fiowoi zesnego przemyt-ój r'fCT‘';p~7
t • r d i i a t FV n>r odAkorryl daleko ud prawrp ♦ rt*M n» ®« h* »Wr«l ntł ti*\ mitr w<> 4»a Łz-rw-a n*łH'W azrrukoarc lawy brzag Urj wat zw»4<«r.y n.ctnal zwarć U potasdaM g<, ., m.i i kr/*wy Tt» i ówdi a tylko «*ó»łania grw; rwanych labockrwaiL tu l w;dx i d»>' Ka r»^4* *i^h-/4 bud<»wl^c» pro utytła murowych k%.'t«tuch pnMRy»tOW*QO ch« akt***> Prawi Ur*»g. tueoo wyMry, ra gu.anu* mac- nk<ny Tui nart woda rnHtani* v r «rtan । m-. ti.ry i o^h/jiy pas o wy»oki> .,i iu eaatywetró*, w«tazu)<* Iry. la pi-;: <«» wody rupio bywa w^zy Lawy brzeg iaqodnw>n * w‘e!u m»e|»a»ch .dsU^ia < en:rw? j> <a< * równo a»azuiHX|(» iwtru. zalegającego tu używko rwki W kil- ku nuc jscanh tpotyka s>t <Wto iakr»*wio- nę wyspy Na przcbirzeni kilku kliorastrOw spokó| i cisza Rzadko na brzegu zjawia sic grupa spacerowiczów gdnMuagdn* tylko wniar Zupełne inaczej za »>«u«ex cw*jdxu- nytn Juk tui przy b^i rir. ója tcyHj l anden hmlz) prz*4 l< wr^fli »,dya«4w nadbr żalnych r^wiaja iOww swgr aturuwyrh meUJowyc^ <u< Tc xMVcxar» w g^rt; tara-oca dtw^.a przypcMtjaa/t u latnionui portu Moexy sapać * ryt larfo- wrka Hdliogwjata kry .»| NŁngr^r U c»!ro zwraca uwagę na c -li *?trj irxai gka^car- < ry Ale zaraz potenr. zeta o»v m fwnoa- *ŁT1 TAMI/t r.»efJuxei ~ ~ki Ludz- tb».M, J '’ ” tW!"'’" Ml u„> PorozsUwane utn- N , ? 5TW>tow F>too “* **’ MWM ilt _ *°<l1 * **“ P’”"'1 **,«. trłeL I Jek La«=“'.«* rwJu “* diteko wbM> <r*Pp u’, b^"3 ™ P™»inra lulka Ł*- »“5t£L' Ł-~ -X
M.nska Na takiej roboczej ulicy nie nw juz W dzisiejszej Warszawie Na wodzie ro- raz więcej jednostek pływających i Uatki krętą w toinę strony, stoją rui be- jach i na kotwicach, rzędami nieraz gro®* dzą wę przy nadbrzeżach A *ame nadbrze- ża — ciemne, brudne, nieefektowne j*» warsztaty pracy Na brzegu sstywoe. *uztr we ściany hal fabrycznych i składowy^ Dziwaczne skomplikowane konslrukc* urządzeń przemysłowych Stocznie, war<z^ ty. fabryki Co kilka kilometrów pooure aywne budynki elektrowni dymiące pofę«?l m» kominami. To sama rzeka, która '•Txr‘ przypomina elegancką promenadą, tu de jak zgiełkliwe, zawalone podwórze *•* m» ty tylko statki wycieczkowo węd’u4*- pu tych zapracowanych wodai h u^rud ix rykiwan-a syren i monotonnego gwaru me. gafumiH Rzeka mija tak Gr^nwirh. Sllear U.wn. Woolwich (czytaj Gnnld/ Sllwe taun Łuhdk) Tak będzie , Lr.th Icrylaj Dtdtau, Urui tak bądfe pt Tilbury i Gravesend * (czytaj THberi Dziwne jednak ir w iym wielkim ruchu me widać dużych statków uceaninnych W iidumu, z- muszą byt W ladotno, zr dopływają do centrum Londynu 1* przy samy cu Towei Biidgr cumował no-gdys Batory" Przyjęło się na rzeo- porzekadło zc Londyn tyka statki, jak wielki magazyn bele towaru, zc wędrujące na lali przypły- wu jednostki gdzieś nacie znikają Odchłań? Zapadnia? Me gdzieś między budynkami daJako w głębi widać barwny komin statku W in- nym miejscu smukły mawl i siecią Im i pro- porcem Gdzie indziej gęsty lasek starczą rych dźwigów, a wśród nich kominy t białe lśniące nadbudówki Bywa z» idąr zwyczaj- nie zabudowaną ulicą widzi s>ę nagle iz ja kiś budynek zaczyna «oę przekuwać — albo ponad dachami hal fabrycznych wędruje szeroki komin Rzecz wy jamie się prosto Za którymi zakrętem rzek; wśród kamiennego nadbrze- ża otwiera się szeroka stalowa brama, a le- M< y aad nią mctm łam » uą r,4 dw< crgact. i ktoeyrr ia/la w aęr/ttam uMawia m< w poryrp pmozwaj Otwarty kazali prsw WM tlą/rk Story w jajęc fauępoą kra tnę • Ciusą, wphwc r a Wody <!ł jgtog u tM wnu. c^icxcŁ*ęo usrtęiai przed którymi wMtwdy t kc<e«*ruk< r dźwigów WrdJuz na<.brrejr baa*r dwa r.cędy ma* ków — ko-osow u **:. Ki . . ; ••»r<ro<ryr h gro czule jeden przy yit tarao^toly parkujące w dow claww w! <y 7 */ strony dwadzieścia tak h star idów : dr u giej dwanaście Air jak k R xn* baadtry. rożne flagi holi okrę’ wych Narwy porv?« macierzystych i romyrb wy< .-.kow capy (widio Nazwy Jatków r-^re t kos?'-* podróżniczych, i ♦cTOKyarayrt powwacL z opawiodań i repouały tearwr. jck piako tnw i luksusowych pf\>»prkir w l.r • krgk»- w yrh l biur podroży irjarr w prry- ciosnych dla nich tia*r"4? h za sygnał do następnej podróży '•cStoinici Takich i lok zaprłnx>ny tww-'xw past cola siW poza obu wyrbraotami rn-ti Pt> łączona kanałom, tworzą w - li *i.j«»piłkr> wany system wudn-, zna. zr.< pc* ększa ląc y mozliwcrttci na* qac »jr.t^-pO ' ’jwe * ta- niej rzeki ło jest wła*Cl* port da mars- kich jednostek ~ slynn* rtdtnsk * dok;*
24 WIELKIE BULWARY (PARYŻA) Gdy jesienią 1962 r. wyszedłem po przy- jezdzie na spacer, to rzeczywiście najwięk- szą nowością były dla mnie samochody — wszędzie samochody Jezdnie zatłoczone, ruch jednokierunkowy nawet na ważniej- szych arteriach, np. na bulwarach wzdłuż Sekwany. Tutaj mkną wozy ponad 80 km na godzinę i tylko opony furczą na asfalcie. Sekwana płynie jak dawniej — wolno, pełna wody, ale kursuje po niej więcej ba- rek, na ogół pojedynczych, motorowych, niz przed wojną. Oba nadbrzeża rzeki pełne są parkujących samochodów, parkuje się bo- wiem w Paryżu nawet nad Sekwaną. Mimo woli zacząłem szukać miejsc zacisznych, które nie zmieniły się od dawnych czasów Spokój ten znalazłem wokół starej, za- bytkowej Wyspy Świętego Ludwika. Tutaj najwięcej ludzi przychodzi z wędkami łowić w mętnej toni nieliczne małe rybki, już tyl- ko dla własnej satysfakcji sportowej. Koło mostu na lewym brzegu starsi panowie wśród samochodów zabawiają się rzucaniem wędek do celu narysowanego na nabrzeżu. 72 P a I Y i i Pala Elizejskie — najpiękniejsza aleja Paryż* >rzv dawny Paryż z nowoczesnym _ tjindio Notrc Damę (czyi Noli Dam). wspaniałe ~ Srio architektury gotyckiej 3 Louvre l«Y> Luwr). hU?ry"nJf m,o4U “* dzlsi-l w nim Muzeum Sztuk Pięknych. 4 Cmentarz P*re-Lachaise Iczyi Pet Laszez) Pochu- wono tu ciało Fryderyka Chopina (setce przywie- ziono do kraju) Spoczywaj tu również genera- łowie Jarosław Dąbrowski i Walery Wróblewski 5 Pomnik Adama Mickiewicza . Wr.sal — zespół budowli w stylu barokowym, budowany pi zez 50 lal za Ludwika XIV Budowę 7 Lasek Buloóskl17- pozostalołć po dawnym lasie królewskim Przekształcony za Napoleona III w to- fl WUiaPdElHelW— zbudowana przez Inżyniera EiHla w latach 1887-89. była wówczas najwyższa bu- dowla Świata Wraz z założonej w 1957 i dwu- dziestoniclrowc) ant<*nq lelcwizv|nq nid 320 m wy- sokości 9 Lotnisko Orły 10 Lotnisko Lo Bouiget l^zyt Ln Bur?e| Taka ewolucja rybackiego hobby jest zro- zumiała, skoro złapanie rybki zdarza się co- raz rzadziej. A potem powędrowałem do innych dzie- lnic — na Wielkie Bulwary. Patrząc na szczególnie wezbrane rzeki ru- chu ulicznego na tych Wielkich Bulwarach można łatwo zrozumieć, że obecne przemia- ny Paryża rozsadzają przeważnie nie tylko jego ulice i place, ale i tradycyjny francuski, przez paryżan ciągle jeszcze uprawiany tryb życia. Polega on na nienaruszalnych porach dwóch głównych posiłków w ciągu dnia tzw. śniadania o wpół do pierwszej w południe i obiadu około wpół do ósmej czy ósmej wieczorem. Łączy się z tym czas pracy z przerwą w południe. W czasie tej przerwy można było dawniej wrócić do domu na posiłek, a nawet czasem wypocząć trochę u siebie. Jedynie tylko pra- cownicy gorzej uposażeni jadali swe po- łudniowe śniadania na mieście w pobliżu miejsc pracy Wśród nich charakterystycz- ną grupę stanowiły młode dziewczyny, Pra‘ Najpiękniejsza aleja Paryża — Pola Elizejskie łączy lalny na placu Concorde (czytaj Konkord) stare dzielnice z nowoczesnymi W głębi Luk Tnum cujące w tak licznych w Paryżu zakładach konfekcyjnych. Ponieważ na ulicach i w re stauracjach zjawiają się one w polu nie, przeto od francuskiego słowa midi zosta y nazwane „midinetkami". Obecnie wobec trudności komunikacyj nych Paryża, znacznie wzrosły zastępy lu dzi, którzy nie mogą wrócić do swego domu w czasie tej przerwy i muszą jeść śniadanie na mieście. W ten sposób cały dzień są w ruchu, zajęci poza domem, oczywiście w ciągu pięciodniowego tygodnia pracy, któ- ry we Francji obowiązuje w wielu insty- tucjach. Stanisław Berezowski. Pa- ryż po raz trzeci „Poznaj Świat" 1963 nr 7, s. 22 s. 22 73
25. POMYŁKA JEAN-LOUISA TERAŹNIEJSZOŚĆ Jean-Louis (czytaj Zan-Lui) niewiele wie- dział o Tours (czytaj: Tur) po czterech la- tach pobytu. — Miasto jak miasto — powiedział. — Dość ładne... wciśnięte między dwie rzeki... Oni tam twierdzą, że najlepiej mówią po francusku... Ja, po czterech tygodniach, mogłem po- wiedzieć znacznie więcej. Nic dziwnego On zwyczajnie tam mieszkał, pilnując własnych interesów. Ja obszedłem wszystkie ulice, oglądałem, co było do oglądania, słuchałem, co mówią starsi. Starsi zaś — urzędowi 74 kańcv arZe miasta' działacze i zwykli miesz- mówili o nim z entuzjazmem. kolpta Ur wJezdzać do nieznanych miast DrzpdHi °Wanie na Przeciętnym placu żadnvrhOrCOWyra nie dostarcza zwykle Tmnr /TŻeń‘ TdkŻe 1 w Tours. Dla ours jednak warto zrobić wyjątek. Ale tyl- dla *eczoreni N*e dIa same9° miasta, lecz nu °ary’ Ekspres Paryski od Orlea- na r Zl WZdluż rzeki- Nocą rzeka jest czar- brzem^T0 S<1 k^PY drzew otulające oba jej skunicŁ- czerń Przerywają dość często osipH) a $wiateł Pochowanych wśród drzew roJ3 efektownie czerń nocy, ale jeszcze nic. Co kilkadziesiąt minut z ciemności przeciwległego brzegu wyłania- ją się bardzo jasne kontury iluminowanych zamków nadloarskich. Te świecące w czerni perełki architektury — jak obrazki z uro- czej bajki — pozostają pod powiekami na całe życie Reprezentacyjne wejście do miasta uzy- skuje się jadąc ważną szosą Route Nationa- le (czytaj: Rut Nasjonal) 10, która łączy Pa- ryż z Bordeaux (czytaj: Bordo). Przecina się kilka niedużych, starannie utrzymanych miasteczek o dźwięcznych nazwach — imio- nach średniowiecznych świętych — i wjeż- dża się na przestronny most Wilsona. Nad bulwarami Loary odsłania się panorama nie- wątpliwie dużego miasta. Monumentalne bu- dowle nowoczesne, katedra, stare kościoły, kamienne tarasy. Reprezentacyjne kamieni- ce tworzą szeroki wąwóz głównej arterii, typowo wielkomiejskiej. To Rue National (czytaj: Ri Nasjonal) — ulica „narodowa", którą przez długie wieki nazywano „kró- lewską", a później „cesarską". Jasne, że jest jak okno wystawowe, najbardziej wystrojo- na, ale trzeba dodać, że wspaniałością fasad i wystaw zaćmiewa główne ulice wielu miast, znacznie od Tours większych. Ba, na- wet wiele ważnych ulic Paryża, z wyjąt- kiem — rzecz jasna — Champs Elyses (czy- taj: Szam-zelize). (...) Poza siecią głównych ulic śródmieścia miasto zabudowane jest bardzo różnie. Są zwarte szeregi 3 i 4-piętrowych kamienic ty- pu, jaki zazwyczaj przypisujemy secesji, oraz przeciętnie przyzwoitych sklepów i ba- rów. Są węższe uliczki dwupiętrowych ka- mieniczek z niemal zawsze zamkniętymi okiennicami. Są parki i niewielkie skwery. Jest dzielnica staromiejska o krętych ulicz- kach i uroczych starych kamieniczkach, częściowo odbudowywanych. Są ścieśnione, bardzo brudne domy bez żadnego wdzięku, uliczki i podwórka z odsłoniętymi, brzydko pachnącymi ściekami. Są domki jednoro- dzinne z ogródkami i bez. Jest nieco ruder 1 trochę obdrapanych baraków. Są nowo- czesne zespoły wielkich bloków, wśród któ- Tours — stare miasto rych sterczą wieżowce o dwudziestu kilku piętrach. Nowe osiedla wyróżniają się śmia- łymi założeniami. Są to w starym rozległym mieście jakby odrębne nowoczesne miasta. Szczególnie wyróżnia się budowana właś- nie dzielnica, stawiana na dawnym bagnisku północnego, prawego brzegu rzeki Cher. Na drugim brzegu tej rzeki, gdzie najwięcej miejsca zajmują dziś robotnicze ogródki działkowe, rysuje się sztuczne jezioro peł- niące funkcję ośrodka sportów wodnych. Głównymi ulicami w ciągu całego dnia krąży mnóstwo samochodów osobowych i autobusów Na bocznych ulicach ruch, zazwyczaj niewielki, wzrasta w okresie przejazdów do pracy i z pracy Wówczas 75
zjawiają się ławico motorowerów Jridżą na nich stany i młodzi. mężczyźni i kobiety klórvm laki wrhlkuł ogromnie ułatwia za- kupi Na głównej arterii po a Mcdnue- scłem panuję w « ik.e jak domy ciężarówki r równic wielkimi pnycrepami Takie dwa pędzące prostopadłościany zbudowane z kil- ku warstw znormalizowanych pojemników, zapełniają s ę i opróżniają na placach wiel- kich magazynów rozsianych wśród ulic pnadmtesc Dzisiejsze miasto daleko wyszło poza swe rzeki Jean-Lou.s opuścił Tours w 1963 ro- ku. gdy ; ale miasto rzeczywiście mieściło się między Loarą a Cherem Obejmowało woweras 1035 hektarów, liczyło 84 tysiące mieszkańców XV następnym roku miasto uzyskało nowe tereny na lewym brzegu rzeki Cher zwiększając obszar do 1319 hek- tarów a iczbę mieszkańców do 96 tysięcy W roku 1965 trzy miasteczka lezące na pół- noc od Loary zrezygnowały z. samodzielno- ści po i ększając powierzchnię miasta do 2857 hektarów, a liczbę obywateli do 112 ty- sięc’. Dalsza wchłonięta gmina i zakup te- renów na południu w 1966 roku doprowa- dź ty dc- powierzchni 3231 hektarów i 120 ty- sięcy mieszkańców' (...) XV zydn miasta biorą bezpośredni udział przedmieścia Te najbliższe, najbardziej z miastem związane, składają się wraz z miastem właściwym na jednostkę określa- ną przez planistów jako dystrykt miejski, licząc-, łącznie przeszło 158 tys. mieszkań- ców Nieco dalsze tereny zalicza się do zespołu miejskiego Tours. Liczbę mieszkań- ców zespołu ocenia się na 180 000 PRZ’! SZLUŚĆ Gwałtowny rozrost miasta me może byc celem samym w sobie To jeden z elemen- tów, jedna z podstaw planowania przyszło- ści. Większy zespół miejski zapewnia więk- sze możliwości rozwoju. Mocno lansuje się we Francji akcję deglo- meracji Paryż i jego aglomeracja • pękają 76 w szwach Nie mogą wchłaniać nowych za- kładów przemysłowych Stolica nie może rozrastać się do nieskończoności Nowe za- kłady coraz chętniej lokuje się poza tym zbyt zagęszczonym, niewygodnym i drogim regionem W stosunkach kapitalistycznych lokaliza- cja nowych zakładów nie zależy od central- nych organów planowania Przedsiębiorstwa poszukują najdogodniejszych dla siebie wa- runków Władze terenowe nie mają po cu kołatać do władz centralnych, te bowiem nie przydzielą im ciepłą ręką golowej fabry- ki O pożądanego lokatora trzeba usilnie za- biegał Trzeba pokonać poważną konku- rencję Innych miast i regionów. । Jakież atuty w tej grze ma Tours i oko- lice? Tours leży stosunkowo niedaleko Pary- ża — o 235 kilometrów Do Nantes (czytaj Nant) jest stąd 196 km, do Bordeaux 327 W promieniu około stu kilometrów leżą dość duże, atrakcyjne miasta Orlean, Chateauro- uge, Poitiers. Angers, Le Mans, Bourges (czytaj Szatoruz, Puatie, Anżer, Le-Man, Burzl Węzeł szlaków komunikacyjnych za- pewnia dolną łączność kolejową, drogową, lotniczą Pierwszorzędną szosę RN 10 zastą- pi niebawem autostrada Paryż—Bordeaux, która ominie ciasne śródmieście i przejdzie łożyskiem dawnego kanału między Tours a SI Pierre-des-Corps (czytaj Sę Pier-de- -Kor). 1 Miasto leży w malowniczej, dobrze za- gospodarowanej dolinie Loary, nie bez po- wodu zwanej ogrodem Francji. Zapewnia to całemu regionowu doskonale zaopatrzenie w żywność Stwarza dobre warunki miesz- kania, pracy, wypoczynku, dla przemysłu — nadwyżki siły roboczej, ludzi zdolnych do nauki nowego zawodu lub wykwalifikowa- nych w odpowiednim rzemiośle Duże mia- sto, wyposażone w szkoły wszelkich stopni i wielu specjalności, ułatwia naukę Miejsco- we tilie uniwersytetu w Poitiers rozrastają się, mnożą i usamodzielniają Stopniowo Tours staje się miastem uniwersyteckim
Tours — nowe dzielnice nad rzekq Cher Iczyla) Szer) Działające tu instytucje gospodarcze, fi- nansowe, handlowe, administracyjne i usłu- gowe łatwo mogą rozwinąć się i obsłużyć zarówno dynamiczne życie gospodarcze, jak i potrzeby ludności. W zwiększonym zespole miejskim wy- dzielono siedem kilkudziesięciohektarowych stref przemysłowych, z dostępem do głów- nych dróg kołowych i kolejowych, wyposa- żonych w sieć ulic wewnętrznych, światło, energię elektryczną gaz, wodę pitną i prze- mysłową Osiem dalszych takich strel przy- gotowuje się stopniowo w miasteczkach sa- telitarnych • na terenie departamentu * Indre-et-Loire (czytaj Ędr-e-Luarl Na tere- nie miasta zaawansowano powraznie budowę 11 nowoczesnych osiedli mieszkaniowych Niemal w każdym z nich są różne typy mieszkań drogie prywatne, sprzedawane na własność lub wynajmowane; spółdzielcze — własnościowe i lokatorskie wreszcie tzw tanie mieszkania, dzięki poważnym dotacjom Państwowym, dostępne dla ludzi skromnie zarabiających Są dzielnice domków jedno- rodzinnych różnej wartości, są bloki prze- znaczone wyłącznie dla osób starszych lub samotnych. Widoczny rozwój przemysłu handlu, usług, instytucji oświatowych i Kultural- nych sprawia, ze znaczenie nowego Tours wykracza poza granice departamentu Indrc- -et-Loire Tours jest głównym miastem go- spodarczego regionu centialnego kiory obejmuje 6 departamentów’ i opracowuje swe plany rozwoju. (...) Jean-Louis wyraźnie me docenił możli- wości rozwojowych miasta, w którym mie- szkał. Przegapił punkt wyjściowy warunki startu do bardzo wtedy bliskiej, dynamicz- nej ekspansji ’ To oczyw iście nic ma żad- nego znaczenia. w'yznam jednak, że pomył- ka Jean-Louisa sprawiła mi pewmą przyjem- ność. Roman Diesla. Ij Po/ny/fca feon-Loutsa „PosnaJ Swi«r. 196Ś nr 7 » 14—IŁ 77
Mn»ir*idam k|i.*y x morsami *ziok laglugt n» Reno Prietlioda* tędy towary dla NRF. Pratu p Ww4)(<irii i wla-»nc*qu n*|bhtwrq<< a ; I’ tę:na arteria /^dala t>d portu i*ytsowom pi o 2U km przed ujściem. jak tu»fłwi<lu 1 bezpośredniej lqt/n>>wi z mu- r’• n, ix*f»H’ny kuiai |\ipuwc Waterweg — »* h*nrr KryU| Strurn. porwałajqcy wpły- wa* tu ratkę tiałk-an a dudy na tonażu 1 za- nuri< urn u-y^kai Pr.ttrrdam w roku 1R72 tur w Dafczym aiukat iu babry Curupy — )«k w>nu by < k rekin mnogi klan boleń- Otflhiukł w /i !»• >e-n(lun ii derskich konstruktorów wodnych t*X Mły 1 nurtem Nowe) Muzy ^n- dzitsięciu basenów wyposażmy, h w dukt 1 urzgrtz.nia przeładunków* 1 «l<h Waalhavcn gdzw na poktodn* M s ** fflbw przebywałem kilka dni * d * Afryki Zachodnie). uchodzi w naiwigkr.zy •ziuczny basen portowy w Łuropw |-l Od spalonego przez Nirmcow aródmfrl*- kiago trójkąta po Hoek vao Holland crylt po UJKW Njtuwe Woh rweg |otolu - > km|. reoetąga sur, daub jedmildy ob«zar portowy. .Ii-go ł>*zpt»dredDV' przymorską P* ** Jrw i«no do nkmiugi ibsornikowco* ’ 0 przyległe tereny oddano raltra r < e- rop* waflowej Niebezpieczne ładunki 1 na> »ar cufwkoro do n>*m*’wrow •datki ’tłe tr»ebu|4 wędrować • <lHb lądu. Roa* t ftiló) zamierzaj* HołnodrtY wydrre< riu tpory obszar p«>d budów* T_ zdotaych przyjmcwar olbrzymy o nosnoao 1$) ty*, tuct w końcowym rai etap^ towy Europor*u — tak bowiem °*x^w tatmłMsra czgśc roUordn**^1-^0 wł*,°^ porowego — nawet do 170 ty^^Y* Pud względom pnwładjaaow Ifa>i/*r4a» |ux przed pięcm laty (dys*oa»ow«l V*y Jork I Hy uiujl «n na cnHowe ateaK* •* iwrecie |._| Ol budo* a tsu*i<4 flM)eirv» Rr'» FTS ti ślęty rrucnzkanców ^Miępuje w bnwj. Crn irum RatU-rdamu dr'pw:o w ra«Mu I ** prx. brało wygląd wteUtafen pa fk dj.n piar pr/od OnłraaJ ’aiuwi • r!k» na ta pfoporr|t> nuasU i CMJkzawtw bwc *• - 4 ’ak2r przylngł. «« »t«ęr»rWir l pełne oto jardów Trwa Mlea hS m ma byr nddawe *> ur/tz ur w tokc IM. J.Ktna t prdOecsaych tom prw-ł.a^nw p«d Mus*- l—l W «a ałyrh dz:*-u>.cach a£icfl» r«*C% brunatr<ocj»' wanycb d<ank« • o -wMe pr.Hiych ringach I wyfl •mot« gabary t ♦ • prjyptrtjunafc tnakrah- r parnnka fral- oprzejiaae fortrsn-j okML Mewi i krawęwe wrrytOw kat* nrytlec o ©cnaawmiac^ : lok ru kiuryct oj> pcaMp^ bomy c -cwm-c
Z7 sn W1E2O* A sTOUCA mych wian skalnych, nic 'kiedy ponurych 200 m wco <<-) kxrthrx- Na dnie kotliny wije się VG Ha* ) Z • •.nr/ r n przez erozję* i dr- r. j/ij. r * »• •’ ' 1 ‘ wykształciła w.mię- roki MilcłłOt.w* dris miasto dzielnicami • • ?r<*/n wan r m •'nar ikh rzi obsadziło snych, dekoracyjnych — wapieni Ju/ •hioio wywołuje w gąszczu zabudowy M- skdkującn elekty. ___ Ponure prawie czarna lśniąca skała ’(*** da urwisem w głąb i wsze rz rze ki, pr”,rY wujgt regularna Imię kamiennego nabra za Na wysokiej skale sterczą resztki rów zamku, jaki lu M.ał na miejscu ndr't*f sz< go grodu. Z-ilozy tu go legendarna k ^ę* lawa gwiazd sięga mer Gród ów /cluad — uslgjzil jednak mn» mu
książęcy — Hrad, przeniesiono na lewy brzeg rzeki. oa wzgórz*- zwane Hradczany I tak pozostało. Hradczany r Hrodcm i ka- tedn| Sw Wita góriją nad panoramą cen- tralnej części nua^ia U stóp Hradu powala- ło malownicze Mał< Miasto fMała Stranal. pi drugiej stronie rzeki leży Stare Miasto. L^czy je gotycki, słynny Most Karola su- rowy w założeniu i prosty, znacznie później dopiero, w czasach umiłowania baroku, o- zdobiony wymyślnymi posagami Ta właśnie częsc miasta tworzy najbardziej charakte- rystyczny I powszechnie znan) krajobraz stolicy Czechosłowacji. [_) Nie pozbawione uroku m takie centralne, handlowe, bardzo ożywione place i ulice. Główny plac miasta — to plac $w. Wacła- wa — Vacldvskó Namtsli Choć nazywa się placem, choć przed wiekami mieściło su* tu targowisko, właściwie wcale nie jest pla- cem. tylko dość szeroka, zabudowana wiel- kimi kamienicami I ładnie zadrzewiona uli- cą o silnym ruchu kołowym i pieszym. I ta C^fyckj Mon Karola Uczy Hrad to Słarym Mi4»tem w ^adT® * — Na wu4ijm l<4aM 81
centralna arbria ma dosc znaczny spadek, li góry zamaka 14 walki trochę ponur> gmach Muzeum \an lewego. W dole koń- czy się na wąskich ulicrkach starego mias- ta ale u dwu przeciwne strony wychodzą z niej bardzo oxvwionc ulice handlowe roz- jarzane podobnie jak sam niby-plac tysią- cem suiatcl neonow i wystaw sklepowych. K.t -h - ars. części śródmieścia przysto- sowano do nowych zadań ruchliwego ccn- rurr, przebudowano przede wszystkim pod- uórk. bocznr uliczki, partery I piwnico do- B w Tak stworzono labirynt pasaży, kry- tych przrjst. gdzie pomieszczono dodatko- wa w rlt sklepów sal kinowych i widowis- k w vch. kawiarni 1 restauracji nierzadko za- skakującyc j przechodniów nieoczekiwany- mi w warunkach zwartej zabudowy, ogród- kami Po tych wewnętrznych przejściach < «wtr«ilny pl«r w Pt*d?e — krążyć można niemal godzinami nie wy. chodząc pod otwarte niebo. [...) Praga jest wielkim węzłom komunikacyj- nym. Dzięki położeniu nad Wełtawą i blis- kości Laby ma dogodne połączenie wodne Z Pragi promieniście rozchodzą się drogi kołowe 1 kolejowe do wszystkich ważniej- szych miast Czech 1 przejść granicznych a także limo równoleżnikowe dążące na Morawy I dale| na wschód — na Słowację. Praga skupia kilkadziesiąt linii lotniczych w komunikacji wewnętrznej 1 utrzymuje ponad 40 połączeń międzynarodowych. Łą- czą one przede wszyrstkim lotniska zacho- dniej i południowej Europy z Bliskim Wschodem i północną Afryką, ale również z Kubą, Moskwą i stolicami państw skandy- nawskich. W Czechosłowacji kursują tez taksówki lotnicze. Wielki ruch na praskim Dwa brzegi Wełtawy przepływai^cej przez Praqę łqczq mosty lotnisku — Ruzynie iest tak interesujący, ze codziennie niemal na tarasach nowoczesne- go dworca lotniczego przebywa wielu mie- szkańców Pragi, by obserwować go jak atrakcyjne widowisko. Czechosłowacja, choc pozbawiona bezpo- średnio dostępu do morza, ma jednak flotę morską złożoną z 12 statków. Zgodnie z przepisami prawa morskiego portem macie- rzystym tych jednostek jest Praga. Nazwa ta figuruje na rufie każdego czechosłowac- kiego statku. Praktycznie flota ta korzysta z portow krajów sąsiednich — przede wszystkim Szczecina. (...) Nie wiem dlaczego o Pradze mówi się. ze jest złota. Pewnie dlatego, że Czesi cenią ją jak największy klejnot swego kraju. Nie ma wątpliwości, że całkowicie zasługuje na swój drugi przymiotnik — stuwdezowa. Nie wiem czy tych wieź Jest akurat sto. ale z każdego wyżej wzniesionego punktu wi- dać ich co najmniej kilkadziesiąt. Niektóre są dostojnie kopulaste, większość jednak wbija się w niebo smukłymi iglicami roz- błyskującymi w świetle słońca. Roman Biaaada W kra /u Ctcchow i Słowaków War uawa 1968. PZWS, $ 15— —20. 82 83
28. WOŁGA W... MOSKWIE Rzekę oglądać można w różnych okoli- cach. Na ogół jednak czynimy to w ustalo- nych, znanych miejscach. Wiadomo, że Wisłę spotkać można w Krakowie, Sando- mierzu, Warszawie, Płocku czy Toruniu. Rzeki płyną przecież w odwiecznych, usta- lonych dolinach i łożyskach. Dlatego dzi- wiono się czasem, kiedy mówiłem, że wody Wołgi spotkać można w Moskwie. A jed- nak to prawda. Nie, Wołga nie płynie pod Moskwą. Wszyscy wiedzą, że stolica ZSRR leży nad rzekami Moskwą i Jauzą, Wołga zaś odda- lona jest od Moskwy o dobrych kilkadzie- siąt kilometrów. W tym układzie nic się nie zmieniło. Ale inne zmiany spowodowały to, że w rzece Moskwie płynie pewna ilość prawdziwej wołżańskiej wody. Sprawiły to poważne urządzenia wodne, a mianowicie: ,,Moskiewskie Morze" I Ka- nał im. Moskwy. „Moskiewskie Morze", to popularna na- zwa, która powszechnie przyjęła się w Związku Radzieckim. Oficjalnie, sztuczny zbiornik powstały dzięki zbudowaniu na 113 kilometrze od Kalinina tamy przegradzają- cej Wołgę, nazywa się po prostu Wołzań- skim Zbiornikiem Wodnym. Kanał im. Mo- skwy łączy ów zbiornik z rzeką Moskwą. Dzięki tym urządzeniom trzecia część wołżańskiej wody wpływa do kanału, a przez kanał do rzeki Moskwy, zaś pozostałe dwie trzecie spływają Wołgą do następnych zbiorników, a przez nie do Morza Kaspij' skiego. Ta jedna trzecia wody odprowadza- na z niewielkiej jeszcze Wołgi sprawia, że istnieje... połączenie żeglowne stolicy ZSRR z Wołgą. Właśnie dzięki wołżańskiej w0‘ 84
Moskwa Skwer kremlowski schodzi nad rzekę Moskwę dzie zatrzymywanej w „Mo- skiewskim Morzu", Moskwa stała się portem pięciu mórz Woda nie może po prostu sobie płynąc bez żadnych obowiązków. Po drodze wzdłuz kanału wprawia w ruch osiem elektrowni wod- nych, dźwiga na sobie barki, tratwy i łodzie W mieście zaś pełni mnóstwo dodatko- wych, właściwych dla mia- sta czynności. Użytkowana jest zgodnie z potrzebami mieszkańców miasta i zakła- dów przemysłowych Roman Biesiada Spotkania z Wołgą Warszawa 1966, PZWS, s. 10—11. Moskwa. Stadion na Łużnlkach 85
O 5 km 29. NA SPOTKANIE SŁOŃCA Na lotnisku Domodiedowo pawilon dwor- cowy jest cały z betonu i szkła. Eleganckie poczekalnie, ogromny czyściutki hol, w którym zamiast ławek stoją... lekkie połowę łóżka. Wszystkie zajęte przez śpiących pod- 86 różnych. No, cóż — nieraz trzeba czekac wiele godzin az opadnie mgła, przejdzie bu- rza nad docelowym lotniskiem. Nawet dziś, w dobie radaru, lotnictwo jest najbardziej °d pogody zależnym środkiem komunikacji-
W Centralnych Zakładach Lotniczych w Moskwie nowy samolot pasażerski gol o w do drogi Dyskretnie przyglądam się grupce pod- różnych w egzotycznych strojach z tiubie- tejkami * na głowie W tłumie od czasu do czasu mignie jakaś twarz o rysach burłac- kich *. Zatrzymujemy się na chwilę przy transporterze wyrzucającym z podziem- nych czeluści walizki podróżnych. Każdy z czekających bierze swoją i przekazuje kontrolerowi drugą połowę przymocowane- go do'walizki kwitu bagażowego. Cicho, spokojnie, bez tłoku Odlatujemy punktualnie. ,,Nasze” TU-104 długo wędruje po lotnisku zanim dotrze do I pasa startowego Mijamy dziesiątki Iłów' TU i ANow. Wreszcie samolot odrywa się lekko od ziemi Jest godzina 0 30 Okrążamy Moskwę. Widać oświetlone centrum, widać odległe dzielnice, potem pobliskie miasta Przebijamy się przez chmury i znowu wi- dzimy światła Ziemi, tym razem już z wy- sokości 10 kilometrów. Są wśród nich po- jedyncze, silne, są i słabiutkie, rozproszone Ale wszystkie razem tworzą nieprzerwane morze świetlnych punkcików. Czasem roz- błyskuje potężny strumień świateł miasta Widać główną arterię, centralny plac Cza- sem wzbijają się w górę ognie pieców hut- niczych, czasem płomień palącego się gazu. Nad Uralem liczba rozświetlonych zakła- dów przemysłowych rośnie. Rozjarzone elektrycznością drogi wspinają się na zbo- cza. Wydaje się jakby zapalono światła na kilku poziomach. Na wprost okienka samolotu blednie Wielka Niedźwiedzica Na wschodzie, na linii horyzontu pojawia się niebieska smuż- ka. Smużka wznosi się powoli, nieco rozpra- sza. ustępuje miejsca wyzierającej zza ho- ryzontu czerwieni Potom czerwień staje się Intensywniejsza od dołu, a wyżej przecho- dzi w pomarańczowy, dalej zielony, nie- bieski od jasnego poprzez ciemniejszy, aby utonąć w* granacie nocnego nieba. Brzask staje się coraz intensywniejszy D. nutfl Ucinskd K7
» miksto-bohater EłenHBty środowiska geogidticznego wpływają na zajęcia I upodobania ludności, kształtują niejednokrotnie oblicze miast Dużą wpływ na charakter miasta mają rze- ki Nadwołzanskie miasta są jak ich rzeka długie, rozlegle, pozornie mało ruchliwe Ale równocześnie tętniące rytmem wytężo- nej pracy zgiełkiem motorów i ostrym drwięka m sygnałów' środków transportu "A ołgograd wszystkie te cechy przejął w sUgx.ru spotęgowanym Jest to miasto- •olbrzym Ciągnie się siedemdziesiąt kilo- metrów — ud gigantycznej elektrowni wod- nej do ujścia słynnego Kanału Wołzańsko- -Donskiego im Lenina. Wołgograd leży w tych miejscach, gdzie Wołga najbardziej zbhza się do Donu — przy wielkiej drodze wodnej z centrum na południe i na wschód Wiązc dawne i nowe rejony przemysłowe z bogatym spichrzem zbozowrym kraju Drogi wodne łączą się tu ze szlakami lądowymi, z węzłem kolejowym i lotniczym, wreszcie z siecią energetyczną. Wołgograd leży na styku kilku stref kli- matycznych i roślinnych. Od północy i za- chodu podchodzi do granic miasta bezleśny step poprzerywany gęstą siatką wąwozów i parowów To południowo-wschodnie stoki Wyżyny Nadwołzańskie j opadającej stro- mo ku Nizinie Nadkaspi jskiej Od południa wkracza do miasta polpustynny krajobraz Niziny Sarplńfikiej. Od wschodu miasto graniczy z rzeką- Wołga ma tu przeszło kilometr szerokości i osiem do dziesięciu metrów głębokości O kilkanaście kilometrów dalej na wschód, równolegle do Wołgi, płynie lewy jej rękaw — Achtuba Obie rzeki łączy z sobą mnóstwo rękawów i kanałów, wśród których wije się szereg podłużnych jezior , -starorzeczy Wszystko razem tworzy Wapd ną Dolinę Wołzańsko-Achtubińską, n,cnłB ca ości zalewaną. w czasie wiosennych nu o- j °U Wyzsze grzędy urodzajnej zie- J ereny sadów owocowych, basztanów 7 *-M e : arbuzami), a nawet winnic. Uprawia się tu bawełnę i ryż Dolina Woł- zańsko-Achtubińska to wspaniała oaza wśród pustynnych obszarów Niziny Nad- kaspijskiej, źródło ożywczej zieleni, szczod- ry dar Wołgi dla mieszkańców tej surowe) krainy Surowe są tu zimy i upalne, znojne lata Często są okresy suszy, pogłębionej wędru- jącymi tu znad pustyń Azji Środkowej su- chow lejami Średni roczny opad ledwo przekracza 300 mm, ale są lala, gdy nie się- ga stu Zimą temperatura dochodzi do —35 stopni przy silnych wiatrach i zawiejach. W lecie nierzadko osiąga 40 stopni Wolgo- gradzkie lato zaczyna się w maju i trwa do września lub października Niemal przez cały ten okres utrzymuje się słoneczna po- goda przerywana krótkimi ulewnymi desz- czami. Ciężko jest chodzić po mieście w upalny dzień letni wśród kurzu wielkich placów’ budowy Sytuację łagodzi świeży oddech rzeki [...] Północny kraniec [WołgograduJ zaznacza się dziś szczególnie wyraźnie betonowa ta- ma odcina od Wołgi ogromny sztuczny zbiornik. Wolzańska Elektrownia Wodna im. XXII Zjazdu KPZR — większa od kuj- • >uiw„r nadbrzeżny w Wolgogr«»dzip byszewukiej jest wmontowana w urzą- d/erua lorny W elektrowni pracują 22 agre- gaty Nad nimi na wielkich betonowych wspornikach przechodzi nawierzchnia dro- gi samochodową) i trolejbusowej oraz tory kolejowe Pod lewym brzegiem Wołgi dwie wielkie śluzy przepuszczają na raz po kilka wołzanskich koi oso*, pasażerskich I barek towarowych. [ | Od tamy do ujścia Kanału VSołzansko- -Dońskiego jedzie się 70 km wzdłuz miasta, które w jednym tylko miejscu przerywa się na dłuższym Przejeżdża się przez dzielnice północne, wybitnie przemysłowe, ze słynną fabryką traktorów i zakładami „Czerwony Paździer- nik", przez dzielnice, stanowiące centrum miasta, dalej dzielnicą kirowską — do dziel- nicy krasnoarmiejskiej. Ujście kanałów' znaczy niewielka latarnia morska Nieco dalej, już w głębi kanału, widać monumentalne bramy pierwszej ślu- zy Ustawione na kamiennych cokołach wie- życzki czołgów wyznaczają pierwszą linię historycznej wielkiej • obrony Cmentarze, pomniki i domy przypominają pamięć po- ległych bohaterów Patos bohaterskich dni 89
*• »* — c-.-w 10 • .łidtwył b Nilłicfei'1 woi^nnyi h w rew* na uw^z? * codzienne życie mia- «* M Pto dnjęwj stronie rzeki jest płoza Zwiń- r. Laiei CDutorowy odpływa na drugi brzeg cx> idka mmut Na piaty tłumy Kąpią się, ryy iają gra >ą w pdką. kobiety wyszywają, odpac.ywaM rozmawiają Gości z zagrani- cy ladze ja m^izy ^ibą. odstępują leżaki, doradzają ak • .ę najwygodniej urządzić Z p-ar. wrdac centrum miasta, bulwai nadnorezsy z kolejką obsługiwaną przez fc*:; pety z* mo,w । kwietników, monu- mer.iaine »chodv wiodące do miasta i wiel- kie diuc.c nowoczesne budynki admini- •tracy ,»♦ i tr eszkaine Ludzie gawędzą fw jpcdme. powo . ale często w rozmowie nawiązują do dni wojny Opowiadają jak wygiądai t#»n bulwar len budynek, ta ulica wśród dymów i ognie jak ryli na linii fron- tu ;ak rauŁeli upuszczać drogie im mia- no (...) Wieczorami chyba wszyscy a przy na j- ca ta roiod/u-z schodzi Me na bulwarze nadrti-crnyrn Nabieneznaja" — to letni klub młodzieży Param p alkami dzieaiąt karm obsiadaj tairiu. stopnie, balustrady ón Spacerują gwarnie i wesoło Kolorowe su- kienki jasne koszule chłopców migają w świetle latarń Słychać głośne rozmowy l śmiechy Młodzi śpiewają, grają na har- moniach i gitarach Grupki mieszają się I zmieniają V\ yslarczy usiąsc na ławce, żeby na chwilę stłumić rozmowy Ale tylko na chwi- lą. bo zaraz zaczynają się szepty i po chwili ktoś trochę nieśmiało i bardzo grzecznie pyta turystę skąd przybywa a po minucie każdy obcy wciąga się w rozmowrę Mło- dzież chce wiedzieć jak najwięcej- jak żyjc się w innych krajach, jakie są warunki nau ki, pracy, jak ludzie mieszkają ubierają się ftp. A kiedy juz czas wracac do domu odpro- wadzają nowego znajomego całą grupą I znowu pytają i opowiadają o sobie puzdiawiają serdecznie znajomych i niezna- jomych. zapraszają na spotkanie na jutro. Na tę samą ławkę na bulwarze Roman Wo/gr W isdza —160 b*euada l Włfiuwa P** Powłze: hna *
ZWYCZAJE I OBYCZAJE 31 ŁAŹNIE FIŃSKIE Jedną z pierwszych rzeczy która zwrata uwagę cudzoziemca przybywającego do Fin- landii, są łaźnie fińskie, czyli sauny Widać je wszędzie. Na wsi nad brzegami jezior stoją drewniane domki. w mieście są sauny w każdym hotelu, w fabrykach, w szpita- lach nawet w nowoczesnych domach czyn- szowych Duże napisy wskazują na liczne w miastach sauny publiczne Ocenia się. ze prywatnych saun jest w Finlandii pół milio- na — przy liczbie ludności wynoszącej oko- ło 4,5 min osób Są okolice, gdzie jedna sauna przypada przeciętnie na czterech mieszkańców Zasadą i celem sauny jest wypoczynek i oczyszczenie organizmu Osiąga się to przez rozgrzewanie l pocenie się, a potem przez odpowiednie chłodzenie W przeci- wieństwie do łaźni tureckiej czy rosyjskiej powietrze w łaźni fińskiej jest suche Wil- goć zjawia się tu tylko przez krotką chwilę Prawdziwa sauna — w odróżnieniu do saun miejskich wyłożonycii kafelkami i grzanych elektrycznie, których nowoczesnosi psuje właściwą atmosferę i skutecznotŁ — to do- mek z surowych drewnianych pa ii si oją cy nad brzegiem jeziora czy strumyka łub c ho< by koło studni Niskie w»; jacie prowa- dzi najpierw do sieni albo wprost do pogrą- żonej w półmroku izby, w której na prymi- tywnym palenisku ułożony jest st s ci»-r.- nych okrągłych kamieni Pala.y s>ę pod kamieniami ogień rozgrzewa je oo czerwo- ności gorący dym krąży po izbie tempera- tura wzrasta do 80 C Niektórzy uważają jednak, ze to za mato i czują ną lespaej w temperaturze 100. a nawet 110 C Można ją wytrzymać dzięki temu że w sucbyiD po- wietrzu łatwiej oddychać mz w Wilgotnym Po drugiej strome izby stoi wysoka drewniana prycza, na które f Mrdzą lub le- zą kąpiący się Itr sytej, tym gorącej Bar dziej wytrzymali potrafią prażyć się busko godzinę Pot łoje się ciurkiem Obowiązuje nastrój poważny. skupiony, nikt się me spieszy ruchy są powolne leniwe Nie w-ol- no głośno rozmawiać ani spit-wac. a gwizda- nie byłoby wprost bZuznłrrMwem W sau-
Wnętrze sauny nie zachowuj się jak w kościele" — poucza fińskie powiedzenie. Po pierwszym etapie rozgrzewania się, rozluźniania mięsni i odprężenia nerwów następuje drugi etap, czyli biczowanie. Chluśnięta na kamienie woda wywołuje kłęby pary, temperatura wzrasta do 138°C, skóra czerwienieje, uszy i nos szczypią od gorąca. Wtedy wiązkami brzozowych witek umoczonymi w wodzie, biczuje się całe cia- ło pobudzając krążenie krwi i wywrołując jeszcze obfitsze pocenie Te brzozowe wilki są nieodłączną właściwością prawdziwej sauny. Zrywane w lipcu — podobno najle- piej przy pełni księżyca — dzięki odpo- wiedniemu moczeniu w wodzie utrzymują przez całą zimę świeżość liści i specyficzny aromat Para po chwili znika, wchłonięta przez drewniane ściany, i powietrze znów jest suche. Po biczowaniu następuje mycie, po- tem ponowne rozgrzewanie się na pryczy i w końcu moment kulminacyjny — z naj większego żaru skok do zimnej wody Pq. dobno uczucie jest rozkoszne, żadnego szo- ku ani utraty tchu. Znawcy powtarzają przyjemność kilka razy w ciągu jednej sauny. W zimie kąpią się w przerębli, tarza- ją się w śniegu i znów wracają grzać się na pryczy. W lecie pływają w jeziorze^ lezą nago na trawie i stygną patrząc na zacho- dzące słońce i tonące w przedwieczornej ciszy lasy i wodę. Wtedy właśnie osiągają pełnię zadowolenia i dobrego samopoczu- cia. | ..] Znane są sukcesy fińskich sportowców Niewątpliwie regularne korzystanie z sauny przyczynia się do ich znakomitej kondycji fizycznej. Panuje pogląd, ze sauna ma do- broczynne działanie zarówno przed, jak i po wysiłku fizycznym; sportowcy fińscy do tego stopnia przywiązują do niej wagę, że w miasteczkach olimpijskich w Paryżu, Berlinie, Londynie, Los Angelos (czytaj Los Endzilis) i Garmisch Partenkirchen (czytaj1 Garmisz Partenkirchen) wybudowano dla nich sauny. Finowie nie mogą ż,rć bez sauny, gdzie- kolwiek by się nie znajdowali, u siebie czy za granicą. Fińscy emigranci utrzymują tę tradycję, dzięki czemu sauna znana jest w Szwecji, Ameryce, a nawet w ciepłych krajach. Język fiński prawie nie jest używany po- za granicami Finlandii. Znane są tylko dwa słowa sauna — fińska łaźnia i sisu — hart, wytrzymałość. J Być może, ze są one bardziej ze sobą spo- krewnione, niżby się to na pierwszy rzut oka wydawało Teresa Chłapowska /-az”L fińskie „Poznaj Świat" 19* nr 2, s. 20—22 92
32. WITAJCIE W HISZPANII O słońcu mówi się w Hiszpanii zadziwia- jąco często i podniośle: el sol de Espana — jak gdyby świeciło ono przede wszystkim nad Półwyspem Pirenejskim, a resztą świa- ta zajmowało się co najwyżej w godzinach nadliczbowych. [...] Powszechnie o turyście mówi się viajan- te — podróżny, i w tym słowie zamyka się duży ładunek hiszpańskiej życzliwości, któ- ra wznosi się w szczególnych wypadkach do stopnia, gdy samoczynnie z hiszpańskiej tradycji wypływa gościnność bez rezerwy. Dotyczy to przybysza zdrożonego, a musi być zdrożony gość z daleka, czyli iorastero. O przywilej iorastero nigdzie nie zabiega- łem. Nic o tym nie wiedząc, uzyskałem go dzięki „Osie". Skuter nie spotykanej marki, objuczony bez litości bagażami niezbędny- mi w drodze obliczonej na 8 tysięcy kilo- metrów, a która wydłużyła się do 11 tysię- cy kilometrów — kwalifikował mnie, chcąc nie chcąc, na dalekiego, zdrożonego gościa. Ale specjalną premię sympatii otrzymuje sig w Hiszpanii za coś innego. Hemingway miał rację twierdząc, że w tym kraju przy- jaźń określa się stopniem znajomości języ- ka. Jest to prawda dziś tym większa, że mi- liony turystów wyparły język hiszpański z muzeów, hoteli, restauracji, plaż i stacji benzynowych. W dalekiej Andaluzji nawet cyrulicy sewilscy i szewcy reklamują się trójjęzycznymi szyldami. To wcale nie zna- czy, że Hiszpanie nie są „jąkającym się" narodem. Znajomość języków jest tu gor- sza niż w Polsce; podręczników do nauki ję- zyków obcych wydaje się o połowę mniej. Poza tym opanowanie języków utrudnia Hiszpanom fakt, że ich piękny język jest ubogi w zgłoski Toteż nie mogą sobie po- radzić z nieznanymi dźwiękami i jeśli nawet mówią w innych językach — to bardzo śmiesznie. Z jakąż więc sympatią przeciętny Hiszpan słucha własnej mowy w ustach cu- dzoziemca! Robiłem eksperymenty gdy pod stacją benzynową mówiłem po francusku, obsługiwano mnie, powiedziałbym, popraw- nie, z należytą grzecznością i uśmiechem, jak traktuje się w tym kraju los viajantes, natomiast, gdy odzywałem się po hiszpań- sku ___ wykazując niewątpliwe znamiona 93
> Iki Dourła tam również polska .O^a' a S«cr '4<jr«vs r.j bezdrożach nieiaflępione *4 muh cudzuziemskości w postaci dziwnego skute- ra ze me wspomnę o akcencie — natych- miast skracano wobec mnie grzecznościowy dystans Stawałem się arrugo godnym kle- pnięcia w plecy i rzadko obywało się bez pogawędki przy kuflu horchoty — napoju migdałowego, lub chociażby przy coca-coli ASTLR1A ZIELONA Izolowana od połnocy skalistym wybrze- żem. a od południa potężnym masywem Gor Kantabryjsktch, przez które jedyne przej- ście wiedzie Przełęczą Ptasia [Puerto de Pa- /arcsi, Asturia zachowała odrębność wobec •nnych kram Hiszpanii Przemysł sku- pił się w trójkącie Oviedo, Gijon, Pravia Reszta kramy posiada swój naturalny, nie- zmienny od wieków, sielski charakter Pod względem geograficznym i gospodarczym Asturia dzieli się na trzy części. Południo- wy rejon wrysokogorski o ostrym klimacie 1 obfitych opadach śniegu, pozbawiony ko- munikacji, zyje głównie z hodowli Rejon nadmorski to ojczyzna ubogich rybaków W ostatnich latach pod wpływem rozwoju turystyki malowniczy krajobraz wybrzeża ulega gwałtownym przemianom Natomiat*1 Asturia tipica to rejon centralny, z szeroki- mi dolinami, o łagodnym, deszczowym kle macie Trudno tu o kilometr kwadratowy równiny Krajobraz Asturii — rozległe P3' górki z konturami zatartymi przez mgi^1' kę — przypomina zielone morze Soczy*13 zieleń dominuje absolutnie nad Asturią, wy* ziera z każdego zakątka Urozmaica ją czcr* 94
wien dachówek kwadratowych i przysadzi- stych domów Domy asturyjskie są na ogól jednopiętro- we. Na parterze znajdują się pomieszczenia gospodarskie Z obszernej kuchni prowadzą schody na piętro do pomieszczeń mieszkal- nych Pośrodku piętra mieści się sala de fa- milia — świetlica z wyjściem na werandę Werandy i galeryjki są charakterystyczne dla asturyjskiego budownictwa mieszkal- nego Na dosc wysokim poziomie stoi tu rol- nictwo i hodowla Asturia jest ważnym do- stawcą masła, mleka i serów dla całej Hisz- panii Zajmuje trzecie miejsce w kraju w produkcji kukurydzy, jest tez czołowym producentem ziemniaków i buraków pa- stewnych. Charakterystyczne dla krajobrazu astu- ryjskiego są campos de fabes — pola fasoli, która jest narodowym przysmakiem Astu- ryjczyków, oraz pumarades — sady jabłko- we. Bez fasoli i cydru nie ma dla Asturyj- czyków życia Pisarz asturyjskl Valentin Andres stwierdza z gracją „Jeśli z powodu jabłka utraciliśmy raj, to dzięki cydrowi odzyskaliśmy go" Asturyjczycy piją ten napój w ogromnych ilościach przy specjal- nych okazjach — i tyle samo bez okazji. Uroczystością na wielką skalę jest tu tra- dycyjne święto pasterza obchodzone w dniu sw Jakuba Tysiące pielgrzymów fromeros) ściąga nad jezioro Enol w pobliżu Cova- dongi z kobzami, bębenkami i namiotami Całą noc trwają zabawy, śpiewy, tańce. Po nabożeństwie w pustelni górskiej odbywają się tradycyjne zawody pasterzy bieg na szczyt góry, wyścigi czółen, ujeżdżanie ko- ni, rzuty do tarczy Nie trzeba dodawać, ze * przeddzień święta gromadzi się nad jezio- rem ogromne zapasy cydru Zdjęcie wykonane w jednej z w.osck AjtoriŁ Rolni- kom pomagają w pracy woły, k'ore są urn zwie- rzętami jucznymi Na wsi asturyjskiej zachował się do dziś zwyczaj wspólnego wykonywania czyn- ności gospodarskich. Najpopularniejsza jest osfoyaza — łuszczenie kukurydzy Każdego wieczoru zbierają się sąsiedzi w kolejnym domu, zwłaszcza młodzież, i pracują przy śpiewie i żartach. Praca kończy się zbioro- wą kolacją zwaną garulla, złozoną głównie z orzechów, kasztanów; owoców* i oczywi- ście cydru. Najwięcej obyczajów ludowych zacho- wało się wśród asturyjskich górali zwanych vaqueiros Niemniej cała Asturia charak- teryzuje się bogactwem obyczajowości lu- dowej. Jest krainą wyjątkową, w której cywilizacja przemysłowa koegzystuje na ra- zie zgodnie z tradycją Roman Dobrzyński H'szpo ma r elementarza Ksijzka I Wiedza. W-ikwm 1967 $ 5—6: Asfuno .Poznaj Świat' 1970 nr 4, s. 21
250 km 25 km . poln® Chociebuż NRD POLSKĄ NRF CSRS diisiun Drezno 33. ŁUŻYCE. KRAJ NIEZNANY KRAJ Dzisiejszy obszar etniczny Łużyczan o powierzchni około 12 500 km2 mieści się w granicach Niemieckiej Republiki Demo- kratycznej Jego zasięg ograniczają: od po- łudnia granica Czechosłowacji, od wschodu Nysa Łużycka i Odra, od zachodu Elstera. Na poludnio-zachodzie Łużyce sięgają w okolice Drezna, na północy graniczą z Bran- denburgią w odległości 70 km od Berlina. Ten maleńki kraj dzieli się na dwa regio- ny, różniące się od siebie znacznie pod względem fizjograficznym * i etnograficz- nym: Górne Łużyce i Dolne Łużyce. Górne Łużyce (dawne Milsko) rozciągają- ce się na południu, są bardzo urozmaicone krajobrazowo i dzięki swej malowniczości stanowią przedłużenie tzw. Saskiej Szwaj- carii. Im dalej na północ, tym wzniesienia stają się łagodniejsze; tu i ówdzie wznoszą się jedynie odosobnione bazaltowe wzgórza wśród okalającej je równiny. Nad całą tą częścią Łużyc królują szczyty licznych gor, z którymi lud wiąże dawne legendy Mni- śonc, Cornobóh, Hromadnik, Praśica, Lubin. Z biegiem Sprewy kraj przechodzi w pła- skie równiny, a na północy w bagnistą i pokrytą łąkami nizinę dorzecza Sprewy To właśnie Dolne Łużyce. Od licznych łąg i mokradeł (łęgi ♦, ługi) wzięły podobno swą nazwę Łużyce. Smutny, melancholijny krajobraz Dol- nych Łużyc znalazł odbicie w lokalnej nazwie Błota (= błota). Dość gęste tutaj lasy dały niemiecką nazwę tego obszaru — Spreewald (...) LUDZIE Serbowie Łużyccy (niem. Sorben lub Wenden) to jeden z narodów zachodnio- słowiańskich, spokrewniony z Polakami, Czechami, Słowakami i wymarłymi na Prze' łomie XVIII i XIX wieku PołabianamL [-1 Nieznana jest dotychczas dokładnie liczba Serbo-Łuzyczan Dawniejsze statystyk* urzędowe były pełne celowo wprowadza nych błędów. Przy sporządzaniu spis urzędnicy pruscy i sascy posługiwali się terrorem, wyśmiewaniem języka łużyckie^0 i pogardliwym stosunkiem do tych, którzy mieli odwagę przyznać się do swego sio wiańskiego pochodzenia. (...) Dziewczęta łużyckie w strojach ludowych język Łużyczanie posługują się dwoma języka- mi górnołużyckim i dolnołużyckim. Oba ję- zyki należą do zachodniosłowiańskiej gru- py językowej, przy czym górnołużycki jest bardziej zbliżony do czeskiego, podczas gdy dolnoluzycki wykazuje wielkie podobień- stwo do naszego. Te podobieństwa wynikły z bliższego sąsiedztwa Czech w odniesieniu do Górnych Łużyc, a Polski do Łużyc Dol- nych. Języki łużyckie, jedynie poza polskim > wymarłymi połabskimi, posiadają takie litery jak /, ś, ń, ź, oraz ó. Mają również ć, choć tą spółgłoską posługuje się także serbsko-chorwacki. Tyle byłoby zapożyczeń z naszego alfabetu. Z czeskiego natomiast zaczerpnięto e, ć, ś, f, i Na tym jednak nie kończy się bogactwo alfabetów łużyckich, dolnoluzycki posiada bowiem jeszcze zmięk- czone spółgłoski b', m', p', r', oraz w‘ Ciekawostką jest istnienie w obu języ- kach tzw liczby podwójnej oprócz znanej nam liczby mnogiej. Na przykład rybn w liczbie mnogiej brzmi ryby, ale rybie, jeśli są tylko dwie Podobnie i w odmianie czasowników, piśu = piszę, pHomy = pi- szemy, ale piSomej, jeśli piszą tylko dwie osoby. (...) ZWYCZAJE LUDOWE Muzyka i pieśń ludowa były jednym z ważnych elementów podtrzymujących du- cha narodowego. Typowy zespół muzyczny 7 — N« wielkim |.|diie 96
i husle (kobza, dudy nieliczne, uroczyste Część druga W AZJI Eligiusz i Henryk Ratajcza- ko wie: Łużyce, kraj niezna- ny. „Poznaj Świat". 1958 nr 5, s. 10—12. to kozol, me cha w a i gęśle), które dzisiaj oczywiście, podobnie jak u nas, ustępują innym instrumentom. Przy ich akompaniamencie śpiewa lud łu- życki hrónćka — skoczne melodie przypo- minające nasze krakowiaki, pieśni weselne, tzw. wuźenjenja, i wreszcie reję. Reja (por. polskie „rej wodzić”) to najpopularniejszy i bardzo różnorodny łużycki taniec ludowy, odpowiednik południowo-słowieńskiego ko- la czy rumuńskiej hory, utrzymany jednak w poważniejszym rytmie, podobnie jak nasz chodzony. Z bogatego niegdyś asortymentu zwycza- jów ludowych pozostały tylko Gdzieniegdzie jeszcze urządza się wesela, którym jednak daleko do dawnej świetności. Przędzenie lnu jest także okazją do przypomnienia starych zwyczajów, p0. dań i bajek. Zanikania obyczajów nie moż- na kłaść jedynie na karb wynaradawiania Łużyczan; zjawisko to spotykamy przecież wszędzie wraz z rozwojem cywilizacji.

y\zja jest nie tylko największym konty- nentem naszej planety, ale również kon- tynentem największych kontrastów. Tu znajduje się najwyższy szczyt świa- ta — Czomolungma (Mount Everest) 8848 m n.p.m i najgłębsza depresja kuli ziem- skiej — Morze Martwe, sięgające 394 m po- niżej poziomu morza. Na Oceanie Wielkim, w pobliżu wschodnich wybrzeży Azji roz- ciąga się największa znana głębia oceanicz- na Jest nią Rów Mariański wypełniony po- nad jedenastokilometrową warstwą wody. Nigdzie na zamieszkanym lądzie (a więc poza Antarktydą) słupek rtęci nie spada tak nisko jak w Wierchojańsku i Ojmiakonie, nigdzie też nie zanotowano większych opa- dów niż w Czerrapundżi u stóp najwięk- szych gór świata — Himalajów. W Azji na północy są wieczne lody i tun- dra ze skarłowaciałą roślinnością i stadami reniferów, a na południu wiecznie zielona dżungla z wyniosłymi palmami, pełna wrza- skliwych małp, potężnych słoni i drapież- nych tygrysów. Również na tym kontynencie znajdują się najludniejsze państwa świata: siedemsetmi- lionowe Chiny, półmiliardowe Indie, czy stumihonowa Japonia, której dorównuje liczbą ludności wyspiarska Indonezja. Jednocześnie obok bardzo gęsto zalud- nionych miast i terenów rolniczych — roz- ciągają się prawie bezludne pustynie, ste- py, lasy, tundry... Człowiek atakuje je od wieków, wkracza zwycięsko na trudne do zagospodarowania obszary dzięki coraz wnikliwszej wiedzy o środowisku przyrod- niczym, postępowi techniki, doskonalszym narzędziom pracy. W Azji Radzieckiej „głodny step" zakwita bawełną, wartkie rzeki posłusznie dostarczają energii dla ko- losów przemysłowych i z dnia na dzień wy- rastają miasta wśród strzelistych sosen i modrzewi tajgi. Niektóre z tych miast, jak na przykład Nowosybirsk, sięgają miliona mieszkańców. Geolodzy i górnicy wydzie- rają ziemi, skutej na dużych przestrzeniach wieczną zmarzliną, skarby takie jak dia- menty w Mirnym, złoto w Ałdanie, ropę naftową w Tiumeniu... Na Wyspach Japońskich z jedenastomilio- nowej stolicy wyjeżdżają pociągi, które za- licza się do najszybszych na świecie, w stoczniach rodzą się transportowe kolosy — statki olbrzymy sunące po morzach jak ogromne „drapacze chmur". W Indiach, na ulicach wielomilionowych miast, ruch zatrzymuje „święta krowa", lu- dzie umierają jeszczę z głodu. Jednocześnie w tym samym kraju powstają już nowo- czesne kopalnie i huty, przy których budo- wie mają swój udział również polscy specjaliści. Azja jest krajem kontrastów. 101
Rozdział I ZMIENIA SIĘ OBLICZE SYBERII 180* 50° Omsk l \ Jenisejsk j Tomsk q Nowosybirsk'\/\/J Tajga na Nizinie Zachodniosyberyjskiej Wśród leśnych bezdroży w lecie 1 w zimie główna droqa jest rzeka 34. SYBERIA — ZIEMIA OGROMNA Spojrzałem w okrągłe okienko (samolo- tu). Za nami rysowały się w dali szczyty Uralu — „granicznego muru" Azji i Europy. Tu zaczyna się więc Syberia — ziemia skar- 102 bow, potężnych rzek i ogromnych bu dowli. [...] Wielka ziemia; ogromna. Spośród wsZ^ kich drzew kuli ziemskiej — co trzecie r0 nie właśnie tu, na Syberii. 80% skarbów mineralnych i energetycznych ZSRR kryją w sobie ziemie i rzeki Syberii. Właśnie tu, na Syberii, powstają najwięk- sze na świecie elektrownie wodne. Prąd z tych elektrowni poruszy setki nowych, ogromnych fabryk, oświetli nowe miasta, pchnie nowymi szlakami elektryczne pocią- gi. Węgiel, diamenty, złoto, żelazo, nafta — i drzewa, wielkie morze drzew. Potężna taj- ga, którą coraz częściej budzą ze snu ma- szyny. Maciej Zimińskl. Osiem dni w krainie niedźwiedzi. War- szawa 1964, Nasza Księgar- nia, s. 15—16. 103
35. W TUNDRZE Najtypowsza tundra to podmokłe łąki i ba- gniska z roślinnością złożoną w znacznej mierze z mchów I porostów. Oczywiście nie brak tam i roślin kwiatowych, lecz jest ich niewiele. (...) W zimie tundra jest pokryta cienką po- włoką śniegu. Można po nim nie tylko łatwo poruszać się bez nart, nie zapadając się po kostki lub po kolana, lecz mogą jeździć po nim również ciężkie samochody z dużym Nieodłączna dla obrazu tundry arktycznej jest sylwetka renifera. Dzisiaj jest on zwierzęciem udomowio- nym Na zdjęciu zaprzęg reniferów pędzący przez tundrę w pobliżu Morza Arktycznego ładunkiem. Z takiego śniegu z łatwością da ją się wycinać wielkie bloki, używane na północy do budowania schronień dla ludzi (igloo). Olbrzymie przestrzenie śnieżne w tundrze są tak jednostajne, a śnieg tak nieskazitel- nie biały, że zatraca się zupełnie poczucie odległości. Jeżeli dodamy do tego jeszcze wyjątkową przejrzystość idealnie czystego powietrza w zimie, zrozumiemy, dlaczego oko ludzkie zatraca poczucie perspektywy. Ma przykład wydaje się nam, że stercząca skała lub wielki głaz, położone w rzeczy- wistości o kilka kilometrów, znajdują się dosłownie o parę metrów od nas. W po- godną noc księżycową z nadzwyczajną do- kładnością widoczny jest przeciwległy brzeg jeziora odległy o 18 km. (...) W lecie tundra czaruje człowieka bo- gactwem kwiatów i życiem tętniącym nad wodą. Na tle brunatnych mchów niebiesz- czeją kobierce niezapominajek o wielkich kielichach kwiatowych. Całe polany tworzy biało kwitnący dębik ośmiopłatkowy. Na cienkiej smukłej łodydze duma blado- żółty mak polarny Goryczka, przetacznik i setki innych kwiatów porastają tundrę. Miejscami tulą się do ziemi drobne krzaczki wierzby polarnej, pełza po mchach karłowa- ta brzoza polarna. Morożka — malina roz- pościera wachlarzowate liście, usiana deli- katnym białym kwieciem. Góruje nad nią borówka-czernica, a jeszcze wyżej rozpo- starła swe gałązki wielka soczysta łochy- nia. W dole, tuląc się do ziemi w gąszczu mchów, ściele się splątana sieć cieniutkich niteczek zakończonych malutkimi liliowymi dzwoneczkami, które w jesieni zamieniają się w czerwone jagody. Dojrzałe jagody, wielkie i ciężkie, lezą bezwładnie w wil- gotnym mchu. To żurawiny. Jesień jest ich „porą". Setki tysięcy, miliony jagódek otu- lają kępki przemieniając je w widoczne z daleka czerwone czapy. Bogactwo jagód w tundrze jest tak wiel- kie, że się ich nie zbiera, lecz — jak mówią miejscowi mieszkańcy — „bierze". (...) Z letniego ciepła i światła korzystają rów- nież zwierzęta. Niech tylko temperatura podniesie się powyżej zera, a już zjawiają się pierzaści goście z południa. (...) Komarów i innych dwuskrzydłych owa- dów jest w tundrze w lecie tyle, że całe ich chmary unoszą się w powietrzu zasłaniając słońce i przytłumiając światło pogodnego dnia. Jest tu więc prawdziwy raj dla ptac- twa. Nie traci ono czasu ani sił na wyszu- kiwanie pożywienia. Wystarczy, aby ptak wdrapał się na jakąś kępkę lub pagórek i zwrócił rozwarty dziób pod wiatr, a w jed- nej chwili napcha go smaczny pokarm „mięsny”. (...) Nieodłączna od obrazu tundry arktycznej jest sylwetka renifera Dzisiaj jest on zwie- rzęciem udomowionym i w stanie całkowi- cie dzikim zachował się w nielicznych za- kątkach tundry. Wyjątkowo pięknie wyglą- da dziki renifer w biegu: z głową uniesioną ku górze, z rogami leżącymi na grzbiecie, sadzi po tundrze z nadzwyczajną lekkością zadziwiając doskonałą swobodą ruchów Re- nifery są nadzwyczaj płochliwe. Siad samo- chodu na śniegu tak przeraża renifera, że nie odważy się go przekroczyć. Renifer żywi się mchami i porostami wy- grzebując podczas zimowych miesięcy po- żywienie spod śniegu. Głównym jego po- karmem jest porost zwany chrobotkiem re- niferowym, mylnie nazywany nieraz mchem. Typowym zwierzęciem tundry jest rów- nież lis polarny. W zimie ma futro białe, w lecie brunatne. (...] Wiele innych zwierząt tundry ma białe zabarwienie: biały niedźwiedź, biały wilk, biała sowa, zając-bielak, pies-łajka. Irena Gieysztorowa: W tun- drze. „Poznaj Świat” 1961 nr 7, s. 7—10. 105 104
36. XA ROŻNYCH SZEROKOŚCIACH GEOGRAFICZNYCH 23—30 maja Cztery doby pędził pociąg z Moskwy do Omska wśród pól i lasów. Piątego dnia wy- prawa jadąca w tundrę wsiadła na statek. Biały, pasażerski statek zahuczał po raz ostatni, zaterkotał kołami i niepostrzeżenie odbiwszy od przystani popłynął w kierunku kręgu polarnego, do Salechardu. Suchy i palący wiatr przecinał Irtysz i hu- lał po stepie. (...) Płyniemy już kilka dni, a wokoło wciąż woda, wciąż wierzbina na brzegach i łąki, a za nimi tajga bez kresu i końca Niekiedy zbliza się ona do rzeki i zatrzymuje na jej brzegu wysokim i urwistym. W ciemnej gęstwinie świerków, sosen i cedrów; gdy statek płynie blisko brzegu, dostrzegamy zielone igły, a na brzozach liście świeże i lepkie. Biaie pnie brzóz wśród choiny rY sują się ostro, są piękne. Jest ich niewiele i może dlatego trudno od nich oderwać oczy... Pewnego razu uderzył nas cudowny obraz wieczorem niebo na południu było mroczne, a na północy, jakkolwiek bezgwiezdne, ja* niało. Był to słaby blask dnia, który 0<^szee na północ. Zbliżaliśmy się powoli do ni 9°- I -l ? po Szóstego dnia, gdy płynęliśmy Ju rzece Ob, tajga odsunęła się od nas, zro się zimno. Zieleń znikła. Zeszłoroczna, ciona trawa pokrywała rdzawe łąki- natnych gałęziach wierzb dopiero PS pączki. Łabędzie srebrzyły się na jeziorach jak plamy śniegu, a pozostały gdzieniegdzie śnieg bielał zupełnie jak łabędzie. Klucze dzikich gęsi leciały ku zorzy po- larnej, a po rzece kręciły się nieustannie kaczki. Na wyspach widać było czumy, kry- te korą brzozową — wychodzili z nich mali, przysadziści Chantowie * z warkoczykami i długo przyglądali się statkowi. (...) 4 czerwca Wokoło z rzadka rozsiane karłowate mo- drzewie, zamarznięte bagna, wśród nich wy- sokie kępki, kotlinki gęsto zarośnięte krze- wami brzozy polarnej i karłowatej wierzbi- ny To lasotundra. Na ośnieżonych wzgórzach wielkie czar- ne przetainy. Na jeziorach koło brzegu błękitne pasma wody. Nocy prawie nie było Gdy wieczorami niebieskie cienie padały na wiosenny śnieg przepojony wodą, nabierał on barwy zie- lonkawobłękitnej, we dnie lśnił w słońcu, jakby promieniował wszystką wiosenną mo- cą. I oczy bolą od tych świateł i serce się raduje. — Moje oczy nie mogą znieść tego, trze- ba drewniane oczy włożyć — powiedział Stiepan wyjmując z kieszeni drewniane oku- lary z maleńkimi otworkami zamiast szkieł. Włożyłem również ciemne, ochronne szkła — śnieg przygasi i oczy odpoczęły. — Ga... ga... ga... — z przestworzy dole- ciał nas daleki, spokojny odgłos. I znów: ga... ga-ga... ga... Spojrzeliśmy w górę; to dzikie gęsi ciągnęły nierównym, trójkątnym kluczem. Leciały wysoko w kierunku zorzy. (...) Nagle ujrzeliśmy na ziemi świeże ślady. Było ich wiele. Jakieś wielkie stworzenie przeszły tędy — na północ, ku zorzy. — Szlak „kasłania” * — powiedział Stie- pan wskazując na ślady. Szliśmy dzień jeden, drugi — wciąż po tych samych śladach, tajemniczym szlakiem. Trzeciego dnia wśród tropów wielkich zwierząt dojrzeliśmy maleńkie ślady — cał- kowicie podobne do poprzednich. Widać w drodze urodziły się małe. Wczoraj stał tu czum, dziś wczesnym rankiem przeszedł tam. Stiepan wskazał na połnoc, dokąd prowa- dziły ślady. Wszystko zrozumiałem, to Neńcy pę- dzili stada reniferów z zimowych pastwisk leśnych na letnie — w tundrę — tam, do- kąd leciały dzikie gęsi, ku morzu na pół- nocy. Noc nie zapadała Zamiast niej świeciły dwie zorze złączone w jedną. Połowa nieba, góry Uralu, cala tundra, gorzały różowym ogniem. Na południu ziemia na wiosnę roz- kwita wspaniale wszystkimi barwami, a nie- bo jest w jednym tonie. W strefie polarnej wiosna na ziemi nie jest kolorowa, ale nie- bo zmienia barwę niemal co godzinę. O za- chodzie słońca, po białym zmierzchu, przy- chodzi błękitny wieczór, po nim różana zo- rza i w ślad za nią następna, taka sama. Między dwiema zorzami jest jedna chwila, jakby wspomnienia nocy — nie przypomina ani dnia, ani nocy, ani zorzy... Gdy dwie zorze spotykały się ze sobą — w krzakach poczynały nawoływać się głośno białe ku- ropatwy. W tym momencie na koniuszkach listków osoki pojawiały się krople rosy. Był to znak — że tam, daleko na południu, za- padła noc. Dwie rzeki — Poluj i Ob — złączone w uścisku, rozlały szeroko na dziesiątki ki- lometrów i jakby zastygły. Zorza — sam nie wiem — poranna czy wieczorna, świe- ciła różowym blaskiem. Woda chciwie chło- nęła jej światło. Wysepki i wierzby odbijały się w rzece i same zdawały się tylko odbi- ciem w porannym, wilgotnym, nasyconym słońcem powietrzu. Az oczy bolą od tycn blasków Niebo spadło do wody i woda sta- ła się jak niebo. 107 106
Wokoło x rradku rosną karłowate brzozy. Las ustępuje miejsca tundrze. Z pokładu kutra oglądaliśmy długo rozle- wiska rzeki Przez polanę przemknął jakiś zwierz — pewnie byl to wilk Nagle w kutrze zepsuł się motor. Gdy , przybiliśmy do brzegu, opadły nas całe roje komarów Załoga rozpaliła dymne ogniska Wziąłem broń, opuściłem na twarz siatkę, włożyłem rękawiczki (też przeciw koma- rom) i przez krzaki pobiegłem nad jezioro, skacząc z kępki na kępkę. Połaziwszy po wodzie i zabiwszy kilka kaczorów ruszyłem z powrotem Komary, brzęcząc cieniutko, , atakowały mnie nieustannie. Chmura, którą utworzyły, była tak gęsta, że aż grzęzła w niej ręka Dokądkolwiek bym poszedł — komary lecą za mną. Siatka zahaczyła o ja- 108 kiś krzak i spadła mi z twarzy. Komary rzu- > się na mnie. Trzepnąłem ręką po twa- rzY — i ręka, i twarz stały się mokre. [...] 4 hpca s'oPam|flcośOtwbaar9r|ni'? CZUJe się częsl° pod Przebijając n ,e9°' JakbY kamień. Kij, trzymuje sic °W rnc^ów, również za- wiecznie C2Yniś twardym. Jest to nie taję tak ziemia Okryta mchem, pokrytych roślinności/11 m,ejscach io ‘P^lym^ade/T 9<Jyby ŚW'C' 5 em> Ten grad to srebrzyste
puszyste kulki na małej roślince — weł- niance, pokrywającej ziemię. Niekiedy napływała (ala dusznego, moc- nego zapachu dzikiego rozmarynu. Trawa wszędzie niziutka i lak rzadka, że nawet stopy nie zasłania. Wokoło rosnę krzaczki. Zerwałem krzaczek pnącej rośliny wyso- kości najwyżej dziesięciu centymetrów. — Cóż to za trawa? — zapytał mnie Jew- genij Nikołajewlcz. — To nie trawa, tylko wierzbal [...] Idziemy dzień, dwa, idziemy Już wiele dni — oganiając się bez przerwy od koma- rów wierzbowymi gałązkami. Naokoło doli- ny i wzgórza, błota i jeziora i wiecznie jasny horyzont. Nocy nie ma Wciąż bagna i bagna. Gdy wyciąga się nogę, słychać chlupotanie. Idąc, słyszy się za sobą. — chlup, chlup — jakby korki od butelek strzelały W te pierwsze dni lipca tundra stroi się w kwiaty i trawy. Pod wpływem gorących promieni nie zachodzącego słońca obszary jej niemal w oczach pokrywają się ziele- nią. Rośliny rosną tak szybko, że różnicę można zauważyć już po dwóch, trzech go- dzinach. (...) Zatrzymałem się i począłem kopać łopa- tą dół — chciałem się przekonać, jaka tu jest gleba. Łopata zadźwięczała na głębo- kości osiemdziesięciu centymetrów — dalej była ziemia nie rozmarzająca nigdy. Rozrą- bałem glebę trochę głębiej i podniosłem na łopacie zmarzniętą grudkę ziemi. Jewgenij Nikołajewicz wziął z łopaty bryłkę lodu, polizał ją i powąchał — Pachnie? — zapytałem uśmiechając się — Tak, pachnie tysiącami lat — odpowie- dział poważnie mój towarzysz — Woda te- go kawałeczka lodu zamarzła prawdopo- dobnie w epoce, kiedy jeszcze nie było czło- wieka na Ziemi. A. Szachów Na różnych szerokościach geogralicz- nych. Wyd. li. Wydawnic- two MON. Warszawa 1952, s. 76—96 109
1 37 DO TAJGI PO SZYSZKI Mo- । Ale taka nad Obią jest leń świerka i jodły zaczęły przenikać Tajga niedaleko Bracka. Dorodne strzeliste sosny lubią światło i dlatego nigdy nie tworzą gęstwiny Im dalej, tym las stawał się mroczniejszy i bardziej gęsty. Było trudno przedzierać się, więc od czasu do czasu zatrzymywa- liśmy się. Wówczas ogarniała nas martwa cisza: mnie, mieszkańcowi środkowej stre- fy ZSRR, ta martwota wydawała się dziwna. Ani śpiewu ptaków, ani skaczącej wiewiór- ki, ani jakiegokolwiek innego zwierzęcia. My też poddaliśmy się milczeniu lasu, a na- wet zawsze wesoły i rozmowny Misza szedł milczący. Przewodnikiem był Andrej, miesz- kaniec tajgi, który od dziecinnych lat towa- rzyszył ojcu na polowaniach, posępny, zamknięty w sobie wytrwały i odważny młodzieniec. — A czy ty dobrze nas prowadzisz? — rzekł z powątpiewaniem Wania. — Naturalnie — odpowiedział Andrej idąc w dalszym ciągu przed siebie z taką samą pewnością Wkrótce las się zmienił. W posępną zie- j inne 110 gatunki: wyjrzała strojna w swym jesien- nym ubiorze jarzębinka, dwie—trzy czerem- chy, nachylała się wierzchołkiem cienka brzózka. Pod nogami już nie chlupało wi docznie okolica była wyższa — drzewa wy stępowały coraz rzadziej, pogmatwany as skończył się i przed nami rozpostarł się zu^ pełnie nowy widok Wysokie, proste ce ry wyparły gładkimi, wielkimi pniami inne ga tunki tworząc w lesie jak gdyby cedrową. Ich konary i gałęzie, zaczynają^ się bardzo wysoko nad ziemą, były s odziane w puszystą zieleń igieł. P°CZ3 wo wziąłem te drzewa za sosny, ale rzawszy się uważnie kolorowi pnia i kości igieł, przekonałem się, że mam P sobą cedr. x4’chat — A gdzie szyszki? — zapyta* zwracając się do Andreja. ^j. Andrej w milczeniu wskazał w g r\nął. sza podniósł głowę i wyraziście Istotnie, szyszki były wysoko. [—] Przecież to dopiero skraj lasu. Poszukamy dalej. Weszliśmy w głąb lasu cedrowego. Jego czystość i wysokie, proste pnie z rozgałę- zioną zielenią koron w górze pieściły oczy. Ale opadłych szyszek było mało Nasze wor- ki zwisały prawie puste. Nagle Misza przy- śpieszył kroku i zobaczyliśmy, że często się schyla — widocznie natrafił na dużą ilość szyszek. Po chwili byliśmy obok niego. Rze czywiście, pod ogromnym, starym cedrem usiany był cały dywan z szyszek. W tej chwili wydostaliśmy nasz duży worek, po upływie kilku minut był już pełny, opar w szy go o pień drzewa zaczęliśmy napełniać drugi; napełniliśmy go już do połowy, g Y nagle spadl na nas istny deszcz szysze jący mocno po plecach Misza krzyknął o skakując w bok i jakby w odpowiedzi jego krzyk rozległo się z góry głośne pory kiwanie. Podnieśliśmy głowy i na chwilę za- marliśmy. W górze na grubym konarze dział niedźwiedź. Rozgarnąwszy gałęzie wsunął pysk między zieleń cedru i z wy- raźnym oburzeniem patrzył na nas kradną- cych jego szyszki Zerwaliśmy się z miejsca lżej niż puch i drapiąc sobie o gałęzie twa- rze i ręce zaczęliśmy uciekać. Oprzytomnie- liśmy, kiedy byliśmy juz daleko Nic nie zakłócało ciszy leśnej; było oczywiste, ze nie mieliśmy za sobą pogoni. — To rozumiem — zaśmiał się Misza — A ja się zastanawiałem dlaczego to tylko pod jednym drzewem leżą szyszki? (...] Kiedy wydostaliśmy się już na gościniec, dopędził nas ojciec Andreja powracający skądciś próżnym wozem. |.„] — No jakże? Piękna nasza tajga? — spy- tał mnie — Podobała się? — Nie. Wilgotno, las zanieczyszczony, wszędzie suchodrzew. Nasze lasy pod skwą są ładniejsze. Tylko cedrowy las ładny. — Tak. Tajga .
Tajga nad Janą. Duża część tajgi jest podmokła, bez dróg. Latem grzęźnie się w torfiastym podłożu i ślady stóp ludzkich szybko zanikaję stoją w niej po pas kudłate i proste — i ką- pią się w niej. Później woda spłynie, pozo- stawi ił, a im jest przyjemnie. Między świer- kami i jodłami gnieżdżą się wszelkie krze- wy porzeczki, maliny, aż strach, ile tam tego: Pnącza, brzozy — ani przejść, ani przejechać. — A czy tajga Wschodniej Syberii jest tak samo martwa, jak ta? Ani ptaków, ani zwierząt? — spytałem. — Martwa? Nie, tajga me jest martwa ani tu, ani tam, ona tylko wydaje się taka Ptactwa nie doliczy się w mej, a grubszego zwierza jest jeszcze więcej. Tylko, widzicie, i ptaki, i zwierz gruby ciągną ku skrajom lasu i ku polanom. — A jakież to skraje? W tajdze jest ich niewiele. — Otóż, co do tego, to się bardzo myli- cie Cóż, myślicie, że tajga ciągnie się zwar- tym pasem? Nie. Zwarty las rzadko gdzie bywa Wszędzie co 10—15 km spotyka się duże bagna pokryte mchem albo łąki nad- rzeczne lub nadjeziorne, albo tundry poło- żone na wysokich miejscach, albo wreszcie po prostu wysokie pasma skalne. Otóż tam trzyma się w pobliżu i dzikie ptactwo i gru- by zwierz Chociaż są w lesie, ale zarazem blisko brzegu Znowu umilkł nagle, jakby pochłonięty wspomnieniami, dodał — Ech, bywało do- brze! Rozpalało się ognisko, wypatroszalo się zaraz kaczuchnę i oblepiało ją wraz z piórami cienką warstwą gliny. — Z piórami? Po co? — A ot, posłuchajcie Oblepisz — i do ziemi pod ognisko Tymczasem nabierzesz w imbryk albo w kociołek wody z Wiluja i narychtujesz ją nad ogniskiem. Ogień po- trzaskuje. Siedzisz dookoła — pięknie, a powietrze to już takie, że drugiego po- dobnego nie znajdziesz. Sosna, jodła, cedr, świerk — każde po swojemu pachnie. A oto, patrzysz i woda już gotowa. Zdejmu- jesz kociołek, przesuwasz ognisko na bok i wygrzebujesz kaczuchnę. Cała glina po- pękała. Zaczynasz ją oddzielać, a z nią od- chodzą wszystkie pióra, przylepiły się do gliny. A soczystość cała pozostaje w mięsie. Żadna gospodyni tak nie upiecze. Najesz się i patrzysz, a już wabią cię pyszne jago- dy. Echl Nie umierać! Nie będę sobą, jeśli jeszcze choć raz tam nie pojadę. S W Czefranow, E. F Jó- zefowicz, W A Rausz: Opo- wiadania geograficzne. War- szawa 1953, Nasza Księgar- nia, s. 241—244. gdybyście trafili nad Lenę! To dopiero taj- ga! Tam jest modrzew. Co prawda, bardziej ku północy jest on drobniejszy, ale za to w kierunku Olekmińska drzewa mają 1,5 m średnicy i do 27—30 m wysokości. Drzewo w drzewo — do wyboru. Drewno twarde — siekiera go nie bierze. Zdarza się i taki ka- wałek, który tonie w wodzie — doprawdy! Taki las stoi sobie 200—300 lat i chyba tyl- ko wiatrowi się kłania. — Daleko tam bywaliście? — Uch! Przemierzyliśmy całą tajgę. W kierunku Witima — tam lasy są wy- rośnięte! jak tam las bujnie rośnie! Tam mieszają się w nim wszelkie gatunki: olcha, brzoza, topola, osika. Przejść wprost przez las — nie ma żadnej możliwości Musisz iść ścieżkami albo śladami zwierząt, inaczej 112 w żaden sposób się nie da. Pomilczał trochę i znów przemówił. — Przecież każde drze- wo lubi co innego. Powiedzmy modrzew, szczególnie daurski, ten lubi słońce, dąży do niego, bez silnego światła nie może żyć. Najwięcej spotyka się go na suchych grzę- dach i pagórkach. Nie znosi wilgoci, od ni- zin i rzeczek stroni, boi się wody i z wielu drzewami, powiedzmy, z brzózką, z topolą żyje w przyjaźni. A oto sosna, ta trzyma się bardzo osobno, tworzy czysty, jednolity bór Na południe od Olekmińska jest jej też du żo, ale najpiękniejsza jest w dolinie Wiluja Na prawym brzegu Wiluja przeważnie wy stępują żółte, lotne piaski. Tutaj właśnie ona wolne życie. Nie bardzo też lubi niziny Są to miejsca dla świerka i jodły. One wody nie boją. Zaleje je wiosenna wo a 8 — Na wielkim Udzie 113
33. KLIMAT JAKUCJI Choć kraj ten rozściela się na przestrzeni 68° długości i 22° szerokości, ma jednak klimat dość jednostajny Zima na całym ob- szarze zaczyna się prawie jednocześnie. Na północy łagodzący bądź co bądź wpływ Oceanu Lodowatego opóźnia jej pojawienie się; na południu znów wysokie nad poziom morza wzniesienie lądu przyspiesza jej na- stąpienie W początkach września cała krai- na zaczyna stygnąć i podmarzac, a w poło- wie października powleka się jednolitym całunem śniegu, który juź nie ginie (...) Lecz nigdzie zima nie jest tak okrutna, nig- dzie temperatura nie spada tak nisko, jak w Wierchojańsku. Tam na stokach gór, w dolinach zakrytych od południa, a otwar- tych na północ, wznosi się tron podbiegu- nowej zimy, tam zjawiska jej dosięgają ze- nitu. Ciemno, cicho, sucho i lodowato. Mija- ją tygodnie bez żadnych zmian. Noce wy dłuzają się i ukrócają niespostrzeżenie. wciąż te same gwiazdy i księżyc jarzą siQ nad śniegami, słońce nie wschodzi wschodzi na chwilkę, zimne, mdłe i sP*eS^ schować się wśród ciemnych mroźnych manów Wiatry drzemią. Czasem P°W^0 lekki miejscowy sałgyr, na szczęście bar słaby i nietrwały, gdyż inaczej lasy przez mrozy na kryształ prysłyby Pocl tchnieniem jak szkło i zwierz w najciep sze odziany futro zginąłby niechybnie. Zmia- ny temperatury następują nieznacznie i zi- mno dnia nie różni się prawie od zimna nocy. Nic się nie ruszy, nie zadźwięczy; ptak nie przeleci; wszędzie białość i spokój marmurowej kostnicy. Nawet sklepienie nieba wydaje się utoczone z lodu, tak jest przejrzyste i blade. [...] Powietrze wydaje się zupełnie nierucho- me i tylko drgnięcia pękającej od mrozów ziemi są w ciągu długiego czasu jedynymi ruchami wstrząsającymi zmartwiałą przy- rodę, a barwne zorze wschodu i zachodu jedyną jej krasą. Za kołem biegunowym, gdzie słońce czas jakiś nie wznosi się zupeł- nie nad horyzontem, te zorze zastępują dzień. (...) Do właściwości tutejszej zimy zaliczyć Jakucja to w znacznej mierze kraj górzysty 115 " ypada zwiększone przewodnictwo dźwię- ków; z odległości paru wiorst już łatwo usłyszeć można skrzyp sań, kroki i głosy W noce, szczególnie mroźne, lecą w prze- stworza nieuchwytne — tajemnicze szmery, które Jakuci nazywają „szeptem gwiazd” (Kołymsk, 1883 r.J. (...) W zimie polowanie zupełnie ustaje. Wprawdzie Jakuci północnych płaskowyży stawiają łuki-samostrzały w tym właśnie czasie na lisy, ale w największe zimna, na- wet ci dobrze odziani drapieżnicy niechęt- nie się włóczą i nie wpadają w pułapki. Ry- bołówstwo przerywa się, gdyż ryba śpi pod lodem w mule, w głębokich odmętach. Wszę- dzie cisza i nieruchomość zaklętego państwa (zimy), (...) Lato jakuckie w pierwszej połowie jest 114
Radneck.3 stacja badawcza za kołem podbiegunowym północnym suche i skwarne. W ciągu czerwca, często i lipca pada zaledwie parę deszczów, a cza- sem nic nie pada zupełnie. Tymczasem pa- nują prawdziwe afrykańskie upały. Termo- metr w cieniu wskazuje nieraz +30°, a na- wet + 37®C. [.. ] Noce krótkie, trwają za- ledwie parę godzin; temperatura opada do — 3C 4-4°, a często nawet do zera Nie ma tez roku, aby lato upłynęło bez niespodzie- wanego wśród największych upałów przy- mrozku (...] Roślinność jakucka rozkwita w całej pełni w początkach lipca. Gdyby wówczas można było z góry ogarnąć wzrokiem krainę, WY* dawałaby się ciemnozielonym kobiercem od gęsto pokrywających ją lasów. Las, prze- ważnie modrzewiowy, rośnie wszędzie. Opracowane na PodstdJJ'* W. Sieroszewski DwanaW lat w kraju Jakutów W la, T XVII Kraków • Wydawnictwo LHeracu’* s. 31. 41, 64 ^p'T 19. BADACZ ŚWIĘTEGO MORZA — BENEDYKT DYBOWSKI Po upadku powstania styczniowego 1863 roku wielu jego uczestników zostało zesła- nych przez rząd carskiej Rosji na długo- letnie zesłanie lub ciężkie roboty na Sybe- rię. Było wśród nich wielu wybitnych uczo- nych i podróżników Na terenach prawie dotąd nieznanych Europejczykom przepro- wadzali badania i organizowali pionierskie, wymagające nadludzkich wysiłków, od- krywcze wyprawy. ^kład naukowy Polaków w zbadanie Sy- berii jest ogromny Mówią o tym liczne nazwy geograficzne związane z imionami najwybitniejszych z nich, a szczególnie Aleksandra Czekanowskiego, Jana Czerskie- go i Benedykta Dybowskiego oraz jego wie- loletniego współpracownika w badaniach Bajkału — Wiktora Godlewskiego. Rząd Radziecki pragnąc uczcić zasługi Be- nedykta Dybowskiego (1833—1930) nazwał jego imieniem naukową stację hydrobiolo- giczną, którą zbudowano nad brzegami Baj- kału w latach 1930—1933. [Oprać. I. B.) ♦ W lutym 1864 roku za Benedyktem Dy- bowskim zamknęła się brama cytadeli war- szawskiej. Po wielu miesiącach męczącego śledztwa 117 116
Bajs-al — najgłębsze jezioro światu Otaczają go wysokie góry. Różnica między najwyższymi szczytami tych c >r ; największą głębią wynosi około 3 kilometrów W rejonie Bajkału często zdarzają się trzęsienia zie- zapad! wyrok, kara śmierci zamieniona w ostatniej chwili na 12 lat katorgi. Warszawę opuścił 10 sierpnia 1864 roku w 50-osobowej grupie zesłańców Podróż trwała do wiosny następnego roku. Przeby- to 8 tysięcy kilometrów rożnymi środkami lokomocji, koleją, kibitkami i pieszo. | .] Młody uczony nie tylko nie załamał się w ciężkich warunkach katorgi, ale podjął ogromny trud zbadania mało wówczas zna- nej fauny i flory syberyjskiej. Po dniu cięż- kich robót znajdował jeszcze dość siły, żeby zbierać rośliny, łowić i preparować ptaki. Swoje cenne zbiory sobie tylko wiadomymi drogami w^ysyłał do kraju. Po trzech latach katorgę zamieniono na zesłanie Mając większą swobodę mógł te- raz całkowicie poświęcić się pracy nauko- wej. „Swdęte morze” — Bajkał, najgłębsze je- zioro świata, pełne tajemnic i legend, oko- lone łańcuchem potężnych gór |. 1 Niewiele podówczas wiedziano o tej olbrzymiej masie wód o powierzchni 34 tys. km2. Badania do- konane przez różnych podróżników wy- dały się Dybowskiemu powierzchowne, nie oparte na poważnej podstawie naukowej Szcźegolne wątpliwości Wzbudziło w nim twierdzenie, jakoby poza rybami nie hyło w Bajkale żadnych innych żyjących orga nizmów zwierzęcych Stąd na pewnym P°* stoju etapowym zrodziła się myśl zbadania Bajkału. Dybowski wiedział, że porywa się * przedsięwzięcie ryzykowne, ale była 1° tura, która nie tylko łatwo zapalała się nowych badań i odkryć, ale przy ich do । nywaniu nie szła na żadne kompromisy Osiedliwszy się w Kułtuku Dybowski i 1 118
go przyjaciel, Godlewski, przystąpili do pra- cy. ' Był to grudzień 1868 roku Bajkał był ścięty lodem „Powierzchnia cała — jak czy- tamy we wspomnieniach — jak okiem sięgnąć była gładka tak, ze lod miał wygląd kryształowej płyty. |...| Na te gładkie prze- stwory puściliśmy się z rana przy jasnej, cichej pogodzie Dno występowało z całą dokładnością, jakby było prześwietlone od spodu Czasami zdawało się, ze jakimś cu- dem stąpamy po powierzchni nie zamarznię- tej, jak gdybysmy me byli oddzieleni od niej żadną twardą przestrzenią." Pod lodem żył Bajkał. Burzył się, bunto- wał, usiłując zrzucie z siebie zimową powło- kę O taflę lodową z ogłuszającym hukiem wściekle tłukły się fale. „Rzadko kto wy- trzymuje tę kanonadę — opowiada Dybow- ski — Trwa ona nieustannie to wzmacnia się i imituje wystrzały armatnie, to przyci- cha, a wtedy daje się słyszeć jakby daleki gruchot karabinów, [ ] niespodziewanie wy- bucha | | strasznym gromem, podobnym do pęknięcia granatu lub bomby." Już pierwsze obserwacje pozwoliły roko- wać wielkie nadzieje. „Okrywszy głowy nie przepuszczającą światła zasłoną, zbliżyliśmy się do lodu To, cosmy zauważyli, napełniło nas radością " Badania Bajkału wymagały niezwykłego hartu Dybowski i jego towarzysz tygodnia- mi całymi zmuszeni byli przebywać na je- ziorze podczas srogiej syberyjskiej zimy nocując na saniach Kilofami wyrąbywali przeręble i przy pomocy prymitywnych na- rzędzi własnej konstrukcji wydobywali z głębin jeziora coraz to nowe, nieznane dotąd gatunki ryb, kiełzy i innych zwierząt słodko- i słonowodnych Fauna bajkalska stała się tematem kilku rozpraw Dybowskie- go, w których uczony, na podstawie zebra- nych okazów, udowodnił istnienie w jezio- rze różnorodnego i oryginalnego świata zwierzęcego. Udało się też Dybowskiemu rozwiązać za- gadkę małej rybki bajkalskiej, zwanej goło- Ucncdykl Dybowski w roku 1883 do zagadnień się wyłącznie mianką Dawniejsi badacze stwierdzili, że w pewnym okresie fale jeziora wyrzucają na powierzchnię tysiące martwych ryb Przypisywano to trującym właściwościom gazów na dnie Bajkału Polski uczony słusznie rozumował, że gdyby przyczyną smęcia ryb były gazy, ofiarą ich musiałyby pasc nie tylko gołomianki Wytrwałe obser- wacje dały wyniki rewelacyjne Okazało się, że gołomianki należą do gatunku ryb zyworodnych, które po wydaniu potomstwa natychmiast giną. Odkrycie Dybowskiego było wielkim sukcesem naukowym Nic więc dziwnego, że napisał w swoim dzien- niku: „Gołomianka, chluba Bajkału i moja" Badania nad fauną Bajkału przyniosły uczonemu sławę. Nie poprzestaje na tym. Penetruje dorzecza Amuru i Ussuri, a po uwolnieniu z zesłania, już jako wolny czło- wiek organizuje wyprawę na Kamczatkę Działalność Benedykta Dybowskiego nie ograniczała 119
Oryginalny widok Bajkału z „groty" pokrytej soplami. „Grotą" jest statek „Wereszczagin" specjalnie przy- stosowany do naukowych badan jeziora w okresie zimy ściśle naukowych. Prace badawcze nie prze- słaniały mu żywego człowieka Przeciwnie, zbliżały go do ludzi, każąc stanąć w obro- nie ginących plemion Kamczadalów i Ko- daków * Dybowski zakłada szpitale dla trędowatych, rozdaje lekarstwa, uczy ogrodnictwa i uprawy roli, aklimatyzuje woły, kozy, króliki — stara się dopomóc ludności w walce z surową przyrodą. Może najcelniej scharakteryzował jego d°r0^ profesor Jerzy Smoleński, obszerny arty poświęcając „Człowiekowi, który Pr^ez 1111 łość dla Polski potrafił kochać świat •Jadwiga Chudzikowska i Ja ster: Ludzie wielkiej przygody Warszawa I9S> Wiedza Powszechna. * 241—254. 40. NA DIAMENTOWYCH POLACH Gdy udaję się na lotnisko, niebo jest jesz- cze pełne gwiazd. Dobry to znak. Prawdo- podobnie pogoda nie zawiedzie i jeszcze dzi- siaj będę jadł obiad w Mirnym. W Mirnym I Przed niewielu laty nie istnia- ło nawet takie pojęcie geograficzne... To zagubione wśród tajgi nowe miasto sy- beryjskie powstało niedawno. Lasy, bez ro ża, wieczna zmarzlina, błota — długo bro niły tajemnicy tych stron. Nawet śmia i myśliwi syberyjscy zaglądali tu nadzwyczaj rzadko. Niegdyś założycielami pierwszych mias syberyjskich byli kozacy Jermaka, a późnie] Beketowa i innych. Dzisiaj, często są nim geologowie. Ich odkrycia bowiem decyc ują w wielu wypadkach o budowie nowyc y beryjskich ośrodków. Oni też stawia i u damenty pierwszych domów Mirnego wego miasta radzieckiego w JakucKiej Autonomicznej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Właśnie tu odkryto diamenty. Kimberlitowy * komin w Mirnym okazał się jednym z najbogatszych diamentowych złóż na świecie [...] — „Diamentowe łowy" — opowiadała Katia — rozpoczęły się w północno-zachod- niej Jakucji na krótko przed wojną. Grupy geologów * przemierzały dzikie i trudno do- stępne okolice... Kimberlit nie zalega bynaj- mniej w przyrodzie, tak jak wręgiel czy ruda żelaza. Na ogół minerał ten wypełnia głę- bokie, dochodzące nieraz do tysiąca i więcej metrów kominy o dość regularnej formie, najczęściej elipsy o przekroju 50—800 me- trów. Często kimberlitowy komin przykryły jest grubą wrarstwą torfów7 Tak, znaleźć kimberlitowe złoże w morzu tajgi, wśród bezdroży, bagien i walecznej zmarzliny nie jest latwro... 121 120
zło- z ogromną szybkością pornię- NAJriERW WIERCI SIĘ DZIURĘ ,e-n- .• . hir- rii 'wych labryk w Mirnym Tułaj odbywa się proces oddzielania diamentów od kiniberhiu Wiesław Iwanicki Złoto i diamenty Jakucfi War- szawa 1965, PZWS, s 40— M1RNYJ Budowę Mirnego rozpoczynano w nie- zwykle trudnych warunkach. Miasto rozcią- ga się bowiem na terenach objętych wieczną zmarzliną Jeśli u nas ziemia zamarza do metra głębokości, to tu na Północy, nawet w okresie szczególnie upalnego lata, najwy- żej na metr odmarza Dalej, setki metrów w głąb, jest ona od tysiącleci zlodowaciała Jeśli teraz na gruntach objętych wieczną zmarzliną postawi się nieumiejętnie dom, czy tez położy trwałą nawierzchnię ulicy, to grunt zacznie się stopniowo ocieplać i ta- jać. a dom zapada się i krzywi, zaś w na- wierzchni ulicy tworzą się leje i rozpadliny. W takiej sytuacji domy trzeba budować bądź na palach lub na gruncie uprzednio od- mrożonym Nawierzchnie ulic natomiast trzeba budować na specjalnych „podusz- kach". Układa się najpierw coś w rodzaju grobli z kamienia, drewnianych bali, gałęzi, następnie przykrywa się to mchem i znowu miasto pierwszy się się 122 Fragment miasta tajga rozwinęło ] śnlst rozP31'1 Czerni szew sk nad rzekg kilkutysięczne warstwą kamieni, gałęzi, bali. Teraz dopiero można przystąpić do układania trwałej po- wierzchni. Jednym z najstarszych mieszkańców Mir- nego, jest naczelny inżynier diamentowego (zjednoczenia przedsiębiorstw) Jakutoal maz — Zelabin Przybył on tu w lutym roku, kiedy to w Mirnym stał tylko je en jedyny dom geologów—zwiadowców ).-| — W lecie 1956 roku — (opowiada) Po- rzuciliśmy Leną do Muchtuji zaopatrzy sprzęt, maszyny... W lutym 1957 ro'u biliśmy obóz w Mirnym. Przez tajgę P bita została zimowa droga, która Mirnyj z Muchtują. W ogóle budowa^^ była zadaniem nr 1 i wcale niea Grunt jest tu niepewny Wieczna zrn^arst^' Trzeba było najpierw układać drewnianych bali, kamienie... w namiotach. Mrozy dochodziły _ ,njsZ dziesięciu stopni. Spisz w wor u zęby ktoś obudził ogień w piecu... — Przybywali wciąż nowi ludzie Ze tych pól Jakucji, a także z Moskwy I Lenin gradu Zwróciliście być może uwagę że jedna z ulic naszego miasta nazywa sle Moskiewską, inna znowu otrzymała nazwę Jakuckiej Budowały je właśnie brygady przybyłe z tych miast. ’ r Niełatwe były narodziny nowego sybe- ryjskiego miasta Niemało harlu i samoza- parcia musieli wykazać ludzie, którzy pod- jęli się tego zadania (...) Nawet nie zauważyłem, kiedy przybyliś- my na diamentowe pole W zasadzie nie różni się ono niczym od kopalni żwiru czy piasku Ma formę elipsy 350 m szerokiej i 450 m długiej Cały obszar diamentowego pola oznaczony jest chorągiewkami Ludzi nadzwyczaj mało Wiele za to rozmaitego sprzętu — mechaniczne wiertła, koparki, dziesiątki wielkich samochodów-wywrotek, lat temu porastała 20 miejscu, yd/ic WilnJ w Jakucji. W kursujących dzy kopalnią a fabrykami Proces wydoby cła jest bardzo prosty Najpierw w zielonka- wo-niebiesko-żóltym kimberlicie wierci się otwory, zakłada ładunek wybuchowy Te- raz mogą przystąpić do pracy koparki Urobek ładuje się na samochody, które dzień i noc odwożą go do fabryk Diamentowy komin w Mirnym sięga 1200 m w głąb ziemi. Ale przynajmniej przez najbliższe lata złoże to będzie eksploatowa- ne metodą odkrywkową Odkrywkę zamie- rza się w Mirnym prowadzić az do głębo- kości 240 m Gdy możliwości stosowania tej metody zostaną wyczerpane, wówczas po- wstaną prawdopodobnie kopalnie podziem- ne. Ale to nic nastąpi tak szybko. Na razie kimberlltu jest pod dostatkiem, niemal na powierzchni ziemi
200 km Budowa elektrowni w Bracka. Fundamenty tamy są głęboko osadzone w dnie rzeki w głowie. Całą uwagę zajął mi olbrzym, który o 200 metrów przed nami spinał brze- gi Angary. Znaleźliśmy się przy brzegu. Silnik ucichł 41. W TAJDZE ZABŁYSŁY ŚWIATŁA ELEKTRYCZNE Silnik motorówki powarkiwał donośnie, jechaliśmy więc prawie nie rozmawiając. Kiedy motorówka wychyliła się zza zakrę- tu, zaniemówiłem zupełnie. Dwa wysokie brzegi Angary spinała betonowa klamra gi- gantycznej zapory Wyobraźcie sobie... Wśród tajgi płynie Angara. Potężna rzeka, szeroka. Z jednego brzegu na drugi — prawie kilometr. I oto w poprzek rzeki wyrasta z jej dna wielka, betonowa ściana Wysokość tej ściany wy- nosi 127 metrów, czyli mniej więcej tyle, co 40-piętrowy drapacz chmur. Z jednej stro- ny zapory — tam, skąd płynie rzeka — zbie- ra się przyszłe morze. Z drugiej — u stóp zapory — gmach wielkiej elektrowni, w któ- rej spadająca woda porusza turbiny rodzą- ce elektryczność. — A czy wiesz, ile betonu zuzyto do zbu- dowania tej zapory? — Tola zatrąbił mi pro- sto w ucho — 5 i pół miliona metrów sześ- ciennychl No, oblicz sobie gdyby z takiej ilości betonu zbudować ścianę o wysokości 2 metrów i grubości pół metra, połączyłaby nasz Brack z twoją Warszawą. Zgadza się? Tola z tym obliczeniem na pewno miał rację, ale mnie teraz nie rachunki były Irkucka Elektrownia Wodna — pierwsza na Szumiała tylko woda przelewająca się przez upust zapory. I właśnie teraz inżynier dotworcew odkrył przede mną tajemnicę dowy tego syberyjskiego giganta. Angara ma w Bracku wysokie skaliste brzegi. Między tymi brzegami mia a zapora. Ale jak pokonać potężną rze ą zwyczaj na czas budowy jakiejś zap0^ pie się kanał, którym rzeka opływa u ow Tu nie można było wykuć kanału w s Radzieccy inżynierowie — po raz pień w świecie — wykorzystali do pomocy Najpierw zaatakowano Angarę o pr go brzegu. Wyjechały na lód maszyn} * częto w angarskim lodzie wycinać ręble o wymiarach 8 m X 10 m- ° ciu od zwartego lodu każdą taką pY sadzano w powietrze. A zimą gru dochodzi do 3 m. .. na Wycięto 42 takie wielkie prze ę połowie rzeki. Potem zrzucono w n me z piaskiem i [innymi skałami]. Skrzynie osiadły na dnie i zaczęła powstawać prze- groda. Usypano wał (...) W roku 1960 cala Angara była już przegrodzona, a w roku 1961 jesienią — z brackiej elektrowni wod- nej popłynął pierwszy prąd. U stóp wielkiej zapory stoi elektrownia. Przez 20 turbin przewala się masa wody. Woda porusza turbiny * generatorów *, ge- neratory tworzą prąd. Każdy z tych turbo- generatorów mógłby być samodzielną, wiel- ką elektrownią. W Bracku cała dwudziest- ka pracuje razem. Ich łączna moc wynosi 4500 MW (1 MW = 1 milion watów). Gdyby zbudować wielką drogę z Ziemi na Księżyc, a przy tej drodze ustawić co 10 metrów latarnię, na każdej latarni zaś za- wiesie żarówkę stuświecową — to całą tę gigantyczną ulicę mogłaby oświetlić jedna elektrownia w Bracku. [...] — Tylko powiedzcie, czemu aż tak dale- 124 125
ko od Bajkału zagrodziliście Angarze drogę? Przecież z Bracka do jeziora ponad 500 kilo- metrów. Inżynier Cudotwórców zmarszczył brwi ze zdziwienia. — Jak to? Zapomnieliście o irkuckiej za- porze? — A rzeczywiście! — ożywił się Tola. — To od tego szumu wody człowiekowi w gło- wie się myli. — No to pamiętajcie o tej irkuckiej, pa- miętajcie o brackiej i przygotujcie waszą pamięć na nowe angarskie elektrownie, bo ma ich być jeszcze cztery, czyli razem pół tuzina. — To Angara będzie teraz wędrować do Jenisjeja po betonowych stopniach — przer- wałem inżynierowi. — Tak, po betonowych stopniach ogrom- nych zapór. A jak już się połączy z Jenisje- jem, razem będą pracować, bo na Jeniseju powstają jeszcze potężniejsze elektrownie wodne. [...] Kiedy wieczorem wyszliśmy z domu, nad Brackiem ciemniał już zmierzch, a granica między granatowym niebem i ciemnozielo- ną tajgą zatarła się. Tylko od strony zapory jaśniało coś jakby zorza — to potężne re- flektory oświetlały pracę trzeciej montażystów. [...] zniiajiy Usłyszałem wiele o przyszłości czyli o tym, co będzie już niedługo nowym syberyjskim mieście. Bracka, * lvm — Przede wszystkim elektrownia wodn Dzięki niej zbudować będzie można d-* wielkie fabryki. Bracka huta aluminium b'" dzie dawać tyle cennego surowca, w 1960 roku dawały wszystkie radzierku huty aluminium. — Zanotowałem sobie: GIGANT! — Już obecnie rozpoczęto w Bracku bu- dowę kombinatu drzewnego. To właśnie sy- beryjska tajga będzie dla niego surowcem Rocznie będzie się tu przerabiać 4 miliony metrów sześciennych drewna. Powstanie z tego papier, karton i wyroby chemiczne Zanotowałem sobie: KOLOS! — Nasza elektryczność będzie poruszała także ogromną kopalnię rudy zelaza w po- bliżu Bracka i wielką hutę, z której popły- nie stal. — Zanotowałem sobie: SKARBY! Ma :iej Zimiński Osiem dni w krainie nicdiwiedn Wcrszawa 1964, Nasza Księ- garnia, s. 34—37, 39—41. 42. SYBERYJSKIE ROLNICTWO Nie wszystkie obszary Syberii nadają się pod uprawę Są obszary, na których z na długie zimy i niezwykle ostre, nierza 50-stopniowe mrozy, uprawy nie udają się Ale Syberia to ogromna kraina ą « i cieplejsze strony. Na wie zwłaszcza w Kraju Ałtajskim, a południo-zachodzie Kraju Krasno jars można osiągnąć w rozwoju ro n zwłaszcza jeśli chodzi o uprawę z o , i w hodowli — bardzo dobre wyniki, l-l Na milionach hektarów, wśród nych nigdy stepów wyrosły n0VL d_ socjalistyczne gospodarstwa ro ne dzie_ ko są to gospodarstwa o obszarze sięciu tysięcy hektarów ziemi orne , cząc pastwisk. W naszych w*run ókolo państwowe gospodarstwo ro ne _ tysiąca hektarów, uważane jes z beryjski sowchoz (odpowiednik naszego PGR), który ma dziesięć tysięcy hektarów ziemi ornej, uważany jest za mały, a jeśli ma dwadzieścia tysięcy hektarów, za przecięt- ny Opowiadał mi kiedyś przyjaciel, który mieszka w Ałdanie, w centrum jednego z najbardziej złotonośnych rejonów Syberii, ze w czasach jego młodości, w latach dwu- dziestych, gdy dopiero odkryto ałdańskie złote pola, wówczas warzywa, np. ogórki, sprzedawano tu dosłownie na wagę złota Na jedną szalę kładło się ogórek, na drugą sypało złoty piasek... Obecnie Ałdan Jest na- leżycie zaopatrzony w warzywa dzięki ogromnie rozbudowanej sieci cieplarni. Sy- beria, która dawniej dotkliwie odczuwała brak zbóz, jest dziś, obok Ukrainy, ważnym krajowym obszarem upraw pszenicznych. Osiągnięcie to jest następstwem zagospoda- 127 126
Sowchozy i kołchozy rozrzucone na olbrzymich przestrzeniach tajgi komunikują się ze światem glow nic za pomocą samolotów 1 helikopterów 43 [IRKUCK LtZYJ NA SKRZYŻOWANIU Na początku XVII wieku podbój zachod- nlej Syberii byl już zakończony i weszła ona w skład państwa rosyjskiego. Rozpoczął się nowy etap rosyjskiej ekspansji na Wschód. Jej głównymi bazami były wznie- siona w roku 1618 warownia jenisejska, a następnie jakucka, powstała w roku 1632. Zaciężne oddziały z Jenisejska i Krasnojar- ska docierały w górę Angary, ściągając da- ninę z koczujących w tych stronach Ewen- ków. Jednak do „ziemi braci”, jak nazywano w owym czasie tereny zamieszkałe przez Buriat-Mongołów, nie udawało się im do- trzeć. Trudną do przebycia na owe czasy przeszkodę stanowił przegradzający Angarę poroh * Szamański, uniemożliwiający żeglu- gę dalej w górę Angary. Udało się to do- piero setnikowi Beketowowi, który dotarł do ujścia dopływu Angary — Oki (w okoli- cach tych powstała Bracka Elektrownia Wodna) i pobrał pierwszy jasak ♦ od „braci”. W kilka lat później, w roku 1631, zbudowa- na została warownia nazwana „bracką” i oddziały kozackie zaczęły docierać coraz dalej w górę Angary. Pewnego letniego dnia 1652 r. przybiła niewielka flotylla ostrodziobych, zwinnych AZJATYCKICH DRÓG kozackich łódek do płaskiego brzegu nie- wielkiej wysepki na rzece Irkut. Na brzeg wysypał się oddział uzbrojonych ludzi. Nie tracąc czasu zaczęli oni rozbijać obóz. Wkrótce na małej rzecznej wysepce wy- rosło umocnione ostrokołem zimowisko. Wysepka okazała się jednak miejscem nieodpowiednim dla nowej syberyjskiaj osady. Zalewały ją wiosenne wody, niepo- koiły zwały kry lodowej. Buriat — mongol- ska nazwa rzeki Irkut, co znaczy: niespo- kojna, okazała się jak najbardziej uzasad- niona. Zaczęto rozglądać się za innym, bar- dziej wygodnym i bezpiecznym zakątkiem. Wybór padł na równinne łąki na prawym brzegu Angary, do której wpada rzeka Ir- kut A w roku 1661 syn jenisejskiego boja- ra, Jakunka Pochabow, dowódca owego od- działu rosyjskich wędrowców, mógł donieść carowi Aleksemu..., że naprzeciw rzeki Ir- kut nową warownię stawia, bo miejsce jest tu lepsze i wygodniejsze, tak na pastwiska, jak dla rybołówstwa i wszędzie stąd jest blisko... Tam, gdzie przed trzystu laty pięćdziesię- tnik Jakunka Pochabow założył otoczo- ne ostrokołem zimowisko, rozciąga się dziś jedno z najpiękniejszych i najważniejszych rowania w Związku Radzieckim wielu mi- lionów hektarów nowych ziem. W okresie lat sześćdziesiątych na Syberii, w Kazach- stanie 1 w rejonach nadwołżańskich założo- no nowe socjalistyczne gospodarstwa rolne na obszarze liczącym ponad 50 milionów hektarów. Dla porównania: obszar użytków rolnych w Polsce wynosi około 20 milionów hektarów. [...] Syberia tętni dzrś bujnym życiem. Zadzi wia i zadziwiać będzie coraz częściej. Wiesław Iwanicki Anga'« X szawa 1964, fz.vvj, —22. Zabytkowa zagroda w Irkucku. Domy drewniane artystycznie zdobione — zabudowa charak- terystyczna dla dawnej Syberii 9 — N# wielkim lądzie 129
Irkuck Powstdj^ tu nowoczesne dzielnice mieszkaniowe niegdyś dla Irkucka zabudowy. Zmusza ją do stałego odwrotu i coraz mocniej przytła- cza swymi kolorowymi wielopiętrowymi do- mami i gmachami. Wypiękniał, zazielenił się l ukwiecił plac Kirowa. Weselsza, bardziej sympatyczna stała się wzbogacona nowymi elewacjami główna ulica miasta, ulica Karola Marksa. Rozrosło się miasto dzielnicami jednoro- dzinnych domków, które wyrastają tu jak grzyby po deszczu. Przybył staremu Irkuc- kowi nowy piękny akcent, bulwar Gagari- na, zbudowany nad brzegiem Angary. Przy- było miastu asfaltowych, nowoczesnych ulic i ładnych sklepów. Przybyło neonow, ziele- ni i kwiatów, nie ma letniego dnia, aby setki mieszkańców miasta nie uczestniczyły w pracy społecznej przy zazielenianiu mia- sta. Wędrując ulicami Irkucka odnosi się wra- żenie, ze większość jego mieszkańców sta- nowi młodzież. Ale to nic dziwnego, bo w Irkucku jest 88 szkół i 7 wyższych uczel- ni kształcących specjalistów sześćdziesięciu różnych dziedzin. Między innymi — Insty- tut Języków Obcych, wielowydziałowy Uni- wersytet Irkucki oraz ponad 20 średnich szkół technicznych. Prawie jedna trzecia mieszkańców miasta to ucząca się mło- dzież. [„.) Irkuck jest również ważnym ośrodkiem przemysłowym. Istnieje tu ponad 100 przed- siębiorstw przemysłowych rożnego typu, m in. takie kolosy jak Zakłady Budowy Ma- szyn im Kujbyszewa, których produkcja znana jest również w Polsce, a także w wie- lu innych krajach Europy, Azji, Afryki oraz Ameryki Irkuckie maszyny, obrabiarki i różnego rodzaju sprzęt eksportowany jest do kilkudziesięciu krajów. Od kilku lat Irkuck jest również ważnym producentem energii elektrycznej. W roku 1959 zakończono budowę wielkiej elek- trowni wodnej, pierwszej na Angarze z sześ- ciu projektowanych, które stanowić będą tzw angarską kaskadę energetyczną [A przed kilku laty wzniesiono drugą na Anga- rze, Bracką Elektrownię Wodną.J Wiesław Iwanicki Angara jedynaczku Bajkału. War- szawa 1964, PZWS, s. 22—30. miast wschodniej Syberii — Irkuck. Juz w roku 1682 otrzymał Irkuck prawa miej- skie i stał się centrum okręgu O jego szyb- kim rozwoju zadecydowało położenie. Wa- rownia powstała bowiem na szczególnie ruchliwym skrzyżowaniu dróg azjatyckich prowadzących na południe — do Chin, na północ — do Oceanu Lodowatego, na wschód — do Oceanu Spokojnego. W połowie XVIII wieku w związku z roz- wojem handlu powstały w tym mieście specjalne ośrodki nauki języka mongolskie- go, japońskiego, chińskiego, mandżurskie- go. W Irkucku organizowały się ekspedycje udające się między innymi na Wyspy Ku- rylskie, na Kamczatkę. Do dziś Irkuck stanowi miejsce spotkań poszukiwaczy syberyjskich skarbów, ludzi śmiałych, ofiarnych, którzy nierzadko zna- czną część swojego życia spędzają w tajdze i w górach; wykształciły się irkuckie uczel- nie i instytuty. j Pler™szej wizyty w Irkucku nip 1 °v 2 ldt ZdawałobY się, że okres D d aky w mieście, niemłodym ez, mogły zajść jakieś większe zmia- ny. A jednak... w Pogłębiły się przede wszystkim między starym i nowym Irkuckiem. Ten wy me jest jednak jakimś miastem o r nym, powstającym niezależnie od star Rozrasta się zarówno małymi grupami woczesnych budowli, jak też i całymi °s^. lami, wśród ulic starej, drewnianej, typ0 131 130
Rozdział II W STEPACH I PUSTYNIACH AZJI 14. STEP USSURYJSKI Niezwykły widok przedstawiają rozległe przestrzenie pokryte bogatą roślinnością trawiastą, stanowiącą tak zwany Step Us- suryjski. (...) Z niecierpliwością oczekiwałem końca podróży po lesie (opowiada Arsjeniew). Dziś — las, jutro — las, pojutrze — las i tak wiele dni z rzędu. Przez cały czas wyrasta- ją przed oczyma tylko drzewa. I nagle las jakoś od razu się skończył wy- jechaliśmy na wysokie, otwarte miejsce. Wszyscy mimo woli ściągnęli cugle. Dal niezmierzona, przestwór nieskończo- ny... Gdziekolwiek padał wzrok, od samego horyzontu ciągnął się nietknięty, nieorany step. Patrzyłem jak oczarowany. Wszystkie odcienie zieleni, od żółtawozło- cistej do błękitnawej i szmaragdowej, ukła- dały się na przemian Na zielonym tle jas- krawymi plamami tryskały kwiaty tworząc zgęszczenie błękitnego, czerwonego i żółtego koloru; oto mignęła biała ścieżynka — czy to może rumianki? — wygięła się i zlała z żółtą plamą; a tam poruszyły się liliowo- różowe kitki. Wydawało się, że step jest zdumiewają- cym kobiercem utkanym ręką wielkiego ar- tysty, który umiał stworzyć niezwykły rysu- nek jaskrawy, żywy, niepowtarzający się. Kobierzec ten był w ciągłym ruchu. Przy naj- mniejszym wietrzyku trawy zaczynały się poruszać i pochylały się według woli wiatru łagodnymi falami, które szybko przebiegały zagarniając wciąż nowe grzędy trawy; fale biegły w dal i ginęły gdzieś daleko za linią horyzontu. [...] Mnie, jako myśliwego, ciągnęło niepo- wstrzymanie w step, pozostawiwszy resztę towarzyszy wziąłem strzelbę i udałem się z moim przewodnikiem Dersu w dół. Od pierwszego kroku ogarnęły nas ze wszystkich stron bujne trawy Były tak wy sokie i tak gęste, że wydawało się, że czło wiek w nich tonie. Na dole — trawa, z przodu — trawa, z bo ków — trawa, z tyłu — wszędzie trawa. Y ko w górze błękitne — błękitne niebo. Y° dawało się, że szliśmy po dnie trawias eg morza. Wrażenie to stało się jeszcze si nie^ sze, gdy wspiąwszy się na pagórek z0 czyłem, jak step falował. Nieśmiało i z o wą zanurzałem się ponownie w zieleń tra i szedłem dalej. W tych wysokich traw było łatwiej zabłądzić niż w lesie. S W Czelranow, E F Jo- zefowicz, W. A Rausz: Op°- ^Jadania geogralJczne War* szawa 1953, Nasza KsW nla< s. 248, 254, 255. 45. W STEPACH MONGOLII Mongolia, jeżeli odliczyć te drobne ileś tysięcy kilometrów kwadratowych na góry (zachód) I tajgę (północ) składa się głównie ze stepu. Gobi, chociaż znaczy „pustynia", jest raczej bezwodnym stepem, niż praw- dziwą pustynią. Step stepowi nierówny W Centeju wyglą- da jak sfałdowana powierzchnia księżyca Pod czojbałsanem jest piaski jak stół, trawa na nim wysoka, co kilka kroków orły ciężko zrywają się do lotu z przydrożnych kamieni, a SWlstaki-tarbagany stają na dwóch łapach 1 krzyczą, jakby się chciały zabrać autosto- pom Gobi zaś ma kolor srebrny i rudy od kęp suchych, kolących zarośli i słonych je- zior, wiatr gobijski rzuca ci w twarz garścia- kamieni. Stada antylop-dzerenów ucieka- ją w kierunku czarnych skał Gobi-Ałtaju, gdzie na szczytach leży wieczny śnieg. ^le wszędzie step jest otwarty, nieograni- ^ZOny Europejczyk, który przejedzie nim 1 kaset kilometrów, czuje się tak, jakby V już tylko zakurzonym workiem, rzuco- nym przez samochód WANH£PIE TE2 OBOWIĄZUJE dobre wycho- Mongołowie powiedział mi pewien spe- cJahsta bułgarski pracujący w Ulan Bator — ludźmi bardzo miłymi i bezpośrednimi, ale gruncie rzeczy postępują w myśl etykiety plc mniej surowej niż protokół dyploma- tyczny. Kiedy w somonie * Erdeni, sto kilometrów na wschód od Ułan Bator, przestąpiłem pierwszy raz próg jurty, zachowałem się, rzecz prosta, jak żłób i cham Przywitałem się z gospodarzem jedną ręką, podczas gdy on ściskał moją dłoń oburącz Również jed- ną ręką przyjmowałem czarki z napojami, podczas kiedy należy przynajmniej dotknąć palcami lewej ręki przegubu prawej, trzy- mając dłonie otwarte ku górze. Ponieważ juz jako osesek nie lubiłem herbaty z mle- kiem, i to słonej, grzecznie, ale stanowczo podziękowałem za więcej niż jedną czarkę. Okazało się potem, że była to prawie obel- ga przestąpiwszy próg jurty, powinieneś wypić wszystkiego po trzy kolejki herbaty, kumysu i wódki, inaczej będą sądzili, ze gar- dzisz gospodarzami. (...) W stepie jest ciasno Co chwila omal nie rozjeżdżasz stada baranów, które zachowują się, oczywiście, Jak barany Tabuny kont uwielbiają ściganie się z autem Po stepie biegają także konie mechanicz- ne. W Mongolii było w roku 1957 sześć ty- sięcy samochodów, motorów zaś chyba ze trzy razy tyle Odkąd jawa kosztuje dwa i pół tysiąca tugryków, wielu może sobie na nią pozwolić Przeciętny zarobek pracowni- ków najemnych siedemset tugryków Docho- dy pasterzy-aratów są raczej niewymierne, ale biorąc pod uwagę, że jedzenie mają oni właściwie za darmo Dość że w stepie mi- 133 132
' js? po ihodit arnla galopującego na koniu. >uk xa < ko a C?yng;s-chana i urala gna- jącego na jaw iv w rozwianym chałacie i gog- lach Wn k \\ v stepie pastuchy zagania- ją stada na motorach.| .] K TO CODZIENNOŚĆ MONGOŁA Przeć ez koczowanie nie wojnami i po- wstań ami b\ lo warunkowane, lo codzien- ność Mongoła, która wynikała po prostu z koi ecznosci zmiany pastwiska tam, gdzie na jednego człowieka wypada dwadzieścia p>ęv sztuk bydła ono dyktuje warunki ży- cia 1 Lak az po dziś dzień araci — słowo to pochodzi od ard — naród — zyją zgodnie z powolnym ale upartym rytmem — rytmem słońca Cztery razy do roku, wiosną, latem, To jest Mongolia [...] To prawrda Rewolucja pobudowała w ste- pie miasta, kopalnie, szyby naftowe, kolej, 134 przed pierwszymi mrozami, od by- _ ł * R jesionią w a się w stepie wielka przeprowadzka Cla^ ną obozy rodzinne, wielbłądy z arbą * nd której mieści się cały dobytek, rodzina za od starców do dzieci, które ledwo nauczyły się chodzie, hasają obok na koniach Stada przepędza się na nowe pastwiska, gdzie są się same, liczne jak gwiazdy na i jak gwiazdy na niebie rozproszone. — Ilu miasto liczy mieszkańców? pytałem w Dałan Dzadagad — To zależy, czy zimą czy latem — ?? pa- niebie — Zimą około siedmiu tysięcy, a latem pozostaje trzy tysiące. Reszta koczuje po stepie Obok jurt rozwija się nowoczesny przemysł postawiła słupy telegraficzne, nauczyła ludzi jeść chleb i prowadzić traktory, ale przez trzydzieści siedem lat nie tknęła podstaw życia nomadów • Była to mądra polityka trzeba najpierw’ stwrorzyc warunki, sprzyja- jące zmianom, a potem zmiany te przepro- wadzić. Po trzydziestu siedmiu latach zde- cydowano, że juz można. Po trzydziestu siedmiu latach, to jest w 1958 roku Wtedy, na słynnym juz XIII zjezdzie partii postano- wiono przeprowadzić propagandę za kolek- tywizacją i osiedleniem Dziś juz wszyscy prawie araci są w „neg- dc-lach" — zjednoczeniach pasterskich Arat bywa konserwatywny opowiadano ml, że zdarzały się wypadki rozbierania odcinków torów, zęby pociągi nie płoszyły stad Ale drat jest jednocześnie człowiekiem zdrowego rozsądku Rząd obniżył podatki wstępującym (’° sP°łdzielni, troszcząc się o paszę na zimę 1 Pomoc weterynaryjną, pomaga zakładać elektryczność i budować standardowe dom- kl M Nasi ludzie — zapewniał mnie ktoś — 7ostali koczownikami nie z zamiłowania, lecz 2 Potrzeby. Kiedy zniknie potrzeba, zniknie ’ ^miłowanie. A więc — ostatni nomadzi? W Ulan Bator powiadają realistycznie, ze póki step jeszcze stepem W’ starym znaczeniu, to znaczy, póki gospodarka na nim nie zmieni się całkowicie, trudno zupełnie skończyć z koczowaniem. A co mówią sami ludzie stepu? Pewien stary człowiek z okolic Kobdo — Dawniej się koczowało do dziesięciu urtonów (trzysta kilometrów), dzisiaj poło- wę tego. Ludzie powoli osiadają na miejscu. Pewien arat z okolic Karakorum — Wybuduję sobie dom, bo rząd daje do- godne warunki. Zamieszkam w nim na zimę z żoną i dziećmi. Ale rodzicom obok posta- wię jurtę", I latem dalej będziemy wędro- wać razem Bo nasza jurta jest lepsza niż wasze szklane domy: przez okrągły otwór w jej dachu widać tam też błękitne mongol- skie niebo, tylko ręką sięgnąć. A my w ste- pie lubimy żyć wprost pod niebem. Można powiedzieć, ze arat rozsmakował się w europejskim domu tylko połową du- szy; druga połowią należy do stepu Więc może to jeszcze nie byli ostatni koczownicy, ci, których wńdziałem? .Jerzj Zielenski Sześciu mędrców z . Bogalego Szczę- ścia" Wjrttctwa L9b4. Iskry, s 9—10, 11, 23—25. 135
46. GOSPODARSTWO W STEPIE I KLIMAT TYCH STRON NIE N MEZ^ DO NAJPRZ\- •EMMEJSZYCHl Pociąg zbliza się do stacji Pietropawłowsk nad Iszymem To już Kazachstan Tymcza- sem widok z okna wagonu nie różni się od mijanych poprzednio krajobrazów Niziny Zachodniosyberyjskiej. podmokłe łąki, świerkowe i brzozowe lasy. Jestem rozcza- rowany W Pietropawłowsku zmieniamy lokomo- tywę z elektrycznej na spalinową i opuszcza- jąc magistralę transsyberyjską robimy skręt na południe. Za oknem zaczynają się zmia- ny Powoli nikną lasy, zjawiają się bezkresne trawiaste równiny. Step Jest koniec lata, step ma barwę żółtawą W mi' rę posuwania się na południe kolor żółty staje się wypłowiały, brudzi się, zaczy- na zblizać się do brązu Jest sucho, z każdą godziną coraz bardziej sucho Wysiadamy 120 km przed Celinogra- dem [„] Jedzicmy autobusem Dookoła lekko po- falowany step, gdzieniegdzie wioski Wydaje się ze test ich dużo, lecz to jedynie złudze- 136 nie Są rozrzucone o 15—20 km jedna od drugie) Czyste, klarowne powietrze i całko- wity brak lasów skracają odległość Osadv są białe, mają regularny kształt kwadratów lub prostokątów, jaskrawo odbijają od brud- nożółtego stepu. Latem pada tu mało deszczu W tym roku nie było go prawie wcale. So- czysta trawa zamienia się w kępki zeschnię- tych badyli, Wreszcie jesteśmy na miejscu. Wieś nazy- wa się Naumowka i leży w rejonie aleksie- jewskim, w obwodzie celinogradzkim Właś- ciwie trudno ją nazwać wsią w naszym po- jęciu — jest to małe miasteczko rolnicze Tu mieszczą się biura i zaplecze techniczne wielkiego sowchozu „Chleborob" | 1 Klimat tych stron nie należy do najpny- jemniejszych. Latem nad ranem jest kilka stopni powyżej zera, w południe słupe rtęci pokazuje regularnie +35°, a dni, że sięga 45°. Zimy natomiast są ostre Normalna temperatura w styczniu to min 15°, a zdarzają się mrozy dochodzące do m nus 30°. Przez cały rok wieją wiatry latem wiele dni z południa, z nagrzanych Pust^fl wieją gorące suchowieje; zimą, . wiatru jest duża, hulają po stepie zamieC1
śnieżne zwane tu butan. Ale największe szkody przynoszą burze pyłowe. Tego właśnie dnia wiatr dął z niebywałą silą. Skryjcie się w domu — powiedzieli miesz- kańcy wsi — Nadciąga... Po chwili me było nic widać Słońce skryło się za brunatną zasłoną. Słychac tylko szum pyłu w powietrzu. Powietrze suche, trudno oddychać. Pyl wciska się wszelkimi możli- wymi szczelinami. Po godzinie wszystko mija Znów wychodzi słońce Bury tuman poszedł dalej. (...) WSZYSTKO ZALE2Y OD WODY Dopiero w roku 1954 rozpoczęto wielką akcję zagospodarowania celinnych, tj dzie- wiczych stepów Założono 584 sowchozy, przy czym przeciętny obszar każdego wynosi 40—50 tysięcy hektarów. [...,( Gdy w roku 1953 znajdowało się pod upra- wą 6,6 min ha, a więc 11% obszaru kraju, i to głównie w części północnej i środkowej, w roku 1966 wykorzystano pod uprawę 23 min ha, tj. prawie 40°/o Zagospodarowano zwłaszcza ziemie nad środkowym Iszymem Ludność wzrosła prawie dwukrotnie (...) Uprawia się głównie pszenicę Jej zbiór wyniósł w 1966 r. 3,9 min ton. Na drugim miejscu znajduje się hodowla bydła, zwlasz- •j cza w południowych, bardziej suchych ok gach. [...] Kazachowie już w latach trzydziestych porzucili jurty i mieszkają w normalnych do- mach. W każdym miasteczku elektrycznoś radio, choc meble pozostały raczej trąd - cyjne. Niziutkie stoły, dookoła których sia- da się na dywanikach, żeby pić mocną her- batę i kumys. Pozostali w większości wierni swym dawnym zajęciom, są więc w sowcho- zie pasterzami, strzygą owce, hodują byd- Plony powinny byc wysokie, lecz wszyst- ko zależy od wody. [...] Rozwiązanie problemu wody jest trudne Step jest tutaj wyżynny. Nie ma większych rzek, skąd można by wodę doprowadzić. Na obszarze gospodarstwa jest wprawdzie kilka jezior, niektóre nawet dość duże, ale są zaso- lone. Deficyt * wody staje się coraz dolkliw- szy Tymczasem głęboko w ziemi znajdują się duże baseny wody słodkiej, którą przy pomocy studni artezyjskich można by użyć w rolnictwie do pojenia bydła i zraszania pól Myśli się już o tym w sowchozie i bu- dowa pierwszej studni artezyjskiej jest spra- wą najbliższych miesięcy Ryszard Stefanowicz Gospo- darstwo w stepie. „Poznaj Świat" 1968 nr 4, s. 30—33 47. BAWEŁNA... BAWEŁNA.. FERGANA Fergana Jest spokojnym, prowincjonalnym miastem rolniczego okręgu zbu owa y caratu przez rosyjskich archHek‘0^ Zyio w nim bardzo duże skupisko wpłynęło na jego charakter. (...) Zieleń Fergany czerpie swoje soki z Ka nału Fergańskiego, który jest zyc źródłem tej doliny. Zdziwienie widok wąskiego rowu długości w demdziesięciu kilometrów, nap brunatną, gęstą wodą, która sta a s goslawieństwem ziemi i ^opało Sto sześćdziesiąt tysięcy ludzi V Kanał Fergański w ciągu czterdziest P dnjadąc szos, przez Kotlinę Fergańsk, wi- dzi się dopiero błogosławiens w W. Z jednej strony dro?i_pUuSJawne pola giej — jak okiem sięgnąć P rzemvSłową Trzeba przy tym odróżni P część Kotliny Fergańskiej i J F E « G czą W przemysłowej spotyka się od razu nowe budownictwo mieszkalne. Przy zakła- dach przemysłowych stoją szkoły z interna- tami. Czasem w jednej wsi — z jednej stro- ny drogi gliniane domki, z drugiej kołchoz buduje murowańce. Tam, gdzie dziesięć lat temu była tylko pustynia, stoją trzy fabryki asfaltu, kombinat-tkalnia jedwabiu w Mor- gelanie, kombinat bawełniany w samej Fer- ganie, fabryka azotów. Gdzieś trzeba prze- rabiać te góry leżącego na poboczach pól białego puchu. Plan Uzbekistanu przewiduje wyprodukowanie czterech milionów ton ba- wełny rocznie. Tylko Ameryka wyprzedza Uzbekistan w uprawie tej rośliny, przy któ- rej trzeba pracować dwieście osiemdziesiąt dni w roku. Bawełna zostawia człowieka w spokoju tylko przez dwa miesiące. Fergana jest zafascynowana cyframi i nic dziwnego, to także spichlerz Uzbekistanu. Stariki fergańskie w tradycyjnych chałatach pędzą tu przez ulice na motocyklach. (...) Ale za to w Margelanie można jeszcze zo- 139 138
'-OWA ZIEMIA — JANGIJER jak ale baczyc kobiety zakrywające czarnymi noc płachtami nie tylko brody i nosy, całą głowę razem z twarzą. [ ] zebranej bawełny Praco »<i * Koia stopniu zmechanizowane 1 Jangijer leży nad rzeką Syr-Daną. Jej spieniony, dziś rozlewny nurt brudnobeżo- wego koloru przecina step. Pada deszcz, wo- dy wzbierają, juz jesień w Uzbekistanie. Syr-Daria i Amu-Daria to rzeki nieobli- czalne, powie Uzbek Wczoraj ledwo wody na dnie w suchym, spękanym korycie, jut- ro — dzika powódź Obcy pomyśli sobie w duchu, że i ludzie tu nieobliczalni, skoro porwali się na bud wę Nowej Ziemi w beznadziejnie nagie pustce, obok nieobliczalnej rzeki, pod dev czystym albo prażącym niebem w pyle _ I lub w morzu stepowego błota. Trzydzieści pięć tysięcy ludzi pracuje pr?v budowie Nowej Ziemi. |...| W 1967 roku kanał umożliwił zebranie pół miliona u» bawełny z tej części ziemi, która została juz nawodniona Plan przewiduje nawodnienie miliona trzy- stu tysięcy hektarów stepu, a wtedy zbiór bawełny będzie wynosił milion pięćset ty- sięcy ton | 1 Każdego roku odda je się pod uprawę od dwudziestu pięciu do trzydziestu tysięcy hektarów’ nawodnionej ziemi. I właściwie me byłoby to nic nadzwyczaj- nego przy stanie dzisiejszej techniki w ko- paniu rowów wzdłuż i w poprzek jakiegoś stepu i wpuszczaniu do nich wody z kapryś- nej Syr-Darii, gdyby nie charakterystyczna złośliwość stepowej ziemi. Glebę stepu do dwudziestu metrów głębokości zalega sól Wyobrażenie o zasoleniu tej ziemi dają tyl- ko liczby — z jednego hektara wybiera się od czterystu do tysiąc.i ton soli. Jeżeli człowiek pole je ziemię wodą z gó- ry, sól natychmiast podejdzie ku powierz- chni i zmiesza się z wodą w kanale — znisz- czy uprawę. Ażeby kanały spełniały swoje zadanie, trzeba kłaść pod nimi sieć dziur- kowanych rur na głębokości trzech — trzech i pół metra. Barbara Nawrocka Troiet- basem szawa — 125. 1 MCI w * __ do Galaktyki War- 1969, PIW. s Hf- że 48. SŁONA ZIEMIA w mojej kroniczce odnotowałem, opuszczając samolotem Sintng i mijając jasnoniebieskie, miejscami seledynowe je- z,oro Kuku-nor o tafli pomarszczonej jak czoło starca, a potem zostawiając gdzieś pod sobą nagie postrzępione zbocza górskie, zna- lazłem się nad ogromną, martwą pustynią. Pieśń ludowa mówiła o tej pustej krainie „Na niebie ani ptaka, na ziemi ani trawki. Żółtą śmierć niesie piasek i kamień. Dla zy cia nie ma tu miejsca". Tak rzeczywiście było, zanim na nią nie wtargnęli chińscy uczeni, zanim nie prze mierzyły jej ekspedycje naukowe Ziemia tu nie kryła i nie kryje swych bogactw. Wy- chodzi na powierzchnię fioletem ropy na towej, złotem siarki, czerwienią rudy żelaz- nej, bielą gipsu, czernią węgla. W tyc piaskach odkryto juz 70 różnych kopa in W 1955 r. wybudowano pierwszy szyb. Pus- tynię przecięły drogi, wyrosły parterowe osiedla, wystrzeliły kominy zakładów Prze myślowych. Cajdam czeka teraz na tor o lejowy, który wkrótce połączy go z resztą kraju. Opuściliśmy już kotlinę i szybujemy na wielką równiną. Z obu stron samolotu ja okiem sięgnąć gruzełkowata ziemia, ja Y ogromnych rozmiarów placek ktoś posypa kruszonką. Ale gdzieś na jego skraju, na niieniącym się tęczą barw jeziorem w a oświetlone miasto. Przywieram do o ien samolotu Czyzby tak wspaniale martwej, ciągnącej się i— setkami kilomet- rów równinie? Jeden z lotników, który wy- szedł z kabiny pilota, wyprowadza mnie z błędu To fata morgana * — mówi — zja- wia się tu często i myli oczy lotników któ- rzy tą trasą lecą po raz pierwszy. Samolot idzie teraz w dół, gruzełkowata ziemia narasta, olbrzymieje Po chwili lądu- jemy. I oto przeżywam niezapomniane wra- żenia. Stąpam po. soli, oddycham solą, pa- trzę na drogi z soli i słone jeziora. Ani jed- nego drzewka, ani jednej rośliny, ani jed- nego owada. Nawet muchy na lekarstwo Wszędzie sól, bezbrzeżna słona pustynia. Oszołomiony tym niezwykłym zjawiskiem, bardziej niż fata morgana, dowiaduję się. według prowizorycznych obliczeń 600 milio- nów ludzi mogłoby przez 20 tysięcy lat ko- rzystać z zasobów szaropopielatego minera- łu Osada powstała rok czy dwa lata temu, jest mała i ładnie zabudowana. Wszystko, od szpilki do włosów począwszy a na budul- cu kończąc, trzeba przywozie na mułach i osłach z miejscowości o setki kilometrów. Źródło znaleziono w odległości 37 kilo- metrów. Wprost trudno uwierzyć, że można tu w ogóle żyć, choć słońce jaśniejsze jest niz gdziekolwiek, a księżyc w pełni świeci podobno jak lampa Aladyna Ugoszczono nas obiadem. Na deser podano świeże man- darynki Bronisław Troński Na da- chu świata Warszaw a 1960, O A
49. MORZE PIASKU Od północnego krańca niziny leżącej nad Jeziorem Aralskim aż na południe, wzdłuz wschodnich wybrzeży lego morza, poprzez pustynię Kizył-Kum i dalej, poprzez obszary Kara-Kum do Afganistanu i podnóży Hindu- kuszu, od podnóży Tian-Szania do wybrze- ży i wysp Morza Kaspijskiego rozpościera się ogromne, pokryte falami morze Ale nie jest to morze błękitne, fale jego nie plusz- czą, nie jest ono utworzone z wody. Morze to mieni się czerwonymi, żółtymi, bądź sza- rymi, lub też białawymi odcieniami. [...] Skąd wzięły się te olbrzymie skupienia piasków i co spowodowało powstanie ich znieruchomiałych fal? ] Długa była ich droga życiowa. Trudno od- naleźć obecnie szczątki ich prarodziców Ród ich wywodzi się od zniszczonych ja- kichś dawnych grzbietów granitowych, któ- rych resztki zachowały się po dziś dzień na powierzchni ziemi w postaci dalekich g01 Mugodzarskich Ale od tego czasu piaski e były wielokrotnie przenoszone i odkładan przez rzeki i morza. [...] je Nie bez powodu nazywają Kazachom i Karakałpacy swoją największą Pust^0. piaszczystą Kyzył-Kum, co znaczy «cze* r.e piaski". Piaski jej mają w wielu ° cach rzeczywiście jaskrawopomarańcz czerwonaworude, a czasem ce9*aslocZ^a^ ne zabarwienie. Skąd wzięły się te P° piasku? Ze .zniszczonych górl Niewysokie są obecnie dawne sZCZnCg0 we, na wpół zniszczone góry cent? Kara-Kumu, wznoszące się na 600—- trów nad poziom morza Przed mili°na Wydma piaszczysta, czyh bar- chan w centralnej części Kara- •Kum. Wiatr sypie z czarno- żolto-czerwonych piasków wy- dmy sięgające 60 metrów wy- sokości były one znacznie wyższe, ale przez tyle właśnie lat działały na nie niszczące siły wiatru, gorących promieni słońca, nocnych chłodów i wody. Najbardziej wysuniętą na południe pusty- nią ZSRR jest Kara-Kum Nazwę swoją — „czarne piaski" — otrzymała ona dlatego właśnie, ze piaski jej są ciemniejsze od pias- ków innych pustyń. We wgłębieniach po- między wydmami, gdzie są one odsłaniane przez wiatry, zabarwienie piasków jest sza- rostalowe, niekiedy błękitnoszare. Są to naj- młodsze piaski w historii naszej planety Skład tych piasków jest bardzo różnorodny. Można w nich naliczyć pod mikroskopem 42 różne minerały. Znajdują się tam w po- staci drobnych ziarenek granaty i turmaliny, używane do wyrobu naszyjników i pierście- ni. Gołym okiem widoczne są duże blaszki błyszczącej miki, ziarenka kwarcu, różowe i zielonkawe. Ziarenka te mają wygląd tak świeży, jak gdyby dopiero co rozmielono i przemyto granit. Ale tam, gdzie wiatr zdą- żył przewiać te piaski, zabarwienie ich zmie- nia się, przyjmując ton szarawożółty. Rów- nocześnie zaczyna się stopniowo zmieniać i kształt ziarenek z graniastych, charaktery- stycznych dla młodych piasków rzecznych, przybierają one wskutek działania wiatru kształt zaokrąglony. B. Fiedorowicz: Oblicze pu- styni. Warszawa 1951, Książ- ka i Wiedza, s. 63—65. 142 143
i^wk. }a r.dcsta i.wdtają "tę pi ret ma ją ' : <'n hodi4 w ró. , ^iro \ diogi kaiawa ••ow» Prr.nl stu ctahna . ąa^ąca vię aż do W 1 pcu Hak w lycti okolicach wody Rzek; kier, -t^.ftabuny b>ł> wyschnięte do J a a w ka aloeb ryqacy inydi zamiast w od\ w.t na dnu gęste bioto Wody c -ak 7:v- pomlormowano. znajdują « ę *u:ai <1 głębokości nic mniejsze | niż sze-w.... —..}! metrów Herbata ma slonawy - ak Dla pr>t prania bielimy otrzymalis- tr> — 1 to po długich targach — zaledwie dwa n ewiolkh dzbanki wody Przywieziono M z daleka Mimo suszy upał jest kleisty, duszący P a* wody me pozwala na dokładne wyszo- rowanie skóry, która wciąż jest podrażniona 1 puKryta warstwą kurzu Opuściliśmy juz wyżynę 1 znajdujemy się w nizinie, połozo- r. wnęce) mz 300 metrów nad poziomem morza rówri-ia, serc* kontynentu, daleko położona m• । oceanów Pustynia Gobi jest to wielka srodkowoaz jatycka 145 Miałom okazję przez dwa lata obserwo- wać wielbłądy, ich nawyki zachow mi.- się, reakcję na obcowanie 7 ludźmi U poatyiu* Ccbi ** ':el.» w. Ibląduw Uwug.irbnyrb. Kolebką wiolbl.jda dwogarboeT wP»tn> różnic zarysy kopuł meczetów krytych żarów, dachy km awan-serajów i herb*- * Na czarnym aksamicie nocy błyszczy pojedynczych światełek. Są one r zóltawoczerwone i w gęstym powiek świecą słabo W dole ulicą przeciąga karawana, wkrw ce po niej - druga Wędrują nocami, ty uniknąć palących promieni południowi słońca Zewsząd dobiegają matowe dźwigi dzwonków, zawieszonych na szyjach wiel- błądów Czasami monotonne brzęczenie dzwonków przerywają męskie glosy poci niaczy Pokrzykują na objuczone zwierzy Nie ma w tym zupełnie romantyzmu To jesi tylko rzeczywistość. 1 Cala kultura srodkowoazjatycka rodziła się 1 rozwijała na transporcie wielbłądzim Karawan-seraje 1 prowizoryczne schroniska lezą wzdłuż dróg w odstępach co trzy- dzieści — czterdzieści kilometrów. Dzień ny przemarsz wielbłąda jest tutaj mia- Siedzimy przy balustradzie logu j jemy się " czarne) przestrzeń Można »_ — i Kiari / rą geograficzną Wielbłąd — to przede wszystkim środek transportu Jego obciąże- nie jest ograniczone do mnie) więcej dwus u pięćdziesięciu kilogramów Szybkość posu wanin się niewielka Ale posuwanie sią to jest wytrwałe, regularni- Wielbłąd o na juz dopasował się tutaj do klimatu i przy rod y. Kiedy przekraczaliśmy przełęcz Sa za , przecięliśmy równocześnie granicę stre wielbłądzich. Na południe od tej przełęczy, a więc na południe od Hindukuszu, rozciąga się strefa dromaderów, czyli wielbłądów jednogarbnych Ciągnie się ona hen, u Arabii i północnej Afryce Na północ o Hindukuszu łozy królestwo wielbłądów c wu garbnych Kolebką tego wielbłąda jest pus- tynia Gobi Po ciągnących się setkami y *iącami kilometrów dróg srodkowoazjatyc^ kich kroczą karawany tych dwugar ny długowłosych 1 wytrwałych zwierząt. | reakcję na obcowanie 7 ludźmi Uważam zc są to zwierzęta mądre, doskonale dostoso- wane do stawianych im zadań Wielbłądy, bynajmniej nie stawiają oporu, me odmawia- ją posłuszeństwa ludziom 1 jedynie nie po- zwalają obciążać swego grzbietu ładunkiem ponad Ich siły Szczególnie mądry- jest prze- wodnik karawany, kroczący na jej czele [. | Pozwól cywilizacji wvp>era w ilbłąda Sil- niki spalinowe, pojazdy gąsienicowe i wiel- kie ciężarówki okraczają na sraki który- mi dotychczas kroczyły tylKO wielbłądy Ale minie jeszcze wiele czasu a w ełbłądy będą żyły dziko w pustym Gobi jeszcze przez wiele lat będą przonosih na swych qrzbnk- tach towary i ludzi poprzez pustynie 1 stepy. !*r Myrdsl *»0 pc-.ldax» foMM. Pn»*a/yl a> »xwrdł- N<j*'u:ki W«r»ri- l»kry
•I W SAMUkCII HIIMIS* La? p-t już * palni V* zdłuz nowocww- -r«i tau» »H*dęvy<h z krnmanu do Akaba <,o Jt'tłoi0y C»> A <1x1 u u wyrosły długie krmkl rrarnycb aacnuHow Z nadelaowm ap*. - Bad*®.-'* dlaję **ę * pobhłu trawat »«»rK Mojęce w aanicw słońce gasi r orla * na puatyni mlzie spędzali nmę Fcua ' i* : wi» Ik.eJ drogi jak l pańskiego au»tau m»w tu< kapci* dla koczowm- M \io» r^rb serpentynach, którymi zjeżdża •rę On d> preajl Jordanu zatrzymało nas prze cnodra r pracz <h<^pt duir stado małych cxa- . t> i •:? Opodal na wzgórzu stało kilka nasunt^w arf ronuedlrj lu lodziny odłożył m mu widok naręj • który kopcił na akra* Bndwb * tryl wyrtoki o oatrych rysach »:<;.•«• l*«*ry czpakowatej bród— od na- ry » rodzaj L.ah-j tuz k. na którę nuaJ za- rawOM bT«?' opufcrię w talu przcjMsa- t«y skręconym pasem kolorowej tkaniny, n* kiort go u \ stawała rękojeść krzywego sżh l< tu Prrykmył palec prawej ręki do czotó p.łt-FTł ao ust do serca, z lekka się łkłoa' i rzeki — Ahlan wa sahlan (Czujne w u nas jak rodzina l Namiot był długim pięciometrowym F" si(ikęłi*m otwartym na dzień z trzech su* Pozostał dach i tylna ściana osłania RC1 ** wiatru StaJy tam dwa foteliki z drze*1* w kształcie wielbłądzich siodeł wyło*** wzorzystym kilimem 2 frędzlami 1 x my Szejk • tym<~rasem przykucnę! na nad prymusem, zapalił i nastawił , tradycyjny napój arabskie) gow.inn‘ 1 Kilkadziesiąt metrów przwd nami drogę modele najnowszych amerykańskich, na które arabscy przenieśli swę dawna milosc do po raz pr/ejrzdzai błyszczał cliron>** tobus wielkich międzynarodowych róży wiozący turystów do JerozolH^f tlejero | | Z połysku opasłych gui*ibu* -'w ftedulu mógł Wytwarza* jbrai twiata lud/i miejskich (^mpodarr podał kawę wlowaj^r upm.., 1 buteleczki po km pil rótancj wcaty dp t ran** Piliśmy więc prawią »ob * nadal ę /acx?> *cl Wypicie kawy nadawało m* wjfwdep gościa w b^dumskim rommianiu dr wa N»e w.ilno się na mina gniewa' woino mnie obiaiać nie wolno na mn»*« k-k ręki gospodarz ręcry swym i un<. . m ta moi honor i moje brzpuc/rństwu Ni» pisany kodaka pustynnego postępowania Jromuowego nakazuj* by< gościnnym nawet w<łbe*« Mmierlełnego wroga t*'4eli :|aw| uę bezbronny u wejścia do namiotu Zakłamanie' Nim Wychowanie puatypi Wobec natuiy ludzie muMrę byi solidarni Kazd> tuwniot na pustyni — swoi ny wro- gi jest oazę życia Cóz znany największy ludzki spói (uswet krwawy wnl>< burry piaskowej rozdzierającej namioty, rasypuję c< I źródła wody, zagrażającej śmiercią wszy stkiemu, co na pustym zyweł Słońce grzało mocno i czarna j^a» U ta nad naszymi głowami stawała się nieinoanie gn- ręca Wytłumaczono ml, ze norniol buduje się 7 grubego wojłoku, nad którym rorwir sza się czarne szmaty, noce na pustyni «ę bardzo chłodne W zimie niekiedy nawet nego ogrzewania 147
Dakth.i ud kilka *•’ w — .. nvZ"?h P’••*%»* FM” r ** ,a **w P»*<* rziowwta «Łal rwa wy* * /» «trbrn*“* * ** na । Wdała rtałym fint^Br \ il»». .-!’.<k-»mi M*xv W kilkuiui-ourtn-wy rtjrwort^ nich cw»uM*nrtKfe»> v vr. ;* lónkOH e * Mwdntot* v»hi- ***ś • porta l< •’ ®ai‘X<ii i > <*•• , \ , 4 wurwarw ih^Iwm * .tub* porwała)* «T>P*^u prrrpaMOr gto «»Ai iialktt * orf razu W <i»©ę* ie*ł*T l do tartpA Aroaryki Kap aby w t .-, )<wić <m» ,• b wa vrrii ropoDotoycH w ytoiMty •*«» potrw bu)? nal«y l I fTOLHA 5MŁŁKIŁ* NAfTT tABADAW Kowuny piia^witum pr«« ^ropuarr palm Wida< it x kia^ęo pu ktu • «»»<* Ta warzywa* odmmfc«wi eały za nim krok w kruk Tyto kie dy puwłeje gorzcy chan-ua. gocor y puwiyn rry wiatr kontury t*< w chmurz** unoazat*1^'*1 * pmnrtrz® piaa^u Wiecwiem ur*»^a<J? m WY*' k?> kilka** ów n*d ratinri *. i n*< ty gaina wankki ugladane ( >amuiał»j »w*-rxa -i»ra pnnmKn^ wtdok Pwrywada* t»a rT,r*! P°9*T' fc«»e nu4te<'iua * pło^ao *t<7fc 4ia<ns C®C» jakiemu* wmoe* Ha.*-<9it{ bdatwo A bóstwu na no* •' Ahadan»« - l^l,° 1
Kuwejt — miasto z nafty wyrosłe Na każdych 500 obywateli przypada tu jeden autentyczny milioner No- woczesne centrum kaźc chwilami zapomnieć, żo się nie jest w Europie. Wystarczy jednak zboczyć kilkaset metrów, aby stanąć oko w oko z otaczajęcę miasto surowej pustynie} dwa, dziesięć Stacje pomp z nazwami pól, skąd, często z odległości setek kilometrów płynie siecią rurociągów brunatne złoto. Rytmiczny stukot liczników rejestrujących każdą nową tonę. Potężne zbiorniki, przedziwnych kształtów konstrukcje stalowe Tutaj napływającą z odległych szybów ropę naftową podgrzewa się do temperatury 600 stopni Fahrenheita. A potem przepompowuje do wysokich na 30 metrów wież destylacyjnych *. Końcowy produkt rafinerii rozmaite rodzaje płynnych paliw, m. in najwyższe gatunki benzyny lotniczej „FABRYKA WODY" W KUWEJCIE Obok portu [w Kuwejcie] nieco z lewa, wi- dać strzelające w niebo kominy rozbudo- wany kompleks fabrycznych zabudowań. To największy obok rafinerii nafty zakład prze- mysłowy maleńkiego szejkanatu Najwięk- sza tego typu fabryka na świecie: fabryka produkująca wodę... Kwestia wody nadal pozostaje dla Kuwej- tu problemem nr 1. 1 nie jest to wcale prob- lem łatwy do rozwiązania. Przez składające się z pustynnego piasku terytorium szejka- natu * nie przepływa jedna choćby rzeczułka Wadi — tzw. rzeki sezonowe — wypełniają się wodą tylko na kilka tygodni, w okresie zimowych deszczy. Przez resztę roku icb wysuszone koryta są puste. Pozostaje kilka źródeł o mocno zasolonej wodzie, które mogły od biedy zaspokoić P° trzeby kilku czy kilkunastu tysięcy koczują cych tu niegdyś Beduinów *, ale dziś st e rozwijające się miasto potrzebuje 24 m ny litrów wody dziennie. . Przed kilkudziesięciu laty usiłowano widować już wówczas silnie występuj w Kuwejcie deficyt wody, sprowadzając^ na grzbietach wielbłądów z sąsiedmeg0^^] ku, z odległej o przeszło L _ rzeki Szatt al-Arab. [...] 100 km wielki potem przyszła era wielkich motorowych tankowców *. Ale z biegiem lat wszystko to okazało się niewystarczające Trzeba było szukać innego, bardziej radykalnego rozwią- zania. I to rozwiązanie znaleziono, urucha- miając w Kuwejcie na początku lat pięćdzie- siątych ogromną fabrykę „produkującą" wo- dę |-1 Oglądałem dwa długie, na blisko 200 met- rów wychodzące w morze pomosty wykona- ne z rur o wielkim przekroju. Tędy codzien- nie przepompowuje się miliony ton słonej, morskiej wody, aby następnie poddać ją procesowi destylacji *. Bo właśnie mórze stanowi dla współczesnego Kuwejtu ten ogromny, niewyczerpany rezerwuar * wody, która po odpowiedniej przeróbce staje się zdatna do picia. [...] NAD SZATT AL-ARAB Nie jest to już morze, ale i brzegów dalej nie widać. Do burty statku podpływa moto- rówka. Iracki pilot wchodzi na pokład Bie- rzemy kurs na Basrę, port ponad sto kilo- metrów oddalony od pełnego morza Płyniemy szeroko rozlanym ujściem Szatt z,ll°rniki ropy naftowe) w Abadanio al-Arab, nieco powyżej Basry łączą swój bieg Tygrys i Eufrat I stąd bierze początek największa rzeka tego rejonu, słynna Szatt al-Arab. Stopniowo koryto zwęża się Na obydwu brzegach gaje palmowe. Niewysokie, glinia- ne groble przeciwpowodziowe Kanały i ka- naliki starające się jak najdalej doprowadzić życiodajną wodę. Ale pustynia jest już tuż tuż Widać jej szarobrunatną płaszczyznę prześwitującą przez pierzaste korony palm. Pustynia ze wszystkich sił pragnie osaczyć i zepchnąć do rzeki to wąskie pasmo zieleni. Płyniemy środkiem największego na świe- cie rejonu produkcji daktyli. W Iraku nad brzegami Szatt al-Arab, a także w dorzeczu Tygrysu i Eufratu, dorzeczu, które niektórzy nazywają ziemiami Żyznego Półksiężyca, rośnie 30 milionów daktylowych palm. Rocz- nie oznacza to 150 tysięcy ton słodkich dak- tyli — 22 procent światowej produkcji. W tej dziedzinie Irak zajmuje nie zagrożone przez nikogo pierwsze miejsce w świecie. Zdzisław Marzec Opowieicl Zatoki Perskie/ Warszawa 1968, Książka i Wiedza, s. 47—48, 70—71. 74—75, 92— 151
Rozdział HI TAM, GDZIJ WHJĄ MONSUNY 53 ROK DZJLU sil; NA PORJ; SUCHĄ 1 DESZCZOWĄ |W Wietnamie) rok dzieli się na dwie po- ry suchą i deszczową Są one regulowane wiatrami monsunu. Zimą wiatry przychodzą z Azji Północnej do stref o niskim ciśnieniu. Są to prądy zimne, suche, często gwałtowne, które utrudniają żeglugę wzdłuż wybrze- ży | ) Warunki żeglugowe jx>garszają czę- sto tajfuny *. Tajfuny, te o szybkości docho- dzącej do 40 km/godz, przynoszą ze sobą niekiedy obfite deszcze, przerywając posu- chę. Z drugiej jednak strony powodują cza- sem olbrzymie szkody, niszcząc domy, oba- lając drzewa. Niekiedy fale morskie pędzone przez tajfun zalewają ryżowiska przybrzeż- ne, uniemożliwiając uprawę na przeciąg kil- ku miesięcy. Tajfuny występują najczęściej w listopadzie. Latem sytuacja się odwraca Począwszy od maja wytwarza się na Pacyfi- ku wysokie ciśnienie. Wiatry nasycone parą wodną zaczynają wiać od strony morza, przynosząc ze sobą obfite deszcze. Stopnio- wo opady maleją. W październiku prądy powietrzne się odwracają, przynosząc znowu suche powietrze kontynentalne. (...) Zmiany monsunu wywierają olbrzym wpływ na stan rzek Pod wpływem obfitych deszczów letnich rzeki wzbierają. Przybór wód w Rzece Czerwonej trwa od czerwca do października. W tym okresie poziom wodv może się jx)dnieść o przeszło 10 m. Przepływ wody w tym okresie dochodzi do 30 000 e- wody na sekundę (700 m’ w' okresie posu- chy). W związku z tym wylewy Rzeki Czer- wonej mogą być bardzo niebezpieczne i lud ność zmuszona jest do budowania potężnych tam na wypadek nagłej powodzi Mekor.g natomiast — mimo ze przepływ wody do- chodzi w nim nawet do 50 000 ms na sekun- dę — jest mniej niebezpieczny. Jego wody bowiem wzbierają mniej gwałtownie, dzięki istnieniu na terytorium Kambodży natural- nego regulatora, jakim jest Jezioro Wielkie połączone z Mekongiem rzeką Tonie Sap Adam Paszt Kraje U3O.+ chnięlego Buddy. Warsza- wa 1961, MON s. 7—9, M MONSUN NAŁK HODZ1 Od kilku dni panuje upał me do zun-sie- , o basenów korć piet-ie wy- ,fl.^ Q swi'i<± cała wieś udaj<- się rad rze- by naczerpać wody, umyć się i wykąpać !<<z począwszy od godziny dziesiątej rano do czwartej po południu nikt nie ma od- wagi wyjść na dwór Uliczki są puste i ci- che Ludzie szukają schronienia w świąty- niach, które dzięki grubym murom zachowu- ją pozory chłodu — śpią taro na wpół nago na gołych płytach. Krowy kry ją się w cieniu wielkich drzew brak im sił, by szukać po- żywienia Jedynie bawoły. j>ławiące się w Ławach wydają się całkowicie szczęśliwe Jeżeli chodzi o bawoły, są to doprawdy osobliwe zwierzęta Przekonaliśmy się. że wytrzymują największe upały, lecz opadają z sił, gdy odczuwają brak wilgoci, dlatego też w okresie suszy chłopi starają się, by ich bawoły zazyły codziennej kąpieli i zle- wają je wodą, jeżeli zwierzęta muszą prze- brać dłuższy czas na słońcu Chłopi odpoczywają tylko kilka dni w ro- ku, wdaśnie w okresie poprzedzającym mon- sun Wieśniak hinduski nie zna niedzieli; pracuje dzień w dzień od rana do wieczora. W porównaniu z jego losem pod tym wzglę- dem, nawet los krów godny jest zazdrości gdyż nie wolno używać ich do pracy w po- niedziałki Rolnicy czekając na deszcz prze- zywają ciężkie chwile, wiedzą bowiem, że jeśli monsun się opożni, wszystkie zbiory im przepadną i będzie im groził głód. Nagle na zachodzie, ponad górami, ukazu- je się mała, biała chmurka, za nią druga potem trzecia; od szesciu miesięcy nie wi- dzieliśmy nawet jednego obłoku W po- wietrzu zaczyna się gwałtowny ruch; unoszą się kłęby piasku i pyłu, drzewa aż trzeszczą W niecały kwadrans niebo pokrywa się chmurami. Jakaś kobieta, przytuliwszy nie- mowlę do boku, wpatruje się w chmury L'ljca miasta w czaue ulews przyniesionej przez letni monsun z progu swego domu, czworo dzieci czepia się z niepokojem fałd jej sari •. Na krótką chwilę powietrze znów znieruchomieje, ab* wnet jsadają pierwsze krople, ogromne kro- ple gorącej wody, które w zetknięciu z roz- palonym piaskiem natychmiast zamieniają się w parę; dzieci wydają głośne okrzyki ra- dości, niebawem juz nie deszcz, lecz stru- mienie wody przesłaniają wszystko dokoła Pierrc Rombach Z Bomba- ju do Paltarkalu. Fkrprdy cja W Goluha Przekł E. Dunikowska Warszawa 1962. Iskry, s. 55— 57 153 152
I w górze bez przerwy. Z ogrodu £*cijącego palac cIolatYwalY okrzyki, onienle, krzyk, hałas i łoskot. Służba "straż, ogrodnicy i żołnierze uderzali w pa- olYty Nieustępliwie walczyli o ogród I sza- 55. SZARAŃCZA aelest trwał ol lelnie, gongi, rondle i brzęczące metalowe płyty Nieustępliwie walczyli o ogród I sza- rańcza popędziła za obręb miasta, do ogro- dów podmiejskich. Bo i kto by ratował przed nią ogrody prostych ludzi? ptaki rzucały się na szarańczę i dziobały ją w locie i na ziemi. Szarańcza, która siadła na torze kolejo- wym, wstrzymała cały ruch pociąg mógłby się wykoleić, gdyby wjechał w chmarę sza- rańczy. Nazywają ją na Wschodzie golibro- dą pól i sadów Goli wszystko, co rośnie, pustosząc kwitnące tereny. Przerażeni ludzie przystawali na ulicy i patrzyli w niebo. Małe dzieci głośno pła- kały ze strachu. Psy szczekały i podnosiły pyski do góry, jakby czując ogrom grozy. Szarańcza, spłoszona z jednego miejsca, znów leciała ku miastu i sunęła nad doma- mi Owady spadały na głowy przechodniów na bruki, koło sklepów, do nóg koni i regu- lujących ruch Szarańcza wędrowna. Owad o ubarwieniu z.elonym mb brunatnym, długości około 50 mm Je»l groźnym łzkodrukiem niszczącym uprawy Widziałem jak jeden człowiek deptał sza- rańczę z wściekłością — To wielka klęskaI — zauważył kupiec, który wyszedł ze sklepu i spojrzał w niebo osłaniając ręką oczy policjantów N Tichonow Opowiadania o Pakistanie Warszawa 1952. Nasza Księgarnia, s. 84—85 Szliśmy po Alfinstone Street (czytaj. Elfin- stoun Stritl w Karaczi, gdy niebo raptem pociemniało Ale nie była to chmura To su- nęła szarogranatowa mieniąca się kolorem stali zasłona, która szeleściła i trzeszczała bez przerwy Ten przyprawiający o melan- cholię szelest napełniał dobrą połowę nieba Przyjrzawszy się dokładnie, można było roz- poznać miliony drobnych żyjątek, niby nie- zliczone eskadry malusieńkich samolocików Wydawało się. ze piloci tych mikroskopij- nych samolotów bez przerwy strzelali z nie- widzialnych. malutkich karabinów maszyno- wych, a cała ta powietrzna flota niepowstrzy- manie pędziła w jednym kierunku Od cza- su do czasu setki samolocików spadały bez- ładnie na ziemię jak zestrzelone, lecz pozo- stałe me przerywały lotu. To leciała szarań- cza ’. Widziałem swego czasu zdechłą szarańczę w Turkmenii. Przeszedłszy z towarzysza” przez chwiejną kładkę na szerokim kanak zobaczyliśmy krzaki, gdzie na kształt pan- ków leżała zdechła szarańcza — ntlhocj owadów wyglądających jak żołnierze w lonych płaszczach z czerwoną podszetfU Nadejście tej straszliwej armii zostało po- wstrzymane przez turkmeńskich kołchoz ków I Ale teraz szarańcza, przelatująca zwyot sko nad olbrzymim miastem, przedstawić szczególnie złowrogi widok. Niby na di sygnału cała chmura skręcała w bok. z®* niała kierunek i rzucała się na ogrody, ki znikały, jakby ich nigdy nie było, I Widzieliśmy nagie, ogryzione do gałęzie, widzieliśmy drzewa, które ły jakby wichura zdarła z nich cale lid aż do ostatniego listeczka Szarańcza pędziła Jak oszalała i JCJ 0*°^ । 155 154
56. „OGRODY INDII” Tu, w „ogrodzie Indii”, jak nazwał Keralę Nehru, wzrok nie napotyka na żaden znajo- my element krajobrazu. Miłorzęby i palmy, zbite kilometrami w nieprzejrzany balda- chim, delikatne cienie bambusowych zaga ników, ciężkie kwadraty hebanu lub drze, tekowych, rosochate czupryny trzciny cui rowej, tamaryszku i krzewów bananowyd drć cha* Tc p ut-zas swej odkrywczej wyprawy w 1492 roku d nadto błękitne pasma górskie, nagle usko- ki dróg przed lagunami, wieloramienne ję- zora i nieoczekiwane połoniny w doli- nach — przydają Kerall urody nie dającej sl'ę z niczym chyba porównać Gdyby nie mokry zar, kapiący z wysokiego nieba i od- bijany przez gorącą wodę — keralski kraj- obraz najbardziej by chyba pasował do wy- obrażeń o biblijnym raju. (.. ] To właśnie tego wybrzeża poszukiwał Krzysztof Kolumb, kiedy odpływał na pokła- dzie „Santa Maria" Od najdawniejszych czasów, odkąd sięgają najstarsze zapisy, wy- brzeże malabarskie dostarczało korzeni, przypraw i wonności Przechowano tu dotąd znajomość sekretnych zabiegów przy karda- monie *, przemyślną sztukę suszenia kapryś- nego pieprzu, skomplikowane metody upra- wy imbiru, orzeszków ziemnych, cynamono- wej kory. W nowszych czasach zadomowił się tez malajski kauczuk, cejlońska herbata I | | aromatyczna kawa. Tajfun * zapachów napełnia rozedrgane od upału powietrze, otwiera w pamięci węcho- we archiwa sklepów kolonialnych Dwuko- łowa arba *, załadowana korą chinową, wie- zie kwaśny, gorzkawy, niemal dotykalny obłok, plantacja kardamonu strzela strugą cierpkiej słodyczy ułożone na łodzi worki z kłączami imbiru wiercą w nosie ostro i ja- dowicie Plantacje od ściany palm do krańca ho- ryzontu równo pocięte prostokąty drzew, krzewów i bylin, starannie nawodnione, roz- mieszczone na stokach Korzenie, ryż i ko- kosy — to jedyne uprawy w Kerali. Pszeni- Kanal w Keidlii cy czy prosa nie opłaca się tutaj uprawiać, szkoda nawet pół akra na zboża, kłoszące się raz do roku. Wiesław Górnicki. Podror po garsc rytu Warszawa 1964, Iskry, s. 174, 176 156
j7 KASfY W INDIACH Podstawowy dogmat hinduizmu — każdy umiera tym, kim się rodzi — obowiązuje wszędzie wsrod setek milionów mieszkań- ców kraju Rodzisz się członkiem jednej z trzech tysięcy kast" i podkast i musisz w niej pozostać Nosisz nazwisko, które na ogol określa twą kastę i miejsce urodzenia i nazwisko lo jest zewnętrznym piętnem Możesz także stać poza kastami, należeć do pięćdziesięciu kilku milionów .niedotykal nych", a wówczas jesteś w ogolę nikim Konstytucja Indii zniosła „ntedotykal- nośc". Ustawa z 1955 r zagroziła poważny ml karami wszystkim, którzy innym zabra- niają wstępu do miejsc kultu religijnego pobierania wody ze zbiorników, studni lub źródeł Ta sama ustawa nakazuje obsługę wszystkich obywateli w sklepach, restaura- cjach, hotelach, szpitalach, szkołach i miejs- cach rozrywkowych India Obrazek uliczny — zaklinacz tłumem widzów — - - IV — wężów otoczony Chociaż ośrodkach wości ulega nieustannemu sl(»pjaniu na ogół minęły czasy, kiedy idaęJ niedotykalny” uprzedzał wszystkich o swym zbliżaniu się, a następnie chow* za drzewo, by nie skalać innych swy?* czystym cieniem — ekonomiczna i 4<X|e;’ dyskryminacja* Harijonów (czyh 4? Boga”, jak niedotykalnych nazwał głównie bezrolnych chłopów, trwa Strm wy podział społeczeństwa na grupy । utrzymuje się w ogromnych obszarach 1® Specjalna komisja naukowa stwierdzi, jednej tylko wsi indyjskiej na południ ju istnienie 25 kast w wielkich miastach | przemysłowych problem h? Olgierd Dudrewic: Jodrc U MON » 47 WYKLĘCI 1 Poszliśmy gromadę na drugi koniec Da gilthapur, do osiedla Hr ri Janów Jak w U' dej wsi pariasi • mieszkają tu osobno I u wszędzie ich ,,dzielnica’ jest najbiedrncp Nora z trzciny oblepionej glinę. wy'*Ł na metr — 1 mająca 4 metry kwadratu* powierzchni. Jeden niziutki otwór sluri drzwi wejściowe, okno — za ujście dla mu Bo w zimie, kiedy padają deszcze 1 & peratura przypomina nasz lipiec — ludzie drżę z zimna 1 gotuję w cbac*T tuję — to za dużo powiedziane. W kęcie nory glina jest mocniej i wgłębiona. Tu znajduje się Pa*enl*h*Lł żeli nie ma drzew w pobliżu, chrust opał Krowi nawóz — za pastę do która dzięki temu nie rozsypuje den — dwa gliniane garnku funkcję^^ spełnia sznurek, na którym wi»l '^a > ba” — parę szmatj kilka wlasnoręcit^ » cionych koszy do wszelkiego uzy zbierania plonów — do kołyski ( 0 ot i cały ma jętek [...] flHMB India Kołowroty nawadniające Tam gdzie rok dtteli pcię fBrhą i deszczowy decyduje o plonach Czasami obok nory rośnie drzewo owoco- we - banan czy mango | 1 Czasami, bar- dzo rzadko, jest też bawół, a to znaczy tro- chę mleka, a nawet i odrobina topionego masła, ghee Ale to sę wyjątki W ca o czę cl zamieszkałej przez HariJanów sę y cztery bawoły na 96 rodzin Większość mieszkańców — to d2‘pr^'*^o trzymają poletka wielkości 1.4 3 ° j_innlł złej, bo nie nawodnionej ziemi lna'%0 n obszarnik bezpośrednio sam e JJ>Vai.łlir przy pomocy parobków) Jeden ta daje 2 5-7 kwintali jaworu (n^rtosdo we proso) rocznie. 2 czego Narząd obszarnik Dawniej dostawał trochę ograniczył t< nutę ♦, więc jest nieco lżej zyc O ile lżej— obliczcie sami rodzina którą odwiedziliśmy, otrzymuje rocznie net to 2 2,6 ha około 400 kg proso czyli mniej więcej 15 dkg dziennie na głowę 1 to wszy stko. bo cl nie mają żadnych drzew ani zwierząt domowych Podobna nędza panuje zresztą 1 w „szla- chetnej” części wsi Tylko, ze u Han jar ów dochodzi dodatkowy moment ucisku kasta SldUłUw toadlki !tQ 'y, tmokl 1 ludne Rdle kierem po Ar/i Warł.jwa 19 .H książka I Wietlia t — —103 158
58. KALKUTA OLBRZYM WYROSŁY W DŻUNGLI Delta Gangesu i Brahmaputry przypomina wielki ogród tropikalny Przecina go ogrom- na ilość kanałów, rzek i stawów; w ich roz- lewiskach r "* I tanej sieci wód strzelają ku rozsłonecznio- nemu niebu pióropusze palm i różnorodnych egzotycznych drzew. Od soczystej zieleni bogatej roślinności odcinają się pólka ryzo- bagna Spośród sple- Słome na szosach Indu w okolicach rzę juczne, może unieść do 1000 kg Kalkuty. Słoń Indyjski łatwo się oswaja, bywa używany jako 160 Iorzetykające dżunglę. W miarę posuwa- się na południe, w stronę Zatoki Bengal- I roślinność staje się coraz bujniejsza, $ ludnienie — coraz gęstsze Wreszcie z te- ?d szaleństwa kolorów szmaragdu zieleni Opalizującego szafiru wod i całej gamy barw kwiatów wyłania się olśniewająco białe : miasto - Kalkuta. Kalkuta, stolica Bengalii, to największe i miasto w Indiach, trzecie po Tokio i Szang- haju miasto Azji, liczące 5 075 000 mieszkań- ców (1968) To olbrzym wyrosły w dżungli, o 140 km od morza, nad rzeką Hugli — za- chodnim ramieniem delty Gangesu Ewa Rudzka. Kalkuta. „Po- znaj Świat' 1956, nr 4, s 3 (Olbrzym wyrosły w dżun- gli) ULICE NĘDZY I ŚWIĘTYCH KRÓW Mgła. Zielony opar znad Zatoki Bengal- skiej Skośne błyski w rozpostartych ramio- nach delty Gangesu — rozlewisko iskrzy się chmarą porannych ogników. Leniwiejące owady milkną pod pierwszymi promieniami słońca Senny zapach trociczek *, krowiego łajna i chrupkich placków czapati. Daleki jęk gongu Dzieci pierwsze wstają z cho ni- ków; nagie, zaspane, pokąsane przez mos YBrudnobiale kadłuby bez głów lezą jesz- cze pod ścianami domów o barwie oc lub kasztana to bezdomni z zasł°nięty™ twarzami. [ ) Dzieci, biegając w ry m nych zabaw, trącają rozkudłane, suc polano staruchy i starsze siostry, czarn se, długonogie, zwinięte w kunsztowny bek Pod ulicznym hydrantem po na^’ czyzna o najdoskonalszym profilu prze zaropiałe od jaglicy powieki zdepta- Daleki gwizd syren w porcie _ nym skwerze, bliżej centrum ra’7a’ domni wygrzebali się już z legowis cy przystępują do P^^^^Tm^cz’ pole zamarkowane łupina pokon- bambusowe pręty, zgnieciona p serwach. 11 — N« wielkim Udil® Kalkuta. Przed wejściem do Poczty Głównej wsrod samochodów i tłumu przechodniów spaceruje z god- nością „święta krowa” Dzwonią pierwsze tramwaje, białe cielska świętych krów falują niechętnie w stronę śmietniska. Ach, cóż za rodzajowa scena, tylekroć opiewana w relacjach zachwyco- nych podróżników! Krowy są chude, tępe, porosłe odwiecznym brudem, ich wymiona, ziemiste jak plama trądu, zwisają puste i wy- suszone. Ilość ich jest ogromna, ponad dwie- ście milionów krów błąka się po Indiach; największe pogłowie na kuli ziemskiej, nie- mal tyle, co łączna ilość bydła w Stanach Zjednoczonych i w Związku Radzieckim. Część tylko tej ogromnej liczby służy do celów hodowlanych. Reszta nie daje ani mleka, ani mięsa, zżera paszę, niszczy skąpą szatę roślinną na północy i zasiewy na po- łudniu, tamuje ruch na miejskich skrzyżo- 161
Delta Gangesu i Brahmaputry przypomina wielki ogrod tropikalny wantach, napastuje przechodniów Wszyst- ko to dzieje się w kraju, gdzie każde źdźbło paszy posiada nieocenioną wartość, gdzie racjonalna hodowla, ubój i mleczność są po- jęciami prawie nieznanymi. Jedyną racją ich bytu jest to, że służą jako siła pociągowa (niezbyt często) i dostarczają opału w po- staci wysuszonego łajna Nieco za mało, jak na ponad dwieście milionów sztuk Przed kilku laty rząd wydzielił w Radża- sthanie rozległą pustać i zorganizował trans- porty świętych pasożytów, aby dokonały tam, w spokoju świątobliwego żywota Hin- duizm zakazuje zabójstwa każdego żywego stworzenia, nie mówiąc już o naswiętszej ze świętych — krowie. ] Nawet jednak i ta forma ingerencji w ży- woty świątobliwych krów spotkała się ze wściekłym oporem ortodoksów * i rząd zo- stał zmuszony do wstrzymania deportacji krów na radzasthańską pustać. Na rogu ruchliwej Chowringhee R°a tam, gdzie pędzą rozwrzeszczane piętro*^ autobusy, skrzypią tramwaje i biegną dzie — powstał zator. Krowa ułożyła s Q poboczu szyn i żuje smętnie k°slr0Pale. _ cie Z zegarkiem w ręku obserwuję Prze wydarzeń Po trzydziestu dwóch m’nU krowa wstaje i wielkomiejski ruch 70 podjęty na nowo Wiosiaw Górnicki po garść ryżu V 1964, Iskry, s. ' podroż 154 I5«- 59. INDIO SIĘ UPRZEMYSŁAWIAJĄ W ZAGŁĘBIU WĘGLOWYM Wjeżdżamy do Biharu ] Jest to zarazem jeden z najbiedniejszych rolniczo stanów Indii i najbardziej uprzemysłowionych. Na przykład skupia się tu znaczna część wydo- bycia węgla, są całe rejony przemysłowe Dużo obiektów budowanych przez kraje na- szego bloku. [-.] . Jedziemy obejrzeć w dzień to Indyjskie Zagłębie [.. | Węgiel wydobywało się tu o dawna, przez dłuższy czas właśnie systt mc jakichś „biedaszybów" W rezultacie tru no o bardziej smutny pejzaż hałdy i a ' porosłe koszmarnymi chwastami, wszys o, co nie zabudowane, to chwasty i śmieci , „zabudowa” zaś dopasowana do tego znakomicie, że czasem trudno odróżnić s e tę blachy i dykty, pod którą mieś dzie, od najzwyczajniejszej sterty s Wszędzie handlują Ten handel* Kup'a zonych okruchów ciasta, parę bananów, s ta zielonych mandarynek. (1 W sporej świetlicy polskiego os edU [w Sudamdih) zebrało się kilkudz cs rodaków Są to wszystko wysoko fikowani specjaliści, przeważnie ,nz^ wie, ale także majstrowie, technicy . rzy. wykwalifikowani sPec|dl'st' „„„ojować nia węgla na dole. W zasadzie mieli i uczyc swoich indyjskich towarzyszy, ale w praktyce często taki instruktor sam bierze do ręki „marteaupicąuer" praca musi być pilnie wykonana, inaczej plan leży... Sam profil pracy sprawia, że większość obecnych — to Ślązacy Patrzę na nich, sam nie wem, wstyd się przyznać., z rozrzew- nieniem. Blisko dwadzieścia lat temu, we Francji, miałem do czynienia z pół milionem Polaków, też zajętych rąbaniem węgla Ale tam to byli przede wszystkim robotnicy do- łowi ciężko pracujący dla niezłych zarob- ków tam, gdzie się nie śpieszyło delikatniej- szym tubylcom Tu — to są specjaliści, naj- lepiej płatni, najbardziej wykwalifikowani Nietrudno o przeciwstawienie ongi wywo- ziliśmy siłę, ilość, surowce, dziś wywozimy rozum, jakość, gotową produkcję, gotowe całe obiekty przemysłowe. [..] Przystajemy. Daleki rząd niebieskich pa- górków — i to wszystko. Cala reszta poza tym — to hałdy i hałdy. (Jesteśmy w Gidi.j Jest tu duża kopalnia odkrywkowa, właśnie na wykończeniu. Stoimy na szczycie wyko- pu, ogromna, wielopoziomowa jama, jak u nas w Turoszowie Na dole kręcą się spy- chacze, ciężarówki, ekskawatory *, ale to tak 163 162
Obok nowoczesnych transporterów zatrudnia się jeszcze na budowach w Indii tragarzy-kobiety, które w le- szach na głowie noszą materiały budowlane daleko, że i hałasu prawie nie słychać. Do- szli już do węgla Ale Polacy w Gidi pracują przy budowie płuczki Wydobyty z odkrywkowej kopalni węgiel będzie tam sortowany przy pomocy wody. Jedziemy na tę budowlę Jej szkielet z że- lazobetonu z grubsza gotów. Zaczęło się montowanie taśmociągów [ ] Płuczka bę- dzie w dużym stopniu zautomatyzowana O, proszę — mówi kierownik, robi krok, naciska guzik — i cały taśmociąg rozpięty na paru piętrach natychmiast przystaje Kiwamy z podziwem głowami i robimy pa- rę kroków Ścian budynek jeszcze nie po- siada, widzimy sąsiednią budowlę, gdzie się jeszcze betonuje podłogi To znaczy, widzi- my karawanę kilkuset kobiet, każda z nie- wielkim koszykiem na głowie Wyprostowi ne, zgrabne, młode, ale o posiwiałych wk sach — o, to tylko kurz cementowy —* ciemnych byle jakich sukniach po pW) Idą spod odległej o pół kilometra betoniarz każda wchodzi na pierwsze, na drugie tro, podchodzi do robotników, tu się jej muje koszyk z głowy, wywala parę kilo tonu, które przyniosła Bierze koszyk, popj® wia na głowie specjalną poduszkę, ułatwia dźwiganie ciężarów, już 1 wrotem. Jest w tym coś z symbolu ® czesny, zautomatyzowany obiekt bu kim oto przedpotopowym sposobem Jerzy Putrament Na gach Indii Warszawa I®1 MON, s. 50. 56, 58, 60. PUSZCZA NA CEJLONIE Kraj, który się przede mną otwierał [ ] był tak czarująco piękny, że żadne gady nie są w stanie odstraszyć od poznania go Przede wszystkim... Słońce I Jakie ono innel Jakie niepodobne do na- szego miłego złotego, łagodnego źródła ra- dości i życia I Tam, pod równikiem, Słońce jest straszli- wym ,,bezwzględnym żywiołem”, panem świata, ,.smokiem ognistym' [ ] 1 nie tyle dokucza gorąco, co blask światła Białe, przejmujące, bezlitosne, przebija wszelkie powłoki [ .] — Prędzej ukryjmy się w cieniu! Błogosławione niech będą drzewa, sprzy mierzeńcy człowieka! Zagłębiamy się skwap liwie w potężny bór wyssany z wnętrza Zie- mi przez królewskie Słońce Przedarliśmy się przez chaszcze i liany zewnętrznego poszy cia, jesteśmy w piwnicach lasu w jego spich lerzu Po piekle straszliwego blasku ogarną nas brunatny mrok, prawie noc. [• 1 Niby w studzienkach błyszczą duże ka uze wody lub błota Aha, więc to są owe rezer wuary * wilgoci, którymi żywi się puszcza w miesiące żaru i suszył Ostrożnie posuwa my się dalej grzbietami korzenisk, czase na czworakach, czasem skacząc Prze* zbiory rojące się od pijawek i r° aC Ale nic ciekawego wciąż ten sam run zmrok, w którym wznoszą się. Ja zajrzeć kolumny olbrzymich ciemny zwykle chropawych, czasem kosmatych, jakby w futra odzianych Szczyty ich nikną w ciemnościach przetykanych grubymi lia- nami Nigdzie promyka słońca, nigdzie ziele- ni lub barwy jeno niekiedy rozgorzeje w oddali zawieszona w górze na pniu koloro- wa plama trupiobladego lub rubinowo-krwa- wego storczyka Wokoło bezruch i cisza nie- zmącona Czasem tylko zleci z góry liść lub szyszka, gałązka i spocznie w swej wodnistej trumnie Czasami gdzieś z dala, z góry do- leci przejmujący wrzask ptasi lub małpi, znak rozgrywających się nad tymi piecza- rami lasu dramatów [...] Uciekamy, gdyż malaryczne tchnienie bagnisk wdziera się do naszych płuc wraz z gorącą wilgocią leśnych oparów Właściwie nie widzieliśmy lasu, choc by- liśmy w jego rdzeniu u jego podstaw. Aby las ten w całej okazałości obejrzeć, trzeba udać się na brzeg pól uprawnych, albo od- szukać rzadkie śródleśne łęgi, wreszcie pły- nąć z biegiem rzek Wtedy dopiero widzi się całą ich cudowną budowę i ocenia potę- gę ich wzrostu Bo w dole nie ma życia, ży- cie mieści się wyżej, gdzie korony wielkich drzew liściastych gumusów ♦, mahoniów, cedrów, drzew kamforowych, sandałów magnolii i Innych tworzą pierwsze sklepie- nie tak gęste, ze nie przepuszcza ani promie- nia światła, ani słabych deszczów Przebić go mogą jeno zwrotnikowa ulewa i piorun 165 164
udać się na brzeg poi uprawnych Na pierwstyra p * Aby zobaczyć puszczę w całej okazałości należy nie widać pola ryżowe Ponad to sklepienie strzelają dopiero bardzo godne, bardziej chciwe słońca odmiany drzew, przeważnie palmy, których prześlicz- ne pnie tworzą kolumnady drugiego piętra, a szerokie, oplątane pnączami liście, jego dach Dolne piętro śluzy im jak gdyby za oprawę i rusztowanie, podtrzymujące i ra- tujące od złamania przez wichry, te odziem- ki drzew niesłychanie strzeliste i cienkie w stosunku do swej wysokości Są to palmy tak potężne w swym wzroście i tak lubujące się w słońcu i przestworzu, że wybiegają nawet ponad to drugie piętro — tworząc do- piero trzecie — przewiewne, świetlane ko- lumnady wznoszące się [wysoko] nad zie- mią i ubrane już we wszelki przepych kolo- rów i kształtów Tam kwitną liany, rzadkie orchidee, tam rozwija — co trzydzieści lat — swój kwiat do drzewa podobny palma VitlC larzowa Tam wre życie puszczy, przelatuje roje barwnych, jak motyle, papug i ptakó* drobnych jak motyle na skutek oddaleni* wysokości Gromady małp blją się, koczujA zbierają pożywienie Tam pełza wąż kając piskląt i jaj w gniazdach; laTn cie żyje mnóstwo nie znanych nam owadów, ptaków, czworonogów, które n me schodzą i nie potrzebują schodź1 ziemię, gdyż nawet wodę znajdują w winach liści lub owocach roślin n<j aw Sicrnae*'1 u*rud kosmatych I*” 1957 P,i^szechna, s 194-1^ fil archipelag dymiących wulkanów PRZYBIJAMY DO BRZEGU Od prawej burty wynurza się z morza wy- raźnie widoczne juz wybrzeże Jawy Wita nas złocistą plażą i gęsto porastającymi wy- brzeże pióropuszami palm Nieco wyżej, na zboczach, skłębiona masa zieleni poplamio- nej brązowymi poletkami ryżowymi, nad Kfajubr.u wulkanuna Ijwh- tym fioletowe, na wpół ginące w chmurach szczyty majestatycznych wulkanów Ten wielki łańcuch gór wulkanicznych początek swój bierze az na Sumatrze, biegnie poprzez całą Jawę i kończy się na Małych Wyspach Sundajskich Centralne miejsce w owym lu- ku zajmuje Jawa W miarę zbliżania się zachodu słońca 11.7 166
Palma kokosowa która mer udko rocLri 6 raty do roku. Na zdjęciu krajowiec wspina się po orzechy kokosowe krajobraz nabiera niezwykle intensywnych barw Okręt płynie cicho i spokojnie. Wido- ki przesuwają się jak taśma filmowa Wszę- dzie palmy, palmy i wulkaniczne wysepki. Mijamy wystający z morza słynny Kraka- tau. (...) NA JAWIE ZIEMIA DAJE TRZY ZBIORY ROCZNIE (Po wylądowaniu wsiadamy do samocho- du ] Przecinamy w poprzek aluwialną • ni- zinę północno-zachodniej części Jawy [..] Jawa należy do najbardziej urodzajnych obszarów na kuli ziemskiej. Klimat tutejszy Jest niemal cieplarniany Pod szóstym stop- niem szerokości geograficznej (.. ] upał trwa od szóstej rano do szóstej wieczorem. Tłusta, brązowa ziemia rodzi bogato. Na niedużym skrawku ziemi można jednocześnie obser- wować wszystkie stadia wegetacji roślin- nej zagony ryżu stojące jeszcze pod dą, zielone pęczki młodego ry2u kilku centymetrów, które przebiły ju wody i wreszcie, tuz obok, zrudzlaK^ wający ryz o ciężkich, bogatych w a** kiściach Ziemia da je trzy zbiory ro'8^ Wymaga jednak wiele starań l pracy p^* chłonna uprawa ryżu możliwa jest tylk^ krajach o gęstym zaludnieniu. Jawa w * pełności spełnia i ten warunek. Zamieszki ją ponad pięćdziesiąt cztery miliony |ud* a więc sześćdziesiąt procent mieszkańców całego Archipelagu [Malajskiego] Ze swy mi czterystu mieszkańcami na jeden kilo- metr kwadratowy to chyba najgęściej > ludniony zakątek świata. (...) Kraj zasobny i biedny, ziemia kontrastów Wygląda z daleka jak zaciszny raj, w któ- rym życie płynie, zdawałoby się, bez Wiei- kich trosk Jest to jednak tylko złudzenie Przy bliższym poznaniu warunków zyrj mieszkańców nierzadko okazuje się, że wieś- niak, właściciel skrawka gruntu, siedzi w kie szeni kupca, Araba czy Chińczyka, który po udzielonych kolejno kilku lichwiarskich po- życzkach staje się faktycznie właścicielem ziemi Chłopu zatrudnionemu na wielkich plantacjach lepiej się powodzi. ( ) Mijamy ( ] plantację kauczukową. Popielate, krępf pnic uszeregowane jak żołnierze Szeroko rozłożone gałęzie tworzą zwarte sklepienie Twarde ich liście zaczynają żółknąć jesien- nie Z nacięć na pniu kauczukowego drze*2 wycieka w ciągu roku cztery kilogramy texu — mlecznobiałej cieczy, natychmias- twardniejącej na powietrzu [..] Wjeżdżamy z kolei na przedpole P°^J nych masywów wulkanicznych, ( 1 szących się ponad dwa tysiące metrów' bliskie zbocza górskie pokrywają ciemnozielone krzewy herbaciane, z odległości przypominają do złudzeni® ® ko falujące morze Herbata lubi wilgo,nl wyzsze regiony, dlatego też jej plantac je. dobnie zresztą jak i plantacje drzewa C1 wego, umiejscowiły się na wysokości o ciuset do półtora tysiąca metrów 168
Ulica w Djakarcie — trzymilionowe) stolicy Indonezji PALMY KOKOSOWE [Podczas podróży po niewielkiej wyspie Laut] prosimy o coś do picia Obok stojący krajowiec bez namysłu przewiązuje krótki sznur wokół kostek, niczym małpa wspina SIQ na wysoką, wiotką palmę i odcina koko- sowy orzech, który z hukiem ląduje na zie- mi Wywiercamy dziurę, doskonałe mleczko 9asi pragnienie Po rozłupaniu słodki miązsz orzecha służy nam za drugie danie. Palmy kokosowe, których dosc dużo jest ,u nad brzegiem, rodzą sześć razy do roku Za każdym razem dają niecały tuzin dużych złocistych owoców' Gdy się koło nich mc zabiega, nie nawozi tak, jak to się dzieje na Laut, wówrzas żywot ich jest krótszy i ro- dzą owoce tylko do siedemdziesięciu lat Palmy kokosowe lubią słone i wietrzne wy- brzeża Na Archipelagu najwięcej ich można znalezc na wyspach Sulawesi, Molukach i w zachodniej części Jawy. Wojciech Dworc/yk Arrh pefag dymiących * alKc now Warwawa 1961 MON s. 12—13, 22—24. 27 50—51 169
skrętow żmii, ani kleszczy wżerających sip w ciało, ani niespodziewanego ryku tyorysa Zdarzają się tylko motyle o niebywałych wzorach na skrzydłach. Dżungla jest obok Ale chyba tylko udaje. że pogodziła sie 7 obecnością drogi. Po czerwonych zboczach przekopów chyłkiem ku niej wysyła zwia- dowcze plutony powojów Nagle jedno poletko, drugie... Mijamy cha- ty na palach: wieś Toów * Przy płocie leży wielka zwinięta mata przenośne klepisko na którym młóci się ryż, bijąc niewielkimi wiązkami o pochyło położony na macie ka- mień lub deskę. Od potoku idzie kobieta z bambusowymi stągwiami na nosidle- po każdej stronie nosidła trzy bambusowe „ko- lana1’ mieszczące w sobie po cztery litry wody. I znów dżungla. Znów wieś na palach. Chłopak w stożkowatym kapeluszu prowadzi Wietnamska dziewczyna bez obawy, ze mu gdzieś umkną w gąszcz. Bo gąszcz zaczyna się o kilkanaście kroków za wsią. 62 DŻUNGLA NA PÓŁWYSPIE INDOCHIŃSKIM Wszędzie zieleń, nic oprócz niej, całe mo- rze splątanej zieleni w różnych odcieniach Jednak nie tylko W gęstwinie naraz pło- mień, jeden, drugi, trzeci... Są jaskrawe, jak gdyby w ciemności za jarzyły się naraz głow- nie. Rwą oczy swoją nieoczekiwalnością [ .] Wypadam z wozu, wskakuję w gąszcz, (...) gramolę się w kłębowisku gałęzi, potykam o liany, właściwie tylko kilkanaście kroków dzieli mnie od tego czegoś, co się tak czer- wieni wśród liści, przybliżam się jednak z żółwią slamazarnością. Wreszcie jestem na wyciągnięcie ręki. Kwiat... wielki, podłużny i ciężki jak pocisk kwiat... Dziki banano- wiec (...) O karoserię gazika znów łomocą przydroż- ne trzciny, po obu stronach pleni się dżungla, z rzadka sterczy w jej gęstwinie bezlistne drzewo pokryte wrzecionami gniazd termito- wych Niemal spod kół wozu wzbija się, ło- mocąc ciężko skrzydłami, ptak wielkości cie- trzewia czarny z brązowymi skrzydłami biem-biep, łowca wężów i myszy (...) W bród przejeżdżamy przez potoki — tuż obok pre-, rzuconych nad nimi mostów. Bo mosty dla pieszych, nie udźwignęłyby ciężaru auta Budowane przede wszystkim z mat, wspiera ją się na filarach, do których konstruowar służą maty — robi się z nich coś w rodzaP koszy czy beczek wypełnionych kamienia17 . Natłok dzikich bananowców niknie. ustę | puje miejsca intensywnym rozbłyskom. I się mrużą od tego blasku Można by śleć, że słońce odbija się w tysiącach rek poustawianych na okolicznych z oC^ To płaskie, okrągłe korony palm jak gdyby je ktoś pociągnął warstwą nego lakieru i wypucował do glancu Bliska na krok dżungla pokazuje si^ inaczej Widziana z drogi wyglą a dym razie tak uroczo, jakby chcia a ze nigdy nie miała nic wspólnego' wszystkimi plagami, które dla bazu^ oddziałów (wojskowych) slan?\ękii m0- wszechną udrękę. Na drodze ani skitów niosących malarię, ani bezsz 170
63 (POCIĄGIEM PRZEZ CHINY DO DEMOKRATYCZNEJ REPUBLIKI WIETNAMUJ (ZMIENIAJĄ SIĘ KRAJOBRAZY) Jechaliśmy zrazu zachodnim skrajem Ni- ziny Chińskiej, mając po prawej ręce, na za- chodzie, góry Taihang, a po lewej słynną Nizinę Góry z daleka przypominały Pieniny, niekiedy Tatry, tylko że były całkiem bez- leśne. [...] Nizina Chińska, po lewej stronie, wywoły- wała czasem uśmiech i osłupienie, bo miej- scami tak przekornie podobna była do ziemi łowickiej wypisz-wymaluj — ta sama płas- kość przez dziesiątki kilometrów, te same je- sienne pola po ukończonych żniwach, dziw- nie swojskie miedze, ani na lekarstwo lasu, za to liczne drogi, porosłe równymi szerega- mi drzew bardzo podobnych do naszych to- poli. Tylko tu i ówdzie pola bawełny mąciły po- 172 dobieństwo nie zebrane jeszcze białe pąh na krzewach wyglądały z daleka jak białe, śliczne kwiaty. I całkiem nie polskie były dwukołowe arby ciągnione przez koma i osła. A chaty tutejsze? O ileż lichsze niż na- szych chłopów w Polsce, lepianki-kurniki ra- czej niż siedziby ludzkie. Ludzie zaś ubodzy kiepsko odziani o tej porze roku, w pażdzier niku, mało co pracowali na polach, natomias tysiące ich wędrowało drogami i ścieżkann Na swych ramionach dźwigali nosidła, o wieszone przeróżnym towarem. Wschód to wciąż jeszcze kraina tragarZ^" szybkie, krótkie kroczki i ciała uginaj4ce pod ciężarem, to najpospolitszy tu niemal symbol. [...]
PO przebyciu rzeki Jangcy-ciang — Nie- bieskiej Rzeki — pociąg pędzący dotychczas wprost na południe, zboczył nieco na zachód | । wszedł w kraj górzysty, tak charaktery- styczny dla całych południowych Chin Zni- kały szybko chłody północy i smętnośc kraj- obrazu, słońce było coraz mocniejsze, a wraz i i ciepłem wszystko nad podziw piękniało. Czerwona ziemia rodziła zieleń soczystą I drzewa zamaszyste — zarosła pleniły się popędliwiej i strumienie były weselsze, na- wet chaty zdawały się tu zamożniejsze, ogro- dy bujniejsze, a ludzie mniej przygarbieni Gdy zbliżaliśmy się do Zwrotnika Raka i i prowincji Kuangsi, mijaliśmy gdzieś kolo Hangczou krainę tak urodziwą, że dech nie- I ledwie zapierało człowiekowi, z ryżowisk nizinnych wystrzelało tu mnóstwo stromych gór wapiennych, niby kilkusetmetrowych wieź skalistych, oblepionych w swych zała- mańcach szaloną zielenią Wszystko to ra- zem łagodne ryżowiska, buńczuczne skały I i przytulone do nich słoneczne chaty, i nie- I bo czarujące, wszystko to stwarzało obraz jakiejś niewysłowionej pogody i szczęścia I — Pięknie tu, prawda? — zapytał Chiń- I czyk, mój znajomy z wagonu restauracyjne- I go. Widać było, że cieszył się z mego podzi- wu dla krajobrazu I — Ludzie muszą tu być szczęśliwi — od- powiedziałem — Szczęśliwi, szczęśliwi, — l potwierdził z lekkim przekąsem. — Czy nie ! są szczęśliwi? — zdziwiłem się. — Nie wszy- scy byli tu szczęśliwi — odparł i opowiedział rai o losach powabnej ziemi. Dawniej, kiedy to jeszcze były dzikie kresy południowe, ce- sarze chińscy zsyłali tu za karę licznych poe- tów i malarzy, którzy popadli w niełaskę u dworu Tu powstawały arcydzieła poezji chińskiej, opiewające piękno przyrody, lecz tu także wsiąkały w ziemię łzy goryczy i zwątpienia zesłańców, pożeranych tęsknotą za utraconą na północy ojczyzną (...) były to tropiki Natomiast, gdy następnego dnia zawitaliś- my do ostatniej chińskiej stacji granicznej To juz Wietnam. Po drugiej stronie gor leży Chiń- ska Republika Ludowa Wśród bujnej roślinności wi- doczne są okazale hscie bananów Pingsiang, zapisałem tam sobie do notatnika trzy ważkie słowa z radosnym wykrzykni- kiem Nareszcie przepych tropikalny! ♦ Tak, były to tropiki! W powietrzu unosił i się gęsty, znamienny zapach dojrzałej ro- , ślinności. Ludzie, chociaż tak samo Chińczy- cy, byli tu powolniejsi, jakby więcej czasu i mieli niz gdzie indziej Wilgotne, parne ciep- ło żywo przypominało mi Madagaskar i Amazonkę i było takie, ze rano poiło czło- wieka kuszącymi marzeniami, w południe zaś męczyło jak klątwa — ale najdobitniej uświadomiły mi wejście w inny klimat mo- tyle. ; Pomimo jesiennej pory— bo i w tropikach przecież mocno zaznaczają się pory roku — I w Pingsiang nagle zaroiło się od mnóstwa motyli i wszystkie były zupełnie odmienne I od tych nielicznych gatunków, jakie widzla- i łem jeszcze dzień, dwa dni temu. (...) 1 W Pingsiang nastąpiła przesiadka na po- I ciąg wietnamski i kilka kilometrów dalej przebyliśmy w górzystym (jakżeby Inaczej) ' terenie granicę między Chinami a Północnym | Wietnamem Tędy szedł także dział wód mię- dzy dorzeczem chińskiej Sikiang, która za na- mi została, a zlewiskiem Zatoki Tonkińskiej ( przed nami Więc odtąd zjeżdżaliśmy stale w dół wzdłuż górskiego strumyka, który 173
ŻÓŁTEJ RZEKI Huang-ho bierze początek Pikowanie rozsady ryżu na zalanych wodą polach wnet stał się rzeką całą gębą i wił się w do- linie o czarującym znowu pięknie po bo- kach urwiste góry z tropikalną puszczą, na dole obok toru kolejowego, ryżowiska A każda piędź ziemi ornej wykorzystana do ostateczności, jak w doniczce. Właśnie były żniwa Ludzie na polach ścinali dojrzały ryż. Ludzie przeważnie już w stożkowych kapelu- szach wietnamskich i w brązowych kafta- nach. Brąz to kolor wietnamskiego chło- Tak oto zjeżdżaliśmy słynną doliną noszą- cą nazwę Bramy Chińskiej, przez którą od tysięcy lat parły z północy na południe nie- zliczone hordy surowych wojowników, ale płynęły także zapładniające fale cywilizacji chińskiej. [...] 175 174 Pociąg nasz po kilku godzinach kręcenia się w ryżowych dolinach, wśród gór coraz niższych i łagodniejszych, wypadl wreszcie na Deltę Tonkińską. Przewiewna, płaska równina jak okiem sięgnąć; tysiące pólek ry żowych, poprzedzielanych miedzami-tama111 i setki wiosek w kępach jakichś ^rzeW'^ przeważnie wysokich bambusów Ta Wietnamu, podobnie jak Nizina Ch ns o fantastycznie żyznej glebie, należy do n gęściej zaludnionych na ziemi dolin Arkady Fiedler nany. U bujnych i męinych Nco. 11—I3, 1967, Iskry, s. o 16. 64 UJARZMIENIE [Żółta rzeka — Huang-no __ na północnych stokach gór, obrzeżających Wyżynę Tybetu. W górnym biegu, aż do miasta Lanczou jest typową rzeką górską, płynącą wśród urwistych skał i wąwozów ! KRAJOBRAZ LESSOWYCH CHIN Na wschód od miasta [Lanczou] zmienia się gwałtownie krajobraz. [...jSzare groźne ska- ły ustępują, a na ich miejsce pokazują się monotonne szarozółtawe góry Są najczę- ściej zupełnie nagie, nie porośnięte ani la- sem, ani nawet niekiedy trawą. Mają zbocza miękkie i łagodne, postrzępione jednak nad rzeką w głębokie kaniony o prawie prosto- padłych ścianach Wyglądają trochę jak wielka bryła osełkowego masła, którą nie- udolny sprzedawca pokroił w nierówne schodkowate kawały. Wpływamy w krainę lessu W bryłę tę wrzyna się wielka rzeka z całą siłą i rozmachem, jakiego nabrała spa- dając w swej dotychczasowej, liczącej ponad 2000 km podróży z wysokości 4460 m n.p.m. u źródła, aż do 1550 m n.p m przy Lanczou. Spadek wyniósł więc prawie 3000 metrów. Jest to spadek duży: 1,5 m/km. Nasza Wisła na przebiegu liczącym w całości 1068 km traci około 1000 m. Spadek wynosi więc za- ledwie jedną trzecią spadku tego odcin a Rzeki Żółtej. Za Lanczou rzeka głęboko wrzyna się płaskowyż lessowy Less to porowata, dająca rozetrzeć się w palcach glinka o żółtawej barwie Powstała głównie z osadzenia się py- łu kwarcytowego naniesionego przez wiatry Tworzy ona w dorzeczu Huang-ho olbrzymią pokrywę łatwo poddającą się erozji • Rzeka żłobi w tej glince głębokie urwiste wąwozy Porywa przy tym olbrzymie ilości lessu i me- sie na [niziny] W ten sposób powstał ów bajeczny krajobraz lessowy. Z jednej strony wiatry rzeźbią tu pagórki w łagodne miękkie wzgórza o niewielkiej wysokości względnej Z drugiej strony każda dolina rzeczna staje się głębokim urywistym kanionem * jest glebą bardzo urodzajną Jest on _ardzo przepuszczalny dla wody Na lesso- wych glebach wyrastają trawy i małe drzew- ka. Wkrótce jednak pokrywają je nowe na- wiane warstwy lessu Pozbawione dostępu powietrza rośliny giną i butwieją pozosta- wiając w ziemi Jakby pionowe kanaliki W wyniku tego opadające deszcze nie zwilżają dostatecznie lessu, lecz woda szybko przesą- cza się w głąb ziemi Dlatego tez tam. gdzie ~ na- less - _ turalnej żyzności — Less bardzo przep X --- w sprzyjających wa warstwa I. uprawiać zboża i inne i t zalega grubą warstwą — mimo jego na- J powstają dosyć trudne warunki dla rolnictwa Natomiast tam, gdzie warunkach klimatycznych lessu jest cieńsza, można doskonale ____ , _ 11 rośliny, pod warun- kiem oczywiście dostarczenia glebie * tecznej ilości wody. [„.] dosta-
DLACZEGO 2ÓLTA RZEKA [Rzeka I jej dopływy porywają z terenu lessowego olbrzymie ilości materiału,] Płynie więc woda pół na pół wymieszana z żółtym lessem Teraz nie ma już wątpliwości, że nazwa rzeki w pełni odpowiada stanowi fak- tycznemu Jest ona żółta i błotnista [...] Ba- dania naukowe wykazały, że cała Nizina Chińska, przez którą rzeka płynie, zbudowa- na jest z osadów rzecznych. Półwysep Szan- tuński był prawdopodobnie niegdyś wyspą skalistą na płytkich morzach przybrzeżnych. Nie jest to fantazja W ciągu ostatnich stu lat delta Rzeki Żółtej posunęła się w głąb morza o ponad 20 kilometrów. [...] Rzeka Żół- ta jest to więc potężny transporter, który przy pomocy wody przerzuca olbrzymie iloś- ci ziemi z centrum kontynentu na ocean, [...] ZCaitó;' RWzeM0'>'°n'’ “ P'Zy i,0dk0wym b1^ K, . rzeką Huang-ho powstały pien^ laik! państwa chińskiego. | ] Cztowtek S do tego, by go żywiła. Ale , me od razu dała się ujarzmię o* orzynoslla co roku z wodami j»^ SZ olbrzymie ilości iyznego, bogaty dTYX wcale nie zamierzała dla ludzh., m av zrezygnować ze swych obycap, wygody « r» WYlewala i zmieniała swe ‘ hWCÓ «-.dług własnych upodobań. koryto sę brzegów osady i chaty sja T1PrWęskanp°wodzi' ZÓlle WZbU'“ne dała klęsa P wieloletniej pracy ols P°T ^ooTch przejścm żółty -zyzny- wieka, a P°'Pzjelone jeszcze 1 niedojrzale pokrywał idu wjelkl dobroaw zasiewy W ten P msKIVoe. stawał się jednocześnie o— lem Człowiek stanął więc w sytuacji przymu- sowej Nie mógł uciec od rzeki, gdyż tylko lu znajdował w dostatecznej dla siebie ilośa niezbędną wodę oraz żyzne namuły rzeczne Nie mógł jednak pozwolić na to, by owoce jego wieloletniej pracy narażone były na ciągłe niszczenie. Pozostawało mu jedno wyjście. Podjąć walkę z rzeką Walkę t? prowadzi do dziś. Nieraz ponosi w niej po- rażki. [...] Główny problem polegał na tym że wpływając na [niziny] i tracąc siłę ora: szybkość, rzeka osadzała na dnie swego ko- ryta olbrzymie ilości mułu Koryto w ten sposób spłycało się i Huang-ho szeroko wy- lewała zatapiając wszystko wokół Oczywi- ście prymitywny stan techniki sprzed wielu tysięcy lat nie pozwalał człowiekowi na po- głębienie dna rzeki Pozostał mu więc jeden tylko sposób Sypać wzdłuż rzeki wały W ten sposób, gdy stopniowo dno rzeki podno- siło się coraz bardziej, również rosły wzwy* i brzegi rzeki — umacniane wałami rzeki — w sposób naturalny. Brzegi lkJ ki gigantycznej pracy pokoleń ludzi. tego, jakie możemy obserwować przedziwne. W dolnym biegu Huang ^n8. nie jak gdyby w olbrzymim otwarty^. po- le wysoko ponad otaczającymi ją P° I budowane kanały na- pozwalaję zwiększyć pól 1 zagospodarować iniensywnio tfadniaj4cc wydajn°ść odłogi ziom wód znajduje się nieraz o trów wyżej niz otaczające je r0W™ _ obraźmy sobie olbrzymią rzekę i P cą wiele tysięcy metrów sze®cl®"n^ech pję- na sekundę płynącą na wysoko Łatwo sobie wyobrazić, co się stam . j^ żeli na skutek ludzkich zaniedb^ana\vały ludzkiej złośliwości przerwane z masy ziemne w takim miejscu. trzech wody walą się wówczas z wysoko pięter na otaczające pola i ^'os_ . gospo- Jednym z najważniejszym i Republika darczych, jakie realizuje ujarzmienia Ludowa, jest wieloletn P ówn0 wzno- Rzeki Żółtej. Plan przewiduje lowanie szenie walów ochronnyc » środko- rzeki, jak I zabezpieczenie zboczy 12 — Na wielkim hdsle wego biegu rzeki przed erozją oraz stwo- rzenie wielkich systemów nawadniających i uzyskanie z rzeki energii wodnej, a także przystosowanie jej do potrzeb komunikacyj- nych Jest to plan gigantyczny, zakrojony na kilkadziesiąt lat W ogólnych zarysach jest juz sformułowany, a pierwsze prace zo- stały rozpoczęte i nawet w niektórych miej- scach poważnie zaawansowane. (...) Koryto rzeki przegrodzą potężne zapory wodne któ- re przekształcą Huang-ho w „rzekę kaska- dową". Zapór takich ma być 46 Częsc z nich pozwoli utworzyć w korycie rzeki wielkie zbiorniki wodne Jerzy Lobman Ujarzmienie Rzeki Zoile) Warszawa 1965, PZWS. $. 12—14, 16— —18. 21—22, 75, 78. 176
05. PEKIN Ulice zatłoczone rowerami To jest pierw- sze wrażenie z Pekinu Rowery są różne zwykłe riksze osobowe, towarowe oraz dziecięce Riksza dla dzieci to następujące urządzenie: rower i duże pudło, jak gdyby kareta, w której mieści się sześcioro lub oś- mioro dzieci w wieku żłobkowym Rano taka riksza objeżdża poszczególne domy, skąd zabiera dzieci do żłobka. Wieczorem tą sa- mą drogą powrót. Drugie zaskakujące spostrzeżenie wielu przechodniów w białych maseczkach, które zasłaniają usta i część nosa. Nosi je chyba co dziesiąty przechodzień [...] Wędruję po mieście. Ulice bardzo szerokie, a przy nich nowoczesne gmachy, podobne do naszych biurowców z Kruczej, albo wąziut- kie najwyżej na jeden samochód, bez chod- ników Wzdłuż takiej ulicy, nic tylko dwa W od C2asu • i _ . C2a$Ł długie mury. _____ wejście na podwóreczko. Wokół p0(j - 1 ka parterowe domki mieszkalne Kazd domek zawiera jeden pokoik, co n dwa Taki komplet domków wraz reczkiem jest mieszkaniem rodziny chS^ To znaczy tak było ongiś, gdy w Pekinie 1 । było problemu braku mieszkań NietnidT się zorientować, zajrzawszy do pierwszej lepszego podwóreczka Pekinu, że i tutajj^ w Warszawie, istnieje problem dokwatero- wywama i upychania kilku rodzin w jednym komplecie domków Dużo tramwajów i autobusów Ciężarówki i auta osobowe Dwukołowe wozy, ciągnione przez osły. Osły mają pod ogonami przy- wiązane woreczki na kupki. Jest regułą, że wózek ciągnie jeden stary osioł, a obok idzie w uprzęży me pracujący miody osio- Pekin Nowe osiedle tek Chińczycy mówią o tym ma y „On nie pracuje, ale on się uczy Pekinu jest park, a w parku sztucznie pana góra zwana Górą Węglową wspaniały widok na miasto. 1 Szyby w moim hotelowym P° 0 wprawione w metalowe ram\ Jest o okno szczelnie zamykające się • im powrocie do hotelu zauważam warsQ0 tego pyłu lezącego na blacie sto u s przy oknie To pył mesiony "‘^cieje od styni Gobi Wciska się wszędzi niego niebo nad Pekinem ( 1 e Jest godzina czwarta w nocy Jes^ śpię. Według czasu warszaw s ie^ chwili zaledwie dziewiąta wiec j^u- więc nic dziwnego że me mogę będę ch0. szę się przyzwyczaić do wstawał dzlć spać o piątej P° P° wjedM, „y roi O pierwszej w nocy Dia łem środ- się to uda Nigdy jeszcze ni ków nasennych i chciałbym uniknąć tej osta- teczności. Spacer popołudniowy zawiódł mnie na ulicę wiodącą wzdłuz muru okalającego Pe- kin. Jest to potężne, ponure murzysko cał- kowicie odmienne od tego co ja - zapewne i inni Europejczycy — skłonni jesteśmy uważać za „starodawne murv miejskie" [ ] Stojąc przy murze pekińskim przede wszy- stkim stwierdzam ze ciągnie się on idealnie prostą linią całe kilometry w dal Mniej wię- cej co sto metrów w murze tkwi czarna basz- ta W niektórych z nich w\kuto współcześ- nie bramę dla przeprowadzenia asfaltowej ;ezdm Wysokosc muru dochodzi do osiem- nastu metrów’ Ogólna długość murów oka- lających Pekin wynosi 17 kilometrów’ i wszystkie do dziś dochowały się w bardzo dobrym stanie, mimo ze stoją od roku 1420 W obrębie murów Pekinu żyje dziś trzy miliony mieszkańców Wewnątrz tego ob- 179 178
Ulice nowego Pekinu bardzo szerokie szaru znajduje się kilka jezior, olbrzymi plac parad, kilka rozległych parków, a wreszcie teren Pałacu Cesarskiego, który jest tak wiel- ki jak śródmieście Krakowa. Dopiero ostat- nie lata przyniosły rozbudowę Pekinu poza obręb murów Powstają tam najzupełniej no- woczesne bloki mieszkalne, biurowce, gma- chy instytutów naukowych i wyższych uczelni. Jeszcze jedna czekała mnie niespodzianka zwiedzenie Pałacu Cesarskiego. Jego usytuo- wanie można by narysować kwadrat i to bę- dzie śródmieście Pekinu otoczone murami W środku łrwadratu drugi mały kwadrat i to będzie Pałac, również otoczony murami Po- jęcie pałacu kojarzy się zwykle z jakimś jed- nym gmachem który co najwyżej może mieć dodatkowe boczne skrzydła lub przybudów- kę Pekiński pałac jest czymś najzupełniej odmiennym Składa się on z długich szarych dziedzińców różnej wielkości Każdy z nich jest obudowany ze wszystkich czterech stron parterowymi domkami różnej wielko- ści. Każdy z domków ma w zasadzie jeden pokój lub jedną większą salę. Z dziedzica na dziedziniec przechodzi się pod brama®*- które mają romantyczne nazwy: Brama biańskiej Czystości, Brama Doczesnego Spo- koju itd. [ . ] Pewną część terenu zajmują my, w których mieszkali ministrowie z rodzinami. (...] Jakże świat się 201 Główną bramą wejściową na teren P8^ zwaną Tien An Men, znamy z "le grafii wykonywanych przez rep° z okazji chińskich współczesnych sv,1^cZf tyjnych i państwowych Ta brama, a okalający ją balkon stał się dziś trybuną, z której władze przyjmują 180
66. W KRATERZE (WULKANU ASO) o° ciynne wulkany Wyspy japońskie (...) tworzą środkową częśc luku wulkanicznego, ciągnącego się wzdłuz wschodniego wybrzeża Azji. Jego południowa część to wyspy Riukiu część północną stanowią Wyspy Kurylskie wraz z Kamczatką Prócz lego otaczają Japonię od południa, południowego wschodu 1 pół- nocy trzy łańcuchy wulkanów podmorskich, które wybuchają w głębi oceanu. (...) Japonia to środek krateru Archipelag ist- nieje dosłownie na podłożu z ognia i oto- czony jest dodatkowo z trzech stron ogni- stym wałem Gorąca lawa z 54 czynnych je- szcze dzisiaj wulkanów gromadzi się pod malowniczą ziemią japońską, wnosząc niepo- kój w ciszę krajobrazu i harmonię życia mieszkańców' Współczesny człowiek w pew- nej mierze potrafi już osłonie się przed gro- tego żywiołu (...) Kolejny w'ybuch Asama uniemożliwił mi vvcjscie na jego wierzchołek. Nie mogłem Pogodzie się z myślą, że wyjadę z Japonii, nie zajrzawszy do któregokolwiek z czyn- nych kraterów Wybrałem więc Aso na wy- spie Kiusiu. Gdy stanąłem u wejścia do tego jednego z największych na świecie krate- r°w — którego gigantyczny lej ma 22 km średnicy — oczy moje uderzył niezwykły widok. Dawrno już wygasły Aso rozciąga się na olbrzymiej przestrzeni. Jego przeciwległa ściana ledwo jest wiuoczna Z dna krateru wyrasta pięć stożków wulkanicznych, które uformowały się w różnych okresach czasu Cztery z nich drzemią pokryte bladą roślin- nością Piąty, zwany Nakadake, nadal jest aktywny, z jego gardzieli dobywa się brunat- ny dym Temu właśnie stożkowi zawdzięcza wulkan Aso stalą uwagę, jaką poświęcają mu japońscy wulkanolodzy. Niecka krateru kształtowała się w ciągu tysięcy lat na skutek kolejno następujących eksplozji, obrywów i zapadnięć Dzięki temu ogromnemu łożysku, które przez wieki za- trzymywało i gromadziło lawrę. częste wybu- chy nie niosły zniszczenia dalej położonym terenom. Dno jego pokryte jest gęstym kożu- chem zieleni Usadowiły się tu zagajniki leś- ne i pólka ryżowe Zyje tu kilkadziesiąt ty- sięcy ludzi. Urodzajna gleba tufowa przycią- ga rolników, mimo ze miejsce jest niebez- pieczne Bardzo niedawno, w 1955 roku na- stąpił nieoczekiwany wybuch Nakadake w wyniku którego postradało życie kilkadzie- siąt osób W drodze ku dymiącemu stozkowń miną- łem jedną z kraterowych wiosek Nie zasłu- giwałaby może na wspomnienie, gdyby nie oryginalna uroczystość, odbywająca się w mej corocznie W okresie od 19 sierpnia do 16 października trwają tu obrzędy ku czci boga wulkanu którego posąg przynosi się z odległej świątyni. (...) W miarę zbliżania się do stożka Nakadake 181
Wulkan A«o na wyspie Kiusiu (1592 m. npm| jest łednyiŁ z 54 czynnych dzisiai wulkanów Japonii słychac było coraz wyraźniej głuchy po- mruk wzmacniany hukiem eksplozji. Nagi, szary stożek wyglądał jak blizna na kwit- nącym, zielonym ciele kaldery * Stada czer- wonych krów pasły się spokojnie, obojętne na przejeżdżające autokary Z majestatycz- nego wulkanu Aso Japończycy uczynili atrakcyjny ośrodek turystyczny; w czasie se- zonu kilkadziesiąt luksusowych autobusów kursuje codziennie między stacją kolejową a podnóżem Nakadake W Hondo kończy' się szosa 1 roślinność. Stąd tolejka linowa wywozi zwiedzających na sam wierzchołek wulkanu Dla obieży- światów natomiast stoi otworem bezpłatna str >ma ścieżka Wspinaczka trwa godzinę. Dobijałem do szczytu Osiągnąłem wyso- kość ponad 1500 metrów nad poziom morza i tu musiałem się zatrzymać, aby nabrać nie- co tchu w płuca Oparłem się o żelbetonową płytę, która stanowiła część ściany *4. Podziemne schrony, całkowicie ber ; ne • I zaopatrzone w urządzenia umożliwiają wulkanologom przebyw^0* bliskim sąsiedztwie kraterów, nawet * erupcji • W wielu punktach Wysp skich zainstalowano najrozmaitsze nn* dy kontrolne sejsmografy*, magnetyk wagi i sygnalizujące wybuchy wuikJJ grawimetry * Uczeni starają się wydziel przyrodzie jej groźne tajemnice Przyr^ kontrolne i alarmowe, rozmieszczone dota la wielu niebezpiecznych kraterów, biec mają katastrofom spadającym niesp”, dzianie na wioski i ludzi Gdy i te srodr ostrożności okazują się niedostateczne, wui kanolodzy zapuszczają się w głąb kraterów by tam szukać wskazówek i dokonywać ob- serwacji ______ Odpocząwszy chwilę, począłem zblizacsię ku tej potężnej czeluści Nakadake, popycha ny wzmagającym się gwałtownym wiatrem Wreszcie znalazłem się u kresu wędrówki - nad brzegiem odchłani krateru. Przeciwległo krawędź ginęła we mgle. Jeszcze niedawni drżałem z zimna i wilgoci, teraz ogara;1 mnie żar Przede mną rozwarła się potężna gardziel, gigantyczny kocioł o stromydi ścianach W samym środku widniała aktyw na studnia, z której wzbijał się słup dyrav Duszący zapach siarki przesycał powietne Gdyby me dmący od Pacyfiku wiatr, trudno byłoby tu wytrzymać. Przerzedzone wichrefl’ kłęby dymu opadały białoszarymi strz^* mi ku dolinie | .] Podchodziłem coraz żej do krawędzi, lecz w pewnej ch trzymałem się nie mogąc postąpić a ku f. ] Grunt pod nogami poruszał się omal się nie rozpadał. Góra stękała. 9° ziemia na przemian to rozprężała się.t0 * czyła Bulgocący wrzód otwierał 3 oczach, aby zawrzeć się znów po c vl‘‘ stawiając po sobie tylko bliznę za9° ziemi Dworczyk Spa'- v a rs zd j 966, Czytf**1 67. TAJFUN • ELIZABETH W czasie naszego pobytu w Tokio mówiło się codziennie o tajfunie Informowało o nim japońskie radio, każdego dnia na pierw- szych stronicach czasopism widniał komuni- kat o zbliżającym się huraganie. |..) Tajfun Elizabeth XI ma, jak każdy j^ęo poprzednik i następca, imię i numer Są one ponumerowane i chrzczone tworzą po pro- stu całe dynastie wiatrów Mają regularne pory nalotu, nieprzewidziane są raczej ich kierunki i grymasy Tajfun, czy może raczej tajfumca, Eliza- beth była dla nas tym bardziej denerwująca, źe w^ybrała się na przechadzkę po Pacyfiku wtedy, kiedy za kilka dni mieliśmy odbyć lot powrotny na trasie Tokio—Filipiny—Sy- jam—Indie, a więc nad krajami którym lubi zawrotnej siły, z jako dn, tu. przód stosunkowo powoli ,.cnip Oki- szomu z F.Up.n jest dopiec>- nawie, gdzie burzy wszyst c , spy we- je Dopiero po uporządkowań innemu dług swoich zamierzeń zwróci się q celowi na północy W oMatec^ybycia taj- cie możemy się spodziewać dosjownł? funu dopiero za trzy dni, cZ^ mojot W przeddzień naszego odi przyp1151' wtedy me poleci, trudno je EUibiety drugi dzień po wizy , czać, by i na ___________ miała być sielanka w powietrzu [ ] |WreszcieJ Elizabeth juz tnła na Kmsiu Przewróciła kilka tysięcy dom om. r.a w vbrze- zu, porwała kilkadziesiąt obar w i^dziarh 1 posuwała się ku skalistym brzegom wysp-. Sikoku Dopiero w ostatni dzień prze . na- szym odlotem wykręciła z nagła swoje szyki na zachód ku Pekinowi posyłając na Tokio tylko swe prawe skrzydło Według komunikatów prasowych rriaio ono nadejsr na stolicę Japonii dokładna o godzinie osiemnastej Tego dnia po południu byliśmy na Gmia- -street, by załatwić ostatnie sprawunki przed odjazdem Powietrze miało gęstosc wat> nie- było czym oddychać Panowała dosłownie ci- sza przed burzą, wiatru me było ani siadu Ledwo żywy wskutek gwałtownych zm>an ciśnienia chodziłem po sklepach w k:ó- rych — nawiasem mówiąc — było pustawo Pół godziny przed szóstą w olbrzymim ma- gazynie na Ginza-street bytem jedynym klientem, który najwyraźniej zadziwił cał> sztab sprzedawczyń gotujących się do wyj- scia. Jak gdyby czytałem w ich oczach ostrze- żenie .Tajfun za pół godziny a ten Europej- czyk nie wie. ze o tej porze każdy powinien byc w domu” Szybko cos kupiwszy wyszedłem na ulicę Zauważyłem że niemal z każdą minutą zni- kają auta z jezdni pospiesznie zmykając do garaży Z każdą chwilą topn ał tłum przo- s. 60—64. 183 182
chodn.ów u sełomiltoBowrgo miasta. umyka* 'ących w rozumnym «1..ponytn j»pi'*<hu Miasto piutocsalo lak ouew larygodnłe siyt> ko ar g,)> kwadrans prmi szóstą zbliżałem i< du hole u I* noku bvlsm na ulicy sam Rsdre jak pahrc | | Mi®o nr obok orw byt mur hotelu, w k.ÓTAm m*» *nło moje achronieiao. dozna* hem n/ork reatczsrgo uc runa wywołanego wi- dokieoi tej pustki tak tri wrażeniem zupel- n» p-uru Dmłuww rut- było powietrza M* tta । m ts-c ja rt wilg w spotęgowanej sile i gęatnac*. U łrdrsrj chwili lunął i nieba deszcz, ule- wa, no raji^Bttu oberwanie chmury Niecałą toirtę byktm pod wpływam pierwszych ob- jawów la-?u.nu nawet nie tajfunu, a j<*qo Ur ,-nfła zaleczonego nad stolicą Japonii ale i ta cbw la wystarczyła abym przemókł do m tu Naiwny człowiek — przed chwilą my* Galeas ae star ery czasu, by obiec skrzydło hoCt j dopaść frontowego wejścia gdy t y-nacureem nie można było ujść nawet kilku- nastu kroków Na szczęście w skrzydle bu- dynku znajdowało się wejście do sklepów podŁw-mnycb hotelu Wpadłrm w nie mokry, adyntny zarazem szczęśliwy, ze moqę la- btrrr.tasi podziemia dostać się do mojego pokoju Gdy juz sk-dz;ałem naprzeciw’ wirującego c ezmordował.je wentylatora spojrzałem na minut zegarek była godzina szósta mtnu( o zatem punktualna jest Elizabeth Xi *** Teraz dopiero zaczęły się igraszki torfo- wego skrzydła. Telepały sig drzwi i złowróżbny zgrzyt i szelest wydobywaj przez całą noc z tekturowych pr^mg.*? pokoju Wszystkie urządzenia zdawaj/* dygotać jak w febrze Jedyne drzewo sto^ cc poza balkonem zgięło się prawie pod tam prostym i tak juz trwało do samego r« na. porywane nieustannym prądem wietrzą. Noc spędziłem bezsennie Nic nie pomogły prysznice, wentylatory, manewrowanie dr«- binkową zaluzją przy drzwiach Tej doby od. czuwałem pod 36 szerokości geograficzne, północnej znacznie silniejszy zar i tropik ou niedawno pod zerem stopni na równikowym pasie Ameryki Nie wiem, jak wygląda prawdziwy tajfun który tego dnia poszedł na Pekin Musi byt -wielokrotnie silniejszy, skoro w jedną noc przewraca tysiące domostw, topi okręty i w rzuca do morza czteromotorowe maszy- ny lotnicze Wiem tylko, że obok trzęsień ziemi jest to największe nieszczęście tego kraju i ze mądrze przeciwdziałają mu miesz- kańcy Wysp Japońskich. Michał Rusinek Ko,oTC'^ podróże Warszawa IW Ludowa SpóidzitiaiS dawrucza. ». 222—231. 184
pora- trUwur a TOKIO z*? Pierwsze chwile no bruku tokijskim wn p»ę< zmysłów u tym tłumie ludu, pu- lardów* towarów nie widzi się niczego w g*lku. szumie i hałasie — nie słytzy Mę władnego głosu Dopiero po kilku dniach przychodzi opamiętanie | j J»s| stołka Japonii oceanem parterowych i jednopiętrowych przeważnie drewnianych domów, na którym od czasu do czasu wznosi uę wyspa szkła I betonu kiedy płynie «ję samochodem przez ten ocean, całe kilometry M-si prowincjonalnie, nijako, podmicpko-wil- towo-osledlowo, po czym wpada się nagle w kawał miasta z prawdziwego zdarzenia, gdzie błyszczy od stali, światła I neonow Aluminiowe budynki sąsiadują z feudalnymi chatami, dzielnice rezydent.tonalne * .r dum sami * Ogromna większość domów ma cha- rakter tymczasowy, prowizoryczny | | jui na»i4 ru*b IWyw^iU^ .raaz- rano i W T 'Ki' ' I l;.' i ml m yja nazw Po ostatniej wojnie okupanci amerykańscy usiłowali nadać niektórym ulicom cyfry j Ib •pry, ale Japończycy me raczyli tego zauwa- żyć Potem w związku z Olimpiadą • nami gospodarze nazwali kilka ważniejszych ar- ii rii — te nazwy także uszły uwadze miesz- kańców ą w użyciu mają je tylko cudzozlem Skutek jest taki. z< Judzie biegają po mie- SC!e z obłędem lub rezygnacją w oczach, r ‘'kajq w garści zmięte kartki z planem ja- k»egos kawałka dzielnicy wszyscy pytają wszystkich [ | Ab> sprecyzować adres, na 'V ustahe następujące rzeczy nazwę du- tel Części miasta ku” dzielnicę ,.cho", ob- tj?dF bloku . chnme' numer domu Ale czę- ^ł° ^wa lub trzy domy w tym samym cho wyspie Honsiu Ciecz ludzka me” mają ten sam numer. (- I W wielkim mieście na ciągle płynie się w tłumie - ralkoWlCie staje się niekiedy tak go5 - wszyStko »’ tężeje, a wówczas na m0*e " vch dochcz miera Do sytuacji najtrudniej Y
Stare 1 nowe budowle w Tokio. Konstrukcja „dra- paczy’ jest elastyczna, gdyż w ścianach znajdują się granitowe płyty poprzekladane poduszkami z synte- tycznego kauczuku Dzięki temu budynki te nie są niszczone podczas wstrząsów, a przecież w Japonii ziemia drży nieustannie ny, że parkowanie r- żej pomysłowości Widział środku Tokio, na Ginzy, właściciel centracjl ludzkiej doszło w tym miejscu kuli ziemskiej Na głównych stacjach kolejo- wych — które najczęściej pełnią rolę dwor- ców kolei podziemnej i nadziemnej — tłok uniemożliwia jakąkolwiek swobodę ruchów. Tłok panuje także za cienkimi ścianami do- mów Pod tym względem jest gorzej niż żle — około 4O°/o rodzin uzytkowuje miesz- kanie wielkości pięciu tatami ♦ (mata do spa- nia). Ścisk na jezdniach, po których krąży blis- ko półtora miliona pojazdów’, jest tak ogrom- 186 Sam0Che°mdU * -em, jak w sam J^nej z głównych pewnego sklepiku pod;it swój mały lokal na połowę i w jednej cz handlował, a w drugiej garażował samodS’ W Tokio żyje więcej ludzi niż w Austrah lub w Szwecji i Norwegii razem wzięty^' Jedna dzielnica Tokio, Setagaya-ku, większa jest od Wiednia. Okręg wokół miasta Tokio nazywa sip Kanto. Z każdym rokiem krystalizuje się tu szersze pojęcie geograficzno-administra™. ne, wylania się przerażająca konurbacja * miejska i ten, zwany Tokaido, (. ] sięga aż po... mia- sta Osaka, Kobe i Kioto, i milionów ludzi. Dzięki koitiui cji kolejowej i lotniczej, i coraz lepszym som, Tokaido zyskuje na jednolitości Ten niewielki w stosunku do całego kraju obszai produkuje juz 70 procent wszystkich Japon skich dóbr przemysłowych (samo Tokio - ponad 20 procent). Tokio, które narodziło się w 1457 roku (do 1868 roku istniało pod imieniem Edo), nie rosło w warunkach cieplarnianych i tym większy podziw budzi jego nieustanny roz- wój. 144 razy padało ofiarą zniszczeń, w tym 25 razy było unicestwiane. Tokio przewodzi w światowym rejestrze trzęsień ziemi i P0’ żarów. W 1923 roku trzydniowe wstrząs} skorupy ziemskiej pochłonęły prawie 100 ty- sięcy ofiar,- w ciągu kwadransa na jednym tylko placu zmarło wówczas, spaliło się u zadusiło dymem 40 tysięcy ludzi. W latać drugiej wojny światowej zginęło tu miliona obywateli, połowa domów Przes 8 istnieć, ludność miasta spadła z 7,4 mi10 do 3,5 miliona __________________- r-^wę i w jednej czkc handlował, a w drugiej garażował • lub w Szwecji i Norwegii TnA*-*- -1—* ' v * jest od Wiednia. w swej skali przemysłowa Obszar 1 • i liczy ponad 40 sprawnej komunika- szo- Podstawą komunikacji miejskiej stolicy Japonii nadziemna kolej elektrYc^ przewożąca co dnia z górą 5 milionów' ? żerów, podobnie jak tokijskie autos r z braku miejsca ’ wietrze — przeważnie przebiega po estaka- (dach i wiaduktach na wysokości 15—20 me- trów nad powierzchnią ziemi. Ściśle z tym systemem powiązane są kole- ' je podziemne, niekiedy wyłaniające się nie- spodziewanie na powierzchni lub wspinające się ponad ziemię — na niektórych stacjach f wsiada się do metra na drugim lub trzecim piętrze. (...) Wszystkie ważniejsze stacje kolei miej- skiej w Tokio są równocześnie ogromnymi domami towarowymi Niekiedy — jak w To- kio Centrum — są to gigantyczne narośla, niby pasożyty przyssane do obcego ciała. Te domy towarowe, prowadzone przeważnie przez przedsiębiorstwa transportowe, stano- wią dodatkowe źródła dochodu. Pasażerowie przechodzą prosto z peronu do sali sklepo- wej, co jest wygodne choć ryzykowne dla kieszeni W Ginzie, gdzie krzyżują się trzy linie metra na trzech poziomach, którędy przebiega w ciągu doby około 2 tysiące po- ciągów i przepływa 600 tysięcy ludzi, duża część sklepów ulokowała się pod ziemią. Na stacji w Shinjuku (3 miliony ludzi dzienniel 61 444 metrów kwadratowych powierzchni użytkowejI Pięć poziomowi) działa 250 skle- pów i placówek usługowych, jest tam nawet muzeum i urząd stanu cywilnego W pobliżu stacji kolejowej Słribuya, w środku jednego z najruchliwszych tokijskich subcentrów *, stoi wysoka wieża pomiarowa hałasów Na widocznych ze wszystkich stron trzech dużych ekranach wyskakują co kilka sekund świetlne cyfry, obrazujące stan nasi- lenia dźwięków w tym punkcie miasta. To tutaj odbywa się — rzec można — pomiar tętna stolicy Japonii. Długo,bardzo długo obserwowałem zmie- niające się cyfry — przeważnie było to ,,74 , .76”, „80”, „82”. Tyle fonów odbierała wie- ża. Medycyna stwierdziła, że hałas o sile po nad 80 fonów stanowi niebezpieczeństwo dla °rganizmu człowieka (...) Wiele instytucji tokijskich, m. in. szkoły, urządza pomieszczenia dżwiękoszczelne, po dobnie jak coraz więcej urzędów, zakładów wykorzystuje ona i osób prywatnych izoluje się od świata ze- wnętrznego klimatyzacją. Właśnie, co dzieje się z powietrzem w To- kio, ze tak go ludzie unikają? Niektórzy za- kładają na nos maseczki z gazy — czasem z powodu kataru, innym razem z nadmiaru spalin w kanionach * ulicznych. Ktoś przed- siębiorczy zainstalował na ulicach automaty, które za 50 yenów * wyrzucają tlenową ma- seczkę, inne automaty pozwalają na chwilę oddechu powietrzem nasyconym tlenem Wiele ludzi cierpi i choruje. [„.] A wszystko to wymyślono i dano lu- dziom do użytku, by mogli opanować ży- wioł miasta Na obszarze 2 procent całej po- wierzchni Japonii skupiło się 20 milionów ludzi, co roku przybywa 300 tysięcy nowych mieszkańców Puchnie coraz bardziej ten świat murów*, sieci przewodów elektrycz- nych i kanalizacyjnych, potężnieją siły przedmiotów martwych Powietrze nasilone jest elektrycznością, hałasem, spalinami Na falach eteru nie ma już kawałka miejsca Miasto, które stanowi szczytowa osiągnięcie cywilizacji, oddycha z największym trudem. Olgierd Budrewicz Tokij- skie ABC Warszawa i 070, Iskry, s. 13—18, 20—33. 56—57. 187
Pomnik ofiar Hiroszimy 69. HIROSZIMA • 1 NAGASAKI • Spadła 6 sierpnia bomba atomowa na Hi- roszimę W trzy dni później inny bombowiec lotnictwa Stanów Zjednoczonych zrzucd bombę A na Nagasaki. Otóż błędem byłoby sędzic. ze naloty na Hiroszimę I Nagasaki są juz skończone, że alarm odwołany Owszem odleciały do swych zamorskich baz „latające superfortece” typu „B-29", które są juz dziś przestarzałymi samolotami Owszem, nie wy- ją juz dziś syreny alarmowe nad miastami Japonu - ale skutki nalotów atomowych me tylko ze nie mają się ku końcowi, ale nawet 7 roku na rok zwiększa się zastraszająco dosc !zachorowań na ..dolegliwość atomo- w Nagasaki mieszkańcy miasta, którzy przeżyli nalot wystawili kosztem 20 mllio- now jenów pomnik tym siedemdziesięciu ty- s>ącom ollar, które zabiła bomba. Rzeźbiarz Kltamura zbudował dziesięciometrowy Dosaa 7. szarego kamienia na białym cokole [. j 188 VVokół pomnika jest międzynarodowy park pokoju, gdzie jeszcze tu i ówdzie zachowa- no celowo resztki ruin zburzonych podczas nalotu domostw. Bawię się tu dzieci, pstryka- ją aparaty fotograficzne ściągających z dala turystów [ ..] Myślę, że i w tym roku zachowana będzie w Hiroszimie tradycja z lat ubiegłych. Ty- siące ludzi niosących wieńce, kadzidła ora? skrawki białego papieru, misternie złożone w symboliczne żurawie, podążą w skupieniu do pomnika upamiętniającego 71 379 osób, które poległy w ułamku sekundy po zrzuce- niu bomby. Zatlą się kadzidła, wieńce spocz- ną u stóp pomnika, zagrzmi dzwon, który wezwie przybyłych do zachowania minuty ciszy. Ale cisza nie będzie zupełna — plaCZ kobiet, wspominających tych, którzy zrnie" ceni zostali z ziemi podmuchem bomby* dzie jak co roku wstrząsającym podkład# dźwiękowym tych obchodów. Nieco P^n,eJ cisza zostanie jeszcze zmącona hałasem pta sich skrzydeł — to zerwie się do lotu 800 go- łębi, wypuszczonych z klatek przez burmi strza miasta, który tak czci pamięć sur^ 1 zabitych współobywateli Potem zies ę buddyjskich kapłanów w czarnych sza, ac* rozpocznie uroczyste, i— lobne ich melodie, nie zmienione od setek lat. będą się niosły po Hiroszimie. zanim słońce zniknie na horyzoncie. Lucian Wolanowski Zwicr eimllo bog.n, ««««-> 1961. Czytelnik. v 120—Ul monotonne śpiewy ża-
70 PAŃSTWO BOGACI SIĘ To co się stało w ciągu dwudziestu kilku lat z krajem, który przegrał wojnę, przeżył szok bomby atomowej i stracił 25 procent majątku narodowego, graniczy z cudem. Cyf- ry publikowane w prasie, informacje napły- wające spod góry Fuji (czytaj Fudżi), brzmią coraz bardziej sensacyjnie Japonia jest pierwszym na swiecte krajem w produkcji okrętów, tworzyw sztucznych, nawozów mineralnych, motocykli, aparatów’ fotograficznych, aparatów filmowych, ma- szyn do szycia, drugim — w produkcji sa- mochodów, radioodbiorników i telewizorów, włókien sztucznych, zegarków Przyrost dukcji przemysłowej w latach f nosił w USA 2,5 procent, w Anglii 3*6 , Pro- 1953-6j vy. cent, we Francji 8,2 procent, w Japonh procent. Armia 49 milionów kobiet i mężczyzn pońskich, armia ofiarna i zdyscyplinowan wywalczyła już w 1950 roku ósmą pozyęi w świecie. W 18 lat później, w roku 19® Japonia wyprodukowała 70 milionów ton stali, spuściła na wodę 8 milionów BRT stal- ków, zbudowała 4 miliony samochodów Ay. mia jest cierpliwa i zdolna do wyrzeczeń 400 Potężny tankowiec „Nisseki J.poon mi lwem oslwW* “ m DWT diugołć S‘"° raj. który ma najnowocześniejsze hutnic- tw° na świecie i najwyższą dzienną wydaj- ność z wielkiego pieca, legitymuje się naj- niższym udziałem płac robotników w kosz- ach produkowania jednej tony stali kraj •^paniałego budownictwa okrętowego może sprzedawać swoje statki po bardzo niskich fanach, ponieważ stawki robotników’ są naj- nizsze na świecie, a koszty robocizny ocenia l(> na zaledwie 20 procent ogólnych kosztów budowy W1<?c znamy juz jedno źródło japoń- skiego cudu- tania i sprawna siła robocza. ^nnym źródłem są azjatyckie wojny — 2 mi- jardy dolarów zarobili Japończycy na kon- ’kcle koreańskim, już z górą miliard przy- Ha , .] — Japonia nie służby wojskowej, a tyl- * - ko 1 procent jej niósł Wietnam I wreszcie [..] ma obowiązkowej służby woH„._____ ko 1 procent jej budżetu przeznacza się ofi- cjalnie na obronę. Państwo bogaci się szybko, obywatele znacznie wolniej Japonia znajduje się na 22 miejscu w dochodzie rocznym na głowę mieszkańca. Pełno tu smutnych paradok- sów’ drugi w świecie producent samochodów ma żenująco mało dróg o nawierzchni ulep- szonej (na Jednego mieszkańca przypada 0,2 metra, co stawia Japorię na 55 miejscu świa- towej listy). Iskry. *• ii'—1” 191 190
71 "IBLKI STRACH lEkSPANSIA GOhPODARC. \ JWONHl Pan Rodzima i ji-cjo podróżujący koledzy sq żołnierzami u elki< j anonimowej armii ja- ponsk.ego handlu Jej straże przednie docie- ra M stałe do naibardzie| odległych punktów świata oferując japońskie towary i skupia- ne t<- co i-st atrakcyjnego do nabycia Po- ‘a grzecmośc.ą i wiecznym uśmiechem |a- 192 pońscy handlowcy mają co sprzQd_ k się. ze my ciągle jeszcze n|e bardzo < M>' sobie sprawę z potęgi przemysłowe, *i * której ofensywa na rynku świata ’ aP°"“ nym z najbardziej dramatycznych , W M jących zjawisk naszej epoki Nastr WSJtin“' mętnego Europejczyka w stosunku dń* sklej ekspansji handlowej są często r*1* we Piętno wyciska na nich albo itrach", czyli zabobonna wiara w nadludzki charakter japońskich poczynań, która para- ttfUje wszelką konkurencję — lub wyświech- tane poglądy o japońskiej tandecie, która za- leca rynki świata Prawda wygląda inaczej, „as obala dawne poglądy. Legitymacją reportera do wypowiedzi na len temat jest osobiste poznanie Widziałem w Tokio taśmową produkcję aparatów foto- graficznych bijących wyroby niemieckie przede wszystkim jakością Byłem w naj- większej w święcie fabryce termometrów, której wyroby docierają i do Polski Zwie- dzałem wielkie browary w Sapporo na wys- pie Hokkaido, wędrowałem po terenach stoczni okrętowych w Hakodate i Osaka, wiele godzin spędziłem w „wylęgarniach" te- lewizorów i ladioodbiormków tranzystoro- wych w Osaka i Tokio Byłem na giełdzie w Osaka i widziałem w zatoce Ise ten prze- dziwny twór japońskiej przedsiębiorczości, jakim jest hodowla pereł Mikimolo Byłem w kopalniach węgla na wyspie Kiu- siu i widziałem, jak o świcie japońska flota rybacka dostarcza swe połowy wprost do hal targowych stolicy — największego targo- wiska rybnego świata Starałem się zgłębić tajniki „Daimaru" — największego domu to- warowego Japonii, który oferuje do sprzeda- ży spory asortyment polskich towarów’ Spot- kałem japońskie wyroby i japońskich hand- lowców w Anchorage na Alasce i w Reyk- javik w Islandii, spotkałem w Hammerfest za kręgiem polarnym i w spiekocie Pakistanu O — N« wiotkim Hdile ponieważ tylko fakty mogą byc osnową przekonywającej opowieści, więc zestawi- łem sobie doniesienia z kilku zaledwie dni lutego 1960 roku. Oto kilka wieści z pola bitwy o japoński eksport (z l%0) Koncern Mitsubisi wygrał przetarg na do- stawę lokomotyw do holowania statków w Kanale Panamskim, bijąc na głowę konku- rencję amerykańską Najnowsze japońskie „mózgi elektronowe" są znacznie lepsze od amerykańskich [...] Nowa kamera Zeissa, która pojawiła się w cenie 149 dolarów na rynku USA, ma juz od- powiednik w postaci aparatu japońskiego równorzędnej wartości, ale kosztującego 119 dolarów |. j Czy obecny poziom eksportu japońskiego się utrzyma — trudno przewidzieć [ .) Dziś Japończycy konkurują przede wszyst- kim jakością, tanią robocizną i automatyza- cją produkcji. ] Ciekawe, że nowoczesna technika nie przyniosła zagłady rzemiosłu — wręcz prze- ciwniel Owszem, fabryki wyrabiaią miliony metrów tkanin z włókien sztucznych, ale w bocznych uliczkach mieszczą się w tej samej Osaka warsztaty, gdzie tka się ręcznie jed- wab natuialny stosując technikę paznok- ciową". której sekret zna zaledwie dum stu ludzi w Japonii Luc|an Wolanowski Zwjer- ctadln bogi”' War®***1 I9f-1 Cnrte tu*, s 134—135. 137 140 193
Rozdział IV NA SZCZYTACH I U PODNÓŻY GÓR 72. BURZA NA SZCZYTACH KAUKAZU Od północnego zachodu szła burza, szła z dolin. Zalegające te doliny mgły, tak po- tulne dotąd i łagodne, skłębiły się, zawiro- wały, zakotłowały się jak w diabelskim garnku. Po stronie południowo-wschodniej nadal świeciło słońce, błyszczała „lodowa ściana Bezingi", świeciły się śnieżne czapy odległych szczytów, ale na północy i na zachodzie cały widnokrąg zawaliło ciężkie cielsko ołowianych chmur. Ciemną ich masę rozdzierały zygzaki piorunów, słychać było pomruki dalekich grzmotów Grzejąc się w promieniach słońca, braliśmy w prostocie ducha te odgłosy za huk lawin śnieżnych Nie ulegało wątpliwości, będziemy mieli potężną burzę i to wkrótce, i to zarazi Szła od północy, a jednocześnie podnosiła się z głębi dolin W zbałwanionych u naszych stóp mgłach błysnęło raz I drugi, zagrzmiało 194 i rozpoczęła się kanonada Niezapomniany widoki Tam w dolinie, nawet w tak niedale- kim Misses-Kosz leje deszcz, może pierze gradem albo krupą śnieżną, biją pioruny A tu — na szczytach spokój, świeci słonko, nie ma najlżejszego wiatru I Spokój — ale Przed burzą. JM Jeszcze przez chwilę mamy słabą nadzie ję, że nawałnica nie tyle ominie nas, co przejdzie pod nami, nie zahaczy o najwy2 sze szczyty. Prędko jednak porzucam? myśl. Głównym wrogiem są nie te chmurY i pioruny w dolinach, ale ta ciemnoszara la nadciągająca z północy Jak dojdzie — to 0°' nas, połączy się z tą burzą „dolną piero rozpęta się prawdziwe piekło Na śnieżnych czubach sąsiednich sZCZ^j)£>. zakwitły białe pióropusze, małe jasne rągiewkl. Doleciało do nich widać p*e
kiego z polami lodowymi i Jęzorem spływającym W środkowej części gór Kaukazu znajdują się wielkie lodowce. Na zdjęciu główna grań grzbietu kaukas- iego z polami lodowymi i Jęzorem spływającym do doliny uderzenie wiatru i porwało, zakręciło śnie- 9>em i drobnymi kawałkami lodu. Pióropu- SZe rosn<b potężnieją, długimi językami za- wisają poziomo u szczytów To już nie pro- porczyki, to już wielką chorągiew rozwinął huraganI Raptem zapanowała kompletna cisza, cisza Przejmująca, groźna Powietrze jakby na chwilę zastygło, znieruchomiało. Po chwili 2aszumiało w turniach. Nadleciał wiatr Ude- rzyl raz, drugi, trzeci. Coraz mocniej, coraz uporczywiej. Zrobiło się ciemno. Pędzące 7 niewiarygodną wprost szybkością chmury zakryły słońce. Od dołu doszły nas mgły, za- burzyły w swojej szarości Rozpętało się na °bre. o znalezieniu jakiego bądź schronie- Oslony — naturalnie mowy nie mai Zła- Ral° „to" nas na gołych, bardzo stromych P ytach. Wyczyniający dziwne skoki ane- roid • wskazuje wysokość około 4800 m, a więc jesteśmy na poziomie najwyższego szczytu Alp, Mont Blancl Do wierzchołka Dych-Tau pozostaje tylko 400 m różnicy wzniesienia To „tylko" brzmi ironicznie, zło- ści! Na Kaukazie staraliśmy się potem tego wyrazu w ogóle nie używać. Przynosił nam najwyraźniej pecha! Pośpiesznie szukaliśmy w spękanych gra- nitowych płytach odpowiednich szpar i wbi- jamy w nie cały szereg haków Wiążemy się do nich, wiążemy też czekany, plecaki, raki (...] Miejsca jest tak mało, że nie mo- żemy całą czwórką zebrać się razem Nie pod nami była już burza 1 nie nad na- mi Znajdowaliśmy się akurat w jej środku, w samym kłębowisku chmur. Mówiąc obra- zowo _ pioruny „rodziły się" tuż, tużl w naszym najbliższym sąsiedztwiel Grzmoty 195
przedzielane początkowo pewnymi pauzami zlały się UTeszcic w icdcn nieprzerwany akord Huczało tak. że dziwię się, jak nam bębenki w uszach nie popękały. Pioruny musiały bic we wznoszące się obok ostre turnie. Powietrze nasycone ozonem • i na- ładowane elektrycznością niczym butelka lejdejska Poszczególne bloki kamienne — syczą, iskrzą sięl Sami zresztą czujemy, jak takie elektryczne mrówki przelatują po biodrach, kłuią końce palców. Ale to wszystko jeszcze głupstwo, dzie- cinna zabawka w porównaniu z wiatrem. Po prostu zwariował! Najwyraźniej chce nas zdmuchnąć, oderwać od skał [ ] Napada gwałtow’nie, jakby skokami; przyczai się, chwila ciszy, a potem uderza ze zdwojoną wściekłością Trzeba stale pilnować, żeby nieprzemakalna płachta jak najściślej owi- jała ciało. Wystarczy aby był mały luz, aby podniósł się balon, szarpie tak, że ledwo, ledwo potrafimy utrzymać. (..] Płyną długie godziny. Zdrętwiali w bez- ruchu. skuleni w najdziwaczniejszych pozy- cjach, powoli zaczynamy zapadać w stan kompletnego zobojętnienia. Mamy tylko jed- Jerzy Wojsznis. Polacy no szczytach świata. Warszawa 1966, Sport 1 Turystyka, j 271—273 (załączony fra- gment napisał W. Ostrow- ski!. no gorące pragnienie, aby za wszelka przetrzymać, nie dać za wygraną Dr kac burzę i wejść na szczyt! (...) Cze’ Burza przeszła tak nagle, jak się ro częła. Nawet w oddali zamarły grzw^ Widocznie wyładowało się wszystko na ' szym „szpikulcu” Dych-Tau • spełnił n^. jako rolę piorunochronu. Przykre było tylko to, że musielismy akurat znajdować się na nim w czasie pełnienia przez niego tej za- szczytnej funkcji. Burza przeszła, ale nie znaczyło to zupeł- nie, że wiatr ucichł. Złagodniał, owszem, spadł nawet do siły zwykłej wichury, prze- stać jednak wiać, jakoś nie miał zupełnie ochoty. Pada śnieg. Chmury, jak i przedtem i z góry, i z dołu, i naokoło. Inaczej mó- wiąc — siedzimy wśród chmur. Aczkolwiek zegarki wskazują, że do zachodu słońca ma- my jeszcze co najmniej godzinę, otacza nas juz przykry półmrok. -) 73 WYSPA NA STALOWYCH PALACH Bad” znaczy podobno po prostu — wiatr; „Ku" - miasto. „Badkuba” - Baku - mia- sto wiatrów. Opowiadają, że jeszcze lat te mu 20 w wietrzne dni brodzić trzeba by o po kolana w piachu, nawiewanym z półpus- tynnych przestrzeni Półwyspu Apszerońskie- go. W położonych wyżej dzielnicach ( a u tarasami spada ze wzgórz ku morskiej zato ce) — zachowały się jeszcze maleńkie om ki — każdy otoczony wysokim kamiennym murem, mającym chronić przed pias ową zamiecią... . . . Za parę lat już pewnie ich tutaj me ę- dzie — tereny te przeznaczono po dzielnice mieszkaniowe . . Baku jest teraz czwartym pod liczby mieszkańców miastem Moskwie, Leningradzie, Kijowie... Zbliża się Północ, gdy kolejką zębatą H dujemy na wzgórzu u stóp olbr^ 9rolasta; nika Kirowa. To najwyższy PunK _ lak jak z Wezuwiusza panoramę eaP stąd ogląda się panoramę Bakvi M Nieoczekiwany jest dla przy $ miasta, które zasłynęło w świeci zieckini boi ropy naftowej W Związ u „ । slo- Przez lata całe między słowem .. równania, wem ..nafta” stawiany był zna paku. Baku — to była nafta, nafta — na kształt wieży wiert- Jeszcze bezpośrednio przed wojną Baku do- starczało 87.1 procent ogółu wydobycia ZSRR Lecz rozpoczęta na Apszeronte tus o- ria nafty radzieckiej potoczyła się dale) nurtem burzliwym 1 pełnym niespodzianek Smukłe trójkąty - na kształt wieży wiert- niczej - pokrywać zaczęłymapy w.eUad> Obszarów między Wołgą ska i Tatarska Republika Autonomiczną. re- , Kuibyszewa i Wolgogradu dawać za- częły lwią część radzieckiej produkcji ropy 6 S tednym z najbogatszych osrod- przysz 7qrr Skutecznie zaczyna k6w naftowych A nte_ konkurowa Mchodnim Kazachstanie dawne odkryć bardzo konkrctnle wydobycia ropy......Baku".. 35 milionów ton. Rok 1959 7" KON . 1962 — 185 milionów 130 _ 328 milionów ton — ton. 7* prZyp. red.) I-I Ą wszystko bazy '-. „ ..... „Trzecie"......Czwarte Rok 1950 — - ton. (W toku !969 " to rozpoczęło się tutaj, na 19? 196
na głębokość do trzydziestu metrów Na Morzu Kaspijskim kilometrami setki urządzenia szybów ponad tym wszystkim przemysłowe, elektrownie ! cale osiedla" mieszkaniowe ŁOnS,n,kcJe “^9’hce I Jan Danec.1 i Czify punkly na mapie War -jwa 1962. MON, s. 131. 141. 144. 151— —152. Widoczność była tak dobra, że już z da- leka objąć mogłem spojrzeniem cel naszej podróży. Widok, zaiste, był nieoczekiwany. Kilo- metrami ciągnie się stalowa konstrukcja, która dźwiga na sobie ze trzy setki szybów naftowych, urządzenia przemysłowe i ele- ktrownię, no i całe osiedle mieszkaniowe dla 4,5 tysiąca osóbl Domy o dwóch kondygnacjach, otynko- wane na kolor jasnoszary i różowy. Stalo- we wysepki na palach i estakady — długie, łączące je w jedną całość mosty, rych -----11 po któ- ciężarówek powoli pełzną dziesiątki 120 km estakad... A _ wznoszą się wieże wiertnicze i dwie Pol^( baterie lśniących srebrzyście rezerwuar^ ropy naftowej o wysokości najmniej 1 nastu pięter. Przed laty w tych miejscach ofiarą wodnych skał padał niejeden statek ze jący po Morzu Kaspijskim. Więc naW któ- rzy starali się omijać dziwne karnieI?e<ryC|] re ledwo można było dostrzec, a od wiatr niósł przenikliwy zapach nafty 0 tach 1949—1951 u skał tych znów P0^ na dno 7 okrętów. Te jednak t0 świadomie złożona przez człowieka Ktare kutry, trzeba je było w specjalny spo- sób zatapiać). Dały początek temu jedyne- mu w świecie miastu zbudowanemu na peł- nym morzu, na stalowych palach. Oczywiście chodziło o naftę. Poszukiwa- nia geologiczne udowodniły, że dno morza jest nie mniej w nią zasobne niż ląd. Sześć następnych okrętów zatopiono u naf- towych skał w 1951 roku, one to stworzyły sztuczną przystań — pierwszy przyczółek w natarciu na morskie bogactwo. Odkrytą ciężarówką wybieramy się do od- leglejszych wież wiertniczych. Estakada za estakadą — to jakby wielokilometrowe mo- la, zawieszone, bez żadnego oparcia o ląd stały, na pełnym morzu Pod kołami ciężkie- go wozu lekko uginają się rzucone na esta- kady deski Trochę to dziwne mimo wszyst- ko uczucie — jechać tak godzinami wąską kładką ponad otwartym morzem... [.. ] Po drodze kilka przymusowych postojów Ruch kołowy jest ożywiony, a mijanki — tylko na „taborecikach". Tak nazywają tu niewielkie platformy, na których rozmiesz- czone są szyby. ,,Taborecik" taki — wyso- kości co najmniej pięcio- sześciopiętrowej — gotowy już przywożą z lądu okręty-dżwigi, a potężne dieslowskie * młoty wbijają „nóż- ki na głębokość do trzydziestu metrów Potem przeciąga się estakady — i tak miasto na palach coraz bardziej wydłuża się i roz- gałęzia [...] Zwiedzamy okazały gmach elektrowni Opowiadają nam, jak barka za barką zrzu- cały tu w morze piasek, kamienie, cement, cegłę — aż póki nie narosła cała sztucznie usypana wyspa. Na takim to przedziwnym usypisku stoi dziś elektrownia, która całko- wicie zabezpiecza potrzeby Naftanych Kamni. Jedziemy dalej i dalej. Zaczyna mi się podobać ta jazda ciężarówką po otwartym morzu. Wieżom wiertniczym nie widać koń- ca — Kto wie, może dojdą do samego Kras- nowodska — mówi któryś z morskich naf- towców — Morze Kaspijskie bogate jest w naftę. Krasnowodsk leży „naprzeciw" Baku — na przeciwległym, turkmeńskim brzegu tego największego jeziora świata Stan.tąd też wieże wiertnicze wychodzić zaczęły w mo- rze... 199 198
w 74. OD DŻUNGLI DO LODOWCÓW Alpinista podążający ku górom trafia w najniższych dolinach na roślinność tropikal- ną. Gęsty las typu podzwrotnikowego za- myka widok do ciasnego kręgu najbliższych metrów. Szczyty gór są niewidoczne można zboczyć z wąskiej ścieżki, gdyż raz za nią zaczyna się niemożliwa do bycia plątanina krzewów, IWOIIH 1 lldl.. W rzadko zwiedzanych dolinach gubią się przetarte szlaki i trzeba sobie torować dro- gę nożem czy siekierą. Ciężkie, przegrzane, duszne i pełne zarazem wilgoci powietrze — plaga much, moskitów oraz pijawek uprzy- krzają życie do reszty Na szczęście rejony te rychło pozostają w dole. Karawana wy- Nie za- . —..w kiidiio4iiwa go prze- bycia plątanina krzewów, roślin i lian. 11? — 7bmr herbaty na slokach Himalajów Plantacje her- baty najlepiej udaj^ się na wysokości od 500 do 1000 m n.p.m. India jest największym producentem l eksporterem herbaty na świecie, drugie miejsce zaj- muje Cejlon 200 dostaje którymi wielkim -------------une wielokrotnie w dół, na dno dolin, aby znów wspinać się bystro na przeciwległe stoki. [...] W tych wysokościach wkraczamy w re. jon strefy umiarkowanej, gdzie gospodarka ludzka wywarła wybitne piętno na kraj- obrazie Na wysokości pomiędzy 1500 a 3500 m [n.p.m ] przedgórza himalajskie są gęsto zamieszkałe. Jest to pierwotna kraina lasów dębowych i iglastych, które jednak zostały w największej części wycięte Tylko przy klasztorach albo na stromych zboczach zachowały się jeszcze rezerwaty wspania- łych jodeł, cyprysów osiągających 20 do 40 m wysokości, a wreszcie najwspanial- szych drzew himalajskich — cedrów, strze- lających nawet 60—80-metrowyml pniamlku niebu. Obszar większości lasów zajęły od dawna pola uprawne. Na rozległych zbo- czach widnieją jak okiem sięgnąć zbudowa- ne w c „żkiej, wiekowej pracy tarasowate stopnie podparte murkami z kamieni Na tych wąskich poletkach, wijących się zgod- nie z rzezbą zboczy, uprawiają górale swój mizerny jęczmień, tsampę (rodzaj karłowa- tej kukurydzy) oraz ziemniaki. W niektó- rych okolicach sięgają pola uprawne nawet powyżej 4000 m n.p.m Z bezleśnych zboczy przedgórzy uzyskuje się pierwsze widoki na skalno-lodowy świat wysokich szczytów Ilekroć ścieżka wypro wadza na grzbiety, z każdej przełęczy r0Z tacza się daleka panorama łańcucha ,nia lajów. Można podziwiać śmiałe kształty tur ni i niedostępne zerwy lodowe, mieniące si błękitem, seledynem lub płonącą czerwie zachodu słońca aje Nieco powyżej dolnej granicy las°^raina jeszcze w ich zasięgu zaczyna się najcharakterystyczniejszych dla kraj, roślin — różaneczników. Są one najr^uZ,,ch sze — od małych krzewów aż do form drzewiastych sięgających 10-" ‘ z0 rów Rosną dosłownie wszędzie, P°)e aj. drobnymi grupkami, lub też tworząc się na zwykle górom. pierwsze grzbiety wiją się szlaki Schodzą one górskie Wi0<bce ku wreszcie pokrywając, nlkJ, a strome zbocze Szczęśliwy podróżnik, klóTC traf, na wtosennę porę ich kwitnienial S W^-J^jszych barw jest olbrj jak las, całe r ?--J trafi na wiosenną porę ich kwitnienial Ilość kwiatów najróżniejszych barw jest olbrzy- ma — od białych i bladoróżowych do ciem- nokrwistych, o bogactwie tonacji czerwo- nych, od jasnosłomkowych, jaskrawożółtych do ciemnoszafranowych... Wiszą pojedynczo i w pękach po trzy, pięć, albo całymi bu- kietami na jednej gałęzi. Zwarte poszycie różaneczników kończy się na wysokości 3500 m, ale pojedyncze okazy spotyka się znacznie wyżej, ponad 4000, a nawet 5000 m Powyżej 4000 m wkraczamy jednak w re- jon hal i łąk wysokogórskich. Stałe siedzi- by człowieka pozostały już w dole. Dookoła wznoszą się bezpośrednio nad głowami tur- nie, pokryte w górach lodem, trabanty * wiel- kiego pasma, sięgające już ponad 6000 m. Tak jest w górze; a pod stopami, na tle szmaragdowej zieleni traw, szeroko rozpo- ściera się kobierzec kwiatów górskich. Pa- ręset gatunków roślin kwiatowych znajduje możność życia aż do linii wiecznych śnie- gów, a nawet powyżej, na morenach lodow- ców, oczyszczanych zupełnie ze śniegu przez palące, letnie słońce. Główny ton kwieciu tutejszemu nadają liczne rodzaje pierwiosn- ków i maków, naradek i skalnic, anemonów i jaskrów W rejon hal schodzą już lodowce. Wpraw- dzie granica wiecznego śniegu na południo- wych zboczach Himalajów leży na wyso kości między 5000 a 6000 m [n.p.m.], ale dłu- gie języki lodowców spływają tysiąc i wię- ] cej metrów niżej, okolone potężnymi wała Mi moren. [...] Lodowce wprowadzają już w świat s^ras^ iiwej grozy i nieograniczonego działania s Panorama Himalajów od południa. Na pierwszym planie widać wspaniałe cedry himalajskie przyrody. Ze ścian skalnych gruchoczą bez przerwy lawiny, rzeki lodu spływają prze- rażająco potrzaskanymi zerwami, a nad ni- mi piętrzą się tysiące metrów skał i śnież- nych stromizn, pionowe niemal ściany, ko- miny i rynny, cyzelowane w lodzie wystroje podniebnych grani — wszystko w nadludz- kich wymiarach. Tu alpinista staje wobec największych zadań, jakie może na tej zie- mi napotkać. Jan Kazimierz Dorawski. Człowiek zdobywa Himala- je. Kraków 1957, Wydawn. Literackie, s 18, 20, 21. 201 N« wiMklni Udilo
i iiwfl I '•OJ 'w ipj? rfn »W< Cw 1\iuk* W MH0UK IM/ JllfOÓw J *2f 1 4*14*0*1* fi«V rmiMire iwv MOUNT EV[R(.$T ClOUOLUNOtSA CM oru 9B18 m LHOTSE Bi99m 9501 m KĄNGa^D20N^ MAKAlU w r>M ZWYCIĘSTWO NAD CZOMOLUNGMĄ Mnisi ze świątyń buddyjskich u podnóża Himalajów kroków w dół Stali chwilę bez 203 *ioo toco 75 ZDOBYCIE NAJWYŻSZEGO SZCZYTU ŚWIATA Z HISTORII WYPRAW 202 u -?j wyprawy, do czerwca dokonano topograficznych po- Czomolungma (Mount Everest) najwyższy szczyt na Ziemi 8848 m n.p.m., Jeżący w Hi- malajach Centralnych na pograniczu Nepalu i Chin (Tybetu) został zdobyty po raz pierw- szy 23 V 1953 Dokonała tego ekspedycja an- gielska. którą kierował płk J. Hunt. Na sam szczyt weszli nowozelandzki alpinista Ed- mund P. Hillary (ur 1919) i góral z Nepal B. Tensing (ur 1914), Podczas te która trwała od marca podstawowych badań — *00q OSJ —---------fleoc ------ J4C0 * 4 1^— H0Q łudniowej ściany Czomolungmy Ziemi, jak ją nazywa miejscowa Od 1921 r. podejmowano próby Everestu. Uczestniczyło w tej akcJ* praw, w tym 9 angielskich W prawach osiągnięto wysokosc 400 m * szczytu Niestety, uczestnicy wr®ca^ 7jyc* wodu krańcowego wyczerpania, 4 warunków atmosferycznych. PrZ^aine, lłX szczytu broniły strome ściany dowce górskie, rozrzedzone PoV,|r Każda próba zdobycia szczytu P na była żmudnymi przygotowań damem obozow pośrednich, wynoszeniem sprzętu I zapasów na coraz wyzsze wvso kości Kierownik zwycięskiej wyprawy \ 1953 r. płk J. Hunt mówi: ‘ „Nie każdemu mogła przypaść w udziale próba zdobycia szczytu, co dla niektórych musiało być gorzkim zawodem, zwłaszcza jeżeli czuli się na siłach ją podjąć. Jednakże każdy wierzył słusznie, ze ma do odegrania ważną rolę w dziele umożliwienia przynaj- mniej dwóm członkom zespołu dotarcia na wierzchołek I w tym też duchu każdy wy- konywał swoją robotę". [Oprać. I B.J Byli oto sami w obliczu groźnej góry, zda- ni wyłącznie na własne siły [Edmund Hilla- ry i Tensing Norgayj. [ ] Po zachodzie słoń- ca położyli się do snu [„.] Mały zapas tlenu, jaki mieli do dyspozycji, pozwalał im tylko na czterogodzinne oddychanie nim w nocy Hillary podzielił tę ilość na dwie porcje, jedną zuzyli od godziny 9—11, a drugą mię- dzy 1 a 3 nad ranem Kiedy korzystali z tle- nu, drzemali zupełnie przyjemnie, lecz gdy wyczerpał się, ogarniało ich uczucie silnego zimna 1 depresji Temperatura spadła nocą d° —27°C, lecz wiatr z wolna uspokajał się 1 nad ranem była już zupełna cisza. [...] Ostatecznie o godz 6.30 wypełzli obaj z namiotu, rozprostowali członki i wladowall sobie nawzajem na plecy czternastokilowe aparaty Parę głębokich wdechów tlenu — byli gotowi Przodem ruszył Tensing. Żłobiąc końcem buta w śniegu prowadził długim trawersem • z powrotem na grań, której ostrze wyzłociło już słońce stojące po dru- 9>ej stronic Niebo było bezchmurne i po- goda bezwietrzna — wszystkie więc atuty w rękach wspinaczy Nadspodziewanie pręd- ko doszli do śnieżnej buli w grani, tej właś- nie, której nie zdołali osiągnąć dnia poprzed- niego. Powyżej grań stawała się coraz węż- sza. Prowadzenie przejął teraz Hillary Na ostrzu gram leżał śnieg, miękki i niepewny. co skłaniało do trzymania się raczej stoków zachodnich, na których był on ubity wia- trem, a zatem twardszy Skorupa szreni za- łamywała się chwilami jx>d ciężarem nóg wspinaczy Wznosili się wolno, ale bez za- trzymań — nie odczuwali jeszcze trudności w oddychaniu. [..] Wkrótce gran rozszerzyła się znacznie, ale równocześnie silnie spiętrzyła, tworząc sze- roki i stromy stok śnieżny. Wyprowadzał on wprost na Wierzchołek Południowy Śnieg nie zmienił konsystencji w ciągu 3 dni od pobytu Toma • i Charlesa — był tak sa- mo niepewny i niebezpieczny Ale me mieli wyboru, muslell ryzykować. Zaczęli teraz zmieniać się w prowadzeniu co jedną dłu- gość liny W pewnym miejscu większa par- tia śniegu oderwała się pod ciężarem Hilla- rego od podłoża i osunęła wraz ze wspina- czom o kilka kroków w dół Stall chwilę bez
W dr< zze na Czomolungmę (Mount Everest) ruchu potem Hillary zwrócił się do Tensin- ga .Idziemy dalej w tych warunkach?” . Jak pan chce” — odparł Tensing Hilary ruszył więc bez słowa w górę. Jakby w nagrodę za tę heroiczną decyzję zaraz powyżej śnieg zaczął- twardnieć. Nie- bawem można już było wybijać w nim stop- nie uderzeniem buta, jeszcze wyżej — iśc wyłącznie na rakach, aż do Południowego Wierzchołka Stanęli na nim o godz. 9. Mieli przed oczyma grań szczytową, zna- ną im z opisu towarzyszy dokonujących pierwszego ataku. Widok był groźny i spra- wna! głębokie wrażenie zabarwione nawet czy-mś w rodzaju przerażenia Na prawo wy- biegały poza linię grani szeregi ogromnych nawisów- wyglądających jak rozcapierzone palce nad fantastyczną przepaścią doliny Kangchung Na lewo stromy stok podgra- niowy opierał się o skalny posad potężnej ściany zachodniej. Jedyna możliwość posu- wania się tą granią — to pójście pasem śnie- gu między nawisami a skałą Wszystko za- leżało od konsystencji śniegu jeżeli będzie twardy — sprawa wygrana, jeżeli okaże się miękki i lawiniasty — stracone nadzieje. Tuz pod czubem Wierzchołka Południo- wego wyżłobili wspinacze w śniegu małą na odpoczynek [• •) Wo. platformę i usiedli bec przepaścistej drogi i wpłyWu wysokości, konieczna była wzmożonT^ strożnosć (...) °* Po godzinie drogi od Wierzchołka POhjd niowego doszli wspinacze do skalnego sto ma zamykającego grań. Wiedzieli o je£ istnieniu z fotografii lotniczych oraz z ob serwacji grani przez lunetę z Thyangboche Ale co innego wiedzieć, a co innego zoba- czyć z bliska Grań tworzyła tu uskok wy. sokości 12—15 m. Zupełnie pionowa, gładka skała pozbawiona stopni i chwytów nie była możliwa do pokonania, chyba nawet w wa- runkach alpejskich, a cóż dopiero w rejonie 8800 ml Co za cios dla ich nadzieiI Ale nie chcieli się z tym pogodzić. Zaczęli szperać, kombinować. Na uskoku skalnym wspierał się potężny nawis. I oto stwierdzili, ze mię- dzy skałą a lodem nawisu ciągnęła się przez całą wysokość uskoku wąska szczelina wy- topiona ciepłem słońca nagrzewającego ska- lę Szczelina — coś dla wspinaczaI świtała więc jakaś nadzieja Hillary nie zwlekał — wcisnął się w szczelinę Chwytów nie miał — ale zapierając się plecami o skałę, a nogami o lód, wyzyskując siłę tarcia i zahaczając kolce raków próbował windować się ku gó- rze. W tej chwili błysnęła mu myśl: „Sza- leńcze, przecież ty odrywasz lód od skały — a jeżeli spoiwo jest słabe, jeśli nie wytrzy- ma, polecisz na lodowiec Kangshung, 3000 m w dół" Ale szczelina stanowiła jedyną moż- liwość — nie było czasu na refleksje. Sza- lonym wysiłkiem rozparł się w niej i Pcha* ku górze, cal po calu. Nie zdawał sobie spra- wy z tego, jak długo to trwało. Nie móg spojrzeć, jak daleko jeszcze do końca. Nage głowa wydostała się ze szczeliny, a lę reszta ciała Hillary padł bezsilny na sze- rokim stopniu i leżał długo, pasując s,ę z brakiem tchu i skaczącym jak szalone ser^ cem. Ale równocześnie po raz pierwszy pełniła go niezachwiana pewność: „Nic n już nie może odebrać Everestu”. Odzyskawszy siły usadowił się dobrze półce i krzyknął Tensingowi, że może 1 iść- Historia powtórzyła się i gdy Tensing wy- lądował obok towarzysza, padł również bez ducha, „jak ryba wyciągnięta z morza po straszliwej walce". Ale juz po chwili uśmie- chnął się i wskazał ręką ku górze „Możemy jst" Czas znów płynął monotonnie, a zmę- czenie coraz bardziej dawało się we znaki. Szeregi nawisów następowały jedne po dru- gich Nie widzieli przed sobą Wierzchołka — każdy garb nawisu wydawał się szczytem, a po dojściu doń wyrastał nad nimi drugi — wyższy Nagle, zupełnie niespodziewanie, z jedne- go ze śnieżnych garbów ujrzał Hillary w dole Przełęcz Północną i lodowiec Rong- buk Wzniósł wzrok trochę w lewo wąska grańka śnieżna wychodziła na mały stożek śnieżny. Parę uderzeń czekanem i stall Juz na nim* To był wierzchołek Czomolungmy Uczucie, jakie ich ogarnęło najpierw, to ogromna ulga już me trzeba się wspinać, nie trzeba rąbać stopni, nie tfzeba omijać nawisów Ale kiedy spojrzeli na siebie, wy- zwoliła się nagle szalona radość Chwycili się za ręce, a potem Tensing objął Hillarego ramionami i zaczęli się nawzajem bić dłoń- mi po plecach, aż do utraty tchu. I ] Hillary zdjął aparat tlenowy i wyjął aparat fotogra- ficzny, który niósł pod koszulą, aby uchro- nić go przed zamarznięciem. Szybko — fo- tografie dokumentalne Najpierw nastawił obiektyw na Tensinga stojącego ze wznie- sionym czekanem, na którym powiewały Hagi Wielkiej Brytanii, Nepalu, Narodów Zjednoczonych i Indii. Następnie widoki pa- noramiczne. [...] Kontrola zapasu tlenu kazała skrócić pobyt na szczycie | .) Czas przebywania na wierz- chołku trwał 15 minut (. ) PO ZWYCIĘSTWIE Zaraz za Namche Bazar usłyszeli alpiniści buczenie silników lotniczych i dojrzeli wy- soko w przerwie chmur wielki samolot le- cący w kierunku Everestu [ .] Samolot wy- startowawszy 6 czerwca o 8 rano z lotniska w Bihar, dosłownie w przeddzień monsunu. okrążył z bliska masyw- Everestu Plonem lego lotu, czwartego w historii, była wielka llosc zdjęć fotograficznych i lilmowych (. ) Monsun dopadł czołową grupę wyprawy na drugi dzień, przy wyjściu z doimy Dudh Kosi I odtąd już lał deszcz az do Katmandu Mimo forsownych marszów szybko wracali wspinacze do normalnej formy fizycznej ( .] Wyprawa kroczyła drogą powrotną w nie- ustannym festynie Mnisi w Thyangboche urządzili na jej cześć rytualne tańce. Przy- brani we wspaniałe 1 bajeczne kolorowe jedwabie, w przerażliw-ie brzydkich maskach na twarzach kręcili się bez końca w dzi- wacznym korow-odzie przy monotonnym rytmie trąbek i cymbałów. (...) Był to dopiero początek długiego szeregu powitań, owacji i odznaczeń, spotykających wyprawę wzdłuż całej drogi powrotnej przez Indie, a potem w Anglii. Jan K Dorawskj Walka o tzcivt świata Warstaw.i I95Ó. Iłkry 4. 209—214. 219, 220—221 205 204
76 U TYBECIE Jeszcze pełni jesteśmy wrażeń lotu, a tu na lądzie przesuwają się juz przed nami nie- powtarzalne krajobrazy [ .] Czysty błękit opiera się o ośnieżone szczyty Słońce na nich igra gamą kolorów oświetlając mgiełke pary, która z wartkich potoków wzbiła się Tybet Po drodze spotykaliśmy stada jaków 206 ku nagim granitom Szare, rdzawe i fiołkowe grzbiety gór, jak gdyby rozsadzając prze stworzą, przechodzą w łagodne zbocza za- ciągnięte mchem niczym pokrowcem i w soczystą zieleń regli z rozsianymi gdzienieg- dzie kępami kosodrzewiny Miejscami piar- Tybet Lhasa — widok ogolny gi wypełniają żleby i rozszerzając się ku d łowi wciskają się szerokim klinem w zi hale [ ] . Samochody suną wąską drogą, raa^C jednej stronie nagą, sztucznie ściętą s piaskowca, na której wymalowano sie ze skrzyżowanymi nogami postacie po drugiej stronie — brzeg rwącej rze Stada czarnych jaków, zwierząt po o do bizonów, o sterczących rogac na gęstej sierści, podnoszą zdziwione dźwięk motoru ór dężkie) Wspaniałe to zwierzęta Np . p0 masywne, wytrwale i zwinnie pn . tań. górskich ścieżynkach Dostar"^ej mleka. czykom wełny, skóry, masy rg> potrzebuj<i no i mięsa Dla siebie n prócz trawy, którą hojnie obdarzyła tybetań- ska przyroda hale i regle, a także wody, któ- rej tu nie brak — podobnie jak słońca Nie- raz widywałem łódki z jaczej skory Tybe- lańczycy korzystają z nich przy przeprawach przez rzeki Są lekkie, zwrotne, a mogą po- mieścić ponad tonę towarów Droga wije się ocienionymi wąwozami w których odczuwa się chłód, to znowu bieg- nie szeroką doliną zalaną słońcem Omija szałasy, ogrodzone bryłkami torfu i plastra- mi jaczego łajna Wysuszony nawóz służy jako opał Pali się prawie bez dymu, dając dużo ciepła Napięte na drewnianych ko- złach świeże skóry parują Na koczowisku tuż przy drodze krzątają się przy watrach Tybetańczycy Na wzniesieniach stoją dago- 207
by — małe f _ ___ Pękatych buh lek W ich i ______-----, M rmęcirnj pielę ;>mi tygodniami wędru- Ntcy i dalekich stron do Lhasy Zia załomów skał ur.asta^ r'v>5xxhjvwanie chaty chłop- skie kamienne proste budowle. otoc7one badds -skir kapliczki podobne do __i cieniu odpoczywa- ne Y i dalekich stron do Lhasy Zza załomów skal wv.aslaj4 cespodziewanle chaty chłop- v.w»----------proste budowle, otoczono 'i skim nieregularnym murem, na którym Mcroa rogi jaków t kotłów (...) »est tuz tul Objuczone osły i muły tX'’łOdTT»» i gjflMSB —- , - - -- “r>« " u ycII poiacn " idąc ludzi u kapeluszach o wywiniętych rondach i ludzi w mundurach To chińscy zolmerze pomagają chłopcom w pracy •UU2 się w wąskie uliczki Lhasy e co uderza, to zapach Swąd wiszą- pounetrzu dymu, źle spalonego tłusz- Na ryneczku stoję objuczone jaki j jlźa mienie. Obok rozłożyli się pasterze szerokie skórzane pasy wsunięte są m’ skie noże o kościanych rękojeści ’ *’ przed sobg skórzane woreczki, nigdy nie rozstają. drewniano miseczki. ., IH uu mc tę prażonej mąki jęczmienne), dole ka kropel wody i gniotą palcami, c utworzą się grudki. Jest to główne nie Ty be tańczy kó w .1__,uu ,c gają kubki z którymi się również lozstają. nalewają herbatę. Herbat ska nie ma jednak nic ’ 2 w naszym rozumieniu Gęsta, mdła, rze przypomina kakao z mlekiem. rvoeczku stoją objucion. , M. 1 pasterze. Za ic* SI#toW. skórzane pasy wsunięte z którymi się wyciągają z kieszeni wsypują do nich szczyp w a Ją kil- dopóki nie j porywie. — dzamba Teraz wycią- nigdy me a tybelań- wspolnego z herbatą w kolo- Bronisław Troński Na do rhtt •-* - ’“ MON, chu świata Warszaw MON, s 70—28. 4 1960 PRZYPISY Aq| om c t a c |ó — duże skupisko ludności i U- budowy miejskiej na stosunkowo niewielkim obszarze |np. aglomeracja warszawska) Gdy aglomeracja miejsku i przemysłowa zbytnio się rozrasta, powoduje to roinorodne trudności go- spodarcze. np w zaopatrzeniu w wodę. żywność] zwiększa się zanieczyszczenie powietrza Hp Wówczas występuje dazeme do tzw deglomo- racji, czyli przenoszenia zakładów produkcyjnych i ludności do mniejszych ośrodkow miejskich i terenów słabiej zaludnionych Akumulacja — gromadzenie materiału skalne- qo przez wodę. wiatr, lodowiec. Aluwla — osady rzeczne Itwir. piasek, mul) transportowane przez rzeki I osadzane w o nactl J Aneroid — barometr metalowy, przyrząd do m rżenia ciśnienia atmosferycznego i wyso n.p.m. ___ iat. Antropogeniczne formy terenu my terenu powstałe na skutek działalno c wieka Arba — prosty woz dwukołowy Bałkan — nazwo pasma górskiego. wiła się potno, dopiero w XVII wie u. słowiańska nazwa brzmi Stara P amn<l używana w Bułgarii ru.zkirską Baszkirzy — naród zamieszkujący Ro. Republikę Autonomiczną wchodzącą w syjskicj FSRR (stolica Baszkirii I Bazalty, trachity - bar wceJ które powstały z ostygłej lawy. WW » wulkanu na powierzchnię Zl«nt Bedulni - mieszkańcy pustyni. ardb,CY kuli ziemskiej, na Biegun zimna- obs^ lemperatury P°‘ klórym występują najnizs P" * Oj. wietrzą. Na półkuli północnej _ w Wier* miakonie (—70°C) Dawniej uważa . chojansku Mdrzewiona, Bulwar — szeroka ulica m । bulwa^T o charakterze spacerowym. P CzburJOnych powstały w Paryżu na miej row obronnych. BuridCł - zamieszkują rui połodaia j wschód od jeziora Bajkał fta tWMdc AdeBoe-ra*, Rcpubb- ki Burłackiej (webodn w skład R-rryjsfcjej FSRRi oraz na terenie .Mongolii N<l«ą r4$v mon. golskiej. Moją płask, do,- szeroki w wysiane kości policzkowe czarne oczy t czarne prosto włosy. Cedr — chodzi lu me o prawdrwr ced.-. kiiry obecnie występuje bardzo rzadko lecz o sybe- ryjską limbę, tworzącą na Sybazu cała lacv Jej orzeszki znane pod nazwą orzeszków cadrowyrh są jadalne. Celtowie — lud indoeuropojski. ktzry zac^ązk.- wal środkową Europę przed naszą erą w epoce brązu I ze! a za Znane są wędrówki Cellow w Eu- ropie | Azji Mniejszej Stworzyli wysoką kuPtsrę. Do języków celtyckich zarcza s*ę r_ In język irlandzki, szkocki, bretoński Cbantowie — grupa narodowościowa zamiesz- kująca północną Syberię Chwaiyriskie Góry i Dziewicze Gi- ry — me są w istocie rzeery goriuni. lecz kra- wędzią wyżyny, stromo opadającej ku Wołdze Cumować — przymocowywać luunu (reaaa.l statek do przystani. Cysterna — zbiornik w kształcie wilca używa- ny do przechowywania płynów np ropy nafto- wej. Deficyt — brak, ni ?dobór. w rym przypadku wo- dy De f la c ja — wywiewanie drobnych cząsteczek piasku, pyłu i gleby przez wiau Denudacja — wyrównywanie nierówności tere- nu przez wodę, wiatr 1 Inne czynniki Departament — jednostka administracyjna we Francji. Deportacja — zesłanie t» przymusowy pobyt do określonej miejscowości. Destylacja — rozdzielanie mieszaniny kilku dal przez kolejne ogrzewam* i skraplanie Np z ro- py naltowei otrzymuje się produkty pochodne, jak benzyna I mne Diesel — silnik spalinowy pracujący na ciekłym paliwie, np. na ropie naftowej.
Dok. — urządzenie w stoczni do naprawiania pod- wodnej części kadłuba I do budowania nowych statków. Dolomit — skala, w skład której wchodzi wapń, tlen, węgiel i magnez. Używany w hutnictwie ja- ko topnik w budownictwie do wyrobow materia- łów ogniotrwałych. D r y 1 i n g — (wyraz pochodzenia niemieckiego! trojlufka, myśliwska broń palna, trójlufowa. Dwururka — powszechnie używana broń myśliw- ska o dwóch lufach. Dybowski Benedykt — polski biolog i lekarz Rząd ZSRR pragnąc uczcić zasługi wielkiego uczo- nego nazwał jego imieniem hydrobiologiczną sta- cję naukową zbudowaną na południowym wy- brzeżu Bajkału w pobliżu miejscowości Listwien na ja w latach 1930—33. Dych-Tau — szczyt w środkowym Kaukazie na- leżący' do najwyższych (5203 m n.p.m.J, zlodowa- cony Jeden z lodowcow zsuwających się po jego zboczach — to Bezingi. Zdobyła go polska wy- prawa w 1935 roku złożona z 7 alpinistów Dyskryminacja — prześladowanie i ogranicza- nie w prawach jednostek ze względów narodo- wościowych, rasowych, religijnych. W tym przy- padku chodzi o ograniczenie praw ludzi żyją- cych w Indiach i znajdujących się poza kastami) czyli tzw. pariasów. Patrz: pariasi. Edaficzne wymagania — wymagania rośli- ny, np. co do ilości wody Ekskawator — nazwa ogólna maszyn wykonu- jących prace ziemne Ekskawatorem np. jest ko- parka Ekspansja — działalność skierowana wnątrz; tu — rozwój terytorialny Erozja — tu: żłobiąca, niszcząca działalność wody bieżącej. Erupcja — wybuch wulkanu. Fatamorgana — zjawisko optyczne polegające na złudzeniu, przy którym przedmioty bardzo od- ległe są widziane jako obrazy proste, odwrócone lub zniekształcone. Najczęściej występuje na pu- styniach, na morzu, na obszarach pokrytych śnie- giem. Zjawisko polega na załamaniu promieni świetlnych w warstwach powietrza. Fizjografia — zbiór wiadomości o pewnym obszarze lub kraju, obejmujący informacje ogól- noprzyrodnicze (m. in. wiadomości o ukształtowa- niu powierzchni, o rzekach, jeziorach, roślinno- ści itp.j. Gabaryt — tu kształt budynków lub ustalona przepisami budowlanymi granica wysokości, do której budynki powinny być przystosowane. „ w lym przypadku urządzenie przetwarzające energię mechaniczną prąd elektryczny. Gencrator ktrowm biny na na ze- - — — « — w tym przypadku urządzenie ele- tur- Geolog — zajmuje się badaniem składu skorupy ziemskiej. Jednym z zadań jest poszukiwanie bogactw mineralnych Geofizyka — nauka zajmująca się fj właściwościami Ziemi i badaniem budo szych jej stref. Badania geoiizyczne p0' w poszukiwaniu złóż mineralnych potna9aH Grawimetr — przyrząd do badania siły cieżk stosowany przy badaniach geologicznych Granica Azji i Europy _____________ jest umowną długości około 3000 km Przeto^ wschodnim podgórzem Uralu, wzdłuż rzeki 1 na północ od Kaukazu (obniżeniem Kumy i M V nyczu) W tak przyjętych granicach powierzchnia Europy wynosi 10 140 000 km2, a powierzchny Azji 43 300 000 km2 (w tym 16 800 000 km1 stano- wi azjatycka część ZSRR) Cra v esend, itd — autor wymienia kolejno mi- jane dzielnice i osiedla podmiejskie Londynu. Gumus-gumiak — roślina strefy tropikalnej dostarcza żywic, garbników, substancji trujących. Hermetyczny — szczelnie zamknięty. Hiroszima — port japoński, liczy ok. 360 000 mieszkańców Zrzucono tam pierwszą bombę ato- mową w 1945 roku. s/j miasta zostało zniszczone, 80 000 mieszkańców zabitych, a 200 000 zmarlo do 1954 roku na chorobę atomową. Jakucja — Jakucka Autonomiczna Republika Ra- dziecka, 3203 tys km2 powierzchni i około 500 tys mieszkańców. Wchodzi w skład Rosyjskiej FSRR Leży w strefie tajgi i tundry Na znacznej części jej terytorium występują góry. J a sa k — danina w naturze ściągana w XVII wie- ku od ludów Syberii przez rząd carski w Rosji Jeep — (czytaj dżip), lekki osobowy samochód nadający się do jazdy w trudnym terenie. Jurta — kopulasty namiot kryty wojłokiem. K a 1 d e r a — krater wulkanu w kształcie kotła, roz- szerzony na skutek wielokrotnych wybuchów. Kanał Królewski — W latach trzydziestych ubiegłego stulecia zaczęto budowę kanału, kt ry miał łączyć najkrótszą drogą Warszawę ^Vl5^ z Bugiem i służyć do spławu drewna. Pr0^ze ostatecznie nie zrealizowano pozostawiając reg rowów noszących nazwy kanałów: ro skiego, Królewskiego 1 Nowego. Po 11 W^af. światowej zbudowano nowy kanał łączący szawę z Bugiem — Kanał Żerań Zegrze doWja- on głównie do transportu materiałów nych dla Warszawy. . Kanały podwodne na Morzu orskjego chodzi tu o podłużne zagłębienia dna m0 Kanion — głęboko wcięta dolina rzeCtn* dzo stromych zboczach. Tu użyto w P ^bylina), oaząca ż >n 1 . u do celów lekarski^ Grawimetr — Gumus-gumiak barnem sklado , 9e°logoK — autor wymienia kolejno mi Kardamon — roślina pochodząca z służąca jako przyprawa i u_ l^asta — Indiach) zamknięta grupa społeczna, Członków kasty łączą prawa obowiązujące tylko wewnątrz danej kasty oraz tradycja i rodzaj pra- cy Przynależność do kasty jest dziedziczna. Kimberllt — skała magmowa zawierająca do- mieszki diamentów, wypełnia kominy wulkanicz- ne. Pierwszy raz złoża kimberlltu odkryto w Po- łudniowej Afryce koło miasta Kimberley. Koncern — połączenie kilku przedsiębiorstw przez jednego właściciela lub grupę kapitalistów Są one kierowane centralnie. Koncern może skupiać przedsiębiorstwa tej samej gałęzi produkcji (np. rafinerie ropy naftowej) lub przedsiębiorstwa, któ- rych wyroby służą do produkcji jednego towaru (np. szyby naftowe, rafinerie, fabryki chemiczne itd.). Kombinat — połączenie kilku zakładów prze- mysłowych tak, że produkty z jednych są su- rowcem lub półfabrykatem dla innych. Kulis — tragarz, prosty robotnik we Wschodniej Azji. Konsorcjum — spółka przedsiębiorstw kapitali- stycznych. Kontrkurs — morski kurs statku o kierunku przeciwnym do danego. Konurbacja — zespół miast mniej więcej jed- nakowej wielkości. Konurbacja występuje na te- renach uprzemysłowionych. K o r i a c y — lud mieszkający w ZSRR na Kam- czatce. W 1959 roku liczył około 6000 ludności. Konacy zajmują się hodowlą reniferów, myśli- stwem, rybołówstwem Lingwistyczne umiejętności — tu: umie- jętności posługiwania się językiem obcym. Łęgowy las — las na terenach zalewanych przez wodę, np nad rzekami. Charakterystycznymi ga- tunkami drzew tworzącymi łęgi są: olchy, topo- le, wierzby, wiązy i jesiony z bogatym podszy- ciem i bujnym, wysokim runem. M a s z k a — drobne muszki, których mnóstwo jest w tajdze i tundrze. Tworzą cale „obłoki brzęczą- ce" i tną dotkliwie ludzi i zwierzęta. Misteria — w starożytnej Grecji obrzędy reli- gijne dla wtajemniczonych. Monokultura — wytwarzanie przez gospodar- stwo rolne jednego tylko artykułu, bądź roślina uprawiana na dużych obszarach. Morena boczna — zwały skalnego gruzu, któ- ry usypał na bokach doliny ptzesuwający się jęzor lodowcowy Nagasaki — port japoński, ponad 300 000 miesz kańców Zniszczony drugą bombą atomową zrz coną, podobnie jak na Hiroszimę, przez Amery li- nów w 1945 roku Zginęło wtedy 75 000 mie a ców. Nargile — przyrząd do palenia tytoniu, rodzaj tdjki. Dym wciągany przez rurkę gumową prze- chodzi przez naczynie z wodą Nawigacja — dział wiedzy fachowej o prowa- dzeniu statku morskiego lub powietrznego. W tym przypadku możliwości nawigacyjno-portowe to możliwości manewrowania statkiem w porcie. Nomadowie — koczownicy Obwód — Jednostka administracyjna w Związku Radzieckim. Odpowiednik polskiego województwa. Olimpiada w Tokio — w 1964 roku odbyły się XVIII-letrue igrzyska olimpijskie, w których brały udział 94 państwa. O p u n c j a — roślina z rodziny kaktusowatych. Po- chodzi z Ameryki Południowej, hodowana jest w krajach śródziemnomorskich. Ortodoks — tu: człowiek ściśle trzymający się nauki swojego kościoła Ostrogi — wartownie obronne budowane na Sy- beru przez Kozaków, którzy poczynając od XVI wieku zajmowali tereny na wschód od Uralu w imieniu władzy carskiej, np. Tobolsk, Jakuck. Irkuck i inne. Ozon — gaz powstały przez połączenie trzech ato- mów tlenu. Wytwarza się po gwałtownej burzy, ma charakterystyczny zapach Parias — (w Indiach) człowiek uciśniony i wy- dziedziczony, nie należący do żadnej kasty. Plazma — 1) gaz bardzo silnie zjonizowany i wskutek tego dobrze przewodzący prąd elek- tryczny, występuje m. in w atmosferze gwiazd, 2) osocze krwi, płynna część krwi. Autor używa tego wyrazu w przenośni. Płonne warstwy rające poszukiwanego minerału lub zawierające go w zbyt małej ilości. P o m p e a — miejscowość w południowych Wło- szech, położona u stóp Wezuwiusza. Przed blisko dwoma tysiącami lat zniszczona w czasie wybu- chu tego wulkanu. Odkopana w XVIII wieku do- starczyła wiele cennych dla nauki wiadomości o jej dawnych mieszkańcach. Porfiry, sjemty — skały magmowe, bardzo twarde. Porohy — progi skalne występujące na dnie ko- ryta rzeki. Poziom wód — mowa którymi nasycone są warstwy luźnych skal lezą- cych na powierzchni. Z wód tych korzystają rośli- — warstwy skał nie zawie- tu o wodach gruntowych, ny. Purga — bardzo silna zawieja śnieżna na Syberii Rezerwuar — zbiornik do przechowywania cie- osób zaj- Rezydencja — mujących bardzo wysokie miejsce stałego pobytu stanowiska 211 210
S a r i — suknia upięta z kilkumetrowego płatu ma- terii. Strój kobiet Indii, Cejlonu, Indonezji. Satelitarne miasteczka — małe miasta le- żące w bliskim sąsiedztwie aglomeracji miejskiej, silnie z tą aglomeracją związane gospodarczo. Sejsmograf — czuły przyrząd zapisujący drga- nia skorupy ziemskiej, np. podczas trzęsienia ziemi Slawistyka — dziedzina nauki obejmująca ba- danie języków I literatur słowiańskich. Slums — (po angielsku, czytaj slamz) dzielnica nędzy w dużym mieście. Słupy Herkulesa — tak nazywali starożytni dwa naprzeciwko siebie lezące skaliste pół- wyspy w Cieśninie Gibraltarskiej. skałę Abyla po stronie afrykańskiej i Gibraltar po stronie eu- ropejskiej Przed naszą erą, we wczesnej staro- żytności, mieszkańcy wybrzeży Morza Śródziem- nego uważali, że poza Slupami Herkulesa nie ma już lądów, tylko wielki ocean. Tu więc kończył się antyczny (tzn starożytny) świat S o m o n — jednostka administracyjna Mongolii, od- powiadająca powiatowi Spitsbergen (Szplcberg) — nazwę nadał żeglarz holenderski Barents (Spits — koniec, berg — góra). Nazwa odnosi się do archipelagu wysp położonego między 10’30' i 27°45' długości , J r -I — - ~ * — — — tak nazywali starożytni — góra). Nazwa odnosi się do archipelagu A. 1 — — - — -- wschodniej oraz 76’27’ 1 80°49' szerokości północ- nej. Używa się również starej norweskiej nazwy Svalbard, przyjętej dla Spitsbergenu 1 Wyspy Niedźwiedziej po włączeniu Ich do Norwegii. Naj- większa z wysp archipelagu nazywa się Spitsber- gen Zachodni. Nazwę Spitsbergen czytaj Szpic- bergen. Stalaktyty, stalagmity — naciekowe for- my skalne, jakie tworzy wapień osadzający się w jaskiniach. Woda podziemna przepływająca przez skały wapienne rozpuszcza wapień, a na- stępnie osadza go w innym miejscu. Gdy woda kapie ze stropu, wapień osadza sopla (stalaktyt) oraz w 311 lagmit). Bywa, że po długim czasie stalaktyt i stalagmit połączą się, tworząc razem kolumnę. Stara Pianina — patrz objaśnienie nazwy Bał- kan. Studia socjologiczne — prace naukowe, które mają w tym przypadku na celu zbadanie, jak przystosowuje się człowiek do nowego śro- dowiska i do pracy w nowych warunkach. Studia urbanistyczne — prace naukowe, któro mają na celu zbadanie, w którym miejscu i Jak należy zabudować obszar miasta Sub contr um — Tokio składa się z szeregu dziel- nic, które po straszliwych zniszczeniach drugiej wojny światowej, rozbudowały się przeważnie w jaskiniach. Woda podziemna się w postaci postaci słupka (sta- w sąsiedztwie stacji kolejowych. Każda dzielnic posiada swoje własne centrum we — rodzaj śródmieścia. Subcentruni rzędne śródmieście. Sudandih — miejscowość, w której grUp skich specjalistów przystąpiła wiosną |962 rP°‘‘ do budowy nowoczesnej kopalni węgla kończeniu budowy w 1971 roku kopalnia ma T wać 2 miliony ton węgla rocznie. Jest to jed * z pierwszych, rzeczywiście nowoczesnych obiet tów górniczych w Indiach. arańcza wędrowna — owad, żyje w ciep- łych okolicach Eurazji 1 Afryki, gdzie występuje nieraz masowo. Groźny szkodnik, niszczy wszelką zieleń. Wielkie naloty szarańczy mają charakter cykliczny. Owady te przenoszą się z miejsca M miejsce chmurą około 70 km długą 1 40 km sze- roką. Ze względu na zagrożenie wielu krajów, walka z szarańczą musi opierać się na współpra- cy, którą kieruje międzynarodowa organizacja do spraw wyżywienia 1 rolnictwa (FAO). W Radziec- kiej Azji Środkowej zdołano opanować tę plagę. S z e r p — Szczep Szerpów pochodzi z Tybetu, obecnie liczy około 100 000 osób. Szeik — naczelnik plemienia arabskiego. Szlak „kas lan la" — szlak wędrówki reniferów Sztormówki z kapiszonami — nieprzema- kalne bluzy z kapturami. Święte Morze — tak nazywali Bajkał miesz- kańcy Syberii. Jest to najgłębsze jezioro świata (1740 m) i największy zbiornik wody słodkiej. Tajga — pierwotny las iglasty, występujący we Wschodniej Europie, na Uralu 1 na Syberii. Skła- da się głównie ze świerka, modrzewia, sosny, jodły i limby, zwanej często cedrem Tajfun — silny, groźny wiatr typu wirowego (cy- klonu), występujący w Południowo-Wschodniej Azji w okresach zmiany kierunku monsunu. Ta jo wie — naród zamieszkujący góry Demokra tycznej Republiki Wietnamu. Tankowiec — patrz: zbiornikowiec. Tatami — (po japońsku) wielkość odpowiadaj^ powierzchni 90,9 cm na 181,8 cm. T e n u t a — czynsz dzierżawny. Terma (lub cieplica) — źródło o tempery rze wody wyższej niż średnia roczna po*ic w danym miejscu. Wody termalne wo y chodzące z ciepłych źródeł, z cieplic. T e r m i k a — chodzi tu o temperaturę wody * & nych częściach Morza Śródziemnego i na r0 głębokościach. rOZbudo- Terytorialny rozwój miasta wa i włączanie do miasta nowych terenów. dotąd miały charakter osiedli podmlejs ic wsi. z handlo- ^ugo- tych Sz Bourdillon i Charles Evans — czasie próby wejścia na szczyt Czomolungmy dnia 26 maja 1953 roku osiągnęli jako pierwsi Południowy Wierzchołek Trabant — żołnierz straży przybocznej monar- chów panujących w średniowieczu. Trawers — podchodzenie po linii ukośnej w sto- sunku do stoku góry. Trociczki — pałeczki kadzidlane palone w świą- tyniach na cześć bóstwa. Turbina — urządzenie mechaniczne w elektrowni wprowadzające w ruch wirnik generatora. Turbi- ny mogą być: parowe, wodne i inne. Wielka obrona — Jedna z największych bitew w czasie II wojny światowej (bitwa nad Wołgą). Wojska radzieckie po zaciekłej i bohaterskiej obronie miasta, przeszły w listopadzie 1942 roku do natarcia, okrążyły i w ciągu kilku miesięcy zlikwidowały okrążone zgrupowanie armii hitle- Tom w rowskiej. Wikingowie — rozbójnicy morscy, którzy w VIII—X w. nękali najazdami wybrzeża krajów Europy Zachodniej. Dotarli również do Islandii. Yen (jen) japońska Jednostka monetarna równa 100 senom. Zbiornikowiec, tankowiec — statek przy- stosowany do transportu materiałów płynnych Obecnie są to jedne z największych statków, słu- żących głownie do transportu ropy naftowej. Zorza polarna — świecenie cząsteczek silnie rozrzedzonego powietrza wyższych warstw at- mosfery. Można ją obserwować przede wszystkim na terenach polarnych W okresach silnej ak- tywności słońca pojawia się również w średnich szerokościach geograficznych Żuławski Wawrzyniec — ur 14 lutego 1916 roku w Zakopanem Był kompozytorem, pedago- giem i krytykiem muzycznym, ponadto zapalo- nym alpinistą 1 autorem reportaży oraz więk- szych prac z dziedziny alpinistyki (Wędrówki al- pejskie. Niebieski krzyż i in.). Poniosł śmierć w dniu 18 llpca 1957 roku w akcji ratunkowej, zasypany lawiną na Mont Bknc du Tacul w Al- pach Tlubletejka — rodzaj nakrycia głowy 212
ZESTAWIENIE LITERATURY wykorzystanej w wypisach geograficznych dla klasy VII Achmatowicz-Olok Anna 1 Otok Stanisław Węgry wczoraj I dziś. Warszawa 1968 PZWS, s 57—59. Berezowski Stanisław: Paryż po raz trzeci „Poznaj Świat" 1963 nr 7, s 22. Biesiada Roman Spotkania z Wołgą. Warszawa 1966. PZWS. s. 10—11. | Biesiada Roman Nad Morzem Śródziemnym. Warszawa 1970, PZWS, s. 105—110 Biesiada Roman Pomyłka Jean-Louisa. „Poznaj Świat" 1968 nr 7, s. 14—16. Biesiada Roman Trzy twarze Tamizy ..Poznaj Świat". 1964 nr 12, s. 23—26 Biesiada Roman »V kraju Czechow i Słowaków Warszawa 1968, PZWS, s. 15—20. Biesiada Roman Z biegiem Wołgi Warszawa 1964, Wiedza Powszechna, s. 124—125, 14B—160. > Brodzkl Stanisław Pagody, smoki i ludzie Reflektorem po Azji. Warszawa 1958, Książ- ka i Wiedza, s. 100—103. Budrewicz Olgierd Tokijskie ABC Warszawa 1970, Iskry s. 17—33, 56—57, 157—159 Budrewicz Olgierd Wrogie słońce. Warszawa 1963. MON. s. 47. Burchard Przemysław Pomarańczowe żniwa. „Poznaj Świat". 1965 nr 2, s. 20—31. Burchard Przemysław Wiosną po żaby. „Poznaj Świat". 1967 nr 2, s. 18—23. Chłapowska Teresa. Łaźnie fińskie Poznaj Świat". 1958 nr 2, s. 20—22. Oludzikowska Jadwiga i Jaiter Jan Ludzie wielkiej przygody Warszawa 1955, Wie- dza Powszechna, s 241—254. Czekanów S W„ Józefowicz W. A.. Rausz A. Opowiadania geograliczne, Warsza- wa 1953, Nasza Księgarnia, s. 241—244, 248. 254—255 Dobrzyński Roman. Hiszpania z elementarza. Warszawa 1967, Książka I Wiedza, s. Dobrzyński Roman: Asturia „Poznaj Świat" 1970 nr 4. s. 21 Danecki Jan Cztery punkty na mapie Warszawa 1962, MON, s. 131—152. Dorawski Jan Kazimierz Człowiek zdobywa Himalaje Kraków 1957. Wydawnictwo Literackie, s. 18—21. Dorawski Jan Kazimierz. Walka o szczyt świata. Warszawa 1955, Iskry, s. 209 Dworczyk Wojciech Archipelag dymiących wulkanów. Warszawa 1961 Dw- reryk Wojciech: Spacer wśród kwitnących wiśni. Warszawa 1966. Czytei01 5. 60—64. । Dy! kowa Anna Zwycięska walka Holendrów z morzem. „Poznaj Świat 19 s. 31—32, oraz 1968 nr 2, s. 26 Fiedler Arkady Dzikie banany'. U bujnych Tajów i mężnych Meo Warszaw* Iskry, s. 6—16 1 Fiedorowicz B Oblicze pustyni. Warszawa 1951, Książka i Wiedza, s. 63—65 Fuksa Janusz Tajga Uralu. „Poznaj Świat" 1960 nr 8. s. 3—6. Cworgiew p Jaskinia lodowa. „Poznaj Świat*. 1964 nr 9. s. 34—35 C.;evsztorowa Irena. W tundrze „Poznaj Świat", 1961 nr 7, s. 7—10. ' •rn.cki Uiesław Podróż po garść ryżu. Warszawa 1964, Iskry, s. 154—174 |Ot HeHrtytukl Stanisław Wyspa Wikingów Warszawa 1965, Iskry, s. 9* 118—119. Wiedza Powszechna, s. 61—77 Makarewicz '____ s. 131—133 Marzec —48, 70—75, 92—94 Myrdal Jan i w a 1964, iskry, f 96—98 Nawrocka Barbara: Paszt Adam i Passendorler Edward s. 44—51 Prorok Leszek W na Putrament Jerzy I. Iwanicki Wiesław Angara - L Iwanicki Wiesław Złoto I diamenty Jakuni^^ W’rM,*d » 20-» 3 Kunłer< lun tloKa j,* ”« «*«. » Kremky-Selon, Jen.ne Hmu„,ille ' 1 *' ’• • Lob,n.». Jerzy, 2ol„. ?'*'*” ”7' PZWS le/nbne/, dc, ErdAunde . T* P/WS ’ ,2~K- Lldnske) * B*'lm » « Ulua-m. D.euu U^ycey prm Hu(f , Jadcusr I Tred.cU,U R„ma„ Hqte. ipKAt„n Wmm Zdrislaw Opewert Zen,*, WirsŁ,„ KuwU ( _ J—ra, 'iż— Na poddaszu świata Przełożył » szwedzkiego Witold Nowicki Wariza- f. s VÓ— Odia: rrolejbusem do galaktyki Warszawa 1969. PTW, t 116—125 Kraie uśmiechniętego Buddy. Warszawa 1961 MON i 7—9 Ao skalnej drodze W ĄtsiawA |96fi Wydawnictwa Ceologiczar ' największym porcie globu. „Poznaj Swla« 1987. ar 9 <. B—37 • ... Na drogach Indii. Warszawa 1967, MON. t. 50—65 Rumbach Picrre Z Bomba/u do Pattarkalu. Ekspcdycia W Gohtha Frzekl E Duni- kowska Warszawa 1962, Iskry, s. 55—57. Ratajczakowie Eligiusz i Henryk Łuiycc, kraj nieznany Poznaj Swuf 1968 nr 5, s. 10—12. Ratajski Lech Kolega i millenium „Poznaj Swiał" |96» nr 10. s. 17—(8. Rudzka Ewo Kulkula — olbrzym wyrosły w dżungli Poznaj Swwt** 1956 u 4. i 1 Rusinek Michał Kolorowo podróże Warszawa 1964, Ludowa Spufctetehna AyduwEirza s 224—231. . _/* Sieroszewski Wacław Dwu iascie lat w kra/u Jakutów Dzieła 7 XVII Kraiow 1961. Wydawnictwo Literackie $. 39—48, 64, 100 Sieroszewski Wacław Wsrod kosmatych ludzi. Klucz Dalekiego Wschodu Cepon naj- piękniejsza wyspa \yschodu. W&tszówh 1957, Wiedza Pou*zechna s ,34 198. Stefanowicz Ryszard Gospodarstwo w stepie Poznaj Świat 1953 v 4. s. 30—13 Stolarek Zhjgniew Podroż do wielkiego polata Warszawa 1961 Iskry. » 175-1 Szachów A Na różnych szerokościach geograficznych Warszawa 1952. MON. Tlchonow N Opowiadania o Pakistanie Waisowi 1952. Nasza k.ięcłarrua s 84-85. i— 5 27J |275| n Hokad oczy poniosę Warszawa 1958 MON *. 2v6-214 Wolanowski Lucjan Dokqd o } P Czytelnik, s. 120—140 Wolanowski Lucjan. Zwierciadło og n • _ iTczęscia Warszawa 1961. Iskry Zieleńskl Jerzy Sześciu mędrców z ..Bogatego srctescrar $, 8—25. Zimłńskl Maciej Osiem dni w ma, s 15—41 Żuławski Wawrzyniec Sygnały S. 200—210, 263—264 » 1964 N*«M» Koca1”’ biedzi w«rs»*« krainie m^iedt ic 215
SPIS TREŚCI Wstęp .............. 3 Część pierwsza — W EUROPIE ... 5 Rozdział 1 Różnorodne są krajobrazy europej- skie . 8 1 Wyspa Wikingów (Islandia) ... 8 2. Halo, Spitsbergen 12 3. W starych górach Bretanii (Francja) 14 4. Wędrówki alpejskie 16 5. Balaton (Węgry |............................ 20 6. Jaskinia lodowa (Bułgaria) 23 7. Boka Kotorska (Jugosławia) .... 25 8. Morze Śródziemne . 27 9. W delcie Dunaju (Rumunia) 32 10. W krainie stepów (ZSRR) 36 II. Tajga Uralu (ZSRR) ..........................38 Rozdział 11 Co nowego w rolnictwie? . 41 12. Zwycięska walka Holendrów z morzem 41 13. W drodze do Lipska (NRD .... 45 14. Pomarańczowe żniwa (Wiochy) ... 47 15. Na bałkańskich halach (Bułgaria) ... 49 16. Podróż przez stepy Bariganu (Rumunia) 50 Rozdział III Skarby wydarte Ziemi . 52 17. Bardzo dziwne miasto (Szwecja) ... 52 18. O krajobrazie zadecydował węgiel (NRF) 55 19. Żelazne serce (Luksemburg) 58 20. Księżycowy krajobraz (NRD) ... 60 *^21 Węgry, kraj wód leczniczych ... 63 22. Sol z morza (Bułgaria) ......................67 Rozdział IV W wielkich miastach Europy 68 23. Trzy twarze Tamizy (Wielka Brytania) 68 24 Wielkie bulwary Paryża (Francja) 72 25. Pomyłka Jean - Louisa (Francja) ... 74 26. W największym porcie globu (Holandia) 78 27. Stuwiezowa stolica (Czechosłowacja) . . 80 28 Wołga w Moskwie (ZSRR) 84 29. Na spotkanie słońca (ZSRR) 86 30. Miasto-bohater (ZSRR) 88 Rozdział V Zwyczaje 1 obyczaje ... 91 31. Łaźnie fińskie 91 32. Witajcie w Hiszpanii . . .93 33. Łużyce, kraj nieznany (NRD) . 96 Część druga — W AZJI 99 Rozdział I. Zmienia się oblicze Syberii 102 34 Syberia — ziemia ogromna (ZSRR) 102 35. W tundrze (ZSRR) 104 36 Na rożnych szerokościach geograficznych (ZSRR) ... 106 37. Do tajgi po szyszki (ZSRR) 38. Klimat Jakucji (ZSRR) 39 Badacz świętego morza — Benedykt Dy- bowski (ZSRR) 40 Na diamentowych polach (ZSRR) 41 W tajdze zabłysły światła elektryczne (ZSRR) ..... 42. Syberyjskie rolnictwo (ZSRR) 43. Irkuck leży na skrzyżowaniu azjatyckich dróg (ZSRR) 110 114 117 121 124 127 129 * Rozdział II. W stepach 1 pustyniach Azji 132 44. Step Ussuryjski (ZSRR) . . .132 45 W stepach Mongolii......................... 133 46. Gospodarstwo w stepie (ZSRR) 136 47 Bawełna... bawełna (ZSRR) . 139 48 Słona ziemia (Chiny) . . . .141 49 Morze piasku (ZSRR) ... .142 50. Wielbłąd — okręt pustyni (Afganistan) . 144 51. W namiocie Beduina (Jordania) . 146 52. Nad Zatoką Perską..........................148 Rozdział 111 Tam, gdzie wieją monsuny 152 53. Rok dzieli się na pory suchą 1 deszczową (Półwysep Indochiński) 54. Monsun nadchodzi (India) .... 55 Szarańcza (Pakistan) 56. „Ogrody Indii'1 ... 57. Kasty w Indiach .... 58. Kalkuta (India) ...................... 59. Indie się uprzemysławiają 60 Puszcza na Cejlonie . . 61 Archipelag dymiących wulkanów (Indo nezja).............................. • 62 Dżungla na Półwyspie Indochińskim (De mokratyczna Republika Wietnamu) 63. Pociągiem przez Chiny do Demokratycz nej Republiki Wietnamu 64 Ujarzmienie Żółtej Rzeki (Chiny) . 65. Pekin (Chiny)...................... 66. W kraterze wulkanu Aso (Japonia) 67. Tajfun Elizabeth (Japonia) . 68. Tokio (Japonia) ................... 69. Hiroszima 1 Nagasaki (Japonia) 70 Państwo bogaci się (Japonia) 71. Wielki strach (Japonia) Rozdział IV: Na szczytach 1 u podnóży gór 72 Burza na szczytach Kaukazu 73. Wyspa na stalowych palach (ZSRR) 74. Od dżungli do lodowców (Himalaje) • 75. Zdobycie najwyższego szczytu świata • 76. W Tybecie (Chiny) Przypisy Zestawienie sach 152 153 154 156 158 160 163 165 167 170 172 175 178 181 183 185 188 190 192 194 194 197 200 202 206 209 214 literatury wykorzystanej w wVPl
'25 24 EURAZJA Numery zamieszczone na mapie wskażq Ci czytanki, których treść dotyczy interesującego Cię miasta, krainy geograficznej, opisywanej tra- sy podróży, gór, w których zdarzyła się przygoda Otwórz książkę i przeczytaj to największy kontynent świata